niedziela, 16 czerwca 2013

61




   Głośne pikanie aparatury sprawiło, że wprawdzie bardzo niechętnie, ale przerwałem pocałunek. „O kurwa... I co teraz?” wciągnąłem gwałtownie powietrze, starając się uspokoić oddech. Milion myśli i uczuć przeleciało mi przez głowę. „Najwyżej da mi po mordzie...” Odważyłem się na nią spojrzeć. „W końcu nabrała kolorów...” zauważyłem rumieńce na jej poranionej twarzy. Wpatrywała się we mnie szeroko otwartymi ze zdziwienia oczami. Oddychała równie ciężko co ja, prawie jak po szaleńczym biegu, a aparatura monitorująca jej serce wciąż okropnie hałasowała.
   - Wow... – usłyszałem, a w jej głosie było słychać niedowierzanie. Wciąż próbowałem uspokoić oddech, ale może powinienem zacząć od mojego dudniącego w piersi serca. „Może jeszcze jest szansa, że nie utnie mi za to jaj...” uśmiechnąłem się, czekając czy doda coś więcej do tej swojej wypowiedzi.
   - Wow? – spojrzałem na nią rozbawiony. Podobała mi się jej reakcja. Wciąż czułem mrowienie na swoich wargach. I miałem więcej niż chęć, by to powtórzyć. – Bo jeszcze... – moją wypowiedź przerwało pojawienie się zaniepokojonej pielęgniarki.
   - Wszystko w porządku? – odezwała się, sprawdzając wskazania aparatury i w końcu ją uciszając. – Dobrze się pani czuje? – Alex nieznacznie pokiwała głową, nie przestając się we mnie wpatrywać szeroko otwartymi oczyma. Kobieta spojrzała na mnie wymownie, opierając dłonie na biodrach. – Miał pan dać swojej dziewczynie odpocząć, panie Styles, a nie podnosić jej ciśnienie...
   - On nie... – zaczęła Alex, ale najwyraźniej sama nie wiedziała co chce powiedzieć. – My tylko... Ja nie...
   - Tylko ją pocałowałem... – wyszczerzyłem zęby w uśmiechu. – Co ja poradzę, że tak na nią działam? – pielęgniarka próbowała schować rozbawienie pod maską profesjonalizmu.
   - Tak... – zacisnęła usta, by się nie roześmiać i przestawiła coś na urządzeniu. – Następnym razem proszę poprzestać na buziaku w policzek, panie Styles. W trosce o serce pana ukochanej...
   - W trosce o jej serce, wszystko – obiecałem, unosząc dłoń jak do przysięgi. Kobieta uśmiechnęła się i opuściła pokój, przypominając mi jeszcze, że czas odwiedzin już się skończył.
   - Jesteś walnięty... – Alex kręciła głową z niedowierzaniem, ale na jej twarzy wciąż gościł delikatny uśmiech. – Wiesz co będzie jak to się wyda?
   - Nie opędzimy się od dziennikarzy – wzruszyłem ramionami. – Kogo to obchodzi? I tak są wszędzie...
   - Może mnie to obchodzi? Nie pomyślałeś o tym?
   - Daj spokój... – machnąłem ręką, przysiadając na skraju materaca i chwytając jej dłoń. „Teraz już rozumiem dlaczego Lou tak lubi bawić się palcami Kate...” – Co najmniej przez kilka tygodni nie wyjdziesz z łóżka. Jedynym kto ci może zrobić zdjęcia, będę ja – puściłem jej oczko, po czym dodałem, udając rozczarowanie. – Chociaż jak na razie do rozbieranej sesji się nie nadajesz...
   - Idiota... – westchnęła, uśmiechając się pod nosem.
   - Jak to możliwe, że w twoich ustach brzmi to jak słodki komplement? – spojrzałem na nią ruszając wymownie brwiami.
   - Bo jesteś walnięty – parsknęła, przymykając powieki i krzywiąc się z bólu. „Takich worów pod oczami nie miała nawet po podwójnej zmianie...” zauważyłem.
   - Jesteś wykończona... – stwierdziłem oczywiste i podniosłem się. – Pójdę już i pozwolę ci odpocząć...
   - Łaskawco... – uśmiechnęła się, zerkając na mnie. Zapatrzyłem się w jej czekoladowe oczy... „Czy ona zawsze tak na mnie patrzyła?
   - Przyjdę jutro – powiedziałem, przenosząc wzrok na jej usta. „Ostatecznie nie urwała mi jajek, więc może...
   - Wiedziałam, że nic co piękne nie trwa wiecznie... – westchnęła, zwilżając wargi językiem. „Rób mi tak jeszcze...” jęknąłem w myślach, pochylając się nad nią. – C-co ty wyprawiasz, Styles?
   - Sprawdzam, czy ta aparatura... – zawisłem milimetry od jej ust – wciąż działa...
   Tym razem to ona pocałowała mnie...

   Coś mokrego i obślizłego wylądowało na mojej twarzy, wyrywając mnie z zamyślenia. „A może śniłem na jawie?” Rechot Nialla szybko wskazał winowajcę.
   - Co jest? – spojrzałem na blondyna, unosząc brwi. – Czego chcesz?
   - Szybko wczoraj wróciłeś... – zauważył Liam, dolewając sobie herbaty. Pewnie jego radar się włączył, mówiąc mu, że nie jestem w nastroju na głupie żarty blondyna i postanowił odwrócić od niego moją uwagę.
   - Pielęgniarka mnie wywaliła – uśmiechnąłem się, przypominając sobie spojrzenie, jakim mnie obrzuciła, gdy drugi raz przybiegła, zaalarmowana pikaniem aparatury.
   - A co zrobiłeś? Obmacywałeś się z Alex? – parsknął Horan, ale dość szybko umilkł, wpatrując się we mnie uważnie. – Serio?
   - Co? Nie...
   - Już ci wierzę...
   - Zajmij się lepiej swoim śniadaniem – mruknąłem, zerkając w stronę wejścia do restauracji. – No proszę, nasze śpiochy! – zawołałem, a pół sali obejrzało się w stronę drzwi. – W ostatniej chwili. Jeszcze moment i Niall pożarłby wszystko...
   Obserwowałem jak przyjaciel trzyma Kate za rękę i idą w naszą stronę. Uśmiechnąłem się, widząc na jej twarzy nieodłączny rumieniec. „Poranek musiał być niezwykle udany...” Przywitali się z nami i wcisnęli obok Zayna, który wydawał się nagle bardzo ożywiony. „Czy on jeszcze przed chwilą nie wyglądał, jakby spał z otwartymi oczami?
   - Dzień dobry wszystkim – Paul oparł się dłońmi na ramionach Liama. – Wypoczęci? Lepiej nie odpowiadajcie – zaśmiał się, słysząc jęki co po niektórych. – Autokar już czeka. Za pół godziny ruszamy... – spojrzał na mnie. – Andy z tobą zostaje. Tylko bez żadnych numerów, Harry. Jutro punkt dwunasta widzę cię na próbie i nie radzę się spóźnić, bo inaczej pogadamy...
   - Uuu... – zawył Niall, sięgając po kolejną kanapkę. – Czy to nie podchodzi pod groźby karalne?
   - Ja ci zaraz pokażę, co podchodzi – Paul rzucił w niego czapeczką. – Czy nie powiedziałeś mi, że tym razem nic nie zostawiłeś w pokoju?
   - No przecież trzy razy sprawdzałem! – bronił się Horan. – To jakiś spisek! Ktoś musiał to podrzucić...
   - Taaa, ktoś... – zaśmiałem się.
   - Nie jedziesz z nami Harry? – Kate wbiła we mnie to swoje przeszywające „spojrzenie”. Dreszcz przebiegł mi po kręgosłupie. „Jak ona to robi?
   - Nieee... – uruchomiłem dodatkowe szare komórki, by przypadkiem nic nie chlapnąć. – Umówiłem się... Dojadę do was jutro, Mała... A co? Będziesz tęsknić?
   - Za tobą? – parsknął Louis. – Jeszcze czego...
   - Będziesz może miał czas, by odwiedzić Alex? – zapytała cicho. „Gdybyś tylko wiedziała...
   - Właściwie mam to w planach – uśmiechnąłem się. – Myślałem, żeby jej podrzucić kilka rzeczy do szpitala – powiedziałem. – Masz jakiś pomysł, co może być jej potrzebne?


   Patrzyłem jak wiatr rozwiewał włosy Kate, tworząc wokół jej głowy czekoladową aureolę. Wyglądała przepięknie... Siedziała przy otwartym oknie, zaciskając palce na kamiennym blacie i z zamkniętymi oczami wystawiała twarz na działanie świeżego powietrza. Uśmiechała się w ten typowy dla siebie sposób, ledwo unosząc kąciki ust. W takich chwilach najbardziej przypominała leśnego elfa... Okupowałem kanapę, trzymając stopy na fotelu obok niej.
   - Może jednak weźmiesz tą pastylkę? Po co masz się męczyć? – zaproponowałem. Uśmiech rozświetlił jej twarz. Uniosła powieki i całą sobą odwróciła się w moją stronę, kładąc nogi miedzy moimi.
   - Nie trzeba – zrzuciła baleriny ze stóp, a mój wzrok od razu powędrował na pokryte czerwonym lakierem paznokcie. – Mark powiedział, że to mniej niż godzina jazdy. Wytrzymam...
   - Ja nie wytrzymam... – jęknął Niall, odstawiając pustą butelkę po wodzie. – Dlaczego tu jest tak gorąco? Normalnie spodnie mi się lepią do tyłka...
   - Trzeba było nie zakładać tych dżinsów – rzucił Liam, który do tej pory zajęty był pisaniem z Danielle. - Zawsze możesz iść się przebrać...
   - Nie chcę mi się... – burknął blondyn, zerkając z wyrzutem w stronę klimatyzacji. Po chwili podniósł się z głośnym westchnieniem i poszedł bez słowa na górę.
   - Macie jakieś plany na dziś? – Liam zerknął w moją stronę. – Może wybierzecie się ze mną...
   - Przykro mi przyjacielu – przerwałem mu nim dokończył. – Zabieram moją dziewczynę na romantyczny spacer śladami Beatlesów... – Zauważyłem, że Kate uśmiecha się szeroko, znów odwracając twarz w stronę otwartego okna. – Możemy wieczorem coś porobić razem...
   - Jasne...
   - Od razu lepiej – Niall opadł na siedzenie obok mnie i szczerzył się przy tym niemiłosiernie. – Pierwsze co zrobię, gdy dojedziemy do hotelu, to prysznic.
   - Może pójdziesz ze mną na zakupy? – zaproponował Liam. – Chcę zaliczyć ten sklep, o którym mówił Andy...
   - O ile zaliczymy też Nando's – Payne wzruszył ramionami. – W takim razie prysznic zaczeka...

   - Czuję się prawie jak na podwójnej randce – zaśmiałem się, wręczając lody Prestonowi. – W sumie to nawet ładnie razem wyglądacie...
   - Bardzo śmieszne – mruknął Mark, ale raczej nie wydawał się urażony. – To gdzie chcecie usiąść? – rozejrzałem się dookoła. Wyszczerzyłem zęby w uśmiechu, znajdując idealne miejsce.
   - My, tam – wskazałem głową zacieniony trawnik pod drzewem. – A wy się nie krępujcie... – pociągnąłem Kate za sobą. – Potrzymasz, skarbie? – podałem jej mojego loda i rozsiadłem się wygodnie, opierając o pień.
   - Lou! – pisnęła, gdy pociągnąłem ją za biodra i posadziłem sobie na udach.
   - Masz za jasne spodnie do siedzenia na trawie – powiedziałem, skradając jej całusa i odbierając moją porcję pyszności. – A poza tym, mogę sobie ciebie bezkarnie pomacać... – jej policzki momentalnie zmieniły kolor. – Uwielbiam te twoje rumieńce... – szepnąłem jej do ucha, przygryzając je lekko. – Nawet sobie nie wyobrażasz jak to strasznie mnie kręci...
   - Naprawdę? – zauważyłem rozbawienie w jej oczach. I coś jeszcze. „Pożądanie?” zgadywałem. „Komuś tu się marzy...” usłyszałem moje drugie ja. Nachyliłem się widząc, że teraz ona chce mi coś powiedzieć na ucho. – A co jeszcze cię kręci? – wciągnąłem gwałtownie powietrze i prawie zakrztusiłem się własną śliną, a to zboczone coś w mojej głowie właśnie rozwinęło, niczym dywan, całą listę możliwości... Zerknąłem na jej minę niewiniątka. Może i bym w nią uwierzył, gdyby nie ten psotny błysk w oczach i ta przygryziona warga, która niezmiennie doprowadzała mnie do szaleństwa...
   - Mógłbym ci powiedzieć, kochanie, ale obawiam się, że miałbym wtedy spory problem i doprawdy nie wiem jak miałabyś mi pomóc go tutaj rozwiązać...
   - Ja? – zdziwiła się rozbawiona. – Ale to przecież byłby twój problem... – zapatrzyłem się na jej język, prześlizgujący się po zimnej powierzchni loda. „Stary... Tylko sobie wyobraź...” odezwał się ten wredny głos w mojej głowie. „Nie! Nie rób tego!” przeniosłem wzrok na ochroniarzy, próbując wyrzucić niechciane myśli. Rozmawiali zawzięcie, jednocześnie omiatając spojrzeniami ludzi dookoła. „Za późno...” znów rozległo się w mojej głowie i momentalnie pojawiły się w niej obrazy, na które zdecydowanie nie był ani czas, ani miejsce. Ująłem brodę dziewczyny i wpiłem się w jej usta, smakując ich wnętrze i starając się zastąpić obrazy w głowie innymi.
   - Lou!!! To Louis! Lou!!! Lou! – dziecięce piski zdecydowanie pomogły mi ochłonąć. Oderwałem się od słodkich ust Kate i spojrzałem na trzy dziewczynki, biegnące co sił w naszą stronę.
   - No i to by było na tyle, jeżeli chodzi o urocze sam na sam... – mruknąłem, kiwając uspokajająco chłopakom. – A do naszej problematycznej rozmowy wrócimy później – zdążyłem jeszcze szepnąć Kate do ucha i wywołać kolejny uroczy rumieniec, nim dorwały nas rozentuzjazmowane fanki.


   - Ja ciebie też... – powiedziałam do telefonu, żegnając się z przyjaciółką. – Do jutra...
   - Już? – usłyszałam rozbawiony głos Louisa tuż przy moim uchu. Przez całą rozmowę opierałam się o niego plecami, a on obejmował mnie w pasie, cierpliwie czekając, aż skończę. – Jak ona się czuje?
   - Mówi, że dobrze... – oddałam mu komórkę. – Właśnie Harry do niej przyszedł... – dodałam, odtwarzając w głowie słowa, którymi się z nią przywitał, nie wiedząc, że słyszę. „Koniecznie muszę ją o to zapytać następnym razem...” postanowiłam, uśmiechając się. „Kto by pomyślał...
   - Wcale mnie to nie dziwi – zaśmiał się głośno. Splótł nasze dłonie razem i mogliśmy kontynuować spacer po parku.
   - Nie?
   - Nie. Polubił ją... – musiał przerwać wypowiedź, by zamienić kilka słów z kolejnymi fankami. Po kilku minutach kontynuował. – Jestem prawie pewien, że został tam tylko dla niej. A przynajmniej nic mi nie wiadomo, by miał mieć jakieś inne powody...
   - Alex też go bardzo lubi... – powiedziałam, uśmiechając się i odpowiadając na pozdrowienia kolejnych wielbicielek Louisa. Wsłuchiwałam się w wesołe wymiany zdań między nimi, a moim chłopakiem „Zdecydowanie jest w swoim żywiole...
   - Katy, czy to prawda, że nie widzisz? – zamarłam na chwilę, słysząc słowa dziewczynki. Chyba przyzwyczaiłam się, że ostatnimi czasy nikt już nie zwracał na mnie uwagi, a przynajmniej nie zadawał pytań tak bezpośrednio.
   - Tak, to prawda – uśmiechnęłam się.
   - Jak to się stało? Nie można tego wyleczyć? Dlaczego? Co? To niesprawiedliwe... – wszystkie zaczęły mówić w tym samym momencie i dopiero Lou jakoś je uspokoił.
   - Miałam wypadek, jak byłam mała – odezwałam się, wciąż uśmiechając się do nich przyjaźnie. – Niestety nic nie można z tym zrobić...
   - W ogóle nie widać, że nie widzisz – zapewniła mnie szybko jedna z nich. – Gdy Rachel nam powiedziała, to najpierw wcale jej nie uwierzyłyśmy...
   - A ty jak się domyśliłaś? – wtrącił się Louis, obejmując mnie ramieniem i całując w czoło.
   - Właściwie, to się nie domyśliłam... Mama mi powiedziała.
   - A ona skąd wiedziała? – zainteresował się Lou.
   - Pracuje jako nauczycielka w szkole, do której chodzą dzieci niewidome i nie tylko... – powiedziała. – Słuchałyśmy razem audycji w radio i potem chciałam jej pokazać jak wygląda Katy, więc znalazłam jakiś filmik w internecie... Jakoś się domyśliła...
   - A to tajemnica? – zapytała jej koleżanka.
   - Nie, żadna tajemnica – zapewniłam ją, uśmiechając się. – Raczej nie da się ukryć czegoś takiego...
   - No nie wiem – zaśmiała się. – Całkiem dobrze ci to wychodzi. Naprawdę nic nie widać...
   Pół godziny później było czuć w powietrzu zbliżający się deszcz. Pożegnaliśmy się z kolejnymi wielbicielkami zespołu i ruszyliśmy przed siebie...
   - Miało być romantyczne sam na sam, a wychodzi na to, że spędzamy dzień z fankami... – westchnął Louis. – Chyba kolejnym razem muszę wymyślić coś innego...
   - Dlaczego? – zdziwiłam się. – Mi się ten dzień bardzo podoba...
   - Jesteś za dobra... – przyciągnął mnie do siebie i otoczył ramionami. – Założę się, że nasze zdjęcia rządzą dziś w internecie – szepnął mi do ucha.
   - Co? Ale... – przerwał mi, zamykając usta swoimi.
   - Dajmy dziewczynom jakieś naprawdę dobre fotki – zaśmiał się. – Chodzą za nami od kilku godzin...
   - Co? – zdziwiłam się, jednak szybko zrozumiałam, gdy tylko usłyszałam zbliżające się kroki i podniecone szepty. – Czyżby w końcu się odważyły? – zapytałam.
   - Na to wygląda – ucałował mnie w czubek nosa i znów splótł nasze dłonie. A potem kolejny raz dzisiaj otoczyli nas jego fani. Dopiero deszcz sprawił, że pożegnaliśmy się z dziewczynami i zdecydowanie szybszym krokiem poszliśmy dalej.
   - Chyba czas wracać... – powiedziałam, unosząc twarz ku górze.
   - Najwyraźniej... – zgodził się ze mną. – Preston, pójdziesz po samochód? Zaczekamy przy schodach... – szłam obok Louisa, wsłuchując się w dźwięki dookoła mnie. Deszcz był zbawieniem po tym upalnym dniu. Miałam wręcz wrażenie, że czuję iż ziemia paruje w kontakcie z nim... – Schody przed nami, skarbie – usłyszałam ciepły głos, który za każdym razem sprawiał, że cudowne dreszcze przepływały przez moje ciało. – Dużo schodów...
   „Kiedy to się stało, że Lou tak doskonale potrafił się odnaleźć w świecie, gdzie musiał być moim przewodnikiem?” uśmiechnęłam się do swoich myśli. Pewnie nawet nie zdawał sobie sprawy, że odruchowo zwolnił, gdy doszliśmy do pierwszego stopnia. A może wiedział, że to mi wystarczy... To i mocniejsze uścisk jego dłoni... Czułam obecność Marka za plecami. Udało nam się pokonać ledwo kilka schodków, gdy znów zostaliśmy otoczeni wianuszkiem zachwyconych fanek. Mówiły jedna przez drugą, a w ich głosie było słychać wielką radość i podniecenie. Uśmiechałam się, słysząc dowcipne odpowiedzi Louisa na niektóre ich pytania. Puścił na moment moją dłoń, by złożyć tak bardzo upragnione przez dziewczynki podpisy.
   A potem poczułam tylko mocne szarpnięcie. „A może ktoś mnie popchnął?” Wyciągnęłam ręce przed siebie, próbując jakoś zamortyzować upadek, który niewątpliwie będzie bolesny. Moją głowę wypełniły przeróżne dźwięki... Przerażony głos Luisa, krzyki dziewczynek, zdenerwowany Mark... Wszystko od razu przestało mieć znaczenie, gdy pierwsza fala bólu uderzyła w moje ciało. Ale nie to było najgorsze. W końcu nie przewróciłam się pierwszy, ani ostatni raz. Najgorsze były słowa mężczyzny pochylającego się nade mną.
   - Widzę cię...
   I tyle. Dwa słowa i wszystko inne przestało mieć znaczenie. „To niemożliwe...” oddech uwiązł mi w płucach, a serce tłukło się w piersi. Próbowałam przekonać samą siebie, że to nie może być prawda, podczas gdy Lou ostrożnie brał mnie na ręce, delikatnie sprawdzając bolesne obrażenia...
   - Samochód już jest – odezwał się cicho Mark. Starałam się uśmiechnąć, uspokoić, ale te dwa słowa dudniły w mojej głowie, mrożąc krew w żyłach. Słyszałam je tak głośno i wyraźnie jak wtedy... I były równie przerażające.


   Opierałem się o metalową balustradę, ziewając i kończąc kolejnego papierosa. Zauważyłem nasz samochód, z którego szybko wyskoczył Mark i Louis. Fani za ogrodzeniem momentalnie zwiększyli decybele. Gdy Lou wziął Kate na ręce i pognał do wejścia, poczułem, że włosy jeżą mi się na karku. „Coś się stało...” wyrzuciłem niedopałek i pobiegłem zaczekać na nich przy windzie. Otworzyła się dosłownie dwie minuty później, a moim oczom ukazał się zdenerwowany Louis w pokrwawionej i brudnej koszulce i Kate... „O Boże...
   - Co się stało? – wykrztusiłem, idąc za nimi.
   - Otworzysz? – Lou spojrzał na mnie pytająco. – Klucz mam w tylnej kieszeni...
   - Co się stało? – powtórzyłem pytanie, robiąc to o co mnie prosił i puszczając ich przodem.
   - Przyniosę apteczkę – odezwał się Mark i wyszedł, zatrzaskując za sobą drzwi.
   Lou posadził Kate na kamiennym blacie w łazience i od razu zabrał się za przemywanie jej skaleczeń mokrym ręcznikiem. „No kurwa, czy ktoś mi w końcu może odpowiedzieć?” byłem już równie zdenerwowany, co on.
   - Co...
   - Spadłam ze schodów – odezwała się cicho Kate, przygryzając wargę.
   - Ten idiota cię zepchnął! – warknął Lou, mocząc kolejny ręcznik w ciepłej wodzie. – Normalnie popchnął ją z całej siły, gdy byliśmy na tych wysokich schodach obok parku! – aż otworzyłem usta zszokowany, gdy uzmysłowiłem sobie, gdzie to miało miejsce. – Dlaczego puściłem twoją dłoń? Boże... – sięgnął po kolejny ręcznik.
   - Nawet tak nie myśl – Kate delikatnie dotknęła jego policzka. – Przecież nic mi się nie stało... – patrzyłem na jej zdarte do krwi kolana i dłonie... „Nie wiem, czy to takie nic...” Poszedłem otworzyć, gdy rozległo się pukanie do drzwi. Wróciłem już w towarzystwie ochroniarza. – Daj mi tą apteczkę, proszę – dziewczyna wyciągnęła poranioną dłoń i odebrała czerwoną torbę. – Dzięki, Mark. Idź odpocząć. Już dzisiaj nigdzie nie będziemy wychodzić...
   - Na pewno? Mogę...
   - Na pewno – odezwał się Louis. – Dzięki stary...
   - Nie ma za co. To dobranoc. I dzwońcie jakby co... – pożegnał się i po chwili znów zatrzaskiwał za sobą drzwi.
   - Oddaj mi to – wyjąłem jej apteczkę z dłoni i zacząłem przeglądać zawartość. – Chyba będzie szczypało – powiedziałem, podając przyjacielowi odpowiednią buteleczkę i opatrunki.
   Patrząc na niego widziałem, że był na siebie wściekły, ale każdy jego dotyk, gest w stronę Kate, był delikatny i przepełniony miłością. Odetchnąłem głęboko, podając mu maść na skaleczenia i śledząc wzrokiem jak ostrożnie wciera ją w rany na ciele dziewczyny. Wciągnąłem gwałtownie powietrze, gdy moje myśli zawędrowały za daleko... Zabrałem się za sprzątanie powstałego bałaganu, podczas gdy Lou zabrał Kate, by przebrała się w coś czystego. Gdy skończyłem porządki, przeniosłem się na kanapę. Po chwili pojawił się Louis, w szarych dresach i podkoszulku.
   - Ten dzieciak zrobił to specjalnie – powiedział, sięgając do lodówki po napój. – To w najmniejszym stopniu nie wyglądało na wypadek – spojrzał na mnie, a w jego oczach widziałem, że jest pewny tego, co mówi. – Jak to możliwe?
   - Myślisz, że to on? – zapytałem szeptem, nachylając się w jego stronę. – Ale skąd wiedział, gdzie będziecie?
   - Pół kraju wie, że jesteśmy w Liverpoolu... – warknął. – Może przesadzam, ale to nie był przypadek... Boże, gdybym tylko nie puścił jej dłoni...
   - Lou... – zacząłem.
   - Puściłem ją tylko na moment, by podpisać się tym fankom – przeczesał nerwowo włosy palcami. – To była dosłownie minuta...
   - To nie twoja wina... – odwróciłem się, słysząc głos Kate. Wyglądała na jeszcze drobniejszą w za dużym podkoszulku Louisa. Miałem ochotę się skopać, gdy pierwszą moją myślą było to, czy ma pod spodem jakieś szorty... Podszedł do niej i zgarnął ją w ramiona, a ja z całej siły starałem się odwrócić wzrok od unoszącego się brzegu koszulki. Raczej mi się to nie udało, skoro zdążyłem zauważyć czarną lamówkę króciutkich spodenek. „Weź się w garść idioto!” Spoliczkowałem siebie kilka razy w myślach, ale na niewiele to się zdało, bo nadal pożerałem wzrokiem jej tyłek, podczas gdy oni szeptali coś sobie po cichu. „Chyba powinienem się stąd ewakuować...” podnioslem się z kanapy. – Obejrzysz z nami film, Zayn?
   - Co? – jej propozycja była zdecydowanie nie na miejscu. „Czy ona nie wie, że powinna mnie stąd wywalić na zbity pysk?” – Film?
   - O wampirach... – posłała mi uśmiech, od którego moje serce tłukło się w piersi jak szalone.
   - Ten co ostatnio? – zapytałem, próbując wymyślić pretekst, by odmówić. „Choć Bóg mi świadkiem, że nie chciałem odmawiać.
   - Nie – roześmiała się radośnie, a ja już byłem stracony. „Już wiem, jak kusiły syreny...” westchnąłem. – Drugą część. Skończyłam czytać książkę i Lou obiecał, że poświęci się i obejrzy ze mną – spojrzałem na przyjaciela, który najwyraźniej wciąż w głowie przeżywał dzisiejsze wydarzenia. – Dasz się też potorturować? Może nawet będą jakieś piękne wampirzyce... – kusiła i nawet nie zdawała sobie sprawy, że dla niej zgodziłbym się na wszystko.
   - No, ewentualnie... – westchnąłem przesadnie. – Myślę, że Lou będzie potrzebował męskiego wsparcia w tych męczarniach...
   Wiedziałem, że błędem było się zgodzić. Ale jaki wielki błąd popełniłem, zdałem sobie sprawę dopiero wtedy, gdy zaciągnęła mnie do sypialni. „Zwiewaj, póki możesz...” dobre rady od mojego sumienia. „Dlaczego ja nigdy nie potrafiłem z nich mądrze skorzystać?” Stałem niczym sparaliżowany, patrząc jak dziewczyna wdrapuje się na łóżko i opiera o jego wezgłowie. Louis podłączał właśnie laptopa do telewizora wiszącego na ścianie i po minucie dały się słyszeć pierwsze dźwięki odtwarzanej płyty.
   - No, chodźcie... – Kate uśmiechnęła się pięknie, klepiąc miejsca obok siebie z jednej i drugiej strony. Lou ułożył się obok niej z uśmiechem na ustach i od razu otoczył ją ramieniem, mrucząc pod nosem coś o tym, jak to się musi poświęcać... Nie mogłem tego zrobić. Nie powinienem. Stałem niepewny kombinując, jak by tu zwiać. „Czy on nie zdaje sobie sprawy, że kiedy ją obejmuje, to ta koszulka unosi się zdecydowanie za wysoko?” – Zayn?
   - Może wolicie zostać sami? – zapytałem niepewnie licząc, że zboczone ja Louisa zrozumie do czego zmierzam.
   - Chodź... – Kate wyciągnęła do mnie poranioną dłoń, a ja nie moglem zrobić nic innego, jak ująć jej drobne palce. Przyciągnęła mnie do siebie i po chwili siedziałem obok niej, opierając się o poduszki i zastanawiając, jak do tego doszło i jak to się skończy. – A teraz cicho, bo się zaczyna...
   - To jeszcze reklamy, kochanie... – powiedział Lou i w końcu szczerze się uśmiechnął.
   - Ale też są ciekawe... – ułożyła się wygodnie, oparta o niego i otoczona jego ramieniem.
   Skłamałbym, gdybym powiedział, że zwróciłem uwagę na choćby sekundę odtwarzanego filmu. Zbyt byłem skupiony na jej bosych stopach, szturchających mnie delikatnie za każdym razem, gdy się poruszyła. I za bardzo byłem skoncentrowany na tym, by nie gapić się na jej zgrabny tyłeczek wystający spod zdecydowanie za krótkiej koszulki. Powinienem stąd wyjść już wtedy, gdy zorientowałem się, że zasnęła wtulona w Louisa. Zamiast tego udawałem, że oglądam film i katowałem się ciepłem jej ciała, które czułem przez materiał spodni w miejscu, gdzie dotykały mnie jej wypięte pośladki. „W o wiele za krótkich szortach...


   Z całej siły napierałam na drzwi szarpiąc w panice klamkę. Ani drgnęły. Miałam wrażenie, że to miejsce kpi sobie ze mnie, tak jak potwór, do którego należy. Motałam się w poszukiwaniu wyjścia z tej pułapki. Ale z każdym uderzeniem serca szanse były mniejsze. Strach nie pozwalał mi trzeźwo myśleć, a moje niby wyostrzone zmysły na nic się zdały w tej jego chorej grze...
   - Widzę cię...
   „Boże, niech on przestanie...” błagałam w myślach, modląc się do wszystkich świętości. Odepchnęłam się od drewnianej powierzchni i próbowałam uciec od niego jak najdalej, jednocześnie szukając czegokolwiek, co mogło by mi w tym pomóc. Ryk telewizora sprawiał, że nie miałam zielonego pojęcia, gdzie on się znajdował. Nie słyszałam jego kroków, a w chwilach, gdy postanowił się odezwać, zawsze okazywało się, że jest przerażająco blisko...
   Kolejny mebel na mojej drodze i kolejne bolesne uderzenie. I jego śmiech... Grał ze mną w jakąś chorą grę i najwyraźniej przegrywałam. „Boże... Proszę... Niech on przesta...” wpadłam w biegu na krzesło, przewracając się razem z nim i boleśnie przygryzając wagę.
   - Stąd nie ma ucieczki, Kate... – usłyszałam z lewej strony. Zerwałam się na nogi walcząc z bólem i uciekając w przeciwnym kierunku. Wyciągniętymi przed siebie dłońmi, próbowałam zapewnić sobie choć minimum bezpieczeństwa, ale to miejsce musiało przypominać graciarnie, bo nie mogłam zrobić kroku, by na coś nie wpaść. Nagle głośna muzyka ryknęła mi prosto w twarz tak, że mogłam poczuć nawet podmuch powietrza wprawionego w drganie przez głośniki. Krzyknęłam przerażona.
   - Przestań! Proszę... – wiedziałam, że to na nic. Sama nie wiem, dlaczego wciąż błagałam... Coś stuknęło z prawej strony, więc próbowałam uciec w lewo, nieustannie szukając miejsca, gdzie będę mogła się schować. Choć na chwilę. By pomyśleć... Kolejny bolesny upadek. Tym razem przeleciałam nad pufą, która podcięła mi nogi. Kontynuowałam ucieczkę na kolanach, by podnieść się po chwili. Znalazłam wnękę w ścianie i skuliłam się w niej próbując złapać oddech. Czułam, że krew powoli tworzy skorupę na mojej skroni...
   - Widzę cię... – i znów ten jego złowieszczy rechot. Miałam ochotę zatkać sobie uszy, ale przecież nie mogłam tego zrobić. – Nie możesz się przede mną schować, Kate...
   Pisnęłam przerażona, gdy coś uderzyło mnie w głowę. Wymachiwałam w panice rękoma, by to zrzucić, ale okazało się, że walczę z małą poduszką. „Widzi mnie... Boże...” Opuściłam złudne schronienie szybciej niż się w nim znalazłam. Przez ten wszechogarniający hałas nic nie słyszałam. Nic, oprócz szaleńczego bicia mojego serca. Je słyszałam aż za bardzo. Tłukło się w piersi, jakby miało zamiar z niej wyskoczyć. Było mi zimno i gorąco jednocześnie. Strach wiązał mi nogi i sprawiał, że poruszanie się po tym domu, było strasznie bolesne. Trzaśnięcie drzwi przede mną. „Boże, biegnę prosto na niego?” Wyhamowałam gwałtownie, lądując na podłodze i zdzierając sobie przy tym kolana. Odwróciłam się tak szybko, jak tylko mogłam i próbowałam biec w przeciwnym kierunku. Początkowo podpierając się rękoma, a potem z dłońmi wyciągniętymi przed siebie. Nie udało mi się zrobić nawet pięciu kroków, gdy z całym impetem wpadłam na niego i momentalnie poczułam jego palce, boleśnie zaciskające się na moich ramionach.
   - Uwielbiam się z tobą bawić... – usłyszałam jego przerażający głos przy uchu. – Ale już mi się znudziła ta gra. Pora na inną – powiedział i pchnął mnie z całej siły tak, że wylądowałam na ścianie, z impetem uderzając w nią czołem. Nawet nie zdążyłam się od niej odbić, gdy jego dłoń zacisnęła się na moim karku i docisnęła mnie do zimnej powierzchni. I znów poczułam jego oddech na skórze, a dreszcz przerażenia przebiegł mi po kręgosłupie. – Mam nadzieję, że nie przestaniesz walczyć do samego końca... – jego druga dłoń boleśnie zacisnęła się na mojej piersi. – Nawet nie wiesz, jak na mnie działa twój strach... – szamotałam się, próbując się wyrwać, ale jedyne co osiągnęłam, to mocniejsze zakleszczenie się jego paców. – Zapamiętaj sobie jedno... – drżałam z przerażenia. – Ja widzę wszystko... – usłyszałam szczęk zamka i skrzypienie drzwi obok mnie. – A teraz się zabawimy... – oderwał mnie od ściany i pchnął do kolejnego pomieszczenia. Tym razem upadek nie był bolesny, ale jeszcze bardziej zmroził mi krew w żyłach. Łóżko. Zatrzasnął za sobą drzwi i znów usłyszałam szczęk zamka. „Przynajmniej hałas już nie dudnił mi w uszach...” Przeturlałam się w lewo z całym impetem wpadając na stojącą tam komodę, przy okazji zrzucając z niej jakieś przedmioty.
   - Nieee! – zawyłam przerażona, gdy zdałam sobie sprawę, że zagonił mnie w róg pomieszczenia i nie było stąd ucieczki. Próbowałam znaleźć coś czym mogłabym się bronić, ale jak na złość moje dłonie nie mogły na nic natrafić.
   - I co teraz, mądralo? – śmiał mi się prosto w twarz. „A mówią, że potwory nie istnieją...” Był blisko. Tak blisko, że słyszałam jego przyspieszony oddech. Odepchnęłam się od ściany, licząc chyba na to, że go jakoś zaskoczę i może zdążę doskoczyć do drzwi. „Może mogłabym go tu zamknąć...” Tak samo szybko jak w mojej głowie pojawiła się ta myśl, tak szybko zniknęła, gdy poczułam jego palce boleśnie zaciskające się na moim łokciu. – Zaczynasz mnie denerwować... – warknął, rzucając mną przez pokój niczym workiem kartofli. Nie zdążyłam się nawet podnieść, gdy był już przy mnie i znów próbował wcisnąć mi głowę w ścianę. – Znudziła mi się ta pogoń – wykręcił mi ręce do tyłu i unieruchomił . – A teraz przeproś – ponownie uderzył mną w twarda powierzchnię.
   - Jesteś chory... – załkałam, mimo iż wszystko w środku mnie krzyczało, by go przeprosić. By błagać o wybaczenie. Nawet lizać mu buty, jeśli będzie trzeba.
   - Nie ładnie... Nie ładnie... Nawet sobie nie zdajesz sprawy jak podnieca mnie fakt, że jesteś taką zadziorą... – przywarł do mnie całym ciałem i mogłam poczuć, że jego słowa są przerażająco prawdziwe. „Przeproś!” krzyczało moje drugie ja. „Natychmiast!
   - P-Przepraszam... – powiedziałam, trzęsąc się ze strachu.
   - Przepraszam, panie dyrektorze...
   - Przepraszam, p-panie d-dyrektorze... – powtórzyłam licząc, że może to coś zmieni.
   - A jednak potrafisz, kiedy się postarasz... – roześmiał się, cały czas ocierając się o mnie swoją erekcją. – A jak mi to wynagrodzisz? – przejechał językiem po mojej szyi. Po czym oderwał mnie od ściany i pchnął na łóżko. – Rusz się tylko, a zerżnę cię tak, że nie będziesz mogła chodzić – warknął, a jego słowa sprawiły, że zastygłam w miejscu, szczękając zębami z przerażenia. – Grzeczna dziewczynka... – ucieszył się. Leżałam na gładkiej pościeli i bałam się nawet oddychać. Teraz żałowałam, że hałas z sąsiedniego pomieszczenia tu nie dociera. Słyszałam jak kolejne części jego garderoby opadają na podłogę. Strach mnie sparaliżował. Powinnam uciekać, walczyć, a tymczasem leżałam jak kłoda. – Usiądź – rozkazał. „To nie mogłam być ja...” próbowałam sobie wmówić. Przecież nie wykonywałabym jego chorych poleceń... A tymczasem właśnie to robiłam... – Otwórz buzię – „Co? Nie! Nie, nie nie...” – No dalej – warknął i z całej siły uderzył mnie w twarz. – Powoli kończy mi się cierpliwość... – boleśnie chwycił mnie za szczękę i wepchnął mi palca do ust. – A teraz ssij – „Boże, nie...” – Nie każ mi się powtarzać, bo dopiero wtedy zaboli... – zrobiłam co kazał, z całej siły walcząc z wymiotami. Łzy spływały po moich policzkach, ale już nie umiałam nad nimi zapanować. – Dobrze... Trochę mocniej - zabrał dłoń z mojej twarzy. To, co po chwili usłyszałam, przeraziło mnie jeszcze bardziej. – Daj rękę – zacisnęłam palce na pościeli. – Dawaj! – pochylił się i złapał mnie za nadgarstek. Z całej siły zaciskałam pięść i nie pozwalałam mu rozprostować palców. – Ostatni raz ci mówię – warknął.
   - Proszę, nie... – błagałam o litość. Już chyba wolałabym, by mnie zatłukł na śmierć. – Nie rób tego... Proszę...
   - Zamknij się! – ryknął i kolejny raz jego dłoń wylądowała na mojej twarzy. Pchnął mnie do tyłu i opadł na mnie całym swoim ciężarem. – Sam tego chciałaś...
   - Nie! – krzyknęłam, okładając go pięściami, ale szybko unieruchomił mi ręce nad głową, miażdżąc nadgarstki w mocnym uścisku. Poczułam jego dłoń majstrującą przy moich spodniach. Szamotałam się, próbując się wyswobodzić, ale on tylko śmiał się z moich wysiłków.
   - Spodoba ci się... – nachylił się nade mną i szepnął mi do ucha. – Nauczę cię, jak sprawić mi przyjemność. A jak będziesz grzeczna, to może i tobie będzie dobrze... – wsunął mi dłoń w majtki i chyba dopiero wtedy, mój mózg postanowił zebrać się w sobie i zawalczyć jeszcze raz. Zacisnęłam uda z całej siły. Słyszałam jak sapał mi obrzydliwie przy uchu, co chwilę przejeżdżając językiem po mojej skórze. Ledwo mogłam oddychać, przyciśnięta jego cielskiem.
   - Aaa!!! – zawył, gdy w ostatnim przebłysku odwagi z całej siły zacisnęłam zęby na jego uchu.  Poczułam metaliczny smak krwi w ustach. Tym razem nie mojej. – Ty dziwko! – ryknął, odrywając się ode mnie. Wiedziałam, że za to oberwę, ale wszystko jest lepsze... I momentalnie wściekłe uderzenia zaczęły spadać na moją głowę i ciało. – Kurwa! Ty jebana... – szarpnął mnie za włosy i pociągnął do siebie. – Zatłukę cię za to! – pchnął mnie na ścianę tak mocno, że aż zadudniło. Od razu mnie dopadł i zacisnął dłonie na mojej szyi. „Udusi mnie?” Nie wiem dlaczego ta myśl wydawała mi się zabawna. „Wybrałam śmierć w męczarniach, a on tak po prostu chciał mnie udusić...” Płuca paliły mnie żywym ogniem, a palce bezskutecznie próbowały poluzować jego uścisk. Nie wiem, po co walczyłam. Przecież tak było lepiej. Jeszcze chwila i wszystko miało się skończyć. Jeszcze tylko ostatnia myśl zabłysła w mojej głowie. „A więc jednak ktoś tam na górze czuwa nade mną...” I koniec. Ciemność. Nic. Wszystko.

niedziela, 9 czerwca 2013

60




   - To znaczy, że byłem pieprzonym tchórzem, który wolał trwać w tym kłamstwie, niż znosić wścibskich dziennikarzy... – moje słowa zawisły w powietrzu, przerywając tym samym przemowę Zayna. Posłałem mu spojrzenie pełne wdzięczności za to, że  podjął się próby wyciągnięcia z Kate tego, co ją gryzie, a przy tym bronił mnie jak prawdziwy przyjaciel. – Czy możesz zostawić nas samych?
   - Lou... – Kate przygryzła dolną wargę zmieszana. „Pewnie tym, że nie ma pojęcia jak dużo udało mi się usłyszeć...” Na moje szczęście, całkiem sporo. Utkwiłem w niej uważne spojrzenie i zająłem miejsce zwolnione przez Malika. Zdecydowanie powinniśmy przeprowadzić tą rozmowę w środku. To będzie cud, jeżeli nie przypłacimy tego chorobą.
   Siedzieliśmy w ciszy. Ja, wpatrzony w nią jak w obrazek, śledziłem drogę kropli deszczu, spływających po jej policzkach. Ona, z kolanami pod brodą, trzęsąca się z zimna. „Muszę ją zabrać z tej zimnicy...
   - Powinniśmy... – zacząłem.
   - Przepraszam... – bardziej odczytałem z ruchu jej wargi, niż usłyszałem.
   - Nie masz za co przepraszać, kochanie – odezwałem się, otulając ją szczelniej kurtką Zayna i obejmując ramieniem. – Pamiętasz naszą rozmowę, o mówieniu sobie wszystkiego?
   - Pamiętam... – wyszeptała, wtulając głowę w moją szyję. Czułem, że trzęsie się z zimna. Jestem tu od kilku minut, a już nie mam na sobie ani jednej suchej rzeczy. Jak długo ona tu siedzi?
   - Czy możesz mi powiedzieć, co takiego wydarzyło się podczas koncertu? – zapytałem, pocierając jej ramię, by choć trochę je rozgrzać.
   Czekałem.  Wiedziałem, że musiało to być coś okropnego, skoro aż tak zareagowała. „Zdecydowanie powinniśmy wejść do środka...” pomyślałem, gdy zimny dreszcz przebiegł mi po kręgosłupie. Po kilku minutach ciszy byłem pewny, że już się nie dowiem, co było przyczyną jej zdenerwowania. Westchnąłem sfrustrowany, przeczesując palcami mokre włosy.
   I wtedy zaczęła mówić. Cicho i jakby do siebie, ale powtórzyła mi wszystko, co usłyszała z rozmowy dwóch fanek. „Fanek...” prychnąłem w myślach, a złość momentalnie rozlała się w moim ciele. Zdecydowanie, już nie było mi zimno. Mógłbym się nawet pokusić o stwierdzenie, że płonąłem z wściekłości. Z całych sił zaciskałem szczękę. To prawdziwy cud, że jeszcze mi nie strzeliła. Nie chciałem przerywać Kate, skoro w końcu zdecydowała się mówić. Próbowałem się uspokoić, ale raczej daleko mi było do tego stanu... Słyszałem ból w jej głosie, gdy powtarzała coraz to straszniejsze okropności. „Jak mam cię przekonać, że jesteś wszystkim czego pragnę, maleńka?
   Objąłem ją mocniej i uniosłem, sadzając sobie na kolanach. Teraz mogłem dokładnie poczuć, jak bardzo jest przemarznięta. W nikłym świetle dostrzegłem błysk serduszka, spoczywającego na jej dekolcie. Delikatnie ująłem je w palce, skupiając na nim spojrzenie..
   - Jesteś całym moim światem, Kate – odezwałem się, przenosząc wzrok na jej drżące usta. – Jesteś wszystkim... – zaciąłem się, tracąc oddech, gdy utonąłem w jej oczach. – Nigdy nawet nie marzyłem, że spotkam kogoś takiego jak ty. Myślałem, że byłem szczęśliwy, ale dopiero przy tobie poznałem, co to tak naprawdę znaczy. Jesteś wszystkim czego pragnę i wszystkim czego potrzebuję, Kate – przejechałem kciukiem po jej dolnej wardze, uwalniając ją spod nacisku zębów. – Usłyszałaś dzisiaj wiele przykrych słów i chciałbym móc ci obiecać, że to się nigdy nie powtórzy, ale nie mogę... – westchnąłem. – Wiem, że głęboko w sercu znasz prawdę... Wiesz ile dla mnie znaczysz i jak bardzo cię kocham... Wiesz o tym, prawda? – wstrzymałem oddech w oczekiwaniu na odpowiedź, a bicie mojego serca wręcz dudniło mi w uszach.
   - Wiem... – powiedziała, uśmiechając się delikatnie i unosząc dłoń, by dotknąć mojej twarzy. Jak zawsze jej dotyk sprawił, że moja skóra płonęła. – Ja czuję dokładnie to samo... Tak bardzo cię kocham, Lou... – jej palce muskały moje usta, budząc we mnie pragnienie posmakowania jej warg. – Ale to tak bardzo bolało...
   - Wiem, skarbie... – przytuliłem ją mocno. – To zawsze boli... Ludzie nie zdają sobie sprawy, jak bardzo słowa potrafią ranić... – mój wzrok znów zawisł na złotym wisiorku. Przejechałem po nim palcami.  – Pamiętasz, co ci powiedziałem, gdy...
   - Żebym nigdy nie zapomniała, że twoje serce bije tylko dla mnie... – usłyszałem drżący głos i jej palce zacisnęły się za zawieszce.
   - Właśnie – musnąłem jej wargi swoimi. – Świat jest pełen złych i zawistnych ludzi, kochanie... – nakryłem jaj piąstkę swoją dłonią. – Przypomnij sobie tamte słowa zawsze wtedy, gdy będzie ci źle i nigdy w nie nie wątp, bo to największa i najszczersza deklaracja w moim życiu... – pokiwała głową, uspokajając oddech i kilka razy pociągając nosem. – A teraz pozwól, że twój chłopak się tobą zaopiekuje – powiedziałem podnosząc się z kanapy z dziewczyną na rękach. – Zdecydowanie potrzebujesz się rozgrzać, a ja znam niezawodny sposób...
   - Naprawdę? – zaśmiała się, splatając dłonie na mojej szyi.
   - Naprawdę...
   Przemknąłem przez salon z prędkością światła, kierując się prosto do łazienki. Zdążyłem jeszcze posłać szeroki uśmiech w stronę chłopaków, którzy obsiedli barek, najwyraźniej czekając na koniec naszej deszczowej pogawędki i jakieś newsy. „No i jeszcze sobie trochę poczekają...” roześmiałem się głośno, zatrzaskując kopniakiem drewniane drzwi. Rozejrzałem się po pomieszczeniu. „Wanna... Prysznic... Wanna... Prysznic...” przeskakiwałem spojrzeniem raz w lewo, raz w prawo. „Jakim cudem ja mam niby podjąć decyzję?” Posadziłem Kate na blacie obok umywalki. Rzuciłem ciężką kurtkę Zayna na podłogę i przeraziłem się widząc, jak przemoknięta jest moja dziewczyna. „Wanna się dłużej napełnia...” podpowiedziało mi moje drugie ja. „Nareszcie jakiś głos rozsądku” ucieszyłem się, zrywając z siebie podkoszulkę. Ująłem stopę Kate i ściągnąłem przemoczonego buta. „Czy tylko ja mam déjà vu?” Momentalnie w mojej głowie pojawiły się gorące obrazy i teraz to już zupełnie przestało mi być zimno. A wręcz przeciwnie. Płonąłem. A moje spodnie chyba właśnie skurczyły się pod wpływem tej temperatury. Ewentualnie z powodu wilgoci. „Tak sobie to tłumacz...
   - L-Lou... – wargi Kate drżały z zimna i prawdę mówiąc, już porządnie zsiniały. Jej skóra była przeraźliwie blada i wręcz lodowata. – T-To nie był raczej d-dobry pomysł... N-Nie możesz być chory...
   - O mnie się nie martw, skarbie – powiedziałem, dosłownie zrywając z niej ubranie. Starałem się nie zwracać uwagi na kolejny koronkowy komplet bielizny, który miała na sobie. „I kto ci w to niby uwierzy?” odezwał się ten wredny głos w mojej głowie. „Nie rusza mnie to” powiedziałem w myślach. „Rzeczywiście... Po prostu maszt postawiłeś...” Starałem się ignorować moje wewnętrzne dyskusje z samym sobą. Zdjąłem spodnie i z Kate w ramionach wszedłem pod prysznic. Postawiłem ją przed sobą i ustawiłem odpowiednią temperaturę.
   - Lou! – pisnęła, gdy gorący strumień uderzył w jej przemarznięte ciało i cofając się wpadła prosto na mnie. Jęknąłem, gdy naparła z całej siły na mój pokaźny problem. „I dalej cię to nie rusza?” kpił ze mnie ten wredny...
   - Kate... – głośne westchnienie wyrwało się z moich ust, gdy obróciła się przodem, ocierając się przy tym o mnie.
   - Co? – zapytała niby niewinnie, ale błysk w jej oku zdradził wszystko.
   - Musisz się rozgrzać – powiedziałem, rozcierając jej ramiona. Starałem się trochę oddalić od jej brzucha mój nabrzmiały interes.
   - W-Właśnie się rozgrzewam – uśmiechnęła się i przejechała palcem po moim torsie, zatrzymując się przy gumce bokserek i strzelając nią lekko. „Dalej to na mnie nie działa...” wbiłem wzrok w ścianę i próbowałem uspokoić oddech. Nagle szarpnięcie za gumkę sprawiło, że poleciałem prosto na nią przyciskając ją do zimnych kafelek.
   - Skarbie – oddychałem głęboko, a przez moje ciało przelatywały właśnie ładunki elektryczne rodem z elektrowni atomowej. Pochyliłem się nad nią i szepnąłem do ucha. – Jeszcze chwila, a się doigrasz...
   - Jak długa jest ta chwila? – zapytała, złączając nasze wargi razem i znów ocierając się o mnie. Dotyk jej ust na moich odebrał mi zdolność myślenia. „Jaką zdolność? Stary... Twoje myślenie już dawno zmieniło lokalizację...” Wpiłem się w jej usta, jakby od tego zależało moje życie. Każde spotkanie naszych języków prowadziło do kolejnych cudownych dreszczy, przepływających przeze mnie.
   - Za późno... – mruknąłem prosto w jej rozchylone wargi i znów zaatakowałem je z zaborczą pasją, przypierając ją mocniej do ściany. Zerwałem z niej bieliznę i błądziłem dłońmi po nagim ciele i... Boże... nie wiem jak to możliwe, ale zrobiłem się jeszcze twardszy. „Zaraz dojdę, jak dzieciak, we własnych bokserkach...” Moje usta błądziły po jej skórze, pieszcząc każdy centymetr na swojej drodze. Powoli nabierała kolorów, ale wciąż była przerażająco chłodna... Gdy poczułem jak jej dłonie wędrują wzdłuż moich pleców, by wsunąć się prosto w bokserki, głośny jęk zaskoczenia wydobył się z moich ust i w odwecie delikatnie przygryzłem sterczący sutek. Zadrżała w moich ramionach. Czerwieniąc się zsunęła mi bieliznę  z pośladków, a dalej już sam sobie poradziłem. „Z niemałym trudem...” westchnąłem. „Co za ulga...
   Splotła palce na moim karku przyciągając do pocałunku. Moje dłonie wsunęły się pod jej pośladki, unosząc ją do góry. Odruchowo oplotła mnie nogami, przygryzając lekko moją wargę, gdy poczuła mnie tak blisko... Przyciskałem ją do ściany, miażdżąc usta namiętnymi pocałunkami i ocierając się o nią moim spragnionym przyjacielem. Słyszałem tylko szum wody i nasze ciężkie oddechy, przerywane głośnymi jękami. Raz po raz przepływała przeze mnie fala przyjemności i naprawdę zaczynałem się poważnie martwić, że skończę jeszcze zanim na dobre zaczniemy.
   - Louis! – jęknęła prosto w moje usta, ocierając się o mnie coraz bardziej niecierpliwie. To był ten idealny moment. Była gorąca, mokra i gotowa na mnie, a ja... Ja byłem jak zawsze, kurwa, nieprzygotowany... „Ty chyba sobie żartujesz?” Jęknąłem sfrustrowany. „No ja pierdolę, gdzie ja mam mózg?” warczałem sam na siebie. „Najwyraźniej nie tam, gdzie powinien być...” odezwało się to moje wredne ja. „Jeszcze mnie, kurwa, dobij.
   - Kateee... – zacząłem, ale przerodziło się to w głośny jęk, gdy ciaśniej objęła mnie nogami. „Nie wytrzymam...” – Boże... – zacisnąłem zęby, próbując się opanować, ale wcale mi tego nie ułatwiała. – Kurwa... Kochanie... Musimy... – i nagle okazało się, że może jeszcze mam te kilka pracujących szarych komórek. Mój wzrok zatrzymał się na kosmetyczce Harry’ego. „A w niej jest ocalenie” uśmiechnąłem się, ponownie atakując wargami usta dziewczyny. Nie przerywając pocałunku otworzyłem kabinę...
   - Lou? – Kate natychmiast mnie rozpracowała. „A spodziewałeś się czegoś innego?” – Co...
   - Muszę po coś sięgnąć, kotku – mruknąłem, wychodząc z nią z kabiny. Roześmiała się prosto w moje usta. – Boże, jak ja cię kocham... – powiedziałem, gdy jej śmiech zmył ze mnie zażenowanie. „I tak dałeś dupy.” Posadziłem ją na blacie i aż podskoczyła, gdy rozpalona skóra dotknęła zimnego kamienia. Sekundę później rozrywałem zębami opakowanie, a kolejne siedem leżało w pogotowiu. „Ambitnie...” Byłem boleśnie twardy i naprawdę nie zanosiło się na nic dłuższego. Uniosłem dziewczynę, chcąc wrócić pod prysznic. Oplotła mnie nogami przywierając całym ciałem, a gdy docisnęła biodra...
   - Kurwa...
   - Boże, Lou!
   Zagryzłem zęby z całej siły próbując się opanować, gdy jej gorące wnętrze otulało mnie całego pulsując i dostarczając nieopisanej rozkoszy. „Tak zajebiście ciasna...” Zerknąłem w stronę otwartej kabiny. „Nie da rady...” podjąłem decyzję w ułamku sekundy i przyparłem Kate do lustrzanej ściany poruszając się w niej coraz szybciej. Jej jęki tylko mnie nakręcały, a Bóg jeden wie, że naprawdę nie potrzebowałem, by mnie nakręcać. Czułem zbliżający się finał i nic nie mogło mnie powstrzymać przed jego osiągnięciem...


   - To chyba twój szczęśliwy dzień, Niall – posłałem przyjacielowi rozbawione spojrzenie, gdy moich uszu dobiegły kolejne odgłosy świadczące o tym, że nasza parka najwyraźniej robi przemeblowanie w łazience. – Możesz sobie zjeść ich porcje. Ewidentnie postanowili skonsumować się nawzajem – zaśmiałem się, gdy Liam pogłośnił telewizor, czerwieniąc się jak panienka.
   - Przynajmniej już jest dobrze... – wyszczerzył się Horan, sięgając po kolejny talerz. – Przez chwilę się... naprawdę martwiłem – dokończył już z pełnymi ustami jedzenia.
   - Dobrze, to im jest na pewno – parsknąłem, sięgając po frytkę z jego talerza. Posłał mi groźne spojrzenie. – No co? To nie twoje...
   - Chciałbym dorwać te laski – mruknął Zayn. – I powiedzieć im co nieco do słuchu...
   - Ty? – zdziwił się Liam i właściwie wyjął mi to z ust.
   - A co w tym takiego dziwnego?
   - No... – Li najwyraźniej nie wiedział, co powiedzieć.
   - Jakoś nie potrafię sobie ciebie wyobrazić w takiej sytuacji – wzruszyłem ramionami.
   - Dokładnie – poparł mnie Niall z nad już prawie pustego talerza. „Boże, kiedy on to zdążył w siebie wepchnąć?” otworzyłem szeroko oczy ze zdumienia. – Takie gadki, to raczej specjalność Louisa. Ale trzeba ci przyznać, że spisałeś się dzisiaj z Katy...
   - Taaak... – westchnął. – Prawdziwy ze mnie przyjaciel... – posłał blondynowi porozumiewawcze spojrzenie. „Czy ja o czymś nie wiem?” Gdy zauważył mój wzrok wydawał się co najmniej zmieszany. „Ja o czymś nie wiem, a Niall wie?” przeskakiwałem spojrzeniem z jednego na drugiego. „No tak to się, kurwa, nie będziemy bawić...
   - Co...
   - Idę się wygrzać w wannie i do wyrka – przerwał mi Zayn. „Na pewno nie. Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo” postanowiłem. – Nie chcę żeby mnie choróbsko chwyciło... – „Przechytrzył mnie, skubany...” jęknąłem, widząc reakcję Liama na te słowa.
   - To na co ty jeszcze czekasz? – popchnął go w stronę sypialni. – Dam ci coś rozgrzewającego, tak na wszelki wypadek... No ruszaj się...
   - Ja też chyba się położę... – odezwał się Niall, zeskakując ze stołka.
   - Nie tak szybko – chwyciłem go za koszulkę. – Co tu jest grane? Coś przed nami ukrywacie... – widząc przerażenie w jego oczach, wiedziałem, że mam rację. – Gadaj.
   - Nie wiem o czym mówisz – zaczął, uciekając ode mnie wzrokiem. – Ja...
   - Nie pierdol, Niall. No dawaj... Nigdy nie byleś dobry w trzymaniu sekretów.
   - Nie prawda! – oburzył się, a po chwili spłonął rumieńcem. – No może czasem mi się coś wypsnęło, tak jak z Alex... Ale to było niechcący – dodał szybko.
   - Czy coś się dzieję z Zaynem? – spróbowałem jeszcze raz.
   - Nie mogę... – spojrzał tęsknie w stronę sypialni. – Przecież wiesz, że pokłócił się z Perrie... – westchnął. – Nie jest mu teraz lekko...
   - Nie pierwszy raz się pokłócili – powiedziałem, wpatrując się w niego uważnie. – Prawdę mówiąc podejrzewam, że ich seks na zgodę musi być cholernie gorący i dlatego się żrą... – zaśmiałem się. – Dlaczego tym razem miało by być inaczej?
   - Ja naprawdę nic nie wiem... – jęknął Niall.
   - Prosił cię byś nic nam nie mówił? – zapytałem prosto z mostu.
   - Ja... Tak – westchnął. – On po prostu potrzebuje czasu, by to sobie poukładać w głowie. Kocha Perrie, ale jakoś ostatnio oddalili się od siebie... – spojrzał na mnie zmęczonymi oczami. – Daj mu spokój. Zostaw to...
   - Luz... – wzruszyłem ramionami. – Skoro trzymasz rękę na pulsie, to nie będę się wtrącał – powiedziałem, sięgając po porcję Louisa. – Mam wystarczająco na głowie... – mruknąłem pod nosem, wyciągając komórkę z kieszeni. „Czy nie jest za późno na telefon do szpitala?” Ostatecznie postanowiłem wysłać wiadomość. „Najwyżej przeczyta rano...
   - Dobranoc – usłyszałem jeszcze słowa blondyna i zniknął za drzwiami sypialni.
   - Harry? – odwróciłem się w stronę skąd dobiegł mnie głos Liama. Uniosłem brwi, czekając aż powie, co mu leży na wątrobie. – Możesz spać u nas. Pomieścimy się...
   - Nie trzeba, dzięki – posłałem mu rozbawiony uśmiech. – Wprawdzie zostałem wyeksmitowany z własnej sypialni na czas przemeblowania, ale kimnę się na kanapie... – powiedziałem, zerkając na wspomniany mebel. – A poza tym wypiłem tyle kawy, że pewnie nie zasnę do rana...
   - To do jutra – spojrzał na telefon, który wciąż trzymałem w ręce. – Pozdrów Alex...
   - Jasne... – mruknąłem. – Dobranoc...
   Napisałem wiadomość, oczywiście zapominając o pozdrowieniach, ale to przecież wiadomo i bez pisania. Odłożyłem telefon obok talerza i zabrałem się za jedzenie. „Coby się nie zmarnowało...” uśmiechnąłem się na samą myśl o naszych gołąbeczkach. Gdy rozległ się dźwięk mojej komórki, aż jęknąłem, zerkając tęsknie na talerz. „Normalnie zamieniam się w Horana” spojrzałem na wyświetlacz i w jednej chwili zapomniałem o jedzeniu.
   - Hej, skarbie – rzuciłem w słuchawkę, jednocześnie idąc po pilota, by wyłączyć telewizor. – Nie powinnaś już spać o tej godzinie?
   - Spałam odkąd pojechałeś – rzuciła, a po chili usłyszałem stłumione przekleństwo i jakieś dziwny szum. – Kurwa, Styles, ty mi miałeś zorganizować telefon, a nie to coś – warknęła. – Czy to w ogóle leżało obok telefonu?
   - To iPhone – uśmiechnąłem się pod nosem, rozwalając się wygodnie na kanapie. – Mam taki sam...
   - Ale ja nie potrzebuję komórki, by szpanować przed moimi nadętymi przyjaciółmi – znów rozległy się te dziwne szmery. – Kurwa! Tylko do dzwonienia... Instrukcja obsługi tego czegoś przypomina podręcznik do nauki chińskiego. Tyle samo z niej rozumiem...
   - Nie marudź... – zaśmiałem się. – Masz dużo czasu, by go sobie przetłumaczyć na angielski. No i jakoś zadzwoniłaś, wiec nie może być tak źle – zauważyłem.
   - Tak... Tylko, że chciałam ci odpisać... – roześmiałem się głośno, wyobrażając sobie te jej zmagania. – Bardzo śmieszne, Styles. Bardzo...
   - No trochę rzeczywiście... – przyznałem. – Jak się czujesz?
   - Naćpana... – usłyszałem ziewnięcie. – Obudzili mnie, by dać mi coś na sen... Czasami naprawdę nie rozumiem ludzi...
   - Czyli pewnie odlecisz za moment – byłem tym dziwnie rozczarowany. – Szkoda... Liczyłem na jakąś gorącą linię... Wiesz... Sex-telefon i te sprawy...
   - To nie ten numer – zaśmiała się i od razu usłyszałem, że tego pożałowała. – Nie rozśmieszaj mnie, Styles... Jak Kate?
   - Jestem pewien, że nie narzeka – parsknąłem. – Robią z Louisem przemeblowanie. Wcześniej w łazience, ale sądząc po odgłosach, przenieśli się do sypialni...
   - Jakie przemeblowanie? – zdziwiła się. – O czym ty mówisz?
   - Boże, jakaś ty niedomyślna – westchnąłem rozbawiony. – Mówiłem, że potrzeba ci seksu. Wtedy nie zadawałabyś głupich pytań...
   - Niby kiedy mówiłeś coś takiego? – prychnęła.
   - Wtedy u ciebie – przypomniałem. – Zaraz po tym, gdy...
   - Pamiętam – przerwała mi szybko. – Zawsze wiedziałam, że jak Kate kogoś sobie znajdzie, to obudzi się w niej kocica... – zaśmiała się cicho.
   - Sądząc po tych podrapaniach na plecach Louisa, to rzeczywiście pokazała pazurki – rzuciłem, przypominając sobie ten widok, gdy przyjaciel przebierał się po koncercie.
   - Jestem pewna, że nie narzeka – parsknęła. – Może nabierze przy nim pewności siebie i przestanie się tak wiecznie rumienić...
   - To urocze... – powiedziałem. – Dzięki nim można w niej czytać jak w otwartej księdze...
   - To prawda – zaśmiała się. – Chodziło mi raczej o to, że może w końcu dotrze do niej, że zasługuje na to wszystko, co teraz ma i nauczy się z tym żyć, bez tych wszystkich wątpliwości...
   - Hmmm... – zastanawiałem się nad słowami przyjaciółki i nad tym, czy powinienem powiedzieć jej o dzisiejszej niezbyt miłej przygodzie Kate. „Zdecydowanie potrzeba jej więcej pewności siebie. Jak to możliwe, że dziewczyna, która ma w sobie tyle siły, by przetrwać piekło, rozsypuje się pod wpływem słów jakiejś tępej gówniary?
   - No gadaj...
   - Co? – zdziwiłem się, wyrwany z zamyślenia.
   - To czego mi nie mówisz... Coś z Kate? Tylko nie mów, że się wygadałeś? – zapytała przestraszona.
   - Nie! Jezu... Za kogo ty mnie masz?
   - Nie odpowiem na to pytanie...
   - Bardzo śmieszne... – mruknąłem. – Mieliśmy tu mały alarm, ale skoro wciąż dochodzą mnie dźwięki przestawianych mebli, to już wszystko w porządku – zaśmiałem się.
   - A co się stało?
   - Jakieś idiotki za dużo mieliły ozorem i Kate to usłyszała – westchnąłem. – Trochę ją to przygniotło, ale już sobie wszystko wyjaśnili i jestem pewien, że po całonocnym seksie, jutro nawet o tych bzdurach nie pomyśli.
   - A ja naiwnie myślałam, że skoro do tej pory wasze fanki ją oszczędziły, to nic takiego już się nie wydarzy... – westchnęła.
   - No cóż... Są fani i „fani”... – w tym momencie moich uszu doszedł głośny jęk Louisa. „Boże...” – Jezu... Czy ty wiesz, co ja muszę tu znosić? – jęknąłem rozbawiony. – To jak porno, gdy rodzice zablokują ci kanał dla dorosłych. Słyszysz, ale nie widzisz... Niestety teraz mam bujniejszą wyobraźnię, niż gdy miałem dziesięć lat...
   - Oglądałeś programy dla dorosłych, gdy miałeś dziesięć lat? – zaśmiała się i skończyło się to bolesnym syknięciem i gwałtownym wciągnięciem powietrza.
   - Cóż mogę powiedzieć... Byłem ciekawskim dzieckiem...
   - Nic dziwnego, że jesteś zboczony...
   - Ja nie jestem zboczony – zaprotestowałem. – Po prostu mam potrzeby odpowiednie dla swojego wieku...
   - To ja chyba przeskoczyłam ten wiek – parsknęła.
   - Nie... Ty dopiero w niego wejdziesz – zaśmiałem się, słysząc jej reakcje. – Mam nadzieję, że będę wtedy w okolicy... – znów się roześmiała i kolejny raz szybko tego pożałowała.
   - Wykończysz mnie kiedyś...
   - Mam nadzieję usłyszeć to przy innej okazji... – zamruczałem w słuchawkę.
   - Idiota! Czy ty zawsze musisz wszystko sprowadzać do seksu? W razie gdybyś nie zauważył, to ten skurwysyn prawie wysłał mnie na tamten świat, w wyniku czego nawet nie mogę podrapać się po tyłku, bez skręcania się z bólu. Seks jest ostatnim, o czym teraz myślę.
   - We wtorek przyjadę i cię podrapię – zaoferowałem się. – Poświęcę się. A z wycieczką na tamten świat będziesz musiała poczekać... Jutro cię przeniosą do Manchesteru i tam już będziesz bezpieczna, a póki co ten policjant pod drzwiami musi wystarczyć... Będzie dobrze...
   - Harry... – wyczułem napięcie w jej głosie. – Zamknij się! Ona może cię usłyszeć...
   - Wierz mi, nawet gdybym się wydzierał do telefonu, to i tak nie przebiję się przez ich jęki – zaśmiałem się. – Louis całkiem dobrze odwraca jej uwagę...
   - Oby... – powiedziała, ale już z rozbawieniem w głosie. – Idź spać, Styles. Nie podsłuchuj...
   - Ciekawe jak mam to zrobić? – parsknąłem. – Wyeksmitowali mnie na kanapę, a nie do innego wymiaru...
   - Z tego co wyczytałam w tej chińskiej instrukcji obsługi, masz muzykę w telefonie. Wepchaj sobie te szpanerskie słuchawki w uszy i daj im się cieszyć chwilą. Pewnie rano i tak nie powstrzymasz się przed dogryzaniem im...
   - Jak ty dobrze mnie znasz, skarbie – zaśmiałem się. – A w celu przypomnienia... Ty też masz takie same szpanerskie słuchawki... – jęknęła mi do ucha.
   - Nie przypominaj mi...
   - Pokażę ci wszystko, co i jak, jak przyjadę we wtorek... – zaofiarowałem się.
   - Ty mi lepiej nic nie pokazuj, Styles!
   - Ha ha ha... Bardzo śmieszne... – pokręciłem głową rozbawiony. – Idź spać, Alex... Jutro czeka cię ciężki dzień... – usłyszałem jej westchnienie.
   - Dobranoc i... dzięki.
   - Nie ma za co, Motylku – prychnęła mi w słuchawkę. – Erotycznych snów... ze mną w roli głównej...
   - Boże... Teraz już nigdy nie zasnę...


   Wrzuciłem ostatnie rzeczy do torby i zapiąłem zamek z głośnym westchnieniem. Ten poranek zdecydowanie nie nadawał się do wczesnego wstawania. Za oknem wciąż lało i prawdę mówiąc bardziej przypominało to ulewę stulecia, niż zwykły angielki deszczyk. Miałem ochotę tylko zakopać się w pościeli i nie wstawać przez najbliższe kilka godzin.
   - Kurwa! No zamknij się! – patrzyłem rozbawiony jak Niall mocuje się z walizką, jęcząc przy tym niemiłosiernie. – Póki jestem dobry... Nie da rady – westchnął. – Mógłbyś mi pomóc, a nie szczerzysz się tylko?
   - Skoro tak ładnie prosisz... – usiadłem na opornym bagażu. – Co ty tam napchałeś? Okradłeś barek, czy jak?
   - Prezenty od przyjaciół... – „No tak, to wiele wyjaśnia” uśmiechnąłem się ze zrozumieniem.
   - Zwane inaczej: wałówka na drogę?
   - Śmiej się śmiej, ale jeszcze będziesz chciał kawałek ciasta... – „Skubany, wiedział gdzie zaboli...
   - Masz tam ciasto? – spojrzałem na walizkę, którą aktualnie przygniatałem swoim tyłkiem. – I pozwoliłeś mi na nim usiąść?
   - Spoko – wyszczerzył zęby w uśmiechu. – Akurat je mam w drugiej torbie...
   - Wiesz, że jesteś moim najlepszym przyjacielem...
   - Lizus! Ale dobrze kombinujesz... – zaśmiał się Niall.
   - Tylko na was czekamy – Liam wpadł jak zawsze ze swoją kontrolą. – Co tak długo?
   - Zagadaliśmy się – zarzuciłem torbę na ramię i wyszedłem do salonu. Śmiech Harry’ego powiedział mi, że z tym czekaniem, to tak nie do końca...
   - Jednak żyją! – wydarł się Louis, widząc mnie i Nialla. – A już myśleliśmy, że zapadliście w jakąś śpiączkę, czy coś...
   - Nie wiem jak Horan, ale ja jeszcze śpię – mruknąłem, podchodząc do przyjaciół. Pewnie uczciwiej by było, gdybym potrafił przyznać się przed samym sobą, że akurat na Lou i Harry’ego nawet nie zerknąłem. – Cześć...
   - Hej, Katy – Niall od razu zamknął ją w niedźwiedzim uścisku. Jak ja mu zazdrościłem tej ich zażyłości.
   - Cześć – odezwała się posyłając mu wesoły uśmiech. – Zayn... – odwróciła się w moją stronę i... przytuliła mnie. „Boże, chyba rzeczywiście jeszcze się nie obudziłem...” Niezdarnie odwzajemniłem uścisk, upajając się jej słodkim zapachem. Lou, widząc moją reakcję, uśmiechnął się szeroko. „Gdybyś tylko wiedział, przyjacielu...” Mógłbym tak stać bez końca, ale na moje nieszczęście, akurat przyjechała winda.
   - Liam! – wydarł się Harry, ładując się do środka.
   - Idę! – Payne w ostatniej chwili wbiegł do windy, rzucając w Nialla butem. – Nie zapomniałeś czegoś?
   - Ups – blondyn wyszczerzył się w uśmiechu. – Chciałem je ubrać nawet, ale nie mogłem go znaleźć...
   - Szkoda, że głowy nie zgubiłeś, to by wiele wyjaśniło...
   Kilka minut później staliśmy przy wyjściu, czekając aż podstawią samochód, którym mieliśmy jechać do Belfastu. Opierałem się o ścianę, pożerając wzrokiem Kate. „Jak to możliwe, by w zwykłych dżinsach, bluzce i trampkach wyglądać tak dobrze?” Dekolt czarnej bluzki zdecydowanie przyciągał mój wzrok. Najwyraźniej był zaprojektowany z myślą, by odsłaniać jedno ramię, bo układał się tak w naturalny sposób, wywołując tym samym rumieńce na twarzy Kate i nerwowe jego poprawianie. Za to Louis był nim wyraźnie zachwycony. Zresztą nie mniej niż ja...
   - Co za pogoda... – jęknął Niall, stając obok mnie. – Ślicznie wygląda, co nie?
   - Rzeczywiście... Co? Kto? – gapiłem się na niego zdenerwowany, rzucając przy okazji spanikowane spojrzenie w stronę Kate, by sprawdzić, czy nas usłyszała.
   - Ślinisz się, stary – powiedział mi do ucha i na całe szczęście zostawił samego. Obserwowałem jak podchodzi do pozostałych. Zdejmuję czapeczkę i wciska ją na głowę dziewczyny. – Masz, Katy. Przynajmniej włosy ci nie zmokną...
   - Jejku... Jaki zaszczyt cię spotkał, skarbie – Lou wsunął jej za ucho kilka kosmyków. – Ulubiona czapeczka Nialla.
   - Nie mogę jej...
   - Możesz, możesz – blondyn uciął jej protesty. – Wyglądasz w niej lepiej niż ja i mówię to z przykrością... – uśmiechnąłem się, słysząc jego słowa.
   - Panowie... i pani, samochód już czeka – Paul otworzył drzwi, wpuszczając do środka chłodne powietrze.
   Dwie godziny później dalej nie byłem wyspany. Po oknach wciąż zacinał deszcz, a ja zamiast o próbie i spotkaniu z fanami, marzyłem o łóżku. Siedziałem na kanapie obok Harry’ego, który zaciekle walił w ekran telefonu, strojąc przy tym głupie miny... Doszedłem do wniosku, że spanie w samochodzie nie wyszło mi na dobre... Czułem się jeszcze gorzej niż rano. Rozległo się pukanie do drzwi i zanim ktokolwiek zareagował, do środka wparowała Lou z Lux na rękach. Spojrzałem na nie zdziwiony.
   - A wam się coś nie pomyliło? – zaśmiał się Harry. – Pogoda raczej nie sprzyja chodzeniu w stroju kąpielowym...
   - Jest Kate? – zapytała posyłając mu rozbawione spojrzenie.
   - A gdzie ma być? – Styles wskazał w stronę jednej z sypialń. – Obściskują się z Louisem...
   - Zazdrościsz? – usłyszałem rozbawiony głos przyjaciela. „A żebyś wiedział...” odetchnąłem głęboko, starając się nie patrzeć w jego stronę w obawie, że wyczyta te słowa z mojej twarzy. – Co się dzieje? A wy gdzie się wybieracie?
   - Zabieramy Kate na basen – odezwała się Lou, stawiając małą na podłodze. O dziwo, Lux zamiast do Harry’ego pobiegła w stronę dziewczyny, wyciągając do góry rączki.
   - Mnie? Ale... – Kate wzięła małą na ręce.
   - Co będziesz się z nimi nudziła... – Lou przerwała jej zanim dziewczyna zdążyła zaprotestować. – Będą zajęci cały dzień. Wyciągnęłabym cię na miasto, ale pogoda jest do niczego. Za to hotelowy basen wygląda całkiem, całkiem... Weźmiemy Marka. Już u niego byłam. Zaraz po nas przyjdzie... – nadawała jak katarynka, jednocześnie szukając czegoś w wielkiej torbie, którą miała na ramieniu. – Jeżeli nie masz kostiumu, to przyniosłam ci kilka... Któryś na pewno będzie pasował...
   - Ale ja nie mogę chodzić w kostiumie... – jęknęła Kate.
   - Dlaczego? – Lou popatrzyła na nią zdziwiona.
   - Dlaczego? – Louis powiedział to dosłownie w tym samym czasie.
   - Dlaczego? – zawołał Harry. – Sorry, nie mogłem się powstrzymać – dodał, śmiejąc się.
   - No przecież... – zaczęła Kate, rumieniąc się. Obserwowałem jak Lux bawi się jej łańcuszkiem i byłem tym prawie zahipnotyzowany.
   - To przecież świetny pomysł – powiedział Louis, biorąc małą na ręce. – Przecież uwielbiasz pływać, a w poniedziałek i to w dodatku o tej godzinie basen będzie świecił pustkami, wiec tym się nie przejmuj... – zauważyłem, że jeszcze coś tam jej szepnął na ucho i ostatecznie zniknęła z Lou za drzwiami sypialni.
   - Już im zazdroszczę – westchnął, podając Lux Harry’emu.
   - Ja też – jęknął Styles. – Nie będą musiały znosić twojego biadolenia przez cały dzień – westchnął. – Tyle godzin bez Kate? Będziesz nie do wytrzymania... Już mam ochotę się zabić, a jeszcze nawet nie zacząłeś marudzić...
   - Zamknij się, bo sam cię zabiję i nie będziesz już musiał nikogo znosić... – przekomarzali się, szczerząc się przy tym jakby byli naćpani.
   - I jak? – na te słowa cała nasza piątką... właściwie szóstka, licząc Lux, odwróciła się w stronę dziewczyn. „Boże przenajświętszy...” jęknąłem w myślach i chyba właśnie przestałem oddychać. Za to pożerałem wzrokiem ukochaną przyjaciela. „Dobijcie mnie...
   - Mała... – Harry aż zagwizdał z podziwu i prawdę mówiąc, rzeczywiście było co podziwiać...
   - Kochanie... – Louisowi najwyraźniej odebrało mowę.
   - Sądząc po ich minach, ten rzeczywiście będzie najlepszy – zaśmiała się Lou, a Kate spłonęła rumieńcem. – No gdzie ten Mark?
   - Ale ona nie może tak iść! – Louis zerwał się z kanapy, chwycił ręcznik, który Lou właśnie upychała do torby i owinął nim Kate. – Od razu lepiej – westchnął z ulgą, wywołując swoim zachowaniem wybuch śmiechu wszystkich zebranych. „No prawie wszystkich” poprawiłem się. „Ja zdecydowanie popierałem jego decyzję.” – Pięknie wyglądasz, skarbie – powiedział. – Ale jesteście pewne, że nie ma tam „lepszejszego” stroju? – wskazał na wielką torbę.
   - Akurat nie wzięłam żadnego kombinezonu zapinanego pod szyję – parsknęła Lou.
   - I całe szczęście – parsknął Harry. – Gdyby ją zobaczył w obcisłym kombinezonie, to na sto procent... – reszta jego wypowiedzi była tylko niezrozumiałymi dźwiękami dzięki Niallowi, który zapobiegawczo zatkał mu usta dłonią. – Puść mnie, idioto! Przecież dobrze mówię...
   - Ślicznie wyglądasz, Katy – powiedział, szczerząc zęby w uśmiechu. – Od razu wiadomo, że to moja siostra. Ma się te geny...
   - Zdajesz sobie sprawę, że nie macie tych samych przodków – odezwał się Liam.
   - Szczegół – skomentował krótko przyjaciel.
   Gdy rozległo się pukanie do drzwi, Lou zabrała małą i wciąż jeszcze zarumienioną Kate i zgarniając Marka zniknęła, trzaskając drzwiami.
   - To będzie długi dzień... – westchnął Louis.
   - Nam to mówisz? – parsknął Harry, rzucając mu rozbawione spojrzenie.


   Znów musiałem czekać. Niczego tak bardzo nienawidziłem jak czekania, a mam wrażenie, że odkąd ją pierwszy raz ujrzałem, nic innego nie robię. Czekałem aż przestanie się mnie bać. Aż podrośnie na tyle, by stać się pięknością... „Wiedziałem, że będzie cudowna...” westchnąłem, czując narastające podniecenie. Czekałem, aż przestanie być pod opieką psychologów... Czekałem aż stanie się kobietą i kiedy to się w końcu stało... „Pieprzona dziwka!” Zatrzęsło mnie z wściekłości. Uspokojenie się przychodziło mi z coraz większym trudem. Wziąłem kilka głębokich oddechów. Tylko dzięki opanowaniu i trzeźwemu myśleniu wciąż byłem na wolności i policja nadal nie miała zielonego pojęcia, gdzie mnie szukać. „Zawodowcy...” prychnąłem z pogardą. Kolejny wdech i jej obraz pojawił się przed moimi oczyma. Teraz mogłem już zapomnieć o spokoju. Nalałem sobie kolejnego drinka.
   - Ty pieprzona, mała dziwko! – zerwałem się z fotela i podszedłem do okna. Uśmiechnąłem się, widząc tłumy nastolatek przed hotelem, a rozkoszny dreszcz przebiegł moje ciało. „Takie młode...” westchnąłem i z trudem oderwałem wzrok, przypominając sobie, po co tu tak naprawdę jestem. – Pieprzona dziwka... – syknąłem przez zęby, znów trzęsąc się ze złości. Tylko kwestią czasu było dowiedzenie się, gdzie ta wariatka ją ukryła... – Gdybym miał więcej czasu... – nie mogłem odżałować, że zostawiłem tą idiotkę przy życiu. Zwilżyłem gardło palącą cieczą. – Inaczej byśmy pogadali...
   Wiedziałem, że zaatakowanie jej w hotelu, gdzie pracowała, nie było moim najlepszym pomysłem. Ale miałem już dość czekania... Tak to się dzieje, gdy działam pod wpływem emocji. Ale to był ostatni raz. Teraz już tylko zimne kalkulacje i dorwę tą małą niewdzięcznicę. „I uciszę ją raz na zawsze...” uśmiechnąłem się do swoich myśli. „Ale najpierw będziesz moja...” zatrząsłem się na samo wyobrażenie tego, co z nią zrobię.
   - I będziesz błagać, bym cię zabił... – wciągnąłem gwałtownie powietrze, gdy dreszcz rozkoszy liznął mój kręgosłup. Zauważyłem, że robię się twardy. – O tak... Będziesz, kurwa, błagać...
   Oparłem dłoń na zimnej szybie, obserwując ten rozkoszny, niczego nieświadomy tłum przed hotelem. Tyle policji i ochrony... Roześmiałem się głośno. „I oni myślą, że mnie złapią” pokręciłem głową z politowaniem. „Głupcy...” I wtedy krzyki i piski nasiliły się, a mój oddech przyspieszył. Drżałem w oczekiwaniu, nie odrywając wzroku od wolno zbliżającego się czarnego vana. Ochrona robiła co tylko mogła, ale tłum napierał... Ręce zaczęły mi się trząść, gdy samochód w końcu się zatrzymał. „Idealnie...” uśmiechnąłem się z kolejnego małego sukcesu. „Wiedziałem, że ten pokój będzie idealny...” Wciągnąłem gwałtownie powietrze, gdy drzwi rozsunęły się...
   - No dalej... – mruczałem pod nosem. – Pokaż się, skarbie... – z auta wyskoczyło dwóch dzieciaków, powodując wręcz orgazm wśród tłumów. „Dzieci... Już ja bym się o was lepiej zatroszczył...” czułem rosnące podniecenie w spodniach. „Oj, nauczyłbym was...” I wtedy ją ujrzałem, a przez moje ciało przetoczył się dreszcz ekscytacji. – Taka piękna... – skrzywiłem się, widząc jak ten gówniarz ją dotyka. – Zapłacisz mi za to – warknąłem, trzęsąc się ze złości. Skupiłem swój wzrok na dziewczynie. Jęknąłem na widok jej nóg w tych nieprzyzwoicie, obcisłych dżinsach. – Dziwka! – sięgnąłem dłonią do twardego wybrzuszenia w moich spodniach. „Wygląda jak pierwsza, lepsza kurwa spod latarni...” dalej lustrowałem jej strój, jednocześnie rozpinając rozporek i zaciskając palce na twardym penisie. – Tak będziesz to robić... Pokażę ci... – przyspieszyłem ruchy, krzywiąc się, gdy chłopak otoczył ją ramieniem i skierował się ku wejściu do hotelu. – Jesteś już jego? Dotyka cię tak, jak ja to będę robił? – zacisnąłem dłoń mocniej, jęcząc z bolesnej przyjemności. I wtedy ujrzałem jej uśmiech. Nieśmiały, ale podszyty strachem i to był widok, na który moje ciało zareagowało gwałtownym dreszczem i doszedłem z głośnym okrzykiem na ustach. Oparłem czoło o taflę okna, próbując jak najdłużej mieć ją w zasięgu wzroku. – Będziesz moja, Kate – warknąłem, a mój oddech osiadł na szybie. – I tym razem zrobimy to inaczej... – Wściekłość wypełniła moje ciało i dopiero ból w dłoni sprawił, że się ocknąłem ze swoich marzeń. Zauważyłem kawałki szkła na dywanie i krople krwi zmieszane z alkoholem, skapujące z mojej dłoni i tworzące przerażającą mozaikę. – Już niedługo...


   „Będziemy za dwadzieścia minut” przeczytałam wiadomość od Stylesa i westchnęłam ciężko, przywołując pielęgniarkę. Cieszyłam się na spotkanie z Kate, ale chyba pierwszy raz w życiu bałam się go. Spojrzałam na moje poranione dłonie. „Z tym raczej nic nie zrobię...
   - Co się dzieje, Alexis? – skrzywiłam się, słysząc znienawidzone imię. – Boli? – kiwnęłam głową. Kilka minut później mogłam już lżej oddychać, choć wiedziałam, że za ten komfort zapłacę później.
   - Proszę cię, Styles – mruknęłam pod nosem. – Tym razem nie daj dupy...
   Gapiłam się w przerażająco nudny, biały sufit i odliczałam minuty do ich przyjścia. „Boże, gdybym miała mieszkać na stałe w takim pokoju, chyba bym się zabiła...” Ciche pukanie wyrwało mnie z moich dekoratorskich zapędów. Wypuściłam powoli powietrze, gdy w drzwiach ukazała się czupryna przyjaciela.
   - Cześć, wspólniczko – wyszczerzył się w uśmiechu, ale oczy pozostały poważne i skupione. Wydawało mi się, że skinął lekko głową...
   - Alex?
   - Hej, Słońce ty moje – uśmiechnęłam się, widząc jej orszak. – Boże, jak ja się za tobą stęskniłam. Chodź tu do mnie... – obserwowałam jak przyjaciółka wolnym krokiem zbliża się do łóżka, nie wypuszczając doni Louisa z mocnego uścisku. Ten patrzył się na mnie wzrokiem, wyrażającym głęboki szok. – Za grosz dobrego wychowania – zaśmiałam się, patrząc na przerażone miny chłopaków. – Mama wam nie mówiła, że wypada się przywitać?
   - Cześć, Alex – odezwał się cicho Liam, a reszta poszła za jego przykładem. – Jak... Jak się czujesz?
   - Teraz już dobrze – pomogłam Kate namierzyć moją dłoń i przyciągnęłam ją do mocnego uścisku, krzywiąc się z bólu, gdy naciągnęłam szwy.
   - Tak się bałam... – usłyszałam cichy szept i poczułam na szyi jej gorące łzy.
   - Nie płacz, kochanie – głaskałam ją po misternie ułożonych włosach. – Nie płacz, bo zaraz ja zacznę, a w moim stanie to bardzo niewskazane. Jeszcze się uduszę wyjąc na leżąco. A z tą nogą pod sufitem, to usiąść raczej się nie da... – plotłam głupoty, próbując ją uspokoić. – Jestem tu i nigdzie się nie wybieram... Oddychaj, proszę...


   „Oddychaj, proszę...” powtórzyłem w głowie po Alex. „Zdecydowanie powinienem zacząć...” Nie mogłem oderwać od niej wzroku. „Jej twarz... Boże...” Jej zawsze uśmiechnięta i pokryta misternym, a przede wszystkim kolorowym makijażem twarz, bardziej przypominała facjatę boksera po dwunastu rundach, niż naszą szaloną przyjaciółkę. Każdy widoczny skrawek jej ciała pokryty był ciemnymi siniakami i strupami. To, czego nie było widać, przykrywały opatrunki. „Jeżeli tak wygląda ktoś lekko poobijany i ze złamaną nogą, to nie wiem, jak miałby wyglądać ktoś w ciężkim stanie...
   Patrzyłem jak uspokaja Kate, krzywiąc się z bólu, gdy ta objęła ją w pasie. „Co jeszcze?” zastanawiałem się, co naprawdę się wydarzyło. Miałem ochotę ukatrupić Stylesa, bo ewidentnie nie powiedział nam prawdy, a jeżeli to wyjdzie na jaw, to Kate nie wybaczy nam już tak łatwo.
   Staliśmy w milczeniu dookoła łóżka, pozwalając mówić Alex. Ale te wszystkie wesołe słowa wypływające z jej ust, układały się w jedno, wielkie kłamstwo na rzecz jej przyjaciółki.
   - Jak to się stało? – uśmiechnęła się, słysząc to pytanie z ust Kate. Zerknęła na Hazzę w niemym porozumieniu. „Zabiję gnoja, że nas na to nie przygotował...” westchnąłem. Zdecydowanie spodziewała się tego pytania. – Czy... Czy to on? O-On ci to zrobił? – ostatnie słowo zostało wypowiedziane ledwie słyszalnym szeptem.
   - To naprawdę nic takiego, kochanie... – widząc grymas bólu na twarzy Alex, Louis przyciągnął do siebie Kate i otoczył w pasie ramionami. Teraz mogła „tylko” trzymać przyjaciółkę za rękę.
   - Powiedz mi prawdę... Proszę cię... – wbijała w przyjaciółkę te swoje niesamowite „spojrzenie”. – Czego mi nie mówicie? Co się dzieje?
   - Uspokój się, Słońce – westchnęła i momentalnie jej wolna dłoń spoczęła na brzuchu. Byłem prawie pewien, że ma tam coś bardziej poważnego, niż złamanie... – Kto miał ci coś powiedzieć, skoro oni nic nie wiedzą? – ścisnęła palce Kate. – Tak, to był on. Trochę mu nie wyszło, co? – zaśmiała się cicho. – Naprawdę w porównaniu z tym, co mógł mi zrobić, to co zrobił, to wielkie nic... Noga szybko się zrośnie, a po tych siniakach i zadrapaniach nie będzie nawet śladu... A gdy już go złapią, dołożą mu jeden zarzut więcej...
   - Boże, on mógł cię... – Kate momentalnie zbladła i zakryła dłonią usta.
   - Ale mu nie wyszło – przerwała jej Alex. – Grunt się pod nim pali i popełnia błędy, to dobrze...
   - Ale...
   - Nic mi nie jest, skarbie – powiedziała tak pewnie, że gdybym nie widział jak wygląda, to bym jej uwierzył. – Policja trzyma rękę na pulsie. Dostałam nawet seksownego pana policjanta, który mnie pilnuje... – uśmiechnąłem się pod nosem na wspomnienie otyłego funkcjonariusza, siedzącego pod drzwiami i zajadającego się pączkami. „Rzeczywiście, czysty seks...” – Będę sobie leżeć i oglądać nudne programy w telewizji... To prawie jak wakacje. A nawet lepiej, bo jedzenie mają tu całkiem znośne i z dostawą do łóżka – zaśmiała się. – I jakby tego było mało, to jeszcze wypłatę będę dostawać normalnie, bo to podchodzi pod wypadek w miejscu pracy. Jestem wielką szczęściarą. Wiesz ile będę miała kasy jak stąd wyjdę, skoro na nic nie muszę wydawać?
   - Jak ty coś palniesz... – prychnął Styles. – Powinni ci łeb zbadać, bo takich głupot to dawno nie słyszałem...
   - Oj, zamknij się, Styles... – posłała mu rozbawione spojrzenie.
   - Dlaczego wydaje mi się, że coś przede mną ukrywasz? – wszyscy zamarli, słysząc szept Kate.
   - Pewnie dlatego, że tak jest – spojrzałem zdziwiony. „Co?” – Zauważyłaś, że nasi drodzy panowie nie odezwali się odkąd tu weszli? Cóż... – przyłożyła jej dłoń do swojego policzka. – Moja twarz wygląda okropnie, co z bólem mówię... Ale to przecież nic takiego... – patrzyłem jak palce Kate delikatnie badają obrażenia przyjaciółki. Przesuwała opuszkami po poranionej skórze, a z każdym „obejrzanym” kawałkiem więcej łez spływało po jej policzkach. – Nie płacz, kochanie...
   - To moja wina... – szepnęła. Louis zagarnął ją w ramiona i teraz płakała w jego koszulkę. – Boże...
   - To nie jest twoja wina, maleńka – głaskał ją po plecach. – To chory człowiek i w końcu policja go dorwie i zapłaci za wszystko, gnijąc w więzieniu...
   - Ale... – łkała niczym małe dziecko.
   - Kate, weź się w garść... – odezwała się Alex, sięgając w stronę przyjaciółki. – W porównaniu z tym, co zrobił tobie, czy Lily, ja miałam ogromne szczęście. Przestań płakać i pomyśl... Jestem tu. Bezpieczna. Styles załatwił mi iście prezydencki pokój – spojrzała na Harry’ego, uśmiechając się w podziękowaniu. – Mogło być dużo gorzej... Powinniśmy się cieszyć. Pokpił sprawę i jeszcze trochę będziecie musieli znosić moją osobę...
   - Boże, jaka ty jesteś głupia... – jęknął Harry.
   - Nie pozwalaj sobie... – oburzyła się.
   - On ma racje – cichy głos Kate wprawił wszystkich w osłupienie. – Jesteś głupia, jeśli myślisz, że to nic takiego... Ale bardzo cię kocham i cieszę się, że nic gorszego cię nie spotkało... – przytuliła ją mocno, a twarz Alex momentalnie pobladła z bólu. – Nigdy więcej nie próbuj mnie okłamać... – usłyszałem jeszcze cichy szept.
   - Ja też cię kocham, Kate – powiedziała, powoli wciągając powietrze. – A teraz pokaż mi się dookoła, bo widzę, że dorobiłaś się kilku całkiem seksownych ciuchów – zaśmiała się. Pomysł okazał się dobry, bo Kate już nie ściskała jej w żelaznym uścisku. – Boże... Wyglądasz jak prawdziwa modelka... – w głosie Alex pobrzmiewał podziw. Posłała nieme podziękowanie w naszą stronę. – Czy ty w ogóle możesz oddychać w tych spodniach? – Louis parsknął śmiechem.
   - Co wy macie do tych dżinsów? – zdziwiła się Kate. – Są bardzo wygodne...
   - I zapewne wszystkim przedstawicielom płci męskiej się podobają – zaśmiała się Alex. – Aż dziw bierze, że ten zazdrośnik pozwala ci je nosić...
   - Nie miałem tu niestety nic do gadania... – puścił jej oczko i znów objął Kate. – Ale staram się je podziwiać tylko w zaciszu sypialni...
   - Louis! – rumieniec na twarzy Kate był uroczy, a jej oburzenie rozbawiło wszystkich. W końcu, bo już myślałem, że Niall i Zayn zostali spetryfikowani.
   - A co wy tu jeszcze robicie? – oczy wszystkich spoczęły na postawnej pielęgniarce, która właśnie pojawiła się w drzwiach. – Już dawno po godzinach odwiedzin...
   - Ale myśmy dopiero przyszli... – zaprotestowałem.
   - I będziecie musieli wyjść – powiedziała wskazując nam drzwi. – Godziny odwiedzin, to godziny odwiedzin. Żadnych wyjątków.
   - Ale... – Kate wyglądała na zrozpaczoną.
   - Porozmawiamy później skarbie – Alex przyciągnęła ją do pożegnalnego uścisku. – Jestem padnięta. Czas na moją naćpaną drzemkę...
   - Ale...
   - Nie martw się o mnie Kate – ujęła jej twarz w dłonie. – Nic mi nie jest. Jestem bezpieczna i niedługo to ja odwiedzę was... A w międzyczasie... – resztę dokończyła jej szeptem, tak, że nikt inny nie usłyszał.
   - Obiecujesz? – upewniła się Kate.
   - Obiecuję, ale pod warunkiem, że nie będziesz się martwić, tylko dalej świetnie bawić. W końcu musisz mieć mi co opowiadać, bym nie umarła z nudów... – zaśmiała się. – To jak? Umowa stoi?
   - Stoi...


   - No, nareszcie! – usłyszałam rozbawiony głos Harry’ego, a po chwili ujrzałam nad sobą jego rozczochraną fryzurę. – Czym oni cię faszerują? Spałaś jak zabita. Trzy razy mógłbym cię przelecieć i nawet byś nie wiedziała...
   - To by niezbyt dobrze świadczyło o twoich łóżkowych umiejętnościach, Styles... – jęknęłam, próbując sięgnąć po wodę. Od razu mi ją podał. – Co się tak szczerzysz?
   - Udało się... – spojrzałam na niego uważnie. – Przez chwilę myślałem, że powiesz jej prawdę, ale muszę przyznać, że nieźle to wykombinowałaś... Czasami jednak myślisz...
   - Co cię tak dziwi? – uśmiechnęłam się. – Nie każdy ma głowę tylko od potrząsania grzywą, niektórzy jeszcze coś w niej mają...
   - Bardzo śmieszne... – mruknął. – Co ty masz do moich włosów? Dziewczynom się podobają...
   - Chyba tym z przedziału pięć, piętnaście – parsknęłam.
   - Oj, wierz mi, tym starszym też się podoba... – poruszał dwuznacznie brwiami. – Jest za co chwycić podczas...
   - Nie kończ! Naprawdę nie potrzebuję wiedzieć, co wyprawiasz we własnej sypialni...
   - Akurat to, o czym myślę nie działo się w sypialni, ale...
   - Przestań, albo każę cię wywalić – zagroziłam. – Lepiej powiedz, co się działo po waszym wyjściu...
   - A co się miało dziać? – wzruszył ramionami. – Kate trochę popłakała Louisowi w kołnierz, ale w miarę szybko się uspokoiła. W sumie to, że obiecałaś do niej codziennie dzwonić, się ku temu przyczyniło... Byliśmy na spotkaniu z fanami, co przypomina mi, że jak stąd wyjdziesz, skopie ci tyłek...
   - Marz dalej... – mruknęłam, uśmiechając się pod nosem.
   - Dostałem taki opierdol od chłopaków, że wciąż jeszcze dudni mi w uszach – spojrzał na mnie wymownie. – A Liam to się chyba tydzień do mnie nie odezwie...
   - Jakoś przeżyjesz...
   - Widzę, że bardzo się o mnie martwisz – parsknął. – Rozmawiałem z twoim lekarzem...
   - Co? – zdziwiłam się. – Czy to z założenia nie jest mój lekarz?
   - Może trochę mu nakłamałem, ale mniejsza o to... – machnął ręką. „Coś ty znowu wymyślił, Styles?” – Jakoś pod koniec następnego tygodnia przewożą jedną pacjentkę do Londynu...
   - I powinno mnie to obchodzić, bo...
   - Bo zabierzesz się razem z nią... – dokończył i spojrzał mi w oczy, czekając na moją reakcję.
   - Zapomnij! Nie ma mowy! – pokręciłam głową, a krew to chyba we mnie zawrzała. – Dałam się przenieść tutaj, bardziej dla Kate niż dlatego, że tego chciałam, ale za żadne skarby nie położysz mnie do szpitala w Londynie. W ogóle, co to za poroniony pomysł? Takie bzdury to tylko ty potrafisz wymyślić...
   - Nie przenosisz się do szpitala w Londynie, tylko do mnie – „Chyba się przesłyszałam...” patrzyłam na niego, jakby mi właśnie powiedział, że zdecydował się na zmianę płci.
   - Czy ciebie już do reszty pojebało? Ja mam swój dom i jeżeli tylko mnie stąd wypiszą, to tam się udam...
   - Oni cię nie wypiszą jeszcze przez dobre kilka tygodni... – patrzył na mnie, marszcząc brwi. – A tak poza tym, to już podpisałem za ciebie te papiery...
   - Co? – aż mnie zatrzęsło ze złości. – Jakim prawem? Styles, kurwa, ja nie jestem niedorozwinięta i sama podpisuję swoje papiery... Nigdzie się stąd nie ruszam. Zawołaj tego jebniętego lekarza! Normalnie go pozwę. Jakim prawem rozmawiał z tobą? Nie obowiązuje go jakaś tajemnica lekarska, do chuja pana?
   - Oficjalnie jesteśmy razem – wyszczerzył zęby w głupim uśmiechu. Nie wiem, czy kiedykolwiek mi się to zdarzyło, ale w każdym bądź razie nie pamiętałam, bym kiedykolwiek wcześniej zaniemówiła. „Co ja gadam zaniemówiła... Mnie dosłownie zamurowało.” – Zabieram cię do domu. Mam znajomą pielęgniarkę, która będzie się tobą opiekować i co najważniejsze, będziesz tam bezpiecznie schowana przed tym debilem – tłumaczył. – Akurat zdążę wszystko zorganizować, zanim przyjedziesz. Lekarz ma mi dać listę tego, co trzeba będzie wypożyczyć ze szpitala...
   - Nie wierzę... – wydukałam w końcu.
   - Będzie dobrze...
   - Zamknij się, kurwa! – warknęłam i momentalnie fala bólu przetoczyła się przeze mnie. – Wbij sobie do tego pustego łba, że ja nigdzie nie jadę. Nigdzie! – powtórzyłam z naciskiem.
   - Pojedziesz... – powiedział spokojnie, co jeszcze bardziej mnie wkurzało. Mnie tu szlag trafiał, a on wygląda jak oaza spokoju...
   - Nie ma nic takiego, co możesz zrobić, czy powiedzieć, co by mnie do tego zmusiło... – syknęłam ze złością.
   - Pojedziesz, albo powiem prawdę Kate i ona cię do tego zmusi...
   - Nie zrobisz tego! – zamarłam z wrażenia. – Właśnie powiedziałeś, że udało się ją przekonać, iż nic poważnego się nie stało. Nie zrobiłbyś jej tego...
   - Zrobię, jeśli mnie do tego zmusisz...
   - To jest szantaż, ty gnoju – warknęłam.
   - Wiem, co to jest – powiedział spokojnie. – Ale wiem też, co ci grozi, jeśli tu zostaniesz...
   - Mam policję pod drzwiami na miłość boską!
   - Ten facet nie dałby rady zawiązać własnego sznurowadła, a co dopiero zapewnić ci bezpieczeństwo – warknął. – Powiedziałaś, że w pracy nic ci nie grozi. Uwierzyłem ci. Jednak jak widać, nie miałaś racji...
   - Nie, to nie może być prawda – z tego wszystkiego czułam, że zaraz pęknie mi głowa. – Co cię to w ogóle obchodzi, Styles? Mieliście tylko zająć się Kate, a nie ratować cały piep... – jego wargi przerwały mój słowotok i chyba właśnie zaniemówiłam drugi raz w życiu. „Kurwa...” westchnęłam w jego usta. „Całować to on potrafi...


   - Jesteś pewna, że chcesz się tu pokazywać? – spojrzałam na przyjaciółkę, uśmiechając się, jakbym o niczym innym nie marzyła.
   - A dlaczego miałybyśmy zrezygnować z koncertu? – odpowiedziałam pytaniem. – Przecież wiem, jak bardzo chciałaś tu być...
   - No tak... – Sandra uśmiechnęła się, szczęśliwa, że w końcu zobaczy sławny zespół na żywo. – Ale wiesz... Myślałam, że skoro zerwaliście z Louisem...
   - To, że nie jesteśmy razem nie znaczy, że nie możemy być przyjaciółmi – powiedziałam, czując jak każde słowo staje mi kością w gardle. – Zresztą, on nawet nie będzie wiedział, że tu jestem...
   - Może masz rację...
   - Oczywiście, że mam – podałam ochroniarzowi wejściówki, które od dość dawna czekały na ten dzień. – Cześć, Jack.
   - Witam – uśmiechnął się, ale widać było, że jest zmieszany. „Co on mu kurwa na mnie nagadał? Zrobił ze mnie terrorystkę, czy co?
   - Jeżeli musisz upewnić się, czy bilety są prawdziwe, to poczekamy... – powiedziałam, posyłając mu najbardziej niewinne spojrzenie z mojego repertuaru. Odetchnął z ulgą i odszedł kilka kroków. Po chwili wrócił oddając mi wejściówki.
   - Możecie wejść na salę, jednak nie dają wstępu za kulisy... – uśmiechnął się przepraszająco.
   - Nie ma problemu – uśmiechnęłam się. „Boże, zaraz rzygnę od tej słodkości...” – I tak chciałyśmy tylko obejrzeć koncert. Przyjaciółka nie może się doczekać...
   Przybrałam na twarz najbardziej sympatyczny uśmiech i poszłyśmy zająć nasze miejsca. Już od drzwi słyszałam głosy świadczące o tym, że fani zespołu wiedzą, kim jestem. Słyszałam swoje imię powtarzane przez wiele osób. Te najbardziej odważne podeszły, by zamienić kilka słów. Nie da się ukryć, że byłam w swoim żywiole. I mimo iż póki co Louis tę wywłokę nazywa swoją dziewczyną, to byłam święcie przekonana, że jeszcze za mną zatęskni i wróci z podkulonym ogonem. „Ślepa jak kret” uśmiechnęłam się, pozując do zdjęcia z małą dziewczynką i jej mamą. „Perrie spisała się nawet lepiej niż myślałam...” przypomniałam sobie nasze ostatnie spotkanie przy kawie. „I takie coś zajęło moje miejsce...” Teraz już mogłam założyć się o wszystko, że Louisowi coś padło na mózg i wystarczy iż poczekam, aż się otrząśnie z tej swojej akcji charytatywnej. „A ona wróci tam, skąd przylazła...” odetchnęłam zadowolona i napawałam się moimi minutami chwały.
   - Czy to nie ona? – łokieć Sandry boleśnie wbił mi się w bok. Spojrzałam we wskazanym kierunku i aż mną zatrzęsło ze złości. – Nie mówiłaś, że jest taka ładna... – z zachwytem wpatrywała się w drobną postać pod sceną, a ja miałam ochotę trzepnąć ją w ten pusty łeb. Mark właśnie pomagał usiąść... „Jak ona miała na imię?” próbowałam sobie przypomnieć. I chyba tylko po to by mnie dobić, nagle zewsząd dało się słyszeć szepty i nawoływania. Fani też już ją zauważyli. „Kate! Katy! Kate!” Jej wieśniacze imię otaczało mnie z każdej strony i miałam tylko nadzieje, że mój popisowy uśmiech jest na stałe przyczepiony do twarzy. „A przynajmniej niech tam zostanie do końca koncertu...” Zauważyłam wiele par oczu zerkających na mnie nerwowo, ale już nie tak jak wcześniej. Teraz już wiedzą, że nie jestem dziewczyną ich idola. „Do czasu...” uśmiechnęłam się do przyjaciółki, która wciąż otwarcie przypatrywała się dziwce pod sceną. – Boże, za taką figurę mogłabym zabić – usłyszałam tęskne westchnienie Sandry. – W te jej dżinsy to może bym rękę włożyła...
   - To nie żryj tyle... – mruknęłam pod nosem, licząc, że nie usłyszy przez te piski. – Nie sądzisz, że jest strasznie drobna... Jak dziecko... – pochyliłam się w jej stronę, by moje słowa do niej doleciały.
   - Dziecko? – parsknęła, wciąż taksując ją wzrokiem. – Kochana, ty chyba powinnaś okulistę odwiedzić... Gdybym była facetem, to właśnie śliniłabym się na jej widok...
   - Jesteś okropna – zaśmiałam się. „Obrzydliwa...” poprawiłam się w myślach.
   - Fajną ma tą kurtkę... – powiedziała tęsknie. – Kurcze, gdybym miała taką figurę...
   - Och, już się nią tak nie zachwycaj – westchnęłam. – Pewnie naciągnęła Louisa na drogie zakupy, to i wygląda dobrze. Wierz mi, gdy widziałam ją ostatnio, wcale nie prezentowała się jakoś specjalnie... – próbowałam się uśmiechać, jednak dobrze pamiętałam, jak wyglądała w tej czarnej sukience, którą wtedy miała na sobie...
   Gdybym wiedziała, że ten koncert to będzie taka katorga, nigdy w życiu bym tu nie przyszła. Nie mogłam oderwać wzroku od zachwyconej twarzy dziewczyny pod sceną. A gdy udało mi się to na chwilę, widziałam Louisa, wpatrującego się w nią niczym w ósmy cud świata. „Idiota... Tak się dać omotać...” I chyba tylko, by mnie dobić, moja przyjaciółka pieprzyła o niej przez cały czas, zachwycając się chyba nawet tym, że tamta dziwka oddycha...
   - Boże... Zabijcie mnie... – jęknęłam cicho. Okazało się, że ten na górze ma dziwne poczucie humoru... Myślałam, że umrę, gdy podczas śpiewania „One Thing” Louis ani na sekundę nie spuścił z niej wzroku. A ona wydawała się to wiedzieć, czerwieniąc się i uśmiechając jak idiotka. Gdyby tego było mało, to jeszcze fani byli tym wręcz zachwyceni... „Kurwa, po co ja tu przyszłam...
   - Boże... Jakie to słodkie... – rozpłynęła się w zachwycie Sandra i naprawdę poczułam, że mogłabym ją zatłuc.