środa, 12 lutego 2014

93



   Natarczywe dobijanie się do drzwi wyrwało mnie z cudownego snu, w którym to właśnie zlizywałem czekoladę z nagiego ciała mojej dziewczyny. „I było tak duuużo do lizania...” westchnąłem rozmarzony, przyciągając do siebie Kate i wtulając się w jej gorące plecy. Ciche syknięcie jakie wydobyło się z jej ust, było lepsze niż kubeł lodu w strategicznym miejscu. Otrzeźwiło mnie ekspresowo. Natychmiast odsunąłem się na bezpieczną odległość.

   - Przepraszam, skarbie... potarłem delikatnie jej ramię. Odwróciła się w moją stronę i mój wzrok natychmiast powędrował do jej nagich piersi. „Zabijcie mnie! Przecież jestem tylko facetem...” jęknąłem, wciąż mając przed oczami gorące sceny z mojego snu. Przepraszam...

   - Nic się nie stało – powiedziała cicho, a w jej oczach zauważyłem nie łzy spowodowane bólem, których się spodziewałem, a psotne iskierki... Śniło ci się coś ciekawego, Lou?

   - A skąd wiesz? przybliżyłem się do niej, skradając szybkiego całusa. „Mam nadzieję, że nie zabijam oddechem...”

   - Tak jakoś mi się wydawało... mruknęła, uśmiechając się łobuzersko. Nagle przez moje ciało przetoczył się rozkoszny dreszcz, gdy trąciła palcem mojego aż nazbyt gotowego przyjaciela. Ups... zarumieniła się, przygryzając dolną wargę. Boże! Rób mi tak jeszcze...” To było niechcący...

   - Jasne – przyciągnąłem jej nagie ciało do siebie, tym razem uważając na rozpalone plecy. Powiedzmy, że ci wierzę...

   W tym momencie ktoś ponownie postanowił zagrać marsza na drzwiach. Kate zamarła w moich ramionach i w jej oczach mogłem zobaczyć panikę oraz to, jak zastanawiała się, gdzie są najbliższe ciuchy, które mogłaby założyć.

   - Nikt tu nie wejdzie, skarbie – powiedziałem, by ją uspokoić. Zamknąłem drzwi, pamiętasz?

   - Słyszę cię, Tomlinson! – wydarł się Harry, nadal łomocząc w drewnianą powierzchnię. Weź otwórz, bo już ludzie zaczynają na nas dziwnie patrzeć...

   - Idźcie sobie! zawołałem. Jest za wcześnie, by mnie skłonić do wyjścia z łóżka!

   - Właściwie to ty nam nie jesteś do niczego potrzebny, stary – wtrącił się Liam. To Kate nam trzeba...

   - Powiem to waszym dziewczynom!

   - No weź otwórz... jęczał Styles. O Nialla chodzi przecież....

   - O Nialla? usłyszałem ciche pytanie Kate i już wiedziałem, że muszę wstać z łóżka. Podniosłem się z głośnym jękiem i chwyciłem leżący na podłodze podkoszulek i bokserki. Trzymaj, kochanie – podałem jej swoją bluzkę, a sam wciągnąłem na tyłek gacie. Wzrok zatrzymał mi się na szortach Kate, które po wczorajszym szybkim rozbieraniu jakimś cudem skończyły w wiaderku z lodem. Teraz już raczej z wodą...” Uniosłem je, uśmiechając się na widok kapiących kropel. Trochę ci się spodenki zmoczyły, skarbie – prysnąłem w nią kropelkami wody, wywołując cichy pisk zaskoczenia. Podać ci coś innego?

   - Tak – zachichotała, odbierając ode mnie mokre szorty. Jakim cudem...

   - Sam się nad tym zastanawiam – śmiałem się, szukając czegoś wygodnego w jej walizce. Chwyciłem spódniczkę w paski i z dłonią na klamce obserwowałem, jak Kate zakłada ją na siebie. „I nadal nie ma bielizny...” moje drugie ja oblizało się lubieżnie, a penis ponownie przypomniał o swojej gotowości. „Boże...” jęknąłem, poprawiając bokserki i otwierając drzwi. - Nienawidzę was – powiedziałem, widząc przed sobą trójkę przyjaciół.

   - Przeszkodziliśmy wam w żeglowaniu? spojrzałem na Stylesa jak na idiotę, kompletnie nie rozumiejąc o co mu właściwie teraz chodzi. Widzę, że maszt już postawiłeś – parsknął śmiechem, posyłając wymowne spojrzenie w kierunku moich trochę przyciasnych bokserek.

   - Kretyn – mruknąłem, popychając go i rozglądając się za dresami. Po chwili wciągałem na tyłek spodnie, przysłuchując się genialnemuplanowi chłopaków, opierającemu się na tym, że moja dziewczyna odwali za nich wszystko. Bardzo ambitnie... Kate siedziała między Harrym, a Liamem i słuchała ich uważnie. Zayn leniwie opierał się o ścianę i wyglądał jak ktoś, kogo zerwano z wyrka bez jego zgody. „Doskonale cię rozumiem, przyjacielu...

   - Chodź z nami – namawiał Liam. Ciebie na pewno posłucha... Próbowaliśmy mu wszystko wyjaśnić, ale nie chciał otworzyć drzwi... A gdy mówiliśmy nadal, włączył głośno muzykę, żeby nas zagłuszyć... Po prostu mu to powiesz. Ciebie z pewnością tak nie potraktuje...

   Widziałem po twarzy Kate, że Liam niepotrzebnie tak ją namawiał. Ona już dawno była gotowa pobiec do Nialla. Kiwnęła głową w odpowiedzi na jakieś pytanie Harry'ego i momentalnie została pociągnięta na nogi i prawie wywleczona z pokoju. Powlokłem się za nimi, nie odrywając wzroku od tyłeczka Kate, który wyglądał cudownie w króciutkiej spódniczce, która była niewiele dłuższa od mojej bluzki. „I żadnej bielizny...” przypomniało moje gorsze ja i znów byłem zmuszony poprawić sterczący interes. Zgorszone prychnięcie mijającej mnie kobiety sprawiło, że zatrząsłem się z powstrzymywanego śmiechu, jednocześnie oblewając się rumieńcem wstydu. Boże, i co jeszcze?

   Oparłem się o ścianę obok drzwi do pokoju Horana. Kate zapukała w nie cichutko. Zdecydowanie marne szanse, że ten dźwięk przebije się przez rockowy kawałek, który właśnie dudnił zza ścianą.

   - Niall? o dziwo muzyka umilkła. Choć teraz nie było słychać dosłownie nic. Niall?

   - Nie chcę o tym rozmawiać, Katy... usłyszałem głos Horana, który brzmiał niespecjalnie wesoło. Mówiłem już im... Każ im zostawić mnie w spokoju, proszę...

   - Czy on płacze? zdziwił się Liam i wyglądał, jakby miał zamiar wejść do środka razem z drzwiami. Zayn ledwo go utrzymał w miejscu.

   - Uspokój się – szepnął. Pozwól Kate to załatwić...

   - Nie będziemy rozmawiać, jeżeli nie chcesz, dobrze? ciągnęła dziewczyna. Ale czy możesz coś dla mnie zrobić? Jedną maleńką rzecz? ze środka nadal nie dochodziły żadne dźwięki.

   - A co? odezwał się Niall po jakiejś minucie nerwowej ciszy.

   - Możesz sprawdzić ostatniego maila od Liama? Proszę...

   Tym razem nie doczekaliśmy się odpowiedzi. I wciąż nic nie słyszałem, ale szeroki uśmiech na twarzy Kate powiedział mi, że ona jednak wyłapała jakiś ruch za drzwiami. „Ach, mieć taki supersłuch...” westchnąłem, a moje zboczone ja podpowiedziało mi od razu kilka pomysłowych zastosowań dla takiego ulepszonego zmysłu.

   - Po co on mi wysłał zdjęcie tego zjeba? Już się go naoglądałem... W dodatku na żywo... coś huknęło i miałem tylko nadzieję, że nie był to laptop Horana.

   - Niech przeczyta podpis pod zdjęciem – szepnął Liam.

   - Widzisz, co jest napisane pod zdjęciem? powtórzyła Kate, a ja spojrzałem na przyjaciół pytająco. „Co tam było napisane?” Posłałem przyjazny uśmiech mijającej nas parze, która przyglądała się nam z wielkim zainteresowaniem. „I nic dziwnego... Cztery nie do końca ubrane osoby rozmawiające z drzwiami... Ale tak poza tym wszystko z nami w porządku...
   - Kurwa mać!!! rozległ się krzyk Horana i po chwili rozbrzmiał stukot jego stóp. Szczęknął zamek i przyjaciel wpatrywał się w nas zaczerwienionymi oczami. Zjebałem na całego, prawda? - zapytał jakby miał nadzieję, że szybko zaprzeczymy, ale cóż... 
   - Zjebałeś na całego... 
   - Lou! Kate lekko trzepnęła mnie dłonią. 
   - Jestem taki głupi... Niall jęknął i zamknął moją dziewczynę w objęciach, a jej krótka spódniczka uniosła się niebezpiecznie. „No, hola, hola... Co za dużo, to nie zdrowo... Niech mnie ktoś walnie łopatą... 
   - Z przyjemnością – zaoferowałem swoje usługi, uwalniając Kate z jego uścisku. Masz wolną łopatę?
   Władowaliśmy się mu do pokoju. Już od drzwi zauważyłem jego komputer, a na ekranie zdjęcie wesołej i niezwykle eleganckiej gromadki. A wiec Liam namierzył jej Facebooka...” stwierdziłem odkrywczo. Przyjrzałem się opisowi pod spodem i nie mogłem się nie roześmiać. „Nie ma co... Rodzinka w komplecie...








   - Możesz mi przypomnieć dlaczego w ogóle tam jedziemy? Harry marudził już od dobrych trzydziestu minut, odkąd tylko wsiedliśmy do samochodu. Wolałbym...

   - Tak, wiemy... – Gemma wzniosła oczy do nieba. Wolałbyś zostać z Alex i porobić coś bardziej... twórczego – posłała bratu wymowne spojrzenie.

   - Akurat chodziło mi o to, że wolałbym podsłuchiwać Nialla, gdy będzie rozmawiał z tą swoją laską. O ile oczywiście ona w końcu odbierze...

   - I właśnie dlatego jesteś tutaj ze mną, a raczej wszyscy jesteście – zakończyła krótko dziewczyna i coś mi się wydaję, że ta jej wcześniejsza prośba, to chyba została niecnie ukartowana. No co ty nie powiesz, stary...”

   - Kate kazała ci nas zabrać jak najdalej od Nialla, tak? spytałem, będąc właściwie pewnym tego, jaka będzie odpowiedź.

   - Być może... Gemma posłała mi swój najbardziej niewinny uśmiech. Jak ja mogłem się tak długo na niego nabierać?” pokręciłem głową, rozbawiony tą całą konspiracją. A może nie...

   - Boże... jęknął Harry, który trzymał na kolanach wiercącą się Lux. Rozmawia się z tobą, jak...

   - Jak z tobą? mrugnęła do niego i posłała mu buziaka w powietrzu. Miałem wrażenie, że wymienia porozumiewawczy uśmiech z Louisem, ale przecież... „A zresztą... Już mnie chyba nic nie zdziwi...” westchnąłem i postanowiłem cieszyć się wspólną przejażdżką. - Największe targi biżuterii na świecie, braciszku. Jesteś moją wejściówką, jakbyś jeszcze się nie domyślił. I przy okazji niańką, bo obiecałam Louise, że zaopiekuję się małą – teraz to Styles przewracał oczyma. Są siebie warci... Dzięki temu będzie mogła zająć się Kate i przyszykować ją na tą całą, wieczorną galę – Lou uśmiechnął się zadowolony. Widzieliście jakie kreacje dostała od Lagerfelda? Kogo?” - Boże, dlaczego nie mogę być taka drobna jak ona?

   - Więcej czekolady... mruknął Harry pod nosem i zaraz zarobił kuksańca w bok. A to wszystko ku wielkiej radości Lux, która z zapałem biła brawo Gemmie.

   - Gupi, gupi, gupi – podskakiwała na kolanach Hazzy, cały czas klaszcząc w dłonie. Mina Stylesa zabójcza.

   - Nie ładnie tak mówić, kwiatuszku – próbował zająć dziewczynkę rozmową, a ponieważ nie dało to rezultatu, postanowił sięgnąć po cięższe działa. Przekupstwo. Chcesz coś słodkiego?

   - Gupi! mała wyciągnęła rękę po cukierek, ale Harry szybko zamknął go w dłoni.

   - Musisz przestać brzydko mówić, Luxy...

   - Kujwa! zamarłem, słysząc kolejny jej popis. Rozwija się nam mała, nie da się ukryć...

   - Lux?!? Nie wolno tak! – próbowałem się wtrącić w ich rozmowę. Ładne dziewczynki tak nie mówią...

   - Kujwaaa... – dziewczynka zaklaskała w ręce, zadowolona z widowni. Kujwa!

   - Boże, kto ją tego nauczył? westchnąłem zrezygnowany.

   - Hałi – mała dumnie pokazała na Harry'ego. Wszystkie oczy skierowały się na niego. Miał przynajmniej tyle przyzwoitości, by się zawstydzić...

   - No, co?







   Jak bardzo początkowo nie chciało mi się tu iść, tak teraz świetnie się bawiłem. I zresztą nie tylko ja. Gem to prawie oczy wyszły z orbit na widok tych wszystkich świecidełek. Na szczęście udało mi się ją w miarę szybko zgubić i już nie musiałem piać z zachwytu na widok każdej rzeczy, którą mi podstawiała przed nos. Niestety towarzystwo Liama okazało się nie być dużo lepsze pod tym względem. Z deszczu pod rynnę, czy jakoś tak...” westchnąłem, uśmiechając się do przyjaciela.

   - A co sądzisz o tym? wskazał na komplet z białego złota. Spodoba się Danielle...

   - Na pewno. Całkiem ładne – przyznałem, ale moja uwaga była już skupiona na czymś innym. A właściwie na kimś innym. „Co on wyprawia?” Zostawiłem Payne'a z jego prezentami dla Dan i dołączyłem do pozostałych. Luxy, powi... przerwałem w pół słowa, zmrożony spojrzeniami przyjaciół. „A no tak...” dotarło do mnie, czym mogła się skończyć ta nasza zabawa w naukę słówek. Co oglądacie? zerknąłem ponad ramieniem Louisa i aż zagwizdałem, widząc te cudeńka w gablocie. Robią wrażenie – powiedziałem szczerze. Czyżbyś poszukiwał kolejnego prezentu na zgodę dla Perrie? spojrzałem na Zayna, który akurat na coś wskazywał i jednocześnie odebrałem od Lou wyrywającą się do mnie dziewczynkę. Chodź mała. Coś mi się wydaję, że nas tu nie chcą – puściłem oczko Louisowi, poprawiając dziewczynkę w ramionach. Może i dla ciebie coś znajdziemy, moja damo... Coś takiego, żeby wujek Harry nie zbankrutował, dobrze? I może coś dla cioci Alex? Na przykład kajdanki wysadzane brylantami – zaśmiałem się pod nosem, a w głowie miałem już więcej niż kilka pomysłów z zastosowaniem takiego prezentu. „O, Boże...” jęknąłem, czując jak robi mi się gorąco. Myślisz, że jej się spodobają?








   - Mogłabym się przyzwyczaić do takiego życia... usłyszałam rozmarzony głos przyjaciółki. Lou, jesteś boginią... Rzuć Toma w cholerę i ucieknij ze mną...

   - Nie powiem, bardzo kusząca propozycja – zaśmiała się Louise, rozczesując moje mokre włosy. A tak się broniłaś...

   - Po prostu pomyślałam, że szkoda na mnie czasu, skoro nie idę na tą całą galę...

   - Idziesz. Nie idziesz. Nie ma żadnego znaczenia – stwierdziła Lou, przedstawiając nam swoją filozofię. Czy naprawdę potrzebujesz powodu, by się trochę porozpieszczać?

   - Nie. Żadnego. Absolutnie żadnego cieszyłam się, słysząc radość w głosie przyjaciółki. Od dziś będę się ci dawała rozpieszczać, kiedy tylko uznasz, że masz dla mnie sekundę i obiecuję nigdy więcej nie marudzić. Ale skąd ja mogłam wiedzieć, że dasz radę zafarbować moje włosy i podciąć je trochę, w czasie krótszym niż Kate bierze prysznic...

   - Myślę, że przy chłopakach nabrała nie lada wprawy. Taki przyspieszony kurs przetrwania – powiedziałam, mając w pamięci to, jak w kilka minut musiała zająć się każdym z nich. To już jest dowód zawodowstwa...

   - No już mi tak nie słodźcie, bo mi w boczki pójdzie – zaśmiała się, włączając suszarkę. Cała przyjemność po mojej stronie... Z wami przynajmniej mogę sobie trochę poeksperymentować. Z chłopkami nie ma takiej zabawy... Zwolnili by mnie w minutę, gdybym na przykład zafarbowała któremuś włosy na niebiesko, a z wami mi się upiekło...

   - Powiedz, że nie zafarbowałaś mi włosów na niebiesko – zamarłam, czekając na odpowiedź. Na pewno tego nie zrobiła... Prawda?

   - Na niebiesko nieee... Alex przeciągnęła ostanie słowo. „Boże, co one znowu wymyśliły?” Kate, twoja mina... przyjaciółka parsknęła śmiechem i mogłam sobie tylko wyobrazić, jak skręca się na kanapie. Louise dzielnie jej w tym wtórowała. Po chwili i ja musiałam przyłączyć się do tej ogólnej wesołości. „Gdy już odetchnęłam z ulgą, że nie przypominam smerfa...

   Cieszyłam się z tego czasu spędzonego z dziewczynami. Nie było z nami Gemmy, która dostała misje specjalną, ale i tak bawiłyśmy się fantastycznie. Byłam szczęśliwa, że mam Alex obok siebie... Teraz już nie muszę za nią tęsknić, bo mam ją prawie na wyciągnięcie ręki. Były takie chwile, kiedy miałam wrażenie, że trochę ją zaniedbuję, ale jednocześnie wiedziałam, że nie powinnam się tak czuć. W końcu Harry chce spędzać z nią czas, a ja nie potrafiłam sobie wyobrazić bym miała ograniczyć chwile z Louisem. Próbowałam znaleźć zloty środek, ale wcale nie było to takie łatwe. Na szczęście wyglądało na to, że wszystkim odpowiada taki układ, a przecież to najważniejsze...

   - Szkoda, że nie możecie iść z nami... powiedziałam, już sama nie wiem który raz. Na pewno by ci się podobało, Alex...

   - Już widzę jaką furorę zrobiłabym z moim gipsem. Wszyscy doceniliby te artystyczne bohomazy. Zwłaszcza tego penisa, którego narysował twój chłopak – parsknęła Alex. Ale nie martw się, jak mi pozwolą zdjąć to cholerstwo z nogi i Harry postanowi mnie zaprosić, to kolejnej takiej imprezki nie przepuszczę. Tylu przystojniaków w jednym miejscu... rozmarzyła się, choć doskonale wiedziałam, że dla niej liczył się tylko taki jeden. Z lokami... Chyba zaczynam się ślinić – parsknęła. Za to ty masz się świetnie bawić i potem mi wszystko streścić z dokładnością do każdej milisekundy.

   - Obejrzymy ich sobie w telewizji – powiedziała Louise, teraz dla odmiany przypalając moje włosy. Czy też raczej prostując je. „Nie lubię tego zapachu...” potarłam nos, krzywiąc się. Alex, możesz już wyjąć dłonie z wody. Wetrzyj teraz ten balsam i zaraz ci powiem co dalej...

   - Jasne, o bogini...

   - Wariatka – zaśmiała się Lou, a ja razem z nią. „Bo nie ma co się oszukiwać, to słowo idealnie opisuje moją przyjaciółkę.

   - Już to kilka razy słyszałam...

   - Co ty nie powiesz? – przewróciłam oczami i momentalnie poczułam na twarzy krople wody. Aż podskoczyłam na stołku. Ej!

   - Boże... westchnęła Alex. Już się nie mogę doczekać miny Louisa, gdy zobaczy cię w tej sukni. I jeszcze ta fryzura. I makijaż... Boziu, ktoś musi to nagrać! To będzie epicki moment. Może powinnyśmy naszykować od razu wannę z lodem, by biedak mógł się ochłodzić...

   - Nadal mi się wydaję, że tamta dłuższa sukienka była lepsza – powiedziałam, próbując zmienić temat. Czerwieniłam się na samo wspomnienie kreacji, którą wybrały dziewczyny. Jakim cudem dam radę w niej wyjść?

   - Była piękna, ale źle na tobie leżała – Louise kolejny raz podzieliła się swoim fachowym spostrzeżeniem. Za to ta czarna wygląda jakby była na tobie szyta. A te buty... obie westchnęły teatralnie. Marzenie...

   - Czy to normalne, że ktoś tak po prostu przysłał mi te rzeczy? kolejny raz zastanawiałam się jak to wszystko działa. Przecież ja nawet nie znam tego człowieka...

   - Tak to już jest w tym biznesie – najwidoczniej dla Lou ta sytuacja była jak najbardziej na miejscu. Dla jego domu mody to świetna reklama... Na twoim miejscu zaczęłabym się do tego przyzwyczajać...

   - Chcesz mi powiedzieć, że Danielle i Perrie również dostają takie drogie prezenty? to wszystko naprawdę nie mieściło mi się w głowie.

   - Pers to na pewno – usłyszałam. Choć nie zawsze są to prezenty. Czasami odbywa się to na zasadzie wypożyczenia... Ej, czy ty mi właśnie zjadłaś szminkę? Przyłapana na gorącym uczynku Koniec przygryzania warg – nakazała. Danielle pewnie też. Choć akurat w ich przypadku jest trochę inaczej. W końcu obie siedzą w show-biznesie. Wyciągają z tego więcej niż możesz sobie wyobrazić...
   - To na pewno przyznałam. W końcu to wszystko wydawało mi się totalnie nieprawdopodobne.

   - Mam teraz ochotę złożyć reklamację tam u góry, że nie jesteśmy podobnych gabarytów... - westchnęła smutnoAlex. Boże, zabiłabym za te czarne buty...

   - Ja też – Lou również popisała się swoimi aktorskimi umiejętnościami we wzdychaniu z żalu.
Alex i czarne buty... Pomyślałby kto...

   - Ja się pewnie zabiję jeżeli zmusicie mnie do ich założenia – powiedziałam jak najbardziej poważnie. Naprawdę nie wiem, czy dam radę w nich chodzić...

   - Dasz – obie jednocześnie wyraziły swoje zdanie. Dla takich butów warto zaryzykować życie – zakończyła Alex. „To będzie katastrofa...” westchnęłam, wiedząc że skoro do tej pory ich nie przekonałam, to już mi się ta sztuka nie uda.









   „Kończę pracę o drugiej. Pasuje ci trzecia? Akurat zdążę na spokojnie dojechać do domu. xx”



   - Oczywiście, że mi pasuje... Trzecia, czwarta i każda następna... mruczałem pod nosem, wydeptując dziury w dywanie. Nosiło mnie jak jeszcze nigdy chyba. A najgorsze w tym wszystkim było to, że już dwie po trzeciej, a Katie jeszcze nie ma. „A jak nie będzie chciała ze mną rozmawiać, po tym jak ją wcześniej olałem?” kolejna straszna myśl pojawiła się w mojej tępej głowie. Aż sobie usiadłem z wrażenia. Boże... zerknąłem na ekran laptopa, ale kolor przy jej imieniu nadal nie chciał zmienić się na zielony. Spokojnie, tylko się spóźnia... Kilka minut, to przecież nic takiego... Boże! Gadam do siebie! Jestem beznadziejny... westchnąłem i zapatrzyłem się na zdjęcie na jej skypowym profilu. Uśmiechała się na nim od ucha do ucha. Gdy tylko na nie patrzyłem nie mogłem się nie uśmiechnąć. Zerknąłem na zegarek i momentalnie humor mi się pogorszył. Dziesięć po... mruknąłem pod nosem, ciężko wzdychając. Może po prostu autobus jej uciekł... tłumaczyłem sobie każdą minutę spóźnienia. „A może doszła do wniosku, że szkoda jej czasu na takiego debila...

   Nie mogłem uwierzyć, że zaprzepaściłem taką szansę i nawet do niej nie podszedłem. Gdybym zrobił ten jeden pieprzony krok i się odezwał na pewno przedstawiłaby mi swojego brata i może spędzilibyśmy cudowny wieczór razem. Poleciałem do Londynu tylko po to i oczywiście musiałem wszystko spierdolić. „Kretyn, kretyn, kretyn...” komplementowałem się w myślach, waląc głową w klawiaturę. „Powinni mnie koronować. Król wśród kretynów...

   - Boże, a jak nie będzie chciała ze mną rozmawiać? powoli zaczynałem świrować. Znów nerwowo przemierzałem pokój, raz po raz zerkając na ekran laptopa. „Może powinienem do niej napisać?” zatrzymałem się w miejscu i sięgnąłem po komórkę. „A może lepiej nie... Jeszcze pomyśli, że ją naciskam, albo coś...” westchnąłem, wsuwając telefon do kieszeni. Na pewno sama by napisała, gdyby chciała...

   Znów zapatrzyłem się w jej zdjęcie. „Dlaczego choć raz nie mogłem zachować się nie jak niedorozwinięty gówniarz?” Miałem ochotę walić głową w ścianę. Zrobić cokolwiek, by tylko cofnąć czas i znów znaleźć się z kwiatkiem w dłoni przed tą kawiarnią. „Gdybym tylko nie uparł się, by wtedy czekać w samochodzie...” westchnąłem, nerwowo przeczesując włosy.

   O piętnastej trzydzieści siedziałem na łóżku, tępo gapiąc się w monitor. I jedyne na co miałem ochotę, to płakać nad swoją głupotą i zmarnowaną szansą. „Dlaczego nie mogę być taki jak Harry?” spoglądałem w oczy dziewczyny ze zdjęcia. „Wtedy nie czułbym się przy laskach jak ostatni kretyn...

   - Niall? usłyszałem głos Louise w tym samym momencie co pukanie do drzwi. Zerwałem się z łóżka, by otworzyć. Szczęśliwy, że zajmie mi choć kilka minut. Cześć – uśmiechnęła się i od razu jej spojrzenie powędrowało do moich włosów. I to by było na tyle, jeżeli idzie o jej uśmiech... Jazda pod prysznic i umyj włosy. Będę za kwadrans, żeby cię uczesać.

   - Ale... próbowałem protestować, przeskakując wzrokiem między nią a laptopem. Ale...

   - Żadne ale – popchnęła mnie w kierunku łazienki i zamknęła za mną drzwi. Piętnaście minut – przypomniała.

   Posłusznie zacząłem się rozbierać, ale w ostatniej chwili wypadłem z łazienki, by chwycić laptop i zabrać go ze sobą. „15.40” westchnąłem, sprawdzając godzinę.

   - Olała mnie – stwierdziłem, wchodząc pod gorący strumień. „Po tym jak ją potraktowałem, to nawet nie powinienem się dziwić...” Mimo wszystko, co chwilę zerkałem na Skype'a z nadzieją, że może ujrzę zielony znaczek przy jej imieniu. „I co teraz?” zastanawiałem się wciągając na tyłek czyste bokserki. Czwarta... westchnąłem zrezygnowany, siadając na krześle przed Louise i odkładając laptop na łóżko. Nawet nie potrafiłem się złościć. W końcu to ja pierwszy nawaliłem. Mogłem teraz poczuć jak Katie musiała się czuć, gdy bezsensownie czekała na moją odpowiedź. Miejmy to szybko za sobą – powiedziałem do Lou, zamykając oczy, z całej siły skupiony na tym, by się nie rozryczeć. „Nie dość, że kretyn, to jeszcze pieprzona, żałosna beksa...
   - Wszystko będzie dobrze, Niall – odezwała się cicho przyjaciółka. Jeszcze... przerwał jej dźwięk nadchodzącego połączenia. Wpatrywałem się w monitor niczym sparaliżowany. Podziwiałem uśmiech Katie zamiast sięgnąć po laptop i nacisnąć zieloną słuchawkę. Odbierz, Niall... 
   Zrobiłem dokładnie tak, jak mi poleciła i dosłownie sekundę później miałem przed oczami uśmiechniętą i może odrobinę zaczerwienioną twarz Katie. Moją Katie w kwiecistej bluzeczce. Wyszczerzyłem zęby w uśmiechu i już miałem zacząć się tłumaczyć...
   - Wszystko w porządku? przyjrzałem jej się uważnie, ale nie znalazłem w jej twarzy żadnych negatywnych emocji. Coś się stało?

   - Nie... spojrzała na mnie zdziwiona. Dlaczego pytasz? Właściwie to ja miałam ci zadać to pytanie...

   - No... Mówiłaś, że będziesz o trzeciej... łamałem sobie palce, zastanawiając się, co to wszystko ma znaczyć. Louise miała pewnie niezłą zabawę z obserwowania mnie. Martwiłem się...

   - Przecież jest trzecia – zerknęła gdzieś w bok. A dokładnie trzy po.

   - Ale... Rożnica czasu, debilu...” ta jakże inteligentna myśl rozbłysła mi w głowie i aż się trzepnąłem w ten pusty łeb. Jestem taki głupi... - jęknąłem, zdając sobie sprawę z tego, że panikowałem na darmo. „Powiedzmy...

   - Och tam... Katie posłała mi wesoły uśmiech. Każdemu się może zdarzyć zapomnieć o tej godzinie różnicy...

   - Nie... Tak – przyznałem jej w końcu rację. - Ale ja nie o tym... - spojrzałem jej w oczy i jak ostatnio, zachwyciłem się tymi wesołymi błyskami. Naprawdę jestem idiotą... Jak ci powiem, co zrobiłem...









   Siedziałem w samochodzie i z całej siły starałem się ignorować rozbawione spojrzenia moich pseudo-przyjaciół. A także mojego menadżera i chłopaków z ochrony. Zresztą kierowca też już się ze mnie śmiał pod nosem. „Normalnie dzień nabijania się ze mnie sobie urządzili...” Zerknąłem na siedzącą obok mnie dziewczynę i naprawdę nic nie mogłem poradzić na to, że moje ciało zachowywało się tak, jak się zachowywało. „Przecież to nie moja wina...” broniłem się sam przed sobą. Choć jeśli miałbym być szczery, to już w momencie, gdy mój wzrok spoczął na jej nagich nogach, myślenie stało się raczej czymś niemożliwym do ogarnięcia. „Leżeć, Mały” rozkazałem swojemu niesubordynowanemu przyjacielowi, który uparcie próbował rozerwać mi spodnie. Dokładnie w tym momencie dojechaliśmy na miejsce. „Zapowiada się naprawdę ciekawy wieczór...” jęknąłem, próbując poprawić portki.

   - Lou... usłyszałem cichy szept Kate i dopiero widząc jej zdenerwowanie, udało mi się choć na chwilę zapomnieć o moim nie tak małym problemie. Proszę, nie pozwól mi upaść...

   - Nie ma takiej możliwości, kochanie – zapewniłem ją, tak jak wszyscy podążając wzrokiem w kierunku jej butów. Rozbawione spojrzenie Harry'ego wcale mi nie pomagało.

   - Nic się nie bój, Katy – Niall nareszcie był w wyśmienitym humorze. Cały czas ktoś z nas będzie obok...

   - Inaczej Alex obetnie nam co nieco – wtrącił Liam, wysiadając jako pierwszy. Piski tylko się wzmogły.
   - A jestem raczej przywiązany do tej części mojego ciała dodał Harry.

   - Nie dam rady... Kate „patrzyła” mi w oczy, przerażona.

   - Oczywiście, że sobie poradzisz – zapewniłem ją, wysiadając i odwracając się, by pomóc jej. Przecież możesz wszystko – szepnąłem jej na ucho, gdy stanęła przede mną, nerwowo poprawiając sukienkę. Wyglądasz zabójczo – przypomniałem jej swój wcześniejszy komplement. Zwalisz wszystkich z nóg, wierz mi...

   - Będę szczęśliwa, jeśli siebie nie zwalę – powiedziała, uśmiechając się delikatnie. Wzięła głęboki oddech i kiwnęła głową na znak, że jest gotowa, a przynajmniej, że bardziej gotowa już nie będzie. Ułożyłem sobie jej dłoń na ramieniu, mając nadzieję, że będzie to wystarczające oparcie dla niej.

   - Gotowi? Zayn stanął przy jej drugim boku. Zauważyłem jak jego wzrok powędrował do maleńkiej ważki wystającej spod sukienki. Reszta tatuażu była niestety niewidoczna. Choć gdybym miał obstawiać, to sądząc po uśmiechu przyjaciela, zobaczył już to, co chciał. Spojrzał mi w oczy i asekurując Kate z drugiej strony ruszył za Harrym i Liamem. Niall z Paulem i Markiem zamykali pochód.

   - Naprawdę jest czerwony? usłyszałem cichy szept Kate.

   - Nie inaczej – odpowiedział Zayn, machając do fanów i uśmiechając się do fotoreporterów. Idealne miejsce dla ciebie, Mała.

   - Wcale nie jestem mała – zaśmiała się, ściskając jego przedramię.

   - Nie, wcale... wtrącił się Harry, nawet nie starając się udawać, iż nie podsłuchiwał.









   - Chłopaki... – Paul pojawił się obok nas akurat w momencie, gdy skończyliśmy witać się z Edem i mieliśmy wziąć z niego przykład i dać się zaprowadzić do naszego stolika. Chcą z wami nagrać kilkuminutową rozmowę przed galą, a potem drugą już po odczytaniu waszych kategorii...

   - Ale... usłyszałam niepewność w głosie mojego chłopaka. Nie zostawię tutaj Kate samej...

   - Nie jestem sama, Lou – przytuliłam się do jego boku i pogłaskałam go uspokajająco po plecach. Mam Marka. Zaczekamy na was – powiedziałam, uśmiechając się z całą pewnością siebie na jaką było mnie stać. Sam słyszałeś. To ma być tylko kilka minut...

   - No nie wiem... domyślałam się, że patrzy na mnie, starając się dojrzeć jakąkolwiek wątpliwość, by mógł zlekceważyć moje wcześniejsze słowa i zrobić tak, jak początkowo planował. Po chwili musiał się poddać, bo ja naprawdę czułam się na siłach, by zaczekać tutaj na nich te kilka minut. Niech będzie – westchnął. Poczułam jego gorące wargi na skroni. Zaraz wracam...

   Z kilku minut zrobiło się kilkanaście, ale z Markiem obok mnie całkiem zabawnie się czekało. Przyjaciel cicho informował o mijających nas osobach i śmiesznie komentował niektóre stroje, czy też fryzury. Zdecydowanie miał do tego dar, bo już po chwili śmiałam się na całego. W pewnym momencie dorobiłam się nawet kieliszka szampana, choć bardziej byłam zajęta tym, by go nie rozlać, niż jego wypiciem. „Bąbelki i obcasy zdecydowanie nie idą w parze...

   W jednej chwili chichotałam z Markiem z zielonych włosów jakiejś sławnej osoby, której żadne z nas nie znało, a w drugiej, z przerażeniem w oczach, rozpaczliwie chwyciłam się silnego ramienia osoby, która mnie staranowała. Kieliszek wyleciał mi z dłoni, głośno roztrzaskując się na twardej posadce. Ktoś tam na górze jednak musiał czuwać nade mną, bo z pomocą tego kogoś udało mi się utrzymać równowagę i nie zaliczyć spektakularnej wywrotki. Po chwili stałam już pewnie, z dłonią Marka opiekuńczo ściskającą mój łokieć.

   - Ślepa jesteś, czy jak? usłyszałam zdenerwowany męski głos, a także kilka rozbawionych.

   - Tak – powiedziałam cicho. Znajomi mężczyzny głośno nabijali się z jego zmoczonych spodni. „Boże, co za wstyd...” jęknęłam w myślach, użalając się nad swoją niezdarnością.

   - Co tak? warknął.

   - Tak, jestem ślepa – powiedziałam, uśmiechając się przepraszająco. Ale skoro to ty na mnie wpadłeś, czy masz równie dobrą wymówkę?

   Wiedziałam, że nie powinnam się odzywać. Wiedziałam to już w momencie, gdy słowa opuściły moje usta. „Dlaczego nie mogłam się po prostu ugryźć w język i milczeć?” Cisza dookoła mnie była wielce wymowna.

   - Nie, nie mam nic na swoje usprawiedliwienie – usłyszałam po chwili. Przepraszam, że na ciebie wpadłem i jeszcze zachowałem się jak dupek...

   - Nie ma sprawy – uśmiechnęłam się przyjaźnie. Przepraszam, że oblałam cię szampanem...

   - Nawet nic nie widać... – powiedział. Wydajesz się znajoma, ale jakoś nie mogę...

   - To dziewczyna Tomlinsona – usłyszałam kolejny męski głos, nim zdążyłam się odezwać i powiedzieć, że to niemożliwe, by mnie znał. Katy, tak? Jestem Siva. A ten gbur, który nie potrafi chodzić, to Tom.

   - Miło mi was poznać – wyciągnęłam dłoń w razie gdyby oni chcieli to zrobić pierwsi. Wraz z kolejnymi uściskami poznałam kolejne trzy imiona. Też z Anglii, prawda?

   - Tak – potwierdził Tom. Najbardziej znienawidzony zespół przez twojego chłopaka, obawiam się... Pewnie nie raz słyszałaś o The Wanted? Aż tacy jesteśmy straszni?

   - O dziwo słyszałam, ale akurat w odniesieniu do ulubionego zespołu Louisa. Choć jego młodsze siostry mogły mu akurat dokuczać... zaśmiałam się, przypominając sobie słowa dziewczynek. Przykro mi, ale nie słyszałam waszej muzyki, więc nie mogę się wypowiedzieć. Na pewno jesteście świetni. W końcu jakby nie było spotykamy się na gali. Byle kogo raczej nie zapraszają...

   - Podobasz mi się – powiedział krótko Max. „Chyba... Choć mogłabyś być politykiem z takim podejściem...

   W tym momencie i oni poszli nagrywać jakiś wywiad, więc była szansa, że chłopcy zaraz się pojawią. I jakby ktoś postanowił spełnić moje życzenie, poczułam ciepłe dłonie Louisa na mojej talii.

   - Tęskniłaś?

   - Nawet nie miałam kiedy – przywarłam do jego boku, gdy prowadził mnie w nieznanym kierunku. Twój ulubiony zespół dotrzymał mi towarzystwa...

   - Jaki mój ulubiony zespół?

   - A taki jeden... zaśmiałam się cicho, by po chwili umilknąć, oszołomiona piskami przecinającymi powietrze, gdy znaleźliśmy się przy stoliku. Pomieszczenie musiało być ogromne. Nachyliłam się w stronę Louisa, który zaczął mi je opisywać ze wszystkimi interesującymi szczegółami.








   Dopiero gdy ukazały się napisy końcowe zdałam sobie sprawę z tego, że moje policzki są mokre od łez. „Kiedy stała się ze mnie taka beksa?” uśmiechnęła się do Louise, która razem ze mną oglądała transmisję z gali wręczenia jakichś tam nagród.

   - Wyglądała przepięknie... powiedziałam, pociągając nosem, wciąż mając przed oczami przyjaciółkę, kroczącą u boku Louisa po czerwonym dywanie i potem, radośnie uśmiechniętą, gdy siedzieli przy stoliku. Byłam z niej taka dumna, że jeszcze trochę, a pewnie pęknę. Jesteś genialna, Lou...

   - Łatwo być genialnym, gdy ma się taką modelkę... Ona we wszystkim wyglądałaby pięknie... Ach... westchnęła, poprawiając sobie córeczkę w ramionach. Nie każdemu dane mieć taką figurę...

   - Co ty nie powiesz? parsknęłam, głaszcząc się po brzuchu.Na szczęście dla mnie, dziś czuję się jak gwiazda Hollywoodu po tych wszystkich zabiegach, które mi zaserwowałaś i moje dodatkowe kilogramy raczej nie popsują mi humoru...

   - Cieszę się bardzo – podniosła się ostrożnie. Dzięki za wesoły wieczór. Pójdę już ją położyć i może przypomnę się mojemu mężczyźnie, coby mnie nie zapomniał...

   - Raczej ci to nie grozi – zaśmiałam się, puszczając jej oczko. Baw się dobrze...

   - Dokładnie taki mam plan – powiedziała, wychodząc z pokoju.

   Wyłączyłam telewizor i zmagając się z bolącą nogą, postanowiłam poczekać w łóżku na Harry'ego. „Ewentualnie pójdę spać licząc na to, że i tak mnie obudzi gdy przyjdzie” uśmiechnęłam się do siebie, kuśtykając do łazienki.

   - Moja mała Kate... - spojrzałam na siebie w lustrze. - Kto by pomyślał...

   Zadowolona wróciłam do pokoju, zastygając w miejscu na ruch przy drzwiach. Gdy zdałam sobie sprawę, kto przy nich stoi, cała krew odpłynęła mi z twarzy, a strach chwycił za gardło. Toczyliśmy jakąś przerażającą walkę na spojrzenia i milczeliśmy...

   - Musimy porozmawiać – usłyszałam ten znienawidzony głos, który tak długo dręczył mnie w koszmarach.

   - Nie mam tobie nic do powiedzenia – nie wiem, jakim cudem udało mi się wydobyć z siebie głos i sprawić, by brzmiał tak pewnie. W środku cała trzęsłam się ze strachu. Co tu robisz?

   - Pracuję w tym hotelu, jakbyś się jeszcze nie domysliła – wzruszył ramionami, jakby to miało wszystko wyjaśnić. Prawie mnie wczoraj nabraliście – uśmiechnął się i ruszył w moją stronę, a ja stałam jak ta idiotka, przyrośnięta do podłogi. Ty i ten gnojek... Gdy zdałem sobie sprawę z tego, kim on jest wszystko do mnie dotarło – spojrzał mi w oczy niezwykle z siebie zadowolony. W końcu postanowiłaś zmienić pracę? I dobrze. Właściwie to już najwyższy czas. Ile można sprzątać kible? Jesteś ich garderobianą? Sprzątaczką? A może po prostu taką panią od wszystkiego?

   - Twoje wnioski mogłyby wejść na stojąco pod dywan, taki reprezentują poziom – powiedziałam. - A teraz stąd spieprzaj, zanim narobię rabanu. Wiesz, gdzie są drzwi.

   - Naprawdę liczysz, że uwierzę, iż dzieciak, który mógłby mieć każdą laskę, na którą kiwnąłby palcem, wziął sobie kogoś takiego jak ty? No proszę cię... - mogłam udawać przed nim, że nie zabolały mnie jego słowa, ale w końcu powiedział tylko to, nad czym i ja się dość często zastanawiałam.

   - Nie myśl zbyt dużo, Dave – zacisnęłam palce na kulach i posłałam mu kpiący uśmiech. To nigdy nie była twoja mocna strona...

   - Nie bądź taka, kotku – zbliżył się do mnie na zdecydowanie zbyt małą odległość. Uniosłam dumnie głowę zastanawiając się, czy cios kulą między nogi skutecznie go unieszkodliwi. - Kiedyś byłaś bardziej rozrywkowa...

   - Kiedyś? uniosłam brwi. Pozwól, że ujmę to inaczej. Masz trzy sekundy żeby stąd wyjść, albo...

   - Albo co? Co takiego mi zrobisz, kotku? spojrzał na mnie, rzucając mi wyzwanie. Pomachasz mi kulą przed nosem?

   - Może powinieneś raczej zapytać, co takiego ja ci mogę zrobić? usłyszałam głos Harry'ego i miałam ochotę osunąć się na ziemię z tej ulgi, jaka mnie zalała. Ale nie mogłam dać temu śmieciowi takiej satysfakcji. Jestem pewien, że dyrekcję hotelu ucieszy wieść, że jeden z pracowników napastował gościa. A jak jeszcze dodamy do tego, że tym gościem jest moja dziewczyna, to jestem pewien, że dobrze na tym nie wyjdziesz, dupku. A teraz, wypierdalaj stąd, zanim ci pomogę.

   Harry zabijał go wzrokiem i ku mojej wielkiej radości mogłam podziwiać niezbyt pewną minę na tej jakże znienawidzonej przeze mnie twarzy. Teraz już nie był taki odważny.

   - Jestem pewien, że nie ma potrzeby nikogo niepokoić... powiedział przymilnie, zbliżając się do drzwi. Nie wiem, co ona ci nagadała... Widzę, że mnie nie lubisz, ale Alex i ja mamy wspólną przesz...

   - Nie że cię nie lubię, koleś, ale gdybyś się palił, a ja miałbym wodę, wypiłbym ją... otworzył drzwi na oścież i spojrzał na niego wymownie. Nie każ mi się powtarzać.

   Miałam ochotę skakać ze szczęścia i rozpłakać się z ulgi, gdy Dave bez słowa opuścił pokój, wyglądając przy tym niezbyt pewnie. Harry z trzaskiem zamknął drzwi. Po chwili usłyszałam szczęk zamka. Patrzyłam na niego, wciąż nie wierząc w to, jak wielkie miałam szczęście i to nie tylko dlatego, iż kolejny raz zjawił się w odpowiednim momencie. Teraz zbliżał się do mnie powoli, nie spuszczając ze mnie wzroku. Spojrzał mi w oczy i przyciągnął do siebie.

   - Już wszystko dobrze, skarbie – powiedział, a jego oddech owiewał moje ucho. Poczułam jego palce na moich, próbujące delikatnie je rozprostować. Możesz już puścić kule... Chwilowo nie będą ci potrzebne... hipnotyzował mnie swoim spokojnym głosem, choć wiedziałam, że w środku wszystko się w nim gotuje. No dalej, Alex – zachęcał. Chyba że planujesz mi nimi przywalić?

   - Czasami naprawdę ci się należy, ale... – upuściłam kule na podłogę i mocno przywarłam do Harry'ego. – Ale nie tym razem...

   - Ufff... - otoczył mnie ramionami. To mi ulżyło... Urwałem się wcześniej z imprezy, licząc na trochę mniej bolesną nagrodę... gładził mnie uspokajająco po plecach, pozwalając wypłakiwać łzy w swoją marynarkę. Mam dla ciebie mały prezent. Ale może najpierw powinniśmy zadzwonić do recepcji...


wtorek, 4 lutego 2014

92




   I znów lotnisko. Rozejrzałem się dookoła, ziewając ukradkiem i próbując skupić się na czymkolwiek, by odpędzić zmęczenie. „Z marnym skutkiem, czyż nie?” mruknęło moje drugie ja, odwracając się do mnie tyłkiem i zakopując pod pierzyną. Miałem wrażenie, że w ostatnim czasie spędzałem więcej czasu na lotniskach i w samolotach, niż w swoim własnym domu. „Wspaniale było przespać tą jedną noc w naszym wspólnym łóżku” uśmiechnąłem się, zerkając na Kate. Uśmiech trochę mi zmalał, gdy zauważyłem jak siedziała sztywno, z całej siły starając się nie dotknąć plecami oparcia i cicho rozmawiała z Markiem. Wyglądała przepięknie i nawet moja, bądź co bądź sporo za duża koszula tego nie psuła. Właściwie jeszcze dodawała jej uroku. Wyglądała w niej na tak drobną i delikatną, że od razu miałem ochotę zamknąć ją w moich ramionach i nie wypuszczać z nich już nigdy. „Właściwie nie potrzebowałem do tego żadnego pretekstu” pokręciłem głową nad moją zaborczością, którą przyjaciele tyle razy mi wytknęli. Zerknąłem na Kate. „Dlaczego aż taką radość sprawiło mi to, że mogłem oddać jej swoją koszulę?
   Cieszyłem się jak głupi na wspomnienie słów lekarza odnośnie efektów zabiegu. Zresztą i bez tego, co powiedział wiedziałem, że jest lepiej niż wspaniale... Okropne blizny na plecach Kate były już tylko wspomnieniem. I choć oboje wiedzieliśmy, że jeszcze kilka zabiegów przed nią, to efekt jaki udało się osiągnąć na dzień dzisiejszy był bardziej niż zadowalający. „W końcu mogła przestać się wstydzić swoich blizn...
   Byłem zadowolony również z tego, że pomimo wcześniejszych obaw, udało nam się wstąpić do szpitala w drodze na lotnisko. Wiedziałem, że wczorajsze spotkanie z Lily i Emmą to było mało. Nie tylko dla nich, ale i dla Kate. I mimo iż dziś wpadliśmy do nich dosłownie na pięć minut, to z przyjemnością obserwowałem szeroki uśmiech na twarzy mojej dziewczyny, gdy mogła spędzić z małą kuzynką jeszcze te kilka chwil... Dziś już nie rozkleiła się tak jak wczoraj, choć może przy pożegnaniu uroniła kilka łez. Uśmiechała się i wesoło przekomarzała z Lily. A gdy Mark przypomniał nam, że już czas jechać na lotnisko, nie była smutna. W samochodzie wciągnęła mnie w dyskusję na temat tego, co moglibyśmy zrobić, by sprawić radość Lily. Myślę, że pomysł rozmowy na Skypie z chłopakami był całkiem dobry na początek...
   - Proszę, pańskie zamówienie – głos kobiety wyrwał mnie z zamyślenia. Odebrałem nasze napoje i skierowałem się prosto do mojej dziewczyny, kolejny raz zerkając na zegarek i modląc się w duchu, by Horan się nie spóźnił. „Gdzie on jest, do cholery?” zastanawiałem się. „Przecież zawsze jest pierwszy... Paul nas zabije, jeśli się nie pospieszy...
   - Kawa... – powiedziałem, podając Kate i Markowi kubek i wróciłem do lady, by odebrać pozostałe dwa. Wyciągnąłem rękę z gorącym napojem w stronę Adama i odwróciłem się, by w końcu zająć miejsce u boku mojej dziewczyny.
   - Cześć wam... – ton głosu Nialla sprawił, że stanąłem jak wryty, zapominając o tym, co miałem zamiar zrobić. Patrzyłem jak przyjaciel ciężko opadł na siedzenie obok Adama, odkładając plecak, na następny fotel. Nie zareagował jednak, gdy ten z hukiem upadł na podłogę. Przyjrzałem się jego twarzy. „Wygląda co najmniej nieciekawie...
   - O matko, stary... – patrzyłem na niego zdumiony. Sam nie wiem, czego się spodziewałem, ale zdecydowanie nie tego. – Gdyby worki pod twoimi oczami były odrobinę większe, potrzebowałbyś do ich dźwigania tragarza i to na pełnym etacie...
   - Niall? – na twarzy Kate widniała ogromna troska. Wyciągnęła do niego dłoń, którą on szybko ujął, przesiadając się przy okazji na moje miejsce.
   - Wszystko dobrze, Katy... – powiedział, pociągając nosem. „I niby kto miałby uwierzyć w te jego zapewnienia?” – Nie martw się... – westchnął ciężko. Zauważyłem, że jego oczy podejrzanie błyszczą. – Nie ma powodu do zmartwień... – dodał cicho.
   - Nie tak sobie wyobrażałem ciebie dzisiaj – w dalszym ciągu przyglądałem się mu uważnie. – Wprawdzie byłem pewien, że możesz się spóźnić, ale liczyłem raczej na oślepiający wszystkich dookoła uśmiech, a nie na łzy. Niedługo ją zobaczysz przecież...
   - Lou... – usłyszałem cichy głos Kate. Spojrzałem na nią, nie do końca rozumiejąc o co jej chodziło, gdy kręciła głową. „Może o to, żebyś się zamknął, idioto...” – Nie...
   Wyciągnęła drugą dłoń w stronę Nialla i patrzyłem jak kładzie ją delikatnie na jego policzku, niemo pytając go, co się dzieje. Przyjaciel nic nie odpowiedział. Opuścił powoli powieki, jakby rozkoszował się tym dotykiem. Po chwili zamknął ją w mocnym uścisku, wywołując tym samym jęk bólu i to nie tylko u niej. Ja i Mark zareagowaliśmy jakbyśmy poczuli to razem z nią. Niall od razu poluźnił uścisk.
   - Przepraszam, Katy... – wyszeptał, pozwalając jej się pocieszać. „Co tu jest grane?” zastanawiałem się, obserwując tych dwoje. Ta myśl towarzyszyła mi przez cały lot do Berlina, gdy bez słowa skargi obserwowałem przyjaciela, leżącego z głową na kolanach mojej dziewczyny. Po jego policzkach od czasu do czasu spływały łzy, a dłoń Kate głaskała go po włosach w cichym geście pocieszenia. „Co tam się stało na tej jego randce?” Wiem, że nabijaliśmy się z Nialla i dokuczaliśmy mu nie raz i nie dwa, ale zdecydowanie każdy z nas uważał, że on i ta jego Katie pasują do siebie, co najmniej jak dwa sąsiednie kawałki pizzy...




   - Paul nadal nie może spojrzeć nam w oczy... – zaśmiała się Alex, gdy menadżer opuścił nas po standardowej odprawie na dzień dobry i udał się w sobie tylko znanym kierunku.
   - A dziwisz się mu? – parsknął Zayn, wlewając w siebie kolejną kawę. – Pewnie gdybym to ja ujrzał tyłek Stylesa w akcji, potrzebowałbym specjalistycznego leczenia – przewróciłem oczami, słysząc jego słowa.
   - Nie przesadzaj – powiedziałem, patrząc mu w oczy. – Widziałeś moją dupę więcej razy niż swoją...
   - Co? – zaśmiała się Alex, przy okazji krztusząc się herbatą. Niezawodny Liam od razu pośpieszył na ratunek i trzepnął ją w plecy.
   - Nie żebym chciał! – bronił się Malik z miną tak zabawną, że aż szkoda, iż nikt jej nie uwiecznił dla potomnych. – Po prostu twój facet uwielbia paradować z gołym tyłkiem...
   - Powiedz mi coś czego nie wiem... – mruknęła Alex, puszczając mi oczko.
   Śniadanie mijało w przyjemnej atmosferze. „Nabijania się ze mnie w dużej mierze, ale co mi tam, od czasu do czasu niech im będzie wolno...” zgodziłem się na to łaskawie, zwłaszcza, że miałem zamiar to sobie dość szybko wynagrodzić. Uśmiechnąłem się pod nosem, planując jak by tu najszybciej zaciągnąć Alex do pokoju i wykorzystać pozostały nam wolny czas. Tą radosną sielankę w jednej minucie zburzyła wiadomość od Louisa. Przeczytałem ją na głos i zapadła cisza. Nikt z nas nie spodziewał się czegoś takiego. Obstawialiśmy różne scenariusze, ale żaden z nich nie był nawet podobny do tego, co zawierała wiadomość od Lou. Patrzyliśmy na siebie zdziwieni, zastanawiając się, co też mogło się wydarzyć podczas tej tak wyczekiwanej randki Nialla.
   - Chyba wykrakałem... – westchnął Liam, odkładając serwetkę i wstając od stołu. – Jakby co, to będę u siebie – powiedział i odszedł, nie czekając na naszą reakcję.
   - Ja chyba też już pojadłem – Zayn najwyraźniej postanowił potowarzyszyć Payne'owi. – Czekaj, Li. Idę z tobą...
   Spojrzeliśmy na siebie z Alex i też stwierdziliśmy, że najlepiej będzie wrócić do pokoju. I gdybym miał być szczery, to prawie wcale nie myślałem o moich, jeszcze nie tak dawnych, łóżkowych planach. Pomogłem jej wstać i podałem kule, uśmiechając się na widok tęczowej sukienki, która zafalowała jej wokół stóp. Szliśmy powoli w kierunku windy, raz po raz zatrzymywani przez fanów. Za każdym razem posyłałem przepraszający uśmiech mojej dziewczynie, ale ją najwyraźniej bardzo bawiła ta nasza niekończąca się pielgrzymka do windy. Dziękowałem Bogu za tą jej cierpliwość i wyrozumiałość...
   - Uciekajmy, zanim pojawią się kolejne fanki – powiedziałem, kładąc dłoń na jej plecach w opiekuńczym geście. „A może był to raczej gest mówiący o tym, że jest moja i tylko moja?
   - Pif paf! Pif paf! – rozległo się za naszymi plecami. Odwróciliśmy się zaciekawieni i nie mogliśmy się nie roześmiać, widząc kilkuletniego chłopca, mierzącego do nas z plastikowego pistoletu.
   - Widzę, ze wrogów masz wszędzie, Styles – parsknęła Alex, gdy ja postanowiłem trochę się powygłupiać i dać się zastrzelić. – Przywołam windę – skinęła w stronę drewnianych drzwi, w momencie, gdy „trafiony” chwyciłem się za serce i ku ogromnej radości dzieciaka, z hukiem zaliczyłem spotkanie z podłogą. „Szczęście, że ktoś pomyślał i przykrył ją dywanem” zauważyłem odkrywczo, choć muszę przyznać, że i tak zabolało. Dzieciak „dobił” mnie jeszcze kilkoma strzałami i zapominając chyba o niedawnej egzekucji, wyciągnął do mnie rączkę, pomagając mi wstać. Machał mi wesoło dopóki nie zniknął z rodzicami w przestronnym lobby. „Dzieciaki...” nie wiedzieć czemu uśmiechałem się jak głupi.
   Odwróciłem się w końcu w stronę mojej dziewczyny i widząc jej chorobliwie bladą twarz, przeraziłem się nie na żarty. Podszedłem do niej szybko i chyba dzięki temu, że ani ona, ani facet, który najwyraźniej ją zaczepiał, jeszcze nie zwrócili na mnie uwagi, udało mi się usłyszeć fragment ich rozmowy.
   - Daj spokój, Alex... – „On ją znał? Skąd? Kto to jest?” próbowałem cokolwiek zrozumieć z sytuacji, która rozgrywała się przed moimi oczami. – Może się spotkamy? Tak po starej znajomości... – uniósł dłoń i przejechał palcem po jej odsłoniętym ramieniu, a mnie aż zatrzęsło z wściekłości. „Jak ten gnój śmie ją dotykać?
   - To takie kuszące, Dave, że aż mam inne plany na wieczór i na najbliższe zawsze... – odpowiedziała mu cicho, a ton jej głosu mógł zmrozić na miejscu. W mojej głowie rozdzwoniły się syreny alarmowe. „Dave? Ten Dave? Ten skurwysyn Dave?” Spojrzałem na faceta i nie mogłem uwierzyć w to, że ta gnida ma czelność dotykać moją dziewczynę.
   - Nie bądź taka, kotku... – popisywał się swoimi śnieżnobiałymi zębami, których najchętniej bym go pozbawił. „I to z ogromną przyjemnością...” – Fakt, że wpadliśmy na siebie akurat tutaj, nic dla ciebie nie znaczy? Może być fajnie – zmierzył ją uważnym spojrzeniem. – Nawet pomimo twojej niedyspozycji. Zawsze byłaś dobra w te klocki...
   - Sorry, kotku – posłałem mu najbardziej mordercze spojrzenie z mojego repertuaru i objąłem Alex ramieniem, naciskając przycisk przywołujący windę. Ktoś chyba lubił mnie tam na górze, bo drzwi rozsunęły się prawie natychmiast. Weszliśmy do środka, zostawiając za sobą oniemiałą imitację faceta. Jego wzrok przeskakiwał ze mnie na Alex, jakby był na jakimś meczu tenisa. – O ile się nie mylę, to już miałeś swoje pięć minut i spierdoliłeś je na całego... – sekundę później drewniana powierzchnia odgrodziła nas od niego. – Co za kutas pierdolony... – mruknąłem pod nosem, próbując opanować wściekłość. – Skarbie? – zwróciłem się do dziewczyny, która stała obok mnie i milcząc patrzyła przed siebie przerażonym wzrokiem, w którym oprócz strachu moglem dojrzeć również ogromny ból. – Już dobrze... – przytuliłem ją do siebie, zastanawiając się, jakim cudem mogliśmy wpaść na tego kolesia. „Jak to, kurwa, możliwe?
   Pięć minut później zamknąłem za nami drzwi pokoju i dopiero teraz mogłem uważnie przyjrzeć się Alex. Trzymała głowę wysoko, jak przystało na dumną i silną osobę, którą niewątpliwie była, ale jednocześnie dość łatwo mogłem zauważyć, jak bardzo wstrząsnęło nią to spotkanie. Znałem prawdę. Wiedziałem co ten skurwiel jej zrobił, do czego ją zmusił... Nie dziwiła mnie wcale jej reakcja... Choć z drugiej strony... Może właśnie byłem trochę zdziwiony... „Skąd ta dziewczyna czerpie siłę, by stać przede mną tak opanowana?
   Zbliżyłem się do niej powoli, nie odrywając wzroku od jej zranionego spojrzenia. Wyjąłem jej kule z rąk, odkładając je na fotel i pozwalając dziewczynie oprzeć się na mnie. Nie płakała, choć Bóg mi świadkiem, że byłaby to jak najbardziej zrozumiała reakcja. Alex po prostu patrzyła na mnie uważnie, jakby czekała na mój ruch. Uśmiechnąłem się zadziornie, biorąc sobie za cel, przegonienie gnoja z jej głowy.
   - Twarda z ciebie laska, skarbie – objąłem ją ramionami, splatając dłonie na jej plecach i pochylając się nieznacznie, by musnąć jej wargi delikatnym pocałunkiem. Nawet taki niewinny dotyk wystarczył, by moje ciało rozpaczliwie jej zapragnęło. „Jak ty to robisz, kochanie?
   - Ja? Nieee... – w końcu ujrzałem w jej spojrzeniu te łobuzerskie iskierki, które tak uwielbiałem. Poczułem jej dłoń, masującą mojego przyjaciela przez cienki materiał dżinsów. – Ale za to tu czuję całkiem niezły potencjał...




   - Przecież jesteśmy twoimi przyjaciółmi... – usłyszałem sam już nie wiem, który raz. Może i Liam był bardziej uparty niż pozostali, ale i zawsze używał większych dział. Westchnąłem ciężko, zastanawiając się, co takiego musiałbym zrobić, by po prostu zostawili mnie w spokoju. Nie miałem zamiaru roztrząsać mojego żałośnie nieistniejącego życia uczuciowego. „Z nikim. A już na pewno nie teraz.” Wystarczająco dobijające było to, że moja komórka nie przestawała wibrować, oznajmiając co chwilę nowe wiadomości. I nawet nie musiałem sprawdzać, by wiedzieć od kogo była większość z nich... – Proszę, powiedz nam co się stało...
   - Dlaczego nie możecie zrozumieć, że nie chcę mi się o tym gadać? – powiedziałem wiedząc, że moje uparte milczenie nie robi na nich większego wrażenia. – Możemy po prostu zapomnieć o tym temacie? Mamy robotę do wykonania...
   - Od kiedy to spotkania z fanami są dla ciebie „robotą do wykonania”? – Zayn spojrzał na mnie wymownie.
   - Od teraz – mruknąłem, zamaszyście składając ostatnie dwa autografy i podsuwając plakaty Harry'emu. Przynajmniej on chwilowo mnie nie męczył, zajęty swoimi własnymi problemami. No i Louis w końcu też przystopował. Oczywiście na prośbę Katy. „W końcu będę musiał jej powiedzieć...” westchnąłem, próbując przełknąć moją naiwność. „Dlaczego akurat ja muszę być takim idiotą?” Wstałem gwałtownie i opuściłem pomieszczenie.
   - Naprawdę nic wam nie powiedział? – usłyszałem jeszcze „ciche” pytanie Liama. Mogłem sobie tylko wyobrazić minę Louisa, do którego prawdopodobnie skierowane były te słowa. „Dlaczego wszyscy muszą mi matkować?” westchnąłem rozdrażniony, napotykając zdziwione spojrzenie menadżera.
   - Skończyliście już? – patrzył na mnie uważnie, jakby próbował wydrzeć z mojej głowy odpowiedź.
   - Prawie – odezwał się Styles, materializując się za moimi plecami.
   - Cuda jednak się zdarzają! – zaśmiał się Paul. – No ale bardzo dobrze się składa, bo wasze fanki zaraz rozniosą to miejsce. Powinniście do nich wyjść za pięć minut...
   Jeszcze nie skończył mówić, a ja już byłem gotowy, by wyjść na podwyższenie i zasiąść za stołem. Zayn miał rację, zazwyczaj bardzo lubiłem spotkania z fanami i chętnie wdawałem się ze wszystkimi w dyskusje. Dziś jednak było trochę inaczej. Składanie autografów to akurat odpowiednie zajęcie dla mnie w tym momencie, ale zdecydowanie z innego powodu. Po prostu nie wymagało myślenia i zapewniało mi przynajmniej dwie godziny spokoju. Wiedziałem, że przesłuchanie jest tylko odroczone, ale i tak cieszyłem się, że przynajmniej trochę mogę odsapnąć od ich niekończących się pytań. Co miałem im powiedzieć? W końcu nie raz mnie ostrzegali, ale ja oczywiście, jak na naiwnego idiotę przystało, byłem mądrzejszy. „No i mam za swoje...” westchnąłem. W tej chwili marzyłem tylko o tym, by wszyscy zostawili mnie w spokoju, a ten przeklęty telefon w końcu przestał informować mnie o kolejnych wiadomościach. Miałem ochotę roztrzaskać go na najbliższej ścianie, ale wtedy to już wszyscy wzięliby mnie w obroty. Czasami naprawdę miałem dość tej nadopiekuńczości przyjaciół. A zwłaszcza Liama, który samym spojrzeniem wydawał się czytać we mnie jak w otwartej księdze.
   Próbowałem się ukryć za szerokim uśmiechem, ale chyba pierwszy raz w życiu było to niewykonalne. „Jak mogłem się śmiać, gdy w środku wyłem z rozpaczy?
   - Wszystko w porządku, Niall? – Paul oczywiście natychmiast zobaczył moja sztuczną radość.
   - Taaa... – mruknąłem pod nosem, nie patrząc mu w oczy. – Po prostu brzuch mnie boli...




   - Przebierz się w coś cieńszego, Słońce – usłyszałam, że Alex kuśtyka przez pokój i otwiera drzwi na balkon. – Jest za gorąco, by grzać się w dżinsach... – tym razem nie zamierzałam protestować. Z przyjemnością zrzuciłam długie spodnie, zamieniając je na szorty. „Od razu lepiej” poczułam lekką bryzę na nagich nogach. Przez chwilę rozważałam pozostanie w koszuli Louisa, ale ostatecznie temperatura na zewnątrz oraz moje rozpalone plecy zadecydowały, że sięgnęłam po bardziej skąpą bluzkę. „Kolejny prezent od Louise...” westchnęłam z ulgą, gdy chłodny materiał przyjemnie pieścił moją podrażnioną skórę. – Od razu lepiej, prawda?
   - O, tak... – uśmiechnęłam się do przyjaciółki, ostatni raz zatapiając nos w koszuli Lou i napawając się jego zapachem. Chichot Alex sprawił, że w końcu ją odłożyłam. „Bardzo niechętnie...” – Posiedzimy na zewnątrz?
   - To chyba nie najlepszy pomysł – powiedziała i po chwili pociągnęła mnie w stronę kanapy. – Słońce świeci akurat z tej strony, a to chyba za wiele dla twoich pleców... – opadła obok mnie i mogłam usłyszeć dźwięk odkładanych kul. – Jak on się czuje?
   - Nie za dobrze... - westchnęłam, przypominając sobie załamanego przyjaciela, który spędził dwie godziny lotu, leżąc na moich kolanach i rozpaczając. – Nie chciał nic mówić... Powiedział tylko, że nie jest taka jak myślał...
   - Okazała się jakąś szaloną fanką, czy jak?
   - Nie wiem – wzruszyłam ramionami, siadając bokiem i starając się nie opierać. – Nie wydaje mi się... Gdy z nią rozmawiałam, odniosłam wrażenie... I z tego co Niall opowiadał i Lou... Wydawała się bardzo nieśmiała. I szczera. Była bardzo sympatyczna... – próbowałam przypomnieć sobie moje spotkanie z Katie i opisać jak najdokładniej moje odczucia. „Nic z tego, co pamiętałam nie pasowało do tego całego dramatu...” – Nie potrafię sobie wyobrazić, co mogło pójść nie tak... Może Niall coś wyolbrzymia? Ale...
   - Ale dopóki nie powie ci co takiego się stało, to nie za bardzo możesz mu pomóc, tak? – uśmiechnęłam się słysząc , że Alex doskonale zdawała sobie sprawę z tego, co się działo w mojej głowie.
   - Dokładnie...
   - Może Liam coś z niego wyciągnie...
   - Może... – miałam szczerą nadzieję, że chłopcy nie będą się z niego nabijać, ani specjalnie go męczyć, a jedynie spróbują delikatnie wybadać, co takiego się stało.
   - Jak plecy?
   - Pieką – uśmiechnęłam się, wzruszając ramionami. – Ale jeśli jesteś głodna, to prawdopodobnie doskonale się nadadzą do usmażenia jajka...
   Jako że miałyśmy za mało informacji, by debatować o Niallu i o tym, jak pomóc jemu i Katie, rozmowa zeszła na moje prawie już zdrowe plecy i nie do końca zdrową nogę Alex. „Strasznie nudne tematy” zachichotałam, gdy już trochę pomarudziłyśmy i szybko przeszłam do tego, co wydawało się o wiele ciekawsze. Zresztą co będę kręcić, umierałam, by podzielić się tym wszystkim z Alex. „Lily...” opowiedziałam przyjaciółce ze szczegółami to, co wydarzyło się podczas pobytu w Londynie. Wręcz słyszałam zgrzytanie jej zębów, gdy tylko wspomniałam o wizycie Eleanor i jej dziwnych pytaniach. „Miejmy nadzieje, że te dwie nigdy się nie spotkają...” uśmiechnęłam się pod nosem. „Zwłaszcza sam na sam...” Wspomniałam też o tym wszystkim, co opowiedział mi Louis odnośnie poszukiwania dawcy szpiku i o tym, że pomimo tak wielkiego odzewu fanów wciąż nie udało się znaleźć tej jednej osoby, która mogłaby uratować życie Lily. Przy okazji okazało się, że Harry to też całkiem niezłe źródło informacji. Mówiłam o swoich wrażeniach... O tym wszystkim, co czułam i jak się czułam, gdy poznałam Lily i o czasie, który pędzi zdecydowanie za szybko... Nie mogłam nie wspomnieć o Emmie, której siłą niezmiennie się zachwycałam. Gdzieś w połowie mojej opowieści zauważyłam, że Alex jest dziwnie milcząca. Nie komentowała tego, co mówiłam, jak to miała w zwyczaju i tylko ciężko wzdychała od czasu do czasu...
   - Coś się stało? – zapytałam, kończąc mój monolog. Wyciągnęłam rękę, by ująć jej dłoń. Była chłodna, a przecież dłonie Alex zawsze są gorące... – Jesteś jakaś nieobecna... Coś z Harrym?
   - Nie, z nim wszystko dobrze... – ścisnęła moje palce i westchnęła ciężko. – Nie martw się, Kate. Nie możesz martwić się o wszystkich. I zdecydowanie nie powinnaś oceniać mnie na podstawie tego, że jestem cicha, skarbie. Nikt nie planuje morderstwa na głos... – zaśmiałam się, słysząc jedno z jej ulubionych powiedzonek. Szybko jednak uśmiech zniknął z mojej twarzy, gdy zdałam sobie sprawę, że jej ton świadczył o tym, iż raczej daleko jej do wesołości. – Dave tu jest... – powiedziała to tak cicho, że nawet ja przez chwilę miałam wrażenie, że nie dosłyszałam.
   - Ale... Jak... Dave? Ten Dave? – udało mi się w końcu wykrztusić to z siebie. Gdy potwierdziła... Cóż... Powiedzieć, że byłam w szoku, byłoby wielkim niedomówieniem. – Skąd? Jak?
   - Nie mam pojęcia... – dodała drżącym głosem. Myśli kłębiły się w mojej głowie, przypominając te wszystkie chwile, gdy moja przyjaciółka cierpiała przez tego człowieka. „To nie może się powtórzyć! Nigdy więcej!” – Zaczepił mnie, gdy wracaliśmy z Harrym ze śniadania... Może tu pracuje? Nie wiem... Gdy go ostatnio widziałam starał się o stanowisko menadżera w jednym z hoteli w Manchesterze...
   - Całe szczęście, że Harry był z tobą... – odetchnęłam z ulgą, bo przez chwilę miałam w głowie scenę, w której moja przyjaciółka musiała się zmierzyć sam na sam z tym okropnym człowiekiem. „Harry nigdy nie pozwoliłby jej skrzywdzić.” – Choć po twoim głosie słyszę, że i tak udało mu się cię nieźle przerazić... Wiesz, że nie pozwolimy mu cię tknąć, Alex. Harry przede wszystkim. Przecież powiedziałaś mu prawdę. Jestem pewna, że domyślił się, że to on i...
   - To na pewno – usłyszałam cień uśmiechu w tych słowach. „Czyżby Harry już miał starcie z Davem za sobą?” – Żałuj, że nie widziałaś miny tego padalca, gdy Styles wtrącił swoje trzy grosze. I całe szczęście, bo ja miałam jakieś zwarcie w mózgu i kompletnie nie potrafiłam wydusić z siebie nic kreatywnego.
   - Czego chciał? – zapytałam tak bojowym tonem, na jaki było mnie stać. Miałam przeczucie, że nie chcę tego wiedzieć.
   - Małego bzykanka po starej znajomości – odpowiedziała, a mnie dosłownie zatkało.
   - Co za... – zagryzłam zęby, by powstrzymać wszystkie okropne epitety, które cisnęły mi się na język. Nic względnie ładnego akurat nie przychodziło mi do głowy.
   - Kutas pierdolony – dokończyła za mnie. Roześmiałam się słysząc jej wielce wymowne podsumowanie. – Cytując Stylesa, żeby nie było, że to ja jestem tak kreatywna...
   - Dobrze powiedziane – parsknęłam i ucieszyłam się, słysząc, że i ona się śmieje. – Nie martw się nim... – objęłam ją ramieniem, zaciskając zęby, gdy moje plecy zaliczyły bliższe spotkanie z oparciem kanapy. – To tylko dwa dni. Pojutrze już nas tu nie będzie. Zresztą jak dobrze pójdzie już go więcej nie zobaczysz...
   - Mam taką nadzieję, bo sam widok jego mordy sprawia, że robi mi się niedobrze...




   - Zauważyłeś, że on przez cały dzień nawet nie zerknął na telefon? – spojrzałem pytająco na Zayna, a on tylko pokiwał mi głową i dalej wpatrywaliśmy się w przerażająco dziś cichego przyjaciela. – To co najmniej dziwne, zważywszy, że ostatnio prawie nie wypuszczał jej z dłoni...
   - A jeszcze dziwniejsze jest to, że jego komórka non stop wibrowała zwiastując nowe wiadomości – wtrącił się Louis. – Przynajmniej do czasu, aż ją wyłączył...
   - Możecie przestać o mnie rozmawiać, jakby co najmniej mnie tu nie było – warknął Niall, ze złością zatrzaskując za sobą drzwi samochodu.
   - Po prostu się o ciebie martwimy... – powiedziałem, rozkładając ręce w przepraszającym geście.
   - To się nie martwicie. Nie jestem małym dzieckiem.
   - To może przestań się tak zachowywać i w końcu powiedz, co się stało – Zayn postanowił postawić sprawę jasno. Przez chwilę mierzyli się spojrzeniami i jednak ostatecznie to blondyn skapitulował. Obrócił się na piecie i szybkim krokiem poszedł do windy.  „Nie, wcale nie wyglądało to na ucieczkę” westchnąłem zrezygnowany. Walka z tym uparciuchem to naprawdę nie było to, czego chciałem. – Niall...
   - Dajcie mi spokój – powiedział, prawie zamykając nam windę przed nosem. Na szczęście refleks Louisa pokrzyżował mu plany. „Choć gdyby spojrzeniem potrafił zabijać...
   - Damy, jak tylko powiesz nam, co się stało – obiecałem szybko, choć nie do końca byłem pewny, czy będę w stanie dotrzymać słowa.
   - Chcecie wiedzieć co się stało? – spojrzał na nas z ogromnym bólem w oczach. Wszyscy od razu pokiwaliśmy głowami na tak. – Okazało się, że ma chłopaka, o którym zapomniała wspomnieć... – wyprostował się, wzrokiem rzucając nam wyzwanie. – Proszę, teraz możecie się ponabijać z głupiego Nialla... Już mi wszystko jedno...
   - Co?! – byłem w szoku. – Przecież to niemożliwe...
   - Mów mi jeszcze... – mruknął i pierwszy wyszedł z windy, gdy zatrzymała się na naszym piętrze. Praktycznie od nas uciekł. Choć wcale nie było takiej potrzeby. Po tych rewelacjach dosłownie nas wmurowało w podłogę. Na tyle skutecznie, że zapomnieliśmy wysiąść razem z nim i opamiętaliśmy się dopiero dwa piętra niżej.
   - Jak to możliwe? – spojrzałem na przyjaciół, nic z tego nie rozumiejąc. – Przecież nie mógł się co do niej aż tak pomylić...
   - Może bawiło ją to, że pogrywa ze słynnym Niallem z One Direction – mruknął Zayn, wspinając się po schodach. – Jakbym ją teraz dorwał...
   - Nie wiem... – próbowałem jakoś sobie dopasować w głowie obraz dziewczyny, którą opisywał mi przyjaciel oraz Kate i którą widziałem przez chwilę na ekranie komputera z rewelacjami, które właśnie poznałem. – To po prostu...
   - Może to tylko jakieś nieporozumienie? – Harry wzruszył ramionami, idąc za Louisem do jego pokoju. Właściwie wszyscy maszerowaliśmy za nim. – Wiesz jaki jest Niall... Choć aż tak, to pierwszy raz go wzięło. Może coś sobie wkręcił...
   - Ale żeby aż tak? – Lou nie chciał w to wierzyć, a ja miałem chyba nadzieję, że okaże się to prawdą, bo w przeciwnym razie pewien blondyn, którego kochałem jak brata, będzie bardzo cierpiał. Tommo spojrzał na nas, otwierając drzwi. – Rozumiem, że wszyscy ładujecie się do środka...
   - Ja chyba zabiorę Alex i pójdę do siebie – Harry spojrzał przepraszająco. – Powinna odpocząć i wolałbym ją mieć na oku. Wiecie... – przypomniałem sobie o mężczyźnie, o którym opowiedział nam wcześniej. – Przez tego faceta, o którym wam mówiłem...
   - Jasne... – Lou poklepał go po plecach. – Dam ci znać, jak do czegoś dojdziemy...
   Nie tak łatwo było przekonać Alex do tego pomysłu. Postanowiła zostać i naradzić się z nami, choć rzeczywiście wyglądała na wyczerpaną. „Czyżby spotkanie z tym facetem aż tak nią wstrząsnęło?” Choć pewnie i upał miał tu duży wpływ. Jednak dobrze się złożyło, że zostali, bo ona, Harry i Louis razem oznaczało dla nas milion pomysłów na przyciśnięcie Nialla. Może nie zawsze możliwych do zrealizowania, ale na pewno bardzo twórczych. Godzinę później siedzieliśmy już w czwórkę zastanawiając się, czy kuć żelazo póki gorące, czy może lepiej dać Niallowi ochłonąć.
   - Kate, proszę, zajmij go jakoś – odezwałem się, dochodząc do wniosku, że nie chcę tego odkładać do jutra. – Wyciągnij go gdzieś...
   - Z pokoju? – zdziwiła się dziewczyna, a Louis zmarszczył brwi na ten pomysł. „No tak...” westchnąłem.
   - Niekoniecznie... – powiedziałem szybko. – On nie chce z nami gadać, więc musimy po prostu dorwać jego telefon albo komputer. Skoro nie odbiera wiadomości, to w nich musi znajdować się odpowiedź...
   - Liam, naprawdę chcesz grzebać w jego komórce? – Zayn spojrzał na mnie jak na wariata. – Nie wiem, czy to najlepszy pomysł...
   - Nie chcę grzebać w jego rzeczach – zapewniłem go. – Ale muszę wiedzieć o co chodzi...
   - Skarbie, może masz gdzieś ten numer do niej? – Louis spojrzał na Kate, siedzącą na jego kolanach. – Moglibyśmy po prostu do niej zadzwonić i wypytać o tą ich wczorajszą randkę...
   - Nie mam – odpowiedziała, a nasza chwilowa nadzieja prysła niczym bańka mydlana. – Dałam karteczkę Niallowi. Może ja po prostu spróbuję z nim porozmawiać? Choć z tego co mówicie, to raczej może nie być w nastroju na towarzystwo...
   Cóż... Zdecydowaliśmy, że nie zaszkodzi spróbować i jak na wielkich tchórzy przystało, wysłaliśmy Kate przodem. A raczej zaprowadziliśmy ją pod jego drzwi i schowaliśmy się w pokoju Zayna, który był naprzeciwko. „Tacy to z nas bohaterowie...
   - Katy? – usłyszałem zdziwiony głos przyjaciela, gdy w końcu zdecydował się otworzyć drzwi. – Coś się stało? Gdzie Louis?
   - Z chłopakami... Mogę wejść?
   - Jasne... Uważaj! Przepraszam za bałagan... Czekaj, zaraz ci pomogę...
   Jak na prawdziwych szpiegów przystało, wyskoczyliśmy z pokoju Zayna, nim zatrzasnęły się drzwi za naszą przynętą i jej ofiarą. „Jakkolwiek głupio to brzmiało...
   - Może być balkon... – usłyszałem jeszcze głos przyjaciela i uśmiechnąłem się do siebie. „Kate jest bardziej przebiegła niż ktokolwiek myśli...” w duchu przyznałem jej medal za zasługi.
   - Zdajecie sobie sprawę z tego, jak bardzo źle robimy? – Zayn kolejny raz próbował przywołać nas, a raczej mnie do porządku. „Normalnie zajął moje miejsce...” wzruszyłem ramionami i rozejrzałem się po pokoju. „Co za bajzel...
   - O kurwa – jęknął Louis, gdy jego bosa stopa zaliczyła bolesne spotkanie z jakimś śmieciem, leżącym na podłodze. – Jak ty chcesz tu coś znaleźć?
   - Nawet nie muszę szukać – powiedziałem, wskazując palcem na szafkę obok łóżka, na której leżał zarówno telefon, jak i laptop. – Weźmiemy tylko jej numer... – powiedziałem, próbując się usprawiedliwić, czy też może rozgrzeszyć. Z balkonu doszedł nas dźwięk brzdąkania na gitarze i strzępki rozmowy prowadzonej przyciszonymi głosami. Wyciągnąłem dłoń po komórkę wiedząc, że robię źle. – Boże... – otworzyłem oczy ze zdziwienia widząc ilość nieodebranych wiadomości zarówno z KIK-a, jak i z Twittera i jeszcze kilku innych. Wbrew wcześniejszym postanowieniom, by spisać tylko jakiś namiar na Katie, przesunąłem palcem po ekranie, wczytując się w nieodebrane wiadomości. Niektóre były z wczorajszego wieczora. „To o której oni skończyli tę randkę?” Poczułem dłoń na ramieniu. Byłem pewien, że to Zayn próbuje mnie oderwać od myszkowania w telefonie Nialla, ale on tylko oparł się o mnie, tak samo jak ja, zajęty czytaniem wiadomości.

   „Przepraszam, że wcześniej ci nie odpisałam, ale zaraz po pracy poszłam na kolację i do kina i właściwie dopiero teraz wróciłam... Film był tak beznadziejny, że nawet nie pamiętam o czym. Przypomnij mi bym nigdy nie chodziła na te szeroko nagradzane produkcje. Kto siedzi w tych komisjach?”

   „Pewnie już śpisz, a ja ci tu marudzę... Ciężki dzień? Gdzie to teraz jesteście? Jeszcze w Zurychu? Będziesz musiał opowiedzieć mi co i jak, bo nigdy tam nie byłam. Do jutra. Słodkich snów xx”

   - To w końcu oni byli, czy nie byli na tej randce, bo już nic z tego nie rozumiem? – szepnął Louis, tak jak ja wpatrując się w ekran telefonu.
   - Wygląda na to że nie byli... – westchnąłem, zastanawiając się, czy dziewczyna była w kinie i na kolacji ze swoim chłopakiem i tam nakrył ich Niall. „Ale przecież...

   „Dzień dobry xx Ale miałam śmieszny sen z tobą w roli głównej ;) Byłeś przebrany za Mikołaja! Broda i te sprawy... Wiem, jestem nienormalna ;) Tylko ja mogę śnić o Mikołaju w lecie :) ”

   „Czy coś się stało, że nie odpisujesz? Zaczynam się martwić tym twoim milczeniem...”

   „Niall?”

   „Puk, puk...”

   „Powinieneś odpowiedzieć: Kto tam? ;) ”

   „Tylko mi nie mów, że po ostatniej rozmowie na Skypie moja 'piękna' twarz uszkodziła ci komputer... A ostrzegałam, że tak to się może skończyć? ;) ”

   „Ale serio, Niall? Co się dzieje? Już nawet przekopałam internet w poszukiwaniu informacji... Zdolna ja ;) Te niektóre fanki są niesamowite i bardzo dobrze poinformowane. Wygląda na to, że jesteście w Berlinie. Czy... Sama nie wiem... Pogniewałeś się na mnie? Uraziłam cię jakoś?”

   „Czy te wiadomości mogła napisać osoba zdolna do tego, by go skrzywdzić?” Czytałem kolejne słowa Katie i naprawdę nie pasowało mi to do tego, co powiedział Niall. „Coś tu po prostu nie gra...

   „Przepraszam, że wczoraj nie było mnie na Skypie tak jak się umawialiśmy, ale...”

   - Liam?  – oderwałem oczy od ekranu i spojrzałem na stojącego obok Kate przyjaciela.  – Co wy... Czy to mój telefon? Grzebiecie w moich rzeczach?
   - To nie tak...  – odezwałem się, choć było dokładnie tak jak powiedział. Odłożyłem komórkę tak szybko, jakby co najmniej parzyła.  – Chcieliśmy po prostu...
   - Lepiej już się nie pogrążajcie – westchnął rozczarowany, wciąż trzymając dłoń Kate.  – Możecie sobie pójść? – dodał cicho, w ogóle na nas nie patrząc. – Proszę...
   - Ale...  – próbowałem jeszcze coś powiedzieć, choć tak naprawdę już sam nie wiedziałem co. Nie wiem, czy to ten ton jego głosu, czy smutek i ból dosłownie wymalowane na twarzy, ale było mi tak strasznie wstyd, że nie potrafiłem mu pomóc i że nie było mnie przy nim, gdy tego potrzebował. „O ile mnie potrzebował...” westchnąłem, poddając się. Pozwoliłem Zaynowi wyprowadzić się z pokoju. Lou cicho zamknął za nami drzwi. Spojrzałem na przyjaciół. – I co teraz?
   - Zapamiętałem jej KIKa – Louis wyszczerzył zęby w uśmiechu.
   - A ja Twittera – dodał Zayn z wesołym błyskiem w oku i wszystko od razu wyglądało ciut bardziej optymistycznie. „Może jeszcze nie wszystko stracone...” uśmiechnąłem się, wchodząc za Malikiem do jego pokoju.