Opadłem ciężko na fotel obok mojej dziewczyny i od razu zapiąłem pasy.
„Moja dziewczyna... Jak to fajnie brzmi...” Od razu zrobiło mi się trochę lepiej. Czułem, że zmęczenie powoli ze mną wygrywa i mogę odpłynąć lada moment. Zdecydowanie brakowało mi
choć kilku godzin porządnego snu. Przeciągnąłem się, ziewając głośno. Alex obdarzyła mnie
zadziornym uśmiechem.
- Co? – spojrzałem na nią podejrzliwie. Pokręciła tylko
głową, nadal susząc zęby. Szybko skontrolowałem wszystkie swoje strategiczne miejsca. „Pozapinany jak Pan Bóg przykazał...” – No co?
- Czyżbyś się nie wyspał? – powiedziała w końcu.
Przewróciłem oczami, szczerząc się do niej zadowolony.
- No, raczej nie dałaś mi pospać – nachyliłem się, by skraść
całusa.
- A czyja to wina, co? – parsknęła i sięgnęła po moją dłoń,
splatając nasze palce razem. „Naprawdę nie sądziłem, że tak bardzo brakowało mi
takich gestów...”
- Może i moja – przyznałem, ciesząc się jak głupi, gdy ona przewróciła oczami. – Ale zdecydowanie było warto... – poruszałem komicznie
brwiami.
- Ty naprawdę jesteś nienormalny – parsknęła, opierając się
wygodnie i kładąc głowę na moim ramieniu.
- Będziesz teraz spać? – zdziwiłem się. Wprawdzie też byłem zmęczony, ale nie powiem, że nie liczyłem na te dwie godziny razem.
- No, ktoś mi nie dał pospać w nocy... – mruknęła,
uśmiechając się pod nosem.
Musieliśmy przerwać naszą jakże zajmującą wymianę zdań, bo
oto pojawili się pozostali i zrobiło się niemałe zamieszanie. Zauważyłem szeroki
uśmiech na twarzy Alex, gdy tylko Kate pojawiła się w przejściu. Oczywiście w
towarzystwie Louisa. „Jakże by inaczej?” Musiałem szczerze przyznać, że mimo
bladości, wywołanej strachem przed lataniem, nasza mała przyjaciółka wyglądała dziś
niesamowicie. Jakimś cudem kolejny raz dała się namówić na szorty, pomimo, że
oba jej kolana zdobiły opatrunki. Choć fakt, że dziś były to bandaże w
cielistym kolorze z pewnością pomógł ją przekonać. Wprawdzie zdziwiłem się,
że założyła taką zabudowaną bluzkę w taki upał, ale gdy podzieliłem się swoimi spostrzeżeniami z Alex,
przypomniała mi o siniakach na ramionach Kate i wszystko stało się jasne.
„Przesrane...” westchnąłem. Pomimo działającej klimatyzacji miałem wrażenie, że się roztapiam. „Gorąco...”
- Gorąco jak w piekle, a to dopiero dziesiąta... – marudził
Zayn, ledwo opadł na fotel. – Niech mi ktoś powie, że w Madrycie będzie
chłodniej...
- Mogę cię okłamać – zaproponowała Louise, podając mu na
chwilę małą i upychając swoje torby w schowku.
- Lux, powiedz Harry! – zawołałem do dziewczynki.
- Mama! – klasnęła w dłonie i zaczęła podskakiwać
zadowolona, śmiejąc się do mnie.
- Jeszcze kiedyś cię nauczę, zobaczysz – pogroziłem rozbawiony.
- Tak jak nauczyłeś ją, że „daj” znaczy „masz”? – Zayn
przypomniał o moim słynnym osiągnięciu. „Tak, to mi się udało...”
- Co chcesz, to całkiem zabawne... – chciałem jeszcze coś
dodać, ale pojawienie się Paula sprawiło, że zmieniłem zdanie. Pamiętając, że z rana nie miał najlepszego humoru, przezornie postanowiłem się zamknąć.
- Są wszyscy – powiedział w stronę kobiety w kremowym kostiumie po tym jak omiótł spojrzeniem po zebranych.
– Można zamykać – dodał, przeciskając się na swoje stałe miejsce.
- Pozapinać się wszyscy... – powiedziałem cicho pod nosem,
zgadując następne słowa menadżera.
- Pozapinać się wszyscy! – parsknąłem, gdy usłyszałem słowo
w słowo to co zawsze.
- Trzeba było odebrać, gdy dzwoniła, a nie teraz będziemy
zachodzić w głowę, co też od ciebie chciała – odezwał się Niall, najwidoczniej już
zmęczony naszymi beznadziejnymi zgadywankami. To, że imię Eleanor znów pojawiło się w naszych rozmowach wcale mi się nie podobało. Alex też nie wyglądała na
uradowaną, że była Louisa wróciła na tapetę. „Akurat tej idiotki to nam do szczęścia nie brakowało...”
- Nic więcej nie powiedziała? – sam już nie wiem, który raz
padło to pytanie. Mimo iż Lou dał nam odsłuchać nagraną przez Eleanor wiadomość, to usilnie chcieliśmy by było w niej coś więcej niż tylko „Lou, to
ważne. Proszę odbierz...”
- Nie, Zayn. Nie ma nic więcej... – Louis przewrócił oczyma.
– Przecież puszczałem wam tą wiadomość...
- Może po prostu do niej oddzwonisz, gdy wylądujemy i
dowiesz się o co chodziło? – zaproponował Liam, wzruszając ramionami.
- Po co ma rozmawiać z tą idiotką? – Zayn spojrzał na
przyjaciela oburzony. – Nie wiem, co ona może mieć za ważne sprawy...
- Może rzeczywiście powinieneś się dowiedzieć? – Kate chyba
pierwszy raz zabrała głos. Do tej pory była zbyt zajęta ściskaniem swojego
złotego serduszka. „Właściwie nadal to robiła” zauważyłem, uśmiechając się pod nosem. – Ta niewiedza
ewidentnie wszystkich stresuje...
- Jedyne, co nas stresuje, to fakt, że ta dziwka nie chcę
zostawić was w spokoju – powiedziałem, widząc niewyraźną minę Louisa.
- Harry... – Alex uniosła brwi na te moje słowa. Wiedziałem, że podziela moje zdanie, choć ona pewnie użyłaby innego określenia dla dziewczyny.
- No co? – wzruszyłem ramionami. – Wierz mi, skarbie, gdybym
wklepał „dziwka” w GPS-a, to pokazałoby mi drogę prosto do jej domu...
- Dobre – Niall przybił ze mną żółwika, a reszta śmiała się
pod nosem. – Ale prawda jest taka, że nic nie wiemy, a siedzimy i od godziny
wymyślamy coraz to głupsze scenariusze. To kompletnie bez sensu...
- Właściwie to ma rację... – wtrąciła się Alex.
- Oczywiście, że mam.
- Niestety raczej nie przemkniemy się niezauważeni –
powiedział Paul, gdy tylko skończył rozmawiać z pracownikami lotniska. – Jest
tylu fanów, że jakiekolwiek wyjście wybierzemy, będziemy musieli się przeciskać
między nimi. Najbezpieczniej będzie po prostu wyjść głównym, jest tam najwięcej
ochrony i najkrótszy dystans do przejścia...
Menadżer coś tam jeszcze tłumaczył i uzgadniał z facetem w biało-niebieskim mundurze. Zauważyłem, że Adam przysunął się bliżej Kate, a
Andy uścisnął przyjaźnie Alex. „Wszyscy na swoich miejscach...” uśmiechnąłem się, zarzucając torbę na ramię. Po chwili wolno
kierowaliśmy się ku wyjściu.
- Niesamowite... – wyrwało się z ust Alex, gdy tylko
znalazła się na ruchomych schodach i mogła dojrzeć tłumy zebrane na dole. – Jak
my się między nimi przeciśniemy?
- Taranem, skarbie – zaśmiał się Harry, asekurując dziewczynę
przy zejściu z taśmy. – Daj tą swoją torbę, bo jeszcze ktoś za nią pociągnie i się
przewrócisz na tych kulach...
Maszerowałem za nimi i mimo tego całego lotniskowego
zamieszania nie mogłem się nadziwić, jak bardzo dojrzały zrobił się Styles.
Wszyscy zauważyliśmy jak bardzo Kate zmieniła Louisa, ale czy ktokolwiek się
choćby domyślał, jak bardzo wydoroślał Harry? Uśmiechnąłem się, obserwując jak
zakłada sobie torbę dziewczyny na ramię.
Zatrzymaliśmy się kawałek od rozsuwanych drzwi. Za nimi było
już tylko morze fanów i samochody, czekające, by zabrać nas do hotelu. Ochrona
lotniska robiła co mogła, ale zdecydowanie ciężko było dojrzeć jakikolwiek
efekt ich zmagań.
- Dobra – Paul stanął przed nami. – Idziemy. Lepiej już nie
będzie...
- Lepiej? – zdziwił się Louis. – A oni w ogóle choć trochę
panują nad tym tłumem?
Gdy otworzyły się drzwi, poziom decybelów dosłownie
obezwładniał. Lou otoczył Kate ramieniem i ruszył za Niallem. Gdy tylko wyszli
na zewnątrz zapanowało istne szaleństwo. Ochrona lotniska była bez szans. Na
szczęście nasza ekipa była już trochę obeznana z tym tematem i powoli przeciskaliśmy się do samochodów. Trwało to wieki, ale w końcu drzwi się zatrzasnęły, odgradzając nas od hałasu na zewnątrz. Teraz otaczały nas zapłakane twarze, przyciśnięte do szyb. Ochrona nadal zmagała się z tłumem, próbując oczyścić nam przejazd.
- Wow... – to było wszystko, co wydostało się z ust Kate.
Siedziała przytulona do Louisa, a jej szeroko otwarte oczy mówiły, że tego się
nie spodziewała. Nie mogłem się jednak nadziwić, jak dobrze to zniosła.
Bliskość Lou i pewnie też Alex, miała na nią olbrzymi wpływ. Zauważyłem, że
przyjaciel wyjmuje i chowa telefon, ledwo na niego zerkając, choć minę ma
niezbyt wesołą. „Co też mógł tam zobaczyć?”
- Masakra – skomentowała Alex, gdy już wygodnie usadowiła
się na fotelu. – Może następnym razem powinniśmy was puszczać przodem na
pożarcie, a same wyjść innymi drzwiami? – dodała po chwili. Ewidentnie nadal była pod wrażeniem możliwości naszych fanów. „Cóż... Nie da się ukryć, że potrafią zgotować nam powitanie...”
– Jestem za młoda, by tak umierać...
- To ja ciebie, kobieto, własną piersią osłaniam... – oburzył
się Harry, choć oczywiście towarzyszył temu wesoły błysk w oku. – Zero
wdzięczności...
- Wdzięczność, to ja wyrażam inaczej – puściła mu oczko i
skutecznie go tym uciszyła. Prowadzili teraz jakąś niemą rozmowę na spojrzenia
i wyglądało to tak, że aż musiałem odwrócić wzrok. Zayn rozbawiony wywrócił
oczyma. „Nietrudno było się domyślić, co im chodzi po głowie...”
- Boże, Styles! – zawołał Niall. – Bo ci zaraz spodnie
pękną...
Wybuchnęliśmy śmiechem na te słowa i tylko dwie osoby oblały
się wiele mówiącym rumieńcem. „Kate i... Harry...”
- Powiem ci, Słońce, że powinnaś się cieszyć, iż nie
widzisz, bo normalnie wszystko co tu się rusza, wodzi na pokuszenie...
- Alex! – zaśmiałam się ze słów przyjaciółki, doskonale
zdając sobie sprawę, co znaczyły jej słowa.
- Temu ratownikowi zaraz coś stanie na twój widok – parsknęła. – I nie mam tu bynajmniej na myśli serca. Gdyby Louis wiedział, co tu
się będzie działo, zamknąłby cię w pokoju. Ewentualnie nie wypuszczał z ramion
i posyłał wszystkim mordercze spojrzenia – dodała, śmiejąc się głośno. – Nie
wiem, czy Adam sobie poradzi z opędzaniem cię od tych opalonych zalotników...
- Jesteś szalona – śmiałam się na całego. – A poza tym jestem
pewna, że on nie patrzy na mnie – powiedziałam, wystawiając twarz do słońca. – Pewnie zastanawia się,
czy nie zwrócić ci uwagi na to, że twój strój za bardzo bije po oczach,
ograniczając mu widoczność...
- Może... – Alex udawała że się namyśla. – Nie. Jednak
pozostanę przy mojej wersji – dodała po chwili. – Zwłaszcza, że to hiszpańskie,
gorące ciasteczko właśnie zmierza w naszą stronę... Cycki na baczność, Mała. Mam wrażenie, że będzie ciekawie...
- Alex! – czułam, że gorąco na mojej twarzy niekoniecznie
jest związane z temperaturą powietrza. – Bo powiem Harry’emu i zobaczymy kto tu
skończy zamknięty w pokoju...
- Ej! Jestem twoją przyjaciółką! Chyba obowiązuje nas jakiś
kodeks lojalności, czy coś? Choćby solidarność jajników – oburzyła się. Chciałam odpowiedzieć, ale już
niestety nie zdążyłam.
- Witam, piękne panie – usłyszałam męski głos ze zdecydowanie
obcym akcentem. Prychnięcie przyjaciółki nie uszło mojej uwadze... – Czy mogę zaproponować paniom drinka?
- Ale że tak jednego? – odezwała się Alex. Usłyszałam, że
Adam nieudolnie próbował zamaskować śmiech kaszlnięciem.
- N-nie... O-oczywiście, że n-nie – najwidoczniej pan ratownik
trochę stracił na pewności siebie. „Dlaczego mnie to nie dziwi?”
- A nie powinien pan teraz ratować ludzkich istnień?
- Akurat jest przerwa w topieniu się – powiedział.
Usłyszałam, że się poruszył i po chwili poczułam jak siada na moim leżaku. Podskoczyłam na siedzeniu, zginając nogi w kolanach i przy okazji przeklinając
to, że nie przebrałam szortów na coś dłuższego.
- Wszystko w porządku? – Adam momentalnie znalazł się obok
mnie i byłam więcej niż pewna, że pan ratownik nie czuł się za dobrze pod jego
spojrzeniem. Chichotanie Alex tylko mnie w tym utwierdziło.
- Jak najbardziej – odezwała się przyjaciółka, ale dopiero,
gdy skinęłam głową, ochroniarz wrócił na swoje miejsce, gdzieś za nami. Na
szczęście ktoś zawołał naszego Casanovę i mogłam wygodnie rozciągnąć się na leżaku. – No i nici z drinka... – westchnęła Alex, przesadnie udając rozczarowanie. – A tak poza tym, to muszę
dodać... A nie mówiłam?
- Co? - udawałam, że
kompletnie nie wiem, o co jej chodzi.
- Jeszcze chwila i by mu te kąpielówki strzeliły –
parsknęła. – Choć idę o zakład, że wypycha je jakimiś wkładkami. Może skarpetką?
- Jesteś okropna – zaśmiałam się. Usłyszałam jakieś rozmowy
za nami i po chwili Adam podawał nam zimne szklanki. – Co to? – zapytałam, wyczuwając
mocny zapach alkoholu i krzywiąc się lekko.
- Wasze drinki od tego tam...
- Boże, toż to zwaliłoby z nóg nawet słonia! – zakrztusiła się Alex po spróbowaniu. – Może chce cię upić byś była łatwiejsza? – parsknęła,
odbierając ode mnie nieszczęsną szklankę. – Mógłbyś nam to zamienić na coś, co
nie składa się w dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach z alkoholu? Po wypiciu tego pewnie zaczęłabym śpiewać arie, a wierz mi, nie chciałbyś być tego świadkiem.
Przyjaciółka namawiała się z Adamem nad tym, co miałaby
ochotę wypić, a ja dzięki temu mogłam choć na chwilę się wyłączyć i wsłuchać w otaczające mnie dźwięki. O dziwo basen o tej godzinie rzeczywiście świecił
pustkami. Wprawdzie słyszałam kilkoro dzieci i kilka starszych osób, ale nikt
nie zwracał na nas uwagi. „Nareszcie...” westchnęłam na wspomnienie tłumów na
lotnisku i przed hotelem. Od wczoraj moje myśli momentalnie zbaczały na jeden
tor i bynajmniej nie była to Eleanor. Wszyscy zastanawiali się o co może
chodzić i wiedziałam, że węszą jakiś kolejny podstęp, ale dla mnie
najważniejsze było to, że ON jest w rękach policji i nie muszę się bać. Już nie
bałam się Eleanor. „Kiedy taka odważna się zrobiłaś?” szepnął ten wewnętrzny
głos, jakby chciał mi przypomnieć te wszystkie chwile, gdy kuliłam się przy
niej ze strachu. Prawda była jednak taka, że teraz tylko jedna myśl zajmowała
moją głowę. Wczorajszy telefon do Paula. Ze Szwajcarii. „I co teraz będzie?”
- Powiesz mi nad czym tak dumasz od rana? – słowa Alex wraz
z jej dłonią na moim przedramieniu wyrwały mnie z mojej głowy. – Eleanor, czy
ta konsultacja?
- Co jeśli ten specjalista powie, że nie ma żadnych szans? – wyrzuciłam z siebie słowa, które nie dawały mi spokoju.
- To nic się nie zmieni, prawda? Z taką diagnozą żyłaś
wiele lat i pożyjesz jeszcze więcej – przyjaciółka ścisnęła moją dłoń w
pokrzepiającym geście. – Czego naprawdę się boisz, Kate?
- A co jeśli... jeśli... – wzięłam głęboki oddech. – Louis
bardzo liczy, że się uda... – powiedziałam cicho.
- Wszyscy mamy taką nadzieję, Słońce. Nie tylko on – usłyszałam i zrobiło mi się zimno, mimo upału. – To, że
chcemy, byś mogła znów widzieć wcale nie znaczy, że będziemy bardzo
rozczarowani jeśli się nie uda
- Nie chcę go rozczarować... – dodałam jeszcze ciszej.
- Czasami jesteś takim głuptasem – powiedziała i pociągnęła
mnie na swój leżak. – Kiedy dowiedzieliście się o możliwości odzyskania przez
ciebie wzroku?
- W s-szpitalu...
- Przed, czy po tym, gdy wyznaliście sobie z Louisem miłość
aż po grób?
- Po... – mruknęłam pod nosem, czując że znów się rumienię.
- To przestań martwić się na zapas – objęła mnie ramionami i
przytuliła do siebie. – On cię kocha taką jaka jesteś – moja dłoń mimowolnie
powędrowała do złotej zawieszki na mojej piersi. – Oczywiście, że bardzo by
chciał, żeby okazało się, iż istnieje możliwość na odzyskanie przez ciebie
wzroku. Kocha cię i chce dla ciebie jak najlepiej. Chce... Właściwie to wszyscy chcemy... –
poprawiła się. – Gdyby się udało, mogłabyś być kimkolwiek zechcesz...
- Nawet chirurgiem? – próbowałam żartować, walcząc ze łzami, które chciały się wydostać.
- To akurat nie wiem... Nie ma jakiś wytycznych co do
wzrostu? Nie jestem pewna, czy są stoły operacyjne tak blisko podłogi... –
roześmiała się głośno.Dobiegł mnie nawet cichy śmiech Adama.
- Wcale nie jestem aż taka mała – oburzyłam się, rozciągając
usta w uśmiechu. „Ona zawsze potrafiła przegonić szare chmury...” Usłyszałam
parskniecie gdzieś z tyłu. – Nie jestem! – powtórzyłam, odwracając się w stronę ochroniarza.
- No już go tak nie strasz, bo jeszcze naprawdę go
przerazisz i rzuci pracę...
- Tak, bo jestem taka straszna... – mruknęłam rozbawiona i odetchnęłam z ulgą.
- Myśl o dobrych stronach... Jeszcze tak naprawdę nic nie wiadomo,
a ty już się zamartwiasz? Pomyśl, że gdyby się udało, to mogłabyś... – byłam
naprawdę ciekawa, co wymyśli – przeczytać każdą książkę, jaka została wydana.
- To mi się podoba – ucieszyłam się.
- Mogłabyś...
- Mogłabym zobaczyć jak wygląda Lou – powiedziałam cicho,
przerywając jej. – Mogłabym zobaczyć jak ty wyglądasz – uśmiechnęłam się.
- Wiadomo, że bosko – parsknęła, ścierając z moich
policzków łzy, które nie wiedzieć kiedy się pojawiły. – Nie płacz, skarbie...
Zawsze wiedziałam, że nie ma dla ciebie rzeczy niemożliwych, a przecież nigdy
nie brałam nawet pod uwagę, że możesz być kiedyś w takiej sytuacji jak
dzisiaj... Nawet jeżeli nic z tego nie wyjdzie, to wciąż masz multum
możliwości. Możesz studiować... Niekoniecznie chirurgię, ale...
- Nawet nie odebrałam dyplomu... – mruknęłam pod
nosem. W końcu uciekłam na niedługo przed końcem nauki.
- Też mi problem... – parsknęła Alex. – Minęła cię nudna uroczystość. Powinnaś się raczej cieszyć.
Możemy zadzwonić do ośrodka, by przysłali ci dokumenty...
- Naprawdę tak myślisz?
- Że możemy zadzwonić? – upewniła się Alex.
- Że nic się nie zmieni, jeśli...
- On wciąż będzie cię obrzydliwie kochał i świata poza tobą
nie widział – powiedziała to z taką pewnością w głosie, że znów się
rozpłakałam. „Dlaczego się mażę?” – Nie płacz, skarbie... Musisz w końcu
uwierzyć w siebie tak, jak my w ciebie wierzymy. Jesteś wspaniałą osobą. Czy użerałabym się z tobą tyle lat, gdybyś nie była tego warta? – zaśmiała się. – I nawet
dałam się wywieźć z Anglii...
- Akurat to zrobiłaś nie ze względu na mnie, a dla takiego
jednego z bujną grzywą – uśmiechnęłam się, ocierając łzy. – Jesteś szczęśliwa,
prawda?
- Oczywiście, że jestem – powiedziała szybko i z taką
pewnością, że tu nie mogło być wątpliwości. – Choć byłabym szczęśliwsza, bez
tego gipsu i gdyby okres mi się skończył... Mogłabym wtedy przetestować
umiejętności tego twojego ratownika – parsknęła.
- To nie jest mój ratownik!
- Cóż... Ale chyba nie miałby nic przeciwko, żeby nim zostać
– zaśmiała się. – Biedak nie wie, że ryzykuje życiem, zerkając tak na ciebie co chwilę. Gdyby
Louis tu był, to utopiłby go bez mrugnięcia okiem...
- Padam na twarz... – Niall pokazał nam całe uzębienie,
ziewając głośno. – Jak się zaraz zapakuję do łóżka...
- Po to, by znów pisać całą noc z Katie... – dokończył za
niego Harry, a rumieniec Horana dobitnie świadczył, że chyba właśnie taki miał
plan.
- Nie gadam z tobą – blondyn udawał, że wciąż się na nas
„focha”, ale wiedziałem równie dobrze co on, że winy zostały nam zapomniane.
„Do następnego razu...” dodałem szybko.
Po wyjściu z windy wpadliśmy na Louise i Gemmę z całą pewnością zmierzające na basen.
- Cześć wam – uśmiechnęła się Lou.
- Pa wam – pomachała Gem, wchodząc do windy, którą Zayn
troskliwie dla dla nich zatrzymał.
- Zdradzasz mnie dla mojej siostry? – Harry posłał
przyjaciółce rozbawione spojrzenie.
- Wie co dobre – Gemma pokazała mi język.
- Przynajmniej wszystko zostanie w rodzinie – usłyszałem
jeszcze odpowiedź Louise nim zamknęły się drzwi.
- Możesz mi przypomnieć dlaczego ją zabraliśmy? – spojrzał
na mnie.
- Gemmę? – upewniłem się. – Jeśli jest choć trochę podobna
do ciebie, to sama się zabrała...
- Też fakt – roześmiał się, wchodząc za chłopakami do
apartamentu. Na widok dziewczyny siedzącej na kanapie, zmęczenie mu odeszło jak ręką odjął. – Cześć, kochanie. Wróciłem...
- Nie da się ukryć – parsknęła. – Było cię słychać odkąd
tylko wyszedłeś z windy... – rozejrzałem się dookoła w poszukiwaniu mojego
skarba. – Jest w sypialni. Trochę za długo siedziałyśmy na słońcu i rozbolała
ją głowa, więc zapakowałam ją do łóżka. Ale bez paniki... – dodała uspokajająco.
- Dzięki – od razu skierowałem się do wskazanego pokoju. Ten
dzień wlókł się niemiłosiernie, a jedyne o czym mogłem myśleć, to czy z Kate
wszystko w porządku. I w końcu mogłem odetchnąć, bo moje kochanie było dosłownie na wyciągnięcie ręki. Moja dziewczyna leżała na
środku olbrzymiego łóżka, okryta cienkim prześcieradłem, ubrane jedynie w skąpą
koszulkę. Biały opatrunek na plecach prześwitywał przez cieniutki materiał. Kolejny raz ten
widok sprawił, że coś chwyciło mnie za serce, a pod powiekami pojawiły się łzy.
„Tak niewiele brakowało bym ją stracił...” Opadłem na fotel, próbując się
uspokoić. „Wciąż tu jest. Cała i zdrowa...” powtarzałem sobie, jak za każdym
razem, gdy paraliżował mnie strach. Ręce trzęsły mi się niemiłosiernie. Omiotłem wzrokiem pokój i nie mogłem się
nie uśmiechnąć na widok naszych walizek. Obie leżaly obok siebie na kanapie.
Otwarte. Z tym, że zawartość jednej wygladała, jakby piorun w nią pierdolnął, a
drugiej jak z instrukcji poprawnego pakowania. „Jakim cudem udaje jej się ta
sztuka?” dziwiłem się sam nie wiem który już raz. Prawdę mówiąc znałem
odpowiedź. Tylko w ten sposób była w stanie spamiętać, co gdzie miała. Kate
poruszyła się na łóżku i moja uwaga natychmiast wróciła do niej. Pomruczała coś
cichutko pod nosem i spała dalej. Uśmiechnąłem się. Uwielbiałem te jej
„rozmowy” przez sen. Oczywiście tylko wtedy, gdy były to dobre sny. Zauważyłem
jej książkę na stoliku obok kanapy i nagle przyszło mi do głowy, że gdyby się
udało, to mogłaby wejść do pierwszej lepszej księgarni i kupić każdy tytuł, na
który miałaby ochotę. „Gdyby tylko się udało...”
Od wczoraj zastanawiałem się, czy ten telefon ze Szwajcarii
to dobra, czy zła wiadomość. Byłem zdziwiony, że facet tak szybko się odezwał.
„Zresztą nie tylko ja...” przypomniałem sobie miny przyjaciół, a przede
wszystkim wyraz twarzy Kate. „Bała się...” Najgorsze jest to, że chyba domyślałem się, co ją tak przerażało. „Moja reakcja, gdyby okazało się, że nic z tego nie
będzie...” westchnąłem, wpatrując się w śpiąca dziewczynę. „Dlaczego wciąż nie
możesz uwierzyć, że kocham cie najbardziej na świecie i nic tego nie zmieni,
maleńka? Przecież jedyne o co mi chodzi i na co mam nadzieję, to że będziesz
szczęśliwa...” Gdyby tylko się udało...
Wibrowanie telefonu wyrwało mnie z zamyślenia. Przypomniało
mi to o kolejnej nieodebranej rozmowie od Eleanor. Zerknąłem na wiadomość i
szybko odpisałem przyjacielowi. Chwilę później drzwi cicho się uchyliły i
wszedł do środka.
- Wszystko z nią w porządku? – zapytał, siadając obok mnie i
zerkając na śpiąca dziewczynę. – Paul przyszedł i pyta, czy czegoś nie potrzebujecie. Adam mu powiedział, że źle się czuła...
- Wszystko dobrze... – uśmiechnąłem się, patrząc na Kate,
która miała piękne rumieńce na policzkach. Zastanawiałem się, czy były
spowodowane czymś, co jej się śniło, czy może to efekt zbyt dużej ilości słońca. „Pewnie
wolałbyś to pierwsze...” skomentowało moje „milsze” ja. „I jeszcze żebyś to ty
jej się śnił.” – Po słowach Alex, myślałem, że będzie spieczona na raka, ale
wygląda na to, że ją to ominie...
- To co tak dumasz? – przyjrzał się mi uważnie i sam sobie
odpowiedział. – O tych badaniach...
- Dlaczego ona nie potrafi uwierzyć, że te wyniki nie mają
dla mnie znaczenia... że to dla niej chcę jak najlepiej... – powiedziałem
bardziej do siebie niż do niego.
- Będziesz ją kochał bardziej, gdy będzie widziała?
- Co? Nie! Zwariowałeś?! – spojrzałem na niego jak na debila. – To nie miało, nie ma i nigdy nie będzie miało żadnego wpływu na moje uczucia do niej. Boże, Zayn... Kocham ją tak bardzo, że
czasami myślę, że to aż zbyt piękne, by było prawdziwe. Jest cudowna. Idealna.
Po prostu gdyby się udało, otworzyłoby to przed nią tyle możliwości... Sam pomyśl...
- Więc będzie, co ma być... – powiedział, wstając. –
Będziecie obrzydliwie szczęśliwi niezależnie od tego, co powie ten lekarz...
- Oczywiście, że będziemy – podniosłem się z fotela, by zamknąć przyjaciela w uścisku. Jego słowa sprawiły, że poczułem się lepiej. –
Dzięki, stary...
- Nie ma za co – uśmiechnął się i nacisnął klamkę.
- Zayn... – odwróciłem się w stronę skąd dobiegły
te słowa. Kate uśmiechała się do nas jeszcze nie całkiem obudzona. – Dziękuję...
- Zawsze do usług, Mała. Dobranoc – powiedział i wyszedł z
pokoju. Zastanawiałem się, czy wiedział, że się obudziła i specjalnie kazał mi
powiedzieć to wszystko. „Ale czy to miałoby jakieś znaczenie?” Rozebrałem się szybko i
przytuliłem do jej pleców, całując skórę nad tatuażem. Była
rozgrzana. Zdecydowanie bardziej, niż po śnie.
- Jak się czujesz, skarbie? Alex mówiła, że przesadziłyście
z opalaniem... – Kate obróciła się w moich ramionach i objęła mnie w pasie,
przykładając ucho przy moim sercu. Uwielbiałem, gdy tak robiła. – Wszystko dobrze?
- Kocham cię, Lou...
- Kocham cię, Katie... – z całej siły starałem się nie
reagować na zaczepki Harry’ego, ale nie było to wcale takie łatwe. Zwłaszcza
kiedy ci idioci przyłączyli się do niego. „Dlaczego po prostu nie zostawią mnie w
spokoju?” jęknąłem widząc, że Styles znów zamierza się odezwać. – Chcę cię
pocałować, Katie...
- Bądź moją księżniczką, Katie... – podsunął mu Zayn, sięgając po szklankę z sokiem.
- O, dobre. Bądź moją księżniczką, Katieee... – zawył mi
prawie nad uchem.
- Kurwa, Styles! Spadaj – próbowałem go odepchnąć i jednocześnie
przeczytać wiadomość, która właśnie przyszła.
- Niall, czy ona przez to pisanie z tobą nie zbankrutuje? –
Alex wydawała się być szczerze zainteresowana. Przynajmniej ona jedna nie nabijała
się ze mnie. Serio zaczynałem żałować, że obiecałem Paulowi, że nie opuszczę
apartamentu. Tutaj nie ma gdzie się przed nimi ukryć.
- Piszemy na KIKu – odpowiedziałem. – To za darmo...
- Chyba nie wiem, co to takiego – zaśmiała się. – Jakiś komunikator,
tak? – pokiwałem głową, odczytując kolejną wiadomość i uśmiechając się pod
nosem. Szybko zadałem kolejne pytanie. – Kate mówiła, że twoja przyjaciółka
jest bardzo sympatyczna...
- No... Jest świetna – powiedziałem, szczerząc się jak
głupi. „Ale przynajmniej zdawałem sobie z tego sprawę. To powinno liczyć się na plus.”
- Niaaal... – Styles rzucił się na kanapę obok mnie, boleśnie
oznajmiając swoją obecność łokciem na moich żebrach. „Jezuuu...” zawyłem z bólu,
odpychając go. Sekundę później znów wisiał nade mną. – A co jeśli to jakaś
psychopatka?
- Sam jesteś psychopatą – warknąłem, odpisując na kolejną
wiadomość.
- No ale pomyśl... Może ona jest jakimś „stalkerem”...
- Na przykład. My tylko się o ciebie troszczymy – dodał Zayn, siadając z
drugiej strony mnie. „No i jeszcze czego...” westchnąłem. – Jesteś naszym małym
blondaskiem... – poburzył mi fryzurę, śmiejąc się głupkowato.
- Czy wy coś piliście? – spojrzałem na nich podejrzliwie. – Naprawdę nie wiem, czy zaczynacie mnie bardziej martwić, czy wkurwiać...
- Ooo... – Harry nawet nie udawał, że moje słowa go ruszają.
– Irlandczyk nam się zdenerwował...
- A jeżeli to jakaś wariatka? – podsunął Malik.
- Gorsza niż wy na pewno nie będzie – warknąłem i
przesiadłem się obok Alex. Tu miałem przynajmniej pewność, że się nie dosiądą.
Posłałem jej błagające spojrzenie.
- Nie patrz na mnie – zaśmiała się. – Ja się w takie coś nie
wtrącam... Choć z przyjemnością oglądam to przedstawienie.
- Dla ciebie wszystko, kochanie – Styles nachylił się nad
nią, całując w usta, a potem przysiadł na oparciu kanapy.
- Ale serio Niall, a jeżeli ona ma harem tancerzy
erotycznych? – spojrzałem na Zayna jakby oszalał.
- Ej, to dobre – zaśmiał się Harry. – W sumie taka
doświadczona to całkiem fajny kąsek...
- Też racja.
- Powiedziałeś jej, że goniłeś za nią przez pół Londynu? –
wtrącił się Liam. Spojrzałem na niego, gromiąc wzrokiem. Wzruszył tylko
ramionami i zajął moje poprzednie miejsce.
- O czym wy tak zawzięcie piszecie? Pokaż...
Nagle nie miałem już w dłoni telefonu, za to Styles
zawzięcie się w niego wpatrywał.
- Boże, jakie tu rozmowy na poziomie odchodzą – zaśmiał się,
a ja wystrzeliłem jak z procy, by odebrać mu moją własność.
- Oddawaj!
- Słuchajcie... Nudy... Nudy... Ooo... Nudy... Ulubiony film z dzieciństwa i teraz? –
przeczytał i spojrzał na mnie jakby nie wierzył w to, co widzi. – Serio? Jakiś ty oryginalny...
- Oddawaj ten telefon! – rzuciłem się na niego.
- Ups... – rozłożył ręce, które były puste. Spojrzałem na
niego podejrzliwie.
- A odpowiedź? – odwróciłem się w stronę Zayna. –
Wszyyystkieee... xxx... – poruszał znacząco brwiami. – Już ją lubię. Może naprawdę ma tych tancerzy...
- Malik, kurwa, oddawaj! – skoczyłem do niego, ale zdążyłem
tylko zauważyć jak rzuca telefon do Liama, a ten do Stylesa. – Zabije was za
to! Ja pierdolę, no...
- No już ci oddaję... Chwila... – powiedział Harry i ku mojemu
przerażeniu, pisał coś w MOIM telefonie. – Już... Moment...
- Nie żyjesz, jeżeli znów coś głupiego jej wyślesz! –
wydarłem się, przeskakując kanapę i wyrywając mu moją własność.
- Już – podniósł ręce i szczerzył się do mnie jak
nienormalny. To mogło oznaczać tylko jedno. Spojrzałem przerażony na ekran
komórki.
„Wiesz, że mam klaustrofobię. Boję się uprawiać seks pod
kołdrą... Nie przeszkadza ci to, prawda?”
- Styles!!! Ty idioto! – rzuciłem się na niego, wypuszczając
telefon z dłoni i obaj wylądowalismy na podłodze. – Zabije cię! Przecież ona
pomyśli, że jestem jakiś nienormalny skoro mam takich walniętych znajomych... – W tym momencie
rozległ się dźwiek oznajmiający przyjście nowej wiadomości. Zamarliśmy obaj,
zerkając na leżącą nieopodal komórkę. – Nawet o tym nie myśl – powiedziałem przez
zaciśnięte zęby i rzuciłem się, by przeczytać odpowiedź.
„Teraz już wiem ;) Pozdrowienia dla kolegów xx”
Roześmiałem się głośno, gdy dotarło do mnie, że na całe szczęście Katie się domyśliła, iż to ci idioci wysłali ostatnią wiadomość. Spojrzałem na
nich dziwnie zadowolony.
- Co napisała? – zaciekawił się Liam.
- Kazała was pozdrowić – powiedziałem, siadając obok niego i
patrząc na ich rozczarowane miny. – Mówiłem, że jest świetna... – wyszczerzyłem
zęby w uśmiechu. Miałem jeszcze się z nich ponabijać, gdy rozległo się pukanie
do drzwi. Spojrzeliśmy po sobie zdziwieni, bo przecież o tej porze raczej nie
spodziewaliśmy się żadnych gości. Przynajmniej nie takich, którzy czekaliby na zaproszenie. Styles wzruszył ramionami, postanawiając zaryzykować
i otworzyć drzwi.
- Eleanor? Co tu, kurwa, robisz? – usłyszałem niedowierzanie w jego głosie,
a słysząc imię byłej Louisa, byłem nie mniej zdziwiony. „Co ona, kurwa, tu robi?” Zauważyłem, że Alex próbuje coś dojrzeć przez uchylone drzwi.
- Gdzie Katherine? – usłyszałem głos kobiety, którego zdecydowanie nie rozpoznawałem. Wymieniłem z chłopakami zdezorientowane
spojrzenia.
- Co? A kim pani jest?
Zamarliśmy czekając na odpowiedź.
- Jej ciotką.
- Co? - szok na twarzy Alex był wręcz nie do opisania. Spojrzała
w stronę drzwi, które Harry otworzył szerzej, byśmy mogli przyjrzeć się
ludziom na zewnątrz. – Gówno prawda...