Przed studiem wciąż były tłumy. Westchnąłem
ciężko, ale posłusznie przywołałem na twarz szeroki uśmiech. Nie wiem czego się
spodziewałem. „Może tego, że pójdą w końcu do domu...” Miałem wrażenie, że jest jeszcze
więcej osób niż kiedy przyjechaliśmy tu rano. Nie odstraszyła ich nawet
deszczowa pogoda. „Anglia...” Wszyscy są przyzwyczajeni do jej uroków. A ja
głupi miałem nadzieję... Pewnie za chwilę będę wyglądać jak zmokła kura...
„Kurwa. Litości. Szybciej.” Dziś miałem tylko ochotę wpakować się do samochodu i wrócić
do hotelu. A potem zakopię się z powrotem do łóżka albo spędzę leniwe
popołudnie pod telewizorem... I może Kate zrobi coś dobrego... „Tylko żeby w
końcu dojść do tego auta...” marudziłem w myślach jak rozkapryszony bachor. Sam
nie mogłem siebie znieść dzisiaj. Chyba po prostu się nie wyspałem. Uśmiechałem
się do dziewczyn pozując do zdjęć. One zdecydowanie były już przemoczone do
suchej nitki. „Masakra...” Wyłapałem zaniepokojone spojrzenie Liama i kiwnąłem
mu tylko głową, że wszystko jest ze mną ok. „Ale czy było?” Westchnąłem ciężko
podpisując kolejny plakat i przytulając dziewczynkę, która wyglądała na
przemarzniętą do szpiku kości. Uśmiechała się nieśmiało drżącymi z zimna
wargami i widać było, że jest strasznie zdenerwowana. „Jak Kate...” Niesforna
myśl pojawiła się w mojej głowie. Nastolatki stojące z tyłu prawie ją wgniotły
w barierkę próbując zdobyć autograf. „Albo rozerwać mi kurtkę.” To też było
całkiem prawdopodobne. Już miałem iść dalej, ale coś kazało mi spojrzeć jeszcze
raz w stronę dziewczynki... „Co ja robię?” Uśmiechnąłem się do niej przyjaźnie.
- Jesteś tu z kimś dorosłym? –
zapytałem. – Jak masz na imię?
- Kylie – oblała się rumieńcem,
a mi przed oczami znów stanęła moja nowa przyjaciółka. Po plecach przebiegł mi
dreszcz. – Przyszłam z mamą. Stoi gdzieś
z tyłu...
W tej chwili jedna z fanek
uderzyła ją łokciem w głowę wywołując grymas bólu na jej twarzy. W oczach
zaczęły zbierać się łzy. Zwróciłem się o pomoc do ochroniarza stojącego obok
mnie i po chwili zawstydzona dziewczynka stała przede mną i nieśmiało podawała
mi drżącą dłoń.
- To cześć Kylie. Miło mi cię
poznać – uśmiechnąłem się do niej. – To jak masz zamiar znaleźć mamę?
Zauważyłem zdziwione spojrzenia
przyjaciół i Paula, który chyba zachodził w głowę, co też najlepszego
wyprawiam.
- Miałam do niej zadzwonić. Dała
mi telefon... – powiedziała cicho i oblała się słodkim rumieńcem, gdy Liam
podszedł do nas i zaczął się z nią witać. „Jak Kate...”
- Widzisz tamtego ochroniarza
stojącego obok samochodu? – wskazałem dłonią w tym kierunku. – Podejdź do niego
i zadzwoń do mamy, żeby do ciebie przyszła. Odwieziemy was do domu.
Mina przyjaciela na te słowa
była bezcenna. Pewnie myślał, że mi odbiło. Zresztą możliwe, że miał racje. Ale
co ja mogłem na to poradzić, że ta mała dziewczynka, która teraz wpatrywała się
we mnie szeroko otwartymi ze zdziwienia oczyma, przypominała mi Kate... Nie
miałem serca jej tam zostawić. Kylie poszła powoli w stronę auta, co chwilę
obracając się, jakby nie była pewna, czy mówiłem poważnie.
- Co ty robisz? – Liam spojrzał
na mnie, a na twarzy miał jeden wielki znak zapytania. – Znasz ją?
- Nie... – popchnięty przez
niego kierowałem się wzdłuż barierki uśmiechając się do fanów. – Co nam szkodzi
ją podwieźć? Jest cała przemarznięta i o mało jej tam nie stratowali...
- Nie możesz każdemu...
- Nie pomagam każdemu –
przerwałem mu kręcąc głową i dając do zrozumienia, że temat uważam za
zamknięty. Przynajmniej na razie, bo pewnie w hotelu nie dadzą mi spokoju.
Kilka minut później, gdy od
samochodu dzieliły mnie już jakieś dwa metry, zauważyłem starszą kobietę
podchodzącą szybkim krokiem do dziewczynki i wpatrującą się w nią z obawą
wymalowaną na twarzy. „Pewnie pomyślała, że coś się stało” podszepnął mi głos w
mojej głowie. Pomachałem ostatni raz fanom i podszedłem do auta otwierając
drzwi i zapraszając kobietę do środka. Była jeszcze bardziej zdziwiona niż jej
córka.
- Ale przecież... – chyba sama
nie wiedziała, co powiedzieć.
- Chcielibyśmy odwieźć was do
domu, a poza tym Kylie jeszcze nie zdobyła wszystkich podpisów – uśmiechnąłem
się w stronę dziewczynki. – No i jestem pewien, że już strasznie przemarzłyście
obie...
Na szczęście podszedł Liam i
ponowił moje zaproszenie pomagając im ulokować się wygodnie w środku. Nie wiem
jak on to robił, ale sama jego obecność wzbudzała we wszystkich zaufanie. Chwilę
później reszta władowała się ze śmiechem do wnętrza. Na ich twarzach przez
jakąś sekundę widać było zdziwienie, ale już po chwili zaczęli zabawiać gości
rozmową. Lou zauważył plakat, który dziewczynka ściskała jak największy skarb
i od razu zatrudnił wszystkich przy jego podpisywaniu. Kobieta spoglądała na to
wszystko uśmiechając się czule w stronę córki, a ta rumieniła się zawstydzona,
ale szczęśliwa. Liam zaproponował zrobienie sobie pamiątkowych zdjęć, a gdy
okazało się, że niestety nie mają aparatu, sam zabawił się w fotografa
obiecując, że jakoś wyślemy im te zdjęcia. „Byle nie zapomnieć.” Kylie chyba
już nie mogła być szczęśliwsza, a jej mama praktycznie popłakała się patrząc na
to wszystko. Dwadzieścia minut później wysiedliśmy z samochodu przed skromnym
domkiem i ściskaliśmy nowe znajome na pożegnanie. Liam, jako jedyny przytomny,
zdążył jeszcze poprosić kobietę o dane, byśmy mogli wysłać pamiątkowe fotografie.
Gdy odjeżdżaliśmy dziewczynka wciąż stała w deszczu machając nam, a po jej
policzkach łzy radości mieszały się z kroplami lecącymi z nieba. Uśmiechnąłem
się do siebie zadowolony. „Jeden dobry uczynek na moim koncie.” Przed oczami
stanęła mi Kate. „Ciekawe czy byłaby ze mnie dumna?” Zatopiłem się w swoich
myślach zupełnie nie zwracając uwagi na posyłane w moją stronę spojrzenia
chłopaków. Wiedziałem, że rozmowa mnie nie minie, ale teraz wolałem zamknąć
oczy wyobrażając sobie cudowny uśmiech jakim w mojej głowie obdarzyła mnie
dziewczyna na wiadomość o tym, co zrobiłem. „Chyba mi odbija...”
Moje rozmyślania przerwał
dzwonek telefonu. Wszyscy zaczęli klepać się po kieszeniach, dopóki Liam nie
pokazał, że to jego komórka. Z ekranu uśmiechała się twarz Paula. „Co tym
razem?” pomyślałem wpatrując się z napięciem w przyjaciela.
- Daj na głośnik – odezwał się
Lou przysuwając się bliżej. Wszyscy zastygli w oczekiwaniu.
- Nie było okazji porozmawiać –
zaczął menadżer, a w tle wciąż było słychać krzyki dziewczyn. – W hotelu będzie
na was czekał Mark. Rano z nim rozmawiałem. Tak jak umówiliśmy się ostatnio.
Poradzi sobie. Oby tylko Kate się z nim oswoiła, ale już wasza w tym głowa. On
wie wszystko i zdaje sobie sprawę, że to nie żarty. Zrobicie jak będziecie
chcieli, albo jakoś się pomieścicie, albo załatwimy mu pokój. Sami
zdecydujecie. Muszę lecieć. Został tydzień i lepiej by było, żeby nie okazało
się, że to za mało czasu...
- Dzięki Paul. Odezwiemy się
wieczorem i damy znać co i jak – Liam zakończył połączenie i popatrzył na nas,
a po jego twarzy było widać, ze już główkuje jak najlepiej zaplanować
dzisiejsze popołudnie.
Zaczęła się ożywiona dyskusja, w
której wszyscy braliśmy udział. Każdy z nas wiedział, że od tego naprawdę dużo
zależy. Mogliśmy przedstawić Kate Paula oraz Lou i kogo tam chcemy jeszcze, ale
i tak najważniejsze było, by zaufała Markowi. To on będzie się nią opiekował
podczas trasy, gdy nas przy niej nie będzie. Zapowiada się interesujące
popołudnie. Przed oczami stanęła mi dobrze zbudowana sylwetka młodego i
przystojnego mężczyzny. I aż jęknąłem cicho... „Po prostu, kurwa, wspaniale.”
Naszą debatę przerwały krzyki fanów. „Czyli dojechaliśmy” posłałem uspokajający
uśmiech w stronę Liama. Miałem wrażenie, że nie spuszcza ze mnie wzroku... Gdy
samochód się zatrzymał pierwszy rzuciłem się na drzwi chcąc uciec przed jego
przeszywającym spojrzeniem. Zatrzymała mnie dłoń przyjaciela zaciskająca się na
moim ramieniu. Spojrzałem w jego oczy, które wyrażały szczerą troskę.
Wiedziałem co powie.
- Wszystko w porządku Zayn? –
„Dokładnie...”
Rozejrzałem się dookoła w
poszukiwaniu znajomej twarzy. Mark pierwszy nas zauważył i podniósł się z
fotela. „Nic się nie zmienił” pomyślałem. „No może trochę przypakował.”
Pamiętam jak podczas ostatniej trasy wszystkie laski do niego wzdychały. Nawet
te zamężne i dzieciate... Niebieskooki brunet, to zawsze działało na kobiety. Spojrzałem
na Louisa. Minę, to miał trochę niewyraźną.
- Co jest stary? – objąłem
przyjaciela ramieniem. Dokładnie wiedziałem, co mu siedzi w głowie. – Zdajesz
sobie sprawę, że Kate nie ocenia ludzi po wyglądzie?
Spojrzał na mnie zdziwiony, ale
już po chwili szeroki uśmiech pojawił się na jego twarzy. A oczy zaświeciły się
ze szczęścia. „Tak łatwo cię rozgryźć przyjacielu...”
- Dzięki – powiedział i zaczął
witać się z Markiem.
Władowaliśmy się do windy. Jakoś
nikt się nie kwapił do podtrzymywania rozmowy. Wszyscy zastanawialiśmy się jaka
będzie reakcja Kate na kolejną nową osobę w jej otoczeniu. Gołym okiem było
widać, że facet się denerwuje. Sam dziwnie się czułem. Niby Louis mówił, że
zbytnio się nie przeraziła na wieść o osobistym ochroniarzu, ale różnie może
być. W sumie cieszyłem się, że Paul wybrał akurat jego. Facet był konkretny i
zdecydowanie miał głowę na karku. Może i był przystojny, ale jakoś specjalnie
tego nie wykorzystywał. „Jak ona się nazywała?” próbowałem sobie przypomnieć
imię jego dziewczyny. „Normalnie mam dziury w mózgu” zaśmiałem się.
- Co tam u twojej pani? –
zapytałem klepiąc go w ramię. Zauważyłem, że Lou nagle wyglądał na bardzo
zainteresowanego. – Mieszkacie już razem? Coś tam planowaliście ostatnio...
- Wszystko dobrze, dzięki –
uśmiechnął się i chyba ulżyło mu, że nie poruszyłem żadnych ciężkich tematów. –
Dwa miesiące temu kupiliśmy mieszkanie. Małe, ale w końcu własne – dodał z dumą
w głosie. – Wciąż jeszcze je urządzamy.
- To gratuluję. – Louis
szczerzył się jak głupi. „Chyba spodobała mu się ta odpowiedź.”
- Dzięki – Mark przeczesał
nerwowo włosy palcami. – Trochę się denerwuję. Paul zrobił mi taką odprawę rano,
że w sumie sam nie wiem czego się spodziewać.
- Nie będę cię kłamać – Liam
spojrzał na niego poważnym wzrokiem. – My też nie wiemy jak to będzie. Ale
pomożemy ci. Mamy tydzień. W gruncie rzeczy wydaje mi się, że to wystarczy. Ale
jak będzie, to się dopiero przekonamy.
- Coś mi się wydaję, że go nie
uspokoiłeś – zaśmiał się Niall i w tym samym momencie drzwi windy rozsunęły się
bezszelestnie. – Katy jest wspaniała. Na pewno się polubicie. Dobrze mówię,
Lou?
- Też mi się tak wydaje – Louis
potwierdził słowa przyjaciela. – Po prostu musi cię poznać.
Liam znów miał problemy z
otwarciem zamka. „Nerwy...” Niby każdy starał się być dobrej myśli, ale prawda
była taka, że jednak obawialiśmy się jak to będzie. Dużo od tego zależało.
Właściwie wszystko...
Salon był pusty. Odruchowo
spojrzałem na Lou i wcale się nie zdziwiłem widząc lekkie zaniepokojenie na
jego twarzy. „Robi się taki przewidywalny jeśli o nią chodzi...”
- Katy! – Niall wydarł mi się
nad uchem, ale trzeba mu przyznać, że to lepsze rozwiązanie od naszych
nerwowych poszukiwań.
- W sypialni – usłyszałem cichy
głos i zaśmiałem się słysząc westchnienie ulgi wydobywające się z ust
przyjaciela.
- Idź po nią Lou – szepnął Liam.
– My tu zaczekamy...
Rozsiedliśmy się wygodnie i
tylko Mark stał niepewnie i wycierał spocone dłonie w nogawki spodni. Gdyby nie
to, że wszyscy się denerwowaliśmy, byłoby to nawet zabawne. Nieczęsto zdarza
się żeby taki wielki facet drżał przed spotkaniem z taką małą osóbką. Zaśmiałem
się do swoich myśli, a wszyscy spojrzeli na mnie zaciekawieni. Pokręciłem tylko
przecząco głowa i starałem się uspokoić. Mijały minuty, a my denerwowaliśmy się
coraz bardziej.
- Co tak długo? – zapytał
szeptem Niall.
- Może się boi... – zaczął Zayn,
ale przerwał na widok wchodzącej pary.
Louis obejmował dziewczynę
ramieniem i uśmiechał się, ale trochę niepewnie. Za to ona ewidentnie była
bardzo zdenerwowana. Jej twarz była wręcz chorobliwie blada, a w oczach można
było wyczytać wszystko. „Od strachu do przerażenia...” Zadrżałem wstrzymując
oddech i nie spuszczając wzroku z rozgrywającej się przede mną sceny.
- Kate, skarbie, to jest Mark –
odezwał się Lou dziwnie spokojnym głosem. – Mark, poznaj Kate.
- Bardzo mi miło – odezwał się
mężczyzna, a jego twarz wyrażała zakłopotanie. Nie wiedział jak się zachować...
Na szczęście dziewczyna postanowiła mu to ułatwić uśmiechając się i wyciągając
do niego rękę, którą delikatnie ujął. „Boże, jego dłoń jest chyba większa od
jej głowy!” Same inteligentne myśli się mnie trzymały.
- Napijesz się czegoś Mark? –
zapytała cicho i zauważyłem, że Lou kiwa głową podpowiadając mu odpowiedź.
- Z chęcią. Jeśli to nie kłopot.
Oddałbym wszystko za kawę.
- Ja też! – zawołał Niall
szczerząc się i świecąc klamrami. – Zrobisz tą dobrą? Proszę, proszę, proszę...
- O ile mi pomożesz – Kate
obdarzyła go uśmiechem i innego zaproszenia nie było mu trzeba. Czasami
zwinnością mnie zadziwiał.
Louis przytulił ją jeszcze i
posłał ostrzegawcze spojrzenie Horanowi. Ten tylko wzruszył ramionami i zniknął
z dziewczyną w kuchni ciesząc się przy tym jak dziecko. Lou opadł ciężko na
kanapę i wpatrywał się w drzwi, za którymi zniknęła Kate.
- Siadaj – wskazałem fotel obok
siebie. – Nieciekawie wyglądasz...
- Jezu... – Mark opadł ciężko i
spojrzał na nas z takim dziwnym wyrazem w oczach. – Paul mówił, że jest...
Boże... Ona test taka drobna...
- Nie da się ukryć, że wyglądasz
przy niej jak wieżowiec – próbowałem żartować.
- Jakim cudem to się ma udać? –
spojrzał na Liama ze strachem w oczach. – Powiedz, że macie jakiś plan. Bo ja
po prostu tego nie widzę. Ona była przerażona...
- Nie denerwuj się stary – Zayn klepnął go po plecach. – Nikt się nie spodziewa cudu już dzisiaj.
- Dokładnie – Liam próbował go
uspokoić uśmiechając się lekko. – Posiedzimy i pogadamy albo pooglądamy
telewizję. Zjemy coś. Kate się na razie nie przejmuj. Louis się nią zajmie.
Przy nim zawsze czuje się bezpieczniej. Po prostu zachowuj się normalnie. A
przynajmniej się postaraj – dodał widząc powątpiewające spojrzenie Marka.
- Lou, powiedziałeś jej, że on
tu zostanie do końca tygodnia? – spojrzałem na przyjaciela wyczekująco.
- Jasne – uśmiechnął się spoglądając
na ochroniarza. – I wyjaśniłem jej na czym mają polegać twoje obowiązki. Ona
sobie poradzi. Jestem tego pewny. A przynajmniej bardzo tego chce. Dajmy jej
trochę czasu. Powiedzmy do kolacji. Potem zawsze możemy spróbować czegoś
innego. Liam ma rację. Póki co zachowujmy się normalnie.
- Jakby to było możliwe w waszym
wykonaniu – zaśmiał się Mark nerwowo.
- Właśnie o to chodzi, stary –
powiedział Zayn i sięgnął po pilota. Po chwili pokój wypełniły dźwięki z
telewizora.
- Zaniosę twoją torbę do mojej
sypialni na razie – odezwał się Liam. – Tak na wszelki wypadek. Żeby Kate się o
nią nie potknęła.
- Paul mówił, że ona jest
niewidoma, ale te jej oczy... – Mark znów przeczesał nerwowo włosy. – Sam nie
wiem, co chcę powiedzieć. Są po prostu niesamowite...
Siedziałem wpatrując się w drzwi
kuchni z takim natężeniem, że powinny się otworzyć same z siebie. „Myślenie
życzeniowe” zaśmiałem się ze swoich myśli. Spojrzałem na zegar stojący w rogu.
„Co oni tam robią tak długo?” Naprawdę już wiele mi nie brakowało, by wstać i
iść to sprawdzić. I to by było na tyle jeżeli chodzi o normalne zachowanie w
moim wykonaniu. Nagle okrzyk radości Horana wyrwał mnie z letargu i sprawił, że
na twarzach wszystkich zagościł szeroki uśmiech. No, może tylko Mark wyglądał
jakby nie wiedział o co chodzi.
- Zakład o wszystko, że zrobiła
coś słodkiego! – krzyknął Harry szczerząc się do mnie i nawet zacierając ręce z
radości.
- Że co? – Mark wciąż próbował
jakoś ogarnąć sytuację.
- Stary, nie denerwuj się tak –
Zayn uśmiechnął się do niego uspokajająco. – Co powoduje u Nialla okrzyki
radości?
- Jedzenie?
- Dokładnie – wtrącił się Liam.
– A skoro poszli robić kawę, to znaczy...
- Że będą jakieś słodkości –
dokończył Harry. – Aż mi ślinka cieknie.
- To ona gotuje? – to było szok
w najczystszej postaci.
- Gotuje, piecze i w ogóle
wszystko – szczerzył się Styles. – Pełny serwis.
- I wszystko jest przepyszne –
dodał Liam sprzątając ze stołu.
Uśmiechnąłem się przepełniony
dumą na widok twarzy Marka wyrażającej podziw pomieszany z niedowierzaniem. „Moja
Kate” westchnąłem szczęśliwy, a przyjemnie ciepło rozlało się po moim ciele. W
tym momencie z kuchni wyszedł Niall niosąc tacę zastawioną kubkami. Poruszał
się w takim ślimaczym tempie, że wydawało się, że do wieczora nie dojdzie do
stołu. Jego twarz wyrażała takie skupienie jakby co najmniej stąpał po linie,
ale z całej sylwetki biła radość.
- Pomóc ci? – zapytał cicho
Liam.
- Nieeee – szepnął blondyn wciąż
z uwagą wpatrując się w parujące kubki. Trwało to wieki, ale w końcu postawił
tacę na stoliku. – Udało się! – wyszczerzył zęby w uśmiechu. – Nic nie
rozlałem.
Postawił przed każdym kawę i
pognał z powrotem uśmiechając się od ucha do ucha. „Zdecydowanie będzie coś
dobrego.” Ledwo to pomyślałem drzwi ponownie się otworzyły ukazując Nialla z tacą,
na której tym razem piętrzyły się kolorowe pucharki. Ucieszyłem się widząc Kate
za jego plecami. Śmiała się. Pewnie z czegoś, co powiedział jej Horan. W
odróżnieniu od niego podeszła pewnym krokiem do stołu omijając fotel Liama i
zatrzymując się obok kanapy.
- Pomożesz? – zapytała cicho
„wpatrując się” we mnie.
- Dla ciebie wszystko –
sięgnąłem po pucharki i postawiłem je na stole. – Usiądź już przy mnie.
Stęskniłem się – wyjąłem jej pustą już tacę z dłoni i podałem Zaynowi, który
odłożył ją pod telewizor.
- To wygląda wspaniale –
powiedział Liam sięgając po deser. – Jak tak nas dalej będziesz rozpieszczać
nie będę miał innego wyjścia jak tylko zacząć chodzić regularnie na siłownię.
- Przynajmniej będziesz miał tam
towarzystwo, bo wszystkim nam to grozi – zaśmiał się Harry zlizując białe wąsy
od kawy.
- Mówcie za siebie – odezwał się
Niall siadając obok Kate i ładując w siebie słodkości. – Ja tam nie mam takiego
problemu.
- Tak, bo przez ciebie wszystko
przelatuje jak woda – zaśmiał się Mark sięgając po deser i wciąż ukradkiem
spoglądając w stronę mojej dziewczyny.
- Gdzie tam – powiedziałem. – On
ma tasiemca do pomocy.
- Albo dwa – dodał Zayn.
- Zazdrościcie mi po prostu –
Niall jak zwykle mówił z pełnymi ustami. – Już ja was znam...
Nabijanie się z ponadprzeciętnych
możliwości Horana sprawiło, że kolory powoli wracały na twarz Marka. Wciąż był
trochę spięty, ale chyba było lepiej. Spojrzałem na Kate i w duchu aż jęknąłem
widząc jak oblizuje łyżeczkę tylko po to, by ponownie zanurzyć ją w pucharku.
„Czy nie zrobiło się tu jakoś cieplej?” Śmiech Harry’ego sprawił, że oderwałem
wzrok od tych jedwabistych ust... Spojrzałem na przyjaciela, który posyłał mi
właśnie uśmiech mówiący, że dokładnie wie, co mi chodzi po głowie.
„Przyłapany.”
- Czy te pyszności znaczą, że spędziłaś
całe przedpołudnie w kuchni? – zapytałem odkładając puste naczynie i sięgając
po kawę.
- Nie – uśmiechnęła się w moją
stronę i dodała cicho. – Raczej w sypialni.
- Czytałaś sobie? – zapytał się
Liam, a ja mogłem widzieć jak Mark stara się chłonąć każde słowo.
- Nie – teraz w jego stronę
posłała ten cudowny uśmiech. Jej zdenerwowanie też chwilowo wyparowało. –
Szukałam skarbów... – Czy mogła powiedzieć coś, co zdziwiłoby nas bardziej?
- Co robiłaś? – Harry otworzył
szeroko usta o mało nie tracąc słodkiej zawartości, którą przed momentem w
siebie wpakował. Zorientował się dosłownie w ostatniej chwili.
- Zdziwilibyście się, co można
znaleźć w szafie chłopaków...
Przez chwilę wpatrywałem się w
nią nic nie rozumiejąc i dopiero wybuch śmiechu Liama sprawił, że moje ostatnie
szare komórki wznowiły działalność. Spojrzałem na Harry’ego. On chyba wciąż nie
rozumiał o co chodzi.
- Tylko nie mów, że robiłaś
porządki – jęknąłem na wspomnienie bałaganu jaki tam panował.
- Powiedz, że żartujesz – Harry
wpatrywał się w Kate jakby chciał z jej twarzy odczytać odpowiedź. –
Przecież...
- Chyba muszę to zobaczyć –
odezwał się Liam i poszedł do naszego pokoju. Po chwili wrócił kręcąc głową z
niedowierzaniem i chowając komórkę do kieszeni spodni. – Powiem wam jedno –
spojrzał na mnie. – Wow...
- Kochanie... – westchnąłem
przytulając ją i całując w czoło. Wychwyciłem zdziwione spojrzenie Marka.
„Czyżby tego mu Paul nie powiedział?”
- A co wy robiliście ciekawego?
– odezwała się sprytnie zmieniając temat. – Jak nagranie?
- Fajnie było – Niall rozwalił
się wygodnie na kanapie szczerząc się wesoło. – Śmiesznie i w ogóle...
Zaczął opowiadać przebieg
wydarzeń tak dokładnie, że wspomniał nawet ile razy był w toalecie. Liam prawie
zakrztusił się kawą, gdy to usłyszał. Spojrzałem na niego rozbawiony. Blondyn
nawet tego nie zarejestrował, tak był przejęty rolą narratora. Zaciął się
dopiero, gdy doszedł do opisu spotkania z fanami po zakończeniu wywiadu.
Zerknął w stronę Zayna.
- O co chodziło z tą dziewczynką
stary?
- Co? – Zayn popatrzył na niego
zdziwiony. Dopiero po chwili dotarł do niego sens słów przyjaciela. – O nic nie
chodziło...
- Jaką dziewczynką? –
zaciekawiła się Kate „spoglądając” w jego stronę i obdarzając delikatnym
uśmiechem. „Teraz już nie będzie kręcił” zaśmiałem się w duchu.
- Kylie – westchnął Zayn. –
Czekając na nas zmarzła i cała przemokła. A w dodatku starsze fanki o mało jej
nie stratowały, więc...
- Więc postanowił przełamać
swoją pozę twardziela i zostać dla tej małej bohaterem – dodał Harry śmiejąc
się. – Wyciągnął ją z tłumu, zabrał do samochodu ją i jej mamę, a potem odwiózł
je do domu. Mogę cię zapewnić, że obie długo tego nie zapomną.
- No i co z tego... – mruknął
Zayn spoglądając ukradkiem w naszą stronę. – Nie chciałem żeby się
rozchorowała...
- To bardzo ładnie z twojej
strony. Na pewno była bardzo szczęśliwa – Kate uśmiechnęła się do niego uroczo.
– Skoro tak wytrwale na was czekała, to jestem pewna, że udało ci się spełnić
jej marzenie... Nie każdemu jest dane spotkać swoich idoli, a już porozmawiać z
nimi... To brzmi cudownie.
Obserwowałem przyjaciela i muszę
przyznać, że z każdym słowem wypowiedzianym przez Kate cała jego sylwetka
dosłownie rosła w oczach. Teraz był z siebie tak zadowolony, jakby tylko czekał
na pochwałę z jej ust. „Ciekawe...” Harry i Niall opowiedzieli jak
wygłupialiśmy się w samochodzie i o małej sesji fotograficznej... A potem o
tym jak mama dziewczynki dziękowała nam ze łzami w oczach, gdy zatrzymaliśmy
się przed ich domem. To jak wchodzili sobie w słowo, by przedstawić wszystko
jak najdokładniej, było tak zabawne, że po chwili wszyscy zwijaliśmy się ze
śmiechu.
W końcu Liam postanowił
posprzątać ze stołu i zagonił Harry’ego do pomocy. Zayn z Niallem rzucili się
na konsolę więc zapowiadało się zabawnie... Zdolności Horana w każdej innej
grze poza piłką nożną zostawiają wiele do życzenia... Mark rozwalił się
wygodnie w fotelu i przyglądał się ich zmaganiom komentując wszystko głośno. Starał
się pomagać, ale chyba raczej przeszkadzał grającym. Wciąż ukradkiem spoglądał
w stronę Kate... Westchnąłem. „W końcu to jego praca, by nie spuszczać jej z
oczu...” próbowałem się przekonać, ale jakoś nagle jego obecność zaczęła mi
przeszkadzać. „Tomlinson, kretynie, czyżbyś był zazdrosny?” zaśmiałem się.
„Wcale nie” odpowiedziałem sobie w myślach i rozłożyłem się wygodnie
przytulając do siebie Kate i składając na jej wargach delikatny pocałunek.
„Wcale...”
Wprost nie mogłem uwierzyć w to
wszystko, co się dziś działo. Cały ten dzień był jakiś... Sam nie wiem jaki. Gdy
zmywałem naczynia, które Liam konsekwentnie wycierał i odkładał na miejsce,
miałem wrażenie, że nic nie jest takie jak się spodziewaliśmy. Nie chciałem
zapeszać, ani cieszyć się zbyt wcześnie, ale nie mogłem się od tego
powstrzymać. Obyło się bez nerwowych zwrotów akcji. Przez całe popołudnie
czekałem, aż coś się wydarzy. Jakaś bomba wybuchnie... A tu nic. I trzeba
przyznać, że wszystkich nas to zaskoczyło. Przy kolacji Mark w końcu
przypominał tego faceta, którego pamiętałem. Chyba uwierzył, że to się może
udać. Ja chyba też w to uwierzyłem. Wprawdzie Kate nie przebywała z nim sam na
sam ani sekundy, ale nie wyglądała już na taką spiętą jak na początku. Śmiała
się i żartowała jak zwykle ostatnio... „No może z tymi żartami, to przesadzam,
ale było wesoło.”
- Śpisz już? – Lou usiadł na
swoim łóżku i wpatrywał się we mnie.
- Nie – podniosłem się do
pozycji siedzącej. – Przetwarzam dane...
- Nie było źle...
- Było lepiej niż sądziłem –
przyznałem uczciwie. – Ale zobaczymy jutro, gdy zostaną sami...
- Wiem... – westchnął.
Zauważyłem, że bawi się tubką maści obracając ją nerwowo w dłoni. „No tak.
Zmiana opatrunków...”
- Tom mówił, kiedy będzie można
ściągnąć jej szwy? – zapytałem. Nie mogłem sobie przypomnieć, bym słyszał
wcześniej coś na ten temat. Ale może nie było mnie przy tej rozmowie.
- Wpadnie do nas jak będziemy w
Londynie – spojrzał na mnie i po prostu wiedziałem, że się martwi. – Sądzisz,
że to dobry pomysł, żeby Mark z nami zamieszkał?
- Wydaje mi się, że tak będzie
lepiej – przyznałem po chwili. – Kate się szybciej oswoi z jego obecnością.
Jego naprawdę da się lubić. Jest zabawny i na twoje szczęście – zaśmiałem się
widząc minę przyjaciela – szaleńczo zakochany w swojej dziewczynie. A przede
wszystkim facet jest mądry. Nie zrobi nic pochopnie. Paul zrobił mu pogadankę,
ale to nic w porównaniu z tym, co mu teraz Liam nagada. Będzie żałował, że ma z
nim pokój. Przestań się martwić. Będzie dobrze. Jesteśmy tu wszyscy i w razie
potrzeby będziemy interweniować...
- Wiem, ale i tak... – przerwał
na dźwięk otwieranych drzwi.
„Boże, ona zdecydowanie nie
powinna paradować w samym ręczniku” pomyślałem przyglądając się dziewczynie
spod przymkniętych powiek. Czasami wydawało mi się, że jest drobna jak dziecko,
ale potem widziałem to... I myśli, które miałem w głowie zdecydowanie były
dozwolone od lat osiemnastu. Podeszła do Lou i usiadła obok niego pozwalając mu
rozchylić ręcznik na plecach. „Odsłoń widok, stary.” Miałem ochotę powiedzieć to
do niego, ale w porę ugryzłem się w język. „Co ja odpierdalam?” Zrobiło mi się
gorąco i aż jęknąłem do swoich myśli.
- Nie idziesz się kąpać, Harry?
– ciche słowa mojej przyjaciółki sprowadziły mnie na ziemie. Zawstydziłem się.
- Idę...
- O Boże! – usłyszałem
zaniepokojony głos Louisa i zerwałem się na równe nogi chcąc zobaczyć, co się
stało.
- Kurwa... – westchnąłem spoglądając
na plecy Kate i opatrunek, który Lou przed chwilą odkleił. Jedno i drugie było nieźle zakrwawione w
jednym miejscu.
- Co się stało? – dziewczyna
próbowała się odwrócić w naszą stronę.
- Dwa szwy puściły – jęknął
Louis. – Kochanie, tak strasznie cię przepraszam. To moja wina. Wczoraj...
- Hej! Już wszystko w porządku.
Nic nie boli. Nawet nie poczułam – pocieszała go, bo ja wciąż stałem jak
wmurowany w podłogę i gapiłem się na ten przerażający obrazek. – To tylko dwa
szwy. Popatrz ile mam ich jeszcze w zapasie...
- Maleńka... – delikatnie
ucałował ją w kark. – Co teraz? Powinniśmy chyba zadzwonić do Toma...
- Ale przecież już późno –
próbowała protestować. – Obudzimy go...
- To nic – już sięgał po
telefon. – Nie mam jego numeru – zdenerwował się. – Dlaczego nie mam jego numeru?
Harry, idź po Nialla.
Czy można być w szoku od takiego
czegoś? Nie mogłem wydobyć z siebie głosu, więc tylko odwróciłem się na pięcie
i pognałem wzdłuż korytarza wpadając bez pukania do pokoju chłopaków. Zayn
tylko spojrzał na mnie i wyskoczył z łóżka.
- Co się dzieje?
- Gdzie Niall? – wykrztusiłem
nie zadając sobie trudu odpowiedzią na jego pytanie. – Potrzebny mi numer do
Toma.
- W łazien... – nie czekałem aż
skończy mówić. Od razu wpadłem do zaparowanej łazienki.
- Co jest, kurwa? – Niall
właśnie wychodził spod prysznica owijając się ręcznikiem. – Coś z Katy? – od
razu zmienił ton.
- Daj mi numer do Toma –
powiedziałem rozglądając się dookoła za telefonem. – Musimy do niego zadzwonić.
Już! – warknąłem.
Blondyn rzucił się na spodnie
leżące na podłodze i zaczął nerwowo przeszukiwać kieszenie. W końcu wyciągnął
komórkę, chwilę w niej pogrzebał i podał mi. Usłyszałem dźwięk wykonywanego
połączenia, a po chwili zaspany głos lekarza.
- Tom? Tu Harry – pobiegłem do
swojej sypialni. – Czekaj chwilę. Dam ci Lou – powiedziałem wciskając telefon
przyjacielowi. I znów stałem gapiąc się na coraz bardziej zawstydzoną
dziewczynę.
- Cześć. Słuchaj, co... – zaczął
zdenerwowany, ale przerwał w pół słowa i wziął głęboki oddech. Kontynuował już
spokojniejszym głosem. – Dwa szwy na dole się rozerwały. Już nie, ale krwawiło...
Co? Gdzie? W każdej aptece? Dobra. – „Jakie to wkurzające, gdy się nie słyszy
całej rozmowy.” Westchnąłem. Niall usiadł przy Kate wywołując na jej twarzy
rumieniec wstydu. Zayn podszedł i okrył jej plecy swoją koszulą, a następnie
stanął obok mnie. Rozejrzałem się dookoła. Liam i Mark stali w drzwiach cali
skupieni na słowach Louisa. Twarz jednego wyrażała przerażenie i
niedowierzanie. Nie odrywał oczu od dziewczyny. Zareagował tak jak my za
pierwszym razem. „Przynajmniej nie wymiotuje” pomyślałem wspominając reakcję
Niallera. – Dobrze. Rozumiem. Dzięki. I przepraszam za pobudkę – nareszcie
uśmiech na jego twarzy. – Masz to jak w banku. Widzimy się za tydzień.
Dobranoc. – Rozłączył się i chyba dopiero teraz nas zauważył. – Kazał nie
panikować – zaśmiał się nerwowo i spojrzał w naszą stronę. – Ktoś musi skoczyć
do apteki...
Co było do przewidzenia wszyscy
zgłosili się na ochotnika. Nawet Niall, który ściskał dłoń Kate i delikatnie
mówiąc, nie był za bardzo ubrany...
- Pojadę z Markiem – Liam podjął
decyzję. – Co trzeba kupić?
Louis wyjaśnił wszystko
najdokładniej jak umiał i rzucił w ich stronę kluczyki oraz dokumenty. Po
chwili już ich nie było.
- Prosił żeby cię ucałować –
powiedział i czule musnął usta dziewczyny.
- Słyszałeś Niall? Wszystko już dobrze
– Kate posłała blondynowi delikatny uśmiech i uściskała go. – Idź się ubierz,
bo jeszcze się przeziębisz – chciał protestować. – A już na pewno przemoczysz
nam całą pościel i gdzie ja będę spać... – zaśmiała się i chyba dopiero to
podziałało. – A ty Harry miałeś iść pod prysznic. To śmigaj, bo potem kolej
Lou.
Niall wstał ociągając się i
wyszedł z pokoju zabierając ze sobą Zayna. Wprawdzie niechętnie i z niejakim
trudem, ale w końcu udało mi się ruszyć. Zamknąłem się w łazience i już po
chwili stałem pod gorącym strumieniem próbując wyrzucić myśli z mojej głowy. Za
każdym razem gdy zerkałem na jej plecy miałem ochotę kogoś zamordować.
„Najlepiej tego skurwysyna, który jej to zrobił.” Nie potrafiłem zrozumieć skąd
w niej tyle siły, by nas pocieszać i troszczyć się o wszystkich dookoła. Potrzebowałem
się wygadać. „Alex...” Owinąłem się ręcznikiem i pozbierałem ciuchy z podłogi
rozglądając się dookoła. „Jeszcze trochę i zamienię się w Liama.” Wyciągnąłem
telefon i wyszedłem z łazienki. Kate leżała wtulona w Louisa i kreśliła jakieś
znaki na jego piersi. Ewidentnie mu się to podobało. Rozmawiali ściszonymi
głosami i co najważniejsze, oboje się uśmiechali. Rzuciłem rzeczy na fotel i
poszedłem do salonu dokładnie zamykając za sobą drzwi. Ktoś hałasował w kuchni.
„Pewnie Horan” zaśmiałem się, bo to było przecież oczywiste. Wybrałem numer i
czekałem na połączenie wpatrując się w swoje odbicie w drzwiach prowadzących na
taras.
- Cześć wspólniczko – uśmiechnąłem
się na dźwięk jej zaspanego głosu i gróźb strasznej śmierci w męczarniach, które posłała w moim
kierunku za to, że ją obudziłem. – Potrzebuję pogadać...