- Kate... Kochanie, to ja. Kate?
Powiedz coś skarbie... Kate... Boże, maleńka...
Czyjś przerażony głos wdarł się
do mojej głowy sprawiając, że szpony wspomnień poluzowały uścisk. Ktoś się
martwił. „O mnie...”
- Lou... – cichy szept wydobył
się z moich ust wraz z powietrzem, które uciekło ze świstem z płuc, gdy
rzuciłam się chłopakowi w ramiona. – On... – łzy płynęły strumieniami po mojej
twarzy. – Ja... – z całej siły obejmowałam jego tors wbijając palce w plecy.
Nawet jeśli go to zabolało, to nie dał tego po sobie poznać.
- Ciii maleńka – kołysał mnie w
ramionach głaszcząc delikatnie po plecach. – Już jesteś bezpieczna. Nie
pozwolę, by coś ci się stało. Już nigdy, słyszysz? Kochanie moje...
Łkałam w jego objęciach
wsłuchana w uspokajający głos. Kolejny raz próbowałam poupychać niechciane
myśli głęboko w swojej głowie. „Dlaczego nie można tak po prostu zapomnieć?” Z
trudem łapałam powietrze. Co chwilę szloch wstrząsał moim ciałem.
- Kocham cię, skarbie. Już nic
ci nie grozi – słowa Lou sprawiały, że moje serce powoli wracało do normalnego
rytmu. – Jestem tu...
- Przepraszam... – szepnęłam
chowając twarz w jego szyi.
- Już dobrze – bicie jego serca
działało cuda. – Już wszystko dobrze... Nie musisz przepraszać, kochanie.
Wszystko dobrze... Jestem tu z tobą...
- Nie zostawiaj mnie... –
błagałam. Nie chciałam teraz być sama. Nie mogłam. – Proszę...
- Nigdy w życiu – kciukiem
ścierał łzy z moich policzków. – Nawet gdybyś chciała, już się mnie nie
pozbędziesz. Kocham cię skarbie i nigdzie się nie wybieram...
Czułem jak oddech Kate staje się
coraz spokojniejszy, choć jeszcze co jakiś czas gwałtownie wciągała i wypuszczała
powietrze. „Pozostałości płaczu.” Jej palce już tak mocno nie wbijały się w
moje plecy. Zasnęła przytulona do mojej piersi. „Boże...” westchnąłem wciąż nie
mogąc uspokoić swoich myśli. W głowie przewijałem ostatnie chwile jak
przerażający film. Serce mi się krajało, gdy widziałem jak cierpi. Zimny pot oblał
mnie całego, gdy wcześniej zauważyłem jej puste spojrzenie. Wiedziałem, co
wtedy widziała w swojej głowie. Podejrzewałem... „Maleńka, jak mogę ci
pomóc...” Poczułem jak zadrżała w moich ramionach. Ostrożnie opadłem na
poduszki nie wypuszczając jej z objęć. Po karkołomnych wygibasach w końcu udało
mi się przykryć nas kołdrą. Czułem gorący oddech na swojej szyi i przyjemny
ciężar na piersi. Odgarnąłem niesforne kosmyki, które przylepiły się do jej
mokrej twarzy. Zadrżała i poruszyła się nieznacznie kładąc dłoń na moim sercu. Wpatrywałem się w ciemne niebo za oknem wciąż na nowo przeżywając strach, który
mnie ogarnął... Przez chwilę pomyślałem, że ją straciłem... „Boże, nigdy
więcej. Błagam...” Wystraszyłem ją. Ale czym? W którym momencie? Zrobiłem coś,
co przypomniało jej te straszne rzeczy z jej przeszłości... „Skąd mam
wiedzieć...”
- Nie... – cichy jęk wydostał
się z jej lekko rozchylonych warg w tym samym momencie, w którym zadrżała. –
Proszę... – wtuliła się mocniej we mnie. Patrzyłem jak zaciska dłonie w piąstki
tak mocno, że aż zbielały jej palce.
- Ciiii... Jestem przy tobie
skarbie – szeptałem. – Nic ci nie grozi...
Czułem jak łzy spływają po moich
policzkach. Bezradność. To słowo idealnie opisywało mój stan. Nie wiedziałem,
co powinienem zrobić. „Co ja mogłem?” Nie przestawałem głaskać jej po plecach
łudząc się, że może jakoś ją to uspokaja. Drugą ręką starałem się rozprostować
jej palce. Udało się. Ostatecznie zacisnęła je na moich. „Skąd w tobie tyle
siły, maleńka?”
I znów pogrążyłem się w moich
myślach. Wyrywały mnie z nich tylko szepty Kate, która najwyraźniej wciąż coś
przeżywała, tym razem we śnie. Mówiłem uspokajające słowa i ścierałem łzy z jej
policzków. Kolejny raz odtwarzałem w głowie wydarzenia wieczoru. W tym momencie
czułem się jak ostatni kretyn. Po co ja się tak śpieszyłem? Przecież obiecałem
sobie, że poczekam aż będzie gotowa. „A ewidentnie jeszcze nie jest...” Ale
przecież wydawało mi się, że tego chciała... Nie bała się mnie. Dotykała. „Co
takiego zrobiłem?” Zastanawiałem się czy zdobędę się na odwagę, by z nią o tym
porozmawiać. Czy ona w ogóle zechce o tym mówić? Potrzebowałem wiedzieć...
Za oknem powoli się
przejaśniało. Noc mijała, a ja wciąż do niczego nie doszedłem. Kate nadal spała
niespokojnie i wciąż drżała w moich ramionach. Kilka razy wydawało mi się, że
się obudziła, ale ona tylko poprawiała się i wracała w objęcia snu. Dwa razy
już prawie ją obudziłem, martwiąc się, że koszmar całkiem nią zawładnie. Ale
spała dalej i tylko wylewała kolejne potoki łez. Żałowałem wtedy, że nie mam na
sobie koszulki, w którą mogłyby wsiąkać...
Z rozmyślań wyrwał mnie dźwięk
otwieranych drzwi. „Harry?” Spojrzałem zdziwiony na przyjaciela, który zakradał
się do własnego pokoju. Chyba wyczuł, że mu się przyglądam. Uśmiechnął się do
mnie niepewnie i zaraz jego oczy powędrowały w stronę śpiącej dziewczyny.
- Co się stało? – zapytał
bezgłośnie wpatrując się w moje oczy. – Ciężka noc? – dodał szeptem. Kiwnąłem
tylko głową wciąż wpatrując się w niego. Wyraz jego twarzy pokazał mi, że się
zmartwił. – Spałeś coś? – Zaprzeczyłem.
- Nie... – kolejny cichy jęk
wyrwał się z drżących ust. Kolejny raz poczułem, że coś wbija się w moje serce.
„Boże...” – Proszę przestań... – I rozrywa je na strzępy. „Boże, dlaczego?”
Miałem ochotę wyć z bezsilności. Zamiast tego znów szeptałem uspokajające
słowa.
- Tak jest całą noc? –
zauważyłem, że Harry pobladł. – Potrzebujesz czegoś?
- Nie – powiedziałem cicho. –
Idź spać. Wyglądasz jakbyś oka nie zmrużył. A swoją drogą, to gdzie byłeś?
- Z Alex. Właśnie przywiozłem ją
do pracy... – zaczął się rozbierać i nagi opadł ciężko na łóżko. Po minucie już
było słychać jego ciche pochrapywanie.
- Z Alex... – mruknąłem.
„Ciekawe...”
Promienie słoneczne wpadały do
pokoju przez niezasłonięte okno. Jakby na przekór wydarzeniom dzisiejszej nocy
zapowiadał się piękny dzień. Spojrzałem na Harry’ego zastanawiając się ile
wytrzyma zanim schowa głowę pod poduszką. Ledwo to pomyślałem, poruszył się
mrucząc niezadowolony pod nosem i naciągnął kołdrę chroniąc się tym samym przed
słońcem. Chciało mi się śmiać widząc jego odsłonięte do kolan nogi. „Długo tak
nie pośpi...”
Czułem piasek pod powiekami.
Byłem zmęczony, ale daleko było mi do snu. Nie mogłem zasnąć. Sam nie wiem
dlaczego, ale czułem, że powinienem czuwać. Chciałem tego. Wydawało mi się, że
dzięki temu Kate śpi spokojniej. Pewnie sam się okłamywałem, ale dzięki temu
małemu poświęceniu czułem się lepiej... „Jak bardzo jest to popierdzielone?”
Westchnąłem. Spędziłem całą noc na analizowaniu każdej sekundy wczorajszego
wieczora i nie byłem ani o krok bliżej znalezienia odpowiedzi na nurtujące mnie
pytania. „Co robić?” Kolejne westchnienie. Zastanawiałem się, czy będę miał
odwagę poruszyć ten temat, gdy się obudzi... A może powinienem zadzwonić do
Alex i z nią porozmawiać? Może ona mi coś poradzi... Wyciągnąłem rękę, by
sięgnąć po telefon.
- Dzień dobry – ledwie słyszalny
szept sprawił, że zamarłem.
- Dzień dobry skarbie. –
Starałem się nadać swojemu głosowi wesołe brzmienie, ale chyba nie wyszło to za
dobrze. Ucałowałem jej czoło obejmując mocniej ramieniem. – Jak się czujesz?
- Dobrze... Dzięki tobie... –
puściła moją dłoń i objęła mnie w pasie. – Dziękuję, że ze mną zostałeś...
- Kochanie, co ty mówisz w
ogóle... – uniosłem jej twarz tak, bym mógł spojrzeć w te piękne oczy. – Nie
wiem, co ci chodzi po tej ślicznej główce, ale ja się nigdzie nie wybieram. No
chyba, że razem z tobą...
Posłała mi chyba najpiękniejszy
uśmiech jaki do tej pory widziałem w jej wykonaniu. Nawet jej oczy się śmiały.
A moje serce chyba właśnie przeszło mały zawał. Poruszyła się ostrożnie
zbliżając swoją twarz do mojej. Kolejny raz zamarłem. Tym razem w oczekiwaniu
na to, co miało nastąpić. Położyła dłoń na moim policzku, a ja miałem wrażenie,
że właśnie poraziła mnie prądem. I chciałem jeszcze... Gdy nasze wargi się spotkały
poczułem się jak w niebie. Tylko gdzieś tam w głowie słyszałem ten głos
ostrzegający mnie, bym nie robił głupot. To był najcudowniejszy,
najdelikatniejszy, najpiękniejszy pocałunek. „Idealny.” I to nie z mojej
inicjatywy. Chciałem zaprotestować, gdy się skończył.
- Przepraszam... – szepnęła mi
do ucha i wtuliła twarz w moją szyję.
- Wszystko w porządku... –
powiedziałem równie cicho wciąż wahając się czy powinienem poruszyć nurtujący
mnie temat.
- Chcesz mnie o to zapytać, ale
boisz się, że ucieknę – czułem jej gorący oddech na szyi, gdy to mówiła. Bo to
nie było pytanie. – Nie mam zamiaru uciekać, Lou... – dodała jeszcze ciszej.
Właśnie dostałem ciche
przyzwolenie, by się czegoś dowiedzieć. Tylko co z tego, skoro nie wiedziałem
jak ubrać w słowa, te wszystkie myśli, które kotłowały mi się w głowie.
Próbowałem coś sobie ułożyć, by nadawało się do wypowiedzenia na głos. Tylko
jak na złość mój mózg odmawiał współpracy. Motałem się i wciąż milczałem.
- Chciałabym o tym wszystkim
kiedyś zapomnieć... – cichy szept przerwał panującą w pokoju ciszę. – Za każdym
razem, gdy wydaje mi się, że mogę to zrobić, wszystko do mnie wraca ze zdwojoną
siłą... Jak bumerang. Gdy już myślę, że wyrzuciłam go na tyle mocno i daleko,
by go zgubić... – westchnęła. – On wraca i z całej siły wali mnie w tył głowy –
zaśmiała się smutno.
- Czy zrobiłem coś, co... –
zacząłem ze ściśniętym gardłem.
- Nie – przerwała mi szybko. –
Pierwszy raz ktoś był ze mną i było... – chyba szukała odpowiedniego słowa. –
Łatwiej... Tak, do dobre określenie. Wiedziałam, że jesteś przy mnie i
odganiasz smoki...
Po prostu wiedziałem, że się
uśmiecha i mimowolnie moje usta też się ułożyły w delikatnym uśmiechu. Poczułem
jej gorące wargi na szyi i cudowny dreszcz przeszył całe moje ciało. Usłyszałem
cichy chichot, a potem nieśmiało przesunęła językiem po mojej skórze... „O
Boże!” Westchnąłem, gdy poczułem, że ktoś podłączył mnie do kontaktu. Zaśmiała
się... „Ona naprawdę się zaśmiała!”
- To fascynujące, że twoje ciało
reaguje dokładnie tak jak moje – powiedziała wesoło. – Wiesz, że gdy mnie
dotykasz mam wrażenie, że prąd przepływa przeze mnie? Myślałam, że tylko ja...
- Uwierz mi, nie tylko –
uśmiechnąłem się przytulając ją do siebie odrobinę mocniej i składając pocałunek
na jej czole.
Położyła dłoń na moim sercu i
tym razem oboje zadrżeliśmy. Uśmiechnąłem się. Powoli z mojej głowy umykały
smutne myśli. A zastępowały je dużo cieplejsze uczucia. I nagle zrobiła coś czego
się nie spodziewałem. „O Boże! Pomocy!” Patrzyłem jak jej palce suną po mojej
klatce piersiowej i brzuchu powoli badając każdy odsłonięty fragment ciała.
Tyle razy marzyłem o tej chwili, ale to, co poczułem przerosło moje najśmielsze
wyobrażenia. Czułem jakby jej palce płonęły żywym ogniem, w którym właśnie się
spalałem. Modliłem się, by nie zauważyła co się ze mną dzieję. Dziękowałem
niebiosom za to, że do pasa wciąż byłem przykryty kołdrą, bo miałem nadzieję,
że niżej nie zjedzie... Miałem nadzieję, a jednocześnie odczuwałem tak ogromne
pragnienie, by jednak to zrobiła. „Matko boska...” gwałtowanie wciągnąłem
powietrze, gdy jej delikatne paluszki przesunęły się wzdłuż linii spodni. Byłem
podniecony jak jeszcze nigdy w życiu. I to czym? Delikatną pieszczotą tej
drobnej dłoni... Chciałem coś powiedzieć, ale z gardła wydobył mi się tylko
pomruk zadowolenia. „Zdradzieckie ciało.” Obserwowałem jak zahipnotyzowany
kiedy jej palce sunęły w górę po moim boku, by następnie skręcić i zatrzymać się na dłużej na moim sutku. Kolejne dreszcze wstrząsały moim ciałem i naprawdę
miałem wrażenie, że mogę dojść od samej tej pieszczoty. Bałem się poruszyć, bo
było mi tak dobrze, że nie chciałem przerywać. Chciałem pozwolić jej na to, by
poznała moje ciało. Może będzie jej potem łatwiej? „Tak sobie wmawiaj stary”
kolejny raz ten wredny głos w mojej głowie ubrał w słowa moje myśli. „Ty i ja
wiemy, o co ci tak naprawdę chodzi...” Toczyłem walkę ze swoim drugim ja, a
podniecenie powoli wypełniało mnie całego. Było mi tak niesamowicie gorąco, tak
cudownie, że nie mogłem tego przerwać... Zresztą wydawało się to ponad siły zwykłego
śmiertelnika. Dłoń Kate znów przesuwała się w dół badając mój drugi bok, ten,
do którego się przytulała. I znów zatrzymała się niebezpiecznie blisko...
„Dlaczego ja nie naciągnąłem tych spodni pod szyję?” jęknąłem w głowie.
„Boże... Zaraz... Nie wytrzymam...” Gwałtownie wypuściłem powietrze z płuc, gdy
zaczęła się bawić włoskami na moim podbrzuszu.
- Kate... – jęknąłem cicho gdy
kolejny gwałtowny dreszcz przeszył mnie całego. – Kochanie... – westchnąłem. –
Musisz przestać, bo za chwilę, będzie mi bardzo niezręcznie...
- Przepraszam... – zastygła w bezruchu z ręką
poniżej pępka. – Ja... Nie wiedziałam... Chciałam tylko wiedzieć...
- Nie przepraszaj – próbowałem
uspokoić oddech. – To było najcudowniejsze uczucie w moim życiu, ale chyba nie
jesteś jeszcze gotowa na to, co ze mną robisz skarbie...
- Podobało ci się? – zapytała
cicho i chyba była autentycznie zdziwiona.
- Tak – kolejny raz wypuściłem
gwałtownie powietrze. – Bardzo – uśmiechnąłem się. – Ale myślę, że na dziś
wystarczy. Twoja ciekawość sprawia, że będę potrzebował zimnego prysznica, by
się uspokoić. I Bóg jeden wie, jak często mi się to ostatnio zdarza...
- Interesujące... – zaśmiała się
cichutko, ale zabrała dłoń ze strefy zagrożenia i zanim położyła ją w innym
miejscu splotłem jej palce ze swoimi. – To idziesz pod ten prysznic?
- Ty pierwsza. Ja muszę jeszcze
dojść do siebie po tych przeżyciach – zaśmiałem się.
- Pomyślałam, że pójdę zrobić śniadanie...
- Dziś chyba nie będziemy
wszyscy razem jedli – powiedziałem. – Harry dopiero się położył i pewnie
prześpi pół dnia. Niall i Zayn zdecydowanie nie będą mięli ochoty na jedzenie,
gdy się obudzą. Co najwyżej na kawę i aspirynę. A Liam...
- Coś mi się wydaje, że on już
urzęduje w kuchni... – dokończyła moją wypowiedź. – To pójdę pierwsza skoro tak
ładnie prosisz – zaśmiała się i wyswobodziła z moich ramion.
Patrzyłem jak zabiera z szuflady
bieliznę i pewnym krokiem kieruje się do łazienki. Uśmiechała się. Po takiej
nocy ona miała uśmiech na ustach. „Boże, dlaczego pozwoliłeś skrzywdzić kogoś
takiego?” Wziąłem kolejny głęboki oddech. „Blisko było.” Zaśmiałem się na myśl
o tym, że prawie doprowadziła mnie do orgazmu samym dotykiem tych drobnych
paluszków. W tej chwili stanęły mi przed oczami twarze przyjaciół, gdy Kate
„oglądała” jak wyglądają. „Już nigdy więcej nie pozwolę jej dotykać nikogo
innego.” Byłem twardy jak skała. Zdecydowanie potrzebowałem lodowatego
prysznica by dojść do siebie. Zaśmiałem się...
Rozległo się delikatne pukanie i
drzwi otworzyły się ostrożnie ukazując twarz Liama. Rozejrzał się po pokoju...
- W łazience – powiedziałem, a
wtedy on wszedł do środka i zaczął przyglądać mi się z zainteresowaniem.
- Ciężka noc? – zapytał cicho.
- Nawet nie pytaj – westchnąłem.
- To dlaczego się tak
szczerzysz? – dziwił się.
- Bo może i noc była przerażająca,
ale za to poranek cudowny – uśmiechnąłem się. – Jak chłopaki?
- Śmierdzi u nich jak w
gorzelni. Dla własnego zdrowia musiałem się wycofać. Mark poszedł im zanieść
wodę i tabletki. Jak się obudzą, to będą go po rękach za to całować. Nawet nie
wiem, o której Harry wrócił... – usiadł na brzegu łóżka, a ja modliłem się, by
nie zauważył w jakim jestem stanie.
- Całkiem niedawno – zaśmiałem
się widząc jego zdziwioną minę. – Nie pytaj, bo nic nie wiem. Podobno był z
Alex.
- Całą noc? – Wzruszyłem tylko ramionami.
- Padł jak zabity. Więc jeżeli
przyszedłeś nas budzić na śniadanie, to jego sobie daruj. Nie wstanie przed
południem.
- Jasne. Zresztą jego budzenie,
to już nie mój obowiązek – zaśmiał się. – Mam dość siniaków jak na razie. Dobra
– wstał. – Jedzenie będzie za pół godziny. Choć ty wyglądasz jakbyś bardziej
potrzebował snu niż śniadania.
- Położę się później. Zmienię Kate
opatrunki i przyjdziemy.
Budziłem się powoli. I na raty.
To było chyba moje trzecie podejście i wciąż bałem się poruszyć choćby małym
palcem. Szkoda tylko, że Sahara w ustach mnie do tego zmuszała... Otworzyłem
jedno oko i momentalnie poczułem jakby w mój mózg ktoś wbił wielki szpikulec i
jeszcze nim kręcił. „Nigdy więcej! Obiecuję...” Nagle ujrzałem najcudowniejszy
widok i niech Bóg wynagrodzi temu komuś, kto jest sprawcą tego cudu.
Wyciągnąłem rękę po wodę. Półtora litra życiodajnego płynu. „Może jest szansa,
że to przeżyję...” Przyssałem się do butelki i dopiero po opróżnieniu połowy
zdecydowałem się otworzyć drugie oko i usiąść. „Powoli... Bardzo powoli...”
Karuzela w mojej głowie już prawie zmieniła moje plany, ale mój anioł stróż
oprócz wody zostawił jeszcze cenniejsze dary. Rzuciłem się na tabletki jakby od
tego zależało moje życie. „I pewnie tak było.” Znów przyssałem się do butelki.
„Mało...” jęknąłem w myślach, gdy ujrzałem dno. Powlokłem się pod prysznic
modląc się, by zimna woda przyspieszyła działanie leku.
Ubierając się spojrzałem na
Nialla. Spał w najlepsze śliniąc się niemiłosiernie. Uchyliłem okno, bo
stężenie oparów w powietrzu zdecydowanie przekroczyło dopuszczalne dla ludzi
normy. Przejrzałem się w lustrze. „Jak ty bosko wyglądasz, stary. Jak żul spod
mostu...” Naciągnąłem czapkę na mokre włosy, bo dźwięk suszarki
najprawdopodobniej by mnie zabił, i cicho wyszedłem z pokoju. „Pić...”
- Patrzcie, patrzcie – zaśmiał
się Liam. – A już myślałem, że będzie trzeba was reanimować. Niall też już
wstał?
- Nie – warknąłem w jego stronę,
a potem zauważyłem Kate siedzącą na kanapie z książką na kolanach. – Cześć Mała
– dodałem już łagodniejszym tonem.
- Ty też? – zaśmiała się cicho.
– Nie jestem wcale taka mała...
- Nie, wcale... – uśmiechnąłem
się. – Nie wiem komu zawdzięczam pierwszą pomoc, ale dziękuję...
- Nie ma sprawy – Mark pomachał
w moją stronę nie odrywając wzroku od telewizora. Dopiero teraz zauważyłem, że
grają z Li w jakąś gierkę. – Masz kawę w termosie. Powinna być jeszcze ciepła.
- Dzięki – powiedziałem z
wdzięcznością w głosie i zamknąłem się w kuchni prawie rzucając się na dzbanek.
Osuszyłem go w ekspresowym tempie i od razu zrobiłem więcej na później.
Otworzyłem lodówkę i pierwsze co
zauważyłem to wielki talerz kanapek. „O Boże...” Chyba właśnie posiłki z
ostatniego tygodnia podeszły mi do gardła. Szybko wyjąłem wodę i zatrzasnąłem
drzwiczki. Oparłem się o nie całym ciałem i próbowałem uspokoić żołądek biorąc
kilka głębokich oddechów. „Muszę zapalić” pomyślałem wychodząc z kuchni.
- Gdzie Lou? – rzuciłem kierując
się na taras.
- Śpi – Liam nawet nie
zaszczycił mnie spojrzeniem, wciąż zajęty rozwalaniem jakichś zombie.
- Śpi? – zatrzymałem się zdziwiony
w pół kroku. „Zostawił ją i poszedł spać? To może znaczyć tylko...” Wpatrywałem
się w Kate jakbym to od niej oczekiwał odpowiedzi. Zauważyłem, że przygryzła
dolną wargę. „Dlaczego tak mi się to podoba?”
- Nie spał za dobrze w nocy –
powiedziała cicho oblewając się rumieńcem.
- Wszystko w porządku? –
szukałem w jej twarzy kolejnych informacji. „Czyżby znów jedna z tych nocy? A
my byliśmy zalani w trupa!” Zrobiło mi się strasznie wstyd, że spałem jak
zabity, a w ich sypialni rozgrywał się koszmar.
- Tak – uśmiechnęła się do mnie
uspokajająco i chyba trochę podziałało, bo już bez oporów wyszedłem na taras.
„Zbawienne powietrze” pomyślałem z ulgą czując zimny powiew wiatru na swojej
twarzy.
Prawie leżałem na fotelu, który
zazwyczaj zajmował Liam i kolejny raz zadawałem sobie pytanie, czy to był dobry
pomysł podnosić się dzisiaj z łóżka. Spod półprzymkniętych powiek obserwowałem
jak przyjaciel stara się ograć Marka. „Z mizernym skutkiem.” Przynajmniej
zapału mu nie brakowało. W mojej głowie układałem kolejny scenariusz
zniszczenia tego źródła diabelskich dźwięków, które wwiercały się w mój mózg i
prawdopodobnie właśnie rozrywały go na strzępy. Niestety ból głowy postanowił,
że dwie aspiryny to za mało, by mnie dziś opuścił. Skrzywiłem się, gdy Liam głośnym okrzykiem radości oznajmił swoją pierwszą wygraną. „Boże, litości...”
Spojrzałem na Kate. Siedziała po
turecku z książką rozłożoną na kolanach i pochylała się nad nią w skupieniu. Na
twarzy miała delikatny uśmiech i wyglądała teraz na... szczęśliwą? Jej drobne,
smukłe palce sunęły delikatnie po papierze. Nagle szeroki uśmiech zawitał na
mojej twarzy, gdy zauważyłem, co ma na sobie. Nie wiem jak Lou tego dokonał,
ale założyła bluzę, którą dla niej przeznaczyłem, gdy robiliśmy zbiórkę. Była
na nią zdecydowanie za duża, ale wyglądała w niej uroczo. Czarne bojówki
dopełniały reszty.
Moją obserwację przerwało głośne
trzaśnięcie drzwiami i jęk bólu, który temu towarzyszył. Następnie moich uszu
dobiegła niezła wiązanka. Nie powstydziłby się jej żaden wilk morski.
- Hej – mruknął Niall kierując
się do kuchni i nie czekając na żadną odpowiedź z naszej strony. Zauważyłem
mokre włosy i nie musiałem być geniuszem, by wiedzieć na jakim jest etapie
dochodzenia do siebie. Byłem na tym samym trzy godziny temu... „A może jednak nie?”
pomyślałem zdziwiony widząc przyjaciela z talerzem kanapek i butelką wody.
Usiadł ciężko na kanapie, oparł nogi na stolik i położył sobie śniadanie na
kolanach.
- Cześć Katy – odezwał się
cicho, ale zdecydowanie przyjaźniej. – Chcesz kanapkę?
- Cześć. Już jadłam, dziękuję –
uśmiechnęła się do niego. Gdybym miał opisać wyraz jej twarzy powiedziałbym, że
jest rozbawiona jego stanem. Zresztą mój nie był wcale lepszy. Ledwo mogłem
patrzeć na jedzenie, a o przełknięciu czegokolwiek nie mogło być nawet mowy.
- Gdzie reszta? – zapytał wpychając
w siebie pierwszą kromkę. Musiałem odwrócić wzrok, bo czułem, że moje
wnętrzności się buntują.
- Śpią – odezwał się Liam wciąż
bardzo zajęty swoją misją. – Jak się czujesz?
- Śpią? – zdziwił się i spojrzał
na Kate. Nagle wydawał się bardzo zdenerwowany. – Louis też? Wszystko w
porządku, Katy?
- Tak, nie martw się – posłała
mu uspokajający uśmiech, ale ja widziałem, że czuje się zawstydzony. Tak jak ja
jeszcze nie tak dawno. „Kurwa, czy my nawet myślimy ostatnio jakbyśmy mieli
jeden mózg?” Uśmiechnąłem się do swoich myśli. „Co ta dziewczyna z nami robi?”
Godzinę później jedyne co się
zmieniło, to brak talerza na kolanach Nialla. Mark i Liam wciąż próbowali
uratować miasto przed inwazją umarlaków. Kate czytała książkę i prawdę mówiąc
pewnie za chwilę ją skończy. Ja wciąż obmyślałem plan zniszczenia głośników w
telewizorze, a Niall drzemał rozwalony na kanapie. „Istna sielanka.”
Rozważałem właśnie ponowne zapakowanie się do łóżka, gdy do salonu wkroczył uśmiechnięty od ucha do ucha Styles.
- Cześć wszystkim – zawołał
wesoło i rzucił się na fotel obok mnie. – Hej Mała. Uczysz się książki na
pamięć?
- Czy ty musisz tak się
wydzierać? – jęknął Niall. – Trochę zrozumienia...
- Cześć Harry – Kate posłała mu
wesoły uśmiech.
- Główka boli? Trzeba było tyle
żłopać? – nabijał się z naszego cierpienia.
- Jezu! Zayn zamknij mu paszczę,
bo zaraz mi głowę rozsadzi...
- Gdzie byłeś całą noc? – Liam
postanowił odwrócić uwagę Harry’ego. – Zaliczałeś kolejne kluby?
- Nie. Odwiozłem Alex do domu...
- I wracałeś przez Francję? –
zaśmiał się Li. – Louis mówił, że wróciłeś nad ranem.
- No, bo przywiozłem ją też do
pracy... – odpowiedział nic sobie nie robiąc z tego, że wszystkie oczy zwróciły
się zdziwione w jego stronę. – Zagadaliśmy się tato. Nie bij...
- Chcesz powiedzieć, że ona nic
nie spała i teraz pracuje na dwunastogodzinnej zmianie? – Liam popatrzył na
niego z niedowierzaniem. – Stary...
- Nie mieliśmy czasu na spanie –
Harry machnął ręką. – Jutro odeśpi, bo ma wolne. Jest coś do jedzenia, bo
umieram z głodu?
- W sumie też bym coś zjadł –
wypowiedź Nialla wprawiła mnie w osłupienie. Ja wciąż nie mogłem nawet myśleć o
tym, by wmusić w siebie cokolwiek.
- Możemy coś zamówić –
zaproponował Liam. – Poddaję się. Ta gra jest beznadziejna.
- I dlatego spędziłeś z nią
kilka godzin? – zaśmiał się Mark. – Po prostu mam wrodzony talent, a ty jesteś
do niczego.
- Lepiej to odszczekaj, bo
będziesz głodował – groził mu Li, ale ledwo panował nad wesołością.
- Raczej mi to nie grozi skoro
mieszkam pod jednym dachem z Kate – Mark chyba właśnie przyjął taktykę Horana.
– Ona nie da mi umrzeć z głodu. Prawda?
- No chyba prawda – uśmiechnęła
się. – Chociaż to oni robią zakupy...
- Ha – zaśmiał się Liam wstając
z podłogi i kierując do kuchni. – Komu co zamówić?
- Skończyłaś? – głos Marka
wydarł mnie z mojego wyimaginowanego świata. – Przynieść ci kolejną?
- Nie trzeba, dziękuję –
uśmiechnęłam się do niego. Wciąż strasznie mnie onieśmielał, ale nie mogłam nie
docenić tego, jak bardzo się o mnie troszczył. I nic mnie nie obchodzi fakt, że
to podobno jego praca. – I tak muszę iść do łazienki...
Podniosłam się i ominęłam kanapę
z drugiej strony niż zazwyczaj, bo prawdopodobnie nogi śpiącego Nialla
blokowały mi przejście... Z kuchni dochodził moich uszu głos Liama rozmawiającego
przez telefon, a sądząc po barwie jego głosu po drugiej stronie musiała być
Danielle... Zayn jakąś godzinę temu stwierdził, że łóżko go wzywa i nie ma już
siły opierać się temu przyciąganiu. Niall powiedział, że pewnie też powinien
się położyć, ale droga do sypialni jest ponad jego siły i po prostu zasnął na
kanapie obok mnie. Harry zaraz po obiedzie stwierdził, że teraz jego kolej
kogoś ograć i nie czekając ani chwili wyzwał Marka na pojedynek. Dla odmiany,
teraz walka była bardziej wyrównana, a co za tym idzie bardziej zażarta...
Cicho wślizgnęłam się do
sypialni próbując wsłuchać się w oddech Louisa. Był spokojny i głęboki.
„Śpi...” Musi strasznie słodko wyglądać. Uśmiechnęłam się do swoich myśli.
Odłożyłam książkę na miejsce wyciągając kolejną część i kładąc ją na komodzie.
Wkroczyłam ostrożnie do łazienki
pamiętając, że Harry korzystał z niej ostatni i lepiej uważać na wolno leżące
mokre ręczniki, ale kolejny raz przyjaciel mnie zaskoczył. Oprócz kilku mokrych
plam, w które oczywiście wdepnęłam, nie natknęłam się na żadne przeszkody.
„Biedni... Musieli całkowicie zmienić swoje przyzwyczajenia...” Uśmiechnęłam
się wspominając ich zdziwienie na porządek panujący w szafie. I radość, że
nagle odnalazła się ulubiona koszulka Louisa, którą już spisał na straty i
spodnie Nialla, choć wszyscy zachodzili w głowę jakim cudem się tu znalazły. „Może
prawdziwa jest teoria Harry’ego, że po prostu od blondyna uciekły?” Zaśmiałam
się wracając do sypialni. Zrobiłam dwa kroki w stronę komody i zatrzymałam się
niepewnie. „Coś się zmieniło...”
- Obudziłam cię? – zapytałam
cicho i wypuściłam powietrze z płuc. – Przepraszam...
- Nie przepraszaj – usłyszałam
wesoły głos Lou. – Tylko chodź do mnie. Strasznie się stęskniłem...
Podeszłam do łóżka i gdy tylko
byłam wystarczająco blisko poczułam gorącą dłoń delikatnie ujmującą moje palce.
- Pewnie jesteś głodny –
uśmiechnęłam się. – Minął cię obiad.
- Nawet nie. Ale pewnie niedługo
będę. Mój żołądek jeszcze się nie obudził. Poleżysz ze mną?
- A nie masz zamiaru wstać? –
zaśmiałam się wspinając się na łóżko. Próbowałam przejść nad nim, co wywołało u
niego duże rozbawienie.
- Mam to w planach, ale póki co
potrzebuję się poprzytulać – powiedział obejmując mnie ramieniem i splatając
palce drugiej ręki z moimi.
- Mogę zawołać Harry’ego. On też
chciał się z kimś poprzytulać...
- Bardzo śmieszne – odezwał się
rozbawiony całując mnie w czoło. – Jego już się naprzytulałem. Teraz twoja
kolej.
- Ale ze mnie szczęściara.
- Dokładnie... – zaśmiał się i
musnął wargami moją skroń.
Jego gorąca dłoń kreśliła jakieś
tajemnicze znaki na moich plecach sprawiając, że znów zalało mnie to cudowne
uczucie. Chciałam poczuć jego usta na swoich i na samą tą myśl poczułam, że się czerwienię. „Jestem beznadziejna...” jęknęłam w myślach.
- Wiesz, że zawsze jak się
rumienisz, aż mnie skręca, by wiedzieć o czym myślisz...
- To bardzo proste –
powiedziałam cicho i z pewnością zrobiłam się jeszcze bardziej czerwona. – Na
99 procent o tobie...
- To wiem – pewność w jego
głosie sprawiła, że się roześmiałam. – Ale o czym dokładnie?
- Nie powiem – szepnęłam
opierając brodę na jego piersi.
- Mógłbym zgadnąć – zamyślił
się. – Wszystko zależy od tego jak bardzo się czerwienisz. Jeśli tylko
delikatnie się rumienisz, to pewnie myślisz o tym, że bardzo chciałabyś mnie
pocałować, ale boisz się to zrobić. A jeśli twoje policzki płoną tak jak teraz,
to znaczy, że zgadłem – roześmiał się z zadowoleniem.
- Ciekawa teoria – mruknęłam
cicho, ale co tu dużo mówić, przecież ma rację.
- Zdradzić ci pewien sekret? –
usłyszałam przy swoim uchu i cudowny dreszcz przebiegł przez moje ciało i
jedyne co mogłam zrobić, to pokiwać głową na tak. – Ja marzę o twoich ustach
cały czas. Ta twoja dolna warga doprowadza mnie do szaleństwa... A gdy
przygryzasz ją tak jak teraz, mam ochotę rzucić się na ciebie i całować do utraty tchu.
Z moich ust wydobył się cichy
jęk. „Boże, dlaczego mi to robisz?” Drżałam na całym ciele, bo przecież ja
pragnęłam tego samego. Serce dudniło mi w piersi. Przypomniałam sobie poranek i
to co mi wtedy powiedział... Naprawdę miałam ochotę sprawdzić, czy sytuacja się
powtórzy. „Ile razy mogę kusić los?” Kolejny dreszcz przeszył moje ciało i
rozkoszne ciepło rozlało się wewnątrz mnie.
- Co tam knujesz? – zaśmiał się
cicho. – Masz taki wyraz twarzy, że zaczynam się bać...
- Chciałam coś sprawdzić – gdyby
nie to, że wciąż przypominałam buraka, to teraz bym się zaczerwieniła. – Mogę?
- A będzie bolało?
- Nie wiem... – uśmiechnęłam się
do swoich myśli, bo w nich on już dawno się zgodził. – Sama jestem ciekawa.
- Hmmm... – udał, że się
zastanawia. – To co mam robić?
- Zamknij oczy... – uniosłam się
na ręce i palcami delikatnie sprawdziłam, czy spełnił moją prośbę. – I nie
podglądaj.
- Gdzież bym śmiał... – czułam,
że miał zamiar powiedzieć coś jeszcze, ale... No właśnie. Ale co?
Nie mogłam się powstrzymać, by
palcami nie zbadać każdego kawałka jego twarzy. Kolejny raz uśmiechnęłam się,
gdy natrafiłam na ślad świadczący, że dużo się śmieje. Jego twarz pokrywał
krótki zarost, co wydało mi się strasznie pociągające. Przejechałam opuszkami palców
po jego ustach i poczułam, że się uśmiechnął. „No dawaj!” dopingowałam się.
„Nie myśl, tylko rób! Potem będziesz myśleć... No dalej tchórzu!” Pochyliłam
się nad jego twarzą i w chwili, gdy poczułam gorący oddech mieszający się z
moim, pocałowałam go. Delikatnie, nieśmiało... Próbowałam przypomnieć sobie jak
on mnie całował. Przejechałam językiem po jego dolnej wardze. Uśmiechnęłam się
na efekt jaki tym wywołałam. Lou rozchylił wargi i z jego ust wydobył się cichy
jęk. Silna dłoń zsunęła się z moich pleców na biodro i przyciągnęła mnie
mocniej do niego. Delikatnie chwyciłam zębami jego wargę, by następnie zassać
ją lekko. Poczułam dreszcz przebiegający przez jego ciało i uśmiechnęłam się
zadowolona z siebie. Nieśmiało badałam językiem jego usta. „Boże, jakie to
cudowne uczucie...” Zadrżałam, gdy nasze języki się spotkały. Wpiłam się w jego
usta mocniej dając się porwać temu cudownemu uczuciu, które zalało mnie całą. I
znów rozszalała się burza, która pochłonęła wszystko dookoła nas. Zostaliśmy
sami. My i ten ogień, który nas pochłaniał...
Sama nie wiem co mną kierowało,
ale to musiało być to moje drugie ja. To odważniejsze. Po chwili... A może
minęła cała wieczność... „Czy to ważne?” Oderwałam się od tych gorących warg
gwałtownie łapiąc powietrze. Usiadłam na biodrach Lou i kolejny raz mogłam pod
palcami poczuć jego twarde mięśnie brzucha. Czułam jak drżą pod moim dotykiem i sprawiło mi to niespodziewaną przyjemność.
- Kate... – usłyszałam cichy jęk.
– To chyba nie najlep...
Przerwałam mu ponownie łącząc nasze
usta w pocałunku. Za każdym razem nie mogłam się nadziwić ile przyjemności
sprawia mi to zajęcie... Poczułam jego dłonie na swoich udach. I kolejny
dreszcz rozkoszy porwał moje ciało. Nie mogłam się powstrzymać, by nie
posmakować skóry na jego szyi. Uśmiechnęłam się, gdy zadrżał pod wpływem tej
pieszczoty. Jego zapach otulił mnie całą sprawiając niewyobrażalną przyjemność.
Pod wargami czułam jego szalejący puls. Nagle zdałam sobie sprawę, że mogłabym
tak całować go całe wieki. Każdy centymetr jego ciała... Zrobiło mi się gorąco
i nagle własne ciuchy zaczęły mi przeszkadzać. „Czy to nie jest
niesprawiedliwe, że on jest bez koszulki, a ja mam na sobie dwie?” Chciałam
ściągnąć bluzę, ale to było już ponad moje siły. „Gdzie to moje odważniejsze
ja, kiedy jest potrzebne?” Przejechałam językiem wzdłuż obojczyka i moich uszu
dobiegł kolejny jęk połączony z moim imieniem... Błądziłam dłońmi po jego ciele
wciąż mając w głowie sytuację z poranka. Lou przesunął dłonie na moje pośladki
przyciskając mnie mocno do siebie. Zadrżałam, gdy poczułam reakcję jego ciała.
„O Boże...” Zastygłam z ustami przy jego sutku. Czułam się jakby ktoś właśnie podłączył mnie do
kontaktu. „To uczucie... Tak niesamowicie gorąco...” Ten dziwny ucisk w dole
brzucha... Chciałam by też mnie dotykał. Pieścił... Tak jak wczoraj zanim
zepsułam wszystko...
- Kate, skarbie... – dotyk jego
dłoni na policzku ściągnął mnie z powrotem na ziemię. A może to ton jego głosu? Znów
go wystraszyłam. – Przepraszam... Wszystko dobrze? Kochanie?
- Tak – uśmiechnęłam się znów
oblewając się rumieńcem. – Gorąco mi...
- Co ty nie powiesz? – zaśmiał
się niepewnie.
- Mówisz, że zimny prysznic
załatwia sprawę? – puściłam mu oczko nawiązując do porannej rozmowy. – To kto
idzie pierwszy?
- Och ty! – cmoknął mnie mocno w
usta. – Nie będę dżentelmenem. Idę pierwszy.
- A co jeśli nie chcę żebyś
szedł... – powiedziałam cicho.
- Powinienem... – szepnął przejeżdżając kciukiem po moich wargach.
- Skoro chcesz... – przejechałam
dłonią wzdłuż jego boku uśmiechając się, gdy spiął mięśnie brzucha.
- Nie chcę... – powiedział
jeszcze ciszej wciągając gwałtownie powietrze. – Maleńka... – jęknął, gdy moje
palce trafiły w miejsce, w którym musiałam przerwać rano. Wypuścił głośno
powietrze. – O Boże...
- Fascynujące... – zamyśliłam
się, bo właśnie moje drugie ja postanowiło się odezwać i podesłało mi
intrygujący pomysł. „Nie odważę się...” pomyślałam, ale pochyliłam się ponownie
muskając wargami jego skórę w miejscu gdzie biło jego serce. Językiem rysowałam
mokrą ścieżkę kierując się w dół. Zalewała mnie kolejna fala gorąca i prawie
zawyłam z radości, gdy jego dłonie ściągnęły ze mnie bluzę. Niestety potem znów
oderwały się ode mnie... Tak bardzo pragnęłam poczuć jego dotyk na skórze, ale
miałam wrażenie, że po wczorajszym on boi się mnie dotknąć. „Dlaczego nie umiem
go do tego zmusić?” Składałam kolejne pocałunki wyznaczając sobie nowy cel...
„Niegrzeczna...” Czułam ten dziwny ucisk w dole brzucha i zastanawiałam się,
czy dam radę znieść więcej. „Czy odważysz się na więcej?” Gdy włoski na jego ciele
zaczęły mnie łaskotać miałam ochotę głośno się roześmiać. A gdy usłyszałam jak
Lou gwałtowanie wciąga powietrze i napina mięśnie miałam ochotę spróbować
posunąć się o jeden krok dalej niż rano. „Już to zrobiłaś. Przecież błądzisz
ustami po jego ciele...” Zadrżałam, gdy kolejny dreszcz wstrząsnął moim ciałem.
„Odbija mi. Gadam sama ze sobą...” Przejechałam palcami wzdłuż linii spodni...
- Boże, Kate... – Louis zacisnął
lekko dłonie na moich ramionach i siadając przyciągnął mnie do siebie wpijając
się w moje usta. Objęłam go nogami wtulając się w gorące męskie ciało. Czułam
jak bardzo jest podniecony i... było mi cudownie z myślą, że udało mi się to
sprawić. Jego dłonie wsunęły się pod moją bluzkę i teraz to ja mimowolnie
napięłam mięśnie brzucha. „O Boże...” Kolejna fala gorąca i kolejne łapczywe
wciąganie powietrza, gdy jego usta zaczęły błądzić po mojej szyi. Miałam
wrażenie, że między jego dłońmi a moją skórą przeskakują ładunki elektryczne. I
chciałam więcej... Chciałam... „No właśnie... Nie wiem czego, ale chciałam
więcej... Zdecydowanie.” Usłyszałam kolejny jęk rozkoszy i po chwili zdałam
sobie sprawę, że wydobył się z moich ust w chwili, gdy Lou musnął palcami moją
pierś. „Więcej....” Położyłam dłoń na jego dłoni próbując mu pokazać jak wielką
przyjemność mi sprawia i żeby nie przerywał... Znów wpił się gwałtownie w moje
usta zapraszając mój język do tego cudownego tańca. „No dalej Lou! Proszę...
Błagam...” Dlaczego byłam takim tchórzem? Dlaczego nie potrafiłam pokazać mu
czego pragnę? „Zawsze możesz spróbować...” Moje drugie ja znów odezwało się
kończąc wypowiedź złośliwym śmiechem, jakby wiedziało, że i tak tego nie
zrobię. Ścisnęłam palce na jego dłoni i sama nie wiem jak to zrobiłam, ale
odważyłam się... Położyłam jego dłoń na swojej piersi... Zaśmiałam się w duchu,
gdy jęknął mi w usta... Zamarł na chwilę i już bałam się, że zrobiłam coś źle,
gdy poczułam jak jego kciuk zatacza delikatne kółka na moim sutku, który
momentalnie stwardniał pod wpływem tej pieszczoty. Wstrząsnął mną taki dreszcz
jak jeszcze nigdy i głośnym jękiem oznajmiłam rozkosz jaką mi sprawiał... Jego
palce już nie potrzebowały zachęty i mogłam zająć swoje dłonie czymś innym. Przerwał
na moment pocałunek, ale tylko po to by ściągnąć moja koszulkę.
- Jesteś taka piękna... – usłyszałam
zanim ponownie wpił się w moje wargi.
Błądziłam dłońmi po jego plecach
badając każdy ich centymetr. Wplatałam palce we włosy zachwycając się ich miękkością. Przycisnęłam biodra do jego ciała, bo ten cudowny ucisk w dole stał
się rozkosznie nieznośny, ale nawet to nie pomogło... Gdy poczułam jak bardzo
jest twardy... „O Boże!” Nie miałam odwagi nawet o tym pomyśleć, ale aż
jęknęłam z rozkoszy. I jego imię wydostało się z moich ust razem z resztą
powietrza. Jego usta delikatnie muskały skórę na obojczyku. Wygięłam się do
tyłu, bo ta rozkosz była wręcz porażająca. Dosłownie miałam ochotę na niego
warknąć, gdy oderwał swoje wargi od mojego ciała. Ale on sprawił, że zamieniło się to w jęk rozkoszy, gdy objął ustami mój sutek lekko trącając go językiem.
„O matko!”
- Louuu – jego imię wydarło się
jękiem z moich ust wraz z falą rozkoszy, która wstrząsnęła moim ciałem
sprawiając, że napięłam wszystkie mięśnie i miałam wrażenie, że zobaczyłam
fajerwerki...
- O kurwa! – usłyszałam jeszcze
głos od strony drzwi...