- Chłopaki, jedzonko! – zawołałem przez zamknięte drzwi
wywołując tym uśmiech na twarzy Kate. – Co się śmiejesz?
- Bo jak mówiłam żeby iść ich zawołać, to miałam na myśli
iść...
- Ale po co? – powiedziałem widząc, że drzwi się otwierają.
- Ale jestem głodny – odezwał się Niall i już siedział
przy stole.
- Cudownie pachnie – pochwalił Liam, a Zayn mu przytaknął.
– Pomóc w czymś?
- Tylko w jedzeniu – zaśmiała się moja nowa przyjaciółka.
- To ja się zgłaszam na ochotnika – Niall już nawet
widelec w ręce trzymał.
- A gdzie Lou? – zdziwiłem się.
- Idę – odezwał się w od progu. – Musiałem się dobudzić...
Kate, co za zapachy. Mniam, aż mi ślinka cieknie.
- A ja to co? – udałem obrażonego. – Ja tu sobie ręce po
łokcie urabiałem...
- To widać – powiedział Zayn. – Nawet masz rękawy brudne
od mąki.
- Tylko widzisz Harry – Liam uśmiechnął się szeroko. – Sądząc po tym, co Kate ma w rękach, a co widzę pierwszy raz w życiu, to raczej
nie twój przepis...
- Od dziś będę na niego rwał wszystkie laski – popukałem
się w skroń. – Tu wszystko notowałem. A wy, niewdzięcznicy, będziecie mnie
jeszcze błagać, bym coś ugotował. Takiego... – usiadłem na krześle śmiejąc się
z miny Nialla.
- Pozwól, Kate, że ci z tym pomogę – powiedział nie
spuszczając wzroku z talerza. Odebrał go od niej i położył na stole przed sobą.
- A drugi to już nie łaska? – Liam odwrócił się, by odebrać
od niej kolejny.
- Ty już do niego nic nie mów, on tylko czeka na hasło
start – śmiał się Zayn.
- Możemy już jeść? – Niall zapytał jakby w ogóle nie słyszał, że się z niego nabijamy.
- Kate, zostaw patelnie. Ja pozmywam – Lou zgłosił się na
ochotnika. – Usiądź i zjedz z nami.
- Już siadam. Tylko... – uśmiechnęła się do nas. – Nie obraźcie
się, ale ten ostatni jest specjalnie dla Nialla – i podała blondynowi talerz, a
na nim jeden placek, ale za to cztery razy większy niż inne.
- Dla mnie? – aż mu się oczy zaświeciły. – Żono moja
przyszła... – postawił talerz przed sobą odsuwając pusty.
- No tak – powiedziałem. – Chyba już masz go w swojej
drużynie.
- Myślę, że on już w niej jest od naleśników – zaśmiał się
Liam.
Kate usiadła na swoim miejscu między Lou i Zaynem.
Uśmiechnęła się do nas, jednocześnie odnajdując dłonią swój talerz i widelec.
„To musi być przesrane nic nie widzieć...”
- Możemy już? – Niall prawie ślinił się nad swoim plackiem
gigantem.
- Smacznego – usłyszałem jej ciche słowa i nie mogłem się
nie roześmiać, widząc jak kumpel rzuca się na jedzenie.
- Jakbyś nie jadł od tygodnia – zdziwiłem się. – Lepiej
nic nie mów – dodałem szybko. – Nie chcę widzieć jak przeżuwasz.
„Trzeba przyznać, że te wspólne posiłki nam wychodzą”
pomyślałem spoglądając na przyjaciół. Jedli aż im się uszy trzęsły. Louis i
Zayn pilnowali, by jej talerz nie był pusty. „Jak to możliwe, że ktoś niewidomy tak dobrze gotuje?” Wszystko, co do tej pory
zrobiła było przepyszne i ładnie podane. Wiedziała, ile czego dosypać bez
żadnych miarek. „Na oko” powiedziałaby mama, ale w tym przypadku to głupio brzmi.
- Tamte są jakieś inne – zauważył odkrywczo Niall. – Podaj
mi kilka, muszę to sprawdzić.
Zaśmiałem się, ale grzecznie przysunąłem talerz w jego
stronę. „Spostrzegawcza bestia.”
- Tutaj nie ma tego czerwonego...
- Żurawiny – podpowiedziałem. W życiu bym nie wpadł, by ją
dodać. – Mówiłem jej, że nie będziecie wybrzydzać, ale ona uparła się, bo
podobno nie wszyscy lubią ten smak...
Po tych słowach nastąpiło poruszenie przy stole i nagle
talerze zamieniły się miejscami. Każdy musiał koniecznie spróbować i ocenić.
Pochwałom nie było końca.
- A dziękuję, dziękuję – śmiałem się. – Rachunek
dostaniecie przy wyjściu.
- Stary – Liam klepnął mnie w ramię. – Ja nie chcę nic
mówić, ale coś mi się widzi, że odwaliłeś najprostszą robotę.
- Nieprawda – broniła mnie Kate. – Właśnie najcięższą...
- No właśnie – śmiałem się. – Służyłem jako mikser.
Pięćdziesiąt obrotów na minutę. Powiedzmy, że liczyłem...
Kolacja płynęła w cudownej atmosferze. Okazało się, że
Kate skończyła pierwszą książkę. „Szybko” zdziwiłem się. „Widocznie bardziej
kocha książki niż ja.” Lou namówił ją, by opowiedziała o swoich wrażeniach jak
do tej pory. Prawdę mówiąc, to była chyba jej najdłuższa wypowiedź jaką
słyszałem. Kolejny raz nam podziękowała i przypomniała Liamowi, że koniecznie
musi powiedzieć Danielle jaką sprawiliśmy jej radość. W końcu odsunęła od
siebie talerz dziękując i prosząc, by już jej więcej nie nakładali. Właściwie,
to sam ledwo mogłem się ruszać, taki byłem najedzony. „Trzeba było nie podbierać
placków podczas smażenia...”
- Może wyniesiemy się z kuchni – odezwał się Zayn klepiąc
się po brzuchu. – Dziękuję Kate. Było przepyszne.
- Ale jeszcze nie skończyliśmy – odezwał się Niall. –
Pozwolicie by się zmarnowało?
- Nigdy! – zawołał Lou z komicznie przerażoną miną. – Od
tego mamy ciebie.
- Niall – powiedziała cicho Kate. – Te placki są nawet
lepsze, gdy są zimne. Możesz sobie zostawić na później i sprawdzić. Tylko
trzeba talerz czymś nakryć.
- Obiecujesz? – uśmiechnął się. A gdy pokiwała mu głową od
razu przełożył wszystko na jeden talerz i odstawił do szafki biorąc dwa na
drogę. „By nie zgłodnieć w drodze do salonu.” – Jakby co, to policzyłem –
zaśmiał się.
Rozłożyliśmy się w pokoju i włączyłem telewizor. Byłem tak
obżarty, że nie miałem siły się ruszyć. Spojrzałem z niedowierzaniem na Nialla,
który wciąż jeszcze przeżuwał.
- Jak ty to robisz? – dziwiłem się kręcąc głową.
- Dobra przemiana materii – odpowiedział tylko oblizując
palce. – Placki z żurawiną i bananami trafiają do mojego Top 10.
- Masz jakąś listę? – zdziwił się Zayn. – Od kiedy?
- Nie wiem od kiedy, ale mam.
- Jasne – zaśmiałem się. – I pewnie zmienia się po każdym
posiłku.
- Czasami...
- Wybaczcie mi, ale pójdę już do siebie – odezwał się
Liam. – Obiecałem zadzwonić do Danielle i opowiedzieć jej wszystko. Pewnie już
nie może się doczekać.
- Podziękuj jej ode mnie – odezwała się Kate.
- Jasne. Z pewnością się ucieszy. Dobranoc wszystkim –
powiedział i po chwili usłyszałem delikatne trzaśnięcie drzwiami.
- Jednego mniej – zaśmiałem się. – Zauważyliście, że nie
powiedział nic o jutrzejszym wstawaniu?
- Bo jutro możesz spać do południa – odpowiedział mi Zayn.
– Wolne mamy...
- Ekstra! Zapomniało mi się. – Sam nie mogłem uwierzyć, że
zapomniałem o dniu bez zobowiązań. Poznanie Kate wypchnęło wiele rzeczy z mojej
głowy. – Może jakiś film obejrzymy? Kate, jakie programy lubisz oglądać? No co?
– powiedziałem widząc minę Zayna. – Alex mówiła, że czasami sobie włącza
telewizor...
- Chyba podróżnicze... – odpowiedziała uśmiechając się do
mnie. „Jak to jest, że gdy do ciebie mówi, to jakby patrzyła ci w oczy?”
dziwiłem się. „Oczywiście jak już podniesie głowę...”
- A jakieś filmy lubisz? – próbowałem dowiedzieć się
więcej. – Może jakieś tytuły?
- Z tym to będzie ciężko – zaczęła, a my chłonęliśmy każde
jej słowo. – Pamiętam bajkę o Kopciuszku i Dirty Dancing... Nie znam wielu
tytułów. A już na pewno żadnych nowości.
- To jak wygląda oglądanie filmu w twoim wykonaniu? – W
tym momencie Niall popatrzył na mnie takim wzrokiem, że musiałem sobie w głowie
powtórzyć ostatnie zdanie. „No tak, niefortunnie to zabrzmiało.” Już chciałem
się tłumaczyć, ale zobaczyłem, że dziewczyna uśmiecha się do mnie...
- Technicznie, to nie oglądam filmu – zaśmiała się.
Patrzyłem na nią jak urzeczony. – Słucham dialogów i próbuję wyłapać resztę
dźwięków i wyobrażam sobie, jak to musi wyglądać. Czasami jest zabawnie, bo
wydaje mi się, że akcja dzieje się w jakimś romantycznym miejscu i nagle odzywa
się głos mówiący „To którego kurczaka zapakować?”
Roześmiałem się próbując to sobie wyobrazić. Całe
szczęście, ze Alex miała rację z tym jej poczuciem humoru. Opowiedziała nam
jeszcze kilka historii. W międzyczasie wrócił Louis stwierdzając, że wygrał
batalie w kuchni, co nie było łatwe. Usiadł obok dziewczyny kładąc nogi na
stole.
- Od zawsze nie widziałaś? – wypaliłem i aż sam się skopałem
w myślach. Na moje nieszczęście Zayn zrobił to naprawdę, a Lou i Niall
zmierzyli mnie takim wzrokiem, że powinienem nie żyć. „Co za kretyn ze mnie...”
I nie chodzi o to, że zapytałem, ale jak... Zapadła krępująca cisza. Nikt nie
wiedział co powiedzieć, by zatrzeć wspomnienie mojej inteligencji.
- Nie... – nagle odpowiedziała uśmiechając się smutno. –
Kiedyś widziałam... Do dziś przechowuję to w swojej głowie...
- Kate, nie musisz nic mówić – zapewnił ją Louis obejmując
ramieniem. – On tak tylko zapytał... Jak to Harry...
- Nic nie szkodzi – powiedziała cicho, ale widać ulżyło
jej. Już więcej się nie odezwała.
- To co powiecie na jakąś komedię? – zaproponowałem ku
zadowoleniu reszty. „Może jak będę coś oglądać, to nie wypale już z niczym
głupim...” pomyślałem. „Marne szanse” zaśmiałem się w duchu wkładając płytę do
odtwarzacza.
Oglądaliśmy już drugi film i chyba zostało mi zapomniane
moje przewinienie. Druga komedia nie była już taka dobra. Rozejrzałem się
dookoła. Niall z komórką w ręku siedział na Twitterze. „Podobny gust filmowy do
mnie” zaśmiałem się w duchu. Zayn twardo oglądał rozwalony na fotelu z nogami
na stole. Spojrzałem na Lou. Wciąż obejmował ramieniem Kate i gapił się w
telewizor. A dziewczyna albo zasnęła z głową na jego piersi, albo po prostu
słuchała dialogów z zamkniętymi oczyma. „W każdym bądź razie znalazła już
swojego bohatera” pomyślałem. Kto by pomyślał, że on tak się zachowa w stosunku
do niej. „Zmieniła go. Na lepsze.” Patrzyłem na swojego przyjaciela i ledwo
rozpoznawałem w nim chłopaka sprzed tygodnia. Wprawdzie wciąż był tym
zwariowanym Lou z masą szalonych pomysłów, ale teraz poznałem też jego drugą
stronę... „Cudownie razem wyglądają” pomyślałem. „Ciekawe co by El na to
powiedziała?” Prawdę mówiąc, to nie musiałem się zastanawiać. Jak nic byłaby
awantura. Zaśmiałem się wyobrażając ją sobie krzyczącą i machająca rękoma.
Spojrzałem na Kate. „Czy ona w ogóle potrafi podnieść głos, by na kogoś
nakrzyczeć?” Jakoś nie mogłem sobie tego wyobrazić. Tylko raz słyszałem jej
krzyk, a właściwie jęk rozpaczy. Aż zatrząsłem się na to wspomnienie. „Nie...
Proszę... Przestań...” znów usłyszałem te słowa i po raz nie wiem który
zastanawiałem się, co on jej zrobił? Czy tylko te rany na plecach... Poczułem,
że oczy zachodzą mi mgłą. „Tylko się nie rozbecz” powiedziałem sobie wracając
do oglądania filmu.
Po trzeciej komedii zdecydowaliśmy się zakończyć wieczór
filmowy. Harry poszedł pod prysznic, Niall sprawdzić czy zimne placki naprawdę
są lepsze, a Zayn, po obowiązkowym papierosie, zdecydował się zadzwonić do
Perrie. Zwłaszcza, że zauważył od niej nieodebrane dwa połączenia. Siedziałem
na kanapie i obejmowałem śpiącą dziewczynę. Nie dotrwała nawet do końca
pierwszego filmu. Przypomniałem sobie początek wieczoru. Przez chwilę byłem zły
na tego głupka, ale gdyby nie on, nie dowiedziałbym się kolejnej nowej rzeczy o
niej. „A wiec kiedyś widziała... Ciekawe jak straciła wzrok.” Musze się zapytać
Alex, gdy będzie okazja. Nie bylem zmęczony, w końcu przespałem całe
popołudnie. Zastanawiałem się czy ją obudzić, czy dać jej tak jeszcze trochę
pospać. „Może sama się przebudzi” pomyślałem, bo prawdę mówiąc cudownie mi się
tak siedziało z tym moim małym elfem wtulonym we mnie... Te chwile, kiedy nie
drżała ze strachu, ani nie zastygała z przerażeniem wymalowanym na twarzy, były
dla mnie cenniejsze niż wszystko inne. Pomyślałem o Zaynie, który właśnie
rozmawiał ze swoją dziewczyną i przed oczami stanęła mi moja. „Też powinienem
zadzwonić. Pewnie już jest zła, że ostatnio nie chciało mi się z nią gadać.”
Westchnąłem ciężko. Kate poruszyła się. Czekałem czy może się obudziła, ale ona
tylko podłożyła dłoń pod głowę i spała dalej. Jej włosy pachniały moim
szamponem. Dziwne, ale jakoś tak inaczej niż na moich. Lepiej. Pomyślałem, że
można zrobić dla niej małe zakupy. Tylko trzeba znaleźć jakiś sposób, by potem
to przyjęła. „I nie płakała za każdym razem” przypomniałem sobie jej reakcję,
gdy daliśmy jej książkę. „Z biblioteki.” W tej dziewczynie wszystko było takie
szczere i prawdziwe. Szkoda, że każdy taki nie jest... W głowie kłębiło mi się
tyle pytań, na które chciałem znać odpowiedź. „Zdecydowanie muszę pogadać z
Alex” postanowiłem. Układałem w myślach informacje, które już posiadałem i
pytania, które mi się nasuwały. W pewnym momencie przed oczami pojawił mi się
obraz Kate tulącej się do mnie pod prysznicem. Przypomniałem sobie mokra koszulkę
rzuconą na podłogę. Wtedy myślałem tylko o kałuży krwi, która natychmiast się
pojawiła. Teraz widziałem jej nagie ciało, dotyk jej piersi na mojej skórze...
Wtedy pomagałem się ubrać przerażonej dziewczynie, teraz widziałem to inaczej.
Wciąż pamiętam jak aksamitnie gładkie są jej nogi. Moment, gdy pomogłem jej
zdjąć majtki odtwarzałem sobie właśnie w zwolnionym tempie... Aż jęknąłem, gdy
poczułem co się ze mną dzieje. „Teraz to już nawet zimny prysznic by nie
pomógł” zaśmiałem się. „Może wiadro lodu w spodniach.”
Z marzeń wyrwał mnie dźwięk przychodzącej wiadomości. Kate
drgnęła. Zastygła na moment. I po chwili znów poczułem, że najzwyczajniej w
świecie śpi wtulona we mnie. Spojrzałem na jej stopy zastanawiając się jak
nabawiła się tego siniaka. Już prawie zatopiłem się w marzeniach, gdy
przypomniało mi się o telefonie. „Pamiętasz o mnie jeszcze?” przeczytałem.
„Trafiony, zatopiony.” Właśnie w tym problem, ostatnio częściej zapominałem...
Wyłączyłem dźwięk, bo wiedziałem, że na jednej wiadomości się nie skończy.
„Miałeś zadzwonić... Wczoraj!” Wiem, że miałem. I nawet przez chwilę miałem
taki zamiar, ale potem zapomniałem. Kto inny był w mojej głowie. „Jak się nie
odezwiesz, to pożałujesz ;)” Niby żart, ale wiem ile w nim prawdy... W myślach
porównywałem obie dziewczyny i na tle Kate każda wychodziłaby blado. Nie znam
nikogo, kto przeżył tyle co ona. A mimo wszystko wciąż się uśmiecha. „Nie tak
jak kiedyś.” Kolejna wiadomość. Przez moment zastanawiam się na ilu by się
skończyło gdybym nie reagował. „Specjalnie to robisz?” Postanowiłem napisać,
zresztą zgodnie z prawdą, że nie mogę teraz rozmawiać. „A to niby dlaczego?”
- Bo nie mam ochoty – mruknąłem cicho pod nosem
zastanawiając się co jej odpisać. „Bo właśnie siedzę i przytulam do siebie
śpiącego elfa...” zaśmiałem się w duchu gdy to zobaczyłem i wykasowałem te
słowa. „Ale by było” cieszyłem się jak kretyn na samą myśl. „Jutro pogadamy.
Mamy wolną niedzielę. Zadzwonię.” Wysłałem i schowałem telefon do kieszeni.
Dziś już nie chcę o tym myśleć. Oparłem głowę do tyłu i znów zatopiłem się w
marzeniach...
Obudziły mnie pierwsze promienie słońca. Spojrzałem w
okno. Zapowiada się ładny dzień. Przez chwilę rozważałem jeszcze pozostanie w
łóżku, ale ostatecznie wstałem i skierowałem się do łazienki. W głowie wciąż
dźwięczała mi wczorajsza rozmowa z Danielle. Uśmiechałem się jak głupi do
swojego odbicia w lustrze. „Szczęściarz ze mnie, że mam taką dziewczynę.”
Przypomniałem sobie jak ucieszyła ją reakcja Kate i jak się o nią martwiła. Chyba ze sto
razy przypominała, byśmy na nią uważali i nie szaleli za bardzo w jej
towarzystwie. „I jak tu jej nie kochać?” Przed oczami stanęła mi reakcja na
naszą niespodziankę. Autentyczna... Miałem łzy w oczach, gdy na nią patrzyłem.
Miałem je też, gdy o niej opowiadałem Danielle. Zresztą ona też się rozpłakała.
Ubrałem się i jeszcze raz omiotłem spojrzeniem pokój. Czysto. Zatrzymałem wzrok
na rycinie zdobiącej sporą część jednej ściany. „Jak to możliwe, ze nie
zwróciłem na to uwagi?” pomyślałem i skierowałem się do kuchni.
Wszędzie panowała cisza. „Pewnie będą spać do oporu”
zaśmiałem się w duchu. Przystanąłem pod ostatnimi drzwiami nasłuchując. „W
końcu przespała spokojnie noc.” Zatrzymałem się gwałtownie wchodząc do salonu.
„Tego to się nie spodziewałem” powiedziałem w duchu. Na kanapie spał Louis z
nogami na stoliku do kawy i przytulona do niego Kate. Spojrzałem na nich
zdziwiony. Dziewczyna leżała z głową na jego piersi. Jej dłoń przykryta jego
spoczywały obok unosząc się miarowo w rytm oddechu chłopaka. Drugą rękę opierał
na jej biodrze. Przyjrzałem się jej twarzy, na której teraz malował się tylko
spokój. Widząc ją teraz nikt by się nie domyślił, że spotkało ją tyle złego w
życiu. „Cudownie razem wyglądają” przemknęło mi przez myśl, gdy nakrywałem ich
kocem. Odwróciłem się i skierowałem do kuchni wciąż mając przed oczami parę na
kanapie. „Oj przyjacielu” pomyślałem „nie wiem czy zdajesz sobie sprawę z tego
co tu się dzieje...”
Nalałem sobie soku i opierając się o szafkę wpatrywałem
się w ścianę przede mną. W myślach układając wydarzenia ostatnich dni. „Trochę
się działo” aż pokręciłem głową niedowierzając, że to dopiero kilka dni minęło.
Nagle ciszę przerwało burczenie w brzuchu. Nie chciało mi się jakoś specjalnie
nic szykować na razie. Poczekam na resztę. Przypomniały mi się wczorajsze
placki. Niall chyba się nie obrazi jak sobie jeden wezmę. „No może dwa”
pomyślałem i poczęstowałem się wybierając jeden z samymi bananami, a drugi z
żurawiną.
- Kto by pomyślał. Rzeczywiście są niezłe – powiedziałem
do siebie po pierwszym kęsie.
Zdziwiło mnie, że Kate tak świetnie sobie radzi w kuchni.
Zresztą może po prostu nic o takich rzeczach nie wiem. W końcu niewidomi też
muszą jakoś żyć.
Usłyszałem kroki w korytarzu. Ktoś nagle się zatrzymał i
już zdecydowanie mniej hałasując ruszył do kuchni. Po chwili drzwi się
otworzyły.
- Cześć Zayn – zdziwiłem się. – Co tak wcześnie? Nie
możesz spać?
- Hej – powiedział chyba jeszcze nie do końca obudzony. –
Coś w tym stylu. Jest kawa?
- Nie. Ale już robię.
- Spoko. Siedź. Poradzę sobie – mruknął. – Ty ich kocem
nakryłeś?
- Tak. Chociaż nie sądzę, by zmarzli. Głodny jesteś? Nie
chciało mi się brać za robienie śniadania, ale w sumie...
- Możemy Harry’ego obudzić – zaśmiała się Zayn. – Wciąż
wisi nam naleśniki... A propo jedzenia... Niall się chyba nie obrazi jak się
poczęstuję jednym – sięgnął po placek. – Ewentualnie dwoma.
Zaśmiałem się widząc jakiego wyboru dokonał.
- Długo wczoraj siedzieliście? – zapytałem
- Nie wiem jak oni. Ja zmyłem się po pierwszej... –
Popatrzył na mnie i jakby się zawahał czy mówić dalej. – Zadzwoniłem do Perrie.
- I... – uniosłem brwi czekając co będzie dalej.
- Sam nie wiem – zaczął. – Ostatecznie jej nie
powiedziałem. Wszystkiego jej nie powiedziałem – dodał szybko widząc moją minę.
– Stanęło na tym, że mieszka u nas koleżanka, która potrzebuje na jakiś czas noclegu...
- Stary... – pokręciłem głową. – Nie wiem czy to najlepszy
pomysł...
- Chciałem jej powiedzieć, ale ona bardziej chciała mi opowiedzieć, co tam u nich i się poddałem. Przegadaliśmy chyba z godzinę, a
raczej ona mówiła...
- Zostawisz to tak? – zapytałem.
- Nie wiem. Pomyślałem sobie, że pewnie w końcu jej
wszystko wyjaśnię, ale póki co dam sobie spokój. Niezapowiedzianej wizyty mi
nie zrobi, bo są teraz zajęte promocją, a kto wie jak się sprawa potoczy
tutaj...
- Wiesz, że Lou już podjął decyzję – powiedziałem cicho.
- Wiem i prawdę mówiąc jestem po jego stronie... Czytałeś
ten artykuł. Wciąż trwa śledztwo i niewiadomo ile jeszcze. Tak sobie myślę, że
skoro facet jej szuka, to ona coś wie. Jej zeznania mogłyby go wykończyć. Na
szczęście dla niego jest zbyt przerażona samą myślą, że mógłby ją znaleźć. Jak
sobie przypomnę co jej zrobił, to gołymi rękoma mam ochotę go...
- Wiem. Uwierz mi nie tylko ty – zapewniłem go. – Mną też
to wstrząsnęło. Póki co staram się nie myśleć o tym, co będzie za dwa tygodnie.
W tej chwili wydaje mi się to niewykonalne, ale zobaczymy jak będzie...
- Cześć wam – do kuchni wpadł Harry uśmiechając się od
ucha do ucha.
- Pomijając fakt, że wstałeś tak wcześnie – zacząłem – to
co masz taki świetny humor?
- Fajnie razem wyglądają – pokazał nam zdjęcie w
telefonie. – Wyobrażacie sobie co by było gdybym to wrzucił na Twittera.
- Jezu! – przeraziłem się. – Chyba tego nie zrobiłeś?
- No co ty, głupi jesteś? – oburzył się. – Tylko tak mi
przyszło do głowy i dlatego się śmiałem. Sami pytaliście. Ale słodko razem
wyglądają...
- Dobrze, że wstałeś – Zayn skierował się do wyjścia. –
Wisisz nam naleśniki, więc już możesz zaczynać. Idę pod prysznic i obudzę Nialla
jak skończę.
- Skoro tak ładnie prosisz... – powiedział już do
zamkniętych drzwi. – Ciekawe jak smakują te placki rano.
- Niall nas zabije – powiedziałem widząc jak Harry wpycha
sobie na raz pierwszego do ust. – Pomóc ci w czymś?
- Wypad z mojej kuchni! – zabrzmiało to komicznie z
pełnymi ustami i mogłem się tylko domyślać co powiedział.
Idąc do siebie zajrzałem do pokoju Harry’ego. „Jak nie
ich” pomyślałem widząc, że nic nie wala się na podłodze. Spojrzałem na zegarek.
„Danielle już pracuje” pomyślałem i jak zawsze na myśl o mojej dziewczynie
uśmiechnąłem się.
Budziłam się powoli czując jak przyjemne ciepło przenika
moje ciało. Słyszałam rytmiczne bicie serca przy uchu. Rozmarzyłam się...
„Zaraz! Co?” Od razu się przebudziłam. Tysiące uczuć i myśli przemknęło przez
moją głowę. Zamarłam gotując się do ucieczki, gdy nagle uzmysłowiłam sobie co
się stało. „Louis... Zasnęliśmy pod telewizorem...” Z ulga wypuściłam powietrze
z płuc. „To tylko Lou.” Szybko oceniłam sytuację. Przespałam całą noc praktycznie
leżąc na chłopaku. „Musiało mu być niewygodnie” przemknęło mi przez myśl.
„Pewnie nie chcieli mnie budzić.” Zadziwiające było to, że czułam się wspaniale
wypoczęta. Czułam jego dłoń na swoim biodrze. „Przyjemnie gorąca.” Chciałam się
podnieść tak, by go nie obudzić. Jednak, gdy tylko próbowałam wysunąć dłoń z
jego, ta zacisnęła się delikatnie. Jego oddech się zmienił.
- Dzień dobry – usłyszałam zaspany głos.
- Dzień dobry – po prostu wiedziałam, że spiekłam raka. –
Przepraszam, że...
- Och tam – zaśmiał się. – Cała przyjemność po mojej
stronie.
- Na pewno – szepnęłam powątpiewając, a on chyba wychwycił
to w moim głosie.
- Na pewno. Wyspałem się jak nigdy.
- Po prostu byłeś zmęczony. Ostatnio nie spaliście za
dobrze przeze mnie.
- My ostatnimi czasy w ogóle mało sypiamy. Chodź,
zobaczymy czy łazienka wolna. Najwyżej pogonimy Harry’ego.
- Coś mi się zdaje, że on jest w kuchni – powiedziałam
podnosząc się z kanapy i kierując do pokoju. – Idź pierwszy.
- Ty idź – usłyszałam tylko. – Ja przyszykuję wszystko.
Musimy zmienić ci opatrunek... – usłyszałam ciche słowa.
Zadrżałam. Odwróciłam się do niego i sama nie wiedziałam
co powiedzieć. Nie chcę by mnie oglądał w takim stanie. Nie chcę by mnie
dotykał. „Przecież już to robił, głupia” niechciana myśl pojawiła się w mojej
głowie przywołując obrazy z wczorajszej nocy. Czułam, że znów zrobiłam się
czerwona na twarzy.
- Kate – po prostu wiedziałam, że się do mnie uśmiecha –
przecież to nic takiego. Tylko zmiana opatrunku. Przecież tak naprawdę się mnie
nie boisz...
Tak bardzo chciałabym móc spojrzeć mu w oczy. Czy ma
rację? Przecież sama jeszcze niedawno pomyślałam, że „to tylko Lou”...
- Śmigaj do łazienki, bo jak Niall wstanie, to będziemy
mięli szczęście jak załapiemy się na resztki z jego talerza – próbował mnie
rozśmieszyć i chyba mu się to udało.
Umyłam się tak szybko jak tylko dałam radę. Naszykowałam
rzeczy do prania, które planowałam na później. Owinęłam się w duży ręcznik i
biorąc kilka głębokich oddechów wróciłam do pokoju. Usłyszałam, że poruszył się
na łóżku.
- Chodź tutaj – powiedział tym spokojnym głosem, który
mógł wzbudzać tylko zaufanie. – Nie bój się, Tom mi wszystko pokazał co i jak,
a moja mama jest pielęgniarką... Choć to akurat nie ma większego znaczenia –
zaśmiał się.
Podeszłam do niego i po prosu czułam, że zaraz spalę się
ze wstydu. Najchętniej bym uciekła jak najdalej stąd. Poczułam jak delikatnie
dotyka mojej dłoni. Zadrżałam, ale sama nie jestem pewna czy ze strachu...
- Nie bój się mnie – powtarzał jak mantrę. – Przecież mnie
znasz już na tyle... – nie przestawał mówić.
Już nawet nie skupiałam się na słowach. Pozwoliłam za to
by dźwięk jego głosu mnie uspokajał. Posadził mnie przed sobą na łóżku i po
chwili poczułam jak jego ręce głaskają moje ramiona. Wciąż hipnotyzował mnie
swoim głosem. Po chwili siedziałam przyciskając do piersi ręcznik, a on
delikatnie odklejał stary opatrunek. Moje ciało trzęsło się jak w gorączce. „Co
się ze mną dzieje?” Nie bałam się go. W tej chwili różne uczucia mną rządziły,
ale raczej nie strach. „Wstyd...” przemknęło mi przez myśl. Starał się być
bardzo ostrożny. I nie przestawał do mnie mówić...
- Teraz trochę zapiecze – powiedział cicho i gdy kiwnęłam
głową zaczął dezynfekować moje plecy. Aż syknęłam z bólu i mocno zacisnęłam
zęby.
- Chyba musisz się zapoznać z definicją słowa „trochę” –
próbowałam żartować, a łzy cieły mi po policzkach.
- Przepraszam – przerwał na chwilę pewnie zastanawiając
się co teraz. – Musimy to zdezynfekować – powiedział przepraszająco.
- Wiem – udało mi się wyszeptać przez łzy.
- Zaraz śniadan... – Zayn zaciął się w progu i nie
wiedział co teraz.
- Cześć – powiedziałam cicho zwracając twarz w jego
stronę. – Sprawdzamy, czy Lou odziedziczył jakieś umiejętności po mamie.
Usłyszałam, że chłopak podchodzi i siada przede mną.
Mocniej przycisnęłam ręcznik do piersi. Poczułam jego dłoń w swojej.
- Właśnie widzę. Ściskaj z całej siły – zaofiarował się –
a ty się pospiesz.
Pewnie prawie połamałam mu palce, ale jakoś przebrneliśmy
etap dezynfekowania. Mam nadzieję, że teraz już będzie tylko lepiej. Zayn jakby
czytał w mojej głowie.
- Ta maść, to będzie niebo w porównaniu z tym przed
chwilą. Sam jej używałem kilka razy.
Ledwo to powiedział poczułam kojące zimno na moich plecach
i palce Lou rozsmarowujące je delikatnie. Wypuściłam maltretowaną dłoń i
otarłam łzy.
- Dziękuję – uśmiechnęłam się.
- Nie ma za co – podniósł się i skierował do wyjścia. –
Idę budzić Nialla, więc macie jeszcze trochę czasu zanim się ogarnie i poleci
do kuchni.
Teraz poszło już szybko i po chwili mogłam już się ubrać.
- Na krześle masz czyste rzeczy, które wróciły z prania –
odezwał się Lou. – Potrzebujesz czegoś może?
- Nie, dziękuję ci – zwróciłam się w jego stronę i
przytrzymując ręcznik z przodu podniosłam się z łóżka.
„Ale byłby wstyd gdyby na ścianie za mną wisiało lustro”
głos w mojej głowie żartował sobie ze mnie, ale swoją drogą muszę to sprawdzić
przy najbliższej okazji.
- Idź do łazienki, a ja sobie poradzę.
Bez słowa wyszedł z pokoju. Usłyszałam jeszcze jak głośno
wypuszcza powietrze z płuc i chyba oparł się o drzwi. Dopiero po kilku minutach
usłyszałam szum wody. „A więc dla niego też nie było to łatwe” pomyślałam i
zrobiło mi się jakoś cieplej na sercu. Odnalazłam swoje rzeczy równo złożone.
„Przynajmniej wiem, że nie przez niego” zaśmiałam się dobrze wiedząc jaki
porządek panuje w ich szafie. Założyłam dżinsy, a resztę poukładałam w
szufladzie. Sięgnęłam po czystą koszulkę. Zostały mi dwie z krótkim rękawem.
„Och, Alex” zaśmiałam się w duchu. Obie dostałam od niej. Nie zastanawiając się
dłużej sięgnęłam po tą leżącą na wierzchu. Gdy szłam go kuchni w łazience wciąż
szumiała woda...
„Przysięgam na wszystko, ona mnie kiedyś wykończy i nawet
nie będzie wiedziała dlaczego” użalałem się nad sobą stojąc w strugach
lodowatej wody. Czułem, że już zmarzłem, ale wciąż jeszcze tego potrzebowałem.
Zamknąłem oczy i oparłem się dłońmi o ściankę prysznica. Znów ujrzałem ten
widok. „Boże, kto powiesił tam te lustro? Chcą mnie zabić, czy jak?” Oddychałem
głęboko i próbowałem doprowadzić swoje ciało do normalnego stanu...
Uśmiechnąłem się, gdy znów w głowie zobaczyłem ten tyłeczek. „Chyba dziś stąd
nie wyjdę” zaśmiałem się, czując co się ze mną dzieje. Próbowałem skupić się na
czymś innym. Myśleć o tym, że koniecznie trzeba dziś zadzwonić do El i o tym co
mam jej powiedzieć. W głowie układałem sobie scenariusz. Pomogło. Jakiś czas
później owijałem się ręcznikiem. Zauważyłem ciuchy Kate równo złożone obok
umywalki. „Pewnie znowu chce prać” pomyślałem i wrzuciłem je do kosza z
brudami.
- I nie ma – powiedziałem zadowolony z siebie idąc do
szafy. Już z pokoju słyszałem śmiech dochodzący z kuchni.
- Z czego się śmiejecie? – zapytałem siadając na swoim
miejscu. Zauważyłem jeszcze, że Kate jak zwykle jest w czarnej koszulce.
- Sprawdzamy kogo z nas Kate lubi? – odpowiedział Harry i
zaśmiał się, bo chyba miałem minę mówiącą, że nie wiem co on do mnie mówi.
- Opowiadają kawały – wyjaśniła dziewczyna cicho. „I to
miało wyjaśnić cokolwiek?”
- Zobacz jej koszulkę, a nie robisz takie głupie miny –
śmiał się Zayn.
- Co ty tam dzisiaj masz? – powiedziałem próbując odczytać
napis. – Dobre – stwierdziłem krótko. – Nialla jeszcze nie ma?
- Idę! – rozległo się w korytarzu. – Czekaliście na mnie?
Macie szczęście.
„A więc nie tylko ja będę siedział z mokrymi włosami”
pomyślałem spoglądając na niego. Harry podał naleśniki i wszyscy zabraliśmy się
za napełnianie żołądków. Nastrój panował jak zawsze imprezowy. Wspólne posiłki
nam wychodziły. Liam zgłosił się na ochotnika żeby posprzątać, a widząc, że
Kate chce mu pomóc, Zayn szybko zajął miejsce przy zlewie.
- Chwilami myślę, że boicie się jak wygląda porządek w
moim wykonaniu – zaśmiała się, ale poszła za mną do salonu. – Macie jakieś
plany na dziś?
- Nie – opadłem najedzony na kanapę. – Dziś jest dzień
słodkiego nic nie robienia. Siadaj, co tak stoisz?
- Mam wrażenie, że jest ładna pogoda – powiedziała cicho.
– Czy mogę wyjść na taras?
- Dlaczego się go pytasz? – zdziwił się Harry. – Przecież
oczywiście, że możesz.
- Masz mokre włosy, nie chcę byś się przeziębi... –
ostatnie słowo utonęło w krzykach dochodzących z kuchni.
Po chwili wypadł z niej Niall z wyrazem mordu na twarzy.
Gdyby nie to, że nie wiedziałem o co chodzi i możliwe, że byłem winowajcą,
byłoby to nawet śmieszne.
- Który to? – zapytał patrząc to na mnie, to na Harry’ego.
– Wiem, że to wy.
Patrzyłem się na niego i z całej siły starałem się nie
roześmiać. Zauważyłem, że Kate się uśmiecha. „Czyżby wiedziała o co chodzi?”
- Przyznawać się! – Zayn i Liam stali za nim i właśnie
przegrywali walkę z tym, by nie wybuchnąć śmiechem. – Kto mi schował talerz? Ja
się pytam!
Po tych słowach już nie wytrzymałem. W sumie nie wiem nad
czym się zastanawiałem. Przecież musiało chodzić o jedzenie.
- Niall, przecież przed chwila go praktycznie wylizałeś –
śmiałem się.
- Nie o tym mówię – warknął. – Kto mi schował placki z
wczoraj?
- Ouuu – śmiałem się nadal. – Nie ja. Wszedłem do kuchni
chwilkę przed tobą.
- Harry?
- Ja zjadłem tylko dwa... – tłumaczył się zwijając ze
śmiechu na fotelu. – Ale za to zrobiłem ci naleśniki.
- Tylko dwa? To gdzie reszta? – spojrzał za siebie.
- No dobra – Liam się poddał – ja też zjadłem dwa. Ani
jednego więcej.
- To ja też dwa. Liam jest świadkiem – Zayn musiał się
trzymać framugi tak mocno się śmiał.
- Tam było więcej niż sześć – dociekał Niall. – Specjalnie
sobie odłożyłem na rano..
W tym momencie Harry już ledwo łapał oddech.
- No, może zjadło mi się więcej niż dwa – zaczął – ale
uczciwie mówię, że nie pamiętam dokładnie, bo byłem zajęty smażeniem naleśników
i tak po prostu sięgnąłem po jednego...
- Ja cię wykończę kiedyś – blondyn rzucił się na przyjaciela
z jaśkiem-mordercą w ręce. Rzuciliśmy się na pomoc i skończyło się na
tradycyjnej kanapce i kilku siniakach.
Kate stała ciągle w tym samym miejscu zastanawiając się
pewnie, co my wyrabiamy. Na całe szczęście śmiała się razem z nami.
- Rozejm – błagał Harry, któremu już chyba brakowało
powietrza.
- Wisisz mi coś słodkiego – rzucił Niall opadając na
fotel. – Miałem je zjeść na deser.
- Deser się je po obiedzie – powiedziałem podnosząc się z
podłogi.
- Niall – odezwała się Kate wciąż uśmiechając się – jeśli
chcesz, to możemy coś upiec słodkiego o ile mamy potrzebne składniki...
- Upiec? W sensie ciasto? – „I już jest szczęśliwy”
pomyślałem widząc jak mu się oczy zaświeciły. – A jakie?
- A jakie lubisz?
- Może być czekoladowe? A zresztą każde lubię... – zapewnił
ją szybko pewnie bojąc się, że się rozmyśli.
- Może być czekoladowe – uśmiechnęła się do niego i mogę
się założyć o wszystko, że o plackach już nie pamiętał.
- Co będzie potrzebne? Pojadę do sklepu – zerwał się na
równe nogi.
- No, ale może daj jej chwilkę – odezwałem się. – Dopiero
zjedliśmy śniadanie...
- No, ale na zakupy mogę pojechać...
- Nie ma problemu – odezwała się cicho. – To weź sobie coś
żeby zapisać listę...
- Zaraz wracam – i pobiegł do pokoju pewnie wpadając do
środka razem z drzwiami.
- Kate – zaczął Liam – wcale nie musisz. Zamówimy mu coś z
dołu w ramach przeprosin.
- Nie ma sprawy. Ja naprawdę uwielbiam piec. Może nawet
bardziej niż gotować, ale to jeszcze nie jest potwierdzone – otworzyła drzwi na
taras i wyszła ostrożnie.
Chłopaki wrócili do sprzątania, a Harry zawisł na
telefonie. Szybka decyzja i już opierałem się obok niej podziwiając widok.
Spojrzałem na jej bose stopy.
- Może usiądź na fotelu – powiedziałem i podprowadziłem ją
na miejsce. Sam usiadłem na drugim. Po chwili przybiegł Niall.
- Nie mogę znaleźć żadnej kartki! Jakim cudem nic nie
mamy? – pytał z rozpaczą w oczach.
- Masz notes w telefonie o ile się nie mylę –
podpowiedziałem. „A niech zna łaskę pana” zaśmiałem się w duchu widząc teraz
jego minę.
Kucnął przy Kate i zajęli się robieniem listy zakupów.
Zdziwiłem się, że ona tak dobrze wie, co jeszcze zostało z naszych zapasów. Po
chwili lista była gotowa, a Niall już pewnie przy windzie. Zdążył jeszcze
zgarnąć Harry’ego, by mu służył jako kierowca. „W ramach odpuszczenia winy.”
Kate siedziała wystawiając twarz do słońca. Wsłuchiwała
się w szum fal. Zamknąłem oczy i próbowałem sobie wyobrazić taki świat. „Pewnie
zabiłbym się jeszcze przed drzwiami” pomyślałem i ogarnął mnie smutek.
Spojrzałem na nią. Ona nie była smutna. Siedziała tak na boku z podkurczonymi
nogami i uśmiechała się. „Ciekawe o czym myśli?” Ostatnio łapałem się na tym,
że chciałem wiedzieć wszystko i w każdej sekundzie. Co myśli i co czuje...
Przeszedł mnie dreszcz.
- Kate? – odezwałem się wreszcie. Obróciła głowę w moją
stronę. – Może przynieść ci drugą książkę? Chciałbym żebyś mi coś pokazała...
- Oczywiście – uśmiechnęła się nieśmiało. Pobiegłem do
pokoju i wyjąłem drugą część. Salon był pusty. „Ciekawe gdzie ich wywiało...” pomyślałem wracając na taras.
- Posuń się troszkę – powiedziałem i usiadłem obok
zdziwionej dziewczyny kładąc jej książkę na kolanach. – A teraz powiedz mi jak
to działa.
Przez chwile siedziała sztywno, ale zaraz jej twarz się
rozjaśniła. Palce zaczęły przesuwać się po okładce, a mi znów zrobiło się
gorąco. Próbowałem się uspokoić, ale nie było to łatwe. Zwłaszcza, gdy ujęła
moją dłoń i położyła ją na książce. Przykryła swoją i mogłem zauważyć jaka przy
mojej jest drobna i delikatna. „Wciąż używam tych dwóch słów, by ją opisać”
zaśmiałem się w duchu. Jej palce między moimi pomagały mi rozróżniać
poszczególne litery, gdy już objaśniła mi na co mam zwracać uwagę. „Jak ona to
wszystko ogarnia?” zdziwiłem się. Po kilkunastu minutach wreszcie się poddałem.
- To jest niewykonalne – powiedziałem. – Absolutnie
niemożliwe, by to zapamiętać. Jak to może być, że coś czasami jest literą, a
czasami cyfrą? Powinno się jakoś różnić od siebie...
- To nie takie trudne jak już się przyzwyczaisz do
panujących zasad – tłumaczyła cicho.
- Tylko, że on ma problem z przyswajaniem zasad – wtrącił
Zayn siadając na moim poprzednim miejscu i zapalając papierosa. – Złe wieści –
spojrzał na mnie. – Paul właśnie dzwoni...
- O co chodzi? – zdziwiłem się. – Jakie złe wieści?
- A tak tylko powiedziałem. Pewnie chodzi o to, że jednak
nie będziemy mięli wolnej niedzieli. Zresztą zaraz się dowiemy.
- Chłopaki – zaczął Liam – za godzinę będzie samochód.
Paul załatwił nam jakiś wywiad w radiu. Podobno ktoś im wypadł i nas poprosili.
Mówi, że audycja trwa tylko godzinę.
- Kurcze – spojrzałem na Kate. – Myślałem, że poczytasz mi książkę – zażartowałem.
- Jeszcze zdążę – powiedziała uśmiechając się. – To zadzwońcie
po resztę, bo jeszcze utkną gdzieś w sklepie.
- Ja dzwonię – powiedział Liam – a ty idź się szykować –
wskazał na mnie. – Przepraszamy cię Kate...
- Ale przecież nie ma za co – uśmiechnęła się. – Ja mam co
robić – pogłaskała książkę.
- Wejdź może do środka – odezwał się Zayn. – Wcale nie
jest tak ciepło jakby się wydawało.
Weszliśmy do salonu zamykając za sobą drzwi na taras. Liam wygonił nas byśmy się szykowali, a sam sięgał po komórkę. Zauważyłem jeszcze
jak Kate siada na „swoim” miejscu i zatapia się w książce.
Pół godziny później przyszli obładowani zakupowicze.
Sądząc po tym, jak Niall się uśmiechał, kupili wszystko, a nawet więcej. Liam
wygonił ich by się ogarnęli, a razem z Kate poszedł wypakowywać zakupy. Gdy
zadzwonił Paul wszyscy byliśmy gotowi do wyjścia, a dziewczyna siedziała
wygodnie z książką na kolanach.
- Tylko nie zaczynaj beze mnie – po raz setny chyba
przypomniał jej Niall, a ona obdarzyła go tym niesamowitym uśmiechem.
Aż mnie zakuło... „Z zazdrości?”
- Przestań tak wciskać ten przycisk, bo się winda zatnie –
zaśmiał się Zayn. – A wtedy, to chyba się popłaczesz z żalu.
- Śmiejcie się, śmiejcie – Niall wsadził ręce do kieszeni
– ale ciasto to będziecie chcieli...
- Zdajesz sobie sprawę, że chwile potrwa zanim je
zrobicie? – zapytałem.
- No przecież wiem, ale już się nie mogę doczekać...
- To lunch raczej zamówimy z restauracji – podsumował Liam
wysiadając z windy.
Niall wystrzelił jak rakieta. Próbowaliśmy mu przeszkadzać
i prawie jednocześnie wpadliśmy do środka. Uśmiech zamarł na naszych twarzach. Gapiłem
się na postać podnoszącą się z kanapy. Spojrzałem na resztę. W oczach mieli
autentyczne przerażenie...