I znów lotnisko. Rozejrzałem się dookoła, ziewając ukradkiem i próbując skupić się na czymkolwiek, by odpędzić zmęczenie. „Z marnym skutkiem, czyż nie?” mruknęło moje drugie ja, odwracając się do mnie tyłkiem i zakopując pod pierzyną. Miałem wrażenie, że
w ostatnim czasie spędzałem więcej czasu na lotniskach i w
samolotach, niż w swoim własnym domu. „Wspaniale było przespać tą
jedną noc w naszym wspólnym łóżku” uśmiechnąłem się,
zerkając na Kate. Uśmiech trochę mi zmalał, gdy zauważyłem jak siedziała
sztywno, z całej siły starając się nie dotknąć plecami oparcia i cicho
rozmawiała z Markiem. Wyglądała
przepięknie i nawet moja, bądź co bądź sporo za duża koszula
tego nie psuła. Właściwie jeszcze dodawała jej uroku. Wyglądała w niej
na tak drobną i delikatną, że od razu miałem ochotę zamknąć ją w moich
ramionach i nie wypuszczać z nich już nigdy. „Właściwie nie potrzebowałem do tego żadnego pretekstu” pokręciłem głową nad moją zaborczością, którą przyjaciele tyle razy mi wytknęli. Zerknąłem na Kate. „Dlaczego aż taką radość sprawiło mi to, że
mogłem oddać jej swoją koszulę?”
Cieszyłem się jak głupi na wspomnienie
słów lekarza odnośnie efektów zabiegu. Zresztą i bez tego, co
powiedział wiedziałem, że jest lepiej niż wspaniale... Okropne
blizny na plecach Kate były już tylko wspomnieniem. I choć oboje wiedzieliśmy, że jeszcze kilka
zabiegów przed nią, to efekt jaki udało się osiągnąć na dzień
dzisiejszy był bardziej niż zadowalający. „W końcu mogła
przestać się wstydzić swoich blizn...”
Byłem zadowolony również z tego, że
pomimo wcześniejszych obaw, udało nam się wstąpić do szpitala w
drodze na lotnisko. Wiedziałem, że wczorajsze spotkanie z Lily i
Emmą to było mało. Nie tylko dla nich, ale i dla Kate. I mimo iż dziś wpadliśmy do nich dosłownie
na pięć minut, to z przyjemnością obserwowałem szeroki uśmiech na
twarzy mojej dziewczyny, gdy mogła spędzić z małą kuzynką jeszcze te kilka
chwil... Dziś już nie rozkleiła się tak jak wczoraj, choć może przy pożegnaniu uroniła kilka łez. Uśmiechała
się i wesoło przekomarzała z Lily. A gdy Mark przypomniał nam, że
już czas jechać na lotnisko, nie była smutna. W samochodzie wciągnęła mnie w
dyskusję na temat tego, co moglibyśmy zrobić, by sprawić radość
Lily. Myślę, że pomysł rozmowy na Skypie z chłopakami był
całkiem dobry na początek...
- Proszę, pańskie zamówienie –
głos kobiety wyrwał mnie z zamyślenia. Odebrałem nasze napoje i
skierowałem się prosto do mojej dziewczyny, kolejny raz zerkając
na zegarek i modląc się w duchu, by Horan się nie spóźnił.
„Gdzie on jest, do cholery?” zastanawiałem się. „Przecież
zawsze jest pierwszy... Paul nas zabije, jeśli się nie pospieszy...”
- Kawa... – powiedziałem, podając
Kate i Markowi kubek i wróciłem do lady, by odebrać pozostałe
dwa. Wyciągnąłem rękę z gorącym napojem w stronę Adama i
odwróciłem się, by w końcu zająć miejsce u boku mojej dziewczyny.
- Cześć wam... – ton głosu Nialla
sprawił, że stanąłem jak wryty, zapominając o tym, co miałem
zamiar zrobić. Patrzyłem jak przyjaciel ciężko opadł na
siedzenie obok Adama, odkładając plecak, na następny fotel.
Nie zareagował jednak, gdy ten z hukiem upadł na podłogę.
Przyjrzałem się jego twarzy. „Wygląda co najmniej nieciekawie...”
- O matko, stary... – patrzyłem na
niego zdumiony. Sam nie wiem, czego się spodziewałem, ale zdecydowanie nie tego. – Gdyby worki pod twoimi oczami były odrobinę
większe, potrzebowałbyś do ich dźwigania tragarza i to na pełnym
etacie...
- Niall? – na twarzy Kate widniała ogromna troska. Wyciągnęła do
niego dłoń, którą on szybko ujął, przesiadając się przy
okazji na moje miejsce.
- Wszystko dobrze, Katy... –
powiedział, pociągając nosem. „I niby kto miałby uwierzyć w te jego zapewnienia?” – Nie martw się... – westchnął ciężko. Zauważyłem,
że jego oczy podejrzanie błyszczą. – Nie ma powodu do zmartwień... – dodał cicho.
- Nie tak sobie wyobrażałem ciebie
dzisiaj – w dalszym ciągu przyglądałem się mu uważnie. – Wprawdzie byłem
pewien, że możesz się spóźnić, ale liczyłem raczej na
oślepiający wszystkich dookoła uśmiech, a nie na łzy. Niedługo
ją zobaczysz przecież...
- Lou... – usłyszałem cichy głos
Kate. Spojrzałem na nią, nie do końca rozumiejąc o co jej chodziło, gdy
kręciła głową. „Może o to, żebyś się zamknął, idioto...” – Nie...
Wyciągnęła drugą dłoń w stronę
Nialla i patrzyłem jak kładzie ją delikatnie na jego policzku,
niemo pytając go, co się dzieje. Przyjaciel nic nie odpowiedział.
Opuścił powoli powieki, jakby rozkoszował się tym dotykiem. Po chwili
zamknął ją w mocnym uścisku, wywołując tym samym jęk
bólu i to nie tylko u niej. Ja i Mark zareagowaliśmy jakbyśmy
poczuli to razem z nią. Niall od razu poluźnił uścisk.
- Przepraszam, Katy... – wyszeptał,
pozwalając jej się pocieszać. „Co tu jest grane?”
zastanawiałem się, obserwując tych dwoje. Ta myśl towarzyszyła
mi przez cały lot do Berlina, gdy bez słowa skargi obserwowałem
przyjaciela, leżącego z głową na kolanach mojej dziewczyny. Po
jego policzkach od czasu do czasu spływały łzy, a dłoń Kate
głaskała go po włosach w cichym geście pocieszenia. „Co tam
się stało na tej jego randce?” Wiem, że nabijaliśmy się z
Nialla i dokuczaliśmy mu nie raz i nie dwa, ale zdecydowanie każdy z nas uważał,
że on i ta jego Katie pasują do siebie, co najmniej jak dwa
sąsiednie kawałki pizzy...
- Paul nadal nie może spojrzeć nam
w oczy... – zaśmiała się Alex, gdy menadżer opuścił nas po
standardowej odprawie na dzień dobry i udał się w sobie tylko znanym kierunku.
- A dziwisz się mu? – parsknął Zayn, wlewając w siebie kolejną kawę.
– Pewnie gdybym to ja ujrzał tyłek Stylesa w akcji,
potrzebowałbym specjalistycznego leczenia – przewróciłem oczami,
słysząc jego słowa.
- Nie przesadzaj – powiedziałem, patrząc mu w oczy. – Widziałeś moją dupę więcej razy niż swoją...
- Co? – zaśmiała się Alex,
przy okazji krztusząc się herbatą. Niezawodny Liam od razu pośpieszył na ratunek i trzepnął ją w plecy.
- Nie żebym chciał! – bronił się
Malik z miną tak zabawną, że aż szkoda, iż nikt jej nie uwiecznił dla
potomnych. – Po prostu twój facet uwielbia paradować z gołym tyłkiem...
- Powiedz mi coś czego nie wiem... – mruknęła Alex,
puszczając mi oczko.
Śniadanie mijało w przyjemnej
atmosferze. „Nabijania się ze mnie w dużej mierze, ale co mi tam,
od czasu do czasu niech im będzie wolno...” zgodziłem się na to
łaskawie, zwłaszcza, że miałem zamiar to sobie dość szybko
wynagrodzić. Uśmiechnąłem się pod nosem, planując jak by tu
najszybciej zaciągnąć Alex do pokoju i wykorzystać pozostały nam wolny
czas. Tą radosną sielankę w
jednej minucie zburzyła wiadomość od Louisa. Przeczytałem ją na
głos i zapadła cisza. Nikt z nas nie spodziewał się czegoś
takiego. Obstawialiśmy różne scenariusze, ale żaden z nich nie był nawet
podobny do tego, co zawierała wiadomość od Lou. Patrzyliśmy na siebie
zdziwieni, zastanawiając się, co
też mogło się wydarzyć podczas tej tak wyczekiwanej randki Nialla.
- Chyba wykrakałem... – westchnął
Liam, odkładając serwetkę i wstając od stołu. – Jakby co, to
będę u siebie – powiedział i odszedł, nie czekając na naszą reakcję.
- Ja chyba też już pojadłem – Zayn
najwyraźniej postanowił potowarzyszyć Payne'owi. – Czekaj, Li. Idę
z tobą...
Spojrzeliśmy na siebie z Alex i też
stwierdziliśmy, że najlepiej będzie wrócić do pokoju. I gdybym miał być
szczery, to prawie wcale nie myślałem o moich, jeszcze nie tak dawnych,
łóżkowych planach. Pomogłem jej wstać i podałem
kule, uśmiechając się na widok tęczowej sukienki, która
zafalowała jej wokół stóp. Szliśmy powoli w kierunku windy, raz
po raz zatrzymywani przez fanów. Za każdym razem posyłałem
przepraszający uśmiech mojej dziewczynie, ale ją najwyraźniej
bardzo bawiła ta nasza niekończąca się pielgrzymka do windy. Dziękowałem
Bogu za tą jej cierpliwość i wyrozumiałość...
- Uciekajmy, zanim pojawią się
kolejne fanki – powiedziałem, kładąc dłoń na jej plecach w
opiekuńczym geście. „A może był to raczej gest mówiący o
tym, że jest moja i tylko moja?”
- Pif paf! Pif paf! – rozległo się
za naszymi plecami. Odwróciliśmy się zaciekawieni i nie mogliśmy
się nie roześmiać, widząc kilkuletniego chłopca, mierzącego do
nas z plastikowego pistoletu.
- Widzę, ze wrogów masz wszędzie,
Styles – parsknęła Alex, gdy ja postanowiłem trochę się
powygłupiać i dać się zastrzelić. – Przywołam windę –
skinęła w stronę drewnianych drzwi, w momencie, gdy „trafiony”
chwyciłem się za serce i ku ogromnej radości dzieciaka, z hukiem
zaliczyłem spotkanie z podłogą. „Szczęście, że ktoś pomyślał i przykrył ją dywanem”
zauważyłem odkrywczo, choć muszę przyznać, że i tak zabolało. Dzieciak „dobił” mnie
jeszcze kilkoma strzałami i zapominając chyba o niedawnej
egzekucji, wyciągnął do mnie rączkę, pomagając mi wstać.
Machał mi wesoło dopóki nie zniknął z rodzicami w przestronnym
lobby. „Dzieciaki...” nie wiedzieć czemu uśmiechałem się jak głupi.
Odwróciłem się w końcu w stronę mojej
dziewczyny i widząc jej chorobliwie bladą twarz, przeraziłem się
nie na żarty. Podszedłem do niej szybko i chyba dzięki temu, że
ani ona, ani facet, który najwyraźniej ją zaczepiał, jeszcze nie zwrócili
na mnie uwagi, udało mi się usłyszeć fragment ich rozmowy.
- Daj spokój, Alex... – „On ją
znał? Skąd? Kto to jest?” próbowałem cokolwiek zrozumieć z sytuacji, która
rozgrywała się przed moimi oczami. – Może się spotkamy? Tak po
starej znajomości... – uniósł dłoń i przejechał palcem po jej
odsłoniętym ramieniu, a mnie aż zatrzęsło z wściekłości. „Jak ten gnój śmie ją dotykać?”
- To takie kuszące, Dave, że aż
mam inne plany na wieczór i na najbliższe zawsze... –
odpowiedziała mu cicho, a ton jej głosu mógł zmrozić na miejscu. W mojej głowie rozdzwoniły się syreny alarmowe. „Dave? Ten Dave? Ten skurwysyn Dave?” Spojrzałem na faceta i nie mogłem
uwierzyć w to, że ta gnida ma czelność dotykać moją dziewczynę.
- Nie bądź taka, kotku... –
popisywał się swoimi śnieżnobiałymi zębami, których najchętniej bym go pozbawił. „I to z ogromną przyjemnością...” – Fakt, że
wpadliśmy na siebie akurat tutaj, nic dla ciebie nie znaczy? Może
być fajnie – zmierzył ją uważnym spojrzeniem. – Nawet pomimo
twojej niedyspozycji. Zawsze byłaś dobra w te klocki...
- Sorry, kotku – posłałem mu
najbardziej mordercze spojrzenie z mojego repertuaru i objąłem
Alex ramieniem, naciskając przycisk przywołujący windę. Ktoś
chyba lubił mnie tam na górze, bo drzwi rozsunęły się prawie
natychmiast. Weszliśmy do środka, zostawiając za sobą
oniemiałą imitację faceta. Jego wzrok przeskakiwał ze mnie na Alex, jakby był
na jakimś meczu tenisa. – O ile się nie mylę, to już miałeś
swoje pięć minut i spierdoliłeś je na całego... – sekundę
później drewniana powierzchnia odgrodziła nas od niego. – Co za
kutas pierdolony... – mruknąłem pod nosem, próbując opanować wściekłość. – Skarbie? – zwróciłem
się do dziewczyny, która stała obok mnie i milcząc patrzyła przed siebie
przerażonym wzrokiem, w którym oprócz strachu moglem dojrzeć również
ogromny ból. – Już dobrze... – przytuliłem ją do siebie,
zastanawiając się, jakim cudem mogliśmy wpaść na tego kolesia.
„Jak to, kurwa, możliwe?”
Pięć minut później zamknąłem za
nami drzwi pokoju i dopiero teraz mogłem uważnie przyjrzeć się
Alex. Trzymała głowę wysoko, jak przystało na dumną i silną osobę, którą niewątpliwie była, ale
jednocześnie dość łatwo mogłem zauważyć, jak bardzo wstrząsnęło nią to spotkanie.
Znałem prawdę. Wiedziałem co ten skurwiel jej zrobił, do czego ją
zmusił... Nie dziwiła mnie wcale jej reakcja... Choć z drugiej strony... Może właśnie
byłem trochę zdziwiony... „Skąd ta dziewczyna czerpie siłę, by stać
przede mną tak opanowana?”
Zbliżyłem się do niej powoli, nie
odrywając wzroku od jej zranionego spojrzenia. Wyjąłem jej kule z
rąk, odkładając je na fotel i pozwalając dziewczynie oprzeć się
na mnie. Nie płakała, choć Bóg mi świadkiem, że byłaby to
jak najbardziej zrozumiała reakcja. Alex po prostu patrzyła na mnie uważnie, jakby
czekała na mój ruch. Uśmiechnąłem się zadziornie, biorąc sobie za cel, przegonienie gnoja z jej głowy.
- Twarda z ciebie laska, skarbie –
objąłem ją ramionami, splatając dłonie na jej plecach i
pochylając się nieznacznie, by musnąć jej wargi delikatnym
pocałunkiem. Nawet taki niewinny dotyk wystarczył, by moje ciało
rozpaczliwie jej zapragnęło. „Jak ty to robisz, kochanie?”
- Ja? Nieee... – w końcu ujrzałem
w jej spojrzeniu te łobuzerskie iskierki, które tak uwielbiałem.
Poczułem jej dłoń, masującą mojego przyjaciela przez cienki materiał
dżinsów. – Ale za to tu czuję całkiem niezły potencjał...
- Przecież jesteśmy twoimi
przyjaciółmi... – usłyszałem sam już nie wiem, który raz. Może
i Liam był bardziej uparty niż pozostali, ale i zawsze używał większych
dział. Westchnąłem ciężko, zastanawiając się, co takiego
musiałbym zrobić, by po prostu zostawili mnie w spokoju. Nie miałem zamiaru
roztrząsać mojego żałośnie nieistniejącego życia
uczuciowego. „Z nikim. A już na pewno nie teraz.” Wystarczająco dobijające było to, że
moja komórka nie przestawała wibrować, oznajmiając co chwilę
nowe wiadomości. I nawet nie musiałem sprawdzać, by wiedzieć od
kogo była większość z nich... – Proszę, powiedz nam co się stało...
- Dlaczego nie możecie zrozumieć,
że nie chcę mi się o tym gadać? – powiedziałem wiedząc, że
moje uparte milczenie nie robi na nich większego wrażenia. –
Możemy po prostu zapomnieć o tym temacie? Mamy robotę do
wykonania...
- Od kiedy to spotkania z fanami są
dla ciebie „robotą do wykonania”? – Zayn spojrzał na mnie
wymownie.
- Od teraz – mruknąłem,
zamaszyście składając ostatnie dwa autografy i podsuwając
plakaty Harry'emu. Przynajmniej on chwilowo mnie nie męczył,
zajęty swoimi własnymi problemami. No i Louis w końcu też
przystopował. Oczywiście na prośbę Katy. „W końcu będę
musiał jej powiedzieć...” westchnąłem, próbując przełknąć moją naiwność. „Dlaczego akurat ja muszę być takim idiotą?” Wstałem gwałtownie i
opuściłem pomieszczenie.
- Naprawdę nic wam nie powiedział? – usłyszałem jeszcze „ciche” pytanie Liama. Mogłem sobie
tylko wyobrazić minę Louisa, do którego prawdopodobnie skierowane
były te słowa. „Dlaczego wszyscy muszą mi matkować?”
westchnąłem rozdrażniony, napotykając zdziwione spojrzenie menadżera.
- Skończyliście już? – patrzył na mnie uważnie, jakby próbował wydrzeć z mojej głowy odpowiedź.
- Prawie – odezwał się Styles,
materializując się za moimi plecami.
- Cuda jednak się zdarzają! –
zaśmiał się Paul. – No ale bardzo dobrze się składa, bo wasze fanki
zaraz rozniosą to miejsce. Powinniście do nich wyjść za pięć
minut...
Jeszcze nie skończył mówić, a ja
już byłem gotowy, by wyjść na podwyższenie i zasiąść za
stołem. Zayn miał rację, zazwyczaj bardzo lubiłem spotkania z fanami i chętnie wdawałem się ze wszystkimi w dyskusje. Dziś jednak było trochę inaczej. Składanie autografów to akurat odpowiednie zajęcie dla
mnie w tym momencie, ale zdecydowanie z innego powodu. Po prostu nie wymagało myślenia i zapewniało mi
przynajmniej dwie godziny spokoju. Wiedziałem, że przesłuchanie
jest tylko odroczone, ale i tak cieszyłem się, że przynajmniej
trochę mogę odsapnąć od ich niekończących się pytań. Co
miałem im powiedzieć? W końcu nie raz mnie ostrzegali, ale ja
oczywiście, jak na naiwnego idiotę przystało, byłem mądrzejszy.
„No i mam za swoje...” westchnąłem. W tej chwili marzyłem tylko o tym, by
wszyscy zostawili mnie w spokoju, a ten przeklęty telefon w końcu
przestał informować mnie o kolejnych wiadomościach. Miałem ochotę roztrzaskać
go na najbliższej ścianie, ale wtedy to już wszyscy wzięliby mnie
w obroty. Czasami naprawdę miałem dość tej nadopiekuńczości
przyjaciół. A zwłaszcza Liama, który samym spojrzeniem wydawał
się czytać we mnie jak w otwartej księdze.
Próbowałem się ukryć za szerokim
uśmiechem, ale chyba pierwszy raz w życiu było to niewykonalne.
„Jak mogłem się śmiać, gdy w środku wyłem z rozpaczy?”
- Wszystko w porządku, Niall? –
Paul oczywiście natychmiast zobaczył moja sztuczną radość.
- Taaa... – mruknąłem pod nosem,
nie patrząc mu w oczy. – Po prostu brzuch mnie boli...
- Przebierz się w coś cieńszego,
Słońce – usłyszałam, że Alex kuśtyka przez pokój i otwiera
drzwi na balkon. – Jest za gorąco, by grzać się w dżinsach... –
tym razem nie zamierzałam protestować. Z przyjemnością zrzuciłam
długie spodnie, zamieniając je na szorty. „Od razu lepiej” poczułam lekką bryzę na nagich nogach. Przez chwilę rozważałam
pozostanie w koszuli Louisa, ale ostatecznie temperatura na zewnątrz
oraz moje rozpalone plecy zadecydowały, że sięgnęłam po
bardziej skąpą bluzkę. „Kolejny prezent od Louise...”
westchnęłam z ulgą, gdy chłodny materiał przyjemnie pieścił
moją podrażnioną skórę. – Od razu lepiej, prawda?
- O, tak... – uśmiechnęłam się
do przyjaciółki, ostatni raz zatapiając nos w koszuli Lou i napawając się jego zapachem. Chichot Alex sprawił, że w końcu ją odłożyłam. „Bardzo niechętnie...” – Posiedzimy na zewnątrz?
- To chyba nie najlepszy pomysł –
powiedziała i po chwili pociągnęła mnie w stronę kanapy. –
Słońce świeci akurat z tej strony, a to chyba za wiele dla twoich
pleców... – opadła obok mnie i mogłam usłyszeć dźwięk
odkładanych kul. – Jak on się czuje?
- Nie za dobrze... - westchnęłam,
przypominając sobie załamanego przyjaciela, który spędził dwie
godziny lotu, leżąc na moich kolanach i rozpaczając. – Nie chciał
nic mówić... Powiedział tylko, że nie jest taka jak myślał...
- Okazała się jakąś szaloną
fanką, czy jak?
- Nie wiem – wzruszyłam
ramionami, siadając bokiem i starając się nie opierać. – Nie
wydaje mi się... Gdy z nią rozmawiałam, odniosłam wrażenie... I
z tego co Niall opowiadał i Lou... Wydawała się bardzo nieśmiała.
I szczera. Była bardzo sympatyczna... – próbowałam przypomnieć
sobie moje spotkanie z Katie i opisać jak najdokładniej moje odczucia. „Nic z tego, co pamiętałam nie pasowało do tego całego dramatu...” – Nie potrafię sobie wyobrazić, co
mogło pójść nie tak... Może Niall coś wyolbrzymia? Ale...
- Ale dopóki nie powie ci co takiego się stało,
to nie za bardzo możesz mu pomóc, tak? – uśmiechnęłam się słysząc , że Alex doskonale zdawała sobie sprawę z tego, co się
działo w mojej głowie.
- Dokładnie...
- Może Liam coś z niego
wyciągnie...
- Może... – miałam szczerą
nadzieję, że chłopcy nie będą się z niego nabijać, ani specjalnie go męczyć, a jedynie spróbują delikatnie wybadać, co takiego się stało.
- Jak plecy?
- Pieką – uśmiechnęłam się, wzruszając ramionami. – Ale jeśli jesteś głodna, to prawdopodobnie doskonale się nadadzą
do usmażenia jajka...
Jako że miałyśmy za mało
informacji, by debatować o Niallu i o tym, jak pomóc jemu i Katie,
rozmowa zeszła na moje prawie już zdrowe plecy i nie do końca
zdrową nogę Alex. „Strasznie nudne tematy” zachichotałam, gdy już trochę pomarudziłyśmy i
szybko przeszłam do tego, co wydawało się o wiele ciekawsze. Zresztą co będę kręcić, umierałam, by podzielić się tym wszystkim z Alex.
„Lily...” opowiedziałam przyjaciółce ze szczegółami to, co wydarzyło
się podczas pobytu w Londynie. Wręcz słyszałam zgrzytanie jej
zębów, gdy tylko wspomniałam o wizycie Eleanor i jej dziwnych pytaniach. „Miejmy nadzieje, że
te dwie nigdy się nie spotkają...” uśmiechnęłam się pod
nosem. „Zwłaszcza sam na sam...” Wspomniałam też o tym wszystkim,
co opowiedział mi Louis odnośnie poszukiwania dawcy szpiku i o tym,
że pomimo tak wielkiego odzewu fanów wciąż nie udało się
znaleźć tej jednej osoby, która mogłaby uratować życie Lily. Przy okazji okazało się, że Harry to też całkiem niezłe źródło informacji. Mówiłam o swoich wrażeniach... O tym wszystkim, co czułam i jak się
czułam, gdy poznałam Lily i o czasie, który pędzi zdecydowanie za szybko...
Nie mogłam nie wspomnieć o Emmie, której siłą niezmiennie się zachwycałam. Gdzieś w połowie mojej opowieści zauważyłam, że Alex jest
dziwnie milcząca. Nie komentowała tego, co mówiłam, jak to miała
w zwyczaju i tylko ciężko wzdychała od czasu do czasu...
- Coś się stało? – zapytałam, kończąc mój monolog. Wyciągnęłam rękę, by ująć jej dłoń. Była chłodna, a przecież dłonie Alex zawsze są gorące... – Jesteś jakaś
nieobecna... Coś z Harrym?
- Nie, z nim wszystko dobrze... –
ścisnęła moje palce i westchnęła ciężko. – Nie martw się,
Kate. Nie możesz martwić się o wszystkich. I zdecydowanie nie
powinnaś oceniać mnie na podstawie tego, że jestem cicha,
skarbie. Nikt nie planuje morderstwa na głos... – zaśmiałam się,
słysząc jedno z jej ulubionych powiedzonek. Szybko jednak uśmiech zniknął
z mojej twarzy, gdy zdałam sobie sprawę, że jej ton świadczył o
tym, iż raczej daleko jej do wesołości. – Dave tu jest... –
powiedziała to tak cicho, że nawet ja przez chwilę miałam
wrażenie, że nie dosłyszałam.
- Ale... Jak... Dave? Ten Dave? –
udało mi się w końcu wykrztusić to z siebie. Gdy potwierdziła... Cóż... Powiedzieć, że byłam w szoku, byłoby wielkim niedomówieniem. – Skąd?
Jak?
- Nie mam pojęcia... – dodała
drżącym głosem. Myśli kłębiły się w mojej głowie, przypominając te wszystkie chwile, gdy moja przyjaciółka cierpiała przez tego człowieka. „To nie może się powtórzyć! Nigdy więcej!” – Zaczepił mnie, gdy wracaliśmy z Harrym ze
śniadania... Może tu pracuje? Nie wiem... Gdy go ostatnio
widziałam starał się o stanowisko menadżera w jednym z hoteli w
Manchesterze...
- Całe szczęście, że Harry był
z tobą... – odetchnęłam z ulgą, bo przez chwilę miałam w głowie
scenę, w której moja przyjaciółka musiała się zmierzyć sam na
sam z tym okropnym człowiekiem. „Harry nigdy nie pozwoliłby jej skrzywdzić.” – Choć po twoim głosie słyszę, że i tak udało
mu się cię nieźle przerazić... Wiesz, że nie pozwolimy mu cię tknąć,
Alex. Harry przede wszystkim. Przecież powiedziałaś mu prawdę.
Jestem pewna, że domyślił się, że to on i...
- To na pewno – usłyszałam cień
uśmiechu w tych słowach. „Czyżby Harry już miał starcie z
Davem za sobą?” – Żałuj, że nie widziałaś miny tego padalca,
gdy Styles wtrącił swoje trzy grosze. I całe szczęście, bo ja
miałam jakieś zwarcie w mózgu i kompletnie nie potrafiłam
wydusić z siebie nic kreatywnego.
- Czego chciał? – zapytałam tak bojowym tonem, na jaki było mnie stać. Miałam przeczucie, że nie chcę tego
wiedzieć.
- Małego bzykanka po starej
znajomości – odpowiedziała, a mnie dosłownie zatkało.
- Co za... – zagryzłam zęby, by powstrzymać wszystkie okropne epitety, które cisnęły mi się na język. Nic względnie ładnego akurat nie przychodziło mi do
głowy.
- Kutas pierdolony – dokończyła
za mnie. Roześmiałam się słysząc jej wielce wymowne
podsumowanie. – Cytując Stylesa, żeby nie było, że to ja jestem tak kreatywna...
- Dobrze powiedziane – parsknęłam
i ucieszyłam się, słysząc, że i ona się śmieje. – Nie martw
się nim... – objęłam ją ramieniem, zaciskając zęby, gdy moje
plecy zaliczyły bliższe spotkanie z oparciem kanapy. – To tylko
dwa dni. Pojutrze już nas tu nie będzie. Zresztą jak dobrze
pójdzie już go więcej nie zobaczysz...
- Mam taką nadzieję, bo sam widok
jego mordy sprawia, że robi mi się niedobrze...
- Zauważyłeś, że on przez cały
dzień nawet nie zerknął na telefon? – spojrzałem pytająco na
Zayna, a on tylko pokiwał mi głową i dalej wpatrywaliśmy się w przerażająco dziś cichego przyjaciela. – To co najmniej dziwne, zważywszy, że ostatnio
prawie nie wypuszczał jej z dłoni...
- A jeszcze dziwniejsze jest to, że
jego komórka non stop wibrowała zwiastując nowe wiadomości –
wtrącił się Louis. – Przynajmniej do czasu, aż ją wyłączył...
- Możecie przestać o mnie
rozmawiać, jakby co najmniej mnie tu nie było – warknął Niall,
ze złością zatrzaskując za sobą drzwi samochodu.
- Po prostu się o ciebie
martwimy... – powiedziałem, rozkładając ręce w przepraszającym
geście.
- To się nie martwicie. Nie jestem
małym dzieckiem.
- To może przestań się tak
zachowywać i w końcu powiedz, co się stało – Zayn postanowił
postawić sprawę jasno. Przez chwilę mierzyli się spojrzeniami i
jednak ostatecznie to blondyn skapitulował. Obrócił się na piecie i
szybkim krokiem poszedł do windy. „Nie, wcale nie wyglądało to na ucieczkę” westchnąłem zrezygnowany. Walka z tym uparciuchem to naprawdę nie było to, czego chciałem. – Niall...
- Dajcie mi spokój – powiedział,
prawie zamykając nam windę przed nosem. Na szczęście refleks
Louisa pokrzyżował mu plany. „Choć gdyby spojrzeniem potrafił zabijać...”
- Damy, jak tylko powiesz nam, co się
stało – obiecałem szybko, choć nie do końca byłem pewny, czy będę
w stanie dotrzymać słowa.
- Chcecie wiedzieć co się stało? – spojrzał na nas z ogromnym bólem w oczach. Wszyscy od razu
pokiwaliśmy głowami na tak. – Okazało się, że ma chłopaka, o
którym zapomniała wspomnieć... – wyprostował się, wzrokiem rzucając nam wyzwanie. – Proszę, teraz możecie się ponabijać z głupiego Nialla... Już mi wszystko jedno...
- Co?! – byłem w szoku. – Przecież
to niemożliwe...
- Mów mi jeszcze... – mruknął i
pierwszy wyszedł z windy, gdy zatrzymała się na naszym piętrze. Praktycznie od nas uciekł. Choć wcale nie było
takiej potrzeby. Po tych rewelacjach dosłownie nas wmurowało w podłogę. Na
tyle skutecznie, że zapomnieliśmy wysiąść razem z nim i opamiętaliśmy
się dopiero dwa piętra niżej.
- Jak to możliwe? – spojrzałem na przyjaciół, nic z tego nie rozumiejąc. – Przecież nie mógł się co do
niej aż tak pomylić...
- Może bawiło ją to, że pogrywa ze słynnym Niallem z One Direction – mruknął Zayn, wspinając się po schodach. – Jakbym ją teraz dorwał...
- Nie wiem... – próbowałem jakoś
sobie dopasować w głowie obraz dziewczyny, którą opisywał mi
przyjaciel oraz Kate i którą widziałem przez chwilę na ekranie
komputera z rewelacjami, które właśnie poznałem. – To
po prostu...
- Może to tylko jakieś
nieporozumienie? – Harry wzruszył ramionami, idąc za Louisem do
jego pokoju. Właściwie wszyscy maszerowaliśmy za nim. – Wiesz jaki
jest Niall... Choć aż tak, to pierwszy raz go wzięło. Może coś sobie wkręcił...
- Ale żeby aż tak? – Lou nie
chciał w to wierzyć, a ja miałem chyba nadzieję, że okaże się
to prawdą, bo w przeciwnym razie pewien blondyn, którego kochałem jak brata, będzie bardzo
cierpiał. Tommo spojrzał na nas, otwierając drzwi. – Rozumiem, że
wszyscy ładujecie się do środka...
- Ja chyba zabiorę Alex i pójdę
do siebie – Harry spojrzał przepraszająco. – Powinna odpocząć
i wolałbym ją mieć na oku. Wiecie... – przypomniałem sobie o
mężczyźnie, o którym opowiedział nam wcześniej. – Przez tego
faceta, o którym wam mówiłem...
- Jasne... – Lou poklepał go po
plecach. – Dam ci znać, jak do czegoś dojdziemy...
Nie tak łatwo było przekonać Alex do tego pomysłu. Postanowiła zostać i
naradzić się z nami, choć rzeczywiście wyglądała na wyczerpaną.
„Czyżby spotkanie z tym facetem aż tak nią wstrząsnęło?”
Choć pewnie i upał miał tu duży wpływ. Jednak dobrze się złożyło, że zostali, bo ona, Harry i Louis razem oznaczało
dla nas milion pomysłów na przyciśnięcie Nialla. Może nie zawsze możliwych do zrealizowania, ale na pewno bardzo twórczych. Godzinę później
siedzieliśmy już w czwórkę zastanawiając się, czy kuć żelazo
póki gorące, czy może lepiej dać Niallowi ochłonąć.
- Kate, proszę, zajmij go jakoś –
odezwałem się, dochodząc do wniosku, że nie chcę tego odkładać
do jutra. – Wyciągnij go gdzieś...
- Z pokoju? – zdziwiła się
dziewczyna, a Louis zmarszczył brwi na ten pomysł. „No tak...” westchnąłem.
- Niekoniecznie... – powiedziałem szybko. –
On nie chce z nami gadać, więc musimy po prostu dorwać jego
telefon albo komputer. Skoro nie odbiera wiadomości, to w nich musi
znajdować się odpowiedź...
- Liam, naprawdę chcesz grzebać w jego
komórce? – Zayn spojrzał na mnie jak na wariata. – Nie wiem, czy
to najlepszy pomysł...
- Nie chcę grzebać w jego rzeczach
– zapewniłem go. – Ale muszę wiedzieć o co chodzi...
- Skarbie, może masz gdzieś ten
numer do niej? – Louis spojrzał na Kate, siedzącą na jego
kolanach. – Moglibyśmy po prostu do niej zadzwonić i wypytać o tą
ich wczorajszą randkę...
- Nie mam – odpowiedziała, a nasza chwilowa nadzieja prysła niczym bańka mydlana. –
Dałam karteczkę Niallowi. Może ja po prostu spróbuję z nim
porozmawiać? Choć z tego co mówicie, to raczej może nie być w
nastroju na towarzystwo...
Cóż... Zdecydowaliśmy, że nie
zaszkodzi spróbować i jak na wielkich tchórzy przystało,
wysłaliśmy Kate przodem. A raczej zaprowadziliśmy ją pod jego
drzwi i schowaliśmy się w pokoju Zayna, który był naprzeciwko. „Tacy to z nas bohaterowie...”
- Katy? – usłyszałem zdziwiony
głos przyjaciela, gdy w końcu zdecydował się otworzyć drzwi. – Coś się stało? Gdzie Louis?
- Z chłopakami... Mogę wejść?
- Jasne... Uważaj! Przepraszam za
bałagan... Czekaj, zaraz ci pomogę...
Jak na prawdziwych szpiegów przystało,
wyskoczyliśmy z pokoju Zayna, nim zatrzasnęły się drzwi za naszą
przynętą i jej ofiarą. „Jakkolwiek głupio to brzmiało...”
- Może być balkon... – usłyszałem
jeszcze głos przyjaciela i uśmiechnąłem się do siebie. „Kate
jest bardziej przebiegła niż ktokolwiek myśli...” w duchu przyznałem jej medal za zasługi.
- Zdajecie sobie sprawę z tego, jak bardzo źle robimy? – Zayn kolejny raz próbował przywołać nas, a raczej mnie do
porządku. „Normalnie zajął moje miejsce...” wzruszyłem
ramionami i rozejrzałem się po pokoju. „Co za bajzel...”
- O kurwa – jęknął Louis, gdy jego bosa stopa zaliczyła bolesne spotkanie z jakimś śmieciem, leżącym na podłodze. – Jak
ty chcesz tu coś znaleźć?
- Nawet nie muszę szukać –
powiedziałem, wskazując palcem na szafkę obok łóżka, na której
leżał zarówno telefon, jak i laptop. – Weźmiemy tylko jej
numer... – powiedziałem, próbując się usprawiedliwić, czy też może rozgrzeszyć. Z balkonu
doszedł nas dźwięk brzdąkania na gitarze i strzępki rozmowy
prowadzonej przyciszonymi głosami. Wyciągnąłem dłoń po komórkę
wiedząc, że robię źle. – Boże... – otworzyłem oczy ze
zdziwienia widząc ilość nieodebranych wiadomości zarówno z
KIK-a, jak i z Twittera i jeszcze kilku innych. Wbrew wcześniejszym
postanowieniom, by spisać tylko jakiś namiar na Katie, przesunąłem
palcem po ekranie, wczytując się w nieodebrane wiadomości.
Niektóre były z wczorajszego wieczora. „To o której oni skończyli tę
randkę?” Poczułem dłoń na ramieniu. Byłem pewien, że to
Zayn próbuje mnie oderwać od myszkowania w telefonie Nialla, ale
on tylko oparł się o mnie, tak samo jak ja, zajęty czytaniem
wiadomości.
„Przepraszam, że wcześniej ci nie
odpisałam, ale zaraz po pracy poszłam na kolację i do kina i
właściwie dopiero teraz wróciłam... Film był tak beznadziejny,
że nawet nie pamiętam o czym. Przypomnij mi bym nigdy nie chodziła
na te szeroko nagradzane produkcje. Kto siedzi w tych komisjach?”
„Pewnie już śpisz, a ja ci tu marudzę... Ciężki dzień? Gdzie to teraz jesteście? Jeszcze w Zurychu?
Będziesz musiał opowiedzieć mi co i jak, bo nigdy tam nie byłam.
Do jutra. Słodkich snów xx”
- To w końcu oni byli, czy nie byli na
tej randce, bo już nic z tego nie rozumiem? – szepnął Louis,
tak jak ja wpatrując się w ekran telefonu.
- Wygląda na to że nie byli... –
westchnąłem, zastanawiając się, czy dziewczyna była w kinie i
na kolacji ze swoim chłopakiem i tam nakrył ich Niall. „Ale
przecież...”
„Dzień dobry xx Ale miałam śmieszny
sen z tobą w roli głównej ;) Byłeś przebrany za Mikołaja! Broda i te sprawy... Wiem,
jestem nienormalna ;) Tylko ja mogę śnić o Mikołaju w lecie :) ”
„Czy coś się stało, że nie odpisujesz? Zaczynam się
martwić tym twoim milczeniem...”
„Niall?”
„Puk, puk...”
„Powinieneś odpowiedzieć: Kto tam?
;) ”
„Tylko mi nie mów, że po ostatniej
rozmowie na Skypie moja 'piękna' twarz uszkodziła ci
komputer... A ostrzegałam, że tak to się może skończyć? ;) ”
„Ale serio, Niall? Co się dzieje?
Już nawet przekopałam internet w poszukiwaniu informacji... Zdolna ja ;) Te
niektóre fanki są niesamowite i bardzo dobrze poinformowane.
Wygląda na to, że jesteście w Berlinie. Czy... Sama nie wiem... Pogniewałeś się na mnie? Uraziłam cię
jakoś?”
„Czy te wiadomości mogła napisać osoba zdolna do tego, by go skrzywdzić?” Czytałem kolejne słowa Katie i naprawdę nie pasowało mi to do tego, co powiedział Niall. „Coś tu po prostu nie gra...”
„Przepraszam, że wczoraj nie było
mnie na Skypie tak jak się umawialiśmy, ale...”
- Liam? – oderwałem oczy od ekranu
i spojrzałem na stojącego obok Kate przyjaciela. – Co wy... Czy to mój
telefon? Grzebiecie w moich rzeczach?
- To nie tak... – odezwałem się,
choć było dokładnie tak jak powiedział. Odłożyłem komórkę tak szybko, jakby
co najmniej parzyła. – Chcieliśmy po prostu...
- Lepiej już się nie pogrążajcie
– westchnął rozczarowany, wciąż trzymając dłoń Kate. –
Możecie sobie pójść? – dodał cicho, w ogóle na nas nie patrząc. – Proszę...
- Ale... – próbowałem jeszcze coś
powiedzieć, choć tak naprawdę już sam nie wiedziałem co. Nie
wiem, czy to ten ton jego głosu, czy smutek i ból dosłownie wymalowane na twarzy, ale było mi tak strasznie wstyd, że nie
potrafiłem mu pomóc i że nie było mnie przy nim, gdy tego potrzebował. „O ile mnie potrzebował...” westchnąłem, poddając się. Pozwoliłem Zaynowi wyprowadzić się z
pokoju. Lou cicho zamknął za nami drzwi. Spojrzałem na
przyjaciół. – I co teraz?
- Zapamiętałem jej KIKa – Louis
wyszczerzył zęby w uśmiechu.
- A ja Twittera – dodał Zayn z wesołym błyskiem w oku i
wszystko od razu wyglądało ciut bardziej optymistycznie. „Może
jeszcze nie wszystko stracone...” uśmiechnąłem się, wchodząc
za Malikiem do jego pokoju.