sobota, 17 listopada 2012

19



- Chłopaki, jedzonko! – zawołałem przez zamknięte drzwi wywołując tym uśmiech na twarzy Kate. – Co się śmiejesz?
- Bo jak mówiłam żeby iść ich zawołać, to miałam na myśli iść...
- Ale po co? – powiedziałem widząc, że drzwi się otwierają.
- Ale jestem głodny – odezwał się Niall i już siedział przy stole.
- Cudownie pachnie – pochwalił Liam, a Zayn mu przytaknął. – Pomóc w czymś?
- Tylko w jedzeniu – zaśmiała się moja nowa przyjaciółka.
- To ja się zgłaszam na ochotnika – Niall już nawet widelec w ręce trzymał.
- A gdzie Lou? – zdziwiłem się.
- Idę – odezwał się w od progu. – Musiałem się dobudzić... Kate, co za zapachy. Mniam, aż mi ślinka cieknie.
- A ja to co? – udałem obrażonego. – Ja tu sobie ręce po łokcie urabiałem...
- To widać – powiedział Zayn. – Nawet masz rękawy brudne od mąki.
- Tylko widzisz Harry – Liam uśmiechnął się szeroko. – Sądząc po tym, co Kate ma w rękach, a co widzę pierwszy raz w życiu, to raczej nie twój przepis...
- Od dziś będę na niego rwał wszystkie laski – popukałem się w skroń. – Tu wszystko notowałem. A wy, niewdzięcznicy, będziecie mnie jeszcze błagać, bym coś ugotował. Takiego... – usiadłem na krześle śmiejąc się z miny Nialla.
- Pozwól, Kate, że ci z tym pomogę – powiedział nie spuszczając wzroku z talerza. Odebrał go od niej i położył na stole przed sobą.
- A drugi to już nie łaska? – Liam odwrócił się, by odebrać od niej kolejny.
- Ty już do niego nic nie mów, on tylko czeka na hasło start – śmiał się Zayn.
- Możemy już jeść? – Niall zapytał jakby w ogóle nie słyszał, że się z niego nabijamy.
- Kate, zostaw patelnie. Ja pozmywam – Lou zgłosił się na ochotnika. – Usiądź i zjedz z nami.
- Już siadam. Tylko... – uśmiechnęła się do nas. – Nie obraźcie się, ale ten ostatni jest specjalnie dla Nialla – i podała blondynowi talerz, a na nim jeden placek, ale za to cztery razy większy niż inne.
- Dla mnie? – aż mu się oczy zaświeciły. – Żono moja przyszła... – postawił talerz przed sobą odsuwając pusty.
- No tak – powiedziałem. – Chyba już masz go w swojej drużynie.
- Myślę, że on już w niej jest od naleśników – zaśmiał się Liam.
Kate usiadła na swoim miejscu między Lou i Zaynem. Uśmiechnęła się do nas, jednocześnie odnajdując dłonią swój talerz i widelec. „To musi być przesrane nic nie widzieć...
- Możemy już? – Niall prawie ślinił się nad swoim plackiem gigantem.
- Smacznego – usłyszałem jej ciche słowa i nie mogłem się nie roześmiać, widząc jak kumpel rzuca się na jedzenie.
- Jakbyś nie jadł od tygodnia – zdziwiłem się. – Lepiej nic nie mów – dodałem szybko. – Nie chcę widzieć jak przeżuwasz.
Trzeba przyznać, że te wspólne posiłki nam wychodzą” pomyślałem spoglądając na przyjaciół. Jedli aż im się uszy trzęsły. Louis i Zayn pilnowali, by jej talerz nie był pusty. „Jak to możliwe, że ktoś niewidomy  tak dobrze gotuje?” Wszystko, co do tej pory zrobiła było przepyszne i ładnie podane. Wiedziała, ile czego dosypać bez żadnych miarek. „Na oko” powiedziałaby mama, ale w tym przypadku to głupio brzmi.
- Tamte są jakieś inne – zauważył odkrywczo Niall. – Podaj mi kilka, muszę to sprawdzić.
Zaśmiałem się, ale grzecznie przysunąłem talerz w jego stronę. „Spostrzegawcza bestia.
- Tutaj nie ma tego czerwonego...
- Żurawiny – podpowiedziałem. W życiu bym nie wpadł, by ją dodać. – Mówiłem jej, że nie będziecie wybrzydzać, ale ona uparła się, bo podobno nie wszyscy lubią ten smak...
Po tych słowach nastąpiło poruszenie przy stole i nagle talerze zamieniły się miejscami. Każdy musiał koniecznie spróbować i ocenić. Pochwałom nie było końca.
- A dziękuję, dziękuję – śmiałem się. – Rachunek dostaniecie przy wyjściu.
- Stary – Liam klepnął mnie w ramię. – Ja nie chcę nic mówić, ale coś mi się widzi, że odwaliłeś najprostszą robotę.
- Nieprawda – broniła mnie Kate. – Właśnie najcięższą...
- No właśnie – śmiałem się. – Służyłem jako mikser. Pięćdziesiąt obrotów na minutę. Powiedzmy, że liczyłem...
Kolacja płynęła w cudownej atmosferze. Okazało się, że Kate skończyła pierwszą książkę. „Szybko” zdziwiłem się. „Widocznie bardziej kocha książki niż ja.” Lou namówił ją, by opowiedziała o swoich wrażeniach jak do tej pory. Prawdę mówiąc, to była chyba jej najdłuższa wypowiedź jaką słyszałem. Kolejny raz nam podziękowała i przypomniała Liamowi, że koniecznie musi powiedzieć Danielle jaką sprawiliśmy jej radość. W końcu odsunęła od siebie talerz dziękując i prosząc, by już jej więcej nie nakładali. Właściwie, to sam ledwo mogłem się ruszać, taki byłem najedzony. „Trzeba było nie podbierać placków podczas smażenia...
- Może wyniesiemy się z kuchni – odezwał się Zayn klepiąc się po brzuchu. – Dziękuję Kate. Było przepyszne.
- Ale jeszcze nie skończyliśmy – odezwał się Niall. – Pozwolicie by się zmarnowało?
- Nigdy! – zawołał Lou z komicznie przerażoną miną. – Od tego mamy ciebie.
- Niall – powiedziała cicho Kate. – Te placki są nawet lepsze, gdy są zimne. Możesz sobie zostawić na później i sprawdzić. Tylko trzeba talerz czymś nakryć.
- Obiecujesz? – uśmiechnął się. A gdy pokiwała mu głową od razu przełożył wszystko na jeden talerz i odstawił do szafki biorąc dwa na drogę. „By nie zgłodnieć w drodze do salonu.” – Jakby co, to policzyłem – zaśmiał się.
Rozłożyliśmy się w pokoju i włączyłem telewizor. Byłem tak obżarty, że nie miałem siły się ruszyć. Spojrzałem z niedowierzaniem na Nialla, który wciąż jeszcze przeżuwał.
- Jak ty to robisz? – dziwiłem się kręcąc głową.
- Dobra przemiana materii – odpowiedział tylko oblizując palce. – Placki z żurawiną i bananami trafiają do mojego Top 10.
- Masz jakąś listę? – zdziwił się Zayn. – Od kiedy?
- Nie wiem od kiedy, ale mam.
- Jasne – zaśmiałem się. – I pewnie zmienia się po każdym posiłku.
- Czasami...
- Wybaczcie mi, ale pójdę już do siebie – odezwał się Liam. – Obiecałem zadzwonić do Danielle i opowiedzieć jej wszystko. Pewnie już nie może się doczekać.
- Podziękuj jej ode mnie – odezwała się Kate.
- Jasne. Z pewnością się ucieszy. Dobranoc wszystkim – powiedział i po chwili usłyszałem delikatne trzaśnięcie drzwiami.
- Jednego mniej – zaśmiałem się. – Zauważyliście, że nie powiedział nic o jutrzejszym wstawaniu?
- Bo jutro możesz spać do południa – odpowiedział mi Zayn. – Wolne mamy...
- Ekstra! Zapomniało mi się. – Sam nie mogłem uwierzyć, że zapomniałem o dniu bez zobowiązań. Poznanie Kate wypchnęło wiele rzeczy z mojej głowy. – Może jakiś film obejrzymy? Kate, jakie programy lubisz oglądać? No co? – powiedziałem widząc minę Zayna. – Alex mówiła, że czasami sobie włącza telewizor...
- Chyba podróżnicze... – odpowiedziała uśmiechając się do mnie. „Jak to jest, że gdy do ciebie mówi, to jakby patrzyła ci w oczy?” dziwiłem się. „Oczywiście jak już podniesie głowę...
- A jakieś filmy lubisz? – próbowałem dowiedzieć się więcej. – Może jakieś tytuły?
- Z tym to będzie ciężko – zaczęła, a my chłonęliśmy każde jej słowo. – Pamiętam bajkę o Kopciuszku i Dirty Dancing... Nie znam wielu tytułów. A już na pewno żadnych nowości.
- To jak wygląda oglądanie filmu w twoim wykonaniu? – W tym momencie Niall popatrzył na mnie takim wzrokiem, że musiałem sobie w głowie powtórzyć ostatnie zdanie. „No tak, niefortunnie to zabrzmiało.” Już chciałem się tłumaczyć, ale zobaczyłem, że dziewczyna uśmiecha się do mnie...
- Technicznie, to nie oglądam filmu – zaśmiała się. Patrzyłem na nią jak urzeczony. – Słucham dialogów i próbuję wyłapać resztę dźwięków i wyobrażam sobie, jak to musi wyglądać. Czasami jest zabawnie, bo wydaje mi się, że akcja dzieje się w jakimś romantycznym miejscu i nagle odzywa się głos mówiący „To którego kurczaka zapakować?
Roześmiałem się próbując to sobie wyobrazić. Całe szczęście, ze Alex miała rację z tym jej poczuciem humoru. Opowiedziała nam jeszcze kilka historii. W międzyczasie wrócił Louis stwierdzając, że wygrał batalie w kuchni, co nie było łatwe. Usiadł obok dziewczyny kładąc nogi na stole.
- Od zawsze nie widziałaś? – wypaliłem i aż sam się skopałem w myślach. Na moje nieszczęście Zayn zrobił to naprawdę, a Lou i Niall zmierzyli mnie takim wzrokiem, że powinienem nie żyć. „Co za kretyn ze mnie...” I nie chodzi o to, że zapytałem, ale jak... Zapadła krępująca cisza. Nikt nie wiedział co powiedzieć, by zatrzeć wspomnienie mojej inteligencji.
- Nie... – nagle odpowiedziała uśmiechając się smutno. – Kiedyś widziałam... Do dziś przechowuję to w swojej głowie...
- Kate, nie musisz nic mówić – zapewnił ją Louis obejmując ramieniem. – On tak tylko zapytał... Jak to Harry...
- Nic nie szkodzi – powiedziała cicho, ale widać ulżyło jej. Już więcej się nie odezwała.
- To co powiecie na jakąś komedię? – zaproponowałem ku zadowoleniu reszty. „Może jak będę coś oglądać, to nie wypale już z niczym głupim...” pomyślałem. „Marne szanse” zaśmiałem się w duchu wkładając płytę do odtwarzacza.
Oglądaliśmy już drugi film i chyba zostało mi zapomniane moje przewinienie. Druga komedia nie była już taka dobra. Rozejrzałem się dookoła. Niall z komórką w ręku siedział na Twitterze. „Podobny gust filmowy do mnie” zaśmiałem się w duchu. Zayn twardo oglądał rozwalony na fotelu z nogami na stole. Spojrzałem na Lou. Wciąż obejmował ramieniem Kate i gapił się w telewizor. A dziewczyna albo zasnęła z głową na jego piersi, albo po prostu słuchała dialogów z zamkniętymi oczyma. „W każdym bądź razie znalazła już swojego bohatera” pomyślałem. Kto by pomyślał, że on tak się zachowa w stosunku do niej. „Zmieniła go. Na lepsze.” Patrzyłem na swojego przyjaciela i ledwo rozpoznawałem w nim chłopaka sprzed tygodnia. Wprawdzie wciąż był tym zwariowanym Lou z masą szalonych pomysłów, ale teraz poznałem też jego drugą stronę... „Cudownie razem wyglądają” pomyślałem. „Ciekawe co by El na to powiedziała?” Prawdę mówiąc, to nie musiałem się zastanawiać. Jak nic byłaby awantura. Zaśmiałem się wyobrażając ją sobie krzyczącą i machająca rękoma. Spojrzałem na Kate. „Czy ona w ogóle potrafi podnieść głos, by na kogoś nakrzyczeć?” Jakoś nie mogłem sobie tego wyobrazić. Tylko raz słyszałem jej krzyk, a właściwie jęk rozpaczy. Aż zatrząsłem się na to wspomnienie. „Nie... Proszę... Przestań...” znów usłyszałem te słowa i po raz nie wiem który zastanawiałem się, co on jej zrobił? Czy tylko te rany na plecach... Poczułem, że oczy zachodzą mi mgłą. „Tylko się nie rozbecz” powiedziałem sobie wracając do oglądania filmu.


Po trzeciej komedii zdecydowaliśmy się zakończyć wieczór filmowy. Harry poszedł pod prysznic, Niall sprawdzić czy zimne placki naprawdę są lepsze, a Zayn, po obowiązkowym papierosie, zdecydował się zadzwonić do Perrie. Zwłaszcza, że zauważył od niej nieodebrane dwa połączenia. Siedziałem na kanapie i obejmowałem śpiącą dziewczynę. Nie dotrwała nawet do końca pierwszego filmu. Przypomniałem sobie początek wieczoru. Przez chwilę byłem zły na tego głupka, ale gdyby nie on, nie dowiedziałbym się kolejnej nowej rzeczy o niej. „A wiec kiedyś widziała... Ciekawe jak straciła wzrok.” Musze się zapytać Alex, gdy będzie okazja. Nie bylem zmęczony, w końcu przespałem całe popołudnie. Zastanawiałem się czy ją obudzić, czy dać jej tak jeszcze trochę pospać. „Może sama się przebudzi” pomyślałem, bo prawdę mówiąc cudownie mi się tak siedziało z tym moim małym elfem wtulonym we mnie... Te chwile, kiedy nie drżała ze strachu, ani nie zastygała z przerażeniem wymalowanym na twarzy, były dla mnie cenniejsze niż wszystko inne. Pomyślałem o Zaynie, który właśnie rozmawiał ze swoją dziewczyną i przed oczami stanęła mi moja. „Też powinienem zadzwonić. Pewnie już jest zła, że ostatnio nie chciało mi się z nią gadać.” Westchnąłem ciężko. Kate poruszyła się. Czekałem czy może się obudziła, ale ona tylko podłożyła dłoń pod głowę i spała dalej. Jej włosy pachniały moim szamponem. Dziwne, ale jakoś tak inaczej niż na moich. Lepiej. Pomyślałem, że można zrobić dla niej małe zakupy. Tylko trzeba znaleźć jakiś sposób, by potem to przyjęła. „I nie płakała za każdym razem” przypomniałem sobie jej reakcję, gdy daliśmy jej książkę. „Z biblioteki.” W tej dziewczynie wszystko było takie szczere i prawdziwe. Szkoda, że każdy taki nie jest... W głowie kłębiło mi się tyle pytań, na które chciałem znać odpowiedź. „Zdecydowanie muszę pogadać z Alex” postanowiłem. Układałem w myślach informacje, które już posiadałem i pytania, które mi się nasuwały. W pewnym momencie przed oczami pojawił mi się obraz Kate tulącej się do mnie pod prysznicem. Przypomniałem sobie mokra koszulkę rzuconą na podłogę. Wtedy myślałem tylko o kałuży krwi, która natychmiast się pojawiła. Teraz widziałem jej nagie ciało, dotyk jej piersi na mojej skórze... Wtedy pomagałem się ubrać przerażonej dziewczynie, teraz widziałem to inaczej. Wciąż pamiętam jak aksamitnie gładkie są jej nogi. Moment, gdy pomogłem jej zdjąć majtki odtwarzałem sobie właśnie w zwolnionym tempie... Aż jęknąłem, gdy poczułem co się ze mną dzieje. „Teraz to już nawet zimny prysznic by nie pomógł” zaśmiałem się. „Może wiadro lodu w spodniach.
Z marzeń wyrwał mnie dźwięk przychodzącej wiadomości. Kate drgnęła. Zastygła na moment. I po chwili znów poczułem, że najzwyczajniej w świecie śpi wtulona we mnie. Spojrzałem na jej stopy zastanawiając się jak nabawiła się tego siniaka. Już prawie zatopiłem się w marzeniach, gdy przypomniało mi się o telefonie. „Pamiętasz o mnie jeszcze?” przeczytałem. „Trafiony, zatopiony.” Właśnie w tym problem, ostatnio częściej zapominałem... Wyłączyłem dźwięk, bo wiedziałem, że na jednej wiadomości się nie skończy. „Miałeś zadzwonić... Wczoraj!” Wiem, że miałem. I nawet przez chwilę miałem taki zamiar, ale potem zapomniałem. Kto inny był w mojej głowie. „Jak się nie odezwiesz, to pożałujesz ;)” Niby żart, ale wiem ile w nim prawdy... W myślach porównywałem obie dziewczyny i na tle Kate każda wychodziłaby blado. Nie znam nikogo, kto przeżył tyle co ona. A mimo wszystko wciąż się uśmiecha. „Nie tak jak kiedyś.” Kolejna wiadomość. Przez moment zastanawiam się na ilu by się skończyło gdybym nie reagował. „Specjalnie to robisz?” Postanowiłem napisać, zresztą zgodnie z prawdą, że nie mogę teraz rozmawiać. „A to niby dlaczego?
- Bo nie mam ochoty – mruknąłem cicho pod nosem zastanawiając się co jej odpisać. „Bo właśnie siedzę i przytulam do siebie śpiącego elfa...” zaśmiałem się w duchu gdy to zobaczyłem i wykasowałem te słowa. „Ale by było” cieszyłem się jak kretyn na samą myśl. „Jutro pogadamy. Mamy wolną niedzielę. Zadzwonię.” Wysłałem i schowałem telefon do kieszeni. Dziś już nie chcę o tym myśleć. Oparłem głowę do tyłu i znów zatopiłem się w marzeniach...


Obudziły mnie pierwsze promienie słońca. Spojrzałem w okno. Zapowiada się ładny dzień. Przez chwilę rozważałem jeszcze pozostanie w łóżku, ale ostatecznie wstałem i skierowałem się do łazienki. W głowie wciąż dźwięczała mi wczorajsza rozmowa z Danielle. Uśmiechałem się jak głupi do swojego odbicia w lustrze. „Szczęściarz ze mnie, że mam taką dziewczynę.” Przypomniałem sobie jak ucieszyła ją reakcja Kate i jak się o nią martwiła. Chyba ze sto razy przypominała, byśmy na nią uważali i nie szaleli za bardzo w jej towarzystwie. „I jak tu jej nie kochać?” Przed oczami stanęła mi reakcja na naszą niespodziankę. Autentyczna... Miałem łzy w oczach, gdy na nią patrzyłem. Miałem je też, gdy o niej opowiadałem Danielle. Zresztą ona też się rozpłakała. Ubrałem się i jeszcze raz omiotłem spojrzeniem pokój. Czysto. Zatrzymałem wzrok na rycinie zdobiącej sporą część jednej ściany. „Jak to możliwe, ze nie zwróciłem na to uwagi?” pomyślałem i skierowałem się do kuchni.
Wszędzie panowała cisza. „Pewnie będą spać do oporu” zaśmiałem się w duchu. Przystanąłem pod ostatnimi drzwiami nasłuchując. „W końcu przespała spokojnie noc.” Zatrzymałem się gwałtownie wchodząc do salonu. „Tego to się nie spodziewałem” powiedziałem w duchu. Na kanapie spał Louis z nogami na stoliku do kawy i przytulona do niego Kate. Spojrzałem na nich zdziwiony. Dziewczyna leżała z głową na jego piersi. Jej dłoń przykryta jego spoczywały obok unosząc się miarowo w rytm oddechu chłopaka. Drugą rękę opierał na jej biodrze. Przyjrzałem się jej twarzy, na której teraz malował się tylko spokój. Widząc ją teraz nikt by się nie domyślił, że spotkało ją tyle złego w życiu. „Cudownie razem wyglądają” przemknęło mi przez myśl, gdy nakrywałem ich kocem. Odwróciłem się i skierowałem do kuchni wciąż mając przed oczami parę na kanapie. „Oj przyjacielu” pomyślałem „nie wiem czy zdajesz sobie sprawę z tego co tu się dzieje...
Nalałem sobie soku i opierając się o szafkę wpatrywałem się w ścianę przede mną. W myślach układając wydarzenia ostatnich dni. „Trochę się działo” aż pokręciłem głową niedowierzając, że to dopiero kilka dni minęło. Nagle ciszę przerwało burczenie w brzuchu. Nie chciało mi się jakoś specjalnie nic szykować na razie. Poczekam na resztę. Przypomniały mi się wczorajsze placki. Niall chyba się nie obrazi jak sobie jeden wezmę. „No może dwa” pomyślałem i poczęstowałem się wybierając jeden z samymi bananami, a drugi z żurawiną.
- Kto by pomyślał. Rzeczywiście są niezłe – powiedziałem do siebie po pierwszym kęsie.
Zdziwiło mnie, że Kate tak świetnie sobie radzi w kuchni. Zresztą może po prostu nic o takich rzeczach nie wiem. W końcu niewidomi też muszą jakoś żyć.
Usłyszałem kroki w korytarzu. Ktoś nagle się zatrzymał i już zdecydowanie mniej hałasując ruszył do kuchni. Po chwili drzwi się otworzyły.
- Cześć Zayn – zdziwiłem się. – Co tak wcześnie? Nie możesz spać?
- Hej – powiedział chyba jeszcze nie do końca obudzony. – Coś w tym stylu. Jest kawa?
- Nie. Ale już robię.
- Spoko. Siedź. Poradzę sobie – mruknął. – Ty ich kocem nakryłeś?
- Tak. Chociaż nie sądzę, by zmarzli. Głodny jesteś? Nie chciało mi się brać za robienie śniadania, ale w sumie...
- Możemy Harry’ego obudzić – zaśmiała się Zayn. – Wciąż wisi nam naleśniki... A propo jedzenia... Niall się chyba nie obrazi jak się poczęstuję jednym – sięgnął po placek. – Ewentualnie dwoma.
Zaśmiałem się widząc jakiego wyboru dokonał.
- Długo wczoraj siedzieliście? – zapytałem
- Nie wiem jak oni. Ja zmyłem się po pierwszej... – Popatrzył na mnie i jakby się zawahał czy mówić dalej. – Zadzwoniłem do Perrie.
- I... – uniosłem brwi czekając co będzie dalej.
- Sam nie wiem – zaczął. – Ostatecznie jej nie powiedziałem. Wszystkiego jej nie powiedziałem – dodał szybko widząc moją minę. – Stanęło na tym, że mieszka u nas koleżanka, która potrzebuje na jakiś czas noclegu...
- Stary... – pokręciłem głową. – Nie wiem czy to najlepszy pomysł...
- Chciałem jej powiedzieć, ale ona bardziej chciała mi opowiedzieć, co tam u nich i się poddałem. Przegadaliśmy chyba z godzinę, a raczej ona mówiła...
- Zostawisz to tak? – zapytałem.
- Nie wiem. Pomyślałem sobie, że pewnie w końcu jej wszystko wyjaśnię, ale póki co dam sobie spokój. Niezapowiedzianej wizyty mi nie zrobi, bo są teraz zajęte promocją, a kto wie jak się sprawa potoczy tutaj...
- Wiesz, że Lou już podjął decyzję – powiedziałem cicho.
- Wiem i prawdę mówiąc jestem po jego stronie... Czytałeś ten artykuł. Wciąż trwa śledztwo i niewiadomo ile jeszcze. Tak sobie myślę, że skoro facet jej szuka, to ona coś wie. Jej zeznania mogłyby go wykończyć. Na szczęście dla niego jest zbyt przerażona samą myślą, że mógłby ją znaleźć. Jak sobie przypomnę co jej zrobił, to gołymi rękoma mam ochotę go...
- Wiem. Uwierz mi nie tylko ty – zapewniłem go. – Mną też to wstrząsnęło. Póki co staram się nie myśleć o tym, co będzie za dwa tygodnie. W tej chwili wydaje mi się to niewykonalne, ale zobaczymy jak będzie...
- Cześć wam – do kuchni wpadł Harry uśmiechając się od ucha do ucha.
- Pomijając fakt, że wstałeś tak wcześnie – zacząłem – to co masz taki świetny humor?
- Fajnie razem wyglądają – pokazał nam zdjęcie w telefonie. – Wyobrażacie sobie co by było gdybym to wrzucił na Twittera.
- Jezu! – przeraziłem się. – Chyba tego nie zrobiłeś?
- No co ty, głupi jesteś? – oburzył się. – Tylko tak mi przyszło do głowy i dlatego się śmiałem. Sami pytaliście. Ale słodko razem wyglądają...
- Dobrze, że wstałeś – Zayn skierował się do wyjścia. – Wisisz nam naleśniki, więc już możesz zaczynać. Idę pod prysznic i obudzę Nialla jak skończę.
- Skoro tak ładnie prosisz... – powiedział już do zamkniętych drzwi. – Ciekawe jak smakują te placki rano.
- Niall nas zabije – powiedziałem widząc jak Harry wpycha sobie na raz pierwszego do ust. – Pomóc ci w czymś?
- Wypad z mojej kuchni! – zabrzmiało to komicznie z pełnymi ustami i mogłem się tylko domyślać co powiedział.
Idąc do siebie zajrzałem do pokoju Harry’ego. „Jak nie ich” pomyślałem widząc, że nic nie wala się na podłodze. Spojrzałem na zegarek. „Danielle już pracuje” pomyślałem i jak zawsze na myśl o mojej dziewczynie uśmiechnąłem się.


Budziłam się powoli czując jak przyjemne ciepło przenika moje ciało. Słyszałam rytmiczne bicie serca przy uchu. Rozmarzyłam się... „Zaraz! Co?” Od razu się przebudziłam. Tysiące uczuć i myśli przemknęło przez moją głowę. Zamarłam gotując się do ucieczki, gdy nagle uzmysłowiłam sobie co się stało. „Louis... Zasnęliśmy pod telewizorem...” Z ulga wypuściłam powietrze z płuc. „To tylko Lou.” Szybko oceniłam sytuację. Przespałam całą noc praktycznie leżąc na chłopaku. „Musiało mu być niewygodnie” przemknęło mi przez myśl. „Pewnie nie chcieli mnie budzić.” Zadziwiające było to, że czułam się wspaniale wypoczęta. Czułam jego dłoń na swoim biodrze. „Przyjemnie gorąca.” Chciałam się podnieść tak, by go nie obudzić. Jednak, gdy tylko próbowałam wysunąć dłoń z jego, ta zacisnęła się delikatnie. Jego oddech się zmienił.
- Dzień dobry – usłyszałam zaspany głos.
- Dzień dobry – po prostu wiedziałam, że spiekłam raka. – Przepraszam, że...
- Och tam – zaśmiał się. – Cała przyjemność po mojej stronie.
- Na pewno – szepnęłam powątpiewając, a on chyba wychwycił to w moim głosie.
- Na pewno. Wyspałem się jak nigdy.
- Po prostu byłeś zmęczony. Ostatnio nie spaliście za dobrze przeze mnie.
- My ostatnimi czasy w ogóle mało sypiamy. Chodź, zobaczymy czy łazienka wolna. Najwyżej pogonimy Harry’ego.
- Coś mi się zdaje, że on jest w kuchni – powiedziałam podnosząc się z kanapy i kierując do pokoju. – Idź pierwszy.
- Ty idź – usłyszałam tylko. – Ja przyszykuję wszystko. Musimy zmienić ci opatrunek... – usłyszałam ciche słowa.
Zadrżałam. Odwróciłam się do niego i sama nie wiedziałam co powiedzieć. Nie chcę by mnie oglądał w takim stanie. Nie chcę by mnie dotykał. „Przecież już to robił, głupia” niechciana myśl pojawiła się w mojej głowie przywołując obrazy z wczorajszej nocy. Czułam, że znów zrobiłam się czerwona na twarzy.
- Kate – po prostu wiedziałam, że się do mnie uśmiecha – przecież to nic takiego. Tylko zmiana opatrunku. Przecież tak naprawdę się mnie nie boisz...
Tak bardzo chciałabym móc spojrzeć mu w oczy. Czy ma rację? Przecież sama jeszcze niedawno pomyślałam, że „to tylko Lou”...
- Śmigaj do łazienki, bo jak Niall wstanie, to będziemy mięli szczęście jak załapiemy się na resztki z jego talerza – próbował mnie rozśmieszyć i chyba mu się to udało.
Umyłam się tak szybko jak tylko dałam radę. Naszykowałam rzeczy do prania, które planowałam na później. Owinęłam się w duży ręcznik i biorąc kilka głębokich oddechów wróciłam do pokoju. Usłyszałam, że poruszył się na łóżku.
- Chodź tutaj – powiedział tym spokojnym głosem, który mógł wzbudzać tylko zaufanie. – Nie bój się, Tom mi wszystko pokazał co i jak, a moja mama jest pielęgniarką... Choć to akurat nie ma większego znaczenia – zaśmiał się.
Podeszłam do niego i po prosu czułam, że zaraz spalę się ze wstydu. Najchętniej bym uciekła jak najdalej stąd. Poczułam jak delikatnie dotyka mojej dłoni. Zadrżałam, ale sama nie jestem pewna czy ze strachu...
- Nie bój się mnie – powtarzał jak mantrę. – Przecież mnie znasz już na tyle... – nie przestawał mówić.
Już nawet nie skupiałam się na słowach. Pozwoliłam za to by dźwięk jego głosu mnie uspokajał. Posadził mnie przed sobą na łóżku i po chwili poczułam jak jego ręce głaskają moje ramiona. Wciąż hipnotyzował mnie swoim głosem. Po chwili siedziałam przyciskając do piersi ręcznik, a on delikatnie odklejał stary opatrunek. Moje ciało trzęsło się jak w gorączce. „Co się ze mną dzieje?” Nie bałam się go. W tej chwili różne uczucia mną rządziły, ale raczej nie strach. „Wstyd...” przemknęło mi przez myśl. Starał się być bardzo ostrożny. I nie przestawał do mnie mówić...
- Teraz trochę zapiecze – powiedział cicho i gdy kiwnęłam głową zaczął dezynfekować moje plecy. Aż syknęłam z bólu i mocno zacisnęłam zęby.
- Chyba musisz się zapoznać z definicją słowa „trochę” – próbowałam żartować, a łzy cieły mi po policzkach.
- Przepraszam – przerwał na chwilę pewnie zastanawiając się co teraz. – Musimy to zdezynfekować – powiedział przepraszająco.
- Wiem – udało mi się wyszeptać przez łzy.
- Zaraz śniadan... – Zayn zaciął się w progu i nie wiedział co teraz.
- Cześć – powiedziałam cicho zwracając twarz w jego stronę. – Sprawdzamy, czy Lou odziedziczył jakieś umiejętności po mamie.
Usłyszałam, że chłopak podchodzi i siada przede mną. Mocniej przycisnęłam ręcznik do piersi. Poczułam jego dłoń w swojej.
- Właśnie widzę. Ściskaj z całej siły – zaofiarował się – a ty się pospiesz.
Pewnie prawie połamałam mu palce, ale jakoś przebrneliśmy etap dezynfekowania. Mam nadzieję, że teraz już będzie tylko lepiej. Zayn jakby czytał w mojej głowie.
- Ta maść, to będzie niebo w porównaniu z tym przed chwilą. Sam jej używałem kilka razy.
Ledwo to powiedział poczułam kojące zimno na moich plecach i palce Lou rozsmarowujące je delikatnie. Wypuściłam maltretowaną dłoń i otarłam łzy.
- Dziękuję – uśmiechnęłam się.
- Nie ma za co – podniósł się i skierował do wyjścia. – Idę budzić Nialla, więc macie jeszcze trochę czasu zanim się ogarnie i poleci do kuchni.
Teraz poszło już szybko i po chwili mogłam już się ubrać.
- Na krześle masz czyste rzeczy, które wróciły z prania – odezwał się Lou. – Potrzebujesz czegoś może?
- Nie, dziękuję ci – zwróciłam się w jego stronę i przytrzymując ręcznik z przodu podniosłam się z łóżka.
Ale byłby wstyd gdyby na ścianie za mną wisiało lustro” głos w mojej głowie żartował sobie ze mnie, ale swoją drogą muszę to sprawdzić przy najbliższej okazji.
- Idź do łazienki, a ja sobie poradzę.
Bez słowa wyszedł z pokoju. Usłyszałam jeszcze jak głośno wypuszcza powietrze z płuc i chyba oparł się o drzwi. Dopiero po kilku minutach usłyszałam szum wody. „A więc dla niego też nie było to łatwe” pomyślałam i zrobiło mi się jakoś cieplej na sercu. Odnalazłam swoje rzeczy równo złożone. „Przynajmniej wiem, że nie przez niego” zaśmiałam się dobrze wiedząc jaki porządek panuje w ich szafie. Założyłam dżinsy, a resztę poukładałam w szufladzie. Sięgnęłam po czystą koszulkę. Zostały mi dwie z krótkim rękawem. „Och, Alex” zaśmiałam się w duchu. Obie dostałam od niej. Nie zastanawiając się dłużej sięgnęłam po tą leżącą na wierzchu. Gdy szłam go kuchni w łazience wciąż szumiała woda...


Przysięgam na wszystko, ona mnie kiedyś wykończy i nawet nie będzie wiedziała dlaczego” użalałem się nad sobą stojąc w strugach lodowatej wody. Czułem, że już zmarzłem, ale wciąż jeszcze tego potrzebowałem. Zamknąłem oczy i oparłem się dłońmi o ściankę prysznica. Znów ujrzałem ten widok. „Boże, kto powiesił tam te lustro? Chcą mnie zabić, czy jak?” Oddychałem głęboko i próbowałem doprowadzić swoje ciało do normalnego stanu... Uśmiechnąłem się, gdy znów w głowie zobaczyłem ten tyłeczek. „Chyba dziś stąd nie wyjdę” zaśmiałem się, czując co się ze mną dzieje. Próbowałem skupić się na czymś innym. Myśleć o tym, że koniecznie trzeba dziś zadzwonić do El i o tym co mam jej powiedzieć. W głowie układałem sobie scenariusz. Pomogło. Jakiś czas później owijałem się ręcznikiem. Zauważyłem ciuchy Kate równo złożone obok umywalki. „Pewnie znowu chce prać” pomyślałem i wrzuciłem je do kosza z brudami.
- I nie ma – powiedziałem zadowolony z siebie idąc do szafy. Już z pokoju słyszałem śmiech dochodzący z kuchni.
- Z czego się śmiejecie? – zapytałem siadając na swoim miejscu. Zauważyłem jeszcze, że Kate jak zwykle jest w czarnej koszulce.
- Sprawdzamy kogo z nas Kate lubi? – odpowiedział Harry i zaśmiał się, bo chyba miałem minę mówiącą, że nie wiem co on do mnie mówi.
- Opowiadają kawały – wyjaśniła dziewczyna cicho. „I to miało wyjaśnić cokolwiek?
- Zobacz jej koszulkę, a nie robisz takie głupie miny – śmiał się Zayn.
- Co ty tam dzisiaj masz? – powiedziałem próbując odczytać napis. – Dobre – stwierdziłem krótko. – Nialla jeszcze nie ma?
- Idę! – rozległo się w korytarzu. – Czekaliście na mnie? Macie szczęście.
A więc nie tylko ja będę siedział z mokrymi włosami” pomyślałem spoglądając na niego. Harry podał naleśniki i wszyscy zabraliśmy się za napełnianie żołądków. Nastrój panował jak zawsze imprezowy. Wspólne posiłki nam wychodziły. Liam zgłosił się na ochotnika żeby posprzątać, a widząc, że Kate chce mu pomóc, Zayn szybko zajął miejsce przy zlewie.
- Chwilami myślę, że boicie się jak wygląda porządek w moim wykonaniu – zaśmiała się, ale poszła za mną do salonu. – Macie jakieś plany na dziś?
- Nie – opadłem najedzony na kanapę. – Dziś jest dzień słodkiego nic nie robienia. Siadaj, co tak stoisz?
- Mam wrażenie, że jest ładna pogoda – powiedziała cicho. – Czy mogę wyjść na taras?
- Dlaczego się go pytasz? – zdziwił się Harry. – Przecież oczywiście, że możesz.
- Masz mokre włosy, nie chcę byś się przeziębi... – ostatnie słowo utonęło w krzykach dochodzących z kuchni.
Po chwili wypadł z niej Niall z wyrazem mordu na twarzy. Gdyby nie to, że nie wiedziałem o co chodzi i możliwe, że byłem winowajcą, byłoby to nawet śmieszne.
- Który to? – zapytał patrząc to na mnie, to na Harry’ego. – Wiem, że to wy.
Patrzyłem się na niego i z całej siły starałem się nie roześmiać. Zauważyłem, że Kate się uśmiecha. „Czyżby wiedziała o co chodzi?
- Przyznawać się! – Zayn i Liam stali za nim i właśnie przegrywali walkę z tym, by nie wybuchnąć śmiechem. – Kto mi schował talerz? Ja się pytam!
Po tych słowach już nie wytrzymałem. W sumie nie wiem nad czym się zastanawiałem. Przecież musiało chodzić o jedzenie.
- Niall, przecież przed chwila go praktycznie wylizałeś – śmiałem się.
- Nie o tym mówię – warknął. – Kto mi schował placki z wczoraj?
- Ouuu – śmiałem się nadal. – Nie ja. Wszedłem do kuchni chwilkę przed tobą.
- Harry?
- Ja zjadłem tylko dwa... – tłumaczył się zwijając ze śmiechu na fotelu. – Ale za to zrobiłem ci naleśniki.
- Tylko dwa? To gdzie reszta? – spojrzał za siebie.
- No dobra – Liam się poddał – ja też zjadłem dwa. Ani jednego więcej.
- To ja też dwa. Liam jest świadkiem – Zayn musiał się trzymać framugi tak mocno się śmiał.
- Tam było więcej niż sześć – dociekał Niall. – Specjalnie sobie odłożyłem na rano..
W tym momencie Harry już ledwo łapał oddech.
- No, może zjadło mi się więcej niż dwa – zaczął – ale uczciwie mówię, że nie pamiętam dokładnie, bo byłem zajęty smażeniem naleśników i tak po prostu sięgnąłem po jednego...
- Ja cię wykończę kiedyś – blondyn rzucił się na przyjaciela z jaśkiem-mordercą w ręce. Rzuciliśmy się na pomoc i skończyło się na tradycyjnej kanapce i kilku siniakach.
Kate stała ciągle w tym samym miejscu zastanawiając się pewnie, co my wyrabiamy. Na całe szczęście śmiała się razem z nami.
- Rozejm – błagał Harry, któremu już chyba brakowało powietrza.
- Wisisz mi coś słodkiego – rzucił Niall opadając na fotel. – Miałem je zjeść na deser.
- Deser się je po obiedzie – powiedziałem podnosząc się z podłogi.
- Niall – odezwała się Kate wciąż uśmiechając się – jeśli chcesz, to możemy coś upiec słodkiego o ile mamy potrzebne składniki...
- Upiec? W sensie ciasto? – „I już jest szczęśliwy” pomyślałem widząc jak mu się oczy zaświeciły. – A jakie?
- A jakie lubisz?
- Może być czekoladowe? A zresztą każde lubię... – zapewnił ją szybko pewnie bojąc się, że się rozmyśli.
- Może być czekoladowe – uśmiechnęła się do niego i mogę się założyć o wszystko, że o plackach już nie pamiętał.
- Co będzie potrzebne? Pojadę do sklepu – zerwał się na równe nogi.
- No, ale może daj jej chwilkę – odezwałem się. – Dopiero zjedliśmy śniadanie...
- No, ale na zakupy mogę pojechać...
- Nie ma problemu – odezwała się cicho. – To weź sobie coś żeby zapisać listę...
- Zaraz wracam – i pobiegł do pokoju pewnie wpadając do środka razem z drzwiami.
- Kate – zaczął Liam – wcale nie musisz. Zamówimy mu coś z dołu w ramach przeprosin.
- Nie ma sprawy. Ja naprawdę uwielbiam piec. Może nawet bardziej niż gotować, ale to jeszcze nie jest potwierdzone – otworzyła drzwi na taras i wyszła ostrożnie.
Chłopaki wrócili do sprzątania, a Harry zawisł na telefonie. Szybka decyzja i już opierałem się obok niej podziwiając widok. Spojrzałem na jej bose stopy.
- Może usiądź na fotelu – powiedziałem i podprowadziłem ją na miejsce. Sam usiadłem na drugim. Po chwili przybiegł Niall.
- Nie mogę znaleźć żadnej kartki! Jakim cudem nic nie mamy? – pytał z rozpaczą w oczach.
- Masz notes w telefonie o ile się nie mylę – podpowiedziałem. „A niech zna łaskę pana” zaśmiałem się w duchu widząc teraz jego minę.
Kucnął przy Kate i zajęli się robieniem listy zakupów. Zdziwiłem się, że ona tak dobrze wie, co jeszcze zostało z naszych zapasów. Po chwili lista była gotowa, a Niall już pewnie przy windzie. Zdążył jeszcze zgarnąć Harry’ego, by mu służył jako kierowca. „W ramach odpuszczenia winy.
Kate siedziała wystawiając twarz do słońca. Wsłuchiwała się w szum fal. Zamknąłem oczy i próbowałem sobie wyobrazić taki świat. „Pewnie zabiłbym się jeszcze przed drzwiami” pomyślałem i ogarnął mnie smutek. Spojrzałem na nią. Ona nie była smutna. Siedziała tak na boku z podkurczonymi nogami i uśmiechała się. „Ciekawe o czym myśli?” Ostatnio łapałem się na tym, że chciałem wiedzieć wszystko i w każdej sekundzie. Co myśli i co czuje... Przeszedł mnie dreszcz.
- Kate? – odezwałem się wreszcie. Obróciła głowę w moją stronę. – Może przynieść ci drugą książkę? Chciałbym żebyś mi coś pokazała...
- Oczywiście – uśmiechnęła się nieśmiało. Pobiegłem do pokoju i wyjąłem drugą część. Salon był pusty. „Ciekawe gdzie ich wywiało...” pomyślałem wracając na taras.
- Posuń się troszkę – powiedziałem i usiadłem obok zdziwionej dziewczyny kładąc jej książkę na kolanach. – A teraz powiedz mi jak to działa.
Przez chwile siedziała sztywno, ale zaraz jej twarz się rozjaśniła. Palce zaczęły przesuwać się po okładce, a mi znów zrobiło się gorąco. Próbowałem się uspokoić, ale nie było to łatwe. Zwłaszcza, gdy ujęła moją dłoń i położyła ją na książce. Przykryła swoją i mogłem zauważyć jaka przy mojej jest drobna i delikatna. „Wciąż używam tych dwóch słów, by ją opisać” zaśmiałem się w duchu. Jej palce między moimi pomagały mi rozróżniać poszczególne litery, gdy już objaśniła mi na co mam zwracać uwagę. „Jak ona to wszystko ogarnia?” zdziwiłem się. Po kilkunastu minutach wreszcie się poddałem.
- To jest niewykonalne – powiedziałem. – Absolutnie niemożliwe, by to zapamiętać. Jak to może być, że coś czasami jest literą, a czasami cyfrą? Powinno się jakoś różnić od siebie...
- To nie takie trudne jak już się przyzwyczaisz do panujących zasad – tłumaczyła cicho.
- Tylko, że on ma problem z przyswajaniem zasad – wtrącił Zayn siadając na moim poprzednim miejscu i zapalając papierosa. – Złe wieści – spojrzał na mnie. – Paul właśnie dzwoni...
- O co chodzi? – zdziwiłem się. – Jakie złe wieści?
- A tak tylko powiedziałem. Pewnie chodzi o to, że jednak nie będziemy mięli wolnej niedzieli. Zresztą zaraz się dowiemy.
- Chłopaki – zaczął Liam – za godzinę będzie samochód. Paul załatwił nam jakiś wywiad w radiu. Podobno ktoś im wypadł i nas poprosili. Mówi, że audycja trwa tylko godzinę.
- Kurcze – spojrzałem na Kate. – Myślałem, że poczytasz mi książkę – zażartowałem.
- Jeszcze zdążę – powiedziała uśmiechając się. – To zadzwońcie po resztę, bo jeszcze utkną gdzieś w sklepie.
- Ja dzwonię – powiedział Liam – a ty idź się szykować – wskazał na mnie. – Przepraszamy cię Kate...
- Ale przecież nie ma za co – uśmiechnęła się. – Ja mam co robić – pogłaskała książkę.
- Wejdź może do środka – odezwał się Zayn. – Wcale nie jest tak ciepło jakby się wydawało.
Weszliśmy do salonu zamykając za sobą drzwi na taras. Liam wygonił nas byśmy się szykowali, a sam sięgał po komórkę. Zauważyłem jeszcze jak Kate siada na „swoim” miejscu i zatapia się w książce.
Pół godziny później przyszli obładowani zakupowicze. Sądząc po tym, jak Niall się uśmiechał, kupili wszystko, a nawet więcej. Liam wygonił ich by się ogarnęli, a razem z Kate poszedł wypakowywać zakupy. Gdy zadzwonił Paul wszyscy byliśmy gotowi do wyjścia, a dziewczyna siedziała wygodnie z książką na kolanach.
- Tylko nie zaczynaj beze mnie – po raz setny chyba przypomniał jej Niall, a ona obdarzyła go tym niesamowitym uśmiechem.
Aż mnie zakuło... „Z zazdrości?


- Przestań tak wciskać ten przycisk, bo się winda zatnie – zaśmiał się Zayn. – A wtedy, to chyba się popłaczesz z żalu.
- Śmiejcie się, śmiejcie – Niall wsadził ręce do kieszeni – ale ciasto to będziecie chcieli...
- Zdajesz sobie sprawę, że chwile potrwa zanim je zrobicie? – zapytałem.
- No przecież wiem, ale już się nie mogę doczekać...
- To lunch raczej zamówimy z restauracji – podsumował Liam wysiadając z windy.
Niall wystrzelił jak rakieta. Próbowaliśmy mu przeszkadzać i prawie jednocześnie wpadliśmy do środka. Uśmiech zamarł na naszych twarzach. Gapiłem się na postać podnoszącą się z kanapy. Spojrzałem na resztę. W oczach mieli autentyczne przerażenie...

wtorek, 13 listopada 2012

18



Obudziłem się gwałtownie z myślą, że coś ważnego miałem zrobić. Co to miało być? Za nic nie mogłem sobie przypomnieć. Niall cicho pochrapywał. Obróciłem się na drugi bok i próbowałem zasnąć. Coś mi się śniło nim otworzyłem oczy, może uda mi się wrócić do tego snu... I nagle sobie przypomniałem. „Porozmawiać z Perrie.” Taki miałem plan na wieczór, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło. Może dzisiaj się uda. Sięgnąłem po telefon. „3:47” Przeciągły jęk rozległ się w mojej głowie. „Śpij głupku” nakazałem sobie, ale sen nie przychodził. Jeszcze kilka minut wierciłem się na łóżku, po czym postanowiłem zrobić sobie gorącej czekolady. „I z powrotem do wyrka.
Wszędzie panowała cisza. Słyszałem tylko tykanie zegara w salonie. Zatrzymałem się chwilę pod drzwiami Lou z tym dziwnym uczuciem, by zajrzeć do środka. Tylko po to by się upewnić, że wszystko w porządku. Nie dochodziły stamtąd żadne dźwięki. Już prawie naciskałem klamkę, gdy zrezygnowałem. „Może ją obudzę samym otwarciem drzwi... Lepiej niech śpi.” Skierowałem się do kuchni i wstawiłem wodę. Odruchowo sięgnąłem po saszetkę z czekoladą i moje palce natrafiły na zimną powierzchnię garnka. „Co jest kurna?” zdziwiłem się patrząc na zawartość szafki. „A no tak, Kate poukładała wszystko po swojemu” uspokoiłem się, bo to znaczyło, że gdzieś jest moja czekolada. Pytanie tylko gdzie. Przeglądałem kolejne półki i coraz bardziej traciłem nadzieję. „Pewnie już się skończyła” przemknęło mi przez myśl. W tej samej chwili zagotowała się woda.
- Po prostu cudownie – mruknąłem pod nosem. „Muszę zapalić” pomyślałem i skierowałem się na taras. Gdy włączyłem lampkę w salonie stanąłem jak wryty.
- Kate? Wszystko w porządku? Dlaczego siedzisz na podłodze? – podszedłem do niej szybko i kucnąłem obok. Dziewczyna siedziała w kusej podkoszulce, która z pewnością należała do Louisa, z kolanami pod brodą i opierała się bokiem o drzwi balkonowe. Jej usta drżały jak wtedy, gdy się bała.
- Co się dzieje? – próbowałem się czegoś dowiedzieć.
- Cześć Zayn – powiedziała cicho trzęsącym się głosem. – Wszystko w porządku. Było mi tylko gorąco...
- Gorąco? – powtórzyłem bez sensu, a następnie dotknąłem jej czoła. Była rozpalona. – Masz gorączkę. Wstań z podłogi – próbowała zrobić to o co ją proszę, ale słaniała się na nogach. W końcu udało mi się ją posadzić na kanapie. – Liam ma w apteczce termometr. Zaraz wracam.
- Nie... – złapała moją dłoń zatrzymując mnie. – Nie budź go, proszę.
- Postaram się. Ona na pewno leży gdzieś na wierzchu – zapewniłem ją, ale prawdę mówiąc nie spodziewałem się, by miało pójść tak łatwo.
Otworzyłem drzwi do jego sypialni i wśliznąłem się ostrożnie do środka. Namierzyłem lampkę i rozejrzałem się w jej świetle. Nic.
- Zayn? – Liam usiadł na łóżku. – Co tu robisz?
- Gdzie apteczka?
- Co się stało? – zapytał wyskakując z pościeli i rzucił się do szafy. Po chwili podawał mi swoje centrum pierwszej pomocy. – Coś z Kate?
- Znalazłem ją w salonie. Jej skóra dosłownie parzy, taką ma gorączkę. Chcę się upewnić – odpowiedziałem mu wracając do salonu. Nie odstępował mnie na krok.
- Cześć – usiadł obok dziewczyny.
- Hej – szepnęła cicho i można się było tego bardziej domyślić niż usłyszeć.
Postawiłem torbę na stole i zacząłem w niej grzebać. „Jak tu można cokolwiek znaleźć?” zdenerwowałem się, ale właśnie w tym momencie namierzyłem termometr. „Elektroniczny?
- Jak to działa? – wcisnąłem mu go w dłoń i patrzyłem jak coś tam naciska i podaje go Kate.
- Włóż pod pachę – poprosił, a ona bez sprzeciwu to wykonała.
Stałem wpatrując się w jej trzęsące się usta. Nikt nic nie mówił. Czekaliśmy. W końcu krótki dźwięk oznajmił, że to już. Oddała termometr Liamowi.
- O mój Boże! – powiedział. – 40.8! – Dotknął jej czoła, potem przedramienia. – Cała jesteś rozpalona!
- Nic mi nie będzie – szepnęła. – Powinniście spać, a nie siedzieć tu ze mną...
- Przecież sami wstaliśmy – przerwałem jej. – Nikt nas nie budził – dodałem, co zresztą było zgodne z prawdą. Sumienie mnie obudziło, a że akurat myszkowałem w nie swoim pokoju, to i Li się załapał...
- Co robić? – myślał Liam. – Może aspiryna pomoże? Chyba jeszcze jakieś mam...
- Wstrzymaj się chwilę – powiedziałem i pobiegłem do pokoju. – Niall! Wstawaj! – próbowałem go obudzić. – No dawaj stary!
- Czego chcesz? – marudził. – Daj mi spać...
- Dzwoń do tego swojego lekarza. Już! – warknąłem ze złością. Te słowa podziałały lepiej niż kubeł zimnej wody.
- Coś z Kate? – wyskoczył z łóżka i zaczął szukać telefonu w spodniach leżących na podłodze. Po chwili już stał z słuchawką przy uchu. – Hej Tom, sorry, że budzę, ale potrzebujemy pomocy... – przerwał. – Eeee... Zayn? Gadaj co się stało – wcisnął mi telefon w dłoń.
- Dziewczyna ma ponad 40 stopni gorączki. Jej skóra prawie parzy, a ona cała się trzęsie. Mamy tylko aspirynę... – słuchałem co facet ma do powiedzenia. „Zbić gorączkę” jakbym tego nie wiedział. – Dobrze. Dzięki – rozłączyłem się i już biegłem do salonu.
Liam zdążył zrobić zimny okład na czoło. Popatrzył teraz na nas wyczekująco. Martwił się. Miał to wypisane na twarzy.
- Musimy ją włożyć do wanny – powiedziałem. – Lekarz powinien tu być za jakieś dwie godziny. Może szybciej.
- Nie... – jęknęła z przerażeniem i próbowała się podnieść. – Ja nie mogę. Proszę. On mnie znajdzie...
Liam próbował jej pomóc, ale nie było to łatwe, bo wciąż się wyrywała.
- Kate, uspokój się proszę – błagał Niall. – Jeszcze zrobisz sobie krzywdę. Nikt cię nie znajdzie. To przyjaciel moich rodziców. Prawie wujek...
- Nie, proszę – łkała dziewczyna, a ja próbowałem jakoś zaciągnąć ją do łazienki. „Zadziwiająco silna jak na kogoś kto ledwo stoi na nogach” pomyślałem.
- Zayn, to zły pomysł. Ona jest przerażona. – Liam stwierdził fakt. – Niall idź obudź Lou. Może jemu się uda...
Jeszcze nie skończył mówić, a blondyn już wybiegł z pokoju. Dosłownie minutę później Louis wpadł do salonu.
- Kate? – podbiegł do niej i z żalem muszę przyznać, że gdy tylko ją puściłem wpadła w jego ramiona i wczepiła się w nie szukając ratunku. – Co tu się dzieje? Jezu, jesteś rozpalona!
- Musimy ją wsadzić do wanny i schłodzić choć trochę – powiedział Niall. – Dzwoniliśmy do lekarza. Niedługo tu będzie...
- Chodź – Lou pociągnął ją za sobą do łazienki, a my poszliśmy za nimi. – Przecież to nic takiego. Posiedzimy w wannie chwilę...
- Co się dzieje? – usłyszałem Harry’ego, który właśnie się obudził. A może to za dużo powiedziane... Wciąż wyglądał jakby jeszcze nie wyswobodził się z objęć snu.
- Wejdź proszę – Louis próbował ją przekonywać, ale zapierała się i tylko drżała jeszcze bardziej. – To na nic – powiedział i spojrzał na nas. Liam wskazał głową prysznic. Nic nie mówiąc Lou wszedł z nią do kabiny. Dziewczyna wtuliła twarz w jego pierś. Obie dłonie zaciskała tak mocno, że aż zbielały jej palce.
- Kate – powiedział powoli – zaraz odkręcę wodę... Nie bój się. Jestem tutaj.
Próbował jedną ręką ustawić odpowiednią temperaturę. Drugą wciąż podtrzymywał dziewczynę. Po chwili uderzył w nich strumień chłodnej wody chlapiąc wszędzie dookoła. „Zalejemy łazienkę” przemknęło mi przez głowę, choć to akurat było najmniej ważne.
- O mój Boże – usłyszałem jak Niall gwałtownie wciągnął powietrze. Spojrzałem tam gdzie on. Stróżki wody spływające z pleców po nogach dziewczyny były zabarwione na czerwono i bynajmniej nie było to spowodowane kolorem koszulki, którą miała na sobie.
- Idę zrobić gorącej herbaty – odezwał się Liam w końcu. – I trzeba naszykować im coś do ubrania...
- Ja to zrobię – powiedziałem. – Muszę się czymś zająć. Zrób też kawy – poprosiłem wychodząc za nim z łazienki.
- Ubierzcie się – dodał jeszcze Liam. – Już raczej nikt nie zaśnie. Harry – jęknął. – Włóż coś na siebie. Cokolwiek... – westchnął.


Stałem tak z trzęsącą się dziewczyną w ramionach i jedyne co przychodziło mi do głowy to to, że akurat potrzebowałem zimnego prysznica. Oparłem delikatnie brodę w jej włosach. „Jest taka drobna” pomyślałem. Wyciągnąłem rękę, by trochę przykręcić strumień i zadrżałem. Nie z zimna, lecz z przerażenia. Zobaczyłem jak czerwone krople skapują z mojego przedramienia, które przed sekundą obejmowało jej plecy. Spojrzałem w dół i chyba właśnie zapomniałem jak się oddycha. Przed oczami ujrzałem Zayna próbującego uspokoić wyrywającą się dziewczynę. „Wtedy musiała rozerwać te rany...
- Kate – odezwałem się cicho. Drgnęła. – Dość mocno krwawisz... Muszę... Musisz... – jąkałem się jak jakiś szczeniak. – Czy mogę obejrzeć twoje plecy?
Zastygła jak to tylko ona potrafi. Miałem wrażenie, że nawet przestała oddychać. Po chwili jednak znów zaczęła się trząść ze strachu. A może już z zimna? „Nie, raczej to pierwsze.
- Wiesz, że nic ci nie zrobię – próbowałem mówić spokojnie choć w środku cały krzyczałem ze złości. Nienawidzę być takim bezradnym. – Nie bój się. Wszystko będzie dobrze. Zaopiekujemy się tobą. Zobaczysz, że wszystko się ułoży...
Gadałem co mi tylko przyszło do głowy. Powtarzałem to samo po kilka razy. Nie przestawałem ani na moment. Próbowałem unieść jej koszulkę, co nie jest wcale łatwe gdy stoi się pod prysznicem. Nie pomagała mi, ale też nie przeszkadzała. Mocowałem się chwilę z mokrą bluzką żałując, że nie dałem jej jakiejś rozpinanej z przodu. „Następnym razem będę mądrzejszy” obiecałem sobie. Udało mi się zdjąć z niej mokre okrycie. Rzuciłem je na podłogę obok kabiny. Momentalnie utworzyła się czerwona kałuża. Próbowałem obejrzeć zmasakrowane plecy. W żołądku mi się przewracało na ten widok. Nawet nie próbowałem sobie wyobrazić jaki to musi być okropny ból. W dwóch miejscach rany dość mocno krwawiły. Obróciłem się delikatnie nie wypuszczając jej z ramion. Przez myśl mi przemknęło, że oto stoję z półnagą dziewczyną pod prysznicem, ona tuli się do mnie tak, że prawie łamie mi żebra, a ja rozglądam się za czymś do okrycia jej i zatamowania krwawienia. „Ironia losu.
- Louis – Niall stanął w drzwiach – Liam mówi, że powinniście... – przerwał, a ja spojrzałem w jego przerażoną twarz, która właśnie zmieniała kolor na zielony. Zakrył dłonią usta i wybiegł.
Usłyszałem, że ktoś za nim woła, ale już nie rozróżniałem słów. Zauważyłem czysty ręcznik. „To się nada” pomyślałem i próbowałem go dosięgnąć. „No jeszcze kawałek” wyciągałem się i nagle ręcznik znalazł się w mojej dłoni.
- Dzięki – powiedziałem cicho. Ale coś mi się wydaje, że Zayn mnie nie słyszał. On też wpatrywał się w plecy dziewczyny z szeroko otwartymi oczyma i przerażeniem wymalowanym na twarzy. Jednak w odróżnieniu od przyjaciela, nie uciekł.
- Liam mówi, że chyba powinniście już wyjść, bo jeszcze się przeziębicie – mówiąc to nie odrywał wzroku od dziewczyny. – Tu macie coś ciepłego do ubrania i więcej ręczników – położył rzeczy na koszu i wyszedł. Wydawało mi się, że nawet nie mrugnął odkąd znalazł się w łazience. Wyłączyłem wodę.
- Kate – powiedziałem cicho – przyłożę ci teraz ręcznik do pleców. Musimy zatamować krwawienie...
Dziewczyna nie reagowała na moje słowa. Nawet się nie poruszyła. Gdy dotknąłem jej rany tylko lekko zadrżała. Wciąż opierając głowę na mojej piersi. Kątem oka zaważyłem ruch w sypialni. Liam i Harry stali gapiąc się na nas. A właściwie nie na nas. Na nią. Na to, co było jej plecami. Starałem się nie zwracać na nich uwagi.
- Musimy się ubrać – powiedziałem cały czas zastanawiając się jak to zrobić. – Kate wszystko będzie dobrze. Musimy coś na siebie włożyć. Słyszysz mnie? – zamiast odpowiedzi dostałem lekkie skinięcie głową. „A więc wracamy do punktu wyjścia...” pomyślałem smutno. – Ubierzesz się? – znów skinięcie. Owinąłem ją kolejnym ręcznikiem. Stała bez ruchu z pochyloną głową. – Na pewno? – ta sama odpowiedź. Włożyłem jej do rąk ubranie od Zayna i zaprowadziłem do sypialni. Po chłopakach nie było nawet śladu. – Zaraz wracam – powiedziałem kierując się do łazienki.
Rozejrzałem się dookoła. „Jakby ktoś nieudolnie próbował posprzątać miejsce zbrodni” pomyślałem widząc zalaną podłogę. Wytarłem się szybko zrzucając z siebie mokre spodenki. Owinięty ręcznikiem wróciłem do pokoju. Kate nie poruszyła się nawet o milimetr. Stała i ściskała ciuchy, które miała w ramionach.
- Kate, musisz się ubrać – powiedziałem cicho. – Potrzebujesz pomocy? – tym razem nie doczekałem się odpowiedzi. – Pomóc ci się ubrać? – spróbowałem jeszcze raz. Nic. Szybko włożyłem na siebie dresowe spodnie i jakąś bluzę. – Pomogę ci dobrze? Nic się nie bój. Nikt z nas nie pozwoli cię skrzywdzić – wyjąłem jej z rąk rzeczy Zayna i położyłem je na łóżku. Stała przede mną dziewczyna w ręczniku, a ja zastanawiam się jak ją ubrać... „Przydadzą się teraz zabawy z siostrami” pomyślałem. „Jeśli mi nie pomoże, to będzie jak ubieranie lalki...” próbowałem przekonać sam siebie.
- Kochanie – powiedziałem najspokojniej jak tylko byłem w stanie – przecież się mnie nie boisz, prawda. To przecież tylko ja... – plotłem co mi ślina na język przyniosła jednocześnie próbując wsunąć jej ręce w rękawy. „Przynajmniej jest zapinana” pomyślałem. Zabrałem się za guziki i za chwilę już stała w zdecydowanie za dużej koszuli. „Co teraz?” zastanawiałem się. „Myśl Louis, myśl.” Ściągnąłem jej ręcznik starając się by ten drugi pozostał na swoim miejscu. Rzuciłem go tylko gdzieś za siebie. – Jeszcze spodnie i gotowe – dodałem zastanawiając się jak zdjąć dziewczynie mokra bieliznę. „Jednym słowem jak tu jej się dobrać do majtek” odezwał się głos w mojej głowie. – Kate musisz ściągnąć mokre rzeczy – powiedziałem cicho. Drgnęła. „Zawsze to jakaś reakcja.” – Zrób to proszę...
Czekałem na jakiś ruch z jej strony, ale ona tylko trzęsła się coraz bardziej. Nie mogłem widzieć jej dłoni w za długich rękawach, ale byłem pewny, że zaciska palce z całej siły. Uklęknąłem przed nią i zastanawiałem się, czy ucieknie jak tylko jej dotknę.
- Kate, proszę, pomóż mi – błagałem cicho. – Przecież już nas trochę poznałaś. Nikt cię nie skrzywdzi. Nie mógłbym – żadnej reakcji. Wsunąłem dłonie pod koszulę i odnalazłem mokry skrawek materiału. „Boże dopomóż.” Delikatnie zsunąłem z niej bieliznę. Jej skóra jest tak cudownie delikatna. „Teraz zdecydowanie przydałby ci się zimny prysznic” znów ten głos w mojej głowie. Pomogłem jej włożyć spodnie. Objąłem ją delikatnie ramieniem i zaprowadziłem do salonu.
Zayn wlewał w siebie kawę. Niall wciąż jeszcze z niewyraźną miną siedział obok niego. Harry z zamkniętymi oczami ciężko oddychał. Myślałem, że śpi, ale otworzył je, gdy tylko nas usłyszał, a po policzkach spłynęły mu łzy. Chciałem posadzić Kate na kanapie, ale nie było to takie proste. Przytuliłem ją do siebie i usiadłem z nią na kolanach. Od razu ukryła twarz przy mojej szyi. Czułem jej oddech na skórze. Przez ciało przeszedł mi dreszcz... Przyszedł Liam z dwoma parującymi kubkami.
- Wypij to – zwrócił się do mnie. – I spróbuj... – kiwnąłem głową, bo wiedziałem o co mu chodzi.
Po chwili przyniósł jeszcze szklankę wody i dwie aspiryny. Nie musiał nic mówić. Wypiłem herbatę parząc sobie język, ale nie zwracałem na to uwagi. Oddałem mu pusty kubek. Wyciągnąłem rękę w stronę stołu, a on bez słowa podał mi wszystko.
- Kate, kochanie – próbowałem spojrzeć jej w twarz, ale było to praktycznie niemożliwe. Dziewczyna wciąż chowała głowę w mojej szyi. I wciąż była rozpalona. – Musisz połknąć aspirynę. Zrób to dla mnie. Proszę cię – mówiłem cicho i cały czas głaskałem ją po ramieniu.
Poruszyła się. Miałem ochotę się uśmiechnąć, ale nie chciałem zapeszać. Wysunęła dłoń z rękawa i wsadziła tabletki do ust jak tylko je na niej położyłem. Podałem jej szklankę z wodą. Wydawało mi się, że ledwo zamoczyła usta, ale nic nie mówiłem. Grunt, że zaczęła reagować. Liam podał mi kubek z herbatą. Ona znów odwróciła głowę i czułem jej oddech na szyi.
- Wypij choć trochę – namawiałem. – Nie musisz wszystkiego – zero reakcji.
Pokręciłem z rezygnacją głową i oddałem kubek. „Może później.” Liam opadł na fotel. Spojrzałem po twarzach przyjaciół. Nie ma co, wydarzenia ostatnich dwóch nocy odcisnęły coś w nas wszystkich. Siedzieliśmy tak bez słowa sam nie wiem jak długo.
- Zayn – odezwał się Harry – komórka ci wibruje...
- To nie moja... – zaczął, ale jak się okazało miał w kieszeni telefon Nialla. – To do ciebie.
- Tak? – zaczął. – Wspaniale. Już po ciebie schodzę. Za minutę jestem na dole. Tom przyjechał – powiedział tylko i wybiegł.
Poczułem, że Kate zaczyna drżeć na całym ciele. Czułem jej urywany oddech. Była przerażona. Jej dłonie ukryte w rękawach zaciskały się na mojej bluzie. Reszta nie spuszczała z nas wzroku.
- Kate – zaczął Liam. – Jeśli chcesz możemy zadzwonić do Alex. Możemy nawet po nią pojechać.
- Chcesz do niej zadzwonić? – zapytałem. Czułem, że się zawahała, ale ostatecznie pokręciła przecząco głową.
W tym momencie drzwi się powoli otworzyły i do środka wszedł Niall z jakimś mężczyzną po trzydziestce. Z wyrazu jego twarzy i sposobu zachowania wnioskowałem, że zdążył się już dowiedzieć co się dzieje. Podszedł powoli, położył torbę lekarską na stoliku i usiadł obok nas. Cały czas nie odrywał oczy od dziewczyny.
- Cześć Kate – odezwał się ciepłym głosem. – Jestem Tom, przyjaciel chłopców. Jestem też lekarzem. Chyba się trochę boją o ciebie, skoro po mnie zadzwonili...
Czułem jak dygocze ze strachu. I chyba jeszcze mocniej wtula się we mnie. Dziwne, że palce jej jeszcze nie zdrętwiały od tego ciągłego zaciskania.
- Wiem, że mnie nie znasz. I bardzo się boisz, ale ja ci chcę tylko pomóc. Sam mam małą dziewczynkę. Właściwie, to czeka z moją żoną na dole. Nie chciały cię wystraszyć, ale bardzo by chciały cię poznać. A moja córeczka Emily, to uwielbia tych chłopców. Ma cały pokój w ich plakatach i co chwile mówi, że jak dorośnie to się z nimi ożeni – ciągnął, a ja czułem, że to może się udać. – Tylko jeszcze nie wie z którym, co tydzień zmienia zdanie...
Tom opowiadał przeróżne historie o swojej córce. Okazało się, że to wspaniały facet. Niall miał rację, że po niego zadzwonił.
- Kate – powiedział po chwili. – co powiesz na to bym teraz cię zbadał? Nie musisz się bać – dodał, gdy zauważył, że dziewczyna zamarła. – Siedź sobie tak jak teraz. Już Louis zadba o to, by nic ci się nie stało. Daliście jej aspirynę? – zwrócił się do nas, a Liam pokazał dwa palce. – Dobrze. Wciąż ma gorączkę. Skarbie – uśmiechnął się do niej – zrobię ci teraz zastrzyk, aby zbić temperaturę. Nic więcej, dobrze?
Patrzyłem jak otwiera torbę i przygotowuje strzykawkę. Po chwili znów odwrócił się w naszą stronę.
- Podasz mi rękę? – poczułem jak piąstka mocniej zaciska się na mojej bluzie. – Nie ma się czego bać. Pewnie gdyby można było, znaleźlibyśmy tu kilku ochotników, którzy wzięliby zastrzyk za ciebie. Wiesz, że oni bardzo się o ciebie martwią... To cudownie mieć takich przyjaciół. Ciekawe co ty byś powiedziała, gdyby to Louis był chory? – Zadrżała. – A wyobrażasz sobie Nialla leżącego w łóżku? Ktoś musiałby mu ciągle dostawy z kuchni urządzać.
- Ej – oburzył się Niall – przecież ja się aż tak nie opycham.
- A co właśnie chowasz do kieszeni? – odezwał się Harry.
- Czekoladę właśnie znalazłem, ale na później. Słowo honoru – wszyscy się zaśmiali.
- Skoro na później, to po co ją teraz otwierałeś? – zapytał Zayn.
- Bo chciałem zobaczyć jak w środku wygląda...
Po tak błyskotliwej odpowiedzi nikt nie mógł się powstrzymać od śmiechu. A próby Nialla, by nas uspokoić, przynosiły tylko odwrotny efekt.
- To jak Kate? – zapytał doktor uśmiechając się przyjaźnie.
Poczułem, że się poruszyła. Pewnie chciała spojrzeć na tą nową osobę w jej towarzystwie. Wciąż trzęsła się ze strachu, ale rozluźniła palce jednej ręki. Chwilę później wysunęła w jego stronę drżącą dłoń, a właściwie rękaw ze schowaną w środku dłonią. Lekarz delikatnie podsunął go do góry odsłaniając drobne przedramię. Zdezynfekował miejsce i sprawnie zrobił zastrzyk. I pomógł ręce znów skryć się w koszuli Zayna.
- No i po bólu – uśmiechnął się. – To gorączkę powinniśmy mieć już z głowy.
Wrzucił zużyte rzeczy do jakiegoś woreczka i schował do torby, a następnie zajął się rozmową z chłopakami jakby nigdy nic. Tylko co chwilkę zerkał w naszą stronę. Po kilku minutach poczułem, że coś się zmienia. Kate już nie drżała ze strachu. Nie zaciskała już swoich palców tak mocno i jakby słabła w moich ramionach. Na szyi czułem równy oddech. „Zasnęła?
- Śpi? – zapytał Tom. – Mała wojowniczka – powiedział z uśmiechem. – Kto inny padłby po minucie.
- Dałeś jej coś na sen? – zdziwił się Niall.
- Na uspokojenie, ale wiedziałem, że da ten sam efekt. To może przeniesiesz ją na łóżko i w końcu zobaczę te plecy – zwrócił się do mnie.
Podniosłem się z Kate w ramionach i skierowałem do sypialni. „Jest taka lekka...” Cała wycieczka podążyła za nami. Liam odsunął kołdrę. Położyłem ją delikatnie na boku. Chwilę trwało zanim uwolniłem swoją bluzę od jej palców. Stanąłem obok i nie spuszczałem oczu ze śpiącej dziewczyny. Tom rozpiął guziki i zsunął z niej koszulę. Delikatnie ułożył na brzuchu. Ręcznik przesiąkł krwią. Odłożył go na podłogę.
- Jezu... – powiedział i zabrał się do przemywania ran. – Niall, obiecałem ci, że nigdzie tego nie zgłoszę, ale wy nie możecie tego tak zostawić. Ktoś znęcał się nad tym dzieckiem. To nie są ślady po wypadku. Wygląda to jakby ktoś ją smagał biczem. Większość trzeba zaszyć. Wezmę też próbkę krwi do analizy – mówił nie przerywając pracy – i zadzwonię z wynikami. Pewnie ma anemię. Założę szwy i opatrunki, ale będzie je trzeba zmieniać codziennie. Poradzicie sobie?
- Tak – odpowiedziałem pewnie. – Dam radę jeśli tylko mi pokażesz jak.
- Dobrze. To za chwilę.
- Przepraszam – usłyszałem po chwili słowa Nialla. Jego twarz znów była zielona. – Nie mogę na to patrzeć...
Wybiegł z pokoju. Liam spojrzał na zegarek i też skierował się do drzwi.
- Zadzwonię do Alex. Myślę, że powinna o tym wiedzieć. A poza tym... – rozejrzał się dookoła. – Zresztą nieważne – dodał i wyszedł.
Zayn i Harry usiedli na drugim łóżku i w milczeniu przypatrywali się zabiegom doktora. Odezwał się dopiero gdy założył ostatni szew.
- Zostawię wam wszystkie opatrunki jakie mam, ale to nie starczy na długo. Musicie skoczyć do apteki – wyjął bloczek recept i zaczął pisać. – Kupić maść, którą zaraz posmaruję jej plecy. Co najmniej z trzy opakowania. Jeśli pójdziesz ty – wskazał na Zayna. – To jeżeli ktoś się dowie pomyśli tylko, że masz nowy tatuaż. Używa jej się do przyspieszenia gojenia się ran. I coś do dezynfekcji.
- Pojadę z tobą – odezwał się Harry. – W sumie moglibyśmy zaraz się wybrać. Wiem gdzie jest apteka całodobowa i nie będziemy tak siedzieć jak te ciołki.
- Daj mi pięć minut – Zayn wyszedł z pokoju.
- Chyba pięćdziesiąt – zaśmiał się Harry i poszedł przekopywać szafę.
Obaj pobili rekord, bo po 15 minutach byli gotowi do wyjścia. Tom wytłumaczył mi jak powinienem się zabierać do zmiany opatrunków. Nie powinno być problemów, o ile oczywiście Kate będzie leżała tak spokojnie jak dzisiaj. Ostrzegł by uważać na szwy i ich nie pozrywać. Obiecał też, że gdy będzie miał wyniki krwi, zadzwoni i w razie konieczności przepisze leki i przyśle je kurierem.
Zadawał wiele pytań, a ja odpowiadałem tak szczerze jak tylko umiałem. Opowiedziałem mu o koszmarach i o całej tej sprawie. O tym co obiecaliśmy Kate. I o Alex. „Facet jest w porządku” pomyślałem.
- Kiedy się obudzi? – zapytałem.
- Powinna spać kilka godzin – odpowiedział. – Wyglądała na zmęczoną. Mógłbym nawet pokusić się o stwierdzenie, że tej nocy nic nie spała.
Nie wiedziałem co odpowiedzieć. Wieczorem padłem tak szybko, że nie pamiętam czy ona zasnęła. Obiecałem sobie, że od teraz będę bardziej nad wszystkim panować.
- Louis – zwrócił się do mnie. – Nie jestem pewien, czy dobrze robicie, ale nie mi to oceniać. Ona najwidoczniej ufa ci trochę bardziej niż reszcie. Przynajmniej Niall tak mówi. I chyba rzeczywiście coś w tym jest. To ogromna odpowiedzialność...
- Myślisz, że nie dam rady? – przyjąłem pozycję obronną.
- Nie wiem. Nie znam cię. Mówię tylko, żebyś był ostrożny. Dajmy jej spać – przykrył Kate kołdrą. – Porozmawiam jeszcze z resztą w salonie.
Wyszliśmy cicho zamykając za sobą drzwi.


Obudziły mnie ciepłe promienie słońca na mojej twarzy. Uśmiechnęłam się na myśl o pięknym dniu. Czułam się dziwnie ociężała. I nagle wszystko do mnie wróciło. Uderzyło we mnie jak rozpędzona ciężarówka... „Lekarz...” Ostrożnie usiadłam. Poczułam, że nie mam na sobie bluzki. Delikatnie sięgnęłam ręką do pleców i moje palce natrafiły na opatrunek. „Czyżbym zasnęła? Jak to możliwe bym nic nie pamiętała? Zastrzyk...” Sama nie wiedziałam czy mam być zła, czy coś innego. Martwili się o mnie. Wsłuchałam się w ciszę, jaka panuje tu tylko wtedy, gdy chłopcy gdzieś wychodzą. „Czyli musi być po dziewiątej...” przypomniało mi się co Liam mówił wieczorem o porannej pobudce. Kolejną noc z rzędu się nie wyspali. I znów z mojej winy.
Podeszłam do komody i odnalazłam koszulkę, która świetnie się tu nadawała. Pamiętam jak Alex śmiała się za każdym razem, gdy mnie w niej widziała. Zawsze mówiła, że w końcu jakaś feministka mnie dopadnie. „No cóż, dzisiaj raczej mi to nie grozi.” Weszłam do łazienki i gdy sobie przypomniałam jak w nocy prawie naga tuliłam się do Lou, oblałam się rumieńcem. Znów zrobiło mi się nieznośnie gorąco. Nie natrafiając na żadne przeszkody, co mnie zdziwiło, szybko się uwinęłam i poszłam do kuchni. No tak, burczenie w brzuchu było głośniejsze nawet od tykania zegara.
Sięgnęłam do klamki i moje palce natrafiły na telefon, który teraz, o dziwo, był do niej przyklejony. Czyżby to była oryginalnie przesłana wiadomość, że mam zadzwonić? Do kogo? Odczepiłam słuchawkę i chwilę ważyłam ją w dłoni. Znów usłyszałam, że mój żołądek się niecierpliwi. „Chyba powinnam najpierw zrobić to, o co mnie poprosili” pomyślałam. Odszukałam palcem odpowiedni przycisk i przytrzymałam go trochę dłużej. Już po jednym sygnale usłyszałam szept Louisa:
- Kate! Zadzwoniłaś! Wszystko w porządku? Jak się czujesz? Przepraszam, że musieliśmy wyjść, ale...
- Z kim rozmawiasz? – przerwał mu ściszony głos Liama. – Z Kate?
Chyba musiał mu potwierdzić, bo już normalnym tonem powiedział do kogoś, że bardzo proszą o pięć minut przerwy.
- Ta rozmowa, to sprawa wagi państwowej – usłyszałam śmiech Harry’ego.
- Daj na głośnik – odezwał się Niall. – Kate? Kate? Jesteś tam? Rozłączyłeś?
- Jestem... – nie mogłam się do siebie nie uśmiechnąć. A tak się bałam, że będą się gniewać za kolejną nieprzespaną noc. A w ich głosach słychać tylko szczerą troskę.
- Jak się czujesz? – zapytał Zayn. – Czekaliśmy aż zadzwonisz...
- Czuję się dobrze, dziękuję – odpowiedziałam. – I dziękuję – to powiedziałam już innym tonem. Zrozumieli od razu.
- Daj spokój. Nie ma za co – Liam rzucił tym swoim uspokajającym tonem. – Dopiero wstałaś?
- Tak...
- Zostawiłem ci w lodówce na górnej półce kilka kanapek. Pewnie jesteś głodna...
Jakby na potwierdzenie jego słów żołądek zaburczał głośno i nie mogłam się nie uśmiechnąć.
- Ojej – czyżby to był Niall. – To były dla niej? Dlaczego mi nie powiedziałeś?
- Powiedz, że żartujesz – odezwał się Zayn. – Dla kogo innego miałby je odłożyć?
- Myślałem, że może zostały ze śniadania... – tłumaczył się, w jego głosie było słychać autentyczną skruchę.
- Przy tobie nigdy nie zostaje nic ze śniadania – powiedział Harry ze śmiechem.
- Dziękuję Liam, ale póki co nie jestem głodna. Za to strasznie mi się chce pić... – „Jak kłamać, to tylko w dobrej sprawie.” Było mi szkoda Nialla. – Może później coś zjem...
- Będziemy jakoś po trzeciej – odezwał się Lou.
- A która jest teraz? – zapytałam cicho.
- Po pierwszej – Niall pośpieszył z informacją. – Tylko niczego dzisiaj nie gotuj, bo przywieziemy pyszności ze sobą...
- A ty znów o jedzeniu? – przerwał mu Zayn i znów wywiązała się normalna jak na nich wymiana zdań i docinek. Nie można się nie uśmiechnąć.
- Musimy kończyć, Kate – odezwał się Liam. – Niedługo będziemy.
- Pa – usłyszałam jeszcze jak reszta się żegna.
- Pa – powiedziałam cicho.
- Kate... – zaczął Louis, ale jakby zapomniał co miał do przekazania. – Uważaj na siebie. Widzimy się za dwie godzinki.
- Dziękuję – powiedziałam z wdzięcznością i się rozłączyłam. – Za wszystko... – ale tego już nie usłyszał.
Wsunęłam telefon do kieszeni i otworzyłam lodówkę wciąż śmiejąc się po przeprowadzonej rozmowie. Plecy strasznie mnie piekły, ale jakoś inaczej. A może tylko mi się wydawało... Odnalazłam butelkę z sokiem i upewniwszy się co do zawartości skierowałam się na taras. Znów nic nie leżało mi na drodze. „Czyżby zdążyli jeszcze posprzątać?” Ostrożnie podeszłam do barierki i oparłam się o nią trzymając w obu dłoniach sok. „W dwie godziny jeszcze nikt z głodu nie umarł” pomyślałam i wzięłam pierwszy łyk. Wystawiłam twarz do słońca. Cudowne uczucie. A do tego jeszcze szum morza. Najpiękniejsza muzyka... W tej chwili przypomniałam sobie tą piosenkę, która tak mi się spodobała. „Jest wiele dobrych melodii...


- Chłopcy – zatrzymał nas menadżer – musimy chwilę porozmawiać. Zapraszam do środka – otworzył drzwi do pustego pokoju i czekał, aż z nich skorzystamy.
- O co chodzi, Paul? – zapytał Liam wchodząc.
- Chciałbym wiedzieć, co się z wami dzieje. Drugi dzień z rzędu jesteście nieprzytomni. Wyglądacie jak z krzyża zdjęci – wyliczał. – Nie mówię, że dziś nie daliście z siebie wszystkiego. Chciałbym wiedzieć jednak, co wy wyprawiacie...
- Nic się nie dzieje – powiedziałem wzruszając ramionami.
- Akurat w to nie uwierzę, Zayn. Normalnie pomyślałbym, że balujecie do rana, ale jakoś Liam mi w tym wszystkim nie pasuje. Więc po prostu mi powiedzcie i zakończymy tą rozmowę. Czy ma to coś wspólnego z koleżanką o której mówiliście?
- Nie! – szybkie zaprzeczenie, które wyszło jednocześnie z pięciu gardeł. Nie trzeba lepszego potwierdzenia.
- Nic nie mówiłem, gdy oznajmiliście, że wasza znajoma zamieszka razem z wami do końca pobytu. Zapewnialiście mnie, że wszystko pod kontrolą. A teraz widzę, że wy z nią tam jakieś balangi do rana urządzacie...
- Ona nie... – Lou próbował coś powiedzieć.
- Nie musicie zaprzeczać. Wystarczy na was spojrzeć.
- To już się nie powtórzy – obiecał Harry.
- Mam taką nadzieję, ale to nie zmienia faktu, że oczekuję jakiejś odpowiedzi. Teraz!
Spojrzeliśmy po sobie nawzajem. Z jednej strony chciałem mu powiedzieć, byłoby łatwiej. Ale nikt z nas nie był pewny, jak on zareaguje.
- Czy możesz dać nam minutkę? – Odezwał się Liam. – Musimy się naradzić.
- Ustalić wersję wydarzeń? – zażartował Paul.
- Nie całkiem. Powiemy ci prawdę, albo nic. Ale daj nam chwilę.
Patrzyłem na Liama szeroko otwartymi oczyma. I nie tylko ja. „Co on najlepszego chce zrobić?” Usłyszałem, trzaśnięcie drzwiami.
- Co ty wyprawiasz?! – zawołał Lou z oburzeniem.
- Nie wiem czy to dobry pomysł – powątpiewał Harry.
- A ja uważam, że powinniśmy mu powiedzieć prawdę – Liam popatrzył na nas z tą swoją miną tatuśka. – Nie mówię tu, żeby zaraz przedstawiać mu całą historie. Przynajmniej nie teraz. Ale myślę, że on zrozumie, iż próbujemy pomóc przyjaciółce, którą spotkało coś strasznego...
- Zacznie drążyć i co wtedy – zapytałem.
- Może nie zacznie... Może wystarczy mu, że się wytłumaczymy. W końcu nie imprezowaliśmy do rana... Lou, idź po niego. I ja mówię.
Nie byłem przekonany, a Louis chyba jeszcze mniej. Ale poszedł otworzyć drzwi i zaprosić menadżera do środka. Ten przyjrzał się naszym twarzom i opadł ciężko na fotel.
- To będzie jakaś bomba, tak? – zapytał.
- Ta koleżanka, o której ci mówiliśmy... – zaczął Liam – to jest trochę bardziej skomplikowane. Zaprosiliśmy ją do nas ponieważ potrzebowała miejsca, gdzie byłaby bezpieczna. Z dala od takiego jednego faceta, który ją bardzo skrzywdził. Dwie ostatnie noce rzeczywiście zarwaliśmy, ale zrobilibyśmy to ponownie bez zastanawiania się. Tu nas nie przekonasz. Choć my też mamy nadzieję, że to się nie powtórzy.
- Czy mogę wiedzieć, co działo się dziś i wczoraj w nocy? – zapytał Paul poważnym tonem.
- Dostała wysokiej gorączki i popękały jej rany. Musieliśmy zadzwonić po lekarza. Założył jej szwy i dał coś na sen. Miałeś też rację odnośnie imprez. Jesteśmy grzeczni. Ostatnie dni spędzamy z nią w hotelu, a nie na balangach.
- Mogliście mi powiedzieć. Przecież bym zrozumiał... – popatrzył na nas jakby się zawiódł.
- Zrozum, to nie chodzi o to, że nie chcieliśmy ci mówić. Ona nas o to prosiła. Jest teraz strzępkiem nerwów i staramy się, by doszła choć trochę do siebie. Póki co więcej nie możemy powiedzieć bez jej zgody. I chcielibyśmy cię prosić byś nikomu o tym nie mówił. Nikomu. – powtórzył Liam z naciskiem.
- Macie moje słowo – obiecał Paul. – Gdybyście potrzebowali pomocy, po prostu dzwońcie. I postarajcie się spać trochę więcej. W miarę możliwości. Dobra, koniec rozmowy – podniósł się, uściskał nas wszystkich po kolei i skierował się do drzwi. – Idźcie na chwilę do fanów, a ja wam już podstawiam samochód. Pewnie chcecie jak najszybciej wrócić do hotelu...
- Przyjął to zadziwiająco dobrze – podsumował Harry po wyjściu menadżera. – Spodziewałem się bardziej nerwowej wymiany zdań.
- Świetnie sobie poradziłeś, Liam – Lou podszedł i uściskał przyjaciela. – Jesteś wielki.
- Dobra robota – poklepałem go po ramieniu.
- Dzięki – powiedział – ale teraz już chodźmy. Niall, może zadzwoń już i złóż zamówienie. Powiedz, że będziemy za jakieś pół godziny, czterdzieści minut.


- Kochanie, wróciłem! – zawołał Harry, jak tylko przekroczył próg apartamentu. Gdy dojrzał Kate na tarasie od razu skierował tam swoje kroki. Ostrożnie ją przytulił. Zesztywniała, ale nie uciekła. – Tęskniłaś?
- Za tobą? Bardzo... – odpowiedziała cicho.
- A za mną? – nie mogłem się powstrzymać. Delikatnie objąłem ją ramieniem.
- Za tobą też – uśmiechnęła się delikatnie – i za Zaynem, i Liamem i Niallem.
- Lou, puść ją – zażądał Harry. – Muszę przeczytać, co ona tam ma dziś na koszulce napisane.
Nie pozostało mi nic innego jak się trochę od niej odsunąć. Ale sam zaciekawiony spojrzałem na sprany napis. „Przepraszam...jestem tylko kobietą.” Zaśmiałem się razem z resztą. „I to jaką...” pomyślałem.
- Masz takie hasła na każdej bluzce? – zapytał Zayn śmiejąc się z komentarza Harry’ego.
- Z wyjątkiem jednej – odpowiedziała cicho.
Obserwowałem grę światła na jej twarzy. Jak lekko mrużyła oczy, gdy śmiała się z czegoś co tamci powiedzieli. Nigdy bym nie zgadł, że jest niewidoma. Patrząc na nią nie można było tego zauważyć. Zwróciła twarz w moją stronę przymykając oczy przed słońcem. Miałem ochotę zapytać, czy ją razi, ale pewnie byłoby to nie na miejscu. Przeszedł mnie dreszcz, gdy ujrzałem jak znów przygryza wargę. Miałem ochotę podnieść rękę i dotknąć jej ust kciukiem uwalniając je z tej uwięzi...
- Tak trudno ci odpowiedzieć? – Zayn zapytał trącając mnie łokciem.
- Co mówiłeś? – zapytałem wracając do rzeczywistości. – Chyba się zawiesiłem...
- Raczej na pewno. Zrobić ci reset? Służę pomocą – Harry śmiał się już tak bardzo, że trzymał się za brzuch.
Nagle usłyszałem głośne burczenie. A na policzkach Kate zakwitł prześliczny rumieniec.
- A więc nie jesteś głodna powiadasz... – zaśmiał się Zayn. – Byłbym w to nawet skłonny uwierzyć...minutę temu.
- Jedzonko! – wydarł się Niall z kuchni.
- Chodźcie zanim nam wszystko zje – powiedziałem ciesząc się, że już się ze mnie nie śmieją. Ale wciąż zastanawiałem się jakie było pytanie.
Ruszyłem za Kate dziwiąc się jak pewnie się porusza. Co do tego Alex się nie myliła. Jednocześnie pomyślałem jak bolesne musi być zderzenie z czymś, co nagle stanęło by jej na drodze. „Trzeba uważać” podsumowałem ja, największy bałaganiarz.
Okazało się, że kuchnia hiszpańska bardzo jej smakuje, choć zdecydowanie nie jest fanką ostrego jedzenia. Popłakała się, gdy Zayn dał jej spróbować swoich przysmaków. Wypiła szklankę wody zanim doszła do siebie. Śmiała się razem z nami i to był najlepszy obiad jak do tej pory.
- Może z deserem przeniesiemy się do salonu – zaproponowałem zbierając naczynia ze stołu.
- Pomogę ci – zaofiarował się Harry i ruszył do zlewu.
- Chodź Kate – powiedział Zayn i wziął ją za rękę. – Nie będziemy im przeszkadzać.
Liam wyszedł razem z nimi. Niall zajął się krojeniem ciasta. Szybko się uwinęliśmy i pomagając blondynowi z talerzykami dołączyliśmy do reszty. Usiadłem obok dziewczyny. Zaczynam sobie myśleć, że to miejsce na kanapie należy do mnie. Deser był pyszny. Zajadaliśmy się słodkościami opowiadając jej swój poranek. Oczywiście w naszych ustach brzmiało to zdecydowanie zabawniej niż było w rzeczywistości. No ale najważniejsze jest to, że ona dobrze się bawiła. Nagle rozległ się dźwięk telefonu.
- Cześć kochanie – powiedział Liam do słuchawki i już miał się podnieść, ale nagle zmienił zdanie.
- Dlaczego? – zapytał zdziwiony. – Przekazałem. – Nie cierpię słuchać tylko jednej strony, nic z tego nie rozumiem. – Zaraz tam zadzwonię i dam ci znać – znów wsłuchał się w głos Danielle. – Dobrze. Zadzwonię wieczorem i wszystko ci opowiem. Ja ciebie też. Pa
Rozłączył się i skierował się do kuchni.
- Co jest? – zapytał Niall z pełnymi ustami. „Okropne...” jęknąłem.
- Moment – odpowiedział i po chwili wrócił z hotelowym telefonem. – Kurier zadzwonił do Danielle. Podobno nie chcieli go wpuścić... Dzwonię z pokoju 1012. Czy przyszła już przesyłka, której oczekuję? Wczoraj zgłaszałem w recepcji. Oczywiście, poczekam.
Wszyscy obserwowaliśmy jego spokojne podejście do tematu. Było godne podziwu. Ja pewnie bym się zdenerwował. Paczka od Danielle mogła oznaczać tylko jedno. I już się nie mogłem doczekać reakcji Kate.
- Dobrze, dziękuję – odezwał się po chwili Liam. – Nie trzeba. Sam po nią zejdę. Niech kurier zaczeka. – Rozłączył się i podał telefon Harry’emu. – Zaraz wracam.
- Coś się stało? – zapytała cicho Kate.
- Nie. Nic takiego – odpowiedziałem. – Dziewczyna Liama miała nam coś przysłać i widocznie jakiś problem w recepcji. Ale kto jak kto, Liam z pewnością to załatwi. Chcesz jeszcze dokładkę? – zapytałem odbierając od niej pusty talerzyk.
- Nie dziękuję – uśmiechnęła się.
- Lou, tak się pytasz, a wcale nie jestem taki pewien, czy Niall coś jeszcze zostawił na później – mrugnął do mnie Harry przypominając tym samym incydent z kanapkami.
- Ej, dajcie spokój – bronił się Niall. – Przecież przeprosiłem... A poza tym jeszcze trochę zostało. Kate jeśli masz ochotę...
- Dziękuję Niall, ale naprawdę już nie zmieszczę nic więcej. I nie przejmuj się. Nie byłam głodna jak wstałam.
- Taaak – śmiał się Zayn – a brzuchu ci tak burczało, że przez chwilę myślałem, że będzie burza.
- Oj tam – zaśmiała się, a mi przyszło na myśl, że to najpiękniejsza muzyka pod słońcem.
Po chwili wrócił Liam z dość sporym pudełkiem. Przeszło mi przez myśl, że Danielle chyba z pół biblioteki przysłała. Potem jednak przypomniałem sobie, czego się dowiedzieliśmy przeglądając internet. Dobrze będzie jak jest tam cały jeden tytuł...
- To zajrzyjmy do środka – odezwał się Harry, gdy tylko paczka stanęła na stole. – Strasznie jestem ciekawy...
- No, otwieraj – popędzał Niall.
Liam miał z nas niezły ubaw. Wolniej chyba nie mógł tego robić. Wszyscy czekaliśmy z niecierpliwością, bo chcieliśmy zobaczyć reakcję Kate. Tylko ona siedziała spokojnie i pewnie w duchu się z nas śmiała. W pudełku był worek z doczepioną jakąś karteczką. Zauważyłem logo biblioteki. „Worka trzeba pilnować. Pewnie się go oddaje...” pomyślałem odkrywczo. Wewnątrz zauważyłem ciemną okładkę książki. Na tej już były normalne litery. Przynajmniej na zewnątrz. Liam wyjął pierwszą. Leżała na niej biała koperta.
- Liścik od Danielle – powiedział otwierając i zaczął czytać. – Kate, to do ciebie...
Zauważyłem, że dziewczyna była autentycznie zdziwiona.
- Do mnie? Ale przecież...
- Zaraz zrozumiesz – szepnąłem jej na ucho i delikatnie ścisnąłem dłoń. – Czytaj.
- Hey Kate – zaczął. – Przesyłam ci takie „małe” coś żebyś się nie musiała nudzić, gdy ci wariaci gdzieś wychodzą. Poza tym słyszałam, że uwielbiasz książki. Niestety nie wiedziałam jakie najbardziej. Mam nadzieje, że mój wybór ci się spodoba. Przesyłam pierwszy tom. Udanej przygody... I mam nadzieję, że będę mogła cię poznać któregoś dnia. Czekam na to z niecierpliwością. Danielle
- Małe coś? – zdziwił się Niall. – Przecież to waży tonę.
- Proszę, Kate – Liam podał wzruszonej dziewczynie książkę. Na grzbiecie było napisane, że to pierwsza z sześciu.
- Przysłała mi książkę? – zapytała drżącym głosem, a jej palce rozpoczęły ten delikatny taniec badając dokładnie przedmiot. – Ale dlaczego?
- Pomyśleliśmy, że to dobry pomysł – zacząłem nie spuszczając z niej wzroku. – Lubisz czytać, a swoją książkę znasz już pewnie na pamięć...
- Dziękuję – powiedziała cicho nie przestając głaskać okładki. Zobaczyłem jak pojedyncza kropla upadła na jej dłoń...
- Kate, nie płacz, proszę – delikatnie objąłem ją ramieniem i znów poczułem jej głowę na swojej piersi. Czułem jej łzy moczące mi koszulkę. – Przecież nic się nie stało...
- Tylko jeszcze nikt... Dla mnie... Dlaczego? – załkała.
- Nie płacz, bo zaraz i Niall się rozpłacze i co wtedy? – żartował Harry, ale sam miał łzy w oczach.
- Za późno – blondyn pociągnął nosem.
Czy rzeczywiście nikt nigdy jej nic nie podarował? Oprócz Alex. Pamiętam jak mówiła, że Kate nie jest przyzwyczajona do otrzymywania prezentów. „Ale na miłość boską, wtedy chodziło o głupie żelki!
- Nie płacz – Zayn przysiadł na oparciu kanapy. – Te książki są z biblioteki, więc musimy je oddać. Przecież to nic takiego. Każdy może je wypożyczyć. Chcieliśmy ci sprawić przyjemność i prawdę mówiąc to liczyłem na twój uśmiech...
- Dziękuję – uniosła głowę wycierając dłonią łzy. I obdarowała nas swoim najpiękniejszym uśmiechem. To było jak promień słońca. Wyglądała jak dziewczyna ze zdjęcia. „No, z trochę zaczerwienionymi oczyma...” – Zawsze chciałam przeczytać tę książkę. Dużo o niej słyszałam. Dziękuję wam...
- Nie ma za co – powiedział zadowolony z siebie Harry. „Pomyślałby kto, że to był jego pomysł...
- I koniecznie podziękuj Danielle – zwróciła się do Liama. – Marzyłam żeby pewnego dnia to przeczytać. I też mam nadzieję, że kiedyś ją poznam... – dodała i znów się rozpłakała wtulając głowę w moją koszulkę.
Wszyscy byliśmy wzruszeni. Ta szczerość, która z niej biła nie dała się nie zauważyć. Można ją było tylko podziwiać i robić wszystko, by zasłużyć na jej uśmiech...
- Tu jest jeszcze pięć książek – powiedział Harry zaglądając do pudełka. – A mówiłeś, że tu jest tylko pierwsza część.
- Tyle zajmuje jeden tom, ciołku – szturchnął go Niall. – Mam ochotę na ciasto. Chce ktoś jeszcze?
- Ja się ruszyć nie mogę, taki jestem najedzony – powiedział Zayn wracając na swój fotel. – Serio, stary, czasami zastanawiam się czy ty nie masz tam jakiegoś tasiemca w środku. To przechodzi ludzkie pojęcie...
Trochę śmiechu korzystnie podziałało na wszystkich. Atmosfera od razu zrobiła się luźniejsza. Liam zabrał pudełko i skierował się do mojego pokoju.
- Zaniosę to do waszego pokoju. Tu jeszcze niechcący może się coś rozlać. – Po chwili wrócił. – Postawiłem pod krzesłem, tam gdzie miałaś buty. Lekko je przestawiłem. Są obok pudełka.
- Dziękuję – powiedziała i obdarzyła go cudownym uśmiechem.
- Pewnie już nie możesz się doczekać by zacząć – zaśmiałem się obserwując jej palce raz po raz przesuwające się po tytule. Teraz i ja zasłużyłem na uśmiech... – Nie krępuj się. Po to je dostałaś. Harry, zapodaj jakiś film.
Wszyscy obserwowaliśmy jak drżącą dłonią otwiera książkę. Delikatnie sunie palcami po stronie tytułowej nie opuszczając nawet linijki. Gdy znów odwróciła stronę nie było już na niej liter, które mogłem odczytać. Tylko niekończący się ciąg tajemniczych dla mnie znaków. Nie mogłem przestać patrzeć na te drobne paluszki przesuwające się po papierze. Cudowny widok...
Dopiero po jakimś czasie zauważyłem, co się dzieje dookoła. Liam siedział z laptopem na kolanach i coś zawzięcie w nim pisał. „Może z kimś klika?” pomyślałem. Niall z nosem w telefonie na sto procent siedział na Twitterze. Zayn wyzwał Harry’ego na pojedynek i obaj zajęli się konsolą. „Coś mi się wydaje, że już tego żałuje” przyszło mi na myśl widząc, kto wygrywa. Zastanawiałem się chwile, czy by nie zadzwonić do Eleanor, ale jakoś nie miałem na to ochoty. „Później...” obiecałem sobie opierając głowę o kanapę. Czułem przyjemne ciepło na swoim boku. Uśmiechnąłem się do siebie. „Ciekawe czy zdaje sobie sprawę, że się o mnie opiera?” Z tą myślą zasnąłem...