Wpatrywałem się w śpiącą dziewczynę niczym pedofil w
dzieci bawiące się na placu zabaw. I pewnie tak samo się śliniłem na ten
widok. Kolejny raz zastanawiałem się jak to możliwe, że byłem z nią tu. W
łóżku. Sam. Przeklinałem chłopaków, którzy zdenerwowani strzępkami informacji, jakie
zaserwował im Paul, wyciągnęli Louisa z pokoju, by wszystko im dokładnie opowiedział.
Czułem się jak ostatni zdrajca, kiwając głową na tak, gdy prosił mnie, bym
został przy Kate, dopóki nie wróci. „Strasznie wielkie poświęcenie z mojej
strony” zakpiłem sam z siebie. Gdy tylko zamknęły się za nim drzwi, mój wzrok spoczął na śpiącej dziewczynie i wraz z upływem kolejnych minut, nic się nie
zmieniło. Wciąż wpatrywałem się w jej ciało, niczym narkoman na głodzie w
zbawczą dawkę kokainy.
Nie wiem, czy to z powodu braku Louisa przy swoim boku,
czy może z jakiegoś innego, ale ostatnie co można by powiedzieć, to że Kate
spała spokojnie. Wierciła się nerwowo i raz po raz zaciskała palce na poduszce.
Wpatrywałem się w jej usta jak zaczarowany. Pierwszy raz mogłem to robić
bezkarnie i katowałem się tym widokiem. „Później przyjdzie czas na żale i wyrzuty sumienia...” Westchnąłem, gdy jej wargi zadrżały. Odruchowo wyciągnąłem dłoń i przerażony
zatrzymałem ją w połowie drogi, gwałtownie wciągając powietrze. „Co ja
odpierdalam?” Moje zachowanie przerażało mnie samego.
- Tylko raz... – powiedziałem po chwili bezgłośnie. – Muszę
tylko wiedzieć...
Z szeroko otwartymi oczyma wpatrywałem się w śpiącą
dziewczynę. „Boże... Co ja robię?” Musnąłem jej drżące usta kciukiem. Tak
delikatnie, jak tylko potrafiłem. „Jak jedwab...” westchnąłem, gdy poczułem
ciepły podmuch powietrza na dłoni. Przymknąłem oczy, a na ciele pojawiła mi się
gęsia skórka. „Tylko ten jeden raz” powtórzyłem w głowie, nachylając się nad
nią. „Nie mogę tego zrobić!” Jakaś część mnie próbowała przywołać mnie do
porządku, ale znowu inna mówiła, że to moja jedyna szansa... Wpatrywałem się w
jej piękną twarz i prowadziłem najprawdziwszą batalię. Sam ze sobą. Gdy owionął
mnie jej oddech już wiedziałem, która część mnie wygrała. „Będę się smażył w
piekle...” Złożyłem na jej ustach delikatny pocałunek...
- Lou... – odskoczyłem jak oparzony, gdy usłyszałem imię
przyjaciela połączone z cichym westchnieniem. „Boże, co ja wyprawiam?”
przeczesałem nerwowo włosy, wyskakując z łóżka i od razu szukając po kieszeniach
papierosów. „Co ze mnie za człowiek?” wzdrygnąłem się na samą myśl o tym, co
właśnie zrobiłem. „Co ze mnie za przyjaciel?” Wyszedłem z sypialni, zostawiając uchylone drzwi. Nerwowo zaciągałem się fajką, wydeptując ścieżkę w puszystym
dywanie.
- To się musi skończyć! – nakazałem sobie, sięgając po
kolejnego papierosa. – Jak on mnie mógł z nią zostawić? – próbowałem zrzucić
winę na Louisa, ale czułem się z tą myślą jeszcze gorzej. – Zaufał mi... Jest
dla niego cenniejsza niż wszystko i zostawił ją ze mną... Kurwa...
- Nieee!!! – papieros wypadł mi z ust, wypalając dziurę w
koszulce nim upadł na dywan. Jestem pewien, że serce mi stanęło, gdy tylko
rozległ się krzyk Kate. Pognałem do sypialni. Dziewczyna wciąż spała, rzucając
się na łóżku. Cieniutka kołdra leżała skopana na podłodze.
- Kate? – podszedłem do niej powoli. „Co robić, kurwa?!? Co
robić?” Wiedziałem, że zaczynam panikować. A gdy spojrzałem na jej przerażoną
twarz, zapomniałem nawet o oddychaniu.
- Proszę... Przestań... Proszę... – ledwo rozpoznawałem
słowa, które szeptała z takim bólem w głosie, że wręcz mogłem go poczuć.
Próbowałem sobie przypomnieć cokolwiek z tego, co Lou robił, by ją uspokoić.
- Kate – powiedziałem trochę głośniej niż poprzednio, siadając
obok niej na łóżku. – Już wszystko dobrze... To tylko sen...
- Nieee... – moje serce właśnie rozpadło się na milion
kawałków. Potrząsnąłem nią delikatnie. Młóciła dłońmi powietrze, walcząc z
niewidzialnym wrogiem. W moich żyłach płynęła panika i naprawdę nie wiedziałem,
co się robi, gdy dziewczyna błaga o litość... Chwyciłem ją za nadgarstki, by
przestała wymachiwać rękoma.
- Kate, już dobrze... – powiedziałem, przyciągając ją do
siebie. – Nic się nie dzieje... Jesteś bezpieczna... – mówiłem co mi ślina na
język przyniosła i przytulałem ją do siebie z całej siły. Próbowała się
odepchnąć, bijąc mnie po żebrach. Jej szloch sprawiał, że wręcz czułem ten ból i strach, które ją wypełniały.
Tylko, że ja nie byłem tak silny. Miałem ochotę się zwinąć na łóżku i
ukryć pod kołdrą. – Kate... Już dobrze... Ciii... – kołysałem ją w ramionach
przeklinając cały świat za to, co ja spotkało. Tak bardzo skupiłem się na szeptaniu uspokajających słów, że nie od razu wyczułem zmianę...
- Zayn... – usłyszałem cichy szept. Wtuliła się we mnie,
mocno obejmując ramionami w pasie. Poczułem jak zaciska palce na mojej koszulce.
Próbowała coś jeszcze powiedzieć, ale płacz nie pozwalał jej wykrztusić ani
słowa.
- Ciii... – uspokajałem ją tak nieporadnie, jak tylko można
sobie wyobrazić. – To tylko zły sen...
- Nieee... – załkała, kręcąc głową. – Lou... – rozpaczliwie
powtarzała imię chłopaka, z trudem łapiąc powietrze. – On... Ja muszę...
- Zaraz przyjdzie – zapewniłem ją. – Już po niego
dzwonię... Już wszystko dobrze... – wyciągnąłem telefon i od razu wybrałem
numer przyjaciela, modląc się, by miał przy sobie komórkę. „Że też nie mogłem o tym pomyśleć wcześniej” skarciłem się w
myślach. – Zaraz tu... – przerwałem, słysząc znajomy głos. – Lou?
Wracaj natychmiast! – rzuciłem krótko, rozłączając się. – Zaraz tu będzie, skarbie...
Zdążyłem tylko zauważyć, że Louis zrobił się blady jak
ściana. Po czym bez słowa wybiegł z pokoju. Spojrzeliśmy z Niallem na siebie i
pognaliśmy za nim, nie kłopocząc się nawet zamykaniem drzwi.
„Kolejny koszmar...” westchnąłem, zatrzymując się w progu
sypialni i obserwując rozgrywającą się przede mną scenę. Zapłakana i
przestraszona dziewczyna rzuciła się w ramiona Louisa, gdy tylko znalazł się
obok niej. Jakby to w nim był ratunek. Zayn nie mniej przerażony i chorobliwie
szary na twarzy, wstał z łóżka i niczym pijany oparł się ciężko o ścianę, by po
chwili zjechać po niej na dół... Wciąż nie odrywał wzroku od pary tulącej się
przed nami.
Słyszałem jak Louis stara się ją uspokoić szepcząc, co
mu tylko przyjdzie do głowy. Kate tuliła się do niego tak rozpaczliwie, że
pewnie oboje przypłacą to kolejnymi siniakami. Płacz zdawał się zanikać, a może
po prostu opadła już z sił i łkała bezgłośnie...
I wtedy padły pierwsze słowa tej przerażającej historii, a
ja zamarłem tak samo przerażony, jak wszyscy. Każde jej wypowiedziane zdanie
bolało, jakby ktoś próbował wyryć mi je na skórze tępym narzędziem. Miałem
ochotę ryczeć i kazać jej przestać, ale jednocześnie wiedziałem, jak rozpaczliwie potrzebowaliśmy znać prawdę.
Zayn podciągnął kolana pod brodę i pozwalał łzom wsiąkać w
materiał spodni. Płakał jak my wszyscy i tak samo jak my, starał się nie uronić
ani jednego słowa z tej przerażającej opowieści. Zauważyłem, że Niall trzęsie
się niczym galareta i nie wie wręcz, co zrobić z rękoma. Zaciskał dłonie w
pięści i rozprostowywał, walcząc ze łzami. Wyciągnąłem do niego rękę,
przyciągając go do siebie. Wczepił się w moją koszulę tak mocno, że wcale się
nie zdziwiłem, słysząc pękający szew. Poczułem, że zacisnął zęby na
niebieskiej tkaninie, starając się nie przerwać monologu Kate swoim łkaniem.
Głaskałem go uspokajająco po plecach wiedząc, że to wszystko, co mogę dla niego zrobić. I Bóg mi świadkiem,
sam miałem ochotę wypłakać się komuś w ramię.
Słuchałem coraz bardziej przerażony, ale i pełen podziwu.
„Ile woli życia ma w sobie ta drobna osóbka, że potrafiła przejść przez takie
piekło?” Wypełniała mnie też nienawiść. Wściekłość. Pałałem żądzą zemsty na tym
potworze, który tyle już zła wyrządził. I jeżeli ufać przeczuciom Louisa, to
jest on gdzieś blisko... „Nie dostanie jej” rozległo się głośno i wyraźnie w
mojej głowie. „Po moim trupie...”
Nagle zdałem sobie sprawę, że znam już ten fragment przeszłości
Kate. Spojrzałem na Louisa, a on tylko pokiwał głową, potwierdzając moje spostrzeżenia. „A więc mamy kolejny
element układanki i nawet wiemy, gdzie go przypasować...” Słuchałem koszmarnej
opowieści, która brzmiała dużo straszniej, gdy była opowiadana ustami
tej drobnej dziewczyny...
W końcu zapadła cisza, przerywana tylko zmęczonym oddechem
Kate i uspokajającymi szeptami Louisa. Zastanawiałem się, czy ona zdaje sobie
sprawę z naszej obecności. Obserwowałem jak Lou próbuje się oprzeć o poduszki,
wciąż mocno trzymając dziewczynę w ramionach. „Czyżby zasnęła?” zdziwiłem się,
bo ja po tym przerażającym przeżyciu miałem wrażenie, że już nigdy nie pójdę normalnie spać.
- Zasnęła? – spytałem bezdźwięcznie,a widząc skiniecie
przyjaciela, wypełniła mnie nieopisana ulga. Kto jak kto, ale temu elfowi potrzebny jest sen.
Tylko tym razem taki wolny od potworów...
Poczułem jak ktoś delikatnie przeczesuje moje włosy. Tylko
jedna osoba zwykła mnie budzić w ten sposób. Od razu uśmiech wkradł się na moje
usta.
- Kochanie... – wymruczałem, próbując się rozbudzić.
- Liam... – usłyszałem ten głos, który tak kochałem. – Czy
chcesz mi coś powiedzieć? – uchyliłem jedną powiekę i spojrzałem na nią, nie
wiedząc o co chodzi. Zauważyłem, że stoi obok łóżka i uśmiecha się rozbawiona.
„Chwila... To kto właśnie miażdży mi żebra?” Usiadłem gwałtownie, momentalnie
dochodząc do siebie.
- Jeszcze pięć minut, mamo... – wymamrotał Niall i
odwrócił się na drugi bok, naciągając poduszkę na głowę i zabierając mi kołdrę.
Usłyszałem cichy śmiech mojej dziewczyny.
- Widzę, że jednak nie żartowałeś ostatnio, wspominając
uroczą blond osóbkę w swoim łóżku – posłała mi buziaka i podeszła do okna, by
rozchylić zasłony. – Paul powiedział, że za godzinę najpóźniej macie być na
dole.
- Kiedy przyjechałaś? – wygramoliłem się z łóżka i postanowiłem się porządnie przywitać. Zagarnąłem ją w ramiona i wręcz rzuciłem się na jej usta. „Może jednak powinienem zacząć od umycia zębów, zanim zabiję
ją oddechem...” zreflektowałem się.
- Przed momentem – uśmiechnęła się i klepnęła mnie w tyłek,
poganiając do łazienki. – A co z twoim pluszakiem? – spojrzałem na nią
zdezorientowany. Roześmiałem się, gdy wskazała na Nialla.
- Zrób z nim co chcesz – powiedziałem, a widząc jej
łobuzerski uśmiech. dodałem szybko. – Tylko nie to! To możesz robić tylko ze mną...
– puściłem jej oczko i zniknąłem w łazience. Kwadrans później wkroczyłem do
sypialni z ręcznikiem na biodrach. Dan siedziała na łóżku i bawiła się
telefonem. Kogoś brakowało. – Gdzie Niall? – uśmiechnąłem się widząc jej wesołe
spojrzenie. „Boże, ale się stęskniłem...”
- Powiedział, że jestem gorsza niż ty, ale przynajmniej
budzę go w przyjemniejszy sposób... – zaśmiała się. – Poszedł do siebie, mrucząc
pod nosem coś o złych czarownicach, nie dających mu się wyspać...
- Aha... – przytaknąłem, wciągając na siebie spodnie. –
Ale zaraz... – spojrzałem na nią podejrzliwie. – Jaki przyjemniejszy sposób?
- To już moja tajemnica... – puściła mi oczko.
- Ja się nie zgadzam na żadne przyjemne sposoby –
powiedziałem stanowczo, kończąc się ubierać. – Chyba, że to mi będzie przyjemnie –
uśmiechnąłem się i wyciągnąłem do niej rękę. Ujęła ją i od razu znalazła się
w moich ramionach.
- Uuu... Ale jesteś straszny... – parsknęła. – Lubię cię
takiego zazdrosnego – cmoknęła mnie w usta. – Ciężka noc? – spojrzała na mnie
z troską w oczach.
- Dla Kate chyba bardziej... – powiedziałem zaciągając się słodkim
zapachem mojej dziewczyny. – Kolejne koszmary... – dodałem, widząc pytanie w
jej oczach. – Prawdę mówiąc jeszcze kilka takich przerażających opowieści i mi
też będą się śniły koszmary...
- Dzisiaj ja je będę odganiać – poczułem gorące usta na
moich wargach. „Tego mi było trzeba...” westchnąłem zadowolony. Pocałunek
skończył się zdecydowanie za szybko. Słowa Dan ucięły jednak moje protesty. – Chodźmy
do Kate.
Wcale mnie nie zdziwiło, gdy drzwi otworzył mi zmęczony Zayn. Nie
byłem też zaskoczony, gdy ujrzałem Nialla siedzącego na kanapie z jego małą
siostrzyczką na kolanach. Dziewczyna wciąż miała na sobie koszulkę Louisa i wyglądała, jakby jeszcze do końca się nie obudziła. Zresztą Horan wcale nie prezentował się lepiej.
- Kate! – Dan prawie stratowała Malika, rzucając się, by
uściskać przyjaciółkę.
- Jezu... – jęknął Niall. – Zaraz mnie zmiażdżysz...
Payne, nie szczerz się jak głupi, tylko weź ratuj! Zaraz mnie połamią...
- Hej, Dani – zerknąłem na Louisa, który właśnie wychodził
z sypialnia, wciągając koszulkę. „Jakimś cudem wszyscy gotowi na czas...”
zauważyłem. „Kto by pomyślał, że to możliwe...” – Kiedy przyjechałaś?
- Przed chwilą – osiadła wygodnie na kanapie obok
przyjaciółki. – Przywiozłam ci kolejną książkę – zwróciła się do Kate.
- Ale masz wyczucie – zaśmiał się Lou. – Właśnie skończyła czytać tamtą...
Rozległo się pukanie do drzwi. Zayn ponownie robił za odźwiernego. Paul wkroczył do środka, nie przestając gapić się w telefon.
- Gotowi? – zapytał i w końcu schował komórkę do kieszeni.
– Gdzie Harry? – spojrzał na mnie, ale moja zdziwiona mina mówiła sama za
siebie. „Gdzie Styles?” poczułem wzbierającą panikę. – Ten dzieciak kiedyś mnie wykończy... – westchnął i znów sięgnął
po telefon. Rozległo się pukanie.
- To pewnie Mark – rzucił Louis i zgarnął Kate w ramiona,
by się z nią należycie pożegnać. Jak się okazało miał racje. Ale nie tylko. Wraz z
ochroniarzem pojawiła się i nasza zguba, uśmiechnięta od ucha do ucha.
- Dzień dobry, rodzinko – Harry wyminął menadżera i opadł z
głośnym westchnieniem na fotel. Dopiero teraz zauważył, że wszyscy się w niego
wpatrują. – Przecież się nie spóźniłem! – od razu postanowił się bronić, zerkając dyskretnie na zegarek.
- Widziałeś się z Alex, Harry? – usłyszałem cichy głos Kate.
- Jasne – Styles wyszczerzył się w uśmiechu. – Ostatnim
razem jak rzucała we mnie basenem. Na szczęście pustym – dodał szybko.
- Co znów zrobiłeś? – jęknąłem.
- Nic nie zrobiłem – wzruszył ramionami. – Zabrałem tylko
trochę jej rzeczy z domu i poprosiłem sąsiadkę, by miała na niego oko i zajęła
się pocztą...
- Tą sąsiadkę? – zaśmiała się Kate, słysząc jego potwierdzające mruknięcie. – To ja się cieszę, że
jeszcze żyjesz...
- Było blisko – przyznał. – Co ona ma do tej kobiety? Jest
całkiem miła. Nawet obiecała, że będzie kwiatki podlewać...
- Jestem pewna, że Alex była zachwycona – parsknęła Kate.
- Po jej reakcji na moje wcześniejsze słowa, postanowiłem
przemilczeć resztę. Przez chwilę naprawdę bałem się o swoje życie – zaśmiał się.
– Ale jeszcze mi podziękuje. Kiedyś – dodał. – W dalekiej przyszłości. Baaardzo odległej...
- Ja was proszę... – odezwał się Mark. – Zgodzę się na
wszystko, ale żadnego salonu piękności, spa, ani nic w tym stylu... Wiecie co
ja musiałem znosić po tamtym razie?
- Ale sam mówiłeś, że Judy była zachwycona... –
przypomniałam mu, uśmiechając się rozbawiona jego błaganiem.
- Ona tak, ale wszyscy dookoła śmiali się za moimi plecami
– jęczał komicznie. – Kazali mi pokazywać moje lśniące paznokcie...
- Tylko dlatego, że ci zazdrościli... – Danielle próbowała
zatuszować śmiech kaszlem. – Ale nie martw się, tym razem mam w planach tylko
centrum handlowe...
- Idziemy na zakupy? – zdziwiłam się. „Znowu? Nie... Proszę. Ja nie chcę...” – Po co?
- A po co się chodzi na zakupy? Dla przyjemności... – zaśmiała się. –
Poszwendamy się po sklepach, poprzymierzamy kilka rzeczy, może coś kupimy i
obowiązkowo zaliczymy dobrą kawę... – wyliczała. – Pełen relaks. Chłopaki i tak będą zajęci aż do wieczora. Przecież nie będziemy siedziały w hotelu...
- Ale ja nie potrzebuję kolejnych ciuchów – zaprotestowałam szybko. – Wciąż mam sporo takich, w których jeszcze nie chodziłam...
- Nie mówię, że musimy coś kupić, ale jeżeli znajdziemy
coś genialnego, to wtedy to weźmiemy – tłumaczyła, nic sobie nie robiąc z mojego braku entuzjazmu. – Po prostu spędzimy babski
dzień... – usłyszałam chrząknięcie Marka. – No, prawie babski... – poprawiła się. – A teraz zmykaj się ubrać... – pociągnęła mnie za rękę i praktycznie zaciągnęła
do sypialni. „Czy ktoś kiedykolwiek z nią wygrał?” uśmiechałam się pod nosem.
- To ja w tym czasie zorganizuję samochód – odezwał się jeszcze Mark. –
Nigdzie nie wychodźcie, dopóki po was nie przyjdę.
- Jasne – rzuciła Dani, zbyt zajęta przeglądaniem mojej
walizki. – Tak sobie pomyślałam, że powinnyśmy ci kupić jakąś seksowną koszulkę... – zaśmiała się. – Taką na specjalne okazje... – dodała, a ja poczułam, że robię
się czerwona na twarzy.
Godzinę później wysiadaliśmy z samochodu przed podobno wręcz
olbrzymim centrum handlowym. Danielle jak zawsze nie zamykała się buzia i dzięki temu zarówno mi jak i Markowi uśmiechy nie schodziły z twarzy.
- Gdy tak na ciebie patrzę, Kate, to myślę sobie, że może minęłam się z
powołaniem... – ujęła mnie pod pachę i kierowałyśmy się w stronę wejścia.
– Może powinnam zostać stylistką? Wyglądasz obłędnie w tych ciuchach – zaczerwieniłam się słysząc jej słowa. – A te okulary masz śliczne... Od Louisa?
- Nie... – uśmiechnęłam się, słysząc głos Marka,
informujący mnie o schodach. – Perrie mi dała...
- Wiedziała co robi – przyznała Dan. – Pasują ci... To
wręcz niesprawiedliwe – westchnęła. – Pewnie jako okularnica też byłabyś piękna... –
roześmiała się po chwili, a ja razem z nią. – To od czego zaczynamy? –
zastanawiała się na głos przyjaciółka. – Wiem! Ann Summers!
- Boże... – jęknął Mark, jakby ta nazwa oznaczała co najmniej koniec świata...
- Czy powinnam się bać? – zapytałam go cicho.
- Bać to się powinien Louis, jak mu się pokażesz w
czymkolwiek z tego sklepu... – parsknęła Danielle. – Bo może mu coś stanąć... –
roześmiała się głośno. – Żeby nie było... Mam na myśli jego serce, ale inne
efekty też są bardzo prawdopodobne...
Teraz to już byłam pewna, że przypominałam kolorem dorodnego
pomidora. Miałam ochotę uciec i schować się z powrotem w samochodzie. A sądząc
po jękach Marka, nie byłam osamotniona w tych pragnieniach.
- No ile jeszcze? Kate... – zawołała przez drzwi Danielle. – Nie
możemy się spóźnić na koncert...
- Nie mogę tak iść... – jęknęłam, opierając się o drewnianą
powierzchnię. – Dlaczego ja ci się dałam namówić na te rzeczy?
- Bo jestem genialna i nikt mnie nie przegada? –
powiedziała rozbawiona, wchodząc do środka. – Boże! Ja rzeczywiście jestem
genialna! – czułam, że taksuje mnie wzrokiem. – Louis będzie się ślinił na tej
scenie... To więcej niż pewne...
- To dobrze? – nie byłam do końca przekonana, czy nie powinien
wtedy raczej myśleć o czymś innym.
- To więcej niż dobrze – przekonywała. – Kto by pomyślał,
że uda mi się zrobić z ciebie takiego wampa... Wyglądasz rewelacyjnie –
powiedziała, okręcając mnie dookoła. – Uśmiechnij się... Wyglądasz jak chodzący seks. Mówię ci, Louis będzie zbierał szczękę z podłogi, gdy tylko cię zobaczy... Kurcze, że nie było tej
kurtki w moim rozmiarze... A jak buty?
- Całkiem wygodne...
- Mówisz, jakby cię to dziwiło – zaśmiała się. – Mały
obcasik nie jest taki zły... Nie musisz wiecznie biegać w trampkach. To idziemy
zaszaleć na widowni?
- Na pewno mogę tak wyjść? – upewniłam się jeszcze raz, poprawiając kurtkę.
- Nie możesz, a musisz – pociągnęła mnie za rękę, kończąc tym samym moje wahania.
- Wow... – usłyszałam głos Marka. – Ja sam i takie dwie
ostre laski? W końcu jakaś nagroda za te godziny męczarni... – powiedział rozbawiony. – Świetnie
wyglądacie, dziewczyny...
- Dzięki, chłopaku – zaśmiała się Danielle, a ja spiekłam raka. Znowu. – A
teraz już lepiej chodźmy, bo mamy misję do spełnienia. Trzeba sprawić, by nasi panowie zapamiętali
ten koncert na długo. Bardzo długo...
Patrzyłem rozbawiony na Louisa i nie mogłem uwierzyć, jak
bardzo zmienił się dzięki Kate. „Wydoroślał...” uśmiechnąłem się, widząc jak
pochłonęła go dyskusja z Liamem. Nie musiałbym nawet ich słuchać, by wiedzieć,
że rozmawiają o swoich dziewczynach. Wystarczy spojrzeć na te ich zakochane
twarze... „Czy ja też tak wyglądam, gdy myślę o Alex?”
- Ziemia do Stylesa... – zamrugałem kilka razy, gdy
Niall zamachał mi dłonią przed twarzą. – Tu kontrola naziemna... Słyszysz mnie?
- Co jest? – odepchnąłem jego rękę.
- No właśnie ja się pytam, co jest? – blondyn wbił we mnie
to swoje błękitne spojrzenie. – Gadamy do ciebie od kilku minut – wskazał
siebie i Zayna. – Zakochałeś się, czy co?
- Może... – ziewnąłem, zmęczony po kolejnej nieprzespanej nocy.
- A więc ty i Alex? – Malik spojrzał na mnie zaciekawiony.
- Nie wiem... – przyznałem uczciwie. – Może... – wzruszyłem
ramionami. – Na razie muszę ją stąd zabrać i dopilnować, by była bezpieczna.
Potem będę się zastanawiał, co do niej czuję...
- Czy wy wszyscy macie siano zamiast mózgu? – westchnął
zrezygnowany Niall. – Lubisz ją, pomimo, a może dzięki jej oryginalności. Podoba
ci się, mimo iż nie jest pięknością. Jesteś przy niej szczęśliwy. Co z tego, że
krótko się znacie i jest trochę starsza. Czy to naprawdę ma dla ciebie
znaczenie?
- Nie ma...
- No to na co czekasz? Czy ten wypadek, to nie
wystarczający dowód na to, że czasami nie warto odkładać rzeczy na później? A
co jeśli nie będzie później?
- Nawet tak nie mów – jęknąłem. – To nie chodzi o to, że
ja nie chcę... Owszem, na początku bałem się stracić jej przyjaźń, ale teraz...
po tym wszystkim... – westchnąłem. – Po prostu nie chcę jej do niczego
zmuszać...
- Jakoś nie wyobrażam sobie, by ktoś mógł ją zmusić do
czegokolwiek – parsknął Zayn.
- Po prostu ją pocałuj i jeżeli nie zdzieli cię po pysku, to
znaczy, że masz szanse... – Niall wyszczerzył się w uśmiechu. Spojrzałem na niego
zaskoczony. „Wiedział? Niemożliwe...”
- Tak jakby mamy to już za sobą... – powiedziałem pod nosem, a oni
spojrzeli na mnie rozbawieni.
- I wciąż żyjesz! – zaśmiał się Horan. – Wiedziałem! –
wydarł się jak wariat, zwracając tym uwagę wszystkich. – Wiedziałem! I kto jest
najlepszy? Kto? Mówiłem, a wy co? – zaczął tańczyć jakiś dziwny taniec, który
bardziej wyglądał jak atak epilepsji. Gdy już się trochę uspokoił, wyciągnął otwartą dłoń przed
siebie i uśmiechnął się szeroko, świecąc aparatem. – Płaćcie...
Patrzyłem rozbawiony jak Zayn wyciąga z kieszeni dziesięć
funtów i podaje je Niallowi. Lou, puszczając mi oczko, zrobił to samo. Nie
mogłem uwierzyć widząc, że nawet Liam wyciąga pieniądze.
- Ty też? – zdziwiłem się.
- Dałem się ponieść chwili... – uśmiechnął się, wzruszając ramionami.
- A mówią, że pieniądze z nieba nie spadają... –
cieszył się Niall. – Ej, a co z tą rudą? – cztery pary oczu spojrzały na mnie uważnie.
- Louise – kolejny raz przypomniałem mu jej imię. „Serio?
Czy to aż taki trudne?” – Chyba nie wyszło najlepiej...
- Nie pojechałeś, bo byłeś u Alex... – odezwał się po chwili Lou, pamiętając jakie miałem plany. W końcu z nim je omawiałem...
- Ale chyba zadzwoniłeś, by się usprawiedliwić? – Liam patrzył
na mnie z uniesionymi brwiami, czekając na odpowiedź.
- Tak... Ale nie wiem, czy uwierzyła... – wzruszyłem ramionami.
– Wydawała się zawiedziona... Pewnie teraz myśli, że ją po prostu olałem... Mówi się trudno... – westchnąłem ciężko. – Ale szkoda, że...
- Co wy tu jeszcze robicie?!? – Paul wpadł do środka. – Nie
jesteście nawet podpięci?!? Boże... Wy mnie kiedyś do grobu wpędzicie... –
wygonił nas z garderoby.
- Ale ja muszę jeszcze zadzwonić do Kate... – bronił się
Louis.
- Razem z Danielle i Markiem są już na widowni... – usłyszałem odpowiedź
menadżera, a towarzyszył jej wesoły błysk w oku.
- Dlaczego nie przyszły do nas? – zdziwił się Liam, biorąc
mikrofon.
- Myślę, że chciały zrobić wam niespodziankę – zaśmiał się
Paul i dał znać technicznym, że jesteśmy gotowi. „Jaką niespodziankę?” zdziwiłem się. „Przecież
wszyscy wiedzieliśmy, że mają przyjść...”
Gdy wybiegliśmy na scenę przy ogłuszającym pisku, od razu odnalazłem dziewczyny
wzrokiem i prawie zabiłem się o własne nogi na ich widok. A zwłaszcza Kate. „Coś czuję, że będzie interesująco...”
- Boże Wszechmogący... – usłyszałem głos Louisa. I nie
tylko ja. Jeszcze jakieś dwanaście tysięcy fanów, którym ta jego reakcja bardzo się spodobała. „Ciekawe tylko, czy domyślają się jej przyczyny?” uśmiechnąłem się, szturchając przyjaciela, by wyrwać go z tego transu, w jaki wpadł. Spojrzał na mnie szeroko otwartymi oczami. – Nie pamiętam tekstu... –
powiedział po chwili, gdy rozległy się pierwsze takty. – Nie wiem, co to za piosenka... Ja w ogóle nie wiem, co tu robię...
- Skup się stary... – klepnąłem go uspokajająco po plecach. „A może powinienem mu dać po pysku?”
– I tak na wszelki wypadek, nie patrz za często w jej stronę... – zaśmiałem się.
– Może być ciężko ukryć namiot w spodniach...
- Boże... - odetchnął głęboko, wycierając spocone dłonie o nogawki dżinsów. – Zabiję Danielle...
- Ja bym jej raczej podziękował... – powiedziałem rozbawiony. –
Kate wygląda cholernie gorąco... – spojrzał na mnie z groźnym błyskiem w oku. – No co? –
puściłem mu oczko i skupiłem się na piosence.
Z ręką na sercu mogłem powiedzieć, że to najdłuższy
koncert w moim życiu. „Ciągnął się, kurwa, w nieskończoność!” Byłem tak
sfrustrowany, podniecony, zdenerwowany, napalony i sam nie wiem co jeszcze, że naprawdę wiele mi nie
trzeba było, by zacząć symulować jakiś wypadek... Cokolwiek, co pomogłoby mi
zakończyć to wcześniej. Czułem na sobie rozbawione spojrzenia przyjaciół, którzy na
szczęście wzięli na swoje barki zabawianie widzów. Ja mogłem myśleć tylko o
jednym. „Kate... Gorąco... Seks... Kate... O Boże...” Starałem się tego nie robić, ale nic nie mogłem na to poradzić. Zwłaszcza, że to moje drugie ja podsyłało mi coraz gorętsze sceny... Moje
oczy jakby bez mojego w tym udziału, zawsze w końcu odnajdywały ją w tłumie.
Wyglądała niesamowicie. Zawsze wygląda pięknie, ale dziś... Teraz... „Boże przenajświętszy...”
Poczułem łokieć Harry’ego boleśnie wbijający mi się w żebra. Spojrzał na mnie wymownie,
przypominając mi o moim, najwyraźniej już całkiem widocznym, problemie. „Zabiję
Danielle i nawet Liam jej nie pomoże...” próbowałem się uspokoić i zająć myśli
czymś innym. „Normalnie zmieniam się w jakiegoś napalonego szczeniaka...” Ale
było to całkiem zrozumiałe. Wystarczyło spojrzeć jak wygląda moja dziewczyna...
- Dobrze się czujesz Lou?
- Nie rozmawiam z tobą Dan – warknąłem, szukając wzrokiem
Kate. Gdy tylko rzuciły mi się w oczy jej rozpuszczone włosy, ruszyłem w tym
kierunku. – Chodź – powiedziałem, chwytając jej dłoń i ciągnąc ją w stronę
garderoby.
- Tylko jej nie zmasakruj! – usłyszałem jeszcze głos Harry’ego,
któremu towarzyszył śmiech i gwizdy reszty przyjaciół. Zatrzasnąłem za nami drzwi z
głośnym hukiem, co tylko bardziej ich rozbawiło. „Tacy to z nich przyjaciele...”
- Lou, coś się... – nie dałem jej dokończyć, wpijając się
gwałtownie w jej usta i przyciskając do drzwi. Gdy zaskoczenie ustąpiło,
zaczęła oddawać pocałunek. I nie miał on nic wspólnego z delikatnością, był jak
ogień... Potężny i porywający wszystko na swojej drodze. Oderwałem się od jej
warg, dopiero gdy płuca zaczęły boleśnie przypominać mi o potrzebie zaczerpnięcia powietrza.
- Czy ty wiesz, co mi robisz? – wydyszałem, łapczywie wciągając powietrze. Jej rumieniec powiedział mi wszystko. „Wiedziała...” –
Nie mogę oderwać od ciebie wzroku... – „I rąk raczej też nie” parsknął głos w
mojej głowie. Musiałem się z nim zgodzić. Nie mogłem przestać jej dotykać. –
Miałem szaleńczą ochotę zeskoczyć ze sceny i kochać się z tobą... – szepnąłem jej
do ucha, uśmiechając się, gdy cichy jęk wydobył się z jej ust. – Zamierzam spalić
ci te dżinsy, gdy tylko wrócimy do hotelu. Noszenie ich powinno być
nielegalne... – ścisnąłem jej pośladki, unosząc ją i przyciskając do mojego boleśnie twardego problemu. – Widzisz, co mi robisz? – przyssałem się do jej
szyi. Czułem pod wargami jej przyspieszony puls. – Przez ciebie nie pamiętam
ani sekundy z koncertu. Nawet nie mogę sobie przypomnieć, czy zaśpiewałem swoje
solówki...
- Całkiem dobrze ci szło... – powiedziała drżącym głosem. –
Koncert był rewelacyjny...
- Taaak... – polizałem ciemny ślad, który właśnie zrobiłem
na jej ciele. – Szkoda, że tego nie pamiętam... – ocierałem się o nią i czułem,
że jeszcze chwila i dojdę. Tak po prostu. „Dajesz, stary...” rozległ się przeciągły gwizd w mojej głowie.
- Samochód czeka! – krzyknął Niall, waląc przy okazji w
drzwi. Żadne z nas nie zareagowało.
- Czy oni myślą, że cokolwiek mnie stąd wyciągnie? –
wyszeptałem jej do ucha, przygryzając je delikatnie. – Co ty na to, bym
zabarykadował nas w środku i zdarł z ciebie te nieprzyzwoite ciuchy?
- Lou! Katy! Chodźcie... – Horan nie dawał za wygraną, nie
zdając sobie nawet sprawy, że jesteśmy dosłownie centymetry od niego.
- A jeżeli ci powiem, że Danielle kupiła mi jeszcze coś? – odezwała się cicho Kate, rumieniąc się jeszcze bardziej. – Coś specjalnie dla ciebie?
- Nie może to być nic lepszego... – zapewniłem ją szybko,
przymykając oczy, gdy otarła się o mojego przyjaciela.
- Wierz mi, jest... – uśmiechnęła się, przygryzając wargę w zawstydzeniu. –
Jest to coś czerwonego, delikatnego jak mgiełka i stworzonego tylko po to, by
rozpalać zmysły... – szepnęła mi do ucha. – A przynajmniej tak twierdzi Danielle
– powiedziała nieco głośniej.
- Kusicielka – wymruczałem, zagarniając jej usta w
namiętnym pocałunku. „Pieprzyć rozpalanie zmysłów, my już mamy prawdziwy pożar”
moje drugie ja, jak zwykle było bardzo pomocne. „Ale tym razem zgadzałem się z nim w stu procentach...”
- Lou? – tym razem Harry postanowił wywabić mnie z kryjówki. – Dan kazała ci przekazać, że naprawdę nie chcesz przegapić tej
niespodzianki, która czeka na ciebie w hotelu... A sądząc po tym, w jakim
sklepie ją kupiły, to wierz mi, będziesz tego bardzo, baaaardzo żałował... – kolejny raz
musiałem przerwać pocałunek, by zaczerpnąć powietrza. – To nie działa... – usłyszałem głos przyjaciela. – To my was zostawimy – powiedział po chwili. – Tak tylko dodam,
że to był salon bielizny erotycznej... – otworzyłem szeroko oczy i spojrzałem
na Kate. Jej zaczerwienione policzki i przygryziona warga, a także figlarny
błysk w oczach sprawiały, że erotykę to ja miałem tu i teraz. „Ale pomyśl...
bielizna erotyczna...” szeptało moje drugie ja, śliniąc się. „Bielizna.
Erotyczna. EROTYCZNA!!!” Opuściłem dziewczynę na podłogę i nacisnąłem klamkę. – Wiedziałem...
Żaden facet się temu nie oprze... – zaśmiał się Harry. – Potem mi podziękujesz...
Niecierpliwie wybijałem stopą rytm, czekając aż winda
zatrzyma się na odpowiednim piętrze. Nie odrywałem wzroku od zbyt powoli
zmieniającej się liczby. „Cholernie powoli...” Trzymałem Kate za rękę i starałem się nie wyglądać jak
ostatni napaleniec. „No co ty?” zakpił ten wredny głos w mojej głowie. „Raczej
ci nie wychodzi...”
- Wiem, że musimy jutro wcześnie wstać, ale może urządzimy
sobie małą imprezkę? – Niall chyba właśnie awansował na mojego prywatnego wroga
numer jeden. Odezwały się we mnie mordercze instynkty. Spojrzałem na niego mrużąc oczy podejrzliwie.
- My mamy inne plany – powiedziałem, przyciągając do
siebie Kate, żeby już nie było wątpliwości, jacy „my”. Uniosła twarz i wbiła we
mnie to swoje niesamowite „spojrzenie”, oblewając się rumieńcem. – No chyba, że
chcesz... – dodałem cicho, w myślach padając jej do stóp i błagając, by nie
miała na to ochoty. – Ale nie chcesz, prawda? – uśmiechnęła się nieśmiało. –
Chcesz? – przygryzła wargę, a to zdecydowanie szkodziło mojemu myśleniu. – Nie?
- Boże... – jęknął Harry, waląc mnie przy okazji w tył glowy. – Jesteś beznadziejnie
oczywisty... Aż dziwne, że jeszcze nie klęczysz i nie błagasz...
- To miał być pewnie kolejny etap... – parsknął Liam.
Nabijali się ze mnie, nic sobie nie robiąc z mojej obecności. Ale ja miałem to w
nosie, tak długo, jak odpowiedź miała brzmieć „nie”.
- Chcesz... – powiedziałem niepewnie, nie odrywając wzroku
od jej twarzy.
- Nie... – wyszeptała tak cicho, że chyba tylko ja
to usłyszałem. Przygryzła wargę i oblała się rumieńcem. W tej samej chwili drzwi
windy otworzyły się, oznajmiając to donośnym dźwiękiem. Przerzuciłem ją sobie przez
ramię i przy rozbawionych okrzykach przyjaciół, pobiegłem do pokoju. Pewnie nie
dadzą mi tego zapomnieć do końca życia, ale w tym momencie miałem to w głębokim
poważaniu. „Bardzo głębokim...”
Zdziwiłem się, gdy drzwi ustąpiły, zanim w ogóle
włożyłem klucz do zamka. Ale jeszcze bardziej się zdziwiłem, gdy w środku nie
zastałem nikogo, kto mógłby je otworzyć. Zdenerwowany spojrzałem na szafkę,
gdzie zostawiłem laptop i na jego widok odetchnąłem z ulgą. „A więc to nie
kradzież...” zauważyłem przytomnie.
- Lou? – Kate przejechała palcami po moich plecach. –
Postawisz mnie?
- A co z tego będę miał? – pozwoliłem jej stanąć na
nogach, co zrobiła, ocierając się o mnie rozkosznie i wyrywając głośny jęk z
moich ust.
- Zaraz sam zobaczysz... – poszła w stronę łazienki, a ja
za nią. Nie pozwoliła mi jednak wejść do środka. Jednakże zdążyłem zauważyć, że nikogo tam nie ma.
- Ale nie każ mi długo czekać... – musnąłem jej wargi i
pozwoliłem skryć się za drzwiami. Od razu sprawdziłem, czy aby na pewno nic nie
zginęło. Wszystko wydawało się w porządku. „A wiec to raczej nie fanki...” Sprawdziłem okna i upewniłem się, czy zamknąłem drzwi. „Jak to
możliwe? Mark zostawiłby otwarte, gdy wychodzili?” Sięgnąłem po telefon, by do niego
zadzwonić. Gdy odebrał, usłyszałem również dźwięk otwieranych drzwi. Odwróciłem
się na pięcie i zamarłem z komórką przy uchu. A moje drugie ja zawyło właśnie,
jak zboczona postać z kreskówki, po czym uderzyła szczęką o podłogę, rozwijając
język niczym czerwony dywan...
- Lou? Coś się stało? Już idę... – głos Marka wyrwał mnie
z transu.
- Nie... – powiedziałem, ledwo rozpoznając swój głos. – Sorry... Chciałem... kogoś
innego... – wydukałem, nie odrywając wzroku od zawstydzonej dziewczyny,
stojącej dosłownie dwa kroki przede mną. – Zadzwonić do kogoś innego... –
poprawiłem się. – Widzimy się później... Jutro... Tak...
- Lou? – rzuciłem telefon na bok, nie patrząc nawet, gdzie
wylądował. Pożerałem wzrokiem moją dziewczynę, odzianą tylko w króciutką i
praktycznie przezroczystą, czerwoną koszulkę, wykończoną koronką. Na widok prześwitujących
przez nią najbardziej skąpych majteczek jakie w życiu widziałem, normalnie zaschło mi w ustach, a język
to chyba przykleił się do podniebienia. Nie mogłem się poruszyć i tylko moje
serce pracowało coraz szybciej, pompując krew, która raczej nie była w tej
chwili rozprowadzana równomiernie po moim organizmie. Byłem wręcz boleśnie
twardy, więc najwyraźniej wszystkie żyły prowadzą do celu...
- Boże... – jęknąłem, opadając na łóżko, przez co jęknąłem
jeszcze głośniej, gdyż mój przyjaciel boleśnie zaprotestował.
- Podoba ci się? – zbliżyła się powoli, zatrzymując się między moimi nogami. Moje ręce momentalnie do niej wystrzeliły,
opadając na gładkich udach i sunąc ku jej biodrom. Zahaczyłem o gumkę
majteczek.
- Miałaś je na sobie przez cały czas? – wykrztusiłem głosem,
którego nie rozpoznawałem, zsuwając je powoli i śledząc wzrokiem moje
poczynania.
- T-Tak... – głos jej zadrżał, gdy bielizna opadła na
podłogę. Wyszła z niej sprawnie, cały czas hipnotyzując mnie swoim „spojrzeniem”.
- Gdybym tylko wiedział, nie doszlibyśmy nawet do tej
garderoby... – wyszeptałem karmiąc oczy tym niesamowitym widokiem.
- To chyba dobrze, że nie wiedziałeś – zauważyłem jak jej „spojrzenie”
pociemniało. – Dzięki temu mogłeś zobaczyć całość...
- Tak... – pożerałem wzrokiem jej piersi, rozkoszując się
tym, jak jej twarde sutki napierały na delikatną koronkę. – Chyba tak...