Dni mijały jak szalone. Choć bardzo
bym chciał, powoli nie byłem w stanie spamiętać tych wszystkich
miejsc, które odwiedziliśmy. Od Berlina wszystko jakby jeszcze
przyspieszyło. „A myślałem, że to już bardziej niemożliwe...” Każdego dnia inne miasto. Inny kraj. Spotkanie za spotkaniem i
do tego milion wywiadów. Powoli człowiek tracił rachubę, czy to
jeszcze Francja, czy może już Holandia. Czasami leżałem w łóżku i dobry kwadrans trwało, nim sobie przypomniałem, gdzie jesteśmy, a potem wychodziłem z pokoju i okazywało się, że jednak się pomyliłem. „Istne szaleństwo...” Tęskniliśmy za bliskimi, za domem, za choćby jednym dniem normalności. Zamiast tego były kolejne spotkania z fanami, na których działy się niewyobrażalne rzeczy... Nasze piosenki śpiewane z coraz to innym akcentem. Byliśmy zmęczeni. Promocja albumu w niczym nie przypominała sytuacje z czasu, gdy wyszła nasza pierwsza płyta.
Nie tak sobie wyobrażałem podróżowanie po świecie, leżąc w zaciszu mojej małej sypialni. „Przynajmniej teraz czeka nas kilka luźniejszych dni...” westchnąłem, odpychając się od ściany i wychodząc z windy. Jeszcze zanim wszedłem do jadalni, dobiegł mnie głośny rechot Horana. Jego mała-wielka miłość kwitła i Niall ostatnio był chodzącą definicją niczym niezmąconej radości. „Aż się człowiekowi ciepło na sercu robiło, gdy na niego patrzył...”
Nie tak sobie wyobrażałem podróżowanie po świecie, leżąc w zaciszu mojej małej sypialni. „Przynajmniej teraz czeka nas kilka luźniejszych dni...” westchnąłem, odpychając się od ściany i wychodząc z windy. Jeszcze zanim wszedłem do jadalni, dobiegł mnie głośny rechot Horana. Jego mała-wielka miłość kwitła i Niall ostatnio był chodzącą definicją niczym niezmąconej radości. „Aż się człowiekowi ciepło na sercu robiło, gdy na niego patrzył...”
- Nieprawda! – usłyszałem oburzony głos
przyjaciela. – Cebula to jedyny rodzaj jedzenia, po którym człowiek
może płakać!
- Inaczej byś śpiewał, gdybym ci
przyjebał kokosem – Louisowi najwyraźniej również dopisywał
humor. „Dziwne żeby nie...” uśmiechnąłem się pod nosem,
znając jego najbliższe plany.
- Też fakt – zgodził się łaskawie Niall, sięgając po kolejną kanapkę i w
tym momencie moja obecność została zauważona. – Cześć, Liam.
- Cześć wszystkim – zająłem wolne
miejsce obok Alex, starając się ukryć ziewanie i mój kompletny brak energii. „Dziś byłem wrakiem...” westchnąłem, wspominając jak ciężko było zwlec się z łóżka.
- Myślę, że musimy to gdzieś zapisać
– odezwał się Harry. – Payne przyszedł ostatni. Chyba piekło
właśnie zamarzło...
- Śmiejcie się, śmiejcie... –
mruknąłem, sięgając po dzbanek z herbatą i stając się nie
zwracać uwagi na docinki przyjaciół. – Niektórzy mieli coś do zrobienia
wieczorem...
- Jasne, tato... – parsknął Louis,
nakładając sobie i Kate jakieś pyszności na talerz. Spojrzałem
na dziewczynę i musiałem przyznać, że ona nie wyglądała na tak pełną energii, jak jej chłopak. „Czyżby Lou nie dał się jej wyspać w nocy?” Prawdopodobnie w końcu nawet ją dopadło zmęczenie. Dodajmy do tego Zayna, który chyba drzemał przy stole i pozostałych, których rozpierała trudna do opisania energia i mamy kompletny obraz naszej małej rodzinki o poranku.
- Po co wyście powstawali tak
wcześnie? – zapytałem zdziwiony, zastanawiając się, czy mój żołądek już się obudził. – Przecież...
- No jak to po co? – Niall prawie
podskakiwał na swoim siedzeniu. „Zdecydowanie za dużo energii...” jęknąłem. Bolało mnie od samego patrzenia. – Trzeba przecież wszystko załatwić i
zorgaaa... Ałaaa! – zawył. Harry posłał mu wymowne spojrzenie i blondyn
od razu oblał się rumieńcem. – Kurwa, ale boli, idioto!
- To co takiego trzeba zorganizować? – zapytała Kate, zakładając włosy za ucho. Jej niedbale upięte włosy i sportowy strój najlepiej świadczyły o tym, że zbyt szybko wyciągnięto ją z pokoju. Choć te serduszka na jej bluzce wyjątkowo dzisiaj pasowały. Uśmiechnąłem się do swoich myśli i postanowiłem jednak skusić się na śniadanie.
- Niespodzianka – powiedział Louis,
posyłając Niallowi groźne spojrzenie. – Głównie na jutro, bo w
końcu będziemy mieć pierwszy wolny dzień od sam nie wiem jak dawna...
- Wyśpimy się... – ucieszył się
Styles, puszczając oczko Alex. „Dobra, chyba niekoniecznie chcę
wiedzieć, jak u niego wygląda to wysypianie się...”
- A zapomniałem wam powiedzieć! –
zawołał Louis, patrząc z dziwnym błyskiem w oczach na Horana. –
Jaki wczoraj ten idiota numer wykręcił...
- Miałeś nie mówić! – Niall rzucił
się na Tommo i mogliśmy podziwiać zapasy na krześle. Rozejrzałem
się dookoła, ale na szczęście niewielu gości zawitało tu o tak
wczesnej porze, więc była szansa, że nie ukażą się kolejne głupie zdjęcia. – Zabiję cię...
- No weź... – Lou uwolnił się z
więzów przyjaciela i uciekł za Harry'ego. Ruch przy stole sprawił,
że nawet Zayn uchylił jedno oko. – Przecież to fajna historia...
Niall wczoraj wybiegł z tego sportowego sklepu, wsiada do samochodu
i krzyczy, że widział Indianina! – Louis oczywiście postanowił
odegrać całą scenkę sprawiając, że Alex prawie się popłakała
ze śmiechu, gdy zaczął żywo gestykulować. – Koleś oglądał łuk i strzały, więc według Horana,
to musiał być Indianin...
- Wcale że nie tylko dlatego! –
oburzył się blondyn i założył ręce na piersi. – I w ogóle źle
to opowiadasz... – „foch” w irlandzkim wykonaniu.
- Jasne... – Tommo wrócił na swoje
miejsce, po drodze zarabiając szturchnięcie od obrażonego przyjaciela. – Niall, wiesz jaka jest najseksowniejsza kobieta na
świecie? I nie, nie możesz powiedzieć, że Katie – dodał szybko.
Blondyn wzruszył od niechcenia ramionami, ale widząc ciekawość w jego oczach, chyba już mu przechodził stan
obrażania się. – Nauczycielka – powiedział Lou, uśmiechając się szeroko.
- Co? – zdziwiłem się, a przed oczami
stanął mi obraz mojej pani od literatury i seksowna, to byłoby
ostanie, co by do niej pasowało. Aż się zatrząsłem na samą myśl,
że mógłbym ją tak określić. „Nigdy w życiu!”
- Nauczycielka – powtórzył Louis,
dolewając sobie i Kate herbaty. „On już to wszystko naprawdę
robi spontanicznie” zauważyłem ciepły uśmiech dziewczyny, gdy
podawał jej kubek. – Ma klasę. Stawia pałę w dwie sekundy –
Harry parsknął śmiechem prosto w swoją filiżankę, ochlapując siebie i przy okazji Alex. – I potrafi
pieprzyć przez czterdzieści pięć minut.
- Dobre – zawyrokował Styles,
przybijając sobie żółwika z Lou. Alex chichotała nad swoją kawą, a Kate oczywiście oblała się uroczym rumieńcem. – A pamiętasz to? Kto jest
największą dziwką na świecie?
- Stareee... – zawyrokował Louis, choć pozostali wydawali się bardzo zainteresowani. „Boże, skąd oni
biorą te teksty?” – Szkoła, bo każdy odwiedza ją tylko po to,
by zaliczyć. Sam ci to powiedziałem, głąbie...
- A rzeczywiście – przyznał Harry,
ale nie przeszkadzało mu to się trochę pośmiać z samego siebie, czy też
z ostatniego „kawału”. – Alex bardziej się nadaje do tego, by stanąć
z tobą w szranki.
- Serio? – ucieszył się Niall,
odwracając się w stronę dziewczyny i przełykając kolejną kanapkę. – Zakasujesz czymś Louisa?
- Słuchając te jego teksty, to raczej
marne szanse – powiedziała. – On się ich chyba uczy po nocach...
- A my mamy coś lepszego do roboty
wtedy – dokończył Harry, za co zarobił nieuchronnego kuksańca. – No przecież prawdę powiedziałem!
- Daj chociaż jeden – prosił Horan.
- Po czym poznać, że facet jest
gotowy i chętny do seksu?
- To chyba jasne, nie? – Niall wydawał
się rozczarowany.
- Oddycha – krótko stwierdziła Alex i nie
mogłem się nie roześmiać. Choć nie wiem, czy nie śmiałem się
akurat z miny przyjaciela, który ewidentnie coś innego miał na
myśli. – A ty nie bądź taki skromny, Harry – puściła mu
oczko. – Słyszałam kilka twoich tekstów, które prawie zwaliły
mnie z nóg.
- Ten, co walnąłeś temu byłemu Alex
był niezły – przyznałem, kolejny raz zastanawiając się, skąd
im się to bierze. „Z tym to trzeba się chyba urodzić...” pomyślałem o moich marnych osiągnięciach w tej dziedzinie.
- Na drugi dzień żałowałem tego, co
mu wtedy powiedziałem... – popatrzyliśmy na niego, jakby mu co najmniej trzecie oko
wyrosło. – Dopiero rano wymyśliłem lepsze obelgi.
- Idiota – Alex pokręciła głową
ze śmiechem i dała mu się objąć ramieniem, nadstawiając usta do
pocałunku. Odwróciłem wzrok, by nie podglądać ich zbytnio,
niestety po drugiej stronie stołu Louis robił dokładnie to samo,
czyli „badał” wargi Kate. „Gdzie jesteś, Danielle?”
westchnąłem, opierając się zrezygnowany. Od wczoraj próbowałem
się dodzwonić do mojej dziewczyny i jak na razie nic z tego nie
wyszło.
- A niech mnie... – spojrzałem na
Nialla, któremu oczy prawie wyszły z orbit i gapił się dokładnie
na mnie. „A może za mnie?”
- Co... – nim zdążyłem się obrócić,
delikatne dłonie przesłoniły mi widok. „Proszę, niech to będzie
prawda...” zaklinałem. – Dani?
- Cześć, kochanie – dziewczyna
przeniosła dłonie na moje policzki i pochyliła się, by cmoknąć
mnie w usta. – Hej, rodzinko...
- Jak... Co... Dlaczego nie
powiedziałaś, że przyjedziesz? Odebrałbym cię z lotniska... – zerwałem się z miejsca i
porwałem ją w ramiona, okręcając się dookoła, by potem
pocałować ją już porządnie. Jej głośny śmiech wypełniał moje uszy
sprawiając, że i ja miałem ochotę się śmiać. Ze szczęścia.
- To chyba nie musisz pytać, czy za
tobą tęsknił? – usłyszałem rozbawiony głos Alex. Chwyciłem walizkę
Danielle i nadal obejmując ją ramieniem, pociągnąłem w stronę
wyjścia z jadalni.
- Tylko nie zapomnij o spotkaniu, Liam! – usłyszałem Harry'ego nim zatrzasnąłem za nami drzwi. Kierowałem się prosto w stronę wind. Po drodze Paul posłał nam rozbawione spojrzenie.
- Nawet nie dałeś mi się porządnie
przywitać – zaśmiała się Danielle, gdy nacisnąłem guzik naszego piętra. Gdy tylko
zamknęły się drzwi, przycisnąłem moją dziewczynę do drewnianej
ściany.
- Właśnie się witasz –
powiedziałem, wpatrując się w jej błyszczące oczy, których tak bardzo mi brakowało.
- Na to wygląda... – mruknęła,
całując mnie na dowód tego, iż nie tylko ja usychałem z
tęsknoty. – O której macie to spotkanie? – zapytała, gdy szliśmy w
stronę pokoju.
- O pierwszej... – jak zawsze w chwilach wielkiej potrzeby użerałem się
z kartą. „Co się stało z dobrymi, starymi kluczami?” westchnąłem, ale na szczęście dokładnie w tym momencie udało mi
się otworzyć drzwi. – W studio nagraniowym. Chcemy dokończyć
piosenkę Louisa. Może nam trochę zejść... – tłumaczyłem,
ciągnąć ją w kierunku sypialni, ścieląc drogę naszymi
ciuchami.
- To może uda mi się namówić
dziewczyny na babskie spotkanie i nadrobić ploteczki – uśmiechnęła się z
„tym” błyskiem w oku i popchnęła mnie tak, że opadłem na
łóżko. – Ale teraz mam zamiar porządnie się z tobą przywitać...
„I'm sorry if I say, I need ya
But I don’t care, I’m not scared of
love
'Cause when I'm not with you I'm weaker
Is that so wrong?
Is it so wrong?
That you make me strong...”
'Cause when I'm not with you I'm weaker
Is that so wrong?
Is it so wrong?
That you make me strong...”
Harry wyciągnął ostatnie dźwięki i
patrzyliśmy wyczekująco na uśmiechnięte twarze Jamiego i Johna. Uniesione do
góry kciuki mówiły same za siebie. „Udało się!”
- Mamy to, panowie – nawet Paul
wydawał się z nas wyjątkowo zadowolony. – Kto by pomyślał, że
przy odpowiedniej motywacji, osiągacie takie efekty... – menadżer
nabijał się z nas, czekając aż rozsiądziemy się wygodnie, by
usłyszeć ostateczną wersję piosenki Louisa. „Choć teraz już
chyba też i naszej piosenki...”
Przesłuchaliśmy kawałek kilka razy,
komentując wszystko zawzięcie. Patrzyłem na przyjaciela i aż oczy
świeciły mu się z przejęcia. Właściwie to jako jedyny był
dziwnie milczący. „Aż nie jak on...”
- A ty co powiesz, Lou? – teraz oczy
wszystkich skierowały się na głównego zainteresowanego. – Wyszło
tak, jak chciałeś?
- Jest idealna... – powiedział cicho i
wydawał się być już w swoim własnym świecie. – Wyszło o wiele
lepiej niż myślałem...
- Powinieneś dostać w łeb, że w nas
nie wierzyłeś – zaśmiał się Harry, popychając go lekko. – To
co, skończyliśmy? Możemy wracać do hotelu?
- Chcecie żeby wam zgrać muzykę? –
John spojrzał na Louisa, ale nim ten zdążył odpowiedzieć, Niall
podjął decyzję.
- Nie trzeba. Zagram to na gitarze... –
uśmiech Louisa zdecydowanie przebił wszystkie, jakie nam serwował
do tej pory. „Oby niespodzianka się mu udała...” Zebrałem
swoje rzeczy, kierując się do wyjścia. Włożyłem rękę do
kieszeni kurtki, zaciskając palce na zamszowym pudełeczku, z którym
od tak dawna się nie rozstawałem. „A może...”
- Zayn? – Liam zatrzymał mnie na
schodach. – Pojedziesz ze mną na lotnisko?
- Jasne – rozejrzałem się dookoła,
ale reszta czekała już na nas przy samochodach. – Nie miałeś
przypadkiem jechać z Niallem?
- Chciał poćwiczyć tę piosenkę
przed wieczorem – wzruszył ramionami, przytrzymując dla mnie
drzwi. – A poza tym już był głodny...
- Dlaczego mnie to nie dziwi? –
zaśmiałem się, wtórując mu.
- I jak? – Horan patrzył na nas
wyczekująco.
- Jedź już do hotelu... – powiedziałem. – Tylko postaraj
się nie wpaść na dziewczyny i już tym bardziej nic im nie wygadać... – spojrzałem na niego wymownie.
- No przecież, że nic nie powiem... –
wyglądał na oburzonego, ale wszyscy doskonale wiedzieliśmy, kto
wśród nas ma największe problemy z utrzymaniem czegokolwiek w
tajemnicy. – Ale na wszelki wypadek nie będę się do nich nawet
zbliżał... – „Mądre posunięcie...”
- To możemy...
- Przepraszam... – jak na wystrzał
armatni, wszyscy jednocześnie odwróciliśmy się w kierunku, z
którego dobiegł nas dziewczęcy głos z obcym akcentem. „No to
pojechaliśmy...” westchnąłem, uśmiechając się do grupki fanek,
które nas obskoczyły. Widziałem jak Louis i Liam raz po raz
sprawdzają, która godzina.
- No, nie wiem... – zaśmiał się
Harry w pewnym momencie. – Alex mnie za to zabije... –
powiedział i pochylił się nad niskim rudzielcem, cmokając
dziewczynę w usta.
- Boże! – zapiszczała, a jej
koleżanki razem z nią. „Litości... Zaraz mi bębenki
popękają...” skrzywiłem się na ten okropny dźwięk, katujący moje uszy. – Teraz
będę mogła wszystkim mówić, że mój pierwszy pocałunek był
z Harrym Stylesem... – powiedziała na wydechu. – Chyba mi słabo... – dodała już mniej pewnym głosem.
- Trzymaj się, Nora – Hazz puścił
jej oczko i pociągnął Louisa do jednego z czekających na nas
samochodów.
- Pa, dziewczyny – Liam skinął mi głową
w stronę naszego auta. – Miło było was poznać.
Rozsiadłem się wygodnie, zerkając do
tyłu. Odjeżdżaliśmy spod studia ostatni. Dziewczyna, którą
pocałował Harry żywo gestykulowała, pewnie dzieląc się
wrażeniami z koleżankami. Przewróciłem oczyma, kręcąc jednocześnie głową z
niedowierzaniem. „Czego to one jeszcze nie wymyślą?”
- Tego mi było trzeba... – usłyszałam
rozmarzone westchnienie Danielle i coś mi się wydaje, że ten masaż
rzeczywiście musiał być wspaniały.
- Myślałam, że Liam cię tam
wymasował rano – parsknęła Alex, która również oddawała się
jakimś zabiegom. Dani wyciągnęła nas do hotelowego spa i ze
wsparciem Alex, nie musiały mnie długo namawiać. „Jeszcze się
chyba taki nie narodził, co by z nimi obiema wygrał...”
uśmiechnęłam się, słysząc wesołe docinki dziewczyn. – A ty się
tam tak nie szczerz, bo zaraz twoja kolej, Mała...
- Ej! Ty też? – udałam oburzenie.
- Chyba Styles mnie zaraził –
parsknęła Alex. – Ale to wcale nie taka zła ksywka. Lepiej Mała
niż Duża.
- Jak dla kogo lepiej – mruknęłam
pod nosem, starając się głupio nie chichotać, gdy kosmetyczka
zajmowała się moimi stopami. Rozległo się pukanie do drzwi i po
chwili w pomieszczeniu rozległ się wesoły głos Perrie.
- Niespodzianka! – dziewczyna
przywitała się z nami, ostrożnie zamykając mnie w uścisku, jakby
bała się, że po tych wszystkich dawnych sprawach, mogłabym ją
odtrącić. „Było, minęło...” – Stęskniłam się za wami...
- Zayn wie, że przyjechałaś?
Dlaczego nic nie powiedział? – dopytywała się Danielle. – I jak
nas tu właściwie znalazłaś?
- Teraz już wie, bo odebrał mnie z
lotniska – Perrie zajęła miejsce obok mnie, zamawiając kawę,
gdy podeszła do niej jedna z pracownic. – A
Liam powiedział, że wspomniałaś o hotelowym rozpieszczaniu...
Mając teraz za towarzystwo trzy wesołe
osoby, którym buzie się chyba nie zamykały, nie musiałam wiele mówić.
Wystarczyło słuchać i cieszyć się z tego, że powoli wszystko
wracało do normy. Nawet Alex pozwoliła sobie w końcu na to, by nie
chować urazy wobec Perrie i całe szczęście, bo okazało się, że
obie odnalazły w sobie zamiłowanie do zabawy kolorem. „Czuję tu nową przyjaźń...” uśmiechnęłam się, przysłuchując się ich ożywionej paplaninie.
Jakiś czas później zaliczyłam swój pierwszy w życiu
masaż, uważnie słuchając relacji dziewczyn z procesu, na którym
obie zeznawały. Właściwie wszystkie trzy, z tym że Alex składała
zeznania dużo wcześniej. Wciąż zdarzało mi się drżeć ze
strachu przed tym, co by było, gdyby i mi kazali wziąć udział w procesie. Miałam
nadzieję, że prawdziwe okażą się słowa prawnika, który wręcz
obiecał, iż nie będzie takiej konieczności i wystarczą nagrania,
które sporządził. Nie potrafiłam sobie wyobrazić, że miałabym
opowiadać o tym wszystkim co ten człowiek zrobił Lily... co mi zrobił wiedząc,
że gdzieś tam siedzi i patrzy na mnie. Nie wiem, czy taki był
zamysł dziewczyn, ale wraz z końcem masażu, one skończyły
rozmawiać na te niezbyt przyjemne tematy.
- Fajne kolczyki, Alex – głos Perrie
wyrwał mnie z jakiegoś dziwnego zamyślenia. „To chyba jeszcze po
tym masażu...”
- Dzięki. Od Harry'ego...
- Kajdanki? – zaśmiała się Pers. –
Czy on ci coś chciał tym przekazać?
- Całkiem możliwe – parsknęła
przyjaciółka. – Dostałam jeszcze bransoletki w komplecie. Zgadnij
kto ma do nich kluczyk...
- Ale że prawdziwe... – zdziwiła się Danielle.
- Dokładnie – roześmiały się
głośno, a ja mogłam się tylko domyślać, co to za bransoletki i
jak się nimi bawią z Harrym. „Choć może lepiej się nad tym nie zastanawiać...” czułam znajome gorąco na policzkach.
- Jak on ma takie pomysły, to raczej
nie grozi ci nuda w sypialni – parsknęła Dani. Zaczerwieniłam
się pewnie jak burak, słysząc ich komentarze. Oczywiście nie
uszło to uwadze przyjaciółki i po chwili rumieniłam się jeszcze
bardziej, gdy zaczęły żartować o moich i Louisa wyczynach w
sypialni. „Boże, niech ktoś zmieni temat...” błagałam w
myślach i chyba ktoś tan na górze mnie wysłuchał, bo w pomieszczeniu rozległ
się dźwięk przychodzącej wiadomości, a nawet dwóch.
- Moje! – zawołała Dani.
- I moje – ton głosu Alex świadczył
już o tym, że przyjaciółka była zaczytana w wiadomość.
- Czyżby chłopcy się stęsknili? –
zaśmiała się Perrie.
- Mamy imprezę wieczorem –
powiedziała wesoło Danielle. – A wiecie co to oznacza?
- Już się boję... – mruknęłam pod
nosem, ale nie mogłam się nie cieszyć, słysząc radość w głosie
przyjaciółek.
- Zakupy!!! – krzyknęły razem.
- O, Boże... – jęknęłam. Ktoś tam na górze ma naprawdę dziwne poczucie humoru...
„Błagam, niech to już będzie
naprawdę ostatni sklep...” Danielle ciągnęła mnie za rękę, do kolejnego
z „ostatnich” butików. Usłyszałam westchnienie Marka, który jako jedyny
łączył się ze mną w bólu.
- Co to za mina, Słońce? To nie ty
musisz za nimi kuśtykać o kulach...
- Proszę cię – parsknęłam, przewracając oczami. –
Mnie nie nabierzesz. Bawisz się nie gorzej od nich, a w chodzeniu o kulach osiągnęłaś
już mistrzostwo...
- Fakt – zaśmiała się. – Cóż... Praktyka
czyni mistrza. I nie da się ukryć, że noga już mi tak nie dokucza. Niedługo będę się mogła pozbyć tego cholerstwa...
Weszliśmy do środka. Sądząc po tym,
jak rozchodziły się nasze glosy ten „butik” musiał być
ogromny. „Proszę, niech to będzie naprawdę ostatni...”
wznosiłam kolejne modły. Usłyszałam stukot obcasów i po chwili
kobiecy głos mówiący w obcym języku. „No to sobie
porozmawiałyśmy...” zaśmiałam się pod nosem. Na szczęście
dziewczyny, jak na światowe osobistości przystało, szybko
odnalazły się w sytuacji i po chwili odezwał się inny głos.
- Mogę w czymś pomóc?
- Potrzebujemy sukni na wieczór –
Danielle przyciągnęła mnie do siebie. – Na początek czegoś na to
maleństwo – fuknęłam pod nosem na to określenie. – Czegoś w czym będzie wyglądała przepięknie...
- Długie? Krótkie?
- Długie – odpowiedziałam szybko,
nim ktokolwiek mnie ubiegł. Po ostatniej eleganckiej kreacji, która
ledwo zasłaniała tyłek, zdecydowanie nie miałam ochoty na
powtórkę. „Z długą będzie mniej stresu...” tłumaczyłam
sobie.
Godzinę później zmieniłam zdanie
dotyczące tego stresu... Okazało się, że większość kreacji,
które podobały się dziewczynom, w tym mojej najlepszej
przyjaciółce-zdrajczyni, ledwo zasłaniały piersi, albo miały
dekolt na plecach tak duży, że raczej nie dałoby się dobrać do
nich bielizny. Sara donosiła nam co chwilę kolejne suknie.
- Boże! – usłyszałam podekscytowany
głos Perrie i już wiedziałam, co oznacza. „Kolejna idealna sukienka...” westchnęłam. Wpadła jak burza do przebieralni, akurat w momencie,
gdy Dani pomagała mi uwolnić się z kolejnego, jej zdaniem, niewypału. – Ta
jest wspaniała! Musi być idealna. Po prostu musi. Wkładaj!
- Tak jest – zasalutowałam, bo już
dawno doszłam do wniosku, że zdecydowanie mam tu najmniej do
powiedzenia. Cieszyłam się najbardziej z tego, że Alex świetnie
się bawiła i że ona również sprawiła sobie nową sukienkę, a
to znaczy, że idziemy razem na tą imprezę.
- Naprawdę jest ładna... – usłyszałam
cichy komentarz Dani, gdy pomagała mi z ubraniem się.
- Spadnie mi z cycków... – marudziłam,
gdy zdałam sobie sprawę, że suknia nie ma żadnych ramiączek.
- Na pewno nie – zaśmiała się
Danielle, ostrożnie zapinając zamek. – O, Boże... – westchnęła.
- Co? – poprawiłam gorset, ale
rzeczywiście wydawał się dobrze trzymać na piersiach. – Coś nie
tak?
- To musi być ta – powiedziała,
wyciągając mnie z przymierzalni. – Patrzcie i podziwiajcie...
- Kate... – mogłam usłyszeć
prawdziwy zachwyt w głosie Alex. – Jesteś piękna, kochanie. Ta
sukienka jest idealna...
Czułam pod palcami delikatny, lejący
się materiał i gładki gorset z jakimś spiralnym zdobieniem.
Słyszałam oddechy pięciu osób, które pewnie teraz przyglądały
mi się w milczeniu. „Niech ktoś coś powie, proszę...” czułam
się trochę niewyraźnie, będąc w centrum uwagi.
- Mamy ten model w pięciu
kolorach... – usłyszałam głos ekspedientki. „Nie do końca o to
mi chodziło, gdy prosiłam, by ktoś się odezwał...”
westchnęłam, zdając sobie sprawę z tego, co to znaczy.
- Świetnie! – ucieszyła się Perrie. – Przymierzymy pozostałe.
- A nie możemy po prostu... –
zaczęłam nieśmiało, ale oczywiście nie dane mi było skończyć. Dziewczyny
mnie zakrzyczały i już po chwili pokazywałam się im w kolejnej
sukience. Podobno zielonej. I tak jeszcze trzy razy. Każda została szczegółowo skomentowana. Gdy już stałam przed nimi w
dżinsach i bluzce miałam nadzieję, że to już koniec naszych zakupów, ale najwyraźniej dopiero teraz się zaczęło...
- Różowa – Danielle szybko
zdecydowała się na kolor. – Wyglądała w niej ślicznie.
- Zielona – znając upodobania Alex,
jej wybór wcale mnie nie zdziwił.
- Fioletowa – Perrie głosowała za
tym kolorem, jeszcze nim go przymierzyłam.
Stałam obok rozbawionej ekspedientki i
przysłuchiwałam się tej małej kłótni. Jedyne co było słychać,
to nazwy barw, padające w rożnej kolejności.
- Zielona.
- Różowa.
- Fioletowa.
- Przypomina to trochę scenę z bajki
o śpiącej królewnie – zaśmiała się kobieta, a ja w głowie
ujrzałam wspomnienie tej sceny. „Oglądałam to z mamą!” Aż zachłysnęłam się ze zdziwienia, gdy zdałam sobie z tego sprawę. Poczułam łzy pod powiekami, ale udało mi się szybko je odgonić. „Czy suknia
ostatecznie nie była błękitna?” próbowałam sobie przypomnieć coś jeszcze. – Twoje dobre wróżki chyba nie
dojdą do porozumienia.
- Chyba ma pani rację. Dziewczyny... –
zrobiłam krok do przodu, wyciągając do nich rękę. – Błękitna...
- Co? – Alex ujęła moją dłoń i przyciągnęła mnie bliżej.
- Pierwsza była niebieska, tak?
Chciałabym właśnie tą... – powiedziałam cicho, mając nadzieje,
że nie zaczną mnie przekonywać do zmiany zdania.
- Jesteś pewna? – zapytała Perrie.
- Tak – uśmiechnęłam się, dziwnie dumna z podjętej decyzji.
- Dzięki Bogu... – usłyszałam wcale nie tak ciche
westchnienie Marka, który do tej pory cierpiał w milczeniu. - Zdecydowanie mam w głowie za dużo informacji o kieckach i dodatkach i w ogóle o rzeczach, o których żaden facet nie powinien wiedzieć...
Okazało się, że wyjście ze sklepu
nie było wcale takie proste. Nasze przeciągające się zakupy
ściągnęły wielu fanów i skończyło się to na wielkiej
ucieczce drzwiami dla personelu. Siedząc bezpiecznie w samochodzie roześmiałam
się głośno, przypominając sobie, że w bajce o śpiącej królewnie
były chyba nawet takie trzy, pełne zapału wróżki, jakie ja
miałam przy sobie. „Tylko że to wcale nie znaczyło, iż ja byłam
księżniczką...”
Bylem zdenerwowany. I to zdenerwowany
przez duże „Z”. „Chyba raczej ogromne...” A najgorsze w tym wszystkim było to, że
przecież nie miałem najmniejszego powodu, by się denerwować.
„Jeszcze nie...” Wszystko było dopięte na ostatni guzik. Nic nie mogło się wydarzyć, bo w końcu Liam nad wszystkim czuwał. „Nie denerwuj się, idioto!”
- Louis? – Kate wyglądała dziś
zachwycająco w niebieskiej sukni. „Zresztą jak zawsze...” moje
wredne ja przewróciło oczami. – Co to właściwie za impreza?
- Sami dokładnie nie wiemy – Harry
postanowił odpowiedzieć za mnie. – Ale obecność obowiązkowa...
- Mam tylko nadzieję, że będzie
dobre jedzonko – Niall chyba również wziął sobie za punkt
honoru zagadanie mojej dziewczyny. „Uratowany...” odetchnąłem z
ulgą, posyłając pełne wdzięczności spojrzenie w stronę
przyjaciół.
- Już słychać muzykę... –
powiedziała Kate, gdy zmierzaliśmy długim korytarzem do sali na jego
końcu. Uśmiechnęła się delikatnie sprawiając, że i ja rozciągnąłem usta w uśmiechu, choć jedynymi dźwiękami jakie słyszałem, były
nasze kroki. Zwłaszcza stukanie obcasów Danielle i Perrie.
- Nareszcie... – Paul czekał na nas
przed drzwiami. – Wszyscy już na was czekają... Niall? Gdzie masz
gitarę?
- Ożeż kur... – Horan strzelił się
dłonią w czoło, aż zadudniło. – W samochodzie została...
- Preston prowadził? – upewnił się
menadżer. – Dobra, to zaraz ją przyniesie – kiwnął nam głową
w kierunku drzwi. – Możecie wchodzić – uśmiechnął się do mnie
rozbawiony, gdy nerwowo poprawiałem kołnierzyk koszuli. „Czy tylko mi jest dziwnie gorąco?” –
Powodzenia...
To miała być skromna uroczystość.
Tylko kilka osób z rodziny i paru przyjaciół, ale najwyraźniej moi najbliżsi mieli
trochę inne podejście do tego tematu.
- Katy! Louis! – bliźniaczki
wystartowały sprintem w naszą stronę, zatrzymując się dosłownie
w ostatniej chwili. – Co tak długo? - Phoebe oczywiście musiała
skomentować nasze spóźnienie. – Wiecie ile już czekamy? Jestem głodna...
- Jejku, Katy – Daisy uwiesiła się
u ręki mojej dziewczyny. – Wyglądasz dziś jak prawdziwa królewna... Jejku! Naprawdę nosisz bransoletkę od nas?
- Oczywiście, że tak. Nigdy jej nie zdejmuję...
- Oczywiście, że tak. Nigdy jej nie zdejmuję...
Widziałem zaskoczenie na twarzy Kate,
gdy ściskała się z moimi siostrami, a zaraz potem z moją mamą i
Danem. Przez chwilę była kompletnie zagubiona wśród tych
wszystkich witających się z nami osób, ale z bliźniaczkami, które
nie odstępowały jej ani na krok i praktycznie nie dawały jej dojść
do słowa, uśmiech w końcu pojawił się na jej twarzy.
Dziewczynki zaciągnęły ją do
naszego stolika, łaskawie pozwalając mi zająć miejsce obok mojego
skarbu. Choć oczywiście Phoebe nie omieszkała mnie poinformować,
jakiego zaszczytu dostąpiłem. Mama wciągnęła Kate w rozmowę o
tym, jak sobie radzi podczas tej trasy i nie musiałem się
przynajmniej martwić, że ktoś coś wygada. Alex najwyraźniej
postanowiła zapoznać się z Danem, bo już po chwili prowadzili
zażartą dyskusję na sobie tylko znane tematy. Spojrzałem na
Harry'ego, który przyglądał się im rozbawiony. Miłość do Alex miał wymalowaną na twarzy. Gdy zauważył na
sobie mój wzrok, puścił mi oczko, doskonale wiedząc, w jakim
jestem stanie. Denerwowałem się, a przecież naprawdę jeszcze nie
miałem czego. „A przynajmniej tak sobie wmawiałem od rana...”
Pojawili się kelnerzy z kolacją i wszyscy goście zajęli swoje miejsca. Rozglądałem się dookoła, zastanawiając się jakim cudem moi przyjaciele zdążyli zorganizować to wszystko w tak krótkim czasie. Widząc uśmiechniętego od ucha do ucha Paula z rodziną mogłem się domyślić, że i on maczał w tym palce.
Pojawili się kelnerzy z kolacją i wszyscy goście zajęli swoje miejsca. Rozglądałem się dookoła, zastanawiając się jakim cudem moi przyjaciele zdążyli zorganizować to wszystko w tak krótkim czasie. Widząc uśmiechniętego od ucha do ucha Paula z rodziną mogłem się domyślić, że i on maczał w tym palce.
- Lou? – Kate ścisnęła moją dłoń,
wbijając we mnie to swoje niesamowite „spojrzenie”. Mama puściła
mi oczko i zajęła się swoim daniem i zagadywaniem dziewczynek, którym powoli już się nudziło to siedzenie przy stole.
- Tak, skarbie? – nachyliłem się w
jej stronę, dając się otoczyć jej cudownemu zapachowi. Miałem
nadzieję, że nie zada mi żadnego pytania z gatunku tych, na które
nie będę mógł odpowiedzieć. „Przynajmniej na razie...”
- Będziecie tu występować?
- Tak – odetchnąłem z ulgą. – Ale
tylko z jedną piosenką...
- Wiedziałeś, że twoja rodzina
przyjedzie? – patrzyłem w jej oczy i czułem się jakbym był
podłączony do najprawdziwszego wykrywacza kłamstw. Patrząc w tą
szczerą głębię można było mówić tylko prawdę.
- Miałem nadzieję, że mama przyleci,
ale nie wiedziałem, że zrobią nam taką niespodziankę i zjawią
się wszyscy...
- Nic nie powiedziałeś...
- Bo po pierwsze to do końca sam nic
nie wiedziałem... – „Czysta prawda.” – A po drugie, to miała
być niespodzianka...
- Cudowna... – Kate obdarzyła mnie
przepięknym uśmiechem i w tym momencie dotarło do mnie, że ona
nie będzie dociekać szczegółów, a przynajmniej nie za wszelką
cenę. Ufała mi i wiedziała, że była ze mną bezpieczna. Z nami. W końcu przyszła
tu ze mną, tak naprawdę nie wiedząc, czego się spodziewać.
Odwzajemniłem uśmiech i nachyliłem się bardziej, skradając
buziaka, czym oczywiście natychmiast rozbawiłem swoje siostry.
- Ty jesteś cudowna – powiedziałem
cicho, splatając nasze palce razem, czekając aż zostanie podany
deser. Wciąż się denerwowałem, ale jakimś cudem czułem się
lepiej. Obecność rodziny i przyjaciół zdecydowanie pomagała.
- Wszystko dobrze? – zapytał
bezgłośnie Zayn, a ja w odpowiedzi tylko kiwnąłem mu głową,
szczerząc się dookoła jak nienormalny. „Co by się w sumie
zgadzało...” komplementy od mojego drugiego ja.
Posiłek minął we wspaniałej
atmosferze. Tylko raz czy dwa, ktoś musiał interweniować, gdy Kate
zadała jakieś pytanie, na które jeszcze nie mogła poznać
odpowiedzi. Wszystko wydawało się idealne. Rano balem się, że
przekombinowaliśmy, ale to naprawdę może się udać.
„Niesamowite...” uśmiechnąłem się, łapiąc się na tym, iż
podkradłem sobie ulubione słówko Alex.
- Już czas... – Liam pojawił się za
moimi plecami. Zauważyłem, że przyjaciele podnieśli się jak na
komendę.
- Chyba czas na piosenkę, skarbie... –
ścisnąłem jej dłoń, podnosząc się, a potem w przypływie
czegoś bliżej nieokreślonego nachyliłem się, muskając wargami
jej odkryte ramię i tatuaż. – Kocham cię... – szepnąłem jej na ucho i
odszedłem w kierunku niewielkiej sceny, na której wszystko już na
nas czekało. Stanąłem przed mikrofonem, z przyjaciółmi po bokach i spojrzałem na moją
dziewczynę. Mimo iż nie mogła mnie zobaczyć, odwróciła się na
krześle, siedząc na nim teraz bokiem. Uśmiechała się delikatnie,
wyczekując pierwszych taktów. Wszystkie szmery na sali ucichły.
Miałem wrażenie, że teraz Kate mogłaby nawet usłyszeć bicie
mego serca. Zwłaszcza, że dudniło mi w piersiach jak szalone.
Wziąłem głęboki oddech, czując na sobie spojrzenia gości. –
Wow... Trochę się was tu zjechało... – zaśmiałem się, a wraz ze
mną całkiem sporo osób na sali. – A miałem nadzieję, że co
najwyżej zrobię z siebie idiotę tylko przed rodzinką...
- Niedoczekanie! – zawołał Stan,
którego oczywiście również nie mogło zabraknąć.
- Dzięki, stary... – odnalazłem go przy jednym ze stolików. – Ty zawsze wiedziałeś jak mnie pocieszyć... Tak więc, załapaliście
się na darmową wyżerkę i teraz niestety w ramach zapłaty
będziecie musieli wysłuchać utworu, który napisałem... –
rozległo się kilka jęków i kolejne śmiechy. Ale teraz już
patrzyłem tylko na jedną osobę. Kate wsłuchiwała się w każde
moje słowo. Daisy stała przy jej krześle, machając do mnie wesoło. – A
napisałem go dla wyjątkowej osoby, która wniosła w moje życie
wszystko, co najlepsze. Nauczyła mnie patrzeć naprawdę, a nie
tylko widzieć... – zauważyłem jak na twarzy Kate pojawiały się
kolejne emocje. – Moja ukochana dziewczyna, Kate, sprawiła, że
dorosłem. Wszyscy powoli tracili nadzieję, że taki dzień nadejdzie... Możecie w to uwierzyć? – kolejne śmiechy i oczywiście
głośne „nie” od kilku przyjaciół. – Kochanie, chciałbym byś
wiedziała, że cokolwiek przyniesie nam przyszłość, z tobą już
zawszę będę silniejszy. Razem będziemy silniejsi... – skinąłem
głową Niallowi i rozległy się pierwsze dźwięki melodii.
„My hands, your hands
Tied up like two ships
Drifting, weightless waves try to break it
I'd do anything to save it
Why is it so hard to save it?
My heart, your heart
Sit tight like book ends
Pages between us
Written with no end
So many words we’re not saying
Don’t wanna wait til it's gone
You make me strong
I’m sorry if I say I need ya
But I don’t care, I’m not scared of love
'Cause when I'm not with you I'm weaker
Is that so wrong?
Is it so wrong?
That you make me strong
Think of how much love that’s been wasted
People always trying to escape it
Move on to stop their heart breaking
But there’s nothing I’m running from
You make me strong
I’m sorry if I say I need ya
But I don’t care, I’m not scared of love
'Cause when I'm not with you I'm weaker
Is that so wrong?
Is it so wrong?
So baby hold on to my heart, oh
Need you to keep me from falling apart
I’ll always hold on
'Cause you make me strong
I’m sorry if I say I need ya
But I don’t care, I’m not scared of love
'Cause when I'm not with you I'm weaker
Is that so wrong?
Is it so wrong?
I’m sorry if I say I need ya
But I don’t care, I’m not scared of love
'Cause when I'm not with you I'm weaker
Is that so wrong?
Is it so wrong?
That you make me strong
I’m sorry if I say, I need ya
But I don’t care, I’m not scared of love
'Cause when I'm not with you I'm weaker
Is that so wrong?
Is it so wrong?
That you make me strong”
Tied up like two ships
Drifting, weightless waves try to break it
I'd do anything to save it
Why is it so hard to save it?
My heart, your heart
Sit tight like book ends
Pages between us
Written with no end
So many words we’re not saying
Don’t wanna wait til it's gone
You make me strong
I’m sorry if I say I need ya
But I don’t care, I’m not scared of love
'Cause when I'm not with you I'm weaker
Is that so wrong?
Is it so wrong?
That you make me strong
Think of how much love that’s been wasted
People always trying to escape it
Move on to stop their heart breaking
But there’s nothing I’m running from
You make me strong
I’m sorry if I say I need ya
But I don’t care, I’m not scared of love
'Cause when I'm not with you I'm weaker
Is that so wrong?
Is it so wrong?
So baby hold on to my heart, oh
Need you to keep me from falling apart
I’ll always hold on
'Cause you make me strong
I’m sorry if I say I need ya
But I don’t care, I’m not scared of love
'Cause when I'm not with you I'm weaker
Is that so wrong?
Is it so wrong?
I’m sorry if I say I need ya
But I don’t care, I’m not scared of love
'Cause when I'm not with you I'm weaker
Is that so wrong?
Is it so wrong?
That you make me strong
I’m sorry if I say, I need ya
But I don’t care, I’m not scared of love
'Cause when I'm not with you I'm weaker
Is that so wrong?
Is it so wrong?
That you make me strong”
Spodziewałem się tego, że poleją się łzy. A
raczej miałem taką nadzieję, jeżeli oczywiście można tak
powiedzieć. Znałem moją Kate i doskonale zdawałem sobie sprawę z
tego, że nosi serce na dłoni i łatwo się wzrusza. Dlatego nie zdziwiłem się, gdy
podczas mojej zwrotki ujrzałem pierwsze, słone krople, spływające
po jej policzkach. To czego się nie spodziewałem, to że przy
naszym stoiku rozkleją się wszystkie panie, a przynajmniej te
starsze. Puściłem oczko uśmiechniętym od ucha do ucha
bliźniaczkom. Moja mama patrzyła na mnie z takim czymś w oczach...
Nie potrafiłem tego nawet opisać, ale czułem, że jest ze mnie dumna. Alex, która nie odrywała wzroku
od Kate, dyskretnie wycierała łzy. Danielle i Perrie wcale nie były
w lepszym stanie, a dodajmy do tego moje dwie siostry i mamy
prawdziwy potop...
- Dziękuję – powiedziałem, gdy
umilkła muzyka. – A teraz możecie spalić trochę tych kalorii,
które w siebie wciągnęliście... – zeskoczyłem ze sceny, nie
odrywając wzroku od mojej dziewczyny.
- Jeszcze przez chwilę pomęczymy was
naszą muzyką – usłyszałem głos Harry'ego, a zaraz po tym
pierwsze dźwięki piosenki.
- Lou... – Kate podniosła się, gdy
byłem dosłownie krok od niej i rzuciła się w moje ramiona,
próbując otrzeć łzy. – Kocham cię – powiedziała cicho.
- Ja ciebie też kocham, maleńka –
ucałowałem jej skroń, ciągnąc na środek parkietu. Czułem się
jak na jakimś weselu, bo ewidentnie wszyscy czekali, aż my zaczniemy
tańczyć. – Słyszysz? – delikatnie starłem jej łzy z policzków.
Nie mogłem się powstrzymać, by nie przejechać kciukiem po tych
cudownych wargach.
- Nasza piosenka... – wyszeptała po
chwili, kołysząc się powoli, zamknięta w moich ramionach. – To
jest ta niespodzianka? – uniosła głowę i znów mogłem utonąć w
jej przepięknych oczach. – Co to za okazja?
- Czy muszę mieć okazję, by napisać
dla ciebie piosenkę, zaśpiewać ją, czy powiedzieć, że cię
kocham? – Nie wiem, czy to się liczyło za odpowiedź, ale chwilowo nic
lepszego nie przyszło mi do głowy.
- Ściągnąłeś tu te wszystkie
osoby...
- To nie ja – przerwałem jej szybko. – Jestem niewinny. To Harry i Liam zajmowali się listą gości... – powiedziałem. – Wszyscy
stęskniliśmy się za bliskimi, więc skoro nadarzyła się okazja
do spotkania, to musieliśmy ją wykorzystać... – mogłem obserwować te wszystkie myśli i emocje przewijające się w jej
oczach. Czekałem na kolejne pytania, mając nadzieję, że poradzę
sobie z odpowiedzią na nie. Ale żadne nie nadeszło...
- Bardzo podobała mi się twoja
piosenka – powiedziała po chwili cicho, a w jej oczach znów
zalśniły łzy. – Wiesz, że nuciłeś ją kilka razy przez sen?
- Naprawdę? – zdziwiłem się. „Teraz to cię
zastrzeliła, stary” parsknęło moje drugie ja. – Zepsułem
niespodziankę? A tak się starałem...
- Nie zepsułeś – posłała mi swój
najpiękniejszy chyba uśmiech, jednocześnie pociągając nosem i
ocierając kolejne łzy. – Wszystko wyszło idealnie... – odetchnęła
głęboko, próbując się uspokoić. – Przepraszam, nie mogę przestać płakać...
- Chodź... – pociągnąłem ją w
stronę wyjścia na taras. – Świeże powietrze dobrze nam zrobi...
Okazało się, że zameczek otaczały
cudowne ogrody i mogłem tylko ciężko westchnąć wiedząc, że
Kate nie będzie dane ujrzeć ich piękna. „Przynajmniej na
razie...” Lampy delikatnie rozświetlały ciemność nocy. Ze
środka dobiegała już żywsza muzyka. Obejrzałem się za siebie i
wcale się nie zdziwiłem, widząc twarze przyjaciół praktycznie
przyklejone do szyb.
- Masz ochotę na mały spacer? – objąłem dziewczynę ramieniem i gdy kiwnęła głową
skierowaliśmy się w głąb ogrodu. Kolejny raz uderzyło mnie to,
że Kate tak ufnie podąża przy moim boku.
- Lou... – zatrzymałem się i
spojrzałem na nią wyczekująco. – Czy to... To wszystko... Czy to
przez tę operację? Myślisz, że coś... Boisz się, że...
- Co? – zdziwiłem się, że w ogóle
mogła tak pomyśleć. Ja wyrzuciłem to słowo z mojej głowy w
chwili, gdy zdecydowałem, że nie mogę się martwić na zapas i
zasmucać tym ją. – Nie! Nie. Skarbie, ja w ogóle o niej nie myślę.
To znaczy myślę, ale nie w tym momencie i nie myślałem,
organizując to wszystko. Powód był kompletnie inny... – próbowałem to wszystko jakoś wytłumaczyć, ale sam czułem, że chyba się w tym zaplątałem.
- Jaki? – zapytała i już wiedziałem,
że nie było sensu dłużej zwlekać. Zresztą po co? Wprawdzie nie tak
to sobie zaplanowałem, ale czy mi kiedykolwiek wyszły jakieś
plany? Rozejrzałem się dookoła. Wciąż mogłem dojrzeć
przyjaciół i rodzinę okupujących prawie każde okno wychodzące
na ogród. Miejsce było piękne. Może nawet lepsze niż w moich
wyobrażeniach.
- Kate... – ująłem jej dłonie w
swoje, pieszcząc je kciukami. Próbowałem przypomnieć sobie
słowa, które tyle razy powtarzałem, ale jakby wszystkie myśli
uciekły z mojej głowy. „Pa, pa, kochane... Będziemy tęsknić...” moje drugie ja najwyraźniej dobrze się bawiło. – Kochanie... – opadłem powoli na kolano i po jej oczach już wiedziałem... – Kocham cię, Kate – powiedziałem, ściskając lekko jej dłonie. – Kocham twój uśmiech. Kocham twoje oczy. Kocham twój zaraźliwy śmiech. Kocham to jak marszczysz nos, kiedy się nad czymś zastanawiasz. Kocham to jak przygryzasz dolną wargę, gdy jesteś zdenerwowana. Kocham dotyk twoich dłoni... – rumieniec zagościł na jej policzkach. – Kocham, gdy się czerwienisz – dodałem. – Wiem, że to wszystko może ci się wydać za szybko, ale
ja już wiem... Wiem, że to, co do ciebie czuję jest już na
zawsze. Nie chcę czekać. Całe życie czekałem na ciebie i...
Jesteś moim życiem, skarbie... Moim całym światem... – miałem wrażenie, że plotę jak
popieprzony. „No co ty nie powiesz?” Sięgnąłem do kieszeni, po
aksamitne pudełeczko. – Czy... Czy zostaniesz moją żoną? Nie ważne
kiedy... – dodałem szybko. – Dziś, jutro, za rok, czy za dziesięć
lat... Po prostu bądź moja... – wpatrywałem się w jej niesamowite
oczy i widziałem w nich miłość. Wiedziałem, że mnie kocha.
„Więc dlaczego trząsłem się ze strachu?” I wtedy usłyszałem jej drżący szept.
- T-tak...