niedziela, 14 lipca 2013

65




   - Wkurzony Paul, to co najmniej jak głodny Niall – jęknął Harry, opadając na wolny fotel i strzelając popisowego „focha”. – Nie da się z nimi dogadać i są cholernie denerwujący...
   - Ej! – oburzył się blondyn, odwracając na moment wzrok od paczki czipsów, którą przed chwilą otworzył. „Na bardzo krótki moment...” zaśmiałem się widząc, że już powrócił do swojego ulubionego zajęcia.
   - Może gdybyś na każdym kroku nie robił wszystkiego by wyprowadzić go z równowagi, to nie chodziłby teraz taki zły? – zauważyłem. – Co tym razem wymyśliłeś?
   - Chciałem urwać się z tej imprezy dzisiaj – mruknął obrażony na cały świat. – Mamy zaśpiewać jedną piosenkę... Jedną! – podkreślił. – I coś tam powiedzieć – ciągnął dalej. – Co komu szkodzi, że urwę się zaraz po tym?
   - Jaka impreza? – Lou spojrzał na mnie i wyglądała na bardzo niedoinformowanego. „Boże, czy tak trudno jest sprawdzać wiadomości?
   - Serio chcesz zrezygnować z całej gali, a co ważniejsze z „afterparty”? – spojrzałem zdziwiony. Zazwyczaj był pierwszy na takich imprezach. – Dlaczego?
   - I z darmowej wyżerki? – Niall patrzył na niego, jak na kosmitę. – No, wiesz...
   - Bo nie mam ochoty... – bąknął pod nosem.
   - Chce pojechać do Alex... – powiedział cicho Louis, patrząc uważnie na przyjaciela. „Do Alex? No i wszystko jasne...” uśmiechnąłem się pod nosem.
   - Wiesz, że jutro jedziemy do Sheffield – przypomniałem. – To tylko jakaś godzina od niej...
   - Wiem... – wzruszył ramionami. – Myślałem że spotkamy się na miejscu, ale Paul nawet nie chciał ze mną gadać...
   - Dziwisz się? – prychnął Niall. – Po ostatnim numerze, jaki wykręciłeś?
   - Jaka gala? – Louis wyglądał na zdenerwowanego. Dłoń, która do tej pory gładziła ramię śpiącej Kate, zastygła w oczekiwaniu. – Jakie „afterparty”? Dlaczego wszyscy wydają się wiedzieć o co chodzi, tylko ja nie?
   - No ta impreza charytatywna w BBC... – mruknął Harry. – Przecież Paul o tym mówił ostatnio na śniadaniu... – Lou usilnie próbował przypomnieć sobie cokolwiek.
   - Jego i Kate wtedy nie było... – odezwał się cicho Zayn, nawet nie otwierając oczu. Leżał rozwalony na kanapie i dalej udawał, że śpi.
   - Jak mogliście mi tego nie przekazać? – mimo iż Louis mówił cicho, by nie obudzić dziewczyny, to było słychać, że ma wręcz ochotę na nas nawrzeszczeć. – Może uda mi się namówić Lou, by jej pomogła z przygotowaniem się... – sięgnął po telefon. – Boże... Skąd ja tak szybko wytrzasnę suknię wieczorową dla Kate?
   - Czyżbym usłyszała magiczne słowo na „s”? – moja dziewczyna stała, opierając się o framugę i uśmiechała się od ucha do ucha. W końcu podeszła do mnie i opadła na moje kolana, wiercąc się przez chwilę i doprowadzając mnie tym do białej gorączki. „I była z pewnością świadoma tego, co mi robi...” Perrie, która pojawiła się razem z nią, wtulała się właśnie w swojego chłopaka. – Nie martw się. Już to załatwiłyśmy z Pers... – oparła się bokiem o mój tors. – Na pewno coś się znajdzie odpowiedniego...
   - Dzięki... – Louis odetchnął z ulgą i wrócił do wpatrywania się w Kate i głaskania jej po ramieniu. „Jego nowe, ulubione zajęcie...” uśmiechnąłem się.
   - Co wyście tam robiły na górze? – zapytał Niall, odkładając puste opakowanie. – Miałyście mi powiedzieć. Obiecałyście! – przypomniał, gdy Danielle pokręciła głową. – Kazałyście mi wyjść, ale obiecałyście...
   - Umawiałyśmy się odnośnie tej dzisiejszej imprezy – zlitowała się nad nim Perrie.
   - I tylko dlatego nie mogłem dokończyć meczu? – oburzył się.
   - Głupio nam było rozmawiać przy tobie o majtkach i stanikach i...
   - Wystarczy! – jęknął Niall, przerywając Danielle, która ewidentnie się z niego nabijała. – Jezu... Nie chcę tego wiedzieć... – zaczerwienił się co najmniej jak Kate.


   - Wprost nie mogę uwierzyć! – cieszyła się Alex, a ja nie mogłem oderwać wzroku od jej uśmiechu. – Moja mała przyjaciółka na czerwonym dywanie? W sukni wieczorowej? A wokół te wszystkie napuszone gwiazdeczki? – zerknęła pytająco w kamerkę. – Powiedz, że będzie to można gdzieś obejrzeć na żywo...
   - Czy ty mnie właśnie nazwałaś napuszoną gwiazdeczką? – wpatrywałem się w jej twarz na ekranie laptopa.
   - Całkiem możliwe – parsknęła. – A nie jesteś?
   - Wręcz mam ochotę ci nie powiedzieć, że będzie można obejrzeć transmisję na żywo na stronie internetowej BBC...
   - To nie mów – uśmiechnęła się. – Kate w sukni wieczorowej... – rozmarzyła się, a po chwili spojrzała na mnie uważnie. – Myślisz, że Lou ją przekona?
   - Jest raczej zdesperowany, by iść z nią, więc są duże szanse... – przypomniałem sobie rozmowę z tourbusa.
   - Musisz im zrobić zdjęcie – zażądała. – Tylko ma być dobre...
   - I co jeszcze? – parsknąłem. – To nie jest bal maturalny, a ja nie jestem dumnym rodzicem, by zrobić im sesje przed wyjściem z domu... Zresztą zobaczę ich dopiero na miejscu.
   - Nie, nie zobaczysz – powiedziała. – Radzę ci tam być i zrobić te zdjęcie, Styles, bo w przeciwnym razie bardzo tego pożałujesz...
   - Uuu... – wyszczerzyłem zęby w uśmiechu. – I co mi zrobisz? Ledwo możesz się po tyłku podrapać...
   - Już ja coś wymyślę – posłała mi dwuznaczne spojrzenie. – I jestem pewna, że nie będziesz zachwycony... – przygryzła wargę, a mi przed oczami stanął nasz ostatni pocałunek i miałem wielką ochotę na powtórkę. „Ale przecież nie to ma na myśli...” przyjrzałem jej się uważniej. „Chociaż nie dałbym sobie za to ręki uciąć...
   - Przecież obejrzysz ich sobie w internecie... – przypomniałem jej.
   - To nic nie szkodzi... Po prostu muszę mieć takie zdjęcie – powtarzała uparcie. – Na pamiątkę.
   - Boże... – westchnąłem zrezygnowany, bo już wiedziałem, że pojadę tam zrobić to cholerne zdjęcie. – Jesteś strasznie wkurzająca, wiesz?
   - Wiem – posłała mi uśmiech zwycięstwa. – Na twoim miejscu bym się zastanowiła dwa razy, nad tymi przenosinami do Londynu... Może się okazać, że się nawzajem pozabijamy...
   - Już się nad tym zastanowiłem i nie zamierzam więcej na ten temat dyskutować – zapewniłem ją. – Na twoim miejscu zacząłbym się przyzwyczajać do myśli, że już całkiem niedługo, będę cię miał w moim łóżku... – puściłem jej oczko.
   - Czyli przenosisz się na kanapę? Jak to wspaniałomyślnie z twojej strony... – „Czy tylko mi się wydaje, czy ona naprawdę się zaczerwieniła?” wpatrywałem się w jej twarz na ekranie.
   - Nawet o tym nie marz – zaśmiałem się. – Mam bardzo duże łóżko... – posłałem jej dwuznaczne spojrzenie. – A poza tym obiecałem cię drapać po tyłku, więc muszę być w pobliżu...
   - Obiecanki cacanki... – poprawiła się na poduszkach.
   - I wreszcie... – wzruszyłem ramionami, patrząc jej prosto w oczy. „Czy tak się w ogóle da przez kamerkę?” – Stęskniłem się...
   - Za mną? Jakie to słodkie... – zagruchała.
   - Za twoimi ustami... – „Raz kozie śmierć...” pomyślałem. „Tak, to z pewnością był rumieniec.
   - Harry... – zaczęła zmieszana. „Naprawdę ją zawstydziłem?” jakoś trudno było mi w to uwierzyć.
   - Tak mam na imię – posłałem jej wesołe spojrzenie. – I mam zamiar sprawić, że będziesz je często powtarzała podczas...
   - Napadów wściekłości – dokończyła za mnie. – I powinno być: krzyczała...
   - Możesz i krzyczeć – puściłem jej oczko. – Jęczeć, szeptać, błagać... Co tylko chcesz. Ważne byś pamiętała, kto cię do tego doprowadził – oblizałem wargi, przesyłając jej klarowną wiadomość.
   - Harry... – jęknęła i oparła głowę na poduszkach.
   - Cholera! Dobry jestem! – spojrzała na mnie niepewna o co mi chodzi. – Nawet na taką odległość potrafię sprawić, że jęczysz moje imię...
   - Idiota! – parsknęła, nakrywając głowę poduszką. – Dlaczego ja się w ogóle z tobą zadaję, Styles. Muszę mieć zadatki na masochistkę...
   - Naprawdę? – podchwyciłem. – O kochanie, coraz bardziej cieszę się na twój przyjazd... Wiesz, co mogę zrobić z tą informacją? Nie będę ukrywał, że same sprośne rzeczy chodzą mi teraz po głowie...
   - A kiedy nie chodzą? – zaśmiała się. – Lepiej już się zamknij, Styles.
   - Nie, nie! Nie tak szybko... – położyłem laptopa na brzuchu, kładąc się wygodnie na kanapie. – Skoro już zeszliśmy na takie tematy, to chciałbym dowiedzieć się czegoś więcej... Już wiem, że nie lubisz zabawek na baterie...
   - Ciebie chyba Bóg opuścił – parsknęła. – Rozłączam się...
   - No weź... – jęknąłem rozbawiony. – Właśnie zacząłem się nakręcać... Musisz powiedzieć mi coś jeszcze, bo w przeciwnym razie będę musiał zrobić sobie dobrze, myśląc o tobie zabawiającej się ze swoimi...
   - Styles! – wydarła się, patrząc zszokowanymi oczami w kamerkę. – Wydaje mi się, że powinieneś zacząć szykować się na tą imprezę dla snobów. I na twoim miejscu zaczęłabym od zimnego prysznica...
   - Jesteś okrutna, skarbie... – westchnąłem. – A ja nie jestem Louisem, który brał zimne prysznice, czekając, aż Kate będzie gotowa. Zdecydowanie wolę gorące myśli o tobie i moją rękę...
   - Nie wierzę, że prowadzimy tą rozmowę... – masowała czoło dłonią, do której miała podłączoną kroplówkę. – Ja jestem w szpitalu na miłość boską! A ty jesteś nienormalny.
   - Gorzej już mnie nazywali – powiedziałem. – Zresztą ty też – przypomniałem jej. – Co ja poradzę, że staje mi na sam widok ciebie w tym szpitalnym wdzianku?
   - Tobie staje za każdym razem, gdy wiatr zawieje – parsknęła, uśmiechając się pod nosem. „Ewidentnie bawi się równie dobrze, co ja...
   - Co zrobić? – westchnąłem. – Taki wiek... Plus... Mogłaś mi nie opowiadać, jak to lubisz robić sobie dobrze palcami... – zaśmiałem się, słysząc jęk. – Mam bardzo bujną wyobraźnię, wiesz?
   - Skoro tak, to wyobraź sobie mnie obcinającą ci te kudły, jeśli zaraz się nie zamkniesz – powiedziała. – Nie będziesz już taki gorący, bez tych swoich loczków...
   - Uważasz, że jestem gorący? – wyszczerzyłem zęby w uśmiechu. I jakoś dziwnie się cieszyłem z tej informacji.
   - Nie wierzę... – jęknęła opadając na poduszki. – Przecież nikt normalny z tobą nie wytrzyma...
   - Całe szczęście, że ty nie jesteś normalna – zauważyłem, wciąż miło połechtamy jej wcześniejszymi słowami.


   - Proszę cię, nie rób tego, Kate... – patrzyłem na nią, próbując odgadnąć motywy, które nią kierowały. – Nie zamykaj się przede mną... Chodź do mnie – ująłem ją za dłoń i pociągnąłem w stronę fotela. – Usiądź ze mną i porozmawiajmy na spokojnie – posadziłem ją sobie na kolanach, a ona momentalnie schowała twarz w zagłębieniu mojej szyi. „Tak, to się wiele nie dowiem...” westchnąłem, ale przytuliłem ją mocniej do siebie. – Dlaczego nie chcesz iść? Przecież już byłaś z nami na kilku imprezach i różnych nagraniach... – czekałem na jakieś wyjaśnienia. Cokolwiek. Coś co pomogłoby mi zrozumieć i przełamać ten jej upór. – Po prostu mi to powiedz, skarbie...
   - Nie chcę narobić ci wstydu... – powiedziała to tak cicho, że praktycznie musiałem domyślić się znaczenia tych słów.
   - O czym ty mówisz, na Boga? – byłem wręcz zszokowany jej wypowiedzią. – Jestem z ciebie tak dumny, że czasami mam wrażenie, że pęknę od tej ilości. Nigdy, ani przez sekundę, się ciebie nie wstydziłem! Dlaczego w ogóle tak mówisz?
   - Niall mi opowiedział jak to będzie wyglądać... – wyjaśniła. „Co on takiego jej nagadał?” zachodziłem w głowę. „Kurwa, Horan...” jęknąłem sfrustrowany tą niewiedzą. – O telewizji i sławnych osobach... I w ogóle... – wzruszyła ramionami, chowając twarz w mojej koszulce. – To dla mnie chyba za dużo... Czy mogę zostać w domu? Proszę... – uniosła głowę i wbiła we mnie te swoje przenikliwe „spojrzenie”. „No i co ja mogę powiedzieć na taką prośbę?
   - Oczywiście, że możesz – westchnąłem, bo wcale mi się to nie podobało. – Choć naprawdę bardzo chciałbym, byś poszła tam ze mną – dodałem. Ująłem jej twarz w dłonie i próbowałem znaleźć coś jeszcze w jej oczach. – Czy możesz mi szczerze odpowiedzieć na pytanie: dlaczego? Boisz się iść, bo będzie tam dużo ludzi? Czy dlatego, że boisz się, iż popełnisz jakąś gafę i...
   - I będziesz się musiał za mnie wstydzić... – dokończyła, kuląc się w moich ramionach.
   - To się nigdy nie stanie – zapewniłem ją, przytulając mocno do siebie. – Po pierwsze i najważniejsze... Nie mógłbym się ciebie wstydzić. Nigdy. Po drugie... Nie zostawię cię samej ani na sekundę...
   - Macie tam występować... – powiedziała cicho.
   - Jedną piosenkę – sprostowałem. – Zaśpiewamy tam tylko jedną piosenkę i wtedy Danielle i Mark nie spuszczą z ciebie oka...
   - Ja nie... – zaczęła, ale tym razem nie dałem jej dokończyć.
   - Czy oprócz tego, jest coś jeszcze? – zapytałem, odsuwając się do tyłu na tyle, by spojrzeć jej w twarz. – Czy jest jeszcze inny powód?
   - Nie... – powiedziała po chwili milczenia, która wydawała mi się wiecznością. – Chyba nie...
   - Chciałbym żebyś tam ze mną poszła, Kate – wodziłem kciukiem po jej policzku. – Ale nie mogę i tym bardziej nie chcę cię do niczego zmuszać... Chciałbym po prostu byś wiedziała, jak bardzo dumny jestem, mając cię u swojego boku i nic nigdy tego nie zmieni – musnąłem delikatnie jej drżące wargi. – To co? Mam iść powiedzieć Lou, że może jechać do domu?

   Spojrzałem pytająco na Harry’ego, słysząc jego kolejne prychnięcie. Pokręcił tylko głową z politowaniem i śmiał się pod nosem. „Cholernie denerwujące...
   - Jedziemy jeszcze po Zayna? – zapytał ni stąd ni zowąd. „Jasne. I co jeszcze?
   - Nie – odpowiedziałem krótko, wciąż uparcie obserwując schody.
   - Długo będziesz się na niego wkurzał?
   - Tak długo, jak będę miał ochotę... – mruknąłem pod nosem. Temat Zayna wciąż jeszcze podnosił mi ciśnienie. – Liam po nich pojedzie...
   - Myślałem, że po tym waszym seksie na zgodę na kanapie, zakopaliście topór wojenny – spojrzałem na niego jak na idiotę, a on szczerzył się tylko do mnie.
   - To źle myślałeś – warknąłem. – Dlaczego my w ogóle o tym gadamy? Nie masz już innych tematów? – obserwowałem, jak przechadzał się po moim salonie. – Co u Alex?
   - A wszystko dobrze – zaczął, uśmiechając się pod nosem. – Już nawet tak się nie rzuca o ten wyjazd do... – przerwał i spojrzał na mnie z błyskiem w oku. „Rozgryzł cię, stary...” moje drugie ja popisywało się spostrzegawczością. – Ty gnojku! – zaśmiał się, kręcąc głową. – Tak nie będziemy się bawić...
   - Panowie... – jak na komendę spojrzeliśmy na Lou, która stała u szczytu schodów i zasłaniała sobą Kate. – Jesteście gotowi, by zbierać szczęki z podłogi? – patrzyłem na Lou, kiwając głową niczym zepsuta zabawka i próbując dostrzec moją dziewczynę. „Boże, ale mnie trafiła ta strzała Amora...” zaśmiałem się. „Co tam strzała! Od razu z armaty mi przyjebał...” – Voilà! – powiedziała i odsunęła się na bok, ukazując Kate w całej okazałości.
   - O, kurwa... – usłyszałem zdumiony głos Harry’ego. „Dobrze powiedziane...” Stałem jak zamurowany i nie mogłem oderwać wzroku od mojej ukochanej. A wyglądała... „Zjawiskowo...” odezwał się głos w mojej głowie. „Idealnie...” dodałem coś od siebie. Skromna, czarna sukienka od Danielle była jakby stworzona dla Kate. Z przodu sięgała do połowy łydki. Wyglądała w niej elegancko, a zarazem skromnie. „Uroczo...” kolejna podpowiedź, od mojego wrednego ja. „Seksownie...” po prostu musiałem to powiedzieć. – Ślinisz się... – usłyszałem szept Harry’ego, ale nie zaszczyciłem go ani jednym spojrzeniem. Wciąż stałem i gapiłem się jak moja dziewczyna z gracją modelki schodzi po schodach. – Nie ukryjesz namiotu w tych spodniach, Lou – Styles najwyraźniej usilnie starał się zniszczyć mi ten cudowny moment. Zaśmiał się złowieszczo. – Tak tylko przypominam...
   - Boże... Kate... – podszedłem do niej, gdy znalazła się na samym dole. Od razu splotłem nasze palce razem. – Jesteś taka... Wyglądasz... Jesteś... To... – próbowałem się wysłowić, ale za dużo myśli na raz próbowało się wydostać z moich ust. – Ty... Boże... – westchnąłem, słysząc śmiech przyjaciół. – Jesteś piękna... – udało mi się w końcu złożyć dwa słowa do kupy. – Wyglądasz... pięknie...
   - Twoja elokwencja mnie powala – parsknął Harry, klepiąc mnie w plecy. – Świetnie wyglądasz, Mała – uściskał ją lekko. – A teraz stańcie mi tu ładnie, bo obiecałem wysłać zdjęcie tej twojej marudnej przyjaciółce – w końcu oderwałem wzrok od mojej dziewczyny i przeniosłem go na Lou, która uśmiechała się do mnie ze zrozumieniem. – Jak zapomnę, to znów mi będzie zrzędzić do ucha... Czasami jest jak wrzód na tyłku...
   - Ciekawe – uśmiechnęła się do niego Kate. – Ona mówi tak samo o tobie...
   - To tylko świadczy o tym, jak idealnie się dobrali – parsknąłem, przyciągając ją do siebie i czekając aż Harry pstryknie fotkę. – Możemy jechać?
   - Tak... – ścisnęła mi mocniej palce. – Możemy jechać...
   - To dobrze, bo właśnie limuzyna podjechała – odezwał się Harry. – A w niej druga, najgorętsza para wieczoru – zaśmiał się. – Niall i Mark.
   - Lepiej żeby cię nie słyszeli – parsknąłem. – No, ale wygląda na to, że tylko ty będziesz bez pary...
   - Nie jest tak źle – puścił mi oczko. – Mam randkę z Grimmym...
   - Czy Alex o tym wie? – uśmiechnęła się Kate i po chwili zarumieniła się pod wpływem szczerych zachwytów Horana.


   Spojrzałem na Louisa. Nie odrywał wzroku od Kate, która właśnie wirowała na parkiecie w objęciach Nicka, śmiejąc się radośnie. Mimo iż przyglądał się im z uśmiechem, przyklejonym do twarzy, to w jego oczach było jakieś takie skupienie...
   - Wiesz, że on woli ptaszki? – podałem mu szklankę z napojem. – Nie musisz na niego patrzeć, jakby miał ci ją zaraz przelecieć na parkiecie...
   - Jezu, Harry... Jak ty coś palniesz... – parsknął, kręcąc głową nad moją inteligencją.
   - Twoja dziewczyna jest tego wieczoru większą gwiazdą niż my wszyscy – powiedziałem, mając na myśli ogromne zainteresowanie jej osobą.
   - Zauważyłem... – uśmiechnął się, prawie pękając z dumy. – Olly wciąż myśli, że go okłamaliśmy w kwestii tego, że ona jest niewidoma...
   - Wiem – zaśmiałem się głośno. – Podobno próbował nawet podpytać Liama i Nialla. Najwyraźniej nam dwóm nie uwierzył...
  - Normalnie jestem zazdrosna – Danielle wcisnęła się między naszą dwójkę, wskazując głową w stronę pary na parkiecie. – Wiecie od jak dawna znam Nicka? Wieki. I jeszcze nigdy ze mną nie zatańczył...
   - Nic nie poradzisz... – zaśmiałem się. – Kate skradła jego serce, gdy uratowała mu rybki przed utopieniem...
   - Co? – spojrzała na mnie nic nie rozumiejąc.
   - Nie chcesz wiedzieć – parsknął Lou, zerkając szybko na mnie, by zaraz znów przenieść wzrok na swoją dziewczynę. – To już kolejna piosenka – powiedział oburzony. – Czy on myśli, że ma ją na wyłączność? – Louis ruszył w stronę parkietu, odprowadzany naszymi śmiechami.
   - Straszny zazdrośnik się z niego zrobił... – Dani posłała mi rozbawione spojrzenie.
   - Dziwisz mu się? – wzruszyłem ramionami. – Kate uwielbia tańczyć i okazało się, że ma do tego prawdziwy talent, wygląda jak marzenie, jest przemiła... Nic dziwnego, że jest dziś wręcz rozchwytywana... – wyliczałem. – Dziwie się, że tyle wytrzymał. Ostatnio nie może od niej oderwać rąk... – zaśmiałem się. – Poniekąd przez ciebie...
   - Przeze mnie? – wyszczerzyła zęby w uśmiechu. – Ja tylko oszlifowałam ten diament...
   - I zrobiłaś to z zabójczą precyzją – śmialiśmy się głośno z tej jakże inteligentnej wymiany zdań.
   - Nie wierzę... – Danielle spojrzała w stronę głównego wejścia. – Mówiła, że przyjdzie, ale do ostatniej chwili miałam nadzieję... – westchnęła. – Idę z nią pogadać.
   - Jasne - mruknąłem pod nosem, patrząc na Eleanor. – Mam nadzieję, że nie zbliży się dziś do Kate...


   Najwyraźniej coś jest w stwierdzeniu, że najlepsze imprezy to te, na które nie chcemy iść. Nigdy bym nie pomyślała, że będę się tak dobrze bawić wśród tylu obcych ludzi. Wprost nie mogłam w to uwierzyć, jak bardzo sympatyczni okazali się niektórzy z nich. Wprawdzie nie znałam ich dokonań, ale Louis wytrwale uzupełniał braki w mojej wiedzy. „Kurcze... Kto by pomyślał, że poznam tyle sławnych osób...” uśmiechnęłam się, słysząc głośny rechot Nialla, dobiegający gdzieś z lewej strony.
   Louis dotrzymał słowa. Nie zostawił mnie samej ani na sekundę. Danielle, Perrie i Nick zostali ze mną podczas występu chłopaków. Mark był cały czas gdzieś blisko i wystarczyło tylko zrobić umówiony znak, by do mnie podszedł. „Co zrobiłam niechcący dwa razy...” uśmiechnęłam się na myśl o tym. Wszystko było dobrze. Jak na razie nie spadłam ze schodów, nie zrzuciłam z hukiem żadnego talerza, ani nie oblałam nikogo drinkiem... Normalnie sukces! „Noc jeszcze młoda...” przypomniałam sobie szybko.
   - Chyba właśnie przekroczyłem dopuszczalną ilość tańców – usłyszałam rozbawiony głos Nicka. Już miałam zapytać, o co mu chodzi, gdy owionął mnie znajomy zapach i uśmiechnęłam się od ucha do ucha. „Louis...
   - Koniec tego dobrego – odezwał się, kładąc mi dłonie na biodrach. – Oddaj mi w końcu moją dziewczynę Grimshaw, bo inaczej sobie pogadamy...
   - Jaki groźny... – zaśmiał się Nick. Przytulił mnie lekko, dziękując za taniec i już po chwili obejmowały mnie najukochańsze ramiona na świecie.
   - Dobrze się bawisz, skarbie?
   - Teraz, wręcz idealnie – posłałam mu zalotny uśmiech. A przynajmniej mam nadzieję, że taki przypominał. – Dziękuję ci, że mnie przekonałeś...
   - Dziękuje, że dałaś się przekonać – musnął moje wargi swoimi. – Nawet o tym nie myśl, Niall.
   - Ej, no! – usłyszałam przyjaciela i to całkiem blisko. – Jedną piosenkę...
   - Nie – trzęsłam się z powstrzymywanego śmiechu. – Ta piosenka jest moja i następne pięćdziesiąt też. Tańczyłeś z moją dziewczyną więcej razy niż ja, więc nie rób mi tej miny szczeniaczka – nie wytrzymałam i parsknęłam śmiechem.
   - Zapamiętam to sobie... – mruknął.
   - Idź do Liama, niech cię przytuli na pocieszenie...
   - A żebyś wiedział, że pójdę – bąknął Niall i oddalił się ku głośno witającym go przyjaciołom, którzy pewnie obserwowali całe zdarzenie. „Na czele z rozbawionym Harrym...” zauważyłam, słysząc jak odbiera wygrany zakład od Nicka.
   Wirowałam po parkiecie w ramionach mojego księcia i po prostu nie mogło być lepiej. Chociaż... Usłyszałam naszą piosenkę i przytuliłam się do niego mocniej. „Teraz już jest idealnie...” Czułam pod powiekami zbierające się łzy...
   - Wiesz, że nie możesz się rozpłakać... – usłyszałam przy uchu szept Louisa. Jego ciepły oddech przyjemnie owionął moją skórę. – A co jeśli twój makijaż wcale nie jest taki wodoodporny?
   - Lou mówiła, że jest – uśmiechnęłam się szczęśliwa, że jestem tu z nim. – Powiedziała nawet, że choćbyś próbował go zlizać, to nie dasz rady...
   - Uważaj, bo przyjmę wyzwanie – zaśmiał się i mocniej przyciągnął mnie do siebie. – Kocham cię... – wyszeptał mi do ucha.
   - Ja ciebie też... – „No i jak tu się nie rozryczeć?” westchnęłam, pod wpływem tych wszystkich uczuć. Oparłam głowę na jego piersi i kołysałam się razem z nim w rytmie naszej melodii. Byłam bezpieczna, mimo iż dookoła kłębiło się mnóstwo par. Zewsząd atakowały mnie różne dźwięki, obce głosy, ale tym razem atak paniki nie nadchodził. „Dzięki niemu...
   Nagle zderzyliśmy się z jakąś rozentuzjazmowaną parą i śmiechu było przy tym co nie miara. Okazało się, że znają się z Louisem, wiec nasze „twarde” spotkanie było okazją do zamienienia kilku słów i wymieniania się paroma ploteczkami. „Szkoda tylko, że nie wiem, o kim tak plotkują...” Kilka minut później wirowaliśmy przy zdecydowanie szybszej piosence, śmiejąc się głośno. Chwilami bałam się, że moje serce po prostu eksploduje od tej przeogromnej miłości do tego człowieka.
   - Widzę cię... – zamarłam, słysząc ten głos, gdzieś za moimi plecami, przy okazji potykając się. Przywarłam do Louisa przerażona. „Przecież to niemożliwe...
   - Skarbie? Co się dzieje? – Lou mocno objął mnie ramionami, gładząc po plecach. – Co się stało? – „To niemożliwe, żeby on tu był...” próbowałam się uspokoić, biorąc kolejny głęboki oddech. „To tylko ten mój chory umysł...
   - Widzę cię, Kate... – „Nieee! Nie! To nie może być prawda! Muszę stąd uciekać! Muszę...” Szarpnęłam się, próbując wyswobodzić się z objęć chłopaka, ale tylko mocniej mnie do siebie przyciągnął.
   - Kochanie, co się dzieje? – Louis próbował zwrócić na siebie moją uwagę. – Jesteś bezpieczna... Jestem przy tobie. Mark jest tutaj. Odezwij się proszę...
   - On tu jest... – wyszeptałam zbyt przerażona, by choćby drgnąć.
   - Co?
   - Idziemy – usłyszałam zdecydowany głos Marka i poczułam jego dłoń na plecach. Drżałam jak osika, słysząc jak przekazuje komuś moje słowa. Louis praktycznie musiał mnie nieść, bo moje nogi sparaliżował strach.
   - Co się stało? – usłyszałam zdenerwowany głos Nialla i po chwili chłopak zamknął mnie i Lou w swoich objęciach.
   - Nie wychodzić stąd dopóki nie wrócę – odezwał się Paul i zatrzasnął drzwi.
   - To przecież niemożliwe... – usłyszałam głos, który okazał się być moim własnym, ale jakże niepodobnym. – Przecież to nie możliwe... – powtarzałam raz po raz. Lou opadł na kanapę, sadzając mnie na swoich kolanach i otaczając ramionami.
   - Jesteś bezpieczna, kochanie... – szeptał mi uspokajające słowa, głaszcząc po plecach. – Nikt tu nie wejdzie...
   - Ochrona wszystkich sprawdzi – odezwał się Liam. – Mają jego zdjęcie... Jeżeli jest na tyle głupi, by się tu pokazać, to na pewno go dorwą.
   - Kogo? Co się dzieje? – usłyszałam cichy szept Perrie, którą Zayn od razu uciszył. Jednym słowem.
   - Później...


   Siedzieliśmy w ciszy, zbyt zdenerwowani, bo coś powiedzieć. Za drzwiami impreza trwała w najlepsze i z pewnością nikt nawet nie zauważył, że nas nie ma. Kate bezgłośnie szlochała, wtulona w moją koszulę. Wpatrywałem się w jej drżące usta, żałując, że namówiłem ją na tą imprezę. Choć z drugiej strony... „Przynajmniej jestem obok...” Chybabym umarł, gdyby ten psychopata włamał się do domu, podczas gdy ona byłaby w nim tylko z Markiem. Zatopiony w swoich rozmyślaniach, nie zauważyłem stojącej przede mną Perrie. Zwróciłem na nią uwagę dopiero, gdy się odezwała.
   - Kate... – powiedziała cicho. – Może chcesz iść do łazienki poprawić makijaż? Zaraz pewnie będziemy jechać do domu... – poczułem, że moje kochanie delikatnie kiwa głową i próbuje się wyswobodzić z moich objęć. Ufnie wyciągnęła dłoń do Perrie.
   - Myślisz, że to możliwe, iż się przesłyszała? – Harry spojrzał na mnie z wielkim znakiem zapytania wymalowanym na twarzy, gdy tylko dziewczyny zniknęły za drzwiami łazienki. – Mogła się aż tak pomylić?
   - Nie ma takiej opcji – powiedziałem święcie przekonany, że mam rację. – Ona potrafi nas rozpoznać po zapachu, po sposobie chodzenia... Myślisz, że jego by z kimś pomyliła?
   - Ochrona nikogo nie znalazła – westchnął Niall, patrząc na mnie smutnymi oczami. Wszyscy byliśmy rozczarowani z tego powodu.
   - To jeszcze nic nie znaczy – warknął Zayn. – Mógł się wymknąć zanim w ogóle zaczęli szukać.
   - Dokładnie – spojrzałem na niego, podzielając jego zdanie.
   - Kate? – ton głosu Marka połączony z imieniem mojej dziewczyny sprawił, że chyba serce mi na chwilę stanęło. Stała w drzwiach łazienki z twarzą wręcz chorobliwie bladą i z przerażeniem wymalowanym na twarzy. A za nią Perrie wcale nie mniej wystraszona. Momentalnie doskoczyłem do Kate, otaczając ją ramionami.
   - Co się stało? – zauważyłem, że Harry poszedł sprawdzić łazienkę. Po chwili pojawił się i tylko wzruszył ramionami, pokazując mi otwartą torebeczkę Kate. – Kochanie... – zauważyłem, że ściska coś w dłoni. – Co tam masz? – próbowałem wyjąć karteczkę z jej zaciśniętych palców. – Proszę... Pokaż mi to, skarbie... – w końcu udało mi się wydostać papierek. Tylko że nic na nim nie było. Chociaż... Przejechałem po nim palcami... – Co tu jest napisane, skarbie? Możesz mi to powiedzieć? Proszę... – czułem jak trzęsie się w moich ramionach, a łzy moczą mi koszulę. Harry zabrał ode mnie karteczkę, trzymając ją ostrożnie za jeden róg i przyglądając jej się z zainteresowaniem. – Co to znaczy, Kate? Co przeczytałaś? Co tam jest napisane?
   - Widzę cię... – usłyszałem przerażony szept, a potem jej ciałem wstrząsnął szloch. „On tu jest” zalała mnie wściekłość.

poniedziałek, 8 lipca 2013

64





   Jechaliśmy windą na ostatnie piętro. Niby nic takiego. Normalna codzienność. Ale tym razem było inaczej. Czułem się jakbym był co najmniej na jakimś ringu bokserskim. Powietrze było tak przesiąknięte emocjami, że ciężko było oddychać. Louis nie odezwał się ani słowem odkąd wsiedliśmy do taksówki. „Czy powinienem się martwić?” zerkałem na niego co chwilę. Teraz stał obok mnie i cały czas mocno zaciskał pięści, nie spuszczając wściekłego wzroku z Malika. Jakby tylko czekał na odpowiedni moment, by zaatakować. „Coś mi się widzi, że plan Liama raczej nie dojdzie do skutku...” Zayn za to wyglądał jak siedem nieszczęść i jeżeli szybko czegoś nie wymyślimy, to Louis go zmasakruje... Ledwo trzymał się na nogach. Gdyby nie pomoc przyjaciół, pewnie już dawno zaliczyłby bliskie spotkanie z podłogą. Stał z opuszczoną głową. Sam już nie wiem, czy to z powodu tego co się stało, czy też najzwyczajniej w świecie nie miał siły jej podnieść.
   Zauważyłem zmartwione spojrzenie Nialla, połączone z nerwowym przygryzaniem wargi i przypomniała mi się nasza nie tak dawna rozmowa. „Czy już wtedy wiedział o uczuciach Zayna?” zastanawiałem się. A potem pojawiła się w mojej głowie kolejna myśl. „Czy o to właśnie Malik pokłócił się z Pers?” Wpatrywałem się w niego, jakby nagle miała mu na czole zaświecić się odpowiedź. „To by nawet było logiczne...” stwierdziłem, wspominając ich ostrą wymianę zdań.
   Drgnąłem, gdy winda z głośnym dźwiękiem oznajmiła, że jesteśmy na miejscu. Lou wyskoczył z niej jak oparzony. Ruszyłem za nim, na wszelki wypadek odgradzając go od pozostałej trójki. Liam sięgnął po telefon i dopiero słysząc Danielle, uśmiech pojawił się na jego twarzy.
   - Naprawdę? – zdziwił się. „Jak ja nienawidzę słyszeć tylko części rozmowy...” – Tylko nie róbcie mu za mocnego tego makijażu, bo on naprawdę gotów rzucić pracę... – zaśmiał się Payne. – To bawcie się dobrze... – Zayn zatoczył się na niego, prawie wytrącając mu telefon z dłoni. – Muszę kończyć, skarbie... – rozłączył się i schował komórkę do kieszeni. – Trzymaj go mocniej, Niall! – warknął.
   - Staram się... – jęknął blondyn, ale prawdę mówiąc, to nie była jego wina. Zayn niczego im nie ułatwiał, wiercąc się niespokojnie. „Czyżby czuł co się święci?
   - Są w waszym pokoju, Lou – odezwał się Liam. – Może w takim razie chodźmy do Zayna?
   Louis bez słowa odwrócił się na pięcie i ruszył w kierunku najbardziej oddalonych drzwi. Miałem wrażenie, że z każdą minuta nakręcał się coraz bardziej. Zapowiadała się istna masakra.
   - Gdzie masz klucz, Zayn? – jęknął Niall, obmacując mu kieszenie. – No, stary... Mógłbyś trochę współpraco... Jest! – ucieszył się, znajdując znajomo wyglądający prostokącik i wyciągając go w moją stronę. Lou wyrwał mu go z dłoni, jeszcze zanim zdążyłem wykonać jakikolwiek ruch. „To się nie uda...” kolejny raz pomyślałem o planie Liama, by na spokojnie wszystko wyjaśnić, ale najpierw doprowadzić Malika do w miarę trzeźwego stanu.
   Gdy drzwi stanęły otworem, odwróciłem się, by podążyć za przyjacielem, ale najwyraźniej on miał inny plan. Sam nie wiem jak to się stało, ale dosłownie sekundę później stałem z rozdziawioną gębą i wraz z nie mniej zdziwionymi Niallem i Liamem, wpatrywaliśmy się w zatrzaskujące się nam przed nosem drzwi. Dopiero szczęk zamka nas otrzeźwił. „On go zabije...” wyłapałem przerażone spojrzenia przyjaciół.


   Opierałem się ciężko o drzwi i w dupie miałem dobijanie się chłopaków. Patrzyłem jak Zayn wolno podnosi się z podłogi. Jeszcze nawet go nie tknąłem. Jedynie wciągnąłem ze sobą do pokoju. „Ale Bóg mi świadkiem, że żywy z niego nie wyjdzie...
   - Lou, otwórz! – Liam nie przestawał szarpać za klamkę. – Nie rób głupstw, słyszysz? Będziesz tego później żałował... Louis! Daj mu wytrzeźwieć i się wytłumaczyć... Może to jakieś nieporozumienie... – parsknąłem pod nosem, słysząc jego słowa. „Nieporozumieniem jest to, że ten zboczeniec jeszcze oddycha...
   - No dalej, Lou... – odezwał się cicho Zayn. Nawet na mnie nie spojrzał. Po prostu stał przede mną ze spuszczoną głową i ramionami opuszczonymi wzdłuż tułowia. „Raczej nie jest to pozycja obronna...” moje drugie ja popisywało się spostrzegawczością. – Na co czekasz?
   - Dlaczego? – warknąłem, zaciskając pięści tak, że aż strzelały kości.
   - Nie wiem... – wzruszył ramionami, wciąż na mnie nie patrząc. – To był błąd...
   - Błąd? – prychnąłem. – Ten błąd będzie cię kurewsko drogo kosztować... – kolejne wzruszenie ramionami. „Czy on nie ma za grosz instynktu samozachowawczego?” Jego bierność jeszcze bardziej mnie wkurwiała.
   - Wiem, że spieprzyłem... – powiedział cicho.
   - Żebyś, kurwa, wiedział... – podszedłem do niego, a on nawet nie drgnął. Po prostu stał i czekał na cios. Byłem zdezorientowany. – Masz zamiar tak stać i gapić się w dywan?
   - Nie będę się bronił, Lou... – w końcu na mnie spojrzał. – Masz prawo być wściekły, a ja zasłużyłem, by mi skopać dupę... – prychnąłem, słysząc jego słowa. Mimo iż język trochę mu się plątał, wydawał się być w pełni świadomy tego co mówi.
   - Jak to nie będziesz się bronił? – chwyciłem go za poły kurtki. „Chuj z nim, lej!” wewnętrzny głos dopingował mnie do walki. „Przecież nie mogę tak... To by było...” – Kurwa! – pchnąłem go na kanapę, która aż przesunęła się z głośnym piskiem po podłodze sprawiając, że nowe siły wstąpiły w trojkę za drzwiami. – Miałem cię za przyjaciela... – powiedziałem cicho. – Ona ma cię za przyjaciela...
   - Wiem... – westchnął, a grymas bólu przetoczył się przez jego twarz. – Wiem, że to spieprzyłem...
   - Zrobiłeś o wiele więcej, Zayn – spojrzałem mu w oczy, bo w końcu na mnie spojrzał. – Pomyślałeś choć przez sekundę o tym, jak Kate się poczuje, gdy się dowie? Ona nie potrzebuje takiego gówna w swoim życiu. Potrzebuje przyjaciół. Rodziny. Nie tego szajsu... – obserwowałem jak bladł wraz z każdym moim słowem.
   - Nie musi wiedzieć... – powiedział drżącym głosem. – Nikt się nie dowie...
   - Tak jak ja miałem się nie dowiedzieć? – parsknąłem. – Mam ją okłamać i czekać, aż znowu ktoś się wygada? Czy ty czasami używasz mózgu?
   - Nie... Ja... Nie... – przeczesywał nerwowo włosy, usilnie starając się coś wymyślić. „Boże, jak ja jej to powiem?” Miałem ochotę usiąść i się rozpłakać. Dosłownie skręcało mi wnętrzności. „Ze strachu?” – Kłamałem... – „Co?!?” patrzyłem na niego z niedowierzaniem. – Kłamałem! – stanął przede mną i wpatrywał się w moje oczy z determinacją. – Powiem, że kłamałem! Jezu! Powiem, że mi się to przyśniło! Że byłem naćpany! Powiem im co chcesz, a potem o tym zapomnimy. Nikt jej nic nie powtórzy. Nie możemy jej powiedzieć! Louis, wiesz, że nie możemy... – naprawdę miałem ochotę chwycić linę, którą mi podawał. „To się nie uda... Wyda się w najmniej oczekiwanym momencie... Obiecałem...” biłem się z myślami. – Nawet się do niej nie zbliżę. Nic nie powiem. Lou, nie możemy jej tego powiedzieć! Nie po tym, co przeszła...
   - I dopiero teraz o tym pomyślałeś, debilu? – warknąłem. – Jeżeli zobaczę cię z nią sam na sam, wpieprzę ci tak, że rodzona matka cię nie pozna... A jeżeli zbliżysz się do niej choć po jednym piwie, to nie przeżyjesz tego. Rozumiemy się? – spojrzałem na niego z całą wściekłością wymalowaną na twarzy. Pokiwał głową.
   - Tak... – potwierdził cicho. – Przepraszam... Naprawdę... Nigdy nie chciałem jej skrzywdzić, Lou... – „Uratował ją...” odezwało się moje drugie ja i w tej chwili nienawidziłem go bardziej niż chłopaka przede mną. „Zamknij się, kurwa!
   - Wiem... – warknąłem, wciąż gotując się ze złości. – Uratowałeś jej życie i nigdy ci tego nie zapomnę – powiedziałem przez zęby. – Ale w tym momencie naprawdę mam ochotę tego nie pamiętać... – wziąłem głęboki wdech, by choć trochę się uspokoić. Nie zadziałało. Walenie w drzwi tylko bardziej mnie wkurwiało. Odwróciłem się w ich stronę, by wpuścić przyjaciół. „No i nie będzie rozlewu krwi...” jakaś część mnie była tym faktem bardzo rozczarowana.
   - Lou... – głos Zayna zatrzymał mnie w pół kroku. – Dziękuję...
   - Nie dziękuj mi... – warknąłem wciąż wściekły jak nigdy. – Wcale nie jesteśmy kwita... – zawiesiłem wzrok na wciąż poruszającej się klamce. Przymknąłem oczy, starając się uspokoić, ale nic nie działało.
   - Wiem, ale... – sam nie wiem, co mną kierowało, gdy odwróciłem się gwałtownie, a moja pięść pognała na spotkanie z jego twarzą. Po prostu nie mogłem się powstrzymać. Zresztą miałem wrażenie, że obserwuję to wszystko stojąc z boku. I rozkoszowałem się każdą sekundą... Do czasu, kiedy coś chrupnęło w mojej dłoni...


   „Pozwólcie mi umrzeć...” To była moja pierwsza myśl, gdy się ocknąłem. Raczej spaniem nie można nazwać leżenia w kurewsko niewygodnej pozycji na zimnej podłodze, z nogami Stylesa na plecach. „Też sobie, kurwa, znalazł podnóżek...” westchnąłem i próbowałem uwolnić się spod tego ciężaru. Skończyło się to jednak na bolesnym spotkaniu mojej głowy z nogą krzesła.
   - Ja pierdolę... – jęknąłem. – Za jakie grzechy?
   - Też się nad tym zastanawiam, Niall – usłyszałem rozbawiony głos Danielle. – Czy wy nie macie dzisiaj koncertu? – mruknąłem coś w odpowiedzi, ostrożnie masując skroń.
   - Musiała być niezła imprezka... – zaśmiała się Perrie. „Boże, każ im się zamknąć...” Miałem wrażenie, że każdy dźwięk jest wzmacniany stukrotnie, nim trafia do mojej głowy.
   - Liam? – parsknęła Dan. – Boziu, ty też w takim stanie? Co wyście tak oblewali?
   - Cichooo... – jęknął przyjaciel, a w jego głosie było słychać ogromny ból. Uniosłem jedną powiekę i zauważyłem Danielle kucającą przy chłopaku, który leżał zwinięty przy drzwiach do łazienki.
   - Wygodnie ci? – zaśmiała się. – Cuchnie tu gorzej niż w gorzelni...
   - Kochanie, błagam... – jęknął Liam. – Nie teraz... Teraz cicho... Później pogadamy... – naciągnął bluzę na głowę i ewidentnie skończył rozmowę. Danielle spojrzał na mnie rozbawiona.
   - Żyjesz, Niall?
   - Jeszcze nie wiem... – powiedziałem, krzywiąc się na każdy dźwięk.
   - I oto wódki zgubne skutki... – Dan nawet nie starała się ukryć swojego rozbawienia. – To będzie naprawdę interesujący dzień...
   - A gdzie Louis? – usłyszałem równie rozbawiony głos Katy. Spojrzałem w jej kierunku. Nawet mój zapity umysł zarejestrował, jak cholernie gorąco dzisiaj wyglądała.
   - Gdzieś tu... – zamachałem ręką w powietrzu. – Wybieracie się gdzieś?
   - Chciałyśmy zabrać was na śniadanie, ale gdy tak na was patrzę, to jednak pójdziemy same... – Danielle posłała mi wesołe spojrzenie. – Nie wiem, czy nadajecie się do przebywania między ludźmi...
   - Są nasi panowie – odezwała się Perrie, chichocząc. – I nie chcę cię martwić, Kate... – pociągnęła dziewczynę w stronę kanapy – ale wygląda na to, że woleli spać wtuleni w siebie niż w nas...
   Obróciłem się na plecy, uwalniając się nareszcie od kończyn Stylesa. Usiadłem ostrożnie i spojrzałem w stronę kanapy. „O matko...” zaśmiałem się, mając tylko nadzieję, że moja głowa to przetrzyma. Zayn praktycznie leżał na Louisie. Byli tak ciasno ze sobą spleceni, że gdyby nie to, że obaj byli kompletnie ubrani, to pomyślałbym, że właśnie dogłębnie się poznają... „Boże, jestem nienormalny” śmiałem się ze swoich zboczonych myśli.
   - Zostaw... – mruknął Zayn, gdy Perrie próbowała go obudzić. Zamachnął się ręką i tylko bardziej wtulił w Louisa. „Boże, niech ktoś zrobi zdjęcie!” Usłyszałem charakterystyczny trzask migawki i zauważyłem diabelski uśmiech na ustach Dani. – Co jest? – warknął. – Pers?
   - Ooo... – zaśmiała się. – Jeszcze mnie pamiętasz... – powiedziała rozbawiona. – Czyli dzisiejszy numerek z Louisem, to jednorazowa sprawa? Nie muszę się martwić?
   - Jaki numerek? – zdziwił się, a po chwili najwyraźniej zauważył w kogo się wtula i próbując się odsunąć, spadł z głośnym jękiem na podłogę. – Kurwa...
   - Kurwa, Malik! – Harry zawył z bólu, gdy przyjaciel wbił mu łokieć w żebra.
   - Jezu... – jęknął Lou. – Zamknij się, Styles...
   - Louis... – odezwała się cicho Katy. Gdyby nie to, że każde słowo obijało mój mózg, to naprawdę wybuchłbym śmiechem. Ta sytuacja była lepsza od niejednej komedii.
   - Kate? – Lou usiadł gwałtownie i przez chwilę wyglądał jakby miał puścić pawia, ale najwyraźniej udało mu się nad tym zapanować. – Która godzina?
   - Śniadaniowa – zaśmiała się Danielle. Patrzyłem jak przyjaciel przyciąga do siebie swoją dziewczynę i sadza ją sobie na kolanach. Wtulił twarz w jej szyję.
   - Mam ochotę cię pocałować, ale w moich ustach najwyraźniej coś umarło... – jęknął. – Muszę je najpierw odkazić... – pogłaskał ja po policzku. – Wychodzicie gdzieś? – w końcu zauważył jej strój. Od razu wyglądał na rozbudzonego. „Albo pobudzonego...” zaśmiałem się w duchu.
   - Na śniadanie – Katy posłała mu delikatny uśmiech. Aż sam nie mogłem się powstrzymać, by się nie uśmiechnąć na ten widok.
   - A potem z nami na zakupy – dodała Dan i tym razem cichy jęk wydobył się z ust Katy.
   - A potem na zakupy... – westchnęła.
   - Ale żadnych sklepów z erotyczną bielizną – Louis posłał dziewczynom rozbawione spojrzenie. – Chciałbym dożyć do momentu, gdy nasze dzieci będą miały dzieci...
   - Awww... – zagruchała Perrie. – Jakie to słodkie...
   - Już nie udawaj, że prezent ci się nie podobał... – parsknęła Danielle, a Katy po prostu siedziała wtulona w swojego chłopaka i czerwieniła się aż po końcówki uszu. Rozległo się pukanie do drzwi i stanął w nich Mark. Na nasz widok, tylko śmiał się pod nosem. – To my idziemy... – Perrie sięgnęła po dłoń Katy i pociągnęła ja w stronę drzwi.
   - Mark... – głos Lou zatrzymał go w ostatniej chwili. – Uważaj na nią, proszę...
   - Jasna sprawa... – odpowiedział i głośno zamknął za sobą drzwi. Zewsząd rozległy się oznaki niezadowolenia.
   - Zabijcie mnie... – jęknąłem, gdy trzask wypełnił moją biedną głowę.


   „Jak można lubić to całe bieganie po sklepach?” sama już nie wiem, który raz zadawałam sobie to pytanie. Może i sprawia to przyjemność, gdy można oglądać się w lustrze, przymierzając coraz to inne ubrania, ale w moim przypadku wszystko było do siebie podobne. Jedyną różnicą było to, że czasami bluzka była przyjemna w dotyku, a sweterek mięciutki, by innym razem nieprzyjemnie drapały czy uwierały... Uśmiechałam się, słuchając wesołego szczebiotania dziewczyn, bo one ewidentnie były w swoim żywiole. Za to jęki pełne cierpienia, jakie wydostawały się z ust Marka mówiły mi, że on podziela raczej moje zdanie.
   - Koniecznie musisz to przymierzyć, Kate – Perrie wpadła jak burza do przymierzalni i wcisnęła mi w dłonie kolejny wieszak. Materiał był gładki i przyjemny w dotyku, ale coś mi się tu nie zgadzało...
   - To sukienka?
   - Tak – dziewczyna prawie pourywała guziki, pomagając mi zdjąć bluzkę, którą też „koniecznie musiałam przymierzyć...” – Jest śliczna... Jakby szyta specjalnie dla ciebie...
   - Ale ja nie chodzę w sukienkach – broniłam się cicho. – Mam poobijane całe nogi, nie mogę ich pokazywać... – naiwnie myślałam, że taki argument wystarczy.
   - Ona jest za kolana – odezwała się Danielle, która nagle pojawiła się obok nas. – Nic nie będzie widać... A zresztą, przymierz i wtedy zobaczymy... – zabrała mi z dłoni wieszak i po chwili pomagała założyć sukienkę. A raczej odwalała całą robotę, bo ja nie mogłam się ruszyć. „Sukienka... Też coś... Będę wyglądać jak 'paralita', która potyka się o wszystko, a na dowód na pokaźną kolekcję siniaków i zadrapań...” westchnęłam.
   - I jak? – zapytałam nieśmiało, czekając na krytykę.
   - Wyglądasz cudnie, ale w innym kolorze będzie lepsza... – odezwała się podekscytowana Perrie i wybiegła z przymierzalni. Próbowałam sprawdzić jak długa jest ta sukienka, ale nie chciała ze mną współpracować. Wydłużała się wraz z moim pochylaniem się.
   - Sięga dotąd... – odezwała się Dani, dotykając palcami skóry pod kolanem. – I zasłania wszystkie te otarcia, więc się nie martw.
   - Staram się, ale ja naprawdę nie noszę sukienek... – powiedziałam cicho.
   - Mam! – Perrie wręcz wpadła do środka. – Ta będzie idealna. Mam przeczucie, mówię wam... Louis będzie nas po nogach całował...
   - Nie jestem pewna... – mruknęłam, ale nie dane mi było dokończyć. Obie nie dały mi dojść do słowa, tak były zajęte zachwycaniem się swoją pomysłowością. Dosłownie zdarły ze mnie poprzednią kreację i pomogły założyć nową.
   - O, kurka... – pisnęła Danielle.
   - To dobrze, czy źle? – ostrożnie gładziłam delikatny materiał.
   - Wyglądasz pięknie... – Perrie obracała mnie dookoła. – Musimy tylko dobrać dodatki i będziesz wyglądała jak modelka...
   - Wyjątkowo malutka modelka... – zachichotała Danielle i przytuliła mnie do siebie. – Ale Pers ma racje. W niebieskim wyglądasz zjawiskowo... Już widzę jak Louis zbiera szczękę z podłogi...
   Stałam pośrodku przebieralni żałując, że nie mogę się zobaczyć... Tak naprawdę to nie pamiętam się w sukience, choć pewnie musiałam je nosić, jak byłam mała... Wyłączyłam się zupełnie, dając się porwać wspomnieniom. Dziewczyny były wniebowzięte tym całym dobieraniem pasków, sweterków, żakietów i Bóg wie czego jeszcze... Miałam wrażenie, że mogą tak bez końca...

   - Ja naprawdę powinienem zażądać podwyżki – westchnął Mark, pomagając mi zająć miejsce przy stoliku i opadając na fotel obok. – Albo przynajmniej jakiego dodatku za pracę w szkodliwych warunkach... Czy one coś brały? Nikt normalny nie wytrzymałby takiego tempa...
   - Wierz mi... – uśmiechnęłam się, poprawiając bluzkę i bawiąc się serduszkiem zawieszonym na mojej szyi. – Łączę się z tobą w bólu... Ty przynajmniej nie musiałeś przymierzać tych wszystkich ciuchów...
   - Wtedy już na pewno bym się zwolnił – zaśmiał się cicho. – Ale ta niebieska sukienka rzeczywiście była świetna.
   - Dzięki – powiedziałam cicho, czując ciepło na policzkach. – Louis dał ci kartę i kazał za mnie płacić? – w końcu zapytałam o to, co nie dawało mi spokoju, odkąd wyszliśmy ze sklepu. Z jednej strony cieszyłam się, że to nie Danielle znowu traciła na mnie pieniądze, ale z drugiej... „Przecież ja nie potrzebuję aż tylu ciuchów...
   - Niezupełnie... – zaczął się nerwowo kręcić na siedzeniu. – Właściwie to twoja karta... Dał mi ją i powiedział, że mam jej użyć za każdym razem, gdy będziesz chciała coś kupić...
   - Czy mogłabym zapłacić za tą kawę i ciastka? – zapytałam cicho. – Tak żeby dziewczyny nie musiały?
   - Oczywiście – odpowiedział. – Zajmę się tym...
   - Dziękuję...
   - Normalnie jaram się niczym znicz na Igrzyskach Olimpijskich! – rzuciła radośnie Danielle, opadając na fotel na przeciw mnie. – Normalnie mam zamiar nagrać reakcję Louisa, gdy cię zobaczy w tej sukience... To będzie godne Oskara, mówię wam – cieszyła się jak dziecko. – Gdy Perrie cię uczesze, a ja zrobię makijaż, to on normalnie zejdzie na zawał...
   - Kto zejdzie na zawał? – odezwała się moja fryzjerka-ochotniczka.
   - Lou, a któż by inny? – zaśmiała się Dan.
   - No nie wiem... – Perrie postanowiła przyłączyć się do przyjaciółki i obie chichotały z własnego planu. – Tak sobie myślę, że może się skończyć na tym, że nie tylko on będzie zbierał szczękę z podłogi...


   Po prostu wiedziałem, że coś knuły... Już kiedy napisały, że nią zdążą wrócić przed naszym wyjściem na próbę. „Po prostu wiedziałem...” Byłem przekonany, że znów wcisną moją dziewczynę w jakieś nieprzyzwoicie obcisłe dżinsy, a ja będę się podniecał jak jakiś zboczeniec... „Którym zresztą jesteś” podsumowało mnie moje drugie ja. Miałem tylko nadzieję, że w związku z tym, że przecież wiem, czego się po nich spodziewać, tym razem już nie zrobię z siebie ostatniego idioty na scenie. „Marne szanse” usłyszałem rozbawione parsknięcie. „Boże, czy ja cierpię na jakieś rozdwojenie jaźni, czy coś w tym stylu?” jęknąłem, zwracając na siebie uwagę przyjaciela.
   - Co tam, Lou? – Harry opadł na kanapę i rozłożył się na całej jej długości, kładąc mi głowę na kolanach. Moje palce momentalnie powędrowały do jego włosów. – Jak zepsujesz mi fryzurę, to Lou mnie zabije...
   - Nie zabije... – uśmiechnąłem się. – Ona uwielbia zajmować się twoją czupryną...
   - Jasne... – parsknął, ale nie ciągnął tematu. – Co tak wzdychasz?
   - Zastanawiam się, czy dziewczyny zdążą przed koncertem... – wzruszyłem ramionami, próbując wyglądać na wyluzowanego.
   - Dzwoniłeś do Kate? – spojrzał na mnie i wiedziałem, że znał odpowiedź.
   - Tak... – westchnąłem. – Akurat były w kawiarni... Nie zanosiło się, że miały już wracać...
   - Na pewno zdążą na czas – zapewnił mnie. – W końcu chcą zobaczyć jak znów ci staje na scenie – zaśmiał się głośno.
   - Nawet mi nie przypominaj – jęknąłem i odniosłem wrażenie, że moje policzki płoną. A przynajmniej tak sobie tłumaczyłem to ciepło, które poczułem na twarzy.
   - A jak tam ręka? – zerknąłem szybko w stronę Malika, który dziś był wyjątkowo mało rozmowny. „Szkoda, że wcześniej nie umiał się zamknąć.” Nawet gruba warstwa makijażu nie zdołała całkiem ukryć rozciętej skóry na jego kości policzkowej. – Wciąż nie mogę uwierzyć, że ją złamałeś – zachichotał.
   - Ciebie to bawi?
   - Jasne – wyszczerzył zęby w uśmiechu. – Żałuję tylko, że tego nie widziałem...
   - Ty naprawdę jesteś nienormalny – zaśmiałem się. – I dla twojej informacji, nie złamałem ręki.
   - Nie... wcale... – przewrócił oczami, nie przestając się ze mnie nabijać. Już miałem mu coś odpowiedzieć, gdy otworzyły się drzwi i pojawił się w nich Paul. Od razu zrobiło się cicho, jak makiem zasiał. Po awanturze jaką nam dziś urządził, wciąż jeszcze dudniło mi w uszach. „Całe szczęście, że Kate przy tym nie było... Tylko by ją wystraszył tym swoim atakiem furii.
   - Lou, łap! – rzucił w moją stronę jakimś pudełkiem, które Harry sprawnie złapał. – Tabletki przeciwbólowe. Masz wziąć dwie. I w celu przypomnienia... – spojrzał na mnie wymownie. – Nie radzę ich łączyć z alkoholem.
   - Spoko – grzecznie połknąłem dwie pastylki. – Mam dość picia na następne kilka lat...
   - Ile razy ja już to słyszałem? – mruknął mężczyzna. – Liam, wszystko w porządku?
   - Tak... – westchnął ciężko Payne. – Wyplułem już chyba cały żołądek, ale może lepiej miej wiadro za sceną...
   - Jak przeżyjemy ten koncert bez żadnej wpadki, to zamknę was na cztery spusty w hotelu, a sam pójdę się napić ze szczęścia – powiedział kręcąc głową i wychodząc. Ledwo drzwi się za nim zamknęły, gdy Liam zerwał się z fotela i kolejny raz pognał do łazienki.
   - Jezu... – jęknął Niall, podnosząc się ze swojego miejsca i idąc za przyjacielem do łazienki. – To będzie ciekawe doświadczenie...

   Koncert trwał w najlepsze, a ja wciąż nie widziałem mojej dziewczyny i nie dawało mi to spokoju. Nim zacząłem panikować, Paul poinformował nas, że nasze panie są w sali dla vipów i stamtąd oglądają występ. Zdziwiłem się trochę, bo myślałem, że skoro ostatnim razem tak dobrze się bawiły, to zechcą to powtórzyć i pojawią się na widowni...
   - Louis, pospiesz się – Harry stał przede mną z czystą koszulką w ręce. Szybko się przebrałem i poszedłem do reszty. Czekaliśmy tylko aż muzyka da nam znać, że już czas wrócić na scenę.
   - Gdzie Liam? – usłyszałem zdenerwowany głos Paula.
   - Modli się... – mruknął Malik, któremu Lou właśnie poprawiała tapetę na twarzy.
   - Co robi? – menadżer spojrzał na niego zdezorientowany.
   - Rzyga... – Niall postanowił nazwać rzeczy po imieniu sprawiając, że wszyscy się skrzywiliśmy zniesmaczeni.
   - Boże...
   - Jestem... – usłyszałem wymordowany głos przyjaciela, który był prawie zielony na twarzy. – Sorry, ale...
   W tym momencie zmieniła się muzyka i Josh dał nam znać, że już czas, przerywając tym samym tłumaczenie Liama. „Zresztą wszyscy dobrze wiemy, co on tam robił...” wzdrygnąłem się na samą myśl. Jakimś cudem czułem się względnie dobrze. Prawdopodobnie dlatego, że byłem nafaszerowany środkami przeciwbólowymi... Względnie, bo mimo wszystko czułem ból w dłoni. Ale lepsze to, niż pękająca głowa, czy żołądek wywrócony na druga stronę.
   Zająłem swoje miejsce na scenie i zaczęliśmy śpiewać piosenkę promującą nowy album. Z uśmiechami przyklejonymi do twarzy. Przebiegałem wzrokiem po widowni, nie zatrzymując się na dłużej na nikim konkretnym. Do czasu... „O, w mordę...” dałem sobie w myślach w twarz, by nie zapomnieć, co ja tu robię. Pożerałem wzrokiem moją dziewczynę, która wyglądała jak marzenie. „Lepiej...” zagwizdało z podziwem moje drugie ja. Nie moglem oderwać od niej wzroku. „Jakim cudem udało im się namówić ją na sukienkę?” Zauważyłem, że Danielle pochyla się w stronę Kate i coś jej mówi do ucha. Widziałem cudowny rumieniec, który zakwitł na jej policzkach. Miałem wrażenie, że „patrzy” prosto na mnie. Gubiłem się w jej pięknych oczach. A gdy przygryzła dolną wargę... „Boże...” Mógłbym przysiąc, że mój przyjaciel zaczął żyć własnym życiem. Odwróciłem się gwałtownie tyłem do widowni, próbując się uspokoić. Usłyszałem śmiech Harry’ego i spojrzałem na niego z mordem w oczach. Tylko bardziej go to rozbawiło. „Kurwa, co się ze mną dzieje? Nie mam przecież kilkunastu lat, do chuja pana...” Poczułem łokieć Stylesa boleśnie zwracający moją uwagę na niego. Wskazał głowa w kierunku wzmacniaczy, na których mogłem sobie usiąść i schować mój wstydliwy problem. Chwyciłem się tego pomysłu, niczym deski ratunkowej. „Może powinienem się przebadać?” przemknęło mi przez myśl. Jakby to, że staje mi na widok mojej dziewczyny, miało być oznaką choroby... „Po prostu jesteś napalony...” odezwał się głos w mojej głowie. „Jakbym nie wiedział...
   Gdy już sprytnie ukryłem stan w jaki wprawił mnie widok mojej dziewczyny, mogłem się wreszcie na nią bezkarnie gapić. Właściwie to dosłownie rozbierałem ją wzrokiem, zastanawiając się, co też ma pod spodem... „Boże, ja naprawdę jestem zboczony...” zaśmiałem się w duchu, gdy poczułem wiele mówiące ciepło w podbrzuszu. „Tylko tak dalej, idioto...” komplementowałem sam siebie. „Jeszcze musisz jakoś zejść z tej sceny...
   To była katorga... Pierwszy raz miałem ochotę pokazać wszystkim moje dobre wychowanie i zejść ze sceny bez żadnych bisów. „Pierwszy raz?” zakpiło moje „lepsze” ja. „No dobra, może drugi...” przyznałem mając w pamięci poprzedni koncert.

   Czekałem zwarty i gotowy przy samochodzie, a dziewczyn jak nie było, tak nie ma. Starałem się nie reagować na zaczepki Stylesa i ignorować rozbawione spojrzenia pozostałych. Chciałem tylko swojej dziewczyny. „Czy o tak wiele proszę?” westchnąłem sfrustrowany. „Raczej napalony...” poprawił mnie ten wredny głos. „Jak zwał, tak zwał... Ile jeszcze?” I wtedy ją usłyszałem. Ten najpiękniejszy głos w całym wszechświecie. Śmiała się tak radośnie, że i ja się uśmiechnąłem. Po chwili ją ujrzałem i wyglądała jeszcze piękniej niż to zapamiętałem z koncertu. Skoczyłem w jej stronę i dosłownie wpiłem się w jej usta. Nie zważałem na śmiechy i gwizdy dookoła nas.
   - Chodź... – powiedziałem cicho, gdy tylko udało mi się od niej oderwać. Pociągnąłem ją w stronę samochodu i nie czekając na innych, kazałem nas zawieść do hotelu. Gdyby nie kierowca i Mark, naprawdę byłem gotów kochać się z nią w samochodzie. Zamiast tego musiałem zadowolić się smakowaniem jej ust, które jeszcze nie tak dawno były pokryte delikatną szminką.
   W hotelu byliśmy zarazem za szybko, jak i strasznie późno... Chwała temu, kto postanowił podjechać pod tylne wejście. Wyskoczyłem z samochodu, ciągnąc za sobą milczącą dziewczynę. Zauważyłem otwartą windę. Wpadliśmy do środka dosłownie w ostatniej chwili.
   - A Mark? – odezwała się cicho Kate i dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że ochroniarz nie zdążył wśliznąć się za nami do środka.
   - Pewnie jedzie drugą – powiedziałem, przyciskając dziewczynę do ściany, dając jej poczuć jak na mnie działa i ponownie wpijając się w jej usta. – Co ty ze mną robisz, maleńka? – zamiast odpowiedzieć, tylko przywarła do mnie mocniej. – Czy ty wiesz, jak cholernie gorąco wyglądasz w tej sukience? – pokręciła głową, czerwieniąc się, jak zawsze w reakcji na komplement. Chwyciłem ją za pośladki, unosząc do góry i przyciskając do drewnianej powierzchni. – Muszę się przekonać... – westchnąłem prosto w jej usta, próbując wśliznąć się dłońmi pod niebieski materiał.
   - Lou! – pisnęła, gdy moje palce zahaczyły o koronkowy skrawek, który był moim celem. Niestety by go zdjąć, musiałem postawić ją na podłodze. Drżała, gdy zsuwałem je z jej nóg, a jej twarz była dosłownie czerwona. Ale miałem je! Zerknąłem na wyjątkowo maleńkie majteczki i krew dosłownie we mnie zawrzała. Rzuciłem się na nią niczym jakieś wygłodzone zwierzę, kolejny raz unosząc ją do góry i przyciskając do mojego boleśnie nabrzmiałego problemu.
   - Chcę cię... – wyszeptałem, kąsając skórę na jej szyi i ocierając się o nią. – Ter... – zacząłem, ale przerwało mi szarpnięcie windy. „Kurwa mać!” miałem ochotę rozstrzelać każdego, kto pojawi się w drzwiach. Postawiłem dziewczynę szybko na ziemi i przytuliłem do siebie mocno. „Najwidoczniej nie wystarczająco szybko...” zauważyłem zdziwione spojrzenie starszej pary. Uśmiechnąłem się przyjaźnie, udając niewiniątko. Przyciskałem do siebie Kate, z całej siły ignorując ich obecność i spojrzenia, które rzucali w naszą stronę. Dosłownie minutę później winda zatrzymała się na naszym piętrze. Wypadłem z niej szybko, nie wypuszczając dziewczyny z objęć. Zauważyłem niezadowolone spojrzenie Marka, ale naprawdę miałem to gdzieś. Chciałem tylko dostać się do pokoju i kochać z moją ukochaną przez całą noc.
   - Chłopcze? – usłyszałem głos mężczyzny. Obejrzałem się za siebie i zauważyłem jego rozbawione spojrzenie. W wyciągniętej w moją stronę dłoni trzymał kawałek koronki. Chwyciłem go szybko, upychając w kieszeni.
   - Dziękuję – wydukałem zawstydzony. „O matko...” rechotał głos w mojej głowie. „To wcale kurwa nie jest śmieszne.” Czułem, że rumienię się prawie tak jak to Kate ma w zwyczaju. „Nie, wcale nie jest śmieszne...” moje drugie ja najwyraźniej miało dziś zamiar się nade mną poznęcać. Dopadłem drzwi i otworzyłem je szybko, pozwalając Kate wejść do środka pierwszej. – Do jutra, Mark – powiedziałem, zatrzaskując mu drzwi praktycznie przed nosem i rzucając się na moją dziewczynę.


   „Matko!” pisnęłam głośno, gdy znów poczułam silne dłonie, unoszące mnie go góry. W tym samym momencie gorące wargi opadły zachłannie na moje, pochłaniając zadowolone westchnienie, które się z nich wydostało. „I to wszystko tylko dlatego, bo założyłam sukienkę?” Czułam jak to znajome gorąco rozlewa się po moim wnętrzu. „Muszę to zapamiętać....” zaśmiałam się do swoich myśli.
   Lou opadł na łóżko, wciąż nie wypuszczając mnie z objęć. Klęczałam z nogami po obu stronach jego ud, a on tylko mocniej przyciskał mnie do swojej piersi, nie przestając całować. Czułam go dosłownie każdą komórką swojego ciała, a gorąco w moim podbrzuszu sprawiało, że byłam równie niecierpliwa co i on. Zadrżałam na dotyk jego dłoni na moich nagich udach. Pieścił moją skórę, by ostatecznie zacisnąć palce na moich pośladkach i kolejny raz przycisnąć do twardej męskości. Sapnęłam prosto w jego usta, gdy poczułam jak bardzo jestem gotowa na niego...
   - Jesteś taka... – westchnął, kąsając moją szyję i doprowadzając mnie swoimi palcami do szaleństwa. Jęczałam z rozkoszy jaką sprawiał mi jego dotyk. I chciałam więcej. Potrzebowałam więcej.
   - Lou... – przywarłam do jego dłoni, ocierając się o nią i sprawiając, że mocniej przygryzł moją szyję. Ale nie czułam bólu, jedynie rozkosz. Usłyszałam charakterystyczny dźwięk rozsuwanego rozporka. Uniosłam się na kolanach, by ułatwić mu sprawę. Oblałam się rumieńcem, słysząc jak się przygotowuje, a potem znów poczułam jego dłonie wślizgujące się pod moją sukienkę.
   - Kate... – westchnął przyciskając mnie do siebie i powracając do pieszczenia mnie palcami. Myślałam, że zwariuję od nadmiaru doznań. Spalałam się pod jego dotykiem, modląc się o więcej, a on wciąż zwlekał... Sapnęłam zaskoczona, gdy zamiast jego nabrzmiałej męskości poczułam jak wsuwa we mnie palec i nie przestaje pieścić. – Jesteś tak cholernie ciasna... – jęknął. – Za każdym, kurwa, razem...
   - T-to źle? – zapytałam drżącym z pożądania głosem, odchylając głowę do tyłu, gdy przeszedł mnie kolejny silny dreszcz rozkoszy.
   - Źle? – jęknął ściskając mnie za pośladki. – Boże, kochanie... – zagarnął moje usta w kolejnym pocałunku, prawie wysysając ze mnie całe powietrze. Poczułam jak jego męskość ociera się o mnie, ale wciąż się ze mną drażnił. Sprawiał, że miałam ochotę błagać...
   - Louuuuuaaaaa!!! – moja próba ponaglenia go przekształciła się w głośny krzyk rozkoszy, gdy wtargnął gwałtownie w moje wnętrze. Nie mogłam uwierzyć, że wciąż jeszcze miałam na sobie sukienkę. Poruszał się we mnie szybko, gwałtownie i z każdym pchnięciem wyrywając z moich ust głośne jęki. Przywarłam wargami do skóry na jego szyi, by powstrzymać słowa cisnące mi się do ust. Czułam w jak szaleńczym tempie bije jego serce.
   - Chcę cię słyszeć, Kate – wysapał między kolejnymi pchnięciami. – Nie wstydź się... Brzmisz tak cholernie seksownie... – czułam jak jego ciało drży pode mną, a jego ruchy stają się coraz bardziej gwałtowne. – Boże... Maleńka... Ja zaraz... Boże... Kateee!!! – okrzyk rozkoszy wypełnił moje uszy wraz z ostatnim gwałtownym pchnięciem i poczułam gorąco wypełniające mnie od środka. Jego ciało wciąż drżało od przeżywanego orgazmu. Oparł głowę na moim ramieniu. – Przepraszam cię, skarbie... – powiedział, głosem wciąż zmienionym z pożądania. – Ja...
   - Ciii... – nakryłam mu wargi palcem, przerywając te niepotrzebne przeprosiny. – Jest dobrze, Lou  - pocałowałam go delikatnie, wciąż czując go w sobie.
   - Boże... Jesteś tak cholernie... Tak... – oddychał ciężko, wciąż przytulając mnie do swojego ciała. Uśmiechnęłam się i drżącymi rękoma zdjęłam mu koszulkę, wywołując tym jego radosny śmiech. Poczułam, że rozpina mi pasek. – Lepiej późno niż wcale, co? – zaśmiał się i momentalnie pozbawił mnie sukienki. – Ta twoja bielizna kiedyś mnie wykończy... – jęknął rzucając stanik, śladem za sukienką. Położył mnie ostrożnie na łóżku, moszcząc się między moimi nogami. Leżałam przed nim naga, odsłonięta i nie czułam skrępowania, a jedynie wciąż wypełniającą moje żyły rozkosz. – Teraz twoja kolej... – powiedział cicho, przywierając do mojej piersi. – Mam zamiar wycałować całe twoje ciało – mruknął, trącając językiem boleśnie twardego sutka. – Aż będziesz się wić z rozkoszy... – zagroził. „A co ja niby teraz robię?” przemknęło mi przez głowę.
   Jego usta błądziły po moim ciele doprowadzając mnie do szaleństwa. „Czy można umrzeć z rozkoszy?” Wiłam się pod jego dotykiem, jęcząc i błagając o więcej. Znów czułam to gorąco w moim podbrzuszu, ale tym razem wiedziałam, że dane mi będzie osiągnąć spełnienie. Zresztą zbliżałam się do niego w zatrważającym tempie. Przygryzłam wargę, tłumiąc krzyk.
   - Pozwól mi cię słyszeć, Kate – usłyszałam głos przepełniony pożądaniem.
   - Lou!!! – pisnęłam czując jego język w tym wciąż pulsującym miejscu. Uniosłam biodra, ale przytrzymał mnie w miejscu. Zacisnęłam więc moje dłonie w jego włosach sprawiając, że poczułam go jeszcze bardziej. – O Boże... Louis! – krzyknęłam czując, że już nie wytrzymam dłużej. Jedynie przyspieszył, a ja wiłam się z rozkoszy, by po chwili dosłownie rozpaść się na kawałki, gdy zalała mnie fala przyjemności tak wielka, że mogłabym nią obdzielić pół kontynentu.
   - Właśnie tak... – wyszeptał, nakrywając mnie swoim ciałem. – Pozwól sobie to czuć... – „Boże...” Miałam wrażenie, że miłość płynie w moich żyłach. Drżałam na całym ciele z powodu niedawnej rozkoszy. – Otwórz oczy, Kate – usłyszałam i owionął mnie jego oddech. Uniosłam powieki. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że je zaciskałam. – Właśnie tak... – powiedział drżącym głosem. – Chcę w nie patrzeć, kiedy... – poczułam jak powoli mnie wypełnia – znów będziesz krzyczeć z rozkoszy.
   - Lou! – pchnął we mnie mocno, udowadniając swoją rację. Wysuwał się powoli, by potem każdym pchnięciem sprawiać, że krzyczałam, błagając o więcej. Nie mam pojęcia, jakim cudem to gorąco rozlewające się w moim podbrzuszu jeszcze mnie nie spaliło. – Louis! Ja... Tak! Tak... – każde jego pchnięcie sprawiało, że powoli rozpadałam się na kawałki. – Już nie mogę... – załkałam, wbijając paznokcie w jego umięśnione plecy.
   - Poddaj się temu, skarbie... – szepnął drżącym głosem. – Po prostu czuj... – zamknął mi usta pocałunkiem, tłumiąc kolejne westchnienia. „Zobaczyłam” eksplodujące niebo, a on tylko przyspieszył, przeciągając to niesamowite uczucie w nieskończoność...
   Gdy później leżałam wtulona w gorące ciało Louisa, byłam chyba najszczęśliwszą dziewczyną na świecie. „I najbardziej leniwą” uśmiechnęłam się, gładząc jego pokrytą potem pierś. „Żadna siła nie wyciągnęłaby mnie teraz z tego łóżka.” Moje palce natrafiły na opatrunek na jego dłoni...
   - Jak to się stało? – zapytałam. Poczułem jak jego ciało napina się pode mną. – Tylko pytam... – dodałam szybko. Myślałam, że już mi nie odpowie, bo cisza przeciągała się w nieskończoność.
   - Uderzyłem Zayna... – powiedział cicho.
   - Co? – usiadłam gwałtownie, krzywiąc się, gdy moje ciało boleśnie zaprotestowało na ten ruch.. – Dlaczego? – tym razem znów odpowiedzią było jego przeciągające się milczenie. W końcu westchnął ciężko i przyciągnął mnie do siebie.
   - Bo zasłużył...