niedziela, 23 czerwca 2013

62




   Wpatrywałem się w śpiącą dziewczynę niczym pedofil w dzieci bawiące się na placu zabaw. I pewnie tak samo się śliniłem na ten widok. Kolejny raz zastanawiałem się jak to możliwe, że byłem z nią tu. W łóżku. Sam. Przeklinałem chłopaków, którzy zdenerwowani strzępkami informacji, jakie zaserwował im Paul, wyciągnęli Louisa z pokoju, by wszystko im dokładnie opowiedział. Czułem się jak ostatni zdrajca, kiwając głową na tak, gdy prosił mnie, bym został przy Kate, dopóki nie wróci. „Strasznie wielkie poświęcenie z mojej strony” zakpiłem sam z siebie. Gdy tylko zamknęły się za nim drzwi, mój wzrok spoczął na śpiącej dziewczynie i wraz z upływem kolejnych minut, nic się nie zmieniło. Wciąż wpatrywałem się w jej ciało, niczym narkoman na głodzie w zbawczą dawkę kokainy.
   Nie wiem, czy to z powodu braku Louisa przy swoim boku, czy może z jakiegoś innego, ale ostatnie co można by powiedzieć, to że Kate spała spokojnie. Wierciła się nerwowo i raz po raz zaciskała palce na poduszce. Wpatrywałem się w jej usta jak zaczarowany. Pierwszy raz mogłem to robić bezkarnie i katowałem się tym widokiem. „Później przyjdzie czas na żale i wyrzuty sumienia...” Westchnąłem, gdy jej wargi zadrżały. Odruchowo wyciągnąłem dłoń i przerażony zatrzymałem ją w połowie drogi, gwałtownie wciągając powietrze. „Co ja odpierdalam?” Moje zachowanie przerażało mnie samego.
   - Tylko raz... – powiedziałem po chwili bezgłośnie. – Muszę tylko wiedzieć...
   Z szeroko otwartymi oczyma wpatrywałem się w śpiącą dziewczynę. „Boże... Co ja robię?” Musnąłem jej drżące usta kciukiem. Tak delikatnie, jak tylko potrafiłem. „Jak jedwab...” westchnąłem, gdy poczułem ciepły podmuch powietrza na dłoni. Przymknąłem oczy, a na ciele pojawiła mi się gęsia skórka. „Tylko ten jeden raz” powtórzyłem w głowie, nachylając się nad nią. „Nie mogę tego zrobić!” Jakaś część mnie próbowała przywołać mnie do porządku, ale znowu inna mówiła, że to moja jedyna szansa... Wpatrywałem się w jej piękną twarz i prowadziłem najprawdziwszą batalię. Sam ze sobą. Gdy owionął mnie jej oddech już wiedziałem, która część mnie wygrała. „Będę się smażył w piekle...” Złożyłem na jej ustach delikatny pocałunek...
   - Lou... – odskoczyłem jak oparzony, gdy usłyszałem imię przyjaciela połączone z cichym westchnieniem. „Boże, co ja wyprawiam?” przeczesałem nerwowo włosy, wyskakując z łóżka i od razu szukając po kieszeniach papierosów. „Co ze mnie za człowiek?” wzdrygnąłem się na samą myśl o tym, co właśnie zrobiłem. „Co ze mnie za przyjaciel?” Wyszedłem z sypialni, zostawiając uchylone drzwi. Nerwowo zaciągałem się fajką, wydeptując ścieżkę w puszystym dywanie.
   - To się musi skończyć! – nakazałem sobie, sięgając po kolejnego papierosa. – Jak on mnie mógł z nią zostawić? – próbowałem zrzucić winę na Louisa, ale czułem się z tą myślą jeszcze gorzej. – Zaufał mi... Jest dla niego cenniejsza niż wszystko i zostawił ją ze mną... Kurwa...
   - Nieee!!! – papieros wypadł mi z ust, wypalając dziurę w koszulce nim upadł na dywan. Jestem pewien, że serce mi stanęło, gdy tylko rozległ się krzyk Kate. Pognałem do sypialni. Dziewczyna wciąż spała, rzucając się na łóżku. Cieniutka kołdra leżała skopana na podłodze.
   - Kate? – podszedłem do niej powoli. „Co robić, kurwa?!? Co robić?” Wiedziałem, że zaczynam panikować. A gdy spojrzałem na jej przerażoną twarz, zapomniałem nawet o oddychaniu.
   - Proszę... Przestań... Proszę... – ledwo rozpoznawałem słowa, które szeptała z takim bólem w głosie, że wręcz mogłem go poczuć. Próbowałem sobie przypomnieć cokolwiek z tego, co Lou robił, by ją uspokoić.
   - Kate – powiedziałem trochę głośniej niż poprzednio, siadając obok niej na łóżku. – Już wszystko dobrze... To tylko sen...
   - Nieee... – moje serce właśnie rozpadło się na milion kawałków. Potrząsnąłem nią delikatnie. Młóciła dłońmi powietrze, walcząc z niewidzialnym wrogiem. W moich żyłach płynęła panika i naprawdę nie wiedziałem, co się robi, gdy dziewczyna błaga o litość... Chwyciłem ją za nadgarstki, by przestała wymachiwać rękoma.
   - Kate, już dobrze... – powiedziałem, przyciągając ją do siebie. – Nic się nie dzieje... Jesteś bezpieczna... – mówiłem co mi ślina na język przyniosła i przytulałem ją do siebie z całej siły. Próbowała się odepchnąć, bijąc mnie po żebrach. Jej szloch sprawiał, że wręcz czułem ten ból i strach, które ją wypełniały. Tylko, że ja nie byłem tak silny. Miałem ochotę się zwinąć na łóżku i ukryć pod kołdrą. – Kate... Już dobrze... Ciii... – kołysałem ją w ramionach przeklinając cały świat za to, co ja spotkało. Tak bardzo skupiłem się na szeptaniu uspokajających słów, że nie od razu wyczułem zmianę...
   - Zayn... – usłyszałem cichy szept. Wtuliła się we mnie, mocno obejmując ramionami w pasie. Poczułem jak zaciska palce na mojej koszulce. Próbowała coś jeszcze powiedzieć, ale płacz nie pozwalał jej wykrztusić ani słowa.
   - Ciii... – uspokajałem ją tak nieporadnie, jak tylko można sobie wyobrazić. – To tylko zły sen...
   - Nieee... – załkała, kręcąc głową. – Lou... – rozpaczliwie powtarzała imię chłopaka, z trudem łapiąc powietrze. – On... Ja muszę...
   - Zaraz przyjdzie – zapewniłem ją. – Już po niego dzwonię... Już wszystko dobrze... – wyciągnąłem telefon i od razu wybrałem numer przyjaciela, modląc się, by miał przy sobie komórkę. „Że też nie mogłem o tym pomyśleć wcześniej” skarciłem się w myślach. – Zaraz tu... – przerwałem, słysząc znajomy głos. – Lou? Wracaj natychmiast! – rzuciłem krótko, rozłączając się. – Zaraz tu będzie, skarbie...


   Zdążyłem tylko zauważyć, że Louis zrobił się blady jak ściana. Po czym bez słowa wybiegł z pokoju. Spojrzeliśmy z Niallem na siebie i pognaliśmy za nim, nie kłopocząc się nawet zamykaniem drzwi.
   „Kolejny koszmar...” westchnąłem, zatrzymując się w progu sypialni i obserwując rozgrywającą się przede mną scenę. Zapłakana i przestraszona dziewczyna rzuciła się w ramiona Louisa, gdy tylko znalazł się obok niej. Jakby to w nim był ratunek. Zayn nie mniej przerażony i chorobliwie szary na twarzy, wstał z łóżka i niczym pijany oparł się ciężko o ścianę, by po chwili zjechać po niej na dół... Wciąż nie odrywał wzroku od pary tulącej się przed nami.
   Słyszałem jak Louis stara się ją uspokoić szepcząc, co mu tylko przyjdzie do głowy. Kate tuliła się do niego tak rozpaczliwie, że pewnie oboje przypłacą to kolejnymi siniakami. Płacz zdawał się zanikać, a może po prostu opadła już z sił i łkała bezgłośnie...
   I wtedy padły pierwsze słowa tej przerażającej historii, a ja zamarłem tak samo przerażony, jak wszyscy. Każde jej wypowiedziane zdanie bolało, jakby ktoś próbował wyryć mi je na skórze tępym narzędziem. Miałem ochotę ryczeć i kazać jej przestać, ale jednocześnie wiedziałem, jak rozpaczliwie potrzebowaliśmy znać prawdę.
   Zayn podciągnął kolana pod brodę i pozwalał łzom wsiąkać w materiał spodni. Płakał jak my wszyscy i tak samo jak my, starał się nie uronić ani jednego słowa z tej przerażającej opowieści. Zauważyłem, że Niall trzęsie się niczym galareta i nie wie wręcz, co zrobić z rękoma. Zaciskał dłonie w pięści i rozprostowywał, walcząc ze łzami. Wyciągnąłem do niego rękę, przyciągając go do siebie. Wczepił się w moją koszulę tak mocno, że wcale się nie zdziwiłem, słysząc pękający szew. Poczułem, że zacisnął zęby na niebieskiej tkaninie, starając się nie przerwać monologu Kate swoim łkaniem. Głaskałem go uspokajająco po plecach wiedząc, że to wszystko, co mogę dla niego zrobić. I Bóg mi świadkiem, sam miałem ochotę wypłakać się komuś w ramię.
   Słuchałem coraz bardziej przerażony, ale i pełen podziwu. „Ile woli życia ma w sobie ta drobna osóbka, że potrafiła przejść przez takie piekło?” Wypełniała mnie też nienawiść. Wściekłość. Pałałem żądzą zemsty na tym potworze, który tyle już zła wyrządził. I jeżeli ufać przeczuciom Louisa, to jest on gdzieś blisko... „Nie dostanie jej” rozległo się głośno i wyraźnie w mojej głowie. „Po moim trupie...
   Nagle zdałem sobie sprawę, że znam już ten fragment przeszłości Kate. Spojrzałem na Louisa, a on tylko pokiwał głową, potwierdzając moje spostrzeżenia. „A więc mamy kolejny element układanki i nawet wiemy, gdzie go przypasować...” Słuchałem koszmarnej opowieści, która brzmiała dużo straszniej, gdy była opowiadana ustami tej drobnej dziewczyny...
   W końcu zapadła cisza, przerywana tylko zmęczonym oddechem Kate i uspokajającymi szeptami Louisa. Zastanawiałem się, czy ona zdaje sobie sprawę z naszej obecności. Obserwowałem jak Lou próbuje się oprzeć o poduszki, wciąż mocno trzymając dziewczynę w ramionach. „Czyżby zasnęła?” zdziwiłem się, bo ja po tym przerażającym przeżyciu miałem wrażenie, że już nigdy nie pójdę normalnie spać.
   - Zasnęła? – spytałem bezdźwięcznie,a widząc skiniecie przyjaciela, wypełniła mnie nieopisana ulga. Kto jak kto, ale temu elfowi potrzebny jest sen. Tylko tym razem taki wolny od potworów...

   Poczułem jak ktoś delikatnie przeczesuje moje włosy. Tylko jedna osoba zwykła mnie budzić w ten sposób. Od razu uśmiech wkradł się na moje usta.
   - Kochanie... – wymruczałem, próbując się rozbudzić.
   - Liam... – usłyszałem ten głos, który tak kochałem. – Czy chcesz mi coś powiedzieć? – uchyliłem jedną powiekę i spojrzałem na nią, nie wiedząc o co chodzi. Zauważyłem, że stoi obok łóżka i uśmiecha się rozbawiona. „Chwila... To kto właśnie miażdży mi żebra?” Usiadłem gwałtownie, momentalnie dochodząc do siebie.
   - Jeszcze pięć minut, mamo... – wymamrotał Niall i odwrócił się na drugi bok, naciągając poduszkę na głowę i zabierając mi kołdrę. Usłyszałem cichy śmiech mojej dziewczyny.
   - Widzę, że jednak nie żartowałeś ostatnio, wspominając uroczą blond osóbkę w swoim łóżku – posłała mi buziaka i podeszła do okna, by rozchylić zasłony. – Paul powiedział, że za godzinę najpóźniej macie być na dole.
   - Kiedy przyjechałaś? – wygramoliłem się z łóżka i postanowiłem się porządnie przywitać. Zagarnąłem ją w ramiona i wręcz rzuciłem się na jej usta. „Może jednak powinienem zacząć od umycia zębów, zanim zabiję ją oddechem...” zreflektowałem się.
   - Przed momentem – uśmiechnęła się i klepnęła mnie w tyłek, poganiając do łazienki. – A co z twoim pluszakiem? – spojrzałem na nią zdezorientowany. Roześmiałem się, gdy wskazała na Nialla.
   - Zrób z nim co chcesz – powiedziałem, a widząc jej łobuzerski uśmiech. dodałem szybko. – Tylko nie to! To możesz robić tylko ze mną... – puściłem jej oczko i zniknąłem w łazience. Kwadrans później wkroczyłem do sypialni z ręcznikiem na biodrach. Dan siedziała na łóżku i bawiła się telefonem. Kogoś brakowało. – Gdzie Niall? – uśmiechnąłem się widząc jej wesołe spojrzenie. „Boże, ale się stęskniłem...
   - Powiedział, że jestem gorsza niż ty, ale przynajmniej budzę go w przyjemniejszy sposób... – zaśmiała się. – Poszedł do siebie, mrucząc pod nosem coś o złych czarownicach, nie dających mu się wyspać...
   - Aha... – przytaknąłem, wciągając na siebie spodnie. – Ale zaraz... – spojrzałem na nią podejrzliwie. – Jaki przyjemniejszy sposób?
   - To już moja tajemnica... – puściła mi oczko.
   - Ja się nie zgadzam na żadne przyjemne sposoby – powiedziałem stanowczo, kończąc się ubierać. – Chyba, że to mi będzie przyjemnie – uśmiechnąłem się i wyciągnąłem do niej rękę. Ujęła ją i od razu znalazła się w moich ramionach.
   - Uuu... Ale jesteś straszny... – parsknęła. – Lubię cię takiego zazdrosnego – cmoknęła mnie w usta. – Ciężka noc? – spojrzała na mnie z troską w oczach.
   - Dla Kate chyba bardziej... – powiedziałem zaciągając się słodkim zapachem mojej dziewczyny. – Kolejne koszmary... – dodałem, widząc pytanie w jej oczach. – Prawdę mówiąc jeszcze kilka takich przerażających opowieści i mi też będą się śniły koszmary...
   - Dzisiaj ja je będę odganiać – poczułem gorące usta na moich wargach. „Tego mi było trzeba...” westchnąłem zadowolony. Pocałunek skończył się zdecydowanie za szybko. Słowa Dan ucięły jednak moje protesty. – Chodźmy do Kate.
   Wcale mnie nie zdziwiło, gdy drzwi otworzył mi zmęczony Zayn. Nie byłem też zaskoczony, gdy ujrzałem Nialla siedzącego na kanapie z jego małą siostrzyczką na kolanach. Dziewczyna wciąż miała na sobie koszulkę Louisa i wyglądała, jakby jeszcze do końca się nie obudziła. Zresztą Horan wcale nie prezentował się lepiej.
   - Kate! – Dan prawie stratowała Malika, rzucając się, by uściskać przyjaciółkę.
   - Jezu... – jęknął Niall. – Zaraz mnie zmiażdżysz... Payne, nie szczerz się jak głupi, tylko weź ratuj! Zaraz mnie połamią...
   - Hej, Dani – zerknąłem na Louisa, który właśnie wychodził z sypialnia, wciągając koszulkę. „Jakimś cudem wszyscy gotowi na czas...” zauważyłem. „Kto by pomyślał, że to możliwe...” – Kiedy przyjechałaś?
   - Przed chwilą – osiadła wygodnie na kanapie obok przyjaciółki. – Przywiozłam ci kolejną książkę – zwróciła się do Kate.
   - Ale masz wyczucie – zaśmiał się Lou. – Właśnie skończyła czytać tamtą...
   Rozległo się pukanie do drzwi. Zayn ponownie robił za odźwiernego. Paul wkroczył do środka, nie przestając gapić się w telefon.
   - Gotowi? – zapytał i w końcu schował komórkę do kieszeni. – Gdzie Harry? – spojrzał na mnie, ale moja zdziwiona mina mówiła sama za siebie. „Gdzie Styles?” poczułem wzbierającą panikę. – Ten dzieciak kiedyś mnie wykończy... – westchnął i znów sięgnął po telefon. Rozległo się pukanie.
   - To pewnie Mark – rzucił Louis i zgarnął Kate w ramiona, by się z nią należycie pożegnać. Jak się okazało miał racje. Ale nie tylko. Wraz z ochroniarzem pojawiła się i nasza zguba, uśmiechnięta od ucha do ucha.
   - Dzień dobry, rodzinko – Harry wyminął menadżera i opadł z głośnym westchnieniem na fotel. Dopiero teraz zauważył, że wszyscy się w niego wpatrują. – Przecież się nie spóźniłem! – od razu postanowił się bronić, zerkając dyskretnie na zegarek.
   - Widziałeś się z Alex, Harry? – usłyszałem cichy głos Kate.
   - Jasne – Styles wyszczerzył się w uśmiechu. – Ostatnim razem jak rzucała we mnie basenem. Na szczęście pustym – dodał szybko.
   - Co znów zrobiłeś? – jęknąłem.
   - Nic nie zrobiłem – wzruszył ramionami. – Zabrałem tylko trochę jej rzeczy z domu i poprosiłem sąsiadkę, by miała na niego oko i zajęła się pocztą...
   - Tą sąsiadkę? – zaśmiała się Kate, słysząc jego potwierdzające mruknięcie. – To ja się cieszę, że jeszcze żyjesz...
   - Było blisko – przyznał. – Co ona ma do tej kobiety? Jest całkiem miła. Nawet obiecała, że będzie kwiatki podlewać...
   - Jestem pewna, że Alex była zachwycona – parsknęła Kate.
   - Po jej reakcji na moje wcześniejsze słowa, postanowiłem przemilczeć resztę. Przez chwilę naprawdę bałem się o swoje życie – zaśmiał się. – Ale jeszcze mi podziękuje. Kiedyś – dodał. – W dalekiej przyszłości. Baaardzo odległej...


   - Ja was proszę... – odezwał się Mark. – Zgodzę się na wszystko, ale żadnego salonu piękności, spa, ani nic w tym stylu... Wiecie co ja musiałem znosić po tamtym razie?
   - Ale sam mówiłeś, że Judy była zachwycona... – przypomniałam mu, uśmiechając się rozbawiona jego błaganiem.
   - Ona tak, ale wszyscy dookoła śmiali się za moimi plecami – jęczał komicznie. – Kazali mi pokazywać moje lśniące paznokcie...
   - Tylko dlatego, że ci zazdrościli... – Danielle próbowała zatuszować śmiech kaszlem. – Ale nie martw się, tym razem mam w planach tylko centrum handlowe...
   - Idziemy na zakupy? – zdziwiłam się. „Znowu? Nie... Proszę. Ja nie chcę...” – Po co?
   - A po co się chodzi na zakupy? Dla przyjemności... – zaśmiała się. – Poszwendamy się po sklepach, poprzymierzamy kilka rzeczy, może coś kupimy i obowiązkowo zaliczymy dobrą kawę... – wyliczała. – Pełen relaks. Chłopaki i tak będą zajęci aż do wieczora. Przecież nie będziemy siedziały w hotelu...
   - Ale ja nie potrzebuję kolejnych ciuchów – zaprotestowałam szybko. – Wciąż mam sporo takich, w których jeszcze nie chodziłam...
   - Nie mówię, że musimy coś kupić, ale jeżeli znajdziemy coś genialnego, to wtedy to weźmiemy – tłumaczyła, nic sobie nie robiąc z mojego braku entuzjazmu. – Po prostu spędzimy babski dzień... – usłyszałam chrząknięcie Marka. – No, prawie babski... – poprawiła się. – A teraz zmykaj się ubrać... – pociągnęła mnie za rękę i praktycznie zaciągnęła do sypialni. „Czy ktoś kiedykolwiek z nią wygrał?” uśmiechałam się pod nosem.
   - To ja w tym czasie zorganizuję samochód – odezwał się jeszcze Mark. – Nigdzie nie wychodźcie, dopóki po was nie przyjdę.
   - Jasne – rzuciła Dani, zbyt zajęta przeglądaniem mojej walizki. – Tak sobie pomyślałam, że powinnyśmy ci kupić jakąś seksowną koszulkę... – zaśmiała się. – Taką na specjalne okazje... – dodała, a ja poczułam, że robię się czerwona na twarzy.
   Godzinę później wysiadaliśmy z samochodu przed podobno wręcz olbrzymim centrum handlowym. Danielle jak zawsze nie zamykała się buzia i dzięki temu zarówno mi jak i Markowi uśmiechy nie schodziły z twarzy.
   - Gdy tak na ciebie patrzę, Kate, to myślę sobie, że może minęłam się z powołaniem... – ujęła mnie pod pachę i kierowałyśmy się w stronę wejścia. – Może powinnam zostać stylistką? Wyglądasz obłędnie w tych ciuchach – zaczerwieniłam się słysząc jej słowa. – A te okulary masz śliczne... Od Louisa?
   - Nie... – uśmiechnęłam się, słysząc głos Marka, informujący mnie o schodach. – Perrie mi dała...
   - Wiedziała co robi – przyznała Dan. – Pasują ci... To wręcz niesprawiedliwe – westchnęła. – Pewnie jako okularnica też byłabyś piękna... – roześmiała się po chwili, a ja razem z nią. – To od czego zaczynamy? – zastanawiała się na głos przyjaciółka. – Wiem! Ann Summers!
   - Boże... – jęknął Mark, jakby ta nazwa oznaczała co najmniej koniec świata...
   - Czy powinnam się bać? – zapytałam go cicho.
   - Bać to się powinien Louis, jak mu się pokażesz w czymkolwiek z tego sklepu... – parsknęła Danielle. – Bo może mu coś stanąć... – roześmiała się głośno. – Żeby nie było... Mam na myśli jego serce, ale inne efekty też są bardzo prawdopodobne...
   Teraz to już byłam pewna, że przypominałam kolorem dorodnego pomidora. Miałam ochotę uciec i schować się z powrotem w samochodzie. A sądząc po jękach Marka, nie byłam osamotniona w tych pragnieniach.

   - No ile jeszcze? Kate... – zawołała przez drzwi Danielle. – Nie możemy się spóźnić na koncert...
   - Nie mogę tak iść... – jęknęłam, opierając się o drewnianą powierzchnię. – Dlaczego ja ci się dałam namówić na te rzeczy?
   - Bo jestem genialna i nikt mnie nie przegada? – powiedziała rozbawiona, wchodząc do środka. – Boże! Ja rzeczywiście jestem genialna! – czułam, że taksuje mnie wzrokiem. – Louis będzie się ślinił na tej scenie... To więcej niż pewne...
   - To dobrze? – nie byłam do końca przekonana, czy nie powinien wtedy raczej myśleć o czymś innym.
   - To więcej niż dobrze – przekonywała. – Kto by pomyślał, że uda mi się zrobić z ciebie takiego wampa... Wyglądasz rewelacyjnie – powiedziała, okręcając mnie dookoła. – Uśmiechnij się... Wyglądasz jak chodzący seks. Mówię ci, Louis będzie zbierał szczękę z podłogi, gdy tylko cię zobaczy... Kurcze, że nie było tej kurtki w moim rozmiarze... A jak buty?
   - Całkiem wygodne...
   - Mówisz, jakby cię to dziwiło – zaśmiała się. – Mały obcasik nie jest taki zły... Nie musisz wiecznie biegać w trampkach. To idziemy zaszaleć na widowni?
   - Na pewno mogę tak wyjść? – upewniłam się jeszcze raz, poprawiając kurtkę.
   - Nie możesz, a musisz – pociągnęła mnie za rękę, kończąc tym samym moje wahania.
   - Wow... – usłyszałam głos Marka. – Ja sam i takie dwie ostre laski? W końcu jakaś nagroda za te godziny męczarni... – powiedział rozbawiony. – Świetnie wyglądacie, dziewczyny...
   - Dzięki, chłopaku – zaśmiała się Danielle, a ja spiekłam raka. Znowu. – A teraz już lepiej chodźmy, bo mamy misję do spełnienia. Trzeba sprawić, by nasi panowie zapamiętali ten koncert na długo. Bardzo długo...


   Patrzyłem rozbawiony na Louisa i nie mogłem uwierzyć, jak bardzo zmienił się dzięki Kate. „Wydoroślał...” uśmiechnąłem się, widząc jak pochłonęła go dyskusja z Liamem. Nie musiałbym nawet ich słuchać, by wiedzieć, że rozmawiają o swoich dziewczynach. Wystarczy spojrzeć na te ich zakochane twarze... „Czy ja też tak wyglądam, gdy myślę o Alex?
   - Ziemia do Stylesa... – zamrugałem kilka razy, gdy Niall zamachał mi dłonią przed twarzą. – Tu kontrola naziemna... Słyszysz mnie?
   - Co jest? – odepchnąłem jego rękę.
   - No właśnie ja się pytam, co jest? – blondyn wbił we mnie to swoje błękitne spojrzenie. – Gadamy do ciebie od kilku minut – wskazał siebie i Zayna. – Zakochałeś się, czy co?
   - Może... – ziewnąłem, zmęczony po kolejnej nieprzespanej nocy.
   - A więc ty i Alex? – Malik spojrzał na mnie zaciekawiony.
   - Nie wiem... – przyznałem uczciwie. – Może... – wzruszyłem ramionami. – Na razie muszę ją stąd zabrać i dopilnować, by była bezpieczna. Potem będę się zastanawiał, co do niej czuję...
   - Czy wy wszyscy macie siano zamiast mózgu? – westchnął zrezygnowany Niall. – Lubisz ją, pomimo, a może dzięki jej oryginalności. Podoba ci się, mimo iż nie jest pięknością. Jesteś przy niej szczęśliwy. Co z tego, że krótko się znacie i jest trochę starsza. Czy to naprawdę ma dla ciebie znaczenie?
   - Nie ma...
   - No to na co czekasz? Czy ten wypadek, to nie wystarczający dowód na to, że czasami nie warto odkładać rzeczy na później? A co jeśli nie będzie później?
   - Nawet tak nie mów – jęknąłem. – To nie chodzi o to, że ja nie chcę... Owszem, na początku bałem się stracić jej przyjaźń, ale teraz... po tym wszystkim... – westchnąłem. – Po prostu nie chcę jej do niczego zmuszać...
   - Jakoś nie wyobrażam sobie, by ktoś mógł ją zmusić do czegokolwiek – parsknął Zayn.
   - Po prostu ją pocałuj i jeżeli nie zdzieli cię po pysku, to znaczy, że masz szanse... – Niall wyszczerzył się w uśmiechu. Spojrzałem na niego zaskoczony. „Wiedział? Niemożliwe...
   - Tak jakby mamy to już za sobą... – powiedziałem pod nosem, a oni spojrzeli na mnie rozbawieni.
   - I wciąż żyjesz! – zaśmiał się Horan. – Wiedziałem! – wydarł się jak wariat, zwracając tym uwagę wszystkich. – Wiedziałem! I kto jest najlepszy? Kto? Mówiłem, a wy co? – zaczął tańczyć jakiś dziwny taniec, który bardziej wyglądał jak atak epilepsji. Gdy już się trochę uspokoił, wyciągnął otwartą dłoń przed siebie i uśmiechnął się szeroko, świecąc aparatem. – Płaćcie...
   Patrzyłem rozbawiony jak Zayn wyciąga z kieszeni dziesięć funtów i podaje je Niallowi. Lou, puszczając mi oczko, zrobił to samo. Nie mogłem uwierzyć widząc, że nawet Liam wyciąga pieniądze.
   - Ty też? – zdziwiłem się.
   - Dałem się ponieść chwili... – uśmiechnął się, wzruszając ramionami.
   - A mówią, że pieniądze z nieba nie spadają... – cieszył się Niall. – Ej, a co z tą rudą? – cztery pary oczu spojrzały na mnie uważnie.
   - Louise – kolejny raz przypomniałem mu jej imię. „Serio? Czy to aż taki trudne?” – Chyba nie wyszło najlepiej...
   - Nie pojechałeś, bo byłeś u Alex... – odezwał się po chwili Lou, pamiętając jakie miałem plany. W końcu z nim je omawiałem...
   - Ale chyba zadzwoniłeś, by się usprawiedliwić? – Liam patrzył na mnie z uniesionymi brwiami, czekając na odpowiedź.
   - Tak... Ale nie wiem, czy uwierzyła... – wzruszyłem ramionami. – Wydawała się zawiedziona... Pewnie teraz myśli, że ją po prostu olałem... Mówi się trudno... – westchnąłem ciężko. – Ale szkoda, że...
   - Co wy tu jeszcze robicie?!? – Paul wpadł do środka. – Nie jesteście nawet podpięci?!? Boże... Wy mnie kiedyś do grobu wpędzicie... – wygonił nas z garderoby.
   - Ale ja muszę jeszcze zadzwonić do Kate... – bronił się Louis.
   - Razem z Danielle i Markiem są już na widowni... – usłyszałem odpowiedź menadżera, a towarzyszył jej wesoły błysk w oku.
   - Dlaczego nie przyszły do nas? – zdziwił się Liam, biorąc mikrofon.
   - Myślę, że chciały zrobić wam niespodziankę – zaśmiał się Paul i dał znać technicznym, że jesteśmy gotowi. „Jaką niespodziankę?” zdziwiłem się. „Przecież wszyscy wiedzieliśmy, że mają przyjść...
   Gdy wybiegliśmy na scenę przy ogłuszającym pisku, od razu odnalazłem dziewczyny wzrokiem i prawie zabiłem się o własne nogi na ich widok. A zwłaszcza Kate. „Coś czuję, że będzie interesująco...
   - Boże Wszechmogący... – usłyszałem głos Louisa. I nie tylko ja. Jeszcze jakieś dwanaście tysięcy fanów, którym ta jego reakcja bardzo się spodobała. „Ciekawe tylko, czy domyślają się jej przyczyny?” uśmiechnąłem się, szturchając przyjaciela, by wyrwać go z tego transu, w jaki wpadł. Spojrzał na mnie szeroko otwartymi oczami. – Nie pamiętam tekstu... – powiedział po chwili, gdy rozległy się pierwsze takty. – Nie wiem, co to za piosenka... Ja w ogóle nie wiem, co tu robię...
   - Skup się stary... – klepnąłem go uspokajająco po plecach. „A może powinienem mu dać po pysku?” – I tak na wszelki wypadek, nie patrz za często w jej stronę... – zaśmiałem się. – Może być ciężko ukryć namiot w spodniach...
   - Boże... - odetchnął głęboko, wycierając spocone dłonie o nogawki dżinsów. – Zabiję Danielle...
   - Ja bym jej raczej podziękował... – powiedziałem rozbawiony. – Kate wygląda cholernie gorąco... – spojrzał na mnie z groźnym błyskiem w oku. – No co? – puściłem mu oczko i skupiłem się na piosence.


   Z ręką na sercu mogłem powiedzieć, że to najdłuższy koncert w moim życiu. „Ciągnął się, kurwa, w nieskończoność!” Byłem tak sfrustrowany, podniecony, zdenerwowany, napalony i sam nie wiem co jeszcze, że naprawdę wiele mi nie trzeba było, by zacząć symulować jakiś wypadek... Cokolwiek, co pomogłoby mi zakończyć to wcześniej. Czułem na sobie rozbawione spojrzenia przyjaciół, którzy na szczęście wzięli na swoje barki zabawianie widzów. Ja mogłem myśleć tylko o jednym. „Kate... Gorąco... Seks... Kate... O Boże...” Starałem się tego nie robić, ale nic nie mogłem na to poradzić. Zwłaszcza, że to moje drugie ja podsyłało mi coraz gorętsze sceny... Moje oczy jakby bez mojego w tym udziału, zawsze w końcu odnajdywały ją w tłumie. Wyglądała niesamowicie. Zawsze wygląda pięknie, ale dziś... Teraz... „Boże przenajświętszy...” Poczułem łokieć Harry’ego boleśnie wbijający mi się w żebra. Spojrzał na mnie wymownie, przypominając mi o moim, najwyraźniej już całkiem widocznym, problemie. „Zabiję Danielle i nawet Liam jej nie pomoże...” próbowałem się uspokoić i zająć myśli czymś innym. „Normalnie zmieniam się w jakiegoś napalonego szczeniaka...” Ale było to całkiem zrozumiałe. Wystarczyło spojrzeć jak wygląda moja dziewczyna...

   - Dobrze się czujesz Lou?
   - Nie rozmawiam z tobą Dan – warknąłem, szukając wzrokiem Kate. Gdy tylko rzuciły mi się w oczy jej rozpuszczone włosy, ruszyłem w tym kierunku. – Chodź – powiedziałem, chwytając jej dłoń i ciągnąc ją w stronę garderoby.
   - Tylko jej nie zmasakruj! – usłyszałem jeszcze głos Harry’ego, któremu towarzyszył śmiech i gwizdy reszty przyjaciół. Zatrzasnąłem za nami drzwi z głośnym hukiem, co tylko bardziej ich rozbawiło. „Tacy to z nich przyjaciele...
   - Lou, coś się... – nie dałem jej dokończyć, wpijając się gwałtownie w jej usta i przyciskając do drzwi. Gdy zaskoczenie ustąpiło, zaczęła oddawać pocałunek. I nie miał on nic wspólnego z delikatnością, był jak ogień... Potężny i porywający wszystko na swojej drodze. Oderwałem się od jej warg, dopiero gdy płuca zaczęły boleśnie przypominać mi o potrzebie zaczerpnięcia powietrza.
   - Czy ty wiesz, co mi robisz? – wydyszałem, łapczywie wciągając powietrze. Jej rumieniec powiedział mi wszystko. „Wiedziała...” – Nie mogę oderwać od ciebie wzroku... – „I rąk raczej też nie” parsknął głos w mojej głowie. Musiałem się z nim zgodzić. Nie mogłem przestać jej dotykać. – Miałem szaleńczą ochotę zeskoczyć ze sceny i kochać się z tobą... – szepnąłem jej do ucha, uśmiechając się, gdy cichy jęk wydobył się z jej ust. – Zamierzam spalić ci te dżinsy, gdy tylko wrócimy do hotelu. Noszenie ich powinno być nielegalne... – ścisnąłem jej pośladki, unosząc ją i przyciskając do mojego boleśnie twardego problemu. – Widzisz, co mi robisz? – przyssałem się do jej szyi. Czułem pod wargami jej przyspieszony puls. – Przez ciebie nie pamiętam ani sekundy z koncertu. Nawet nie mogę sobie przypomnieć, czy zaśpiewałem swoje solówki...
   - Całkiem dobrze ci szło... – powiedziała drżącym głosem. – Koncert był rewelacyjny...
   - Taaak... – polizałem ciemny ślad, który właśnie zrobiłem na jej ciele. – Szkoda, że tego nie pamiętam... – ocierałem się o nią i czułem, że jeszcze chwila i dojdę. Tak po prostu. „Dajesz, stary...” rozległ się przeciągły gwizd w mojej głowie.
   - Samochód czeka! – krzyknął Niall, waląc przy okazji w drzwi. Żadne z nas nie zareagowało.
   - Czy oni myślą, że cokolwiek mnie stąd wyciągnie? – wyszeptałem jej do ucha, przygryzając je delikatnie. – Co ty na to, bym zabarykadował nas w środku i zdarł z ciebie te nieprzyzwoite ciuchy?
   - Lou! Katy! Chodźcie... – Horan nie dawał za wygraną, nie zdając sobie nawet sprawy, że jesteśmy dosłownie centymetry od niego.
   - A jeżeli ci powiem, że Danielle kupiła mi jeszcze coś? – odezwała się cicho Kate, rumieniąc się jeszcze bardziej. – Coś specjalnie dla ciebie?
   - Nie może to być nic lepszego... – zapewniłem ją szybko, przymykając oczy, gdy otarła się o mojego przyjaciela.
   - Wierz mi, jest... – uśmiechnęła się, przygryzając wargę w zawstydzeniu. – Jest to coś czerwonego, delikatnego jak mgiełka i stworzonego tylko po to, by rozpalać zmysły... – szepnęła mi do ucha. – A przynajmniej tak twierdzi Danielle – powiedziała nieco głośniej.
   - Kusicielka – wymruczałem, zagarniając jej usta w namiętnym pocałunku. „Pieprzyć rozpalanie zmysłów, my już mamy prawdziwy pożar” moje drugie ja, jak zwykle było bardzo pomocne. „Ale tym razem zgadzałem się z nim w stu procentach...
   - Lou? – tym razem Harry postanowił wywabić mnie z kryjówki. – Dan kazała ci przekazać, że naprawdę nie chcesz przegapić tej niespodzianki, która czeka na ciebie w hotelu... A sądząc po tym, w jakim sklepie ją kupiły, to wierz mi, będziesz tego bardzo, baaaardzo żałował... – kolejny raz musiałem przerwać pocałunek, by zaczerpnąć powietrza. – To nie działa... – usłyszałem głos przyjaciela. – To my was zostawimy – powiedział po chwili. – Tak tylko dodam, że to był salon bielizny erotycznej... – otworzyłem szeroko oczy i spojrzałem na Kate. Jej zaczerwienione policzki i przygryziona warga, a także figlarny błysk w oczach sprawiały, że erotykę to ja miałem tu i teraz. „Ale pomyśl... bielizna erotyczna...” szeptało moje drugie ja, śliniąc się. „Bielizna. Erotyczna. EROTYCZNA!!!” Opuściłem dziewczynę na podłogę i nacisnąłem klamkę. – Wiedziałem... Żaden facet się temu nie oprze... – zaśmiał się Harry. – Potem mi podziękujesz...

   Niecierpliwie wybijałem stopą rytm, czekając aż winda zatrzyma się na odpowiednim piętrze. Nie odrywałem wzroku od zbyt powoli zmieniającej się liczby. „Cholernie powoli...” Trzymałem Kate za rękę i starałem się nie wyglądać jak ostatni napaleniec. „No co ty?” zakpił ten wredny głos w mojej głowie. „Raczej ci nie wychodzi...
   - Wiem, że musimy jutro wcześnie wstać, ale może urządzimy sobie małą imprezkę? – Niall chyba właśnie awansował na mojego prywatnego wroga numer jeden. Odezwały się we mnie mordercze instynkty. Spojrzałem na niego mrużąc oczy podejrzliwie.
   - My mamy inne plany – powiedziałem, przyciągając do siebie Kate, żeby już nie było wątpliwości, jacy „my”. Uniosła twarz i wbiła we mnie to swoje niesamowite „spojrzenie”, oblewając się rumieńcem. – No chyba, że chcesz... – dodałem cicho, w myślach padając jej do stóp i błagając, by nie miała na to ochoty. – Ale nie chcesz, prawda? – uśmiechnęła się nieśmiało. – Chcesz? – przygryzła wargę, a to zdecydowanie szkodziło mojemu myśleniu. – Nie?
   - Boże... – jęknął Harry, waląc mnie przy okazji w tył glowy. – Jesteś beznadziejnie oczywisty... Aż dziwne, że jeszcze nie klęczysz i nie błagasz...
   - To miał być pewnie kolejny etap... – parsknął Liam. Nabijali się ze mnie, nic sobie nie robiąc z mojej obecności. Ale ja miałem to w nosie, tak długo, jak odpowiedź miała brzmieć „nie”.
   - Chcesz... – powiedziałem niepewnie, nie odrywając wzroku od jej twarzy.
   - Nie... – wyszeptała tak cicho, że chyba tylko ja to usłyszałem. Przygryzła wargę i oblała się rumieńcem. W tej samej chwili drzwi windy otworzyły się, oznajmiając to donośnym dźwiękiem. Przerzuciłem ją sobie przez ramię i przy rozbawionych okrzykach przyjaciół, pobiegłem do pokoju. Pewnie nie dadzą mi tego zapomnieć do końca życia, ale w tym momencie miałem to w głębokim poważaniu. „Bardzo głębokim...
   Zdziwiłem się, gdy drzwi ustąpiły, zanim w ogóle włożyłem klucz do zamka. Ale jeszcze bardziej się zdziwiłem, gdy w środku nie zastałem nikogo, kto mógłby je otworzyć. Zdenerwowany spojrzałem na szafkę, gdzie zostawiłem laptop i na jego widok odetchnąłem z ulgą. „A więc to nie kradzież...” zauważyłem przytomnie.
   - Lou? – Kate przejechała palcami po moich plecach. – Postawisz mnie?
   - A co z tego będę miał? – pozwoliłem jej stanąć na nogach, co zrobiła, ocierając się o mnie rozkosznie i wyrywając głośny jęk z moich ust.
   - Zaraz sam zobaczysz... – poszła w stronę łazienki, a ja za nią. Nie pozwoliła mi jednak wejść do środka. Jednakże zdążyłem zauważyć, że nikogo tam nie ma.
   - Ale nie każ mi długo czekać... – musnąłem jej wargi i pozwoliłem skryć się za drzwiami. Od razu sprawdziłem, czy aby na pewno nic nie zginęło. Wszystko wydawało się w porządku. „A wiec to raczej nie fanki...” Sprawdziłem okna i upewniłem się, czy zamknąłem drzwi. „Jak to możliwe? Mark zostawiłby otwarte, gdy wychodzili?” Sięgnąłem po telefon, by do niego zadzwonić. Gdy odebrał, usłyszałem również dźwięk otwieranych drzwi. Odwróciłem się na pięcie i zamarłem z komórką przy uchu. A moje drugie ja zawyło właśnie, jak zboczona postać z kreskówki, po czym uderzyła szczęką o podłogę, rozwijając język niczym czerwony dywan...
   - Lou? Coś się stało? Już idę... – głos Marka wyrwał mnie z transu.
   - Nie... – powiedziałem, ledwo rozpoznając swój głos. – Sorry... Chciałem... kogoś innego... – wydukałem, nie odrywając wzroku od zawstydzonej dziewczyny, stojącej dosłownie dwa kroki przede mną. – Zadzwonić do kogoś innego... – poprawiłem się. – Widzimy się później... Jutro... Tak...
   - Lou? – rzuciłem telefon na bok, nie patrząc nawet, gdzie wylądował. Pożerałem wzrokiem moją dziewczynę, odzianą tylko w króciutką i praktycznie przezroczystą, czerwoną koszulkę, wykończoną koronką. Na widok prześwitujących przez nią najbardziej skąpych majteczek jakie w życiu widziałem, normalnie zaschło mi w ustach, a język to chyba przykleił się do podniebienia. Nie mogłem się poruszyć i tylko moje serce pracowało coraz szybciej, pompując krew, która raczej nie była w tej chwili rozprowadzana równomiernie po moim organizmie. Byłem wręcz boleśnie twardy, więc najwyraźniej wszystkie żyły prowadzą do celu...
   - Boże... – jęknąłem, opadając na łóżko, przez co jęknąłem jeszcze głośniej, gdyż mój przyjaciel boleśnie zaprotestował.
   - Podoba ci się? – zbliżyła się powoli, zatrzymując się między moimi nogami. Moje ręce momentalnie do niej wystrzeliły, opadając na gładkich udach i sunąc ku jej biodrom. Zahaczyłem o gumkę majteczek.
   - Miałaś je na sobie przez cały czas? – wykrztusiłem głosem, którego nie rozpoznawałem, zsuwając je powoli i śledząc wzrokiem moje poczynania.
   - T-Tak... – głos jej zadrżał, gdy bielizna opadła na podłogę. Wyszła z niej sprawnie, cały czas hipnotyzując mnie swoim „spojrzeniem”.
   - Gdybym tylko wiedział, nie doszlibyśmy nawet do tej garderoby... – wyszeptałem karmiąc oczy tym niesamowitym widokiem.
   - To chyba dobrze, że nie wiedziałeś – zauważyłem jak jej „spojrzenie” pociemniało. – Dzięki temu mogłeś zobaczyć całość...
   - Tak... – pożerałem wzrokiem jej piersi, rozkoszując się tym, jak jej twarde sutki napierały na delikatną koronkę. – Chyba tak...

niedziela, 16 czerwca 2013

61




   Głośne pikanie aparatury sprawiło, że wprawdzie bardzo niechętnie, ale przerwałem pocałunek. „O kurwa... I co teraz?” wciągnąłem gwałtownie powietrze, starając się uspokoić oddech. Milion myśli i uczuć przeleciało mi przez głowę. „Najwyżej da mi po mordzie...” Odważyłem się na nią spojrzeć. „W końcu nabrała kolorów...” zauważyłem rumieńce na jej poranionej twarzy. Wpatrywała się we mnie szeroko otwartymi ze zdziwienia oczami. Oddychała równie ciężko co ja, prawie jak po szaleńczym biegu, a aparatura monitorująca jej serce wciąż okropnie hałasowała.
   - Wow... – usłyszałem, a w jej głosie było słychać niedowierzanie. Wciąż próbowałem uspokoić oddech, ale może powinienem zacząć od mojego dudniącego w piersi serca. „Może jeszcze jest szansa, że nie utnie mi za to jaj...” uśmiechnąłem się, czekając czy doda coś więcej do tej swojej wypowiedzi.
   - Wow? – spojrzałem na nią rozbawiony. Podobała mi się jej reakcja. Wciąż czułem mrowienie na swoich wargach. I miałem więcej niż chęć, by to powtórzyć. – Bo jeszcze... – moją wypowiedź przerwało pojawienie się zaniepokojonej pielęgniarki.
   - Wszystko w porządku? – odezwała się, sprawdzając wskazania aparatury i w końcu ją uciszając. – Dobrze się pani czuje? – Alex nieznacznie pokiwała głową, nie przestając się we mnie wpatrywać szeroko otwartymi oczyma. Kobieta spojrzała na mnie wymownie, opierając dłonie na biodrach. – Miał pan dać swojej dziewczynie odpocząć, panie Styles, a nie podnosić jej ciśnienie...
   - On nie... – zaczęła Alex, ale najwyraźniej sama nie wiedziała co chce powiedzieć. – My tylko... Ja nie...
   - Tylko ją pocałowałem... – wyszczerzyłem zęby w uśmiechu. – Co ja poradzę, że tak na nią działam? – pielęgniarka próbowała schować rozbawienie pod maską profesjonalizmu.
   - Tak... – zacisnęła usta, by się nie roześmiać i przestawiła coś na urządzeniu. – Następnym razem proszę poprzestać na buziaku w policzek, panie Styles. W trosce o serce pana ukochanej...
   - W trosce o jej serce, wszystko – obiecałem, unosząc dłoń jak do przysięgi. Kobieta uśmiechnęła się i opuściła pokój, przypominając mi jeszcze, że czas odwiedzin już się skończył.
   - Jesteś walnięty... – Alex kręciła głową z niedowierzaniem, ale na jej twarzy wciąż gościł delikatny uśmiech. – Wiesz co będzie jak to się wyda?
   - Nie opędzimy się od dziennikarzy – wzruszyłem ramionami. – Kogo to obchodzi? I tak są wszędzie...
   - Może mnie to obchodzi? Nie pomyślałeś o tym?
   - Daj spokój... – machnąłem ręką, przysiadając na skraju materaca i chwytając jej dłoń. „Teraz już rozumiem dlaczego Lou tak lubi bawić się palcami Kate...” – Co najmniej przez kilka tygodni nie wyjdziesz z łóżka. Jedynym kto ci może zrobić zdjęcia, będę ja – puściłem jej oczko, po czym dodałem, udając rozczarowanie. – Chociaż jak na razie do rozbieranej sesji się nie nadajesz...
   - Idiota... – westchnęła, uśmiechając się pod nosem.
   - Jak to możliwe, że w twoich ustach brzmi to jak słodki komplement? – spojrzałem na nią ruszając wymownie brwiami.
   - Bo jesteś walnięty – parsknęła, przymykając powieki i krzywiąc się z bólu. „Takich worów pod oczami nie miała nawet po podwójnej zmianie...” zauważyłem.
   - Jesteś wykończona... – stwierdziłem oczywiste i podniosłem się. – Pójdę już i pozwolę ci odpocząć...
   - Łaskawco... – uśmiechnęła się, zerkając na mnie. Zapatrzyłem się w jej czekoladowe oczy... „Czy ona zawsze tak na mnie patrzyła?
   - Przyjdę jutro – powiedziałem, przenosząc wzrok na jej usta. „Ostatecznie nie urwała mi jajek, więc może...
   - Wiedziałam, że nic co piękne nie trwa wiecznie... – westchnęła, zwilżając wargi językiem. „Rób mi tak jeszcze...” jęknąłem w myślach, pochylając się nad nią. – C-co ty wyprawiasz, Styles?
   - Sprawdzam, czy ta aparatura... – zawisłem milimetry od jej ust – wciąż działa...
   Tym razem to ona pocałowała mnie...

   Coś mokrego i obślizłego wylądowało na mojej twarzy, wyrywając mnie z zamyślenia. „A może śniłem na jawie?” Rechot Nialla szybko wskazał winowajcę.
   - Co jest? – spojrzałem na blondyna, unosząc brwi. – Czego chcesz?
   - Szybko wczoraj wróciłeś... – zauważył Liam, dolewając sobie herbaty. Pewnie jego radar się włączył, mówiąc mu, że nie jestem w nastroju na głupie żarty blondyna i postanowił odwrócić od niego moją uwagę.
   - Pielęgniarka mnie wywaliła – uśmiechnąłem się, przypominając sobie spojrzenie, jakim mnie obrzuciła, gdy drugi raz przybiegła, zaalarmowana pikaniem aparatury.
   - A co zrobiłeś? Obmacywałeś się z Alex? – parsknął Horan, ale dość szybko umilkł, wpatrując się we mnie uważnie. – Serio?
   - Co? Nie...
   - Już ci wierzę...
   - Zajmij się lepiej swoim śniadaniem – mruknąłem, zerkając w stronę wejścia do restauracji. – No proszę, nasze śpiochy! – zawołałem, a pół sali obejrzało się w stronę drzwi. – W ostatniej chwili. Jeszcze moment i Niall pożarłby wszystko...
   Obserwowałem jak przyjaciel trzyma Kate za rękę i idą w naszą stronę. Uśmiechnąłem się, widząc na jej twarzy nieodłączny rumieniec. „Poranek musiał być niezwykle udany...” Przywitali się z nami i wcisnęli obok Zayna, który wydawał się nagle bardzo ożywiony. „Czy on jeszcze przed chwilą nie wyglądał, jakby spał z otwartymi oczami?
   - Dzień dobry wszystkim – Paul oparł się dłońmi na ramionach Liama. – Wypoczęci? Lepiej nie odpowiadajcie – zaśmiał się, słysząc jęki co po niektórych. – Autokar już czeka. Za pół godziny ruszamy... – spojrzał na mnie. – Andy z tobą zostaje. Tylko bez żadnych numerów, Harry. Jutro punkt dwunasta widzę cię na próbie i nie radzę się spóźnić, bo inaczej pogadamy...
   - Uuu... – zawył Niall, sięgając po kolejną kanapkę. – Czy to nie podchodzi pod groźby karalne?
   - Ja ci zaraz pokażę, co podchodzi – Paul rzucił w niego czapeczką. – Czy nie powiedziałeś mi, że tym razem nic nie zostawiłeś w pokoju?
   - No przecież trzy razy sprawdzałem! – bronił się Horan. – To jakiś spisek! Ktoś musiał to podrzucić...
   - Taaa, ktoś... – zaśmiałem się.
   - Nie jedziesz z nami Harry? – Kate wbiła we mnie to swoje przeszywające „spojrzenie”. Dreszcz przebiegł mi po kręgosłupie. „Jak ona to robi?
   - Nieee... – uruchomiłem dodatkowe szare komórki, by przypadkiem nic nie chlapnąć. – Umówiłem się... Dojadę do was jutro, Mała... A co? Będziesz tęsknić?
   - Za tobą? – parsknął Louis. – Jeszcze czego...
   - Będziesz może miał czas, by odwiedzić Alex? – zapytała cicho. „Gdybyś tylko wiedziała...
   - Właściwie mam to w planach – uśmiechnąłem się. – Myślałem, żeby jej podrzucić kilka rzeczy do szpitala – powiedziałem. – Masz jakiś pomysł, co może być jej potrzebne?


   Patrzyłem jak wiatr rozwiewał włosy Kate, tworząc wokół jej głowy czekoladową aureolę. Wyglądała przepięknie... Siedziała przy otwartym oknie, zaciskając palce na kamiennym blacie i z zamkniętymi oczami wystawiała twarz na działanie świeżego powietrza. Uśmiechała się w ten typowy dla siebie sposób, ledwo unosząc kąciki ust. W takich chwilach najbardziej przypominała leśnego elfa... Okupowałem kanapę, trzymając stopy na fotelu obok niej.
   - Może jednak weźmiesz tą pastylkę? Po co masz się męczyć? – zaproponowałem. Uśmiech rozświetlił jej twarz. Uniosła powieki i całą sobą odwróciła się w moją stronę, kładąc nogi miedzy moimi.
   - Nie trzeba – zrzuciła baleriny ze stóp, a mój wzrok od razu powędrował na pokryte czerwonym lakierem paznokcie. – Mark powiedział, że to mniej niż godzina jazdy. Wytrzymam...
   - Ja nie wytrzymam... – jęknął Niall, odstawiając pustą butelkę po wodzie. – Dlaczego tu jest tak gorąco? Normalnie spodnie mi się lepią do tyłka...
   - Trzeba było nie zakładać tych dżinsów – rzucił Liam, który do tej pory zajęty był pisaniem z Danielle. - Zawsze możesz iść się przebrać...
   - Nie chcę mi się... – burknął blondyn, zerkając z wyrzutem w stronę klimatyzacji. Po chwili podniósł się z głośnym westchnieniem i poszedł bez słowa na górę.
   - Macie jakieś plany na dziś? – Liam zerknął w moją stronę. – Może wybierzecie się ze mną...
   - Przykro mi przyjacielu – przerwałem mu nim dokończył. – Zabieram moją dziewczynę na romantyczny spacer śladami Beatlesów... – Zauważyłem, że Kate uśmiecha się szeroko, znów odwracając twarz w stronę otwartego okna. – Możemy wieczorem coś porobić razem...
   - Jasne...
   - Od razu lepiej – Niall opadł na siedzenie obok mnie i szczerzył się przy tym niemiłosiernie. – Pierwsze co zrobię, gdy dojedziemy do hotelu, to prysznic.
   - Może pójdziesz ze mną na zakupy? – zaproponował Liam. – Chcę zaliczyć ten sklep, o którym mówił Andy...
   - O ile zaliczymy też Nando's – Payne wzruszył ramionami. – W takim razie prysznic zaczeka...

   - Czuję się prawie jak na podwójnej randce – zaśmiałem się, wręczając lody Prestonowi. – W sumie to nawet ładnie razem wyglądacie...
   - Bardzo śmieszne – mruknął Mark, ale raczej nie wydawał się urażony. – To gdzie chcecie usiąść? – rozejrzałem się dookoła. Wyszczerzyłem zęby w uśmiechu, znajdując idealne miejsce.
   - My, tam – wskazałem głową zacieniony trawnik pod drzewem. – A wy się nie krępujcie... – pociągnąłem Kate za sobą. – Potrzymasz, skarbie? – podałem jej mojego loda i rozsiadłem się wygodnie, opierając o pień.
   - Lou! – pisnęła, gdy pociągnąłem ją za biodra i posadziłem sobie na udach.
   - Masz za jasne spodnie do siedzenia na trawie – powiedziałem, skradając jej całusa i odbierając moją porcję pyszności. – A poza tym, mogę sobie ciebie bezkarnie pomacać... – jej policzki momentalnie zmieniły kolor. – Uwielbiam te twoje rumieńce... – szepnąłem jej do ucha, przygryzając je lekko. – Nawet sobie nie wyobrażasz jak to strasznie mnie kręci...
   - Naprawdę? – zauważyłem rozbawienie w jej oczach. I coś jeszcze. „Pożądanie?” zgadywałem. „Komuś tu się marzy...” usłyszałem moje drugie ja. Nachyliłem się widząc, że teraz ona chce mi coś powiedzieć na ucho. – A co jeszcze cię kręci? – wciągnąłem gwałtownie powietrze i prawie zakrztusiłem się własną śliną, a to zboczone coś w mojej głowie właśnie rozwinęło, niczym dywan, całą listę możliwości... Zerknąłem na jej minę niewiniątka. Może i bym w nią uwierzył, gdyby nie ten psotny błysk w oczach i ta przygryziona warga, która niezmiennie doprowadzała mnie do szaleństwa...
   - Mógłbym ci powiedzieć, kochanie, ale obawiam się, że miałbym wtedy spory problem i doprawdy nie wiem jak miałabyś mi pomóc go tutaj rozwiązać...
   - Ja? – zdziwiła się rozbawiona. – Ale to przecież byłby twój problem... – zapatrzyłem się na jej język, prześlizgujący się po zimnej powierzchni loda. „Stary... Tylko sobie wyobraź...” odezwał się ten wredny głos w mojej głowie. „Nie! Nie rób tego!” przeniosłem wzrok na ochroniarzy, próbując wyrzucić niechciane myśli. Rozmawiali zawzięcie, jednocześnie omiatając spojrzeniami ludzi dookoła. „Za późno...” znów rozległo się w mojej głowie i momentalnie pojawiły się w niej obrazy, na które zdecydowanie nie był ani czas, ani miejsce. Ująłem brodę dziewczyny i wpiłem się w jej usta, smakując ich wnętrze i starając się zastąpić obrazy w głowie innymi.
   - Lou!!! To Louis! Lou!!! Lou! – dziecięce piski zdecydowanie pomogły mi ochłonąć. Oderwałem się od słodkich ust Kate i spojrzałem na trzy dziewczynki, biegnące co sił w naszą stronę.
   - No i to by było na tyle, jeżeli chodzi o urocze sam na sam... – mruknąłem, kiwając uspokajająco chłopakom. – A do naszej problematycznej rozmowy wrócimy później – zdążyłem jeszcze szepnąć Kate do ucha i wywołać kolejny uroczy rumieniec, nim dorwały nas rozentuzjazmowane fanki.


   - Ja ciebie też... – powiedziałam do telefonu, żegnając się z przyjaciółką. – Do jutra...
   - Już? – usłyszałam rozbawiony głos Louisa tuż przy moim uchu. Przez całą rozmowę opierałam się o niego plecami, a on obejmował mnie w pasie, cierpliwie czekając, aż skończę. – Jak ona się czuje?
   - Mówi, że dobrze... – oddałam mu komórkę. – Właśnie Harry do niej przyszedł... – dodałam, odtwarzając w głowie słowa, którymi się z nią przywitał, nie wiedząc, że słyszę. „Koniecznie muszę ją o to zapytać następnym razem...” postanowiłam, uśmiechając się. „Kto by pomyślał...
   - Wcale mnie to nie dziwi – zaśmiał się głośno. Splótł nasze dłonie razem i mogliśmy kontynuować spacer po parku.
   - Nie?
   - Nie. Polubił ją... – musiał przerwać wypowiedź, by zamienić kilka słów z kolejnymi fankami. Po kilku minutach kontynuował. – Jestem prawie pewien, że został tam tylko dla niej. A przynajmniej nic mi nie wiadomo, by miał mieć jakieś inne powody...
   - Alex też go bardzo lubi... – powiedziałam, uśmiechając się i odpowiadając na pozdrowienia kolejnych wielbicielek Louisa. Wsłuchiwałam się w wesołe wymiany zdań między nimi, a moim chłopakiem „Zdecydowanie jest w swoim żywiole...
   - Katy, czy to prawda, że nie widzisz? – zamarłam na chwilę, słysząc słowa dziewczynki. Chyba przyzwyczaiłam się, że ostatnimi czasy nikt już nie zwracał na mnie uwagi, a przynajmniej nie zadawał pytań tak bezpośrednio.
   - Tak, to prawda – uśmiechnęłam się.
   - Jak to się stało? Nie można tego wyleczyć? Dlaczego? Co? To niesprawiedliwe... – wszystkie zaczęły mówić w tym samym momencie i dopiero Lou jakoś je uspokoił.
   - Miałam wypadek, jak byłam mała – odezwałam się, wciąż uśmiechając się do nich przyjaźnie. – Niestety nic nie można z tym zrobić...
   - W ogóle nie widać, że nie widzisz – zapewniła mnie szybko jedna z nich. – Gdy Rachel nam powiedziała, to najpierw wcale jej nie uwierzyłyśmy...
   - A ty jak się domyśliłaś? – wtrącił się Louis, obejmując mnie ramieniem i całując w czoło.
   - Właściwie, to się nie domyśliłam... Mama mi powiedziała.
   - A ona skąd wiedziała? – zainteresował się Lou.
   - Pracuje jako nauczycielka w szkole, do której chodzą dzieci niewidome i nie tylko... – powiedziała. – Słuchałyśmy razem audycji w radio i potem chciałam jej pokazać jak wygląda Katy, więc znalazłam jakiś filmik w internecie... Jakoś się domyśliła...
   - A to tajemnica? – zapytała jej koleżanka.
   - Nie, żadna tajemnica – zapewniłam ją, uśmiechając się. – Raczej nie da się ukryć czegoś takiego...
   - No nie wiem – zaśmiała się. – Całkiem dobrze ci to wychodzi. Naprawdę nic nie widać...
   Pół godziny później było czuć w powietrzu zbliżający się deszcz. Pożegnaliśmy się z kolejnymi wielbicielkami zespołu i ruszyliśmy przed siebie...
   - Miało być romantyczne sam na sam, a wychodzi na to, że spędzamy dzień z fankami... – westchnął Louis. – Chyba kolejnym razem muszę wymyślić coś innego...
   - Dlaczego? – zdziwiłam się. – Mi się ten dzień bardzo podoba...
   - Jesteś za dobra... – przyciągnął mnie do siebie i otoczył ramionami. – Założę się, że nasze zdjęcia rządzą dziś w internecie – szepnął mi do ucha.
   - Co? Ale... – przerwał mi, zamykając usta swoimi.
   - Dajmy dziewczynom jakieś naprawdę dobre fotki – zaśmiał się. – Chodzą za nami od kilku godzin...
   - Co? – zdziwiłam się, jednak szybko zrozumiałam, gdy tylko usłyszałam zbliżające się kroki i podniecone szepty. – Czyżby w końcu się odważyły? – zapytałam.
   - Na to wygląda – ucałował mnie w czubek nosa i znów splótł nasze dłonie. A potem kolejny raz dzisiaj otoczyli nas jego fani. Dopiero deszcz sprawił, że pożegnaliśmy się z dziewczynami i zdecydowanie szybszym krokiem poszliśmy dalej.
   - Chyba czas wracać... – powiedziałam, unosząc twarz ku górze.
   - Najwyraźniej... – zgodził się ze mną. – Preston, pójdziesz po samochód? Zaczekamy przy schodach... – szłam obok Louisa, wsłuchując się w dźwięki dookoła mnie. Deszcz był zbawieniem po tym upalnym dniu. Miałam wręcz wrażenie, że czuję iż ziemia paruje w kontakcie z nim... – Schody przed nami, skarbie – usłyszałam ciepły głos, który za każdym razem sprawiał, że cudowne dreszcze przepływały przez moje ciało. – Dużo schodów...
   „Kiedy to się stało, że Lou tak doskonale potrafił się odnaleźć w świecie, gdzie musiał być moim przewodnikiem?” uśmiechnęłam się do swoich myśli. Pewnie nawet nie zdawał sobie sprawy, że odruchowo zwolnił, gdy doszliśmy do pierwszego stopnia. A może wiedział, że to mi wystarczy... To i mocniejsze uścisk jego dłoni... Czułam obecność Marka za plecami. Udało nam się pokonać ledwo kilka schodków, gdy znów zostaliśmy otoczeni wianuszkiem zachwyconych fanek. Mówiły jedna przez drugą, a w ich głosie było słychać wielką radość i podniecenie. Uśmiechałam się, słysząc dowcipne odpowiedzi Louisa na niektóre ich pytania. Puścił na moment moją dłoń, by złożyć tak bardzo upragnione przez dziewczynki podpisy.
   A potem poczułam tylko mocne szarpnięcie. „A może ktoś mnie popchnął?” Wyciągnęłam ręce przed siebie, próbując jakoś zamortyzować upadek, który niewątpliwie będzie bolesny. Moją głowę wypełniły przeróżne dźwięki... Przerażony głos Luisa, krzyki dziewczynek, zdenerwowany Mark... Wszystko od razu przestało mieć znaczenie, gdy pierwsza fala bólu uderzyła w moje ciało. Ale nie to było najgorsze. W końcu nie przewróciłam się pierwszy, ani ostatni raz. Najgorsze były słowa mężczyzny pochylającego się nade mną.
   - Widzę cię...
   I tyle. Dwa słowa i wszystko inne przestało mieć znaczenie. „To niemożliwe...” oddech uwiązł mi w płucach, a serce tłukło się w piersi. Próbowałam przekonać samą siebie, że to nie może być prawda, podczas gdy Lou ostrożnie brał mnie na ręce, delikatnie sprawdzając bolesne obrażenia...
   - Samochód już jest – odezwał się cicho Mark. Starałam się uśmiechnąć, uspokoić, ale te dwa słowa dudniły w mojej głowie, mrożąc krew w żyłach. Słyszałam je tak głośno i wyraźnie jak wtedy... I były równie przerażające.


   Opierałem się o metalową balustradę, ziewając i kończąc kolejnego papierosa. Zauważyłem nasz samochód, z którego szybko wyskoczył Mark i Louis. Fani za ogrodzeniem momentalnie zwiększyli decybele. Gdy Lou wziął Kate na ręce i pognał do wejścia, poczułem, że włosy jeżą mi się na karku. „Coś się stało...” wyrzuciłem niedopałek i pobiegłem zaczekać na nich przy windzie. Otworzyła się dosłownie dwie minuty później, a moim oczom ukazał się zdenerwowany Louis w pokrwawionej i brudnej koszulce i Kate... „O Boże...
   - Co się stało? – wykrztusiłem, idąc za nimi.
   - Otworzysz? – Lou spojrzał na mnie pytająco. – Klucz mam w tylnej kieszeni...
   - Co się stało? – powtórzyłem pytanie, robiąc to o co mnie prosił i puszczając ich przodem.
   - Przyniosę apteczkę – odezwał się Mark i wyszedł, zatrzaskując za sobą drzwi.
   Lou posadził Kate na kamiennym blacie w łazience i od razu zabrał się za przemywanie jej skaleczeń mokrym ręcznikiem. „No kurwa, czy ktoś mi w końcu może odpowiedzieć?” byłem już równie zdenerwowany, co on.
   - Co...
   - Spadłam ze schodów – odezwała się cicho Kate, przygryzając wargę.
   - Ten idiota cię zepchnął! – warknął Lou, mocząc kolejny ręcznik w ciepłej wodzie. – Normalnie popchnął ją z całej siły, gdy byliśmy na tych wysokich schodach obok parku! – aż otworzyłem usta zszokowany, gdy uzmysłowiłem sobie, gdzie to miało miejsce. – Dlaczego puściłem twoją dłoń? Boże... – sięgnął po kolejny ręcznik.
   - Nawet tak nie myśl – Kate delikatnie dotknęła jego policzka. – Przecież nic mi się nie stało... – patrzyłem na jej zdarte do krwi kolana i dłonie... „Nie wiem, czy to takie nic...” Poszedłem otworzyć, gdy rozległo się pukanie do drzwi. Wróciłem już w towarzystwie ochroniarza. – Daj mi tą apteczkę, proszę – dziewczyna wyciągnęła poranioną dłoń i odebrała czerwoną torbę. – Dzięki, Mark. Idź odpocząć. Już dzisiaj nigdzie nie będziemy wychodzić...
   - Na pewno? Mogę...
   - Na pewno – odezwał się Louis. – Dzięki stary...
   - Nie ma za co. To dobranoc. I dzwońcie jakby co... – pożegnał się i po chwili znów zatrzaskiwał za sobą drzwi.
   - Oddaj mi to – wyjąłem jej apteczkę z dłoni i zacząłem przeglądać zawartość. – Chyba będzie szczypało – powiedziałem, podając przyjacielowi odpowiednią buteleczkę i opatrunki.
   Patrząc na niego widziałem, że był na siebie wściekły, ale każdy jego dotyk, gest w stronę Kate, był delikatny i przepełniony miłością. Odetchnąłem głęboko, podając mu maść na skaleczenia i śledząc wzrokiem jak ostrożnie wciera ją w rany na ciele dziewczyny. Wciągnąłem gwałtownie powietrze, gdy moje myśli zawędrowały za daleko... Zabrałem się za sprzątanie powstałego bałaganu, podczas gdy Lou zabrał Kate, by przebrała się w coś czystego. Gdy skończyłem porządki, przeniosłem się na kanapę. Po chwili pojawił się Louis, w szarych dresach i podkoszulku.
   - Ten dzieciak zrobił to specjalnie – powiedział, sięgając do lodówki po napój. – To w najmniejszym stopniu nie wyglądało na wypadek – spojrzał na mnie, a w jego oczach widziałem, że jest pewny tego, co mówi. – Jak to możliwe?
   - Myślisz, że to on? – zapytałem szeptem, nachylając się w jego stronę. – Ale skąd wiedział, gdzie będziecie?
   - Pół kraju wie, że jesteśmy w Liverpoolu... – warknął. – Może przesadzam, ale to nie był przypadek... Boże, gdybym tylko nie puścił jej dłoni...
   - Lou... – zacząłem.
   - Puściłem ją tylko na moment, by podpisać się tym fankom – przeczesał nerwowo włosy palcami. – To była dosłownie minuta...
   - To nie twoja wina... – odwróciłem się, słysząc głos Kate. Wyglądała na jeszcze drobniejszą w za dużym podkoszulku Louisa. Miałem ochotę się skopać, gdy pierwszą moją myślą było to, czy ma pod spodem jakieś szorty... Podszedł do niej i zgarnął ją w ramiona, a ja z całej siły starałem się odwrócić wzrok od unoszącego się brzegu koszulki. Raczej mi się to nie udało, skoro zdążyłem zauważyć czarną lamówkę króciutkich spodenek. „Weź się w garść idioto!” Spoliczkowałem siebie kilka razy w myślach, ale na niewiele to się zdało, bo nadal pożerałem wzrokiem jej tyłek, podczas gdy oni szeptali coś sobie po cichu. „Chyba powinienem się stąd ewakuować...” podnioslem się z kanapy. – Obejrzysz z nami film, Zayn?
   - Co? – jej propozycja była zdecydowanie nie na miejscu. „Czy ona nie wie, że powinna mnie stąd wywalić na zbity pysk?” – Film?
   - O wampirach... – posłała mi uśmiech, od którego moje serce tłukło się w piersi jak szalone.
   - Ten co ostatnio? – zapytałem, próbując wymyślić pretekst, by odmówić. „Choć Bóg mi świadkiem, że nie chciałem odmawiać.
   - Nie – roześmiała się radośnie, a ja już byłem stracony. „Już wiem, jak kusiły syreny...” westchnąłem. – Drugą część. Skończyłam czytać książkę i Lou obiecał, że poświęci się i obejrzy ze mną – spojrzałem na przyjaciela, który najwyraźniej wciąż w głowie przeżywał dzisiejsze wydarzenia. – Dasz się też potorturować? Może nawet będą jakieś piękne wampirzyce... – kusiła i nawet nie zdawała sobie sprawy, że dla niej zgodziłbym się na wszystko.
   - No, ewentualnie... – westchnąłem przesadnie. – Myślę, że Lou będzie potrzebował męskiego wsparcia w tych męczarniach...
   Wiedziałem, że błędem było się zgodzić. Ale jaki wielki błąd popełniłem, zdałem sobie sprawę dopiero wtedy, gdy zaciągnęła mnie do sypialni. „Zwiewaj, póki możesz...” dobre rady od mojego sumienia. „Dlaczego ja nigdy nie potrafiłem z nich mądrze skorzystać?” Stałem niczym sparaliżowany, patrząc jak dziewczyna wdrapuje się na łóżko i opiera o jego wezgłowie. Louis podłączał właśnie laptopa do telewizora wiszącego na ścianie i po minucie dały się słyszeć pierwsze dźwięki odtwarzanej płyty.
   - No, chodźcie... – Kate uśmiechnęła się pięknie, klepiąc miejsca obok siebie z jednej i drugiej strony. Lou ułożył się obok niej z uśmiechem na ustach i od razu otoczył ją ramieniem, mrucząc pod nosem coś o tym, jak to się musi poświęcać... Nie mogłem tego zrobić. Nie powinienem. Stałem niepewny kombinując, jak by tu zwiać. „Czy on nie zdaje sobie sprawy, że kiedy ją obejmuje, to ta koszulka unosi się zdecydowanie za wysoko?” – Zayn?
   - Może wolicie zostać sami? – zapytałem niepewnie licząc, że zboczone ja Louisa zrozumie do czego zmierzam.
   - Chodź... – Kate wyciągnęła do mnie poranioną dłoń, a ja nie moglem zrobić nic innego, jak ująć jej drobne palce. Przyciągnęła mnie do siebie i po chwili siedziałem obok niej, opierając się o poduszki i zastanawiając, jak do tego doszło i jak to się skończy. – A teraz cicho, bo się zaczyna...
   - To jeszcze reklamy, kochanie... – powiedział Lou i w końcu szczerze się uśmiechnął.
   - Ale też są ciekawe... – ułożyła się wygodnie, oparta o niego i otoczona jego ramieniem.
   Skłamałbym, gdybym powiedział, że zwróciłem uwagę na choćby sekundę odtwarzanego filmu. Zbyt byłem skupiony na jej bosych stopach, szturchających mnie delikatnie za każdym razem, gdy się poruszyła. I za bardzo byłem skoncentrowany na tym, by nie gapić się na jej zgrabny tyłeczek wystający spod zdecydowanie za krótkiej koszulki. Powinienem stąd wyjść już wtedy, gdy zorientowałem się, że zasnęła wtulona w Louisa. Zamiast tego udawałem, że oglądam film i katowałem się ciepłem jej ciała, które czułem przez materiał spodni w miejscu, gdzie dotykały mnie jej wypięte pośladki. „W o wiele za krótkich szortach...


   Z całej siły napierałam na drzwi szarpiąc w panice klamkę. Ani drgnęły. Miałam wrażenie, że to miejsce kpi sobie ze mnie, tak jak potwór, do którego należy. Motałam się w poszukiwaniu wyjścia z tej pułapki. Ale z każdym uderzeniem serca szanse były mniejsze. Strach nie pozwalał mi trzeźwo myśleć, a moje niby wyostrzone zmysły na nic się zdały w tej jego chorej grze...
   - Widzę cię...
   „Boże, niech on przestanie...” błagałam w myślach, modląc się do wszystkich świętości. Odepchnęłam się od drewnianej powierzchni i próbowałam uciec od niego jak najdalej, jednocześnie szukając czegokolwiek, co mogło by mi w tym pomóc. Ryk telewizora sprawiał, że nie miałam zielonego pojęcia, gdzie on się znajdował. Nie słyszałam jego kroków, a w chwilach, gdy postanowił się odezwać, zawsze okazywało się, że jest przerażająco blisko...
   Kolejny mebel na mojej drodze i kolejne bolesne uderzenie. I jego śmiech... Grał ze mną w jakąś chorą grę i najwyraźniej przegrywałam. „Boże... Proszę... Niech on przesta...” wpadłam w biegu na krzesło, przewracając się razem z nim i boleśnie przygryzając wagę.
   - Stąd nie ma ucieczki, Kate... – usłyszałam z lewej strony. Zerwałam się na nogi walcząc z bólem i uciekając w przeciwnym kierunku. Wyciągniętymi przed siebie dłońmi, próbowałam zapewnić sobie choć minimum bezpieczeństwa, ale to miejsce musiało przypominać graciarnie, bo nie mogłam zrobić kroku, by na coś nie wpaść. Nagle głośna muzyka ryknęła mi prosto w twarz tak, że mogłam poczuć nawet podmuch powietrza wprawionego w drganie przez głośniki. Krzyknęłam przerażona.
   - Przestań! Proszę... – wiedziałam, że to na nic. Sama nie wiem, dlaczego wciąż błagałam... Coś stuknęło z prawej strony, więc próbowałam uciec w lewo, nieustannie szukając miejsca, gdzie będę mogła się schować. Choć na chwilę. By pomyśleć... Kolejny bolesny upadek. Tym razem przeleciałam nad pufą, która podcięła mi nogi. Kontynuowałam ucieczkę na kolanach, by podnieść się po chwili. Znalazłam wnękę w ścianie i skuliłam się w niej próbując złapać oddech. Czułam, że krew powoli tworzy skorupę na mojej skroni...
   - Widzę cię... – i znów ten jego złowieszczy rechot. Miałam ochotę zatkać sobie uszy, ale przecież nie mogłam tego zrobić. – Nie możesz się przede mną schować, Kate...
   Pisnęłam przerażona, gdy coś uderzyło mnie w głowę. Wymachiwałam w panice rękoma, by to zrzucić, ale okazało się, że walczę z małą poduszką. „Widzi mnie... Boże...” Opuściłam złudne schronienie szybciej niż się w nim znalazłam. Przez ten wszechogarniający hałas nic nie słyszałam. Nic, oprócz szaleńczego bicia mojego serca. Je słyszałam aż za bardzo. Tłukło się w piersi, jakby miało zamiar z niej wyskoczyć. Było mi zimno i gorąco jednocześnie. Strach wiązał mi nogi i sprawiał, że poruszanie się po tym domu, było strasznie bolesne. Trzaśnięcie drzwi przede mną. „Boże, biegnę prosto na niego?” Wyhamowałam gwałtownie, lądując na podłodze i zdzierając sobie przy tym kolana. Odwróciłam się tak szybko, jak tylko mogłam i próbowałam biec w przeciwnym kierunku. Początkowo podpierając się rękoma, a potem z dłońmi wyciągniętymi przed siebie. Nie udało mi się zrobić nawet pięciu kroków, gdy z całym impetem wpadłam na niego i momentalnie poczułam jego palce, boleśnie zaciskające się na moich ramionach.
   - Uwielbiam się z tobą bawić... – usłyszałam jego przerażający głos przy uchu. – Ale już mi się znudziła ta gra. Pora na inną – powiedział i pchnął mnie z całej siły tak, że wylądowałam na ścianie, z impetem uderzając w nią czołem. Nawet nie zdążyłam się od niej odbić, gdy jego dłoń zacisnęła się na moim karku i docisnęła mnie do zimnej powierzchni. I znów poczułam jego oddech na skórze, a dreszcz przerażenia przebiegł mi po kręgosłupie. – Mam nadzieję, że nie przestaniesz walczyć do samego końca... – jego druga dłoń boleśnie zacisnęła się na mojej piersi. – Nawet nie wiesz, jak na mnie działa twój strach... – szamotałam się, próbując się wyrwać, ale jedyne co osiągnęłam, to mocniejsze zakleszczenie się jego paców. – Zapamiętaj sobie jedno... – drżałam z przerażenia. – Ja widzę wszystko... – usłyszałam szczęk zamka i skrzypienie drzwi obok mnie. – A teraz się zabawimy... – oderwał mnie od ściany i pchnął do kolejnego pomieszczenia. Tym razem upadek nie był bolesny, ale jeszcze bardziej zmroził mi krew w żyłach. Łóżko. Zatrzasnął za sobą drzwi i znów usłyszałam szczęk zamka. „Przynajmniej hałas już nie dudnił mi w uszach...” Przeturlałam się w lewo z całym impetem wpadając na stojącą tam komodę, przy okazji zrzucając z niej jakieś przedmioty.
   - Nieee! – zawyłam przerażona, gdy zdałam sobie sprawę, że zagonił mnie w róg pomieszczenia i nie było stąd ucieczki. Próbowałam znaleźć coś czym mogłabym się bronić, ale jak na złość moje dłonie nie mogły na nic natrafić.
   - I co teraz, mądralo? – śmiał mi się prosto w twarz. „A mówią, że potwory nie istnieją...” Był blisko. Tak blisko, że słyszałam jego przyspieszony oddech. Odepchnęłam się od ściany, licząc chyba na to, że go jakoś zaskoczę i może zdążę doskoczyć do drzwi. „Może mogłabym go tu zamknąć...” Tak samo szybko jak w mojej głowie pojawiła się ta myśl, tak szybko zniknęła, gdy poczułam jego palce boleśnie zaciskające się na moim łokciu. – Zaczynasz mnie denerwować... – warknął, rzucając mną przez pokój niczym workiem kartofli. Nie zdążyłam się nawet podnieść, gdy był już przy mnie i znów próbował wcisnąć mi głowę w ścianę. – Znudziła mi się ta pogoń – wykręcił mi ręce do tyłu i unieruchomił . – A teraz przeproś – ponownie uderzył mną w twarda powierzchnię.
   - Jesteś chory... – załkałam, mimo iż wszystko w środku mnie krzyczało, by go przeprosić. By błagać o wybaczenie. Nawet lizać mu buty, jeśli będzie trzeba.
   - Nie ładnie... Nie ładnie... Nawet sobie nie zdajesz sprawy jak podnieca mnie fakt, że jesteś taką zadziorą... – przywarł do mnie całym ciałem i mogłam poczuć, że jego słowa są przerażająco prawdziwe. „Przeproś!” krzyczało moje drugie ja. „Natychmiast!
   - P-Przepraszam... – powiedziałam, trzęsąc się ze strachu.
   - Przepraszam, panie dyrektorze...
   - Przepraszam, p-panie d-dyrektorze... – powtórzyłam licząc, że może to coś zmieni.
   - A jednak potrafisz, kiedy się postarasz... – roześmiał się, cały czas ocierając się o mnie swoją erekcją. – A jak mi to wynagrodzisz? – przejechał językiem po mojej szyi. Po czym oderwał mnie od ściany i pchnął na łóżko. – Rusz się tylko, a zerżnę cię tak, że nie będziesz mogła chodzić – warknął, a jego słowa sprawiły, że zastygłam w miejscu, szczękając zębami z przerażenia. – Grzeczna dziewczynka... – ucieszył się. Leżałam na gładkiej pościeli i bałam się nawet oddychać. Teraz żałowałam, że hałas z sąsiedniego pomieszczenia tu nie dociera. Słyszałam jak kolejne części jego garderoby opadają na podłogę. Strach mnie sparaliżował. Powinnam uciekać, walczyć, a tymczasem leżałam jak kłoda. – Usiądź – rozkazał. „To nie mogłam być ja...” próbowałam sobie wmówić. Przecież nie wykonywałabym jego chorych poleceń... A tymczasem właśnie to robiłam... – Otwórz buzię – „Co? Nie! Nie, nie nie...” – No dalej – warknął i z całej siły uderzył mnie w twarz. – Powoli kończy mi się cierpliwość... – boleśnie chwycił mnie za szczękę i wepchnął mi palca do ust. – A teraz ssij – „Boże, nie...” – Nie każ mi się powtarzać, bo dopiero wtedy zaboli... – zrobiłam co kazał, z całej siły walcząc z wymiotami. Łzy spływały po moich policzkach, ale już nie umiałam nad nimi zapanować. – Dobrze... Trochę mocniej - zabrał dłoń z mojej twarzy. To, co po chwili usłyszałam, przeraziło mnie jeszcze bardziej. – Daj rękę – zacisnęłam palce na pościeli. – Dawaj! – pochylił się i złapał mnie za nadgarstek. Z całej siły zaciskałam pięść i nie pozwalałam mu rozprostować palców. – Ostatni raz ci mówię – warknął.
   - Proszę, nie... – błagałam o litość. Już chyba wolałabym, by mnie zatłukł na śmierć. – Nie rób tego... Proszę...
   - Zamknij się! – ryknął i kolejny raz jego dłoń wylądowała na mojej twarzy. Pchnął mnie do tyłu i opadł na mnie całym swoim ciężarem. – Sam tego chciałaś...
   - Nie! – krzyknęłam, okładając go pięściami, ale szybko unieruchomił mi ręce nad głową, miażdżąc nadgarstki w mocnym uścisku. Poczułam jego dłoń majstrującą przy moich spodniach. Szamotałam się, próbując się wyswobodzić, ale on tylko śmiał się z moich wysiłków.
   - Spodoba ci się... – nachylił się nade mną i szepnął mi do ucha. – Nauczę cię, jak sprawić mi przyjemność. A jak będziesz grzeczna, to może i tobie będzie dobrze... – wsunął mi dłoń w majtki i chyba dopiero wtedy, mój mózg postanowił zebrać się w sobie i zawalczyć jeszcze raz. Zacisnęłam uda z całej siły. Słyszałam jak sapał mi obrzydliwie przy uchu, co chwilę przejeżdżając językiem po mojej skórze. Ledwo mogłam oddychać, przyciśnięta jego cielskiem.
   - Aaa!!! – zawył, gdy w ostatnim przebłysku odwagi z całej siły zacisnęłam zęby na jego uchu.  Poczułam metaliczny smak krwi w ustach. Tym razem nie mojej. – Ty dziwko! – ryknął, odrywając się ode mnie. Wiedziałam, że za to oberwę, ale wszystko jest lepsze... I momentalnie wściekłe uderzenia zaczęły spadać na moją głowę i ciało. – Kurwa! Ty jebana... – szarpnął mnie za włosy i pociągnął do siebie. – Zatłukę cię za to! – pchnął mnie na ścianę tak mocno, że aż zadudniło. Od razu mnie dopadł i zacisnął dłonie na mojej szyi. „Udusi mnie?” Nie wiem dlaczego ta myśl wydawała mi się zabawna. „Wybrałam śmierć w męczarniach, a on tak po prostu chciał mnie udusić...” Płuca paliły mnie żywym ogniem, a palce bezskutecznie próbowały poluzować jego uścisk. Nie wiem, po co walczyłam. Przecież tak było lepiej. Jeszcze chwila i wszystko miało się skończyć. Jeszcze tylko ostatnia myśl zabłysła w mojej głowie. „A więc jednak ktoś tam na górze czuwa nade mną...” I koniec. Ciemność. Nic. Wszystko.