poniedziałek, 16 grudnia 2013

85





   Opadłem ciężko na fotel obok mojej dziewczyny i od razu zapiąłem pasy. „Moja dziewczyna... Jak to fajnie brzmi...” Od razu zrobiło mi się trochę lepiej. Czułem, że zmęczenie powoli ze mną wygrywa i mogę odpłynąć lada moment. Zdecydowanie brakowało mi choć kilku godzin porządnego snu. Przeciągnąłem się, ziewając głośno. Alex obdarzyła mnie zadziornym uśmiechem.
   - Co? – spojrzałem na nią podejrzliwie. Pokręciła tylko głową, nadal susząc zęby. Szybko skontrolowałem wszystkie swoje strategiczne miejsca. „Pozapinany jak Pan Bóg przykazał...” – No co?
   - Czyżbyś się nie wyspał? – powiedziała w końcu. Przewróciłem oczami, szczerząc się do niej zadowolony.
   - No, raczej nie dałaś mi pospać – nachyliłem się, by skraść całusa.
   - A czyja to wina, co? – parsknęła i sięgnęła po moją dłoń, splatając nasze palce razem. „Naprawdę nie sądziłem, że tak bardzo brakowało mi takich gestów...
   - Może i moja – przyznałem, ciesząc się jak głupi, gdy ona przewróciła oczami. – Ale zdecydowanie było warto... – poruszałem komicznie brwiami.
   - Ty naprawdę jesteś nienormalny – parsknęła, opierając się wygodnie i kładąc głowę na moim ramieniu.
   - Będziesz teraz spać? – zdziwiłem się. Wprawdzie też byłem zmęczony, ale nie powiem, że nie liczyłem na te dwie godziny razem.
   - No, ktoś mi nie dał pospać w nocy... – mruknęła, uśmiechając się pod nosem.
   Musieliśmy przerwać naszą jakże zajmującą wymianę zdań, bo oto pojawili się pozostali i zrobiło się niemałe zamieszanie. Zauważyłem szeroki uśmiech na twarzy Alex, gdy tylko Kate pojawiła się w przejściu. Oczywiście w towarzystwie Louisa. „Jakże by inaczej?” Musiałem szczerze przyznać, że mimo bladości, wywołanej strachem przed lataniem, nasza mała przyjaciółka wyglądała dziś niesamowicie. Jakimś cudem kolejny raz dała się namówić na szorty, pomimo, że oba jej kolana zdobiły opatrunki. Choć fakt, że dziś były to bandaże w cielistym kolorze z pewnością pomógł ją przekonać. Wprawdzie zdziwiłem się, że założyła taką  zabudowaną bluzkę w taki upał, ale gdy podzieliłem się swoimi spostrzeżeniami z Alex, przypomniała mi o siniakach na ramionach Kate i wszystko stało się jasne. „Przesrane...” westchnąłem. Pomimo działającej klimatyzacji miałem wrażenie, że się roztapiam. „Gorąco...
   - Gorąco jak w piekle, a to dopiero dziesiąta... – marudził Zayn, ledwo opadł na fotel. – Niech mi ktoś powie, że w Madrycie będzie chłodniej...
   - Mogę cię okłamać – zaproponowała Louise, podając mu na chwilę małą i upychając swoje torby w schowku.
   - Lux, powiedz Harry! – zawołałem do dziewczynki.
   - Mama! – klasnęła w dłonie i zaczęła podskakiwać zadowolona, śmiejąc się do mnie.
   - Jeszcze kiedyś cię nauczę, zobaczysz – pogroziłem rozbawiony.
   - Tak jak nauczyłeś ją, że „daj” znaczy „masz”? – Zayn przypomniał o moim słynnym osiągnięciu. „Tak, to mi się udało...
   - Co chcesz, to całkiem zabawne... – chciałem jeszcze coś dodać, ale pojawienie się Paula sprawiło, że zmieniłem zdanie. Pamiętając, że z rana nie miał najlepszego humoru, przezornie postanowiłem się zamknąć.
   - Są wszyscy – powiedział w stronę kobiety w kremowym kostiumie po tym jak omiótł spojrzeniem po zebranych. – Można zamykać – dodał, przeciskając się na swoje stałe miejsce.
   - Pozapinać się wszyscy... – powiedziałem cicho pod nosem, zgadując następne słowa menadżera.
   - Pozapinać się wszyscy! – parsknąłem, gdy usłyszałem słowo w słowo to co zawsze.


   - Trzeba było odebrać, gdy dzwoniła, a nie teraz będziemy zachodzić w głowę, co też od ciebie chciała – odezwał się Niall, najwidoczniej już zmęczony naszymi beznadziejnymi zgadywankami. To, że imię Eleanor znów pojawiło się w naszych rozmowach wcale mi się nie podobało. Alex też nie wyglądała na uradowaną, że była Louisa wróciła na tapetę. „Akurat tej idiotki to nam do szczęścia nie brakowało...
   - Nic więcej nie powiedziała? – sam już nie wiem, który raz padło to pytanie. Mimo iż Lou dał nam odsłuchać nagraną przez Eleanor wiadomość, to usilnie chcieliśmy by było w niej coś więcej niż tylko „Lou, to ważne. Proszę odbierz...
   - Nie, Zayn. Nie ma nic więcej... – Louis przewrócił oczyma. – Przecież puszczałem wam tą wiadomość...
   - Może po prostu do niej oddzwonisz, gdy wylądujemy i dowiesz się o co chodziło? – zaproponował Liam, wzruszając ramionami.
   - Po co ma rozmawiać z tą idiotką? – Zayn spojrzał na przyjaciela oburzony. – Nie wiem, co ona może mieć za ważne sprawy...
   - Może rzeczywiście powinieneś się dowiedzieć? – Kate chyba pierwszy raz zabrała głos. Do tej pory była zbyt zajęta ściskaniem swojego złotego serduszka. „Właściwie nadal to robiła” zauważyłem, uśmiechając się pod nosem. – Ta niewiedza ewidentnie wszystkich stresuje...
   - Jedyne, co nas stresuje, to fakt, że ta dziwka nie chcę zostawić was w spokoju – powiedziałem, widząc niewyraźną minę Louisa.
   - Harry... – Alex uniosła brwi na te moje słowa. Wiedziałem, że podziela moje zdanie, choć ona pewnie użyłaby innego określenia dla dziewczyny.
   - No co? – wzruszyłem ramionami. – Wierz mi, skarbie, gdybym wklepał „dziwka” w GPS-a, to pokazałoby mi drogę prosto do jej domu...
   - Dobre – Niall przybił ze mną żółwika, a reszta śmiała się pod nosem. – Ale prawda jest taka, że nic nie wiemy, a siedzimy i od godziny wymyślamy coraz to głupsze scenariusze. To kompletnie bez sensu...
   - Właściwie to ma rację... – wtrąciła się Alex.
   - Oczywiście, że mam.




   - Niestety raczej nie przemkniemy się niezauważeni – powiedział Paul, gdy tylko skończył rozmawiać z pracownikami lotniska. – Jest tylu fanów, że jakiekolwiek wyjście wybierzemy, będziemy musieli się przeciskać między nimi. Najbezpieczniej będzie po prostu wyjść głównym, jest tam najwięcej ochrony i najkrótszy dystans do przejścia...
   Menadżer coś tam jeszcze tłumaczył i uzgadniał z facetem w biało-niebieskim mundurze. Zauważyłem, że Adam przysunął się bliżej Kate, a Andy uścisnął przyjaźnie Alex. „Wszyscy na swoich miejscach...” uśmiechnąłem się, zarzucając torbę na ramię. Po chwili wolno kierowaliśmy się ku wyjściu.
   - Niesamowite... – wyrwało się z ust Alex, gdy tylko znalazła się na ruchomych schodach i mogła dojrzeć tłumy zebrane na dole. – Jak my się między nimi przeciśniemy?
   - Taranem, skarbie – zaśmiał się Harry, asekurując dziewczynę przy zejściu z taśmy. – Daj tą swoją torbę, bo jeszcze ktoś za nią pociągnie i się przewrócisz na tych kulach...
   Maszerowałem za nimi i mimo tego całego lotniskowego zamieszania nie mogłem się nadziwić, jak bardzo dojrzały zrobił się Styles. Wszyscy zauważyliśmy jak bardzo Kate zmieniła Louisa, ale czy ktokolwiek się choćby domyślał, jak bardzo wydoroślał Harry? Uśmiechnąłem się, obserwując jak zakłada sobie torbę dziewczyny na ramię.
   Zatrzymaliśmy się kawałek od rozsuwanych drzwi. Za nimi było już tylko morze fanów i samochody, czekające, by zabrać nas do hotelu. Ochrona lotniska robiła co mogła, ale zdecydowanie ciężko było dojrzeć jakikolwiek efekt ich zmagań.
   - Dobra – Paul stanął przed nami. – Idziemy. Lepiej już nie będzie...
   - Lepiej? – zdziwił się Louis. – A oni w ogóle choć trochę panują nad tym tłumem?
   Gdy otworzyły się drzwi, poziom decybelów dosłownie obezwładniał. Lou otoczył Kate ramieniem i ruszył za Niallem. Gdy tylko wyszli na zewnątrz zapanowało istne szaleństwo. Ochrona lotniska była bez szans. Na szczęście nasza ekipa była już trochę obeznana z tym tematem i powoli przeciskaliśmy się do samochodów. Trwało to wieki, ale w końcu drzwi się zatrzasnęły, odgradzając nas od hałasu na zewnątrz. Teraz otaczały nas zapłakane twarze, przyciśnięte do szyb. Ochrona nadal zmagała się z tłumem, próbując oczyścić nam przejazd.
   - Wow... – to było wszystko, co wydostało się z ust Kate. Siedziała przytulona do Louisa, a jej szeroko otwarte oczy mówiły, że tego się nie spodziewała. Nie mogłem się jednak nadziwić, jak dobrze to zniosła. Bliskość Lou i pewnie też Alex, miała na nią olbrzymi wpływ. Zauważyłem, że przyjaciel wyjmuje i chowa telefon, ledwo na niego zerkając, choć minę ma niezbyt wesołą. „Co też mógł tam zobaczyć?
   - Masakra – skomentowała Alex, gdy już wygodnie usadowiła się na fotelu. – Może następnym razem powinniśmy was puszczać przodem na pożarcie, a same wyjść innymi drzwiami? – dodała po chwili. Ewidentnie nadal była pod wrażeniem możliwości naszych fanów. „Cóż... Nie da się ukryć, że potrafią zgotować nam powitanie...” – Jestem za młoda, by tak umierać...
   - To ja ciebie, kobieto, własną piersią osłaniam... – oburzył się Harry, choć oczywiście towarzyszył temu wesoły błysk w oku. – Zero wdzięczności...
   - Wdzięczność, to ja wyrażam inaczej – puściła mu oczko i skutecznie go tym uciszyła. Prowadzili teraz jakąś niemą rozmowę na spojrzenia i wyglądało to tak, że aż musiałem odwrócić wzrok. Zayn rozbawiony wywrócił oczyma. „Nietrudno było się domyślić, co im chodzi po głowie...
   - Boże, Styles! – zawołał Niall. – Bo ci zaraz spodnie pękną...
   Wybuchnęliśmy śmiechem na te słowa i tylko dwie osoby oblały się wiele mówiącym rumieńcem. „Kate i... Harry...




   - Powiem ci, Słońce, że powinnaś się cieszyć, iż nie widzisz, bo normalnie wszystko co tu się rusza, wodzi na pokuszenie...
   - Alex! – zaśmiałam się ze słów przyjaciółki, doskonale zdając sobie sprawę, co znaczyły jej słowa.
   - Temu ratownikowi zaraz coś stanie na twój widok – parsknęła. – I nie mam tu bynajmniej na myśli serca. Gdyby Louis wiedział, co tu się będzie działo, zamknąłby cię w pokoju. Ewentualnie nie wypuszczał z ramion i posyłał wszystkim mordercze spojrzenia – dodała, śmiejąc się głośno. – Nie wiem, czy Adam sobie poradzi z opędzaniem cię od tych opalonych zalotników...
   - Jesteś szalona – śmiałam się na całego. – A poza tym jestem pewna, że on nie patrzy na mnie – powiedziałam, wystawiając twarz do słońca. – Pewnie zastanawia się, czy nie zwrócić ci uwagi na to, że twój strój za bardzo bije po oczach, ograniczając mu widoczność...
   - Może... – Alex udawała że się namyśla. – Nie. Jednak pozostanę przy mojej wersji – dodała po chwili. – Zwłaszcza, że to hiszpańskie, gorące ciasteczko właśnie zmierza w naszą stronę... Cycki na baczność, Mała. Mam wrażenie, że będzie ciekawie...
   - Alex! – czułam, że gorąco na mojej twarzy niekoniecznie jest związane z temperaturą powietrza. – Bo powiem Harry’emu i zobaczymy kto tu skończy zamknięty w pokoju...
   - Ej! Jestem twoją przyjaciółką! Chyba obowiązuje nas jakiś kodeks lojalności, czy coś? Choćby solidarność jajników – oburzyła się. Chciałam odpowiedzieć, ale już niestety nie zdążyłam.
   - Witam, piękne panie – usłyszałam męski głos ze zdecydowanie obcym akcentem. Prychnięcie przyjaciółki nie uszło mojej uwadze... – Czy mogę zaproponować paniom drinka?
   - Ale że tak jednego? – odezwała się Alex. Usłyszałam, że Adam nieudolnie próbował zamaskować śmiech kaszlnięciem.
   - N-nie... O-oczywiście, że n-nie – najwidoczniej pan ratownik trochę stracił na pewności siebie. „Dlaczego mnie to nie dziwi?
   - A nie powinien pan teraz ratować ludzkich istnień?
   - Akurat jest przerwa w topieniu się – powiedział. Usłyszałam, że się poruszył i po chwili poczułam jak siada na moim leżaku. Podskoczyłam na siedzeniu, zginając nogi w kolanach i przy okazji przeklinając to, że nie przebrałam szortów na coś dłuższego.
   - Wszystko w porządku? – Adam momentalnie znalazł się obok mnie i byłam więcej niż pewna, że pan ratownik nie czuł się za dobrze pod jego spojrzeniem. Chichotanie Alex tylko mnie w tym utwierdziło.
   - Jak najbardziej – odezwała się przyjaciółka, ale dopiero, gdy skinęłam głową, ochroniarz wrócił na swoje miejsce, gdzieś za nami. Na szczęście ktoś zawołał naszego Casanovę i mogłam wygodnie rozciągnąć się na leżaku. – No i nici z drinka... – westchnęła Alex, przesadnie udając rozczarowanie. – A tak poza tym, to muszę dodać... A nie mówiłam?
   - Co?  - udawałam, że kompletnie nie wiem, o co jej chodzi.
   - Jeszcze chwila i by mu te kąpielówki strzeliły – parsknęła. – Choć idę o zakład, że wypycha je jakimiś wkładkami. Może skarpetką?
   - Jesteś okropna – zaśmiałam się. Usłyszałam jakieś rozmowy za nami i po chwili Adam podawał nam zimne szklanki. – Co to? – zapytałam, wyczuwając mocny zapach alkoholu i krzywiąc się lekko.
   - Wasze drinki od tego tam...
   - Boże, toż to zwaliłoby z nóg nawet słonia! – zakrztusiła się Alex po spróbowaniu. – Może chce cię upić byś była łatwiejsza? – parsknęła, odbierając ode mnie nieszczęsną szklankę. – Mógłbyś nam to zamienić na coś, co nie składa się w dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach z alkoholu? Po wypiciu tego pewnie zaczęłabym śpiewać arie, a wierz mi, nie chciałbyś być tego świadkiem.
   Przyjaciółka namawiała się z Adamem nad tym, co miałaby ochotę wypić, a ja dzięki temu mogłam choć na chwilę się wyłączyć i wsłuchać w otaczające mnie dźwięki. O dziwo basen o tej godzinie rzeczywiście świecił pustkami. Wprawdzie słyszałam kilkoro dzieci i kilka starszych osób, ale nikt nie zwracał na nas uwagi. „Nareszcie...” westchnęłam na wspomnienie tłumów na lotnisku i przed hotelem. Od wczoraj moje myśli momentalnie zbaczały na jeden tor i bynajmniej nie była to Eleanor. Wszyscy zastanawiali się o co może chodzić i wiedziałam, że węszą jakiś kolejny podstęp, ale dla mnie najważniejsze było to, że ON jest w rękach policji i nie muszę się bać. Już nie bałam się Eleanor. „Kiedy taka odważna się zrobiłaś?” szepnął ten wewnętrzny głos, jakby chciał mi przypomnieć te wszystkie chwile, gdy kuliłam się przy niej ze strachu. Prawda była jednak taka, że teraz tylko jedna myśl zajmowała moją głowę. Wczorajszy telefon do Paula. Ze Szwajcarii. „I co teraz będzie?
   - Powiesz mi nad czym tak dumasz od rana? – słowa Alex wraz z jej dłonią na moim przedramieniu wyrwały mnie z mojej głowy. – Eleanor, czy ta konsultacja?
   - Co jeśli ten specjalista powie, że nie ma żadnych szans? – wyrzuciłam z siebie słowa, które nie dawały mi spokoju.
   - To nic się nie zmieni, prawda? Z taką diagnozą żyłaś wiele lat i pożyjesz jeszcze więcej – przyjaciółka ścisnęła moją dłoń w pokrzepiającym geście. – Czego naprawdę się boisz, Kate?
   - A co jeśli... jeśli... – wzięłam głęboki oddech. – Louis bardzo liczy, że się uda... – powiedziałam cicho.
   - Wszyscy mamy taką nadzieję, Słońce. Nie tylko on – usłyszałam i zrobiło mi się zimno, mimo upału. – To, że chcemy, byś mogła znów widzieć wcale nie znaczy, że będziemy bardzo rozczarowani jeśli się nie uda
   - Nie chcę go rozczarować... – dodałam jeszcze ciszej.
   - Czasami jesteś takim głuptasem – powiedziała i pociągnęła mnie na swój leżak. – Kiedy dowiedzieliście się o możliwości odzyskania przez ciebie wzroku?
   - W s-szpitalu...
   - Przed, czy po tym, gdy wyznaliście sobie z Louisem miłość aż po grób?
   - Po... – mruknęłam pod nosem, czując że znów się rumienię.
   - To przestań martwić się na zapas – objęła mnie ramionami i przytuliła do siebie. – On cię kocha taką jaka jesteś – moja dłoń mimowolnie powędrowała do złotej zawieszki na mojej piersi. – Oczywiście, że bardzo by chciał, żeby okazało się, iż istnieje możliwość na odzyskanie przez ciebie wzroku. Kocha cię i chce dla ciebie jak najlepiej. Chce... Właściwie to wszyscy chcemy... – poprawiła się. – Gdyby się udało, mogłabyś być kimkolwiek zechcesz...
   - Nawet chirurgiem? – próbowałam żartować, walcząc ze łzami, które chciały się wydostać.
   - To akurat nie wiem... Nie ma jakiś wytycznych co do wzrostu? Nie jestem pewna, czy są stoły operacyjne tak blisko podłogi... – roześmiała się głośno.Dobiegł mnie nawet cichy śmiech Adama.
   - Wcale nie jestem aż taka mała – oburzyłam się, rozciągając usta w uśmiechu. „Ona zawsze potrafiła przegonić szare chmury...” Usłyszałam parskniecie gdzieś z tyłu. – Nie jestem! – powtórzyłam, odwracając się w stronę ochroniarza.
   - No już go tak nie strasz, bo jeszcze naprawdę go przerazisz i rzuci pracę...
   - Tak, bo jestem taka straszna... – mruknęłam rozbawiona i odetchnęłam z ulgą.
   - Myśl o dobrych stronach... Jeszcze tak naprawdę nic nie wiadomo, a ty już się zamartwiasz? Pomyśl, że gdyby się udało, to mogłabyś... – byłam naprawdę ciekawa, co wymyśli – przeczytać każdą książkę, jaka została wydana.
   - To mi się podoba – ucieszyłam się.
   - Mogłabyś...
   - Mogłabym zobaczyć jak wygląda Lou – powiedziałam cicho, przerywając jej. – Mogłabym zobaczyć jak ty wyglądasz – uśmiechnęłam się.
   - Wiadomo, że bosko – parsknęła, ścierając z moich policzków łzy, które nie wiedzieć kiedy się pojawiły. – Nie płacz, skarbie... Zawsze wiedziałam, że nie ma dla ciebie rzeczy niemożliwych, a przecież nigdy nie brałam nawet pod uwagę, że możesz być kiedyś w takiej sytuacji jak dzisiaj... Nawet jeżeli nic z tego nie wyjdzie, to wciąż masz multum możliwości. Możesz studiować... Niekoniecznie chirurgię, ale...
   - Nawet nie odebrałam dyplomu... – mruknęłam pod nosem. W końcu uciekłam na niedługo przed końcem nauki.
   - Też mi problem... – parsknęła Alex. – Minęła cię nudna uroczystość. Powinnaś się raczej cieszyć. Możemy zadzwonić do ośrodka, by przysłali ci dokumenty...
   - Naprawdę tak myślisz?
   - Że możemy zadzwonić? – upewniła się Alex.
   - Że nic się nie zmieni, jeśli...
   - On wciąż będzie cię obrzydliwie kochał i świata poza tobą nie widział – powiedziała to z taką pewnością w głosie, że znów się rozpłakałam. „Dlaczego się mażę?” – Nie płacz, skarbie... Musisz w końcu uwierzyć w siebie tak, jak my w ciebie wierzymy. Jesteś wspaniałą osobą. Czy użerałabym się z tobą tyle lat, gdybyś nie była tego warta? – zaśmiała się. – I nawet dałam się wywieźć z Anglii...
   - Akurat to zrobiłaś nie ze względu na mnie, a dla takiego jednego z bujną grzywą – uśmiechnęłam się, ocierając łzy. – Jesteś szczęśliwa, prawda?
   - Oczywiście, że jestem – powiedziała szybko i z taką pewnością, że tu nie mogło być wątpliwości. – Choć byłabym szczęśliwsza, bez tego gipsu i gdyby okres mi się skończył... Mogłabym wtedy przetestować umiejętności tego twojego ratownika – parsknęła.
   - To nie jest mój ratownik!
   - Cóż... Ale chyba nie miałby nic przeciwko, żeby nim zostać – zaśmiała się. – Biedak nie wie, że ryzykuje życiem, zerkając tak na ciebie co chwilę. Gdyby Louis tu był, to utopiłby go bez mrugnięcia okiem...




   - Padam na twarz... – Niall pokazał nam całe uzębienie, ziewając głośno. – Jak się zaraz zapakuję do łóżka...
   - Po to, by znów pisać całą noc z Katie... – dokończył za niego Harry, a rumieniec Horana dobitnie świadczył, że chyba właśnie taki miał plan.
   - Nie gadam z tobą – blondyn udawał, że wciąż się na nas „focha”, ale wiedziałem równie dobrze co on, że winy zostały nam zapomniane. „Do następnego razu...” dodałem szybko.
   Po wyjściu z windy wpadliśmy na Louise i Gemmę z całą pewnością zmierzające na basen.
   - Cześć wam – uśmiechnęła się Lou.
   - Pa wam – pomachała Gem, wchodząc do windy, którą Zayn troskliwie dla dla nich zatrzymał.
   - Zdradzasz mnie dla mojej siostry? – Harry posłał przyjaciółce rozbawione spojrzenie.
   - Wie co dobre – Gemma pokazała mi język.
   - Przynajmniej wszystko zostanie w rodzinie – usłyszałem jeszcze odpowiedź Louise nim zamknęły się drzwi.
   - Możesz mi przypomnieć dlaczego ją zabraliśmy? – spojrzał na mnie.
   - Gemmę? – upewniłem się. – Jeśli jest choć trochę podobna do ciebie, to sama się zabrała...
   - Też fakt – roześmiał się, wchodząc za chłopakami do apartamentu. Na widok dziewczyny siedzącej na kanapie, zmęczenie mu odeszło jak ręką odjął. – Cześć, kochanie. Wróciłem...
   - Nie da się ukryć – parsknęła. – Było cię słychać odkąd tylko wyszedłeś z windy... – rozejrzałem się dookoła w poszukiwaniu mojego skarba. – Jest w sypialni. Trochę za długo siedziałyśmy na słońcu i rozbolała ją głowa, więc zapakowałam ją do łóżka. Ale bez paniki... – dodała uspokajająco.
   - Dzięki – od razu skierowałem się do wskazanego pokoju. Ten dzień wlókł się niemiłosiernie, a jedyne o czym mogłem myśleć, to czy z Kate wszystko w porządku. I w końcu mogłem odetchnąć, bo moje kochanie było dosłownie na wyciągnięcie ręki. Moja dziewczyna leżała na środku olbrzymiego łóżka, okryta cienkim prześcieradłem, ubrane jedynie w skąpą koszulkę. Biały opatrunek na plecach prześwitywał przez cieniutki materiał. Kolejny raz ten widok sprawił, że coś chwyciło mnie za serce, a pod powiekami pojawiły się łzy. „Tak niewiele brakowało bym ją stracił...” Opadłem na fotel, próbując się uspokoić. „Wciąż tu jest. Cała i zdrowa...” powtarzałem sobie, jak za każdym razem, gdy paraliżował mnie strach. Ręce trzęsły mi się niemiłosiernie. Omiotłem wzrokiem pokój i nie mogłem się nie uśmiechnąć na widok naszych walizek. Obie leżaly obok siebie na kanapie. Otwarte. Z tym, że zawartość jednej wygladała, jakby piorun w nią pierdolnął, a drugiej jak z instrukcji poprawnego pakowania. „Jakim cudem udaje jej się ta sztuka?” dziwiłem się sam nie wiem który już raz. Prawdę mówiąc znałem odpowiedź. Tylko w ten sposób była w stanie spamiętać, co gdzie miała. Kate poruszyła się na łóżku i moja uwaga natychmiast wróciła do niej. Pomruczała coś cichutko pod nosem i spała dalej. Uśmiechnąłem się. Uwielbiałem te jej „rozmowy” przez sen. Oczywiście tylko wtedy, gdy były to dobre sny. Zauważyłem jej książkę na stoliku obok kanapy i nagle przyszło mi do głowy, że gdyby się udało, to mogłaby wejść do pierwszej lepszej księgarni i kupić każdy tytuł, na który miałaby ochotę. „Gdyby tylko się udało...
   Od wczoraj zastanawiałem się, czy ten telefon ze Szwajcarii to dobra, czy zła wiadomość. Byłem zdziwiony, że facet tak szybko się odezwał. „Zresztą nie tylko ja...” przypomniałem sobie miny przyjaciół, a przede wszystkim wyraz twarzy Kate. „Bała się...” Najgorsze jest to, że chyba domyślałem się, co ją tak przerażało. „Moja reakcja, gdyby okazało się, że nic z tego nie będzie...” westchnąłem, wpatrując się w śpiąca dziewczynę. „Dlaczego wciąż nie możesz uwierzyć, że kocham cie najbardziej na świecie i nic tego nie zmieni, maleńka? Przecież jedyne o co mi chodzi i na co mam nadzieję, to że będziesz szczęśliwa...” Gdyby tylko się udało...
   Wibrowanie telefonu wyrwało mnie z zamyślenia. Przypomniało mi to o kolejnej nieodebranej rozmowie od Eleanor. Zerknąłem na wiadomość i szybko odpisałem przyjacielowi. Chwilę później drzwi cicho się uchyliły i wszedł do środka.
   - Wszystko z nią w porządku? – zapytał, siadając obok mnie i zerkając na śpiąca dziewczynę. – Paul przyszedł i pyta, czy czegoś nie potrzebujecie. Adam mu powiedział, że źle się czuła...
   - Wszystko dobrze... – uśmiechnąłem się, patrząc na Kate, która miała piękne rumieńce na policzkach. Zastanawiałem się, czy były spowodowane czymś, co jej się śniło, czy może to efekt zbyt dużej ilości słońca. „Pewnie wolałbyś to pierwsze...” skomentowało moje „milsze” ja. „I jeszcze żebyś to ty jej się śnił.” – Po słowach Alex, myślałem, że będzie spieczona na raka, ale wygląda na to, że ją to ominie...
   - To co tak dumasz? – przyjrzał się mi uważnie i sam sobie odpowiedział. – O tych badaniach...
   - Dlaczego ona nie potrafi uwierzyć, że te wyniki nie mają dla mnie znaczenia... że to dla niej chcę jak najlepiej... – powiedziałem bardziej do siebie niż do niego.
   - Będziesz ją kochał bardziej, gdy będzie widziała?
   - Co? Nie! Zwariowałeś?! – spojrzałem na niego jak na debila. – To nie miało, nie ma i nigdy nie będzie miało żadnego wpływu na moje uczucia do niej. Boże, Zayn... Kocham ją tak bardzo, że czasami myślę, że to aż zbyt piękne, by było prawdziwe. Jest cudowna. Idealna. Po prostu gdyby się udało, otworzyłoby to przed nią tyle możliwości... Sam pomyśl...
   - Więc będzie, co ma być... – powiedział, wstając. – Będziecie obrzydliwie szczęśliwi niezależnie od tego, co powie ten lekarz...
   - Oczywiście, że będziemy – podniosłem się z fotela, by zamknąć przyjaciela w uścisku. Jego słowa sprawiły, że poczułem się lepiej. – Dzięki, stary...
   - Nie ma za co – uśmiechnął się i nacisnął klamkę.
   - Zayn... – odwróciłem się w stronę skąd dobiegły te słowa. Kate uśmiechała się do nas jeszcze nie całkiem obudzona. – Dziękuję...
   - Zawsze do usług, Mała. Dobranoc – powiedział i wyszedł z pokoju. Zastanawiałem się, czy wiedział, że się obudziła i specjalnie kazał mi powiedzieć to wszystko. „Ale czy to miałoby jakieś znaczenie?” Rozebrałem się szybko i przytuliłem do jej pleców, całując skórę nad tatuażem. Była rozgrzana. Zdecydowanie bardziej, niż po śnie.
   - Jak się czujesz, skarbie? Alex mówiła, że przesadziłyście z opalaniem... – Kate obróciła się w moich ramionach i objęła mnie w pasie, przykładając ucho przy moim sercu. Uwielbiałem, gdy tak robiła. – Wszystko dobrze?
   - Kocham cię, Lou...




   - Kocham cię, Katie... – z całej siły starałem się nie reagować na zaczepki Harry’ego, ale nie było to wcale takie łatwe. Zwłaszcza kiedy ci idioci przyłączyli się do niego. „Dlaczego po prostu nie zostawią mnie w spokoju?” jęknąłem widząc, że Styles znów zamierza się odezwać. – Chcę cię pocałować, Katie...
   - Bądź moją księżniczką, Katie... – podsunął mu Zayn, sięgając po szklankę z sokiem.
   - O, dobre. Bądź moją księżniczką, Katieee... – zawył mi prawie nad uchem.
   - Kurwa, Styles! Spadaj – próbowałem go odepchnąć i jednocześnie przeczytać wiadomość, która właśnie przyszła.
   - Niall, czy ona przez to pisanie z tobą nie zbankrutuje? – Alex wydawała się być szczerze zainteresowana. Przynajmniej ona jedna nie nabijała się ze mnie. Serio zaczynałem żałować, że obiecałem Paulowi, że nie opuszczę apartamentu. Tutaj nie ma gdzie się przed nimi ukryć.
   - Piszemy na KIKu – odpowiedziałem. – To za darmo...
   - Chyba nie wiem, co to takiego – zaśmiała się. – Jakiś komunikator, tak? – pokiwałem głową, odczytując kolejną wiadomość i uśmiechając się pod nosem. Szybko zadałem kolejne pytanie. – Kate mówiła, że twoja przyjaciółka jest bardzo sympatyczna...
   - No... Jest świetna – powiedziałem, szczerząc się jak głupi. „Ale przynajmniej zdawałem sobie z tego sprawę. To powinno liczyć się na plus.
   - Niaaal... – Styles rzucił się na kanapę obok mnie, boleśnie oznajmiając swoją obecność łokciem na moich żebrach. „Jezuuu...” zawyłem z bólu, odpychając go. Sekundę później znów wisiał nade mną. – A co jeśli to jakaś psychopatka?
   - Sam jesteś psychopatą – warknąłem, odpisując na kolejną wiadomość.
   - No ale pomyśl... Może ona jest jakimś „stalkerem”...
   - Na przykład. My tylko się o ciebie troszczymy – dodał Zayn, siadając z drugiej strony mnie. „No i jeszcze czego...” westchnąłem. – Jesteś naszym małym blondaskiem... – poburzył mi fryzurę, śmiejąc się głupkowato.
   - Czy wy coś piliście? – spojrzałem na nich podejrzliwie. – Naprawdę nie wiem, czy zaczynacie mnie bardziej martwić, czy wkurwiać...
   - Ooo... – Harry nawet nie udawał, że moje słowa go ruszają. – Irlandczyk nam się zdenerwował...
   - A jeżeli to jakaś wariatka? – podsunął Malik.
   - Gorsza niż wy na pewno nie będzie – warknąłem i przesiadłem się obok Alex. Tu miałem przynajmniej pewność, że się nie dosiądą. Posłałem jej błagające spojrzenie.
   - Nie patrz na mnie – zaśmiała się. – Ja się w takie coś nie wtrącam... Choć z przyjemnością oglądam to przedstawienie.
   - Dla ciebie wszystko, kochanie – Styles nachylił się nad nią, całując w usta, a potem przysiadł na oparciu kanapy.
   - Ale serio Niall, a jeżeli ona ma harem tancerzy erotycznych? – spojrzałem na Zayna jakby oszalał.
   - Ej, to dobre – zaśmiał się Harry. – W sumie taka doświadczona to całkiem fajny kąsek...
   - Też racja.
   - Powiedziałeś jej, że goniłeś za nią przez pół Londynu? – wtrącił się Liam. Spojrzałem na niego, gromiąc wzrokiem. Wzruszył tylko ramionami i zajął moje poprzednie miejsce.
   - O czym wy tak zawzięcie piszecie? Pokaż...
   Nagle nie miałem już w dłoni telefonu, za to Styles zawzięcie się w niego wpatrywał.
   - Boże, jakie tu rozmowy na poziomie odchodzą – zaśmiał się, a ja wystrzeliłem jak z procy, by odebrać mu moją własność.
   - Oddawaj!
   - Słuchajcie... Nudy... Nudy... Ooo... Nudy... Ulubiony film z dzieciństwa i teraz? – przeczytał i spojrzał na mnie jakby nie wierzył w to, co widzi. – Serio? Jakiś ty oryginalny...
   - Oddawaj ten telefon! – rzuciłem się na niego.
   - Ups... – rozłożył ręce, które były puste. Spojrzałem na niego podejrzliwie.
   - A odpowiedź? – odwróciłem się w stronę Zayna. – Wszyyystkieee... xxx... – poruszał znacząco brwiami. – Już ją lubię. Może naprawdę ma tych tancerzy...
   - Malik, kurwa, oddawaj! – skoczyłem do niego, ale zdążyłem tylko zauważyć jak rzuca telefon do Liama, a ten do Stylesa. – Zabije was za to! Ja pierdolę, no...
   - No już ci oddaję... Chwila... – powiedział Harry i ku mojemu przerażeniu, pisał coś w MOIM telefonie. – Już... Moment...
   - Nie żyjesz, jeżeli znów coś głupiego jej wyślesz! – wydarłem się, przeskakując kanapę i wyrywając mu moją własność.
   - Już – podniósł ręce i szczerzył się do mnie jak nienormalny. To mogło oznaczać tylko jedno. Spojrzałem przerażony na ekran komórki.

   „Wiesz, że mam klaustrofobię. Boję się uprawiać seks pod kołdrą... Nie przeszkadza ci to, prawda?”

   - Styles!!! Ty idioto! – rzuciłem się na niego, wypuszczając telefon z dłoni i obaj wylądowalismy na podłodze. – Zabije cię! Przecież ona pomyśli, że jestem jakiś nienormalny skoro mam takich walniętych znajomych... – W tym momencie rozległ się dźwiek oznajmiający przyjście nowej wiadomości. Zamarliśmy obaj, zerkając na leżącą nieopodal komórkę. – Nawet o tym nie myśl – powiedziałem przez zaciśnięte zęby i rzuciłem się, by przeczytać odpowiedź.

   „Teraz już wiem ;) Pozdrowienia dla kolegów xx”

   Roześmiałem się głośno, gdy dotarło do mnie, że na całe szczęście Katie się domyśliła, iż to ci idioci wysłali ostatnią wiadomość. Spojrzałem na nich dziwnie zadowolony.
   - Co napisała? – zaciekawił się Liam.
   - Kazała was pozdrowić – powiedziałem, siadając obok niego i patrząc na ich rozczarowane miny. – Mówiłem, że jest świetna... – wyszczerzyłem zęby w uśmiechu. Miałem jeszcze się z nich ponabijać, gdy rozległo się pukanie do drzwi. Spojrzeliśmy po sobie zdziwieni, bo przecież o tej porze raczej nie spodziewaliśmy się żadnych gości. Przynajmniej nie takich, którzy czekaliby na zaproszenie. Styles wzruszył ramionami, postanawiając zaryzykować i otworzyć drzwi.
   - Eleanor? Co tu, kurwa, robisz? – usłyszałem niedowierzanie w jego głosie, a słysząc imię byłej Louisa, byłem nie mniej zdziwiony. „Co ona, kurwa, tu robi?” Zauważyłem, że Alex próbuje coś dojrzeć przez uchylone drzwi.
   - Gdzie Katherine? – usłyszałem głos kobiety, którego zdecydowanie nie rozpoznawałem. Wymieniłem z chłopakami zdezorientowane spojrzenia.
   - Co? A kim pani jest?
   Zamarliśmy czekając na odpowiedź. 
   - Jej ciotką.
   - Co? - szok na twarzy Alex był wręcz nie do opisania. Spojrzała w stronę drzwi, które Harry otworzył szerzej, byśmy mogli przyjrzeć się ludziom na zewnątrz. – Gówno prawda...

niedziela, 8 grudnia 2013

84




   Znów byliśmy spóźnieni, a na dobrą sprawę dzień dopiero się zaczął. To się powoli stawało regułą i naprawdę nie było z czego być dumnym. „W końcu i mi się udało przespać budzik” przyznałem uczciwie, a poczucie winy rozlało się po moim wnętrzu. „Paul nas zabije...” To już nawet nie było zabawne. Rozejrzałem się po restauracji.
   - Tam są – Zayn skinął głową w stronę stolika, sprytnie ukrytego za kwiatowym parawanem. – Paul też już jest – dodał niezbyt wesołym głosem, po czym wymieniliśmy ze sobą wielce wymowne spojrzenia. „No to zaraz się zacznie...
   - Niedobrze... – westchnąłem, ruszając w ślad za przyjacielem. Już z daleka słyszałem donośny śmiech Alex i Louisa. Kate, Harry i... Paul całkiem nieźle im wtórowali. Zerknąłem zdziwiony na Zayna, a on zrewanżował mi się niemal identycznym spojrzeniem. – Może nie będzie tak źle? – odważyłem się wypowiedzieć na głos to, o czym pewnie obaj pomyśleliśmy.
   - No i mamy naszych śpiochów – Harry wyszczerzył zęby w uśmiechu, gdy tylko nas zauważył. – Trzeba gdzieś zapisać, że Payne się spóźnił, bo inaczej nikt nam w to nie uwierzy...
   - Dzień dobry – powiedziałem, witając się ze wszystkimi i wcisnąłem się na krzesło obok Alex. Zayn mruknął pod nosem coś, co pewnie też było powitaniem i ciężko opadł na siedzenie obok. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby za minutę dobiegło mnie jego pochrapywanie.
   - Gdzie Niall? – menadżer obdarzył nas rozbawionym spojrzeniem. „Zdecydowanie nie tego się spodziewałem...
   - Zaraz zejdzie – mruknąłem, zerkając tęsknie w stronę dzbanka. „Proszę, żeby to była kawa...” – Z czego się tak śmialiście?
   - Z pomysłowości waszych fanek – Kate zachichotała, zasłaniając usta dłońmi. – One są niesamowite...
   - Co zrobiły? – zaciekawiłem się, a radość wlała się w moje serce, bo właśnie w naszą stronę zmierzały dwie kelnerki z zastawionymi tacami. – Powiedzcie, że dla nas też już zamówiliście...
   - A mieliśmy? – zdziwił się Lou, a całe moje szczęście uleciało ze mnie niczym powietrze z przebitego balonika.
   - On żartuje – najwyraźniej Kate była w tej parze tym dobrym policjantem. „Jakby mogło być inaczej...” zaśmiałem się w duchu. Pewnie oczy mi się zaświeciły, niczym Niallowi na widok Nando’s, gdy stanął przede mną dzbanek aromatycznej kawy. – Pomyśleliśmy, że tak zaoszczędzimy trochę czasu... Choć lepiej żeby Niall zaraz przyszedł, bo będzie jadł zimne...
   - Kawy? – szturchnąłem Zayna, który z tego powodu o mało nie spadł z krzesła. „Wiedziałem, że momentalnie zaśnie.” Spojrzał na mnie nieprzytomnym wzrokiem. – Chcesz kawy? – powtórzyłem pytanie. Coś tam pomruczał pod nosem i powiedzmy, że to miało oznaczać „tak”. – To co się stało?
   - Jakieś dziewczyny przebrały się za pokojówki i postanowiły włamać się do waszego apartamentu – parsknęła Alex. Popatrzyłem na nią zdziwiony, bo przecież wszyscy zajmowaliśmy jeden apartament i na pewno usłyszałbym, gdyby... – Pech chciał, że miały złe informacje i zamiast podziwiać was w negliżu, wpadły prosto w objęcia Palu – teraz śmiała się już na całego. – Dodam, że podobno był w samym ręczniku...
   - Tej informacji nie potwierdzam – wtrącił menadżer i zasłonił uśmiech kubkiem. – Choć czuję, że mam w ekipie kreta...
   - Na kreta to Andy jest za wielkiii... Ałaaa... – zajęczał Harry. – Za co to było?
   - Za ten twój długi język – Alex przewróciła oczami, podczas gdy reszta zwijała się ze śmiechu. „Łącznie z menadżerem” zauważyłem zdziwiony. „Świat oszalał.
   - Jakoś w nocy ci to nie przeszkadzałooo... Ałaaa!!! – Hazz prawie spadł ze stołka. – A teraz za co?! – oburzył się, masując nogę.
   - Boże, umawiam się z idiotą... – westchnęła Alex i dosłownie uderzyła czołem w blat. „Moment. Zaraz. Wróć. Co? Umawia się?” momentalnie się obudziłem.
   - Wy... – zacząłem, ale nie dane mi było dokończyć.
   - W porządku kochanie – Hazz głaskał ją po plecach i szczerzył się jak nienormalny. – Przynajmniej jestem słodki...
   - Jezu... – dobiegł mnie jęk Zayna, który patrzył na tych dwoje i chyba nie wierzył w to, co widział.
   - To wy... – zacząłem jeszcze raz, chcąc się upewnić, ale tym razem przerwało mi głośne trzaśnięcie drzwiami. Głowy wszystkich w restauracji poderwały się do góry i zwróciły w stronę nowo przybyłego. Uśmiechnąłem się słysząc rozbawione „ups” z ust przyjaciela. Paul podniósł rękę, by pomóc Horanowi nas namierzyć.
   - Katy! – zawołał, gdy tylko dobiegł do stolika. Ujął jej twarz w obie dłonie i pocałował ją w usta. – Normalnie... Kocham cię!
   - Horan... – Louis posłał mu ostrzegawcze spojrzenie. „Gdyby wzrok mógł zabijać...” zaśmiałem się pod nosem.
   - Cześć wszystkim – Niall nic sobie nie robił z gromów posyłanych w jego stronę. Zajął miejsce obok dziewczyny i rzucił się na jedzenie. – Normanie umieram z głodu...
   Kate uśmiechała się radośnie i wyglądało na to, że tylko ona jedna wiedziała o co chodziło w tej całej sytuacji. „Chociaż...” Nie umknęło mojej uwadze, że przyjaciel dziś już nie ściskał kurczowo komórki. „Czyżby ten świetny humor stąd się wziął?
   - Odpisała? – posłałem mu zaciekawione spojrzenie. Zerknął na mnie gdzieś między jedną a druga kanapką i tylko pokiwał głową, szczerząc się tak, że prawie oślepiał mnie blask jego aparatu.
   - Naprawdę? – ucieszyła się Kate i wyciągnęła do niego rękę, którą on od razu uścisnął. – Mówiłam ci, że tak będzie...
   - Miałaś rację – powiedział z gębą pełną jedzenia. – Przegadaliśmy całą noc – sięgnął po kolejną kanapkę. – A właściwie pisaliśmy. Jest genialna! Zupełnie jak ja...
   - Oby bardziej skromna... – zakpił Harry, ale szybko się uciszył, gdy zarobił kuksańca od Alex. Ścisnął jej dłoń i wymienili pełne czułości spojrzenie. „Normalnie nie wierzę... Może w końcu komuś uda się go poskromić...
   - Lubimy taką samą muzykę, jedzenie i nawet oboje farbujemy się na blond – w jego głosie można było usłyszeć niczym nie zmącone szczęście. – I też nie lubi wstawać z rana – dodał, zerkając ostrożnie na Paula, który wyjątkowo powstrzymał się od komentarza. „Może ktoś mu coś do tej kawy dosypał?” – Właściwie to przed chwilą do niej dzwoniłem, bo pewnie kolejny raz zaspała by do pracy...
   - To skoro tak się wam wszystko pięknie układa i humory dopisują, to może szybko powtórzymy plan na dziś i w końcu pojedziemy na ten wywiad?




   - Kochanie, naprawdę nie musisz się przebierać – Lou wyjął mi z rąk spodnie, które zamierzałam założyć i pewnie rzucił je gdzie popadnie. Przyciągnął mnie do siebie tak, że teraz stałam przy łóżku, pomiędzy jego nogami. – Jest tak gorąco, że gdybym mógł, poszedłbym nago...
   - Lepiej nie – parsknęłam, zaplatając dłonie na jego karku. – Jestem bardzo zazdrosna... – skradłam mu buziaka. – Zwłaszcza w wypadku, gdy ominąłby mnie ten widok...
   - Nic, czego byś już wcześniej nie oglądała... – mruknął, przytulając mnie do siebie. Razem opadliśmy na pościel, śmiejąc się przy tym, jakby to było nie wiem jakie zabawne. Po chwili poczułam jego dłonie zaciskające się na moich pośladkach i przyciskające mnie do niego. „Tylko się nie czerwień” nakazałam sobie od razu, ale po prostu wiedziałam, że moje ciało jak zawsze mnie zawiedzie w tej sprawie. – W tych szortach wyglądasz tak, że mógłbym cię schrupać... – jakby na dowód, poczułam jego zęby delikatnie kąsające moją szyję. – A w tej koszulce to już w ogóle... Nic tylko brać...
   - Zboczeniec – usłyszałam parsknięcie od strony drzwi i po chwili Harry ciężko opadł na nasze łóżko. – Zostawić was na chwilę i już się dzieje...
   - Czego chcesz Styles? Nie widzisz, że jesteśmy w trakcie bardzo ważnej rozmowy?
   - Tak to się teraz nazywa? – zaśmiał się. – Hmmm... To w takim razie ostatnio zrobiłem się bardzo rozmowny...
   - Wierz mi – Louis ścisnął mocniej moje pośladki – czasami chciałbym byście „rozmawiali” ciszej...
   Ukryłam twarz w zagłębieniu jego szyi, bo po prostu nie było mowy, bym nie spiekła raka po tym jego komentarzu. A potem przypomniałam sobie te usłyszane przez nas „rozmowy” i poczułam, że moje policzki wręcz płoną. „Czasami naprawdę wolałabym tak dobrze nie słyszeć...
   - Karma, bracie... – zaśmiał się Harry i wolałam nie dociekać czego tyczyły się jego słowa. „Jakbyś nie wiedziała...” – Zbierajcie się – podniósł się gwałtownie z łóżka. – Mała, Alex kazała ci przekazać, że widzi ten twój odziany w szorty tyłeczek na dole, bo inaczej osobiście potnie ci każde dłuższe spodnie... I chyba widziałem jak pakuje nożyczki do tej swojej olbrzymiej torby...
   - Nieee... – jęknęłam, wciąż schowana przed jego wzrokiem. – Przecież nie mogę tak iść...
   - Oczywiście, że możesz – wcale mnie nie zdziwiły słowa Louisa. – Czym ty się tak przejmujesz, skarbie? Co, oni plastrów nigdy nie widzieli?


   Spędzanie czasu w towarzystwie Adama było czymś kompletnie innym od chwil w towarzystwie Marka. Może to ja nie umiałam się przełamać i rozmawiać z nim tak, jak to miało miejsce w przypadku jego poprzednika, z którym bardzo się polubiliśmy, a może to on, który to ewidentnie stresował się nową rolą, którą mu powierzono... Faktem jest, że było dziwnie. Zwłaszcza po tym wszystkim, co nagadał mu Louis. Na szczęście akurat w tym momencie Alex ratowała sytuację. Była taka jak zawsze. Wesoła, głośna i przede wszystkim kochana... A teraz jeszcze prawdziwie szczęśliwa. Jeszcze kilka dni temu niczego bardziej nie pragnęłam, niż by Harry wytrwał w tym uczuciu do niej i dał jej szansę przezwyciężyć strach. Teraz cieszyłam się razem z nimi, bo najwyraźniej tak właśnie się stało. A gdy jeszcze się dowiedziałam, że odbyli już tę ważną rozmowę o jej przeszłości czułam, że mogę wręcz skakać z radości. Gdy Alex powtórzyła mi słowa Harry’ego miałam ochotę po prostu iść i go uściskać, bo sprawił, że bardzo ważna dla mnie osoba szczerze się uśmiechała. To było niesamowite uczucie słyszeć miłość w jej głosie, gdy opowiadała o nim...
   - Zaraz wracamy – powiedziałam w pewnym momencie, wychodząc z Adamem i pozwalając się zaprowadzić do toalety. To też było inne... Sama nie wiem dlaczego, ale chodzenie w towarzystwie Marka było proste. Zawsze potrafił odezwać się w odpowiednim momencie lub po prostu chwycić mnie za ramię, gdy groziło mi zderzenie się z jakąś przeszkodą. Przy Adamie wszystko było niby takie same, ale jakoś zawsze spóźnione o tę sekundę... I przecież nie mogłam narzekać... Bez niego na każdym kroku zaliczałabym bliższe spotkania z podłogą.
   - Sch... – usłyszałam w momencie, gdy poczułam brak twardej powierzchni pod stopą. Serce podeszło mi do gardła, a w głowie już widziałam kolejny upadek ze schodów. Na szczęście jedno można było powiedzieć o Adamie, a mianowicie to, że miał niesamowity refleks. To co zapowiadało się na bolesny upadek, skończyło się tylko kilkoma sinikami na ramieniu w miejscu, gdzie zacisnął dłoń, by mnie przytrzymać. – Przepraszam...
   - Nic mi nie jest... – odetchnęłam z ulgą, wypuszczając powoli powietrze z płuc. – Nic mi nie jest – powtórzyłam, starając się uspokoić oddech. – O, Boże... Dziękuję... Dużo było tych schodów? – próbowałam śmiechem zamaskować strach.
   - Dużo... – powiedział cicho. Od razu odechciało mi się dalszych wędrówek, a mój pęcherz na szczęście postanowił mnie w tym wesprzeć.




   Gdy widziałem to morze fanów naprawdę wierzyłem, że nowy album odniesie jeszcze większy sukces niż poprzedni. „Po prostu musi...” uśmiechałem się do dziewczyn, podpisując wszystko, co podsuwano mi pod nos i co chwilę wstając z krzesła, by je uściskać. Jednym uchem przysłuchiwałem się wesołym rozmowom przyjaciół, starając się raczej skupić na osobach przede mną. To wszystko wciąż było jak wspaniały sen. „Kto by pomyślał, że taki ktoś jak ja...” kolejna zapłakana fanka przerwała moje głębokie rozważania.
   - Nie płacz, bo zaraz ja się rozpłaczę – podniosłem się, by ją uściskać.
   - A tego byśmy nie znieśli – wtrącił się Louis. – Płaczący Niall, to ponad siły przeciętnego człowieka...
   - Tak – Harry oczywiście musiał się przyłączyć. – Powinno być zakazane prawem, że nie można doprowadzać tego uroczego blondynka do łez...
   - Weźcie się od... – czułem, że moje policzki robią się czerwone. Jedyny plus ich głupiej paplaniny był taki, że dziewczyna w końcu się uśmiechnęła. Po chwili odchodziła, ściskając podpisany przez nas album, a ja stałem się dumnym posiadaczem bokserek z motywem francuskiej flagi. Odłożyłem je do pudełka za krzesłem i uśmiechnąłem się do kolejnej fanki. Tym razem zostałem prawie wciągnięty na stół i skończyło się to na interwencji Paula. „I chyba kilku siniakach na brzuchu...” dodałem w myślach. „A propos brzucha...” – Głodny jestem... – jęknąłem, składając swój koślawy podpis na ogromnym plakacie, na którym Louis właśnie dorysowywał markerem „ozdoby” na twarzy Harry’ego.
   - Niall, coś ci chyba dzwoni... – Harry szepnął mi na ucho. Sięgnąłem po telefon i choć to pewnie fizycznie niemożliwe, uśmiechnąłem się jeszcze szerzej. Schowałem komórkę pod stołem, chcąc przeczytać wiadomość.

   „O takie rzeczy będziesz musiał zapytać mnie osobiście ;) ”

   Patrzyłem się na słowa dziewczyny nic z nich nie rozumiejąc. „O jakie rzeczy? Przecież...” Przewinąłem ekran i oczy prawie wyszły mi z orbit, gdy przeczytałem „swoją” ostatnią wiadomość do niej.

   „Co ci się bardziej podoba: seksowny tyłeczek Louisa, czy mop na głowie Harry’ego?”

   I jeszcze wcześniejszą...

   „Wolałabyś pomacać cudne loki Harry’ego, czy wielką dupę Lou?”

    - Kurwa, co jest?! – zerwałem się z miejsca, przewracając krzesło. Paul momentalnie był przy mnie i całe szczęście, bo miałem właśnie przywalić tym idiotom na oczach tłumów. – Zabiję was... – jęknąłem, zerkając jeszcze raz na wyświetlacz, niejako z nadzieją, że może to mi się tylko przywidziało. „Niestety...
   - Ale o co chodzi? – Harry udawał, że nie ma zielonego pojęcia, o co całe to zamieszanie. Na nieszczęście dla niego, mina Louisa mówiła za nich dwoje.
   - Co odpisała? – Tomlinson wyrwał mi komórkę z dłoni. Rzuciłem się w jego stronę, ale menadżer skutecznie zapobiegł rozlewowi krwi. – Osobiście ci powie... – Lou posłał porozumiewawcze spojrzenie w stronę Stylesa i oddał mi telefon. – Ty i ona rozmawiający o nas... Jakie to romantyczne? – nabijał się dalej.
   - Czy możecie zając się tym, po co tu przyszliśmy, czy może mam was postawić do kąta, byście sobie przypomnieli, dlaczego się tu znaleźliśmy? – Paul wydawał się rozbawiony, ale z nim nigdy nie wiadomo. Wyjrzałem zza niego i zerknąłem na uśmiechniętych fanów. „Przynajmniej oni świetnie się bawili tym naszym przekomarzaniem...” westchnąłem i usiadłem na swoim miejscu.
   - Nie „fochaj” się skarbie – Louis właśnie rozwalił mi fryzurę, uśmiechając się do mnie szeroko. „Było to tylko odrobinę przerażające...” – Złość piękności szkodzi...
   - I tak jakby załatwiliśmy ci spotkanie sam na sam... – dodał Harry. – Plus pierwszy temat, o którym możecie podyskutować...
   - Dzięki... Jesteście kochani – uśmiechnąłem się sztucznie i objąłem Louisa. – Zobaczymy kto się będzie „fochał”, gdy opowiem Katy, co narobiłeś...
   - Ej! To nie fair... – oburzył się przyjaciel, ale ja już byłem zajęty podpisywaniem kolejnych płyt i nie zwracałem na niego uwagi. „Zemsta to fajna rzecz...” stwierdziłem, rozmyślając nad jakimś numerem, który mógłbym im wykręcić w najbliższym czasie.




   - Zwiedzanie Paryża z okien samochodu wcale nie jest takie złe – stwierdziłem, przyciągając Alex do siebie. – Wszystko zależy od towarzystwa...
   - Cóż... Ja zdecydowanie doceniam zarówno towarzystwo, jak i działającą klimatyzację – zaśmiała się, opierając się wygodnie. – Choć nie jestem tak do końca pewna, czy Andy podziela moje zdanie...
   - Odnośnie klimatyzacji zdecydowanie tak – powiedział ochroniarz, zerkając na nas w lusterku. – Jeżeli zaś idzie o towarzystwo... Już mnie zęby bolą od tej całej słodkości... – westchnął, popisując się swoją beznadziejną grą aktorską. – I wciąż jeszcze nie dostałem obiecanych lodów...
   - Właśnie – Alex odwróciła się w moją stronę, posyłając mi rozbawione spojrzenie. – Mi też obiecałeś podobno najlepsze lody w całej Francji...
   - Już tak nie marudźcie... – westchnąłem. – Czy to moja wina, że szofer jeszcze nas nie dowiózł na miejsce?
   - Ja ci zaraz dam szofera? – parsknął Andy i płynnie zmienił pas zgodnie z instrukcją głosu z nawigacji. – A tak dla waszej wiadomości, to zaraz powinniśmy być na miejscu...
   Kilka minut później zatrzymaliśmy się niedaleko osławionej lodziarni. Jeśli oczywiście wierzyć zapewnieniom moich francuskich znajomych. „Z nimi to czasami różnie bywa...” Przechrzciliśmy naszego szofera na kelnera i posłaliśmy go po największe i najlepsze lody jakie znajdzie w menu, a sami oddaliśmy się przyjemniejszym czynnościom...
   - Kto by pomyślał, że będę się obściskiwać na tylnym siedzeniu samochodu z samym Harrym Stylesem – Alex posłała mi zadziorne spojrzenie. – Świat stanął na głowie...
   - Nie wiem jak świat, ale mi zdecydowanie coś stanęło... – wymruczałem jej do ucha. – Jak myślisz ile mu zajmie ta wyprawa po lody?
   - Nawet o tym nie myśl, Styles – zaśmiała się, cmokając mnie w usta.
   - Mam na ciebie ochotę...
   - Zapomnij – powiedziała, patrząc mi prosto w oczy. Uwielbiałem te wesołe ogniki, które mogłem w nich dostrzec. – Mam okres... – dodała po chwili, czerwieniąc się lekko. „Tak, to ewentualnie mógłby być problem...
   - Wielka mi rzecz... – wyszczerzyłem zęby w uśmiechu i znacząco poruszałem brwiami. – Co to za marynarz, co Morza Czerwonego nie przepłynie...
   Alex popatrzyła na mnie szeroko otwartymi ze zdziwienia oczyma i po chwili trzęsła się ze śmiechu tak, że aż samochód wprawiła w drgania. Patrzyłem rozbawiony jak ociera łzy.
   - Boże... – westchnęła, gdy w końcu udało jej się trochę uspokoić. – Ty mnie kiedyś zabijesz... To ci się udało...
   - Wiem – starłem słoną kroplę, która zamarudziła w kąciku jej oka. – Zdolniacha ze mnie – przyciągnąłem ją do pocałunku. – Ale z tym okresem, to żartowałaś, prawda? – zapytałem z nadzieją, bo zdecydowanie psuło to moje wieczorne plany. Pokręciła głową, posyłając mi przepraszający uśmiech. Westchnąłem teatralnie.
   - Ale doceń, że cię po podpaski nie wysyłam... – Parsknąłem rozbawiony, przypominając sobie moje ostatnie zakupy z Horanem.
   - Jakaś ty kochana... – zakpiłem.
   - I lepiej o tym nie zapomnij, Styles...
   - Gdzież bym śmiał... – założyłem jej kilka kolorowych kosmyków za ucho. „Louise przywróciła mojemu Motylkowi kolory...” uśmiechnąłem się pod nosem. – Zresztą przypuszczam, że taka jedna nie da mi o tym zapomnieć...
   - Przypuszczam, że masz rację... – mruknęła, opierając się wygodnie o mój tors. Zauważyłem, że Andy zmierza, obładowany pudełkami, w naszą stronę. Otworzył drzwiczki o jakiś centymetr i uśmiechnął się głupkowato.
   - Wszystko pozapinane? Mogę wejść?
   - Chyba przeceniasz możliwości Stylesa, Andy – zaśmiała się Alex. – Przecież zajęło ci to trochę więcej niż pięć minut...
   - Zdecydowanie nie musiałem tego nie wiedzieć – wcisnął się na fotel kierowcy i podał nam większe z przyniesionych pudełek.
   - Chyba powinienem się obrazić – powiedziałem, strzelając sekundowego „focha”. – Ale postawię raczej na siebie i udowodnię ci, że masz błędne pojęcie czasu, skarbie...
   - Nie mogę się doczekać – powiedziała bezgłośnie i zajęła się swoimi lodami, jedząc je w najbardziej prowokujący sposób, jaki mogłem sobie wyobrazić i co chwilę posyłając mi gorące spojrzenia. Pochyliłem się w jej stronę, łapiąc ją za nadgarstek.
   - Przestań gwałcić tę łyżeczkę... – szepnąłem, unosząc jej rękę i zlizując lody z plastikowego przedmiotu, który trzymała. – Bo sprawiasz, że naprawdę ciężko mi utrzymać coś w spodniach... – poruszałam biodrami, ale byłem więcej niż pewny, że doskonale zdawała sobie sprawę z tego, co ze mną robi. – Więc jeżeli nie chcesz jej zaraz zamienić na coś... większego, to radziłbym ci przestać... – wpiłem się w jej usta, dając upust swoim pragnieniom.
   - Ja wciąż tu jestem, dzieciaki – głos Andy’ego oderwał nas od siebie.
   - Wierz mi – powiedziałem, próbując uspokoić oddech i nie odrywając wzroku od pociemniałych źrenic Alex. – Doskonale zdaję sobie z tego sprawę...




   Opierałem się o balustradę, odwrócony plecami do tego niby pięknego Paryża i obserwowałem naszych zakochanych, wygłupiających się na kanapie. Choć może nie powinienem tego nazywać wygłupami, skoro to „tylko” normalne zachowanie Louisa, opowiadającego głupie kawały, których nikt nie rozumie. Kate naprawdę musiała go bardzo kochać, skoro śmiała się z tych jego nie do końca udanych żartów. „Wyglądali na szczęśliwych...” Zaciągnąłem się papierosem i próbowałem coś podsłuchać z ich rozmowy, ale niestety brakowało mi tej umiejętności dziewczyny, która mogła wręcz słyszeć przez ściany... Słyszałem za to jej radosny śmiech, gdy Lou opowiadał jej kolejną bardzo „zabawną” historię. Widziałem jego pełne miłości spojrzenie, którym wręcz ją otulał. „Uzupełniali się... Jak puzzle, które w układance życia w końcu znalazły się na swoim miejscu...” westchnąłem, przypominając sobie te nasze wszystkie zmartwienia, które towarzyszyły nam na początku znajomości z Kate. „I kto by przypuszczał, że tak to się skończy?” uśmiechnąłem się do swoich myśli.
   Gdy tak na nich patrzyłem... takich szczęśliwych i zakochanych... tęskniłem za Perrie. „W końcu to przyznałem...” Jakieś ciepło towarzyszyło mi zawsze, gdy tylko pozwoliłem sobie przywołać w myślach jej uśmiechniętą twarz. Brakowało mi tego, jak na mnie patrzyła. Tego, jak delikatnym dotykiem potrafiła rozpalić moje zmysły. Brakowało mi jej głosu, który zawsze mnie uspokajał i potrafił rozśmieszyć. „Brakowało mi jej...” ostatni raz zaciągnąłem się papierosem i zgasiłem go na balustradzie. „Brakowało mi nas...
   Od ostatniej rozmowy z Kate nie mogłem przestać myśleć o tych wszystkich chwilach, w których byliśmy tacy szczęśliwi. „Boisz się jej zaufać, ale przecież bez zaufania nie ma miłości...” słowa dziewczyny dźwięczały mi w głowie, siejąc spustoszenie. „Czyżby miała rację?” kolejny raz rozważałem to, co wtedy mi powiedziała. „Czyżbym jednak potrafił wybaczyć?” westchnąłem, zmęczony tym wszystkim... sobą, Perrie i tym całym gównem, które ostatnio działo się wokół nas...
   Głośny śmiech Kate skierował moje myśli w jej stronę. Znów gapiłem się na nią i Louisa. Byli idealni razem, choć osobno daleko im było do doskonałości... Lou próbował chyba właśnie zaserwować jej masaż stóp, ale ewidentnie nie było to takie proste. Sądząc po tym, że dziewczyna zwijała się ze śmiechu, przyjaciel właśnie odnalazł jej łaskotki. Uśmiechnąłem się pod nosem. „Jakim kretynem musiałem być, by w ogóle brać pod uwagę to, że mógłbym mieć u niej jakiekolwiek szanse?” Ta dziewczyna miała miłość do niego wypisaną na twarzy.
   Wspomnienie naszej rozmowy wlało przyjemne ciepło w moje serce, a przed oczami stanął mi jej pierwszy tatuaż. Słowa Kate, gdy wyjaśniała nam jego znaczenie, już chyba na zawsze zapadły mi w pamięć. I chyba już zawsze będę się wzruszał na samą myśl o tej malutkiej ważce, zdobiącej jej skórę...
   Tamta rozmowa... Cholernie jej potrzebowałem. Miałem wrażenie, że od słów Kate zaczęło się wszystko układać w mojej głowie. Wszystko powoli wracało na swoje miejsce. Dzięki niej nareszcie zrozumiałem, co jest naprawdę ważne. Zapatrzyłem się w uśmiechniętą twarz dziewczyny, która właśnie broniła się przed kolejną porcja łaskotek. „Jest niesamowita...” rozległ się cichy szept w mojej głowie.
   - Jest niesamowita... – przyznałem. Nie wiem jak ona to zrobiła, ale potrafiła mi dać do zrozumienia, że byłem dla niej ważny i zawsze będę... Mam wrażenie, że właśnie o to mi chodziło. Chciałem dla niej coś znaczyć i udało się. Doskonale zdawałem sobie sprawę, że w jej sercu było miejsce tylko dla Louisa. Tylko jego była w stanie pokochać tą prawdziwą miłością. Ja byłem szczęśliwy, że mimo tego mojego wyznania, nie odrzuciła mnie. Pragnąłem zrozumienia i właśnie to od niej otrzymałem. „I o wiele więcej...” Bałem się, że nasza relacja ulegnie zmianie i w sumie tak się stało, ale była to zmiana na lepsze. Zyskałem prawdziwą przyjaciółkę, która już na zawsze będzie miała miejsce w moim sercu. „W końcu uratowaliśmy się oboje...” Choć wciąż myślę, że ona zrobiła dla mnie o wiele więcej. „Pomogła podjąć decyzję i wskazała właściwą drogę...




   - Poddajesz się? – zapytałem, przerywając na chwilę łaskotanie mojej dziewczyny. – Masz już dość?
   - Tak! Poddaję się! – śmiała się głośno, ocierając łzy. – Zrobię co zechcesz, tylko już przestań – obiecała, wiercąc się pode mną. „Zrobi co zechcesz?” oczywiście nie mogło zabraknąć dwuznacznego komentarza od mojego wredniejszego ja. „Wszystko. Co. Zechcesz...
   - Wszystko, co zechcę? – pochyliłem się nad nią z zamiarem zmiażdżenia jej boskich ust w namiętnym pocałunku.
   - Wszystko – wysapała, próbując uspokoić oddech. A może ten oddech wcale nie zamierzał wrócić do normy. Wpatrywałem się w jej pociemniałe tęczówki, rozważając opcję jak najszybszego porwania jej do sypialni. W przeciwnym razie zaserwujemy widowisko na tej kanapie.
   - Trzymam cię za słowo... – powiedziałem cicho z ustami tuż przy jej wargach.
   - Jak dla mnie to raczej trzymasz ją za coś innego – komentarz Zayna wyrwał mnie z moich zboczonych myśli, w których właśnie zdzierałem ubranie z dziewczyny. Kate wyswobodziła się z moich objęć i ukryła za przyjacielem.
   - Ty spryciulo – powiedziałem, zdając sobie sprawę z tego, iż musiała usłyszeć, że do nas podszedł. – Tak mnie wykiwać...
   - Uczę się od najlepszych, kochanie – zaśmiała się, dając się przytulić Zaynowi. Cieszyłem się, że tych dwoje w końcu odnalazło drogę do siebie. „A właściwie Zayn znalazł swoje miejsce przy niej... Właściwe miejsce.
   - Gdzie wszyscy? – rozejrzał się po salonie zdziwiony, że nikogo więcej w nim nie ma..
   - Niall ma romans z komórką i jeśli ci życie miłe, to nawet nie zbliżaj się do jego sypialni – powiedziałem. – O mało nie złamał mi nosa, zatrzaskując drzwi praktycznie na mojej twarzy...
   - Trzeba było mu nie dokuczać – wtrąciła się Kate, uśmiechając się słodko. – Macie z Harrym szczęście, że on nie potrafi się długo gniewać. Do rana na pewno mu przejdzie...
   - A wtedy oni wymyślą coś nowego – parsknął Zayn. – Czyli Niall odpada. Styles też. Wciąż pokazuje Alex Paryż... – poruszał wymownie brwiami i zaśmialiśmy się oboje. – A Liam?
   - Rozmawia z Danielle na Skypie – odezwała się Kate, poprawiając swoją koszulkę.
   - W końcu się doczekał? – przyjaciel spojrzał na mnie z tym wyrazem twarzy, który sugerował, że właśnie przyszedł mu do głowy jakiś genialny pomysł. – Co powiecie na trójkącik? – spojrzałem na niego zaskoczony tymi słowami. – Dacie się zaprosić na kolację? Możemy zaliczyć jedną z tych restauracji dla snobów...
   - Genialny pomysł! – zerwałem się z kanapy. – Tam na pewno docenią moje poczucie humoru...
   - Na pewno – parsknęła Kate.
   - Tylko postaraj się, żeby nas stamtąd nie wywalili przed końcem posiłku, ok?
   - Jasne – porwałem moje kochanie do sypialni. – Daj nam chwilę na przebranie się... – rzuciłem przez ramię, zatrzaskując drzwi.
   - Czyli co... – Kate podarowała mi jedno z tych swoich niesamowitych „spojrzeń”, poprawiając koszulkę z Wieżą Eiffla, którą jej kupiłem podczas naszej przechadzki. – Domyślam się, że tym razem szorty nie przejdą...


   Jakieś pół godziny później i z małą pomocą Louise, moja dziewczyna nareszcie wyszła z sypialni. I to w dodatku w spódnicy! „W mordę...” mojej głowie rozległ się przeciągły gwizd podziwu.
   - Zmiana planów, kochanie – powiedziałem, podchodząc do niej. – Wywalamy Zayna. Niech idzie z Louise, a my będziemy się kochać do rana...
   - Lou! – Kate oblała się cudownym rumieńcem i próbowała ukryć zawstydzenie za przydługą grzywką.
   - Pięknie wyglądasz... – przyciągnąłem ją do siebie i zerknąłem w lustro, wiszące na ścianie. „Hmmm... Za sportowo...” oceniłem swój wygląd. – Chyba jednak wezmę jeszcze marynarkę...
   Gdy pojawił się Paul z Adamem, byliśmy już w komplecie. Maszerowałem dumny jak paw, wyłapując spojrzenia pełne podziwu, posyłane w kierunku mojej dziewczyny. A ona rumieniła się, skromna jak zawsze, gdy wyłapywała kolejne komplementy. Udało nam się wymknąć z hotelu prawie niepostrzeżenie. Kilka fanek, na które wpadliśmy, na szczęście nie zepsuło naszych dobrych humorów. Gdy zauważyłem Prestona za kierownicą czarnego samochodu wiedziałem, że Paul jak zwykle trzymał rękę na pulsie i przewidywał każdą sytuację. „Czasami naprawdę myślę, że ten facet nigdy nie śpi...” Nie da się ukryć, że byłem pod wrażeniem.
   - Cyborg...
   - Co? – Kate odwróciła się w moją stronę, wyrywając mnie z zamyślenia. – Co mówiłeś?
   - Nic... – wsunąłem jej kilka kosmyków za ucho. – Tak sobie głośno myślę...
   - Już się nie popisuj – parsknął Zayn, przewracając oczami na moje wytłumaczenie. – Jesteśmy na miejscu.
   Tutaj też obyło się bez większych rewelacji. Najwyraźniej fani zupełnie nie spodziewali się nas spotkać w takim miejscu. „Tym lepiej dla nas” ucieszyłem się, przyciągając do siebie moją dziewczynę. Okazało się, że jakimś cudem Malikowi udało się załatwić rezerwację w tym przybytku luksusu i po chwili byliśmy prowadzeni do elegancko nakrytego stolika, przezornie odgrodzonego od reszty sali drewnianą konstrukcją. Kate ściskała mocno moją dłoń i właściwie to tylko moje powoli drętwiejące palce, byłby oznaką jej zdenerwowania. Miała na twarzy ten delikatny uśmiech i całą sobą była skupiona na otaczających ją dźwiękach. Pomogłem jej zająć miejsce, ubiegając w tym pracownika, który wskazał nam stolik. Nim przyniesiono wino, zdążyłem już opowiedzieć Kate o tym, jak wygląda restauracja i odpowiedzieć na milion pytań, które ta moja opowieść wywołała. Zdecydowanie była pod wrażeniem tego miejsca. Uśmiechnąłem się pod nosem, przyznając Malikowi punkty za pomysłowość.
   Kolacja była przepyszna, choć chyba nie mógłbym o sobie powiedzieć, że byłem wielkim fanem takich miejsc. Cieszyłem się, bo Kate była zachwycona, a właściwie tylko to się ostatnio dla mnie liczyło. Spędziliśmy spokojny wieczór z dala od krzyku fanek, a także z dala od codziennych problemów. Prowadziliśmy wesołą rozmowę z menadżerem i chłopakami z ochrony i rozkoszowaliśmy się kolejnymi daniami, które kelner sprawnie stawiał przed nami. Dyskutowaliśmy akurat nad wyborem deseru, gdy rozdzwonił się mój telefon. Zauważyłem, że Paul również sięgnął po komórkę. Zerknąłem na wyświetlacz i uśmiech momentalnie zniknął z mojej twarzy. Zamarłem, nie wiedząc, co powinienem zrobić. Zayn posłał mi zaniepokojone spojrzenie. Z ekranu uśmiechała się do mnie twarz, której naprawdę nie miałem zamiaru oglądać. Szybko odrzuciłem połączenie i wyciszyłem telefon. Paul wstał od stołu, by przeprowadzić swoją rozmowę. Jego postawa mówiła, że wszedł już w ten swój tryb menadżera, więc musiało to dotyczyć spraw służbowych. Gdy wyciągnął terminarz, wiedziałem już, że mam rację. Poczułem dłoń Kate na udzie i uśmiechnąłem się do niej, choć nie wiem, czy gdyby mogła zobaczyć mnie w tej chwili, to dała by się nabrać na tą moją sztuczną wesołość.
   - Kto dzwonił? – zapytała, szczerze zainteresowana. Splotłem nasze palce razem i zastanawiałem się, czy powinienem w ogóle odpowiadać... Koniec końców nie mogłem jej okłamać. Westchnąłem, ściskając mocniej jej dłoń.
   - Eleanor...