niedziela, 20 stycznia 2013

35



   - Kate... Kochanie, to ja. Kate? Powiedz coś skarbie... Kate... Boże, maleńka...
   Czyjś przerażony głos wdarł się do mojej głowy sprawiając, że szpony wspomnień poluzowały uścisk. Ktoś się martwił. „O mnie...
   - Lou... – cichy szept wydobył się z moich ust wraz z powietrzem, które uciekło ze świstem z płuc, gdy rzuciłam się chłopakowi w ramiona. – On... – łzy płynęły strumieniami po mojej twarzy. – Ja... – z całej siły obejmowałam jego tors wbijając palce w plecy. Nawet jeśli go to zabolało, to nie dał tego po sobie poznać.
   - Ciii maleńka – kołysał mnie w ramionach głaszcząc delikatnie po plecach. – Już jesteś bezpieczna. Nie pozwolę, by coś ci się stało. Już nigdy, słyszysz? Kochanie moje...
   Łkałam w jego objęciach wsłuchana w uspokajający głos. Kolejny raz próbowałam poupychać niechciane myśli głęboko w swojej głowie. „Dlaczego nie można tak po prostu zapomnieć?” Z trudem łapałam powietrze. Co chwilę szloch wstrząsał moim ciałem.
   - Kocham cię, skarbie. Już nic ci nie grozi – słowa Lou sprawiały, że moje serce powoli wracało do normalnego rytmu. – Jestem tu...
   - Przepraszam... – szepnęłam chowając twarz w jego szyi.
   - Już dobrze – bicie jego serca działało cuda. – Już wszystko dobrze... Nie musisz przepraszać, kochanie. Wszystko dobrze... Jestem tu z tobą...
   - Nie zostawiaj mnie... – błagałam. Nie chciałam teraz być sama. Nie mogłam. – Proszę...
   - Nigdy w życiu – kciukiem ścierał łzy z moich policzków. – Nawet gdybyś chciała, już się mnie nie pozbędziesz. Kocham cię skarbie i nigdzie się nie wybieram...


   Czułem jak oddech Kate staje się coraz spokojniejszy, choć jeszcze co jakiś czas gwałtownie wciągała i wypuszczała powietrze. „Pozostałości płaczu.” Jej palce już tak mocno nie wbijały się w moje plecy. Zasnęła przytulona do mojej piersi. „Boże...” westchnąłem wciąż nie mogąc uspokoić swoich myśli. W głowie przewijałem ostatnie chwile jak przerażający film. Serce mi się krajało, gdy widziałem jak cierpi. Zimny pot oblał mnie całego, gdy wcześniej zauważyłem jej puste spojrzenie. Wiedziałem, co wtedy widziała w swojej głowie. Podejrzewałem... „Maleńka, jak mogę ci pomóc...” Poczułem jak zadrżała w moich ramionach. Ostrożnie opadłem na poduszki nie wypuszczając jej z objęć. Po karkołomnych wygibasach w końcu udało mi się przykryć nas kołdrą. Czułem gorący oddech na swojej szyi i przyjemny ciężar na piersi. Odgarnąłem niesforne kosmyki, które przylepiły się do jej mokrej twarzy. Zadrżała i poruszyła się nieznacznie kładąc dłoń na moim sercu. Wpatrywałem się w ciemne niebo za oknem wciąż na nowo przeżywając strach, który mnie ogarnął... Przez chwilę pomyślałem, że ją straciłem... „Boże, nigdy więcej. Błagam...” Wystraszyłem ją. Ale czym? W którym momencie? Zrobiłem coś, co przypomniało jej te straszne rzeczy z jej przeszłości... „Skąd mam wiedzieć...
   - Nie... – cichy jęk wydostał się z jej lekko rozchylonych warg w tym samym momencie, w którym zadrżała. – Proszę... – wtuliła się mocniej we mnie. Patrzyłem jak zaciska dłonie w piąstki tak mocno, że aż zbielały jej palce.
   - Ciiii... Jestem przy tobie skarbie – szeptałem. – Nic ci nie grozi...
   Czułem jak łzy spływają po moich policzkach. Bezradność. To słowo idealnie opisywało mój stan. Nie wiedziałem, co powinienem zrobić. „Co ja mogłem?” Nie przestawałem głaskać jej po plecach łudząc się, że może jakoś ją to uspokaja. Drugą ręką starałem się rozprostować jej palce. Udało się. Ostatecznie zacisnęła je na moich. „Skąd w tobie tyle siły, maleńka?
   I znów pogrążyłem się w moich myślach. Wyrywały mnie z nich tylko szepty Kate, która najwyraźniej wciąż coś przeżywała, tym razem we śnie. Mówiłem uspokajające słowa i ścierałem łzy z jej policzków. Kolejny raz odtwarzałem w głowie wydarzenia wieczoru. W tym momencie czułem się jak ostatni kretyn. Po co ja się tak śpieszyłem? Przecież obiecałem sobie, że poczekam aż będzie gotowa. „A ewidentnie jeszcze nie jest...” Ale przecież wydawało mi się, że tego chciała... Nie bała się mnie. Dotykała. „Co takiego zrobiłem?” Zastanawiałem się czy zdobędę się na odwagę, by z nią o tym porozmawiać. Czy ona w ogóle zechce o tym mówić? Potrzebowałem wiedzieć...
   Za oknem powoli się przejaśniało. Noc mijała, a ja wciąż do niczego nie doszedłem. Kate nadal spała niespokojnie i wciąż drżała w moich ramionach. Kilka razy wydawało mi się, że się obudziła, ale ona tylko poprawiała się i wracała w objęcia snu. Dwa razy już prawie ją obudziłem, martwiąc się, że koszmar całkiem nią zawładnie. Ale spała dalej i tylko wylewała kolejne potoki łez. Żałowałem wtedy, że nie mam na sobie koszulki, w którą mogłyby wsiąkać...
   Z rozmyślań wyrwał mnie dźwięk otwieranych drzwi. „Harry?” Spojrzałem zdziwiony na przyjaciela, który zakradał się do własnego pokoju. Chyba wyczuł, że mu się przyglądam. Uśmiechnął się do mnie niepewnie i zaraz jego oczy powędrowały w stronę śpiącej dziewczyny.
   - Co się stało? – zapytał bezgłośnie wpatrując się w moje oczy. – Ciężka noc? – dodał szeptem. Kiwnąłem tylko głową wciąż wpatrując się w niego. Wyraz jego twarzy pokazał mi, że się zmartwił. – Spałeś coś? – Zaprzeczyłem.
   - Nie... – kolejny cichy jęk wyrwał się z drżących ust. Kolejny raz poczułem, że coś wbija się w moje serce. „Boże...” – Proszę przestań... – I rozrywa je na strzępy. „Boże, dlaczego?” Miałem ochotę wyć z bezsilności. Zamiast tego znów szeptałem uspokajające słowa.
   - Tak jest całą noc? – zauważyłem, że Harry pobladł. – Potrzebujesz czegoś?
   - Nie – powiedziałem cicho. – Idź spać. Wyglądasz jakbyś oka nie zmrużył. A swoją drogą, to gdzie byłeś?
   - Z Alex. Właśnie przywiozłem ją do pracy... – zaczął się rozbierać i nagi opadł ciężko na łóżko. Po minucie już było słychać jego ciche pochrapywanie.
   - Z Alex... – mruknąłem. „Ciekawe...

   Promienie słoneczne wpadały do pokoju przez niezasłonięte okno. Jakby na przekór wydarzeniom dzisiejszej nocy zapowiadał się piękny dzień. Spojrzałem na Harry’ego zastanawiając się ile wytrzyma zanim schowa głowę pod poduszką. Ledwo to pomyślałem, poruszył się mrucząc niezadowolony pod nosem i naciągnął kołdrę chroniąc się tym samym przed słońcem. Chciało mi się śmiać widząc jego odsłonięte do kolan nogi. „Długo tak nie pośpi...
   Czułem piasek pod powiekami. Byłem zmęczony, ale daleko było mi do snu. Nie mogłem zasnąć. Sam nie wiem dlaczego, ale czułem, że powinienem czuwać. Chciałem tego. Wydawało mi się, że dzięki temu Kate śpi spokojniej. Pewnie sam się okłamywałem, ale dzięki temu małemu poświęceniu czułem się lepiej... „Jak bardzo jest to popierdzielone?” Westchnąłem. Spędziłem całą noc na analizowaniu każdej sekundy wczorajszego wieczora i nie byłem ani o krok bliżej znalezienia odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. „Co robić?” Kolejne westchnienie. Zastanawiałem się, czy będę miał odwagę poruszyć ten temat, gdy się obudzi... A może powinienem zadzwonić do Alex i z nią porozmawiać? Może ona mi coś poradzi... Wyciągnąłem rękę, by sięgnąć po telefon.
   - Dzień dobry – ledwie słyszalny szept sprawił, że zamarłem.
   - Dzień dobry skarbie. – Starałem się nadać swojemu głosowi wesołe brzmienie, ale chyba nie wyszło to za dobrze. Ucałowałem jej czoło obejmując mocniej ramieniem. – Jak się czujesz?
   - Dobrze... Dzięki tobie... – puściła moją dłoń i objęła mnie w pasie. – Dziękuję, że ze mną zostałeś...
   - Kochanie, co ty mówisz w ogóle... – uniosłem jej twarz tak, bym mógł spojrzeć w te piękne oczy. – Nie wiem, co ci chodzi po tej ślicznej główce, ale ja się nigdzie nie wybieram. No chyba, że razem z tobą...
   Posłała mi chyba najpiękniejszy uśmiech jaki do tej pory widziałem w jej wykonaniu. Nawet jej oczy się śmiały. A moje serce chyba właśnie przeszło mały zawał. Poruszyła się ostrożnie zbliżając swoją twarz do mojej. Kolejny raz zamarłem. Tym razem w oczekiwaniu na to, co miało nastąpić. Położyła dłoń na moim policzku, a ja miałem wrażenie, że właśnie poraziła mnie prądem. I chciałem jeszcze... Gdy nasze wargi się spotkały poczułem się jak w niebie. Tylko gdzieś tam w głowie słyszałem ten głos ostrzegający mnie, bym nie robił głupot. To był najcudowniejszy, najdelikatniejszy, najpiękniejszy pocałunek. „Idealny.” I to nie z mojej inicjatywy. Chciałem zaprotestować, gdy się skończył.
   - Przepraszam... – szepnęła mi do ucha i wtuliła twarz w moją szyję.
   - Wszystko w porządku... – powiedziałem równie cicho wciąż wahając się czy powinienem poruszyć nurtujący mnie temat.
   - Chcesz mnie o to zapytać, ale boisz się, że ucieknę – czułem jej gorący oddech na szyi, gdy to mówiła. Bo to nie było pytanie. – Nie mam zamiaru uciekać, Lou... – dodała jeszcze ciszej.
   Właśnie dostałem ciche przyzwolenie, by się czegoś dowiedzieć. Tylko co z tego, skoro nie wiedziałem jak ubrać w słowa, te wszystkie myśli, które kotłowały mi się w głowie. Próbowałem coś sobie ułożyć, by nadawało się do wypowiedzenia na głos. Tylko jak na złość mój mózg odmawiał współpracy. Motałem się i wciąż milczałem.
   - Chciałabym o tym wszystkim kiedyś zapomnieć... – cichy szept przerwał panującą w pokoju ciszę. – Za każdym razem, gdy wydaje mi się, że mogę to zrobić, wszystko do mnie wraca ze zdwojoną siłą... Jak bumerang. Gdy już myślę, że wyrzuciłam go na tyle mocno i daleko, by go zgubić... – westchnęła. – On wraca i z całej siły wali mnie w tył głowy – zaśmiała się smutno.
   - Czy zrobiłem coś, co... – zacząłem ze ściśniętym gardłem.
   - Nie – przerwała mi szybko. – Pierwszy raz ktoś był ze mną i było... – chyba szukała odpowiedniego słowa. – Łatwiej... Tak, do dobre określenie. Wiedziałam, że jesteś przy mnie i odganiasz smoki...
   Po prostu wiedziałem, że się uśmiecha i mimowolnie moje usta też się ułożyły w delikatnym uśmiechu. Poczułem jej gorące wargi na szyi i cudowny dreszcz przeszył całe moje ciało. Usłyszałem cichy chichot, a potem nieśmiało przesunęła językiem po mojej skórze... „O Boże!” Westchnąłem, gdy poczułem, że ktoś podłączył mnie do kontaktu. Zaśmiała się... „Ona naprawdę się zaśmiała!
   - To fascynujące, że twoje ciało reaguje dokładnie tak jak moje – powiedziała wesoło. – Wiesz, że gdy mnie dotykasz mam wrażenie, że prąd przepływa przeze mnie? Myślałam, że tylko ja...
   - Uwierz mi, nie tylko – uśmiechnąłem się przytulając ją do siebie odrobinę mocniej i składając pocałunek na jej czole.
   Położyła dłoń na moim sercu i tym razem oboje zadrżeliśmy. Uśmiechnąłem się. Powoli z mojej głowy umykały smutne myśli. A zastępowały je dużo cieplejsze uczucia. I nagle zrobiła coś czego się nie spodziewałem. „O Boże! Pomocy!” Patrzyłem jak jej palce suną po mojej klatce piersiowej i brzuchu powoli badając każdy odsłonięty fragment ciała. Tyle razy marzyłem o tej chwili, ale to, co poczułem przerosło moje najśmielsze wyobrażenia. Czułem jakby jej palce płonęły żywym ogniem, w którym właśnie się spalałem. Modliłem się, by nie zauważyła co się ze mną dzieję. Dziękowałem niebiosom za to, że do pasa wciąż byłem przykryty kołdrą, bo miałem nadzieję, że niżej nie zjedzie... Miałem nadzieję, a jednocześnie odczuwałem tak ogromne pragnienie, by jednak to zrobiła. „Matko boska...” gwałtowanie wciągnąłem powietrze, gdy jej delikatne paluszki przesunęły się wzdłuż linii spodni. Byłem podniecony jak jeszcze nigdy w życiu. I to czym? Delikatną pieszczotą tej drobnej dłoni... Chciałem coś powiedzieć, ale z gardła wydobył mi się tylko pomruk zadowolenia. „Zdradzieckie ciało.” Obserwowałem jak zahipnotyzowany kiedy jej palce sunęły w górę po moim boku, by następnie skręcić i zatrzymać się na dłużej na moim sutku. Kolejne dreszcze wstrząsały moim ciałem i naprawdę miałem wrażenie, że mogę dojść od samej tej pieszczoty. Bałem się poruszyć, bo było mi tak dobrze, że nie chciałem przerywać. Chciałem pozwolić jej na to, by poznała moje ciało. Może będzie jej potem łatwiej? „Tak sobie wmawiaj stary” kolejny raz ten wredny głos w mojej głowie ubrał w słowa moje myśli. „Ty i ja wiemy, o co ci tak naprawdę chodzi...” Toczyłem walkę ze swoim drugim ja, a podniecenie powoli wypełniało mnie całego. Było mi tak niesamowicie gorąco, tak cudownie, że nie mogłem tego przerwać... Zresztą wydawało się to ponad siły zwykłego śmiertelnika. Dłoń Kate znów przesuwała się w dół badając mój drugi bok, ten, do którego się przytulała. I znów zatrzymała się niebezpiecznie blisko... „Dlaczego ja nie naciągnąłem tych spodni pod szyję?” jęknąłem w głowie. „Boże... Zaraz... Nie wytrzymam...” Gwałtownie wypuściłem powietrze z płuc, gdy zaczęła się bawić włoskami na moim podbrzuszu.
   - Kate... – jęknąłem cicho gdy kolejny gwałtowny dreszcz przeszył mnie całego. – Kochanie... – westchnąłem. – Musisz przestać, bo za chwilę, będzie mi bardzo niezręcznie...
   - Przepraszam... – zastygła w bezruchu z ręką poniżej pępka. – Ja... Nie wiedziałam... Chciałam tylko wiedzieć...
   - Nie przepraszaj – próbowałem uspokoić oddech. – To było najcudowniejsze uczucie w moim życiu, ale chyba nie jesteś jeszcze gotowa na to, co ze mną robisz skarbie...
   - Podobało ci się? – zapytała cicho i chyba była autentycznie zdziwiona.
   - Tak – kolejny raz wypuściłem gwałtownie powietrze. – Bardzo – uśmiechnąłem się. – Ale myślę, że na dziś wystarczy. Twoja ciekawość sprawia, że będę potrzebował zimnego prysznica, by się uspokoić. I Bóg jeden wie, jak często mi się to ostatnio zdarza...
   - Interesujące... – zaśmiała się cichutko, ale zabrała dłoń ze strefy zagrożenia i zanim położyła ją w innym miejscu splotłem jej palce ze swoimi. – To idziesz pod ten prysznic?
   - Ty pierwsza. Ja muszę jeszcze dojść do siebie po tych przeżyciach – zaśmiałem się.
   - Pomyślałam, że pójdę zrobić śniadanie...
   - Dziś chyba nie będziemy wszyscy razem jedli – powiedziałem. – Harry dopiero się położył i pewnie prześpi pół dnia. Niall i Zayn zdecydowanie nie będą mięli ochoty na jedzenie, gdy się obudzą. Co najwyżej na kawę i aspirynę. A Liam...
   - Coś mi się wydaje, że on już urzęduje w kuchni... – dokończyła moją wypowiedź. – To pójdę pierwsza skoro tak ładnie prosisz – zaśmiała się i wyswobodziła z moich ramion.
   Patrzyłem jak zabiera z szuflady bieliznę i pewnym krokiem kieruje się do łazienki. Uśmiechała się. Po takiej nocy ona miała uśmiech na ustach. „Boże, dlaczego pozwoliłeś skrzywdzić kogoś takiego?” Wziąłem kolejny głęboki oddech. „Blisko było.” Zaśmiałem się na myśl o tym, że prawie doprowadziła mnie do orgazmu samym dotykiem tych drobnych paluszków. W tej chwili stanęły mi przed oczami twarze przyjaciół, gdy Kate „oglądała” jak wyglądają. „Już nigdy więcej nie pozwolę jej dotykać nikogo innego.” Byłem twardy jak skała. Zdecydowanie potrzebowałem lodowatego prysznica by dojść do siebie. Zaśmiałem się...
   Rozległo się delikatne pukanie i drzwi otworzyły się ostrożnie ukazując twarz Liama. Rozejrzał się po pokoju...
   - W łazience – powiedziałem, a wtedy on wszedł do środka i zaczął przyglądać mi się z zainteresowaniem.
   - Ciężka noc? – zapytał cicho.
   - Nawet nie pytaj – westchnąłem.
   - To dlaczego się tak szczerzysz? – dziwił się.
   - Bo może i noc była przerażająca, ale za to poranek cudowny – uśmiechnąłem się. – Jak chłopaki?
   - Śmierdzi u nich jak w gorzelni. Dla własnego zdrowia musiałem się wycofać. Mark poszedł im zanieść wodę i tabletki. Jak się obudzą, to będą go po rękach za to całować. Nawet nie wiem, o której Harry wrócił... – usiadł na brzegu łóżka, a ja modliłem się, by nie zauważył w jakim jestem stanie.
   - Całkiem niedawno – zaśmiałem się widząc jego zdziwioną minę. – Nie pytaj, bo nic nie wiem. Podobno był z Alex.
   - Całą noc? – Wzruszyłem tylko ramionami.
   - Padł jak zabity. Więc jeżeli przyszedłeś nas budzić na śniadanie, to jego sobie daruj. Nie wstanie przed południem.
   - Jasne. Zresztą jego budzenie, to już nie mój obowiązek – zaśmiał się. – Mam dość siniaków jak na razie. Dobra – wstał. – Jedzenie będzie za pół godziny. Choć ty wyglądasz jakbyś bardziej potrzebował snu niż śniadania.
   - Położę się później. Zmienię Kate opatrunki i przyjdziemy.


   Budziłem się powoli. I na raty. To było chyba moje trzecie podejście i wciąż bałem się poruszyć choćby małym palcem. Szkoda tylko, że Sahara w ustach mnie do tego zmuszała... Otworzyłem jedno oko i momentalnie poczułem jakby w mój mózg ktoś wbił wielki szpikulec i jeszcze nim kręcił. „Nigdy więcej! Obiecuję...” Nagle ujrzałem najcudowniejszy widok i niech Bóg wynagrodzi temu komuś, kto jest sprawcą tego cudu. Wyciągnąłem rękę po wodę. Półtora litra życiodajnego płynu. „Może jest szansa, że to przeżyję...” Przyssałem się do butelki i dopiero po opróżnieniu połowy zdecydowałem się otworzyć drugie oko i usiąść. „Powoli... Bardzo powoli...” Karuzela w mojej głowie już prawie zmieniła moje plany, ale mój anioł stróż oprócz wody zostawił jeszcze cenniejsze dary. Rzuciłem się na tabletki jakby od tego zależało moje życie. „I pewnie tak było.” Znów przyssałem się do butelki. „Mało...” jęknąłem w myślach, gdy ujrzałem dno. Powlokłem się pod prysznic modląc się, by zimna woda przyspieszyła działanie leku.
   Ubierając się spojrzałem na Nialla. Spał w najlepsze śliniąc się niemiłosiernie. Uchyliłem okno, bo stężenie oparów w powietrzu zdecydowanie przekroczyło dopuszczalne dla ludzi normy. Przejrzałem się w lustrze. „Jak ty bosko wyglądasz, stary. Jak żul spod mostu...” Naciągnąłem czapkę na mokre włosy, bo dźwięk suszarki najprawdopodobniej by mnie zabił, i cicho wyszedłem z pokoju. „Pić...
   - Patrzcie, patrzcie – zaśmiał się Liam. – A już myślałem, że będzie trzeba was reanimować. Niall też już wstał?
   - Nie – warknąłem w jego stronę, a potem zauważyłem Kate siedzącą na kanapie z książką na kolanach. – Cześć Mała – dodałem już łagodniejszym tonem.
   - Ty też? – zaśmiała się cicho. – Nie jestem wcale taka mała...
   - Nie, wcale... – uśmiechnąłem się. – Nie wiem komu zawdzięczam pierwszą pomoc, ale dziękuję...
   - Nie ma sprawy – Mark pomachał w moją stronę nie odrywając wzroku od telewizora. Dopiero teraz zauważyłem, że grają z Li w jakąś gierkę. – Masz kawę w termosie. Powinna być jeszcze ciepła.
   - Dzięki – powiedziałem z wdzięcznością w głosie i zamknąłem się w kuchni prawie rzucając się na dzbanek. Osuszyłem go w ekspresowym tempie i od razu zrobiłem więcej na później.
   Otworzyłem lodówkę i pierwsze co zauważyłem to wielki talerz kanapek. „O Boże...” Chyba właśnie posiłki z ostatniego tygodnia podeszły mi do gardła. Szybko wyjąłem wodę i zatrzasnąłem drzwiczki. Oparłem się o nie całym ciałem i próbowałem uspokoić żołądek biorąc kilka głębokich oddechów. „Muszę zapalić” pomyślałem wychodząc z kuchni.
   - Gdzie Lou? – rzuciłem kierując się na taras.
   - Śpi – Liam nawet nie zaszczycił mnie spojrzeniem, wciąż zajęty rozwalaniem jakichś zombie.
   - Śpi? – zatrzymałem się zdziwiony w pół kroku. „Zostawił ją i poszedł spać? To może znaczyć tylko...” Wpatrywałem się w Kate jakbym to od niej oczekiwał odpowiedzi. Zauważyłem, że przygryzła dolną wargę. „Dlaczego tak mi się to podoba?
   - Nie spał za dobrze w nocy – powiedziała cicho oblewając się rumieńcem.
   - Wszystko w porządku? – szukałem w jej twarzy kolejnych informacji. „Czyżby znów jedna z tych nocy? A my byliśmy zalani w trupa!” Zrobiło mi się strasznie wstyd, że spałem jak zabity, a w ich sypialni rozgrywał się koszmar.
   - Tak – uśmiechnęła się do mnie uspokajająco i chyba trochę podziałało, bo już bez oporów wyszedłem na taras. „Zbawienne powietrze” pomyślałem z ulgą czując zimny powiew wiatru na swojej twarzy.

   Prawie leżałem na fotelu, który zazwyczaj zajmował Liam i kolejny raz zadawałem sobie pytanie, czy to był dobry pomysł podnosić się dzisiaj z łóżka. Spod półprzymkniętych powiek obserwowałem jak przyjaciel stara się ograć Marka. „Z mizernym skutkiem.” Przynajmniej zapału mu nie brakowało. W mojej głowie układałem kolejny scenariusz zniszczenia tego źródła diabelskich dźwięków, które wwiercały się w mój mózg i prawdopodobnie właśnie rozrywały go na strzępy. Niestety ból głowy postanowił, że dwie aspiryny to za mało, by mnie dziś opuścił. Skrzywiłem się, gdy Liam głośnym okrzykiem radości oznajmił swoją pierwszą wygraną. „Boże, litości...
   Spojrzałem na Kate. Siedziała po turecku z książką rozłożoną na kolanach i pochylała się nad nią w skupieniu. Na twarzy miała delikatny uśmiech i wyglądała teraz na... szczęśliwą? Jej drobne, smukłe palce sunęły delikatnie po papierze. Nagle szeroki uśmiech zawitał na mojej twarzy, gdy zauważyłem, co ma na sobie. Nie wiem jak Lou tego dokonał, ale założyła bluzę, którą dla niej przeznaczyłem, gdy robiliśmy zbiórkę. Była na nią zdecydowanie za duża, ale wyglądała w niej uroczo. Czarne bojówki dopełniały reszty.
   Moją obserwację przerwało głośne trzaśnięcie drzwiami i jęk bólu, który temu towarzyszył. Następnie moich uszu dobiegła niezła wiązanka. Nie powstydziłby się jej żaden wilk morski.
   - Hej – mruknął Niall kierując się do kuchni i nie czekając na żadną odpowiedź z naszej strony. Zauważyłem mokre włosy i nie musiałem być geniuszem, by wiedzieć na jakim jest etapie dochodzenia do siebie. Byłem na tym samym trzy godziny temu... „A może jednak nie?” pomyślałem zdziwiony widząc przyjaciela z talerzem kanapek i butelką wody. Usiadł ciężko na kanapie, oparł nogi na stolik i położył sobie śniadanie na kolanach.
   - Cześć Katy – odezwał się cicho, ale zdecydowanie przyjaźniej. – Chcesz kanapkę?
   - Cześć. Już jadłam, dziękuję – uśmiechnęła się do niego. Gdybym miał opisać wyraz jej twarzy powiedziałbym, że jest rozbawiona jego stanem. Zresztą mój nie był wcale lepszy. Ledwo mogłem patrzeć na jedzenie, a o przełknięciu czegokolwiek nie mogło być nawet mowy.
   - Gdzie reszta? – zapytał wpychając w siebie pierwszą kromkę. Musiałem odwrócić wzrok, bo czułem, że moje wnętrzności się buntują.
   - Śpią – odezwał się Liam wciąż bardzo zajęty swoją misją. – Jak się czujesz?
   - Śpią? – zdziwił się i spojrzał na Kate. Nagle wydawał się bardzo zdenerwowany. – Louis też? Wszystko w porządku, Katy?
   - Tak, nie martw się – posłała mu uspokajający uśmiech, ale ja widziałem, że czuje się zawstydzony. Tak jak ja jeszcze nie tak dawno. „Kurwa, czy my nawet myślimy ostatnio jakbyśmy mieli jeden mózg?” Uśmiechnąłem się do swoich myśli. „Co ta dziewczyna z nami robi?

   Godzinę później jedyne co się zmieniło, to brak talerza na kolanach Nialla. Mark i Liam wciąż próbowali uratować miasto przed inwazją umarlaków. Kate czytała książkę i prawdę mówiąc pewnie za chwilę ją skończy. Ja wciąż obmyślałem plan zniszczenia głośników w telewizorze, a Niall drzemał rozwalony na kanapie. „Istna sielanka.” Rozważałem właśnie ponowne zapakowanie się do łóżka, gdy do salonu wkroczył uśmiechnięty od ucha do ucha Styles.
   - Cześć wszystkim – zawołał wesoło i rzucił się na fotel obok mnie. – Hej Mała. Uczysz się książki na pamięć?
   - Czy ty musisz tak się wydzierać? – jęknął Niall. – Trochę zrozumienia...
   - Cześć Harry – Kate posłała mu wesoły uśmiech.
   - Główka boli? Trzeba było tyle żłopać? – nabijał się z naszego cierpienia.
   - Jezu! Zayn zamknij mu paszczę, bo zaraz mi głowę rozsadzi...
   - Gdzie byłeś całą noc? – Liam postanowił odwrócić uwagę Harry’ego. – Zaliczałeś kolejne kluby?
   - Nie. Odwiozłem Alex do domu...
   - I wracałeś przez Francję? – zaśmiał się Li. – Louis mówił, że wróciłeś nad ranem.
   - No, bo przywiozłem ją też do pracy... – odpowiedział nic sobie nie robiąc z tego, że wszystkie oczy zwróciły się zdziwione w jego stronę. – Zagadaliśmy się tato. Nie bij...
   - Chcesz powiedzieć, że ona nic nie spała i teraz pracuje na dwunastogodzinnej zmianie? – Liam popatrzył na niego z niedowierzaniem. – Stary...
   - Nie mieliśmy czasu na spanie – Harry machnął ręką. – Jutro odeśpi, bo ma wolne. Jest coś do jedzenia, bo umieram z głodu?
   - W sumie też bym coś zjadł – wypowiedź Nialla wprawiła mnie w osłupienie. Ja wciąż nie mogłem nawet myśleć o tym, by wmusić w siebie cokolwiek.
   - Możemy coś zamówić – zaproponował Liam. – Poddaję się. Ta gra jest beznadziejna.
   - I dlatego spędziłeś z nią kilka godzin? – zaśmiał się Mark. – Po prostu mam wrodzony talent, a ty jesteś do niczego.
   - Lepiej to odszczekaj, bo będziesz głodował – groził mu Li, ale ledwo panował nad wesołością.
   - Raczej mi to nie grozi skoro mieszkam pod jednym dachem z Kate – Mark chyba właśnie przyjął taktykę Horana. – Ona nie da mi umrzeć z głodu. Prawda?
   - No chyba prawda – uśmiechnęła się. – Chociaż to oni robią zakupy...
   - Ha – zaśmiał się Liam wstając z podłogi i kierując do kuchni. – Komu co zamówić?


   - Skończyłaś? – głos Marka wydarł mnie z mojego wyimaginowanego świata. – Przynieść ci kolejną?
   - Nie trzeba, dziękuję – uśmiechnęłam się do niego. Wciąż strasznie mnie onieśmielał, ale nie mogłam nie docenić tego, jak bardzo się o mnie troszczył. I nic mnie nie obchodzi fakt, że to podobno jego praca. – I tak muszę iść do łazienki...
   Podniosłam się i ominęłam kanapę z drugiej strony niż zazwyczaj, bo prawdopodobnie nogi śpiącego Nialla blokowały mi przejście... Z kuchni dochodził moich uszu głos Liama rozmawiającego przez telefon, a sądząc po barwie jego głosu po drugiej stronie musiała być Danielle... Zayn jakąś godzinę temu stwierdził, że łóżko go wzywa i nie ma już siły opierać się temu przyciąganiu. Niall powiedział, że pewnie też powinien się położyć, ale droga do sypialni jest ponad jego siły i po prostu zasnął na kanapie obok mnie. Harry zaraz po obiedzie stwierdził, że teraz jego kolej kogoś ograć i nie czekając ani chwili wyzwał Marka na pojedynek. Dla odmiany, teraz walka była bardziej wyrównana, a co za tym idzie bardziej zażarta...
   Cicho wślizgnęłam się do sypialni próbując wsłuchać się w oddech Louisa. Był spokojny i głęboki. „Śpi...” Musi strasznie słodko wyglądać. Uśmiechnęłam się do swoich myśli. Odłożyłam książkę na miejsce wyciągając kolejną część i kładąc ją na komodzie.
   Wkroczyłam ostrożnie do łazienki pamiętając, że Harry korzystał z niej ostatni i lepiej uważać na wolno leżące mokre ręczniki, ale kolejny raz przyjaciel mnie zaskoczył. Oprócz kilku mokrych plam, w które oczywiście wdepnęłam, nie natknęłam się na żadne przeszkody. „Biedni... Musieli całkowicie zmienić swoje przyzwyczajenia...” Uśmiechnęłam się wspominając ich zdziwienie na porządek panujący w szafie. I radość, że nagle odnalazła się ulubiona koszulka Louisa, którą już spisał na straty i spodnie Nialla, choć wszyscy zachodzili w głowę jakim cudem się tu znalazły. „Może prawdziwa jest teoria Harry’ego, że po prostu od blondyna uciekły?” Zaśmiałam się wracając do sypialni. Zrobiłam dwa kroki w stronę komody i zatrzymałam się niepewnie. „Coś się zmieniło...
   - Obudziłam cię? – zapytałam cicho i wypuściłam powietrze z płuc. – Przepraszam...
   - Nie przepraszaj – usłyszałam wesoły głos Lou. – Tylko chodź do mnie. Strasznie się stęskniłem...
   Podeszłam do łóżka i gdy tylko byłam wystarczająco blisko poczułam gorącą dłoń delikatnie ujmującą moje palce.
   - Pewnie jesteś głodny – uśmiechnęłam się. – Minął cię obiad.
   - Nawet nie. Ale pewnie niedługo będę. Mój żołądek jeszcze się nie obudził. Poleżysz ze mną?
   - A nie masz zamiaru wstać? – zaśmiałam się wspinając się na łóżko. Próbowałam przejść nad nim, co wywołało u niego duże rozbawienie.
   - Mam to w planach, ale póki co potrzebuję się poprzytulać – powiedział obejmując mnie ramieniem i splatając palce drugiej ręki z moimi.
   - Mogę zawołać Harry’ego. On też chciał się z kimś poprzytulać...
   - Bardzo śmieszne – odezwał się rozbawiony całując mnie w czoło. – Jego już się naprzytulałem. Teraz twoja kolej.
   - Ale ze mnie szczęściara.
   - Dokładnie... – zaśmiał się i musnął wargami moją skroń.
   Jego gorąca dłoń kreśliła jakieś tajemnicze znaki na moich plecach sprawiając, że znów zalało mnie to cudowne uczucie. Chciałam poczuć jego usta na swoich i na samą tą myśl poczułam, że się czerwienię. „Jestem beznadziejna...” jęknęłam w myślach.
   - Wiesz, że zawsze jak się rumienisz, aż mnie skręca, by wiedzieć o czym myślisz...
   - To bardzo proste – powiedziałam cicho i z pewnością zrobiłam się jeszcze bardziej czerwona. – Na 99 procent o tobie...
   - To wiem – pewność w jego głosie sprawiła, że się roześmiałam. – Ale o czym dokładnie?
   - Nie powiem – szepnęłam opierając brodę na jego piersi.
   - Mógłbym zgadnąć – zamyślił się. – Wszystko zależy od tego jak bardzo się czerwienisz. Jeśli tylko delikatnie się rumienisz, to pewnie myślisz o tym, że bardzo chciałabyś mnie pocałować, ale boisz się to zrobić. A jeśli twoje policzki płoną tak jak teraz, to znaczy, że zgadłem – roześmiał się z zadowoleniem.
   - Ciekawa teoria – mruknęłam cicho, ale co tu dużo mówić, przecież ma rację.
   - Zdradzić ci pewien sekret? – usłyszałam przy swoim uchu i cudowny dreszcz przebiegł przez moje ciało i jedyne co mogłam zrobić, to pokiwać głową na tak. – Ja marzę o twoich ustach cały czas. Ta twoja dolna warga doprowadza mnie do szaleństwa... A gdy przygryzasz ją tak jak teraz, mam ochotę rzucić się na ciebie i całować do utraty tchu.
   Z moich ust wydobył się cichy jęk. „Boże, dlaczego mi to robisz?” Drżałam na całym ciele, bo przecież ja pragnęłam tego samego. Serce dudniło mi w piersi. Przypomniałam sobie poranek i to co mi wtedy powiedział... Naprawdę miałam ochotę sprawdzić, czy sytuacja się powtórzy. „Ile razy mogę kusić los?” Kolejny dreszcz przeszył moje ciało i rozkoszne ciepło rozlało się wewnątrz mnie.
   - Co tam knujesz? – zaśmiał się cicho. – Masz taki wyraz twarzy, że zaczynam się bać...
   - Chciałam coś sprawdzić – gdyby nie to, że wciąż przypominałam buraka, to teraz bym się zaczerwieniła. – Mogę?
   - A będzie bolało?
   - Nie wiem... – uśmiechnęłam się do swoich myśli, bo w nich on już dawno się zgodził. – Sama jestem ciekawa.
   - Hmmm... – udał, że się zastanawia. – To co mam robić?
   - Zamknij oczy... – uniosłam się na ręce i palcami delikatnie sprawdziłam, czy spełnił moją prośbę. – I nie podglądaj.
   - Gdzież bym śmiał... – czułam, że miał zamiar powiedzieć coś jeszcze, ale... No właśnie. Ale co?
   Nie mogłam się powstrzymać, by palcami nie zbadać każdego kawałka jego twarzy. Kolejny raz uśmiechnęłam się, gdy natrafiłam na ślad świadczący, że dużo się śmieje. Jego twarz pokrywał krótki zarost, co wydało mi się strasznie pociągające. Przejechałam opuszkami palców po jego ustach i poczułam, że się uśmiechnął. „No dawaj!” dopingowałam się. „Nie myśl, tylko rób! Potem będziesz myśleć... No dalej tchórzu!” Pochyliłam się nad jego twarzą i w chwili, gdy poczułam gorący oddech mieszający się z moim, pocałowałam go. Delikatnie, nieśmiało... Próbowałam przypomnieć sobie jak on mnie całował. Przejechałam językiem po jego dolnej wardze. Uśmiechnęłam się na efekt jaki tym wywołałam. Lou rozchylił wargi i z jego ust wydobył się cichy jęk. Silna dłoń zsunęła się z moich pleców na biodro i przyciągnęła mnie mocniej do niego. Delikatnie chwyciłam zębami jego wargę, by następnie zassać ją lekko. Poczułam dreszcz przebiegający przez jego ciało i uśmiechnęłam się zadowolona z siebie. Nieśmiało badałam językiem jego usta. „Boże, jakie to cudowne uczucie...” Zadrżałam, gdy nasze języki się spotkały. Wpiłam się w jego usta mocniej dając się porwać temu cudownemu uczuciu, które zalało mnie całą. I znów rozszalała się burza, która pochłonęła wszystko dookoła nas. Zostaliśmy sami. My i ten ogień, który nas pochłaniał...
   Sama nie wiem co mną kierowało, ale to musiało być to moje drugie ja. To odważniejsze. Po chwili... A może minęła cała wieczność... „Czy to ważne?” Oderwałam się od tych gorących warg gwałtownie łapiąc powietrze. Usiadłam na biodrach Lou i kolejny raz mogłam pod palcami poczuć jego twarde mięśnie brzucha. Czułam jak drżą pod moim dotykiem i sprawiło mi to niespodziewaną przyjemność.
   - Kate... – usłyszałam cichy jęk. – To chyba nie najlep...
   Przerwałam mu ponownie łącząc nasze usta w pocałunku. Za każdym razem nie mogłam się nadziwić ile przyjemności sprawia mi to zajęcie... Poczułam jego dłonie na swoich udach. I kolejny dreszcz rozkoszy porwał moje ciało. Nie mogłam się powstrzymać, by nie posmakować skóry na jego szyi. Uśmiechnęłam się, gdy zadrżał pod wpływem tej pieszczoty. Jego zapach otulił mnie całą sprawiając niewyobrażalną przyjemność. Pod wargami czułam jego szalejący puls. Nagle zdałam sobie sprawę, że mogłabym tak całować go całe wieki. Każdy centymetr jego ciała... Zrobiło mi się gorąco i nagle własne ciuchy zaczęły mi przeszkadzać. „Czy to nie jest niesprawiedliwe, że on jest bez koszulki, a ja mam na sobie dwie?” Chciałam ściągnąć bluzę, ale to było już ponad moje siły. „Gdzie to moje odważniejsze ja, kiedy jest potrzebne?” Przejechałam językiem wzdłuż obojczyka i moich uszu dobiegł kolejny jęk połączony z moim imieniem... Błądziłam dłońmi po jego ciele wciąż mając w głowie sytuację z poranka. Lou przesunął dłonie na moje pośladki przyciskając mnie mocno do siebie. Zadrżałam, gdy poczułam reakcję jego ciała. „O Boże...” Zastygłam z ustami przy jego sutku. Czułam  się jakby ktoś właśnie podłączył mnie do kontaktu. „To uczucie... Tak niesamowicie gorąco...” Ten dziwny ucisk w dole brzucha... Chciałam by też mnie dotykał. Pieścił... Tak jak wczoraj zanim zepsułam wszystko...
   - Kate, skarbie... – dotyk jego dłoni na policzku ściągnął mnie z powrotem na ziemię. A może to ton jego głosu? Znów go wystraszyłam. – Przepraszam... Wszystko dobrze? Kochanie?
   - Tak – uśmiechnęłam się znów oblewając się rumieńcem. – Gorąco mi...
   - Co ty nie powiesz? – zaśmiał się niepewnie.
   - Mówisz, że zimny prysznic załatwia sprawę? – puściłam mu oczko nawiązując do porannej rozmowy. – To kto idzie pierwszy?
   - Och ty! – cmoknął mnie mocno w usta. – Nie będę dżentelmenem. Idę pierwszy.
   - A co jeśli nie chcę żebyś szedł... – powiedziałam cicho.
   - Powinienem... – szepnął przejeżdżając kciukiem po moich wargach.
   - Skoro chcesz... – przejechałam dłonią wzdłuż jego boku uśmiechając się, gdy spiął mięśnie brzucha.
   - Nie chcę... – powiedział jeszcze ciszej wciągając gwałtownie powietrze. – Maleńka... – jęknął, gdy moje palce trafiły w miejsce, w którym musiałam przerwać rano. Wypuścił głośno powietrze. – O Boże...
   - Fascynujące... – zamyśliłam się, bo właśnie moje drugie ja postanowiło się odezwać i podesłało mi intrygujący pomysł. „Nie odważę się...” pomyślałam, ale pochyliłam się ponownie muskając wargami jego skórę w miejscu gdzie biło jego serce. Językiem rysowałam mokrą ścieżkę kierując się w dół. Zalewała mnie kolejna fala gorąca i prawie zawyłam z radości, gdy jego dłonie ściągnęły ze mnie bluzę. Niestety potem znów oderwały się ode mnie... Tak bardzo pragnęłam poczuć jego dotyk na skórze, ale miałam wrażenie, że po wczorajszym on boi się mnie dotknąć. „Dlaczego nie umiem go do tego zmusić?” Składałam kolejne pocałunki wyznaczając sobie nowy cel... „Niegrzeczna...” Czułam ten dziwny ucisk w dole brzucha i zastanawiałam się, czy dam radę znieść więcej. „Czy odważysz się na więcej?” Gdy włoski na jego ciele zaczęły mnie łaskotać miałam ochotę głośno się roześmiać. A gdy usłyszałam jak Lou gwałtowanie wciąga powietrze i napina mięśnie miałam ochotę spróbować posunąć się o jeden krok dalej niż rano. „Już to zrobiłaś. Przecież błądzisz ustami po jego ciele...” Zadrżałam, gdy kolejny dreszcz wstrząsnął moim ciałem. „Odbija mi. Gadam sama ze sobą...” Przejechałam palcami wzdłuż linii spodni...
   - Boże, Kate... – Louis zacisnął lekko dłonie na moich ramionach i siadając przyciągnął mnie do siebie wpijając się w moje usta. Objęłam go nogami wtulając się w gorące męskie ciało. Czułam jak bardzo jest podniecony i... było mi cudownie z myślą, że udało mi się to sprawić. Jego dłonie wsunęły się pod moją bluzkę i teraz to ja mimowolnie napięłam mięśnie brzucha. „O Boże...” Kolejna fala gorąca i kolejne łapczywe wciąganie powietrza, gdy jego usta zaczęły błądzić po mojej szyi. Miałam wrażenie, że między jego dłońmi a moją skórą przeskakują ładunki elektryczne. I chciałam więcej... Chciałam... „No właśnie... Nie wiem czego, ale chciałam więcej... Zdecydowanie.” Usłyszałam kolejny jęk rozkoszy i po chwili zdałam sobie sprawę, że wydobył się z moich ust w chwili, gdy Lou musnął palcami moją pierś. „Więcej....” Położyłam dłoń na jego dłoni próbując mu pokazać jak wielką przyjemność mi sprawia i żeby nie przerywał... Znów wpił się gwałtownie w moje usta zapraszając mój język do tego cudownego tańca. „No dalej Lou! Proszę... Błagam...” Dlaczego byłam takim tchórzem? Dlaczego nie potrafiłam pokazać mu czego pragnę? „Zawsze możesz spróbować...” Moje drugie ja znów odezwało się kończąc wypowiedź złośliwym śmiechem, jakby wiedziało, że i tak tego nie zrobię. Ścisnęłam palce na jego dłoni i sama nie wiem jak to zrobiłam, ale odważyłam się... Położyłam jego dłoń na swojej piersi... Zaśmiałam się w duchu, gdy jęknął mi w usta... Zamarł na chwilę i już bałam się, że zrobiłam coś źle, gdy poczułam jak jego kciuk zatacza delikatne kółka na moim sutku, który momentalnie stwardniał pod wpływem tej pieszczoty. Wstrząsnął mną taki dreszcz jak jeszcze nigdy i głośnym jękiem oznajmiłam rozkosz jaką mi sprawiał... Jego palce już nie potrzebowały zachęty i mogłam zająć swoje dłonie czymś innym. Przerwał na moment pocałunek, ale tylko po to by ściągnąć moja koszulkę.
   - Jesteś taka piękna... – usłyszałam zanim ponownie wpił się w moje wargi.
   Błądziłam dłońmi po jego plecach badając każdy ich centymetr. Wplatałam palce we włosy zachwycając się ich miękkością. Przycisnęłam biodra do jego ciała, bo ten cudowny ucisk w dole stał się rozkosznie nieznośny, ale nawet to nie pomogło... Gdy poczułam jak bardzo jest twardy... „O Boże!” Nie miałam odwagi nawet o tym pomyśleć, ale aż jęknęłam z rozkoszy. I jego imię wydostało się z moich ust razem z resztą powietrza. Jego usta delikatnie muskały skórę na obojczyku. Wygięłam się do tyłu, bo ta rozkosz była wręcz porażająca. Dosłownie miałam ochotę na niego warknąć, gdy oderwał swoje wargi od mojego ciała. Ale on sprawił, że zamieniło się to w jęk rozkoszy, gdy objął ustami mój sutek lekko trącając go językiem. „O matko!
- Louuu – jego imię wydarło się jękiem z moich ust wraz z falą rozkoszy, która wstrząsnęła moim ciałem sprawiając, że napięłam wszystkie mięśnie i miałam wrażenie, że zobaczyłam fajerwerki...
- O kurwa! – usłyszałam jeszcze głos od strony drzwi...

środa, 16 stycznia 2013

34



   - Strike! – usłyszałem okrzyk radości i od razu spojrzałem w stronę trzeciego toru. Lou właśnie tańczył jakiś dziwny taniec trzymając dziewczynę w ramionach, a Niall i Josh cieszyli się jakby to im przyznano punkty. To mogło oznaczać tylko jedno. Kate.
   - Niesamowite, co? – Alex uśmiechnęła się do mnie wskazując na ich tablicę wyników. – Jak tak dalej pójdzie, to ich ogra. Dlaczego mnie to nie dziwi?
   - To, że ich ogra, to nic. Ale ona ogra też nas. Zobacz ile ma punktów, a to dopiero piąta runda.
   - Czyżbyś się o coś założył przed meczem? – zaśmiała się. – Mark, twoja kolej. Przynajmniej jesteśmy lepsi od nich – wskazała na drużynę Zayna.
   - Też mi pocieszenie – mruknąłem, ale zaraz szczerzyłem się jak głupi widząc, że Liam posłał kulę pięknym rzutem wprost do rynny wywołując tym jęk zawodu Dana i Sandy’ego. Zayn prawie osunął sie na siedzeniu osłabiony zdolnościami przyjaciela. – No może trochę – przyznałem.
   - Może powinieneś zawiązać jej oczy – powiedział cicho Jon klepiąc mnie w ramię. – Mielibyśmy jakieś szanse.
   - Bardzo śmieszne – mruknąłem, ale i tak nie mogłem się powstrzymać, by nie wybuchnąć śmiechem. – Może powinniśmy związać jej sznurówki? Jak myślicie? Może to by pomogło...
   - Styles! – usłyszałem krzyk Louisa. – Czy ty tam obgadujesz moją dziewczynę? Pamiętaj, że my tu wszystko słyszymy.
   - Ty się lepiej zajmij grą, a nie podsłuchuj – zawołałem. – Coś kiepsko ci idzie...
   - Ale za to stworzyłem mistrza i coś mi się widzi, że polegniesz stary.
   - Zamknijcie się, bo wam pomogę! – Zayn chyba też nie lubił przegrywać, a póki co był na najlepszej drodze by to osiągnąć.
   - Mieliście świetny pomysł z tymi kręglami – powiedziała Alex sięgając po kulę. – Coś mi się wydaje, że wasz szalony plan może wypalić.
   - Tak, Liam ma same dobre pomysły – uśmiechnąłem się widząc jak zamiata spódnicą parkiet. – No i najważniejsze, że już poznała wszystkie najważniejsze osoby – dodałem, gdy sięgała po kolejną kulę, by wykonać drugi rzut.
   - Strike!
   - No to są kurwa jakieś żarty – jęknąłem, ale zaraz cieszyłem się jak głupi widząc mały taniec radości w wykonaniu Kate.
   - Niall ją chyba uczył kroków – zaśmiał się Mark. Rzeczywiście trochę to przypominało irlandzki taniec Horana.
   - Twoja kolej. Pokaż na co cię stać – Alex niby mówiła do mnie, ale wciąż spoglądała na uśmiechniętą przyjaciółkę. – Niesamowite... – dodała ciszej.
   Sięgnąłem po kulę.
   - Tylko spokojnie Styles... – mruczałem pod nosem. – Uda ci się. Bez nerwów. – Zrobiłem nabieg i wypuściłem kulę, a potem siłą umysłu próbowałem sprawić, by doleciała celu. – Tak, tak, tak... No przewróć się! – chciałem zaczarować chwiejący się kręgiel. – No nie wierzę! – miałem ochotę tupnąć nogą ze złości. „Jak szczeniackie by to było?” – Wiało w złą stronę – powiedziałem wzruszając ramionami i sięgając po kolejną kulę.
   - Uważaj żeby ci jej teraz nie zdmuchnęło – zaśmiał się Jon. – Istny huragan na torze. – „No i jak ja mam grać, gdy oni tak rżą?
   - Z wami się normalnie nie da grać – jęknął Zayn. – Z czego teraz się cieszycie?
   - Harry’emu wiatr w oczy wieje – wyjaśniła Alex.
   „No pięknie, teraz wszyscy się ze mnie nabijają. Pokaż im Styles. Jesteś mistrzem.” Nie ma to jak samemu się motywować do działania. Zamachnąłem się i... „Kurwa!
   - No i poza burtą – parsknął Mark przybijając żółwika z Jonem.
   - Chyba powinieneś zapomnieć o tym jaki to jesteś niepokonany i po prostu zacząć się dobrze bawić – mądrości Alex ciąg dalszy.
   - Ale ja się dobrze bawię – warknąłem siadając obok niej. – Wprost wyśmienicie.
   Popatrzyła się z Markiem na siebie i oboje wybuchnęli głośnym śmiechem. I jak tu się nie przyłączyć skoro nabijają się ze mnie? Zresztą sam musiałem przyznać, że co jak co, ale byłem zabawny z tą moją chęcią zwycięstwa.
   - Zawsze mogę być drugi – powiedziałem przez łzy. – Louisa i tak pokonam.
   - I tak trzymaj – uśmiechnęła się do mnie.
   - Strike!
   - No ja pier... – jęknąłem i spojrzałem w wiadomą stronę. Ale tym razem, to Josh wykonywał jakiś szalony taniec zwycięstwa prawie szorując kolanami po podłodze. Na ten widok wszyscy wybuchnęli śmiechem.


   Kołysałem się w rytm muzyki trzymając Kate w ramionach. Opierała głowę na mojej piersi wsłuchując się w bicie mojego serca. W tym momencie byłem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Miałem cudowną dziewczynę, w której zakochiwałem się z każdą minutą coraz bardziej. „Czy to w ogóle możliwe?” Wspaniałych przyjaciół i najwyraźniej odrobinę szczęścia... Rozejrzałem się dookoła i nie mogłem pozbyć się tego niesamowitego uczucia, że wygraliśmy. „Dokonała tego.” Byłem tak dumny, jak jeszcze nigdy. Niall posłał mi wesołe spojrzenie i uniósł kciuki do góry w wiadomym geście. Szczerzył się tak, że blask jego aparatu prawie oślepiał. Odpowiedziałem mu równie szerokim uśmiechem. Harry, Alex i Jon byli zajęci rozmową i pochłanianiem kolejnych drinków. Chociaż miałem wrażenie, że przyjaciel zrezygnował dziś z alkoholu. „Ciekawe dlaczego?” Reszta uparcie walczyła na torze, mimo iż zakończyliśmy już nasze zawody, w których zająłem niezbyt zaszczytne szóste miejsce. Ale i tak byłem szczęśliwy i dumny. Stworzyłem mistrza. Ucałowałem Kate w czubek głowy. Do tej pory nie wiem jak ona to zrobiła, ale prawda jest taka, że skopała nam tyłki. „A ty się z tego cieszysz jak dziecko...” No cóż, prawda.
   - Katy, zatańczysz ze mną? – nie wiem kiedy Niall  stanął obok nas i wpatrywał się z taką nadzieją w oczach, że chciało mi się śmiać. – Nikt nie chce ze mną zatańczyć...
   - Ja chcę... – powiedziała cicho uśmiechając się do niego słodko i wywołując radość na jego twarzy. Zresztą w tym momencie był jedną wielką chodzącą radością. – Lou?
   - No chyba nie mam wyjścia i muszę cię oddać na chwilę – westchnąłem teatralnie. – Ale cały czas mam cię na oku Horan – dodałem wypuszczając Kate z objęć i kierując się po coś do picia.
   Alex posłała mi wesołe spojrzenie i klepnęła miejsce obok siebie. Wziąłem colę i przysiadłem się do nich.
   - Osiągnęliście spektakularny sukces.
   - Wiem – ucieszyłem się, że ona też tak myśli. – Początkowo było trochę nerwowo, ale się udało... – po chwili dobiegł nas głośny śmiech Niallera i zdecydowanie cichszy Kate. Spojrzałem w stronę tańczącej pary. – Za każdym razem, gdy ona się tak śmieje czuję motylki w brzuchu – po moich słowach zapadła cisza. Wpatrywali się we mnie rozbawieni. – Powiedziałem to na głos, tak?
   - Wpadłeś po uszy stary – Harry wzniósł toast swoim drinkiem. – Ale ja też cieszę się wtedy jak głupi.
   - Już prawie zapomniałam jak brzmi jej śmiech – Alex miała łzy w oczach. – Boże, wprost nie mogę uwierzyć w to, czego jestem świadkiem. Chyba zaczynam wierzyć, że twój szalony plan się powiedzie, Lou – pociągnęła nosem.
   - Nie ma płakania – Hazza objął ją ramieniem. – Bo ci zaraz te tony makijażu spłyną. Chociaż nie, cofam to co powiedziałem, płacz, to może być niezapomniany widok... Gdzie mój telefon? Muszę mieć aparat w pogotowiu. Ałaaaa! – śmiał się, gdy wbijała mu łokieć w żebra. – Za co?
   - Mój makijaż jest wodoodporny – powiedziała wesoło.
   - To twoja wersja, ja tam wiem swoje. Nie bij mnie, tylko chodź zatańczyć – już ją ciągnął w stronę parkietu. – Ale jak mi połamiesz palce, to cię pozwę...
   Spojrzałem z Jonem na siebie i wybuchnęliśmy śmiechem.
   - Ci dwoje chyba nieźle się rozumieją – powiedział sięgając za siebie po coś do jedzenia. – Sympatyczna dziewczyna, chociaż gdy ją zobaczyłem, to coś innego pomyślałem...
   - Nawet wiem, co – zaśmiałem się. – O mój Boże... – szepnąłem patrząc jak Josh podchodzi do Nialla i Kate. – Co on robi?
   Już podnosiłem się z miejsca, ale dłoń Jona zatrzymała mnie w miejscu. Zamarłem nie wierząc w to co widzę...


   - Katy – Niall odezwał się cicho. – Chyba ktoś chcę cię prosić do tańca, ale boi się odezwać...
   - Josh? – uśmiechnęłam się, bo słyszałam jak podchodził szurając w ten swój chyba charakterystyczny sposób. – Namówiłeś go do tego, prawda?
   - Może... – zaśmiał się. – Praktycznie go do tego zmusiłem grożąc, że się do niego nie odezwę do końca życia – parsknąłem. - Ale jeśli nie chcesz...
   - Biedny Josh – westchnęłam wyciągając rękę w stronę chłopaka. – Szantażowany przez własnego przyjaciela... – poczułam dotyk zimnych palców. – Choć coś mi się widzi, że długo byś nie wytrzymał w tym nierozmawianiu...
   - Cicho... – szepnął Niall teatralnie. – On o tym nie wie...
   - Chyba muszę cię uprzedzić, że nie jestem w tym dobry – Josh denerwował się chyba tak samo jak ja.
   - To już jest nas dwoje – uśmiechnęłam się, by dodać mu otuchy. A może sobie? Sama nie wiem. – Ostatnio prawie połamałam palce Harry’emu.
   - Pamiętam – usłyszałam wesoły głos po lewej stronie. – Ale i tak trwam przy tym, że zrobiłaś to specjalnie. Z zemsty, bo powiedziałem, że jesteś mała...
   - Nie jestem – przekomarzałam się z nim kolejny raz.
   - Nie... wcale... – Alex wtrąciła się do rozmowy i po chwili śmiała się z Harrym na całego.
   - Josh, a ty co myślisz? – zapytałam obdarzając go uśmiechem. Wciąż czułam, że jest zdenerwowany.
   - Jestem gotów zeznać pod przysięgą, że to był wypadek.
   - Zdrajca – jęknął Harry teatralnie. – Nawet cię tam nie było.
   - Ja mogę poświadczyć, że był – moja przyjaciółka bawiła się na całego.
   - No jeszcze jedna. Z kim ja się zadaję?
   - Kate może zaświadczyć, że tam byłam – dodała Alex. – Prawda kochania?
   - Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że nie widziałam iżby cię tam miało nie być...
   Po moich słowach Josh parsknął śmiechem, a po chwili do śmiechu dołączyła się para tańcząca obok.
   - Już rozumiem dlaczego Niall cię tak kocha – powiedział, a ja po prostu wiedziałam, że spiekłam takiego buraka jak jeszcze nigdy...

   Wiele piosenek później musiałam przyznać sama przed sobą, że cudownie się bawiłam. Przyjaciele chłopców okazali się być bardzo sympatyczni i chyba równie przestraszeni jak ja. „Nie było tak źle” pomyślałam pochłaniając kolejną kanapkę, którą Lou wcisnął w moje dłonie. Przysłuchiwałam się wesołym rozmowom prowadzonym dookoła i czułam, że się uśmiecham. Cieszyłam się, że się udało. Ale najbardziej cieszyłam się z tego, że Alex bawiła się z nami. Po jej głosie mogłam poznać jak bardzo jest szczęśliwa. „Należało jej się po tylu przejściach jakie ze mną miała ostatnio.” Fajnie było słuchać jak się z Harrym przekomarzają. Coś mi się wydaję, że tych dwoje przypadło sobie do gustu. Jakby na potwierdzenie ich głośny śmiech zabrzmiał dookoła. „Szkoda, że Alex z nami nie pojedzie...
   - Wszystko dobrze, kochanie? – palce Lou musnęły mój policzek. – Zmęczona?
   - Na pewno mniej niż wy – uśmiechnęłam się nakrywając jego dłoń swoją. Po chwili obejmował mnie ramieniem, a ja wtulałam się w niego pozwalając się porwać zmysłom. Chciałabym znać słowa, którymi mogłabym opisać jego zapach. „Idealny...” Ale nawet to słowo nie oddawało prawdy. – Niall już zasnął... – dodałam cicho wciąż pod wrażeniem jego cudownej osoby.
   - A propos zmęczenia – zaśmiała się Alex. – Powinnam się zbierać. Już i tak długo nie pośpię, ale było warto. Dziękuję za zaproszenie. W życiu się tak nie bawiłam.
   - Polecamy się na przyszłość – wtrącił Harry i było słychać, że rzeczywiście tak myśli. „Zdecydowanie się polubili.” – Odwiozę cię wspólniczko. Podrzucimy ich tylko do hotelu i zawiozę cię do domu.
   - Dzięki wspólniku. Byłoby super.
   - To jedźcie już – odezwał się Liam. – Ja pogadam jeszcze z właścicielem i zabiorę się z chłopakami. I tak byśmy się wszyscy razem nie pomieścili.

   Droga powrotna była zdecydowanie mniej stresująca. Może dlatego, że był środek nocy i wszędzie wiało pustkami. Mimo wszystko czułam na plecach ten nieprzyjemny dreszcz strachu, gdy przemykaliśmy się do samochodu. Jako, że dobudzenie Nialla sprawiało chłopakom pewne trudności, ostatecznie zdecydowali się wynieść go na zewnątrz i ulokować w bagażniku. Było przy tym tyle śmiechu, że wręcz nie mogłam wyjść z podziwu, że go to nie obudziło. Ocknął się dopiero, kiedy Mark gwałtownie zahamował, gdy jakiś zbłąkany pies wybiegł mu pod koła. Sądząc po westchnieniu ulgi nic się zwierzakowi nie stało. Zdecydowanie gorzej było z blondynem.
   - Dlaczego zamknęliście mnie w bagażniku?! – zawołał, a potem dodał smutnym tonem. – Nie mogę jechać w bagażniku...
   - Już prawie dojechaliśmy – Zayn próbował go uspokoić. – Czego płaczesz, stary?
   - Nie wziąłem jedzenia na drogę – jęknął tak żałośnie, że miałam ochotę prosić, by zawrócili. Wszystkich innych jednak tylko rozbawił swoim wyznaniem. – Tyle pyszności zostawiliśmy...
   - Zawsze możesz zadzwonić do Liama żeby ci coś przywiózł – dodała Alex między kolejnymi napadami śmiechu.
   - Tak! Jesteś genialna! – ucieszył się i już po chwili składał zamówienie przez telefon.
   - Jak to dobrze być docenianym... – zaśmiała się.
   Pożegnaliśmy się z nią pod hotelem i poszliśmy do apartamentu. „Czy można jednocześnie bać się i czuć się bezpiecznie?” Wiedziałam, że otoczona ramieniem Louisa nie muszę się niczego obawiać, ale mimo to strach pełzał mi wzdłuż kręgosłupa. Odetchnęłam z ulgą dopiero gdy zamknęły się za nami drzwi hotelowego pokoju. „Jestem w domu” pomyślałam i w tym samym momencie Lou zamknął mnie w niedźwiedzim uścisku.
   - Udało ci się – cieszył się. – Znowu ci się udało.
   - Było bardzo fajnie – powiedziałam cicho i chciałam jeszcze coś dodać, ale jego wargi odebrały mi zdolność myślenia. Dopiero rozbawione pokasływania przyjaciół przywołały nas do porządku.
   - Chodźmy spać – wyszeptał Lou prosto w moje spragnione usta. Mogłam tylko skinąć głową wciąż próbując zapanować nad płomieniem rozchodzącym się po moim ciele.
   - Dobranoc Katy – Niall przytulił się do nas i głośno cmoknął w policzek zarówno mnie jak i Louisa. – To był świetny wieczór.
   - Tak – Zayn przyłączył się do grupowego uścisku. – Cudownie się bawiłem, mimo że przegrałem z kretesem...
   - Odegrasz się następnym razem – zaśmiał się Lou. – W coś innego, bo w kręgle nie masz szans. Stworzyłem zawodowca.
   - Sądząc po twoich osiągnięciach, bardziej zaczynam wierzyć w jej wrodzony talent niż twoje umiejętności trenerskie – odgryzł się brunet. – Dobranoc Kate.
   - Dobranoc...


   Który to już raz siedzę i wpatruję się w drzwi łazienki czekając na nią? Zaczyna się to robić moim codziennym zwyczajem. „Ale jakim przyjemnym...” zaśmiałem się cicho. Miałem wspaniały humor. Ten dzień nie mógłby być lepszy. Wszystko powiodło się w stu procentach i nasze obawy okazały się być na wyrost. Kolejny raz mój mały elf udowodnił, że potrafi przezwyciężyć swój własny strach. Na samo wspomnienie trzęsącej się w moich ramionach dziewczyny jakieś dziwne uczucie rozlało się ciepłem po moim ciele... Miłość... Byłem z niej taki dumny, bo mimo wszystko się uśmiechała i wręcz, to ona starała się dodać otuchy zestresowanym chłopakom. I to tylko dlatego, że byli naszymi przyjaciółmi. Moje serce przepełniało gorące uczucie do niej. Wiedziałem, że jeszcze niejedna przeszkoda przed nami, ale w tym momencie naprawdę wierzyłem, że możemy je wszystkie pokonać. „Razem...
   Z rozmyślań wyrwał mnie dźwięk otwieranych drzwi. Spojrzałem na Kate. Uśmiech szczęścia nie schodził z moich ust ani na moment. W swojej rozciągniętej koszulce wyglądała cholernie seksownie. Byłem pewien, że kompletnie nie zdaje sobie z tego sprawy. Tak samo jak nie wie, jak jej widok na mnie działa. Chyba powinienem podziękować Alex za taki nieświadomie zrobiony prezent. Jak to możliwe, że byłem w stanie zobaczyć każdy szczegół jej ciała i jednocześnie śledzić każdy jej ruch? Widok jej odsłoniętego ramienia kiedy odkładała ciuchy na krzesło sprawił, że krew zawrzała w moich żyłach. Drobne stopy, stąpające delikatnie po dywanie, dorzucały jeszcze oliwy do ognia. Delikatne kostki,  kształtne łydki, piękne kolana... „Dobry Boże...” jęknąłem w duchu. Uda, które obiecywały niebo... To już nie był zwykły płomień, który płonął we mnie. Ja najzwyczajniej w świecie dałem się porwać temu gorącemu i niszczycielskiemu żywiołowi. Spalałem się. W dodatku robiłem to z uśmiechem na ustach...
   Wyciągnąłem rękę bez słowa chwytając jej dłoń, gdy podeszła wystarczająco blisko. Przygryzła dolną wargę, a w jej przepięknych oczach ujrzałem swoje odbicie. „Boże, czy ona nie zdaje sobie sprawy jakie ten drobny gest sieje spustoszenie w moim wnętrzu?" Wiedziałem, że jej wrażliwe zmysły już dawno wyłapały mój przyspieszony oddech i głośne bicie serca. Czułem drżenie wszystkich mięśni i zdecydowanie cieszyłem się, że siedzę. Stanie wydawało się zbyt skomplikowaną czynnością w tym momencie. Nie mogłem się powstrzymać by nie przejechać kciukiem po jej różowych ustach. Wtuliła policzek w moją dłoń i wciąż „wpatrywała” się we mnie. Kolejne dreszcze przebiegały przez moje ciało.
   - Kocham cię Kate – powiedziałem cicho zatracając się w głębi jej spojrzenia. „I jestem z ciebie cholernie dumny...
   Musnęła palcami moją dłoń, która wciąż spoczywała na jej policzku. Prąd pomknął z tego miejsca wprost do kręgosłupa, by rozejść się po całym ciele rozkosznym mrowieniem. Cudowna tortura... Sunęła opuszkami wzdłuż mojej ręki. Miałem wrażenie, że pozostawia za sobą ognisty ślad. Jej dotyk na mojej szyi podkręcił jeszcze temperaturę. Gdy delikatnie sunęła palcami po mojej szczęce, by następnie zatrzymać się na ustach, byłem pewien, że mogę przegrać ze swoim zdradzieckim ciałem. Ale gdy ujrzałem ten błysk w jej oczach i poczułem drżenie jej warg... Przegrałem. „A może powinienem powiedzieć wygrałem?
   - Kocham cię Lou.
   Najpiękniejsze słowa jakie człowiek może usłyszeć w swoim życiu. Poczułem, że moje serce mocniej zabiło, a oczy zrobiły się niebezpiecznie wilgotne. Jej usta przyzywały mnie. Mógłbym przysiąc. Kusiły i obiecywały niebo. „Tylko ostrożnie...” Jakaś myśl chciała uformować się w mojej głowie, ale wszystko zniknęło, gdy nasze wargi się spotkały. Byliśmy tylko my i nikt więcej. Całowałem ją delikatnie... Chciałem nie tylko przelać całą swoją miłość w tym pocałunku, ale także te wszystkie uczucia, które we mnie wzbudzała. Moje dłonie same odnajdywały drogę poprzez plecy dziewczyny, by ostatecznie spocząć na jej pośladkach. Podniosłem ją do góry sadzając na moich udach. Słodycz jej ust, to coś, czego nie potrafiłby opisać największy poeta. Gdy poczułem palce we włosach i ciepło jej dłoni na swojej piersi odniosłem wrażenie, że ogień szalejący we mnie porywa i ją. Pocałunki stały się bardziej odważne, namiętne... Języki tańczyły w odwiecznym tańcu, a nasze pragnienia... moje pragnienia toczyły właśnie walkę z oddechem... Dotyk jej dłoni palił mnie przez materiał koszulki. Ale potrzebowałem więcej... Chciałem błagać o więcej... Moje dłonie pieściły uda i łydki zachwycając się aksamitną gładkością jej skóry. Była doskonała. Czułem jak drży pod wpływem mojego dotyku. Cichy jęk rozkoszy jaki wydobył się z jej gardła wprost w moje usta sprawił, że uśmiechnąłem się jak zwycięzca. I byłem nim, bo ta najważniejsza osoba na świecie mnie pokochała. Sceny w mojej głowie zdecydowanie wyprzedzały bieg wydarzeń... Nieśmiałe dłonie błądzące po moim ciele doprowadzały mnie do szaleństwa. Przyspieszone oddechy wypełniały pokój. Ledwo zauważyłem moment, w którym mój podkoszulek poszybował na spotkanie z dywanem. Było mi tak gorąco... Kate przywarła do mojego ciała wbijając mi paznokcie w plecy. Czułem jej cudowne piersi przyciskające się do mnie. Drżenie ciała. Twarde sutki, których istnienia sprana koszulka nie była w stanie ukryć. Nagle przerwała pocałunek odrzucając głowę do tyłu i kolejny jęk wydobył się z jej gardła sprawiając mi nieopisaną rozkosz. Wpiłem się ustami w odsłoniętą szyję smakując słodyczy jej skóry... Ten zapach przenikał mnie całego. Byłem jak narkoman zachłannie wciągający upragnioną działkę. Moje dłonie wśliznęły się pod jej bluzkę pieszcząc pośladki osłonięte cienkim skrawkiem materiału. Przyciskałem ją do siebie jakbym już nigdy nie miał wypuścić jej z objęć. Drobne paluszki muskały moją skórę sprawiając, że spodnie od piżamy zrobiły się niebezpiecznie ciasne. Całowałem to ramię, które tyle razy wcześniej mnie kusiło. Znaczyłem językiem mokre ślady na jej dekolcie...
   - Lou...
   Wyłapałem moje imię wśród kolejnych jęków i urywanych oddechów... „Boże!” Przyspieszone bicie serca, drobne palce wplecione w moje włosy i gorące usta odnajdujące moje spragnione wargi... Tak definiowałem niebo. Westchnienie rozkoszy znów zadźwięczało w uszach, gdy moja dłoń odnalazła wypukłość piersi, a kciuk nie mógł się powstrzymać przed spotkaniem z twardym jej zwieńczeniem. Kolejny raz rozpocząłem wędrówkę ustami po tej cudownie delikatnej skórze... Czułem jej puls pod swoimi wargami. Upajałem się zapachem jej ciała. Jakaś nieziemska siła pchała mnie dalej... Przez materiał bluzki pieściłem drugą pierś, by ostatecznie objąć wargami twardy sutek. Jej palce zacisnęły się mocniej w moich włosach nie pozwalając mi przerwać pieszczoty... Urywany oddech Kate sprawiał mi nieopisaną przyjemność, a jęki rozkoszy ukazywały kolejne miejsca w naszym prywatnym raju. Miałem ochotę zedrzeć z nas ciuchy i rzucić się w to morze uczuć, ale jakaś część mnie wiedziała, że to jeszcze nie ten czas i miejsce... Powinienem to przerwać, ale już dawno przekroczyłem moment, w którym byłbym w stanie to zrobić. Moja dłoń sunęła po udzie dziewczyny kolejny raz sprawnie wślizgując się pod materiał bluzki. Pieściłem palcami każdy skrawek delikatnej skóry. Uśmiechnąłem się odnajdując pod ich dotykiem jedwabną kokardkę. Powoli sunąłem palcami wzdłuż krawędzi bielizny, skrywającej kwintesencję kobiecości. Odnalazłem na przodzie kolejną kokardkę i aż jęknąłem delikatnie zaciskając wargi na sutku. Gdy moje palce ześlizgnęły się na brzuch dziewczyny poczułem jak silny prąd przeszył jej ciało sprawiając, że szarpnęła się do tyłu...
   - Nie... – cichy szloch wydobył się z jej ust przeszywając mój mózg niczym szpikulec. – Nie... Proszę...
   Spojrzałem w jej twarz i ujrzałem strach w najczystszej postaci. Oczy wypełnione łzami „wpatrywały” się we mnie z przerażeniem, a jej wargi zastygły w niemym krzyku...


   Biegłam z całych sił przed siebie modląc się w duchu, by nic nie wyrosło niespodziewanie przede mną. „Byłoby nieciekawie.” Promienie słońca pieściły moją skórę. Miałam ochotę po prostu rzucić się na trawę i pozwolić ciepłu wnikać we mnie. „Co byłoby głupie zważywszy, że lało przez ostatnie dwa tygodnie...” Zaśmiałam się głośno. Anglia. Czy ktoś kiedyś zrozumie tutejszą pogodę? Pokonałam schody tylko nieznacznie zwalniając. Wbiegłam do budynku i pognałam do pokoju na końcu korytarza odpowiadając po drodze na pozdrowienia. Znałam tu każdy kąt. Czułam się tu jak w domu. Pisk jaki towarzyszył mi przy hamowaniu sprawił, że mimowolnie się skrzywiłam. „O kurka! Chyba znów spaliłam gumę.” W głowie już wyobrażałam sobie ślad pozostawiony przez podeszwę. Roześmiałam się otwierając drzwi.
   - Dzień dobry pani T. – prawie uwiesiłam się na ladzie, za którą urzędowała sympatyczna bibliotekarka. – Piękny mamy dzień, prawda?
   - Cześć Kate – jej śmiech wypełnił pomieszczenie. Uwielbiałam go słuchać. Było to jak skrzypienie szafy, która ma jednocześnie problemy z oddychaniem. Cudowny dźwięk. – W rzeczy samej. Ale prawdę mówiąc, to spodziewałam się ciebie równo z otwarciem – zaśmiała się.
   - Miałam coś do załatwienia po drodze – moje palce wystukiwały wesoły rytm na lakierowanym drewnie.
   - Czy ma to coś wspólnego z tym, że jesteś cała mokra i zielona na plecach? Wiesz, że aniołki robi się na śniegu, a nie na trawie? W dodatku mokrej... – „Ups” zaśmiałam się nad swoją głupotą, ale przez chwilę wydawało się to dobrym pomysłem.
   - Możliwe... – szczerzyłam zęby jak wariatka. „Zresztą może i nią byłam.” – Jest?
   - Jest.
   - Jessst! – Obowiązkowy taniec radości w moim wykonaniu. – Biorę.
   - Pozwól mi chociaż wpisać na listę – śmiała się pani T., ale już po chwili podawała mi ciężką książkę, którą od razu schowałam w plecaku. – Tylko musisz ją oddać jutro. Wiesz, że...
   - Wiem – przerwałam jej. – Nagina pani dla mnie zasady, bo nie może się oprzeć mojemu urokowi osobistemu. Oddam z samego rana. W stanie nienaruszonym.
   - Z tym urokiem osobistym, to tak do końca nie jestem pewna... – poczułam jej palce na policzku. – Po prostu jesteś strasznie męcząca, gdy tak nade mną stoisz i błagasz. No zmykaj, bo się spóźnisz na lekcje.
   - Dziękuję pani T. – otworzyłam drzwi. – Kocham panią – krzyknęłam biegnąc do wyjścia. W oddali słyszałam bicie kościelnego dzwonu.
   - Kolejne spóźnienie – zachichotałam na myśl o surowej nauczycielce i kolejnej godzinie w kozie, która niewątpliwie mnie czeka. Gdybym się postarała, to może załapałabym się na dwie... „Wspaniale” ucieszyłam się myśląc o czekającej mnie lekturze. „Ten dzień po prostu musi być udany.

   - Hej Rob – przywitałam się z nauczycielem, który pełnił dyżur w tym jakże uwielbianym przeze mnie miejscu. – Stęskniłeś się za mną?
   - Wtorek. Mogłem się założyć w ciemno, że cię tu spotkam – ciepły bas zadudnił mi w uszach.
   - Fakt – usiadłam w ławce przy oknie. – A swoją stroną, to ciekawy dobór słów.
   - Kolejne spóźnienie? Ile tym razem? – zaśmiał się pewnie przy okazji kręcąc głową.
   - Dwie godziny – odpowiedziałam dumna jakbym dokonała czegoś wielkiego.
   - Nowa książka?
   - Tak – odparłam z satysfakcją i wyciągnęłam cenny przedmiot, by już po chwili zapomnieć o wszystkim i dać się porwać opowiadaniu...

   Cisza. Dziwne... W miejscu, gdzie mieszka i uczy się kilkadziesiąt osób cisza jest czymś, czego nie doświadcza się za często. „I zawsze oznacza nieszczęście.
   - Odbija mi już na całego – zaśmiałam się, a mój głos wrócił do mnie echem odbijając się od grubych ścian. Odgłos kroków roznosił się po korytarzu, gdy tak szłam z głową w chmurach kierując się do mieszkalnej części budynku. – Cudowny dzień... – Przechodząc obok toalet zatrzymał mnie czyjś cichy płacz. Zaczęłam nasłuchiwać. – Ciekawość to pierwszy stopień do piekła – powiedziałam do siebie naciskając klamkę. – Halo?
   - Kat? To ty? – cichy szept włączył w mojej głowie czerwony alarm.
   - Lily? Co się stało mała? – stawiałam ostrożnie kroki kierując się ku młodszej koleżance. – Dlaczego płaczesz?
   - Kat... – kolejny szloch wydobył się z jej gardła nie dając jej nic powiedzieć. Usiadłam obok niej na podłodze i w tym samym momencie rzuciła mi się w ramiona płacząc jeszcze głośniej. Moje dłonie, które początkowo gładziły jej plecy, by ją uspokoić, teraz badały całą jej sylwetkę. Z każdym nowym odkryciem byłam coraz bardziej przerażona. Jej ubranie było w strzępach. Miejscami mokre. Dotknęłam ostrożnie jej twarzy, która okazała się być opuchnięta. „To niemożliwe, by stało się tak od płaczu.
   - Co się stało? Kto ci to zrobił? Ktoś od nas? – zapytałam cicho, ale za jedyną odpowiedź musiało mi starczyć nerwowe kręcenie głową. Dziewczynka tylko trzęsła się coraz bardziej. – Potrzebujesz iść do pielęgniarki? Jak mogę ci pomóc?

   - Możesz wejść Katherine. Pan dyrektor czeka na ciebie – skrzywiłam się słysząc pełną wersję swojego imienia z ust sekretarki. „Litości, czy tak trudno jej zapamiętać podstawowe informacje?” Owionął mnie duszący zapach perfum i taniego tytoniu. „I szklaneczki whisky wypitej duszkiem pod biurkiem...” Otworzyła przede mną drzwi i popchnęła do środka. – To ja idę na lunch Richardzie – zachichotała jak nastolatka. „Zaraz. Ja jestem nastolatką, a nie zachowuję się w ten sposób.” Zachichotałam. „A może jednak.
   - Dzień dobry Kate. Usiądź, proszę – sympatyczny głos dyrektora jak zawsze wywoływał uśmiech na mojej twarzy. Był dla mnie takim misiowatym starszym panem, który zawsze miał coś miłego do powiedzenia. – Cieszę się, że przyszłaś.
   - Chciał pan ze mną rozmawiać? Stało się coś? – rozsiadłam się wygodnie w miękkim fotelu machając nogami.
   - Podobno znów spóźniłaś się na zajęcia... – „Kurka...
   - Dosłownie dwie minuty – dodałam szybko.
   - I twój mundurek wyglądał... powiedzmy, że nie wyglądał najlepiej...
   - Ach to... – szukałam w myślach jakiegoś w miarę mądrego wytłumaczenia. – To przez projekt z biologii.
   - Co?
   - No... sprawdzałam wchłanianie wody przez skórę. Chyba się udało, bo potem od razu musiałam biec do toalety.
   Dyrektor parsknął śmiechem, ale zaraz zagłuszył go dyskretnym kaszlnięciem. Siedziałam na fotelu jak ucieleśnienie niewinności. Słyszałam, że zaczął spacerować po gabinecie i w końcu zatrzymał się gdzieś za mną. „Obmyśla karę, czy co?” zastanawiałam się. Moich uszu dobiegł szelest papierów. „Hmm...
   - Czy mogę już iść? – odezwałam się po kilku minutach wiercenia się w jednym miejscu. „Pobiłam chyba swój własny rekord w bezczynnym siedzeniu.
   - Podejdź tu do mnie – powiedział. – Chcę być coś zobaczyła. Może ci się to spodoba...
   Szybko znalazłam się przy stole w tylnej części pokoju. Dyrektor wkładał mi kolejne książki w dłonie, krótko opowiadając o czym są. Cieszyłam się jak dziecko w sklepie ze słodyczami. „Bardziej.” Moje dłonie przesuwały się po kolejnych okładkach. W końcu już sama sięgałam po następne tytuły. „O matko! Tą muszę przeczytać.” Zastanawiałam się, czy będzie mi dane coś sobie wybrać. Byłam tak zafascynowana tym wszystkim, że nie zauważyłam kiedy mężczyzna stanął za mną. Niebezpiecznie blisko. „O w mordę... Nie...
   - Rozmawiałaś z Lilith – to nie było pytanie. Zamarłam. „Co powiedzieć? Przecież obiecałam. Myśleć.” – Wiem, że rozmawiałaś – dodał. – Pytanie tylko, co ci powiedziała...
   Nagle jego głos mnie przerażał. Jak nigdy wcześniej. Coś się w nim zmieniło. Teraz był zimny, a każde słowo sprawiało wrażenie, jakby zadawał nim niewidzialne ciosy. Jego palce mocno zacisnęły się na moim ramieniu i gwałtownie odwrócił mnie w swoją stronę. „Boże! Co robić?
   - Nic mi nie powiedziała – wyszeptałam wciąż próbując wymyślić jakiś plan ucieczki. – Ja ją tylko zaprowadziłam do internatu...
   - Masz mnie za głupca? – warknął ze złością wymierzając mi siarczysty policzek. „Niedobrze...” Poczułam smak krwi w ustach. Zaczęłam panikować. – Dobrze. W końcu zrozumiałaś, że ze mną się nie gra. Masz się mnie bać, bo ja nie żartuję...
   - Czego pan ode mnie chce? – zacisnęłam szczęki. – Ja nic nie wiem.
   - A ja myślałem, że taka zdolna osóbka, wie aż za dużo... – zaśmiał się jak postać z horrorów i pchnął mnie z całej siły na stół. Książki pospadały na podłogę. Jego ręce były wszędzie. Dotykały mnie szarpiąc ubranie. W jakimś przebłysku chwyciłam pierwszy lepszy tom i uderzyłam go w głowę próbując uciec. Niestety poślizgnęłam się na książkach leżących na podłodze. – Zadziora z ciebie – warknął mi nad uchem przyciskając moje ciało do stołu i opierając się o moje plecy. – Lubię takie... – Poczułam jego palce próbujące rozpiąć moje spodnie. Jego ręka na moim brzuchu sprawiała, że drżałam ze strachu. Szarpałam się z całej siły, wołałam o pomoc, a on tylko śmiał się złowieszczo. – Krzycz sobie ile chcesz. Głośniej – nabijał się ze mnie. W końcu sama zdałam sobie sprawę, że przecież nikt tu nie przyjdzie przez najbliższe pół godziny, a grube mury dobrze tłumią moje wołanie o pomoc. – Grzeczna dziewczynka – sapnął mi do ucha śliniąc je niemiłosiernie. „Myśl idiotko! Myśl!” – Może być całkiem przyjemnie... – „Niedoczekanie twoje, ty stary capie.
   Czułam jego podniecenie na swoich pośladkach. Panikowałam zamiast się skupić. Moje dłonie usilnie próbowały znaleźć coś, co pomogłoby mi uciec. W chwili, w której wsunął dłoń w moje majtki znalazłam zszywacz do papieru. Chwyciłam go i z całej siły wbiłam w jego dłoń opartą na stole obok mojej głowy. Szarpnął się i to była moja chwila. Jedyna, którą miałam. Na więcej nie mogłam liczyć. Rzuciłam się w stronę drzwi prawie wyrywając je z zawiasami i biegłam przed siebie tak szybko, na ile starczyło mi sił. Nie powstrzymał mnie nawet bolesny upadek ze schodów. Podniosłam się i biegłam dalej nie zważając na krzyki ludzi dookoła mnie... Wołali. Próbowali zatrzymać, ale przecież nie mogłam na to pozwolić... „Boże! To był on! To on skrzywdził Lily! O Boże!
   - Kate! – rozległ się za mną zdenerwowany głos nauczycielki. „Muszę uciekać...