- A wiec nareszcie postanowiło
się obudzić moje słoneczko? – usłyszałam rozbawiony głos przyjaciółki. Materac ugiął się z jednej strony.
- Alex! – rzuciłam się jej w
ramiona szczęśliwa, że jest obok mnie.
- To się nazywa powitanie –
zaśmiała się przytulając do swojej piersi. – Lepiej się czujesz?
- Tak – odpowiedziałam z twarzą
wtuloną w jej miękkie ciało. – Już dobrze... – druga część mojej wypowiedzi już
nie zabrzmiała przekonująco. Przypomniały mi się wydarzenia dzisiejszego dnia i
w głowie znów usłyszałam te paraliżujące mnie krzyki. Łzy momentalnie zaczęły spływać po moich
policzkach. – Nie dam rady... – łkałam mocząc jej bluzkę. – Myślałam, że sobie
poradzę, ale to jest... To wszystko... Ja nie wiem... – próbowałam opisać
uczucia, które mną targały, ale jedyne co mi teraz wychodziło, to płacz w jej
ramionach.
- Hej, hej... kochanie...
Ciii... Nie płacz... – próbowała mnie uspokoić. – Przecież ja wszystko
widziałam. Poradziłaś sobie doskonale. Chłopcy mi już opowiedzieli jak było na
próbie. Cieszyli się jak dzieci, a Louis jest z ciebie taki dumny, że jeszcze
trochę i pęknie... – ścierała mi łzy z twarzy. – Nie płacz... Porozmawiaj ze
mną...
- Naprawdę powiedzieli, że było
dobrze? – próbowałam uspokoić oddech. – I Lou...
- Przecież ja bym cię nie
okłamała – zapewniła mnie gładząc uspokajająco po plecach. – A Lou, to powoli
robi się nudny...
- Niemożliwe – starłam ostatnie
łzy. – To słowo w ogóle do niego nie pasuje – w głowie widziałam twarz ukochanego. Moją
momentalnie rozjaśnił ciepły uśmiech.
- Ty też? - jęknęła Alex.
- Co ja też? – zdziwiłam się.
- Masz ten wyraz twarzy mówiący,
że właśnie myślisz o czymś... A raczej o kimś... – zaśmiała się. – On ma
dokładnie tak samo, gdy mowa o tobie. Wygląda jak zakochany kundel.
- Ej! – nie byłam do końca
przekonana czy to komplement.
- To taka postać z bajki,
skarbie – pocałowała mnie w czoło. – Myślę, że on nie potrzebuję obrońcy. Ale
słodko wyglądasz z tym walecznym wyrazem twarzy... A wracając do tematu... – ujęła palcami
moją brodę i uniosła twarz, by jak zwykle sprawdzić, czy powiem jej wszystko.
„I to o mnie mówią wykrywacz kłamstw...” – Nie było przecież źle. Widziałam jak
wysiadłaś z samochodu i jak stałaś obok Louisa, gdy rozmawiał z fankami. Próba
podobno była udana. Więc o co chodzi?
- Było strasznie głośno... –
zaczęłam powoli.
- Wiedziałaś, że będzie.
Przecież rozmawiałyśmy na ten temat.
- Nie sądziłam, że będzie aż
tak... – westchnęłam. – I jeszcze menadżer powiedział, że to nie jest dużo
osób... – pociągnęłam nosem. – I one krzyczały z każdej strony... Nic innego
nie słyszałam...
- Trochę może wystraszyć, to
muszę przyznać – zaczęła tym swoim profesorskim tonem, który sprawiał, że nie
mogłam się nie uśmiechnąć. – Ale czy naprawdę było aż tak źle? To był pierwszy
raz, gdy coś takiego słyszałaś, ale czy nie było fajnie? Tak w ogóle... – po
prostu wiedziałam, że wpatruje się teraz w moje oczy. – Zastanów się przez
chwilę... Czy ta jedna rzecz, z którą i tak sobie poradziłaś, przekreśliła wszystkie inne?
Odtwarzałam w głowie przebieg
dzisiejszego dnia. „Było przerażająco. Obco. Obezwładniająco głośno. Strasznie. Ale...”
- Chwilami było nawet
zabawnie... – przyznałam uczciwie. – I Lou poprosiła mnie o zaopiekowanie się
córeczką...
- Słyszałam, że twój telefon
zrobił furorę – zaśmiała się, a ja spiekłam raka. „Ciekawe, kto jej...” – Harry
już zdążył mi się pochwalić jaki to jest genialny – jak zwykle czytała mi w
myślach.
- To prawda – uśmiechnęłam się.
– I zaliczyłam taki pierwszy prawie koncert...
- I jak się podobało? Zostałaś
nową fanką zespołu?
- Ja już od jakiegoś czasu nią
jestem – przyznałam. – Już raz dla mnie zaśpiewali i Lou...
- Czyżby śpiewał ci serenady? –
teraz to już byłam pewnie bordowa. – Kocha cię jak wariat, wiesz o tym, prawda?
– powiedziała to poważnym tonem. Pokiwałam tylko głową, bo coś po prostu
chwyciło mnie za gardło i nie mogłam wydobyć z siebie głosu.
- Ja też go kocham... – w końcu
szept wydostał się z moich ust. – Wiem do czego zmierzasz... – przygryzłam
wargę próbując zebrać myśli. – Ja naprawdę chcę z nim jechać – usiadłam prosto.
– Boję się tylko tego, że sobie nie poradzę. Dziś byłam przerażona i chwilami naprawdę
nie mogłam się ruszyć. Chciałam, ale nie mogłam.
- Ale dałaś radę – Alex ścisnęła
moją dłoń. – Z pomocą Louisa i chłopaków. Udało się. Dlaczego nie możesz być z
siebie tak dumna jak oni? – zapytała. – Wprawdzie akurat teraz są bardziej zdezorientowani,
bo nie wiedzą co się dzieje...
- Naprawdę? – zdziwiłam się. –
Ale przecież...
- To nic takiego. Nie przejmuj
się. Po prostu się martwią, czy może ktoś ci czegoś niemiłego nie powiedział i
że to może dlatego...
- Nikt mi nic nie powiedział...
– zapewniłam ją. – Poza tym Louis już mnie uprzedzał, że mam się tym nie
przejmować...
- To dobrze. Tylko o tym
pamiętaj, gdy przyjdzie pora – znów ścisnęła moją dłoń. – On się tobą dobrze
zaopiekuje, Kate... – dodała ciszej. – To widać w jego oczach, gdy o tobie
mówi, na ciebie patrzy... Naprawdę chciałabym byś mogła zobaczyć tą miłość w
jego spojrzeniu... Nie musisz się bać, bo on nie pozwoli cię skrzywdzić – łzy
pociekły mi po policzkach. „A dopiero przestałam się mazać...”
- Wiem, Alex... – uśmiechnęłam
się na myśl o moim chłopaku. – To można też wyczuć...
- Przecież wiem, głupia –
zaśmiała się, ale po jej głosie było słychać, że nie tylko ja się wzruszyłam. –
Poradzisz sobie?
- Tak – uśmiechnęłam się i
dodałam już pewniejszym głosem – Dam sobie radę.
- Moja dziewczynka – roześmiała
się. – Tylko o mnie nie zapomnij.
- Głupoty gadasz. Przecież będę
dzwonić. I może przyjedziesz. Albo my... – czułam się o niebo lepiej. „W tym
momencie. Oby to uczucie zostało ze mną na dłużej...”
- Spróbowalibyście mnie nie
odwiedzić – pogroziła. – Louis już wie, że jak nie zadzwonicie przynajmniej raz
na trzy dni, to go spotka sroga kara...
- Ciekawe jaka? – zaśmiałam się.
– I jeszcze mi powiedz, że się wystraszył...
- Oczywiście. Płakał jak dziecko i błagał o
litość – parsknęła. – A skoro już o twoim chłopaku mowa, to mam dla ciebie
prezent. Albo dla was? A może dla niego? Hmmm... Ty mi powiedz... – włożyła mi
w dłonie małe pudełko.
- Co to jest? – obracałam
przedmiot w dłoniach, ale niewiele mi to dało. Wciąż nie wiedziałam, co takiego trzymam...
- Otwórz – próbowałam określić,
z której strony się otwiera, ale każda była dokładnie zaklejona. – Wzdłuż perforacji... – dopiero teraz wyczułam o czym mowa. Nacisnęłam mocniej i jeden bok otworzył się gwałtownie, a zawartość pudełka rozsypała się po
pościeli. Zaczęłam zbierać, ale gdy wzięłam pierwsze kilka torebek do ręki i
poczułam, co to jest...
- Alex... – jęknęłam i pewnie
przypominałam teraz dorodnego pomidora. – Zwariow...
- Alex, Li się pyta... – „O
matko! Takie rzeczy, to tylko mi się przytrafiają...” jęknęłam w myślach. – Nie śpisz już kochanie? – zaczęłam nerwowo zbierać rozsypane
paczuszki. – Wszystko w porządku? – słyszałam, że podchodzi bliżej. Po chwili
łóżko ugięło się pod jego ciężarem i poczułam gorące ciało przytulające się do
moich pleców. – Co tam masz?
- Nic... – zaczerwieniłam się
jeszcze bardziej. „Czy to w ogóle możliwe?” Próbowałam ukryć pudełko. – Alex...
- Tu jedną zostawiłaś –
powiedział cicho opierając brodę na moim ramieniu i wkładając mi zgubę w
dłonie. Słyszałam rozbawienie w jego głosie.
- D-Dziękuję – mruknęłam pod
nosem zawstydzona. „Boże, pomocy! Tylko nie rozmawiajmy o tych przeklętych
prezerwatywach! Błagam...”
- Liam się pyta, co ci zamówić
na kolację? – Lou chyba usłyszał moje błagania. – Zaraz będzie dzwonił...
- Z restauracji na dole? –
upewniła się Alex. W odpowiedzi dostała mruczące potwierdzenie, bo usta Louisa zajęte
były smakowaniem skóry na moim ramieniu. – I mogę sobie wybrać cokolwiek z menu? – kolejne
przytaknięcie. – To nie mogę nie skorzystać – ucieszyła się podnosząc się z
łóżka. – Zaraz sobie takie pyszności zmówię, że Niall będzie mnie błagał, bym dała mu
spróbować – śmiała się zamykając za sobą drzwi sypialni.
Po jej wyjściu zapadła dziwna
cisza. Już od dawna wiedziałam, że moja przyjaciółka potrafi wypełnić sobą
każde pomieszczenie. Nawet gdy nic nie mówiła, można było wyczuć jej obecność.
- To powiesz mi jak się czujesz?
– usłyszałam spokojny głos przy swoim uchu.
- Już dobrze – obróciłam się w
jego stronę i posłałam mu uśmiech, który miał potwierdzić moje słowa. – Trochę
spanikowałam, przepraszam... – postanowiłam szczerze się do wszystkiego
przyznać. – Te wszystkie krzyki były trochę dezorientujące. Można się w nich zgubić...
- Po pierwsze i najważniejsze:
byłaś wspaniała. Poradziłaś sobie ze wszystkim zadziwiając nas na każdym kroku.
I nie musisz nikogo za nic przepraszać – powiedział muskając palcami mój
policzek. – Jestem z ciebie naprawdę dumny kochanie i ty też powinnaś – złożył
na moich ustach krótki pocałunek. – Jestem pewien, że jutro rano będzie lepiej.
- Jutro? – zapytałam próbując
sobie przypomnieć, co miało być następnego poranka.
- Mamy wywiad w radio – odezwał
się. – Audycja trwa trzy godziny. Musimy być trochę wcześniej, żeby się dowiedzieć co
i jak... Ale za to później będziemy mieli cały dzień dla siebie.
- Od razu słychać, z której
części dnia cieszysz się najbardziej – zaśmiałam się.
- Nie da się ukryć – przyznał. –
Pewnie jesteś głodna. Przespałaś lunch, a i na śniadanie za dużo nie zjadłaś...
- Trochę jestem – uśmiechnęłam
się. Prawda była taka, że wręcz umierałam z głodu.
- Na co masz ochotę? – zaczął
podnosić się z łóżka ciągnąc mnie ze sobą. – Coś zgubiłaś – zaśmiał się. Gdy
zdałam sobie sprawę, że zapomniałam o tym nieszczęsnym pudełku moje policzki
zapłonęły purpurą. Podał mi kartonik. – Lepiej schowaj, bo jak Harry to
zobaczy, to nie uwolnimy się od jego docinek przez długi czas. – Po chwili
wiadomy przedmiot zniknął w szufladzie bezpiecznie przykryty ciuchami. –
Idziemy?
- Za chwilę przyjdę – wciąż
czułam gorąco na twarzy. – Muszę do łazienki.
- To czekamy – usłyszałam, że
kieruje się do drzwi. – A... – zatrzymał się. – Nie powiedziałaś mi co byś
zjadła?
- Możesz poprosić Nialla, by mi
coś wybrał? – uśmiechnęłam się na myśl, ile taki gest sprawi radości
przyjacielowi.
- Będzie dumny jak paw, że
dostąpi tego zaszczytu – zaśmiał się Lou zamykając za sobą drzwi sypialni.
Po chwili usłyszałam jeszcze
głośny okrzyk radości i uśmiechając się do siebie poszłam do łazienki. „W sumie
to nie był taki zły dzień...”
- Muszę powiedzieć, że te ciasto
czekoladowe było świetne, ale nawet nie umywa się do twojego Katy. – Po prostu
uwielbiałem prawić jej komplementy. Ta dziewczyna była taka skromna, że to aż
niemożliwe. „I zawsze reagowała na nie tak samo” uśmiechnąłem się widząc słodki
rumieniec, który zagościł na jej policzkach.
- I dlatego zjadłeś tylko pół? –
zaśmiał się Harry. Machnąłem tylko ręką. „Co to jest połowa?” roześmiałem się w
duchu. „I całemu bym podołał.”
- To jest jego dyskretny sposób,
by powiedzieć, że może byś coś upiekła – odezwała się Alex, a ja szczerzyłem
się jak głupi, bo właśnie o to mi chodziło. „Dzięki. Nareszcie ktoś kumaty.”
- Jutro możemy coś zrobić... –
Kate posłała mi uroczy uśmiech.
- Obawiam się, że muszę to
przerwać zanim te plany posuną się dalej – odezwał się Liam. – Przypominam, że
jutro nie będzie czasu...
- Co? Dlaczego? – spojrzałem na
niego zawiedziony.
- Bo jutro spędzisz popołudnie pakując
wszystkie swoje rzeczy – Li posłał mi wiele mówiące spojrzenie, pod którym prawie się skuliłem. – A jak
skończysz, to jeszcze raz sprawdzisz i dopakujesz, to wszystko co zostawiłeś za
pierwszym podejściem. Jeżeli dobrze pamiętam ostatnio okazało się, że
pozapominałeś połowy...
- Już tam od razu połowy... –
mruknąłem. – Kilku rzeczy tylko...
- Kilku? – prychnął Zayn. – I
dlatego przysłali ci je w dwóch wielkich pudłach?
- Och, no dobra... –
westchnąłem zrezygnowany. „No to nici z pyszności...”
- Jak ja nie cierpię
pakowania... – jęknął Lou łącząc się ze mną w bólu. – Znowu jakimś cudem okaże
się, że połowa się nie zmieści w walizkach.
- Pomogę ci – Katy posłała mu jeden
z tych przeznaczonych tylko dla niego uśmiechów. „Boże, mogę na nich patrzeć
godzinami... I o dziwo mnie nie mdli od tej ich słodkości” zaśmiałem się pod
nosem.
- Dziękuję – przytulił ją do
siebie odrobinę mocniej. – Nie myśl, że nie skorzystam.
- Właściwie, to tobie też
przydałaby się walizka, Kate... – odezwał się Li. – Ta czarna torba będzie
świetna jako bagaż podręczny, ale wszystkiego do niej nie zmieścisz.
- Nie mam dużo rzeczy... –
powiedziała cicho rumieniąc się przy okazji. „Louis miał rację. Ona naprawdę
się tego wstydzi...”
- Dobra – postanowiłem to
przerwać zanim rozpocznie się dyskusja, która będzie dla niej niekomfortowa.
Spojrzałem na Zayna, wzrokiem prosząc o wsparcie. – Zmieńmy temat. O pakowanie będziemy się martwić jutro. Może jakiś film obejrzymy?
- Czemu nie? – poparł mnie
przyjaciel. – Tylko skoczę na fajkę.
- Alex, może zostaniesz z nami
do niedzieli? – Lou chyba nie mógł bardziej uszczęśliwić Katy. – Skoro masz
wolne...
- To nawet kuszące – zaśmiała
się. – Ale nie mam nic z sobą i...
- To żaden problem – najwyraźniej
Harry był równie zadowolony co Katy. – Pojedziemy do ciebie. Weźmiesz co
trzeba. Może wracając jakieś piwko kupimy...
- O tak! To dobry pomysł. Mi też
kupcie – podchwycił Zayn zapominając swoje niedawne obietnice odnoście
abstynencji.
- I mi – posłałem im szeroki
uśmiech.
- Wiem, że teraz zabrzmię
strasznie nudno, ale wiecie, że o szóstej Paul będzie na nas czekał na dole?
- Wiemy, tato – zapewnił
przyjaciela Harry. – To samo w sobie brzmi strasznie, więc po piwku lub dwóch
nic się nie zmieni. Zbieraj się Tęcza. Jak się pospieszymy, to może uda nam się
na drugi film wrócić...
- Tęcza? – zaśmiałem się pod
nosem. „Pasuje jak ulał...” – I kupcie mi coś dobrego! – zawołałem, gdy już
prawie zniknęli za drzwiami. – To co oglądamy? Katy, na co masz ochotę?
- Tylko błagam, nie wampiry! –
jęknął Mark. – Ja już dialogi znam na pamięć... – usłyszałem śmiech dziewczyny,
a po chwili dołączyło do niego jeszcze kilka innych.
- No to w takim razie nie wiem –
westchnęła przytulając się do Louisa. – Wy coś wybierzcie...
Zabrałem się za przeglądanie
torby z płytami w czym dzielnie wspierał mnie Mark. W międzyczasie Lou
posprzątał ze stołu i zniknął z Katy w kuchni. Liam postanowił zadzwonić do
Danielle. „Pewnie opowie jej wszystko, co się dzisiaj działo...” Czyli raczej
mamy go z głowy, bo trochę tego będzie. Zayn wymknął się na fajkę. „I raczej
nie zadzwoni do swojej dziewczyny...” zaśmiałem się w duchu. „Czy tylko ja
zauważyłem, że coś jest nie tak między nim a Perrie?”
- Wszystko wydaje się w
porządku... – szepnął Mark kręcąc głową na kolejny film, który mu pokazałem.
- Taak... – uśmiechnąłem się
wyciągając następne pudełko. – Wygląda to zdecydowanie lepiej. Alex mówiła, że
jest ok. To był jej taki pierwszy raz. Miała prawo się zdenerwować. Mnie wciąż
to przeraża, a powinienem już przywyknąć...
- Czy Paul wie, co Louis
zamierza jutro zrobić? – Mark posłał mi wymowne spojrzenie. „Hmmm...”
- Gdybym ja to wiedział...
Niecierpliwie przestępowałem z
nogi na nogę. „No ileż można?!?” W sumie nigdzie się nie spieszyłem. Wcale mi
tak bardzo nie zależało na tym filmie, ale musieliśmy jeszcze zdążyć do sklepu.
I o dziwo wcale nie chodziło o to całe piwo. „Kupcie walizkę dla Katy.” Swoją
drogą Niall mógłby się nauczyć pisać „proszę”, gdy pisze do mnie wiadomości. „I
piwo” brzmiała kolejna. A po dwóch minutach przyszła kolejna. „I coś
słodkiego.” Rozbawił nas tymi wiadomościami niezmiernie.
- No ile jeszcze?!? – zawołałem
w stronę kuchni. – Myślisz, że mamy zamiar cię głodzić, czy coś? Zapasy robisz?
- A kto tam was wie? – Alex
pojawiła się w salonie niosąc spore pudło, które minutę później znalazło się w
moich rękach.
- Nigdy nie odmawiamy chleba i
wody głodującym – próbowałem zerknąć do środka. – Co tam masz?
- Takie małe prezenty dla was na
pamiątkę – powiedziała zakładając płaszcz. – I jak upuścisz, to ci drugiego
guza nabiję.
- Kupiłaś nam prezenty? Nie
trzeba było...
- A kto powiedział, że kupiłam?
– puściła mi oczko otwierając przede mną drzwi. – Nie wydaję pieniędzy na
pierdoły. – Sięgnęła po torbę i wyszła za mną na zewnątrz. Rozejrzałem się
dookoła czekając aż zamknie drzwi.
- Twoja ulubiona sąsiadka znów
na posterunku – zaśmiałem się i próbowałem chwycić karton jedną ręką by
pomachać kobiecie. Uwielbiałem patrzeć z jaką prędkością znika za firanką.
- Styles, jeśli coś rozbijesz,
znajdę cię nawet na końcu świata.
- Rozbijesz? – spojrzałem na nią
przerażony. – Dałaś mi jakieś szkło do ręki? Zwariowałaś?!? – nagle wydawało mi
się, że pudełko jest dwa razy cięższe i w dodatku gryzie. – Czy ty nie wiesz,
że mi wszystko z rąk leci?
- Oj, nie marudź – zaśmiała się
próbując otworzyć samochód.
- Zamknięty – „Ależ ja jestem
genialny...” – Kluczyki mam w tylnej kieszeni – poruszałem kilka razy brwiami.
- A więc w końcu się doczekałeś chwili,
w której będę macać cię po tyłku? – parsknęła, ale sięgnęła po klucze. – Taki z
ciebie spryciarz?
W odpowiedzi tylko błysnąłem
zębami. Położyłem karton na tylnym siedzeniu, a ona położyła na niego swoją
torbę i zatrzasnęła drzwi.
- Wsiadaj.
- O Boże! Zaraz zemdleję –
pisnęła. – Sam Harry Styles otwiera przede mną drzwiczki. Teraz już umrę
szczęśliwa.
- Bardzo śmieszne – uwielbiałem
te nasze wygłupy. Czekałem aż wgramoliła się do środka razem z tymi wszystkimi
spódnicami. Obszedłem samochód i zanim wsiadłem zdążyłem jeszcze pomachać
ciekawskiej kobiecie. – Musimy zdążyć do sklepu – przypomniałem.
- I jaki masz z tym problem? –
powiedziała włączając radio. – Zawsze możemy pojechać do Tesco. Jest
całodobowe.
- Serio? Prowadź...
- A co powiesz na tą? – niczym
zawodowy sprzedawca zaprezentowałem kolejną walizkę o wściekle różowym kolorze.
– Jest bardzo dziewczyńska.
- Może i ona jest niewidoma, ale
ty chyba chcesz, by oślepli wszyscy inni... – pokręciła głową nad moją głupotą,
po czym przyjrzała mi się uważnie. – Ale do ciebie mi ona bardziej pasuje. Na
twoim miejscu bym brała.
- Bardzo śmieszne... – odłożyłem
przedmiot na miejsce już rozglądając się za moim kolejnym wyborem.
- A może ta? – zapytała
pokazując mi czerwoną walizkę.
- Jest taka... – szukałem
odpowiedniego słowa – zwykła...
- Boże... – westchnęła unosząc
wzrok do nieba. – A jaka ma być? Dotknij – „Czy to był rozkaz?”
- Byłby z ciebie niezły generał
– zaśmiałem się posłusznie gładząc powierzchnię. „Aaa...” nareszcie dotarło do
mnie po co to całe macanie. Pod palcami wyraźnie czułem różne wzorki.
Przyjrzałem się jeszcze raz i teraz już mogłem zauważyć, że walizka może i jest
jednolicie czerwona, ale materiał tłoczony jest różnymi wzorkami. – Zwracam
honor. Ta będzie świetna. Może powinniśmy wziąć dwie?
- Ona nie zapełni nawet tej
jednej tym co ma – roześmiała się kierując w stronę kas.
- Alex, zaczekaj! – zatrzymałem
ją łapiąc za nadgarstek. – Mamy zamiar uzupełnić jej garderobę, gdy będziemy w
Londynie. Liam już rozmawiał o tym z Danielle. A tak przynajmniej miałaby
jednakowe...
- Harry, ona nie przyjmie od
was tylu prezentów – powiedziała cicho.
- Louis jakoś ją przekona –
bylem tego więcej niż pewny. – A walizki da jej się później. To znaczy oprócz
tej jednej.
- To ile ty masz zamiar ich
kupić? – spojrzała na mnie jakby mi nagle trzecie oko wyskoczyło.
Wyszczerzyłem zęby w szerokim
uśmiechu i wskazałem ręką na podwyższenie, gdzie stała ekspozycja złożona z kompletu
walizek różnej wielkości tylko innego koloru. Rozejrzałem się za kimś z obsługi
chcąc poprosić o czerwone zanim Alex odzyska głos. „Czyż nie jestem genialny?”
- Od początku wiedziałam, że
masz nie równo pod sufitem – wpatrywaliśmy się w otwarty bagażnik, a raczej w
jego zawartość. – Zdajesz sobie sprawę, że nikt nie może mnie zauważyć?
- Wiem. Daj mi chwilę. Myślę...
- Widać – parsknęła. – Głowa ci
paruje, a wyglądasz jakbyś miał zatwardzenie.
- Bardzo śmieszne – wyciągnąłem
jedną walizkę. – Włożymy twoją torbę do środka i voilá, to weźmiesz ty. Ja
zabiorę twój karton i...
- Może starczy jak weźmiesz
pudełko – przerwała mi w pół zdania. – Resztę walizek można zabrać jutro.
Przecież i tak chcesz jej dać tylko tą jedną na razie...
- Hmmm... – spojrzałem na nią i
szeroki uśmiech pojawił się na mojej na twarzy. – A więc jednak się boisz o
swoje prezenty. Wcale nie chcesz mnie zabić, przyznaj.
- Nie chcę – powiedziała. – Ale
nic by mnie nie powstrzymało przed skopaniem ci tyłka.
- No i znów miałem rację – zaśmiałem
się. – Jednak coś cię ciągnie do moich pośladków... No powiedz, że są boskie.
Nie wstydź się.
- Na te twoje małolaty to
naprawdę działają takie teksty? – parsknęła. – Nie wiem, czy by cię tak
wielbiły, gdyby poznały cie lepiej...
- Skarbie – klepnąłem ją po
tyłku i zamknąłem bagażnik. – Śmiesz wątpić w doktora Stylesa? Jak wrócimy na
górę, to ci pokaże na czym ten mój urok polega...
- No nie wiem, nie wiem – śmiała
się już na całego. – Krowa, która dużo ryczy...
- Uwierz, nie takie twierdze się
zdobywało – puściłem jej oczko i sięgnąłem po karton. – Idziemy. Czeka cię
niezapomniana noc...
Wytoczyliśmy się ze śmiechem z
windy. Próbowałem chwycić kawałek spódnicy jednocześnie nie tracąc cennego
kartonu.
- Nie wierzę, że to tylko jedna.
Masz ich tam co najmniej kilka pod spodem – wciąż uparcie trwałem przy swoim
zdaniu.
- Styles, kretynie, mówię ci
piąty raz, że nie mam i skończ ten temat – chowała się za walizką, którą
ciągnęła. – Lepiej byś drzwi otworzył.
- Wiesz, gdzie szukać – puściłem
jej oczko.
- Co ty wszystko na tyłku
nosisz? – parsknęła sięgając do kieszeni spodni.
- Nie wszystko – wyszczerzyłem
zęby w uśmiechu. – Gdybyś chciała telefon musiałabyś pomacać mnie gdzie
indziej...
- Niedoczekanie twoje zboczeńcu
– parsknęła otwierając drzwi.
- Ciągnie swój do swego...
- Kretyn – pokręciła głową
śmiejąc się do mnie. „Lub ze mnie, ale to i tak bez znaczenia.”
- Gdzie wyście byli tyle czasu? –
głos Louisa sprawił, że umilkliśmy na chwilę, by posłać sobie krótkie
spojrzenie, po czym znów wybuchnęliśmy śmiechem. – Wypiliście to piwo po
drodze?
- Piwo! – Alex spojrzała na mnie
wymownie. – Wiedziałam, że o czymś zapomnieliśmy... – postawiła walizkę pod
ścianą i pokazała mi bym tak samo zrobił z kartonem.
- Gdzie wszyscy? – zapytałem
spoglądając na Kate, która w za dużych ciuchach i z mokrymi włosami wyglądała
uroczo. Wciąż była jeszcze zarumieniona po kąpieli. „Albo po czymś innym”
dodałem uśmiechając się szeroko.
- A jak myślisz? – przyjaciel
wskazał głową zegar. „Ups... Zaszaleliśmy...” zaśmiałem się pod nosem. – Od
dawna śpią.
- Trochę nam zeszło – Alex
chichotała pod nosem. – Dlaczego wy jeszcze nie w łóżku? Musicie przecież
wcześnie wstać jutro... – podstawiłem jej zegarek pod nos. – To znaczy
dzisiaj...
- Kate chciała na was
poczekać...
- Słońce ty moje... – Alex
przesiadła się na kanapę i objęła przyjaciółkę ramieniem. – Trochę nam zeszło.
Przecież mnie znasz. Jak ja pójdę na zakupy, to zapominam o wszystkim...
Kupiliśmy ci walizkę. – Zauważyłem, że Kate chce coś powiedzieć. – I zanim się
odezwiesz, to muszę dodać, że będzie ją łatwiej upilnować niż czarną torbę.
Będziecie teraz sporo jeździć i naprawdę to będzie lepsze rozwiązanie. Zapytaj
kogo chcesz, ale każdy ci powie, że w długich podróżach najlepiej sprawdza się
walizka... To jak będzie?
- Dziękuję – odezwała się cicho
posyłając nam delikatny uśmiech. Zauważyłem, że Lou posyła mi dziękczynne
spojrzenie. Wszyscy nam dziękują, a to przecież pomysł Horana. „Ewentualnie
Liama” dodałem w myślach.
- To co kochanie? Idziemy? –
skinęła mu głową i po chwili oboje zniknęli w sypialni życząc nam dobrej nocy.
- Łatwo poszło – zdziwiłem się.
– Jak ty to robisz?
- Podaję logiczne wytłumaczenie
– zsunęła buty rozsiadając się wygodnie na kanapie. – A jak to nie działa, to
mogę jeszcze powiedzieć, że tak będzie dla was prościej. Ale to już jest niezbyt
czyste zagranie – przyznała. – Ona wciąż się martwi, że będzie dla was
ciężarem. Zwłaszcza dla Louisa. W ten sposób zgodzi się na wszystko, nawet
jeśli nie będzie jej z tym dobrze... Lepiej nie wykorzystujcie tego za
często...
- Powinnaś z nami jechać –
zrzuciłem trampki i usiadłem obok niej kładąc nogi na ławie. – Chociaż na
trochę...
- Naprawdę nie mogę –
westchnęła. – Pomijając fakt, że nie dostałabym teraz wolnego, to przecież
wiesz jaki jest główny powód...
- Wiem... – wzruszyłem
ramionami. – Ale to nie znaczy, że się z tym zgadzam. Czy to naprawdę najlepsze
rozwiązanie zostawić cię tu samą?
- Styles, czy ty się o mnie
martwisz? – zaśmiała się trącając mnie stopą.
- No baa... – uśmiechnąłem się.
– Nie mam czasu szukać nowego wspólnika... Masz ochotę obejrzeć jakiś film? –
zmieniłem szybko temat, bo czułem, że zaraz rozryczę się jak baba.
- A nie powinieneś iść
przypadkiem spać?
- Nie opłaca się – sięgnąłem po
pilota. – Położę się jak wrócimy... A teraz zobaczmy, co za film zostawili w odtwarzaczu...
Wpatrywałem się w lustro wciąż
zaspanymi oczyma i kolejny raz przeklinałem w myślach wstawanie o piątej rano.
Mycie zębów wydało mi się nagle bardzo usypiającym zajęciem. Wszystko wydawało
mi się teraz takie... usypiające... „Nawet te kafelki wyglądają na bardzo
wygodne...”
- Mogę? – w otwartych drzwiach
stanęła Kate. Wyglądała cudownie. Jak zawsze. Uśmiech momentalnie pojawił się
na mojej twarzy, a serce zabiło w tym innym rytmie...
- Jasne – odpowiedziałem
wypluwając pastę. – Harry oddał ci swoją koszulkę z Ramones? – zdziwiłem się
trochę. Moim pytaniem wywołałem uroczy rumieniec na jej policzkach.
- Tak – pewnie wyciągnęła rękę
przed siebie sięgając po szczoteczkę do zębów. Podałem jej pastę, której nie
zdążyłem jeszcze odłożyć na miejsce. – Dziękuję – posłała mi delikatny uśmiech.
– Powiedział, że ma takie dwie i ta się
trochę skurczyła w praniu. Chociaż jeżeli o mnie chodzi to i tak jest wielka.
- Wygląda nieźle – przyznałem
wycierając twarz. – Pomysłowo ją związałaś... – uśmiechnęła się szczotkując
zęby. – Pójdę sprawdzić, czy on już jest gotowy, bo mam dziwne przeczucie, że
polegli wczoraj na tej kanapie.
Złożyłem jej pocałunek we
włosach i wyszedłem z łazienki. Obrazek, który zastałem wchodząc do salonu
sprawił, że na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. „Muszę to uwiecznić”
zaśmiałem się w myślach i od razu sięgnąłem po telefon. Harry spał z głową
odchyloną do tyłu i z nogami wyciągniętymi przed siebie. Jedną rękę oparł na
ramieniu Alex, która zasnęła wygodnie z głową na jego udach. I może nie byłoby
w tym nic zabawnego gdyby nie fakt, że dziewczyna leżała przodem do oparcia
kanapy. „I wcale nic głupiego właśnie nie przyszło mi na myśl...” śmiałem się
pod nosem podchodząc bliżej. Hazz jak zwykle ślinił się niemiłosiernie, ale
jego przyjaciółka wcale nie była w tym gorsza i coś mi się wydaje, że ta plama
na jego spodniach będzie wyglądała całkiem zabawnie gdy wstanie...
- Harry... – trąciłem go w
ramię, ale oczywiście nie było żadnej reakcji. Pochyliłem się nad nim. –
Harry... – wyszeptałem mu prosto do ucha. – Harry... – mruczałem nadal.
- Nie teraz Alex... – powiedział
pod nosem i spał dalej.
- Co?! Zdradzasz mnie z Alex? –
pisnąłem mu przy uchu.
- Co?! – zerwał się na równe
nogi zapewniając tym samym twarde lądowanie dziewczynie.
- Styles, zabiję cię za takie
numery – jęknęła próbując się podnieść. Podałem jej pomocna dłoń. – Dzięki.
- Nie ma sprawy – uśmiechnąłem
się podziwiając piękną plamę na spodniach przyjaciela w całkiem strategicznym
miejscu. – Może przeniesiesz się do sypialni i jeszcze pośpisz. My musimy się
zbierać. Harry! – przyjaciel chyba postanowił się jeszcze zdrzemnąć. – To nie
było do ciebie. Ty masz się szykować. Za pół godziny wychodzimy.
- Co? – Patrzył na mnie mrużąc
oczy przed światłem. – Nie... – jęknął, gdy dotarło do niego znaczenie moich
słów. – A dlaczego ona może jeszcze pospać? To nie sprawiedliwe...
- Szukasz sprawiedliwości na tym
świecie Styles? – zaśmiała się Alex ciągnąc go w stronę sypialni jak małe,
uparte dziecko. „No, może raczej duże...” sprostowałem. – Gdyby tak było, to
ciebie teraz bolałaby dupa, a nie mnie...
- Po czym cię...
Ciąg dalszy ich fascynującej
wymiany zdań przerwało zamknięcie się drzwi od sypialni. Spojrzałem na Kate,
która uśmiechała się czymś rozbawiona. „Jak nic rozmową tamtej dwójki...”
Zauważyłem, że trzyma w dłoniach moją kurtkę, którą zostawiłem dla niej przy
rzeczach, które sobie naszykowała do ubrania.
- Coś nie tak kochanie?
- Zostawiłeś to dla mnie? –
„spojrzała” mi w oczy, a ja miałem wrażenie, że nagle coś wyssało ze mnie całe
powietrze.
- Tak – uśmiechnąłem się wyjmując
dżinsową kurtkę z jej rąk. – Z rana jest zimno – pomogłem jej założyć okrycie.
– Potem ją zdejmiesz. To najmniejsza jaką znalazłem... – „Chyba jednak trochę
za duża...” – Możemy podwinąć rękawy tak, żeby bluza wystawała. Powinno być
lepiej. Pokaż...
Przyjrzałem się skończonemu
dziełu i aż zagwizdałem pod nosem, wywołując tym cudowny rumieniec u mojej
dziewczyny.
- Normalnie mam zadatki na
stylistę – skradłem jej szybkiego całusa powiększając tylko czerwień na
policzkach. – Jesteś piękna... – wyszeptałem z wargami przy jej ustach i
zamknąłem ją w objęciach.
- Cześć gołąbeczki – Niall
przyłączył się do uścisku składając głośnego całusa na naszych policzkach po
czym opadł na najbliższy fotel. – Co tu tak zimno?
- Ktoś zostawił drzwi na taras
otwarte – Mark opierał się o framugę i przyglądał się Kate. „Wcale nie jestem
zazdrosny. To jego praca” powtarzałem sobie w głowie, ale mocniej objąłem
dziewczynę ramieniem i usiadłem z nią na fotelu Liama. – Obstawiam tą dwójkę,
co spała na kanapie.
- Kto spal na kanapie? – blondyn
spojrzał na nas.
- Harry i Alex – wyszczerzyłem zęby
w uśmiechu. – A jak zabawnie razem wyglądali...
- Pokaż zdjęcie.
- A skąd wiesz, że je zrobił? –
Liam pojawił się nie wiadomo skąd. – Cześć wam.
- Na pewno ma i to nie jedno.
Już ja go znam – śmiał się Horan. – Pewnie planował się trochę z niego
ponabijać...
„Normalnie jakby czytał mi w
myślach...” Wyjąłem telefon i odnalazłem ostatnią fotkę. Podałem aparat
przyjacielowi. Pozostali pochylili się nad nim.
- O matko! – parsknął Niall. –
To wygląda jakby mu obcią... Yyy... Ten, no... – zaplątał się blondyn
spoglądając w stronę Kate i momentalnie rumieńce pojawiły się na jego
policzkach. – No właśnie...
- Zobacz poprzednie –
powiedziałem, gdy już wyciągał komórkę w moją stronę. – Rozważam wstawienie
jednego na Twittera – roześmiałem się widząc ich miny. – Na przykład to, gdzie
nie widać twarzy Alex... – Niall prawie się popluł, gdy zdał sobie sprawę, że
to było to pierwsze zdjęcie. – Tylko jeszcze nie wymyśliłem jaki dać podpis...
- Możesz napisać... – Horan
drapał się po głowie. – Mam! Tak! Tak! Tak! – wczuł się w sytuację.
- Jestem. Coś mnie ominęło? –
Harry zjawił się akurat w idealnym momencie.
- Taaaaak! – zakończył
spektakularnie Niall i wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem. Tylko biedny Hazza wciąż
stał w miejscu patrząc na nas zdezorientowanym wzrokiem.
- Co wam tak wesoło? –
pojawienie się Alex tylko powiększyło naszą głupawkę. – Ślicznie wyglądasz
Kate. – Jej komplement sprawił, że moje kochanie znów się zaczerwieniło.
- Nie miałaś iść jeszcze spać? –
Harry uwiesił się jej na ramieniu.
- Poczekam aż wyjdziecie –
uwolniła się od jego ciężaru dając mu sójkę w bok. – A potem mam zamiar
wreszcie sprawdzić, czy z tych złotych kranów leci szampan...
- Będziesz się kąpać? Tak beze
mnie? – jęknął. – Taka z ciebie wspólniczka... Mnie za drzwi jak psa o tej
nieludzkiej porze, a sama będziesz się w wannie wylegiwać...
- Mam ci przypomnieć, kto te
wanny szoruje od rana do wieczora, gdy ty bawisz się w gwiazdę?
- To też ciężka praca – bronił
się.
- Nie wątpię. Ale dziś mam
zamiar sprawdzić jak mieszkają VIP-y w tym hotelu, a potem zakopię się w twoim
łóżku z kubkiem gorącej czekolady i pysznym śniadaniem, które KTOŚ mi zrobi i
przyniesie – zaakcentowała odpowiednie słowo. – Myśl o tym, gdy będziesz
odmrażał sobie tyłek w samochodzie...
- Wredne babsko – mruknął. –
Jeszcze zobacz... – jego jakże interesującą pewnie ripostę przerwał telefon
Liama.
- Cześć Paul – powiedział do
słuchawki. – Jesteśmy... – rozejrzał się. – Gdzie Zayn? Zaraz będziemy –
rozłączył się. – Na nas już czas. Zayn! Idziemy!
- Nie drzyj się tak. Nie jestem
głuchy – Malik wyglądał jakby wciąż spał. – Cześć dziewczyny.
- Wy zawsze tacy jesteście pełni
energii z rana? – Alex spoglądała na bruneta próbując się nie roześmiać. –
Biedactwa... Tak rano kazali wam wstać...
- Gotowa? – zapytałem cicho nie
zwracając już większej uwagi na resztę. Ścisnąłem jej dłoń próbując dodać
otuchy. Pokiwała delikatnie głową i posłała mi delikatny uśmiech.
- Pójdę tylko po torebkę –
szepnęła wstając z moich kolan i kierując się do pokoju. Alex
podążyła za nią.
- Wszystko dobrze Lou? – odezwał
się cicho Niall.
- Wydaje mi się, że tak... –
odpowiedziałem, gdy dotarło do mnie, że ona chyba się nie trzęsła ze strachu.
„A może tego nie zauważyłem?” Nie. Na takie rzeczy zawsze zwracam uwagę.
- A nie możesz jechać z nami? –
usłyszałem ciche pytanie Kate, gdy wychodziła za Alex z sypialni.
- Słońce ty moje – dziewczyna
stanęła przed przyjaciółką kładąc jej ręce na ramionach. – Nie mogę iść z wami,
a ty nie możesz zostać ze mną – przytuliła ją mocno. – To jest coś, co musisz
zrobić beze mnie... – podszedłem bliżej. – A teraz złap swojego chłopaka za
rękę i zadziw nas wszystkich jeszcze raz. Będzie dobrze. Pamiętaj o czym rozmawiałyśmy.
- Miłej zabawy z bąbelkami –
uśmiechnęła się do Alex sięgając po moją dłoń. Splotłem nasze palce ściskając
je lekko.
- Tylko się nie utop – dodał
Harry. – I nie zużyj całego płynu do kąpieli.
- Bez obaw Styles – wskazała mi
głową drzwi. – Nie mam zamiaru pachnieć jak cała drogeria. Zostawiam to
tobie...
Wyszliśmy na korytarz pozwalając
dziewczynie zamknąć za nami drzwi. Zayn już wciskał przycisk windy. Kate mocno
ściskała moją dłoń, ale miałem wrażenie, że to na razie jedyny objaw jej
zdenerwowania. Wszyscy zerkali to na nią, to na mnie. Władowaliśmy się do windy
wciąż w całkowitej ciszy. „Zaczyna to się robić dziwne...” pomyślałem.
- Ale serio przesadziłem z
perfumami? – odezwał się nagle Harry. – Mała, ty mnie nie okłamiesz... Naprawdę
za dużo?
- Ładnie pachniesz... –
usłyszałem cichy głos. – Alex cię tylko drażniła...
- Ale ja pachnę ładniej, co nie?
– zapytał albo może stwierdził Niall.
- O ile ktoś lubi czipsy
bekonowe... – zaśmiała się Kate. A reszta jej zawtórowała.
- No co? Głodny byłem...
- Masz jeszcze? – żołądek
Harry’ego chyba też już się obudził.
- Nie... – westchnął blondyn i w
tym samym momencie rozsunęły się drzwi windy.
Zauważyłem, że Paul stoi
dokładnie na wprost pod ścianą i posyła mi pytające spojrzenie. Posłałem mu uspokajający uśmiech.
- Dzień dobry – odezwał się, gdy
podeszliśmy bliżej. – Dłużej się nie dało?
- Nie kuś losu Paul – zaśmiał
się Harry. – Bo Zayn ci następnym razem udowodni, że jednak się da...
- Co? – brunet wyglądał jakby
wciąż spał i pewnie tylko swoje imię zarejestrował. „W samochodzie od razu
padnie.”
- Jak się masz Kate? – menadżer
zajął miejsce Nialla u jej boku.
- Dziękuję dobrze – posłała mu
delikatny uśmiech. – A pan?
- Może być – jego mina nic nie
zdradzała. – Pewnie byłoby lepiej, gdybym mógł jeszcze pospać z dwie
godzinki...
- Myślę, że więcej chętnych by
się znalazło... – prowadziła z Paulem miłą pogawędkę dając mi się prowadzić do
wyjścia. „Czy mi się to śni? Co takiego Alex jej powiedziała?” zastanawiałem się
pełen podziwu.
- Schody... – szepnąłem, a w
odpowiedzi dostałem piękny uśmiech i poczułem, że ściska mocniej moją dłoń.
Pomogłem jej wejść do samochodu. Raz po raz wyłapywałem spojrzenia chłopaków,
którzy tak jak ja nie mogli uwierzyć w różnicę miedzy wczoraj a dzisiaj...
- Kawy... – jęknął Zayn, gdy
tylko ruszyliśmy.
- Jeść... – przyłączył się
Niall.
- Spać... – Harry postanowił też
się pobawić.
- Jak dzieci... – westchnął
Paul, ale usłyszałem, że powiedział kierowcy, by się zatrzymał, gdy coś będzie
otwarte.
Przytuliłem do siebie Kate wciąż
nie mogąc wyjść z podziwu nad jej dzisiejszą postawą. Cieszyłem się, ale nie
zamierzałem jeszcze świętować. Sporo przed nami.
Droga do radia miała nam zająć
trochę ponad godzinę. Udało nam się nawet wypić kawę i zjeść rogalika. Teraz
już zdecydowanie bardziej rozbudzeni wsłuchiwaliśmy się w monolog Paula, który
przekazywał nam informacje związane z wywiadem. Które potem powtórzą nam pewnie
na miejscu jeszcze raz. Byliśmy już kiedyś gośćmi w tej audycji, wiec doskonale
wiedzieliśmy jak to wygląda. Ale Paul, to Paul... Swoje musi powiedzieć. Gdy
zaczął wymieniać możliwe miejsca, gdzie Kate i Mark będą mogli na nas zaczekać,
poczułem na sobie wzrok przyjaciół.
- Paul... – zacząłem cicho
ściskając delikatnie palce dziewczyny. – Chcę by została ze mną...
- Co? – mierzył się ze mną
spojrzeniem. – Jak ty to sobie wyobrażasz? – zapytał po chwili wzdychając.
- Jeżeli dobrze pamiętam, to
jest tam całkiem wygodna kanapa... – mówiłem spokojnym głosem. Cały czas
rysowałem kciukiem tajemnicze znaki we wnętrzu jej dłoni. – Mogą tam usiąść i
przysłuchiwać się audycji. Program potrwa dwie, trzy godziny. Nie będę się cały ten
czas zastanawiał, czy wszystko w porządku... A Kate sobie poradzi i przy okazji
posłucha jak robimy z siebie debili na antenie... – posłała mi delikatny
uśmiech po czym przygryzła wargę. „Oj, nie rób tak, maleńka...” zadrżałem, a
uśmiech na jej twarzy tylko się powiększył. „Spryciula...” odezwało się moje
drugie ja.
Zapadła cisza. Teraz oczy wszystkich
spoczęły na Paulu. Zauważyłem, że bierze głęboki oddech. A potem kolejny. I
jeszcze jeden. Może nawet liczy do dziesięciu. Gdy się odezwał był całkowicie spokojnym człowiekiem.
- Możemy tak zrobić... – zaczął.
– Ale wtedy raczej nie unikniecie pytań... Myślałem, że chcecie na nie
odpowiedzieć u Nicka...
- Nic się nie zmieniło – przyznałem.
– Myślę, że znasz niejeden sposób, by dziś te pytania nie padły na antenie...
- Możemy z nimi o tym pogadać,
ale to będzie szło na żywo. Nigdy nie możesz mieć stuprocentowej pewności, że z
czymś nie wyskoczą. A telefony od fanów? W internecie już piszą o tajemniczej
dziewczynie...
- Lou, ja mogę zaczekać nawet w
samochodzie – Kate posłała mi ledwie zauważalny uśmiech. – Możemy tu was
posłuchać...
- Wiem, ale naprawdę wolałbym
byś poszła ze mną – Posłałem Paulowi spojrzenie mówiące, że nie zmienię zdania
i jestem równie uparty jak on.
- Dobra – poddał się w końcu. –
Zobaczymy jak to będzie...