poniedziałek, 22 października 2012

11



I znów siedziałam w samochodzie. „A ledwo w jedną stronę udało mi się dojechać” jęknęłam, mając na myśli moją chorobę lokomocyjną. Wciąż nie rozumiałam jak do tego doszło. „Przecież siedziałam tam z nimi, na miłość boską! Kiedy oni to wymyślili?” Byłam przy tym jak Louis się żegnał. Wyszedł przecież. Gdy wychodziłam do łazienki przeprać kilka ciuchów wydawało mi się, że słyszę jak zapala silnik. „Więc jak to się stało, że siedzę znów w tym samochodzie?” I jeszcze oni, niedający mi dojść do słowa. Tych dwoje to chyba nikt nie przegada. „A jak reszta zareaguje na moją obecność?” denerwowałam się. „Ledwo ze mną wytrzymali te kilka godzin.
- A jeśli twoi przyjaciele się nie zgodzą? – zapytałam cicho z nadzieją w głosie.
- Już się zgodzili – odpowiedział wesołym głosem. – Wręcz nakazali mi, bym cię przywiózł z powrotem. Więc nie możemy ich zawieść.
- A co jeśli... – próbowałam powiedzieć coś jeszcze, ale moja zdradziecka przyjaciółka przerwała mi w pół słowa.
- A co jeśli okaże się, ze to genialny pomysł?
- To jest genialny pomysł – poparł ją Louis. – W końcu ja to wymyśliłem, a ja wiem co mówię. Przeważnie. Ale teraz wiem. Nic się nie martw – przekonywał dalej. – Będzie dobrze.
Chciałam jeszcze coś powiedzieć, ale ostatecznie zrezygnowałam. Alex na tym zależy. Będzie mogła trochę ode mnie odpocząć i od moich problemów. „W końcu się wyśpi” pomyślałam. A skoro oni zgłosili się na ochotnika... „Nie wiedzą co robią.
Przez chwilę słuchałam ich wesołej rozmowy. Oboje są tak pozytywnie zwariowani, że nie mogłam się nie uśmiechnąć. „Zapomniałam się dowiedzieć skąd się znają” przeszło mi jeszcze przez myśl zanim zasnęłam wsłuchana w dudnienie deszczu o dach auta.
Ktoś delikatnie dotknął mojej dłoni... „Kto? Co?” przeraziłam się i podskoczyłam jak oparzona.
- Spokojnie, kochanie, to tylko ja – usłyszałam głos Alex. – Już dojechaliśmy.
Odpięłam pas i ostrożnie wysiadłam. Deszcz wciąż zacinał. „Znów będę mokra” przeszło mi przez myśl. Usłyszałam jak Lou wyciąga moją torbę z bagażnika i zatrzaskuje go, a następnie podaje klucze mojej przyjaciółce.
- Proszę – powiedział. Słyszę jak kluczę lądują w jej kieszeni. – Możesz nim jeździć jak długo chcesz. Zastanów się nad tym.
- Nie będę was tak wykorzystywała. Tylko dziś i jutro rano. I tak mam już bilet miesięczny. Ale dziękuję za propozycję, dobry człowieku.
- Ależ nie ma za co, dobra kobieto.
Przekomarzali się tak przez całą drogę do wejścia do hotelu. Szłam trzymając Alex za rękę. „Z nią zawsze byłam bezpieczna” pomyślałam. „Co teraz będzie?” Moje oczy same zamykały mi się ze zmęczenia. Wszystko mnie bolało... Poczułam powiew ciepłego powietrza na skórze. Jesteśmy już w środku. „Nie ma już odwrotu. Nie dam rady. Przecież ja ich nawet nie znam” zaczęłam panikować. Nawet cofnęłam się o pół kroku...
- O nie, nigdzie nie wracamy – Alex jak zwykle domyśliła się wszystkiego. – Jedziesz na górę. Ja muszę pojechać windą dla pracowników. No i zadbać o to, by menadżer mnie nie namierzył – zaśmiała się. – A uwierz, czasami myślę, że on ma radar w dupie. Niedługo będę – rzuciła jeszcze i usłyszałam, że się oddala.
- Chodź ze mną – usłyszałam i poczułam jego palce delikatnie ujmujące moje. Przeszył mnie dreszcz. Poczułam, że on też zadrżał. „Denerwuje się przy mnie” przemknęło mi tylko przez głowę. Poszliśmy do windy i już po chwili zatrzymaliśmy się pod drzwiami pokoju.
- Gotowa? – zapytał mnie delikatnie ściskając moją dłoń.
- Gotowa – powiedziałam niepewnie.
I mimo, że wcześniej słyszałam różne głosy, gdy Lou otworzył drzwi zapadła cisza. „Tak ma być przez cały czas? Ja tu zwariuję.
- Witamy ponownie – powiedział Niall i wręcz czułam, że się uśmiecha. – Wiedziałem, że szybko zatęsknisz za smakołykami ode mnie. No, a skoro byłaś na wycieczce, to masz może coś dla mnie? Najlepiej do jedzenia i słodkiego...
- Och dałbyś już sobie spokój z jedzeniem na dziś – Zayn mu przerwał, ale w głosie wyczuwałam, że bawi go zachowanie przyjaciela. – Cześć Kate – dodał jeszcze.
- Co tak długo? – żalił się Harry. – Stęskniłem się.
- Hej. Miło cię znów widzieć. I strasznie się cieszymy, że się zgodziłaś. – Teraz już byłam pewna, że Liam pełni tu rolę dorosłego.
- Hej – powiedziałam cicho i spróbowałam się uśmiechnąć. – Dziękuję.
- Nie ma sprawy. Cała przyjemność po naszej stronie. A gdzie Alex? Nie miała przyjechać z wami? – zdziwił się Niall.
- Zaraz przyjdzie – powiedział Lou i położył moją torbę na podłodze. – Chodź, usiądziemy – zwrócił się do mnie kierując mnie znów w to samo miejsce na kanapie. Po chwili usłyszałam, że inni też się rozsiadają.
- Napijecie się czegoś – zapytał Liam. – Znów trochę zmokliście.
Pokręciłam przecząco głową. „Napiłabym się czegoś gorącego” pomyślałam o moich lodowatych dłoniach i mokrym podkoszulku. Wcale nie było mi za ciepło.
- Jasne – Lou chyba czytał mi w myślach. – Gorącej herbaty. Nawet jeśli nie chce ci się pić, to dłonie sobie rozgrzejesz. – „To było do mnie.
Ktoś wyszedł do kuchni. W tym samym momencie rozległo się pukanie do drzwi. Usłyszałam, że któryś wręcz rzucił się do nich.
- Cześć, jestem Alex.
- Hej. Niall. Wejdź proszę.
- Wow. Zawsze wiedziałam, że musi tu być ładnie. Trochę przynudnawo, ale z klasą.
Uśmiechnęłam się myśląc o mojej wielobarwnej przyjaciółce. Lou także nie mógł się powstrzymać i dodał tylko cicho:
- Z pewnością przynudnawo...
- A co wy tu jakąś stypę urządzacie. Cicho tu jak w kościele – śmiała się. – Cześć reszcie. Jestem Alex.
Przedstawili jej się wszyscy łącznie z Liamem, który właśnie wrócił. Zachodziłam w głowę, jak to jest z tą ich znajomością. „To w końcu ich zna, czy nie?
- Herbatka. Fajnie będzie dla odmiany dać się obsłużyć, zamiast służyć... – zaśmiała się i zaczęła opowiadać jakieś niesamowite historię o gościach hotelowych i pracownikach. Po chwili wszyscy zanosili się ze śmiechu i nie zdziwiłabym się, gdyby ktoś się wręcz popłakał. Ktoś nalewał herbatę i po chwili poczułam, że Lou chwyta mnie za dłoń i podaje mi kubek. Trzymam go w obu rękach starając się ogrzać palce. „Cudowne uczucie.” Przysłuchiwałam się prowadzonej rozmowie i tej wymianie historyjek, bo teraz już każdy miał coś do dodania. Chłopcy najczęściej o sobie nawzajem. Poczułam, ze Lou sięga po coś przed sobą, a po chwili kładzie mi znajomą poduszkę na kolanach. Oczy mi się same zamykały mimo iż te opowieści raczej nie należały do nudnych. Jeszcze starałam się walczyć z sennością, ale już wiedziałam, że przegrywam...

sobota, 20 października 2012

10



Siedzieliśmy w salonie świeżo po rozmowie z Lou. „A więc przyjedzie” pomyślałem. „I z nami zamieszka.” Sam nie wiem dlaczego konkretnie, ale byłem z tego faktu bardzo zadowolony. „Będę ją miał obok siebie. Dosłownie na wyciągnięcie ręki...
- Głodny jestem – odezwał się Niall, a reszta tylko się zaśmiała.
- Jak zawsze – dodałem.
- Przez tą całą burzę mózgów zgłodniałem – marudził dalej. – Nie ma nic gotowego, a robić mi się nie chcę...
- No ja raczej ci nie zrobię – powiedziałem.
- Na mnie też nie licz. Muszę ogarnąć resztę. – Liam podniósł się z fotela. – Niedługo przyjadą. Zobaczymy co ta cała Alex nam powie, ale na wszelki wypadek idę posprzątać u siebie.
- To może ja ogarnę kuchnię – powiedział Niall ciężko wzdychając – już nawet zacząłem...
- I pewnie teraz ja powinienem posprzątać ten syf u nas – zaśmiał się Harry. – Bo raczej jeszcze tylko mój i Louisa pokój wchodzi w grę.
- Chyba tak – Liam spojrzał na mnie wymownie.
Może udać, że nie wiem o co mu chodzi?” pomyślałem. Ale wcale nie miałem na to ochoty.
- To ja ci pomogę – zwróciłem się do Harry’ego i polazłem za nim do pokoju. Zdążyłem jeszcze zauważyć, że Liam uśmiechnął się pod nosem i już go nie było. „Co on tam idzie sprzątać skoro zawsze ma porządek?” przemknęło mi jeszcze przez myśl.
W pokoju Harry już zaczął zbierać porozrzucane na podłodze ciuchy. Co się dało upychał w szufladach, a resztę po prostu wrzucał do otwartej na oścież szafy. „To się nazywa ekspres” zaśmiałem się w duchu.
- To ja ogarnę łazienkę – zaoferowałem się i przemknęła mi myśl, że może być tam nieco czerwono zważywszy, że Kate z niej korzystała.
Przestąpiłem próg łazienki i rozejrzałem się. Oprócz kilku elementów garderoby, które od razu wrzuciłem do kosza z brudami, łazienka lśniła czystością. Wanna błyszczała jakby ją ktoś dopiero umył. Tylko na lustrze widać było jakiś tłusty ślad. Wytarłem je szybko, ale przez myśl przemknęło mi, że ona raczej nie będzie go potrzebować.
- Zayn – Harry wszedł do łazienki – co mam z tym zrobić? Dać do prania?
Spojrzałem na niego. W dłoniach trzymał biały szlafrok i bluzę Lou. Obie rzeczy były zabrudzone krwią.
- Krew się chyba w zimnej wodzie moczyło, ale w sumie nie wiem... – zacząłem. – Wrzuć do brudów. Później się pomyśli. Albo zapytaj Liama – powiedziałem wzruszając ramionami.
- OK – powiedział i wepchnął obie rzeczy do kosza przy drzwiach. – Na sam widok tej bluzy robi mi się słabo. Teraz kumam dlaczego miała czarną bluzkę.
- Tu nie ma co sprzątać – rozejrzałem się jeszcze raz po łazience. – Louis musiał już wcześniej to zrobić.
- Już szybciej Liam. Chociaż kto tam wie. – Harry zamykał kosz i z powrotem kładł na nim czyste ręczniki. – Pokój już też w miarę wygląda.
- Chłopaki... – Niall wpadło do środka i zatrzymał się zdziwiony na nasz widok. – A co wy tak obaj w łazience...
- Nic takiego. Po prostu już skończyliśmy. A gdzie się pali? – zaśmiał się Harry.
- Bo tak mi przyszło do głowy, że raczej powinniśmy uzupełnić zapasy, bo ona raczej nie będzie nic zamawiała pod naszą nieobecność. A kuchnia świeci pustkami. Jak myślicie?
Już miałem się zaśmiać, że tylko jedzenie mu w głowie, ale przecież on ma racje. Trzeba coś tam kupić.
- W sumie masz rację – zacząłem – ale może powinniśmy zaczekać, aż przyjadą. Może dowiemy się co konkretnie Kate lubi, albo coś w tym stylu.
- No ale to by znaczyło, że ktoś będzie musiał jechać do sklepu i ją zostawić... – zasmucił się Niall.
- Stary – spojrzałem na niego – przecież nie będziemy nad nią siedzieć wszyscy. A jutro to nawet samą ją zostawimy, bo o 8 mamy być w radio.
- No niby wiem, ale i tak bym nie chciał...
- To pójdzie ktoś inny, albo się po prostu zamówi. Żaden problem – klepnąłem go po ramieniu. – Chodźmy do salonu, albo zobaczyć czy Liamowi nie trzeba pomóc.
- To ja idę do kuchni, bo jeszcze nie skończyłem.
Skierowaliśmy się do pokoju na końcu korytarza. Zastaliśmy przyjaciela zamyślonego w łazience. Zarówno ona jak i sypialnia świeciły czystością.
- O czym tak dumasz? – zapytał Harry uprzedzając pytanie, które właśnie miałem zadać. Liam drgnął.
- Chyba jednak mój pokój odpada – powiedział cicho. – A raczej łazienka – dodał.
- A co z nią nie tak? – zdziwiłem się rozglądając się dookoła. „Idealnie czysta.
- Nie jest przystosowana dla...no wiecie – zaczął. – U nich jest wanna z uchwytami i można bezpiecznie usiąść. I prysznic chyba też jest inny. Bez takiego progu jak ten tutaj – kontynuował.
- Dajmy sobie spokój na razie, co – powiedziałem. – Najlepiej będzie chyba zaczekać i zapytać się tej całej Alex, bo i tak nie mamy o tym zielonego pojęcia.
Skierowaliśmy się do salonu.
- I tak sobie pomyślałem, że przydałoby się wyskoczyć na małe zakupy – ciągnął Liam, a my z Harrym tylko spojrzeliśmy na siebie.
- Niall już wpadł z tym pomysłem – powiedziałem – i doszliśmy do wniosku, że też warto najpierw zapytać, co ona lubi i z czym sobie poradzi sama, gdy my będziemy musieli wyjść.
- W sumie racja  - przytaknął. – Może trzeba mu tam pomóc... – zaczął, ale w tej samej chwili Niall wyszedł z kuchni.
- Skończone – dodał z uśmiechem.
Rozłożyliśmy się w salonie. „To czekanie mnie wykańcza.
- Mogliby już przyjechać – powiedział Harry, a wszyscy mu przytaknęliśmy. – To czekanie mnie wykańcza.
- Nie tylko ciebie - zaśmiałem się – Wszyscy siedzimy jak na szpilkach.
- Powinniśmy spróbować zachowywać się normalnie – powiedział Liam. – Chyba nie będziemy cały czas siedzieć i się na nią gapić.
- To co do normalnego zachowania, to ja idę zapalić póki jeszcze ich nie ma – powiedziałem podnosząc się z kanapy.
- Zrobię sobie kanapkę – usłyszałem jeszcze słowa Nialla wychodząc na taras.
Cholernie zimno” pomyślałem gdy podmuch wiatru uderzył we mnie. Spojrzałem na plaże. Woda niespokojnie obmywała brzeg. Moje oczy skierowały się w wiadome miejsce. Ledwo mogłem coś dostrzec w tych ciemnościach. Zapaliłem papierosa i oparłem się o barierkę. „Jakbym dorwał tego skurwysyna, który jej to zrobił, to bym go chyba zabił” pomyślałem. Przywołałem obraz Kate siedzącej na plaży. Przypomniałem sobie jak każdego dnia ją obserwowałem i nagle przyszło mi do głowy, że przecież prawie codziennie padało choć przez chwilę.
- Kurwa, jaki kretyn ze mnie – powiedziałem do siebie ze złością. – Trzeba było gapić się dalej i czekać aż zamarznie idioto.
Teraz gdy już wiedziałem, że to nie jest pierwsza lepsza laska z ulicy tylko ktoś, kto naprawdę potrzebuje pomocy, było mi tak strasznie głupio. Dorabiałem sobie jakąś porąbaną filozofię zamiast już pierwszego dnia pójść tam i to sprawdzić. Jak ja teraz zazdrościłem Lou, że jest tam z nią. Ale z drugiej strony cieszyłem się, że jest jaki jest. Bez zastanowienia do niej pobiegł. I to okazało się bardzo mądrym posunięciem. Usłyszałem, że Liam odbiera telefon. Zamarłem.
- To Danielle! – krzyknął, bo zauważył nasze spojrzenia. – Zaraz wracam – dodał i skierował się do kuchni. – Cześć kochanie. Co u ciebie?
I znów zacząłem oddychać. Fale uderzały o brzeg, a wiatr nieustannie dął sprawiając, że przeszywał mnie chłód. „Stoję tu kilka minut, a już trzęsę się z zimna” pomyślałem i trwałem tak nadal jakby próbując się ukarać. Znów przywołałem obraz Kate. Takiej jaką ujrzałem w drzwiach, gdy Louis przyprowadził ją do nas. Ledwo sięgała mu do ramion. Mokre kosmyki przylepiały się jej do twarzy, a z kucyka kapała woda. Jasnoniebieskie dżinsy i czarna koszulka z długim rękawem nie mogły jej ochronić przed deszczem. A mokre trampki bardziej szkodziły niż pomagały. Cała była przemoczona. Liam mówił, że jej ciuchy można było wykręcać.
- A ty stałeś i się gapiłeś baranie – znów nie mogłem się powstrzymać, by sobie tego nie powiedzieć.
- Wiesz, że to nie twoja wina – usłyszałem za plecami. Niall oparł się obok mnie z kanapką w ręku. – Nikt z nas nie mógł nawet domyślać się czegoś takiego.
- Wiem – rzuciłem przed siebie resztę papierosa – ale aż boję się pomyśleć... Gdyby nie Lou...
- To już mamy za sobą. Teraz musimy tylko zapewnić jej tu jak najlepsze warunki. A od tej plaży wszystko będzie lepsze – powiedział. – Chodź do środka. Nie chcesz chyba się rozchorować.
- Wisi mi to.
- Ale w środku raczej nie chcesz wyziębić – nie poddawał się Niall.
- Nie... – zacząłem powoli i ruszyłem do salonu. – Od kiedy ty się taki mądry zrobiłeś? – zażartowałem obejmując go ramieniem.
- Zawsze byłem, ale przebywając w jednym pokoju z Liamem trudniej się wybić – teraz już obaj śmialiśmy się wchodząc do środka. Zamknąłem drzwi. „Koniec z fajkami na dziś.
- Harry włącz telewizor, bo nie będziemy przecież tak siedzieć i gapić się na siebie – dodał jeszcze. – Przyjdą to się wyłączy.

czwartek, 18 października 2012

09



Wysiedliśmy z windy. Cały czas trzymałem trzęsącą się dłoń Kate. „To musi być straszne iść z kimś praktycznie obcym nie widząc, czy dobrze cię prowadzi” pomyślałem. „A ja się dziwiłem, że jest taka przerażona...
- Gdzieś tu powinna czekać... – powiedziałem ściskając delikatnie jej palce i rozglądając się dookoła.
- Kate! – usłyszałem. Obróciłem się w stronę skąd doszło mnie wołanie, a dziewczyna za mną, jak cień. Uśmiechnąłem się widząc jak kolorową osobą jest Alex, gdy nie ma na sobie służbowego uniformu. „Jak obraz ze snu szalonego malarza” zaśmiałem się cicho.
- Twoja przyjaciółka wygląda jak cała paleta kolorów w wydaniu na wynos – zażartowałem i moich uszu dobiegł cichy śmiech. Chyba się przesłyszałem... „Ona się naprawdę zaśmiała. Wow!
- Kochanie! – Alex rzuciła się by przytulić wystraszoną dziewczynę. Była przy tym zdecydowana, a zarazem bardzo delikatna. – Jak się czujesz? Wszystko dobrze? Mówiłam, że będzie dobrze. To sympatyczne chłopaki. Ciepło ci? A może jesteś głodna? – wciąż nie dawała jej dojść do słowa jednocześnie próbując odczytać odpowiedzi z twarzy Kate. Zauważyłem delikatny uśmiech, a po plecach przebiegł mi dreszcz.
- To ja pójdę po klucze do recepcji – przypomniałem o swojej obecności. – Zaraz wracam.
Puściłem drobną dłoń i nagle zrobiło mi się jakoś dziwnie, tak nieswojo. Skierowałem się do holu, ale zdążyłem jeszcze usłyszeć słowa Alex:
- Dziękuję ci. – I znów zajęła się swoją podopieczną.
Zastanawiałem się jakby tu uzyskać odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Przecież nie mogę się tak po prostu zapytać, gdy Kate jest obok. „Jak to rozegrać?” kombinowałem. „Myśl geniuszu!” W recepcji odebrałem klucze i podpisałem jakiś świstek, po czym szybko wróciłem do dziewczyn. Stały trochę dalej niż je zostawiłem. Widząc grupkę ludzi przy windzie nie musiałem pytać dlaczego nie zaczekały. Dziewczyna znów była spięta.
- Jestem – powiedziałem odkrywczo. – To co? Idziemy?
Ruszyliśmy w stronę drzwi, z których już dziś nie raz korzystałem. Buzia Alex nie zamykała się ani na minutę. „Już ją lubię” przemknęło mi przez głowę. „Wariatka jakich mało, ale serce ma na odpowiednim miejscu.” Podsumowałem widząc jak troskliwie zajmuje się Kate. Przepuściłem je w drzwiach i skierowaliśmy się na parking. I znów przeszył mnie prąd. Poczułem drobne palce delikatnie muskające moją dłoń. „Normalnie chodzący generator” pomyślałem uśmiechając się.
Nacisnąłem pilot przy kluczykach i mignęły światła jednego samochodu.
- Fiu fiu – zagwizdała Alex. – W takiej limuzynie to jeszcze nie siedziałam – powiedziała otwierając tylne drzwi i pomagając usadowić się przyjaciółce. – Skarbie, autobus przy tym to przedwojenna dorożka.
Zauważyłem, że układa swój kolorowy płaszcz na plecach dziewczyny. Tonęła pod nim jak pod tamtym za dużym szlafrokiem. „A więc wiedziała” przemknęło mi przez głowę, a ona spojrzała na mnie właśnie w tym momencie. Cały czas mówiła jakieś głupoty tak, że chcąc nie chcąc uśmiechałem się pod nosem. Usiadłem za kierownicą i czekałem aż zajmie miejsce. Zapięła jeszcze pasy Kate i usadowiła się na fotelu obok mnie.
- To ruszaj dobry człowieku – powiedziała uśmiechając się do mnie. – Kierunek: Wioska Wymarłych!
Ruszyliśmy, a ona - nie przerywając wesołego szczebiotania - kierowała mnie we właściwym kierunku. Nie mogłem się powstrzymać przed zerkaniem co chwila w lusterko. Kate siedziała z opuszczoną głową i dłońmi zaciśniętymi na czarnym pasie bezpieczeństwa. Ściskała go tak mocno, aż zbielały jej palce. „Może gorzej się poczuła?” pomyślałem i już chciałem coś powiedzieć, ale gdy spojrzałem na Alex ona pokręciła tylko przecząco głową i dalej streszczała nam swój dzień. Ze wszystkimi szczegółami, a umiała to robić tak zabawnie, że po chwili śmiałem się na całego. „Jak ja tego potrzebowałem...” Spojrzałem w lusterko i zobaczyłem ten cudowny nieśmiały uśmiech na delikatnej twarzy. Wciąż kurczowo ściskała pas, a ja zapragnąłem siedzieć teraz obok niej. Może wtedy to moją dłoń by tak ściskała... „Louis, co ci chodzi po głowie, idioto!
- Już prawie dojeżdżamy – usłyszałem i zacząłem się rozglądać.
- Ta twoja Wioska Wymarłych to naprawdę wygląda jak z jakiegoś taniego horroru – powiedziałem przyglądając się rozpadającym się domom stojącym po obu stronach dość wąskiej drogi.
- Prawda, że bosko? – powiedziała śmiejąc się. – Można by na tym niezły biznes stworzyć przy odrobinie wyobraźni – dodała.
- Myślę, że potrzeba więcej niż odrobinę – powiedziałem. – Założę się, że zgadnę, który dom należy do ciebie.
Nie musiałem zgadywać. Kto inny pomalowałby każda okiennicę na inny kolor? Sam dom, oprócz kolorowych elementów, nie różnił się od innych stojących dookoła. Przydałby mu się generalny remont. „Raczej rozbiórka” pomyślałem parkując.
- Chodź do środka – zapraszała wysiadając i odwracając się, by pomóc Kate. – A ja się założę, panie Tomlinson, że nie możesz się doczekać by zobaczyć jak ten domek z piernika wygląda wewnątrz – puściła do mnie oko. Mówiłem już, że ją lubię? „Wariatka” pomyślałem, „ale ma rację.
Kątem oka zauważyłem jeszcze, że wilgotną chusteczką wyciera jasną tapicerkę w miejscu, gdzie dotykały jej plecy Kate. „Krew...” Aż dziw bierze, że dziewczyna ma jeszcze siłę iść. Gdy otworzyła drzwi moim oczom ukazał się niecodzienny widok – jak z koszmaru każdego projektanta wnętrz. Meble w różnym stylu i kolorze były poustawiane tak, że chyba tylko właścicielka widziała w tym jakiś większy sens.
- O rany... – wydusiłem tylko.
- Robi wrażenie, co? – powiedziała śmiejąc się i rzucając płaszcz na jakąś dziwną konstrukcję stojącą w kącie.
- To chyba mało powiedziane – odparłem dyplomatycznie, ale takiej orgii kolorów to nie widziałem jeszcze nigdy w życiu.
- Klapnij sobie – rzuciła kierując się do kuchni. – Czego się napijesz? W sumie pytam przez grzeczność, bo i tak mam tylko herbatę.
- Super – powiedziałem i przyszło mi do głowy, że w jej wykonaniu nawet tak nudny napój pewnie mnie zadziwi. Usiadłem na kanapie.
- To ja pójdę... – usłyszałem cichy głos od strony drzwi. Wciąż nie ruszyła się ani o krok. Ale przynajmniej mówi, bo już myślałem, że się nigdy sama nie odezwie.
- A ty, to się mi nie waż uciekać – usłyszałem z kuchni w tym samym momencie. – Siadaj. Napijemy się razem herbaty. Musisz mi wszystko opowiedzieć jak było. Skąd mam wiedzieć, czy Louis powie prawdę? – ciągnęła.
Po chwili wyszła z kuchni niosąc okrągłą tacę w kształcie słonecznika, a na niej trzy kubki każdy z innej parafii. Dwa z nich wyglądały tak, że strach wziąć do ręki. I chyba... cukierniczkę? „Chyba...” Czyli nie myliłem się dużo z tym sposobem podania herbaty. Zresztą i sam napój pachniał oryginalnie.
- To jak było? – zapytała podając mi dziwne połączenie starodawnego nocnika z popielniczką, ale najwyraźniej będące kubkiem.
- Dobrze – usłyszałem cicho od strony drzwi. Kate wciąż nie ruszyła się z miejsca.
- Siadaj kochanie – zachęciła ją przyjaciółka. – Tyle czasu z nim spędziłaś, że chyba nie boisz się koło niego usiąść.
Chciałem się podnieść by jej pomóc, ale Alex ręką pokazała, że mam siedzieć. Dziewczyna jakby jeszcze chwilę się wahała. Ostatecznie ruszyła w naszą stronę. Obeszła kanapę i usiadła z mojej lewej strony. Dopiero teraz zobaczyłem, że w całym tym kolorowym pomieszczeniu, tylko miejsce obok mnie było przykryte czarnym ręcznikiem, który zdecydowanie tu nie pasował. Szybko zrozumiałem w jakim celu został tam położony.
- Twoja herbata, słonko – zobaczyłem jak Alex pewnym ruchem wkłada kolejny dziwnie wyglądający „kubek” w ręce przyjaciółki, która swoją drogą nie była już chyba tak przerażona jak podczas wizyty u nas. Tylko kubek gospodyni wyglądem przypominał te, do których normalny człowiek jest przyzwyczajony.
- Możesz mi powiedzieć – zacząłem – skąd ty masz tak oryginalną zastawę stołową. Ta cukiernica wygląda jak latający spodek, no może po delikatnej kolizji z drzewem.
Usłyszałem cichutki śmiech obok siebie. Aż nie mogłem w to uwierzyć. „Ona właśnie naprawdę się zaśmiała.
- Powiedziałaś mu? – zaśmiała się Alex. – Aż taka z ciebie plotkara?
- Co miała mi powiedzieć? – zdziwiłem się.
- Tak opisała ją Kate za pierwszym razem. Prawie słowo w słowo – śmiała się nadal. – Więc albo rzeczywiście tak wygląda, albo straszni z was plotkarze. Niestety znając tą tu cichą myszkę zgaduję, że chodzi o to pierwsze.
- No cóż – zacząłem – królewskiej porcelany nie przypomina.
- Bo i nie miało. Sama to zrobiłam. I kubki też. No oprócz tego – podniosła ten, który trzymała w ręce. – Ten dostałam od Kate. Ale musiałam długo ją do tego namawiać.
Przyjrzałem się niebieskiemu kubkowi. Wyglądał pięknie – jak zrobiony z fal. Zwłaszcza ucho było tak wyprofilowane. Grzbiet fali. Może nie było to arcydzieło, ale w porównaniu z tym, który spoczywał w mojej dłoni – to był majstersztyk.
- Niesamowite.
- Prawda. Zdolna z niej bestia – przytaknęła i spostrzegłem, że Kate się zarumieniła i lekko uśmiechnęła. A mi znów przez ciało przebiegł prąd. „Co ona ze mną robi?
- Ale tak na poważnie, to dziękuję wam, że się nią zaopiekowaliście – powiedziała to rzeczywiście poważnym tonem. – W tym hotelu panują takie durne zasady, że czasami mam ochotę odprawić jakieś Voo Doo nad tym regulaminem – westchnęła.
Miałem tyle pytań, ale tak niewłaściwe wydawało mi się zadawanie ich przy tym wystraszonym elfie. Decyzję podjąłem już dawno. Reszta będzie musiała się z nią pogodzić, bo ja nie mam zamiaru zmieniać zdania. Odwróciłem się w stronę Kate i dotknąłem lekko jej dłoni. Zadrżała.
- Chciałbym, byś przychodziła do nas. Dziś nie było chyba tak najgorzej... – „Uff w końcu to powiedziałem.” Już w samochodzie czułem, że nie powinniśmy nigdzie jechać. – Wprawdzie często nas nie ma, ale przecież na plaży też siedziałaś sama.
- Nie trzeba... – zaczęła cicho i spuściła głowę.
- Dlaczego nie? – zapytałem. Byłem zdecydowany walczyć na śmierć i życie by ją namówić, choć wiedziałem, że nie mogę jej zmusić.
- Dlaczego nie? – usłyszałem słowa Alex i już wiedziałem, że się uda. Ona ją przekona. – Gdybym mogła sama bym cię ukryła gdzieś w środku. Byłabyś ich gościem. Za to nie mogą mnie zwolnić, a ja jakoś bym wykombinowała, by do ciebie zajrzeć. Uważam, że to bardzo dobry pomysł. Sama słyszysz, że chłopcy są zajęci i często ich nie ma. Nie będziesz im przeszkadzać...
- Oczywiście, że nie. Nawet o tym nie pomyślałem – dodałem szybko.
- Ty nie, ale ona tak – powiedziała Alex.
- Ale... Przecież... Nie mogę... – słabo broniła się dziewczyna.
- Kochanie, posłuchaj mnie choć przez chwilę – tłumaczyła dalej. – Tu nie możesz zostać. Wiesz o tym. – „Kurcze jak ja chciałem wiedzieć dlaczego” słuchałem uważnie. – I wiesz też, że nic innego nie udało nam się wymyślić. Gdyby była inna opcja już dawno bym na nią wpadła.
- Ale przecież... – znów cichy protest.
- Zamartwiam się o ciebie przez cały dzień. Kiedy tylko mogę biegnę do okna, by sprawdzić, czy wszystko w porządku. A tak? U nich będzie ci ciepło i nikt tam nie wejdzie bez ich zgody. Nikt!
Nikt? Czyli ktoś konkretnie? Zaraz mnie skręci od tych pytań. Ja MUSZĘ wiedzieć!” – mój mózg pracował na szybszych obrotach.
- Wiem czym się martwisz kochanie. Ale na pewno znajdzie się tam coś w czym będziesz mogła im pomóc.
Już chciałem się odezwać, że przecież nie trzeba, ale zmroziła mnie wzrokiem tak skutecznie, że aż się zatrząsłem.
- Nie chcę przeszkadzać... – znów cichy protest.
- Nie będziesz!
- Nie będziesz! – powiedzieliśmy oboje jednocześnie.
- Ale...
- Kate – powiedziała bardzo poważnym tonem Alex – podaj mi jeden rozsądny powód, by nie przyjąć tego zaproszenia.
Cisza.
- Czy dzisiaj było coś nie tak?
Delikatny ruch głową.
- Czy nie polubiłaś któregoś z chłopców? Boisz się go? – zamarłem. Pomyślałem o wygłupach Harry’ego. Zresztą pewnie każdy z nas coś palnął. Spojrzałem na nas wszystkich jej oczami. „Głupio to brzmi..
Znów zaprzeczyła.
Uff... Dosłownie poczułem jak kamień roztrzaskuje się o podłogę.
- Czy masz jakiś konkretny powód, by tam nie iść oprócz tego, że nie chcesz im przeszkadzać?
- Nie...
- Dobrze. Więc postanowione – powiedziała zadowolona z siebie i rozsiadła się wygodnie na fotelu.
Spojrzałem na Kate. Wyglądała na jeszcze drobniejszą niż mi się wcześniej wydawało. „Udało się! Udało!” krzyczałem w myślach. Gdyby tak jeszcze...
- To może przyjadę po was rano? – zaproponowałem.
- Wiesz, leń który we mnie siedzi mówi mi, że byłoby super. Ale nawet ja nie chcę nadużywać waszej gościnności. Wcześnie rano autobus jest praktycznie pusty i wcale tak źle się nim nie podróżuje.
- Tylko, że to żaden kłopot. Naprawdę chętnie się przejadę. Tak dla przyjemności, a nie z obowiązku – ciągnąłem. – Nie dajcie się prosić. Gdyby padło hasło, kto po was pojedzie pewnie bilibyśmy się o kluczyki.
- Co ja widzę? Kate czy to uśmiech na twojej twarzy? Nie może być! – śmiała się Alex.
- To co? Ustalone – zakończyłem z triumfem w głosie i zacząłem się podnosić. – Dam wam teraz odpocząć i przyjadę rano. Tylko może napisz mi adres, to sobie go wklepię w nawigację. Sam z pewnością tu nie trafię – zaśmiałem się, a ona mi zawtórowała.
Spojrzałem na mojego elfa i nawet ona uśmiechała się delikatnie... Wyszedłem i kierowałem się do samochodu. „Muszę wiedzieć” pomyślałem „ale nawet się na to nie zapowiada.” Wsiadłem i zacisnąłem dłonie na kierownicy. W tym momencie odezwał się mój telefon.
Spojrzałem na wyświetlacz. SMS od Alex?
Daj mi 5 min. A.
- Tak – powiedziałem sam do siebie. – Tak i o to chodziło! – uderzyłem dłońmi w kierownicę. – Tak!
Siedziałem jak na szpilkach próbując sobie w głowie jakoś poukładać te wszystkie pytania, na które chciałem znać odpowiedzi. „Kto? Jak? Dlaczego? Jak to się kurwa mogło stać?” Mój mózg odmawiał posłuszeństwa. Spojrzałem na zegarek.
- I jak na złość jeszcze ty się wleczesz – warknąłem. Siedziałem bębniąc palcami w kierownicę. Przeszło mi przez myśl, by zadzwonić do chłopaków i im powiedzieć, co postanowiłem. Ale mogło się to przerodzić w dłuższą dyskusję, a ja nie miałem teraz do tego głowy.
- No szybciej... Szybciej... – gadałem sam do siebie jakby to miało pomóc. Minuty wlokły się niemiłosiernie. – Normalnie robią mi na złość – denerwowałem się.
I nagle zobaczyłem, że drzwi się otwierają. „Nareszcie.” Spojrzałem na zegarek – pięć minut minęło. Alex wsiadła do samochodu. Silnik wciąż mruczał cicho. Chciałem go wyłączyć.
- Zostaw... – powiedziała. Teraz już się nie uśmiechała. – Ja wiem, że masz sporo pytań. Masz to wypisane na twarzy od kiedy wysiedliście z tej windy. Ale ja nie mam wszystkich odpowiedzi. Sama chciałabym się dowiedzieć jak to było.
- Coś przecież musisz wiedzieć? – powiedziałem cicho patrząc się przed siebie.
- Coś wiem, ale wielu rzeczy tylko się domyślam – powiedziała. – Ciężko z niej coś wyciągnąć. Zawsze była uparta jak osioł. A może nie chce pamiętać o tym co ją spotkało. Prawda jest taka, że postanowiliście pomóc zupełnie obcej osobie i macie prawo wiedzieć dlaczego ona potrzebuje tej pomocy – kontynuowała, a ja prawie nie oddychałem, by nie zagłuszać jej słów. – Możesz jeszcze zmienić zdanie. Ja wiem kim jesteście...
- Nie zmienię zdania – powiedziałem, a ona podała mi jakieś kartki. Zapaliłem światło. Trzymałem w ręku zdjęcia, na których była Alex kolorowa jak tęcza i... Kate? Ale jaka inna. Trochę młodsza na niektórych. Ale to najmniejsza różnica. Dziewczyna na zdjęciach uśmiechała się do aparatu tak szczerze i radośnie, że aż sam się uśmiechnąłem. Na jednym próbowała chyba zrobić gwiazdę na piasku. A na następnym wciągała przyjaciółkę do wody podczas gdy ta się zapierała z komicznie przerażoną miną. Przeglądałem zdjęcia. Z każdego biła taka radość i ciepło. „Tamta dziewczyna niczego się nie bała.” I jakby na potwierdzenie moich myśli ukazało się zdjęcie, na którym stała w pozie siłacza i napinała mięśnie. Uśmiechnąłem się.
- Czy ona już wtedy... – zacząłem.
- Była niewidoma? – Skinąłem głową. – Tak. Jednak niełatwo byłoby ci się zorientować. Była jak... jak... – zaczęła. – Zawsze pełna energii. Samo patrzenie na nią mnie męczyło. Wiecznie w ruchu. Często była poobijana. Za nic w świecie nie chciała chodzić z białą laską. Gdy dostała jedną od nauczycielki połamała ją przy wszystkich i powiedziała, że nie jest stara tylko ślepa – uśmiechnęła się, a ja z nią. „To musiał być niezły szok dla kobiety” pomyślałem.
- Nie można jej było powiedzieć, że czego nie da rady zrobić. W tej samej chwili planowała jak by to zrealizować. A fascynujące było to, że praktycznie zawsze jej się udawało. I zawsze się śmiała. Potrafiła wszystko. Kiedyś powiedziałam jej, że nie zdałam egzaminu na prawo jazdy, a ona na to, że byłaby świetnym kierowcą. Przestraszyłam się. Myślałam, że zaraz będzie to realizować i dowiem się, że skończyła gdzieś na drzewie, ale ona tylko zaczęła się śmiać. Śmiała się tak szczerze, że aż płakała, a ja razem z nią. W końcu spytałam co ją tak rozśmieszyło, a ona odpowiedziała, że właśnie wyobraziła sobie moją minę. I zawsze potrafiła się śmiać z siebie. Była jak promień słońca. Nie dałbyś rady się nie uśmiechnąć na jej widok. Ludzie prawie nigdy nie domyślali się nawet, że jest niewidoma. Potrafiła być przekonująca. Takich historii są tysiące – mogłabym je opowiadać godzinami. Taką Kate znałam. Spotkałam ją gdy miała 10 lat, ja 15. Wpadła na mnie i ubrudziła mnie lodem, który trzymała. I wiesz co powiedziała? – pokręciłem głową słuchając w milczeniu i mając przed oczami tamtą dziewczynkę. – Powiedziała: No dobra, ja jestem ślepa, ale co ty masz na swoje usprawiedliwienie? – zaśmialiśmy się oboje.
- Boże... – zacząłem cicho zdając sobie sprawę, że już pokochałem tę dziewczynkę. – Co się stało?
- Miesiąc temu przyjechał do mnie człowiek ze szkoły, w której mieszkała. Miała ją skończyć w tym roku. Wypytywał mnie czy jej nie widziałam i straszył policją. Mogłam szczerze mówić, że nic nie wiem, bo tak było. Nawrzeszczał, pogroził i poszedł. Zadzwoniłam do ośrodka i chciałam z nią rozmawiać. Odebrała nowa dyrektorka. Dowiedziałam się, że Kate zaginęła tydzień wcześniej. Gdy pytałam dalej powiedziano mi, że był wypadek i jedna dziewczynka spadła ze schodów i zginęła. Olbrzymia tragedia. Miało być przeprowadzone śledztwo, bo niektóre dzieci składały sprzeczne zeznania. Wybuchł skandal, a dyrektora zwolniono. Nikt nie miał czasu jej szukać. Policja przestała po tygodniu. W końcu jest pełnoletnia i nie miała nikogo, kto wywierałby na nich jakiś nacisk.
- Oprócz ciebie... – powiedziałem cicho.
- Ja zawaliłam tu na całej linii. Zawsze spędzałam z nią wakacje i święta. W pozostałe miesiące dzwoniłyśmy do siebie rzadko. Nie zwróciłam uwagi, że długo nie dzwoniła. Zaczęłam jej szukać na własną rękę. Wszędzie gdzie tylko przyszło mi do głowy. Kilka razy spotkałam tego człowieka. Teraz wiem, że to tamten zwolniony dyrektor. Zaczęłam się oglądać za siebie. Dwa tygodnie temu wróciłam z pracy i znalazłam ją na podłodze w łazience całą zakrwawioną. Te rany wyglądały jakby ktoś ją wychłostał. Chciałam dzwonić po pogotowie, policję, ale ona trzęsła się ze strachu i błagała bym tego nie robiła. To już była inna Kate. Przerażona. Zrobiłam co mogłam. Nie jestem lekarzem. Pozwoliłam jej ukryć się u mnie, ale pewnego dnia wróciłam z pracy i znalazłam tego faceta w moim salonie. Powiedział, że drzwi były otwarte. Wywaliłam go i powiedziałam, ze dzwonię na policje. Ale nie mogłam tego zrobić. Szukałam jej całą noc. Nadaremnie. Wróciła nad  ranem. Zmarznięta.
- To on ją tak... – zacząłem.
- Nie wiem. Nigdy mi tego nie powiedziała. Ale faktem jest, że on bardzo chce ją znaleźć, a ona jest chora z przerażenia na samo wspomnienie o nim. I do tego jeszcze te koszmary... Dodałam sobie dwa do dwóch, ale prawdę zna tylko ona. Nie chce mówić. Zamyka się za każdym razem gdy próbuję. Czasami widzę w niej tamtą dziewczynę ze zdjęć... Niestety bardzo rzadko.
- On wie, że tu mieszkasz... – myślałem na głos. – Dlaczego... – zacząłem.
- Tu mam dom i pracę. Nie stać mnie. Kto kupi taką ruderę bym mogła się stąd przenieść? I ile bym za nią dostała? W końcu to mój... dom.
- Niech ona przeniesie się do nas. Tak będzie bezpieczniej – wyrzucałem z siebie słowa niczym karabin maszynowy. – Obie się przenieście.
- Louis, na jak długo? – powiedziała. – Zresztą co to da?
- Niech ona się przeniesie. Nawet jeśli on tu jeszcze przyjdzie zastanie tylko ciebie. W końcu da sobie spokój. Pójdzie szukać gdzie indziej. Będziesz dojeżdżać samochodem, albo my będziemy po ciebie przyjeżdżać.
- Daj spokój. Jestem wam wdzięczna, za to co robicie. To dużo więcej niż mogłabym prosić – zaczęła.
- Nie, nie. Daj mi skończyć – ciągnąłem. – Przecież, to nawet jeszcze lepsze rozwiązanie. Nie będzie musiała dojeżdżać, a tym samym ryzykować, że gdzieś na niego wpadnie – gadałem jak nakręcony.
- Niby tak...
- Pozwól, że cię zacytuję. Podaj mi jeden rozsądny powód, by nie skorzystać z tego zaproszenia. Nie ma takiego – odpowiedziałem za nią. – Wiem, że mieszkamy tam tylko do rozpoczęcia trasy, ale to jeszcze ponad dwa tygodnie. To mnóstwo czasu, by coś wymyślić lepszego. Musisz to przyznać.
- Nie możesz decydować za zespół. To nie takie proste ją po prostu przenieść – powiedziała, ale ja już wiedziałem, że wygrałem tą batalię.
- Mogę. Oni się na pewno zgodzą. Mówię ci. Znam ich. To dobrzy ludzie. Liam pewnie sam by to zaproponował na moim miejscu, a może nawet wymyśliłby coś lepszego – mówiłem jak nakręcony. – A, że to nie jest proste... Wiem, ale dzisiaj daliśmy radę. A reszty ty nas możesz nauczyć. To się uda – powiedziałem święcie o tym przekonany. – Musisz tylko ją spakować. Najlepiej zróbmy to teraz. Jest późno. Pewnie jest zmęczona po takim dniu. Zabierzemy ją do hotelu i położymy spać. Zostaniesz z nią, albo wrócisz samochodem do domu. Ja nie mówię, że nie będzie trudno, ale przecież da się to zrobić – ja już jej nawet nie przekonywałem. Widziałem w jej twarzy, że już wygrałem. A z chłopakami sobie poradzę. Przecież znam ich nie od dziś.
- Dobra, zróbmy to zanim rozum mi wróci – powiedziała. – Jak już się nakręcisz, to każdego byś przegadał. Ale jesteś pewny, co do swoich przyjaci... – przerwał jej dźwięk mojego telefonu.
- O wilku mowa – powiedziałem uśmiechnięty dając na głośnik. – Liam dzwoni. Co jest stary?
- Lou – zaczął – ty musisz ją tu przywieść z powrotem. Powiedz tej całej Alex, że ona nie może tak jeździć w takim stanie. To bez sensu. Mamy tu dużo miejsca i już wszystko obgadaliśmy.
- Powiemy menadżerowi, że potrzebujemy lepszą ochronę, bo się jakieś fanki zakradły czy coś w tym stylu – usłyszałem głos Zayna. – Tak wiesz, na wszelki wypadek.
- Oddaj mi ten telefon... – usłyszałem głos Liama. – Ale weź spróbuj się coś dowiedzieć od tej przyjaciółki Kate. Żeby nam ewentualnie coś poradziła... Niall! – syknął. – No już pytam przecież. No i dowiedz się czy możemy lekarza do niej zorganizować, bo stary... sam wiesz. – Cisza. – No co nic nie mówisz? – zapytał.
- Lou? – usłyszałem Harry’ego. – Rozłączył się? Pokaż. Lou?
- Jestem.
- Co nic nie gadasz? Rusz dupę i wracaj po nią mówię ci – kontynuował.
- Oddawaj telefon. W końcu kto miał dzwonić? – usłyszałem głos Liama. – Louis? Jakby co to zawróć po nią. Co?
Zaśmiałem się. A Alex mi wtórowała.
- Co on robi? – usłyszeliśmy głos Nialla.
- Śmieją się – powiedział Liam. – Lou?
- Kocham was kretyni – powiedziałem szczerząc się jak głupi. – Bo tak jakby, ja już z nią wracam.
- Wiedziałem... – usłyszałem zadowolony głos Harry’ego.
- Ale dowiedz się jak najwięcej – Liam nie dawał za wygraną.
- Hej, chłopaki – odezwała się Alex. – Później pogadamy.
- Jakby co, ciołki – odezwałem się. – To to mówiła Alex. Widzimy się niedługo. Kocham was.
- To czekamy – skończył Liam i przerwał połączenie.
- Masz jeszcze jakieś wątpliwości – zwróciłem się roześmiany do mojej nowej przyjaciółki, a ona kręciła głową i śmiała się razem ze mną. – To chodźmy po Kate – powiedziałem i zgasiłem silnik.
- Chodźmy.
Wysiedliśmy z samochodu i skierowaliśmy się w stronę drzwi...