poniedziałek, 18 lutego 2013

41




   - A wiec nareszcie postanowiło się obudzić moje słoneczko? – usłyszałam rozbawiony głos przyjaciółki. Materac ugiął się z jednej strony.
   - Alex! – rzuciłam się jej w ramiona szczęśliwa, że jest obok mnie.
   - To się nazywa powitanie – zaśmiała się przytulając do swojej piersi. – Lepiej się czujesz?
   - Tak – odpowiedziałam z twarzą wtuloną w jej miękkie ciało. – Już dobrze... – druga część mojej wypowiedzi już nie zabrzmiała przekonująco. Przypomniały mi się wydarzenia dzisiejszego dnia i w głowie znów usłyszałam te paraliżujące mnie krzyki. Łzy momentalnie zaczęły spływać po moich policzkach. – Nie dam rady... – łkałam mocząc jej bluzkę. – Myślałam, że sobie poradzę, ale to jest... To wszystko... Ja nie wiem... – próbowałam opisać uczucia, które mną targały, ale jedyne co mi teraz wychodziło, to płacz w jej ramionach.
   - Hej, hej... kochanie... Ciii... Nie płacz... – próbowała mnie uspokoić. – Przecież ja wszystko widziałam. Poradziłaś sobie doskonale. Chłopcy mi już opowiedzieli jak było na próbie. Cieszyli się jak dzieci, a Louis jest z ciebie taki dumny, że jeszcze trochę i pęknie... – ścierała mi łzy z twarzy. – Nie płacz... Porozmawiaj ze mną...
   - Naprawdę powiedzieli, że było dobrze? – próbowałam uspokoić oddech. – I Lou...
   - Przecież ja bym cię nie okłamała – zapewniła mnie gładząc uspokajająco po plecach. – A Lou, to powoli robi się nudny...
   - Niemożliwe – starłam ostatnie łzy. – To słowo w ogóle do niego nie pasuje – w głowie widziałam twarz ukochanego. Moją momentalnie rozjaśnił ciepły uśmiech.
   - Ty też? - jęknęła Alex.
   - Co ja też? – zdziwiłam się.
   - Masz ten wyraz twarzy mówiący, że właśnie myślisz o czymś... A raczej o kimś... – zaśmiała się. – On ma dokładnie tak samo, gdy mowa o tobie. Wygląda jak zakochany kundel.
   - Ej! – nie byłam do końca przekonana czy to komplement.
   - To taka postać z bajki, skarbie – pocałowała mnie w czoło. – Myślę, że on nie potrzebuję obrońcy. Ale słodko wyglądasz z tym walecznym wyrazem twarzy... A wracając do tematu... – ujęła palcami moją brodę i uniosła twarz, by jak zwykle sprawdzić, czy powiem jej wszystko. „I to o mnie mówią wykrywacz kłamstw...” – Nie było przecież źle. Widziałam jak wysiadłaś z samochodu i jak stałaś obok Louisa, gdy rozmawiał z fankami. Próba podobno była udana. Więc o co chodzi?
   - Było strasznie głośno... – zaczęłam powoli.
   - Wiedziałaś, że będzie. Przecież rozmawiałyśmy na ten temat.
   - Nie sądziłam, że będzie aż tak... – westchnęłam. – I jeszcze menadżer powiedział, że to nie jest dużo osób... – pociągnęłam nosem. – I one krzyczały z każdej strony... Nic innego nie słyszałam...
   - Trochę może wystraszyć, to muszę przyznać – zaczęła tym swoim profesorskim tonem, który sprawiał, że nie mogłam się nie uśmiechnąć. – Ale czy naprawdę było aż tak źle? To był pierwszy raz, gdy coś takiego słyszałaś, ale czy nie było fajnie? Tak w ogóle... – po prostu wiedziałam, że wpatruje się teraz w moje oczy. – Zastanów się przez chwilę... Czy ta jedna rzecz, z którą i tak sobie poradziłaś, przekreśliła wszystkie inne?
   Odtwarzałam w głowie przebieg dzisiejszego dnia. „Było przerażająco. Obco. Obezwładniająco głośno. Strasznie. Ale...
   - Chwilami było nawet zabawnie... – przyznałam uczciwie. – I Lou poprosiła mnie o zaopiekowanie się córeczką...
   - Słyszałam, że twój telefon zrobił furorę – zaśmiała się, a ja spiekłam raka. „Ciekawe, kto jej...” – Harry już zdążył mi się pochwalić jaki to jest genialny – jak zwykle czytała mi w myślach.
   - To prawda – uśmiechnęłam się. – I zaliczyłam taki pierwszy prawie koncert...
   - I jak się podobało? Zostałaś nową fanką zespołu?
   - Ja już od jakiegoś czasu nią jestem – przyznałam. – Już raz dla mnie zaśpiewali i Lou...
   - Czyżby śpiewał ci serenady? – teraz to już byłam pewnie bordowa. – Kocha cię jak wariat, wiesz o tym, prawda? – powiedziała to poważnym tonem. Pokiwałam tylko głową, bo coś po prostu chwyciło mnie za gardło i nie mogłam wydobyć z siebie głosu.
   - Ja też go kocham... – w końcu szept wydostał się z moich ust. – Wiem do czego zmierzasz... – przygryzłam wargę próbując zebrać myśli. – Ja naprawdę chcę z nim jechać – usiadłam prosto. – Boję się tylko tego, że sobie nie poradzę. Dziś byłam przerażona i chwilami naprawdę nie mogłam się ruszyć. Chciałam, ale nie mogłam.
   - Ale dałaś radę – Alex ścisnęła moją dłoń. – Z pomocą Louisa i chłopaków. Udało się. Dlaczego nie możesz być z siebie tak dumna jak oni? – zapytała. – Wprawdzie akurat teraz są bardziej zdezorientowani, bo nie wiedzą co się dzieje...
   - Naprawdę? – zdziwiłam się. – Ale przecież...
   - To nic takiego. Nie przejmuj się. Po prostu się martwią, czy może ktoś ci czegoś niemiłego nie powiedział i że to może dlatego...
   - Nikt mi nic nie powiedział... – zapewniłam ją. – Poza tym Louis już mnie uprzedzał, że mam się tym nie przejmować...
   - To dobrze. Tylko o tym pamiętaj, gdy przyjdzie pora – znów ścisnęła moją dłoń. – On się tobą dobrze zaopiekuje, Kate... – dodała ciszej. – To widać w jego oczach, gdy o tobie mówi, na ciebie patrzy... Naprawdę chciałabym byś mogła zobaczyć tą miłość w jego spojrzeniu... Nie musisz się bać, bo on nie pozwoli cię skrzywdzić – łzy pociekły mi po policzkach. „A dopiero przestałam się mazać...
   - Wiem, Alex... – uśmiechnęłam się na myśl o moim chłopaku. – To można też wyczuć...
   - Przecież wiem, głupia – zaśmiała się, ale po jej głosie było słychać, że nie tylko ja się wzruszyłam. – Poradzisz sobie?
   - Tak – uśmiechnęłam się i dodałam już pewniejszym głosem – Dam sobie radę.
   - Moja dziewczynka – roześmiała się. – Tylko o mnie nie zapomnij.
   - Głupoty gadasz. Przecież będę dzwonić. I może przyjedziesz. Albo my... – czułam się o niebo lepiej. „W tym momencie. Oby to uczucie zostało ze mną na dłużej...
   - Spróbowalibyście mnie nie odwiedzić – pogroziła. – Louis już wie, że jak nie zadzwonicie przynajmniej raz na trzy dni, to go spotka sroga kara...
   - Ciekawe jaka? – zaśmiałam się. – I jeszcze mi powiedz, że się wystraszył...
   - Oczywiście. Płakał jak dziecko i błagał o litość – parsknęła. – A skoro już o twoim chłopaku mowa, to mam dla ciebie prezent. Albo dla was? A może dla niego? Hmmm... Ty mi powiedz... – włożyła mi w dłonie małe pudełko.
   - Co to jest? – obracałam przedmiot w dłoniach, ale niewiele mi to dało. Wciąż nie wiedziałam, co takiego trzymam...
   - Otwórz – próbowałam określić, z której strony się otwiera, ale każda była dokładnie zaklejona. – Wzdłuż perforacji... – dopiero teraz wyczułam o czym mowa. Nacisnęłam mocniej i jeden bok otworzył się gwałtownie, a zawartość pudełka rozsypała się po pościeli. Zaczęłam zbierać, ale gdy wzięłam pierwsze kilka torebek do ręki i poczułam, co to jest...
   - Alex... – jęknęłam i pewnie przypominałam teraz dorodnego pomidora. – Zwariow...
   - Alex, Li się pyta... – „O matko! Takie rzeczy, to tylko mi się przytrafiają...” jęknęłam w myślach. – Nie śpisz już kochanie? – zaczęłam nerwowo zbierać rozsypane paczuszki. – Wszystko w porządku? – słyszałam, że podchodzi bliżej. Po chwili łóżko ugięło się pod jego ciężarem i poczułam gorące ciało przytulające się do moich pleców. – Co tam masz?
   - Nic... – zaczerwieniłam się jeszcze bardziej. „Czy to w ogóle możliwe?” Próbowałam ukryć pudełko. – Alex...
   - Tu jedną zostawiłaś – powiedział cicho opierając brodę na moim ramieniu i wkładając mi zgubę w dłonie. Słyszałam rozbawienie w jego głosie.
   - D-Dziękuję – mruknęłam pod nosem zawstydzona. „Boże, pomocy! Tylko nie rozmawiajmy o tych przeklętych prezerwatywach! Błagam...
   - Liam się pyta, co ci zamówić na kolację? – Lou chyba usłyszał moje błagania. – Zaraz będzie dzwonił...
   - Z restauracji na dole? – upewniła się Alex. W odpowiedzi dostała mruczące potwierdzenie, bo usta Louisa zajęte były smakowaniem skóry na moim ramieniu. – I mogę sobie wybrać cokolwiek z menu? – kolejne przytaknięcie. – To nie mogę nie skorzystać – ucieszyła się podnosząc się z łóżka. – Zaraz sobie takie pyszności zmówię, że Niall będzie mnie błagał, bym dała mu spróbować – śmiała się zamykając za sobą drzwi sypialni.
   Po jej wyjściu zapadła dziwna cisza. Już od dawna wiedziałam, że moja przyjaciółka potrafi wypełnić sobą każde pomieszczenie. Nawet gdy nic nie mówiła, można było wyczuć jej obecność.
   - To powiesz mi jak się czujesz? – usłyszałam spokojny głos przy swoim uchu.
   - Już dobrze – obróciłam się w jego stronę i posłałam mu uśmiech, który miał potwierdzić moje słowa. – Trochę spanikowałam, przepraszam... – postanowiłam szczerze się do wszystkiego przyznać. – Te wszystkie krzyki były trochę dezorientujące. Można się w nich zgubić...
   - Po pierwsze i najważniejsze: byłaś wspaniała. Poradziłaś sobie ze wszystkim zadziwiając nas na każdym kroku. I nie musisz nikogo za nic przepraszać – powiedział muskając palcami mój policzek. – Jestem z ciebie naprawdę dumny kochanie i ty też powinnaś – złożył na moich ustach krótki pocałunek. – Jestem pewien, że jutro rano będzie lepiej.
   - Jutro? – zapytałam próbując sobie przypomnieć, co miało być następnego poranka.
   - Mamy wywiad w radio – odezwał się. – Audycja trwa trzy godziny. Musimy być trochę wcześniej, żeby się dowiedzieć co i jak... Ale za to później będziemy mieli cały dzień dla siebie.
   - Od razu słychać, z której części dnia cieszysz się najbardziej – zaśmiałam się.
   - Nie da się ukryć – przyznał. – Pewnie jesteś głodna. Przespałaś lunch, a i na śniadanie za dużo nie zjadłaś...
   - Trochę jestem – uśmiechnęłam się. Prawda była taka, że wręcz umierałam z głodu.
   - Na co masz ochotę? – zaczął podnosić się z łóżka ciągnąc mnie ze sobą. – Coś zgubiłaś – zaśmiał się. Gdy zdałam sobie sprawę, że zapomniałam o tym nieszczęsnym pudełku moje policzki zapłonęły purpurą. Podał mi kartonik. – Lepiej schowaj, bo jak Harry to zobaczy, to nie uwolnimy się od jego docinek przez długi czas. – Po chwili wiadomy przedmiot zniknął w szufladzie bezpiecznie przykryty ciuchami. – Idziemy?
   - Za chwilę przyjdę – wciąż czułam gorąco na twarzy. – Muszę do łazienki.
   - To czekamy – usłyszałam, że kieruje się do drzwi. – A... – zatrzymał się. – Nie powiedziałaś mi co byś zjadła?
   - Możesz poprosić Nialla, by mi coś wybrał? – uśmiechnęłam się na myśl, ile taki gest sprawi radości przyjacielowi.
   - Będzie dumny jak paw, że dostąpi tego zaszczytu – zaśmiał się Lou zamykając za sobą drzwi sypialni.
   Po chwili usłyszałam jeszcze głośny okrzyk radości i uśmiechając się do siebie poszłam do łazienki. „W sumie to nie był taki zły dzień...


   - Muszę powiedzieć, że te ciasto czekoladowe było świetne, ale nawet nie umywa się do twojego Katy. – Po prostu uwielbiałem prawić jej komplementy. Ta dziewczyna była taka skromna, że to aż niemożliwe. „I zawsze reagowała na nie tak samo” uśmiechnąłem się widząc słodki rumieniec, który zagościł na jej policzkach.
   - I dlatego zjadłeś tylko pół? – zaśmiał się Harry. Machnąłem tylko ręką. „Co to jest połowa?” roześmiałem się w duchu. „I całemu bym podołał.
   - To jest jego dyskretny sposób, by powiedzieć, że może byś coś upiekła – odezwała się Alex, a ja szczerzyłem się jak głupi, bo właśnie o to mi chodziło. „Dzięki. Nareszcie ktoś kumaty.
   - Jutro możemy coś zrobić... – Kate posłała mi uroczy uśmiech.
   - Obawiam się, że muszę to przerwać zanim te plany posuną się dalej – odezwał się Liam. – Przypominam, że jutro nie będzie czasu...
   - Co? Dlaczego? – spojrzałem na niego zawiedziony.
   - Bo jutro spędzisz popołudnie pakując wszystkie swoje rzeczy – Li posłał mi wiele mówiące spojrzenie, pod którym prawie się skuliłem. – A jak skończysz, to jeszcze raz sprawdzisz i dopakujesz, to wszystko co zostawiłeś za pierwszym podejściem. Jeżeli dobrze pamiętam ostatnio okazało się, że pozapominałeś połowy...
   - Już tam od razu połowy... – mruknąłem. – Kilku rzeczy tylko...
   - Kilku? – prychnął Zayn. – I dlatego przysłali ci je w dwóch wielkich pudłach?
   - Och, no dobra... – westchnąłem zrezygnowany. „No to nici z pyszności...
   - Jak ja nie cierpię pakowania... – jęknął Lou łącząc się ze mną w bólu. – Znowu jakimś cudem okaże się, że połowa się nie zmieści w walizkach.
   - Pomogę ci – Katy posłała mu jeden z tych przeznaczonych tylko dla niego uśmiechów. „Boże, mogę na nich patrzeć godzinami... I o dziwo mnie nie mdli od tej ich słodkości” zaśmiałem się pod nosem.
   - Dziękuję – przytulił ją do siebie odrobinę mocniej. – Nie myśl, że nie skorzystam.
   - Właściwie, to tobie też przydałaby się walizka, Kate... – odezwał się Li. – Ta czarna torba będzie świetna jako bagaż podręczny, ale wszystkiego do niej nie zmieścisz.
   - Nie mam dużo rzeczy... – powiedziała cicho rumieniąc się przy okazji. „Louis miał rację. Ona naprawdę się tego wstydzi...
   - Dobra – postanowiłem to przerwać zanim rozpocznie się dyskusja, która będzie dla niej niekomfortowa. Spojrzałem na Zayna, wzrokiem prosząc o wsparcie. – Zmieńmy temat. O pakowanie będziemy się martwić jutro. Może jakiś film obejrzymy?
   - Czemu nie? – poparł mnie przyjaciel. – Tylko skoczę na fajkę.
   - Alex, może zostaniesz z nami do niedzieli? – Lou chyba nie mógł bardziej uszczęśliwić Katy. – Skoro masz wolne...
   - To nawet kuszące – zaśmiała się. – Ale nie mam nic z sobą i...
   - To żaden problem – najwyraźniej Harry był równie zadowolony co Katy. – Pojedziemy do ciebie. Weźmiesz co trzeba. Może wracając jakieś piwko kupimy...
   - O tak! To dobry pomysł. Mi też kupcie – podchwycił Zayn zapominając swoje niedawne obietnice odnoście abstynencji.
   - I mi – posłałem im szeroki uśmiech.
   - Wiem, że teraz zabrzmię strasznie nudno, ale wiecie, że o szóstej Paul będzie na nas czekał na dole?
   - Wiemy, tato – zapewnił przyjaciela Harry. – To samo w sobie brzmi strasznie, więc po piwku lub dwóch nic się nie zmieni. Zbieraj się Tęcza. Jak się pospieszymy, to może uda nam się na drugi film wrócić...
   - Tęcza? – zaśmiałem się pod nosem. „Pasuje jak ulał...” – I kupcie mi coś dobrego! – zawołałem, gdy już prawie zniknęli za drzwiami. – To co oglądamy? Katy, na co masz ochotę?
   - Tylko błagam, nie wampiry! – jęknął Mark. – Ja już dialogi znam na pamięć... – usłyszałem śmiech dziewczyny, a po chwili dołączyło do niego jeszcze kilka innych.
   - No to w takim razie nie wiem – westchnęła przytulając się do Louisa. – Wy coś wybierzcie...
   Zabrałem się za przeglądanie torby z płytami w czym dzielnie wspierał mnie Mark. W międzyczasie Lou posprzątał ze stołu i zniknął z Katy w kuchni. Liam postanowił zadzwonić do Danielle. „Pewnie opowie jej wszystko, co się dzisiaj działo...” Czyli raczej mamy go z głowy, bo trochę tego będzie. Zayn wymknął się na fajkę. „I raczej nie zadzwoni do swojej dziewczyny...” zaśmiałem się w duchu. „Czy tylko ja zauważyłem, że coś jest nie tak między nim a Perrie?
   - Wszystko wydaje się w porządku... – szepnął Mark kręcąc głową na kolejny film, który mu pokazałem.
   - Taak... – uśmiechnąłem się wyciągając następne pudełko. – Wygląda to zdecydowanie lepiej. Alex mówiła, że jest ok. To był jej taki pierwszy raz. Miała prawo się zdenerwować. Mnie wciąż to przeraża, a powinienem już przywyknąć...
   - Czy Paul wie, co Louis zamierza jutro zrobić? – Mark posłał mi wymowne spojrzenie. „Hmmm...
   - Gdybym ja to wiedział...


   Niecierpliwie przestępowałem z nogi na nogę. „No ileż można?!?” W sumie nigdzie się nie spieszyłem. Wcale mi tak bardzo nie zależało na tym filmie, ale musieliśmy jeszcze zdążyć do sklepu. I o dziwo wcale nie chodziło o to całe piwo. „Kupcie walizkę dla Katy.” Swoją drogą Niall mógłby się nauczyć pisać „proszę”, gdy pisze do mnie wiadomości. „I piwo” brzmiała kolejna. A po dwóch minutach przyszła kolejna. „I coś słodkiego.” Rozbawił nas tymi wiadomościami niezmiernie.
   - No ile jeszcze?!? – zawołałem w stronę kuchni. – Myślisz, że mamy zamiar cię głodzić, czy coś? Zapasy robisz?
   - A kto tam was wie? – Alex pojawiła się w salonie niosąc spore pudło, które minutę później znalazło się w moich rękach.
   - Nigdy nie odmawiamy chleba i wody głodującym – próbowałem zerknąć do środka. – Co tam masz?
   - Takie małe prezenty dla was na pamiątkę – powiedziała zakładając płaszcz. – I jak upuścisz, to ci drugiego guza nabiję.
   - Kupiłaś nam prezenty? Nie trzeba było...
   - A kto powiedział, że kupiłam? – puściła mi oczko otwierając przede mną drzwi. – Nie wydaję pieniędzy na pierdoły. – Sięgnęła po torbę i wyszła za mną na zewnątrz. Rozejrzałem się dookoła czekając aż zamknie drzwi.
   - Twoja ulubiona sąsiadka znów na posterunku – zaśmiałem się i próbowałem chwycić karton jedną ręką by pomachać kobiecie. Uwielbiałem patrzeć z jaką prędkością znika za firanką.
   - Styles, jeśli coś rozbijesz, znajdę cię nawet na końcu świata.
   - Rozbijesz? – spojrzałem na nią przerażony. – Dałaś mi jakieś szkło do ręki? Zwariowałaś?!? – nagle wydawało mi się, że pudełko jest dwa razy cięższe i w dodatku gryzie. – Czy ty nie wiesz, że mi wszystko z rąk leci?
   - Oj, nie marudź – zaśmiała się próbując otworzyć samochód.
   - Zamknięty – „Ależ ja jestem genialny...” – Kluczyki mam w tylnej kieszeni – poruszałem kilka razy brwiami.
   - A więc w końcu się doczekałeś chwili, w której będę macać cię po tyłku? – parsknęła, ale sięgnęła po klucze. – Taki z ciebie spryciarz?
   W odpowiedzi tylko błysnąłem zębami. Położyłem karton na tylnym siedzeniu, a ona położyła na niego swoją torbę i zatrzasnęła drzwi.
   - Wsiadaj.
   - O Boże! Zaraz zemdleję – pisnęła. – Sam Harry Styles otwiera przede mną drzwiczki. Teraz już umrę szczęśliwa.
   - Bardzo śmieszne – uwielbiałem te nasze wygłupy. Czekałem aż wgramoliła się do środka razem z tymi wszystkimi spódnicami. Obszedłem samochód i zanim wsiadłem zdążyłem jeszcze pomachać ciekawskiej kobiecie. – Musimy zdążyć do sklepu – przypomniałem.
   - I jaki masz z tym problem? – powiedziała włączając radio. – Zawsze możemy pojechać do Tesco. Jest całodobowe.
   - Serio? Prowadź...

   - A co powiesz na tą? – niczym zawodowy sprzedawca zaprezentowałem kolejną walizkę o wściekle różowym kolorze. – Jest bardzo dziewczyńska.
   - Może i ona jest niewidoma, ale ty chyba chcesz, by oślepli wszyscy inni... – pokręciła głową nad moją głupotą, po czym przyjrzała mi się uważnie. – Ale do ciebie mi ona bardziej pasuje. Na twoim miejscu bym brała.
   - Bardzo śmieszne... – odłożyłem przedmiot na miejsce już rozglądając się za moim kolejnym wyborem.
   - A może ta? – zapytała pokazując mi czerwoną walizkę.
   - Jest taka... – szukałem odpowiedniego słowa – zwykła...
   - Boże... – westchnęła unosząc wzrok do nieba. – A jaka ma być? Dotknij – „Czy to był rozkaz?
   - Byłby z ciebie niezły generał – zaśmiałem się posłusznie gładząc powierzchnię. „Aaa...” nareszcie dotarło do mnie po co to całe macanie. Pod palcami wyraźnie czułem różne wzorki. Przyjrzałem się jeszcze raz i teraz już mogłem zauważyć, że walizka może i jest jednolicie czerwona, ale materiał tłoczony jest różnymi wzorkami. – Zwracam honor. Ta będzie świetna. Może powinniśmy wziąć dwie?
   - Ona nie zapełni nawet tej jednej tym co ma – roześmiała się kierując w stronę kas.
   - Alex, zaczekaj! – zatrzymałem ją łapiąc za nadgarstek. – Mamy zamiar uzupełnić jej garderobę, gdy będziemy w Londynie. Liam już rozmawiał o tym z Danielle. A tak przynajmniej miałaby jednakowe...
   - Harry, ona nie przyjmie od was tylu prezentów – powiedziała cicho.
   - Louis jakoś ją przekona – bylem tego więcej niż pewny. – A walizki da jej się później. To znaczy oprócz tej jednej.
   - To ile ty masz zamiar ich kupić? – spojrzała na mnie jakby mi nagle trzecie oko wyskoczyło.
   Wyszczerzyłem zęby w szerokim uśmiechu i wskazałem ręką na podwyższenie, gdzie stała ekspozycja złożona z kompletu walizek różnej wielkości tylko innego koloru. Rozejrzałem się za kimś z obsługi chcąc poprosić o czerwone zanim Alex odzyska głos. „Czyż nie jestem genialny?

   - Od początku wiedziałam, że masz nie równo pod sufitem – wpatrywaliśmy się w otwarty bagażnik, a raczej w jego zawartość. – Zdajesz sobie sprawę, że nikt nie może mnie zauważyć?
   - Wiem. Daj mi chwilę. Myślę...
   - Widać – parsknęła. – Głowa ci paruje, a wyglądasz jakbyś miał zatwardzenie.
   - Bardzo śmieszne – wyciągnąłem jedną walizkę. – Włożymy twoją torbę do środka i voilá, to weźmiesz ty. Ja zabiorę twój karton i...
   - Może starczy jak weźmiesz pudełko – przerwała mi w pół zdania. – Resztę walizek można zabrać jutro. Przecież i tak chcesz jej dać tylko tą jedną na razie...
   - Hmmm... – spojrzałem na nią i szeroki uśmiech pojawił się na mojej na twarzy. – A więc jednak się boisz o swoje prezenty. Wcale nie chcesz mnie zabić, przyznaj.
   - Nie chcę – powiedziała. – Ale nic by mnie nie powstrzymało przed skopaniem ci tyłka.
   - No i znów miałem rację – zaśmiałem się. – Jednak coś cię ciągnie do moich pośladków... No powiedz, że są boskie. Nie wstydź się.
   - Na te twoje małolaty to naprawdę działają takie teksty? – parsknęła. – Nie wiem, czy by cię tak wielbiły, gdyby poznały cie lepiej...
   - Skarbie – klepnąłem ją po tyłku i zamknąłem bagażnik. – Śmiesz wątpić w doktora Stylesa? Jak wrócimy na górę, to ci pokaże na czym ten mój urok polega...
   - No nie wiem, nie wiem – śmiała się już na całego. – Krowa, która dużo ryczy...
   - Uwierz, nie takie twierdze się zdobywało – puściłem jej oczko i sięgnąłem po karton. – Idziemy. Czeka cię niezapomniana noc...

   Wytoczyliśmy się ze śmiechem z windy. Próbowałem chwycić kawałek spódnicy jednocześnie nie tracąc cennego kartonu.
   - Nie wierzę, że to tylko jedna. Masz ich tam co najmniej kilka pod spodem – wciąż uparcie trwałem przy swoim zdaniu.
   - Styles, kretynie, mówię ci piąty raz, że nie mam i skończ ten temat – chowała się za walizką, którą ciągnęła. – Lepiej byś drzwi otworzył.
   - Wiesz, gdzie szukać – puściłem jej oczko.
   - Co ty wszystko na tyłku nosisz? – parsknęła sięgając do kieszeni spodni.
   - Nie wszystko – wyszczerzyłem zęby w uśmiechu. – Gdybyś chciała telefon musiałabyś pomacać mnie gdzie indziej...
   - Niedoczekanie twoje zboczeńcu – parsknęła otwierając drzwi.
   - Ciągnie swój do swego...
   - Kretyn – pokręciła głową śmiejąc się do mnie. „Lub ze mnie, ale to i tak bez znaczenia.
   - Gdzie wyście byli tyle czasu? – głos Louisa sprawił, że umilkliśmy na chwilę, by posłać sobie krótkie spojrzenie, po czym znów wybuchnęliśmy śmiechem. – Wypiliście to piwo po drodze?
   - Piwo! – Alex spojrzała na mnie wymownie. – Wiedziałam, że o czymś zapomnieliśmy... – postawiła walizkę pod ścianą i pokazała mi bym tak samo zrobił z kartonem.
   - Gdzie wszyscy? – zapytałem spoglądając na Kate, która w za dużych ciuchach i z mokrymi włosami wyglądała uroczo. Wciąż była jeszcze zarumieniona po kąpieli. „Albo po czymś innym” dodałem uśmiechając się szeroko.
   - A jak myślisz? – przyjaciel wskazał głową zegar. „Ups... Zaszaleliśmy...” zaśmiałem się pod nosem. – Od dawna śpią.
   - Trochę nam zeszło – Alex chichotała pod nosem. – Dlaczego wy jeszcze nie w łóżku? Musicie przecież wcześnie wstać jutro... – podstawiłem jej zegarek pod nos. – To znaczy dzisiaj...
   - Kate chciała na was poczekać...
   - Słońce ty moje... – Alex przesiadła się na kanapę i objęła przyjaciółkę ramieniem. – Trochę nam zeszło. Przecież mnie znasz. Jak ja pójdę na zakupy, to zapominam o wszystkim... Kupiliśmy ci walizkę. – Zauważyłem, że Kate chce coś powiedzieć. – I zanim się odezwiesz, to muszę dodać, że będzie ją łatwiej upilnować niż czarną torbę. Będziecie teraz sporo jeździć i naprawdę to będzie lepsze rozwiązanie. Zapytaj kogo chcesz, ale każdy ci powie, że w długich podróżach najlepiej sprawdza się walizka... To jak będzie?
   - Dziękuję – odezwała się cicho posyłając nam delikatny uśmiech. Zauważyłem, że Lou posyła mi dziękczynne spojrzenie. Wszyscy nam dziękują, a to przecież pomysł Horana. „Ewentualnie Liama” dodałem w myślach.
   - To co kochanie? Idziemy? – skinęła mu głową i po chwili oboje zniknęli w sypialni życząc nam dobrej nocy.
   - Łatwo poszło – zdziwiłem się. – Jak ty to robisz?
   - Podaję logiczne wytłumaczenie – zsunęła buty rozsiadając się wygodnie na kanapie. – A jak to nie działa, to mogę jeszcze powiedzieć, że tak będzie dla was prościej. Ale to już jest niezbyt czyste zagranie – przyznała. – Ona wciąż się martwi, że będzie dla was ciężarem. Zwłaszcza dla Louisa. W ten sposób zgodzi się na wszystko, nawet jeśli nie będzie jej z tym dobrze... Lepiej nie wykorzystujcie tego za często...
   - Powinnaś z nami jechać – zrzuciłem trampki i usiadłem obok niej kładąc nogi na ławie. – Chociaż na trochę...
   - Naprawdę nie mogę – westchnęła. – Pomijając fakt, że nie dostałabym teraz wolnego, to przecież wiesz jaki jest główny powód...
   - Wiem... – wzruszyłem ramionami. – Ale to nie znaczy, że się z tym zgadzam. Czy to naprawdę najlepsze rozwiązanie zostawić cię tu samą?
   - Styles, czy ty się o mnie martwisz? – zaśmiała się trącając mnie stopą.
   - No baa... – uśmiechnąłem się. – Nie mam czasu szukać nowego wspólnika... Masz ochotę obejrzeć jakiś film? – zmieniłem szybko temat, bo czułem, że zaraz rozryczę się jak baba.
   - A nie powinieneś iść przypadkiem spać?
   - Nie opłaca się – sięgnąłem po pilota. – Położę się jak wrócimy... A teraz zobaczmy, co za film zostawili w odtwarzaczu...


   Wpatrywałem się w lustro wciąż zaspanymi oczyma i kolejny raz przeklinałem w myślach wstawanie o piątej rano. Mycie zębów wydało mi się nagle bardzo usypiającym zajęciem. Wszystko wydawało mi się teraz takie... usypiające... „Nawet te kafelki wyglądają na bardzo wygodne...
   - Mogę? – w otwartych drzwiach stanęła Kate. Wyglądała cudownie. Jak zawsze. Uśmiech momentalnie pojawił się na mojej twarzy, a serce zabiło w tym innym rytmie...
   - Jasne – odpowiedziałem wypluwając pastę. – Harry oddał ci swoją koszulkę z Ramones? – zdziwiłem się trochę. Moim pytaniem wywołałem uroczy rumieniec na jej policzkach.
   - Tak – pewnie wyciągnęła rękę przed siebie sięgając po szczoteczkę do zębów. Podałem jej pastę, której nie zdążyłem jeszcze odłożyć na miejsce. – Dziękuję – posłała mi delikatny uśmiech. –  Powiedział, że ma takie dwie i ta się trochę skurczyła w praniu. Chociaż jeżeli o mnie chodzi to i tak jest wielka.
   - Wygląda nieźle – przyznałem wycierając twarz. – Pomysłowo ją związałaś... – uśmiechnęła się szczotkując zęby. – Pójdę sprawdzić, czy on już jest gotowy, bo mam dziwne przeczucie, że polegli wczoraj na tej kanapie.
   Złożyłem jej pocałunek we włosach i wyszedłem z łazienki. Obrazek, który zastałem wchodząc do salonu sprawił, że na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. „Muszę to uwiecznić” zaśmiałem się w myślach i od razu sięgnąłem po telefon. Harry spał z głową odchyloną do tyłu i z nogami wyciągniętymi przed siebie. Jedną rękę oparł na ramieniu Alex, która zasnęła wygodnie z głową na jego udach. I może nie byłoby w tym nic zabawnego gdyby nie fakt, że dziewczyna leżała przodem do oparcia kanapy. „I wcale nic głupiego właśnie nie przyszło mi na myśl...” śmiałem się pod nosem podchodząc bliżej. Hazz jak zwykle ślinił się niemiłosiernie, ale jego przyjaciółka wcale nie była w tym gorsza i coś mi się wydaje, że ta plama na jego spodniach będzie wyglądała całkiem zabawnie gdy wstanie...
   - Harry... – trąciłem go w ramię, ale oczywiście nie było żadnej reakcji. Pochyliłem się nad nim. – Harry... – wyszeptałem mu prosto do ucha. – Harry... – mruczałem nadal.
   - Nie teraz Alex... – powiedział pod nosem i spał dalej.
   - Co?! Zdradzasz mnie z Alex? – pisnąłem mu przy uchu.
   - Co?! – zerwał się na równe nogi zapewniając tym samym twarde lądowanie dziewczynie.
   - Styles, zabiję cię za takie numery – jęknęła próbując się podnieść. Podałem jej pomocna dłoń. – Dzięki.
   - Nie ma sprawy – uśmiechnąłem się podziwiając piękną plamę na spodniach przyjaciela w całkiem strategicznym miejscu. – Może przeniesiesz się do sypialni i jeszcze pośpisz. My musimy się zbierać. Harry! – przyjaciel chyba postanowił się jeszcze zdrzemnąć. – To nie było do ciebie. Ty masz się szykować. Za pół godziny wychodzimy.
   - Co? – Patrzył na mnie mrużąc oczy przed światłem. – Nie... – jęknął, gdy dotarło do niego znaczenie moich słów. – A dlaczego ona może jeszcze pospać? To nie sprawiedliwe...
   - Szukasz sprawiedliwości na tym świecie Styles? – zaśmiała się Alex ciągnąc go w stronę sypialni jak małe, uparte dziecko. „No, może raczej duże...” sprostowałem. – Gdyby tak było, to ciebie teraz bolałaby dupa, a nie mnie...
   - Po czym cię...
   Ciąg dalszy ich fascynującej wymiany zdań przerwało zamknięcie się drzwi od sypialni. Spojrzałem na Kate, która uśmiechała się czymś rozbawiona. „Jak nic rozmową tamtej dwójki...” Zauważyłem, że trzyma w dłoniach moją kurtkę, którą zostawiłem dla niej przy rzeczach, które sobie naszykowała do ubrania.
   - Coś nie tak kochanie?
   - Zostawiłeś to dla mnie? – „spojrzała” mi w oczy, a ja miałem wrażenie, że nagle coś wyssało ze mnie całe powietrze.
   - Tak – uśmiechnąłem się wyjmując dżinsową kurtkę z jej rąk. – Z rana jest zimno – pomogłem jej założyć okrycie. – Potem ją zdejmiesz. To najmniejsza jaką znalazłem... – „Chyba jednak trochę za duża...” – Możemy podwinąć rękawy tak, żeby bluza wystawała. Powinno być lepiej. Pokaż...
   Przyjrzałem się skończonemu dziełu i aż zagwizdałem pod nosem, wywołując tym cudowny rumieniec u mojej dziewczyny.
   - Normalnie mam zadatki na stylistę – skradłem jej szybkiego całusa powiększając tylko czerwień na policzkach. – Jesteś piękna... – wyszeptałem z wargami przy jej ustach i zamknąłem ją w objęciach.
   - Cześć gołąbeczki – Niall przyłączył się do uścisku składając głośnego całusa na naszych policzkach po czym opadł na najbliższy fotel. – Co tu tak zimno?
   - Ktoś zostawił drzwi na taras otwarte – Mark opierał się o framugę i przyglądał się Kate. „Wcale nie jestem zazdrosny. To jego praca” powtarzałem sobie w głowie, ale mocniej objąłem dziewczynę ramieniem i usiadłem z nią na fotelu Liama. – Obstawiam tą dwójkę, co spała na kanapie.
   - Kto spal na kanapie? – blondyn spojrzał na nas.
   - Harry i Alex – wyszczerzyłem zęby w uśmiechu. – A jak zabawnie razem wyglądali...
   - Pokaż zdjęcie.
   - A skąd wiesz, że je zrobił? – Liam pojawił się nie wiadomo skąd. – Cześć wam.
   - Na pewno ma i to nie jedno. Już ja go znam – śmiał się Horan. – Pewnie planował się trochę z niego ponabijać...
   „Normalnie jakby czytał mi w myślach...” Wyjąłem telefon i odnalazłem ostatnią fotkę. Podałem aparat przyjacielowi. Pozostali pochylili się nad nim.
   - O matko! – parsknął Niall. – To wygląda jakby mu obcią... Yyy... Ten, no... – zaplątał się blondyn spoglądając w stronę Kate i momentalnie rumieńce pojawiły się na jego policzkach. – No właśnie...
   - Zobacz poprzednie – powiedziałem, gdy już wyciągał komórkę w moją stronę. – Rozważam wstawienie jednego na Twittera – roześmiałem się widząc ich miny. – Na przykład to, gdzie nie widać twarzy Alex... – Niall prawie się popluł, gdy zdał sobie sprawę, że to było to pierwsze zdjęcie. – Tylko jeszcze nie wymyśliłem jaki dać podpis...
   - Możesz napisać... – Horan drapał się po głowie. – Mam! Tak! Tak! Tak! – wczuł się w sytuację.
   - Jestem. Coś mnie ominęło? – Harry zjawił się akurat w idealnym momencie.
   - Taaaaak! – zakończył spektakularnie Niall i wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem. Tylko biedny Hazza wciąż stał w miejscu patrząc na nas zdezorientowanym wzrokiem.
   - Co wam tak wesoło? – pojawienie się Alex tylko powiększyło naszą głupawkę. – Ślicznie wyglądasz Kate. – Jej komplement sprawił, że moje kochanie znów się zaczerwieniło.
   - Nie miałaś iść jeszcze spać? – Harry uwiesił się jej na ramieniu.
   - Poczekam aż wyjdziecie – uwolniła się od jego ciężaru dając mu sójkę w bok. – A potem mam zamiar wreszcie sprawdzić, czy z tych złotych kranów leci szampan...
   - Będziesz się kąpać? Tak beze mnie? – jęknął. – Taka z ciebie wspólniczka... Mnie za drzwi jak psa o tej nieludzkiej porze, a sama będziesz się w wannie wylegiwać...
   - Mam ci przypomnieć, kto te wanny szoruje od rana do wieczora, gdy ty bawisz się w gwiazdę?
   - To też ciężka praca – bronił się.
   - Nie wątpię. Ale dziś mam zamiar sprawdzić jak mieszkają VIP-y w tym hotelu, a potem zakopię się w twoim łóżku z kubkiem gorącej czekolady i pysznym śniadaniem, które KTOŚ mi zrobi i przyniesie – zaakcentowała odpowiednie słowo. – Myśl o tym, gdy będziesz odmrażał sobie tyłek w samochodzie...
   - Wredne babsko – mruknął. – Jeszcze zobacz... – jego jakże interesującą pewnie ripostę przerwał telefon Liama.
   - Cześć Paul – powiedział do słuchawki. – Jesteśmy... – rozejrzał się. – Gdzie Zayn? Zaraz będziemy – rozłączył się. – Na nas już czas. Zayn! Idziemy!
   - Nie drzyj się tak. Nie jestem głuchy – Malik wyglądał jakby wciąż spał. – Cześć dziewczyny.
   - Wy zawsze tacy jesteście pełni energii z rana? – Alex spoglądała na bruneta próbując się nie roześmiać. – Biedactwa... Tak rano kazali wam wstać...
   - Gotowa? – zapytałem cicho nie zwracając już większej uwagi na resztę. Ścisnąłem jej dłoń próbując dodać otuchy. Pokiwała delikatnie głową i posłała mi delikatny uśmiech.
   - Pójdę tylko po torebkę – szepnęła wstając z moich kolan i kierując się do pokoju. Alex podążyła za nią.
   - Wszystko dobrze Lou? – odezwał się cicho Niall.
   - Wydaje mi się, że tak... – odpowiedziałem, gdy dotarło do mnie, że ona chyba się nie trzęsła ze strachu. „A może tego nie zauważyłem?” Nie. Na takie rzeczy zawsze zwracam uwagę.
   - A nie możesz jechać z nami? – usłyszałem ciche pytanie Kate, gdy wychodziła za Alex z sypialni.
   - Słońce ty moje – dziewczyna stanęła przed przyjaciółką kładąc jej ręce na ramionach. – Nie mogę iść z wami, a ty nie możesz zostać ze mną – przytuliła ją mocno. – To jest coś, co musisz zrobić beze mnie... – podszedłem bliżej. – A teraz złap swojego chłopaka za rękę i zadziw nas wszystkich jeszcze raz. Będzie dobrze. Pamiętaj o czym rozmawiałyśmy.
   - Miłej zabawy z bąbelkami – uśmiechnęła się do Alex sięgając po moją dłoń. Splotłem nasze palce ściskając je lekko.
   - Tylko się nie utop – dodał Harry. – I nie zużyj całego płynu do kąpieli.
   - Bez obaw Styles – wskazała mi głową drzwi. – Nie mam zamiaru pachnieć jak cała drogeria. Zostawiam to tobie...
   Wyszliśmy na korytarz pozwalając dziewczynie zamknąć za nami drzwi. Zayn już wciskał przycisk windy. Kate mocno ściskała moją dłoń, ale miałem wrażenie, że to na razie jedyny objaw jej zdenerwowania. Wszyscy zerkali to na nią, to na mnie. Władowaliśmy się do windy wciąż w całkowitej ciszy. „Zaczyna to się robić dziwne...” pomyślałem.
   - Ale serio przesadziłem z perfumami? – odezwał się nagle Harry. – Mała, ty mnie nie okłamiesz... Naprawdę za dużo?
   - Ładnie pachniesz... – usłyszałem cichy głos. – Alex cię tylko drażniła...
   - Ale ja pachnę ładniej, co nie? – zapytał albo może stwierdził Niall.
   - O ile ktoś lubi czipsy bekonowe... – zaśmiała się Kate. A reszta jej zawtórowała.
   - No co? Głodny byłem...
   - Masz jeszcze? – żołądek Harry’ego chyba też już się obudził.
   - Nie... – westchnął blondyn i w tym samym momencie rozsunęły się drzwi windy.
   Zauważyłem, że Paul stoi dokładnie na wprost pod ścianą i posyła mi pytające spojrzenie. Posłałem mu uspokajający uśmiech.
   - Dzień dobry – odezwał się, gdy podeszliśmy bliżej. – Dłużej się nie dało?
   - Nie kuś losu Paul – zaśmiał się Harry. – Bo Zayn ci następnym razem udowodni, że jednak się da...
   - Co? – brunet wyglądał jakby wciąż spał i pewnie tylko swoje imię zarejestrował. „W samochodzie od razu padnie.
   - Jak się masz Kate? – menadżer zajął miejsce Nialla u jej boku.
   - Dziękuję dobrze – posłała mu delikatny uśmiech. – A pan?
   - Może być – jego mina nic nie zdradzała. – Pewnie byłoby lepiej, gdybym mógł jeszcze pospać z dwie godzinki...
   - Myślę, że więcej chętnych by się znalazło... – prowadziła z Paulem miłą pogawędkę dając mi się prowadzić do wyjścia. „Czy mi się to śni? Co takiego Alex jej powiedziała?” zastanawiałem się pełen podziwu.
   - Schody... – szepnąłem, a w odpowiedzi dostałem piękny uśmiech i poczułem, że ściska mocniej moją dłoń. Pomogłem jej wejść do samochodu. Raz po raz wyłapywałem spojrzenia chłopaków, którzy tak jak ja nie mogli uwierzyć w różnicę miedzy wczoraj a dzisiaj...
   - Kawy... – jęknął Zayn, gdy tylko ruszyliśmy.
   - Jeść... – przyłączył się Niall.
   - Spać... – Harry postanowił też się pobawić.
   - Jak dzieci... – westchnął Paul, ale usłyszałem, że powiedział kierowcy, by się zatrzymał, gdy coś będzie otwarte.
   Przytuliłem do siebie Kate wciąż nie mogąc wyjść z podziwu nad jej dzisiejszą postawą. Cieszyłem się, ale nie zamierzałem jeszcze świętować. Sporo przed nami.
   Droga do radia miała nam zająć trochę ponad godzinę. Udało nam się nawet wypić kawę i zjeść rogalika. Teraz już zdecydowanie bardziej rozbudzeni wsłuchiwaliśmy się w monolog Paula, który przekazywał nam informacje związane z wywiadem. Które potem powtórzą nam pewnie na miejscu jeszcze raz. Byliśmy już kiedyś gośćmi w tej audycji, wiec doskonale wiedzieliśmy jak to wygląda. Ale Paul, to Paul... Swoje musi powiedzieć. Gdy zaczął wymieniać możliwe miejsca, gdzie Kate i Mark będą mogli na nas zaczekać, poczułem na sobie wzrok przyjaciół.
   - Paul... – zacząłem cicho ściskając delikatnie palce dziewczyny. – Chcę by została ze mną...
   - Co? – mierzył się ze mną spojrzeniem. – Jak ty to sobie wyobrażasz? – zapytał po chwili wzdychając.
   - Jeżeli dobrze pamiętam, to jest tam całkiem wygodna kanapa... – mówiłem spokojnym głosem. Cały czas rysowałem kciukiem tajemnicze znaki we wnętrzu jej dłoni. – Mogą tam usiąść i przysłuchiwać się audycji. Program potrwa dwie, trzy godziny. Nie będę się cały ten czas zastanawiał, czy wszystko w porządku... A Kate sobie poradzi i przy okazji posłucha jak robimy z siebie debili na antenie... – posłała mi delikatny uśmiech po czym przygryzła wargę. „Oj, nie rób tak, maleńka...” zadrżałem, a uśmiech na jej twarzy tylko się powiększył. „Spryciula...” odezwało się moje drugie ja.
   Zapadła cisza. Teraz oczy wszystkich spoczęły na Paulu. Zauważyłem, że bierze głęboki oddech. A potem kolejny. I jeszcze jeden. Może nawet liczy do dziesięciu. Gdy się odezwał był całkowicie spokojnym człowiekiem.
   - Możemy tak zrobić... – zaczął. – Ale wtedy raczej nie unikniecie pytań... Myślałem, że chcecie na nie odpowiedzieć u Nicka...
   - Nic się nie zmieniło – przyznałem. – Myślę, że znasz niejeden sposób, by dziś te pytania nie padły na antenie...
   - Możemy z nimi o tym pogadać, ale to będzie szło na żywo. Nigdy nie możesz mieć stuprocentowej pewności, że z czymś nie wyskoczą. A telefony od fanów? W internecie już piszą o tajemniczej dziewczynie...
   - Lou, ja mogę zaczekać nawet w samochodzie – Kate posłała mi ledwie zauważalny uśmiech. – Możemy tu was posłuchać...
   - Wiem, ale naprawdę wolałbym byś poszła ze mną – Posłałem Paulowi spojrzenie mówiące, że nie zmienię zdania i jestem równie uparty jak on.
   - Dobra – poddał się w końcu. – Zobaczymy jak to będzie...

środa, 13 lutego 2013

40



   Naprawdę byłem pod wrażeniem tego, że Kate jeszcze nie uciekła. Nie zdziwiłbym się bardzo, gdyby poddała się w momencie, gdy rozległy się krzyki przed hotelem. A tymczasem ona wciąż tu jest. „I wciąż cię zadziwia...” Prawda. Wiedziałem, że się boi. Mogłem wręcz poczuć jej strach... Cały czas wbijała palce w moje plecy i wciąż nie rozluźniła się ani na sekundę. Zastanawiałem się jak długo da radę napinać tak mięśnie. „Ale przynajmniej już się nie trzęsie z przerażenia...
   Ledwo ta myśl zdążyła pojawić się w mojej głowie, gdy Mark dał mi znak, że dojechaliśmy i po minucie rozległy się ogłuszające piski i nawoływania. Poczułem jak Kate zacisnęła pięści na mojej kurtce i wręcz usłyszałem jak gwałtownie nabrała powietrza. I tyle. Zastygła z przerażenia na kilka sekund, by zaraz zacząć się trząść jak galareta...
   - Oddychaj kochanie... – szeptałem jej do ucha jakieś uspokajające słowa, ale jedyne co się zmieniło, to siła z jaką przyciskała się do mnie. Zdecydowanie dużo nie brakowało, by połamała mi kości... – Wiem, że jest strasznie głośno skarbie, ale jak tylko wejdziemy do środka będzie dużo ciszej. Podjedziemy pod same drzwi...
   - Budynek jest ogrodzony płotem – odezwał się Liam swoim uspokajającym głosem. – Żadna fanka się za niego nie przedostanie. Mamy tu próby już prawie miesiąc i nigdy nic takiego się nie stało.
   Samochód zwolnił zbliżając się do bramy wjazdowej. Naprawdę miałem nadzieję, że dzisiaj wszystko pójdzie idealnie. Nikt się nie przeciśnie ochronie i wieczorem będziemy mogli zaliczyć ten dzień do udanych. „Boże... Błagam...” Póki co nie czułem, by słowa przyjaciela jakoś ją uspokoiły. Chwilę później zatrzymaliśmy się przed wejściem. Silnik zgasł, ale nikt się nie ruszał.
   - To my wyjdziemy pierwsi i pójdziemy odwrócić od was uwagę naszą boskością – jak zwykle próbował żartować Harry. – Wy w tym czasie...
   - Dadzą sobie radę – przerwał mu Niall. – Wiem, że potrafisz Katy – pogłaskał ją po ramieniu. – Spotkamy się w środku.
   Wyskoczyli z samochodu, a hałas tylko się nasilił. Mark stał w drzwiach i spoglądał na mnie wymownie. Minę miał nieciekawą. Zauważyłem, że kierowca obserwuje nas w lusterku z troską w oczach. „Czy jemu też Paul już zrobił odprawę?
   - Kate, skarbie... – zacząłem cicho. Wciąż gładziłem ją uspokajająco po plecach i nadal nie działało, bo w dalszym ciągu miażdżyła mi żebra. – Możemy tu chwilę posiedzieć, ale w środku będzie ciszej i cieplej... To tylko kilka metrów. Mark jest z nami. Mogę cię nawet zanieść jeśli chcesz... – „Może to nawet nie taki zły pomysł...” Próbowałem dojrzeć jej twarz, ale wciąż uparcie chowała ją przy mojej szyi. – Dasz radę kochanie. Popatrz, ile już zrobiłaś... Czego dokonałaś... Jesteś niesamowita. A ja jestem najbardziej dumnym facetem na świecie, że mam taką niesamowitą dziewczynę... – Spojrzałem na Marka, który powoli zamieniał się w zmokłą kurę. „Przecież nie mogę...” próbowałem powstrzymać się przed powiedzeniem tego, co właśnie przyszło mi do głowy... – Strasznie się rozpadało, słyszysz? Jeszcze chwilę, to Zaynowi cały żel spłynie z włosów... – rzuciłem to żartem nie wierząc, że tak nisko upadłem, by grać na jej uczuciach do nas. Zwłaszcza, że przyjaciel zapobiegawczo założył dziś czapkę. Ale w końcu dało się zauważyć jakąś reakcję. Mimo iż wciąż trzęsła się ze strachu, czułem jak rozluźnia swój uścisk. „Jeszcze trochę...” – To co, maleńka? Damy radę. Będę cały czas obok ciebie, a Mark przyklei się z drugiej strony...
   - Lou... – usłyszałem jej szept. – Ja chyba nie mogę...
   - Skarbie... – głaskałem ją po włosach.
   - Nie mogę się ruszyć... – powiedziała cicho wciągając ze świstem powietrze. – Pomóż mi, proszę...
   - Dobrze kochanie – wsunąłem rękę pod jej kolana. – Powoli wysiądziemy i dopiero wtedy cię postawię. Może tak być? – pokiwała nieznacznie głową. – To idziemy.
   Nie wyglądało to pewnie najzgrabniej, ale po chwili poczułem na swojej twarzy pierwsze krople deszczu. Postawiłem Kate na ziemi. Wciąż obejmowała mnie ramionami i trzęsła się niemiłosiernie. Przytuliłem ją do siebie rozglądając się dookoła. Paul obserwował nas uważnie przez szklane drzwi. Jego mina nie mówiła mi nic. Chłopcy wciąż rozmawiali z fanami co chwilę zerkając w naszą stronę. Niall uśmiechnął się do mnie szeroko pokazując kciuk w górę. „Jest dobrze...
   - Chodź skarbie – odezwałem się w końcu i objąłem ją ramieniem. – Kilka kroków i będziemy w środku. Paul już tam na nas czeka.
   Nie powiedziała nic, ale i nie oczekiwałem, że się odezwie. Najważniejsze, że dała się prowadzić. Menadżer już otwierał nam drzwi. Nie spuszczał wzroku z Kate. I wciąż nic nie mogłem wyczytać z jego twarzy.
   - Idźcie usiąść na sali – odezwał się po chwili. – Pójdę zgarnąć chłopaków i zaraz do was dołączymy. Josh zajął wam miejsca.
   Ledwo skończył mówić, wyszedł na deszcz. Skierowaliśmy się w stronę miejsca prób. Przed drzwiami przystanąłem i zamknąłem ją w niedźwiedzim uścisku.
   - Będzie dobrze kochanie – powiedziałem cicho unosząc jej brodę. – Wiem, że sobie poradzisz – złożyłem delikatny pocałunek na jej drżących ustach. Były przeraźliwie lodowate. – Ze wszystkim do tej pory sobie dałaś radę. Teraz też tak będzie. Jestem z tobą – splotłem nasze palce razem i ścisnąłem delikatnie. Odetchnęła głęboko i pokiwała głową. „Raczej nie będzie rozmowna...” pomyślałem. „A czego innego się spodziewałeś kretynie...” – To idziemy...
   Mark otworzył drzwi i mogłem usłyszeć szumy rozmów i wesołe nawoływania, a nawet wybuchy śmiechu. Gdy weszliśmy, wszystko ucichło jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Wiedziałem, że Paul miał ze wszystkimi porozmawiać i z tego jak wiele par oczu wpatrywało się w moją dziewczynę, mogłem być pewien, że dobrze im wszystko wyjaśnił.
   - Kate! Lou! Tutaj! – Josh machał do nas uśmiechając się. – Zajęliśmy wam miejsca w sektorze dla VIP-ów.
   - Słyszysz skarbie? – ściskałem jej dłoń kolejny raz zastanawiając się, skąd ona ma tyle siły. Kiwałem mijanym ludziom na powitanie kierując się w stronę przyjaciół. – Cześć chłopaki.
   - Cześć, Kate – w porównaniu z poprzednim spotkaniem Sandy wyglądał o niebo lepiej. – Jak tam?
   - Hej... – cichy szept wydobył się z tych boskich warg, ale to i tak więcej niż się spodziewałem. Gdy dołączył do tego jeszcze delikatny uśmiech miałem ochotę skakać z radości.
   Usiedliśmy po środku, zostawiając miejsca po bokach dla pozostałych. Mark usiadł obok Kate, ale zauważyłem, że starał się jej nie dotykać.
   - Chcesz wiedzieć co znaczy sektor dla VIP-ów? – zapytałem szepcząc jej do ucha. Pokiwała głową wciąż łamiąc mi palce. – To znaczy, że siedzimy na tyle blisko, że możemy zostać opluci, jeśli Paul się za bardzo wczuje. Ewentualnie możemy też czymś oberwać, gdy się zdenerwuje – próbowałem ją rozśmieszyć. – Tak naprawdę nikt nie chce tu siedzieć...
   - A ja myślałem, że to znaczy wariaci i popaprańcy - wtrącił Josh. - Ewentualnie weź i przestań, wypluj i powiedz...
   - Albo weź i przeleć - zaśmiał się Dan, a reszta parsknęła znacząco.
   - Dobre - przyznał Josh. - A co powiesz na wibratory i penisy?
   - Matko Boska, z kim ja się zadaję? - jęknąłem. - Lepiej już nic nie mówcie...
   - Lepiej brzmi wibrujące penisy - stwierdził Sandy.
   - A gdzie masz to „I” ze środka? - wtrącił się Mark.
   Obserwowałem jak z każdym wypowiedzianym przez nich słowem rumieniec na policzkach Kate się powiększał.
   - Dobra, starczy już tego dobrego - posłałem im wymowne spojrzenie. - Jak dzieci w...
   - Cześć wszystkim! Tęskniliście? Nie widzieliśmy się aż od wczoraj – Niall darł się już od drzwi przerywając naszą jakże inteligentną wymianę zdań. – Też was kocham! Wszystko dobrze Katy? – dodał stając obok. Za odpowiedź musiało mu starczyć lekkie skinięcie. – Mark, przesuń się o jedno miejsce. Chcę siedzieć obok mojej siostrzyczki – usiadł na zwolnionym przez ochroniarza miejscu i od razu sięgnął po dłoń Kate zamykając ją w swojej. – Połam trochę moje palce, bo Louisa już zrobiły się fioletowe – ledwo to powiedział dziewczyna zabrała swoją rękę szybkim ruchem.
   - Przepraszam... – szepnęła rumieniąc się i posyłając mi przepraszający uśmiech.
   - Nic się nie stało – zapewniłem sięgając po jej dłoń, ale tym razem przezornie już nie splotłem naszych palców. – Nie wiesz, że on lubi przesadzać? Gdzie zgubiliście Paula? – zapytałem Harry’ego, który usiadł obok mnie.
   - A jak myślisz? Wisi na telefonie – powiedział prawie kładąc się na fotelu. Oparł głowę o moje ramię i zaczął bawić się telefonem. Wyglądało na to, że z kimś zawzięcie pisze – Pewnie trochę to potrwa... O czym rozmawialiście? - zapytał po chwili.
   - Próbowaliśmy wyjaśnić Kate dlaczego nikt nie chce siedzieć na miejscach vipowskich - zaśmiał się Josh.
   - Ale nie wymyślili nic interesującego - dodałem szybko. - Więc może już o tym nie mówmy.
   - VIP? - zamyślił się Harry. - Ja zaraz coś wymyślę... - porobił kilka dziwnych min, które bardziej wyglądały na oznaki zatwardzenia niż zamyślenia i uśmiechnął się od ucha do ucha. - Mam!
   - Już się boję... - jęknąłem i zauważyłem delikatny uśmiech u Kate.
   - Dajesz... - dopingował go Sandy.
   - Virgins Idiots Players - wyszczerzył zęby w głupim uśmiechu. - Pasuje jak ulał. Weźmiemy Nialla jako dziewicę, Zayn sam ostatnio się przyznał, że jest idiotą, a...
   - A z ciebie zrobimy gracza - przerwał mu obrażony blondyn. - I sam jesteś dziewicą idioto...
   - Chyba prawiczkiem... - odezwał się cicho Sandy, ale raczej nikt go nie słuchał.
   - Jak może być i dziewicą i graczem? - dziwił się Josh.
   - Czy możecie skończyć tą jakże inteligentną rozmowę? - odezwał się Zayn zerkając z troską na dziewczynę. „Przynajmniej jeden mądry...” odetchnąłem z ulgą, gdy umilkli pod jego spojrzeniem.
   Siedziałem jak na szpilkach w duchu modląc się, by wszystko się udało. Ciało Kate było napięte do granic możliwości. „Jak to możliwe?” Niall cały czas gadał jej jakieś pierdoły, a jedyną reakcją był ledwie zauważalny uśmiech. „Dobre i to” próbowałem się pocieszać. Dookoła znów prowadzono normalne rozmowy. Jedyna zauważalna różnica polegała na tym, że wszyscy zerkali w naszą stronę z zaciekawieniem i wcale tego nie kryli.
   Wszedł Paul i nagle wszystko ucichło. Zebranie jakich wiele. Niby ostatnie przed trasą, ale prawda jest taka, że pewnie wiele będzie tych ostatnich... Paul i kilka osób z zarządu zadawali pytania i oczekiwali konkretnych odpowiedzi od konkretnych osób. Tak to zawsze wyglądało. Jak jedno wielkie sprawozdanie. Światła, muzyka, głośniki, stroje, makijaż, ochrona, kierowcy, osoby od konstrukcji, elektrycy... Dziesiątki osób i każdy za coś odpowiadał. Tak naprawdę my byliśmy tu najmniej potrzebni...
   Nagle pytanie Paula skierowane do nagłośnieniowca przerwał głos Harry’ego śpiewający odrobinę zmieniony tekst piosenki „Sexy and I know it”:
I’m sexy and I know it
You know who’s calling
I’m sexy and you know it
So just say hello you know who’s calling...

   Dźwięk wydobywał się o dziwo nie z ust przyjaciela, a z drugiej strony. Zauważyłem, że Kate zarumieniła się zawstydzona i próbowała wyjąć komórkę z kieszeni. Oczy wszystkich spoczęły na dziewczynie. Nagle tą dziwną cisze przerwał głośny śmiech Nialla, któremu po chwili zawtórował Harry. Minutę później śmiali się wszyscy łącznie z Paulem i... Kate. Spojrzałem na przyjaciela, który wciąż nie zakończył połączenia.
   - Ładny dzwonek ci ustawiłem w telefonie Mała? – powiedział wciąż nie przestając się śmiać. – Sami powiedzcie... Jestem genialny.
   - Jesteś idiotą – trzepnąłem go w ramię i wyrwałem z dłoni komórkę kończąc połączenie.
   - Ale genialnym idiotą – przyznał Niall. Śmiał się tak mocno, że aż cały się trząsł. Teraz już nie wiedziałem, czy Kate telepie się ze strachu, czy może przez niego. – Musze zmienić swój dzwonek w twojej komórce Katy - wysapał.
   - I tak mnie nie przebijesz – Harry był z siebie wyjątkowo zadowolony. – Przepraszam, ale po prostu nie mogłem się powstrzymać. To było silniejsze ode mnie – rozłożył ręce w geście bezradności wywołując tym kolejne salwy śmiechu.
   Kate schowała telefon i ponownie ujęła moją dłoń. Tym razem splotłem nasze palce. Pochyliłem się w jej stronę widząc, że chce coś powiedzieć.
   - Tak skarbie?
   - Jak b-bardzo Paul jest zły? – wyszeptała wciąż z delikatnym uśmiechem na ustach. – Tak w skali od jeden do dziesięciu?
   - Bardzo – odezwałem się równie cicho. – Tak bardzo, że aż się popłakał ze śmiechu. Zresztą jak połowa osób tutaj – dodałem całując ją w skroń. – Ale pięknie się zarumieniłaś – wiedziałem jaki efekt wywołają te słowa, ale nie mogłem się powstrzymać.
   Po tej małej przerwie i jak już menadżer uspokoił się na tyle by mówić, kontynuowaliśmy zebranie. Jak zwykle zajęło to trochę ponad godzinę i o dziwo nie było większych problemów. Paul był w wyśmienitym humorze, ale co ważniejsze, Kate już nie trzęsła się ze strachu. „Czyli póki co moje palce są uratowane” zaśmiałem się. Wciąż była spięta i gotowa do ucieczki w każdej chwili, ale teraz na jej ustach gościł delikatny uśmiech.
   Gdy zebranie dobiegło końca wszyscy zaczęli się rozchodzić, do swoich obowiązków. Tylko my siedzieliśmy czekając aż sala trochę opustoszeje.
   - Chłopcy – Paul stanął przed nami. – Robimy na gotowo. Kate – spojrzał na nią, a ona uniosła głowę i wbiła w niego te niesamowite „spojrzenie”. – Możesz zostać tutaj z Markiem i przysłuchiwać się piosenkom, albo możecie iść do mojego gabinetu i tam poczekać. Jak wolisz...
   - Nie chciałabym przeszkadzać... – powiedziała cicho.
   - Nie będziesz przeszkadzać – zapewniłem ją szybko. – Będzie trochę głośno, ale usłyszałabyś nasze piosenki i... – szepnąłem jej na ucho – miałbym cie na oku.
   - Chętnie tu zostanę – uśmiechnęła się nieśmiało do Paula. – Jeżeli mogę...
   - Świetnie – spojrzał na nas. – A co wy tu jeszcze robicie? Przebierać się i na scenę.
   - Kochanie, muszę iść, ale będę cały czas w tym pomieszczeniu. Jakbyś czegoś potrzebowała, mów wszystko Markowi. Dasz radę maleńka – pocałowałem te cudowne usta, które nie były już tak lodowate jak przedtem. – Kocham cię.
   - Ja ciebie też – powiedziała cicho i posłała mi przepiękny uśmiech.
   Pobiegłem za chłopakami cały czas zerkając za siebie. Mark przesiadł się na swoje wcześniejsze miejsce i mówił coś cicho do Kate. Wyglądało to jakby opisywał jej salę, bo wzrok dziewczyny podążał mniej więcej w tych samych kierunkach co jego. „Jeszcze trochę...” pomyślałem i wpadłem na Horana przewracając nas z hukiem.
   - Nic mi nie jest! – wydarłem się, choć czułem, że zaserwowałem sobie kilka nowych siniaków.
   - Mów za siebie – jęknął Niall posyłając mi groźne spojrzenie. Zaraz jednak pokazał wszystkie zęby w uśmiechu, bo dobiegł nas najcudowniejszy dźwięk pod Słońcem. – Ona się śmieje – wyszeptał. – Normalnie dla niej mógłbym wywalić się jeszcze raz...


   Skakałem po scenie jak szympans na wybiegu. Próby bez fanów są po prostu beznadziejne. „Udawajcie, że widownia jest pełna” przedrzeźniałem w myślach głos choreografa. Przecież to jest bez sensu. Po co mam biegać po całej scenie jak idiota? „To słowo mnie dzisiaj prześladuje” zaśmiałem się w duchu. Rozumiem śpiewać. I nawet z tym przebieraniem mogę się zgodzić, bo przecież trzeba wiedzieć ile to zajmie. No ale niech mi ktoś kurwa wytłumaczy po co mam podchodzić na skraj sceny i mrugać do lasek, których tam nie ma? Nosz kurwa! Ja tu nie jestem od wyobrażania sobie... „No, ewentualnie mogę sobie wyobrazić, że biegam po scenie” zaśmiałem się ze swoich pomysłów.
   Jedyna osoba, dla której moglem się starać i tak mnie nie może zobaczyć. Zerkałem na Kate z częstotliwością... „Cały czas” musiałem uczciwie przyznać sam przed sobą. Ale na usprawiedliwienie mogę dodać, że wszyscy tak robili, a Louis to już na pewno. Aż dziw bierze, że jeszcze sobie karku nie skręcił... Siedziała cały czas tam, gdzie ją zostawiliśmy i od czasu do czasu wymieniała jakieś uwagi z Markiem, albo po prostu on jej coś opisywał. Uśmiechała się. „Przeważnie” sprostowałem przypominając sobie jak zastygała za każdym razem, gdy ktoś przechodził niedaleko nich. „Ale chyba można powiedzieć, że jest dobrze... Jak na razie.
   Zaśmiałem się na wspomnienie zachowania przyjaciela, gdy dziewczyna z ochroniarzem wstali z miejsca jak gdyby nigdy nic i skierowali się do wyjścia... Po prostu przerwał śpiewanie w pół słowa i stał jak słup wpatrując się w plecy Marka, dopóki ten nie obrócił się pokazując na migi, że idą do toalety. Lou odetchnął z ulgą i zaczął śpiewać tam gdzie przerwał jakby ostatnich trzech minut nie było. Myślałem, że Paul ducha wyzionie.
   Śpiewaliśmy kolejną piosenkę zachowując się jak banda popaprańców, gdy zauważyłem, że Lou z Lux podchodzą do Kate. Szybka wymiana zdań i dziecko trafiło na kolana dziewczyny. „To powinno być interesujące...” Kolejny utwór i obie siedziały na podłodze bawiąc się klockami. „To naprawdę może się udać” pomyślałem widząc uśmiech na tej drobnej twarzy.
   - Harry! – ryk Paula sprowadził mnie na ziemię. – Czekasz na specjalne zaproszenie?
   Rozejrzałem się dookoła. „Ups...” Chyba zostałem sam na scenie. „Czas się przebrać...
   - Co z tobą? – odezwał się Liam zmieniając w pośpiechu portki.
   - Zagapiłem się na dziewczyny – westchnąłem próbując ściągnąć koszulę. – Jak to cholerstwo się rozpina? – warknąłem.
   - Tylko mi nie rozerwij! – krzyknęła Lou i w tej samej chwili zjawiła się przy mnie. – Co wy macie do tych ciuchów? Nagle zapomnieliście jak się samodzielnie rozebrać?
   - No wiesz... – zaczął Zayn.
   - Lepiej nie kończ jeśli ci życie miłe – przerwała mu podając mi spodnie i T-shirt. – Nie myśl, że nie widziałam tego urwanego guzika... – miał przynajmniej tyle przyzwoitości, że spuścił głowię i już się nie odezwał.
   - To trwa za długo! – wrzasnął Paul. – To nie jest przerwa, na miłość boską! Herbatkę sobie tam urządziliście, czy co? Szybciej!
   Wbiegałem na scenę kończąc zapinać spodnie. Udało mi się jeszcze wsunąć komórkę do kieszeni. Zauważyłem, że mruga powiadomienie o nowej wiadomości. „Alex...” uśmiechnąłem się. „Pewnie po dalsze sprawozdanie...
   Nagle wpadłem na Horana, którego nie powinno być w tym miejscu. „A może to ja coś pomyliłem...” przeszło mi przez głowę i już spoglądałem ze strachem w stronę choreografa...
   - Niall! Co to ma być? – ryknął Paul. „To nie ja...” odetchnąłem z ulgą. Pomogłem się podnieść przyjacielowi, który wciąż uparcie zerkał na Kate. „Co jest?” Spojrzałem w tę samą stronę i nie mogłem się powstrzymać, by nie parsknąć śmiechem.
   - Stary, jeśli mi powiesz, że to wszystko przez paczkę żelków... – momentalnie ucichłem, gdy menadżer podszedł do sceny.
   - Coś wam się stało? – zapytał w miarę spokojnie. Pokręciłem głową i musiałem się obrócić, by znów nie wybuchnąć śmiechem. Liam posłał mi pytające spojrzenie. – Dlaczego przerwałeś Niall? – blondyn uparcie milczał. – Boli cię kolano? – usłyszałem, że zaprzeczył. – To co jest grane?
   - Co się dzieje? – Lou podszedł do mnie i zapytał szeptem.
   - A jak myślisz? – zaśmiałem się wyciągając telefon, by odczytać czekającą wiadomość.. – Zobacz co Kate ma w rękach...
   - Co? – zdziwił się, ale obrócił się by zerknąć. Próbował zatuszować śmiech kaszlnięciem. – Paul go zje żywcem...
   - Czy ktoś mi może powiedzieć, co tu się dzieje? – ryknął Paul. – Z czego się śmiejecie? To miała być próba generalna, a wy tu jakieś cyrki odprawiacie! Nudzę cię Harry? Co wy po pięć lat macie? Schowaj ten telefon, bo zaraz go stracisz! Lou, przesta... – zauważyłem, że Niall powoli przesuwa się na skraj sceny. I nie tylko my to zauważyliśmy. – A ty gdzie się wybierasz? – „Przyłapany...” śmiałem się tak, że aż łzy mi pociekły. Winowajca zarumienił się jak panienka. – Boże, co tu się dzieje? – Nagle rozdzwonił się jego telefon. Spojrzał na wyświetlacz, potem na Nialla, który unikał jego wzroku jak mógł i równie mocno starał się nie zerkać na powód swojego zachowania. Lou prawie płakał opowiadając chłopakom o co chodzi. – Zróbmy przerwę... – Paul westchnął zrezygnowany i zajął się rozmową. Zdążył jednak zarejestrować, że Niall zeskoczył ze sceny jak gazela i pobiegł do Kate, by już po chwili siedzieć obok Marka z zadowolonym uśmiechem na ustach i napychać się żelkami.
   - Mamy przesrane – powiedzieliśmy z Lou w tym samym momencie i wybuchnęliśmy śmiechem. Paul spojrzał na nas kręcąc głową.
   - Cieszmy się tą przerwą póki trwa, bo teraz dopiero się zacznie. Dadzą nam popalić – odezwał się Liam i zeskoczył ze sceny.
   - Twoja dziewczyna dzisiaj przechodzi samą siebie – powiedziałem nie spuszczając z niej wzroku. Z szerokim uśmiechem budowała wieżę z klocków, którą Lux systematycznie burzyła.
   - To prawda – odezwał się głosem przepełnionym dumą i już po chwili siedzieliśmy obok niej na podłodze...


   Prawie leżałem na fotelu czekając aż reszta będzie gotowa. Kate siedziała obok ściskając w drobnych dłoniach pasek od torby. „Znów się denerwuje...” pomyślałem odkrywczo. Zerkałem na nią spod przymkniętych powiek. „Jest taka delikatna...” Wyglądała zjawiskowo. „Jak elf...” Długie rzęsy rzucały cień na policzki. Pełne usta, które teraz przygryzała nerwowo. „Mógłbym jej dotknąć...” Zastanawiałem się jaka w dotyku jest jej skóra, jak smakują te cudowne usta... Nie mogłem oderwać od niej wzroku. Prawie zszedłem na zawał, gdy Niall opadł z głośnym jękiem na fotel obok.
   - Umieram...
   - Lepiej się nie odzywaj, bo ci przypomnę komu to wszystko zawdzięczamy – warknąłem.
   - No przecież przeprosiłem – westchnął. – Nie wiem jak to się stało...
   - Ja ci powiem jak – Liam zmaterializował się nie wiadomo skąd. – Ty i twoja wielka miłość do...
   - Samochód czeka! – zawołał Paul stając w drzwiach.
   Spojrzałem na Kate, która już nie wyglądała na zdenerwowaną. Była przerażona. „Gdzie jest Louis?” rozejrzałem się z paniką w oczach, ale zaraz odetchnąłem z ulga widząc go idącego w naszą stronę z... Harrym na plecach.
   - Masz jeszcze siłę go nosić? – zapytał Niall.
   - Nie, ale powiedział, że nie zrobi nawet kroku – jęknął Lou zrzucając z siebie przyjaciela. Nie obyło się bez protestów. – Starczy tego dobrego, Hazz. Wszystko w porządku skarbie?
   - Tak – odezwał się Harry. – Ale to miło, że pytasz kochanie...
   Zauważyłem delikatny uśmiech na twarzy Kate. Może i Styles czasami walnie coś bez zastanowienia, ale trzeba mu przyznać, że wczuł się w opiekę nad tą małą i całkiem nieźle mu to wychodzi. „Zwłaszcza rozśmieszanie jej...” przyznałem w duchu. Tylko kto mi potrafi wyjaśnić to dziwne ukłucie zazdrości rozlewające się wewnątrz mnie?
   - Katy? – odezwał się Niall. – Masz może jeszcze... Tak całkiem przez przypadek... Bo może zostały... Ale jak nie masz, to spoko... Tylko tak pytam... Bo gdyby...
   - Boże, Horan nam się zawiesił! – parsknął Harry, a Kate znów uśmiechnęła się delikatnie i wyciągnęła do niego rękę, w której trzymała torbę.
   - Może coś tam jeszcze znajdziesz... – blondyn bardziej niż chętnie zajął się badaniem zawartości torebki, a sądząc po wybuchu radości, znalazł to czego szukał i obiecał zaopiekować się wszystkim troskliwie. „Bez wątpienia” zaśmiałem się widząc jak zapycha się żelkami.
   - Gotowa wrócić do hotelu? – Lou objął Kate ramieniem, a ona wtuliła się w niego kiwając głową. I wciąż wyglądała na przerażoną.
   - Lou... – zaczął Liam ostrożnie.
   - Wiem, wiem... – westchnął Louis zrezygnowany. – Idźcie, zaraz was dogonimy.
   Spojrzałem na niego zdziwiony. „Nie tak się umawialiśmy.” Ale widząc, że nikt nie protestuje posłusznie podniosłem się z miejsca i powlokłem za nimi. „Co jest grane?” zastanawiałem się kiedy zdążyli zmienić plany i dlaczego ja nic o tym nie wiem. „Może to było wtedy, kiedy rozbierałeś ją wzrokiem...” Moje sumienie czasami tak mnie wkurzało... Nie podobały mi się te zmiany. Zatrzymałem się w drzwiach i zerknąłem za siebie. Lou przytulał do siebie dziewczynę rysując jej jakieś znaki na plecach i tłumacząc coś cicho. A ona słuchała z głową opartą na jego piersi i rękoma obejmującymi go w pasie. „To mogłem być ja...” I znów poczułem to nieprzyjemnie ukłucie...
   - Zayn, idziesz? – głos Nialla wyrwał mnie z zamyślenia. Przyjaciel posłał mi zaciekawione spojrzenie. – Co jest?
   - Nic – mruknąłem wzruszając ramionami. – Myślałem, że mieliśmy inaczej to rozegrać...
   - Ale to było zanim Paul postanowił się po nas przejechać...
   - Lepiej mi nie przypominaj – westchnąłem. – Wciąż mam ochotę cię za to sprać. Podziel się – wyrwałem mu kolorową dżdżownicę z ręki.
   - Ej! To moje! – próbował protestować, ale po moim spojrzeniu chyba stwierdził, że nie warto. Przezornie schował jednak resztę słodyczy w torbie, którą miał przewieszoną przez ramię.
   Gdy tylko Liam otworzył drzwi rozległy się piski i krzyki. „Fala uderzeniowa” pomyślałem przywołując na twarz uśmiech. Jeżeli na nas to tak działało, to jak musi czuć się ona... Szczerzyłem się do aparatów, podpisywałem wszystko, co podtykano mi pod nos i odpowiadałem na pytania fanów, ale całym sobą byłem skupiony na drzwiach. Czekałem... „Jest!” Po kilku minutach pojawił się Louis z Kate. Wsiedli szybko do samochodu, ale tłum i tak zdążył go wypatrzyć. Ze wszystkich stron posypały się pytania, dlaczego Louis nie przyszedł i kim jest ta dziewczyna. Zauważyłem, że Mark opiera się o dach samochodu rozmawiając z kimś w środku. Po chwili wsiadł, a pojawił się Lou. „Ja już nic kurwa nie rozumiem...” Podszedł do nas i rzucił się w wir rozmów z fanami. Sprytnie jednak unikał mówienia o Kate. Gdy po kilkunastu, a może kilkudziesięciu minutach usłyszałem dźwięk silnika i zauważyłem, że samochód kieruje się w stronę bramy miałem wrażenie, że znalazłem się w jakimś niemym filmie, z którego nic do mnie nie docierało.


   Gdy usłyszałem warkot silnika za swoimi plecami szybko zacząłem żegnać się z fanami i pierwszy wskoczyłem do samochodu. Kate siedziała tak jak ją zostawiłem i wciąż zaciskała palce na siedzeniu.
   - Puścisz mnie Mark do mojego słoneczka? – przecisnąłem się obok niego pozwalając mu wyjść na zewnątrz i znów zasłaniać sobą wnętrze. – Cudownie sobie radzisz kochanie. Chodź do mnie – usiadłem przy niej przyciągając ją do siebie. Po chwili znów zaciskała palce na moich plecach. – Nie było chyba tak źle, co?
   Delikatne wzruszenie ramion mogło być każdą odpowiedzią... Uniosłem jej twarz ku sobie. Brązowe tęczówki były tak piękne jak zawsze... Tylko znów czaił się w nich strach... Przygryzała wargę, a we mnie zawrzało. „Opanuj się człowieku!” Złożyłem delikatny pocałunek na tych cudownych ustach...
   - Zostawić was na chwile, a wy już... – Harry wpakował się do środka popychając przed sobą Liama.
   - No już mnie nie szturchaj. Przecież wsiadłem.
   - No, ale bez pomocy się nie obyło – Hazz usiadł obok niego. – Taka z ciebie modelka? Do wieczora byś do zdjęć pozował...
   - No chyba ty – Liam nie pozostał dłużny. – To nie ja lokami zarzucałem jak jakaś blondynka...
   - Ej! – Niall postanowił chyba odezwać się w obronie wspomnianej grupy. – Co masz do blond...
   - Są głupie? – przerwał mu Zayn, ale chyba sobie przypomniał, że ktoś mu bliski ma taki kolor włosów. – To znaczy, tak mi się wydaję, że o to mu chodziło... Ale tak naprawdę nie są... Tylko wiesz... No, to przez te kawały... – zaplątał się w wyjaśnieniach. – Zresztą co ja się będę tłumaczył...
   - No właśnie nie wiem dlaczego to robisz – zaśmiałem się. – Nie martw się. Jesteśmy twoimi przyjaciółmi – dodałem. – Masz to jak w banku, że powtórzymy wszystko Perrie...
   Roześmiałem się z chłopakami, ale chyba bardziej z miny jaką zrobił Zayn niż z naszej konwersacji. Obejmowałem Kate ramionami i tak naprawdę byłem zadowolony z tego czego dziś dokonała. Przecież nikt nie spodziewał się, że będzie śmiało kroczyć obok trzymając mnie za rękę... „Ale pewnego dnia...” marzyło mi się. Moich uszu dobiegł cichy śmiech Harry’ego. Znów zawzięcie z kimś pisał.
   - Z kim mnie zdradzasz, Hazz? – nie mogłem się powstrzymać przed zapytaniem.
   - To nie zdrada – oburzył się. – Rzuciłeś mnie dla Kate, więc musiałem się jakoś pocieszyć. Znalazłem sobie inne ramiona do przytulania...
   - Takie bardziej kolorowe – zaśmiał się Liam.
   - Dokładnie – parsknął Zayn i zaczęliśmy się nabijać z Harry’ego.
   - Ale o co chodzi? – Niall jak zwykle niedoinformowany. – O kim wy mówicie?
   - Stary, to nie takie trudne jeść i myśleć jednocześnie... – zaśmiałem się. – Wiele osób tak robi.
   - Ej! Nie gadam z wami – obraził się blondyn. „Ciekawe na jak długo?” – No, ale o kogo chodzi? – dodał po chwili wywołując salwy śmiechu.
   Zauważyłem, że nawet Kate się uśmiecha i mogłem wręcz poczuć na własnej skórze, że się troszkę rozluźniła. „A ja zaraz po mistrzowsku to zepsuję...
   - Już dojeżdżamy skarbie – odezwałem się cicho i tak jak przeczuwałem, znów mogłem poczuć jak zaciska palce na moich plecach. „Kolejne siniaki do kompletu...” – Będzie dobrze. Jeszcze chwila i będziemy u siebie.
   - Alex napisała, że będzie cię obserwować z okna, bo akurat jest w apartamencie, gdzie ma widok od frontu – odezwał się Harry nawet nie podnosząc głowy znad telefonu.
   - To z nią piszesz? – zapytał Horan wywołując u wszystkich kolejny atak śmiechu. – Z czego znów rżycie? To już pytać nie można?
   - Czasami naprawdę się zastanawiam skąd ty się wziąłeś? – mruknął Zayn.
   - Z Irlandii, ciołku.
   Po słowach Nialla nawet Kate nie mogła powstrzymać śmiechu. Choć akurat w jej przypadku było to ciche parsknięcie, po którym z powrotem schowała się w moich ramionach. Wszyscy ucichli, gdy dały się słyszeć pierwsze piski fanów. „I tyle normalności z naszej strony...” westchnąłem. Nagle rozległ się dźwięk telefonu. Popatrzyliśmy po sobie zdziwieni podczas gdy Kate próbowała wyjąć komórkę z kieszeni dżinsów. Spojrzałem na wyświetlacz.
   - To Alex, kochanie.
   Patrzyłem jak zdziwiona naciska zieloną słuchawkę i przykłada aparat do ucha. Słuchała bez słowa, a ja mogłem zarejestrować tylko jakieś niezrozumiałe szmery świadczące o tym, że przyjaciółka się nieźle rozgadała.
   Samochód zatrzymał się przed hotelem, ale nikt się nie ruszał. Wszyscy wpatrywaliśmy się w Kate próbując odczytać cokolwiek z jej twarzy. Zauważyłem, że wzięła głęboki oddech i uśmiechając się delikatnie zakończyła rozmowę i schowała komórkę do kieszeni. Odnalazła moją dłoń i splotła nasze palce. Czułem, że wciąż trzęsie się ze strachu, ale wyglądała na gotową, by wyjść. „Co takiego Alex jej powiedziała?” Spojrzałem na Harry’ego, ale on tylko wzruszył ramionami.
   - To wysiadka – odezwał się otwierając drzwi. Za nim podążyła reszta. Zauważyłem, że Mark czeka już na nas.
   - Gotowa? – ścisnąłem delikatnie jej palce. – Tak jak wcześniej, skarbie. Kilka kroków, pięć stopni i będziemy w środku – zauważyłem, że kręci głową. – Dlaczego nie? Poradzisz sobie... O co chodzi?
   - Alex powiedziała, że kilka dziewczynek na was czeka – wyszeptała. – Powinieneś iść do nich...
   - Już chłopcy do nich poszli. Nawet nie zauważą, że mnie nie ma. Chodź... – znów pokręciła głową. – Proszę cię... Bez ciebie nigdzie nie idę, a to jeszcze za wcześnie...
   - Poczekam z Markiem – powiedziała cicho uśmiechając się do mnie.
   - Naprawdę? – powiedzieć, że byłem zdziwiony, to za mało. Byłem w szoku, że ona coś takiego zaproponowała. „Ruszaj dupsko Tomlinson zanim ona zmieni zdanie. Taka okazja może się prędko nie powtórzyć.” – To wysiadamy...
   Postawa, którą mi właśnie zaprezentowała miała się nijak do tego jak czuła naprawdę. Znów prawie łamała mi palce i trzęsła się jak w gorączce, ale przywołała na twarz delikatny uśmiech i wysiadła samodzielnie z samochodu. „No, może przy nieznacznej pomocy z mojej strony...” Ale już nie musiałem jej wynosić... Rozejrzałem się dookoła. Wokół każdego z przyjaciół zgromadził się wianuszek fanek. Nie było ich wiele. Czyżby to dlatego Alex kazała jej spróbować? Zostałem zauważony i z niepokojem obserwowałem zbliżające się dwie dziewczynki.
   - Kochanie, chyba powinnaś jednak... – zacząłem nerwowo.
   - Wszystko będzie dobrze... – usłyszałem cichy szept i zastanawiałem się, czy uspokaja siebie, czy mnie.
   Prawie łamała mi palce, ale przynajmniej lewej dłoni. Ścisnąłem jej, by dodać otuchy. Stała obok mnie trzęsąc się ze strachu. Mark przesunął się dyskretnie w jej stronę. Był w pogotowiu. Kątem oka udało mi się jeszcze zauważyć, że chłopcy wymieniają między sobą zaniepokojone spojrzenia. Skupiłem się na fankach, które zatrzymały się przed nami rumieniąc się. „Boże, dzięki ci. Przynajmniej te normalne...
   Porozmawiałem z nimi chwilkę podpisując przy okazji książki, które mi podstawiły. Cieszyłem się, że to akurat lewą dłoń Kate ściskała. Zrobiłem sobie zdjęcie z każdą z osobna i już wydawało się, że sobie pójdą...
   - To twoja dziewczyna? – zapytała najwyraźniej ta odważniejsza. – Już nie jesteś z Eleanor? – „Brońcie mnie przed ciekawskimi dziesięciolatkami...
   - Tak, to moja dziewczyna, Kate – uśmiechnąłem się do nich ściskając jednocześnie te drobne palce. „Tylko prawda...” pomyślałem. Zauważyłem, że dziewczynka chce jeszcze coś dodać, ale nadeszło wybawienie w postaci kolejnej żądnej autografu fanki. Znów chwilę powymieniałem uprzejmości i na szczęście tym razem obyło się bez pytań.
   Kate praktycznie chowała się za moimi plecami. I wciąż trzęsła się ze strachu. Stała z opuszczoną głową i wyglądała na bardzo zainteresowaną swoimi trampkami. Ale była cała spięta i gotowa do ucieczki w każdym momencie.
   - Przykro nam kochane, ale musimy już uciekać – nie wiadomo skąd pojawił się Harry. – Mamy niedługo wywiad i musimy się jeszcze przygotować.
   Pożegnaliśmy się szybko i zanim ktokolwiek zdążył nas zatrzymać wpakowaliśmy się do windy. Widziałem te uśmiechy zadowolenia na twarzach przyjaciół. A mój był chyba największy. W środku skakałem z radości. I tylko Kate nie podzielała naszego entuzjazmu, ale to się pewnie zmieni jak tylko zamkną się za nami drzwi do apartamentu...
   - Jaki wywiad? – przypomniał sobie Niall poprawiając torbę Kate na ramieniu. – Myślałem, że jutro...
   - Czasami naprawdę się zastanawiam, czy tobie jedzenie się na mózg nie odkłada... – Zayn pokręcił głową z niedowierzaniem. – Ale i tak cie kocham – objął blondyna ramieniem i pocałował go w policzek.
   - No, weź... – jęknął Horan wycierając twarz rękawem.


   Wszyscy siedzieli padnięci w kuchni czekając aż skończę szykować kawę. Nasza początkowa radość zmieniła się w coś innego... Byliśmy zdezorientowani. Tak, to chyba dobre określenie. Wydawało się nam, że dzisiejsze wyjście to był sukces. I teraz powinno być już tylko lepiej. No właśnie. Wydawało się nam...
   Kate nie odezwała się ani słowem odkąd przyszliśmy. Właściwie, to podobno nic nie powiedziała odkąd wysiadła z samochodu przed hotelem. Siedziała bokiem na kolanach u Lou, a on obejmował ją ramieniem. Schowała twarz w jego szyi i wyglądała jakby najzwyczajniej w świecie zasnęła... „A może...
   - Śpi? – spojrzałem na przyjaciela, któremu daleko było do wesołości.
   - Tak – odpowiedział cicho. – Zasnęła prawie od razu...
   - To może zanieś ją do sypialni – Zayn maltretował zmęczone oczy.
   - Za chwilę... Ona wciąż się trzęsie i nadal... – wskazał na jej dłonie. Palce jednej były splecione z jego w mocnym uścisku, a drugiej wczepione w materiał jego bluzki. Zaciskała je tak mocno, że aż zbielały... – Nic z tego nie rozumiem... – spojrzał na mnie. – Przecież wszystko poszło nadzwyczaj dobrze. Lepiej niż myśleliśmy... Co się stało? I kiedy?
   - Może po prostu jest wykończona – westchnął Niall. – To był dla niej długi dzień...
   - Ona się trzęsie ze strachu – złożył pocałunek w jej włosach. – Już nie powinna się bać... Jesteśmy w domu. Sami. Jest tu bezpieczna...
   - Może jakaś fanka jej coś powiedziała? – głośno myślał Harry przeczesując włosy palcami. Widać było, że jest zmęczony.
   - To niemożliwe – odezwał się Mark. – Stałem tuż obok. Usłyszałbym...
   - A może gdzieś dalej rozmawiały – kombinował dalej Hazz. – Wiesz jaki ona ma słuch...
   - Nie sądzę... – odezwałem się. – Rozmawiały z nami i nawet te ciekawskie jej nie obgadywały, tylko po prostu pytały się nas otwarcie kim ona jest i dlaczego Lou trzyma ją za rękę...
   - Nawet na Twitterze jeszcze nic złego o niej nie mówią - głośno myślał Niall. - Na razie wszyscy są głównie zaciekawieni...
   - No to jak wytłumaczyć, to wszystko? – Louis spojrzał na mnie z nadzieję, że znajdę odpowiedź. „Naprawdę chciałbym wiedzieć, przyjacielu.
   - Nie potrafię... – westchnąłem stawiając przed nimi kubki i siadając na swoim miejscu. – Spróbujemy z nią później porozmawiać. Na razie niech śpi. To był dla niej nerwowy dzień. Może jak się obudzi, będzie lepiej...
   - Jak nie będzie chciała z nami rozmawiać, to może jak Alex przyjdzie coś z niej wyciągnie... – Harry wciąż bawił się komórką.
   - Wie co się dzieje? – zapytał Lou.
   - Napisałem jej tak mniej więcej – wzruszył ramionami. – Mówi, żeby na razie dać Kate odpocząć i nie panikować...
   Piliśmy kawę w milczeniu nadal wpatrując się w śpiącą dziewczynę. Louis kilka razy próbował rozluźnić jej palce, ale z marnym skutkiem. Zauważyłem, że robi tą swoją minę pod tytułem „muszę wam coś powiedzieć, ale nie wiem jak...
   - Co jest Lou? – po moim pytaniu wszystkie oczy wbiły się w niego. Marszczył czoło i wciąż spoglądał na Kate, jakby to co chciał powiedzieć, miało nie być dla jej uszu...
   - Wiem jak znalazła się w łazience Alex... – odezwał się tak cicho, a miałem wrażenie, jakby właśnie granat eksplodował pośrodku kuchni.
   - Co? Jak? Skąd? Powiedziała ci? – Niall szeptał z przejęciem w głosie pochylając się do przodu. Momentalnie na policzki wyszły mu rumieńce.
   - W nocy miała jeden z tych swoich koszmarów – zaczął wciąż nie odrywając od niej oczu. – Starałem się ją uspokoić i sam nie wiem... Nawet o tym nie pomyślałem... Jakoś odruchowo zapytałem, co jej się śniło, a ona... Po prostu mi to opowiedziała... – zauważyłem samotną łzę spływającą po jego policzku.
   Wziął głęboki oddech i zaczął mówić. Wszystko. Każdy najdrobniejszy szczegół, który zapamiętał. Motał się starając się nam powtórzyć jak najdokładniej słowa, których użyła Kate. Nikt już nie pamiętał o kawie. Siedzieliśmy w milczeniu pozwalając mu mówić. Która to już przerażająca historia? Z każdym jego zdaniem rósł mój podziw dla tej drobnej dziewczyny... Dziękowałem w duchu, że kobieta, której zaufała, okazała się być godna tego zaufania. Mogło być przecież różnie... A może nie ufała jej tak do końca, skoro nie dała się odwieźć pod same drzwi Alex. Gdy opisał jak znalazła się na podłodze w łazience, aż się skuliłem na myśl o bólu, który towarzyszył jej podczas upadku...
   Gdy skończył zapadła grobowa cisza przerywana tylko naszymi oddechami. Niall chował twarz w rękawach bluzy i co chwilę wciągał gwałtownie powietrze. Płakał...
   Zayn zaciskał szczękę tak mocno, że miałem wrażenie iż zaraz mu strzeli. Ściskał dłonie w pięści jakby chciał w coś przywalić. „Trzeba mieć go na oku...” postanowiłem. Wciąż miałem w pamięci jego niedawny „wypadek”, podczas którego uszkodził palce.
   Harry wpatrywał się w telefon jakby to w nim był ratunek... Mokre plamy na jego koszulce były najlepszym dowodem na to, że ma serce na właściwym miejscu.
   - Lou – próbowałem się uspokoić, ale mój głos zdradzał w jakim jestem stanie. – Idź ją połóż do łóżka. Zostań z nią jeśli nie uda ci się uwolnić koszulki. Potrzeba jej snu...
   - Pójdę z tobą – Harry zerwał się na równie nogi wycierając twarz w koszulkę. Otworzył drzwi i czekał aż przyjaciel podniesie się z krzesła. Widziałem jak znikają w sypialni.
   Miałem ochotę zadzwonić do Danielle. Musiałem z nią porozmawiać. Po takich rewelacjach potrzebowałem, by ktoś mnie zapewnił, że wszystko będzie dobrze... że uda nam się... Czasami myślałem, że to jest niewykonalne, że nie może się udać. Ale po każdej takiej „rewelacji” pragnąłem sukcesu jeszcze bardziej. Ta dziewczyna zasłużyła jak nikt, by być szczęśliwa i przede wszystkim bezpieczna.
   Niall podniósł się po chwili spojrzał na nas czerwonymi od płaczu oczyma. Wyglądał strasznie. Wiedziałem, że zżył się z Kate jak nikt inny, oczywiście z wyjątkiem Lou, i wszystkie takie rewelacje rozrywały mu serce. Próbował coś powiedzieć. Kilka razy otwierał i zamykał usta.
   - Przepraszam... – udało mu się wydukać zanim uciekł z kuchni. „Pewnie zaszyje się u siebie z gitarą...” uśmiechnąłem się smutno. Później z nim porozmawiam...
   Zayn dopił zimną już kawę jednym łykiem i podniósł się gwałtownie. Spojrzałem na niego z pytaniem w oczach.
   - Muszę się przewietrzyć – powiedział. – Idę się przejść... – Zatrzymał się w drzwiach kuchni zapinając bluzę. – Zadzwoń do mnie, jakby coś się...
   - Jasne... – wbiłem wzrok w Marka błagając w duchu, by zrozumiał prośbę.

   - Pójdę z tobą – odezwał się brunet posyłając mi uspokajający uśmiech. – Chyba też potrzebuję się uspokoić i przyda mi się ktoś, kto w razie czego powstrzyma mnie, gdybym chciał komuś przywalić...
   Dokładnie o to się martwiłem. Że Zayn tym razem uderzy kogoś zamiast w coś... Przyjaciel tylko wzruszył ramionami i po chwili zostałem sam ze swoimi myślami. Próbowałem sobie przypomnieć dzisiejszy rozkład zajęć Danielle, ale w głowie miałem dziwną pustkę. Wysłałem tylko krótką wiadomość wiedząc, że oddzwoni, gdy tylko będzie mogła. Dookoła panowała cisza. Chwilami przerażał mnie fakt, że tak wiele osób liczy na to, że coś wymyślę... że znam odpowiedzi na wszystkie pytania... Bałem się, że w końcu przejrzą na oczy i zobaczą kim jestem naprawdę. „Oszustem, który przybiera na co dzień maskę i udaje tego rozsądnego...” Któregoś dnia zawiodę... Czułem jak coś we mnie pęka i po chwili płakałem jak dziecko chowając twarz w dłoniach...