wtorek, 8 stycznia 2013

32



   Przed studiem wciąż były tłumy. Westchnąłem ciężko, ale posłusznie przywołałem na twarz szeroki uśmiech. Nie wiem czego się spodziewałem. „Może tego, że pójdą w końcu do domu...” Miałem wrażenie, że jest jeszcze więcej osób niż kiedy przyjechaliśmy tu rano. Nie odstraszyła ich nawet deszczowa pogoda. „Anglia...” Wszyscy są przyzwyczajeni do jej uroków. A ja głupi miałem nadzieję... Pewnie za chwilę będę wyglądać jak zmokła kura... „Kurwa. Litości. Szybciej.” Dziś miałem tylko ochotę wpakować się do samochodu i wrócić do hotelu. A potem zakopię się z powrotem do łóżka albo spędzę leniwe popołudnie pod telewizorem... I może Kate zrobi coś dobrego... „Tylko żeby w końcu dojść do tego auta...” marudziłem w myślach jak rozkapryszony bachor. Sam nie mogłem siebie znieść dzisiaj. Chyba po prostu się nie wyspałem. Uśmiechałem się do dziewczyn pozując do zdjęć. One zdecydowanie były już przemoczone do suchej nitki. „Masakra...” Wyłapałem zaniepokojone spojrzenie Liama i kiwnąłem mu tylko głową, że wszystko jest ze mną ok. „Ale czy było?” Westchnąłem ciężko podpisując kolejny plakat i przytulając dziewczynkę, która wyglądała na przemarzniętą do szpiku kości. Uśmiechała się nieśmiało drżącymi z zimna wargami i widać było, że jest strasznie zdenerwowana. „Jak Kate...” Niesforna myśl pojawiła się w mojej głowie. Nastolatki stojące z tyłu prawie ją wgniotły w barierkę próbując zdobyć autograf. „Albo rozerwać mi kurtkę.” To też było całkiem prawdopodobne. Już miałem iść dalej, ale coś kazało mi spojrzeć jeszcze raz w stronę dziewczynki... „Co ja robię?” Uśmiechnąłem się do niej przyjaźnie.
   - Jesteś tu z kimś dorosłym? – zapytałem. – Jak masz na imię?
   - Kylie – oblała się rumieńcem, a mi przed oczami znów stanęła moja nowa przyjaciółka. Po plecach przebiegł mi dreszcz.  – Przyszłam z mamą. Stoi gdzieś z tyłu...
   W tej chwili jedna z fanek uderzyła ją łokciem w głowę wywołując grymas bólu na jej twarzy. W oczach zaczęły zbierać się łzy. Zwróciłem się o pomoc do ochroniarza stojącego obok mnie i po chwili zawstydzona dziewczynka stała przede mną i nieśmiało podawała mi drżącą dłoń.
   - To cześć Kylie. Miło mi cię poznać – uśmiechnąłem się do niej. – To jak masz zamiar znaleźć mamę?
   Zauważyłem zdziwione spojrzenia przyjaciół i Paula, który chyba zachodził w głowę, co też najlepszego wyprawiam.
   - Miałam do niej zadzwonić. Dała mi telefon... – powiedziała cicho i oblała się słodkim rumieńcem, gdy Liam podszedł do nas i zaczął się z nią witać. „Jak Kate...
   - Widzisz tamtego ochroniarza stojącego obok samochodu? – wskazałem dłonią w tym kierunku. – Podejdź do niego i zadzwoń do mamy, żeby do ciebie przyszła. Odwieziemy was do domu.
   Mina przyjaciela na te słowa była bezcenna. Pewnie myślał, że mi odbiło. Zresztą możliwe, że miał racje. Ale co ja mogłem na to poradzić, że ta mała dziewczynka, która teraz wpatrywała się we mnie szeroko otwartymi ze zdziwienia oczyma, przypominała mi Kate... Nie miałem serca jej tam zostawić. Kylie poszła powoli w stronę auta, co chwilę obracając się, jakby nie była pewna, czy mówiłem poważnie.
   - Co ty robisz? – Liam spojrzał na mnie, a na twarzy miał jeden wielki znak zapytania. – Znasz ją?
   - Nie... – popchnięty przez niego kierowałem się wzdłuż barierki uśmiechając się do fanów. – Co nam szkodzi ją podwieźć? Jest cała przemarznięta i o mało jej tam nie stratowali...
   - Nie możesz każdemu...
   - Nie pomagam każdemu – przerwałem mu kręcąc głową i dając do zrozumienia, że temat uważam za zamknięty. Przynajmniej na razie, bo pewnie w hotelu nie dadzą mi spokoju.
   Kilka minut później, gdy od samochodu dzieliły mnie już jakieś dwa metry, zauważyłem starszą kobietę podchodzącą szybkim krokiem do dziewczynki i wpatrującą się w nią z obawą wymalowaną na twarzy. „Pewnie pomyślała, że coś się stało” podszepnął mi głos w mojej głowie. Pomachałem ostatni raz fanom i podszedłem do auta otwierając drzwi i zapraszając kobietę do środka. Była jeszcze bardziej zdziwiona niż jej córka.
   - Ale przecież... – chyba sama nie wiedziała, co powiedzieć.
   - Chcielibyśmy odwieźć was do domu, a poza tym Kylie jeszcze nie zdobyła wszystkich podpisów – uśmiechnąłem się w stronę dziewczynki. – No i jestem pewien, że już strasznie przemarzłyście obie...
   Na szczęście podszedł Liam i ponowił moje zaproszenie pomagając im ulokować się wygodnie w środku. Nie wiem jak on to robił, ale sama jego obecność wzbudzała we wszystkich zaufanie. Chwilę później reszta władowała się ze śmiechem do wnętrza. Na ich twarzach przez jakąś sekundę widać było zdziwienie, ale już po chwili zaczęli zabawiać gości rozmową. Lou zauważył plakat, który dziewczynka ściskała jak największy skarb i od razu zatrudnił wszystkich przy jego podpisywaniu. Kobieta spoglądała na to wszystko uśmiechając się czule w stronę córki, a ta rumieniła się zawstydzona, ale szczęśliwa. Liam zaproponował zrobienie sobie pamiątkowych zdjęć, a gdy okazało się, że niestety nie mają aparatu, sam zabawił się w fotografa obiecując, że jakoś wyślemy im te zdjęcia. „Byle nie zapomnieć.” Kylie chyba już nie mogła być szczęśliwsza, a jej mama praktycznie popłakała się patrząc na to wszystko. Dwadzieścia minut później wysiedliśmy z samochodu przed skromnym domkiem i ściskaliśmy nowe znajome na pożegnanie. Liam, jako jedyny przytomny, zdążył jeszcze poprosić kobietę o dane, byśmy mogli wysłać pamiątkowe fotografie. Gdy odjeżdżaliśmy dziewczynka wciąż stała w deszczu machając nam, a po jej policzkach łzy radości mieszały się z kroplami lecącymi z nieba. Uśmiechnąłem się do siebie zadowolony. „Jeden dobry uczynek na moim koncie.” Przed oczami stanęła mi Kate. „Ciekawe czy byłaby ze mnie dumna?” Zatopiłem się w swoich myślach zupełnie nie zwracając uwagi na posyłane w moją stronę spojrzenia chłopaków. Wiedziałem, że rozmowa mnie nie minie, ale teraz wolałem zamknąć oczy wyobrażając sobie cudowny uśmiech jakim w mojej głowie obdarzyła mnie dziewczyna na wiadomość o tym, co zrobiłem. „Chyba mi odbija...
   Moje rozmyślania przerwał dzwonek telefonu. Wszyscy zaczęli klepać się po kieszeniach, dopóki Liam nie pokazał, że to jego komórka. Z ekranu uśmiechała się twarz Paula. „Co tym razem?” pomyślałem wpatrując się z napięciem w przyjaciela.
   - Daj na głośnik – odezwał się Lou przysuwając się bliżej. Wszyscy zastygli w oczekiwaniu.
   - Nie było okazji porozmawiać – zaczął menadżer, a w tle wciąż było słychać krzyki dziewczyn. – W hotelu będzie na was czekał Mark. Rano z nim rozmawiałem. Tak jak umówiliśmy się ostatnio. Poradzi sobie. Oby tylko Kate się z nim oswoiła, ale już wasza w tym głowa. On wie wszystko i zdaje sobie sprawę, że to nie żarty. Zrobicie jak będziecie chcieli, albo jakoś się pomieścicie, albo załatwimy mu pokój. Sami zdecydujecie. Muszę lecieć. Został tydzień i lepiej by było, żeby nie okazało się, że to za mało czasu...
   - Dzięki Paul. Odezwiemy się wieczorem i damy znać co i jak – Liam zakończył połączenie i popatrzył na nas, a po jego twarzy było widać, ze już główkuje jak najlepiej zaplanować dzisiejsze popołudnie.
   Zaczęła się ożywiona dyskusja, w której wszyscy braliśmy udział. Każdy z nas wiedział, że od tego naprawdę dużo zależy. Mogliśmy przedstawić Kate Paula oraz Lou i kogo tam chcemy jeszcze, ale i tak najważniejsze było, by zaufała Markowi. To on będzie się nią opiekował podczas trasy, gdy nas przy niej nie będzie. Zapowiada się interesujące popołudnie. Przed oczami stanęła mi dobrze zbudowana sylwetka młodego i przystojnego mężczyzny. I aż jęknąłem cicho... „Po prostu, kurwa, wspaniale.” Naszą debatę przerwały krzyki fanów. „Czyli dojechaliśmy” posłałem uspokajający uśmiech w stronę Liama. Miałem wrażenie, że nie spuszcza ze mnie wzroku... Gdy samochód się zatrzymał pierwszy rzuciłem się na drzwi chcąc uciec przed jego przeszywającym spojrzeniem. Zatrzymała mnie dłoń przyjaciela zaciskająca się na moim ramieniu. Spojrzałem w jego oczy, które wyrażały szczerą troskę. Wiedziałem co powie.
   - Wszystko w porządku Zayn? – „Dokładnie...


   Rozejrzałem się dookoła w poszukiwaniu znajomej twarzy. Mark pierwszy nas zauważył i podniósł się z fotela. „Nic się nie zmienił” pomyślałem. „No może trochę przypakował.” Pamiętam jak podczas ostatniej trasy wszystkie laski do niego wzdychały. Nawet te zamężne i dzieciate... Niebieskooki brunet, to zawsze działało na kobiety. Spojrzałem na Louisa. Minę, to miał trochę niewyraźną.
   - Co jest stary? – objąłem przyjaciela ramieniem. Dokładnie wiedziałem, co mu siedzi w głowie. – Zdajesz sobie sprawę, że Kate nie ocenia ludzi po wyglądzie?
   Spojrzał na mnie zdziwiony, ale już po chwili szeroki uśmiech pojawił się na jego twarzy. A oczy zaświeciły się ze szczęścia. „Tak łatwo cię rozgryźć przyjacielu...
   - Dzięki – powiedział i zaczął witać się z Markiem.
   Władowaliśmy się do windy. Jakoś nikt się nie kwapił do podtrzymywania rozmowy. Wszyscy zastanawialiśmy się jaka będzie reakcja Kate na kolejną nową osobę w jej otoczeniu. Gołym okiem było widać, że facet się denerwuje. Sam dziwnie się czułem. Niby Louis mówił, że zbytnio się nie przeraziła na wieść o osobistym ochroniarzu, ale różnie może być. W sumie cieszyłem się, że Paul wybrał akurat jego. Facet był konkretny i zdecydowanie miał głowę na karku. Może i był przystojny, ale jakoś specjalnie tego nie wykorzystywał. „Jak ona się nazywała?” próbowałem sobie przypomnieć imię jego dziewczyny. „Normalnie mam dziury w mózgu” zaśmiałem się.
   - Co tam u twojej pani? – zapytałem klepiąc go w ramię. Zauważyłem, że Lou nagle wyglądał na bardzo zainteresowanego. – Mieszkacie już razem? Coś tam planowaliście ostatnio...
   - Wszystko dobrze, dzięki – uśmiechnął się i chyba ulżyło mu, że nie poruszyłem żadnych ciężkich tematów. – Dwa miesiące temu kupiliśmy mieszkanie. Małe, ale w końcu własne – dodał z dumą w głosie. – Wciąż jeszcze je urządzamy.
   - To gratuluję. – Louis szczerzył się jak głupi. „Chyba spodobała mu się ta odpowiedź.
   - Dzięki – Mark przeczesał nerwowo włosy palcami. – Trochę się denerwuję. Paul zrobił mi taką odprawę rano, że w sumie sam nie wiem czego się spodziewać.
   - Nie będę cię kłamać – Liam spojrzał na niego poważnym wzrokiem. – My też nie wiemy jak to będzie. Ale pomożemy ci. Mamy tydzień. W gruncie rzeczy wydaje mi się, że to wystarczy. Ale jak będzie, to się dopiero przekonamy.
   - Coś mi się wydaję, że go nie uspokoiłeś – zaśmiał się Niall i w tym samym momencie drzwi windy rozsunęły się bezszelestnie. – Katy jest wspaniała. Na pewno się polubicie. Dobrze mówię, Lou?
   - Też mi się tak wydaje – Louis potwierdził słowa przyjaciela. – Po prostu musi cię poznać.
   Liam znów miał problemy z otwarciem zamka. „Nerwy...” Niby każdy starał się być dobrej myśli, ale prawda była taka, że jednak obawialiśmy się jak to będzie. Dużo od tego zależało. Właściwie wszystko...
   Salon był pusty. Odruchowo spojrzałem na Lou i wcale się nie zdziwiłem widząc lekkie zaniepokojenie na jego twarzy. „Robi się taki przewidywalny jeśli o nią chodzi...
   - Katy! – Niall wydarł mi się nad uchem, ale trzeba mu przyznać, że to lepsze rozwiązanie od naszych nerwowych poszukiwań.
   - W sypialni – usłyszałem cichy głos i zaśmiałem się słysząc westchnienie ulgi wydobywające się z ust przyjaciela.
   - Idź po nią Lou – szepnął Liam. – My tu zaczekamy...
   Rozsiedliśmy się wygodnie i tylko Mark stał niepewnie i wycierał spocone dłonie w nogawki spodni. Gdyby nie to, że wszyscy się denerwowaliśmy, byłoby to nawet zabawne. Nieczęsto zdarza się żeby taki wielki facet drżał przed spotkaniem z taką małą osóbką. Zaśmiałem się do swoich myśli, a wszyscy spojrzeli na mnie zaciekawieni. Pokręciłem tylko przecząco głowa i starałem się uspokoić. Mijały minuty, a my denerwowaliśmy się coraz bardziej.
   - Co tak długo? – zapytał szeptem Niall.
   - Może się boi... – zaczął Zayn, ale przerwał na widok wchodzącej pary.
   Louis obejmował dziewczynę ramieniem i uśmiechał się, ale trochę niepewnie. Za to ona ewidentnie była bardzo zdenerwowana. Jej twarz była wręcz chorobliwie blada, a w oczach można było wyczytać wszystko. „Od strachu do przerażenia...” Zadrżałem wstrzymując oddech i nie spuszczając wzroku z rozgrywającej się przede mną sceny.
   - Kate, skarbie, to jest Mark – odezwał się Lou dziwnie spokojnym głosem. – Mark, poznaj Kate.
   - Bardzo mi miło – odezwał się mężczyzna, a jego twarz wyrażała zakłopotanie. Nie wiedział jak się zachować... Na szczęście dziewczyna postanowiła mu to ułatwić uśmiechając się i wyciągając do niego rękę, którą delikatnie ujął. „Boże, jego dłoń jest chyba większa od jej głowy!” Same inteligentne myśli się mnie trzymały.
   - Napijesz się czegoś Mark? – zapytała cicho i zauważyłem, że Lou kiwa głową podpowiadając mu odpowiedź.
   - Z chęcią. Jeśli to nie kłopot. Oddałbym wszystko za kawę.
   - Ja też! – zawołał Niall szczerząc się i świecąc klamrami. – Zrobisz tą dobrą? Proszę, proszę, proszę...
   - O ile mi pomożesz – Kate obdarzyła go uśmiechem i innego zaproszenia nie było mu trzeba. Czasami zwinnością mnie zadziwiał.
   Louis przytulił ją jeszcze i posłał ostrzegawcze spojrzenie Horanowi. Ten tylko wzruszył ramionami i zniknął z dziewczyną w kuchni ciesząc się przy tym jak dziecko. Lou opadł ciężko na kanapę i wpatrywał się w drzwi, za którymi zniknęła Kate.
   - Siadaj – wskazałem fotel obok siebie. – Nieciekawie wyglądasz...
   - Jezu... – Mark opadł ciężko i spojrzał na nas z takim dziwnym wyrazem w oczach. – Paul mówił, że jest... Boże... Ona test taka drobna...
   - Nie da się ukryć, że wyglądasz przy niej jak wieżowiec – próbowałem żartować.
   - Jakim cudem to się ma udać? – spojrzał na Liama ze strachem w oczach. – Powiedz, że macie jakiś plan. Bo ja po prostu tego nie widzę. Ona była przerażona...
   - Nie denerwuj się stary – Zayn klepnął go po plecach. – Nikt się nie spodziewa cudu już dzisiaj.
   - Dokładnie – Liam próbował go uspokoić uśmiechając się lekko. – Posiedzimy i pogadamy albo pooglądamy telewizję. Zjemy coś. Kate się na razie nie przejmuj. Louis się nią zajmie. Przy nim zawsze czuje się bezpieczniej. Po prostu zachowuj się normalnie. A przynajmniej się postaraj – dodał widząc powątpiewające spojrzenie Marka.
   - Lou, powiedziałeś jej, że on tu zostanie do końca tygodnia? – spojrzałem na przyjaciela wyczekująco.
   - Jasne – uśmiechnął się spoglądając na ochroniarza. – I wyjaśniłem jej na czym mają polegać twoje obowiązki. Ona sobie poradzi. Jestem tego pewny. A przynajmniej bardzo tego chce. Dajmy jej trochę czasu. Powiedzmy do kolacji. Potem zawsze możemy spróbować czegoś innego. Liam ma rację. Póki co zachowujmy się normalnie.
   - Jakby to było możliwe w waszym wykonaniu – zaśmiał się Mark nerwowo.
   - Właśnie o to chodzi, stary – powiedział Zayn i sięgnął po pilota. Po chwili pokój wypełniły dźwięki z telewizora.
   - Zaniosę twoją torbę do mojej sypialni na razie – odezwał się Liam. – Tak na wszelki wypadek. Żeby Kate się o nią nie potknęła.
   - Paul mówił, że ona jest niewidoma, ale te jej oczy... – Mark znów przeczesał nerwowo włosy. – Sam nie wiem, co chcę powiedzieć. Są po prostu niesamowite...


   Siedziałem wpatrując się w drzwi kuchni z takim natężeniem, że powinny się otworzyć same z siebie. „Myślenie życzeniowe” zaśmiałem się ze swoich myśli. Spojrzałem na zegar stojący w rogu. „Co oni tam robią tak długo?” Naprawdę już wiele mi nie brakowało, by wstać i iść to sprawdzić. I to by było na tyle jeżeli chodzi o normalne zachowanie w moim wykonaniu. Nagle okrzyk radości Horana wyrwał mnie z letargu i sprawił, że na twarzach wszystkich zagościł szeroki uśmiech. No, może tylko Mark wyglądał jakby nie wiedział o co chodzi.
   - Zakład o wszystko, że zrobiła coś słodkiego! – krzyknął Harry szczerząc się do mnie i nawet zacierając ręce z radości.
   - Że co? – Mark wciąż próbował jakoś ogarnąć sytuację.
   - Stary, nie denerwuj się tak – Zayn uśmiechnął się do niego uspokajająco. – Co powoduje u Nialla okrzyki radości?
   - Jedzenie?
   - Dokładnie – wtrącił się Liam. – A skoro poszli robić kawę, to znaczy...
   - Że będą jakieś słodkości – dokończył Harry. – Aż mi ślinka cieknie.
   - To ona gotuje? – to było szok w najczystszej postaci.
   - Gotuje, piecze i w ogóle wszystko – szczerzył się Styles. – Pełny serwis.
   - I wszystko jest przepyszne – dodał Liam sprzątając ze stołu.
   Uśmiechnąłem się przepełniony dumą na widok twarzy Marka wyrażającej podziw pomieszany z niedowierzaniem. „Moja Kate” westchnąłem szczęśliwy, a przyjemnie ciepło rozlało się po moim ciele. W tym momencie z kuchni wyszedł Niall niosąc tacę zastawioną kubkami. Poruszał się w takim ślimaczym tempie, że wydawało się, że do wieczora nie dojdzie do stołu. Jego twarz wyrażała takie skupienie jakby co najmniej stąpał po linie, ale z całej sylwetki biła radość.
   - Pomóc ci? – zapytał cicho Liam.
   - Nieeee – szepnął blondyn wciąż z uwagą wpatrując się w parujące kubki. Trwało to wieki, ale w końcu postawił tacę na stoliku. – Udało się! – wyszczerzył zęby w uśmiechu. – Nic nie rozlałem.
   Postawił przed każdym kawę i pognał z powrotem uśmiechając się od ucha do ucha. „Zdecydowanie będzie coś dobrego.” Ledwo to pomyślałem drzwi ponownie się otworzyły ukazując Nialla z tacą, na której tym razem piętrzyły się kolorowe pucharki. Ucieszyłem się widząc Kate za jego plecami. Śmiała się. Pewnie z czegoś, co powiedział jej Horan. W odróżnieniu od niego podeszła pewnym krokiem do stołu omijając fotel Liama i zatrzymując się obok kanapy.
   - Pomożesz? – zapytała cicho „wpatrując się” we mnie.
   - Dla ciebie wszystko – sięgnąłem po pucharki i postawiłem je na stole. – Usiądź już przy mnie. Stęskniłem się – wyjąłem jej pustą już tacę z dłoni i podałem Zaynowi, który odłożył ją pod telewizor.
   - To wygląda wspaniale – powiedział Liam sięgając po deser. – Jak tak nas dalej będziesz rozpieszczać nie będę miał innego wyjścia jak tylko zacząć chodzić regularnie na siłownię.
   - Przynajmniej będziesz miał tam towarzystwo, bo wszystkim nam to grozi – zaśmiał się Harry zlizując białe wąsy od kawy.
   - Mówcie za siebie – odezwał się Niall siadając obok Kate i ładując w siebie słodkości. – Ja tam nie mam takiego problemu.
   - Tak, bo przez ciebie wszystko przelatuje jak woda – zaśmiał się Mark sięgając po deser i wciąż ukradkiem spoglądając w stronę mojej dziewczyny.
   - Gdzie tam – powiedziałem. – On ma tasiemca do pomocy.
   - Albo dwa – dodał Zayn.
   - Zazdrościcie mi po prostu – Niall jak zwykle mówił z pełnymi ustami. – Już ja was znam...
   Nabijanie się z ponadprzeciętnych możliwości Horana sprawiło, że kolory powoli wracały na twarz Marka. Wciąż był trochę spięty, ale chyba było lepiej. Spojrzałem na Kate i w duchu aż jęknąłem widząc jak oblizuje łyżeczkę tylko po to, by ponownie zanurzyć ją w pucharku. „Czy nie zrobiło się tu jakoś cieplej?” Śmiech Harry’ego sprawił, że oderwałem wzrok od tych jedwabistych ust... Spojrzałem na przyjaciela, który posyłał mi właśnie uśmiech mówiący, że dokładnie wie, co mi chodzi po głowie. „Przyłapany.
   - Czy te pyszności znaczą, że spędziłaś całe przedpołudnie w kuchni? – zapytałem odkładając puste naczynie i sięgając po kawę.
   - Nie – uśmiechnęła się w moją stronę i dodała cicho. – Raczej w sypialni.
   - Czytałaś sobie? – zapytał się Liam, a ja mogłem widzieć jak Mark stara się chłonąć każde słowo.
   - Nie – teraz w jego stronę posłała ten cudowny uśmiech. Jej zdenerwowanie też chwilowo wyparowało. – Szukałam skarbów... – Czy mogła powiedzieć coś, co zdziwiłoby nas bardziej?
   - Co robiłaś? – Harry otworzył szeroko usta o mało nie tracąc słodkiej zawartości, którą przed momentem w siebie wpakował. Zorientował się dosłownie w ostatniej chwili.
   - Zdziwilibyście się, co można znaleźć w szafie chłopaków...
   Przez chwilę wpatrywałem się w nią nic nie rozumiejąc i dopiero wybuch śmiechu Liama sprawił, że moje ostatnie szare komórki wznowiły działalność. Spojrzałem na Harry’ego. On chyba wciąż nie rozumiał o co chodzi.
   - Tylko nie mów, że robiłaś porządki – jęknąłem na wspomnienie bałaganu jaki tam panował.
   - Powiedz, że żartujesz – Harry wpatrywał się w Kate jakby chciał z jej twarzy odczytać odpowiedź. – Przecież...
   - Chyba muszę to zobaczyć – odezwał się Liam i poszedł do naszego pokoju. Po chwili wrócił kręcąc głową z niedowierzaniem i chowając komórkę do kieszeni spodni. – Powiem wam jedno – spojrzał na mnie. – Wow...
   - Kochanie... – westchnąłem przytulając ją i całując w czoło. Wychwyciłem zdziwione spojrzenie Marka. „Czyżby tego mu Paul nie powiedział?
   - A co wy robiliście ciekawego? – odezwała się sprytnie zmieniając temat. – Jak nagranie?
   - Fajnie było – Niall rozwalił się wygodnie na kanapie szczerząc się wesoło. – Śmiesznie i w ogóle...
   Zaczął opowiadać przebieg wydarzeń tak dokładnie, że wspomniał nawet ile razy był w toalecie. Liam prawie zakrztusił się kawą, gdy to usłyszał. Spojrzałem na niego rozbawiony. Blondyn nawet tego nie zarejestrował, tak był przejęty rolą narratora. Zaciął się dopiero, gdy doszedł do opisu spotkania z fanami po zakończeniu wywiadu. Zerknął w stronę Zayna.
   - O co chodziło z tą dziewczynką stary?
   - Co? – Zayn popatrzył na niego zdziwiony. Dopiero po chwili dotarł do niego sens słów przyjaciela. – O nic nie chodziło...
   - Jaką dziewczynką? – zaciekawiła się Kate „spoglądając” w jego stronę i obdarzając delikatnym uśmiechem. „Teraz już nie będzie kręcił” zaśmiałem się w duchu.
   - Kylie – westchnął Zayn. – Czekając na nas zmarzła i cała przemokła. A w dodatku starsze fanki o mało jej nie stratowały, więc...
   - Więc postanowił przełamać swoją pozę twardziela i zostać dla tej małej bohaterem – dodał Harry śmiejąc się. – Wyciągnął ją z tłumu, zabrał do samochodu ją i jej mamę, a potem odwiózł je do domu. Mogę cię zapewnić, że obie długo tego nie zapomną.
   - No i co z tego... – mruknął Zayn spoglądając ukradkiem w naszą stronę. – Nie chciałem żeby się rozchorowała...
   - To bardzo ładnie z twojej strony. Na pewno była bardzo szczęśliwa – Kate uśmiechnęła się do niego uroczo. – Skoro tak wytrwale na was czekała, to jestem pewna, że udało ci się spełnić jej marzenie... Nie każdemu jest dane spotkać swoich idoli, a już porozmawiać z nimi... To brzmi cudownie.
   Obserwowałem przyjaciela i muszę przyznać, że z każdym słowem wypowiedzianym przez Kate cała jego sylwetka dosłownie rosła w oczach. Teraz był z siebie tak zadowolony, jakby tylko czekał na pochwałę z jej ust. „Ciekawe...” Harry i Niall opowiedzieli jak wygłupialiśmy się w samochodzie i o małej sesji fotograficznej... A potem o tym jak mama dziewczynki dziękowała nam ze łzami w oczach, gdy zatrzymaliśmy się przed ich domem. To jak wchodzili sobie w słowo, by przedstawić wszystko jak najdokładniej, było tak zabawne, że po chwili wszyscy zwijaliśmy się ze śmiechu.
   W końcu Liam postanowił posprzątać ze stołu i zagonił Harry’ego do pomocy. Zayn z Niallem rzucili się na konsolę więc zapowiadało się zabawnie... Zdolności Horana w każdej innej grze poza piłką nożną zostawiają wiele do życzenia... Mark rozwalił się wygodnie w fotelu i przyglądał się ich zmaganiom komentując wszystko głośno. Starał się pomagać, ale chyba raczej przeszkadzał grającym. Wciąż ukradkiem spoglądał w stronę Kate... Westchnąłem. „W końcu to jego praca, by nie spuszczać jej z oczu...” próbowałem się przekonać, ale jakoś nagle jego obecność zaczęła mi przeszkadzać. „Tomlinson, kretynie, czyżbyś był zazdrosny?” zaśmiałem się. „Wcale nie” odpowiedziałem sobie w myślach i rozłożyłem się wygodnie przytulając do siebie Kate i składając na jej wargach delikatny pocałunek. „Wcale...


   Wprost nie mogłem uwierzyć w to wszystko, co się dziś działo. Cały ten dzień był jakiś... Sam nie wiem jaki. Gdy zmywałem naczynia, które Liam konsekwentnie wycierał i odkładał na miejsce, miałem wrażenie, że nic nie jest takie jak się spodziewaliśmy. Nie chciałem zapeszać, ani cieszyć się zbyt wcześnie, ale nie mogłem się od tego powstrzymać. Obyło się bez nerwowych zwrotów akcji. Przez całe popołudnie czekałem, aż coś się wydarzy. Jakaś bomba wybuchnie... A tu nic. I trzeba przyznać, że wszystkich nas to zaskoczyło. Przy kolacji Mark w końcu przypominał tego faceta, którego pamiętałem. Chyba uwierzył, że to się może udać. Ja chyba też w to uwierzyłem. Wprawdzie Kate nie przebywała z nim sam na sam ani sekundy, ale nie wyglądała już na taką spiętą jak na początku. Śmiała się i żartowała jak zwykle ostatnio... „No może z tymi żartami, to przesadzam, ale było wesoło.
   - Śpisz już? – Lou usiadł na swoim łóżku i wpatrywał się we mnie.
   - Nie – podniosłem się do pozycji siedzącej. – Przetwarzam dane...
   - Nie było źle...
   - Było lepiej niż sądziłem – przyznałem uczciwie. – Ale zobaczymy jutro, gdy zostaną sami...
   - Wiem... – westchnął. Zauważyłem, że bawi się tubką maści obracając ją nerwowo w dłoni. „No tak. Zmiana opatrunków...
   - Tom mówił, kiedy będzie można ściągnąć jej szwy? – zapytałem. Nie mogłem sobie przypomnieć, bym słyszał wcześniej coś na ten temat. Ale może nie było mnie przy tej rozmowie.
   - Wpadnie do nas jak będziemy w Londynie – spojrzał na mnie i po prostu wiedziałem, że się martwi. – Sądzisz, że to dobry pomysł, żeby Mark z nami zamieszkał?
   - Wydaje mi się, że tak będzie lepiej – przyznałem po chwili. – Kate się szybciej oswoi z jego obecnością. Jego naprawdę da się lubić. Jest zabawny i na twoje szczęście – zaśmiałem się widząc minę przyjaciela – szaleńczo zakochany w swojej dziewczynie. A przede wszystkim facet jest mądry. Nie zrobi nic pochopnie. Paul zrobił mu pogadankę, ale to nic w porównaniu z tym, co mu teraz Liam nagada. Będzie żałował, że ma z nim pokój. Przestań się martwić. Będzie dobrze. Jesteśmy tu wszyscy i w razie potrzeby będziemy interweniować...
   - Wiem, ale i tak... – przerwał na dźwięk otwieranych drzwi.
   „Boże, ona zdecydowanie nie powinna paradować w samym ręczniku” pomyślałem przyglądając się dziewczynie spod przymkniętych powiek. Czasami wydawało mi się, że jest drobna jak dziecko, ale potem widziałem to... I myśli, które miałem w głowie zdecydowanie były dozwolone od lat osiemnastu. Podeszła do Lou i usiadła obok niego pozwalając mu rozchylić ręcznik na plecach. „Odsłoń widok, stary.” Miałem ochotę powiedzieć to do niego, ale w porę ugryzłem się w język. „Co ja odpierdalam?” Zrobiło mi się gorąco i aż jęknąłem do swoich myśli.
   - Nie idziesz się kąpać, Harry? – ciche słowa mojej przyjaciółki sprowadziły mnie na ziemie. Zawstydziłem się.
   - Idę...
   - O Boże! – usłyszałem zaniepokojony głos Louisa i zerwałem się na równe nogi chcąc zobaczyć, co się stało.
   - Kurwa... – westchnąłem spoglądając na plecy Kate i opatrunek, który Lou przed chwilą odkleił. Jedno i drugie było nieźle zakrwawione w jednym miejscu.
   - Co się stało? – dziewczyna próbowała się odwrócić w naszą stronę.
   - Dwa szwy puściły – jęknął Louis. – Kochanie, tak strasznie cię przepraszam. To moja wina. Wczoraj...
    - Hej! Już wszystko w porządku. Nic nie boli. Nawet nie poczułam – pocieszała go, bo ja wciąż stałem jak wmurowany w podłogę i gapiłem się na ten przerażający obrazek. – To tylko dwa szwy. Popatrz ile mam ich jeszcze w zapasie...
   - Maleńka... – delikatnie ucałował ją w kark. – Co teraz? Powinniśmy chyba zadzwonić do Toma...
   - Ale przecież już późno – próbowała protestować. – Obudzimy go...
   - To nic – już sięgał po telefon. – Nie mam jego numeru – zdenerwował się. – Dlaczego nie mam jego numeru? Harry, idź po Nialla.
   Czy można być w szoku od takiego czegoś? Nie mogłem wydobyć z siebie głosu, więc tylko odwróciłem się na pięcie i pognałem wzdłuż korytarza wpadając bez pukania do pokoju chłopaków. Zayn tylko spojrzał na mnie i wyskoczył z łóżka.
   - Co się dzieje?
   - Gdzie Niall? – wykrztusiłem nie zadając sobie trudu odpowiedzią na jego pytanie. – Potrzebny mi numer do Toma.
   - W łazien... – nie czekałem aż skończy mówić. Od razu wpadłem do zaparowanej łazienki.
   - Co jest, kurwa? – Niall właśnie wychodził spod prysznica owijając się ręcznikiem. – Coś z Katy? – od razu zmienił ton.
   - Daj mi numer do Toma – powiedziałem rozglądając się dookoła za telefonem. – Musimy do niego zadzwonić. Już! – warknąłem.
   Blondyn rzucił się na spodnie leżące na podłodze i zaczął nerwowo przeszukiwać kieszenie. W końcu wyciągnął komórkę, chwilę w niej pogrzebał i podał mi. Usłyszałem dźwięk wykonywanego połączenia, a po chwili zaspany głos lekarza.
   - Tom? Tu Harry – pobiegłem do swojej sypialni. – Czekaj chwilę. Dam ci Lou – powiedziałem wciskając telefon przyjacielowi. I znów stałem gapiąc się na coraz bardziej zawstydzoną dziewczynę.
   - Cześć. Słuchaj, co... – zaczął zdenerwowany, ale przerwał w pół słowa i wziął głęboki oddech. Kontynuował już spokojniejszym głosem. – Dwa szwy na dole się rozerwały. Już nie, ale krwawiło... Co? Gdzie? W każdej aptece? Dobra. – „Jakie to wkurzające, gdy się nie słyszy całej rozmowy.” Westchnąłem. Niall usiadł przy Kate wywołując na jej twarzy rumieniec wstydu. Zayn podszedł i okrył jej plecy swoją koszulą, a następnie stanął obok mnie. Rozejrzałem się dookoła. Liam i Mark stali w drzwiach cali skupieni na słowach Louisa. Twarz jednego wyrażała przerażenie i niedowierzanie. Nie odrywał oczu od dziewczyny. Zareagował tak jak my za pierwszym razem. „Przynajmniej nie wymiotuje” pomyślałem wspominając reakcję Niallera. – Dobrze. Rozumiem. Dzięki. I przepraszam za pobudkę – nareszcie uśmiech na jego twarzy. – Masz to jak w banku. Widzimy się za tydzień. Dobranoc. – Rozłączył się i chyba dopiero teraz nas zauważył. – Kazał nie panikować – zaśmiał się nerwowo i spojrzał w naszą stronę. – Ktoś musi skoczyć do apteki...
   Co było do przewidzenia wszyscy zgłosili się na ochotnika. Nawet Niall, który ściskał dłoń Kate i delikatnie mówiąc, nie był za bardzo ubrany...
   - Pojadę z Markiem – Liam podjął decyzję. – Co trzeba kupić?
   Louis wyjaśnił wszystko najdokładniej jak umiał i rzucił w ich stronę kluczyki oraz dokumenty. Po chwili już ich nie było.
   - Prosił żeby cię ucałować – powiedział i czule musnął usta dziewczyny.
   - Słyszałeś Niall? Wszystko już dobrze – Kate posłała blondynowi delikatny uśmiech i uściskała go. – Idź się ubierz, bo jeszcze się przeziębisz – chciał protestować. – A już na pewno przemoczysz nam całą pościel i gdzie ja będę spać... – zaśmiała się i chyba dopiero to podziałało. – A ty Harry miałeś iść pod prysznic. To śmigaj, bo potem kolej Lou.
   Niall wstał ociągając się i wyszedł z pokoju zabierając ze sobą Zayna. Wprawdzie niechętnie i z niejakim trudem, ale w końcu udało mi się ruszyć. Zamknąłem się w łazience i już po chwili stałem pod gorącym strumieniem próbując wyrzucić myśli z mojej głowy. Za każdym razem gdy zerkałem na jej plecy miałem ochotę kogoś zamordować. „Najlepiej tego skurwysyna, który jej to zrobił.” Nie potrafiłem zrozumieć skąd w niej tyle siły, by nas pocieszać i troszczyć się o wszystkich dookoła. Potrzebowałem się wygadać. „Alex...” Owinąłem się ręcznikiem i pozbierałem ciuchy z podłogi rozglądając się dookoła. „Jeszcze trochę i zamienię się w Liama.” Wyciągnąłem telefon i wyszedłem z łazienki. Kate leżała wtulona w Louisa i kreśliła jakieś znaki na jego piersi. Ewidentnie mu się to podobało. Rozmawiali ściszonymi głosami i co najważniejsze, oboje się uśmiechali. Rzuciłem rzeczy na fotel i poszedłem do salonu dokładnie zamykając za sobą drzwi. Ktoś hałasował w kuchni. „Pewnie Horan” zaśmiałem się, bo to było przecież oczywiste. Wybrałem numer i czekałem na połączenie wpatrując się w swoje odbicie w drzwiach prowadzących na taras.
   - Cześć wspólniczko – uśmiechnąłem się na dźwięk jej zaspanego głosu i gróźb strasznej śmierci w męczarniach, które posłała w moim kierunku za to, że ją obudziłem. – Potrzebuję pogadać...

piątek, 4 stycznia 2013

31



   Spoglądałem na Kate i wciąż nie mogłem wyjść z podziwu nad tym, jak dobrze sobie radzi. Ze wszystkim. Potrzebowała tylko podjąć tą jedną ważną decyzję o pozostaniu z nami, a każdy kolejny krok pokonywała z uśmiechem na ustach. Wystraszona, to prawda, ale jednak uśmiechnięta. Jej odwaga chwilami mnie przerażała... I wiem, że to dziwnie brzmi, ale widząc jak pokonuje kolejne przeszkody, jak walczy i wygrywa... „Co takiego on jej zrobił, że na samo wspomnienie krzyczy z przerażenia?” Zadrżałem na samą myśl o tym. „Mała wojowniczka.” Słowa Toma jakoś bardzo mi w tym momencie pasowały. Zauważyłem, że Liam postanowił zabrać się za porządki i po chwili zniknął w kuchni. Niall z Zaynem rzucili się na konsolę i głośne dźwięki gry wypełniły salon.
   - Porozmawiamy? – zapytałem szeptem zbliżając usta do jej ucha. Uniosła głowę i uśmiechnęła się delikatnie. – To chodź do sypialni... – pomogłem jej się podnieść i od razu skierowałem w odpowiednim kierunku.
   - A co z kolacją? – zapytała jeszcze zanim opuściliśmy salon.
   - Harry się tym zajmie – spojrzałem na przyjaciela wzrokiem prosząc go o pomoc. Uśmiechnął się szeroko i komicznie poruszał brwiami.
   - Nic mnie nie powstrzyma – zaśmiał się unosząc oba kciuki do góry i bezgłośnie życząc mi powodzenia. „Kretyn” pomyślałem tylko wchodząc do sypialni i zamykając za sobą drzwi. I to była ostatnia myśl w mojej głowie niezwiązana z Kate.
   Nie mogłem oderwać od niej wzroku. Moje oczy śledziły każdy jej ruch. Podziwiałem zgrabne nogi, delikatne kostki i małe stopy kiedy stawiała kroki kierując się w stronę łóżka. Na widok pośladków opiętych czarnym materiałem spodni czułem jak robi mi się gorąco. Uwielbiałem patrzyć jak wspina się na łóżko i na czworakach przesuwa się na jego środek, a następnie siada po turecku wciąż uśmiechając się do mnie. Czekała. To przecież ja chciałem porozmawiać. Nie byłem tylko pewny, czy to dobry pomysł siadać przy niej. „A kto by niby miał cię powstrzymać?” złośliwy głos w mojej głowie powiedział to, o czym właśnie myślałem. „Nikt.” Zaśmiałem się i wskoczyłem na pościel wywołując tym mały wybuch radości u mojej dziewczyny. „Moja dziewczyna...” powtórzyłem uśmiechając się do siebie zadowolony. Przez moment przemknęła mi taka niesforna myśl, że może powinienem zacząć od rozmowy z Alex i posłuchać, co ona powie... Tylko tak bardzo chciałem, by to było tylko nasze. Moje i Kate.
   - Kochanie – ująłem jej dłoń splatając nasze palce. – Miałaś mi powiedzieć, o czym wtedy myślałaś w kuchni, gdy tak pięknie się rumieniłaś... – na sam dźwięk moich słów jej policzki zrobiły się cudownie czerwone, a ona opuściła głowę. – Już wiem, że o mnie – zaśmiałem się zadowolony i nie wiedzieć czemu strasznie dumny. – Teraz chcę wiedzieć, co konkretnie...
   Spojrzałem na nią wyczekująco. Prawdę mówiąc cały czas nie spuszczałem z niej wzroku. Ale teraz bałem się nawet mrugnąć, by nic mi nie umknęło. Zastanawiałem się, czy nie jest za wcześnie na tą rozmowę, ale w końcu i tak już się dowiedziała, co do niej czuję. Teraz ja chciałem wiedzieć. Musiałem to wiedzieć. Nie chciałem naciskać, a może chciałem... Sam już nie wiem. Po prostu byłem pewien, że jeżeli się tego nie dowiem, to umrę.
   - Kocham cię, Kate – powiedziałem cicho, a moje serce jakby na potwierdzenie tych słów zabiło mocniej. Uniosła twarz i wbiła we mnie te niesamowite spojrzenie, które kolejny raz przywołało tą nieznośną myśl o niesprawiedliwościach tego świata.
   - Lou... ja... – wręcz mogłem zobaczyć jak milion myśli przepływa przez jej głowę, a każda z nich znajduje odzwierciedlenie w jej oczach.
   - Wiem, że się boisz – pospieszyłem z pomocą. A może to sobie próbowałem pomóc? – Wiem, że wiele przeszłaś i pewnie nie jesteś jeszcze gotowa... Sam nie wiem... Czasami wydaje mi się, że ty też mnie... że coś do mnie czujesz. Coś więcej – nie potrafiłem złożyć jednego spójnego zdania. – Chcę ci tylko powiedzieć, co do ciebie czuję i zapewnić, że nie będę naciskał. Mogę czekać. Będę czekał nawet wieczność... – zauważyłem jak samotna łza spływa po rozpalonym policzku. – Nie płacz... Proszę...
   - To nic... – uśmiechnęła się delikatnie i starła kroplę nim ta znalazła drogę w dół. – To ze szczęścia... – szepnęła i znów opuściła głowę, a ja zamarłem. „Co ona właśnie powiedziała?
   - Kate... – szepnąłem unosząc jej twarz ku sobie. – Czy ty...
   - Kocham cię – powiedziała to tak cicho i tak niespodziewanie, że przez chwilę myślałem,że sam to sobie stworzyłem w mojej głowie. Tak bardzo tego chciałem...
   - Co? – to nie mógł być mój głos. Odchrząknąłem. – Co?
   Siedziałem przed nią nie potrafiąc wykrztusić nic więcej. „Chyba zwariowałem. Na pewno.” Widziałem jej uśmiech. Wesołe błyski w oczach, które „wpatrywały” się we mnie. Jej dłoń zmierzającą w stronę mojej twarzy, by po chwili dotknąć jej delikatnie. Miałem wrażenie, że dookoła nas szaleje burza pochłaniając wszystko i wszystkich na swojej drodze. Bylismy tylko my dwoje. Razem. Poruszyła się powoli wciąż nie przestając mnie dotykać. Uklękła przede mną i teraz miałem jej oczy dokładnie przed swoimi. Wciągnąłem gwałtownie powietrze jak tonący, który wie, że to może być jego ostatni oddech. Czułem, że serce za chwilę wyskoczy mi z piersi. Umierałem... „Dlaczego ludzie tak się tego boją?” To było najcudowniejsze uczucie jakiego doświadczyłem do tej pory. Delikatny podmuch powietrza musnął moje usta, by chwilę później być zastąpionym przez drżące wargi. I rozszalało się tornado...
   - Kocham cię – tym razem byłem pewien, że to jej słowa. Towarzyszył im kolejny pocałunek, a tego nie mógłbym sobie wymyślić. Moje ciało płonęło. Spalałem się w ogniu tych wszystkich uczuć, które we mnie wybuchły.
   - Maleńka... – wyszeptałem wpijając się w jej usta jakby w nich było moje życie. I może rzeczywiście tak było. Miałem wrażenie, że od tych dwóch słów zależała moja przyszłość. Czekając na nie drżałem z przerażenia.
   Dotyk jej aksamitnych warg wyparł wszytki strach z mojej głowy. Już się nie bałem. Dreszcze podniecenia przeszyły moje ciało, gdy nasze języki spotkały się w początkowo nieśmiałym tańcu. Poczułem jej drobne palce wplatające się w moje włosy i oszalałem. „Ona mnie dotyka! Sama!” Nie mogłem się powstrzymać i chwytając ją za biodra przycisnąłem mocno do siebie. Teraz mogłem wychwycić drżenie jej ciała, które tak jak moje było niesamowicie gorące i przepełnione pożądaniem. Moje dłonie nieśmiało pieściły jej pośladki, uda i wciąż nie pozwalały jej odsunąć się ode mnie. Płonąłem... Przepełniała mnie radość pomieszana z tą cudowną rozkoszą jaka towarzyszy nam tylko przy kimś, kogo kochamy. „Dlaczego potrzebujemy oddychać?” ta inteligentna myśl pojawiła się w mojej głowie, gdy musiałem przerwać pocałunek, by zaczerpnąć powietrza. Czułem się jak topielec w ostatnim momencie wynurzający się na powierzchnie.
   - Kate – wyszeptałem prosto w jej drżące usta nie pozwalając odsunąć się ode mnie ani na milimetr. – Mój skarbie...
   - Pytałeś o czym wtedy myślałam... – usłyszałem ciche słowa i poczułem ten cudowny powiew powietrza na swojej twarzy. – O tym, że takie rzeczy dzieją się tylko w bajkach... – dodała jeszcze ciszej. – Że przecież ty... że ja... że ty...
   - My – podpowiedziałem wciąż czekając, co powie.
   - My... – odetchnęła głęboko jakby chcąc dodać sobie odwagi. – Jesteśmy tacy różni... Zasługujesz na kogoś...
   - Proszę, nie kończ tego – przerwałem jej wypowiedź składając delikatny pocałunek na drżących ustach. – Jesteś dokładnie tym, kogo potrzebuję. Przy tobie w końcu poczułem się szczęśliwy.
   Uśmiecham się zasypiając z tobą w ramionach i budząc się przy tobie. Sprawiłaś, że mój świat znów wypełnił się radością. Chwila, w której zrozumiałem, co do ciebie czuję, to był moment, w którym wszystko wróciło na swoje miejsce. Przy tobie czuje się jak w domu. Oddałem ci serce licząc, że któregoś dnia będziesz gotowa, by oddać mi swoje. Naprawdę byłem gotów czekać ile będzie trzeba... – uśmiechnąłem się.
   - Nie musisz... – szepnęła i pocałowała mnie delikatnie. – Kocham cię. Tylko... – zauważyłem, że znów oblała się rumieńcem. – Ja jeszcze nigdy... Do nikogo tego nie czułam... Nie chcę cię rozczarować...
   - To jest niemożliwe głuptasku – przytuliłem ją do siebie gładząc ostrożnie po plecach. – Razem możemy wszystko. Poradzimy sobie ze wszystkim – składałem kolejne pocałunki na jej czole, skroniach, powiekach... – Chciałbym byś mi obiecała, że zawsze o wszystkim mi będziesz mówić. Gdy będziesz się czegoś bała, albo nie będziesz miała na coś ochoty, albo jedno i drugie... Po prostu mów mi o wszystkim skarbie.
   - Obiecuję – powiedziała cicho i teraz ona zasypała mnie nieśmiałymi pocałunkami, a ja czułem się jak w niebie. – Wiesz czego teraz się boję? – Spojrzałem na nią wyczekująco szukając jakiejkolwiek oznaki strachu w jej twarzy. Ujęła moją dłoń i położyła sobie na sercu. – Boję się, że zaraz mi wyskoczy do ciebie...


   Staliśmy pod drzwiami praktycznie przylepiając uszy do drewnianej powierzchni. Tylko Liam opierał się o ścianę metr dalej i spoglądał na nas z politowaniem. Był rozbawiony całą tą sytuacją. Próbowałem wychwycić jakikolwiek dźwięk, ale jedyne co słyszałem, to oddechy swoich przyjaciół. „Trzeba było wziąć jakąś szklankę” pomyślałem rozczarowany. Już prawie podjąłem decyzję o powrocie do kuchni, gdy moje ciało straciło podparcie i poleciałem gwałtownie do przodu lądując na Niallu, z łokciem Zayna wbijającym mi się w żebra. „Auć!” Zabolało.
   - Dobrze się bawicie? – Lou stał z założonymi rękoma i szczerzył się na nasz widok. Nie wyglądał jak ktoś rozzłoszczony naszym zachowaniem.
   - Kolacja gotowa – wysapałem próbując się podnieść nie robiąc przy tym krzywdy Horanowi.
   - Właśnie – dodał Zayn wciąż klęcząc na podłodze. – Chcieliśmy wam powiedzieć.
   - Katy, jedzonko! – zawołał Niall wstając.
   - I pewnie kłóciliście się pod drzwiami, który ma zapukać... – Louis nawet nie krył swojego rozbawienia.
   - Dokładnie – przytaknąłem otrzepując kolana. – Idziecie?
   - Zaraz przyjdziemy – Kate uśmiechnęła się do nas wesoło. – Dajcie nam minutkę.
   - Albo pięć – dodał Lou wypychając nas z pokoju i zatrzaskując drzwi przed nosem.
Spojrzeliśmy na siebie rozbawieni.
   - Stary, chyba właśnie wywalono cię z twojej własnej sypialni – Liam roześmiał się i skierował do kuchni. – Chodźcie. Zaraz przyjdą.
   - Ale będę miał siniaka – jęknął Niall masując ramię.
   - Ja też – powiedziałem wspominając łokieć Zayna.
   - Widzieliście jak się szczerzyli? – odezwał się brunet opadając ciężko na krzesło. – Umrę jeżeli się nie dowiem, o czym oni tam gadali...
   - Może wcale nie rozmawiali – roześmiałem się robiąc dwuznaczne miny. Zayn zmierzył mnie takim spojrzeniem jakbym był największym kretynem na Ziemi.
   - Przecież Lou powiedział jej, że muszą porozmawiać... – przypomniał Niall.
   - Może u niego tak to się nazywa – zaśmiałem się.
   Po chwili wszyscy ucichli na widok pary wchodzącej do kuchni. Spojrzałem na moją nową siostrzyczkę. Miała na twarzy ten cudowny rumieniec i uśmiechała się nieśmiało. Za to mój przyjaciel wyglądał jakby właśnie wygrał co najmniej milion funtów. „Co tam się działo?
   - Chcieliśmy wam coś powiedzieć – Lou spojrzał na nas nie przestając się szczerzyć. Objął Kate ramieniem i przytulił policzek do jej głowy. – Jesteśmy razem.
   - A coś nowego? – parsknąłem zrywając się z miejsca, by ich uściskać. – Strasznie się cieszę, ale my już od dawna to wiedzieliśmy stary...
   - Fajnie, że i wy w końcu to zauważyliście – dodał Niall przytulając się do nas.
   - Gratulacje – Zayn objął ich z drugiej strony.
   - Strasznie się cieszymy – Liam nie mógł nie dołączyć do tego grupowego uścisku.
   - To teraz jedzonko! – Horan próbował wyswobodzić się z tego całego przytulania. – Umieram z głodu – jęknął i na potwierdzenie usłyszeliśmy długie i przeciągłe burczenie w brzuchu. – A nie mówiłem? – zaśmiał się, a my razem z nim.
   Atmosfera przy kolacji była iście imprezowa. Zastanawiałem się nawet, czy nie byłaby to dobra okazja na jakiegoś szampana, ale ostatecznie jakoś ten pomysł wyparował z mojej głowy. Cały czas spoglądałem na swojego przyjaciela i jego nową dziewczynę. „Boże, co to teraz będzie?” Cieszyłem się, że są razem. Prawdę mówiąc wciąż zachodziłem w głowę jak ją do tego przekonał, ale naprawdę się cieszyłem... „Tylko gdybym jeszcze się tak nie martwił...” Dokładnie. Zastanawiałem się jak oni sobie poradzą i czy Louis jest na to gotowy... Kate to nie Eleanor. Jest taka delikatna i tak wiele przeszła w życiu... A Lou to Lou. Spojrzałem na niego. Całym sobą był skupiony na dziewczynie siedzącej obok niego. Równie dobrze mogliby siedzieć na jednym krześle, bo tak blisko siebie byli. Nawet ślepy by zauważył, że jest w niej zakochany bez pamięci. „Głupie porównanie Styles” zganiłem się w myślach, ale szczerze, nie zdawałem sobie sprawy w ilu momentach mojego życia używałem tego określenia. Wiedziałem, że ją kocha. Może wiedziałem o tym jeszcze zanim on sam to zrozumiał. W końcu znałem go lepiej niż ktokolwiek. Nie kwestionowałem jego uczuć, po prostu bałem się... Próbowałem sobie wyobrazić ich przyszłość i nie mogłem, bo na przeszkodzie wciąż stawał mi ten człowiek, który skrzywdził Kate... Wydawało mi się, że dopóki ta cała sprawa jest okryta całunem tajemniczości oni nie będą mogli zaznać prawdziwego szczęścia. Może byłem głupi. Być może się myliłem. „Boże! Mam nadzieję, że się mylę.” Spojrzałem w te niesamowite oczy i westchnąłem zachwycony. Jakby wyczuła, że w tym momencie jedyne czego mi potrzeba, to jej uśmiech i zapewnienie, że sobie poradzi... „Póki co uśmiech musi mi wystarczyć.” Spojrzałem w twarze przyjaciół i w mojej głowie pojawiła się nowa myśl. Bardziej optymistyczna. Uśmiechnąłem się do nich. „Przecież razem jesteśmy niepokonani...

   - Harry? – usłyszałem cichy głos akurat w momencie, gdy z głośnym okrzykiem rzuciłem się na materac.
   - Tak? – uniosłem się na łokciach i spojrzałem na Kate, która siedziała w nogach łóżka i „wpatrywała” się we mnie uważnie.
   - Martwisz się... – nie było to pytanie, ale jak stwierdzenie też nie brzmiało. – Poradzę sobie – szepnęła, a ja otworzyłem szeroko oczy ze zdziwienia. „Jakby usłyszała wszystko o czym myślałem podczas kolacji.” – Zrobię wszystko, by nie być dla was ciężarem...
   - Och, Mała – uśmiechnąłem się wstając z jękiem. – Nie o to chodzi... – usiadłem obok niej i objąłem ją ramieniem przytulając ostrożnie do siebie.
   „Jest taka drobna i delikatna. Jak z porcelany...” pomyślałem. Przyjrzałem się jej twarzy. Wyglądała jakby czekała, aż coś jeszcze powiem. Zauważyłem, że koszulka zsunęła się jej z ramienia ukazując biały opatrunek. Zadrżałem na wspomnienie tego, co pod sobą skrywał. Pocałowałem ja w czoło. I w tym momencie mnie olśniło. „Kiedy to się stało?” zapytałem się sam siebie zszokowany. Prawie nie mogłem oddychać z wrażenia. „O mój Boże...


   Z ulgą opuszczałem zaparowaną łazienkę. Zresztą nie ma co się oszukiwać. Najzwyczajniej w świecie śpieszyło mi się i wiadomo do kogo. Uśmiechałem się do siebie jak głupi przez cały czas. Odkąd powiedziała te dwa słowa. „Kocha mnie.” Miałem ochotę skakać z radości. Póki co wciąż szczerzyłem się jak wariat. Uśmiech zniknął z mojej twarzy jak tylko wkroczyłem do sypialni. Widok, który ukazał się moim oczom sprawił, że zadrżałem z przerażenia.
   - Co się stało? – zapytałem rzucając wszystko co trzymałem w rękach na podłogę i podbiegając do Kate. Ukląkłem przed nią i próbowałem zorientować się w sytuacji. – Coś cię boli? Harry?
   Spojrzałem na przyjaciela licząc, że on będzie w stanie coś mi wyjaśnić. Ale widok jego twarzy sprawił, że wystraszyłem się jeszcze bardziej. Wyglądał jakby sam nie wierzył w to co się dzieje. „Matko Boska, co tu się wydarzyło?” I wtedy go ujrzałem. Ten delikatny uśmiech na jej ustach i wesoły błysk w oczach.
   - Wszystko w porządku Lou – jej twarz rozjaśniła się. Ujęła moją dłoń splatając nasze palce. – Tak sobie rozmawiamy... – dodała cicho.
   - Harry, co z tobą? – zapytałem już spokojniej.
   On spojrzał na mnie zaskoczony. Jakby dopiero teraz zorientował się, że tu jestem. Ucałował Kate w czoło i pogłaskał ją po ramieniu uśmiechając się przy tym szeroko i kręcąc głową z niedowierzaniem. Wyglądał na szczęśliwego, ale wciąż zadziwionego czymś tak bardzo, że sam w to nie wierzył.
   - Właśnie coś do mnie dotarło – odezwał się w końcu spoglądając na mnie zdumiony. Wciąż obejmował Kate ramieniem. – Już się nie trzęsiesz przy mnie – dodał cicho i wiedziałem do kogo skierowane są te słowa. – Dopiero teraz to zauważyłem...
   Poczułem jak ogromny kamień spadł mi z serca. Przez tego kretyna prawie dostałem zawału. Byłem jednak równie szczęśliwy jak on i nie miałem zamiaru tego zmieniać w najbliższym czasie. Złożyłem czuły pocałunek na naszych złączonych palcach i czułem jak serce wypełnia mi to cudowne uczucie...
   - Nie boję się ciebie Harry... – odezwała się równie cicho jak on i oparła głowę na jego piersi uśmiechając się delikatnie.
   Sam się sobie dziwiłem, że na widok przyjaciela opierającego policzek o jej głowę nie zakuło mnie z zazdrości. Cieszyłem się tylko, bo ta chwila także dla mnie wiele znaczyła. Wiedziałem o co mu chodzi. Często rozmawiali na ten temat. Zwłaszcza on i Niall. Kiedy przytulali Kate ona zawsze drżała ze strachu... Przynajmniej przez chwilę. Pozwalała się im obejmować, ale czuli, że wciąż jest ostrożna... Myślę, że właśnie uszczęśliwiła Harry’ego i pewnie nawet nie zdawała sobie z tego sprawy. „Och maleńka...” Przepełniała mnie duma i radość. Pewnie trwalibyśmy w tej pozycji nie wiadomo jak długo, bo każde z nas bałoby się zepsuć taką chwilę... Ocknęliśmy się dopiero gdy Liam wparował do pokoju.
   - Co jest? – zdziwił się i zatrzymał gwałtownie. – Coś się stało?
   - Nie – uśmiechnął się Harry i jeszcze raz pocałował Kate w czoło. – Rozmawiamy sobie – wstał i podszedł do swojego łóżka. – A z czym przychodzisz?
   Liam przyjrzał się nam uważnie, ale widocznie nasze roześmiane twarze rozwiały wszystkie jego wątpliwości.
   - Przypominam tylko, że samochód będzie o ósmej.
   - Co? – zdziwił się Harry, a w jego głosie było słychać przerażenie. – Przecież jutro niedziela... Nie miało być wolne? – jęknął.
   - Miało być, ale dopiero po nagraniu – Liam wyjaśniał mu jak dziecku przewracając przy tym oczyma z rozbawienia. Takie sytuacje miał opanowane do perfekcji. – Będziemy z powrotem przed południem i potem sobie odeśpisz.
   - Super – warknął z rezygnacją i opadł ciężko na poduszki.
   Miałem wrażenie, że zasnął jeszcze zanim Liam wyszedł z pokoju. A może już w momencie gdy ten pokazywał mi głową rozrzucone przeze mnie rzeczy. Podniosłem się z kolan i poszedłem posprzątać ten bałagan zanim wyleci mi to z głowy. Wiedziałem, że Kate często wstaje przed nami i nie chciałem, by przeze mnie znów nabiła sobie guza. „A z Horana się śmiałem” przemknęło mi przez głowę wspomnienie jego sposobu sprzątania. Minutę później siedziałem już na łóżku tuląc do siebie mój skarb.
   - Z czego się śmiejesz? – zapytała obracając twarz w moją stronę.
   - Przypomniało mi się jak Niall ekspresowo posprzątał do obiadu. Chyba właśnie pobiłem jego rekord – zaśmiałem się.
   - Czyli też wszystko rzuciłeś gdzie popadnie? – jej uśmiech sprawił, że cały byłem przepełniony radością.
   - Rzuciłem wszystko na krzesło – przyznałem się do winy. Usiadłem prosto i chwytając Kate za biodra posadziłem sobie na udach sprawiając, że chcąc nie chcąc musiała objąć mnie nogami. I znów ten cudowny rumieniec pojawił się na jej twarzy.
   - A Niall na szafkę pod telewizorem, tak? – roześmiała się odrzucając głowę do tyłu.
   - Chyba rzeczywiście jesteś czarownicą – zaśmiałem się zdumiony. – Skąd możesz to wiedzieć?
   - Zayn coś takiego mruczał pod nosem, gdy szukał pilota do telewizora – wyjaśniła mi wciąż się śmiejąc.
   Była taka piękna, gdy na jej twarzy nie było śladu bólu. W takich chwilach łatwo można zapomnieć o tym wszystkim, co ją spotkało... Przejechałem palcami po jej odsłoniętym ramieniu. Przepełniała mnie radość, gdy wyczułem, że zadrżała... W jej oczach nie było strachu. Wiedziałem, że się nie boi. Gdy przygryzła wargę przez moje ciało przebiegł ten podniecający dreszcz, który sprawiał, że cały płonąłem.
   - Co ty ze mną robisz skarbie? – szepnąłem jej do ucha.
   - Ja? – zdziwiła się, a jej oczy były szeroko otwarte i wyrażały wszystkie jej myśli. – To przecież ty...
   Pocałowałem ją delikatnie. Chciałem rozkoszować się tą chwilą, przeciągać ją w nieskończoność. „Naprawdę...” I znów porwał nas żywioł. Wszystko zniknęło. Byliśmy tylko my dwoje i to szalejące w nas uczucie, które sprawiało, że nic innego się nie liczyło. Nieśmiało oddawała pocałunek i była w tym taka słodka, że zatraciłem się zupełnie. „Tak smakuje niebo...” Moje dłonie delikatnie gładziły ją po plecach. Nie pozwoliłem sobie zapomnieć o tym, że mogę sprawić jej ból. A właściwie nie mogę. „To nie wchodzi w grę.” Cały drżałem przepełniony pożądaniem, ale wiedziałem, że nie mogę... Wiedziałem, że nie jest gotowa i nie chciałem jej wystraszyć. „To za szybko...” przekonywałem sam siebie licząc na to, że moje ciało się podporządkuje. Tylko, że w tym momencie moje dłonie przeniosły się na jej pośladki i uda... Wiedziałem już, że tej batalii nie mogę wygrać... Byłem bez szans. Choć wciąż jeszcze walczyłem. Ostatkiem sił oderwałem się od jej ust. Drżenie dolnej wargi przyprawiało mnie o palpitację. „Boże pomóż...” Czułem jej przyspieszony oddech, widziałem jak jej piersi unoszą się w tym rytmie, zachwycałem się gładkością jej nóg i miałem ochotę złożyć pocałunek na każdym siniaku i zadrapaniu. „Za szybko...
   - Dotknij mnie Kate – powiedziałem cicho głosem drżącym z pożądania.
   Wbiła we mnie te swoje niesamowite spojrzenie. Wydawało mi się, że właśnie zobaczyła wszystkie uczucia i myśli wypełniające moją głowę. Uśmiechałem się szczęśliwy, gdy ujrzałem jak rumieniec pokrywający jej policzki pojawia się także na jej szyi. Przygryzła wargę jakby chciała jeszcze bardziej mnie rozpalić. „Już bardziej się nie da” zaśmiał się głos w mojej głowie. Gdy położyła dłoń na moim sercu czułem, że cały płonę. Miałem ochotę przytulić ją mocno do siebie i już nigdy nie wypuszczać, ale nie mogłem... Gdybym to zrobił z pewnością by zauważyła w jakim jestem stanie. A to za wcześnie. „Za szybko...” Poczułem jej palce na swojej twarzy. Opuszkami delikatnie sunęła po mojej brodzie, ustach, nosie... Przymknąłem oczy, gdy ciekawość zaprowadziła ja w te okolice. „To najcudowniejsza pieszczota jaką można sobie wyobrazić...” Przesuwała delikatnie po moim czole, badając powoli każdą zmarszczkę. Oddychałem coraz szybciej. To było tak niesamowicie niewinne, a zarazem tak bardzo erotycznie... Nie mogłem tego pojąć. Chciałem więcej i więcej. Uniosłem swoją dłoń i zerkając spod półprzymkniętych powiek ostrożnie dotknąłem palcami jej policzka. Starałem się poznać jej twarz w ten sam niesamowity sposób.
   - Boże... – szept niedowierzania wyrwał się z moich ust.
   Czułem, że już dłużej nie dam rady. Jeszcze chwila takich pieszczot, a zachowam się jak napalony nastolatek oglądający pierwszy raz film dla dorosłych. „Będzie wstyd” znów ten śmiech w mojej głowie. Ale moim mękom nie było końca... „Mękom?” Palce Kate nieśmiało wplotły mi się we włosy. Druga dłoń gładziła delikatnie moją pierś, a ja miałem wrażenie, że zostawia za sobą najprawdziwszy ogień. Czułem, że moja skóra wręcz płonie pod jej dotykiem. Cały płonąłem. Jak pochodnia. A ona tylko rozniecała płomień. Wpiłem się w te usta, nie mogąc dłużej znieść tego jak mnie torturuje widok przygryzionej wargi. W tym momencie było mi tak niewyobrażalnie dobrze... Chciałem ją całować, dotykać, pieścić i znowu całować... I nagle wszystko się skończyło. Poczułem, że Kate zadrżała i szarpnęła się się gwałtownie, a z jej ust wydobył się jęk bólu. „Ty idioto!
   - Kochanie, przepraszam – powiedziałem cicho drżącym i zmienionym z podniecenia głosem zabierając natychmiast dłonie z jej pleców. – Nie chciałem...
   - Szszszsz... – położyła mi palec na ustach i uśmiechnęła się delikatnie. Myślałem, że serce mi pęknie, gdy zobaczyłem łzy spływające po jej policzkach. – Wszystko już dobrze.
   Przytuliła się do mnie opierając głowę na moim ramieniu. Czułem jak jej łzy moczą moją koszulkę. W myślach waliłem głową w ścianę i wyzywałem się od napalonych kretynów. Wcale nie pomagało. Bałem się poruszyć, by znów nie sprawić jej bólu... Poczułem jej dłoń na policzku. Delikatnym gestem nakazała mi spojrzeć na siebie. Wpatrywałem się w jej oczy i nie znajdowałem już w nich ani śladu niedawnego cierpienia. Tylko... Miłość? Musnęła wargami moje usta czerwieniąc się przy tym rozkosznie.
   - Kocham cię maleńka – powiedziałem nie odrywając wzroku od jej twarzy. Była przepiękna. Idealna. I cała moja...
   - Ja też cię kocham, Lou – usłyszałem cichy szept, który od razu wdarł się do mojej głowy, bym tam odtwarzał go sobie bez końca.
   Opadliśmy na poduszki i momentalnie zagarnąłem do siebie Kate. Trzymałem w ramionach całe moje szczęście i wsłuchiwałem się w jej powoli zmieniający się oddech. Zasypiałem przepełniony miłością do tej cudownej dziewczyny śpiącej na mojej piersi...


   Przebudziłam się z tym błogim uczuciem, które towarzyszy nam po dobrze przespanej nocy. Z uśmiechem na ustach. Już prawie zapomniałam, jak to jest cieszyć się z nadejścia kolejnego dnia. Słyszałam bicie serca przy moim uchu i wiedziałam, że jestem bezpieczna. „Louis...” Jego ramię wciąż mnie obejmowało przyciskając do umięśnionej piersi. Zrobiło mi się gorąco na wspomnienie wczorajszego wieczora. „Czy to na pewno nie był sen?” Uśmiechnęłam się do swoich myśli. „Czy ja naprawdę go dotykałam?” Czułam, że moje policzki płoną...
   Usłyszałam kroki na korytarzu. „Pewnie Liam” pomyślałam słysząc przytłumione pukanie dochodzące gdzieś z głębi. Kilka minut później ktoś ostrożnie otwierał drzwi do naszej sypialni.
   - Dzień dobry – powiedziałam cicho uśmiechając się do gościa.
   - Hej Kate – Liam podszedł bliżej. – Obudzisz Lou? Zaraz przywiozą śniadanie.
   - Już się robi – próbowałam się poruszyć i jak się okazało był to idealny sposób na Louisa.
   - A ty gdzie? – wyszeptał zaspanym głosem przyciągając mnie do siebie. – Liam?
   - Musimy wstawać – powiedziałam cicho. Chciałam coś jeszcze dodać, ale poczułam gorące wargi na swoich ustach i wszystko wyparowało mi z głowy.
   - Dzień dobry kochanie.
   - Dzień dobry – powiedziałam cicho. „Przeklęty rumieniec.
   - Uwielbiam, gdy się czerwienisz – wyszeptał mi do ucha, a ja mogłam się założyć o wszystko, że zrobiłam się jeszcze bardziej czerwona.
   - Styles, kretynie! – Liam jęknął z bólu. – Kopnął mnie skubany... Wstawaj! Niedługo wychodzimy.
   Moich uszu dobiegło mruczenie Harry’ego. Zdecydowanie jeszcze się nie obudził. Chciało mi się śmiać na samą myśl o tym, że tak wygląda większość prób wyrwania go ze snu. „Ciekawe czy istnieje jakiś niezawodny sposób na pobudkę dla niego...” Usiadłam na łóżku wywołując tym jęk niezadowolenia u Lou.
   - Harry? – odezwałam się trochę głośniej niż zazwyczaj. Byłam pewna, że to nic nie da, ale coś kazało mi spróbować.
   - Tak? – usłyszałam zachrypnięty głos i uśmiechnęłam się zaskoczona.
   - Musimy wstawać. Twoja kolej do łazienki.
   - Hmmm – miałam wrażenie, że mówił przez sen. – Idę...
   Lou podniósł się i objął mnie ramionami w pasie kładąc brodę na moim ramieniu. Uśmiechał się. Wstrzymałam oddech, bo moje ciało przebiegły te rozkoszne dreszcze, które pojawiały się zawsze, gdy czułam jego dotyk na mojej skórze. „Co on ze mną robi?
   - Niesamowite – usłyszałam niedowierzanie w głosie Liama, gdy Harry wygrzebał się z pościeli i poszedł do łazienki bez słowa marudzenia. – Jak to zrobiłaś?
   - Nie mam pojęcia – zaśmiałam się.
   - Najważniejsze, że zadziałało. Nigdy więcej siniaków. Od dzisiaj ty go budzisz.
   - Nie ma sprawy – zadrżałam gdy poczułam wargi Lou na odsłoniętym ramieniu. – Mogę być osobistym budzikiem Harry’ego.
   - Ej! – gorący oddech owionął moją szyję. – A ja? Nie możesz być moim osobistym budzikiem?
   - Twoim, to ona już od dawna jest – zaśmiał się Liam wychodząc z pokoju. – Śniadanie za pół godziny.
   - Dobra, dobra – Louis delikatnie odgarnął moje włosy z karku i po chwili musnął skórę wargami. „Cudowne uczucie...
   Miałam ochotę oprzeć się o niego i po prostu trwać otoczona tymi silnymi ramionami. Bezpieczna. Kochana... Wspomnienia wczorajszej nocy wciąż przywoływały rumieniec na moje policzki.
   - O czym myślisz? – „I znów cię przyłapał” zaśmiał się głos w mojej głowie. – Skromnie mógłbym powiedzieć, że jest duże prawdopodobieństwo, że o mnie...
   - Nie... – uśmiechnęłam się czerwieniąc się jeszcze bardziej.
   - Nie? – tu go najwyraźniej zaskoczyłam.
   - O nas... – szepnęłam pochylając głowę zawstydzona.
   - To nawet lepiej – powiedział unosząc moją twarz w swoją stronę. – Bo ja też cały czas myślę o nas... – dodał cicho, a ja poczułam jego oddech na swoich ustach. Tylko przez moment... Sekundę później gorące wargi sprawiły, że już nie myślałam...
   - Nie ma to jak widok zakochanej pary o poranku – śmiech Harry’ego przywołał nas do rzeczywistości. – Aż warto było wstać, by to zobaczyć. Nie przeszkadzajcie sobie. Możecie nawet udawać, że mnie tu nie ma.
   - Spadaj zboczeńcu – Lou roześmiał się radośnie i pognał do łazienki. – Zaraz wracam.
   - Czekaj, pomogę ci – odezwał się Harry, gdy wzięłam się za ścielenie łóżka. – Dobrze się czujesz? Wyglądasz niewyraźnie. Coś cię boli?
   Rzeczywiście czułam jakiś dziwny ból w dole pleców, ale przecież to nic takiego. Chyba w ostatnich dniach było mi za dobrze, skoro teraz lekki dyskomfort wywołuje grymas na mojej twarzy. „Ty mięczaku” zaśmiałam się z siebie jednocześnie obdarzając uśmiechem przyjaciela.
   - Wszystko dobrze. Chyba jeszcze się nie obudziłam.
   - Zawsze możesz jeszcze pospać – powiedział kierując się w stronę szafy. – Ale może lepiej po śniadaniu.
   - Zobaczymy – wdrapałam się na łóżko siadając po turecku. – Harry? Co to za nagranie będziecie mieli?
   - Chyba w jakiejś lokalnej telewizji – odpowiedział wciąż czegoś zawzięcie szukając. – W sumie to nie wiem. Liam bardziej to wszystko ogarnia. Pewnie odpowiemy na kilka pytań w sprawie koncertów, zaśpiewamy jakąś piosenkę i złożymy parę autografów. Powinniśmy być szybko z powrotem...
   Najwyraźniej nie zdawał sobie sprawy jakie wrażenie wywarły na mnie jego słowa, bo dalej opowiadał o różnych wywiadach i spotkaniach. A moje serce biło głośno prawie zagłuszając myśli wirujące w mojej głowie. „Radio? Telewizja? Autografy?” Miałam dziwne uczucie, że zaraz zacznę panikować, ale przecież nie mogę. „Uspokój się głupia!” nakazałam sobie i wzięłam głęboki oddech. Nie słuchałam już jego wesołej paplaniny. Po prostu zatopiłam się w swoich przemyśleniach i obawach, które nagle się pojawiły. „Oddychaj... Dasz radę... Przecież to wciąż oni...
   - Harryyyy... – usłyszałam to jedno słowo wypowiedziane cicho ostrzegawczym tonem. Zabrzmiało jednak jak wystrzał wyrywając mnie z moich czarnych myśli i przerywając opowieść Harry’ego. Nagle zrobiło się przeraźliwie cicho, aż dzwoniło w uszach. Ktoś głośno przełknął ślinę. „Harry?
   - To ja idę sprawdzić, czy Zayn już gotowy...
   Jeszcze tylko trzaśnięcie drzwiami i zostałam sama z Louisem. Usiadł obok i wziął mnie na kolana. Pachniał cudownie. Ta niepowtarzalna mieszanina miętowej pasty do zębów, ziołowego mydła i perfum. Mogłabym oddychać takim powietrzem do końca życia. Takim i tylko takim... Oparłam głowę na jego piersi i ponownie zanurzyłam się w tym zapachu...
   - Wszystko dobrze skarbie?
   - Tak – uśmiechnęłam się do niego unosząc głowę.
   - Przez chwilę wyglądałaś jakbyś chciała uciec... – szepnął.
   - Przez chwilę chciałam – dotknęłam jego twarzy i przejechałam kciukiem po dolnej wardze. – Ale już nie chcę – dodałam cicho.
   - To dobrze, bo musiałbym cię gonić – uśmiechnął się i pocałował wnętrze mojej dłoni. – A jak by to wyglądało, gdybym biegł za tobą taki nieubrany.
   - Zabawnie? – podpowiedziałam schodząc z jego kolan. – Ale lepiej już się przebieraj, bo zaraz się okaże, że jesteś ostatni...
   - Co mi tam – zaśmiał się, ale podszedł do szafy w poszukiwaniu ciuchów.
   Usiadłam na łóżku i uśmiechałam się do swoich myśli. Może i miałam chwilę paniki, ale przecież już jest dobrze. Ostatnie dni były cudowne. Poznałam Paula i okazał się przemiłym człowiekiem, a tak się bałam. W Lux się wręcz zakochałam, a z jej mamą naprawdę mogłabym się zaprzyjaźnić. Mam Louisa i czterech zwariowanych prawie-braci... „Czego więcej chcieć?
   - Lou? – odezwałam się cicho przerywając mu w połowie piosenki, którą śpiewał pod nosem.
   - Tak, skarbie?
   - Czy dzisiaj wrócicie sami? – zapytałam ostrożnie.
   - Sami? Nie rozu... Aaaa... – podszedł powoli i uklęknął przede mną kładąc dłonie na moich kolanach. – Nie zaprosiliśmy jeszcze nikogo, jeśli o to pytasz...
   - A zaprosicie? – chyba chciałam się na to przygotować psychicznie.
   - Prawdę mówiąc, to nie wiem. Chcieliśmy byś poznała jeszcze chłopaków z zespołu, ale dziś ich nie będzie. Planowaliśmy porozmawiać z nimi w poniedziałek na próbie i wtedy zobaczyć...
   - I to już wszyscy? – zapytałam cicho.
   - Nie... – westchnął. – Jest jesz...
   - Śniadanie! – Niall wpadł do sypialni. – Liam powiedział, żebyście się pospieszyli. Cześć Katy.
   - Cześć – uśmiechnęłam się do przyjaciela. – Zaraz przyjdziemy.
   - OK – i już go nie było.
   - Ubrany? – zapytałam wstając z łóżka. – Chyba powinniśmy iść...
   - Poczekaj, proszę – przytulił mnie do swojego silnego ciała. „Tu byłam bezpieczna.” – Jest jeszcze ktoś kogo będziesz musiała poznać i mam nadzieję, że się zaprzyjaźnicie, bo nie będzie cię odstępował na krok...
   - Co? – zdziwiłam się. Nie rozumiałam do czego zmierza.
   - Razem z Paulem doszliśmy do wniosku, że tak na wszelki wypadek jeden z ochroniarzy będzie odpowiadał za twoje bezpieczeństwo. Nic nie mów – odezwał się szybko pewnie widząc, że już miałam to skomentować. – To nic takiego. My cały czas mamy wokół siebie ludzi z ochrony. Jedyne co się zmieni, to to, że jeden z nich będzie bliżej ciebie... No i w sumie bliżej mnie, bo nie mam zamiaru się oddalać od ciebie kochanie.
   - Paul to wymyślił? – spytałam cicho, bo z decyzjami menadżera raczej nie wypadało dyskutować. Z tego co Liam opowiadał Alex wynikało jasno, że bał się iż nie poradzą sobie ze mną. Jeśli to miało pomóc...
   - Tak, a ja uważam, że to świetny pomysł. Wszyscy tak myślimy. I będę się lepiej czuł wiedząc, że jesteś bezpieczna. Pewnie zdarzy się nie raz, że będziemy musieli gdzieś wyjść tak jak to teraz ma miejsce. Wtedy nie zostaniesz sama. Ale jakoś to obmyślimy jeszcze. Zawsze będzie mógł stać pod drzwiami i pilnować, by nikt nie wszedł do środka, albo...
   - Dobrze – przerwałam mu te nerwową paplaninę. Wiedziałam, że z całych sił stara się mnie przekonać, że to idealny pomysł.
   - Co powiedziałaś? – poczułam jego palce na policzku.
   - Powiedziałam, że to bardzo dobry pomysł – uśmiechnęłam się do niego. – Chyba powinniśmy iść do kuchni...
   - Chyba powinniśmy... – powiedział cicho. – Nigdy nie przestaniesz mnie zadziwiać Kate...
   Pochylił się i kolejny raz poczułam jego ciepłe wargi. Co to jest takiego, że każdy jego dotyk sprawia, że zapominam o wszystkich i wszystkim... Jest tylko on i ja i ten ogień, który wzniecił we mnie...