- Wkurzony Paul, to co najmniej jak głodny Niall – jęknął
Harry, opadając na wolny fotel i strzelając popisowego „focha”. – Nie da się z nimi dogadać i są cholernie denerwujący...
- Ej! – oburzył się blondyn, odwracając na moment wzrok od
paczki czipsów, którą przed chwilą otworzył. „Na bardzo krótki moment...”
zaśmiałem się widząc, że już powrócił do swojego ulubionego zajęcia.
- Może gdybyś na każdym kroku nie robił wszystkiego by
wyprowadzić go z równowagi, to nie chodziłby teraz taki zły? – zauważyłem. – Co
tym razem wymyśliłeś?
- Chciałem urwać się z tej imprezy dzisiaj – mruknął
obrażony na cały świat. – Mamy zaśpiewać jedną piosenkę... Jedną! – podkreślił.
– I coś tam powiedzieć – ciągnął dalej. – Co komu szkodzi, że urwę się zaraz po
tym?
- Jaka impreza? – Lou spojrzał na mnie i wyglądała na
bardzo niedoinformowanego. „Boże, czy tak trudno jest sprawdzać wiadomości?”
- Serio chcesz zrezygnować z całej gali, a co ważniejsze z
„afterparty”? – spojrzałem zdziwiony. Zazwyczaj był pierwszy na takich imprezach.
– Dlaczego?
- I z darmowej wyżerki? – Niall patrzył na niego, jak na
kosmitę. – No, wiesz...
- Bo nie mam ochoty... – bąknął pod nosem.
- Chce pojechać do Alex... – powiedział cicho Louis,
patrząc uważnie na przyjaciela. „Do Alex? No i wszystko jasne...” uśmiechnąłem
się pod nosem.
- Wiesz, że jutro jedziemy do Sheffield – przypomniałem. –
To tylko jakaś godzina od niej...
- Wiem... – wzruszył ramionami. – Myślałem że spotkamy się
na miejscu, ale Paul nawet nie chciał ze mną gadać...
- Dziwisz się? – prychnął Niall. – Po ostatnim numerze,
jaki wykręciłeś?
- Jaka gala? – Louis wyglądał na zdenerwowanego. Dłoń,
która do tej pory gładziła ramię śpiącej Kate, zastygła w oczekiwaniu. – Jakie
„afterparty”? Dlaczego wszyscy wydają się wiedzieć o co chodzi, tylko ja nie?
- No ta impreza charytatywna w BBC... – mruknął Harry. –
Przecież Paul o tym mówił ostatnio na śniadaniu... – Lou usilnie próbował
przypomnieć sobie cokolwiek.
- Jego i Kate wtedy nie było... – odezwał się cicho Zayn,
nawet nie otwierając oczu. Leżał rozwalony na kanapie i dalej udawał, że śpi.
- Jak mogliście mi tego nie przekazać? – mimo iż Louis mówił
cicho, by nie obudzić dziewczyny, to było słychać, że ma wręcz ochotę na nas
nawrzeszczeć. – Może uda mi się namówić Lou, by jej pomogła z przygotowaniem
się... – sięgnął po telefon. – Boże... Skąd ja tak szybko wytrzasnę suknię
wieczorową dla Kate?
- Czyżbym usłyszała magiczne słowo na „s”? – moja dziewczyna
stała, opierając się o framugę i uśmiechała się od ucha do ucha. W końcu podeszła do mnie i opadła na moje kolana, wiercąc się przez chwilę i doprowadzając mnie tym do białej gorączki.
„I była z pewnością świadoma tego, co mi robi...” Perrie, która pojawiła się razem z nią, wtulała się właśnie w swojego chłopaka.
– Nie martw się. Już to załatwiłyśmy z Pers... – oparła się bokiem o mój tors.
– Na pewno coś się znajdzie odpowiedniego...
- Dzięki... – Louis odetchnął z ulgą i wrócił do wpatrywania się w Kate i głaskania jej po ramieniu. „Jego nowe, ulubione zajęcie...” uśmiechnąłem się.
- Co wyście tam robiły na górze? – zapytał Niall,
odkładając puste opakowanie. – Miałyście mi powiedzieć. Obiecałyście! –
przypomniał, gdy Danielle pokręciła głową. – Kazałyście mi wyjść, ale
obiecałyście...
- Umawiałyśmy się odnośnie tej dzisiejszej imprezy –
zlitowała się nad nim Perrie.
- I tylko dlatego nie mogłem dokończyć meczu? – oburzył
się.
- Głupio nam było rozmawiać przy tobie o majtkach i
stanikach i...
- Wystarczy! – jęknął Niall, przerywając Danielle, która
ewidentnie się z niego nabijała. – Jezu... Nie chcę tego wiedzieć... –
zaczerwienił się co najmniej jak Kate.
- Wprost nie mogę uwierzyć! – cieszyła się Alex, a ja nie mogłem oderwać wzroku od jej uśmiechu. – Moja mała
przyjaciółka na czerwonym dywanie? W sukni wieczorowej? A wokół te wszystkie
napuszone gwiazdeczki? – zerknęła pytająco w kamerkę. – Powiedz, że będzie to można
gdzieś obejrzeć na żywo...
- Czy ty mnie właśnie nazwałaś napuszoną gwiazdeczką? –
wpatrywałem się w jej twarz na ekranie laptopa.
- Całkiem możliwe – parsknęła. – A nie jesteś?
- Wręcz mam ochotę ci nie powiedzieć, że będzie można
obejrzeć transmisję na żywo na stronie internetowej BBC...
- To nie mów – uśmiechnęła się. – Kate w sukni
wieczorowej... – rozmarzyła się, a po chwili spojrzała na mnie uważnie. –
Myślisz, że Lou ją przekona?
- Jest raczej zdesperowany, by iść z nią, więc są duże
szanse... – przypomniałem sobie rozmowę z tourbusa.
- Musisz im zrobić zdjęcie – zażądała. – Tylko ma być
dobre...
- I co jeszcze? – parsknąłem. – To nie jest bal maturalny,
a ja nie jestem dumnym rodzicem, by zrobić im sesje przed wyjściem z domu...
Zresztą zobaczę ich dopiero na miejscu.
- Nie, nie zobaczysz – powiedziała. – Radzę ci tam być i zrobić te zdjęcie, Styles, bo w przeciwnym razie bardzo tego pożałujesz...
- Uuu... – wyszczerzyłem zęby w uśmiechu. – I co mi
zrobisz? Ledwo możesz się po tyłku podrapać...
- Już ja coś wymyślę – posłała mi dwuznaczne spojrzenie. –
I jestem pewna, że nie będziesz zachwycony... – przygryzła wargę, a mi przed
oczami stanął nasz ostatni pocałunek i miałem wielką ochotę na powtórkę. „Ale
przecież nie to ma na myśli...” przyjrzałem jej się uważniej. „Chociaż nie
dałbym sobie za to ręki uciąć...”
- Przecież obejrzysz ich sobie w internecie... –
przypomniałem jej.
- To nic nie szkodzi... Po prostu muszę mieć takie zdjęcie
– powtarzała uparcie. – Na pamiątkę.
- Boże... – westchnąłem zrezygnowany, bo już wiedziałem,
że pojadę tam zrobić to cholerne zdjęcie. – Jesteś strasznie wkurzająca, wiesz?
- Wiem – posłała mi uśmiech zwycięstwa. – Na twoim miejscu
bym się zastanowiła dwa razy, nad tymi przenosinami do Londynu... Może się
okazać, że się nawzajem pozabijamy...
- Już się nad tym zastanowiłem i nie zamierzam więcej na
ten temat dyskutować – zapewniłem ją. – Na twoim miejscu zacząłbym się
przyzwyczajać do myśli, że już całkiem niedługo, będę cię miał w moim łóżku... –
puściłem jej oczko.
- Czyli przenosisz się na kanapę? Jak to wspaniałomyślnie
z twojej strony... – „Czy tylko mi się wydaje, czy ona naprawdę się zaczerwieniła?” wpatrywałem się w jej twarz na ekranie.
- Nawet o tym nie marz – zaśmiałem się. – Mam bardzo duże
łóżko... – posłałem jej dwuznaczne spojrzenie. – A poza tym obiecałem cię drapać
po tyłku, więc muszę być w pobliżu...
- Obiecanki cacanki... – poprawiła się na poduszkach.
- I wreszcie... – wzruszyłem ramionami, patrząc jej prosto w oczy. „Czy tak się w ogóle da przez kamerkę?” – Stęskniłem się...
- Za mną? Jakie to słodkie... – zagruchała.
- Za twoimi ustami... – „Raz kozie śmierć...” pomyślałem. „Tak, to z pewnością był
rumieniec.”
- Harry... – zaczęła zmieszana. „Naprawdę ją zawstydziłem?”
jakoś trudno było mi w to uwierzyć.
- Tak mam na imię – posłałem jej wesołe spojrzenie. – I mam
zamiar sprawić, że będziesz je często powtarzała podczas...
- Napadów wściekłości – dokończyła za mnie. – I powinno
być: krzyczała...
- Możesz i krzyczeć – puściłem jej oczko. – Jęczeć,
szeptać, błagać... Co tylko chcesz. Ważne byś pamiętała, kto cię do tego
doprowadził – oblizałem wargi, przesyłając jej klarowną wiadomość.
- Harry... – jęknęła i oparła głowę na poduszkach.
- Cholera! Dobry jestem! – spojrzała na mnie niepewna
o co mi chodzi. – Nawet na taką odległość
potrafię sprawić, że jęczysz moje imię...
- Idiota! – parsknęła, nakrywając głowę poduszką. –
Dlaczego ja się w ogóle z tobą zadaję, Styles. Muszę mieć zadatki na masochistkę...
- Naprawdę? – podchwyciłem. – O kochanie, coraz bardziej
cieszę się na twój przyjazd... Wiesz, co mogę zrobić z tą informacją? Nie będę
ukrywał, że same sprośne rzeczy chodzą mi teraz po głowie...
- A kiedy nie chodzą? – zaśmiała się. – Lepiej już się
zamknij, Styles.
- Nie, nie! Nie tak szybko... – położyłem laptopa na
brzuchu, kładąc się wygodnie na kanapie. – Skoro już zeszliśmy na takie tematy,
to chciałbym dowiedzieć się czegoś więcej... Już wiem, że nie lubisz zabawek na
baterie...
- Ciebie chyba Bóg opuścił – parsknęła. – Rozłączam się...
- No weź... – jęknąłem rozbawiony. – Właśnie zacząłem się
nakręcać... Musisz powiedzieć mi coś jeszcze, bo w przeciwnym razie będę musiał
zrobić sobie dobrze, myśląc o tobie zabawiającej się ze swoimi...
- Styles! – wydarła się, patrząc zszokowanymi oczami w kamerkę.
– Wydaje mi się, że powinieneś zacząć szykować się na tą imprezę dla snobów. I na
twoim miejscu zaczęłabym od zimnego prysznica...
- Jesteś okrutna, skarbie... – westchnąłem. – A ja nie
jestem Louisem, który brał zimne prysznice, czekając, aż Kate będzie gotowa.
Zdecydowanie wolę gorące myśli o tobie i moją rękę...
- Nie wierzę, że prowadzimy tą rozmowę... – masowała czoło dłonią, do której miała podłączoną kroplówkę. – Ja jestem w szpitalu na miłość
boską! A ty jesteś nienormalny.
- Gorzej już mnie nazywali – powiedziałem. – Zresztą ty
też – przypomniałem jej. – Co ja poradzę, że staje mi na sam widok ciebie w tym
szpitalnym wdzianku?
- Tobie staje za każdym razem, gdy wiatr zawieje – parsknęła, uśmiechając się pod nosem. „Ewidentnie bawi się równie dobrze, co
ja...”
- Co zrobić? – westchnąłem. – Taki wiek... Plus... Mogłaś
mi nie opowiadać, jak to lubisz robić sobie dobrze palcami... – zaśmiałem się,
słysząc jęk. – Mam bardzo bujną wyobraźnię, wiesz?
- Skoro tak, to wyobraź sobie mnie obcinającą ci te kudły, jeśli zaraz się nie zamkniesz – powiedziała. – Nie będziesz już taki gorący,
bez tych swoich loczków...
- Uważasz, że jestem gorący? – wyszczerzyłem zęby w
uśmiechu. I jakoś dziwnie się cieszyłem z tej informacji.
- Nie wierzę... – jęknęła opadając na poduszki. – Przecież
nikt normalny z tobą nie wytrzyma...
- Całe szczęście, że ty nie jesteś normalna – zauważyłem,
wciąż miło połechtamy jej wcześniejszymi słowami.
- Proszę cię, nie rób tego, Kate... – patrzyłem na nią, próbując odgadnąć motywy, które nią kierowały. – Nie zamykaj się przede mną...
Chodź do mnie – ująłem ją za dłoń i pociągnąłem w stronę fotela. – Usiądź ze
mną i porozmawiajmy na spokojnie – posadziłem ją sobie na kolanach, a ona
momentalnie schowała twarz w zagłębieniu mojej szyi. „Tak, to się wiele nie
dowiem...” westchnąłem, ale przytuliłem ją mocniej do siebie. – Dlaczego nie chcesz iść? Przecież już byłaś z nami na kilku imprezach i różnych nagraniach...
– czekałem na jakieś wyjaśnienia. Cokolwiek. Coś co pomogłoby mi zrozumieć i
przełamać ten jej upór. – Po prostu mi to powiedz, skarbie...
- Nie chcę narobić ci wstydu... – powiedziała to tak
cicho, że praktycznie musiałem domyślić się znaczenia tych słów.
- O czym ty mówisz, na Boga? – byłem wręcz zszokowany jej wypowiedzią. – Jestem z ciebie tak dumny, że czasami mam wrażenie, że pęknę od tej
ilości. Nigdy, ani przez sekundę, się ciebie nie wstydziłem! Dlaczego w ogóle tak
mówisz?
- Niall mi opowiedział jak to będzie wyglądać... – wyjaśniła. „Co on takiego
jej nagadał?” zachodziłem w głowę. „Kurwa, Horan...” jęknąłem sfrustrowany tą niewiedzą. – O telewizji i sławnych osobach... I w
ogóle... – wzruszyła ramionami, chowając twarz w mojej koszulce. – To dla mnie chyba za dużo... Czy mogę zostać
w domu? Proszę... – uniosła głowę i wbiła we mnie te swoje przenikliwe
„spojrzenie”. „No i co ja mogę powiedzieć na taką prośbę?”
- Oczywiście, że możesz – westchnąłem, bo wcale mi się to
nie podobało. – Choć naprawdę bardzo chciałbym, byś poszła tam ze mną – dodałem.
Ująłem jej twarz w dłonie i próbowałem znaleźć coś jeszcze w jej oczach. – Czy
możesz mi szczerze odpowiedzieć na pytanie: dlaczego? Boisz się iść, bo będzie
tam dużo ludzi? Czy dlatego, że boisz się, iż popełnisz jakąś gafę i...
- I będziesz się musiał za mnie wstydzić... – dokończyła,
kuląc się w moich ramionach.
- To się nigdy nie stanie – zapewniłem ją, przytulając
mocno do siebie. – Po pierwsze i najważniejsze... Nie mógłbym się ciebie
wstydzić. Nigdy. Po drugie... Nie zostawię cię samej ani na sekundę...
- Macie tam występować... – powiedziała cicho.
- Jedną piosenkę – sprostowałem. – Zaśpiewamy tam tylko jedną piosenkę i wtedy Danielle i Mark nie spuszczą z ciebie oka...
- Ja nie... – zaczęła, ale tym razem nie dałem jej
dokończyć.
- Czy oprócz tego, jest coś jeszcze? – zapytałem,
odsuwając się do tyłu na tyle, by spojrzeć jej w twarz. – Czy jest jeszcze inny
powód?
- Nie... – powiedziała po chwili milczenia, która wydawała
mi się wiecznością. – Chyba nie...
- Chciałbym żebyś tam ze mną poszła, Kate – wodziłem
kciukiem po jej policzku. – Ale nie mogę i tym bardziej nie chcę cię do niczego
zmuszać... Chciałbym po prostu byś wiedziała, jak bardzo dumny jestem, mając cię
u swojego boku i nic nigdy tego nie zmieni – musnąłem delikatnie jej drżące
wargi. – To co? Mam iść powiedzieć Lou, że może jechać do domu?
Spojrzałem pytająco na Harry’ego, słysząc jego kolejne
prychnięcie. Pokręcił tylko głową z politowaniem i śmiał się pod nosem. „Cholernie denerwujące...”
- Jedziemy jeszcze po Zayna? – zapytał ni stąd ni zowąd. „Jasne. I co jeszcze?”
- Nie – odpowiedziałem krótko, wciąż uparcie obserwując
schody.
- Długo będziesz się na niego wkurzał?
- Tak długo, jak będę miał ochotę... – mruknąłem pod
nosem. Temat Zayna wciąż jeszcze podnosił mi ciśnienie. – Liam po nich pojedzie...
- Myślałem, że po tym waszym seksie na zgodę na kanapie,
zakopaliście topór wojenny – spojrzałem na niego jak na idiotę, a on szczerzył
się tylko do mnie.
- To źle myślałeś – warknąłem. – Dlaczego my w ogóle o tym
gadamy? Nie masz już innych tematów? – obserwowałem, jak przechadzał się po
moim salonie. – Co u Alex?
- A wszystko dobrze – zaczął, uśmiechając się pod nosem. – Już nawet tak się nie
rzuca o ten wyjazd do... – przerwał i spojrzał na mnie z błyskiem w oku. „Rozgryzł cię, stary...” moje drugie ja popisywało się spostrzegawczością. – Ty
gnojku! – zaśmiał się, kręcąc głową. – Tak nie będziemy się bawić...
- Panowie... – jak na komendę spojrzeliśmy na Lou, która
stała u szczytu schodów i zasłaniała sobą Kate. – Jesteście gotowi, by zbierać
szczęki z podłogi? – patrzyłem na Lou, kiwając głową niczym zepsuta zabawka i
próbując dostrzec moją dziewczynę. „Boże, ale mnie trafiła ta strzała Amora...”
zaśmiałem się. „Co tam strzała! Od razu z armaty mi przyjebał...” – Voilà! –
powiedziała i odsunęła się na bok, ukazując Kate w całej okazałości.
- O, kurwa... – usłyszałem zdumiony głos Harry’ego.
„Dobrze powiedziane...” Stałem jak zamurowany i nie mogłem oderwać wzroku od
mojej ukochanej. A wyglądała... „Zjawiskowo...” odezwał się głos w mojej
głowie. „Idealnie...” dodałem coś od siebie. Skromna, czarna sukienka od
Danielle była jakby stworzona dla Kate. Z przodu sięgała do połowy łydki.
Wyglądała w niej elegancko, a zarazem skromnie. „Uroczo...” kolejna podpowiedź,
od mojego wrednego ja. „Seksownie...” po prostu musiałem to powiedzieć. –
Ślinisz się... – usłyszałem szept Harry’ego, ale nie zaszczyciłem go ani jednym
spojrzeniem. Wciąż stałem i gapiłem się jak moja dziewczyna z gracją modelki
schodzi po schodach. – Nie ukryjesz namiotu w tych spodniach, Lou – Styles
najwyraźniej usilnie starał się zniszczyć mi ten cudowny moment. Zaśmiał się
złowieszczo. – Tak tylko przypominam...
- Boże... Kate... – podszedłem do niej, gdy znalazła się na
samym dole. Od razu splotłem nasze palce razem. – Jesteś taka... Wyglądasz...
Jesteś... To... – próbowałem się wysłowić, ale za dużo myśli na raz próbowało
się wydostać z moich ust. – Ty... Boże... – westchnąłem, słysząc śmiech
przyjaciół. – Jesteś piękna... – udało mi się w końcu złożyć dwa słowa do
kupy. – Wyglądasz... pięknie...
- Twoja elokwencja mnie powala – parsknął Harry, klepiąc
mnie w plecy. – Świetnie wyglądasz, Mała – uściskał ją lekko. – A teraz stańcie
mi tu ładnie, bo obiecałem wysłać zdjęcie tej twojej marudnej przyjaciółce – w
końcu oderwałem wzrok od mojej dziewczyny i przeniosłem go na Lou, która uśmiechała się do mnie ze zrozumieniem. – Jak zapomnę, to znów mi będzie
zrzędzić do ucha... Czasami jest jak wrzód na tyłku...
- Ciekawe – uśmiechnęła się do niego Kate. – Ona mówi tak
samo o tobie...
- To tylko świadczy o tym, jak idealnie się dobrali –
parsknąłem, przyciągając ją do siebie i czekając aż Harry pstryknie fotkę. –
Możemy jechać?
- Tak... – ścisnęła mi mocniej palce. – Możemy jechać...
- To dobrze, bo właśnie limuzyna podjechała – odezwał się
Harry. – A w niej druga, najgorętsza para wieczoru – zaśmiał się. – Niall i
Mark.
- Lepiej żeby cię nie słyszeli – parsknąłem. – No, ale
wygląda na to, że tylko ty będziesz bez pary...
- Nie jest tak źle – puścił mi oczko. – Mam randkę z
Grimmym...
- Czy Alex o tym wie? – uśmiechnęła się Kate i po chwili
zarumieniła się pod wpływem szczerych zachwytów Horana.
Spojrzałem na Louisa. Nie odrywał wzroku od Kate, która właśnie
wirowała na parkiecie w objęciach Nicka, śmiejąc się radośnie. Mimo iż przyglądał się im z uśmiechem, przyklejonym do twarzy,
to w jego oczach było jakieś takie skupienie...
- Wiesz, że on woli ptaszki? – podałem mu szklankę z
napojem. – Nie musisz na niego patrzeć, jakby miał ci ją zaraz przelecieć na
parkiecie...
- Jezu, Harry... Jak ty coś palniesz... – parsknął, kręcąc
głową nad moją inteligencją.
- Twoja dziewczyna jest tego wieczoru większą gwiazdą niż
my wszyscy – powiedziałem, mając na myśli ogromne zainteresowanie jej osobą.
- Zauważyłem... – uśmiechnął się, prawie pękając z dumy. – Olly wciąż myśli, że
go okłamaliśmy w kwestii tego, że ona jest niewidoma...
- Wiem – zaśmiałem się głośno. – Podobno próbował nawet
podpytać Liama i Nialla. Najwyraźniej nam dwóm nie uwierzył...
- Normalnie jestem zazdrosna – Danielle wcisnęła się
między naszą dwójkę, wskazując głową w stronę pary na parkiecie. – Wiecie od jak dawna znam Nicka? Wieki. I jeszcze nigdy ze mną
nie zatańczył...
- Nic nie poradzisz... – zaśmiałem się. – Kate skradła
jego serce, gdy uratowała mu rybki przed utopieniem...
- Co? – spojrzała na mnie nic nie rozumiejąc.
- Nie chcesz wiedzieć – parsknął Lou, zerkając szybko na
mnie, by zaraz znów przenieść wzrok na swoją dziewczynę. – To już kolejna
piosenka – powiedział oburzony. – Czy on myśli, że ma ją na wyłączność? – Louis
ruszył w stronę parkietu, odprowadzany naszymi śmiechami.
- Straszny zazdrośnik się z niego zrobił... – Dani posłała
mi rozbawione spojrzenie.
- Dziwisz mu się? – wzruszyłem ramionami. – Kate uwielbia
tańczyć i okazało się, że ma do tego prawdziwy talent, wygląda jak marzenie, jest przemiła... Nic dziwnego, że jest dziś wręcz rozchwytywana... – wyliczałem.
– Dziwie się, że tyle wytrzymał. Ostatnio nie może od niej oderwać rąk... –
zaśmiałem się. – Poniekąd przez ciebie...
- Przeze mnie? – wyszczerzyła zęby w uśmiechu. – Ja tylko
oszlifowałam ten diament...
- I zrobiłaś to z zabójczą precyzją – śmialiśmy się głośno
z tej jakże inteligentnej wymiany zdań.
- Nie wierzę... – Danielle spojrzała w stronę głównego wejścia. – Mówiła, że przyjdzie, ale do ostatniej chwili miałam nadzieję... – westchnęła. – Idę z nią pogadać.
- Jasne - mruknąłem pod nosem, patrząc na Eleanor. – Mam nadzieję, że nie zbliży się dziś do Kate...
- Nie wierzę... – Danielle spojrzała w stronę głównego wejścia. – Mówiła, że przyjdzie, ale do ostatniej chwili miałam nadzieję... – westchnęła. – Idę z nią pogadać.
- Jasne - mruknąłem pod nosem, patrząc na Eleanor. – Mam nadzieję, że nie zbliży się dziś do Kate...
Najwyraźniej coś jest w stwierdzeniu, że najlepsze imprezy
to te, na które nie chcemy iść. Nigdy bym nie pomyślała, że będę się tak dobrze
bawić wśród tylu obcych ludzi. Wprost nie mogłam w to uwierzyć, jak bardzo
sympatyczni okazali się niektórzy z nich. Wprawdzie nie znałam ich dokonań, ale
Louis wytrwale uzupełniał braki w mojej wiedzy. „Kurcze... Kto by pomyślał, że
poznam tyle sławnych osób...” uśmiechnęłam się, słysząc głośny rechot Nialla,
dobiegający gdzieś z lewej strony.
Louis dotrzymał słowa. Nie zostawił mnie samej ani na
sekundę. Danielle, Perrie i Nick zostali ze mną podczas występu chłopaków. Mark
był cały czas gdzieś blisko i wystarczyło tylko zrobić umówiony znak, by do
mnie podszedł. „Co zrobiłam niechcący dwa razy...” uśmiechnęłam się na myśl o
tym. Wszystko było dobrze. Jak na razie nie spadłam ze schodów, nie zrzuciłam z
hukiem żadnego talerza, ani nie oblałam nikogo drinkiem... Normalnie sukces! „Noc jeszcze
młoda...” przypomniałam sobie szybko.
- Chyba właśnie przekroczyłem dopuszczalną ilość tańców –
usłyszałam rozbawiony głos Nicka. Już miałam zapytać, o co mu chodzi, gdy
owionął mnie znajomy zapach i uśmiechnęłam się od ucha do ucha. „Louis...”
- Koniec tego dobrego – odezwał się, kładąc mi dłonie na biodrach. – Oddaj mi w końcu
moją dziewczynę Grimshaw, bo inaczej sobie pogadamy...
- Jaki groźny... – zaśmiał się Nick. Przytulił mnie lekko, dziękując za taniec i już po chwili obejmowały mnie najukochańsze ramiona na
świecie.
- Dobrze się bawisz, skarbie?
- Teraz, wręcz idealnie – posłałam mu zalotny uśmiech. A
przynajmniej mam nadzieję, że taki przypominał. – Dziękuję ci, że mnie
przekonałeś...
- Dziękuje, że dałaś się przekonać – musnął moje wargi
swoimi. – Nawet o tym nie myśl, Niall.
- Ej, no! – usłyszałam przyjaciela i to całkiem blisko. – Jedną piosenkę...
- Nie – trzęsłam się z powstrzymywanego śmiechu. – Ta
piosenka jest moja i następne pięćdziesiąt też. Tańczyłeś z moją dziewczyną
więcej razy niż ja, więc nie rób mi tej miny szczeniaczka – nie wytrzymałam i
parsknęłam śmiechem.
- Zapamiętam to sobie... – mruknął.
- Idź do Liama, niech cię przytuli na pocieszenie...
- A żebyś wiedział, że pójdę – bąknął Niall i oddalił się
ku głośno witającym go przyjaciołom, którzy pewnie obserwowali całe zdarzenie. „Na czele z rozbawionym Harrym...”
zauważyłam, słysząc jak odbiera wygrany zakład od Nicka.
Wirowałam po parkiecie w ramionach mojego księcia i po
prostu nie mogło być lepiej. Chociaż... Usłyszałam naszą piosenkę i przytuliłam się do niego mocniej. „Teraz już jest idealnie...” Czułam pod powiekami
zbierające się łzy...
- Wiesz, że nie możesz się rozpłakać... – usłyszałam przy
uchu szept Louisa. Jego ciepły oddech przyjemnie owionął moją skórę. – A co
jeśli twój makijaż wcale nie jest taki wodoodporny?
- Lou mówiła, że jest – uśmiechnęłam się szczęśliwa, że
jestem tu z nim. – Powiedziała nawet, że choćbyś próbował go zlizać, to nie
dasz rady...
- Uważaj, bo przyjmę wyzwanie – zaśmiał się i mocniej
przyciągnął mnie do siebie. – Kocham cię... – wyszeptał mi do ucha.
- Ja ciebie też... – „No i jak tu się nie rozryczeć?” westchnęłam, pod wpływem tych wszystkich uczuć. Oparłam głowę na jego piersi i
kołysałam się razem z nim w rytmie naszej melodii. Byłam bezpieczna, mimo iż
dookoła kłębiło się mnóstwo par. Zewsząd atakowały mnie różne dźwięki,
obce głosy, ale tym razem atak paniki nie nadchodził. „Dzięki niemu...”
Nagle zderzyliśmy się z jakąś rozentuzjazmowaną parą i śmiechu
było przy tym co nie miara. Okazało się, że znają się z Louisem, wiec nasze
„twarde” spotkanie było okazją do zamienienia kilku słów i wymieniania się
paroma ploteczkami. „Szkoda tylko, że nie wiem, o kim tak plotkują...” Kilka
minut później wirowaliśmy przy zdecydowanie szybszej piosence, śmiejąc się
głośno. Chwilami bałam się, że moje serce po prostu eksploduje od tej
przeogromnej miłości do tego człowieka.
- Widzę cię... – zamarłam, słysząc ten głos, gdzieś za
moimi plecami, przy okazji potykając się. Przywarłam do Louisa przerażona. „Przecież to niemożliwe...”
- Skarbie? Co się dzieje? – Lou mocno objął mnie ramionami,
gładząc po plecach. – Co się stało? – „To niemożliwe, żeby on tu był...”
próbowałam się uspokoić, biorąc kolejny głęboki oddech. „To tylko ten mój chory umysł...”
- Widzę cię, Kate... – „Nieee! Nie! To nie może być
prawda! Muszę stąd uciekać! Muszę...” Szarpnęłam się, próbując wyswobodzić się
z objęć chłopaka, ale tylko mocniej mnie do siebie przyciągnął.
- Kochanie, co się dzieje? – Louis próbował zwrócić na
siebie moją uwagę. – Jesteś bezpieczna... Jestem przy tobie. Mark jest tutaj.
Odezwij się proszę...
- On tu jest... – wyszeptałam zbyt przerażona, by choćby
drgnąć.
- Co?
- Idziemy – usłyszałam zdecydowany głos Marka i poczułam
jego dłoń na plecach. Drżałam jak osika, słysząc jak przekazuje komuś moje
słowa. Louis praktycznie musiał mnie nieść, bo moje nogi sparaliżował strach.
- Co się stało? – usłyszałam zdenerwowany głos Nialla i po
chwili chłopak zamknął mnie i Lou w swoich objęciach.
- Nie wychodzić stąd dopóki nie wrócę – odezwał się Paul i
zatrzasnął drzwi.
- To przecież niemożliwe... – usłyszałam głos, który
okazał się być moim własnym, ale jakże niepodobnym. – Przecież to nie możliwe...
– powtarzałam raz po raz. Lou opadł na kanapę, sadzając mnie na swoich kolanach i otaczając ramionami.
- Jesteś bezpieczna, kochanie... – szeptał mi uspokajające
słowa, głaszcząc po plecach. – Nikt tu nie wejdzie...
- Ochrona wszystkich sprawdzi – odezwał się Liam. – Mają
jego zdjęcie... Jeżeli jest na tyle głupi, by się tu pokazać, to na pewno go
dorwą.
- Kogo? Co się dzieje? – usłyszałam cichy szept Perrie,
którą Zayn od razu uciszył. Jednym słowem.
- Później...
Siedzieliśmy w ciszy, zbyt zdenerwowani, bo coś
powiedzieć. Za drzwiami impreza trwała w najlepsze i z pewnością nikt nawet nie
zauważył, że nas nie ma. Kate bezgłośnie szlochała, wtulona w moją koszulę. Wpatrywałem się w jej drżące usta, żałując, że namówiłem ją na tą imprezę. Choć
z drugiej strony... „Przynajmniej jestem obok...” Chybabym umarł, gdyby ten
psychopata włamał się do domu, podczas gdy ona byłaby w nim tylko z Markiem.
Zatopiony w swoich rozmyślaniach, nie zauważyłem stojącej przede mną Perrie.
Zwróciłem na nią uwagę dopiero, gdy się odezwała.
- Kate... – powiedziała cicho. – Może chcesz iść do
łazienki poprawić makijaż? Zaraz pewnie będziemy jechać do domu... – poczułem,
że moje kochanie delikatnie kiwa głową i próbuje się wyswobodzić z moich objęć. Ufnie wyciągnęła dłoń do Perrie.
- Myślisz, że to możliwe, iż się przesłyszała? – Harry
spojrzał na mnie z wielkim znakiem zapytania wymalowanym na twarzy, gdy tylko dziewczyny
zniknęły za drzwiami łazienki. – Mogła się aż tak pomylić?
- Nie ma takiej opcji – powiedziałem święcie przekonany,
że mam rację. – Ona potrafi nas rozpoznać po zapachu, po sposobie chodzenia...
Myślisz, że jego by z kimś pomyliła?
- Ochrona nikogo nie znalazła – westchnął Niall, patrząc
na mnie smutnymi oczami. Wszyscy byliśmy rozczarowani z tego powodu.
- To jeszcze nic nie znaczy – warknął Zayn. – Mógł się
wymknąć zanim w ogóle zaczęli szukać.
- Dokładnie – spojrzałem na niego, podzielając jego
zdanie.
- Kate? – ton głosu Marka połączony z imieniem mojej
dziewczyny sprawił, że chyba serce mi na chwilę stanęło. Stała w drzwiach
łazienki z twarzą wręcz chorobliwie bladą i z przerażeniem wymalowanym na
twarzy. A za nią Perrie wcale nie mniej wystraszona. Momentalnie doskoczyłem
do Kate, otaczając ją ramionami.
- Co się stało? – zauważyłem, że Harry poszedł sprawdzić
łazienkę. Po chwili pojawił się i tylko wzruszył ramionami, pokazując mi
otwartą torebeczkę Kate. – Kochanie... – zauważyłem, że ściska coś w dłoni. –
Co tam masz? – próbowałem wyjąć karteczkę z jej zaciśniętych palców. –
Proszę... Pokaż mi to, skarbie... – w końcu udało mi się wydostać papierek.
Tylko że nic na nim nie było. Chociaż... Przejechałem po nim palcami... – Co tu
jest napisane, skarbie? Możesz mi to powiedzieć? Proszę... – czułem jak trzęsie
się w moich ramionach, a łzy moczą mi koszulę. Harry zabrał ode mnie karteczkę,
trzymając ją ostrożnie za jeden róg i przyglądając jej się z zainteresowaniem. – Co to znaczy, Kate? Co przeczytałaś? Co
tam jest napisane?
- Widzę cię... – usłyszałem przerażony szept, a potem jej
ciałem wstrząsnął szloch. „On tu jest” zalała mnie wściekłość.