- Mówię wam – sięgnąłem po kolejne piwo. – Tak poganiała kierowcę, że sam się dziwię, że
nas nie wyrzucił z samochodu – posłałem rozbawione spojrzenie mojej
dziewczynie. – Naprawdę nie wiem po co braliśmy tą taksówkę, kochanie. Tak ci
się spieszyło, by poznać Kate, że pieszo byłabyś tu dużo szybciej. Nawet gdybyś
miała nieść mnie na plecach...
- Zawsze możesz sobie pomarzyć – zaśmiała się Danielle
rzucając we mnie popcornem. – Jeszcze zobaczymy, kto kogo będzie nosił...
- To groźba, czy obietnica? – posłałem jej buziaka.
Nasza jakże elokwentna wymiana zdań rozbawiła nawet
Horana, który do tej pory zajęty był głównie pilnowaniem, by nikt go nie
pominął przy otwieraniu kolejnego pudełka z pizzą.
- Ja nie wiem, jak ty z nimi wytrzymałaś tyle czasu i to
dwadzieścia cztery godziny na dobę – z radością obserwowałem jak dziewczyny
dobrze się ze sobą czują. – Ja po kilku godzinach kwalifikuję się tylko do
wariatkowa...
- Katy ma po prostu swoje metody – wtrącił Niall popijając
kolejny kawałek piwem. – Dodam, że niezawodne...
- Naprawdę? – zaciekawił się Lou. – Dlaczego ja o tym nic nie
wiem?
- Bo wtedy już nie byłyby niezawodne – odpowiedziała mu
Kate cmokając w usta i oddając jednocześnie pusty talerz.
Nie było w niej ani grama strachu... A przynajmniej ja nic
takiego nie zauważyłem. Oprócz kilku pierwszych minut zdenerwowania, gdy
przedstawiałem jej Danielle, reszta wieczoru upływała w iście imprezowej
atmosferze... Miałem wrażenie, że Louis wręcz promienieje ze szczęścia. Zresztą
mi też wiele nie brakowało, by mu dorównać. Niby wiedziałem, że zarówno Kate,
jak i Dani bardzo chcą się poznać, ale zawsze istniał jakiś cień ryzyka, że nie
przypadną sobie do gustu. Na szczęście okazało się, że szybko znalazły wspólny
język. „Może nawet za szybko” zaśmiałem się, bo najwyraźniej moja dziewczyna
zapomniała jak bardzo za mną tęskniła... Tak je wciągnęła rozmowa na jakieś
babskie tematy, że przez większość czasu ledwo zwracały na nas uwagę. Moje kochanie praktycznie nie odrywało wzroku od młodszej koleżanki. I spijało każde słowo z jej ust. Gdyby to nie było takie słodkie, to byłoby całkiem zabawne...
- Koniecznie będziesz musiała mi je zdradzić – uśmiechnęła
się Dan. – Wygonimy ich do sprzątania...
- Jakiego sprzątania? – zaprotestował Niall z pełnymi
ustami. – Jeszcze tyle jedzenia na stole... – wskazał na kilka opakowań nawet
nie zaczętych smakołyków. – Kto to wszystko zje? – zapytał, a następnie zaczął
głaskać się po brzuchu i mówić do siebie... – Spokojnie brzuszku, przecież
wiem, że damy radę...
- Jak tam spotkanie z teściową, Mała? – Harry rozsiadł się
wygodnie i wyciągnął nogi przed siebie. – Musiało być interesująco... –
zauważyłem, że Kate zrobiła się cała czerwona na twarzy i coś czułem, że Styles
trafił w dziesiątkę z tymi swoimi domysłami. – Boże! Rumienisz się! Żądam szczegółów! Co zrobiliście? A może na czymś was przyłapały? –
Louis próbował zamknąć mu usta dłonią, ale skończyło się to dla niego kilkoma
pogryzieniami. „Z kim ja się zadaję?” zaśmiałem się. – Wyobrażacie sobie co by
to było, gdyby na przykład przerwały im w trakcie małego bara-bara?
Ledwo skończył mówić, a już musiał rzucić się na ratunek
Louisowi, któremu najprawdopodobniej piwo poleciało nie tam gdzie trzeba... I
nie chcę być złym prorokiem, ale coś mi się widzi, że Harry nie pomylił się za
bardzo w swoich wywodach... A rumieniec Kate tylko mnie w tym utwierdzał.
- Wszystko w porządku, Lou? – próbowałem się nie zaśmiać,
ale naprawdę nie było to proste. – Żyjesz tam jeszcze?
- Tak Li... – odetchnął. – Dzięki. Chwilowe problemy z oddychaniem. Boże... Czuję jakbyś mnie pobił,
Hazz...
- To tak się dziękuje za uratowanie twego marnego życia? –
udał obrażonego. – Gdyby nie ja, to pewnie właśnie ktoś inny przyznawałby sobie
prawo do ręki Kate...
- Na przykład ja – Niall wyszczerzył zęby w uśmiechu opierając
głowę o nogi dziewczyny, a ona poczochrała mu włosy w przyjacielskim geście.
„Kiedy on się tam przesunął?” zdziwiłem się. Chwilami naprawdę miałem wrażenie,
że ta mała osóbka ma w sobie jakieś silne pole grawitacyjne, bo wszyscy do niej
ciągną. Nawet pomijając Lou... Wystarczy spojrzeć na Zayna, który wprawdzie
raczej nie jest w najlepszej formie do imprezowania, ale dzielnie siedzi przy
niej bawiąc się tasiemkami przy nogawkach jej spodni. Horan jeszcze trochę, to
jej na kolana wejdzie. Harry’ego powstrzymywał tylko Louis odgradzający ją od
niego. I nawet moja Danielle wolała usiąść bliżej Kate zamiast przy boku
swojego bardzo stęsknionego chłopaka...
- Tak, ty na pierwszym miejscu... – zaśmiał się cicho Zayn odbierając od Kate kolejne smakołyki, którymi dziewczyna nieprzerwanie go częstowała. Coś mi się wydaje, że byłaby z niej niezła pielęgniarka, a i Zi raczej nie narzekałby na bycie jej pacjentem. Sytuacja z parkingu i potem te kilka godzin w szpitalu zdecydowanie ich do siebie zbliżyły. Wystarczy na nich spojrzeć. Nie przypominam sobie, by dziewczyna siedziała kiedykolwiek tak blisko niego, a teraz nawet wsunęła swoje bose stopy pod jego uda, by je ogrzać. „Duża zmiana...”
- Dokładnie – potwierdził blondyn poważnym tonem. – Mam
świadków na to, że pierwszy się jej oświadczyłem. Chwilowo wybrała Louisa, ale
ja mam czas... – zapewnił sięgając po kolejny kawałek pizzy.
- Nie wnerwiaj mnie, Horan – warknął Lou i rzucił w niego
chipsami. „Całe szczęście, że nie ja tu będę sprzątał...”
- Kate – wtrąciła się Danielle. – Jakby co, to mam
znajomego psychologa... Pamiętaj o tym, bo naprawdę nie wiem, ile ty jeszcze z
nimi wytrzymasz...
- Dzięki – zaśmiała się dziewczyna. – Będę pamiętać...
- Komu kawałek? – Niall właśnie zabrał się za otwieranie
kolejnego pudełka. Może lepiej pominąć fakt, że poprzednie opędzlował
praktycznie sam... – Z kurczakiem, Zi...
- Dawaj – Zayn wyciągnął przed siebie wolną rękę. Drugą
wciąż bawił się tasiemkami...
Głośny wybuch śmiechu przywitał mnie ledwo ledwo uchyliłem drzwi na korytarz. Zbliżając się do kuchni nie mogłem się nadziwić jak szybko do tego doszło.
Zatrzymałem się przed kuchnią. Wesołe głosy dziewczyn wypełniały moje uszy. „I wcale nie podsłuchuję...” zaśmiałem się, próbując rozszyfrować o czym rozmawiają. Lou miał racje. One naprawdę się polubiły... Normalnie buzie im się nie zamykały przez cały wieczór. I doprawdy nie wiem, czy to zasługa Louisa, czy może coś innego, ale Kate wydawała się czuć pewnie w tym domu. „Chyba nie wątpiłeś, że tak będzie, Styles.” Normalnie jakbym słyszał głos Tęczy. Nawet obejrzałem się za siebie. Kolejny wybuch śmiechu. „Coś mi się wydaje, że dla nich impreza toczy się tutaj...” Ewentualnie
zmywanie naczyń jest tak zabawnym zajęciem, że nie mogą przestać chichotać. Już
się nie mogłem doczekać, by zadzwonić do Alex ze szczegółami z dzisiejszego
wieczora. Kilka wysłanych wiadomości nie mogło wiarygodnie oddać prawdy. Przed oczami ujrzałem przyjaciółkę z dumą i szczęściem wymalowanym na
twarzy. „Nigdy nie zwątpiła w tą małą...” Wszedłem do środka.
- Co tak długo? – wyjąłem cztery piwa z lodówki. W
ostatniej chwili przypominając sobie o soku dla Zayna. – Przyszedłem was
lojalnie uprzedzić, że jeżeli za pięć minut nie będziecie przy basenie, to
następne co zobaczycie, to my stojący na brzegu i śmiejący się z dwóch mokrych
kur...
- Jaki barwny opis – zaśmiała się Dani odgarniając z twarzy swoje bujne loki. – Zaraz przyjdziemy...
- Masz nowe buty Harry? – zatrzymałem się z dłonią na klamce i obróciłem powoli w jej stronę.
Słysząc parsknięcie Dan, musiałem mieć interesujący wyraz twarzy.
- Nigdy mnie nie przestaniesz zadziwiać, Mała –
powiedziałem. – Skąd niby możesz to wiedzieć?
- Skrzypisz... – zaśmiały się obie.
- Bardzo śmieszne, bardzo – próbowałem zachować powagę. –
Dostałem je od kumpla. Muszę je w końcu kiedyś rozchodzić...
- Założę się, że ten kumpel nazywa się Nick – Danielle
puściła mi oczko. – Takie czółenka, to tylko on mógł ci sprezentować.
- Fajne są. Co wam się w nich nie podoba? – spojrzałem na
swoje stopy.
- Podobają nam się – zapewniły mnie szybko. Zbyt szybko.
Spojrzałem na nie podejrzliwie.
- Nabijacie się ze mnie?
- Z ciebie? A skąd? – Kate „patrzyła” na mnie z wyrazem
czystej niewinności na twarzy. – Danielle mówiła, że są bardzo modne i w ogóle od
jakiegoś znanego projektanta. Na pewno wyglądasz w nich bosko...
- Dzięki – mruknąłem przeskakując wzrokiem z jednej twarzy
na drugą. – Dlaczego mam wrażenie, że kpicie sobie ze mnie?
- Nie mam pojęcia – uśmiechnęła się Dan.
- Styles, co tak długo? – Niall wsunął głowę do kuchni. –
Usycham z pragnienia...
- Masz cały basen wody. Nie umrzesz... – podałem mu piwo i
poszedłem za nim. W drzwiach odwróciłem się jeszcze. – Pięć minut –
przypomniałem.
Chwilę później podawałem butelki przyjaciołom. Posłałem
Zaynowi współczujące spojrzenie, a on tylko uniósł mi swój sok wznosząc nim
toast.
- Minusy bycia bohaterem... – mruknął pod nosem.
- Jak już będziesz mógł pić – Lou objął go ramieniem. –
Postawię ci tyle kolejek, że będziesz mnie błagał o litość...
- Nie wiem, czy to jest akurat dobra obietnica – zaśmiał
się Liam. – Bo znów trafi do szpitala, ale tym razem na zatrucie alkoholowe.
- To by był wyczyn – ucieszył się Horan popijając kolejny
kawałek pizzy.
- Stary, nie masz już dość? – spojrzałem na niego z
niedowierzaniem.
- Dość? – zdziwił się. – To dopiero moje trzecie... –
powiedział wskazując butelkę.
Zayn zaśmiał się z tej odpowiedzi momentalnie łapiąc się
za żebra. Czy mi się tylko wydaję, czy zrobił się jakiś biały...
- Wszystko dobrze, Zi? – patrzyłem jak powoli wciąga i
wypuszcza powietrze.
- Tak... – zapewnił, gdy już odzyskał kolory. – Ale niech mi ktoś jeszcze raz
powie, że śmiech, to zdrowie...
- Co one tam tak długo sprzątają? – zdziwił się Niall. –
Przecież masz zmywarkę, co nie?
- One tam sobie urządziły babskie ploteczki i właśnie
zdradzają sobie tajemnice z sypialni – zaśmiałem się. – Mogę się założyć Li, że
Kate już się dowiedziała jakie dziwne rzeczy kręcą cię w łóżku...
- Boże, zarumieniłeś się – parsknął Lou. – Nie mogę...
Hazz, zabiję cię za takie teksty. Teraz będę zachodził w głowę, co też on
wyprawia sam na sam z Dan.
- Może jakieś pejczyki, kajdanki... – podpowiadałem
nabijając się z przyjaciela. – Danielle w lateksie i z policyjną pałką musi
wyglądać zabójczo...
- Jezu, Styles! Zamknij się – jęknął Liam. – To, że ty
jesteś zboczony, nie znaczy, że my też. Co to w ogóle za pomysły?
- Gorące... – przyznał Niall przybijając sobie ze mną
piątkę.
- Ja takie bardziej „lajtowe” podałem – zapewniłem go. –
Mogę ci podsunąć jeszcze kilka innych do przetestowania...
- Zachowaj je lepiej dla jakiejś panienki – Li pociągnął
spory łyk piwa.
- Próbowałem namówić Alex, ale powiedziała, że się zgodzi
o ile to ja założę lateksowe wdzianko – zaśmiałem się.
- I to cię powstrzymało? – zdziwił się Zayn.
- Nie. Alergia na lateks... – westchnąłem ze smutkiem. –
Ale jeszcze trochę nad nią popracuję i...
- Błagam... – jęknął Louis. – Przestań. To przyjaciółka
Kate i naprawdę nie chcę jej sobie tak wyobrażać...
- A propos dziewczyn... – odstawiłem do połowy pustą
butelkę na stół i podniosłem się. – Pięć minut minęło. Idziemy Li i nie waż się
poddać. Pokaż, kto w waszym związku nosi spodnie. Masz ją skąpać...
- Danielle mnie zabije... – mruknął, ale posłusznie szedł
za mną. – Mogę chociaż zdjąć jej buty? To jej ulubione...
- Boże... – pokręciłem głową z niedowierzaniem. – Kiedy
ona cię tak wytresowała?
- Poczekaj, aż Alex wytresuje ciebie... – „Hmmm... To
mogłoby być interesujące...” uśmiechnąłem się pod nosem. „A idźcie precz
zboczone myśli!” Pokręciłem głową próbując pozbyć się z niej niechcianych obrazów. „Tylko czy naprawdę niechcianych...”
- No, moje panie – wkroczyłem do kuchni z szerokim
uśmiechem na ustach. Powiększył się chyba jeszcze, gdy zobaczyłem, że
dziewczyny siedzą przy wyspie tak pochłonięte rozmową, że prawie się stykają
głowami. – Ostrzegałem... – Kate posłała mi wesoły uśmiech i zagryzła dolną
wargę. „To o tym wspominał Lou... Ona nieświadomie wykończy biedaka...” zaśmiałem
się wspominając „męczarnie” przyjaciela. – Mała, jakieś ostatnie życzenie? –
zapytałem biorąc ją ostrożnie na ręce.
- Postaw mnie? – wyszczerzyła ząbki w uśmiechu. „Chodząca
niewinność...”
- Oprócz tego, spryciulo – zważyłem ją ostrożnie w rękach.
– Boże, jakaś ty lekka! Ile ty ważysz? Pięć kilo?
- Ostatnim razem, gdy się ważyłam, to nie widziałam
wskazówki – uśmiechnęła się. – Ale myślę, że było więcej niż pięć kilo...
- No, nie wiem...
- Liam! Nie odważysz się – roześmiałem się głośno widząc
jak Li zarzuca sobie Danielle na ramię niczym worek ziemniaków, a ona okłada go
pięściami po tyłku. – Puść mnie! Liam!
- Idziemy, Styles – powiedział próbując zdjąć buty swojej
dziewczynie. Nie było to proste, bo ta wierzgała nogami jak szalona.
- Dajesz, Liam! – powitał nas okrzyk Nialla. – Dasz radę!
Wierzę w ciebie! A poza tym postawiłem na ciebie kasę, więc wiesz...
- Kochanie... – Danielle próbowała zmienić taktykę. A
skoro nie krzykiem... – Puść mnie skarbie, a wynagrodzę ci to jak tylko wrócimy
do domu...
- Nie słuchaj jej, Li! – zareagowałem szybko wiedząc na co
się zanosi. – No dajesz. Pokaż jaki z ciebie facet. A ona tak się za tobą
stęskniła, że wróżę wam upojną noc za drzwiami sypialni. O ile zdążycie do niej
w ogóle dojść... – zaśmiałem się. – Ty pierwszy. I nawet mogę ci jakieś
kajdanki...
- Zamknij się już... – jęknął. – Przepraszam, kochanie.
Ale doceń, że się o twoje buciki zatroszczyłem... – Klepnął ją w tyłek i
wrzucił do wody. Wynurzyła się momentalnie, parskając i plując dookoła. Jej oczy
miotały błyskawicami. Głównie w stronę Payne’a, więc nie musiałem się tym za bardzo martwić.
- Boska fryzura, Dan! – Horan prawie wlazł na barierkę
otaczającą podest, na którym znajdował się stolik. I o mało z niej nie zleciał,
gdy Danielle próbowała wydostać się z basenu i udało jej się to dopiero za
drugim podejściem. A gdy tylko to zrobiła, od razu rzuciła się na Liama z pięściami.
„No i miałem rację odnośnie tego, kto dominuje w tym związku...”
- Harry... – zaczął Louis patrząc na mnie niepewnie. – To
chyba nie jest...
- To teraz twoja kolej – zaśmiałem się kompletnie
ignorując przyjaciela. – Ciekawe czy elfy potrafią pływać...
Trzeba przyznać Kate, że nie błagała o litość, ani nie
groziła mi śmiercią w męczarniach. Przekupstwa też nie próbowała. Ledwo skończyłem mówić,
zamachnąłem się i patrzyłem jak szybuje w powietrzu, by po chwili w
towarzystwie wielkiego plusku skryć się pod wodą. Zdążyłem uskoczyć w ostatniej
chwili ratując moje nowe buty przed zmoczeniem. „Było blisko...” Usłyszałem
jeszcze krzyk Lou i Nialla. Czekałem z uśmiechem na ustach na moment, w którym
dziewczyna się wynurzy, bym mógł się z niej ponabijać. Ale z każdą sekundą
uśmiech znikał z mojej twarzy. „Jeden... Dwa... Trzy...” odliczałem, a moje
serce dudniło coraz głośniej. „Czy ona w ogóle potrafi pływać?” Gdy tylko ta
myśl zabrzmiała w mojej głowie spojrzałem na Louisa. Wpatrywał się przerażony w
punkt pośrodku basenu. Niall właśnie wspinał się na barierkę, a Zayn zaraz za
nim. „Co ja zrobiłem?” Rzuciłem się przed siebie w głowie mając tylko tą jedną
myśl... Próbowałem dojrzeć Kate w spienionej wodzie, ale pojawienie się
zdenerwowanych przyjaciół wcale mi tego nie ułatwiało. Niall i Liam nurkowali
jak szaleni. Rozglądałem się pod wodą tak długo na ile pozwalał mi zapas
powietrza i powoli zaczynałem panikować. „Przecież ten basen nie jest taki
wielki, do kurwy nędzy!” Wynurzyłem się, gdy już paliły mnie płuca i przed
ponownym zanurkowaniem powstrzymał mnie głośny śmiech moich przyjaciół... W tym
Kate...
- Błagam, Zayn, powiedz, że to nagrałeś – usłyszałem rozbawiony
głos Danielle. Najwyraźniej musiał jej potwierdzić... – Jesteś genialny! Kocham
cię, Kate! To się nazywa wyrównywanie rachunków, chłopaki – śmiała się jak
opętana tańcząc jakiś swój taniec radości i otwarcie się nabijając z naszej
trójki. – Kochanie, jak twoje buciki?
- Nie wierzę – Niall przyłączył się do ogólnego
rozbawienia, nic sobie nie robiąc z tego, że jego też wkręciła ta mała pchła.
Spojrzałem na nią. Stała na podeście przy jacuzzi w objęciach Louisa, któremu
najwyraźniej nie przeszkadzało, że zaraz też będzie cały mokry. Rozpierała go duma i
szczerzył się do mnie jak jakiś wariat. – Jesteś wielka, Katy – powiedział
blondyn wyskakując z basenu i podając pomocną dłoń Liamowi.
- Sprytna z ciebie bestia – przyznałem podpływając do
nich. Lou puścił ją na chwilę i schylił się, by mi pomóc. Spojrzałem na siebie.
Wyglądałem jak siedem nieszczęść. – Moje piękne buty! – zawyłem, a wszyscy
roześmiali się jeszcze głośniej. Louis aż się trząsł ze śmiechu. – Bardzo
śmieszne, bardzo – warknąłem popychając go lekko. Nie wziąłem jednak pod uwagę tego, że
stał na samym skraju podestu. – Ups... – zaśmiałem się cicho dokładnie w
momencie, gdy przyjaciel wpadł do wody. – To było niechcący.
- Styles! Nie żyjesz! – zawołał wynurzając się.
- To naprawdę było przez przypadek – tłumaczyłem się
chowając za Liamem. Niall aż sobie musiał usiąść, tak się trząsł ze śmiechu. –
Kate, powiedz mu coś! Proszę...
- Teraz to proszę... – zaśmiała się szczękając zębami.
- Louis, wiem, że chcesz mnie zabić, ale może odłożymy to
na kiedy indziej, bo twoja ukochana trzęsie się z zimna...
- Całkiem sprytne – rechotał Horan.
- Ważne, że działa – powiedziałem pod nosem widząc, że Lou
już o mnie zapomniał i zajął się Kate. Nie wiadomo kiedy pojawił się Zayn z
ręcznikami. – Dzięki stary...
- Dobrze, że nie skoczyłeś, Zi – Liam owinął Danielle
puszystym ręcznikiem całując jej mokre usta. – Jeszcze byś sobie zaszkodził...
- Próbował – odezwał się Louis pomagając Kate zejść z
podestu. – Ale go zdążyłem na czas powstrzymać i powiedzieć, że Kate potrafi
pływać...
- To naprawdę przydatna sprawa mieć tyle łazienek w domu –
Kate posłała mi wesołe „spojrzenie”. Staliśmy razem pod prysznicem, a gorący strumień
ogrzewał nasze ciała. – A jeszcze lepiej, gdy jest tu tyle miejsca, że oboje
się mieścimy – uśmiechnęła się próbując rozwiązać sznurek przy spodniach. Mnie
rozebranie się zajęło dosłownie kilka sekund. Choć nie powiem, że zdjęcie
obcisłych i przemoczonych rurek nie było wyzwaniem. Stałem przed nią kompletnie
nagi, a ona prawdopodobnie nie zdawała sobie z tego sprawy. Obserwowałem jej
zmagania zastanawiając się, czy zaoferować swoją pomoc, czy poczekać, aż o nią
poprosi... – Lou... Możesz? Chyba zaciągnęłam za mocno... – posłała mi
przepraszający uśmiech.
- Z przyjemnością – powiedziałem klękając przed nią. „Interesująca
pozycja, nie powiem...” odezwał się ten denerwujący głos w mojej głowie.
Mocowałem się chwilę z supłem, a ona podtrzymywała koszulkę, by mi nie
utrudniała pracy. Widok jej gładkiej skóry nad paskiem wcale nie ułatwiał mi zadania.
„Nareszcie” ucieszyłem się rozplatając sznurek, a następnie nieświadomie
sięgając do guzika i zamka. Dopiero, gdy poczułem, że zadrżała uzmysłowiłem
sobie, co robię. – Skarbie, ja... – spojrzałem do góry i moje oczy natrafiły na
jej. I to co w nich ujrzałem sprawiło, że prawie zapomniałem jak się oddycha.
Jej tęczówki były o wiele ciemniejsze niż normalnie i płonął w nich jakiś
żar... „Boże...” Zsunąłem powoli czarne spodnie z jej smukłych nóg całując
każdy nowo-odsłonięty kawałek skóry. Zauważyłem nowego siniaka i aż się
skrzywiłem na myśl, jak to musiało boleć. Ucałowałem go delikatnie. Poczułem
jej dłonie na moich ramionach, gdy podparła się podnosząc nogę, bym mógł zdjąć
jej spodnie. Rzuciłem je niedbale za siebie. I znów znaczyłem ustami ścieżkę na
jej skórze, ale tym razem w przeciwnym kierunku. Czarne figi bez żadnych ozdób
skrywały to, o czym marzyłem po nocach. „W dzień też ci się zdarzało...” Czułem
jak przez jej ciało raz za razem przechodzą dreszcze, a gdy odważyłem się
ponownie zerknąć w jej oczy, były tak ciemne, że nie sposób było określić
koloru tęczówek. Podnosiłem się powoli
pieszcząc ustami jej brzuch i jednocześnie coraz bardziej unosząc przemoczoną
koszulkę.
- Lou... – jęknęła, gdy przesunąłem mokry materiał po
twardym sutku, by momentalnie objąć go wargami zasysając lekko. Potarłem drugi
kciukiem i w nagrodę dostałem kolejny jęk i mogłem wręcz poczuć, jak silny
dreszcz przebiegł jej ciało. Zerwałem z niej bluzkę, która od razu dołączyła do
reszty zapomnianych elementów odzieży. Zaatakowałem te cudowne usta jakby od tego
zależało moje życie. Czułem się jakbym po tygodniach na pustyni dostał nagle
tyle wody ile zdołam wypić. „Tak...” zawyłem z radości, gdy poczułem jak jej
drobne paluszki delikatnie badają moje ciało. To była najcudowniejsza pieszczota
jaką mogłem sobie wyobrazić. Dotyk jej dłoni był wręcz porażający. Miałem
wrażenie, że płonę, a każde jej muśnięcie tylko podsyca ten ogień. Starałem się
jej nie wystraszyć moją gotowością zachowując pewien dystans, ale prawie wyskoczyłem
ze skóry, gdy to ona przyciągnęła mnie do siebie i zamiast uciec z krzykiem,
gdy poczuła jak jestem twardy, z jej ust wydobył się tylko cichy jęk wraz z
moim imieniem. – Lou...
Pieściłem jej plecy okryte opatrunkiem, jej pośladki,
wciąż skryte pod czarnym materiałem. Ścisnąłem je przyciągając ją mocniej do
siebie. I kolejny jęk prosto w moje spragnione usta sprawił, że moje serce zatańczyło w
jakimś dziwnym rytmie...
- Kate... – zacisnąłem dłonie na jej pośladkach i uniosłem
ją, by mieć jej twarz tuż przed sobą. Objęła mnie nogami tak ochoczo, że prawie
zawyłem ze szczęścia. Ponownie wpiłem się w jej usta. Rozkoszowałem się tym z jakim zaangażowaniem odpowiada na pocałunki. Poczułem jak zadrżała,
gdy jej plecy spotkały się z zimną powierzchnią wykafelkowanej ściany. –
Boże... Kate... – szeptałem jej do ucha przygryzając je co chwilę. Gdy poczułem
jak ociera się o mojego twardego przyjaciela... Przysięgam, miałem ochotę
zerwać z niej majtki i kochać się do utraty tchu. Tu i teraz. „To na co
czekasz?” usłyszałem ten głos dokładnie w momencie, gdy znów otarła się o mnie.
Jej palce w moich włosach, jej gorące wargi na mojej szyi i ząbki, którymi
przygryzała moje ucho naśladując moje poprzednie poczynania. Była tak
podniecająca w tej swojej niewinności, że to było wręcz nie do zniesienia.
Robiła wszystko intuicyjnie, nieświadomie sprawiając, że umierałem z rozkoszy.
Naśladowała moje pieszczoty, ale mógłbym przysiąc, że w jej wydaniu wszystko jest o stokroć bardziej podniecające. Przyparłem ją do ściany zmieniając uchwyt, bo nie mogłem powstrzymać się
przed...
- Utopiliście się tam? – głos Harry’ego połączony z
waleniem w drzwi łazienki momentalnie nas otrzeźwił. „Zabiję go w końcu i
będzie spokój...” miałem wręcz ochotę się rozpłakać ze złości. Policzki Kate zabarwiły się na czerwono. Po chwili poczułem
jak wtula twarz w moją szyję i śmieje się cicho.
- Zaraz przyjdziemy! – krzyknąłem wyłączając wodę. „Czy
tylko mi mój głos wydawał się jakiś nienaturalny?” – Co cię tak bawi, skarbie?
- My – chichotała wciąż w moich ramionach. – Mamy dom
pełen gości, a... – poczułem, że wgryza mi się w ramię i trzęsie się ze
śmiechu.
- To nie jest zabawne – jęknąłem sfrustrowany, ale już wiedziałem, że
zaraz będę rechotać razem z nią. – Lepiej chodźmy się ubrać, bo zaraz Hazz
rzeczywiście pomyśli, że się utopiliśmy i wpadnie nam na pomoc...
- Lepiej nie – zaśmiała się radośnie odchylając głowę do
tyłu. – Jak na jeden dzień wystarczy mi niezręcznych sytuacji. Czy może mnie
pan w takim razie postawić na ziemi, panie Tomlinson?
Sięgnąłem po gorącą czekoladę, którą Dani litościwie nam
przygotowała rządząc się chwilowo w kuchni Katy. Musiałem uczciwie przyznać, że
była całkiem dobra, ale moja mała siostrzyczka zdecydowanie potrafiła zrobić
lepszą. Jednak w trosce o własne zdrowie i bezpieczeństwo wolałem się nie
odzywać. „Łatwo mogłem sobie wyobrazić minę Liama, gdybym wypalił z czymś
takim...” Spojrzałem na przyjaciół i nie mogłem się nie roześmiać na ten
widok. Wszyscy spojrzeli na mnie zastanawiając się pewnie o co mi tym razem chodzi, a
ja nie mogłem z siebie wydobyć ani słowa. Tylko machałem rękoma licząc, że ktoś
się domyśli.
- Temu panu już podziękujemy – Dani odsunęła ode mnie butelkę z piwem. – Masz dość? – spojrzałem na nią jak na nienormalną. „Jestem Irlandczykiem. Ja nigdy nie mam dość.” Może i bym to powiedział, ale wciąż miałem pewne trudności z mówieniem.
- Temu panu już podziękujemy – Dani odsunęła ode mnie butelkę z piwem. – Masz dość? – spojrzałem na nią jak na nienormalną. „Jestem Irlandczykiem. Ja nigdy nie mam dość.” Może i bym to powiedział, ale wciąż miałem pewne trudności z mówieniem.
- Nie rób wiatru, tylko powiedz z czego rechoczesz –
zaśmiał się Lou. – Też chętnie się przyłączymy...
- Coś mi się wydaje, kochanie, że on z nas się śmieje... –
„Dzięki Bogu za Katy!” Jak to możliwe, że niewidoma osoba widzi najwięcej?
- Z was? – zdziwił się Harry. A ja na widok jego nic nie rozumiejącej miny aż
się popłakałem ze śmiechu. „Czasami mnie rozwalasz, człowieku...”
- Raczej z nas wszystkich – uśmiechnęła się. – Nie da się
ukryć, że musimy ciekawie wyglądać w ciuchach Louisa...
Zauważyłem, że każdy jakoś uważniej się sobie przyjrzał, a także pozostałym
i po chwili rechotali razem ze mną. Tylko biedny Zayn, który swoją drogą jako
jedyny zachował własne ciuchy, usiłował za wszelką cenę zachować spokój
wiedząc, jakim bólem przypłaci wybuch radości. Aż mi go było szkoda, gdy widziałem łzy w jego oczach.
- Musimy zrobić zdjęcie – zadecydowałem, gdy już udało mi
się trochę uspokoić. – Taką imprezką trzeba się pochwalić...
- Ja wam zrobię – zaofiarował się Zi ostrożnie podnosząc
się z kanapy. – I tak jako jedyny odstawałbym od was...
- To musimy zrobić dwa – odezwała się szybko Katy. – Ja chcę
zdjęcie z Zaynem. Będę mogła wysłać je Alex – uśmiechnęła się promiennie.
Zerknąłem na przyjaciela, który z głupkowatym wyrazem twarzy stał i patrzył się na nią jak zaczarowany. „Tak się uszczęśliwia faceta jednym
zdaniem” stwierdziłem. Nie dało się ukryć, że ma słabość do tej małej... Wciąż taka jedna myśl nie dawała mi spokoju, gdy
patrzyłem na niego...
- Niall, to chcesz być na tym zdjęciu, czy nie? – Harry
rzucił we mnie poduszką wyrywając mnie z mojej głowy. – Rusz to swoje ciężkie
dupsko...
- Chyba mówisz o swoim – zaśmiałem się i praktycznie
usiadłem mu na kolanach. – A teraz ładnie przeproś, że obrażasz te seksowne
pośladki...
- Chyba sobie żartujesz – parsknął. – Zejdź ze mnie.
Ważysz jakaś tonę – narzekał próbując mnie zepchnąć na podłogę, ale dzielnie
walczyłem o zachowanie pozycji.
- Matko – zaśmiał się Zi pod nosem. – To zdjęcie wyszło genialnie.
Chociaż ci dwaj wyglądają na nim jakby się gwałcili, ale i tak nieźle...
- Daj zobaczyć! – wyciągnąłem rękę po telefon. – Zaklepuję
tą fotkę! – krzyknąłem szybko ją wysyłając na moją komórkę i już po chwili
dodawałem zdjęcie na Twittera.
- Robimy następne – zarządziła Dani podając mu swój telefon. – Ja też chcę mieć
pamiątkę.
No i miały być dwa zdjęcia, a skończyło się na ponad
półgodzinnej sesji fotograficznej, podczas której zmienialiśmy nie tylko pozy
na co raz głupsze, ale i fotografów, by każdy był choć na kilku. Jak się
okazało nasza impreza została tłumnie zareklamowana w internecie, ponieważ
każdy, z wyjątkiem Katy oczywiście, umieścił przynajmniej jedną fotkę w sieci.
- To trochę niesprawiedliwe, że ja jestem na wszystkich
zdjęciach – westchnęła Katy. – Dlaczego mi nie wierzycie, kiedy mówię, że
byłabym świetnym fotografem? – udawała, że strzela „focha”, ale roześmiane oczy
ją zdradzały.
- Wierzę ci, skarbie – Lou wciągnął ją sobie na kolana i
coś jej szepnął do ucha. Czerwone policzki i przygryziona dolna warga dobitnie
wskazywały, że musiał jej coś ciekawego zaproponować. „Może prywatna sesja w sypialni?”
zaśmiałem się do swoich myśli.
- Wypadałoby się powoli zbierać, co kochanie – odezwał się
Liam po jakimś czasie widząc, że Dani praktycznie zasypia oparta o jego bok.
- Skoro musimy... – mruknęła dziewczyna zaspanym głosem i
tylko wtuliła się w niego bardziej. – To była świetna impreza. Musimy ją
koniecznie powtórzyć. Może u nas następnym razem? Co wy na to?
- Ale powiedzcie, że nie macie basenu w domu – zaśmiała
się Katy.
- Nie mamy – zapewniła ją Danielle. – U nas co najwyżej
mogą nas wyrzucić przez okno. Ale nie martw się... Krzaki zamortyzują upadek,
jakby co.
- Możesz jej wierzyć na słowo, bo już to kiedyś testowała – zaśmiał
się Liam za co oberwał łokciem w żebra. – No co? Przecież prawdę mówię...
- Lepiej powiedz przez kogo musiałam wychodzić przez okno
– spojrzała na niego wymownie, a mu od razu mina zrzedła. – To rozumiem, że
jesteśmy umówieni?
Pomysł kolejnej wyżerki spotkał się z ogólną akceptacją i
szczegóły mieliśmy ustalić w najbliższym czasie.
- Zamówię wam taksówki – zaoferował się Louis sięgając po
telefon. Zauważyłem, że Katy również wygląda na wyczerpaną, gdy tak opiera się
o niego i usilnie walczy z opadającymi powiekami. „To był dla niej zdecydowanie
długi dzień... I w dodatku pełen wrażeń” zaśmiałem się na wspomnienie odwiedzin rodzinki Tomlinsona, którą to zrelacjonowali nam jakiś czas temu.
- Przypominam tylko, że widzimy się o dziesiątej w centrum
– odezwał się Liam jak zawsze martwiąc się o to, czy aby o wszystkim pamiętamy. – I
wydaje mi się, że nie skończymy przed szóstą...
- Tego już nie musiałeś dodawać – jęknął Harry z miną cierpiętnika.
- A co ty będziesz jutro robić, Kate? – Danielle nagle wydawała
się bardzo rozbudzona. – Bo chyba nie będą cię ze sobą ciągać tyle godzin?
- Zawsze mogę posiedzieć w domu i poczytać książkę, którą
mi przynieśliście... – Katy posłała jej delikatny uśmiech.
- A nie wolałabyś spędzić tego dnia ze mną? – widać było, że
Dan już się zapaliła do tego pomysłu. – Będzie fajnie...
- No, nie wiem... – uniosła twarz ku Louisowi, który
wyglądał na trochę zakłopotanego. Pewnie z jednej strony chciałby ją mieć cały
dzień przy sobie, ale z drugiej... Takie wyjście mogłoby być całkiem niezłym
pomysłem. Zauważyłem, że Danielle pokazuje coś do niego na migi. „Czyżby
chodziło o ciuchy?” próbowałem odgadnąć to kalambury.
- A co masz w planach? – zwrócił się do Dani z wciąż
zatroskanym wyrazem twarzy.
- Jutro robię sobie dzień piękności i może jakieś małe
zakupy zaliczę... – uśmiechnęła się. – Na pewno będziesz się lepiej bawić niż z
tymi wariatami, Kate... – zapewniła. – Moja znajoma pracuje w spa. We
wtorki rano nie ma tam praktycznie żywej duszy. Posiedzimy, wypijemy kawę, zrelaksujemy się
i nagadamy się za wszystkie czasy... – przekonywała. – Zgódź się, proszę.
- Ale ja... – Katy wyglądała na zakłopotaną. „Ale nie
wystraszoną...” zauważyłem. Louis próbował odczytać odpowiedź z jej twarzy.
- Chcesz spróbować, prawda? – zapytał cicho po chwili, a
ona delikatnie skinęła głową jednocześnie wzruszając ramionami. „To znaczy tak, czy nie?” – Ale
koniecznie musicie zabrać ze sobą Marka – dodał szybko. Powiedzieć, że nie był
za bardzo zapalony do tego ich wspólnego wyjścia byłoby małym niedomówieniem.
„Pewnie będzie nie do wytrzymania przez cały dzień...” zauważyłem odkrywczo.
- Jakiego Marka? – zdziwiła się Danielle.
- Ochroniarza Kate – wtrącił cicho Liam i dał jej głową
znak, że powinna się na to zgodzić. Zresztą nie ma innej opcji. Sam bym jej nigdzie nie puścił bez niego.
- A tak, już pamiętam. Mówiłeś mi o nim – uśmiechnęła się.
– Nie ma problemu. Przyda się nam ktoś do noszenia zakupów – zaśmiała się. –
Będzie fajnie, Kate, zobaczysz...
W tym momencie komórka Louisa obwieściła, że nasze
rydwany nadjechały i rozpoczął się długi proces żegnania się, co samo w sobie
zawsze mnie bawi, bo przecież zobaczymy się już za kilka godzin. Louis oczywiście nie
omieszkał nam szczegółowo opowiedzieć, co takiego strasznego nam zrobi jeśli
nie zwrócimy jego cennych ciuchów w jednym kawałku. Jeszcze w drzwiach umawiał
się z Dani odnośnie jutrzejszego wyjścia.
Musieliśmy wyglądać przekomicznie idąc do bramy w tych
jakże szałowych ciuchach. Każdy w luźnych dresach i podkoszulku, a także boso
lub jak w moim przypadku w skarpetkach. No i Danielle, której szpilki wyglądały
po prostu bajecznie z za dużymi spodniami. „Ciekawe ile zdjęć z tego naszego
marszu chwały ukaże się w najbliższym czasie w sieci?” zaśmiałem się. A jeszcze
ciekawsze powinny być komentarze pod takimi fotkami...
Rozsiadając się wygodnie na siedzeniu i podając kierowcy
adres jeszcze raz spojrzałem na parę przyjaciół stojącą w drzwiach. „Ich
dom...” powiedziałem w myślach. „Twój dom, Katy...” uśmiechnąłem się widząc, że
dziewczyna macha nam na do widzenia. Z całej jej sylwetki biło niczym nie zmącone szczęście.
„Cudowny widok...” Mógłbym go oglądać codziennie. I choć wiedziałem, że dziewczyna
nie może mnie zobaczyć, machałem do niej jak oszalały...
- Przyjaciółka? – zagadnął zaciekawiony kierowca.
- Siostra...