środa, 20 marca 2013

47



   - Mówię wam – sięgnąłem po kolejne piwo. – Tak poganiała kierowcę, że sam się dziwię, że nas nie wyrzucił z samochodu – posłałem rozbawione spojrzenie mojej dziewczynie. – Naprawdę nie wiem po co braliśmy tą taksówkę, kochanie. Tak ci się spieszyło, by poznać Kate, że pieszo byłabyś tu dużo szybciej. Nawet gdybyś miała nieść mnie na plecach...
   - Zawsze możesz sobie pomarzyć – zaśmiała się Danielle rzucając we mnie popcornem. – Jeszcze zobaczymy, kto kogo będzie nosił...
   - To groźba, czy obietnica? – posłałem jej buziaka.
   Nasza jakże elokwentna wymiana zdań rozbawiła nawet Horana, który do tej pory zajęty był głównie pilnowaniem, by nikt go nie pominął przy otwieraniu kolejnego pudełka z pizzą.
   - Ja nie wiem, jak ty z nimi wytrzymałaś tyle czasu i to dwadzieścia cztery godziny na dobę – z radością obserwowałem jak dziewczyny dobrze się ze sobą czują. – Ja po kilku godzinach kwalifikuję się tylko do wariatkowa...
   - Katy ma po prostu swoje metody – wtrącił Niall popijając kolejny kawałek piwem. – Dodam, że niezawodne...
   - Naprawdę? – zaciekawił się Lou. – Dlaczego ja o tym nic nie wiem?
   - Bo wtedy już nie byłyby niezawodne – odpowiedziała mu Kate cmokając w usta i oddając jednocześnie pusty talerz.
   Nie było w niej ani grama strachu... A przynajmniej ja nic takiego nie zauważyłem. Oprócz kilku pierwszych minut zdenerwowania, gdy przedstawiałem jej Danielle, reszta wieczoru upływała w iście imprezowej atmosferze... Miałem wrażenie, że Louis wręcz promienieje ze szczęścia. Zresztą mi też wiele nie brakowało, by mu dorównać. Niby wiedziałem, że zarówno Kate, jak i Dani bardzo chcą się poznać, ale zawsze istniał jakiś cień ryzyka, że nie przypadną sobie do gustu. Na szczęście okazało się, że szybko znalazły wspólny język. „Może nawet za szybko” zaśmiałem się, bo najwyraźniej moja dziewczyna zapomniała jak bardzo za mną tęskniła... Tak je wciągnęła rozmowa na jakieś babskie tematy, że przez większość czasu ledwo zwracały na nas uwagę. Moje kochanie praktycznie nie odrywało wzroku od młodszej koleżanki. I spijało każde słowo z jej ust. Gdyby to nie było takie słodkie, to byłoby całkiem zabawne...
   - Koniecznie będziesz musiała mi je zdradzić – uśmiechnęła się Dan. – Wygonimy ich do sprzątania...
   - Jakiego sprzątania? – zaprotestował Niall z pełnymi ustami. – Jeszcze tyle jedzenia na stole... – wskazał na kilka opakowań nawet nie zaczętych smakołyków. – Kto to wszystko zje? – zapytał, a następnie zaczął głaskać się po brzuchu i mówić do siebie... – Spokojnie brzuszku, przecież wiem, że damy radę...
   - Jak tam spotkanie z teściową, Mała? – Harry rozsiadł się wygodnie i wyciągnął nogi przed siebie. – Musiało być interesująco... – zauważyłem, że Kate zrobiła się cała czerwona na twarzy i coś czułem, że Styles trafił w dziesiątkę z tymi swoimi domysłami. – Boże! Rumienisz się! Żądam szczegółów! Co zrobiliście? A może na czymś was przyłapały? – Louis próbował zamknąć mu usta dłonią, ale skończyło się to dla niego kilkoma pogryzieniami. „Z kim ja się zadaję?” zaśmiałem się. – Wyobrażacie sobie co by to było, gdyby na przykład przerwały im w trakcie małego bara-bara?
   Ledwo skończył mówić, a już musiał rzucić się na ratunek Louisowi, któremu najprawdopodobniej piwo poleciało nie tam gdzie trzeba... I nie chcę być złym prorokiem, ale coś mi się widzi, że Harry nie pomylił się za bardzo w swoich wywodach... A rumieniec Kate tylko mnie w tym utwierdzał.
   - Wszystko w porządku, Lou? – próbowałem się nie zaśmiać, ale naprawdę nie było to proste. – Żyjesz tam jeszcze?
   - Tak Li... – odetchnął. – Dzięki. Chwilowe problemy z oddychaniem. Boże... Czuję jakbyś mnie pobił, Hazz...
   - To tak się dziękuje za uratowanie twego marnego życia? – udał obrażonego. – Gdyby nie ja, to pewnie właśnie ktoś inny przyznawałby sobie prawo do ręki Kate...
   - Na przykład ja – Niall wyszczerzył zęby w uśmiechu opierając głowę o nogi dziewczyny, a ona poczochrała mu włosy w przyjacielskim geście. „Kiedy on się tam przesunął?” zdziwiłem się. Chwilami naprawdę miałem wrażenie, że ta mała osóbka ma w sobie jakieś silne pole grawitacyjne, bo wszyscy do niej ciągną. Nawet pomijając Lou... Wystarczy spojrzeć na Zayna, który wprawdzie raczej nie jest w najlepszej formie do imprezowania, ale dzielnie siedzi przy niej bawiąc się tasiemkami przy nogawkach jej spodni. Horan jeszcze trochę, to jej na kolana wejdzie. Harry’ego powstrzymywał tylko Louis odgradzający ją od niego. I nawet moja Danielle wolała usiąść bliżej Kate zamiast przy boku swojego bardzo stęsknionego chłopaka...
   - Tak, ty na pierwszym miejscu... – zaśmiał się cicho Zayn odbierając od Kate kolejne smakołyki, którymi dziewczyna nieprzerwanie go częstowała. Coś mi się wydaje, że byłaby z niej niezła pielęgniarka, a i Zi raczej nie narzekałby na bycie jej pacjentem. Sytuacja z parkingu i potem te kilka godzin w szpitalu zdecydowanie ich do siebie zbliżyły. Wystarczy na nich spojrzeć. Nie przypominam sobie, by dziewczyna siedziała kiedykolwiek tak blisko niego, a teraz nawet wsunęła swoje bose stopy pod jego uda, by je ogrzać. „Duża zmiana...
   - Dokładnie – potwierdził blondyn poważnym tonem. – Mam świadków na to, że pierwszy się jej oświadczyłem. Chwilowo wybrała Louisa, ale ja mam czas... – zapewnił sięgając po kolejny kawałek pizzy.
   - Nie wnerwiaj mnie, Horan – warknął Lou i rzucił w niego chipsami. „Całe szczęście, że nie ja tu będę sprzątał...
   - Kate – wtrąciła się Danielle. – Jakby co, to mam znajomego psychologa... Pamiętaj o tym, bo naprawdę nie wiem, ile ty jeszcze z nimi wytrzymasz...
   - Dzięki – zaśmiała się dziewczyna. – Będę pamiętać...
   - Komu kawałek? – Niall właśnie zabrał się za otwieranie kolejnego pudełka. Może lepiej pominąć fakt, że poprzednie opędzlował praktycznie sam... – Z kurczakiem, Zi...
   - Dawaj – Zayn wyciągnął przed siebie wolną rękę. Drugą wciąż bawił się tasiemkami...


   Głośny wybuch śmiechu przywitał mnie ledwo ledwo uchyliłem drzwi na korytarz. Zbliżając się do kuchni nie mogłem się nadziwić jak szybko do tego doszło. Zatrzymałem się przed kuchnią. Wesołe głosy dziewczyn wypełniały moje uszy. „I wcale nie podsłuchuję...” zaśmiałem się, próbując rozszyfrować o czym rozmawiają. Lou miał racje. One naprawdę się polubiły... Normalnie buzie im się nie zamykały przez cały wieczór. I doprawdy nie wiem, czy to zasługa Louisa, czy może coś innego, ale Kate wydawała się czuć pewnie w tym domu. Chyba nie wątpiłeś, że tak będzie, Styles.” Normalnie jakbym słyszał głos Tęczy. Nawet obejrzałem się za siebie. Kolejny wybuch śmiechu. „Coś mi się wydaje, że dla nich impreza toczy się tutaj...” Ewentualnie zmywanie naczyń jest tak zabawnym zajęciem, że nie mogą przestać chichotać. Już się nie mogłem doczekać, by zadzwonić do Alex ze szczegółami z dzisiejszego wieczora. Kilka wysłanych wiadomości nie mogło wiarygodnie oddać prawdy. Przed oczami ujrzałem przyjaciółkę z dumą i szczęściem wymalowanym na twarzy. „Nigdy nie zwątpiła w tą małą...” Wszedłem do środka.
   - Co tak długo? – wyjąłem cztery piwa z lodówki. W ostatniej chwili przypominając sobie o soku dla Zayna. – Przyszedłem was lojalnie uprzedzić, że jeżeli za pięć minut nie będziecie przy basenie, to następne co zobaczycie, to my stojący na brzegu i śmiejący się z dwóch mokrych kur...
   - Jaki barwny opis – zaśmiała się Dani odgarniając z twarzy swoje bujne loki. – Zaraz przyjdziemy...
   - Masz nowe buty Harry? – zatrzymałem się z dłonią na klamce i obróciłem powoli w jej stronę. Słysząc parsknięcie Dan, musiałem mieć interesujący wyraz twarzy.
   - Nigdy mnie nie przestaniesz zadziwiać, Mała – powiedziałem. – Skąd niby możesz to wiedzieć?
   - Skrzypisz... – zaśmiały się obie.
   - Bardzo śmieszne, bardzo – próbowałem zachować powagę. – Dostałem je od kumpla. Muszę je w końcu kiedyś rozchodzić...
   - Założę się, że ten kumpel nazywa się Nick – Danielle puściła mi oczko. – Takie czółenka, to tylko on mógł ci sprezentować.
   - Fajne są. Co wam się w nich nie podoba? – spojrzałem na swoje stopy.
   - Podobają nam się – zapewniły mnie szybko. Zbyt szybko. Spojrzałem na nie podejrzliwie.
   - Nabijacie się ze mnie?
   - Z ciebie? A skąd? – Kate „patrzyła” na mnie z wyrazem czystej niewinności na twarzy. – Danielle mówiła, że są bardzo modne i w ogóle od jakiegoś znanego projektanta. Na pewno wyglądasz w nich bosko...
   - Dzięki – mruknąłem przeskakując wzrokiem z jednej twarzy na drugą. – Dlaczego mam wrażenie, że kpicie sobie ze mnie?
   - Nie mam pojęcia – uśmiechnęła się Dan.
   - Styles, co tak długo? – Niall wsunął głowę do kuchni. – Usycham z pragnienia...
   - Masz cały basen wody. Nie umrzesz... – podałem mu piwo i poszedłem za nim. W drzwiach odwróciłem się jeszcze. – Pięć minut – przypomniałem.
   Chwilę później podawałem butelki przyjaciołom. Posłałem Zaynowi współczujące spojrzenie, a on tylko uniósł mi swój sok wznosząc nim toast.
   - Minusy bycia bohaterem... – mruknął pod nosem.
   - Jak już będziesz mógł pić – Lou objął go ramieniem. – Postawię ci tyle kolejek, że będziesz mnie błagał o litość...
   - Nie wiem, czy to jest akurat dobra obietnica – zaśmiał się Liam. – Bo znów trafi do szpitala, ale tym razem na zatrucie alkoholowe.
   - To by był wyczyn – ucieszył się Horan popijając kolejny kawałek pizzy.
   - Stary, nie masz już dość? – spojrzałem na niego z niedowierzaniem.
   - Dość? – zdziwił się. – To dopiero moje trzecie... – powiedział wskazując butelkę.
   Zayn zaśmiał się z tej odpowiedzi momentalnie łapiąc się za żebra. Czy mi się tylko wydaję, czy zrobił się jakiś biały...
   - Wszystko dobrze, Zi? – patrzyłem jak powoli wciąga i wypuszcza powietrze.
   - Tak... – zapewnił, gdy już odzyskał kolory. – Ale niech mi ktoś jeszcze raz powie, że śmiech, to zdrowie...
   - Co one tam tak długo sprzątają? – zdziwił się Niall. – Przecież masz zmywarkę, co nie?
   - One tam sobie urządziły babskie ploteczki i właśnie zdradzają sobie tajemnice z sypialni – zaśmiałem się. – Mogę się założyć Li, że Kate już się dowiedziała jakie dziwne rzeczy kręcą cię w łóżku...
   - Boże, zarumieniłeś się – parsknął Lou. – Nie mogę... Hazz, zabiję cię za takie teksty. Teraz będę zachodził w głowę, co też on wyprawia sam na sam z Dan.
   - Może jakieś pejczyki, kajdanki... – podpowiadałem nabijając się z przyjaciela. – Danielle w lateksie i z policyjną pałką musi wyglądać zabójczo...
   - Jezu, Styles! Zamknij się – jęknął Liam. – To, że ty jesteś zboczony, nie znaczy, że my też. Co to w ogóle za pomysły?
   - Gorące... – przyznał Niall przybijając sobie ze mną piątkę.
   - Ja takie bardziej „lajtowe” podałem – zapewniłem go. – Mogę ci podsunąć jeszcze kilka innych do przetestowania...
   - Zachowaj je lepiej dla jakiejś panienki – Li pociągnął spory łyk piwa.
   - Próbowałem namówić Alex, ale powiedziała, że się zgodzi o ile to ja założę lateksowe wdzianko – zaśmiałem się.
   - I to cię powstrzymało? – zdziwił się Zayn.
   - Nie. Alergia na lateks... – westchnąłem ze smutkiem. – Ale jeszcze trochę nad nią popracuję i...
   - Błagam... – jęknął Louis. – Przestań. To przyjaciółka Kate i naprawdę nie chcę jej sobie tak wyobrażać...
   - A propos dziewczyn... – odstawiłem do połowy pustą butelkę na stół i podniosłem się. – Pięć minut minęło. Idziemy Li i nie waż się poddać. Pokaż, kto w waszym związku nosi spodnie. Masz ją skąpać...
   - Danielle mnie zabije... – mruknął, ale posłusznie szedł za mną. – Mogę chociaż zdjąć jej buty? To jej ulubione...
   - Boże... – pokręciłem głową z niedowierzaniem. – Kiedy ona cię tak wytresowała?
   - Poczekaj, aż Alex wytresuje ciebie... – „Hmmm... To mogłoby być interesujące...” uśmiechnąłem się pod nosem. „A idźcie precz zboczone myśli!” Pokręciłem głową próbując pozbyć się z niej niechcianych obrazów. „Tylko czy naprawdę niechcianych...
   - No, moje panie – wkroczyłem do kuchni z szerokim uśmiechem na ustach. Powiększył się chyba jeszcze, gdy zobaczyłem, że dziewczyny siedzą przy wyspie tak pochłonięte rozmową, że prawie się stykają głowami. – Ostrzegałem... – Kate posłała mi wesoły uśmiech i zagryzła dolną wargę. „To o tym wspominał Lou... Ona nieświadomie wykończy biedaka...” zaśmiałem się wspominając „męczarnie” przyjaciela. – Mała, jakieś ostatnie życzenie? – zapytałem biorąc ją ostrożnie na ręce.
   - Postaw mnie? – wyszczerzyła ząbki w uśmiechu. „Chodząca niewinność...
   - Oprócz tego, spryciulo – zważyłem ją ostrożnie w rękach. – Boże, jakaś ty lekka! Ile ty ważysz? Pięć kilo?
   - Ostatnim razem, gdy się ważyłam, to nie widziałam wskazówki – uśmiechnęła się. – Ale myślę, że było więcej niż pięć kilo...
   - No, nie wiem...
   - Liam! Nie odważysz się – roześmiałem się głośno widząc jak Li zarzuca sobie Danielle na ramię niczym worek ziemniaków, a ona okłada go pięściami po tyłku. – Puść mnie! Liam!
   - Idziemy, Styles – powiedział próbując zdjąć buty swojej dziewczynie. Nie było to proste, bo ta wierzgała nogami jak szalona.
   - Dajesz, Liam! – powitał nas okrzyk Nialla. – Dasz radę! Wierzę w ciebie! A poza tym postawiłem na ciebie kasę, więc wiesz...
   - Kochanie... – Danielle próbowała zmienić taktykę. A skoro nie krzykiem... – Puść mnie skarbie, a wynagrodzę ci to jak tylko wrócimy do domu...
   - Nie słuchaj jej, Li! – zareagowałem szybko wiedząc na co się zanosi. – No dajesz. Pokaż jaki z ciebie facet. A ona tak się za tobą stęskniła, że wróżę wam upojną noc za drzwiami sypialni. O ile zdążycie do niej w ogóle dojść... – zaśmiałem się. – Ty pierwszy. I nawet mogę ci jakieś kajdanki...
   - Zamknij się już... – jęknął. – Przepraszam, kochanie. Ale doceń, że się o twoje buciki zatroszczyłem... – Klepnął ją w tyłek i wrzucił do wody. Wynurzyła się momentalnie, parskając i plując dookoła. Jej oczy miotały błyskawicami. Głównie w stronę Payne’a, więc nie musiałem się tym za bardzo martwić.
   - Boska fryzura, Dan! – Horan prawie wlazł na barierkę otaczającą podest, na którym znajdował się stolik. I o mało z niej nie zleciał, gdy Danielle próbowała wydostać się z basenu i udało jej się to dopiero za drugim podejściem. A gdy tylko to zrobiła, od razu rzuciła się na Liama z pięściami. „No i miałem rację odnośnie tego, kto dominuje w tym związku...
   - Harry... – zaczął Louis patrząc na mnie niepewnie. – To chyba nie jest...
   - To teraz twoja kolej – zaśmiałem się kompletnie ignorując przyjaciela. – Ciekawe czy elfy potrafią pływać...
   Trzeba przyznać Kate, że nie błagała o litość, ani nie groziła mi śmiercią w męczarniach. Przekupstwa też nie próbowała. Ledwo skończyłem mówić, zamachnąłem się i patrzyłem jak szybuje w powietrzu, by po chwili w towarzystwie wielkiego plusku skryć się pod wodą. Zdążyłem uskoczyć w ostatniej chwili ratując moje nowe buty przed zmoczeniem. „Było blisko...” Usłyszałem jeszcze krzyk Lou i Nialla. Czekałem z uśmiechem na ustach na moment, w którym dziewczyna się wynurzy, bym mógł się z niej ponabijać. Ale z każdą sekundą uśmiech znikał z mojej twarzy. „Jeden... Dwa... Trzy...” odliczałem, a moje serce dudniło coraz głośniej. „Czy ona w ogóle potrafi pływać?” Gdy tylko ta myśl zabrzmiała w mojej głowie spojrzałem na Louisa. Wpatrywał się przerażony w punkt pośrodku basenu. Niall właśnie wspinał się na barierkę, a Zayn zaraz za nim. „Co ja zrobiłem?” Rzuciłem się przed siebie w głowie mając tylko tą jedną myśl... Próbowałem dojrzeć Kate w spienionej wodzie, ale pojawienie się zdenerwowanych przyjaciół wcale mi tego nie ułatwiało. Niall i Liam nurkowali jak szaleni. Rozglądałem się pod wodą tak długo na ile pozwalał mi zapas powietrza i powoli zaczynałem panikować. „Przecież ten basen nie jest taki wielki, do kurwy nędzy!” Wynurzyłem się, gdy już paliły mnie płuca i przed ponownym zanurkowaniem powstrzymał mnie głośny śmiech moich przyjaciół... W tym Kate...
   - Błagam, Zayn, powiedz, że to nagrałeś – usłyszałem rozbawiony głos Danielle. Najwyraźniej musiał jej potwierdzić... – Jesteś genialny! Kocham cię, Kate! To się nazywa wyrównywanie rachunków, chłopaki – śmiała się jak opętana tańcząc jakiś swój taniec radości i otwarcie się nabijając z naszej trójki. – Kochanie, jak twoje buciki?
   - Nie wierzę – Niall przyłączył się do ogólnego rozbawienia, nic sobie nie robiąc z tego, że jego też wkręciła ta mała pchła. Spojrzałem na nią. Stała na podeście przy jacuzzi w objęciach Louisa, któremu najwyraźniej nie przeszkadzało, że zaraz też będzie cały mokry. Rozpierała go duma i szczerzył się do mnie jak jakiś wariat. – Jesteś wielka, Katy – powiedział blondyn wyskakując z basenu i podając pomocną dłoń Liamowi.
   - Sprytna z ciebie bestia – przyznałem podpływając do nich. Lou puścił ją na chwilę i schylił się, by mi pomóc. Spojrzałem na siebie. Wyglądałem jak siedem nieszczęść. – Moje piękne buty! – zawyłem, a wszyscy roześmiali się jeszcze głośniej. Louis aż się trząsł ze śmiechu. – Bardzo śmieszne, bardzo – warknąłem popychając go lekko. Nie wziąłem jednak pod uwagę tego, że stał na samym skraju podestu. – Ups... – zaśmiałem się cicho dokładnie w momencie, gdy przyjaciel wpadł do wody. – To było niechcący.
   - Styles! Nie żyjesz! – zawołał wynurzając się.
   - To naprawdę było przez przypadek – tłumaczyłem się chowając za Liamem. Niall aż sobie musiał usiąść, tak się trząsł ze śmiechu. – Kate, powiedz mu coś! Proszę...
   - Teraz to proszę... – zaśmiała się szczękając zębami.
   - Louis, wiem, że chcesz mnie zabić, ale może odłożymy to na kiedy indziej, bo twoja ukochana trzęsie się z zimna...
   - Całkiem sprytne – rechotał Horan.
   - Ważne, że działa – powiedziałem pod nosem widząc, że Lou już o mnie zapomniał i zajął się Kate. Nie wiadomo kiedy pojawił się Zayn z ręcznikami. – Dzięki stary...
   - Dobrze, że nie skoczyłeś, Zi – Liam owinął Danielle puszystym ręcznikiem całując jej mokre usta. – Jeszcze byś sobie zaszkodził...
   - Próbował – odezwał się Louis pomagając Kate zejść z podestu. – Ale go zdążyłem na czas powstrzymać i powiedzieć, że Kate potrafi pływać...


   - To naprawdę przydatna sprawa mieć tyle łazienek w domu – Kate posłała mi wesołe „spojrzenie”. Staliśmy razem pod prysznicem, a gorący strumień ogrzewał nasze ciała. – A jeszcze lepiej, gdy jest tu tyle miejsca, że oboje się mieścimy – uśmiechnęła się próbując rozwiązać sznurek przy spodniach. Mnie rozebranie się zajęło dosłownie kilka sekund. Choć nie powiem, że zdjęcie obcisłych i przemoczonych rurek nie było wyzwaniem. Stałem przed nią kompletnie nagi, a ona prawdopodobnie nie zdawała sobie z tego sprawy. Obserwowałem jej zmagania zastanawiając się, czy zaoferować swoją pomoc, czy poczekać, aż o nią poprosi... – Lou... Możesz? Chyba zaciągnęłam za mocno... – posłała mi przepraszający uśmiech.
   - Z przyjemnością – powiedziałem klękając przed nią. „Interesująca pozycja, nie powiem...” odezwał się ten denerwujący głos w mojej głowie. Mocowałem się chwilę z supłem, a ona podtrzymywała koszulkę, by mi nie utrudniała pracy. Widok jej gładkiej skóry nad paskiem wcale nie ułatwiał mi zadania. „Nareszcie” ucieszyłem się rozplatając sznurek, a następnie nieświadomie sięgając do guzika i zamka. Dopiero, gdy poczułem, że zadrżała uzmysłowiłem sobie, co robię. – Skarbie, ja... – spojrzałem do góry i moje oczy natrafiły na jej. I to co w nich ujrzałem sprawiło, że prawie zapomniałem jak się oddycha. Jej tęczówki były o wiele ciemniejsze niż normalnie i płonął w nich jakiś żar... „Boże...” Zsunąłem powoli czarne spodnie z jej smukłych nóg całując każdy nowo-odsłonięty kawałek skóry. Zauważyłem nowego siniaka i aż się skrzywiłem na myśl, jak to musiało boleć. Ucałowałem go delikatnie. Poczułem jej dłonie na moich ramionach, gdy podparła się podnosząc nogę, bym mógł zdjąć jej spodnie. Rzuciłem je niedbale za siebie. I znów znaczyłem ustami ścieżkę na jej skórze, ale tym razem w przeciwnym kierunku. Czarne figi bez żadnych ozdób skrywały to, o czym marzyłem po nocach. „W dzień też ci się zdarzało...” Czułem jak przez jej ciało raz za razem przechodzą dreszcze, a gdy odważyłem się ponownie zerknąć w jej oczy, były tak ciemne, że nie sposób było określić koloru tęczówek.  Podnosiłem się powoli pieszcząc ustami jej brzuch i jednocześnie coraz bardziej unosząc przemoczoną koszulkę.
   - Lou... – jęknęła, gdy przesunąłem mokry materiał po twardym sutku, by momentalnie objąć go wargami zasysając lekko. Potarłem drugi kciukiem i w nagrodę dostałem kolejny jęk i mogłem wręcz poczuć, jak silny dreszcz przebiegł jej ciało. Zerwałem z niej bluzkę, która od razu dołączyła do reszty zapomnianych elementów odzieży. Zaatakowałem te cudowne usta jakby od tego zależało moje życie. Czułem się jakbym po tygodniach na pustyni dostał nagle tyle wody ile zdołam wypić. „Tak...” zawyłem z radości, gdy poczułem jak jej drobne paluszki delikatnie badają moje ciało. To była najcudowniejsza pieszczota jaką mogłem sobie wyobrazić. Dotyk jej dłoni był wręcz porażający. Miałem wrażenie, że płonę, a każde jej muśnięcie tylko podsyca ten ogień. Starałem się jej nie wystraszyć moją gotowością zachowując pewien dystans, ale prawie wyskoczyłem ze skóry, gdy to ona przyciągnęła mnie do siebie i zamiast uciec z krzykiem, gdy poczuła jak jestem twardy, z jej ust wydobył się tylko cichy jęk wraz z moim imieniem. – Lou...
   Pieściłem jej plecy okryte opatrunkiem, jej pośladki, wciąż skryte pod czarnym materiałem. Ścisnąłem je przyciągając ją mocniej do siebie. I kolejny jęk prosto w moje spragnione usta sprawił, że moje serce zatańczyło w jakimś dziwnym rytmie...
   - Kate... – zacisnąłem dłonie na jej pośladkach i uniosłem ją, by mieć jej twarz tuż przed sobą. Objęła mnie nogami tak ochoczo, że prawie zawyłem ze szczęścia. Ponownie wpiłem się w jej usta. Rozkoszowałem się tym z jakim zaangażowaniem odpowiada na pocałunki. Poczułem jak zadrżała, gdy jej plecy spotkały się z zimną powierzchnią wykafelkowanej ściany. – Boże... Kate... – szeptałem jej do ucha przygryzając je co chwilę. Gdy poczułem jak ociera się o mojego twardego przyjaciela... Przysięgam, miałem ochotę zerwać z niej majtki i kochać się do utraty tchu. Tu i teraz. „To na co czekasz?” usłyszałem ten głos dokładnie w momencie, gdy znów otarła się o mnie. Jej palce w moich włosach, jej gorące wargi na mojej szyi i ząbki, którymi przygryzała moje ucho naśladując moje poprzednie poczynania. Była tak podniecająca w tej swojej niewinności, że to było wręcz nie do zniesienia. Robiła wszystko intuicyjnie, nieświadomie sprawiając, że umierałem z rozkoszy. Naśladowała moje pieszczoty, ale mógłbym przysiąc, że w jej wydaniu wszystko jest o stokroć bardziej podniecające. Przyparłem ją do ściany zmieniając uchwyt, bo nie mogłem powstrzymać się przed...
   - Utopiliście się tam? – głos Harry’ego połączony z waleniem w drzwi łazienki momentalnie nas otrzeźwił. „Zabiję go w końcu i będzie spokój...” miałem wręcz ochotę się rozpłakać ze złości. Policzki Kate zabarwiły się na czerwono. Po chwili poczułem jak wtula twarz w moją szyję i śmieje się cicho.
   - Zaraz przyjdziemy! – krzyknąłem wyłączając wodę. „Czy tylko mi mój głos wydawał się jakiś nienaturalny?” – Co cię tak bawi, skarbie?
   - My – chichotała wciąż w moich ramionach. – Mamy dom pełen gości, a... – poczułem, że wgryza mi się w ramię i trzęsie się ze śmiechu.
   - To nie jest zabawne – jęknąłem sfrustrowany, ale już wiedziałem, że zaraz będę rechotać razem z nią. – Lepiej chodźmy się ubrać, bo zaraz Hazz rzeczywiście pomyśli, że się utopiliśmy i wpadnie nam na pomoc...
   - Lepiej nie – zaśmiała się radośnie odchylając głowę do tyłu. – Jak na jeden dzień wystarczy mi niezręcznych sytuacji. Czy może mnie pan w takim razie postawić na ziemi, panie Tomlinson?


   Sięgnąłem po gorącą czekoladę, którą Dani litościwie nam przygotowała rządząc się chwilowo w kuchni Katy. Musiałem uczciwie przyznać, że była całkiem dobra, ale moja mała siostrzyczka zdecydowanie potrafiła zrobić lepszą. Jednak w trosce o własne zdrowie i bezpieczeństwo wolałem się nie odzywać. „Łatwo mogłem sobie wyobrazić minę Liama, gdybym wypalił z czymś takim...” Spojrzałem na przyjaciół i nie mogłem się nie roześmiać na ten widok. Wszyscy spojrzeli na mnie zastanawiając się pewnie o co mi tym razem chodzi, a ja nie mogłem z siebie wydobyć ani słowa. Tylko machałem rękoma licząc, że ktoś się domyśli.
   - Temu panu już podziękujemy – Dani odsunęła ode mnie butelkę z piwem. – Masz dość? – spojrzałem na nią jak na nienormalną. „Jestem Irlandczykiem. Ja nigdy nie mam dość.” Może i bym to powiedział, ale wciąż miałem pewne trudności z mówieniem.
   - Nie rób wiatru, tylko powiedz z czego rechoczesz – zaśmiał się Lou. – Też chętnie się przyłączymy...
   - Coś mi się wydaje, kochanie, że on z nas się śmieje... – „Dzięki Bogu za Katy!” Jak to możliwe, że niewidoma osoba widzi najwięcej?
   - Z was? – zdziwił się Harry. A ja na widok jego nic nie rozumiejącej miny aż się popłakałem ze śmiechu. „Czasami mnie rozwalasz, człowieku...
   - Raczej z nas wszystkich – uśmiechnęła się. – Nie da się ukryć, że musimy ciekawie wyglądać w ciuchach Louisa...
   Zauważyłem, że każdy jakoś uważniej się sobie przyjrzał, a także pozostałym i po chwili rechotali razem ze mną. Tylko biedny Zayn, który swoją drogą jako jedyny zachował własne ciuchy, usiłował za wszelką cenę zachować spokój wiedząc, jakim bólem przypłaci wybuch radości. Aż mi go było szkoda, gdy widziałem łzy w jego oczach.
   - Musimy zrobić zdjęcie – zadecydowałem, gdy już udało mi się trochę uspokoić. – Taką imprezką trzeba się pochwalić...
   - Ja wam zrobię – zaofiarował się Zi ostrożnie podnosząc się z kanapy. – I tak jako jedyny odstawałbym od was...
   - To musimy zrobić dwa – odezwała się szybko Katy. – Ja chcę zdjęcie z Zaynem. Będę mogła wysłać je Alex – uśmiechnęła się promiennie.
   Zerknąłem na przyjaciela, który z głupkowatym wyrazem twarzy stał i patrzył się na nią jak zaczarowany. „Tak się uszczęśliwia faceta jednym zdaniem” stwierdziłem. Nie dało się ukryć, że ma słabość do tej małej... Wciąż taka jedna myśl nie dawała mi spokoju, gdy patrzyłem na niego...
   - Niall, to chcesz być na tym zdjęciu, czy nie? – Harry rzucił we mnie poduszką wyrywając mnie z mojej głowy. – Rusz to swoje ciężkie dupsko...
   - Chyba mówisz o swoim – zaśmiałem się i praktycznie usiadłem mu na kolanach. – A teraz ładnie przeproś, że obrażasz te seksowne pośladki...
   - Chyba sobie żartujesz – parsknął. – Zejdź ze mnie. Ważysz jakaś tonę – narzekał próbując mnie zepchnąć na podłogę, ale dzielnie walczyłem o zachowanie pozycji.
   - Matko – zaśmiał się Zi pod nosem. – To zdjęcie wyszło genialnie. Chociaż ci dwaj wyglądają na nim jakby się gwałcili, ale i tak nieźle...
   - Daj zobaczyć! – wyciągnąłem rękę po telefon. – Zaklepuję tą fotkę! – krzyknąłem szybko ją wysyłając na moją komórkę i już po chwili dodawałem zdjęcie na Twittera.
   - Robimy następne – zarządziła Dani podając mu swój telefon. – Ja też chcę mieć pamiątkę.
   No i miały być dwa zdjęcia, a skończyło się na ponad półgodzinnej sesji fotograficznej, podczas której zmienialiśmy nie tylko pozy na co raz głupsze, ale i fotografów, by każdy był choć na kilku. Jak się okazało nasza impreza została tłumnie zareklamowana w internecie, ponieważ każdy, z wyjątkiem Katy oczywiście, umieścił przynajmniej jedną fotkę w sieci.
   - To trochę niesprawiedliwe, że ja jestem na wszystkich zdjęciach – westchnęła Katy. – Dlaczego mi nie wierzycie, kiedy mówię, że byłabym świetnym fotografem? – udawała, że strzela „focha”, ale roześmiane oczy ją zdradzały.
   - Wierzę ci, skarbie – Lou wciągnął ją sobie na kolana i coś jej szepnął do ucha. Czerwone policzki i przygryziona dolna warga dobitnie wskazywały, że musiał jej coś ciekawego zaproponować. „Może prywatna sesja w sypialni?” zaśmiałem się do swoich myśli.
   - Wypadałoby się powoli zbierać, co kochanie – odezwał się Liam po jakimś czasie widząc, że Dani praktycznie zasypia oparta o jego bok.
   - Skoro musimy... – mruknęła dziewczyna zaspanym głosem i tylko wtuliła się w niego bardziej. – To była świetna impreza. Musimy ją koniecznie powtórzyć. Może u nas następnym razem? Co wy na to?
   - Ale powiedzcie, że nie macie basenu w domu – zaśmiała się Katy.
   - Nie mamy – zapewniła ją Danielle. – U nas co najwyżej mogą nas wyrzucić przez okno. Ale nie martw się... Krzaki zamortyzują upadek, jakby co.
   - Możesz jej wierzyć na słowo, bo już to kiedyś testowała – zaśmiał się Liam za co oberwał łokciem w żebra. – No co? Przecież prawdę mówię...
   - Lepiej powiedz przez kogo musiałam wychodzić przez okno – spojrzała na niego wymownie, a mu od razu mina zrzedła. – To rozumiem, że jesteśmy umówieni?
   Pomysł kolejnej wyżerki spotkał się z ogólną akceptacją i szczegóły mieliśmy ustalić w najbliższym czasie.
   - Zamówię wam taksówki – zaoferował się Louis sięgając po telefon. Zauważyłem, że Katy również wygląda na wyczerpaną, gdy tak opiera się o niego i usilnie walczy z opadającymi powiekami. „To był dla niej zdecydowanie długi dzień... I w dodatku pełen wrażeń” zaśmiałem się na wspomnienie odwiedzin rodzinki Tomlinsona, którą to zrelacjonowali nam jakiś czas temu.
   - Przypominam tylko, że widzimy się o dziesiątej w centrum – odezwał się Liam jak zawsze martwiąc się o to, czy aby o wszystkim pamiętamy. – I wydaje mi się, że nie skończymy przed szóstą...
   - Tego już nie musiałeś dodawać – jęknął Harry z miną cierpiętnika.
   - A co ty będziesz jutro robić, Kate? – Danielle nagle wydawała się bardzo rozbudzona. – Bo chyba nie będą cię ze sobą ciągać tyle godzin?
   - Zawsze mogę posiedzieć w domu i poczytać książkę, którą mi przynieśliście... – Katy posłała jej delikatny uśmiech.
   - A nie wolałabyś spędzić tego dnia ze mną? – widać było, że Dan już się zapaliła do tego pomysłu. – Będzie fajnie...
   - No, nie wiem... – uniosła twarz ku Louisowi, który wyglądał na trochę zakłopotanego. Pewnie z jednej strony chciałby ją mieć cały dzień przy sobie, ale z drugiej... Takie wyjście mogłoby być całkiem niezłym pomysłem. Zauważyłem, że Danielle pokazuje coś do niego na migi. „Czyżby chodziło o ciuchy?” próbowałem odgadnąć to kalambury.
   - A co masz w planach? – zwrócił się do Dani z wciąż zatroskanym wyrazem twarzy.
   - Jutro robię sobie dzień piękności i może jakieś małe zakupy zaliczę... – uśmiechnęła się. – Na pewno będziesz się lepiej bawić niż z tymi wariatami, Kate... – zapewniła. – Moja znajoma pracuje w spa. We wtorki rano nie ma tam praktycznie żywej duszy. Posiedzimy, wypijemy kawę, zrelaksujemy się i nagadamy się za wszystkie czasy... – przekonywała. – Zgódź się, proszę.
   - Ale ja... – Katy wyglądała na zakłopotaną. „Ale nie wystraszoną...” zauważyłem. Louis próbował odczytać odpowiedź z jej twarzy.
   - Chcesz spróbować, prawda? – zapytał cicho po chwili, a ona delikatnie skinęła głową jednocześnie wzruszając ramionami. „To znaczy tak, czy nie?” – Ale koniecznie musicie zabrać ze sobą Marka – dodał szybko. Powiedzieć, że nie był za bardzo zapalony do tego ich wspólnego wyjścia byłoby małym niedomówieniem. „Pewnie będzie nie do wytrzymania przez cały dzień...” zauważyłem odkrywczo.
   - Jakiego Marka? – zdziwiła się Danielle.
   - Ochroniarza Kate – wtrącił cicho Liam i dał jej głową znak, że powinna się na to zgodzić. Zresztą nie ma innej opcji. Sam bym jej nigdzie nie puścił bez niego.
   - A tak, już pamiętam. Mówiłeś mi o nim – uśmiechnęła się. – Nie ma problemu. Przyda się nam ktoś do noszenia zakupów – zaśmiała się. – Będzie fajnie, Kate, zobaczysz...
   W tym momencie komórka Louisa obwieściła, że nasze rydwany nadjechały i rozpoczął się długi proces żegnania się, co samo w sobie zawsze mnie bawi, bo przecież zobaczymy się już za kilka godzin. Louis oczywiście nie omieszkał nam szczegółowo opowiedzieć, co takiego strasznego nam zrobi jeśli nie zwrócimy jego cennych ciuchów w jednym kawałku. Jeszcze w drzwiach umawiał się z Dani odnośnie jutrzejszego wyjścia.
   Musieliśmy wyglądać przekomicznie idąc do bramy w tych jakże szałowych ciuchach. Każdy w luźnych dresach i podkoszulku, a także boso lub jak w moim przypadku w skarpetkach. No i Danielle, której szpilki wyglądały po prostu bajecznie z za dużymi spodniami. „Ciekawe ile zdjęć z tego naszego marszu chwały ukaże się w najbliższym czasie w sieci?” zaśmiałem się. A jeszcze ciekawsze powinny być komentarze pod takimi fotkami...
   Rozsiadając się wygodnie na siedzeniu i podając kierowcy adres jeszcze raz spojrzałem na parę przyjaciół stojącą w drzwiach. „Ich dom...” powiedziałem w myślach. „Twój dom, Katy...” uśmiechnąłem się widząc, że dziewczyna macha nam na do widzenia. Z całej jej sylwetki biło niczym nie zmącone szczęście. „Cudowny widok...” Mógłbym go oglądać codziennie. I choć wiedziałem, że dziewczyna nie może mnie zobaczyć, machałem do niej jak oszalały...
   - Przyjaciółka? – zagadnął zaciekawiony kierowca.
   - Siostra...

piątek, 15 marca 2013

46



   Sam nie wiem, co mnie obudziło. Może to było to cudowne łaskotanie włosów na mojej szyi, a może te delikatne paluszki rysujące jakieś tajemnicze znaki na moim brzuchu... Zresztą nie ważne, co to było. Ważne, że znaczyło, iż ona naprawdę jest tu ze mną... „Przez chwilę myślałem, że to tylko piękny sen...
   - Dzień dobry – powiedziałem wciąż zaspanym głosem. Przeciągnąłem się, ostrożnie przytulając ją do siebie.
   - Dzień dobry – uniosła głowę i „spojrzała” na mnie uśmiechając się, a moje serce fikało właśnie koziołki...
   - Dobrze spałaś? Pierwsza noc w nowym domu... – założyłem jej kilka kosmyków za ucho. – Coś ci się śniło? – momentalnie jej policzki zrobiły się cudownie czerwone. Zadrżałem, gdy przygryzła dolną wargę w zawstydzeniu. „O Boże... Nie rób mi tego na dzień dobry, kochanie...” – Coś przyjemnego? – drążyłem pogłębiając tylko jej rumieniec. – Powiedz... Nie daj się prosić... – przejechałem kciukiem po tych ustach, które doprowadzały mnie do szaleństwa. Zauważyłem wesoły błysk w jej oczach. Uśmiechnęła się zbliżając swoją twarz do mojej.
   - Domyśl się – szepnęła tuż przy moich ustach.
   Milion pomysłów wypełniło moją głowę w ułamku sekundy, ale przecież ona na pewno nie miała na myśli czegoś takiego. „No raczej” odezwało się moje drugie ja. „Tylko ty masz tu takie zboczone pomysły...” Uśmiechnąłem się unosząc głowę, by złączyć nasze wargi w delikatnym pocałunku. Aż jęknąłem z rozkoszy, gdy poczułem jej język nieśmiało zapraszający mój do wspólnego tańca. Przejechałem palcami wzdłuż jej pleców. Czułem, że zaciska piąstkę na mojej koszulce. Przekręciłem nas i teraz to ja pochylałem się nad nią. Drżała w moich ramionach, gdy głaskałem dłonią delikatną skórę jej ud. Jej piękne ciało tuż pod moim... „Boże, jestem w niebie...” Pogłębiłem pocałunek w momencie, gdy poczułem jej paluszki nieśmiało wślizgujące się pod moją koszulkę. „O, tak!” zawyłem z radości. „Takie poranki, to ja rozumiem...” zaśmiał się ten wredny głos w mojej głowie, gdy jej biodra uniosły się lekko. Jęknąłem prosto w jej usta.
   - Kate... – wyszeptałem próbując ubrać myśli w słowa. – Jesteś... – moją jakże elokwentną wypowiedź przerwał dźwięk, którego nie mogłem zignorować. Chociaż naprawdę, naprawdę chciałem... – Jesteś głodna – uśmiechnąłem się wciąż nie odrywając wzroku od jej twarzy. Te czerwone wargi kusiły mnie, przyzywały... „Zdecydowanie muszę się ruszyć, póki jeszcze jestem w stanie to zrobić” zadecydowałem. „Jeszcze chwila i rzucę się na nią jak jakieś wygłodzone zwierzę.” – Muszę przyznać, że ja też. Chodź. Poszukamy czegoś nadającego się do zjedzenia...
   - Powinnam się ubrać... – powiedziała przeciągając się pode mną. „W najbardziej podniecający sposób jaki można sobie wyobrazić...” Właśnie zbliżałem się niebezpiecznie do poziomu wrzenia...
   - Później... – podniosłem się szybko ciągnąc ją za sobą. – Teraz idziemy jeść – zadecydowałem skradając jeszcze jednego całusa. – Potem będziesz mogła wziąć prysznic, ubrać się i co tam jeszcze chcesz... A następnie twój osobisty przewodnik zabierze cię na wycieczkę, po tym wciąż jeszcze czystym domu...
   - Wciąż jeszcze? – zaśmiała się splatając nasze palce i dając mi się prowadzić. – Ma się to zmienić w najbliższym czasie?
   - Goście przychodzą wieczorem – przypomniałem kierując się do kuchni. – Więc jakby co, to zwalę wszystko na nich...
   - Taki z pana spryciarz, panie Tomlinson? – posłała mi buziaka. – Goście w końcu pójdą, a ty zostaniesz z bałaganem do sprzątnięcia. A do piątku daleko...
   - Mówiłem, że jeśli trzeba, to może przychodzić częściej? – rozejrzałem się po pomieszczeniu. – To zobaczmy, co mamy do jedzenia...
   Zacząłem przetrząsać szafki szukając czegoś, co mogłem zaserwować na śniadanie. Prawdę mówiąc coś czułem, że skończy się na płatkach z mlekiem, ale jeszcze nie traciłem nadziei, że uda mi się znaleźć coś innego. Usłyszałem ciche syknięcie i odwróciłem się gwałtownie. Cały czas myślałem, że Kate stoi obok mnie, ale jak się okazało wybrała się na samodzielne zwiedzanie kuchni.
   - Nic mi nie jest – uśmiechnęła się rozmasowując bosą stopę. – Zastanawiałeś się kiedyś nad tym, po co nam są te małe palce u nóg? Gdyby nie one, uniknęlibyśmy wielu bardzo bolesnych spotkań...
   - Myślę, że bolałoby równie mocno, gdybyś uderzyła się w inny palec – zaśmiałem się nad tym jej pomysłem. – To skoro już sprawdziłaś na własnej skórze, że mamy wyspę pośrodku kuchni, to może chcesz zapoznać się z resztą pomieszczenia? No chyba, że będziesz dalej sprawdzać tą swoją teorię w praktyce...
   Opisałem jej dokładnie wszystko, co tylko przyszło mi do głowy, kładąc jej dłoń na wymienianych przeze mnie elementach. Zachwycała się każdym nowo odkrytym przedmiotem. Zajęło to dosłownie kilka minut i z dumą mogłem patrzeć jak napełnia czajnik wodą i ostrożnie kładzie go na podstawce.
   - A gdzie masz herbatę? – odwróciła się w moją stronę posyłając mi wesołe „spojrzenie”. Nie mogłem oderwać od niej wzroku. „Ani cienia smutku, czy strachu...” Tak bardzo chciałem, by tak już zostało. – Śpisz?
   - Nie... – podszedłem do niej i zamknąłem w mocnym uścisku. – Zastanawiam się po co nam herbata do płatków... – powiedziałem cicho wprost do jej ucha przygryzając je delikatnie. Zadrżała w moich ramionach, a ja cieszyłem się jak dziecko z tej reakcji. Odnalazłem te słodkie wargi i już nic nie mogło mnie powstrzymać przed ich posmakowaniem. Uśmiechnąłem się, gdy odwzajemniła pocałunek równie żarliwie co poprzednio. Przeniosłem dłonie na jej talię, by po chwili unieść ją i posadzić na blacie. Pisnęła cicho prosto w moje usta, gdy jej rozpalona skóra spotkała się z zimnym kamieniem. Stanąłem między jej nogami pieszcząc palcami gładkie uda. W duchu dziękowałem Horanowi za to, że koszulka, którą podarował Kate okazała się być taka krótka. Gdy stała, sięgała jej ledwo za pupę. Teraz... „Pewnie i tak zaraz ją z niej zedrzesz...” I znów ten głos, ale trzeba mu przyznać, że coś takiego właśnie miałem w planach. Wsunąłem dłonie pod jej kolana pokazując, by objęła mnie nogami. Zrobiła to tak ochoczo i jednocześnie przyciągając mnie do siebie, iż byłem prawie pewien, że mój przyjaciel drgnął z tej radości jaka mnie wypełniała. „O matko...” Zabłądziłem dłońmi pod materiał jej bluzki czując pod palcami fakturę opatrunków. Dotykałem jej tak delikatnie jak tylko potrafiłem cały czas zatracając się w naszych pocałunkach. I chciałem więcej. „Dużo więcej” dodało to wredne ja, ale tym razem również musiałem się z nim zgodzić. Poczułem jak przeszył ją dreszcz i przywarła mocniej do mojego ciała. „O tak...
   - Lou... – wyszeptała mi prosto w usta sztywniejąc w moich ramionach. „Co jest...
   - Niespodzianka! – głośny okrzyk bliźniaczek wprawił mnie w osłupienie. „O ja pier...” zawyłem z rozpaczy. Kate zamarła w moich ramionach. Trzęsła się, ale naprawdę miałem nadzieję, że to efekt naszych pieszczot, a nie strach przed dziewczynkami. Oparłem czoło o jej próbując się uspokoić, bo w tym momencie naprawdę miałem wielką ochotę wskazać gościom drzwi. „Zmienić kombinację. Zabrać klucze...” w głowie robiłem listę niezbędnych „ulepszeń”.
   - Louis? – zdziwiony ton głosu mojej mamy wyrwał mnie z tego transu, w którym byłem jeszcze przed chwilą.
   - Wszystko dobrze, kochanie – szepnąłem Kate do ucha próbując ją uspokoić. – Mamo... – odwróciłem się zasłaniając sobą dziewczynę. Wiedziałem, że jej policzki płoną teraz najprawdziwszą czerwienią. Zacisnęła palce na mojej koszulce jakby chciała mi dać do zrozumienia, że mam się nie ruszać. Spojrzałem w szeroko otwarte oczy mojej rodzicielki. Zauważyłem również zaciekawione spojrzenia posyłane przez moje siostry i to bynajmniej nie w moją stronę. – Rzeczywiście niespodzianka – uśmiechnąłem się. „Jak cholera.” – Nie mówiłaś, że przyjedziecie...
   - Tak... – wpatrywała się we mnie uważnie jakby chciała w mojej twarzy znaleźć odpowiedzi na te wszystkie pytania, które pewnie kłębiły jej się w głowie. – Dziewczynki przeczytały, że mieliście wypadek. Wprawdzie Paul nas uspokoił mówiąc, że nic ci się nie stało, ale chciałyśmy same się przekonać... – tłumaczyła zerkając co chwilę za moje plecy. – Mogłam zadzwonić, przepraszam...
   - Nic się nie stało – uśmiechnąłem się sięgając do tyłu po dłoń Kate i ściskając ją delikatnie. Odwzajemniła uścisk. – Jesteśmy cali i zdrowi. W sumie dzięki Zaynowi. On najbardziej oberwał, ale tak go nafaszerowali lekami przeciwbólowymi, że pewnie nawet tego nie czuje... – zapewniłem ją jednocześnie pomagając swojej dziewczynie stanąć na nogach. Objąłem ją ramieniem przytulając mocno do siebie. – Mamo, dziewczyny... Poznajcie Kate. Skarbie... To moja mama, Jay i moje siostry... Lottie, Fizzy, Daisy i Phoebe... – „Czy można sobie wyobrazić bardziej niezręczny moment na przedstawienie rodzinie swojej nowej dziewczyny?” jęknąłem w myślach. „Nie sądzę, stary...
   - Miło mi was poznać... – powiedziała uśmiechając się nieśmiało. Na jej twarzy wciąż gościł rumieniec. „Muszę ją stąd ewakuować zanim moja mama się rozkręci...
   - Nam też bardzo jest miło... I przepraszamy, że tak z zaskoczenia...
   - Właśnie mieliśmy zrobić śniadanie... – zacząłem i od razu poczułem zaciskające się palce Kate. Mogłem zauważyć jak pogłębia się jej rumieniec, a mina mojej mamy tylko potwierdziła mi to, co moja dziewczyna chciała mi przekazać. – To może my pójdziemy na górę się ubrać, a wy się rozgośćcie...
   - To całkiem dobry pomysł – zaśmiała się Lottie, ale umilkła, gdy posłałem jej najbardziej mordercze spojrzenie z mojego repertuaru.
   Nie wypuszczając ani na chwilę dłoni Kate okrążyłem wyspę z drugiej strony tak, by nie przeciskać się między moją rodziną. Gdy tylko wyszliśmy z kuchni usłyszałem podekscytowane szepty. Po chwili byliśmy w sypialni.
   - Wszystko w porządku, kochanie? – ująłem ją pod brodę. W jej oczach szukałem odpowiedzi. Wzięła głęboki oddech.
   - Jak ja się teraz twojej mamie na oczy pokażę? – powiedziała cicho i przygryzła wargę.
   - Nic się przecież nie stało – posadziłem ją na łóżku i ukląkłem na dywanie przed nią. – W sumie to mieliśmy szczęście, że bliźniaczki wpadły przodem z tą niespodzianką...
   - Szczęście? – zdziwiła się.
   - Chwilę później nie miałabyś już na sobie tej bluzki – zaśmiałem się. – Dokładnie w tamtym momencie rozważałem zerwanie jej z ciebie. Pomyśl, co wtedy by było...
   - Lepiej nie – uśmiechnęła się i w końcu mogłem zobaczyć ten wesoły błysk w jej oczach. – Czyli miałam szczęście, tak?
   - Ogromne – zapewniłem ją, delikatnie całując. – Chociaż wciąż mam ochotę zedrzeć z ciebie tą koszulkę...
   - Innym razem – puściła do mnie oczko. – Ale tylko pod warunkiem, że ja będę mogła pozbawić cię twojej...
   - Na takie warunki muszę się zgodzić – zaśmiałem się. „Powinieneś dodać, że o niczym innym nie marzysz...” znów ten głos. „Niech, ktoś go wyłączy... Błagam...” Skradłem jeszcze jednego całusa. „Chciałbyś.

   - Gdzie dziewczynki? – zapytałem wchodząc do kuchni. Wiedziałem, że nie minie mnie ta rozmowa i chciałem mieć ją jak najszybciej za sobą. Najlepiej jeszcze zanim Kate zejdzie na dół.
   - Miały iść się przejść... – zaczęła mama posyłając mi rozbawione spojrzenie. – Ale gdybym miała obstawiać, to właśnie nas podsłuchują...
   - Wcale, że nie! – usłyszałem oburzony głos siostry dochodzący zza barku.
   - Daisy... – jęknęła Lottie prostując się.
   - To już się nie chowamy? – zapytała konspiracyjnym szeptem Phoebe.
   - Już nie musicie – zaśmiałem się. – Kryjówka spalona.
   - To twoja nowa dziewczyna? – Fizzy postanowiła od razu przejść do rzeczy. – Ładna...
   - Tak – uśmiechnąłem się do siostry. – Jest ładna... – „Piękna...” sprostowałem w myślach. Spojrzałem na mamę, która przyglądała mi się z zaciekawieniem. – I jest moją dziewczyną.
   - Wiedziałam! – wykrzyknęła Lottie ciesząc się jakby właśnie wygrała milion funtów. – Mówiłam wam! Od razu jak zobaczyłam te zdjęcia w internecie! Mówiłam! A wy mi nie wierzyłyście! I kto miał rację? No kto?
   - Ty miałaś – westchnęła mama uśmiechając się do niej. – A teraz, czy mogę w końcu porozmawiać z waszym bratem? – dziewczynki wyszły z kuchni i po chwili dało się słyszeć dźwięki dobiegające z telewizora. – Od kiedy jesteście razem?
   - Od niedawna... – odpowiedziałem wymijająco. Znałem tę kobietę równie dobrze jak siebie. Wiedziałem na co się zanosi. – Zakochałem się...
   - Nie wiedziałam, że rozstałeś się z Eleanor. Nic nam nie powiedziałeś... – wbiła we mnie to swoje przenikliwe spojrzenie dając mi do zrozumienia, że zataiłem coś tak ważnego. – Gdy Lottie pokazała mi te zdjęcia, nie wiedziałam co myśleć. Były takie oczywiste... – westchnęła. – Aż dziw bierze, że wasze fanki jeszcze na to nie wpadły.
   - W końcu się domyślą – uśmiechnąłem się. – Zresztą nie mam zamiaru tego ukrywać. Nie chcę rozmawiać o Els, mamo. To już zamknięty rozdział. Od dawna nam się nie układało. Po prostu nie wyszło nam – wzruszyłem ramionami. – Za to Kate... – odetchnąłem pełną piersią wiedząc, że pewnie wyglądam właśnie jak zakochany idiota szczerzący się do swoich myśli. „Ni mniej, ni więcej...” – Jest niesamowita... – spojrzałem w oczy mojej matki. – To najcudowniejsza osoba jaką w życiu spotkałem i jest moja... – odetchnąłem ze wzruszenia, gdy głos załamał mi się na ostatnim słowie. – Potrafisz sobie wyobrazić jaki jestem szczęśliwy, że pokochała mnie po tym wszystkim co przeszła?
   - Nie potrafię sobie wyobrazić, że ktokolwiek mógłby cię nie pokochać, synku – objęła mnie ramieniem.
   - Mówisz tak, bo musisz – zaśmiałem się przytulając ją do swego boku. – W końcu jesteś moją matką.
   - Nie. Mówię tak, bo to najprawdziwsza prawda. I... – uśmiechnęła się mierzwiąc mi włosy – bo jestem twoją matką.
   - Przepraszam, że ci nie powiedziałem – westchnąłem. Wiedziałem, że właśnie to zabolało ją najbardziej. – Dużo się działo w ostatnich tygodniach i prawdę mówiąc nie pomyślałem nawet o tym... – Teraz było mi strasznie głupio z tego powodu. No, ale przecież czasu już nie cofnę... – Mieliśmy dużo pracy i poznałem Kate i... – uśmiechnąłem się do swoich myśli – i...
   - Zakochałeś się... – słysząc te słowa w jej ustach momentalnie wyszczerzyłem zęby w jeszcze większym uśmiechu. – To widać, Lou. Nawet ślepy by to zauważył. Promieniejesz... – zadrżałem na te słowa. „Ona nie wiedziała...
   - Nie mów tak... – powiedziałem cicho.
   - Jak? – zdziwiła się. Patrzyła teraz na mnie w skupieniu nic nie rozumiejąc z mojego zachowania. Spojrzałem w jej oczy...
   - Ona...
   - Gdzie dziewczyny? – Lottie zdecydowanie ma niezłe wyczucie czasu, to muszę jej przyznać...
   - Przecież były z tobą... – spojrzałem na nią zdezorientowany. Gdy dotarło do mnie znaczenie jej słów, zerwałem się na równe nogi i pobiegłem na górę przeskakując po dwa stopnie. Wpadłem do sypialni prawie wyrywając drzwi z zawiasów. – Kate?


   Opierałam czoło o drzwi łazienki i zastanawiałam się, czy nie dobrym pomysłem byłoby zostać w niej dopóki rodzina Louisa sobie nie pojedzie. Słyszałam głosy dochodzące z sypialni i po prostu panikowałam na samą myśl, że miałabym stanąć twarzą w twarz z jego siostrami. „Przecież to tylko dzieci, głupia...” Zacisnęłam dłoń na klamce jeszcze raz szukając w głowie dobrego powodu, by nie opuszczać tego pomieszczenia. „Idiotka... Rusz tyłek, to tylko dziewczynki, a nie diabeł wcielony...” Czasami sama nie wiem, czy te moje drugie ja jest całkiem normalne. Otworzyłam drzwi...
   - Nareszcie... – ktoś najwyraźniej się niecierpliwił. – Ile można siedzieć w łazience?
   - Cicho bądź, głupia... – siostry najwyraźniej nie szczędziły sobie komplementów. Stałam przed nimi wycierając spocone dłonie w dżinsy. – Jestem Daisy, a to Phoebe. Pograsz z nami?
   - Miło mi was poznać dziewczynki – próbowałam uśmiechem pokryć zdenerwowanie. – Ja jestem Kate...
   - No przecież wiemy... – zaśmiała się jedna z nich. – Lou rozmawia z mamą. Strasznie długo to trwa... Nudzimy się. To zagrasz z nami?
   - Nie wiem, czy będę potrafiła... – odpowiedziałam powoli, w głowie cały czas mając słowa dziewczynki. „Lou wciąż rozmawia z mamą...” powtórzyłam w myślach. „O Boże! A jeśli ona mu powie, że powinien mnie odesłać tam gdzie mnie znalazł?” zatrzęsłam się ze strachu. „Tyle razy mówił, jakie to one są dla niego ważne... A która matka by chciała dla swojego syna takiego kogoś jak ja?” Prawie wyskoczyłam ze skóry, gdy jedna z dziewczynek wsunęła swoją dłoń w moją.
   - Na pewno sobie poradzisz – zapewniła mnie ciągnąc w stronę drzwi. – Phoebe zawsze jest w drużynie z Fizzy i mnie ogrywają, a z tobą przynajmniej będę miała jakieś szanse...
   - Żebyś się nie zdziwiła... – mruknęłam pod nosem posłusznie idąc za nią i modląc się w duchu, by na drodze nie wyrosły żadne przeszkody. Raczej nie miałam dzisiaj w planie złamać sobie karku.
   - Co? – Daisy prowadziła mnie przez górny salon, by po chwili otworzyć jakieś drzwi i prawie wepchnąć mnie do środka.
   - Nareszcie... – Fizzy chyba już nie mogła się nas doczekać.
   - Wydaję mi się, że nie będę bardzo pomocna – uśmiechnęłam się. „Po prostu powiedz jej, że jesteś ślepa jak kret i większe szanse będzie miała jak będziesz w zespole z jej siostrą” ten głos w mojej głowie naprawdę potrafi podciąć skrzydła. – A co to za gra?
   - Stoisz przed nią – zaśmiała się Phoebe. „Lou... Gdzie jesteś?” Wyciągnęłam przed siebie dłoń od razu natrafiając na zimną powierzchnię. – My gramy białymi.
   - My chcemy! – zawołała Daisy. – Dlaczego zawsze ja muszę grać niebieskimi?
   - Bo tak mi się podoba. – „Idealna odpowiedź, nie ma co” nie mogłam się nie zaśmiać z tej ich logiki. „Co to za gra?” – Grałaś kiedyś w piłkarzyki, Kate?
   - Niestety nie... – odpowiedziałam powoli. „Już poległam...” – A wasza siostra nie byłaby tutaj bardziej pomocna? – zapytałam. Zapadła dziwna cisza i byłam prawie pewna, że dziewczynki posyłają sobie jakieś wielce wymowne spojrzenia.
   - Jeśli nie chcesz się z nami bawić, to nie musisz... – Daisy brzmiała na bardzo zawiedzioną. „Brawo! Prawdziwa mistrzyni z ciebie. Pięć minut i już zniechęciłaś do siebie trzy osoby...
   - Bardzo chcę. I naprawdę chcę być z tobą w drużynie – uśmiechnęłam się do niej tak szczerze jak tylko potrafiłam. – Tylko naprawdę nie wiem, czy sobie poradzę... – „No po prostu to powiedz... Przecież to nie są małe dzieci.” – Do tej gry raczej potrzebny jest dobry refleks i oczy...
   - No... – potwierdziła. – Damy radę.
   - Nawet bez moich oczu? – zapytałam.
   - Co? – usłyszałam zdziwiony głos Fizzy, a także kroki i wiedziałam, że ona właśnie okrąża stół, by podejść do nas. Gdy poczułam powiew powietrza na twarzy byłam pewna, że najstarsza z sióstr już się domyśliła. – Naprawdę?
   - Naprawdę – pokiwałam głową starając się być tak przyjazną jak to tylko możliwe. – Chętnie z wami zagram, ale wydaje mi się, że będę bardziej przeszkadzać, niż pomagać.
   - Nie możesz grać, bo jesteś ślepa? – Phoebe miała cudowny charakter. „Cały Louis...” Mówiła to, co akurat pomyślała.
   - Nie mówi się ślepa, bo to brzydko – poprawiła ją cicho Fizzy.
   - Mogę grać, tylko raczej jesteśmy bez szans, bo nie zobaczę piłki... – tłumaczyłam.
   - To lepiej dla nas – ucieszyła się bliźniaczka. „A nie mówiłam? Mała wersja brata...
   - Zdecydowanie macie wygraną w kieszenie – zaśmiałam się. – Daisy, a może jest jakaś inna gra, którą lubisz? Coś z czym sobie poradzę?
   - Rycerze! – zawołała Phoebe.
   I znów byłam ciągnięta przez salon w kierunku kolejnego pomieszczenia. „Boże, ten dom jest ogromny...” jęknęłam w myślach. Przy okazji zaliczyłam bliższe i bardzo bolesne spotkanie z szafką i jestem pewna, że pozostanie mi po nim niezły siniak. „Dobrze, że przynajmniej w niewidocznym miejscu” pomyślałam masując udo i powstrzymując cisnące się do oczu łzy.
   - Przepraszam, że cię tak ciągnęłam... – Daisy stała przy mnie zmartwiona. – Nic ci się nie stało, Kate?
   - Wszystko w porządku – wyciągnęłam do niej dłoń. – Co to za rycerze?
   - Zaraz się przekonasz...
   Kolejne drzwi i kolejny tajemniczy pokój. Tu także pachniało kwiatami. Zdążyłam już zauważyć, że cały dom był przesiąknięty tym zapachem...
   - Trzymaj – Fizzy wcisnęła mi w dłonie jakiś plastikowy przedmiot, po czym włączyła telewizor i po chwili dało się słyszeć jakąś melodię rodem z horroru. – Gracie pierwsze. A my będziemy wam pomagać.
   - Co to jest? – zapytałam badając gładką powierzchnię. – Jak pomagać...
   - To miecz – Daisy stanęła obok mnie. „I to niby ma być gra bardziej dla mnie?” Bałam się, że mama Louisa będzie mnie chciała wysłać jak najdalej stąd, ale wychodzi na to, że szybciej jego siostry skrócą mnie o głowę... – Idzie się przez labirynt i zabija potwory.
   - Ale przecież ja ich nie zobaczę – jęknęłam obracając się w stronę starszej dziewczynki.
   - Daisy też ich nigdy nie widzi na czas, wiec będziemy wam krzyczeć z której są strony, wy tylko machajcie mieczami – tłumaczyła Fizzy. „Hmmm... To brzmiało nawet prosto...” przyznałam w myślach. „Za prosto...


   Gdy zobaczyłem pustą łazienkę, a także ani śladu Kate w sypialni już byłem pewien, że porwały ją moje siostry. Mama patrzyła na mnie zdziwiona jakby chciała zapytać, dlaczego tak panikuję, ale wciąż jeszcze się powstrzymywała. „Ale już nie długo...” Widziałem to w jej oczach.
   Huk dobiegający zza drzwi jednej z sypialni, a po chwili głośny śmiech powiedziały mi, gdzie są dziewczyny. Pytanie tylko, czy Kate była z nimi... „No raczej nie uciekła...” Dopadłem klamki dosłownie w dwóch susach i prawie wpadłem do pokoju, który umownie należał do Lottie i Fizzy. Oparłem się ciężko o drzwi i nie mogłem się nie zaśmiać na ten widok, który miałem przed oczami. Kate i Phoebe stojąc plecami do siebie dzielnie walczyły z potworami wymachując mieczami jak opętane. Pewnie zamiarem pozostałej dwójki było im podpowiadać, ale przekrzykiwanie siebie komendami raczej na niewiele się zdało.
   - Skaleczyłaś ją w ramię! – krzyknęła Daisy podskakując na łóżku pod oknem. – Jesteś ślepa? Nie masz zabić Kate!
   - To niechcący – tłumaczyła się zaczerwieniona od wysiłku Phoebe nie przestając machać kontrolerem. – Nic ci nie jest?
   - Wszystko dobrze – wysapała Kate uśmiechając się do niej. – Nie ma krwi, więc nie jest źle. To tylko draśnięcie.
   Roześmiały się obie po tych słowach, ale momentalnie przerwały, gdy głośny pisk Daisy obwieścił pojawienie się kolejnych przeciwników.
   - Przed tobą, Kate! I za tobą! Z lewej! – krzyczała wciąż skacząc po łóżku. „Aż dziw bierze, że jeszcze go nie połamała” zaśmiałem się.
   - Z prawej – poprawiła ją Lottie przechodząc obok mnie i siadając na oparciu fotela obok siostry.
   - No przecież mówię, że z prawej! – machała rękoma. – Zabij go! Nad tobą! Szybko! Phoebe, rozwal go! Ale nie Kate! No i co zrobiłaś?! – zawyła zeskakując z łóżka i biegnąc do mamy.
   - Chyba twój własny pomocnik cię rozwalił, skarbie – odezwałem się podchodząc bliżej i odbierając zabawkę z jej rąk. – Ale i tak jestem pod ogromnym wrażeniem. Trzeci poziom? No, no... Kto by pomyślał, że masz zadatki na rycerza...
   - Dzięki – roześmiała się. – Ale to ja byłam pomocnikiem. Phoebe była dowódcą.
   - No właśnie – potwierdziła moja siostra obejmując Kate w pasie. – Ale fajnie się z tobą grało.
   - Bardzo fajnie – dziewczyna posłała jej uśmiech pełen szczęścia. – Jesteś dobrą nauczycielką.
   - Się wie – ucieszyła się i pobiegła do mamy, która wciąż stała w drzwiach. – A wiesz, że Kate jest ślepa?
   - Phoebe... – jęknęła Fizzy.
   - Ups... – zawstydziła się. – Przepraszam... Niewidoma...
   - Nie wiedziałam... – usłyszałem cichy głos mojej rodzicielki i poczułem, że wbija we mnie zaciekawione spojrzenie. Kate ścisnęła moją dłoń i to w jej oczy teraz się wpatrywałem. Zamknąłem ją w objęciach i złożyłem delikatny pocałunek na tych drżących wargach. Byłem prawie pewien, że to ze zmęczenia. „Prawie...” – To co z tym waszym śniadaniem?
   - Obawiam się, że są tylko płatki – w końcu odważyłem się spojrzeć na mamę, a ona stała w drzwiach i uśmiechała się. „Może nie będzie tak źle?” – Tylko, że mleko jakoś wyparowało...
   - Zdecydowanie potrzebujecie iść na zakupy – stwierdziła zaganiając dziewczynki na dół. – No już... I nie marudzić mi tu. Gdzie miałyście siedzieć?
   - Ale mamo... – jęknęła Phoebe. – Chciałyśmy tylko ją poznać...
   - To poznałyście, a teraz poznacie się jeszcze raz przy herbacie i ciastku – więcej im nie trzeba było. Prawie pozabijały się zbiegając po schodach i pędząc do salonu. – Może wolisz kawę, Kate?
   - Nie, herbata brzmi wspaniale... – posłała mojej mamie nieśmiały uśmiech.
   - To idźcie usiąść dzieci, a ja zaraz wszystko podam...
   - Może pani pomóc? – zapytała cicho, a ja kolejny raz mogłem poczuć na własnych palcach, że jest zdenerwowana.
   - Nie trzeba, kochanie – widziałem, że moja mama stara się nie pokazać po sobie, że nie ma pojęcia jak miałaby ta pomoc wyglądać. – I jaka pani? Mów mi Jay.
   - Chodź, skarbie – pociągnąłem Kate w stronę salonu. – Gdy mama obejmuje rządy w kuchni lepiej się ewakuować.
   Dziewczynki rozsiadły się na dywanie i z zaciekawieniem wpatrywały w telewizor. Ledwo usiedliśmy na kanapie, a już bliźniaczki zajmowały miejsca obok nas. Nie mogłem nie zauważyć, że Daisy spogląda na moją dziewczynę z zaciekawieniem, ale i z sympatią. Phoebe nie inaczej. Je dwie już do siebie przekonała. Założyłem jej kilka kosmyków za ucho za co zostałem obdarowany promiennym uśmiechem.
   - Wszystko w porządku? – zapytała szeptem.
   - Znów podkradasz mi teksty – zaśmiałem się otaczając ją ramieniem. – W jak najlepszym. – Widziałem powątpiewanie w jej oczach. – Naprawdę. Mama była trochę rozczarowana tym, że o kilku rzeczach jej nie poinformowałem... Ale sama wiesz jacy byliśmy ostatnio zabiegani. Nie chcę się tłumaczyć, bo powinienem był chociaż zadzwonić, ale już jest wszystko w jak najlepszym porządku – skradłem jej buziaka wywołując tym samym chichot dziewczynek. – Albo prawie, bo grozi nam śmierć głodowa. Zdecydowanie trzeba wybrać się na zakupy. Dobrze, że mama przywiozła jakieś smakołyki.
   - Masz szczęście, że domyśliłam się, że możesz mieć pustą lodówkę po tak długiej nieobecności – odezwała się stawiając tacę na ławie. – Ale jak tylko wypijesz herbatę, to jedziesz do sklepu. I to bez gadania – dodała, widząc, że chcę coś powiedzieć. – Zrobisz zakupy, a my sobie posiedzimy w babskim gronie – poczułem, że Kate zadrżała i jakby bardziej wtuliła się we mnie. Mam ją zostawić z moją mamą? „Nieciekawie...


   Byłam przerażona... Ale to był inny rodzaj strachu. „I doprawdy nie jestem całkiem przekonana, czy nie gorszy...” Wiedziałam, że nic mi nie grozi, ale tak naprawdę wcale nie miałam tej pewności. Czy coś z tego ma sens? Miliony myśli w mojej głowie sprawiały, że miałam ochotę stąd uciec i zaszyć się w najgłębszej dziurze. Jednak pewnie skończyłabym tylko rozpłaszczona na najbliższej ścianie. Gdy Louis razem z Lottie i z listą najpotrzebniejszych rzeczy pojechali na zakupy, pomyślałam sobie, że wcale nie jest tak źle. Dziewczynki wciąż oglądały bajki, głośno je komentując, a przy okazji wciągając mnie w dyskusję. Jay wtrącała coś od czasu do czasu, ale głównie milczała. Przerażało mnie to... Czułam się oceniana i po prostu wiedziałam, że nie mogłam wypaść dobrze... Gdybym choć miała czas poznać dom, a zwłaszcza kuchnie... Mogłabym coś upiec lub ugotować i może miałabym szansę zdobyć jakieś dodatkowe punkty, a tak... Byłam nikim... Nie miałam nic... Co ja mogłam ofiarować komuś takiemu cudownemu jak Louis? Nic... „Boże, co ja tu robię?
   Gdy dziewczynki pobiegły na górę pograć w piłkarzyki siedziałam niczym sparaliżowana. Teraz dopiero byłam przerażona. Strach w czystej postaci. Panikowałam. „Może jak jej obiecam, że zniknę z jego życia, to...
   - Cieszę się, że cię poznałam, Kate – jej głos przerwał moje rozmyślania. Brzmiało to tak... „Przyjaźnie...” – I naprawdę jestem zadowolona, że przyjechałyśmy tu dziś bez zapowiedzi – zaczerwieniłam się na wspomnienie sceny w jakiej nas zastały. – Mogłam zobaczyć na własne oczy jak mój syn wydoroślał... – usłyszałam ruch i po chwili kobieta siedziała obok mnie, a ja cała spięłam się do ucieczki. – Chciałam ci chyba tylko powiedzieć, że bardzo cieszę się z waszego związku... – ujęła moją lodowatą dłoń. – Uszczęśliwiasz go skarbie, a to wszystko, o co mogę prosić jako matka – wzięła głęboki oddech. – Nie będę cię oszukiwać... Przez chwilę naprawdę się przeraziłam... W głowie miałam tak wiele myśli... Jak wy to sobie w ogóle wyobrażacie? Jak to ma się udać? Jak sobie poradzicie? Jak ty sobie poradzisz z tym całym szaleństwem dookoła zespołu? – ścisnęła moje palce. – Ale teraz już wiem, że to się uda. Widzę to... Witaj w rodzinie, Kate – powiedziała przytulając mnie ostrożnie. – Każdy kto uszczęśliwia moje dziecko staje się jej częścią...
   - Dziękuję... – szepnęłam zbyt wzruszona, by wydobyć z siebie coś więcej. Czułam, że w oczach zbierają mi się łzy, a naprawdę nie chciałam się teraz rozpłakać. – Ja... Dziękuję...
   - Wiem, że wiele w życiu przeszłaś... – zaczęła Jay, a ja uniosłam głowę zastanawiając się, co Louis zdążył jej powiedzieć. – Lou nic mi nie powiedział... – dodała cicho. – Nic poza tym, że nie miałaś łatwego życia, skarbie. Nie musiał nic mówić... Może kiedyś... Gdy już poznamy się lepiej, opowiesz mi wszystko...
   - Ja... – naprawdę żałowałam teraz tego, że zaplotłam włosy. Przydałoby mi się schować za ich kurtyną. – Dziękuję...

   Leżałam na łóżku ze stopami wciąż zanurzonymi w miękkim dywanie. To był naprawdę dzień pełen wrażeń, a kolejne dopiero przede mną. „Danielle...” Po tych wszystkich opowieściach Liama i po tym jak słyszałam fragmenty ich rozmów telefonicznych, byłam jakoś dziwnie spokojna przed spotkaniem z nią. „Na pewno okaże się cudowna...” Uśmiechnęłam się do swoich myśli. Jedyne co mnie trochę martwiło to fakt, że przecież ona może nie polubić mnie...
   - O czym tak dumasz kochanie? – Lou opadł obok mnie ciężko wzdychając i od razu poczułam jak splata nasze palce razem.
   - Myślisz, że Danielle mnie polubi?
   - Co? – wydawał się szczerze zdziwiony tymi słowami. – Skąd takie pytanie? – wzruszyłam ramionami przygryzając wargę. Po chwili poczułam jego wargi na moich i fala gorąca przeszła przez moje ciało siejąc w nim prawdziwe spustoszenie. – Ale jak tak sobie myślę – odezwał się, gdy już oderwał się od moich ust. – To nie jestem tak całkiem pewien, czy cię polubi... Bo moim zdaniem – kontynuował – ona cię wręcz pokocha – zaśmiał się pochylając nade mną, by znów złączyć nasze wargi w delikatnym pocałunku. Po chwili opadł z powrotem na miejsce obok mnie. Usłyszałam ciche ziewnięcie...
   - Zmęczony?
   - Chyba trochę – przyznał. – To był długi dzień...
   - To prawda... – uśmiechnęłam się na wspomnienie niezapowiedzianej wizyty jego rodziny. – Ale jaki przyjemny...
   - Fakt – zaśmiał się. – Wciąż mi nie powiedziałaś z czego tak rechotałyście z moją mamą...
   - To tajemnica – uśmiechnęłam się na samo wspomnienie ciekawostek z dzieciństwa mojego chłopaka, którymi bardzo hojnie uraczyła mnie Jay. – Byłeś naprawdę uroczym dzieckiem, Boo Bear... – zachichotałam.
   - O nie... – jęknął. – Tylko nie brudy z dzieciństwa...
   - Nie wiem dlaczego tak marudzisz – zaśmiałam się. – Kiedyś nie byłeś taki wstydliwy... Wiesz ile mam rzeczy, którymi mogę cię szantażować?
   - Och ty... – pochylił się nade mną i zaczął mnie łaskotać. – To ty taka jesteś? A ja ci właśnie własną garderobę oddałem...
   - Nie! Przestań! – śmiałam się tak, że powoli zaczynałam czuć ból w policzkach. – Proszę...
   - A co za to dostanę?
   - Co tylko chcesz – zapewniłam go od razu.
   - Hmmm... – udał, że się zastanawia. – Zgoda.
   Ledwo to powiedział poczułam jego usta napierające na moje. Początkowo delikatnie, ostrożnie, by po chwili zatracić się w namiętnym pocałunku. I znów tornado porwało wszystko na swojej drodze. Byliśmy tylko my dwoje i to niecierpliwe uczucie, które nas wypełnia... Czułam jego gorące dłonie przesuwające się po moim ciele i było mi z tym cudownie. Chciałam więcej. „Dużo więcej...” Próbowałam naśladować jego ruchy pozwalając moim palcom błądzić po jego skórze. I chciałam jeszcze więcej... Czułam się cudownie. Tak blisko człowieka, którego kocham. I chciałam być jeszcze bliżej, choć wydawało się to niemożliwe...
   - Jesteśmy! – głośny okrzyk Nialla rozniósł się echem po domu sprawiając, że od razu przerwałam pocałunek.
   - Co się stało? – zdziwił się Lou. – Coś ci zro...
   - Goście przyszli – uśmiechnęłam się do niego skradając jeszcze jednego całusa. – Chyba powinniśmy do nich zejść.
   - Ty i ten twój super słuch... – zaśmiał się pomagając mi wstać. – Gotowa poznać Danielle?