niedziela, 9 czerwca 2013

60




   - To znaczy, że byłem pieprzonym tchórzem, który wolał trwać w tym kłamstwie, niż znosić wścibskich dziennikarzy... – moje słowa zawisły w powietrzu, przerywając tym samym przemowę Zayna. Posłałem mu spojrzenie pełne wdzięczności za to, że  podjął się próby wyciągnięcia z Kate tego, co ją gryzie, a przy tym bronił mnie jak prawdziwy przyjaciel. – Czy możesz zostawić nas samych?
   - Lou... – Kate przygryzła dolną wargę zmieszana. „Pewnie tym, że nie ma pojęcia jak dużo udało mi się usłyszeć...” Na moje szczęście, całkiem sporo. Utkwiłem w niej uważne spojrzenie i zająłem miejsce zwolnione przez Malika. Zdecydowanie powinniśmy przeprowadzić tą rozmowę w środku. To będzie cud, jeżeli nie przypłacimy tego chorobą.
   Siedzieliśmy w ciszy. Ja, wpatrzony w nią jak w obrazek, śledziłem drogę kropli deszczu, spływających po jej policzkach. Ona, z kolanami pod brodą, trzęsąca się z zimna. „Muszę ją zabrać z tej zimnicy...
   - Powinniśmy... – zacząłem.
   - Przepraszam... – bardziej odczytałem z ruchu jej wargi, niż usłyszałem.
   - Nie masz za co przepraszać, kochanie – odezwałem się, otulając ją szczelniej kurtką Zayna i obejmując ramieniem. – Pamiętasz naszą rozmowę, o mówieniu sobie wszystkiego?
   - Pamiętam... – wyszeptała, wtulając głowę w moją szyję. Czułem, że trzęsie się z zimna. Jestem tu od kilku minut, a już nie mam na sobie ani jednej suchej rzeczy. Jak długo ona tu siedzi?
   - Czy możesz mi powiedzieć, co takiego wydarzyło się podczas koncertu? – zapytałem, pocierając jej ramię, by choć trochę je rozgrzać.
   Czekałem.  Wiedziałem, że musiało to być coś okropnego, skoro aż tak zareagowała. „Zdecydowanie powinniśmy wejść do środka...” pomyślałem, gdy zimny dreszcz przebiegł mi po kręgosłupie. Po kilku minutach ciszy byłem pewny, że już się nie dowiem, co było przyczyną jej zdenerwowania. Westchnąłem sfrustrowany, przeczesując palcami mokre włosy.
   I wtedy zaczęła mówić. Cicho i jakby do siebie, ale powtórzyła mi wszystko, co usłyszała z rozmowy dwóch fanek. „Fanek...” prychnąłem w myślach, a złość momentalnie rozlała się w moim ciele. Zdecydowanie, już nie było mi zimno. Mógłbym się nawet pokusić o stwierdzenie, że płonąłem z wściekłości. Z całych sił zaciskałem szczękę. To prawdziwy cud, że jeszcze mi nie strzeliła. Nie chciałem przerywać Kate, skoro w końcu zdecydowała się mówić. Próbowałem się uspokoić, ale raczej daleko mi było do tego stanu... Słyszałem ból w jej głosie, gdy powtarzała coraz to straszniejsze okropności. „Jak mam cię przekonać, że jesteś wszystkim czego pragnę, maleńka?
   Objąłem ją mocniej i uniosłem, sadzając sobie na kolanach. Teraz mogłem dokładnie poczuć, jak bardzo jest przemarznięta. W nikłym świetle dostrzegłem błysk serduszka, spoczywającego na jej dekolcie. Delikatnie ująłem je w palce, skupiając na nim spojrzenie..
   - Jesteś całym moim światem, Kate – odezwałem się, przenosząc wzrok na jej drżące usta. – Jesteś wszystkim... – zaciąłem się, tracąc oddech, gdy utonąłem w jej oczach. – Nigdy nawet nie marzyłem, że spotkam kogoś takiego jak ty. Myślałem, że byłem szczęśliwy, ale dopiero przy tobie poznałem, co to tak naprawdę znaczy. Jesteś wszystkim czego pragnę i wszystkim czego potrzebuję, Kate – przejechałem kciukiem po jej dolnej wardze, uwalniając ją spod nacisku zębów. – Usłyszałaś dzisiaj wiele przykrych słów i chciałbym móc ci obiecać, że to się nigdy nie powtórzy, ale nie mogę... – westchnąłem. – Wiem, że głęboko w sercu znasz prawdę... Wiesz ile dla mnie znaczysz i jak bardzo cię kocham... Wiesz o tym, prawda? – wstrzymałem oddech w oczekiwaniu na odpowiedź, a bicie mojego serca wręcz dudniło mi w uszach.
   - Wiem... – powiedziała, uśmiechając się delikatnie i unosząc dłoń, by dotknąć mojej twarzy. Jak zawsze jej dotyk sprawił, że moja skóra płonęła. – Ja czuję dokładnie to samo... Tak bardzo cię kocham, Lou... – jej palce muskały moje usta, budząc we mnie pragnienie posmakowania jej warg. – Ale to tak bardzo bolało...
   - Wiem, skarbie... – przytuliłem ją mocno. – To zawsze boli... Ludzie nie zdają sobie sprawy, jak bardzo słowa potrafią ranić... – mój wzrok znów zawisł na złotym wisiorku. Przejechałem po nim palcami.  – Pamiętasz, co ci powiedziałem, gdy...
   - Żebym nigdy nie zapomniała, że twoje serce bije tylko dla mnie... – usłyszałem drżący głos i jej palce zacisnęły się za zawieszce.
   - Właśnie – musnąłem jej wargi swoimi. – Świat jest pełen złych i zawistnych ludzi, kochanie... – nakryłem jaj piąstkę swoją dłonią. – Przypomnij sobie tamte słowa zawsze wtedy, gdy będzie ci źle i nigdy w nie nie wątp, bo to największa i najszczersza deklaracja w moim życiu... – pokiwała głową, uspokajając oddech i kilka razy pociągając nosem. – A teraz pozwól, że twój chłopak się tobą zaopiekuje – powiedziałem podnosząc się z kanapy z dziewczyną na rękach. – Zdecydowanie potrzebujesz się rozgrzać, a ja znam niezawodny sposób...
   - Naprawdę? – zaśmiała się, splatając dłonie na mojej szyi.
   - Naprawdę...
   Przemknąłem przez salon z prędkością światła, kierując się prosto do łazienki. Zdążyłem jeszcze posłać szeroki uśmiech w stronę chłopaków, którzy obsiedli barek, najwyraźniej czekając na koniec naszej deszczowej pogawędki i jakieś newsy. „No i jeszcze sobie trochę poczekają...” roześmiałem się głośno, zatrzaskując kopniakiem drewniane drzwi. Rozejrzałem się po pomieszczeniu. „Wanna... Prysznic... Wanna... Prysznic...” przeskakiwałem spojrzeniem raz w lewo, raz w prawo. „Jakim cudem ja mam niby podjąć decyzję?” Posadziłem Kate na blacie obok umywalki. Rzuciłem ciężką kurtkę Zayna na podłogę i przeraziłem się widząc, jak przemoknięta jest moja dziewczyna. „Wanna się dłużej napełnia...” podpowiedziało mi moje drugie ja. „Nareszcie jakiś głos rozsądku” ucieszyłem się, zrywając z siebie podkoszulkę. Ująłem stopę Kate i ściągnąłem przemoczonego buta. „Czy tylko ja mam déjà vu?” Momentalnie w mojej głowie pojawiły się gorące obrazy i teraz to już zupełnie przestało mi być zimno. A wręcz przeciwnie. Płonąłem. A moje spodnie chyba właśnie skurczyły się pod wpływem tej temperatury. Ewentualnie z powodu wilgoci. „Tak sobie to tłumacz...
   - L-Lou... – wargi Kate drżały z zimna i prawdę mówiąc, już porządnie zsiniały. Jej skóra była przeraźliwie blada i wręcz lodowata. – T-To nie był raczej d-dobry pomysł... N-Nie możesz być chory...
   - O mnie się nie martw, skarbie – powiedziałem, dosłownie zrywając z niej ubranie. Starałem się nie zwracać uwagi na kolejny koronkowy komplet bielizny, który miała na sobie. „I kto ci w to niby uwierzy?” odezwał się ten wredny głos w mojej głowie. „Nie rusza mnie to” powiedziałem w myślach. „Rzeczywiście... Po prostu maszt postawiłeś...” Starałem się ignorować moje wewnętrzne dyskusje z samym sobą. Zdjąłem spodnie i z Kate w ramionach wszedłem pod prysznic. Postawiłem ją przed sobą i ustawiłem odpowiednią temperaturę.
   - Lou! – pisnęła, gdy gorący strumień uderzył w jej przemarznięte ciało i cofając się wpadła prosto na mnie. Jęknąłem, gdy naparła z całej siły na mój pokaźny problem. „I dalej cię to nie rusza?” kpił ze mnie ten wredny...
   - Kate... – głośne westchnienie wyrwało się z moich ust, gdy obróciła się przodem, ocierając się przy tym o mnie.
   - Co? – zapytała niby niewinnie, ale błysk w jej oku zdradził wszystko.
   - Musisz się rozgrzać – powiedziałem, rozcierając jej ramiona. Starałem się trochę oddalić od jej brzucha mój nabrzmiały interes.
   - W-Właśnie się rozgrzewam – uśmiechnęła się i przejechała palcem po moim torsie, zatrzymując się przy gumce bokserek i strzelając nią lekko. „Dalej to na mnie nie działa...” wbiłem wzrok w ścianę i próbowałem uspokoić oddech. Nagle szarpnięcie za gumkę sprawiło, że poleciałem prosto na nią przyciskając ją do zimnych kafelek.
   - Skarbie – oddychałem głęboko, a przez moje ciało przelatywały właśnie ładunki elektryczne rodem z elektrowni atomowej. Pochyliłem się nad nią i szepnąłem do ucha. – Jeszcze chwila, a się doigrasz...
   - Jak długa jest ta chwila? – zapytała, złączając nasze wargi razem i znów ocierając się o mnie. Dotyk jej ust na moich odebrał mi zdolność myślenia. „Jaką zdolność? Stary... Twoje myślenie już dawno zmieniło lokalizację...” Wpiłem się w jej usta, jakby od tego zależało moje życie. Każde spotkanie naszych języków prowadziło do kolejnych cudownych dreszczy, przepływających przeze mnie.
   - Za późno... – mruknąłem prosto w jej rozchylone wargi i znów zaatakowałem je z zaborczą pasją, przypierając ją mocniej do ściany. Zerwałem z niej bieliznę i błądziłem dłońmi po nagim ciele i... Boże... nie wiem jak to możliwe, ale zrobiłem się jeszcze twardszy. „Zaraz dojdę, jak dzieciak, we własnych bokserkach...” Moje usta błądziły po jej skórze, pieszcząc każdy centymetr na swojej drodze. Powoli nabierała kolorów, ale wciąż była przerażająco chłodna... Gdy poczułem jak jej dłonie wędrują wzdłuż moich pleców, by wsunąć się prosto w bokserki, głośny jęk zaskoczenia wydobył się z moich ust i w odwecie delikatnie przygryzłem sterczący sutek. Zadrżała w moich ramionach. Czerwieniąc się zsunęła mi bieliznę  z pośladków, a dalej już sam sobie poradziłem. „Z niemałym trudem...” westchnąłem. „Co za ulga...
   Splotła palce na moim karku przyciągając do pocałunku. Moje dłonie wsunęły się pod jej pośladki, unosząc ją do góry. Odruchowo oplotła mnie nogami, przygryzając lekko moją wargę, gdy poczuła mnie tak blisko... Przyciskałem ją do ściany, miażdżąc usta namiętnymi pocałunkami i ocierając się o nią moim spragnionym przyjacielem. Słyszałem tylko szum wody i nasze ciężkie oddechy, przerywane głośnymi jękami. Raz po raz przepływała przeze mnie fala przyjemności i naprawdę zaczynałem się poważnie martwić, że skończę jeszcze zanim na dobre zaczniemy.
   - Louis! – jęknęła prosto w moje usta, ocierając się o mnie coraz bardziej niecierpliwie. To był ten idealny moment. Była gorąca, mokra i gotowa na mnie, a ja... Ja byłem jak zawsze, kurwa, nieprzygotowany... „Ty chyba sobie żartujesz?” Jęknąłem sfrustrowany. „No ja pierdolę, gdzie ja mam mózg?” warczałem sam na siebie. „Najwyraźniej nie tam, gdzie powinien być...” odezwało się to moje wredne ja. „Jeszcze mnie, kurwa, dobij.
   - Kateee... – zacząłem, ale przerodziło się to w głośny jęk, gdy ciaśniej objęła mnie nogami. „Nie wytrzymam...” – Boże... – zacisnąłem zęby, próbując się opanować, ale wcale mi tego nie ułatwiała. – Kurwa... Kochanie... Musimy... – i nagle okazało się, że może jeszcze mam te kilka pracujących szarych komórek. Mój wzrok zatrzymał się na kosmetyczce Harry’ego. „A w niej jest ocalenie” uśmiechnąłem się, ponownie atakując wargami usta dziewczyny. Nie przerywając pocałunku otworzyłem kabinę...
   - Lou? – Kate natychmiast mnie rozpracowała. „A spodziewałeś się czegoś innego?” – Co...
   - Muszę po coś sięgnąć, kotku – mruknąłem, wychodząc z nią z kabiny. Roześmiała się prosto w moje usta. – Boże, jak ja cię kocham... – powiedziałem, gdy jej śmiech zmył ze mnie zażenowanie. „I tak dałeś dupy.” Posadziłem ją na blacie i aż podskoczyła, gdy rozpalona skóra dotknęła zimnego kamienia. Sekundę później rozrywałem zębami opakowanie, a kolejne siedem leżało w pogotowiu. „Ambitnie...” Byłem boleśnie twardy i naprawdę nie zanosiło się na nic dłuższego. Uniosłem dziewczynę, chcąc wrócić pod prysznic. Oplotła mnie nogami przywierając całym ciałem, a gdy docisnęła biodra...
   - Kurwa...
   - Boże, Lou!
   Zagryzłem zęby z całej siły próbując się opanować, gdy jej gorące wnętrze otulało mnie całego pulsując i dostarczając nieopisanej rozkoszy. „Tak zajebiście ciasna...” Zerknąłem w stronę otwartej kabiny. „Nie da rady...” podjąłem decyzję w ułamku sekundy i przyparłem Kate do lustrzanej ściany poruszając się w niej coraz szybciej. Jej jęki tylko mnie nakręcały, a Bóg jeden wie, że naprawdę nie potrzebowałem, by mnie nakręcać. Czułem zbliżający się finał i nic nie mogło mnie powstrzymać przed jego osiągnięciem...


   - To chyba twój szczęśliwy dzień, Niall – posłałem przyjacielowi rozbawione spojrzenie, gdy moich uszu dobiegły kolejne odgłosy świadczące o tym, że nasza parka najwyraźniej robi przemeblowanie w łazience. – Możesz sobie zjeść ich porcje. Ewidentnie postanowili skonsumować się nawzajem – zaśmiałem się, gdy Liam pogłośnił telewizor, czerwieniąc się jak panienka.
   - Przynajmniej już jest dobrze... – wyszczerzył się Horan, sięgając po kolejny talerz. – Przez chwilę się... naprawdę martwiłem – dokończył już z pełnymi ustami jedzenia.
   - Dobrze, to im jest na pewno – parsknąłem, sięgając po frytkę z jego talerza. Posłał mi groźne spojrzenie. – No co? To nie twoje...
   - Chciałbym dorwać te laski – mruknął Zayn. – I powiedzieć im co nieco do słuchu...
   - Ty? – zdziwił się Liam i właściwie wyjął mi to z ust.
   - A co w tym takiego dziwnego?
   - No... – Li najwyraźniej nie wiedział, co powiedzieć.
   - Jakoś nie potrafię sobie ciebie wyobrazić w takiej sytuacji – wzruszyłem ramionami.
   - Dokładnie – poparł mnie Niall z nad już prawie pustego talerza. „Boże, kiedy on to zdążył w siebie wepchnąć?” otworzyłem szeroko oczy ze zdumienia. – Takie gadki, to raczej specjalność Louisa. Ale trzeba ci przyznać, że spisałeś się dzisiaj z Katy...
   - Taaak... – westchnął. – Prawdziwy ze mnie przyjaciel... – posłał blondynowi porozumiewawcze spojrzenie. „Czy ja o czymś nie wiem?” Gdy zauważył mój wzrok wydawał się co najmniej zmieszany. „Ja o czymś nie wiem, a Niall wie?” przeskakiwałem spojrzeniem z jednego na drugiego. „No tak to się, kurwa, nie będziemy bawić...
   - Co...
   - Idę się wygrzać w wannie i do wyrka – przerwał mi Zayn. „Na pewno nie. Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo” postanowiłem. – Nie chcę żeby mnie choróbsko chwyciło... – „Przechytrzył mnie, skubany...” jęknąłem, widząc reakcję Liama na te słowa.
   - To na co ty jeszcze czekasz? – popchnął go w stronę sypialni. – Dam ci coś rozgrzewającego, tak na wszelki wypadek... No ruszaj się...
   - Ja też chyba się położę... – odezwał się Niall, zeskakując ze stołka.
   - Nie tak szybko – chwyciłem go za koszulkę. – Co tu jest grane? Coś przed nami ukrywacie... – widząc przerażenie w jego oczach, wiedziałem, że mam rację. – Gadaj.
   - Nie wiem o czym mówisz – zaczął, uciekając ode mnie wzrokiem. – Ja...
   - Nie pierdol, Niall. No dawaj... Nigdy nie byleś dobry w trzymaniu sekretów.
   - Nie prawda! – oburzył się, a po chwili spłonął rumieńcem. – No może czasem mi się coś wypsnęło, tak jak z Alex... Ale to było niechcący – dodał szybko.
   - Czy coś się dzieję z Zaynem? – spróbowałem jeszcze raz.
   - Nie mogę... – spojrzał tęsknie w stronę sypialni. – Przecież wiesz, że pokłócił się z Perrie... – westchnął. – Nie jest mu teraz lekko...
   - Nie pierwszy raz się pokłócili – powiedziałem, wpatrując się w niego uważnie. – Prawdę mówiąc podejrzewam, że ich seks na zgodę musi być cholernie gorący i dlatego się żrą... – zaśmiałem się. – Dlaczego tym razem miało by być inaczej?
   - Ja naprawdę nic nie wiem... – jęknął Niall.
   - Prosił cię byś nic nam nie mówił? – zapytałem prosto z mostu.
   - Ja... Tak – westchnął. – On po prostu potrzebuje czasu, by to sobie poukładać w głowie. Kocha Perrie, ale jakoś ostatnio oddalili się od siebie... – spojrzał na mnie zmęczonymi oczami. – Daj mu spokój. Zostaw to...
   - Luz... – wzruszyłem ramionami. – Skoro trzymasz rękę na pulsie, to nie będę się wtrącał – powiedziałem, sięgając po porcję Louisa. – Mam wystarczająco na głowie... – mruknąłem pod nosem, wyciągając komórkę z kieszeni. „Czy nie jest za późno na telefon do szpitala?” Ostatecznie postanowiłem wysłać wiadomość. „Najwyżej przeczyta rano...
   - Dobranoc – usłyszałem jeszcze słowa blondyna i zniknął za drzwiami sypialni.
   - Harry? – odwróciłem się w stronę skąd dobiegł mnie głos Liama. Uniosłem brwi, czekając aż powie, co mu leży na wątrobie. – Możesz spać u nas. Pomieścimy się...
   - Nie trzeba, dzięki – posłałem mu rozbawiony uśmiech. – Wprawdzie zostałem wyeksmitowany z własnej sypialni na czas przemeblowania, ale kimnę się na kanapie... – powiedziałem, zerkając na wspomniany mebel. – A poza tym wypiłem tyle kawy, że pewnie nie zasnę do rana...
   - To do jutra – spojrzał na telefon, który wciąż trzymałem w ręce. – Pozdrów Alex...
   - Jasne... – mruknąłem. – Dobranoc...
   Napisałem wiadomość, oczywiście zapominając o pozdrowieniach, ale to przecież wiadomo i bez pisania. Odłożyłem telefon obok talerza i zabrałem się za jedzenie. „Coby się nie zmarnowało...” uśmiechnąłem się na samą myśl o naszych gołąbeczkach. Gdy rozległ się dźwięk mojej komórki, aż jęknąłem, zerkając tęsknie na talerz. „Normalnie zamieniam się w Horana” spojrzałem na wyświetlacz i w jednej chwili zapomniałem o jedzeniu.
   - Hej, skarbie – rzuciłem w słuchawkę, jednocześnie idąc po pilota, by wyłączyć telewizor. – Nie powinnaś już spać o tej godzinie?
   - Spałam odkąd pojechałeś – rzuciła, a po chili usłyszałem stłumione przekleństwo i jakieś dziwny szum. – Kurwa, Styles, ty mi miałeś zorganizować telefon, a nie to coś – warknęła. – Czy to w ogóle leżało obok telefonu?
   - To iPhone – uśmiechnąłem się pod nosem, rozwalając się wygodnie na kanapie. – Mam taki sam...
   - Ale ja nie potrzebuję komórki, by szpanować przed moimi nadętymi przyjaciółmi – znów rozległy się te dziwne szmery. – Kurwa! Tylko do dzwonienia... Instrukcja obsługi tego czegoś przypomina podręcznik do nauki chińskiego. Tyle samo z niej rozumiem...
   - Nie marudź... – zaśmiałem się. – Masz dużo czasu, by go sobie przetłumaczyć na angielski. No i jakoś zadzwoniłaś, wiec nie może być tak źle – zauważyłem.
   - Tak... Tylko, że chciałam ci odpisać... – roześmiałem się głośno, wyobrażając sobie te jej zmagania. – Bardzo śmieszne, Styles. Bardzo...
   - No trochę rzeczywiście... – przyznałem. – Jak się czujesz?
   - Naćpana... – usłyszałem ziewnięcie. – Obudzili mnie, by dać mi coś na sen... Czasami naprawdę nie rozumiem ludzi...
   - Czyli pewnie odlecisz za moment – byłem tym dziwnie rozczarowany. – Szkoda... Liczyłem na jakąś gorącą linię... Wiesz... Sex-telefon i te sprawy...
   - To nie ten numer – zaśmiała się i od razu usłyszałem, że tego pożałowała. – Nie rozśmieszaj mnie, Styles... Jak Kate?
   - Jestem pewien, że nie narzeka – parsknąłem. – Robią z Louisem przemeblowanie. Wcześniej w łazience, ale sądząc po odgłosach, przenieśli się do sypialni...
   - Jakie przemeblowanie? – zdziwiła się. – O czym ty mówisz?
   - Boże, jakaś ty niedomyślna – westchnąłem rozbawiony. – Mówiłem, że potrzeba ci seksu. Wtedy nie zadawałabyś głupich pytań...
   - Niby kiedy mówiłeś coś takiego? – prychnęła.
   - Wtedy u ciebie – przypomniałem. – Zaraz po tym, gdy...
   - Pamiętam – przerwała mi szybko. – Zawsze wiedziałam, że jak Kate kogoś sobie znajdzie, to obudzi się w niej kocica... – zaśmiała się cicho.
   - Sądząc po tych podrapaniach na plecach Louisa, to rzeczywiście pokazała pazurki – rzuciłem, przypominając sobie ten widok, gdy przyjaciel przebierał się po koncercie.
   - Jestem pewna, że nie narzeka – parsknęła. – Może nabierze przy nim pewności siebie i przestanie się tak wiecznie rumienić...
   - To urocze... – powiedziałem. – Dzięki nim można w niej czytać jak w otwartej księdze...
   - To prawda – zaśmiała się. – Chodziło mi raczej o to, że może w końcu dotrze do niej, że zasługuje na to wszystko, co teraz ma i nauczy się z tym żyć, bez tych wszystkich wątpliwości...
   - Hmmm... – zastanawiałem się nad słowami przyjaciółki i nad tym, czy powinienem powiedzieć jej o dzisiejszej niezbyt miłej przygodzie Kate. „Zdecydowanie potrzeba jej więcej pewności siebie. Jak to możliwe, że dziewczyna, która ma w sobie tyle siły, by przetrwać piekło, rozsypuje się pod wpływem słów jakiejś tępej gówniary?
   - No gadaj...
   - Co? – zdziwiłem się, wyrwany z zamyślenia.
   - To czego mi nie mówisz... Coś z Kate? Tylko nie mów, że się wygadałeś? – zapytała przestraszona.
   - Nie! Jezu... Za kogo ty mnie masz?
   - Nie odpowiem na to pytanie...
   - Bardzo śmieszne... – mruknąłem. – Mieliśmy tu mały alarm, ale skoro wciąż dochodzą mnie dźwięki przestawianych mebli, to już wszystko w porządku – zaśmiałem się.
   - A co się stało?
   - Jakieś idiotki za dużo mieliły ozorem i Kate to usłyszała – westchnąłem. – Trochę ją to przygniotło, ale już sobie wszystko wyjaśnili i jestem pewien, że po całonocnym seksie, jutro nawet o tych bzdurach nie pomyśli.
   - A ja naiwnie myślałam, że skoro do tej pory wasze fanki ją oszczędziły, to nic takiego już się nie wydarzy... – westchnęła.
   - No cóż... Są fani i „fani”... – w tym momencie moich uszu doszedł głośny jęk Louisa. „Boże...” – Jezu... Czy ty wiesz, co ja muszę tu znosić? – jęknąłem rozbawiony. – To jak porno, gdy rodzice zablokują ci kanał dla dorosłych. Słyszysz, ale nie widzisz... Niestety teraz mam bujniejszą wyobraźnię, niż gdy miałem dziesięć lat...
   - Oglądałeś programy dla dorosłych, gdy miałeś dziesięć lat? – zaśmiała się i skończyło się to bolesnym syknięciem i gwałtownym wciągnięciem powietrza.
   - Cóż mogę powiedzieć... Byłem ciekawskim dzieckiem...
   - Nic dziwnego, że jesteś zboczony...
   - Ja nie jestem zboczony – zaprotestowałem. – Po prostu mam potrzeby odpowiednie dla swojego wieku...
   - To ja chyba przeskoczyłam ten wiek – parsknęła.
   - Nie... Ty dopiero w niego wejdziesz – zaśmiałem się, słysząc jej reakcje. – Mam nadzieję, że będę wtedy w okolicy... – znów się roześmiała i kolejny raz szybko tego pożałowała.
   - Wykończysz mnie kiedyś...
   - Mam nadzieję usłyszeć to przy innej okazji... – zamruczałem w słuchawkę.
   - Idiota! Czy ty zawsze musisz wszystko sprowadzać do seksu? W razie gdybyś nie zauważył, to ten skurwysyn prawie wysłał mnie na tamten świat, w wyniku czego nawet nie mogę podrapać się po tyłku, bez skręcania się z bólu. Seks jest ostatnim, o czym teraz myślę.
   - We wtorek przyjadę i cię podrapię – zaoferowałem się. – Poświęcę się. A z wycieczką na tamten świat będziesz musiała poczekać... Jutro cię przeniosą do Manchesteru i tam już będziesz bezpieczna, a póki co ten policjant pod drzwiami musi wystarczyć... Będzie dobrze...
   - Harry... – wyczułem napięcie w jej głosie. – Zamknij się! Ona może cię usłyszeć...
   - Wierz mi, nawet gdybym się wydzierał do telefonu, to i tak nie przebiję się przez ich jęki – zaśmiałem się. – Louis całkiem dobrze odwraca jej uwagę...
   - Oby... – powiedziała, ale już z rozbawieniem w głosie. – Idź spać, Styles. Nie podsłuchuj...
   - Ciekawe jak mam to zrobić? – parsknąłem. – Wyeksmitowali mnie na kanapę, a nie do innego wymiaru...
   - Z tego co wyczytałam w tej chińskiej instrukcji obsługi, masz muzykę w telefonie. Wepchaj sobie te szpanerskie słuchawki w uszy i daj im się cieszyć chwilą. Pewnie rano i tak nie powstrzymasz się przed dogryzaniem im...
   - Jak ty dobrze mnie znasz, skarbie – zaśmiałem się. – A w celu przypomnienia... Ty też masz takie same szpanerskie słuchawki... – jęknęła mi do ucha.
   - Nie przypominaj mi...
   - Pokażę ci wszystko, co i jak, jak przyjadę we wtorek... – zaofiarowałem się.
   - Ty mi lepiej nic nie pokazuj, Styles!
   - Ha ha ha... Bardzo śmieszne... – pokręciłem głową rozbawiony. – Idź spać, Alex... Jutro czeka cię ciężki dzień... – usłyszałem jej westchnienie.
   - Dobranoc i... dzięki.
   - Nie ma za co, Motylku – prychnęła mi w słuchawkę. – Erotycznych snów... ze mną w roli głównej...
   - Boże... Teraz już nigdy nie zasnę...


   Wrzuciłem ostatnie rzeczy do torby i zapiąłem zamek z głośnym westchnieniem. Ten poranek zdecydowanie nie nadawał się do wczesnego wstawania. Za oknem wciąż lało i prawdę mówiąc bardziej przypominało to ulewę stulecia, niż zwykły angielki deszczyk. Miałem ochotę tylko zakopać się w pościeli i nie wstawać przez najbliższe kilka godzin.
   - Kurwa! No zamknij się! – patrzyłem rozbawiony jak Niall mocuje się z walizką, jęcząc przy tym niemiłosiernie. – Póki jestem dobry... Nie da rady – westchnął. – Mógłbyś mi pomóc, a nie szczerzysz się tylko?
   - Skoro tak ładnie prosisz... – usiadłem na opornym bagażu. – Co ty tam napchałeś? Okradłeś barek, czy jak?
   - Prezenty od przyjaciół... – „No tak, to wiele wyjaśnia” uśmiechnąłem się ze zrozumieniem.
   - Zwane inaczej: wałówka na drogę?
   - Śmiej się śmiej, ale jeszcze będziesz chciał kawałek ciasta... – „Skubany, wiedział gdzie zaboli...
   - Masz tam ciasto? – spojrzałem na walizkę, którą aktualnie przygniatałem swoim tyłkiem. – I pozwoliłeś mi na nim usiąść?
   - Spoko – wyszczerzył zęby w uśmiechu. – Akurat je mam w drugiej torbie...
   - Wiesz, że jesteś moim najlepszym przyjacielem...
   - Lizus! Ale dobrze kombinujesz... – zaśmiał się Niall.
   - Tylko na was czekamy – Liam wpadł jak zawsze ze swoją kontrolą. – Co tak długo?
   - Zagadaliśmy się – zarzuciłem torbę na ramię i wyszedłem do salonu. Śmiech Harry’ego powiedział mi, że z tym czekaniem, to tak nie do końca...
   - Jednak żyją! – wydarł się Louis, widząc mnie i Nialla. – A już myśleliśmy, że zapadliście w jakąś śpiączkę, czy coś...
   - Nie wiem jak Horan, ale ja jeszcze śpię – mruknąłem, podchodząc do przyjaciół. Pewnie uczciwiej by było, gdybym potrafił przyznać się przed samym sobą, że akurat na Lou i Harry’ego nawet nie zerknąłem. – Cześć...
   - Hej, Katy – Niall od razu zamknął ją w niedźwiedzim uścisku. Jak ja mu zazdrościłem tej ich zażyłości.
   - Cześć – odezwała się posyłając mu wesoły uśmiech. – Zayn... – odwróciła się w moją stronę i... przytuliła mnie. „Boże, chyba rzeczywiście jeszcze się nie obudziłem...” Niezdarnie odwzajemniłem uścisk, upajając się jej słodkim zapachem. Lou, widząc moją reakcję, uśmiechnął się szeroko. „Gdybyś tylko wiedział, przyjacielu...” Mógłbym tak stać bez końca, ale na moje nieszczęście, akurat przyjechała winda.
   - Liam! – wydarł się Harry, ładując się do środka.
   - Idę! – Payne w ostatniej chwili wbiegł do windy, rzucając w Nialla butem. – Nie zapomniałeś czegoś?
   - Ups – blondyn wyszczerzył się w uśmiechu. – Chciałem je ubrać nawet, ale nie mogłem go znaleźć...
   - Szkoda, że głowy nie zgubiłeś, to by wiele wyjaśniło...
   Kilka minut później staliśmy przy wyjściu, czekając aż podstawią samochód, którym mieliśmy jechać do Belfastu. Opierałem się o ścianę, pożerając wzrokiem Kate. „Jak to możliwe, by w zwykłych dżinsach, bluzce i trampkach wyglądać tak dobrze?” Dekolt czarnej bluzki zdecydowanie przyciągał mój wzrok. Najwyraźniej był zaprojektowany z myślą, by odsłaniać jedno ramię, bo układał się tak w naturalny sposób, wywołując tym samym rumieńce na twarzy Kate i nerwowe jego poprawianie. Za to Louis był nim wyraźnie zachwycony. Zresztą nie mniej niż ja...
   - Co za pogoda... – jęknął Niall, stając obok mnie. – Ślicznie wygląda, co nie?
   - Rzeczywiście... Co? Kto? – gapiłem się na niego zdenerwowany, rzucając przy okazji spanikowane spojrzenie w stronę Kate, by sprawdzić, czy nas usłyszała.
   - Ślinisz się, stary – powiedział mi do ucha i na całe szczęście zostawił samego. Obserwowałem jak podchodzi do pozostałych. Zdejmuję czapeczkę i wciska ją na głowę dziewczyny. – Masz, Katy. Przynajmniej włosy ci nie zmokną...
   - Jejku... Jaki zaszczyt cię spotkał, skarbie – Lou wsunął jej za ucho kilka kosmyków. – Ulubiona czapeczka Nialla.
   - Nie mogę jej...
   - Możesz, możesz – blondyn uciął jej protesty. – Wyglądasz w niej lepiej niż ja i mówię to z przykrością... – uśmiechnąłem się, słysząc jego słowa.
   - Panowie... i pani, samochód już czeka – Paul otworzył drzwi, wpuszczając do środka chłodne powietrze.
   Dwie godziny później dalej nie byłem wyspany. Po oknach wciąż zacinał deszcz, a ja zamiast o próbie i spotkaniu z fanami, marzyłem o łóżku. Siedziałem na kanapie obok Harry’ego, który zaciekle walił w ekran telefonu, strojąc przy tym głupie miny... Doszedłem do wniosku, że spanie w samochodzie nie wyszło mi na dobre... Czułem się jeszcze gorzej niż rano. Rozległo się pukanie do drzwi i zanim ktokolwiek zareagował, do środka wparowała Lou z Lux na rękach. Spojrzałem na nie zdziwiony.
   - A wam się coś nie pomyliło? – zaśmiał się Harry. – Pogoda raczej nie sprzyja chodzeniu w stroju kąpielowym...
   - Jest Kate? – zapytała posyłając mu rozbawione spojrzenie.
   - A gdzie ma być? – Styles wskazał w stronę jednej z sypialń. – Obściskują się z Louisem...
   - Zazdrościsz? – usłyszałem rozbawiony głos przyjaciela. „A żebyś wiedział...” odetchnąłem głęboko, starając się nie patrzeć w jego stronę w obawie, że wyczyta te słowa z mojej twarzy. – Co się dzieje? A wy gdzie się wybieracie?
   - Zabieramy Kate na basen – odezwała się Lou, stawiając małą na podłodze. O dziwo, Lux zamiast do Harry’ego pobiegła w stronę dziewczyny, wyciągając do góry rączki.
   - Mnie? Ale... – Kate wzięła małą na ręce.
   - Co będziesz się z nimi nudziła... – Lou przerwała jej zanim dziewczyna zdążyła zaprotestować. – Będą zajęci cały dzień. Wyciągnęłabym cię na miasto, ale pogoda jest do niczego. Za to hotelowy basen wygląda całkiem, całkiem... Weźmiemy Marka. Już u niego byłam. Zaraz po nas przyjdzie... – nadawała jak katarynka, jednocześnie szukając czegoś w wielkiej torbie, którą miała na ramieniu. – Jeżeli nie masz kostiumu, to przyniosłam ci kilka... Któryś na pewno będzie pasował...
   - Ale ja nie mogę chodzić w kostiumie... – jęknęła Kate.
   - Dlaczego? – Lou popatrzyła na nią zdziwiona.
   - Dlaczego? – Louis powiedział to dosłownie w tym samym czasie.
   - Dlaczego? – zawołał Harry. – Sorry, nie mogłem się powstrzymać – dodał, śmiejąc się.
   - No przecież... – zaczęła Kate, rumieniąc się. Obserwowałem jak Lux bawi się jej łańcuszkiem i byłem tym prawie zahipnotyzowany.
   - To przecież świetny pomysł – powiedział Louis, biorąc małą na ręce. – Przecież uwielbiasz pływać, a w poniedziałek i to w dodatku o tej godzinie basen będzie świecił pustkami, wiec tym się nie przejmuj... – zauważyłem, że jeszcze coś tam jej szepnął na ucho i ostatecznie zniknęła z Lou za drzwiami sypialni.
   - Już im zazdroszczę – westchnął, podając Lux Harry’emu.
   - Ja też – jęknął Styles. – Nie będą musiały znosić twojego biadolenia przez cały dzień – westchnął. – Tyle godzin bez Kate? Będziesz nie do wytrzymania... Już mam ochotę się zabić, a jeszcze nawet nie zacząłeś marudzić...
   - Zamknij się, bo sam cię zabiję i nie będziesz już musiał nikogo znosić... – przekomarzali się, szczerząc się przy tym jakby byli naćpani.
   - I jak? – na te słowa cała nasza piątką... właściwie szóstka, licząc Lux, odwróciła się w stronę dziewczyn. „Boże przenajświętszy...” jęknąłem w myślach i chyba właśnie przestałem oddychać. Za to pożerałem wzrokiem ukochaną przyjaciela. „Dobijcie mnie...
   - Mała... – Harry aż zagwizdał z podziwu i prawdę mówiąc, rzeczywiście było co podziwiać...
   - Kochanie... – Louisowi najwyraźniej odebrało mowę.
   - Sądząc po ich minach, ten rzeczywiście będzie najlepszy – zaśmiała się Lou, a Kate spłonęła rumieńcem. – No gdzie ten Mark?
   - Ale ona nie może tak iść! – Louis zerwał się z kanapy, chwycił ręcznik, który Lou właśnie upychała do torby i owinął nim Kate. – Od razu lepiej – westchnął z ulgą, wywołując swoim zachowaniem wybuch śmiechu wszystkich zebranych. „No prawie wszystkich” poprawiłem się. „Ja zdecydowanie popierałem jego decyzję.” – Pięknie wyglądasz, skarbie – powiedział. – Ale jesteście pewne, że nie ma tam „lepszejszego” stroju? – wskazał na wielką torbę.
   - Akurat nie wzięłam żadnego kombinezonu zapinanego pod szyję – parsknęła Lou.
   - I całe szczęście – parsknął Harry. – Gdyby ją zobaczył w obcisłym kombinezonie, to na sto procent... – reszta jego wypowiedzi była tylko niezrozumiałymi dźwiękami dzięki Niallowi, który zapobiegawczo zatkał mu usta dłonią. – Puść mnie, idioto! Przecież dobrze mówię...
   - Ślicznie wyglądasz, Katy – powiedział, szczerząc zęby w uśmiechu. – Od razu wiadomo, że to moja siostra. Ma się te geny...
   - Zdajesz sobie sprawę, że nie macie tych samych przodków – odezwał się Liam.
   - Szczegół – skomentował krótko przyjaciel.
   Gdy rozległo się pukanie do drzwi, Lou zabrała małą i wciąż jeszcze zarumienioną Kate i zgarniając Marka zniknęła, trzaskając drzwiami.
   - To będzie długi dzień... – westchnął Louis.
   - Nam to mówisz? – parsknął Harry, rzucając mu rozbawione spojrzenie.


   Znów musiałem czekać. Niczego tak bardzo nienawidziłem jak czekania, a mam wrażenie, że odkąd ją pierwszy raz ujrzałem, nic innego nie robię. Czekałem aż przestanie się mnie bać. Aż podrośnie na tyle, by stać się pięknością... „Wiedziałem, że będzie cudowna...” westchnąłem, czując narastające podniecenie. Czekałem, aż przestanie być pod opieką psychologów... Czekałem aż stanie się kobietą i kiedy to się w końcu stało... „Pieprzona dziwka!” Zatrzęsło mnie z wściekłości. Uspokojenie się przychodziło mi z coraz większym trudem. Wziąłem kilka głębokich oddechów. Tylko dzięki opanowaniu i trzeźwemu myśleniu wciąż byłem na wolności i policja nadal nie miała zielonego pojęcia, gdzie mnie szukać. „Zawodowcy...” prychnąłem z pogardą. Kolejny wdech i jej obraz pojawił się przed moimi oczyma. Teraz mogłem już zapomnieć o spokoju. Nalałem sobie kolejnego drinka.
   - Ty pieprzona, mała dziwko! – zerwałem się z fotela i podszedłem do okna. Uśmiechnąłem się, widząc tłumy nastolatek przed hotelem, a rozkoszny dreszcz przebiegł moje ciało. „Takie młode...” westchnąłem i z trudem oderwałem wzrok, przypominając sobie, po co tu tak naprawdę jestem. – Pieprzona dziwka... – syknąłem przez zęby, znów trzęsąc się ze złości. Tylko kwestią czasu było dowiedzenie się, gdzie ta wariatka ją ukryła... – Gdybym miał więcej czasu... – nie mogłem odżałować, że zostawiłem tą idiotkę przy życiu. Zwilżyłem gardło palącą cieczą. – Inaczej byśmy pogadali...
   Wiedziałem, że zaatakowanie jej w hotelu, gdzie pracowała, nie było moim najlepszym pomysłem. Ale miałem już dość czekania... Tak to się dzieje, gdy działam pod wpływem emocji. Ale to był ostatni raz. Teraz już tylko zimne kalkulacje i dorwę tą małą niewdzięcznicę. „I uciszę ją raz na zawsze...” uśmiechnąłem się do swoich myśli. „Ale najpierw będziesz moja...” zatrząsłem się na samo wyobrażenie tego, co z nią zrobię.
   - I będziesz błagać, bym cię zabił... – wciągnąłem gwałtownie powietrze, gdy dreszcz rozkoszy liznął mój kręgosłup. Zauważyłem, że robię się twardy. – O tak... Będziesz, kurwa, błagać...
   Oparłem dłoń na zimnej szybie, obserwując ten rozkoszny, niczego nieświadomy tłum przed hotelem. Tyle policji i ochrony... Roześmiałem się głośno. „I oni myślą, że mnie złapią” pokręciłem głową z politowaniem. „Głupcy...” I wtedy krzyki i piski nasiliły się, a mój oddech przyspieszył. Drżałem w oczekiwaniu, nie odrywając wzroku od wolno zbliżającego się czarnego vana. Ochrona robiła co tylko mogła, ale tłum napierał... Ręce zaczęły mi się trząść, gdy samochód w końcu się zatrzymał. „Idealnie...” uśmiechnąłem się z kolejnego małego sukcesu. „Wiedziałem, że ten pokój będzie idealny...” Wciągnąłem gwałtownie powietrze, gdy drzwi rozsunęły się...
   - No dalej... – mruczałem pod nosem. – Pokaż się, skarbie... – z auta wyskoczyło dwóch dzieciaków, powodując wręcz orgazm wśród tłumów. „Dzieci... Już ja bym się o was lepiej zatroszczył...” czułem rosnące podniecenie w spodniach. „Oj, nauczyłbym was...” I wtedy ją ujrzałem, a przez moje ciało przetoczył się dreszcz ekscytacji. – Taka piękna... – skrzywiłem się, widząc jak ten gówniarz ją dotyka. – Zapłacisz mi za to – warknąłem, trzęsąc się ze złości. Skupiłem swój wzrok na dziewczynie. Jęknąłem na widok jej nóg w tych nieprzyzwoicie, obcisłych dżinsach. – Dziwka! – sięgnąłem dłonią do twardego wybrzuszenia w moich spodniach. „Wygląda jak pierwsza, lepsza kurwa spod latarni...” dalej lustrowałem jej strój, jednocześnie rozpinając rozporek i zaciskając palce na twardym penisie. – Tak będziesz to robić... Pokażę ci... – przyspieszyłem ruchy, krzywiąc się, gdy chłopak otoczył ją ramieniem i skierował się ku wejściu do hotelu. – Jesteś już jego? Dotyka cię tak, jak ja to będę robił? – zacisnąłem dłoń mocniej, jęcząc z bolesnej przyjemności. I wtedy ujrzałem jej uśmiech. Nieśmiały, ale podszyty strachem i to był widok, na który moje ciało zareagowało gwałtownym dreszczem i doszedłem z głośnym okrzykiem na ustach. Oparłem czoło o taflę okna, próbując jak najdłużej mieć ją w zasięgu wzroku. – Będziesz moja, Kate – warknąłem, a mój oddech osiadł na szybie. – I tym razem zrobimy to inaczej... – Wściekłość wypełniła moje ciało i dopiero ból w dłoni sprawił, że się ocknąłem ze swoich marzeń. Zauważyłem kawałki szkła na dywanie i krople krwi zmieszane z alkoholem, skapujące z mojej dłoni i tworzące przerażającą mozaikę. – Już niedługo...


   „Będziemy za dwadzieścia minut” przeczytałam wiadomość od Stylesa i westchnęłam ciężko, przywołując pielęgniarkę. Cieszyłam się na spotkanie z Kate, ale chyba pierwszy raz w życiu bałam się go. Spojrzałam na moje poranione dłonie. „Z tym raczej nic nie zrobię...
   - Co się dzieje, Alexis? – skrzywiłam się, słysząc znienawidzone imię. – Boli? – kiwnęłam głową. Kilka minut później mogłam już lżej oddychać, choć wiedziałam, że za ten komfort zapłacę później.
   - Proszę cię, Styles – mruknęłam pod nosem. – Tym razem nie daj dupy...
   Gapiłam się w przerażająco nudny, biały sufit i odliczałam minuty do ich przyjścia. „Boże, gdybym miała mieszkać na stałe w takim pokoju, chyba bym się zabiła...” Ciche pukanie wyrwało mnie z moich dekoratorskich zapędów. Wypuściłam powoli powietrze, gdy w drzwiach ukazała się czupryna przyjaciela.
   - Cześć, wspólniczko – wyszczerzył się w uśmiechu, ale oczy pozostały poważne i skupione. Wydawało mi się, że skinął lekko głową...
   - Alex?
   - Hej, Słońce ty moje – uśmiechnęłam się, widząc jej orszak. – Boże, jak ja się za tobą stęskniłam. Chodź tu do mnie... – obserwowałam jak przyjaciółka wolnym krokiem zbliża się do łóżka, nie wypuszczając doni Louisa z mocnego uścisku. Ten patrzył się na mnie wzrokiem, wyrażającym głęboki szok. – Za grosz dobrego wychowania – zaśmiałam się, patrząc na przerażone miny chłopaków. – Mama wam nie mówiła, że wypada się przywitać?
   - Cześć, Alex – odezwał się cicho Liam, a reszta poszła za jego przykładem. – Jak... Jak się czujesz?
   - Teraz już dobrze – pomogłam Kate namierzyć moją dłoń i przyciągnęłam ją do mocnego uścisku, krzywiąc się z bólu, gdy naciągnęłam szwy.
   - Tak się bałam... – usłyszałam cichy szept i poczułam na szyi jej gorące łzy.
   - Nie płacz, kochanie – głaskałam ją po misternie ułożonych włosach. – Nie płacz, bo zaraz ja zacznę, a w moim stanie to bardzo niewskazane. Jeszcze się uduszę wyjąc na leżąco. A z tą nogą pod sufitem, to usiąść raczej się nie da... – plotłam głupoty, próbując ją uspokoić. – Jestem tu i nigdzie się nie wybieram... Oddychaj, proszę...


   „Oddychaj, proszę...” powtórzyłem w głowie po Alex. „Zdecydowanie powinienem zacząć...” Nie mogłem oderwać od niej wzroku. „Jej twarz... Boże...” Jej zawsze uśmiechnięta i pokryta misternym, a przede wszystkim kolorowym makijażem twarz, bardziej przypominała facjatę boksera po dwunastu rundach, niż naszą szaloną przyjaciółkę. Każdy widoczny skrawek jej ciała pokryty był ciemnymi siniakami i strupami. To, czego nie było widać, przykrywały opatrunki. „Jeżeli tak wygląda ktoś lekko poobijany i ze złamaną nogą, to nie wiem, jak miałby wyglądać ktoś w ciężkim stanie...
   Patrzyłem jak uspokaja Kate, krzywiąc się z bólu, gdy ta objęła ją w pasie. „Co jeszcze?” zastanawiałem się, co naprawdę się wydarzyło. Miałem ochotę ukatrupić Stylesa, bo ewidentnie nie powiedział nam prawdy, a jeżeli to wyjdzie na jaw, to Kate nie wybaczy nam już tak łatwo.
   Staliśmy w milczeniu dookoła łóżka, pozwalając mówić Alex. Ale te wszystkie wesołe słowa wypływające z jej ust, układały się w jedno, wielkie kłamstwo na rzecz jej przyjaciółki.
   - Jak to się stało? – uśmiechnęła się, słysząc to pytanie z ust Kate. Zerknęła na Hazzę w niemym porozumieniu. „Zabiję gnoja, że nas na to nie przygotował...” westchnąłem. Zdecydowanie spodziewała się tego pytania. – Czy... Czy to on? O-On ci to zrobił? – ostatnie słowo zostało wypowiedziane ledwie słyszalnym szeptem.
   - To naprawdę nic takiego, kochanie... – widząc grymas bólu na twarzy Alex, Louis przyciągnął do siebie Kate i otoczył w pasie ramionami. Teraz mogła „tylko” trzymać przyjaciółkę za rękę.
   - Powiedz mi prawdę... Proszę cię... – wbijała w przyjaciółkę te swoje niesamowite „spojrzenie”. – Czego mi nie mówicie? Co się dzieje?
   - Uspokój się, Słońce – westchnęła i momentalnie jej wolna dłoń spoczęła na brzuchu. Byłem prawie pewien, że ma tam coś bardziej poważnego, niż złamanie... – Kto miał ci coś powiedzieć, skoro oni nic nie wiedzą? – ścisnęła palce Kate. – Tak, to był on. Trochę mu nie wyszło, co? – zaśmiała się cicho. – Naprawdę w porównaniu z tym, co mógł mi zrobić, to co zrobił, to wielkie nic... Noga szybko się zrośnie, a po tych siniakach i zadrapaniach nie będzie nawet śladu... A gdy już go złapią, dołożą mu jeden zarzut więcej...
   - Boże, on mógł cię... – Kate momentalnie zbladła i zakryła dłonią usta.
   - Ale mu nie wyszło – przerwała jej Alex. – Grunt się pod nim pali i popełnia błędy, to dobrze...
   - Ale...
   - Nic mi nie jest, skarbie – powiedziała tak pewnie, że gdybym nie widział jak wygląda, to bym jej uwierzył. – Policja trzyma rękę na pulsie. Dostałam nawet seksownego pana policjanta, który mnie pilnuje... – uśmiechnąłem się pod nosem na wspomnienie otyłego funkcjonariusza, siedzącego pod drzwiami i zajadającego się pączkami. „Rzeczywiście, czysty seks...” – Będę sobie leżeć i oglądać nudne programy w telewizji... To prawie jak wakacje. A nawet lepiej, bo jedzenie mają tu całkiem znośne i z dostawą do łóżka – zaśmiała się. – I jakby tego było mało, to jeszcze wypłatę będę dostawać normalnie, bo to podchodzi pod wypadek w miejscu pracy. Jestem wielką szczęściarą. Wiesz ile będę miała kasy jak stąd wyjdę, skoro na nic nie muszę wydawać?
   - Jak ty coś palniesz... – prychnął Styles. – Powinni ci łeb zbadać, bo takich głupot to dawno nie słyszałem...
   - Oj, zamknij się, Styles... – posłała mu rozbawione spojrzenie.
   - Dlaczego wydaje mi się, że coś przede mną ukrywasz? – wszyscy zamarli, słysząc szept Kate.
   - Pewnie dlatego, że tak jest – spojrzałem zdziwiony. „Co?” – Zauważyłaś, że nasi drodzy panowie nie odezwali się odkąd tu weszli? Cóż... – przyłożyła jej dłoń do swojego policzka. – Moja twarz wygląda okropnie, co z bólem mówię... Ale to przecież nic takiego... – patrzyłem jak palce Kate delikatnie badają obrażenia przyjaciółki. Przesuwała opuszkami po poranionej skórze, a z każdym „obejrzanym” kawałkiem więcej łez spływało po jej policzkach. – Nie płacz, kochanie...
   - To moja wina... – szepnęła. Louis zagarnął ją w ramiona i teraz płakała w jego koszulkę. – Boże...
   - To nie jest twoja wina, maleńka – głaskał ją po plecach. – To chory człowiek i w końcu policja go dorwie i zapłaci za wszystko, gnijąc w więzieniu...
   - Ale... – łkała niczym małe dziecko.
   - Kate, weź się w garść... – odezwała się Alex, sięgając w stronę przyjaciółki. – W porównaniu z tym, co zrobił tobie, czy Lily, ja miałam ogromne szczęście. Przestań płakać i pomyśl... Jestem tu. Bezpieczna. Styles załatwił mi iście prezydencki pokój – spojrzała na Harry’ego, uśmiechając się w podziękowaniu. – Mogło być dużo gorzej... Powinniśmy się cieszyć. Pokpił sprawę i jeszcze trochę będziecie musieli znosić moją osobę...
   - Boże, jaka ty jesteś głupia... – jęknął Harry.
   - Nie pozwalaj sobie... – oburzyła się.
   - On ma racje – cichy głos Kate wprawił wszystkich w osłupienie. – Jesteś głupia, jeśli myślisz, że to nic takiego... Ale bardzo cię kocham i cieszę się, że nic gorszego cię nie spotkało... – przytuliła ją mocno, a twarz Alex momentalnie pobladła z bólu. – Nigdy więcej nie próbuj mnie okłamać... – usłyszałem jeszcze cichy szept.
   - Ja też cię kocham, Kate – powiedziała, powoli wciągając powietrze. – A teraz pokaż mi się dookoła, bo widzę, że dorobiłaś się kilku całkiem seksownych ciuchów – zaśmiała się. Pomysł okazał się dobry, bo Kate już nie ściskała jej w żelaznym uścisku. – Boże... Wyglądasz jak prawdziwa modelka... – w głosie Alex pobrzmiewał podziw. Posłała nieme podziękowanie w naszą stronę. – Czy ty w ogóle możesz oddychać w tych spodniach? – Louis parsknął śmiechem.
   - Co wy macie do tych dżinsów? – zdziwiła się Kate. – Są bardzo wygodne...
   - I zapewne wszystkim przedstawicielom płci męskiej się podobają – zaśmiała się Alex. – Aż dziw bierze, że ten zazdrośnik pozwala ci je nosić...
   - Nie miałem tu niestety nic do gadania... – puścił jej oczko i znów objął Kate. – Ale staram się je podziwiać tylko w zaciszu sypialni...
   - Louis! – rumieniec na twarzy Kate był uroczy, a jej oburzenie rozbawiło wszystkich. W końcu, bo już myślałem, że Niall i Zayn zostali spetryfikowani.
   - A co wy tu jeszcze robicie? – oczy wszystkich spoczęły na postawnej pielęgniarce, która właśnie pojawiła się w drzwiach. – Już dawno po godzinach odwiedzin...
   - Ale myśmy dopiero przyszli... – zaprotestowałem.
   - I będziecie musieli wyjść – powiedziała wskazując nam drzwi. – Godziny odwiedzin, to godziny odwiedzin. Żadnych wyjątków.
   - Ale... – Kate wyglądała na zrozpaczoną.
   - Porozmawiamy później skarbie – Alex przyciągnęła ją do pożegnalnego uścisku. – Jestem padnięta. Czas na moją naćpaną drzemkę...
   - Ale...
   - Nie martw się o mnie Kate – ujęła jej twarz w dłonie. – Nic mi nie jest. Jestem bezpieczna i niedługo to ja odwiedzę was... A w międzyczasie... – resztę dokończyła jej szeptem, tak, że nikt inny nie usłyszał.
   - Obiecujesz? – upewniła się Kate.
   - Obiecuję, ale pod warunkiem, że nie będziesz się martwić, tylko dalej świetnie bawić. W końcu musisz mieć mi co opowiadać, bym nie umarła z nudów... – zaśmiała się. – To jak? Umowa stoi?
   - Stoi...


   - No, nareszcie! – usłyszałam rozbawiony głos Harry’ego, a po chwili ujrzałam nad sobą jego rozczochraną fryzurę. – Czym oni cię faszerują? Spałaś jak zabita. Trzy razy mógłbym cię przelecieć i nawet byś nie wiedziała...
   - To by niezbyt dobrze świadczyło o twoich łóżkowych umiejętnościach, Styles... – jęknęłam, próbując sięgnąć po wodę. Od razu mi ją podał. – Co się tak szczerzysz?
   - Udało się... – spojrzałam na niego uważnie. – Przez chwilę myślałem, że powiesz jej prawdę, ale muszę przyznać, że nieźle to wykombinowałaś... Czasami jednak myślisz...
   - Co cię tak dziwi? – uśmiechnęłam się. – Nie każdy ma głowę tylko od potrząsania grzywą, niektórzy jeszcze coś w niej mają...
   - Bardzo śmieszne... – mruknął. – Co ty masz do moich włosów? Dziewczynom się podobają...
   - Chyba tym z przedziału pięć, piętnaście – parsknęłam.
   - Oj, wierz mi, tym starszym też się podoba... – poruszał dwuznacznie brwiami. – Jest za co chwycić podczas...
   - Nie kończ! Naprawdę nie potrzebuję wiedzieć, co wyprawiasz we własnej sypialni...
   - Akurat to, o czym myślę nie działo się w sypialni, ale...
   - Przestań, albo każę cię wywalić – zagroziłam. – Lepiej powiedz, co się działo po waszym wyjściu...
   - A co się miało dziać? – wzruszył ramionami. – Kate trochę popłakała Louisowi w kołnierz, ale w miarę szybko się uspokoiła. W sumie to, że obiecałaś do niej codziennie dzwonić, się ku temu przyczyniło... Byliśmy na spotkaniu z fanami, co przypomina mi, że jak stąd wyjdziesz, skopie ci tyłek...
   - Marz dalej... – mruknęłam, uśmiechając się pod nosem.
   - Dostałem taki opierdol od chłopaków, że wciąż jeszcze dudni mi w uszach – spojrzał na mnie wymownie. – A Liam to się chyba tydzień do mnie nie odezwie...
   - Jakoś przeżyjesz...
   - Widzę, że bardzo się o mnie martwisz – parsknął. – Rozmawiałem z twoim lekarzem...
   - Co? – zdziwiłam się. – Czy to z założenia nie jest mój lekarz?
   - Może trochę mu nakłamałem, ale mniejsza o to... – machnął ręką. „Coś ty znowu wymyślił, Styles?” – Jakoś pod koniec następnego tygodnia przewożą jedną pacjentkę do Londynu...
   - I powinno mnie to obchodzić, bo...
   - Bo zabierzesz się razem z nią... – dokończył i spojrzał mi w oczy, czekając na moją reakcję.
   - Zapomnij! Nie ma mowy! – pokręciłam głową, a krew to chyba we mnie zawrzała. – Dałam się przenieść tutaj, bardziej dla Kate niż dlatego, że tego chciałam, ale za żadne skarby nie położysz mnie do szpitala w Londynie. W ogóle, co to za poroniony pomysł? Takie bzdury to tylko ty potrafisz wymyślić...
   - Nie przenosisz się do szpitala w Londynie, tylko do mnie – „Chyba się przesłyszałam...” patrzyłam na niego, jakby mi właśnie powiedział, że zdecydował się na zmianę płci.
   - Czy ciebie już do reszty pojebało? Ja mam swój dom i jeżeli tylko mnie stąd wypiszą, to tam się udam...
   - Oni cię nie wypiszą jeszcze przez dobre kilka tygodni... – patrzył na mnie, marszcząc brwi. – A tak poza tym, to już podpisałem za ciebie te papiery...
   - Co? – aż mnie zatrzęsło ze złości. – Jakim prawem? Styles, kurwa, ja nie jestem niedorozwinięta i sama podpisuję swoje papiery... Nigdzie się stąd nie ruszam. Zawołaj tego jebniętego lekarza! Normalnie go pozwę. Jakim prawem rozmawiał z tobą? Nie obowiązuje go jakaś tajemnica lekarska, do chuja pana?
   - Oficjalnie jesteśmy razem – wyszczerzył zęby w głupim uśmiechu. Nie wiem, czy kiedykolwiek mi się to zdarzyło, ale w każdym bądź razie nie pamiętałam, bym kiedykolwiek wcześniej zaniemówiła. „Co ja gadam zaniemówiła... Mnie dosłownie zamurowało.” – Zabieram cię do domu. Mam znajomą pielęgniarkę, która będzie się tobą opiekować i co najważniejsze, będziesz tam bezpiecznie schowana przed tym debilem – tłumaczył. – Akurat zdążę wszystko zorganizować, zanim przyjedziesz. Lekarz ma mi dać listę tego, co trzeba będzie wypożyczyć ze szpitala...
   - Nie wierzę... – wydukałam w końcu.
   - Będzie dobrze...
   - Zamknij się, kurwa! – warknęłam i momentalnie fala bólu przetoczyła się przeze mnie. – Wbij sobie do tego pustego łba, że ja nigdzie nie jadę. Nigdzie! – powtórzyłam z naciskiem.
   - Pojedziesz... – powiedział spokojnie, co jeszcze bardziej mnie wkurzało. Mnie tu szlag trafiał, a on wygląda jak oaza spokoju...
   - Nie ma nic takiego, co możesz zrobić, czy powiedzieć, co by mnie do tego zmusiło... – syknęłam ze złością.
   - Pojedziesz, albo powiem prawdę Kate i ona cię do tego zmusi...
   - Nie zrobisz tego! – zamarłam z wrażenia. – Właśnie powiedziałeś, że udało się ją przekonać, iż nic poważnego się nie stało. Nie zrobiłbyś jej tego...
   - Zrobię, jeśli mnie do tego zmusisz...
   - To jest szantaż, ty gnoju – warknęłam.
   - Wiem, co to jest – powiedział spokojnie. – Ale wiem też, co ci grozi, jeśli tu zostaniesz...
   - Mam policję pod drzwiami na miłość boską!
   - Ten facet nie dałby rady zawiązać własnego sznurowadła, a co dopiero zapewnić ci bezpieczeństwo – warknął. – Powiedziałaś, że w pracy nic ci nie grozi. Uwierzyłem ci. Jednak jak widać, nie miałaś racji...
   - Nie, to nie może być prawda – z tego wszystkiego czułam, że zaraz pęknie mi głowa. – Co cię to w ogóle obchodzi, Styles? Mieliście tylko zająć się Kate, a nie ratować cały piep... – jego wargi przerwały mój słowotok i chyba właśnie zaniemówiłam drugi raz w życiu. „Kurwa...” westchnęłam w jego usta. „Całować to on potrafi...


   - Jesteś pewna, że chcesz się tu pokazywać? – spojrzałam na przyjaciółkę, uśmiechając się, jakbym o niczym innym nie marzyła.
   - A dlaczego miałybyśmy zrezygnować z koncertu? – odpowiedziałam pytaniem. – Przecież wiem, jak bardzo chciałaś tu być...
   - No tak... – Sandra uśmiechnęła się, szczęśliwa, że w końcu zobaczy sławny zespół na żywo. – Ale wiesz... Myślałam, że skoro zerwaliście z Louisem...
   - To, że nie jesteśmy razem nie znaczy, że nie możemy być przyjaciółmi – powiedziałam, czując jak każde słowo staje mi kością w gardle. – Zresztą, on nawet nie będzie wiedział, że tu jestem...
   - Może masz rację...
   - Oczywiście, że mam – podałam ochroniarzowi wejściówki, które od dość dawna czekały na ten dzień. – Cześć, Jack.
   - Witam – uśmiechnął się, ale widać było, że jest zmieszany. „Co on mu kurwa na mnie nagadał? Zrobił ze mnie terrorystkę, czy co?
   - Jeżeli musisz upewnić się, czy bilety są prawdziwe, to poczekamy... – powiedziałam, posyłając mu najbardziej niewinne spojrzenie z mojego repertuaru. Odetchnął z ulgą i odszedł kilka kroków. Po chwili wrócił oddając mi wejściówki.
   - Możecie wejść na salę, jednak nie dają wstępu za kulisy... – uśmiechnął się przepraszająco.
   - Nie ma problemu – uśmiechnęłam się. „Boże, zaraz rzygnę od tej słodkości...” – I tak chciałyśmy tylko obejrzeć koncert. Przyjaciółka nie może się doczekać...
   Przybrałam na twarz najbardziej sympatyczny uśmiech i poszłyśmy zająć nasze miejsca. Już od drzwi słyszałam głosy świadczące o tym, że fani zespołu wiedzą, kim jestem. Słyszałam swoje imię powtarzane przez wiele osób. Te najbardziej odważne podeszły, by zamienić kilka słów. Nie da się ukryć, że byłam w swoim żywiole. I mimo iż póki co Louis tę wywłokę nazywa swoją dziewczyną, to byłam święcie przekonana, że jeszcze za mną zatęskni i wróci z podkulonym ogonem. „Ślepa jak kret” uśmiechnęłam się, pozując do zdjęcia z małą dziewczynką i jej mamą. „Perrie spisała się nawet lepiej niż myślałam...” przypomniałam sobie nasze ostatnie spotkanie przy kawie. „I takie coś zajęło moje miejsce...” Teraz już mogłam założyć się o wszystko, że Louisowi coś padło na mózg i wystarczy iż poczekam, aż się otrząśnie z tej swojej akcji charytatywnej. „A ona wróci tam, skąd przylazła...” odetchnęłam zadowolona i napawałam się moimi minutami chwały.
   - Czy to nie ona? – łokieć Sandry boleśnie wbił mi się w bok. Spojrzałam we wskazanym kierunku i aż mną zatrzęsło ze złości. – Nie mówiłaś, że jest taka ładna... – z zachwytem wpatrywała się w drobną postać pod sceną, a ja miałam ochotę trzepnąć ją w ten pusty łeb. Mark właśnie pomagał usiąść... „Jak ona miała na imię?” próbowałam sobie przypomnieć. I chyba tylko po to by mnie dobić, nagle zewsząd dało się słyszeć szepty i nawoływania. Fani też już ją zauważyli. „Kate! Katy! Kate!” Jej wieśniacze imię otaczało mnie z każdej strony i miałam tylko nadzieje, że mój popisowy uśmiech jest na stałe przyczepiony do twarzy. „A przynajmniej niech tam zostanie do końca koncertu...” Zauważyłam wiele par oczu zerkających na mnie nerwowo, ale już nie tak jak wcześniej. Teraz już wiedzą, że nie jestem dziewczyną ich idola. „Do czasu...” uśmiechnęłam się do przyjaciółki, która wciąż otwarcie przypatrywała się dziwce pod sceną. – Boże, za taką figurę mogłabym zabić – usłyszałam tęskne westchnienie Sandry. – W te jej dżinsy to może bym rękę włożyła...
   - To nie żryj tyle... – mruknęłam pod nosem, licząc, że nie usłyszy przez te piski. – Nie sądzisz, że jest strasznie drobna... Jak dziecko... – pochyliłam się w jej stronę, by moje słowa do niej doleciały.
   - Dziecko? – parsknęła, wciąż taksując ją wzrokiem. – Kochana, ty chyba powinnaś okulistę odwiedzić... Gdybym była facetem, to właśnie śliniłabym się na jej widok...
   - Jesteś okropna – zaśmiałam się. „Obrzydliwa...” poprawiłam się w myślach.
   - Fajną ma tą kurtkę... – powiedziała tęsknie. – Kurcze, gdybym miała taką figurę...
   - Och, już się nią tak nie zachwycaj – westchnęłam. – Pewnie naciągnęła Louisa na drogie zakupy, to i wygląda dobrze. Wierz mi, gdy widziałam ją ostatnio, wcale nie prezentowała się jakoś specjalnie... – próbowałam się uśmiechać, jednak dobrze pamiętałam, jak wyglądała w tej czarnej sukience, którą wtedy miała na sobie...
   Gdybym wiedziała, że ten koncert to będzie taka katorga, nigdy w życiu bym tu nie przyszła. Nie mogłam oderwać wzroku od zachwyconej twarzy dziewczyny pod sceną. A gdy udało mi się to na chwilę, widziałam Louisa, wpatrującego się w nią niczym w ósmy cud świata. „Idiota... Tak się dać omotać...” I chyba tylko, by mnie dobić, moja przyjaciółka pieprzyła o niej przez cały czas, zachwycając się chyba nawet tym, że tamta dziwka oddycha...
   - Boże... Zabijcie mnie... – jęknęłam cicho. Okazało się, że ten na górze ma dziwne poczucie humoru... Myślałam, że umrę, gdy podczas śpiewania „One Thing” Louis ani na sekundę nie spuścił z niej wzroku. A ona wydawała się to wiedzieć, czerwieniąc się i uśmiechając jak idiotka. Gdyby tego było mało, to jeszcze fani byli tym wręcz zachwyceni... „Kurwa, po co ja tu przyszłam...
   - Boże... Jakie to słodkie... – rozpłynęła się w zachwycie Sandra i naprawdę poczułam, że mogłabym ją zatłuc.

niedziela, 2 czerwca 2013

59




   - O Boże... Nie... – nie byłam pewna, czy ten błagalny dźwięk rozległ się tylko w mojej głowie, czy może jednak wydostał się jakoś z moich ust. Strach ścisnął moją pierś i czułam, że za moment braknie mi powietrza. Płuca paliły żywym ogniem. „Alex... Wypadek... Nie Alex... To... Nie...” Nie potrafiłam uporządkować swoich myśli. Rozpędzone, co raz podsyłały mi wspomnienia z moją przyjaciółką w roli głównej. „To nie może być prawda” próbowałam przekonać samą siebie i trochę się uspokoić. „Przecież Louis by mi powiedział...” – Boże... – załkałam, a wydarzenia dzisiejszego wieczoru uderzyły we mnie ze zdwojoną siłą. „Nie zrobiłby mi tego...
   - Kate... – usłyszałam drżący głos Liama. – My... Alex... Ona... – „Boże, wykrztuś to wreszcie!” Z bolącym sercem czekałam aż powie to, co zamierzał. Słyszałam jego przyspieszony oddech i nerwowe strzelanie palcami. „Ale przecież to nie może być prawda... Nie może...” Poczułam łzy na policzkach. „Muszę do niej zadzwonić” postanowiłam. Jeden telefon rozwieje wszystkie moje wątpliwości. „Przecież to nie może być prawda...” Ruszyłam przed siebie od razu wpadając na przyjaciela. Jego dłonie zacisnęły się na moich ramionach, a po chwili zamknął mnie w mocnym uścisku.
   - Puść mnie, Zayn... – wyszeptałam, daremnie walcząc ze łzami. – Muszę iść... P-Proszę, puść mnie... – gwałtowny szloch wstrząsnął całym moim ciałem. W głowie miałam tylko jedną myśl. Zadzwonić. Przecież Alex zawsze odbiera. Zawsze. „To nie może być prawda. Ktoś się pomylił.
   - Pozwól sobie wytłumaczyć... – zaczął, wciąż nie pozwalając mi odsunąć się ani o centymetr od swojego silnego ciała. – Myśleliśmy... Wydawało się nam, że tak będzie lepiej...
   - Nie! – załkałam, okładając go pięściami. – To nieprawda! To nie może być prawda... – próbowałam się oswobodzić. – Puść mnie. Proszę... Muszę do niej zadzwonić. To nieprawda...
   - Zayn... Zrobisz jej krzywdę... – usłyszałam głos Liama i dzięki jego słowom uścisk chłopaka zelżał, a ja mogłam wyrwać się z jego objęć. – Kate...
   - Nie! Muszę z nią porozmawiać... – powiedziałam, szybko wybiegając z pokoju i kierując się do mojej sypialni. „To nie może być prawda... Niall się pomylił. Oni się mylą...” Rozpędzona, z całej siły uderzyłam w komodę, która stała pod ścianą i z głośnym jękiem opadłam na podłogę. Okropny ból przetoczył się przez moje ciało, ale i tak był niczym w porównaniu z tym, który czułam w sercu. Praktycznie doczołgałam się do swojej walizki, obok której zostawiłam torebkę, a w niej telefon. Drżącymi dłońmi próbowałam go wydostać, ale byłam jak sparaliżowana i nawet otwarcie zamka wydawało się tak strasznie skomplikowane.
   - Kochanie? – nadal szarpiąc się z zamknięciem usłyszałam zaspany głos Louisa, a po chwili dźwięk zapalanej lampki. – Co się stało? – powiedział już bardziej przytomnie i dosłownie w tym samym momencie klęczał obok na podłodze, obejmując mnie ramionami. – Co się dzieje? Czego szukasz? Kate! Mów do mnie...
   - Dlaczego mi nie powiedziałeś? – wyszeptałam, wciąż zanosząc się płaczem. – Ja... To nie może być prawda... – mówiłam pod nosem, nadal usilnie próbując się przekonać do tej myli.
   - Czego ci nie powiedziałem? – usłyszałam zdziwienie w jego głowie. – Co się stało? Proszę, powiedz mi co się dzieje? – słyszałam zdenerwowanie w jego głosie. Wyciągnął mi torebkę z dłoni i rozległ się dźwięk rozsuwanego zamka. – Czego szukasz?
   - Muszę zadzwonić... Muszę... – odnalazłam dłonią telefon i sztywnymi palcami od razu nacisnęłam odpowiedni przycisk. Wstrzymałam oddech, czekając na połączenie. „Alex zawsze odbiera...” – Nieee... – jęknęłam niczym ranne zwierzę, gdy usłyszałam informację o niedostępnym numerze. – Ona zawsze ode mnie odbiera...
   - Kochanie... – silne ramiona zamknęły mnie w swoich objęciach i teraz szlochałam z głową przy jego piersi.
   - Dlaczego mi nie powiedziałeś? – zacisnęłam dłonie w pięści i uderzałam go raz po raz, łkając coraz mocniej. – Dlaczego...
   - Ale ja nie...
   - On o niczym nie wiedział, Kate – usłyszałam głos Liama, w którym pobrzemiewało ogromne poczucie winy. – Harry przy niej jest. Prosił, by nic wam nie mówić, dopóki nie zadzwoni...
   - Zadzwońmy do Harry’ego! – uczepiłam się tego pomysłu i od razu próbowałam go zrealizować.
   - Nie odbierze, bo podobno rozwalił telefon... – dodał cicho Zayn, a ja miałam wrażenie jakby cały wszechświat był dziś przeciwko mnie.
   - Musimy coś zrobić... – przylgnęłam do Louisa, płacząc w jego pierś. – Proszę, zrób coś... Proszę... – zanosiłam się od łez, nad którymi już dawno nie panowałam. – Proszę...
   - Zayn, idź po Paula – odezwał się Lou. – Niech tu przyjdzie. Nie puściłby Harry’ego bez ochrony. Zadzwonimy do nich, skarbie, tylko spokojnie... – poczułam, że podnosi się ze mną w ramionach, a po chwili bierze na ręce i siada ze mną na łóżku. – Liam, możesz przynieść apteczkę? – „Apteczkę? Po co nam...” – Nie płacz, kochanie... Zaraz z nimi porozmawiamy... Musimy opatrzyć twoją nogę... – powiedział, gdy w pokoju ponownie rozległy się kroki przyjaciela.
   - Trochę zaszczypie... – odezwał się po chwili Liam, robiąc za lekarza. Ale ja nic nie czułam. Byłam dziwnie otępiała i jedynie odliczałam minuty, które upłynęły od wyjścia Zayna. „Dlaczego to tak długo trwa?” Trzęsłam się ze strachu, wtulając w Louisa.
   - Kochanie?
   - Ona nie może umrzeć, Lou... – wyszeptałam, czując chłód wypełniający moje ciało. – Ona musi być... Potrzebuję jej...
   - Wszystko będzie dobrze... – tulił mnie do siebie, zapewniając o czymś, na co nie miał żadnego wpływu, ale uczepiłam się jego słów niczym deski ratunkowej. – Alex nic nie jest... Wszystko będzie dobrze...


   - Tobie to już chyba na mózg padło, Styles – powiedziała zmęczonym głosem, patrząc się na mnie jak na idiotę. – Nigdzie się stąd nie ruszam i wybij to sobie z tego kudłatego łba...
   - Kiedy ja z tobą w ogóle nie dyskutuję, tylko ci to oznajmiam – westchnąłem. – Przenoszą cię do Manchesteru, gdy tylko będzie to możliwe...
   - Nie ma mowy! – posłała mi twarde spojrzenie. – Nie obchodzą mnie twoje widzimisię. Zostaję tutaj.
   - Boże! – warknąłem sfrustrowany, prawie wyrywając sobie połowę włosów. – Jesteś uparta jak osioł! To nie mój pomysł, choć muszę przyznać, że mi się podoba. Ten detektyw uważa, że tak będzie lepiej, a poza tym...
   - Namówiłeś go do tego!
   - Gdyby to ode mnie zależało, to bym cię nafaszerował prochami i przewiózł tam i nawet byś o tym nie wiedziała – prowadziliśmy bitwę na spojrzenia i jak na razie ciężko było stwierdzić, kto wygrywa.
   - Nie stać mnie na pobyt w...
   - I to cię kurwa teraz martwi? Pieniądze? – podniosłem głos, zdenerwowany. – Czy mogłabyś choć przez chwilę przestać myśleć o sobie, kretynko?
   - Sam jesteś kretynem, jeżeli uważasz...
   - Przepraszam... – głos Andy’ego rozległ się od drzwi. – Ale chyba powinniście odebrać ten telefon...
   - Halo! – ryknąłem do słuchawki, bo niemoc i złość, wciąż jeszcze wypełniały moje żyły.
   - Harry? – usłyszałem zdenerwowany głos Paula
   - Nie teraz, stary... – westchnąłem, masując skronie. – Zadzwonię niedługo...
   - Nie waż się rozłączać, kurwa – warknął Lou.
   - Louis? – zdziwiłem się. – Co się dzieje?
   - I ty się kurwa jeszcze pytasz?
   - Tylko spokojnie... – Liam jak zwykle próbował interweniować.
   - Nie mów mi, bym był spokojny – miałem wrażenie, że przyjaciel jest tak wściekły, że zaraz tam wszystkich powybija. – Wy i wasze debilne pomysły... Co z Alex?
   - Ja... – nie wiedziałem, co mam odpowiedzieć. Łatwo było się domyślić, że wszyscy biorą udział w tej rozmowie. „Pytanie tylko, czy dosłownie wszyscy...
   - Co się dzieje? – spojrzałem na wymęczoną przyjaciółkę, którą musiało zaalarmować moje wahanie.
   - Czy to była Alex? To była ona? Harry? Co się dzieje? Rozłączył się? – panika rozbrzmiewała w głosie Kate. „Boże, co tam się narobiło?” jęknąłem w myślach.
   - Nie, kochanie...
   - Harry, czy mogę porozmawiać z Alex, proszę... – przełączyłem na głośnik i brzmienie ostatniego słowa wypełniło pomieszczenie.
   - Cześć, słońce ty moje... – zdusiłem jęk na widok tego, co rozgrywało się przed moimi oczami. „Wszystko dla Kate...” odetchnąłem głęboko, rozszyfrowując plan Alex. „A kiedy zaczniesz myśleć o sobie?” – Nie za wcześnie na budzenie? Wiesz, że lubię sobie pospać, gdy nie muszę iść do pracy...
   - Alex... – mogłem wręcz poczuć, tą ogromną ulgę, która pojawiła się w głosie Kate. Sekundę później szlochała do telefonu, rozdzierając mi serce.
   - Skarbie... – patrzyłem na poranioną twarz mojej przyjaciółki i widziałem jak walczy z bólem i ze zmęczeniem. A mimo to jakoś znajdywała siłę dla tego małego elfa. – Nie płacz... Nic mi nie jest... Nie pierwszy raz mam nogę w gipsie... No już... Uspokój się...
   - Myślałam... Wypadek... – słowa ledwo dało się zrozumieć przez towarzyszące im łkanie. – Niall powiedział... I Harry pojechał...
   - Kate, uspokój się – odezwała się Alex tak władczym głosem, że sam się dziwiłem, że znalazła na to siłę. – Oddychaj. Nic mi nie jest. Nigdzie się nie wybieram. Nie opuszczę cię... Mówiłam ci milion razy, że będziesz na mnie skazana do końca życia... Jestem trochę poobijana i mam złamaną nogę, ale od tego się nie umiera, prawda?
   - Prawda... – usłyszałem cichy szept.
   - Zresztą niedługo sama się przekonasz – kontynuowała. – Z tego co pamiętam, to niedługo będziecie w Manchesterze, a przez tego idiotę – spojrzała na mnie, obdarzając mnie jednym ze swoich kpiących uśmieszków – przenoszą mnie tam, bo tu podobno nie ma miejsc...
   - We wtorek – usłyszałem głos Liama, który odpowiadał pewnie na pytanie, którego nie udało mi się wyłapać.
   - Będziemy tam we wtorek... – muszę przyznać, że Kate wydawała się już troszkę bardziej spokojna. „Ale za jaką cenę?
   - No popatrz – zaśmiała się Alex, krzywiąc się przy tym z bólu i łapiąc za brzuch. – Dwa dni jakoś wytrzymasz, a jak przyjedziecie, to może dam ci się nawet podpisać na moim szpanerskim gipsie... Myślisz, że za ile mogłabym go sprzedać na eBay’u, gdyby były na nim podpisy chłopaków?
   - Pewnie za sporo...
   - To lepiej dla ciebie, jak przywleczesz ich wszystkich ze sobą... – widziałem, że opada z sił. – Znalazłam taką kieckę wyrąbaną w kosmos...
   - Na pewno wszystko dobrze? – upewniała się Kate.
   - Tak, skarbie – Alex spojrzała na mnie przepraszająco. – Jestem tylko zmęczona. Ten idiota nadaje od kilku godzin bez przerwy. Paul, możesz go stąd zabrać, bym mogła w końcu się wyspać?
   - Zobaczę, co da się zrobić – usłyszałem głos menadżera.
   - Idź spać, Kate. Zobaczymy się pojutrze...
   - Kocham cię...
   - Ja ciebie też, słońce... – Pożegnałem się szybko, zapewniając Paula, że niedługo zadzwonię. Schowałem telefon do kieszeni i spojrzałem na Alex. Była strasznie blada i ciężko oddychała... Trwaliśmy w ciszy, by mogła uspokoić oddech. W końcu zatrzepotała powiekami i spojrzała na mnie zmęczonym wzrokiem. – Lepiej dla ciebie, Styles, jeśli będę w tym Manchesterze we wtorek... – kiwnąłem głową, rozumiejąc przesłanie. „Lekarzowi się raczej nie spodoba taki szybki termin...” westchnąłem.
   - Okłamałaś ją... – patrzyłem na nią zdziwiony.
   - Tak... – smutek przemknął przez jej twarz. – I zrobię to jeszcze raz, a ty mi w tym pomożesz...


   Obudziłem się z uczuciem, jakbym lizał się ze starym trampkiem przez pół nocy, a w mojej głowie ktoś właśnie urządzał konkurs walenia w bębny. Otworzyłem jedno oko sprawiając, że ból się tylko wzmógł. „To będzie baaardzo długi dzień...” jęknąłem, krzywiąc się. Zauważyłem na szafce butelkę z wodą. „Niech ci Bóg w dzieciach wynagrodzi...” sięgnąłem po zbawczy płyn, podnosząc się ostrożnie. A widząc, co jeszcze czeka na mnie na blacie, uśmiechnąłem się z ulgą. „Podwójnie...” uzupełniłem poprzednie życzenie.
   Kwadrans później po wodzie nie było już ani śladu, a tabletki powoli zaczynały działać. Niestety bardzo powoli. Lodowaty prysznic trochę pomógł mi doprowadzić się do porządku. I tylko te dziwne uczucie w mojej głowie... Wciągnąłem na tyłek wczorajsze spodnie i skierowałem się do barku, licząc na coś zimnego, a przede wszystkim mokrego. Zauważyłem Liama rozwalonego na fotelu i zawzięcie stukającego w ekran telefonu. Jego rozmarzony uśmiech mówił wszystko. „Danielle... Jakże by inaczej...
   - Hej, Li... – jęknąłem na dźwięk swojego własnego głosu. Moja głowa zdecydowanie nie była jeszcze gotowa na nic powyżej szeptu. – Normalnie chyba mózg mnie boli... – westchnąłem, mijając go i pochylając się nad lodówką z napojami.
   - On tylko przypomina ci o swoim istnieniu – odwróciłem się, słysząc Zayna i znalazłem go rozciągniętego na kanapie, z laptopem na brzuchu. – I pewnie daje znać, że nie umrzesz, jeśli czasami go użyjesz... – spojrzałem na niego zdziwiony. Ten ton był bardzo wymowny. Liam też patrzył na mnie, jakbym mu zamordował żółwia.
   - Co znowu zrobiłem? – dopiero teraz zauważyłem w salonie kogoś jeszcze. Katy drzemała w ramionach Louisa na kanapie pod oknem. Lou posłał mi zmęczone spojrzenie.
   - Najwyraźniej masz za długi język, Niall – powiedział cicho i zerknął na dziewczynę, ale wyglądało na to, że wciąż smacznie spała. Przeniosłem wzrok na Liama i Zayna. Ten drugi posłał mi rozczarowane spojrzenie. „O kurwa... Nie zrobiłem tego...” oblał mnie zimny pot.
   - O mój Boże – patrzyłem się na niego otępiały. Nawet ból głowy poszedł w niepamięć. – Przepraszam Zayn. Stary... Ja... Kurwa! Nie chciałem... O Boże... Ja naprawdę nie chciałem... Nie wierzę, że powiedziałem, że ty...
   - Nie! – podniesiony głos przyjaciela i jego przerażona mina przerwały mi najwyraźniej w ostatnim momencie. – Jezu, Niall... – spojrzał na mnie z szeroko otwartymi oczyma.
   - Co on? – zapytał Lou, przeskakując wzrokiem to na mnie, to na Malika.
   - Nic! – powiedzieliśmy razem z Zaynem.
   - Czyli coś... – Liam patrzył się na nas podejrzliwie.
   - Nic! – znów powiedzieliśmy jednocześnie. „Boże, to jest jakiś pieprzony koszmar! Muszę się obudzić...
   - Powiedziałeś Kate o wypadku Alex, idioto... – warknął na mnie Malik, patrząc wymownie.
   - O kurwa... – zamknąłem oczy, gdy dotarło do mnie znaczenie jego słów. „To jeszcze gorzej...” Opadłem ciężko na najbliższy fotel. Czułem się jak balon, z którego właśnie uszło całe powietrze. – Ja... Jezu... Przepraszam... – wydusiłem z siebie w końcu.
   - W porządku, Niall... – usłyszałem cichy szept dziewczyny i natychmiast wbiłem w nią wystraszone spojrzenie. Poprawiała się właśnie na kolanach Louisa, a on patrzył na nią z ogromną troską. Mój wzrok spoczął na białych plastrach łączących brzegi niewielkiego rozcięcia, ale za to otoczonego sporych rozmiarów siniakiem nad kolanem Katy. Wyglądał na świeży. Potwierdzające kiwnięcie Louisa sprawiło, że miałem ochotę sam sobie przyłożyć. – Już wszystko dobrze... – jej pokrzepiające słowa działały efektywniej, niż gdybym właśnie oberwał po pysku.

   - Dzwonił ktoś do niego? – denerwował się Liam. – Na pewno zdąży?
   - Spokojnie... – Louis przewrócił oczyma, wciąż nie wypuszczając z ramion Katy. – Wylądowali o czasie, więc zaraz tu będą...
   - O ile nie stoją w korku... – martwił się dalej Payne.
   Stałem oparty o toaletkę i obserwowałem to wszystko w milczeniu. „Dzisiaj już za wiele powiedziałem...” skuliłem się pod naporem mojej głupoty. „Całe szczęście, że ten wypadek okazał się nie tak poważny jak myśleliśmy...” westchnąłem, wsuwając dłonie do kieszeni. To, że Katy zachowywała się w stosunku do mnie jak zawsze i nawet pamiętała, by naszykować mi wodę i aspirynę, bym nie umarł zaraz po przebudzeniu, sprawiało, że czułem się jak gówno... Dałem ciała i nie ma na to żadnego usprawiedliwienia. Cieszyłem się, że dziewczyna nie ma do mnie żalu, ale jej wyrozumiałość i dobre serce powodowały, że ta moja głupota bolała jeszcze bardziej.
   Chwilę później do środka wpadł zdyszany Styles, a za nim Lou z naszykowanymi dla niego ciuchami. Zerwała mu czapkę z głowy i zaczęła poprawiać włosy, podczas gdy on usiłował się przebrać.
   - Ledwo się wyrobiłem – jęknął, balansując na jednej nodze. – Wiecie jakie tłumy przed areną? Cześć, Mała – posłał Katy ciepły uśmiech. Wydawało mi się, że nie sięga jego oczu, ale może był po prostu zmęczony ostatnimi wydarzeniami... – Fajna bluzeczka...
   - Dziękuję – reakcja na komplement była łatwa do przewidzenia. – Co u Alex?
   - Dasz wiarę, że normalnie mnie wykopała? – nadawał, wciągając na siebie czyste spodnie i przy okazji w ogóle na nas nie patrząc. – Chciała nawet powiedzieć lekarzowi, że ją męczę, by ten mnie wyrzucił... Ja ją męczę! To ja – wskazał na siebie – jadę do niej na złamanie karku, a ona mi tak się odwdzięcza... – zauważyłem, że Katy podniosła się z kolan Louisa, by podejść do Harry'ego.
   - Dziękuję ci, że do niej pojechałeś – powiedziała cicho i objęła go z całej siły.
   - Ej... – odwzajemnił uścisk. – Tylko nie płacz, bo kazała mi sobie wszystko donosić, co się u ciebie dzieje... Będzie dobrze, Kate...
   - Wiem... – westchnęła. – Ale cieszę się, że tam byłeś...
   - Ja też się cieszę – przytulał ją do siebie, gładząc ostrożnie po plecach. – Ja też...
   - Gotowi? – Paul zajrzał do środka. – Boże, Harry, wkładaj koszulkę i na scenę... – jęknął. – Kate, w porządku?
   - Tak – stanęła prosto i posłała mu ciepły uśmiech. – Już wszystko dobrze...
   Poganiani przez menadżera, kierowaliśmy się na scenę. Mark zabrał Katy na balkon, gdzie bezpiecznie mogła słuchać koncertu. Wytarłem dłonie o spodnie, wyczuwając przy okazji jakąś kartkę w tylnej kieszeni. Przyjrzałem się zapisanemu na niej numerowi...
   - Kto to jest Adam? – posłałem pytające spojrzenie przyjaciołom, podczas gdy technicy podłączali nam sprzęt. Obróciłem kartkę w ich stronę.
   - Twoja wczorajsza randka – parsknął Liam.
   - Co? Ale... Co?!? – „Że co, kurwa?” Ich rechotanie nie wróżyło nic dobrego. Spojrzałem na Zayna. – Powiedz, że to wasz głupi żart...
   - W sumie należałoby ci się, ale niestety nie ma tak dobrze... – uśmiechnął się kpiąco. – Bawiliście się razem cały wieczór. Chyba milion razy mówiłeś mi jaki to jest cudowny... Byłeś nim wczoraj wręcz zachwycony...
   - Niemożliwe... – kręciłem głową z niedowierzaniem. – Wkręcacie mnie...
   - Oj możliwe, możliwe... – śmiał się Liam, a Malik mu w tym towarzyszył. Tylko Lou i Harry patrzyli, nie wiedząc o co chodzi.
   - Miałeś mnie pilnować – powiedziałem z wyrzutem w stronę przyjaciela, jednocześnie zgniatając kartkę i wyrzucając ją, jakby co najmniej parzyła.
   - Naprawdę się starałem... – parsknął, poprawiając koszulkę. – Ale nikt nie wygra z pijanym Irlandczykiem...
   - Nie byłem pijany... – warknąłem pod nosem.
   - Nie, wcale... – powiedzieli wszyscy razem, wybuchając śmiechem. Co mogłem zrobić? Pokonany, postanowiłem nie dyskutować...


   Właśnie sobie zdałam sprawę, że znalazłam kolejną rzecz w życiu, którą pokochałam całym sercem. Muzyka. Zawszy myślałam, że książki pozostaną moją jedną, jedyną miłością, ale teraz to się zmieniło... Wraz z Louisem w moje życie wkroczyła muzyka i momentalnie mną zawładnęła. Stałam na balkonie, chłonąc wszystkie otaczające mnie dźwięki. Śmiałam się, gdy Mark ciągnął mnie za tył bluzki, marudząc pod nosem, że w końcu wypadnę. I żałowałam... „Nie, to nie tak” poprawiłam się od razu, bo to co czułam... Sama do końca nie wiedziałam jak to nazwać. Po prostu tak bardzo chciałabym wiedzieć, jak to wszystko wygląda... Słysząc piski fanek, ich wspólne śpiewanie z zespołem, śmiech i tą wszechobecną radość... Po prostu chciało się być tego częścią w każdym możliwym aspekcie. Mogłam tylko słuchać... A może aż słuchać? Zresztą, czy to ważne? Grunt, że tu byłam i byłam szczęśliwa...
   Po nerwowym poranku praktycznie nie było śladu. Oczywiście jeśli nie liczyć mojej gracji słonia w składzie porcelany i kolejnego siniaka w kolekcji. „I Danielle chciała mnie wcisnąć w krótkie sukienki...” zaśmiałam się głośno. Moje nogi zdecydowanie nie nadają się, by je pokazywać. Uśmiechnęłam się, słysząc kolejne przekomarzanie się chłopców na scenie. Po chwili z setek gardeł wydobył się głośny pisk i rozpoczęła się kolejna piosenka. Wszystko drżało w rytmie wybijanym przez perkusję Josha, a dźwięk gitar tylko dopełniał ten niesamowity efekt. Brakowało tylko, by Liam zaczął śpiewać...
   - Muszę mieć ich płytę... – powiedziałam do siebie.
   - Odezwała się w tobie prawdziwa fanka – usłyszałam rozbawiony głos Marka. – Ale prawdę mówiąc, to wstyd, że jeszcze jej nie masz. Czyżby Louis nie chciał, by śpiewał ci ktoś inny, niż on?
   - Zdecydowanie muszę się go o to zapytać – zaśmiałam się i znów poczułam, że ciągnie mnie za bluzkę. „W końcu mi ją porwie...” westchnęłam, ale posłusznie przestałam się kłaść na barierce. Kilka razy wyłapałam swoje imię wśród tych wszystkich krzyków i śpiewania... Wciąż nie rozumiałam tego całego zainteresowania moją osobą. „Przecież nie jestem nikim wyjątkowym... Ja po prostu zakochałam się w Louisie...” uśmiechnęłam się na myśl o chłopaku, który skradł mi serce. „Dając ci w zamian swoje” szepnął głos w mojej głowie. Od razu moja dłoń powędrowała do łańcuszka i palce objęły metalową zawieszkę. Już nie była zimna. Odkąd ją dostałam, nie zdjęłam jej ani na sekundę i miałam wrażenie, że już stopiła się z moją skórą.
   Po ostatnim bisie arenę wypełniały już tylko głosy fanów. Śmiech i radość przeplatały się z płaczem. Słyszałam komentarze o tym, jak niesamowity był koncert i o tym, że dziś spełniły się marzenia wielu osób... Były też takie, które wciąż nie wierzyły, że to wszystko działo się naprawdę. „Niesamowite...” Chłonęłam to niczym gąbka.
   - Kate, możemy już wrócić do garderoby... - odezwał się Mark. – Chłopcy o ciebie pytają?
   Odwróciłam się w jego stronę z ogromnym uśmiechem na ustach. Z taką dawką pozytywnej energii, czułam, że mogłabym polecieć do przyjaciół. „Muzyka dodaje skrzydeł...” zaśmiałam się, wyciągając do niego rękę.
   - A skąd wiesz?
   - Co wiem? – zapytał, ciągnąc mnie w stronę wyjścia.
   - Ze już się stęskn... Ałć... Dzięki – kolejny raz uratował mnie przed upadkiem. „Dziury w podłodze, to zdecydowanie nie moja bajka...
   - Nie ma za co. Zaraz będą schody...
   Byliśmy już prawie na miejscu, gdy moich uszu dobiegły podekscytowane głosy. Zatrzymałam się, nasłuchując. Czułam na sobie zdziwione spojrzenie Marka. Słyszałam śmiech Nialla, stłumiony przez zamknięte drzwi. Ale jeszcze wyraźniej niż przyjaciela słyszałam rozmowy prowadzone gdzieś po prawej stronie.
   - To ona? Jesteś pewna, że to ta Kate? – odezwała się dziewczyna.
   - Tak. Na sto procent. Zresztą co ty, zdjęć nie widziałaś... – jej koleżanka najwyraźniej nie miała żadnych wątpliwości.
   - Widziałam... Ale sama nie wiem... Nie wyglądała na kogoś, kto próbuje wykorzystać Louisa. Powiedziałabym raczej, że jest całkiem sympatyczna...
   - Oszalałaś! Siedziała tam jak jakaś królowa na włościach i patrzyła na wszystkich z góry... – momentalnie cała radość z koncertu uleciała ze mnie, pozostawiając tylko uczucie zwątpienia. – A ten ochroniarz, który cały czas z nią chodzi? Ona myśli, że kurwa, kim jest? Księżniczką?
   - Kate? – Mark w końcu postanowił dowiedzieć się dlaczego stoimy, gdy tylko kilka metrów dzieli nas od chłopców. Pokręciłam głową i przysłuchiwałam się dalej.
   - Ona się nawet nie umywa do Eleanor – kontynuowała dziewczyna. – Ja nie wiem, komu ona wlazła do łóżka, by przedstawił ją Lou, ale z całą pewnością to jakaś grubsza intryga. Sama widziałaś. Jakim cudem takie byle co, owinęło go sobie wokół paca? Przez nią zerwał z Els...
   - Może po prostu się zakochał... – nawet ja czułam, że ten drugi głos, nie miał żadnej siły przebicia. Ale w pewien sposób cieszyłam się, że ktoś zupełnie obcy nieśmiało mnie bronił.
   - Zakochał? – prychnęła. – Może wrobiła go w dziecko? – zaśmiała się, jakby ten pomysł miał być genialny. – Mówię ci, wygląda i ubiera się skromnie, ale pewnie w hotelu pieprzą się po kątach. Faceci są idiotami i myślą penisem. Eleanor to dama... Zresztą, mów co chcesz, ale ja myślę, że oni do siebie wrócą. Nikt nie wiąże się na poważnie z kimś takim. Ostatecznie facet musi się wyszumieć. W końcu się opamięta i dojdzie do niego, że ktoś taki jak ta przybłęda nie za bardzo pasuje do jego stylu życia... – usłyszałam kroki i po chwili otworzyły się drzwi.
   - O Boże... – nerwowy szept wydobył się z ust dziewczyny, która tak nieśmiało stawała w mojej obronie.
   - O matko! Ty jesteś Kate! – zawołała druga, wcielając się w sobie tylko znaną rolę. – Widziałyśmy cię w internecie! Niesamowity koncert! Pozdrów chłopaków! Jezu, oni gdzieś tu są?
   - Mogę zobaczyć wasze wejściówki? – odezwał się Mark, stając przede mną. – Nie możecie tu być – powiedział po chwili.
   - Przepraszamy, szukałyśmy toalety i jakoś tak wyszło... Już nas tu nie ma – dziewczyna próbowała obrócić zdarzenie w żart, ale mi jakoś nie było do śmiechu. „A co jeśli miała rację?” odezwał się głos w mojej głowie.
   - Myślisz, że nas słyszała? – wraz z ich oddalającymi się krokami, dobiegł mnie szept jednej z nich.
   - A kogo to obchodzi...
   - Wszystko w porządku? – kolejny raz Mark wyrwał mnie z zamyślenia.
   - Tak – próbowałam się uśmiechnąć, ale sama nie wierzyłam, że osiągnęłam zadowalający efekt. – Chyba jestem zmęczona...
   - Czy twój spadek energii ma coś wspólnego z tym, o czym rozmawiały?
   - Słyszałeś... – westchnęłam zrezygnowana. „Przynajmniej nie muszę udawać, że wszystko gra...
   - Niewiele, ale właśnie potwierdziłaś mi, że nie była to przyjemna rozmowa...
   - To nic takiego... – mruknęłam, czerwieniąc się zawstydzona.
   - Chcesz o tym porozmawiać? – zapytał troskliwie.
   - Nie ma o czym – odezwałam się po chwili, biorąc głęboki oddech. – Naprawdę. Lepiej już chodźmy sprawdzić, co u chłopaków – próbowałam się uśmiechnąć. – Może uda mi się zdobyć tą płytę z autografem...


   „Coś było nie tak...” kolejny raz ta myśl pojawiła się w mojej głowie. Gdy tylko weszła do garderoby, ta jej cała radość wydawała mi się mało przekonująca. Byłem pewien, że coś się stało. Mark nie spuszczał z niej wzroku i w oczach miał coś dziwnego... A może przesadzam? Może tylko się o nią troszczy? W końcu za to mu płacą, a poza tym nie jest żadną tajemnicą, że bardzo się polubili z Kate. Już prawie sobie wmówiłem, że jestem jakiś przewrażliwiony na jej punkcie, ale wtedy usłyszałem, jak Niall się jej pyta, czy wszystko w porządku... „Czyli jednak. Coś było na rzeczy...” Wodziłem za nią wzrokiem niczym jastrząb, starając się zrozumieć przyczynę tego smutku w jej oczach. Żartowała z Harrym, przytulała się z Louisem, słuchała nieudolnych kawałów Horana i uśmiechała się do Liama, ale gdzieś tam głębiej krył się smutek... Wyłapałem zatroskane spojrzenie Lou. „On też to zauważył...” westchnąłem. „Jakże by inaczej...
   W busie Kate siedziała wtulona w swojego chłopaka i wydawała się być pogrążona w myślach. Chciałem się odezwać, zapytać, co się stało, ale pewnie zaserwowałaby mi tą samą wymówkę, co jemu. Miała prawo być zmęczona. Zwłaszcza po takim dniu jak dzisiaj i po tej całej akcji z Alex, ale mimo wszystko miałem wrażenie, że to nie to... Zresztą przecież ona nigdy nie narzeka. Nigdy. Nawet, gdy padała na twarz, uśmiechała się i zawsze...
   - Co się dzieje, Katy? – Niall chwycił jej dłoń, tym samym wyrywając ją z zadumy. – Ja wiem, że niektóre moje kawały nie są mistrzostwem świata, ale żeby tak od razu płakać... – zdziwienie na jej twarzy było zdecydowanie najbardziej szczerą reakcją od jakiejś godziny. Wytarła dłonią łzy i tylko bardziej wtuliła się w bok Louisa. „Jakby chciała się schować przed całym światem...
   - Przepraszam, zamyśliłam się... – powiedziała cicho.
   - A nad czym tak rozmyślasz? – dopytywał się, posyłając zaciekawione spojrzenie w stronę Louisa. Ten tylko wzruszył ramionami, tak samo zagubiony w tym wszystkim jak i my.
   - Sama nie wiem... Chyba o niczym konkretnym...
   - Ale...
   - Niall... – Liam postanowił uciszyć przyjaciela, a Kate korzystając z okazji, zamknęła oczy i tym sposobem odcięła się od kolejnych pytań.
   Już nikt nic nie mówił. Tak minęła nam kolejna godzina. W kompletnej ciszy znaleźliśmy się w końcu w apartamencie. Wykończeni  po całym dniu, rozsiedliśmy się w salonie. Wszystkie spojrzenia śledziły każdy ruch Kate, wciąż nic nie rozumiejąc z jej dziwnego nastroju. Było to do niej takie niepodobne... Dopiero komórka Louisa wprowadziła jakieś ożywienie.
   - O kurcze – jęknął. – Zapomniałem, że miałem zadzwonić do domu... Zaraz wracam.
   - Obiecałeś siostrom rozmowę na Skypie – przypomniała mu Kate z delikatnym uśmiechem na ustach. – Nie możesz ich teraz wystawić. Czekały na nią od kilku dni...
   - No tak, ale... – powiedzieć, że był rozdarty, byłoby chyba najlepszym określeniem.
   - Idź już... – popędzała go. – A my w tym czasie możemy zorganizować coś do jedzenia...
   - Powiedziałaś jedzenia? – Niallowi zaświeciły się oczy. – Jestem jak najbardziej za...
   - Dlaczego mnie to nie dziwi? – parsknąłem.
   - No zgłodniałem... Wiesz kiedy ostatnio jadłem?
   - Pomyślmy... – odezwał się Harry, pocierając brodę. – Pięć minut temu w windzie?
   - To był tylko batonik! To się nie liczy! Mówię o prawdziwym jedzeniu...
   - Dobra, to pogadam z nimi trochę i zaraz wracam – zadecydował w końcu Louis. – Tylko mi też coś zamówcie. Umieram z głodu... – rzucił, wchodząc do sypialni.
   - Czekaj! – zawołał Harry, wskakując mu na plecy, aż się biedak ugiął pod tym ciężarem. – Ja też się przywitam...
   - Katy, na co masz ochotę? – Niall rzucił się na menu leżące na stoliku przed nim.
   - Zamów mi coś dobrego – posłała mu piękny uśmiech, ale jej oczy wciąż były smutne. – Ty najlepiej wiesz, co będzie mi smakowało...
   - Mądrze mówisz – ucieszył się i zaczął przerzucać strony oraz dyskutować z Liamem nad co poniektórymi nazwami dań.
   Przysłuchiwałem się temu jednym uchem, wciąż całym sobą skupiony na dziewczynie. Po kilku minutach wstała bez słowa i skierowała się na taras. I naprawdę nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że od kilku godzin lało jak z cebra. Cała nasza trojka odprowadziła ją wzrokiem, z minami wyrażającymi zagubienie.
   - Czy wy coś...
   - Niall... – Liam szybko go uciszył, tłumacząc na migi, że Kate wszystko słyszy.
   - To dzwońcie po to jedzenie – powiedziałem, podnosząc się z fotela i wyciągając fajki. – Zaraz wracam – spojrzałem wymownie w ich stronę i chwytając kurtkę poszedłem w ślady Kate. Gdy tylko znalazłem się na terasie, praktycznie skuliłem się pod wpływem zimnego podmuchu. Rozejrzałem się na boki i wolnym krokiem podszedłem do dziewczyny. Siedziała na wiklinowej kanapie z nogami pod brodą i mimo iż dopiero przed momentem wyszła na zewnątrz, już była cała przemoczona. Zarzuciłem jej kurtkę na ramiona, kolejny raz zdając sobie sprawę, jaka ona jest drobna. Praktycznie tonęła pod skórzanym okryciem.
   - Dziękuję, Zayn... – powiedziała cicho, opierając policzek na kolanach. Usiadłem obok niej, a moje spodnie momentalnie zrobiły się mokre, od wody zgromadzonej na siedzeniu. Zerknąłem na Kate. Jej cienkie legginsy raczej nie były nieprzemakalne. Zapaliłem papierosa zastanawiając się, co też mogło się wydarzyć...
   - Wiesz... – zacząłem po chwili. – Zawsze gdy mam dość i to wszystko mnie przerasta, uciekam w samotność... Zamykam się w pokoju, albo wychodzę na taras zapalić i próbuję sobie wszystko poukładać... – westchnąłem, przypominając sobie, że ostatnio nie za dobrze mi to wychodzi. – To wydaje się lepszym pomysłem niż obarczanie wszystkich dookoła swoimi problemami... – W tym momencie w mojej głowie przewijały się sceny z mojej rozmowy z Niallem. – Tylko, że strasznie trudno ukryć coś przed ludźmi, którzy znają cię na wylot – uśmiechnąłem się pod nosem. – Oni zazwyczaj widzą więcej i potrafią spojrzeć na wszystko mądrze, podczas gdy my bijemy się z myślami, a problemy wydają się nas przerastać...
   „Co ja do kurwy nędzy mówię?” Wydawało mi się, że paplam bez sensu. Zresztą zapomniałem już, co powiedziałem. No i najwyraźniej moje wywody nie przyniosły żadnego efektu, bo Kate nawet nie drgnęła. Zaciągnąłem się fajką, ale mokry papieros już dawno zgasł. Rozważałem właśnie zapalenie kolejnego...
   - On zasługuje na kogoś lepszego... – usłyszałem jej cichy szept i prawie zachłysnąłem się powietrzem.
   - Co ty wygadujesz? Lepszego? – patrzyłem na nią z niedowierzaniem. – Czy ty nie zdajesz sobie sprawy z tego, że nie ma dla niego nikogo lepszego? Jesteś idealna... – „No ładnie...” zagwizdało moje drugie ja, ale naprawdę nic więcej nie kryło się za moimi słowami.
   - Nie jestem... – pokręciła głowa, a ja zastanawiałem się, czy krople na jej policzkach, to deszcz, czy łzy... – Nie radzę sobie... Trzeba mnie prowadzić za rękę, jak małe dziecko... Nigdy nie będę wystarczająco dobra... W końcu zda sobie z tego sprawę i za nią zatęskni... – próbowałem zmusić mój mózg do pracy na podwyższonych obrotach, ale to wszystko nie miało przecież żadnego sensu. Każdy widzi, że są dla siebie z Louisem stworzeni. I znajdując się obok nich można wręcz poczuć to ich uczucie... „Co ona... Ale moment. Zatęskni?
   - Za kim niby?
   - Za Eleanor... – wyszeptała to imię, a ja miałem ochotę ukręcić kark temu, kto w ogóle wspomniał o tej kretynce.
   - Uwierz mi, nikt za nią nie tęskni, a już on najmniej – powiedziałem z całą pewnością na jaką było mnie stać. – To łasa na pieniądze idiotka, która niestety posiada niesamowitą umiejętność manipulowania ludźmi... Czerpała ze związku z Lou obiema garściami, nie dając nic w zamian. No, może z wyjątkiem wiecznych pretensji. Czy to według ciebie jest miłość? Każdy, kto zna Louisa może cię zapewnić, że odkąd ciebie poznał, nie  myślał o niej ani przez sekundę. I to się nie zmieni, Kate... – objąłem ją ramieniem i przyciągnęłam do siebie. Mimo, że była schowana pod moją kurtką, trzęsła się z zimna. Rozejrzałem się za jakimś parasolem, czy czymś w tym stylu, ale jedyne co zauważyłem, to trzy osoby stojące w drzwiach i chłonące każde nasze słowo. Niall posłał mi uśmiech pełen zrozumienia i uniósł kciuki do góry. „Taaa... Mogłem być z siebie dumny...” – Czy źle ci z nami? Z nim? Jesteś nieszczęśliwa?
   - Boże, nie! – uniosła głowę i wbiła we mnie te swoje niesamowite oczy, a silny dreszcz przebiegł mi po plecach. – To nie tak, Zayn... Ja po prostu...
   - Czy ktoś ci dzisiaj coś powiedział? – zapytałem, święcie przekonany, że moje domysły są słuszne.
   - Nie... – zaczerwieniła się. – Usłyszałam coś, co nie było przeznaczone dla moich uszu...
   - Co takiego? – pokręciła głową, chowając ją w zagłębieniu mojej szyi i skłamałbym mówiąc, że nie było mi dobrze, gdy tak trzymałem ją w ramionach. – Kogo usłyszałaś?
   - Nie wiem... Ale czy to ważne...
   - Oczywiście, że tak – powiedziałem. – Bo na pewno nie usłyszałaś tego od kogoś, kto się liczy... Kto ma na względzie dobro Lou. Zastanów się... Przecież nas znasz. Czy pozwolilibyśmy komukolwiek skrzywdzić Louisa? Gdyby nas posłuchał nigdy nie związałby się z Els... – miałem wrażenie, że trzęsie się coraz bardziej. – Czasami po prostu łatwiej płynąć z prądem...
   - Co to znaczy?
   - To znaczy, że byłem pieprzonym tchórzem, który wolał trwać w tym kłamstwie, niż znosić wścibskich dziennikarzy...