- Gotowa? – usłyszałam od strony drzwi i po prostu nie
mogłam się nie uśmiechnąć. Louis. „I wszystko jasne...” miałam wręcz wrażenie,
że moje drugie ja teatralnie przewraca oczami. „To więcej niż pewne...” Ale czy ja coś mogłam poradzić na to,
że najzwyczajniej w świecie się zakochałam i wystarczył sam dźwięk jego głosu bym czuła te słynne motylki w brzuchu? „A może po prostu jesteś głodna?”
- Prawie – usiłowałam zawiązać trampki, krzywiąc się, gdy
plecy przeszył mi ból. Zdecydowanie nie było tak kolorowo, jak to sobie
wyobrażałam. Leki bardzo pomagały, ale nawet one nie mogły zdziałać cudu. „Swoje będzie trzeba wycierpieć...” westchnęłam. Usłyszałam ciche kroki i po chwili palce mojego chłopaka sprawnie
poradziły sobie ze sznurówkami. – Dziękuję...
- Nie ma za co, skarbie – poczułam jego usta na czole. – Na
pewno wszystko dobrze? – ogromna troska przebrzmiewała z każdego słowa. – Może
to jednak za szybko...
- Nie martw
się tyle – powiedziałam cicho, unosząc rękę do jego twarzy. – Bywało
gorzej, przecież wiesz... – wtulił policzek w moją dłoń, sprawiając mi
tym wielką radość. – No i przecież lekarz się zgodził – dodałam,
by już porzucić ten temat zupełnie. – Jedźmy do Alex...
- W porządku... – westchnął, całując wnętrze mojej dłoni. –
Ale pamiętasz o naszej umowie?
- Jak mogłabym zapomnieć? – przewróciłam oczami, a
przynajmniej miałam nadzieję, że tak to wyglądało. – Kazałeś mi to obiecać co
najmniej z tuzin razy...
- Wcale nie aż tyle... – bąknął pod nosem.
- No to może tylko jedenaście – zaśmiałam się. – Obiecuję mówić
ci wszystko – położyłam dłoń na sercu. – Nawet jeżeli to będzie tylko ból
głowy, czy obdarta pięta – zachichotałam. – Może być?
- Chyba musi... – westchnął. – I już się tak nie podśmiechuj
ze mnie – pomógł mi zeskoczyć z łóżka. – To twoja wina. Zawsze wszystko
trzymasz w sobie i cierpisz... Gdyby nie to, nie musiałbym stosować takich
drastycznych środków. Gdzie masz bluzę, skarbie?
- W torbie...
- Lepiej ją załóż – usłyszałam dźwięk rozpinanego zamka. –
Jest chłodno i zanosi się na deszcz...
Rozległo się pukanie do drzwi.
- Cześć, Mała – usłyszałam wesoły głos Adama. „Jeszcze
jeden?” jęknęłam w duchu, słysząc to popularne ostatnio określenie. „Wcale nie
jestem taka mała...” Miałam wrażenie, że moje drugie ja o mało się nie udusiło
ze śmiechu na te moje mądrości. – Jesteście gotowi?
- Masz szczęście, że cię kocham – westchnął Louis, gdy
zatrzymaliśmy się na parkingu przed McDonald's.
- Wiem o tym... – ścisnęłam jego dłoń. – Ja też cię
kocham... – kolejny raz głośno odezwał się mój żołądek. Usłyszałam śmiech
Adama. „No teraz to przebiłam nawet Nialla...” – Słyszysz? – wskazałam na mój brzuch.
- Ciężko nie usłyszeć – parsknął rozbawiony ochroniarz. – Zaczynam
wierzyć, że jednak macie jakieś wspólne geny z pewnym Irlandczykiem...
- Wciąż twierdzę, że powinnaś zostać w samochodzie... – westchnął
Louis, wysiadając. Powiew świeżego powietrza owionął moją twarz.
Odetchnęłam głęboko. Poczułam silne palce splatające się z moimi i po
chwili
kroczyłam zadowolona przez skąpany w deszczu parking. „Cudowne uczucie, po tych
dniach w spędzonych w szpitalnym łóżku...” – Całe szczęście, że jest w miarę
pusto – usłyszałam po chwili. „Zdecydowanie za dużo się martwi...” – To idę po
te twoje upragnione frytki...
Usiedliśmy z Adamem przy jednym z wolnych stolików i
grzecznie czekaliśmy na nasze pyszności. Rzeczywiście lokal wydawał się prawie
pusty. Gdy ostatnim razem byłam w McDonald’s było tak głośno, że ledwie
słyszałam swoje myśli, a teraz mogłam usłyszeć głos Louisa, składającego
całkiem niemałe zamówienie. Uśmiechnęłam się rozmarzona...
- Przysięgam – usłyszałam głos, który wydawał mi się znajomy. – Jesteś chyba
jedyną osobą na świecie, która w lokalach z fast foodami zamawia sałatki –
zachichotałam, przypominając sobie, skąd znam dziewczynę. „No, powiedzmy, że
znam...” poprawiłam się. – Widziałaś jak się ten koleś na mnie gapił? Jakby mi nagle druga
głowa wyrosła...
- Gapił się tak na ciebie, bo nie mógł uwierzyć, że masz
zamiar pożreć porcję wielką jak dla wojska... – najwyraźniej dziewczyny
powtarzały podobną rozmowę za każdym razem, gdy odwiedzały przybytki takie jak
ten. Przypomniałam sobie rozmowę z Niallem na temat, jak to on określił, jego
wymarzonej dziewczyny.
- Wcale nie zamówiłam tak dużo – oburzyła się. – I
zrezygnowałam z deseru, żeby cię nie kusić w tej twojej głupiej diecie... – Czyżbym
słyszała smutek w jej głosie? „Wypisz wymaluj Niall...” zachichotałam.
- Co za poświęcenie z twojej strony. Nie wiem, jak ty to przeżyjesz... –
musiałam przygryźć wargę, by nie zdradzić się z podsłuchiwaniem, ale naprawdę
niewiele mi brakowało, by wybuchnąć śmiechem. – I ta dieta wcale nie jest głupia. A tak przy okazji, to zamiast marudzić,
powinnaś mnie na rękach nosić. Już zapomniałaś, że kryłam twoją spóźnialską dupę przed szefem? –
jako odpowiedź usłyszałam serię bliżej niezrozumiałych dźwięków. – Boże...
Przestań, bo mi się w żołądku przewraca. Mama ci nie mówiła, że nie mówi się z
pełną gębą? Nie odpowiadaj! – dodała szybko. Usłyszałam głośne przełknięcie.
- Może i mówiła, ale jak jem, to czasami mam problemy ze słuchem...
- To dlaczego cię nie było?
- Zaspałam...
- Znowu?
- No tak jakoś wyszło... Obudziłam się, była szósta. Dosłownie raz mrugnęłam
i zrobiła się ósma...
Po tych słowach już nie mogłam zapanować nad śmiechem.
„Boże, oni naprawdę są dla siebie stworzeni...” Odwróciłam się do dziewczyn, by
przeprosić za podsłuchiwanie i może dowiedzieć się czegoś więcej o tej wymarzonej
dziewczynie przyjaciela.
Leżałam obok przyjaciółki, wsłuchując się w jej chrapanie i cierpliwie
czekając, aż się obudzi. W głowie odtwarzałam to wszystko, czego
dowiedziałam się
od Gemmy i najzwyczajniej w świecie byłam zła. Na siebie, na niego, na
tą całą
sytuację. Czułam, że zawiodłam jako przyjaciółka... Tak byłam skupiona
na sobie i swoich problemach,
że przegapiłam moment, w którym byłam jej potrzebna. Przecież
wiedziałam, że z Harrym zbliżyli się do siebie. Westchnęłam ciężko. „Powinnam to przewidzieć i porozmawiać z
nią zawczasu...”
Usłyszałam ciche pukanie i drzwi otworzyły się prawie bezszelestnie.
- Skarbie? – uśmiechnęłam się, słysząc ten ukochany przeze
mnie głos. – Wyskoczę na chwilę coś załatwić – powiedział cicho, chociaż
zupełnie niepotrzebnie, bo chrapanie Alex zdecydowanie było o wiele głośniejsze, a jakoś
jej nie przeszkadzało w spaniu. – Adam z wami zostanie...
- Dobrze... – uśmiechnęłam się. „Zakład o wszystko, że
zgadnę co teraz powie?”
- Nie schodź sama po schodach... – dodał po chwili. „A nie mówiłam?” Kiwnęłam głową. W tej chwili i tak się nigdzie nie wybierałam. –
Powinienem być z powrotem do godziny – poczułam jego gorące wargi na swoich. –
Bądź grzeczna...
- Postaram się... – musnęłam jego policzek palcami, czując
pod nimi szorstki zarost. – Ale nie obiecuję – puściłam mu oczko, przyciągając
do jeszcze jednego pocałunku.
- Niedługo wracam – powiedział i po chwili zamykał za sobą
drzwi.
- Jesteś szczęśliwa... – usłyszałam zaspany głos
przyjaciółki. Nie było to pytanie. Znała mnie lepiej niż ktokolwiek, choć nawet
ona nie wiedziała wszystkiego. „Tylko Louis...”
- Jestem... – uśmiechnęłam się, obracając się delikatnie w
jej stronę tak, by nie rozerwać szwów. – Jak jeszcze nigdy w życiu – powiedziałam,
wyciągając do niej rękę. – Chciałabym żebyś ty też była...
- Już wiesz? – westchnęła, pociągając nosem i bawiąc się
moimi palcami. Zawsze to robiła. Unikała wtedy patrzenia mi w oczy, choć wiedziała,
że przecież i tak nie mogę spojrzeć w jej.
- Podobno jutro wracasz do domu.. – powiedziałam cicho. –
Dlaczego to robisz? Przecież wiem, że nie chcesz jechać...
- Złapali go... Już nie muszę tu siedzieć...
- Nie o to pytam, Alex – wiedziałam, że nie będzie łatwo,
ale wiedziałam też, skąd wziął się ten strach. – Harry to nie Dave... – dodałam
cicho. Usłyszałam jak gwałtownie wciąga powietrze. Mogłam się tego spodziewać,
wymawiając zakazane imię. – Nigdy by cię tak nie potraktował...
- Może nie teraz, ale później... – zaczęła, ale nie mogłam
dać jej skończyć.
- Ani teraz, ani nigdy – powiedziałam, święcie przekonana, że mam rację. – Przecież poznałaś
go nie gorzej niż ja. On ma swój własny świat i swoje wartości, którymi kieruje się w życiu. Zakochał się w
tobie takiej, jaka jesteś i ani przez chwilę nie próbował cię zmienić. Dlaczego
myślisz, że to się stanie? To, że Dave był idiotą, to jeszcze nie znaczy, że Harry
też taki będzie... – usłyszałam chiche parsknięcie i przypomniałam sobie, że
akurat tym określeniem przyjaciółka często komplementowała Harry’ego.
Postanowiłam spróbować z innej strony. – Zawsze mi powtarzałaś, że wszystkiego
w życiu trzeba spróbować, by z całą pewnością wiedzieć, że to nie to...
- Spróbowałam... – w końcu się odezwała. „A więc jeszcze nie jestem
bez szans...”
- Wiem... – ścisnęłam jej dłoń w pokrzepiającym geście. – I
spodobało ci się...
- To prawda – powiedziała, wzdychając. – Ja po prostu...
On... Ja... – plątała się, próbując ubrać swoje odczucia w słowa.
- Co się stało z moją przyjaciółką, która miała w głębokim poważaniu to,
co myślą inni? – postanowiłam ją trochę przycisnąć. – Poddasz się tak bez
walki? Pojedziesz do domu i będziesz go nieszczęśliwie kochała, płacząc nad
tym, co mogłabyś mieć, gdybyś tylko zaryzykowała?
- Nie kocham go... – szepnęła, ale nie trzeba było
wykrywacza kłamstw, by wiedzieć, że nie jest to prawdą.
- Alex – zmusiłam ją, by na mnie spojrzała. – Ja jestem ślepa,
nie głupia.
- Kocham go... – powiedziała łamiącym się głosem i
przytuliła mnie do siebie.
- Może powinnaś mu to powiedzieć? – dodałam cicho.
- Już za późno...
- Nieprawda – powiedziałam, całkowicie przekonana, że mam rację.
- Nie widziałaś go, Kate... – pociągnęła nosem. – Zraniłam
go... Bardzo...
- On zrozumie, gdy wyznasz mu prawdę... – głaskałam ją po
plecach, czując jak jej łzy moczyły mi bluzę.
- Nie mogę... – jęknęła. – Sama wiesz najlepiej, że to nie jest takie
proste...
- Opowiedziałam wszystko Louisowi...
- Co? – usłyszałam po chwili jej zdumiony głos. Odsunęła
mnie od siebie na wyciągnięcie rąk. – Naprawdę to zrobiłaś... – powiedziała, a
w jej głosie słyszałam to, jak bardzo jest ze mnie dumna. – Jesteś
niesamowita... – przyciągnęła mnie do siebie i zamknęła w mocnym uścisku. –
Mówiłam ci, że pewnego dnia... – teraz już nie byłam pewna, z jakiego powodu
płacze.
- Miałaś rację – uśmiechnęłam się. – Teraz ja ją mam...
Wpatrywałem się w schody prowadzące na pokład i po prostu
wiedziałem, że nie mogę tego zrobić. „Nie tak. Nie w ten sposób.”
- Teraz ty czekasz na specjalne zaproszenie? – zaśmiał się
Niall, mijając mnie. Patrzyłem za nim i po prostu nie mogłem się zmusić, by wejść na pokład. Cofnąłem się do
tyłu, wpadając na Liama.
- Co ty wyprawiasz? Wchodź... – pchnął mnie do przodu, ale
ja byłem jak przyrośnięty do betonu. Kręciłem głową. „Nie mogę tego zrobić...”
– Harry?
- Muszę wrócić... – powiedziałem bardziej do siebie niż do
niego. – Muszę po nią wrócić...
- Boże, co znowu? – głos Paula na chwilę mnie otrzeźwił. –
Dlaczego nie wsiadacie?
- Muszę wrócić do domu – mierzyłem się z nim wzrokiem,
oddając swoją torbę Liamowi. – Muszę pojechać do domu. Dosłownie na pięć minut.
- Harry... – w głosie menadżera pobrzmiewała groźna nuta. – Co
się z tobą dzieje, do cholery?
-
Nie mogę lecieć – powiedziałem. – Nie mogę tego tak
zostawić – próbowałem ominąć go łukiem, ale dłoń Liama, zaciskająca się
na moim
ramieniu, skutecznie mi to uniemożliwiła. – Puszczaj! – warknąłem. –
Nigdzie
nie lecę. Nie teraz – wyrwałem się i pognałem w stronę, z której dopiero
co
przyszliśmy. – Zarezerwuj mi najbliższy lot! – zawołałem, nie oglądając
się za
siebie. Przed lotniskiem wskoczyłem do pierwszej taksówki, nic sobie nie
robiąc
z tego, że zgarnąłem ją sprzed nosa starszej kobiecie. Paul dobijał mi
się na komórkę, ale nie miałem teraz nastroju na rozmowy i słuchanie
jego gróźb i
pretensji.
Wpadłem do domu, prawie wyrywając drzwi z zawiasów i
przyprawiając Gemmę o niemały zawał. Rozejrzałem się dookoła.
- Jest na górze – siostra posłała mi rozbawione spojrzenie.
– Wiedziałam, że długo bez niej nie wytrzymasz, ale takiego wyniku, to nawet ja
się nie spodziewałam – zaśmiała się. Coś tam jeszcze mówiła, ale ja już jej nie
słuchałem. Pokonywałem po dwa schody na raz, byle tylko szybciej znaleźć się w
sypialni.
Otworzyłem drzwi, z hukiem wpadając do pokoju. Pierwsze co
zauważyłem, to zapłakana twarz Alex i jej oczy, rozszerzające się ze zdziwienia.
- Harry? – wyszeptała, wpatrując się we mnie, jakby nie
wierzyła, że naprawdę przed nią stoję.
- Nie mogę lecieć bez ciebie – powiedziałem, podchodząc do
łóżka i zgarniając ją w ramiona. – To nie może się tak skończyć, rozumiesz? Nie
tak, jakby to nigdy nic nie znaczyło...
- Boże, Harry, co ty zrobiłeś? – patrzyła mi w oczy z
przerażeniem, szukając w mojej twarzy odpowiedzi.
- Uciekłem z lotniska – powiedziałem, ścierając kciukiem łzy
z jej policzków. – Paul mnie zabije – uśmiechnąłem się. – Ale nie mogłem
pozwolić, byś wyjechała. Nie teraz. Nie tak. Kocham cię, czy ty tego nie
rozumiesz?
- Ty idioto... – wyszeptała, wpatrując się we mnie, jakby wciąż nie wierzyła, że to dzieje się naprawdę.
- Oczywiście, że jestem idiotą – spojrzałem jej w oczy. – W końcu
zakochałem się w wariatce... – zauważyłem delikatnie drżenie jej warg, jakby
starała się nie uśmiechnąć. – Nie chcesz ze mną lecieć? W porządku. Nie chcesz
tu zostać? Też dobrze. Jedź do domu. Zrób cokolwiek tylko chcesz, ale nie udawaj, że
my nic nie znaczyliśmy... że ja nic nie znaczyłem... – kolejne łzy zalśniły w
jej oczach. – Czy naprawdę nie możesz choć spróbować mnie pokochać?
- Harry... – westchnęła i ukryła twarz w mojej koszuli.
- Proszę, zostań ze mną... – łkała w moich ramionach tak, że
cały się trząsłem.
- Harry? Harry... – wpatrywałem się w nią i byłem coraz bardziej przerażony
tym, że stopniowo zaczęła blednąć. – Hazz! – uderzenie w ramię przywróciło mnie
do rzeczywistości. Gy ujrzałem przed sobą twarz Liama, autentycznie miałem
ochotę się rozpłakać. – Harry?
- Czego? – warknąłem na niego ze złością, choć doskonale
zdawałem sobie sprawę, że to nie on jest winny temu, że się poddałem i nie
wróciłem po nią, gdy jeszcze mogłem to zrobić...
- Dojechaliśmy... – spojrzał na mnie z troską w oczach i
zrobiło mi się jeszcze gorzej. Nie chciałem ich troski. Nie chciałem nic od
nikogo. Chciałem tylko Alex. „I spieprzyłem to na całej linii, zostawiając ją... Jestem takim idiotą, że szkoda gadać...”
Kolejny wywiad. Siedzieliśmy ściśnięci na czerwonej kanapie,
wpatrując się w parę przed nami. Wsłuchiwałem się w mężczyznę i sam już nie
wiem, który raz, odkąd przylecieliśmy, żałowałem, że nie znam francuskiego.
Kobieta cicho tłumaczyła nam wszystko, co mówi jej kolega.
Spojrzałem na chłopaków i odetchnąłem z ulgą, że
to nie jest wywiad dla telewizji. Wyglądaliśmy tak, że szkoda gadać. Brakowało
nam Louisa i jego wiecznego optymizmu, niecierpliwego kręcenia się i ogólnie
jego wesołej i głośnej osobowości. Czułem się dziwnie bez niego obok. I sądząc
po minach pozostałych, oni myśleli podobnie. Bez Lou nie byliśmy sobą.
Po standardowym powitaniu i wymianie uprzejmości, mogliśmy
przejść do zadawania pytań i chyba nikogo nie zdziwił fakt, że pierwsze dotyczyło
właśnie Louisa i jego nieobecności.
- Na waszej stronie internetowej można przeczytać, że Lou z
przyczyn osobistych dołączy do was później – tłumaczyła kobieta. – Czy możecie
nam powiedzieć, co się stało?
- Nie jest żadną tajemnicą, że Kate, dziewczyna Louisa, była
w szpitalu – powiedziałem. – Cała sprawa wyglądała dość groźnie i doszliśmy do
wniosku, że nie możemy go zmuszać, by ją zostawił w takim momencie. Nie
chcieliśmy rozczarować fanów odwoływaniem przyjazdu, czy choćby przesuwaniem
terminów i postanowiliśmy, że Louis dołączy do nas, gdy tylko Kate poczuje się lepiej.
- Dziś rano z nim rozmawialiśmy i spodziewamy się ich w
najbliższych dniach – dodał Zayn.
- Czyli wszystko skończyło się dobrze?
- Tak, na to wygląda – uśmiechnął się Niall, sięgając po
wodę. – Katy czuje się już o niebo lepiej i lekarz zgodził się ją
wypisać ze szpitala. Teraz to tylko kwestia czasu, kiedy przylecą do
Francji...
- Zayn, słyszeliśmy, że i ty wylądowałeś na ostrym
dyżurze... Wszystko w porządku?
- Tak, dzięki – wszyscy kręciliśmy się na kanapie, marząc, by
to się jak najszybciej skończyło. – Miałem mały wypadek, ale obyło się bez
poważnych obrażeń. Na szczęście mogłem przylecieć do Paryża z chłopakami.
„Czy tylko mi się wydaje, że to najgorszy wywiad jak na
razie w naszej krótkiej karierze?” westchnąłem zrezygnowany. Bez Louisa byliśmy
ledwo cieniami samych siebie. I mimo iż już wiedzieliśmy, że nie mamy powodów
do zmartwień, to jednak każdy z nas odetchnie z ulgą, gdy już będziemy w
komplecie.
Starałem się nadrabiać miną i odpowiadać jak najlepiej i
najciekawiej na wszystkie pytania. Dzięki Bogu Niall i Zayn dzielnie mnie w tym
wspierali. Miałem nadzieję, że w trójkę
udało nam się zamaskować fakt, że Harry nie odezwał się ani słowem, odkąd
usiadł na tej kanapie. Wyglądało na to, że on też pozostał w Londynie. Przynajmniej
duchem. „A już na pewno sercem...” dodałem, przypominając sobie moją ostatnią
rozmowę z Danielle i jej rewelacje. Nie mogłem uwierzyć, że nie zauważyłem wcześniej tego, że
Hazz zakochał się w Alex. Teraz to wydawało się takie oczywiste. Tylko jedno mi się nie
zgadzało. Zdaniem Danielle, oboje wpatrywali się w siebie jak w obrazek, więc
niech mi ktoś wytłumaczy, dlaczego on wygląda, jakby przepuszczono mu serce
przez wyżymaczkę. „Czyżby dała mu kosza?”
- Wciąż nie mogę uwierzyć, że przyjechałeś aż do Londynu –
powiedziała Kate, mocno zaciskając palce na mojej dłoni. Wiedziałem, że ją
boli, ale dzielnie się trzymała. Zerknąłem na Alex. Myślami była chyba daleko
stąd. W ogóle nie przypominała głośnej i wesołej dziewczyny, którą była jeszcze
nie tak dawno. Nawet jej kolory wydawały się jakieś blade...
- Przecież obiecałem ci twój pierwszy tatuaż – zaśmiał się Adam,
pokrywając czarnym tuszem delikatną skórę Kate. Krzywiłem się za każdym razem,
gdy pojawiała się krew. Chyba przeżywałem to bardziej niż ona. – I tak
planowałem odwiedzić rodzinę, więc całkiem dobrze się złożyło, że Harry
zadzwonił...
- Strasznie się cieszę, że to akurat ty... – „No nie
przesadzajmy...” spojrzałem na mężczyznę, który wydawał się bardziej niż zadowolony ze słów dziewczyny. „Jeszcze chwila i będę o niego zazdrosny...”
objąłem Kate ramieniem w pasie, przypominając o swojej obecności. „Jesteś tak
obrzydliwie oczywisty, stary...”
- Ja też się cieszę – „Przysięgam, że jeśli powie coś o
byciu jej pierwszym, to dam mu po mordzie i nic mnie nie będzie obchodzić, że zrobił nam przysługę...” – że mogę zrobić twój pierwszy
tatuaż. – „Idiota” podsumowało mnie moje drugie ja. – Zwłaszcza, gdy mi
powiedziałaś, co on dla ciebie znaczy...
- Powiedziała ci? – zdziwiłem się. – Dlaczego mi nie
chciałaś...
- Ty dowiesz się później – posłała mi jeden z tych swoich
uśmiechów, od których miękły mi kolana i nic więcej nie potrzebowałem wiedzieć.
„Przynajmniej w tym momencie.” Choć zżerało mnie z ciekawości. Już gdy zobaczyłem odbity wzór na jej skórze
zastanawiałem się dlaczego postanowiła wytatuować sobie nie tylko motylka mamy, ale i dwa inne.
Spojrzałem na Alex.
- Tobie powiedziała? – zapytałem i wcale nie byłem zdziwiony,
gdy pokiwała głową w potwierdzeniu. – Czy tylko ja nie wiem? – Zadowolone miny
pozostałych mówiły same za siebie. – To niesprawiedliwe...
- To była kompletna katastrofa – odezwał się Paul, gdy tylko
zamknęły się drzwi za kolejnym dziennikarzem. – Co wy wyprawiacie? Wykrzesałbym
więcej energii ze stuletnich staruszków! – Niall prychnął pod nosem, ale szybko
mu przeszła wesołość pod twardym spojrzeniem menadżera. Ja nie miałem nawet
siły się zaśmiać.
- Przepraszamy – Liam, jak zawsze próbował wszystko
naprawić. – Nie jesteśmy sobą...
- Co ty nie powiesz? – zakpił mężczyzna. – Ja rozumiem, że jeszcze
wczoraj martwiliście się o Kate i Louisa, ale dzisiaj?
- Dziwnie tak bez niego... – odezwałem się, wzruszając
ramionami.
- To nie jest przedszkole, Zayn – Paul spojrzał na nas
wymownie i było widać, że próbuje się uspokoić. – Macie swoje obowiązki. Z
Louisem, czy bez, musicie je wykonywać.
- Staramy się – bąknął Niall.
- Właśnie widziałem, jak się staraliście. Zdziwiło mnie
tylko, że facet nie sprawdził wam pulsu, tacy byliście żywi podczas rozmowy z
nim – westchnął, zerkając na zegarek. – Zbierajcie się. Za godzinę musimy być
na spotkaniu z fanami i lepiej żebyście wykrzesali z siebie więcej energii –
spojrzał na Stylesa. – Harry, jestem pewien, że nie zabije cię, jeśli odezwiesz
się od czasu do czasu...
- Taaa... Jasne... – mruknął pod nosem Styles i powlókł się
do samochodu, nie oglądając się na nikogo. Niall deptał mu po piętach, jakby
po prostu chciał stąd jak najszybciej uciec.
- Co mu się stało? – zwrócił się do nas Paul. Spojrzałem na
Liama, szukając pomocy.
- Alex... – przyjaciel wzruszył ramionami i poszedł za
Harrym. Wymieniłem z menadżerem nic nie rozumiejące spojrzenie i poszedłem za
resztą.
- Powiedz mi... – zamknąłem drzwi i włączyłem alarm. Kate
powoli wspinała się po schodach, uśmiechając się sennie. Marudziłem jej tak całą drogę do domu. „Albo i dłużej...” wtrąciło moje gorsze ja. Za
każdym razem słyszałem to samo.
- Za chwilę... – posłała mi zmęczony uśmiech, ale
jednocześnie zatrzymała się, czekając aż do niej dołączę. Z lekką obawą
wkroczyłem do sypialni, pamiętając w jakim stanie ją zostawiłem rano, ale na
szczęście wszystko było już posprzątane i po niedawnym pobojowisku nie było już śladu. „Zdecydowanie komuś należy się
premia...”
- Kiedy będzie to „za chwilę”? – marudziłem dalej, pomagając
jej ściągnąć czarną bluzę. Skrzywiłem się widząc grymas bólu na twarzy Kate.
- Za chwilę – powiedziała i skierowała się do łazienki,
rozpinając po drodze dżinsy.
- Będę mieć koszmary z tymi słowami w roli głównej! –
krzyknąłem do przymkniętych drzwi. Jedyne co usłyszałem w odpowiedzi, to jej
cichy śmiech. „Normalnie zaraz nie wytrzymam...” Rozebrałem się szybko do
bokserek i ruszyłem do łazienki. – No powiedz...
- Za chwilę – powiedziała, myjąc zęby. Choć mogłem się tego
tylko domyślić, bo brzmiało to bardziej jak „za chłiłe”. Stanąłem za nią,
przyglądając się jej odbiciu w lustrze. Była zmęczona, ale wcale mnie to nie dziwiło po
takim dniu. Zdecydowanie potrzeba jej więcej odpoczynku, by doszła do siebie po
ostatnich wydarzeniach. Była boso. Ubrana w krótką podkoszulkę. Chwyciłem za
brzeg bluzki i podciągnąłem do góry. Tak, że po chwili musiała zrobić przerwę w
szczotkowaniu zębów, bym mógł ją z niej rozebrać. Uroczy rumieniec pojawił się na jej policzkach powoli
rozprzestrzeniając się na szyję i dekolt. – Lou... – szepnęła, a jej oczy
„wpatrywały” się we mnie z lustra.
- Powiedz mi... – musnąłem ustami skórę na jej karku. Biały
opatrunek na plecach skrywał kolejną bliznę, którą miałem nadzieję, uda się
zlikwidować tak, jak te wcześniejsze. Wpatrywałem się w tatuaż na jej barku. –
Dlaczego trzy? – zapytałem ponownie. Jeden był idealną kopią tatuażu jej mamy, ale dwa
kolejne były całkiem inne. Razem, o dziwo, tworzyły całkiem ładną całość.
Rysunek był bardzo delikatny. Taki typowo dziewczęcy. „Zdecydowanie ładniejszy niż mój pierwszy tatuaż” zaśmiałem się pod nosem. Kate odwróciła się do mnie
przodem, a moja uwaga natychmiast przeniosła się z jej pleców na piersi.
Stanęła na palcach i przyciągnęła mnie do pocałunku.
- Za chwilę – wyszeptała prosto w moje usta i wymaszerowała
z łazienki, kręcąc tyłeczkiem, okrytym tylko koronkową bielizną. „I oczywiście
nie mogło zabraknąć tych przeklętych kokardek” odetchnąłem głęboko, bo
temperatura nagle jakby podskoczyła o kilka stopni. Umyłem szybko zęby i
pognałem do sypialni.
- Jesteś
niemożliwa... – rzuciłem się na łózko i od razu
przyciągnąłem ją do siebie, uważając, by nie zrobić jej krzywdy. – Już
jest
potem, później, za chwilę, zaraz i co tylko jeszcze... No powiedz w
końcu... –
jęczałem jak stara baba, ale po prostu aż skręcało mnie z ciekawości.
Wtuliła się we mnie, przykładając ucho do mojej piersi. Uśmiechnąłem
się. Uwielbiałem,
gdy tak robiła. I wiedziałem, że teraz i ona się uśmiecha. – To nie
fair...
- Przepraszam... Po prostu chciałam już znaleźć się w
domu... – powiedziała cicho. – A poza tym jesteś uroczy, gdy tak cię skręca z
ciekawości – zaśmiała się. – Zachowujesz się wtedy jak Phoebe.
- Ej! – oburzyłem się na to porównanie do najmłodszej siostry. – Wcale, że nie!
- Trochę tak – zachichotała. – I ona dokładnie tak samo
zaprzecza... To słodkie...
- Jeszcze odszczekasz te słowa – powiedziałem, układając ją
na plecach i pochylając się nad nią. Cienka, sprana koszulka delikatnie otulała
jej piersi, nie zostawiając wiele dla wyobraźni. Muskałem ustami jej jedwabiste
wargi, drażniąc ją, by ostatecznie przerodzić to w prawdziwy pocałunek.
Pożądanie uderzyło we mnie niczym prawdziwy huragan, uświadamiając mi, co mogło
się stać. Przez chwilę miałem wrażenie, że się duszę. Coś ścisnęło moje płuca
nie pozwalając mi oddychać. Oparłem głowę na jej ramieniu, próbując dojść do
siebie. Czułem drobne palce Kate, przeczesujące moje włosy, podczas gdy druga
dłoń uspokajająco gładziła mnie po plecach.
- Już dobrze... Już jesteśmy bezpieczni... – szeptała mi do
ucha. „Znowu kradnie twoje teksty...” zabrzmiało w mojej głowie, ale odgoniłem
tą myśl. Nie byłem w nastroju na żarty. Strach chwycił mnie za serce i czułem się, jakby to był zawał.
- Boże... – jęknąłem, unosząc głowę, by spojrzeć w jej
oczy. – Mogłem się stracić... Naprawdę mogłem cię stracić... – powiedziałem
drżącym głosem, z trudem łapiąc powietrze. Przyciągnęła mnie do siebie i po
chwili tuliliśmy się, jakby od tego zależało nasze życie. Czułem łzy
na swoich policzkach, ale sam już nie wiem, czy to były moje, czy Kate. Serce
waliło mi jak szalone i po prostu wiedziałem, że ona słyszy to głośno i
wyraźnie. – Kocham cię, skarbie – wyszeptałem.
- Ja ciebie też kocham, Lou... – ułożyła głowę na mojej
piersi jakby wiedziała, że w ten sposób pomoże mi się uspokoić. Sam nie wiem
ile tak leżeliśmy, ale w końcu moje serce wróciło do normalnego rytmu, a płuca
znów pracowały bez zarzutu. Odetchnąłem głęboko. – To chcesz wiedzieć, co dla mnie znaczy ten
tatuaż?