Natarczywe dobijanie się do drzwi
wyrwało mnie z cudownego snu, w którym to właśnie zlizywałem
czekoladę z nagiego ciała mojej dziewczyny. „I było tak duuużo
do lizania...” westchnąłem rozmarzony, przyciągając do siebie Kate i
wtulając się w jej gorące plecy. Ciche syknięcie jakie wydobyło
się z jej ust, było lepsze niż kubeł lodu w strategicznym miejscu. Otrzeźwiło mnie ekspresowo. Natychmiast
odsunąłem się na bezpieczną odległość.
- Przepraszam, skarbie... – potarłem
delikatnie jej ramię. Odwróciła się w moją stronę i mój wzrok
natychmiast powędrował do jej nagich piersi. „Zabijcie mnie!
Przecież jestem tylko facetem...” jęknąłem, wciąż mając
przed oczami gorące sceny z mojego snu. – Przepraszam...
- Nic się nie stało – powiedziała
cicho, a w jej oczach zauważyłem nie łzy spowodowane bólem, których się spodziewałem, a
psotne iskierki... – Śniło ci się coś ciekawego, Lou?
- A skąd wiesz? – przybliżyłem się
do niej, skradając szybkiego całusa. „Mam nadzieję, że nie
zabijam oddechem...”
- Tak jakoś mi się wydawało... –
mruknęła, uśmiechając się łobuzersko. Nagle przez moje ciało
przetoczył się rozkoszny dreszcz, gdy trąciła palcem mojego aż
nazbyt gotowego przyjaciela. – Ups... – zarumieniła się, przygryzając dolną wargę. „Boże! Rób mi tak jeszcze...” – To było
niechcący...
- Jasne – przyciągnąłem jej nagie
ciało do siebie, tym razem uważając na rozpalone plecy. –
Powiedzmy, że ci wierzę...
W tym momencie ktoś ponownie
postanowił zagrać marsza na drzwiach. Kate zamarła w moich
ramionach i w jej oczach mogłem zobaczyć panikę oraz to, jak zastanawiała się,
gdzie są najbliższe ciuchy, które mogłaby założyć.
- Nikt tu nie wejdzie, skarbie –
powiedziałem, by ją uspokoić. – Zamknąłem drzwi, pamiętasz?
- Słyszę cię, Tomlinson! – wydarł się
Harry, nadal łomocząc w drewnianą powierzchnię. – Weź otwórz,
bo już ludzie zaczynają na nas dziwnie patrzeć...
- Idźcie sobie! – zawołałem. – Jest
za wcześnie, by mnie skłonić do wyjścia z łóżka!
- Właściwie to ty nam nie jesteś do
niczego potrzebny, stary – wtrącił się Liam. – To Kate nam trzeba...
- Powiem to waszym dziewczynom!
- No weź otwórz... – jęczał Styles. – O Nialla chodzi przecież....
- O Nialla? – usłyszałem ciche
pytanie Kate i już wiedziałem, że muszę wstać z łóżka.
Podniosłem się z głośnym jękiem i chwyciłem leżący na
podłodze podkoszulek i bokserki. – Trzymaj, kochanie – podałem
jej swoją bluzkę, a sam wciągnąłem na tyłek gacie. Wzrok
zatrzymał mi się na szortach Kate, które po wczorajszym szybkim
rozbieraniu jakimś cudem skończyły w wiaderku z lodem. „Teraz już raczej z wodą...” Uniosłem
je, uśmiechając się na widok kapiących kropel. – Trochę ci się
spodenki zmoczyły, skarbie – prysnąłem w nią kropelkami wody, wywołując cichy pisk zaskoczenia. – Podać ci coś innego?
- Tak – zachichotała, odbierając ode mnie mokre szorty. – Jakim cudem...
- Sam się nad tym zastanawiam –
śmiałem się, szukając czegoś wygodnego w jej walizce. Chwyciłem
spódniczkę w paski i z dłonią na klamce obserwowałem, jak Kate
zakłada ją na siebie. „I nadal nie ma bielizny...” moje drugie ja
oblizało się lubieżnie, a penis ponownie przypomniał o swojej
gotowości. „Boże...” jęknąłem, poprawiając bokserki i
otwierając drzwi. - Nienawidzę was – powiedziałem, widząc przed
sobą trójkę przyjaciół.
- Przeszkodziliśmy wam w żeglowaniu? – spojrzałem na Stylesa jak na idiotę, kompletnie nie rozumiejąc o
co mu właściwie teraz chodzi. – Widzę, że maszt już postawiłeś –
parsknął śmiechem, posyłając wymowne spojrzenie w kierunku moich trochę
przyciasnych bokserek.
- Kretyn – mruknąłem, popychając go i rozglądając
się za dresami. Po chwili wciągałem na tyłek spodnie,
przysłuchując się „genialnemu” planowi chłopaków, opierającemu się na tym, że moja dziewczyna odwali za nich wszystko. „Bardzo ambitnie...” Kate siedziała między
Harrym, a Liamem i słuchała ich uważnie. Zayn leniwie opierał się
o ścianę i wyglądał jak ktoś, kogo zerwano z wyrka bez jego
zgody. „Doskonale cię rozumiem, przyjacielu...”
- Chodź z nami – namawiał Liam. –
Ciebie na pewno posłucha... Próbowaliśmy mu wszystko wyjaśnić,
ale nie chciał otworzyć drzwi... A gdy mówiliśmy nadal, włączył
głośno muzykę, żeby nas zagłuszyć... Po prostu mu to powiesz.
Ciebie z pewnością tak nie potraktuje...
Widziałem po twarzy Kate, że Liam
niepotrzebnie tak ją namawiał. Ona już dawno była gotowa pobiec
do Nialla. Kiwnęła głową w odpowiedzi na jakieś pytanie
Harry'ego i momentalnie została pociągnięta na nogi i prawie
wywleczona z pokoju. Powlokłem się za nimi, nie odrywając wzroku
od tyłeczka Kate, który wyglądał cudownie w króciutkiej
spódniczce, która była niewiele dłuższa od mojej bluzki. „I żadnej bielizny...” przypomniało
moje gorsze ja i znów byłem zmuszony poprawić sterczący interes.
Zgorszone prychnięcie mijającej mnie kobiety sprawiło, że
zatrząsłem się z powstrzymywanego śmiechu, jednocześnie oblewając się rumieńcem wstydu. „Boże, i co jeszcze?”
Oparłem się o ścianę obok drzwi do
pokoju Horana. Kate zapukała w nie cichutko. Zdecydowanie marne
szanse, że ten dźwięk przebije się przez rockowy kawałek, który
właśnie dudnił zza ścianą.
- Niall? – o dziwo muzyka umilkła.
Choć teraz nie było słychać dosłownie nic. – Niall?
- Nie chcę o tym rozmawiać, Katy... –
usłyszałem głos Horana, który brzmiał niespecjalnie wesoło. –
Mówiłem już im... Każ im zostawić mnie w spokoju, proszę...
- Czy on płacze? – zdziwił się Liam
i wyglądał, jakby miał zamiar wejść do środka razem z drzwiami.
Zayn ledwo go utrzymał w miejscu.
- Uspokój się – szepnął. – Pozwól Kate to załatwić...
- Nie będziemy rozmawiać, jeżeli nie
chcesz, dobrze? – ciągnęła dziewczyna. – Ale czy możesz coś dla
mnie zrobić? Jedną maleńką rzecz? – ze środka nadal nie dochodziły żadne
dźwięki.
- A co? – odezwał się Niall po
jakiejś minucie nerwowej ciszy.
- Możesz sprawdzić ostatniego maila
od Liama? Proszę...
Tym razem nie doczekaliśmy się
odpowiedzi. I wciąż nic nie słyszałem, ale szeroki uśmiech na
twarzy Kate powiedział mi, że ona jednak wyłapała jakiś ruch za
drzwiami. „Ach, mieć taki supersłuch...” westchnąłem, a moje
zboczone ja podpowiedziało mi od razu kilka pomysłowych zastosowań
dla takiego ulepszonego zmysłu.
- Po co on mi wysłał zdjęcie tego
zjeba? Już się go naoglądałem... W dodatku na żywo... – coś
huknęło i miałem tylko nadzieję, że nie był to laptop Horana.
- Niech przeczyta podpis pod zdjęciem
– szepnął Liam.
- Widzisz, co jest napisane pod
zdjęciem? – powtórzyła Kate, a ja spojrzałem na przyjaciół
pytająco. „Co tam było napisane?” Posłałem przyjazny uśmiech
mijającej nas parze, która przyglądała się nam z wielkim
zainteresowaniem. „I nic dziwnego... Cztery nie do końca ubrane
osoby rozmawiające z drzwiami... Ale tak poza tym wszystko z nami w porządku...”
- Kurwa mać!!! – rozległ się
krzyk Horana i po chwili rozbrzmiał stukot jego stóp. Szczęknął
zamek i przyjaciel wpatrywał się w nas zaczerwienionymi oczami. –
Zjebałem na całego, prawda? - zapytał jakby miał nadzieję, że
szybko zaprzeczymy, ale cóż... - Zjebałeś na całego...
- Lou! – Kate lekko trzepnęła mnie dłonią.
- Jestem taki głupi... – Niall jęknął i zamknął moją dziewczynę w objęciach, a jej krótka spódniczka uniosła się niebezpiecznie. „No, hola, hola... Co za dużo, to nie zdrowo...” – Niech mnie ktoś walnie łopatą...
- Z przyjemnością – zaoferowałem swoje usługi, uwalniając Kate z jego uścisku. – Masz wolną łopatę?
Władowaliśmy się mu do pokoju. Już od drzwi zauważyłem jego komputer, a na ekranie zdjęcie wesołej i niezwykle eleganckiej gromadki. „A wiec Liam namierzył jej Facebooka...” stwierdziłem odkrywczo. Przyjrzałem się opisowi pod spodem i nie mogłem się nie roześmiać. „Nie ma co... Rodzinka w komplecie...”
- Możesz mi przypomnieć dlaczego w
ogóle tam jedziemy? – Harry marudził już od dobrych trzydziestu minut, odkąd tylko wsiedliśmy do
samochodu. – Wolałbym...
- Tak, wiemy... – Gemma wzniosła oczy do
nieba. – Wolałbyś zostać z Alex i porobić coś bardziej...
twórczego – posłała bratu wymowne spojrzenie.
- Akurat chodziło mi o to, że
wolałbym podsłuchiwać Nialla, gdy będzie rozmawiał z tą swoją
laską. O ile oczywiście ona w końcu odbierze...
- I właśnie dlatego jesteś tutaj
ze mną, a raczej wszyscy jesteście – zakończyła krótko dziewczyna i coś mi się wydaję,
że ta jej wcześniejsza prośba, to chyba została niecnie ukartowana. „No co ty nie powiesz, stary...”
- Kate kazała ci nas zabrać jak
najdalej od Nialla, tak? – spytałem, będąc właściwie pewnym tego, jaka będzie odpowiedź.
- Być może... – Gemma posłała mi swój
najbardziej niewinny uśmiech. „Jak ja mogłem się tak długo na niego nabierać?” pokręciłem głową, rozbawiony tą całą konspiracją. – A może nie...
- Boże... – jęknął Harry, który
trzymał na kolanach wiercącą się Lux. – Rozmawia się z tobą,
jak...
- Jak z tobą? – mrugnęła do niego i
posłała mu buziaka w powietrzu. Miałem wrażenie, że wymienia
porozumiewawczy uśmiech z Louisem, ale przecież... „A zresztą... Już mnie chyba nic nie zdziwi...”
westchnąłem i postanowiłem cieszyć się wspólną przejażdżką.
- Największe targi biżuterii na świecie, braciszku. Jesteś moją
wejściówką, jakbyś jeszcze się nie domyślił. I przy okazji
niańką, bo obiecałam Louise, że zaopiekuję się małą – teraz
to Styles przewracał oczyma. „Są siebie warci...” – Dzięki temu będzie mogła zająć
się Kate i przyszykować ją na tą całą, wieczorną galę – Lou
uśmiechnął się zadowolony. – Widzieliście jakie kreacje dostała od Lagerfelda? – „Kogo?” -
Boże, dlaczego nie mogę być taka drobna jak ona?
- Więcej czekolady... – mruknął
Harry pod nosem i zaraz zarobił kuksańca w bok. A to wszystko ku wielkiej
radości Lux, która z zapałem biła brawo Gemmie.
- Gupi, gupi, gupi – podskakiwała na
kolanach Hazzy, cały czas klaszcząc w dłonie. Mina Stylesa zabójcza.
- Nie ładnie tak mówić, kwiatuszku –
próbował zająć dziewczynkę rozmową, a ponieważ nie dało to
rezultatu, postanowił sięgnąć po cięższe działa. Przekupstwo. – Chcesz coś słodkiego?
- Gupi! – mała wyciągnęła rękę po
cukierek, ale Harry szybko zamknął go w dłoni.
- Musisz przestać brzydko mówić,
Luxy...
- Kujwa! – zamarłem, słysząc kolejny
jej popis. „Rozwija się nam mała, nie da się ukryć...”
- Lux?!? Nie wolno tak! – próbowałem
się wtrącić w ich rozmowę. – Ładne dziewczynki tak nie mówią...
- Kujwaaa... – dziewczynka zaklaskała w
ręce, zadowolona z widowni. – Kujwa!
- Boże, kto ją tego nauczył? –
westchnąłem zrezygnowany.
- Hałi – mała dumnie pokazała na
Harry'ego. Wszystkie oczy skierowały się na niego. „Miał przynajmniej tyle przyzwoitości, by się zawstydzić...”
- No, co?
Jak bardzo początkowo nie chciało mi
się tu iść, tak teraz świetnie się bawiłem. I zresztą nie
tylko ja. Gem to prawie oczy wyszły z orbit na widok tych wszystkich
świecidełek. Na szczęście udało mi się ją w miarę szybko
zgubić i już nie musiałem piać z zachwytu na widok każdej
rzeczy, którą mi podstawiała przed nos. Niestety towarzystwo Liama okazało się nie być
dużo lepsze pod tym względem. „Z deszczu pod rynnę, czy jakoś tak...” westchnąłem, uśmiechając się do przyjaciela.
- A co sądzisz o tym? – wskazał na
komplet z białego złota. – Spodoba się Danielle...
- Na pewno. Całkiem ładne – przyznałem, ale
moja uwaga była już skupiona na czymś innym. A właściwie na kimś
innym. „Co on wyprawia?” Zostawiłem Payne'a z jego prezentami
dla Dan i dołączyłem do pozostałych. – Luxy, powi... – przerwałem
w pół słowa, zmrożony spojrzeniami przyjaciół. „A no tak...”
dotarło do mnie, czym mogła się skończyć ta nasza zabawa w naukę
słówek. – Co oglądacie? – zerknąłem ponad ramieniem Louisa i aż
zagwizdałem, widząc te cudeńka w gablocie. – Robią wrażenie –
powiedziałem szczerze. – Czyżbyś poszukiwał kolejnego prezentu na zgodę dla Perrie? – spojrzałem na Zayna, który akurat na coś wskazywał i
jednocześnie odebrałem od Lou wyrywającą się do mnie
dziewczynkę. – Chodź mała. Coś mi się wydaję, że nas tu nie chcą – puściłem oczko Louisowi, poprawiając dziewczynkę w ramionach. – Może
i dla ciebie coś znajdziemy, moja damo... Coś takiego, żeby wujek Harry nie
zbankrutował, dobrze? I może coś dla cioci Alex? Na
przykład kajdanki wysadzane brylantami – zaśmiałem się pod nosem, a w
głowie miałem już więcej niż kilka pomysłów z zastosowaniem takiego prezentu. „O, Boże...” jęknąłem, czując jak robi mi się
gorąco. – Myślisz, że jej się spodobają?
- Mogłabym się przyzwyczaić do
takiego życia... – usłyszałam rozmarzony głos przyjaciółki. –
Lou, jesteś boginią... Rzuć Toma w cholerę i ucieknij ze mną...
- Nie powiem, bardzo kusząca
propozycja – zaśmiała się Louise, rozczesując moje mokre włosy. – A tak się broniłaś...
- Po prostu pomyślałam, że szkoda na
mnie czasu, skoro nie idę na tą całą galę...
- Idziesz. Nie idziesz. Nie ma żadnego
znaczenia – stwierdziła Lou, przedstawiając nam swoją filozofię. – Czy naprawdę potrzebujesz powodu,
by się trochę porozpieszczać?
- Nie. Żadnego. Absolutnie żadnego – cieszyłam się, słysząc radość w głosie przyjaciółki. – Od dziś będę się
ci dawała rozpieszczać, kiedy tylko uznasz, że masz dla mnie sekundę
i obiecuję nigdy więcej nie marudzić. Ale skąd ja mogłam wiedzieć, że dasz
radę zafarbować moje włosy i podciąć je trochę, w czasie krótszym
niż Kate bierze prysznic...
- Myślę, że przy chłopakach nabrała
nie lada wprawy. Taki przyspieszony kurs przetrwania – powiedziałam, mając w pamięci to, jak w kilka
minut musiała zająć się każdym z nich. – To już jest
dowód zawodowstwa...
- No już mi tak nie słodźcie, bo mi w boczki pójdzie –
zaśmiała się, włączając suszarkę. – Cała przyjemność po
mojej stronie... Z wami przynajmniej mogę sobie trochę poeksperymentować. Z
chłopkami nie ma takiej zabawy... Zwolnili by mnie w minutę, gdybym
na przykład zafarbowała któremuś włosy na niebiesko, a z wami mi się
upiekło...
- Powiedz, że nie zafarbowałaś mi
włosów na niebiesko – zamarłam, czekając na odpowiedź. „Na pewno tego nie zrobiła... Prawda?”
- Na niebiesko nieee... – Alex
przeciągnęła ostanie słowo. „Boże, co one znowu wymyśliły?” – Kate, twoja mina... – przyjaciółka parsknęła śmiechem i mogłam sobie tylko wyobrazić, jak skręca się na kanapie. Louise dzielnie jej w tym wtórowała. Po chwili i ja musiałam przyłączyć
się do tej ogólnej wesołości. „Gdy już odetchnęłam z
ulgą, że nie przypominam smerfa...”
Cieszyłam się z tego czasu spędzonego
z dziewczynami. Nie było z nami Gemmy, która dostała misje specjalną, ale i tak bawiłyśmy się
fantastycznie. Byłam szczęśliwa, że mam Alex obok siebie... Teraz już nie muszę za nią tęsknić, bo mam ją prawie na wyciągnięcie ręki. Były takie chwile, kiedy miałam wrażenie, że trochę ją zaniedbuję, ale jednocześnie wiedziałam, że nie powinnam się tak czuć. W końcu Harry chce
spędzać z nią czas, a ja nie potrafiłam sobie wyobrazić bym miała
ograniczyć chwile z Louisem. Próbowałam znaleźć zloty środek,
ale wcale nie było to takie łatwe. Na szczęście wyglądało na to, że wszystkim odpowiada taki układ, a przecież to najważniejsze...
- Szkoda, że nie możecie iść z
nami... – powiedziałam, już sama nie wiem który raz. – Na pewno by
ci się podobało, Alex...
- Już widzę jaką furorę zrobiłabym
z moim gipsem. Wszyscy doceniliby te artystyczne bohomazy. Zwłaszcza tego penisa, którego narysował twój chłopak – parsknęła Alex. – Ale nie martw się, jak mi pozwolą zdjąć to cholerstwo z nogi i Harry postanowi mnie zaprosić, to kolejnej takiej imprezki
nie przepuszczę. Tylu przystojniaków w jednym miejscu... – rozmarzyła
się, choć doskonale wiedziałam, że dla niej liczył się tylko taki
jeden. Z lokami... – Chyba zaczynam się ślinić – parsknęła. – Za to ty masz się świetnie bawić i potem mi wszystko streścić
z dokładnością do każdej milisekundy.
- Obejrzymy ich sobie w telewizji –
powiedziała Louise, teraz dla odmiany przypalając moje włosy. Czy
też raczej prostując je. „Nie lubię tego zapachu...” potarłam
nos, krzywiąc się. – Alex, możesz już wyjąć dłonie z wody.
Wetrzyj teraz ten balsam i zaraz ci powiem co dalej...
- Jasne, o bogini...
- Wariatka – zaśmiała się Lou, a
ja razem z nią. „Bo nie ma co się oszukiwać, to słowo idealnie opisuje moją przyjaciółkę.”
- Już to kilka razy słyszałam...
- Co ty nie powiesz? – przewróciłam
oczami i momentalnie poczułam na twarzy krople wody. Aż
podskoczyłam na stołku. – Ej!
- Boże... – westchnęła Alex. – Już
się nie mogę doczekać miny Louisa, gdy zobaczy cię w tej sukni. I jeszcze ta fryzura. I makijaż... Boziu, ktoś musi to nagrać! To będzie epicki moment. Może powinnyśmy naszykować od razu wannę z lodem, by biedak mógł się ochłodzić...
- Nadal mi się wydaję, że tamta
dłuższa sukienka była lepsza – powiedziałam, próbując zmienić temat. Czerwieniłam się
na samo wspomnienie kreacji, którą wybrały dziewczyny. „Jakim cudem dam radę w niej wyjść?”
- Była piękna, ale źle na tobie
leżała – Louise kolejny raz podzieliła się swoim fachowym
spostrzeżeniem. – Za to ta czarna wygląda jakby była na tobie
szyta. A te buty... – obie westchnęły teatralnie. – Marzenie...
- Czy to normalne, że ktoś tak po
prostu przysłał mi te rzeczy? – kolejny raz zastanawiałam się jak
to wszystko działa. – Przecież ja nawet nie znam tego człowieka...
- Tak to już jest w tym biznesie –
najwidoczniej dla Lou ta sytuacja była jak najbardziej na miejscu. –
Dla jego domu mody to świetna reklama... Na twoim miejscu zaczęłabym
się do tego przyzwyczajać...
- Chcesz mi powiedzieć, że Danielle i
Perrie również dostają takie drogie prezenty? – to wszystko
naprawdę nie mieściło mi się w głowie.
- Pers to na pewno – usłyszałam. –
Choć nie zawsze są to prezenty. Czasami odbywa się to na zasadzie wypożyczenia... Ej, czy ty mi właśnie zjadłaś szminkę? – „Przyłapana na gorącym uczynku” – Koniec przygryzania warg
– nakazała. – Danielle pewnie też. Choć akurat w ich przypadku
jest trochę inaczej. W końcu obie siedzą w show-biznesie. Wyciągają z tego więcej niż możesz sobie wyobrazić...
- To na pewno – przyznałam. W końcu to wszystko wydawało mi się totalnie nieprawdopodobne.
- Mam teraz ochotę złożyć
reklamację tam u góry, że nie jesteśmy podobnych gabarytów... -
westchnęła „smutno” Alex. – Boże, zabiłabym za te czarne buty...
- Ja też – Lou również popisała się swoimi aktorskimi umiejętnościami we wzdychaniu z żalu.
„Alex i czarne buty... Pomyślałby kto...”
„Alex i czarne buty... Pomyślałby kto...”
- Ja się pewnie zabiję jeżeli
zmusicie mnie do ich założenia – powiedziałam jak najbardziej
poważnie. – Naprawdę nie wiem, czy dam radę w nich chodzić...
- Dasz – obie jednocześnie wyraziły
swoje zdanie. – Dla takich butów warto zaryzykować życie – zakończyła
Alex. „To będzie katastrofa...” westchnęłam, wiedząc że skoro do tej pory ich nie przekonałam, to już mi się ta sztuka nie uda.
„Kończę pracę o drugiej. Pasuje ci
trzecia? Akurat zdążę na spokojnie dojechać do domu. xx”
- Oczywiście, że mi pasuje...
Trzecia, czwarta i każda następna... – mruczałem pod nosem,
wydeptując dziury w dywanie. Nosiło mnie jak jeszcze nigdy chyba. A
najgorsze w tym wszystkim było to, że już dwie po trzeciej, a Katie jeszcze nie ma. „A jak nie będzie chciała ze mną rozmawiać, po
tym jak ją wcześniej olałem?” kolejna straszna myśl pojawiła
się w mojej tępej głowie. Aż sobie usiadłem z wrażenia. – Boże... –
zerknąłem na ekran laptopa, ale kolor przy jej imieniu nadal nie
chciał zmienić się na zielony. – Spokojnie, tylko się spóźnia...
Kilka minut, to przecież nic takiego... Boże! Gadam do siebie!
Jestem beznadziejny... – westchnąłem i zapatrzyłem się na zdjęcie
na jej skypowym profilu. Uśmiechała się na nim od ucha do ucha. Gdy tylko na nie patrzyłem nie mogłem się nie uśmiechnąć.
Zerknąłem na zegarek i momentalnie humor mi się pogorszył. –
Dziesięć po... – mruknąłem pod nosem, ciężko wzdychając. –
Może po prostu autobus jej uciekł... – tłumaczyłem sobie każdą minutę spóźnienia. „A może doszła do wniosku, że
szkoda jej czasu na takiego debila...”
Nie mogłem uwierzyć, że
zaprzepaściłem taką szansę i nawet do niej nie podszedłem.
Gdybym zrobił ten jeden pieprzony krok i się odezwał na pewno
przedstawiłaby mi swojego brata i może spędzilibyśmy cudowny
wieczór razem. Poleciałem do Londynu tylko po to i oczywiście
musiałem wszystko spierdolić. „Kretyn, kretyn, kretyn...”
komplementowałem się w myślach, waląc głową w klawiaturę. „Powinni mnie koronować. Król wśród kretynów...”
- Boże, a jak nie będzie chciała ze
mną rozmawiać? – powoli zaczynałem świrować. Znów nerwowo
przemierzałem pokój, raz po raz zerkając na ekran laptopa. „Może
powinienem do niej napisać?” zatrzymałem się w miejscu i
sięgnąłem po komórkę. „A może lepiej nie... Jeszcze pomyśli,
że ją naciskam, albo coś...” westchnąłem, wsuwając telefon do
kieszeni. – Na pewno sama by napisała, gdyby chciała...
Znów zapatrzyłem się w jej zdjęcie.
„Dlaczego choć raz nie mogłem zachować się nie jak niedorozwinięty gówniarz?”
Miałem ochotę walić głową w ścianę. Zrobić cokolwiek, by tylko
cofnąć czas i znów znaleźć się z kwiatkiem w dłoni przed tą
kawiarnią. „Gdybym tylko nie uparł się, by wtedy czekać w
samochodzie...” westchnąłem, nerwowo przeczesując włosy.
O piętnastej trzydzieści siedziałem
na łóżku, tępo gapiąc się w monitor. I jedyne na co miałem
ochotę, to płakać nad swoją głupotą i zmarnowaną szansą. „Dlaczego nie mogę być
taki jak Harry?” spoglądałem w oczy dziewczyny ze zdjęcia.
„Wtedy nie czułbym się przy laskach jak ostatni kretyn...”
- Niall? – usłyszałem głos Louise w
tym samym momencie co pukanie do drzwi. Zerwałem się z łóżka, by
otworzyć. Szczęśliwy, że zajmie mi choć kilka minut. – Cześć –
uśmiechnęła się i od razu jej spojrzenie powędrowało do moich
włosów. „I to by było na tyle, jeżeli idzie o jej uśmiech...” – Jazda pod prysznic i umyj
włosy. Będę za kwadrans, żeby cię uczesać.
- Ale... – próbowałem protestować,
przeskakując wzrokiem między nią a laptopem. – Ale...
- Żadne ale – popchnęła mnie w
kierunku łazienki i zamknęła za mną drzwi. – Piętnaście minut –
przypomniała.
Posłusznie zacząłem się rozbierać,
ale w ostatniej chwili wypadłem z łazienki, by chwycić laptop i
zabrać go ze sobą. „15.40” westchnąłem, sprawdzając godzinę.
- Olała mnie – stwierdziłem,
wchodząc pod gorący strumień. „Po tym jak ją potraktowałem, to
nawet nie powinienem się dziwić...” Mimo wszystko, co chwilę
zerkałem na Skype'a z nadzieją, że może ujrzę zielony znaczek
przy jej imieniu. „I co teraz?” zastanawiałem się wciągając
na tyłek czyste bokserki. – Czwarta... – westchnąłem zrezygnowany,
siadając na krześle przed Louise i odkładając laptop na łóżko. Nawet nie potrafiłem się złościć. W końcu to ja pierwszy
nawaliłem. Mogłem teraz poczuć jak Katie musiała się czuć, gdy
bezsensownie czekała na moją odpowiedź. – Miejmy to szybko za sobą
– powiedziałem do Lou, zamykając oczy, z całej siły skupiony na tym, by się nie rozryczeć. „Nie dość, że kretyn, to jeszcze pieprzona, żałosna
beksa...”
- Wszystko będzie dobrze, Niall –
odezwała się cicho przyjaciółka. – Jeszcze... – przerwał jej
dźwięk nadchodzącego połączenia. Wpatrywałem się w monitor
niczym sparaliżowany. Podziwiałem uśmiech Katie zamiast sięgnąć
po laptop i nacisnąć zieloną słuchawkę. – Odbierz, Niall... Zrobiłem dokładnie tak, jak mi poleciła i dosłownie sekundę później miałem przed oczami uśmiechniętą i może odrobinę zaczerwienioną twarz Katie. Moją Katie w kwiecistej bluzeczce. Wyszczerzyłem zęby w uśmiechu i już miałem zacząć się tłumaczyć...
- Wszystko w porządku? – przyjrzałem
jej się uważnie, ale nie znalazłem w jej twarzy żadnych negatywnych emocji. – Coś się stało?
- Nie... – spojrzała na mnie zdziwiona. – Dlaczego pytasz? Właściwie to ja miałam ci zadać to
pytanie...
- No... Mówiłaś, że będziesz o
trzeciej... – łamałem sobie palce, zastanawiając się, co to
wszystko ma znaczyć. Louise miała pewnie niezłą zabawę z
obserwowania mnie. – Martwiłem się...
- Przecież jest trzecia – zerknęła
gdzieś w bok. – A dokładnie trzy po.
- Ale... – „Rożnica czasu, debilu...” ta
jakże inteligentna myśl rozbłysła mi w głowie i aż się
trzepnąłem w ten pusty łeb. – Jestem taki głupi... - jęknąłem,
zdając sobie sprawę z tego, że panikowałem na darmo.
„Powiedzmy...”
- Och tam... – Katie posłała mi
wesoły uśmiech. – Każdemu się może zdarzyć zapomnieć o tej
godzinie różnicy...
- Nie... Tak – przyznałem jej w
końcu rację. - Ale ja nie o tym... - spojrzałem jej w oczy i jak
ostatnio, zachwyciłem się tymi wesołymi błyskami. – Naprawdę
jestem idiotą... Jak ci powiem, co zrobiłem...
Siedziałem w samochodzie i z całej
siły starałem się ignorować rozbawione spojrzenia moich
pseudo-przyjaciół. A także mojego menadżera i chłopaków z
ochrony. Zresztą kierowca też już się ze mnie śmiał pod nosem.
„Normalnie dzień nabijania się ze mnie sobie urządzili...”
Zerknąłem na siedzącą obok mnie dziewczynę i naprawdę nic nie
mogłem poradzić na to, że moje ciało zachowywało się tak, jak
się zachowywało. „Przecież to nie moja wina...” broniłem się
sam przed sobą. Choć jeśli miałbym być szczery, to już w
momencie, gdy mój wzrok spoczął na jej nagich nogach, myślenie
stało się raczej czymś niemożliwym do ogarnięcia. „Leżeć,
Mały” rozkazałem swojemu niesubordynowanemu przyjacielowi, który
uparcie próbował rozerwać mi spodnie. Dokładnie w tym momencie
dojechaliśmy na miejsce. „Zapowiada się naprawdę ciekawy
wieczór...” jęknąłem, próbując poprawić portki.
- Lou... – usłyszałem cichy szept
Kate i dopiero widząc jej zdenerwowanie, udało mi się choć na
chwilę zapomnieć o moim nie tak małym problemie. – Proszę, nie
pozwól mi upaść...
- Nie ma takiej możliwości, kochanie
– zapewniłem ją, tak jak wszyscy podążając wzrokiem w kierunku
jej butów. Rozbawione spojrzenie Harry'ego wcale mi nie pomagało.
- Nic się nie bój, Katy – Niall
nareszcie był w wyśmienitym humorze. – Cały czas ktoś z nas
będzie obok...
- Inaczej Alex obetnie nam co nieco –
wtrącił Liam, wysiadając jako pierwszy. Piski tylko się wzmogły.
- A jestem raczej przywiązany do tej części mojego ciała – dodał Harry.
- Nie dam rady... – Kate „patrzyła” mi
w oczy, przerażona.
- Oczywiście, że sobie poradzisz –
zapewniłem ją, wysiadając i odwracając się, by pomóc jej. – Przecież
możesz wszystko – szepnąłem jej na ucho, gdy stanęła przede
mną, nerwowo poprawiając sukienkę. – Wyglądasz zabójczo –
przypomniałem jej swój wcześniejszy komplement. – Zwalisz
wszystkich z nóg, wierz mi...
- Będę szczęśliwa, jeśli siebie
nie zwalę – powiedziała, uśmiechając się delikatnie. Wzięła głęboki oddech i kiwnęła
głową na znak, że jest gotowa, a przynajmniej, że bardziej gotowa
już nie będzie. Ułożyłem sobie jej dłoń na ramieniu, mając
nadzieję, że będzie to wystarczające oparcie dla niej.
- Gotowi? – Zayn stanął przy jej
drugim boku. Zauważyłem jak jego wzrok powędrował do maleńkiej
ważki wystającej spod sukienki. Reszta tatuażu była niestety
niewidoczna. Choć gdybym miał obstawiać, to sądząc po uśmiechu
przyjaciela, zobaczył już to, co chciał. Spojrzał mi w oczy i
asekurując Kate z drugiej strony ruszył za Harrym i Liamem. Niall z
Paulem i Markiem zamykali pochód.
- Naprawdę jest czerwony? – usłyszałem
cichy szept Kate.
- Nie inaczej – odpowiedział Zayn,
machając do fanów i uśmiechając się do fotoreporterów. –
Idealne miejsce dla ciebie, Mała.
- Wcale nie jestem mała – zaśmiała
się, ściskając jego przedramię.
- Nie, wcale... – wtrącił się Harry,
nawet nie starając się udawać, iż nie podsłuchiwał.
- Chłopaki... – Paul pojawił się
obok nas akurat w momencie, gdy skończyliśmy witać się z Edem i
mieliśmy wziąć z niego przykład i dać się zaprowadzić do
naszego stolika. – Chcą z wami nagrać kilkuminutową rozmowę przed
galą, a potem drugą już po odczytaniu waszych kategorii...
- Ale... – usłyszałam niepewność w
głosie mojego chłopaka. – Nie zostawię tutaj Kate samej...
- Nie jestem sama, Lou – przytuliłam
się do jego boku i pogłaskałam go uspokajająco po plecach. – Mam
Marka. Zaczekamy na was – powiedziałam, uśmiechając się z całą
pewnością siebie na jaką było mnie stać. – Sam słyszałeś. To
ma być tylko kilka minut...
- No nie wiem... – domyślałam się, że
patrzy na mnie, starając się dojrzeć jakąkolwiek wątpliwość,
by mógł zlekceważyć moje wcześniejsze słowa i zrobić tak, jak początkowo
planował. Po chwili musiał się poddać, bo ja naprawdę czułam
się na siłach, by zaczekać tutaj na nich te kilka minut. – Niech
będzie – westchnął. Poczułam jego gorące wargi na skroni. –
Zaraz wracam...
Z kilku minut zrobiło się
kilkanaście, ale z Markiem obok mnie całkiem zabawnie się czekało.
Przyjaciel cicho informował o mijających nas osobach i
śmiesznie komentował niektóre stroje, czy też fryzury. Zdecydowanie
miał do tego dar, bo już po chwili śmiałam się na całego. W
pewnym momencie dorobiłam się nawet kieliszka szampana, choć
bardziej byłam zajęta tym, by go nie rozlać, niż jego wypiciem.
„Bąbelki i obcasy zdecydowanie nie idą w parze...”
W jednej chwili chichotałam z Markiem
z zielonych włosów jakiejś sławnej osoby, której żadne z nas
nie znało, a w drugiej, z przerażeniem w oczach, rozpaczliwie chwyciłam się
silnego ramienia osoby, która mnie staranowała. Kieliszek wyleciał
mi z dłoni, głośno roztrzaskując się na twardej posadce. Ktoś
tam na górze jednak musiał czuwać nade mną, bo z pomocą tego
kogoś udało mi się utrzymać równowagę i nie zaliczyć spektakularnej wywrotki. Po chwili stałam
już pewnie, z dłonią Marka opiekuńczo ściskającą mój łokieć.
- Ślepa jesteś, czy jak? – usłyszałam
zdenerwowany męski głos, a także kilka rozbawionych.
- Tak – powiedziałam cicho. Znajomi
mężczyzny głośno nabijali się z jego zmoczonych spodni. „Boże,
co za wstyd...” jęknęłam w myślach, użalając się nad swoją
niezdarnością.
- Co tak? – warknął.
- Tak, jestem ślepa – powiedziałam,
uśmiechając się przepraszająco. – Ale skoro to ty na mnie wpadłeś,
czy masz równie dobrą wymówkę?
Wiedziałam, że nie powinnam się
odzywać. Wiedziałam to już w momencie, gdy słowa opuściły moje usta. „Dlaczego
nie mogłam się po prostu ugryźć w język i milczeć?” Cisza
dookoła mnie była wielce wymowna.
- Nie, nie mam nic na swoje
usprawiedliwienie – usłyszałam po chwili. – Przepraszam, że na
ciebie wpadłem i jeszcze zachowałem się jak dupek...
- Nie ma sprawy – uśmiechnęłam
się przyjaźnie. – Przepraszam, że oblałam cię szampanem...
- Nawet nic nie widać... – powiedział. – Wydajesz się znajoma, ale jakoś nie mogę...
- To dziewczyna Tomlinsona –
usłyszałam kolejny męski głos, nim zdążyłam się odezwać i
powiedzieć, że to niemożliwe, by mnie znał. – Katy, tak? Jestem
Siva. A ten gbur, który nie potrafi chodzić, to Tom.
- Miło mi was poznać – wyciągnęłam
dłoń w razie gdyby oni chcieli to zrobić pierwsi. Wraz z kolejnymi
uściskami poznałam kolejne trzy imiona. – Też z Anglii, prawda?
- Tak – potwierdził Tom. –
Najbardziej znienawidzony zespół przez twojego chłopaka, obawiam
się... Pewnie nie raz słyszałaś o The Wanted? Aż tacy jesteśmy
straszni?
- O dziwo słyszałam, ale akurat w
odniesieniu do ulubionego zespołu Louisa. Choć jego młodsze
siostry mogły mu akurat dokuczać... – zaśmiałam się,
przypominając sobie słowa dziewczynek. – Przykro mi, ale nie
słyszałam waszej muzyki, więc nie mogę się wypowiedzieć. Na
pewno jesteście świetni. W końcu jakby nie było spotykamy się na
gali. Byle kogo raczej nie zapraszają...
- Podobasz mi się – powiedział
krótko Max. „Chyba...” – Choć mogłabyś być politykiem z
takim podejściem...
W tym momencie i oni poszli nagrywać
jakiś wywiad, więc była szansa, że chłopcy zaraz się pojawią.
I jakby ktoś postanowił spełnić moje życzenie, poczułam ciepłe
dłonie Louisa na mojej talii.
- Tęskniłaś?
- Nawet nie miałam kiedy –
przywarłam do jego boku, gdy prowadził mnie w nieznanym kierunku. –
Twój ulubiony zespół dotrzymał mi towarzystwa...
- Jaki mój ulubiony zespół?
- A taki jeden... – zaśmiałam się cicho, by po chwili umilknąć, oszołomiona piskami przecinającymi powietrze, gdy
znaleźliśmy się przy stoliku. Pomieszczenie musiało być ogromne.
Nachyliłam się w stronę Louisa, który zaczął mi je opisywać ze
wszystkimi interesującymi szczegółami.
Dopiero gdy ukazały się napisy
końcowe zdałam sobie sprawę z tego, że moje policzki są mokre od
łez. „Kiedy stała się ze mnie taka beksa?” uśmiechnęła się
do Louise, która razem ze mną oglądała transmisję z gali
wręczenia jakichś tam nagród.
- Wyglądała przepięknie... –
powiedziałam, pociągając nosem, wciąż mając przed oczami przyjaciółkę, kroczącą
u boku Louisa po czerwonym dywanie i potem, radośnie uśmiechniętą,
gdy siedzieli przy stoliku. Byłam z niej taka dumna, że jeszcze
trochę, a pewnie pęknę. – Jesteś genialna, Lou...
- Łatwo być genialnym, gdy ma się
taką modelkę... Ona we wszystkim wyglądałaby pięknie... Ach... –
westchnęła, poprawiając sobie córeczkę w ramionach. – Nie
każdemu dane mieć taką figurę...
- Co ty nie powiesz? – parsknęłam,
głaszcząc się po brzuchu.– Na szczęście dla mnie, dziś czuję
się jak gwiazda Hollywoodu po tych wszystkich zabiegach, które mi
zaserwowałaś i moje dodatkowe kilogramy raczej nie popsują mi
humoru...
- Cieszę się bardzo – podniosła
się ostrożnie. – Dzięki za wesoły wieczór. Pójdę już ją
położyć i może przypomnę się mojemu mężczyźnie, coby mnie
nie zapomniał...
- Raczej ci to nie grozi – zaśmiałam
się, puszczając jej oczko. – Baw się dobrze...
- Dokładnie taki mam plan –
powiedziała, wychodząc z pokoju.
Wyłączyłam telewizor i zmagając się
z bolącą nogą, postanowiłam poczekać w łóżku na Harry'ego.
„Ewentualnie pójdę spać licząc na to, że i tak mnie obudzi gdy przyjdzie” uśmiechnęłam się do siebie, kuśtykając do
łazienki.
- Moja mała Kate... - spojrzałam na
siebie w lustrze. - Kto by pomyślał...
Zadowolona wróciłam do pokoju,
zastygając w miejscu na ruch przy drzwiach. Gdy zdałam sobie
sprawę, kto przy nich stoi, cała krew odpłynęła mi z twarzy,
a strach chwycił za gardło. Toczyliśmy jakąś przerażającą
walkę na spojrzenia i milczeliśmy...
- Musimy porozmawiać – usłyszałam
ten znienawidzony głos, który tak długo dręczył mnie w
koszmarach.
- Nie mam tobie nic do powiedzenia –
nie wiem, jakim cudem udało mi się wydobyć z siebie głos i
sprawić, by brzmiał tak pewnie. W środku cała trzęsłam się ze
strachu. – Co tu robisz?
- Pracuję w tym hotelu, jakbyś się jeszcze nie domysliła – wzruszył
ramionami, jakby to miało wszystko wyjaśnić. – Prawie mnie wczoraj
nabraliście – uśmiechnął się i ruszył w moją stronę, a ja
stałam jak ta idiotka, przyrośnięta do podłogi. – Ty i ten gnojek...
Gdy zdałem sobie sprawę z tego, kim on jest wszystko do mnie
dotarło – spojrzał mi w oczy niezwykle z siebie zadowolony. – W
końcu postanowiłaś zmienić pracę? I dobrze. Właściwie to już najwyższy czas. Ile można sprzątać kible? Jesteś ich
garderobianą? Sprzątaczką? A może po prostu taką panią od
wszystkiego?
- Twoje wnioski mogłyby wejść na
stojąco pod dywan, taki reprezentują poziom – powiedziałam. - A
teraz stąd spieprzaj, zanim narobię rabanu. Wiesz, gdzie są drzwi.
- Naprawdę liczysz, że uwierzę, iż
dzieciak, który mógłby mieć każdą laskę, na którą kiwnąłby
palcem, wziął sobie kogoś takiego jak ty? No proszę cię... - mogłam udawać przed
nim, że nie zabolały mnie jego słowa, ale w końcu powiedział
tylko to, nad czym i ja się dość często zastanawiałam.
- Nie myśl zbyt dużo, Dave –
zacisnęłam palce na kulach i posłałam mu kpiący uśmiech. – To
nigdy nie była twoja mocna strona...
- Nie bądź taka, kotku – zbliżył
się do mnie na zdecydowanie zbyt małą odległość. Uniosłam
dumnie głowę zastanawiając się, czy cios kulą między nogi
skutecznie go unieszkodliwi. - Kiedyś byłaś bardziej rozrywkowa...
- Kiedyś? – uniosłam brwi. – Pozwól,
że ujmę to inaczej. Masz trzy sekundy żeby stąd wyjść, albo...
- Albo co? Co takiego mi zrobisz,
kotku? – spojrzał na mnie, rzucając mi wyzwanie. – Pomachasz mi
kulą przed nosem?
- Może powinieneś raczej zapytać, co
takiego ja ci mogę zrobić? – usłyszałam głos Harry'ego i miałam
ochotę osunąć się na ziemię z tej ulgi, jaka mnie zalała. Ale
nie mogłam dać temu śmieciowi takiej satysfakcji. – Jestem pewien, że
dyrekcję hotelu ucieszy wieść, że jeden z pracowników napastował
gościa. A jak jeszcze dodamy do tego, że tym gościem jest moja
dziewczyna, to jestem pewien, że dobrze na tym nie wyjdziesz, dupku. A
teraz, wypierdalaj stąd, zanim ci pomogę.
Harry zabijał go wzrokiem i ku mojej
wielkiej radości mogłam podziwiać niezbyt pewną minę na tej
jakże znienawidzonej przeze mnie twarzy. Teraz już nie był taki
odważny.
- Jestem pewien, że nie ma potrzeby
nikogo niepokoić...– powiedział przymilnie, zbliżając się do
drzwi. – Nie wiem, co ona ci nagadała... Widzę, że mnie nie lubisz, ale Alex i ja mamy wspólną
przesz...
- Nie że cię nie lubię, koleś, ale
gdybyś się palił, a ja miałbym wodę, wypiłbym ją... –
otworzył drzwi na oścież i spojrzał na niego wymownie. – Nie każ
mi się powtarzać.
Miałam ochotę skakać ze szczęścia i rozpłakać się z ulgi, gdy Dave bez słowa
opuścił pokój, wyglądając przy tym niezbyt pewnie. Harry z
trzaskiem zamknął drzwi. Po chwili usłyszałam szczęk zamka.
Patrzyłam na niego, wciąż nie wierząc w to, jak wielkie miałam
szczęście i to nie tylko dlatego, iż kolejny raz zjawił się w
odpowiednim momencie. Teraz zbliżał się do mnie powoli, nie
spuszczając ze mnie wzroku. Spojrzał mi w oczy i przyciągnął do
siebie.
- Już wszystko dobrze, skarbie –
powiedział, a jego oddech owiewał moje ucho. Poczułam jego palce
na moich, próbujące delikatnie je rozprostować. – Możesz już
puścić kule... Chwilowo nie będą ci potrzebne... – hipnotyzował
mnie swoim spokojnym głosem, choć wiedziałam, że w środku
wszystko się w nim gotuje. No dalej, Alex – zachęcał. – Chyba że
planujesz mi nimi przywalić?
- Czasami naprawdę ci się należy, ale... –
upuściłam kule na podłogę i mocno przywarłam do Harry'ego. – Ale nie tym razem...
- Ufff... - otoczył mnie ramionami. –
To mi ulżyło... Urwałem się wcześniej z imprezy, licząc na
trochę mniej bolesną nagrodę... – gładził mnie uspokajająco po plecach, pozwalając wypłakiwać łzy w swoją marynarkę. – Mam dla ciebie mały prezent. Ale
może najpierw powinniśmy zadzwonić do recepcji...