- To znaczy, że byłem pieprzonym tchórzem, który wolał
trwać w tym kłamstwie, niż znosić wścibskich dziennikarzy... – moje słowa zawisły w powietrzu, przerywając tym samym przemowę Zayna. Posłałem mu
spojrzenie pełne wdzięczności za to, że
podjął się próby wyciągnięcia z Kate tego, co ją gryzie, a przy tym
bronił mnie jak prawdziwy przyjaciel. – Czy możesz zostawić nas samych?
- Lou... – Kate przygryzła dolną wargę zmieszana. „Pewnie
tym, że nie ma pojęcia jak dużo udało mi się usłyszeć...” Na moje szczęście,
całkiem sporo. Utkwiłem w niej uważne spojrzenie i zająłem miejsce zwolnione
przez Malika. Zdecydowanie powinniśmy przeprowadzić tą rozmowę w środku. To
będzie cud, jeżeli nie przypłacimy tego chorobą.
Siedzieliśmy w ciszy. Ja, wpatrzony w nią jak w obrazek,
śledziłem drogę kropli deszczu, spływających po jej policzkach. Ona, z kolanami
pod brodą, trzęsąca się z zimna. „Muszę ją zabrać z tej zimnicy...”
- Powinniśmy... – zacząłem.
- Przepraszam... – bardziej odczytałem z ruchu jej wargi,
niż usłyszałem.
- Nie masz za co przepraszać, kochanie – odezwałem się,
otulając ją szczelniej kurtką Zayna i obejmując ramieniem. – Pamiętasz naszą
rozmowę, o mówieniu sobie wszystkiego?
- Pamiętam... – wyszeptała, wtulając głowę w moją szyję.
Czułem, że trzęsie się z zimna. Jestem tu od kilku minut, a już nie mam na
sobie ani jednej suchej rzeczy. Jak długo ona tu siedzi?
- Czy możesz mi powiedzieć, co takiego wydarzyło się
podczas koncertu? – zapytałem, pocierając jej ramię, by choć trochę je rozgrzać.
Czekałem.
Wiedziałem, że musiało to być coś okropnego, skoro aż tak zareagowała.
„Zdecydowanie powinniśmy wejść do środka...” pomyślałem, gdy zimny dreszcz
przebiegł mi po kręgosłupie. Po kilku minutach ciszy byłem pewny, że już się
nie dowiem, co było przyczyną jej zdenerwowania. Westchnąłem sfrustrowany,
przeczesując palcami mokre włosy.
I wtedy zaczęła mówić. Cicho i jakby do siebie, ale
powtórzyła mi wszystko, co usłyszała z rozmowy dwóch fanek. „Fanek...” prychnąłem w myślach, a złość momentalnie rozlała się w moim ciele.
Zdecydowanie, już nie było mi zimno. Mógłbym się nawet pokusić o stwierdzenie, że
płonąłem z wściekłości. Z całych sił zaciskałem szczękę. To prawdziwy cud, że jeszcze mi nie strzeliła. Nie chciałem przerywać Kate,
skoro w końcu zdecydowała się mówić. Próbowałem się uspokoić, ale raczej daleko mi było do tego stanu... Słyszałem
ból w jej głosie, gdy powtarzała coraz to straszniejsze okropności. „Jak mam
cię przekonać, że jesteś wszystkim czego pragnę, maleńka?”
Objąłem ją mocniej i uniosłem, sadzając sobie na kolanach.
Teraz mogłem dokładnie poczuć, jak bardzo jest przemarznięta. W nikłym świetle
dostrzegłem błysk serduszka, spoczywającego na jej dekolcie. Delikatnie ująłem
je w palce, skupiając na nim spojrzenie..
- Jesteś całym moim światem, Kate – odezwałem się, przenosząc wzrok na jej drżące usta. – Jesteś wszystkim... – zaciąłem się,
tracąc oddech, gdy utonąłem w jej oczach. – Nigdy nawet nie marzyłem, że
spotkam kogoś takiego jak ty. Myślałem, że byłem szczęśliwy, ale dopiero przy
tobie poznałem, co to tak naprawdę znaczy. Jesteś wszystkim czego pragnę i
wszystkim czego potrzebuję, Kate – przejechałem kciukiem po jej dolnej wardze,
uwalniając ją spod nacisku zębów. – Usłyszałaś dzisiaj wiele przykrych słów i
chciałbym móc ci obiecać, że to się nigdy nie powtórzy, ale nie mogę... – westchnąłem. – Wiem, że głęboko w sercu znasz prawdę... Wiesz ile dla mnie
znaczysz i jak bardzo cię kocham... Wiesz o tym, prawda? – wstrzymałem oddech w
oczekiwaniu na odpowiedź, a bicie mojego serca wręcz dudniło mi w uszach.
- Wiem... – powiedziała, uśmiechając się delikatnie i
unosząc dłoń, by dotknąć mojej twarzy. Jak zawsze jej dotyk sprawił, że moja
skóra płonęła. – Ja czuję dokładnie to samo... Tak bardzo cię kocham, Lou... –
jej palce muskały moje usta, budząc we mnie pragnienie posmakowania jej warg. –
Ale to tak bardzo bolało...
- Wiem, skarbie... – przytuliłem ją mocno. – To zawsze
boli... Ludzie nie zdają sobie sprawy, jak bardzo słowa potrafią ranić... – mój
wzrok znów zawisł na złotym wisiorku. Przejechałem po nim palcami. – Pamiętasz, co ci powiedziałem, gdy...
- Żebym nigdy nie zapomniała, że twoje serce bije tylko
dla mnie... – usłyszałem drżący głos i jej palce zacisnęły się za zawieszce.
- Właśnie – musnąłem jej wargi swoimi. – Świat jest pełen
złych i zawistnych ludzi, kochanie... – nakryłem jaj piąstkę swoją dłonią. –
Przypomnij sobie tamte słowa zawsze wtedy, gdy będzie ci źle i nigdy w nie nie
wątp, bo to największa i najszczersza deklaracja w moim życiu... – pokiwała
głową, uspokajając oddech i kilka razy pociągając nosem. – A teraz pozwól, że
twój chłopak się tobą zaopiekuje – powiedziałem podnosząc się z kanapy z
dziewczyną na rękach. – Zdecydowanie potrzebujesz się rozgrzać, a ja znam
niezawodny sposób...
- Naprawdę? – zaśmiała się, splatając dłonie na mojej
szyi.
- Naprawdę...
Przemknąłem przez salon z prędkością światła, kierując się
prosto do łazienki. Zdążyłem jeszcze posłać szeroki uśmiech w stronę chłopaków,
którzy obsiedli barek, najwyraźniej czekając na koniec naszej deszczowej
pogawędki i jakieś newsy. „No i jeszcze sobie trochę poczekają...” roześmiałem
się głośno, zatrzaskując kopniakiem drewniane drzwi. Rozejrzałem się po
pomieszczeniu. „Wanna... Prysznic... Wanna... Prysznic...” przeskakiwałem
spojrzeniem raz w lewo, raz w prawo. „Jakim cudem ja mam niby podjąć decyzję?”
Posadziłem Kate na blacie obok umywalki. Rzuciłem ciężką kurtkę Zayna na
podłogę i przeraziłem się widząc, jak przemoknięta jest moja dziewczyna. „Wanna się dłużej napełnia...” podpowiedziało mi moje drugie ja. „Nareszcie jakiś głos
rozsądku” ucieszyłem się, zrywając z siebie podkoszulkę. Ująłem stopę Kate i
ściągnąłem przemoczonego buta. „Czy tylko ja mam déjà vu?” Momentalnie w mojej
głowie pojawiły się gorące obrazy i teraz to już zupełnie przestało mi być
zimno. A wręcz przeciwnie. Płonąłem. A moje spodnie chyba właśnie skurczyły się
pod wpływem tej temperatury. Ewentualnie z powodu wilgoci. „Tak sobie to tłumacz...”
- L-Lou... – wargi Kate drżały z zimna i prawdę mówiąc,
już porządnie zsiniały. Jej skóra była przeraźliwie blada i wręcz lodowata. –
T-To nie był raczej d-dobry pomysł... N-Nie możesz być chory...
- O mnie się nie martw, skarbie – powiedziałem, dosłownie
zrywając z niej ubranie. Starałem się nie zwracać uwagi na kolejny koronkowy
komplet bielizny, który miała na sobie. „I kto ci w to niby uwierzy?” odezwał
się ten wredny głos w mojej głowie. „Nie rusza mnie to” powiedziałem w myślach.
„Rzeczywiście... Po prostu maszt postawiłeś...” Starałem się ignorować moje
wewnętrzne dyskusje z samym sobą. Zdjąłem spodnie i z Kate w ramionach wszedłem
pod prysznic. Postawiłem ją przed sobą i ustawiłem odpowiednią temperaturę.
- Lou! – pisnęła, gdy gorący strumień uderzył w jej
przemarznięte ciało i cofając się wpadła prosto na mnie. Jęknąłem, gdy naparła
z całej siły na mój pokaźny problem. „I dalej cię to nie rusza?” kpił ze mnie
ten wredny...
- Kate... – głośne westchnienie wyrwało się z moich ust,
gdy obróciła się przodem, ocierając się przy tym o mnie.
- Co? – zapytała niby niewinnie, ale błysk w jej oku
zdradził wszystko.
- Musisz się rozgrzać – powiedziałem, rozcierając jej
ramiona. Starałem się trochę oddalić od jej brzucha mój nabrzmiały interes.
- W-Właśnie się rozgrzewam – uśmiechnęła się i przejechała
palcem po moim torsie, zatrzymując się przy gumce bokserek i strzelając nią
lekko. „Dalej to na mnie nie działa...” wbiłem wzrok w ścianę i próbowałem
uspokoić oddech. Nagle szarpnięcie za gumkę sprawiło, że poleciałem prosto na
nią przyciskając ją do zimnych kafelek.
- Skarbie – oddychałem głęboko, a przez moje ciało
przelatywały właśnie ładunki elektryczne rodem z elektrowni atomowej. Pochyliłem się nad nią i szepnąłem do
ucha. – Jeszcze chwila, a się doigrasz...
- Jak długa jest ta chwila? – zapytała, złączając nasze
wargi razem i znów ocierając się o mnie. Dotyk jej ust na moich odebrał mi zdolność
myślenia. „Jaką zdolność? Stary... Twoje myślenie już dawno zmieniło
lokalizację...” Wpiłem się w jej usta, jakby od tego zależało moje życie. Każde
spotkanie naszych języków prowadziło do kolejnych cudownych dreszczy,
przepływających przeze mnie.
- Za późno... – mruknąłem prosto w jej rozchylone wargi i
znów zaatakowałem je z zaborczą pasją, przypierając ją mocniej do ściany. Zerwałem
z niej bieliznę i błądziłem dłońmi po nagim ciele i... Boże... nie wiem jak to
możliwe, ale zrobiłem się jeszcze twardszy. „Zaraz dojdę, jak dzieciak, we
własnych bokserkach...” Moje usta błądziły po jej skórze, pieszcząc każdy
centymetr na swojej drodze. Powoli nabierała kolorów, ale wciąż była przerażająco chłodna...
Gdy poczułem jak jej dłonie wędrują wzdłuż moich pleców, by wsunąć się prosto w
bokserki, głośny jęk zaskoczenia wydobył się z moich ust i w odwecie delikatnie
przygryzłem sterczący sutek. Zadrżała w moich ramionach. Czerwieniąc się zsunęła mi bieliznę z pośladków, a dalej
już sam sobie poradziłem. „Z niemałym trudem...” westchnąłem. „Co za ulga...”
Splotła palce na moim karku przyciągając do
pocałunku. Moje dłonie wsunęły się pod jej pośladki, unosząc ją do góry.
Odruchowo oplotła mnie nogami, przygryzając lekko moją wargę, gdy poczuła mnie
tak blisko... Przyciskałem ją do ściany, miażdżąc usta namiętnymi pocałunkami i
ocierając się o nią moim spragnionym przyjacielem. Słyszałem tylko szum wody i
nasze ciężkie oddechy, przerywane głośnymi jękami. Raz po raz przepływała
przeze mnie fala przyjemności i naprawdę zaczynałem się poważnie martwić, że
skończę jeszcze zanim na dobre zaczniemy.
- Louis! – jęknęła prosto w moje usta, ocierając się o mnie
coraz bardziej niecierpliwie. To był ten idealny moment. Była gorąca, mokra i
gotowa na mnie, a ja... Ja byłem jak zawsze, kurwa, nieprzygotowany... „Ty
chyba sobie żartujesz?” Jęknąłem sfrustrowany. „No ja pierdolę, gdzie ja mam
mózg?” warczałem sam na siebie. „Najwyraźniej nie tam, gdzie powinien być...”
odezwało się to moje wredne ja. „Jeszcze mnie, kurwa, dobij.”
- Kateee... – zacząłem, ale przerodziło się to w głośny
jęk, gdy ciaśniej objęła mnie nogami. „Nie wytrzymam...” – Boże... – zacisnąłem
zęby, próbując się opanować, ale wcale mi tego nie ułatwiała. – Kurwa...
Kochanie... Musimy... – i nagle okazało się, że może jeszcze mam te kilka
pracujących szarych komórek. Mój wzrok zatrzymał się na kosmetyczce Harry’ego.
„A w niej jest ocalenie” uśmiechnąłem się, ponownie atakując wargami usta
dziewczyny. Nie przerywając pocałunku otworzyłem kabinę...
- Lou? – Kate natychmiast mnie rozpracowała. „A
spodziewałeś się czegoś innego?” – Co...
- Muszę po coś sięgnąć, kotku – mruknąłem, wychodząc z nią
z kabiny. Roześmiała się prosto w moje usta. – Boże, jak ja cię kocham... –
powiedziałem, gdy jej śmiech zmył ze mnie zażenowanie. „I tak dałeś dupy.”
Posadziłem ją na blacie i aż podskoczyła, gdy rozpalona skóra dotknęła zimnego
kamienia. Sekundę później rozrywałem zębami opakowanie, a kolejne siedem leżało
w pogotowiu. „Ambitnie...” Byłem boleśnie twardy i naprawdę nie zanosiło się na
nic dłuższego. Uniosłem dziewczynę, chcąc wrócić pod prysznic. Oplotła mnie
nogami przywierając całym ciałem, a gdy docisnęła biodra...
- Kurwa...
- Boże, Lou!
Zagryzłem zęby z całej siły próbując się opanować, gdy jej
gorące wnętrze otulało mnie całego pulsując i dostarczając nieopisanej rozkoszy. „Tak zajebiście ciasna...” Zerknąłem w stronę otwartej kabiny. „Nie da rady...” podjąłem decyzję w ułamku
sekundy i przyparłem Kate do lustrzanej ściany poruszając się w niej coraz
szybciej. Jej jęki tylko mnie nakręcały, a Bóg jeden wie, że naprawdę nie
potrzebowałem, by mnie nakręcać. Czułem zbliżający się finał i nic nie mogło
mnie powstrzymać przed jego osiągnięciem...
- To chyba twój szczęśliwy dzień, Niall – posłałem
przyjacielowi rozbawione spojrzenie, gdy moich uszu dobiegły kolejne odgłosy
świadczące o tym, że nasza parka najwyraźniej robi przemeblowanie w łazience. –
Możesz sobie zjeść ich porcje. Ewidentnie postanowili skonsumować się
nawzajem – zaśmiałem się, gdy Liam pogłośnił telewizor, czerwieniąc się jak
panienka.
- Przynajmniej już jest dobrze... – wyszczerzył się Horan,
sięgając po kolejny talerz. – Przez chwilę się... naprawdę martwiłem –
dokończył już z pełnymi ustami jedzenia.
- Dobrze, to im jest na pewno – parsknąłem, sięgając po
frytkę z jego talerza. Posłał mi groźne spojrzenie. – No co? To nie twoje...
- Chciałbym dorwać te laski – mruknął Zayn. – I
powiedzieć im co nieco do słuchu...
- Ty? – zdziwił się Liam i właściwie wyjął mi to z
ust.
- A co w tym takiego dziwnego?
- No... – Li najwyraźniej nie wiedział, co
powiedzieć.
- Jakoś nie potrafię sobie ciebie wyobrazić w takiej
sytuacji – wzruszyłem ramionami.
- Dokładnie – poparł mnie Niall z nad już prawie pustego
talerza. „Boże, kiedy on to zdążył w siebie wepchnąć?” otworzyłem szeroko oczy
ze zdumienia. – Takie gadki, to raczej specjalność Louisa. Ale trzeba ci
przyznać, że spisałeś się dzisiaj z Katy...
- Taaak... – westchnął. – Prawdziwy ze mnie przyjaciel...
– posłał blondynowi porozumiewawcze spojrzenie. „Czy ja o czymś nie wiem?” Gdy
zauważył mój wzrok wydawał się co najmniej zmieszany. „Ja o czymś nie wiem, a
Niall wie?” przeskakiwałem spojrzeniem z jednego na drugiego. „No tak to się,
kurwa, nie będziemy bawić...”
- Co...
- Idę się wygrzać w wannie i do wyrka – przerwał mi Zayn.
„Na pewno nie. Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo” postanowiłem. – Nie chcę żeby
mnie choróbsko chwyciło... – „Przechytrzył mnie, skubany...” jęknąłem, widząc
reakcję Liama na te słowa.
- To na co ty jeszcze czekasz? – popchnął go w stronę
sypialni. – Dam ci coś rozgrzewającego, tak na wszelki wypadek... No ruszaj się...
- Ja też chyba się położę... – odezwał się Niall,
zeskakując ze stołka.
- Nie tak szybko – chwyciłem go za koszulkę. – Co tu jest
grane? Coś przed nami ukrywacie... – widząc przerażenie w jego oczach,
wiedziałem, że mam rację. – Gadaj.
- Nie wiem o czym mówisz – zaczął, uciekając ode mnie
wzrokiem. – Ja...
- Nie pierdol, Niall. No dawaj... Nigdy nie byleś dobry w
trzymaniu sekretów.
- Nie prawda! – oburzył się, a po chwili spłonął
rumieńcem. – No może czasem mi się coś wypsnęło, tak jak z Alex... Ale to było
niechcący – dodał szybko.
- Czy coś się dzieję z Zaynem? – spróbowałem jeszcze raz.
- Nie mogę... – spojrzał tęsknie w stronę sypialni. –
Przecież wiesz, że pokłócił się z Perrie... – westchnął. – Nie jest mu teraz
lekko...
- Nie pierwszy raz się pokłócili – powiedziałem, wpatrując
się w niego uważnie. – Prawdę mówiąc podejrzewam, że ich seks na zgodę musi być cholernie
gorący i dlatego się żrą... – zaśmiałem się. – Dlaczego tym razem miało by być
inaczej?
- Ja naprawdę nic nie wiem... – jęknął Niall.
- Prosił cię byś nic nam nie mówił? – zapytałem prosto z
mostu.
- Ja... Tak – westchnął. – On po prostu potrzebuje czasu,
by to sobie poukładać w głowie. Kocha Perrie, ale jakoś ostatnio oddalili się
od siebie... – spojrzał na mnie zmęczonymi oczami. – Daj mu spokój. Zostaw
to...
- Luz... – wzruszyłem ramionami. – Skoro trzymasz rękę na
pulsie, to nie będę się wtrącał – powiedziałem, sięgając po porcję Louisa. – Mam
wystarczająco na głowie... – mruknąłem pod nosem, wyciągając komórkę z
kieszeni. „Czy nie jest za późno na telefon do szpitala?” Ostatecznie postanowiłem wysłać wiadomość. „Najwyżej przeczyta rano...”
- Dobranoc – usłyszałem jeszcze słowa blondyna i zniknął
za drzwiami sypialni.
- Harry? – odwróciłem się w stronę skąd dobiegł mnie głos
Liama. Uniosłem brwi, czekając aż powie, co mu leży na wątrobie. – Możesz spać u
nas. Pomieścimy się...
- Nie trzeba, dzięki – posłałem mu rozbawiony uśmiech. –
Wprawdzie zostałem wyeksmitowany z własnej sypialni na czas przemeblowania, ale
kimnę się na kanapie... – powiedziałem, zerkając na wspomniany mebel. – A poza
tym wypiłem tyle kawy, że pewnie nie zasnę do rana...
- To do jutra – spojrzał na telefon, który wciąż trzymałem
w ręce. – Pozdrów Alex...
- Jasne... – mruknąłem. – Dobranoc...
Napisałem wiadomość, oczywiście zapominając o
pozdrowieniach, ale to przecież wiadomo i bez pisania. Odłożyłem telefon obok
talerza i zabrałem się za jedzenie. „Coby się nie zmarnowało...” uśmiechnąłem
się na samą myśl o naszych gołąbeczkach. Gdy rozległ się dźwięk mojej komórki,
aż jęknąłem, zerkając tęsknie na talerz. „Normalnie zamieniam się w Horana”
spojrzałem na wyświetlacz i w jednej chwili zapomniałem o jedzeniu.
- Hej, skarbie – rzuciłem w słuchawkę, jednocześnie idąc
po pilota, by wyłączyć telewizor. – Nie powinnaś już spać o tej godzinie?
- Spałam odkąd pojechałeś – rzuciła, a po chili usłyszałem
stłumione przekleństwo i jakieś dziwny szum. – Kurwa, Styles, ty mi miałeś
zorganizować telefon, a nie to coś – warknęła. – Czy to w ogóle leżało obok
telefonu?
- To iPhone – uśmiechnąłem się pod nosem, rozwalając się
wygodnie na kanapie. – Mam taki sam...
- Ale ja nie potrzebuję komórki, by szpanować przed moimi
nadętymi przyjaciółmi – znów rozległy się te dziwne szmery. – Kurwa! Tylko do dzwonienia... Instrukcja obsługi tego czegoś przypomina podręcznik do nauki
chińskiego. Tyle samo z niej rozumiem...
- Nie marudź... – zaśmiałem się. – Masz dużo czasu, by go
sobie przetłumaczyć na angielski. No i jakoś zadzwoniłaś, wiec nie może być tak
źle – zauważyłem.
- Tak... Tylko, że chciałam ci odpisać... – roześmiałem
się głośno, wyobrażając sobie te jej zmagania. – Bardzo śmieszne, Styles.
Bardzo...
- No trochę rzeczywiście... – przyznałem. – Jak się
czujesz?
- Naćpana... – usłyszałem ziewnięcie. – Obudzili mnie, by
dać mi coś na sen... Czasami naprawdę nie rozumiem ludzi...
- Czyli pewnie odlecisz za moment – byłem tym dziwnie
rozczarowany. – Szkoda... Liczyłem na jakąś gorącą linię... Wiesz...
Sex-telefon i te sprawy...
- To nie ten numer – zaśmiała się i od razu usłyszałem, że
tego pożałowała. – Nie rozśmieszaj mnie, Styles... Jak Kate?
- Jestem pewien, że nie narzeka – parsknąłem. – Robią z
Louisem przemeblowanie. Wcześniej w łazience, ale sądząc po odgłosach,
przenieśli się do sypialni...
- Jakie przemeblowanie? – zdziwiła się. – O czym ty
mówisz?
- Boże, jakaś ty niedomyślna – westchnąłem rozbawiony. –
Mówiłem, że potrzeba ci seksu. Wtedy nie zadawałabyś głupich pytań...
- Niby kiedy mówiłeś coś takiego? – prychnęła.
- Wtedy u ciebie – przypomniałem. – Zaraz po tym,
gdy...
- Pamiętam – przerwała mi szybko. – Zawsze wiedziałam, że
jak Kate kogoś sobie znajdzie, to obudzi się w niej kocica... – zaśmiała się
cicho.
- Sądząc po tych podrapaniach na plecach Louisa, to
rzeczywiście pokazała pazurki – rzuciłem, przypominając sobie ten widok, gdy
przyjaciel przebierał się po koncercie.
- Jestem pewna, że nie narzeka – parsknęła. – Może
nabierze przy nim pewności siebie i przestanie się tak wiecznie rumienić...
- To urocze... – powiedziałem. – Dzięki nim można w niej
czytać jak w otwartej księdze...
- To prawda – zaśmiała się. – Chodziło mi raczej o to, że
może w końcu dotrze do niej, że zasługuje na to wszystko, co teraz ma i nauczy się z tym żyć, bez tych wszystkich wątpliwości...
- Hmmm... – zastanawiałem się nad słowami przyjaciółki i
nad tym, czy powinienem powiedzieć jej o dzisiejszej niezbyt miłej przygodzie
Kate. „Zdecydowanie potrzeba jej więcej pewności siebie. Jak to możliwe, że
dziewczyna, która ma w sobie tyle siły, by przetrwać piekło, rozsypuje się pod
wpływem słów jakiejś tępej gówniary?”
- No gadaj...
- Co? – zdziwiłem się, wyrwany z zamyślenia.
- To czego mi nie mówisz... Coś z Kate? Tylko nie mów, że
się wygadałeś? – zapytała przestraszona.
- Nie! Jezu... Za kogo ty mnie masz?
- Nie odpowiem na to pytanie...
- Bardzo śmieszne... – mruknąłem. – Mieliśmy tu mały
alarm, ale skoro wciąż dochodzą mnie dźwięki przestawianych mebli, to już
wszystko w porządku – zaśmiałem się.
- A co się stało?
- Jakieś idiotki za dużo mieliły ozorem i Kate to usłyszała – westchnąłem. – Trochę ją to przygniotło, ale już sobie wszystko
wyjaśnili i jestem pewien, że po całonocnym seksie, jutro nawet o tych bzdurach
nie pomyśli.
- A ja naiwnie myślałam, że skoro do tej pory wasze fanki
ją oszczędziły, to nic takiego już się nie wydarzy... – westchnęła.
- No cóż... Są fani i „fani”... – w tym momencie moich
uszu doszedł głośny jęk Louisa. „Boże...” – Jezu... Czy ty wiesz, co ja muszę
tu znosić? – jęknąłem rozbawiony. – To jak porno, gdy rodzice zablokują ci
kanał dla dorosłych. Słyszysz, ale nie widzisz... Niestety teraz mam bujniejszą
wyobraźnię, niż gdy miałem dziesięć lat...
- Oglądałeś programy dla dorosłych, gdy miałeś dziesięć
lat? – zaśmiała się i skończyło się to bolesnym syknięciem i gwałtownym
wciągnięciem powietrza.
- Cóż mogę powiedzieć... Byłem ciekawskim dzieckiem...
- Nic dziwnego, że jesteś zboczony...
- Ja nie jestem zboczony – zaprotestowałem. – Po prostu
mam potrzeby odpowiednie dla swojego wieku...
- To ja chyba przeskoczyłam ten wiek – parsknęła.
- Nie... Ty dopiero w niego wejdziesz – zaśmiałem się,
słysząc jej reakcje. – Mam nadzieję, że będę wtedy w okolicy... – znów się
roześmiała i kolejny raz szybko tego pożałowała.
- Wykończysz mnie kiedyś...
- Mam nadzieję usłyszeć to przy innej okazji... –
zamruczałem w słuchawkę.
- Idiota! Czy ty zawsze musisz wszystko sprowadzać do
seksu? W razie gdybyś nie zauważył, to ten skurwysyn prawie wysłał mnie na
tamten świat, w wyniku czego nawet nie mogę podrapać się po tyłku, bez
skręcania się z bólu. Seks jest ostatnim, o czym teraz myślę.
- We wtorek przyjadę i cię podrapię – zaoferowałem się. – Poświęcę się. A z wycieczką na tamten świat będziesz musiała poczekać... Jutro
cię przeniosą do Manchesteru i tam już będziesz bezpieczna, a póki co ten
policjant pod drzwiami musi wystarczyć... Będzie dobrze...
- Harry... – wyczułem napięcie w jej głosie. – Zamknij się! Ona może cię usłyszeć...
- Wierz mi, nawet gdybym się wydzierał do telefonu, to i
tak nie przebiję się przez ich jęki – zaśmiałem się. – Louis całkiem dobrze
odwraca jej uwagę...
- Oby... – powiedziała, ale już z rozbawieniem w głosie. –
Idź spać, Styles. Nie podsłuchuj...
- Ciekawe jak mam to zrobić? – parsknąłem. – Wyeksmitowali
mnie na kanapę, a nie do innego wymiaru...
- Z tego co wyczytałam w tej chińskiej instrukcji obsługi,
masz muzykę w telefonie. Wepchaj sobie te szpanerskie słuchawki w uszy i daj im
się cieszyć chwilą. Pewnie rano i tak nie powstrzymasz się przed dogryzaniem
im...
- Jak ty dobrze mnie znasz, skarbie – zaśmiałem się. – A
w celu przypomnienia... Ty też masz takie same szpanerskie słuchawki... – jęknęła mi do ucha.
- Nie przypominaj mi...
- Pokażę ci wszystko, co i jak, jak przyjadę we wtorek...
– zaofiarowałem się.
- Ty mi lepiej nic nie pokazuj, Styles!
- Ha ha ha... Bardzo śmieszne... – pokręciłem głową
rozbawiony. – Idź spać, Alex... Jutro czeka cię ciężki dzień... – usłyszałem
jej westchnienie.
- Dobranoc i... dzięki.
- Nie ma za co, Motylku – prychnęła mi w słuchawkę. – Erotycznych snów... ze mną w roli głównej...
- Boże... Teraz już nigdy nie zasnę...
Wrzuciłem ostatnie rzeczy do torby i zapiąłem zamek z głośnym westchnieniem. Ten poranek zdecydowanie nie nadawał się do wczesnego
wstawania. Za oknem wciąż lało i prawdę mówiąc bardziej przypominało to ulewę
stulecia, niż zwykły angielki deszczyk. Miałem ochotę tylko zakopać się w
pościeli i nie wstawać przez najbliższe kilka godzin.
- Kurwa! No zamknij się! – patrzyłem rozbawiony jak Niall
mocuje się z walizką, jęcząc przy tym niemiłosiernie. – Póki jestem dobry...
Nie da rady – westchnął. – Mógłbyś mi pomóc, a nie szczerzysz się tylko?
- Skoro tak ładnie prosisz... – usiadłem na opornym
bagażu. – Co ty tam napchałeś? Okradłeś barek, czy jak?
- Prezenty od przyjaciół... – „No tak, to wiele wyjaśnia”
uśmiechnąłem się ze zrozumieniem.
- Zwane inaczej: wałówka na drogę?
- Śmiej się śmiej, ale jeszcze będziesz chciał kawałek
ciasta... – „Skubany, wiedział gdzie zaboli...”
- Masz tam ciasto? – spojrzałem na walizkę, którą
aktualnie przygniatałem swoim tyłkiem. – I pozwoliłeś mi na nim usiąść?
- Spoko – wyszczerzył zęby w uśmiechu. – Akurat je mam w
drugiej torbie...
- Wiesz, że jesteś moim najlepszym przyjacielem...
- Lizus! Ale dobrze kombinujesz... – zaśmiał się Niall.
- Tylko na was czekamy – Liam wpadł jak zawsze ze swoją
kontrolą. – Co tak długo?
- Zagadaliśmy się – zarzuciłem torbę na ramię i wyszedłem
do salonu. Śmiech Harry’ego powiedział mi, że z tym czekaniem, to tak nie do
końca...
- Jednak żyją! – wydarł się Louis, widząc mnie i Nialla. –
A już myśleliśmy, że zapadliście w jakąś śpiączkę, czy coś...
- Nie wiem jak Horan, ale ja jeszcze śpię – mruknąłem,
podchodząc do przyjaciół. Pewnie uczciwiej by było, gdybym potrafił przyznać
się przed samym sobą, że akurat na Lou i Harry’ego nawet nie zerknąłem. –
Cześć...
- Hej, Katy – Niall od razu zamknął ją w niedźwiedzim uścisku. Jak ja mu zazdrościłem tej ich zażyłości.
- Cześć – odezwała się posyłając mu wesoły uśmiech. –
Zayn... – odwróciła się w moją stronę i... przytuliła mnie. „Boże, chyba
rzeczywiście jeszcze się nie obudziłem...” Niezdarnie odwzajemniłem uścisk, upajając się
jej słodkim zapachem. Lou, widząc moją reakcję, uśmiechnął się szeroko.
„Gdybyś tylko wiedział, przyjacielu...” Mógłbym tak stać bez końca, ale na moje
nieszczęście, akurat przyjechała winda.
- Liam! – wydarł się Harry, ładując się do środka.
- Idę! – Payne w ostatniej chwili wbiegł do windy, rzucając
w Nialla butem. – Nie zapomniałeś czegoś?
- Ups – blondyn wyszczerzył się w uśmiechu. – Chciałem je ubrać nawet, ale nie mogłem go znaleźć...
- Szkoda, że głowy nie zgubiłeś, to by wiele wyjaśniło...
Kilka minut później staliśmy przy wyjściu, czekając aż podstawią
samochód, którym mieliśmy jechać do Belfastu. Opierałem się o ścianę, pożerając
wzrokiem Kate. „Jak to możliwe, by w zwykłych dżinsach, bluzce i trampkach
wyglądać tak dobrze?” Dekolt czarnej bluzki zdecydowanie przyciągał mój wzrok. Najwyraźniej był zaprojektowany z myślą, by odsłaniać jedno ramię, bo układał
się tak w naturalny sposób, wywołując tym samym rumieńce na twarzy Kate i
nerwowe jego poprawianie. Za to Louis był nim wyraźnie zachwycony. Zresztą nie
mniej niż ja...
- Co za pogoda... – jęknął Niall, stając obok mnie. –
Ślicznie wygląda, co nie?
- Rzeczywiście... Co? Kto? – gapiłem się na niego
zdenerwowany, rzucając przy okazji spanikowane spojrzenie w stronę Kate, by sprawdzić, czy nas usłyszała.
- Ślinisz się, stary – powiedział mi do ucha i na całe
szczęście zostawił samego. Obserwowałem jak podchodzi do pozostałych. Zdejmuję
czapeczkę i wciska ją na głowę dziewczyny. – Masz, Katy. Przynajmniej włosy ci
nie zmokną...
- Jejku... Jaki zaszczyt cię spotkał, skarbie – Lou wsunął
jej za ucho kilka kosmyków. – Ulubiona czapeczka Nialla.
- Nie mogę jej...
- Możesz, możesz – blondyn uciął jej protesty. – Wyglądasz
w niej lepiej niż ja i mówię to z przykrością... – uśmiechnąłem się, słysząc
jego słowa.
- Panowie... i pani, samochód już czeka – Paul otworzył
drzwi, wpuszczając do środka chłodne powietrze.
Dwie godziny później dalej nie byłem wyspany. Po oknach
wciąż zacinał deszcz, a ja zamiast o próbie i spotkaniu z fanami, marzyłem o łóżku.
Siedziałem na kanapie obok Harry’ego, który zaciekle walił w ekran telefonu,
strojąc przy tym głupie miny... Doszedłem do wniosku, że spanie w samochodzie
nie wyszło mi na dobre... Czułem się jeszcze gorzej niż rano. Rozległo się pukanie do drzwi i zanim ktokolwiek
zareagował, do środka wparowała Lou z Lux na rękach. Spojrzałem na nie zdziwiony.
- A wam się coś nie pomyliło? – zaśmiał się Harry. –
Pogoda raczej nie sprzyja chodzeniu w stroju kąpielowym...
- Jest Kate? – zapytała posyłając mu rozbawione
spojrzenie.
- A gdzie ma być? – Styles wskazał w stronę jednej z
sypialń. – Obściskują się z Louisem...
- Zazdrościsz? – usłyszałem rozbawiony głos przyjaciela.
„A żebyś wiedział...” odetchnąłem głęboko, starając się nie patrzeć w jego stronę
w obawie, że wyczyta te słowa z mojej twarzy. – Co się dzieje? A wy gdzie się
wybieracie?
- Zabieramy Kate na basen – odezwała się Lou, stawiając
małą na podłodze. O dziwo, Lux zamiast do Harry’ego pobiegła w stronę
dziewczyny, wyciągając do góry rączki.
- Mnie? Ale... – Kate wzięła małą na ręce.
- Co będziesz się z nimi nudziła... – Lou przerwała jej
zanim dziewczyna zdążyła zaprotestować. – Będą zajęci cały dzień. Wyciągnęłabym
cię na miasto, ale pogoda jest do niczego. Za to hotelowy basen wygląda
całkiem, całkiem... Weźmiemy Marka. Już u niego byłam. Zaraz po nas przyjdzie...
– nadawała jak katarynka, jednocześnie szukając czegoś w wielkiej torbie, którą
miała na ramieniu. – Jeżeli nie masz kostiumu, to przyniosłam ci kilka...
Któryś na pewno będzie pasował...
- Ale ja nie mogę chodzić w kostiumie... – jęknęła Kate.
- Dlaczego? – Lou popatrzyła na nią zdziwiona.
- Dlaczego? – Louis powiedział to dosłownie w tym samym
czasie.
- Dlaczego? – zawołał Harry. – Sorry, nie mogłem się
powstrzymać – dodał, śmiejąc się.
- No przecież... – zaczęła Kate, rumieniąc się.
Obserwowałem jak Lux bawi się jej łańcuszkiem i byłem tym prawie
zahipnotyzowany.
- To przecież świetny pomysł – powiedział Louis, biorąc
małą na ręce. – Przecież uwielbiasz pływać, a w poniedziałek i to w dodatku o
tej godzinie basen będzie świecił pustkami, wiec tym się nie przejmuj... – zauważyłem, że jeszcze coś tam jej szepnął na ucho i ostatecznie zniknęła z Lou
za drzwiami sypialni.
- Już im zazdroszczę – westchnął, podając Lux Harry’emu.
- Ja też – jęknął Styles. – Nie będą musiały znosić
twojego biadolenia przez cały dzień – westchnął. – Tyle godzin bez Kate? Będziesz
nie do wytrzymania... Już mam ochotę się zabić, a jeszcze nawet nie zacząłeś
marudzić...
- Zamknij się, bo sam cię zabiję i nie będziesz już musiał nikogo znosić... – przekomarzali się, szczerząc się przy tym jakby byli
naćpani.
- I jak? – na te słowa cała nasza piątką... właściwie
szóstka, licząc Lux, odwróciła się w stronę dziewczyn. „Boże
przenajświętszy...” jęknąłem w myślach i chyba właśnie przestałem oddychać. Za
to pożerałem wzrokiem ukochaną przyjaciela. „Dobijcie mnie...”
- Mała... – Harry aż zagwizdał z podziwu i prawdę mówiąc,
rzeczywiście było co podziwiać...
- Kochanie... – Louisowi najwyraźniej odebrało mowę.
- Sądząc po ich minach, ten rzeczywiście będzie najlepszy
– zaśmiała się Lou, a Kate spłonęła rumieńcem. – No gdzie ten Mark?
- Ale ona nie może tak iść! – Louis zerwał się z kanapy,
chwycił ręcznik, który Lou właśnie upychała do torby i owinął nim Kate. – Od
razu lepiej – westchnął z ulgą, wywołując swoim zachowaniem wybuch śmiechu
wszystkich zebranych. „No prawie wszystkich” poprawiłem się. „Ja zdecydowanie
popierałem jego decyzję.” – Pięknie wyglądasz, skarbie – powiedział. – Ale
jesteście pewne, że nie ma tam „lepszejszego” stroju? – wskazał na wielką
torbę.
- Akurat nie wzięłam żadnego kombinezonu zapinanego pod szyję – parsknęła Lou.
- I całe szczęście – parsknął Harry. – Gdyby ją zobaczył w
obcisłym kombinezonie, to na sto procent... – reszta jego wypowiedzi była tylko niezrozumiałymi dźwiękami dzięki Niallowi, który zapobiegawczo zatkał mu usta dłonią. – Puść mnie, idioto! Przecież dobrze mówię...
- Ślicznie wyglądasz, Katy – powiedział, szczerząc zęby w
uśmiechu. – Od razu wiadomo, że to moja siostra. Ma się te geny...
- Zdajesz sobie sprawę, że nie macie tych samych przodków –
odezwał się Liam.
- Szczegół – skomentował krótko przyjaciel.
Gdy rozległo się pukanie do drzwi, Lou zabrała małą i wciąż
jeszcze zarumienioną Kate i zgarniając Marka zniknęła, trzaskając drzwiami.
- To będzie długi dzień... – westchnął Louis.
- Nam to mówisz? – parsknął Harry, rzucając mu rozbawione spojrzenie.
Znów musiałem czekać. Niczego tak bardzo nienawidziłem jak
czekania, a mam wrażenie, że odkąd ją pierwszy raz ujrzałem, nic innego nie
robię. Czekałem aż przestanie się mnie bać. Aż podrośnie na tyle, by stać się
pięknością... „Wiedziałem, że będzie cudowna...” westchnąłem, czując narastające
podniecenie. Czekałem, aż przestanie być pod opieką psychologów... Czekałem aż
stanie się kobietą i kiedy to się w końcu stało... „Pieprzona dziwka!” Zatrzęsło mnie z wściekłości. Uspokojenie się przychodziło mi z coraz
większym trudem. Wziąłem kilka głębokich oddechów. Tylko dzięki opanowaniu i trzeźwemu
myśleniu wciąż byłem na wolności i policja nadal nie miała zielonego pojęcia,
gdzie mnie szukać. „Zawodowcy...” prychnąłem z pogardą. Kolejny wdech i jej obraz pojawił się przed moimi oczyma. Teraz
mogłem już zapomnieć o spokoju. Nalałem sobie kolejnego drinka.
- Ty pieprzona, mała dziwko! – zerwałem się z fotela i
podszedłem do okna. Uśmiechnąłem się, widząc tłumy nastolatek przed hotelem, a
rozkoszny dreszcz przebiegł moje ciało. „Takie młode...” westchnąłem i z trudem
oderwałem wzrok, przypominając sobie, po co tu tak naprawdę jestem. – Pieprzona
dziwka... – syknąłem przez zęby, znów trzęsąc się ze złości. Tylko kwestią
czasu było dowiedzenie się, gdzie ta wariatka ją ukryła... – Gdybym miał więcej
czasu... – nie mogłem odżałować, że zostawiłem tą idiotkę przy życiu. Zwilżyłem gardło
palącą cieczą. – Inaczej byśmy pogadali...
Wiedziałem, że zaatakowanie jej w hotelu, gdzie pracowała,
nie było moim najlepszym pomysłem. Ale miałem już dość czekania... Tak to się dzieje, gdy działam pod wpływem
emocji. Ale to był ostatni raz. Teraz już tylko zimne kalkulacje i dorwę tą małą niewdzięcznicę. „I uciszę ją raz na zawsze...” uśmiechnąłem się do swoich
myśli. „Ale najpierw będziesz moja...” zatrząsłem się na samo wyobrażenie tego,
co z nią zrobię.
- I będziesz błagać, bym cię zabił... – wciągnąłem
gwałtownie powietrze, gdy dreszcz rozkoszy liznął mój kręgosłup. Zauważyłem, że
robię się twardy. – O tak... Będziesz, kurwa, błagać...
Oparłem dłoń na zimnej szybie, obserwując ten rozkoszny,
niczego nieświadomy tłum przed hotelem. Tyle policji i ochrony... Roześmiałem się głośno. „I oni myślą, że mnie złapią” pokręciłem głową z politowaniem.
„Głupcy...” I wtedy krzyki i piski nasiliły się, a mój oddech przyspieszył.
Drżałem w oczekiwaniu, nie odrywając wzroku od wolno zbliżającego się czarnego
vana. Ochrona robiła co tylko mogła, ale tłum napierał... Ręce zaczęły mi się
trząść, gdy samochód w końcu się zatrzymał. „Idealnie...” uśmiechnąłem się z
kolejnego małego sukcesu. „Wiedziałem, że ten pokój będzie idealny...”
Wciągnąłem gwałtownie powietrze, gdy drzwi rozsunęły się...
- No dalej... – mruczałem pod nosem. – Pokaż się,
skarbie... – z auta wyskoczyło dwóch dzieciaków, powodując wręcz orgazm wśród
tłumów. „Dzieci... Już ja bym się o was lepiej zatroszczył...” czułem rosnące
podniecenie w spodniach. „Oj, nauczyłbym was...” I wtedy ją ujrzałem, a przez
moje ciało przetoczył się dreszcz ekscytacji. – Taka piękna... – skrzywiłem się,
widząc jak ten gówniarz ją dotyka. – Zapłacisz mi za to – warknąłem, trzęsąc
się ze złości. Skupiłem swój wzrok na dziewczynie. Jęknąłem na widok jej nóg w
tych nieprzyzwoicie, obcisłych dżinsach. – Dziwka! – sięgnąłem dłonią do twardego wybrzuszenia
w moich spodniach. „Wygląda jak pierwsza, lepsza kurwa spod latarni...” dalej lustrowałem jej strój,
jednocześnie rozpinając rozporek i zaciskając palce na twardym penisie. – Tak
będziesz to robić... Pokażę ci... – przyspieszyłem ruchy, krzywiąc się, gdy
chłopak otoczył ją ramieniem i skierował się ku wejściu do hotelu. – Jesteś już
jego? Dotyka cię tak, jak ja to będę robił? – zacisnąłem dłoń mocniej, jęcząc z bolesnej przyjemności. I wtedy
ujrzałem jej uśmiech. Nieśmiały, ale podszyty strachem i to był widok, na który
moje ciało zareagowało gwałtownym dreszczem i doszedłem z głośnym okrzykiem na
ustach. Oparłem czoło o taflę okna, próbując jak najdłużej mieć ją w zasięgu
wzroku. – Będziesz moja, Kate – warknąłem, a mój oddech osiadł na szybie. – I tym razem zrobimy to inaczej... – Wściekłość
wypełniła moje ciało i dopiero ból w dłoni sprawił, że się ocknąłem ze swoich
marzeń. Zauważyłem kawałki szkła na dywanie i krople krwi zmieszane z alkoholem,
skapujące z mojej dłoni i tworzące przerażającą
mozaikę. – Już niedługo...
„Będziemy za dwadzieścia minut” przeczytałam wiadomość od
Stylesa i westchnęłam ciężko, przywołując pielęgniarkę. Cieszyłam się na
spotkanie z Kate, ale chyba pierwszy raz w życiu bałam się go. Spojrzałam na
moje poranione dłonie. „Z tym raczej nic nie zrobię...”
- Co się dzieje, Alexis? – skrzywiłam się, słysząc
znienawidzone imię. – Boli? – kiwnęłam głową. Kilka minut później mogłam już
lżej oddychać, choć wiedziałam, że za ten komfort zapłacę później.
- Proszę cię, Styles – mruknęłam pod nosem. – Tym razem
nie daj dupy...
Gapiłam się w przerażająco nudny, biały sufit i odliczałam
minuty do ich przyjścia. „Boże, gdybym miała mieszkać na stałe w takim pokoju, chyba bym
się zabiła...” Ciche pukanie wyrwało mnie z moich dekoratorskich zapędów.
Wypuściłam powoli powietrze, gdy w drzwiach ukazała się czupryna przyjaciela.
- Cześć, wspólniczko – wyszczerzył się w uśmiechu, ale oczy
pozostały poważne i skupione. Wydawało mi się, że skinął lekko głową...
- Alex?
- Hej, Słońce ty moje – uśmiechnęłam się, widząc jej
orszak. – Boże, jak ja się za tobą stęskniłam. Chodź tu do mnie... –
obserwowałam jak przyjaciółka wolnym krokiem zbliża się do łóżka, nie
wypuszczając doni Louisa z mocnego uścisku. Ten patrzył się na mnie wzrokiem, wyrażającym głęboki szok. – Za grosz dobrego wychowania – zaśmiałam się, patrząc na przerażone
miny chłopaków. – Mama wam nie mówiła, że wypada się przywitać?
- Cześć, Alex – odezwał się cicho Liam, a reszta poszła za
jego przykładem. – Jak... Jak się czujesz?
- Teraz już dobrze – pomogłam Kate namierzyć moją dłoń i przyciągnęłam ją do mocnego uścisku, krzywiąc się z bólu, gdy naciągnęłam
szwy.
- Tak się bałam... – usłyszałam cichy szept i poczułam na
szyi jej gorące łzy.
- Nie płacz, kochanie – głaskałam ją po misternie
ułożonych włosach. – Nie płacz, bo zaraz ja zacznę, a w moim stanie to bardzo niewskazane.
Jeszcze się uduszę wyjąc na leżąco. A z tą nogą pod sufitem, to usiąść raczej się nie da... – plotłam głupoty, próbując ją uspokoić. – Jestem tu i nigdzie
się nie wybieram... Oddychaj, proszę...
„Oddychaj, proszę...” powtórzyłem w głowie po Alex.
„Zdecydowanie powinienem zacząć...” Nie mogłem oderwać od niej wzroku. „Jej
twarz... Boże...” Jej zawsze uśmiechnięta i pokryta misternym, a przede
wszystkim kolorowym makijażem twarz, bardziej przypominała facjatę boksera po
dwunastu rundach, niż naszą szaloną przyjaciółkę. Każdy widoczny skrawek jej
ciała pokryty był ciemnymi siniakami i strupami. To, czego nie było widać,
przykrywały opatrunki. „Jeżeli tak wygląda ktoś lekko poobijany i ze złamaną
nogą, to nie wiem, jak miałby wyglądać ktoś w ciężkim stanie...”
Patrzyłem jak uspokaja Kate, krzywiąc się z bólu, gdy ta
objęła ją w pasie. „Co jeszcze?” zastanawiałem się, co naprawdę się wydarzyło.
Miałem ochotę ukatrupić Stylesa, bo ewidentnie nie powiedział nam prawdy, a jeżeli to wyjdzie na jaw, to Kate nie wybaczy nam już tak łatwo.
Staliśmy w milczeniu dookoła łóżka, pozwalając mówić Alex.
Ale te wszystkie wesołe słowa wypływające z jej ust, układały się w jedno,
wielkie kłamstwo na rzecz jej przyjaciółki.
- Jak to się stało? – uśmiechnęła się, słysząc to pytanie z
ust Kate. Zerknęła na Hazzę w niemym porozumieniu. „Zabiję gnoja, że nas na to
nie przygotował...” westchnąłem. Zdecydowanie spodziewała się tego pytania. –
Czy... Czy to on? O-On ci to zrobił? – ostatnie słowo zostało wypowiedziane
ledwie słyszalnym szeptem.
- To naprawdę nic takiego, kochanie... – widząc grymas
bólu na twarzy Alex, Louis przyciągnął do siebie Kate i otoczył w pasie
ramionami. Teraz mogła „tylko” trzymać przyjaciółkę za rękę.
- Powiedz mi prawdę... Proszę cię... – wbijała w
przyjaciółkę te swoje niesamowite „spojrzenie”. – Czego mi nie mówicie? Co się
dzieje?
- Uspokój się, Słońce – westchnęła i momentalnie jej wolna
dłoń spoczęła na brzuchu. Byłem prawie pewien, że ma tam coś bardziej
poważnego, niż złamanie... – Kto miał ci coś powiedzieć, skoro oni nic nie
wiedzą? – ścisnęła palce Kate. – Tak, to był on. Trochę mu nie wyszło, co? –
zaśmiała się cicho. – Naprawdę w porównaniu z tym, co mógł mi zrobić, to co
zrobił, to wielkie nic... Noga szybko się zrośnie, a po tych siniakach i
zadrapaniach nie będzie nawet śladu... A gdy już go złapią, dołożą mu jeden
zarzut więcej...
- Boże, on mógł cię... – Kate momentalnie zbladła i zakryła dłonią usta.
- Ale mu nie wyszło – przerwała jej Alex. – Grunt się pod
nim pali i popełnia błędy, to dobrze...
- Ale...
- Nic mi nie jest, skarbie – powiedziała tak pewnie, że
gdybym nie widział jak wygląda, to bym jej uwierzył. – Policja trzyma rękę na
pulsie. Dostałam nawet seksownego pana policjanta, który mnie pilnuje... – uśmiechnąłem się pod nosem na wspomnienie otyłego funkcjonariusza, siedzącego
pod drzwiami i zajadającego się pączkami. „Rzeczywiście, czysty seks...” – Będę
sobie leżeć i oglądać nudne programy w telewizji... To prawie jak wakacje. A
nawet lepiej, bo jedzenie mają tu całkiem znośne i z dostawą do łóżka – zaśmiała się. – I jakby
tego było mało, to jeszcze wypłatę będę dostawać normalnie, bo to podchodzi pod
wypadek w miejscu pracy. Jestem wielką szczęściarą. Wiesz ile będę miała kasy
jak stąd wyjdę, skoro na nic nie muszę wydawać?
- Jak ty coś palniesz... – prychnął Styles. – Powinni ci
łeb zbadać, bo takich głupot to dawno nie słyszałem...
- Oj, zamknij się, Styles... – posłała mu rozbawione
spojrzenie.
- Dlaczego wydaje mi się, że coś przede mną ukrywasz? –
wszyscy zamarli, słysząc szept Kate.
- Pewnie dlatego, że tak jest – spojrzałem zdziwiony.
„Co?” – Zauważyłaś, że nasi drodzy panowie nie odezwali się odkąd tu
weszli? Cóż... – przyłożyła jej dłoń do swojego policzka. – Moja twarz
wygląda okropnie, co z bólem mówię... Ale to przecież nic takiego... –
patrzyłem jak palce Kate delikatnie badają obrażenia przyjaciółki. Przesuwała
opuszkami po poranionej skórze, a z każdym „obejrzanym” kawałkiem więcej łez
spływało po jej policzkach. – Nie płacz, kochanie...
- To moja wina... – szepnęła. Louis zagarnął ją w ramiona
i teraz płakała w jego koszulkę. – Boże...
- To nie jest twoja wina, maleńka – głaskał ją po plecach.
– To chory człowiek i w końcu policja go dorwie i zapłaci za wszystko, gnijąc w
więzieniu...
- Ale... – łkała niczym małe dziecko.
- Kate, weź się w garść... – odezwała się Alex, sięgając w
stronę przyjaciółki. – W porównaniu z tym, co zrobił tobie, czy Lily, ja miałam
ogromne szczęście. Przestań płakać i pomyśl... Jestem tu. Bezpieczna. Styles załatwił mi iście prezydencki pokój – spojrzała na Harry’ego, uśmiechając się w podziękowaniu. – Mogło być dużo gorzej... Powinniśmy się cieszyć. Pokpił sprawę
i jeszcze trochę będziecie musieli znosić moją osobę...
- Boże, jaka ty jesteś głupia... – jęknął Harry.
- Nie pozwalaj sobie... – oburzyła się.
- On ma racje – cichy głos Kate wprawił wszystkich w
osłupienie. – Jesteś głupia, jeśli myślisz, że to nic takiego... Ale bardzo cię
kocham i cieszę się, że nic gorszego cię nie spotkało... – przytuliła ją mocno,
a twarz Alex momentalnie pobladła z bólu. – Nigdy więcej nie próbuj mnie okłamać... – usłyszałem jeszcze cichy szept.
- Ja też cię kocham, Kate – powiedziała, powoli wciągając powietrze. – A teraz pokaż mi się dookoła, bo widzę, że dorobiłaś się kilku całkiem
seksownych ciuchów – zaśmiała się. Pomysł okazał się dobry, bo Kate już nie
ściskała jej w żelaznym uścisku. – Boże... Wyglądasz jak prawdziwa modelka... – w głosie
Alex pobrzmiewał podziw. Posłała nieme podziękowanie w naszą stronę. – Czy ty w
ogóle możesz oddychać w tych spodniach? – Louis parsknął śmiechem.
- Co wy macie do tych dżinsów? – zdziwiła się Kate. – Są
bardzo wygodne...
- I zapewne wszystkim przedstawicielom płci męskiej się
podobają – zaśmiała się Alex. – Aż dziw bierze, że ten zazdrośnik pozwala ci je
nosić...
- Nie miałem tu niestety nic do gadania... – puścił jej oczko i
znów objął Kate. – Ale staram się je podziwiać tylko w zaciszu sypialni...
- Louis! – rumieniec na twarzy Kate był uroczy, a jej
oburzenie rozbawiło wszystkich. W końcu, bo już myślałem, że Niall i Zayn
zostali spetryfikowani.
- A co wy tu jeszcze robicie? – oczy wszystkich spoczęły
na postawnej pielęgniarce, która właśnie pojawiła się w drzwiach. – Już dawno
po godzinach odwiedzin...
- Ale myśmy dopiero przyszli... – zaprotestowałem.
- I będziecie musieli wyjść – powiedziała wskazując nam
drzwi. – Godziny odwiedzin, to godziny odwiedzin. Żadnych wyjątków.
- Ale... – Kate wyglądała na zrozpaczoną.
- Porozmawiamy później skarbie – Alex przyciągnęła ją do
pożegnalnego uścisku. – Jestem padnięta. Czas na moją naćpaną drzemkę...
- Ale...
- Nie martw się o mnie Kate – ujęła jej twarz w dłonie. –
Nic mi nie jest. Jestem bezpieczna i niedługo to ja odwiedzę was... A w
międzyczasie... – resztę dokończyła jej szeptem, tak, że nikt inny nie usłyszał.
- Obiecujesz? – upewniła się Kate.
- Obiecuję, ale pod warunkiem, że nie będziesz się martwić, tylko dalej świetnie bawić. W końcu musisz mieć mi co opowiadać, bym nie umarła z
nudów... – zaśmiała się. – To jak? Umowa stoi?
- Stoi...
- No, nareszcie! – usłyszałam rozbawiony głos Harry’ego, a
po chwili ujrzałam nad sobą jego rozczochraną fryzurę. – Czym oni cię faszerują?
Spałaś jak zabita. Trzy razy mógłbym cię przelecieć i nawet byś nie
wiedziała...
- To by niezbyt dobrze świadczyło o twoich łóżkowych
umiejętnościach, Styles... – jęknęłam, próbując sięgnąć po wodę. Od razu mi ją podał. – Co się tak
szczerzysz?
- Udało się... – spojrzałam na niego uważnie. – Przez chwilę myślałem, że powiesz jej prawdę, ale muszę przyznać, że nieźle to
wykombinowałaś... Czasami jednak myślisz...
- Co cię tak dziwi? – uśmiechnęłam się. – Nie każdy ma
głowę tylko od potrząsania grzywą, niektórzy jeszcze coś w niej mają...
- Bardzo śmieszne... – mruknął. – Co ty masz do moich
włosów? Dziewczynom się podobają...
- Chyba tym z przedziału pięć, piętnaście – parsknęłam.
- Oj, wierz mi, tym starszym też się podoba... – poruszał
dwuznacznie brwiami. – Jest za co chwycić podczas...
- Nie kończ! Naprawdę nie potrzebuję wiedzieć, co
wyprawiasz we własnej sypialni...
- Akurat to, o czym myślę nie działo się w sypialni, ale...
- Przestań, albo każę cię wywalić – zagroziłam. – Lepiej
powiedz, co się działo po waszym wyjściu...
- A co się miało dziać? – wzruszył ramionami. – Kate trochę
popłakała Louisowi w kołnierz, ale w miarę szybko się uspokoiła. W sumie to, że
obiecałaś do niej codziennie dzwonić, się ku temu przyczyniło... Byliśmy na spotkaniu z fanami, co przypomina mi, że jak stąd wyjdziesz, skopie ci tyłek...
- Marz dalej... – mruknęłam, uśmiechając się pod nosem.
- Dostałem taki opierdol od chłopaków, że wciąż jeszcze
dudni mi w uszach – spojrzał na mnie wymownie. – A Liam to się chyba tydzień do
mnie nie odezwie...
- Jakoś przeżyjesz...
- Widzę, że bardzo się o mnie martwisz – parsknął. –
Rozmawiałem z twoim lekarzem...
- Co? – zdziwiłam się. – Czy to z założenia nie jest mój
lekarz?
- Może trochę mu nakłamałem, ale mniejsza o to... –
machnął ręką. „Coś ty znowu wymyślił, Styles?” – Jakoś pod koniec następnego tygodnia przewożą jedną pacjentkę
do Londynu...
- I powinno mnie to obchodzić, bo...
- Bo zabierzesz się razem z nią... – dokończył i spojrzał
mi w oczy, czekając na moją reakcję.
- Zapomnij! Nie ma mowy! – pokręciłam głową, a krew to chyba we mnie zawrzała. – Dałam się
przenieść tutaj, bardziej dla Kate niż dlatego, że tego chciałam, ale za żadne
skarby nie położysz mnie do szpitala w Londynie. W ogóle, co to za poroniony
pomysł? Takie bzdury to tylko ty potrafisz wymyślić...
- Nie przenosisz się do szpitala w Londynie, tylko do mnie
– „Chyba się przesłyszałam...” patrzyłam na niego, jakby mi właśnie powiedział,
że zdecydował się na zmianę płci.
- Czy ciebie już do reszty pojebało? Ja mam swój dom i
jeżeli tylko mnie stąd wypiszą, to tam się udam...
- Oni cię nie wypiszą jeszcze przez dobre kilka tygodni...
– patrzył na mnie, marszcząc brwi. – A tak poza tym, to już podpisałem za ciebie
te papiery...
- Co? – aż mnie zatrzęsło ze złości. – Jakim prawem?
Styles, kurwa, ja nie jestem niedorozwinięta i sama podpisuję swoje papiery...
Nigdzie się stąd nie ruszam. Zawołaj tego jebniętego lekarza! Normalnie go pozwę. Jakim prawem rozmawiał z tobą? Nie obowiązuje go jakaś tajemnica lekarska, do chuja pana?
- Oficjalnie jesteśmy razem – wyszczerzył zęby w głupim
uśmiechu. Nie wiem, czy kiedykolwiek mi się to zdarzyło, ale w każdym
bądź razie nie pamiętałam, bym kiedykolwiek wcześniej zaniemówiła. „Co ja gadam zaniemówiła... Mnie dosłownie zamurowało.” – Zabieram
cię do domu. Mam znajomą pielęgniarkę, która będzie się tobą opiekować i co najważniejsze, będziesz tam bezpiecznie schowana przed tym debilem – tłumaczył.
– Akurat zdążę wszystko zorganizować, zanim przyjedziesz. Lekarz ma mi dać listę
tego, co trzeba będzie wypożyczyć ze szpitala...
- Nie wierzę... – wydukałam w końcu.
- Będzie dobrze...
- Zamknij się, kurwa! – warknęłam i momentalnie fala bólu
przetoczyła się przeze mnie. – Wbij sobie do tego pustego łba, że ja nigdzie
nie jadę. Nigdzie! – powtórzyłam z naciskiem.
- Pojedziesz... – powiedział spokojnie, co jeszcze bardziej mnie wkurzało. Mnie tu szlag trafiał, a on wygląda jak oaza spokoju...
- Nie ma nic takiego, co możesz zrobić, czy powiedzieć, co
by mnie do tego zmusiło... – syknęłam ze złością.
- Pojedziesz, albo powiem prawdę Kate i ona cię do tego
zmusi...
- Nie zrobisz tego! – zamarłam z wrażenia. – Właśnie powiedziałeś, że udało się ją przekonać, iż nic poważnego się nie stało. Nie
zrobiłbyś jej tego...
- Zrobię, jeśli mnie do tego zmusisz...
- To jest szantaż, ty gnoju – warknęłam.
- Wiem, co to jest – powiedział spokojnie. – Ale wiem też,
co ci grozi, jeśli tu zostaniesz...
- Mam policję pod drzwiami na miłość boską!
- Ten facet nie dałby rady zawiązać własnego sznurowadła,
a co dopiero zapewnić ci bezpieczeństwo – warknął. – Powiedziałaś, że w pracy
nic ci nie grozi. Uwierzyłem ci. Jednak jak widać, nie miałaś racji...
- Nie, to nie może być prawda – z tego wszystkiego czułam,
że zaraz pęknie mi głowa. – Co cię to w ogóle obchodzi, Styles? Mieliście tylko zająć
się Kate, a nie ratować cały piep... – jego wargi przerwały mój słowotok i
chyba właśnie zaniemówiłam drugi raz w życiu. „Kurwa...” westchnęłam w jego
usta. „Całować to on potrafi...”
- Jesteś pewna, że chcesz się tu pokazywać? – spojrzałam na
przyjaciółkę, uśmiechając się, jakbym o niczym innym nie marzyła.
- A dlaczego miałybyśmy zrezygnować z koncertu? – odpowiedziałam
pytaniem. – Przecież wiem, jak bardzo chciałaś tu być...
- No tak... – Sandra uśmiechnęła się, szczęśliwa, że w końcu
zobaczy sławny zespół na żywo. – Ale wiesz... Myślałam, że skoro zerwaliście z Louisem...
- To, że nie jesteśmy razem nie znaczy, że nie możemy być
przyjaciółmi – powiedziałam, czując jak każde słowo staje mi kością w gardle. –
Zresztą, on nawet nie będzie wiedział, że tu jestem...
- Może masz rację...
- Oczywiście, że mam – podałam ochroniarzowi wejściówki, które od dość dawna czekały na ten dzień. – Cześć, Jack.
- Witam – uśmiechnął się, ale widać było, że jest
zmieszany. „Co on mu kurwa na mnie nagadał? Zrobił ze mnie terrorystkę, czy co?”
- Jeżeli musisz upewnić się, czy bilety są prawdziwe, to
poczekamy... – powiedziałam, posyłając mu najbardziej niewinne spojrzenie z
mojego repertuaru. Odetchnął z ulgą i odszedł kilka kroków. Po chwili wrócił
oddając mi wejściówki.
- Możecie wejść na salę, jednak nie dają wstępu za
kulisy... – uśmiechnął się przepraszająco.
- Nie ma problemu – uśmiechnęłam się. „Boże, zaraz rzygnę od tej słodkości...” – I tak chciałyśmy tylko obejrzeć koncert. Przyjaciółka nie może
się doczekać...
Przybrałam na twarz najbardziej sympatyczny uśmiech i
poszłyśmy zająć nasze miejsca. Już od drzwi słyszałam głosy świadczące o tym,
że fani zespołu wiedzą, kim jestem. Słyszałam swoje imię powtarzane przez wiele
osób. Te najbardziej odważne podeszły, by zamienić kilka słów. Nie da się ukryć, że byłam w
swoim żywiole. I mimo iż póki co Louis tę wywłokę nazywa swoją dziewczyną, to byłam święcie przekonana, że jeszcze za mną zatęskni i wróci z podkulonym ogonem. „Ślepa jak kret”
uśmiechnęłam się, pozując do zdjęcia z małą dziewczynką i jej mamą. „Perrie
spisała się nawet lepiej niż myślałam...” przypomniałam sobie nasze ostatnie
spotkanie przy kawie. „I takie coś zajęło moje miejsce...” Teraz już mogłam założyć się o wszystko, że Louisowi coś padło na mózg i wystarczy iż poczekam,
aż się otrząśnie z tej swojej akcji charytatywnej. „A ona wróci tam, skąd
przylazła...” odetchnęłam zadowolona i napawałam się moimi minutami chwały.
- Czy to nie ona? – łokieć Sandry boleśnie wbił mi się w
bok. Spojrzałam we wskazanym kierunku i aż mną zatrzęsło ze złości. – Nie
mówiłaś, że jest taka ładna... – z zachwytem wpatrywała się w drobną postać pod
sceną, a ja miałam ochotę trzepnąć ją w ten pusty łeb. Mark właśnie pomagał
usiąść... „Jak ona miała na imię?” próbowałam sobie przypomnieć. I chyba tylko
po to by mnie dobić, nagle zewsząd dało się słyszeć szepty i nawoływania. Fani
też już ją zauważyli. „Kate! Katy! Kate!” Jej wieśniacze imię otaczało mnie z
każdej strony i miałam tylko nadzieje, że mój popisowy uśmiech jest na stałe
przyczepiony do twarzy. „A przynajmniej niech tam zostanie do końca
koncertu...” Zauważyłam wiele par oczu zerkających na mnie nerwowo, ale już nie
tak jak wcześniej. Teraz już wiedzą, że nie jestem dziewczyną ich idola. „Do
czasu...” uśmiechnęłam się do przyjaciółki, która wciąż otwarcie przypatrywała się dziwce pod sceną. – Boże, za taką figurę mogłabym zabić – usłyszałam tęskne
westchnienie Sandry. – W te jej dżinsy to może bym rękę włożyła...
- To nie żryj tyle... – mruknęłam pod nosem, licząc, że
nie usłyszy przez te piski. – Nie sądzisz, że jest strasznie drobna... Jak dziecko... – pochyliłam się w jej stronę, by moje słowa do niej doleciały.
- Dziecko? – parsknęła, wciąż taksując ją wzrokiem. –
Kochana, ty chyba powinnaś okulistę odwiedzić... Gdybym była facetem, to właśnie śliniłabym się na jej widok...
- Jesteś okropna – zaśmiałam się. „Obrzydliwa...”
poprawiłam się w myślach.
- Fajną ma tą kurtkę... – powiedziała tęsknie. – Kurcze,
gdybym miała taką figurę...
- Och, już się nią tak nie zachwycaj – westchnęłam. –
Pewnie naciągnęła Louisa na drogie zakupy, to i wygląda dobrze. Wierz mi, gdy
widziałam ją ostatnio, wcale nie prezentowała się jakoś specjalnie... –
próbowałam się uśmiechać, jednak dobrze pamiętałam, jak wyglądała w tej czarnej
sukience, którą wtedy miała na sobie...
Gdybym wiedziała, że ten koncert to będzie taka katorga,
nigdy w życiu bym tu nie przyszła. Nie mogłam oderwać wzroku od zachwyconej
twarzy dziewczyny pod sceną. A gdy udało mi się to na chwilę, widziałam Louisa,
wpatrującego się w nią niczym w ósmy cud świata. „Idiota... Tak się dać
omotać...” I chyba tylko, by mnie dobić, moja przyjaciółka pieprzyła o niej
przez cały czas, zachwycając się chyba nawet tym, że tamta dziwka oddycha...
- Boże... Zabijcie mnie... – jęknęłam cicho. Okazało się,
że ten na górze ma dziwne poczucie humoru... Myślałam, że umrę, gdy podczas
śpiewania „One Thing” Louis ani na sekundę nie spuścił z niej wzroku. A ona wydawała się to wiedzieć, czerwieniąc się i uśmiechając jak idiotka. Gdyby tego było mało, to jeszcze fani byli tym wręcz zachwyceni... „Kurwa, po
co ja tu przyszłam...”
- Boże... Jakie to słodkie... – rozpłynęła się w zachwycie Sandra i naprawdę poczułam, że mogłabym ją zatłuc.