- Odejść? – nie mogłem uwierzyć, że naprawdę usłyszałem to
słowo z jej ust. – Ale jak to, odejść? Przecież ty nie możesz odejść! Co to w
ogóle za debilny pomysł? – patrzyłem na nią i czekałem, by powiedziała, że to
tylko jakiś głupi żart. – Louis, powiedz jej coś! Nie możesz jej na to
pozwolić! Zrób coś... – czułem, że jeszcze chwila i się rozpłaczę jak jakaś
baba. Wciągnąłem głęboko powietrze, by choć trochę się uspokoić. – Katy... Nie możesz nas zostawić...
- Niall... – zaczął przyjaciel, ale drobna dłoń,
dotykająca jego ust, nie dala mu dokończyć.
- Nie! – ścisnąłem palce dziewczyny. „Dlaczego one są takie lodowate?” – Ja się nie zgadzam!
Nie pozwolimy ci odejść! Jak będzie trzeba, to przywiążemy cię do krzesła, ale
nie pójdziesz... Wybij to sobie z głowy!
- Ja po prostu myślałam... – zaczęła drżącym głosem. Była wręcz chorobliwie blada. „Boże... Muszę się uspokoić... Nie mogę na nią krzyczeć...”
- Zazwyczaj masz dobre pomysły, Kate... – zauważyłem
stojącego w przejściu Liama, którego pewnie zaalarmowało moje nieme wołanie o pomoc.
– Niestety ten, kompletnie ci się nie udał...
- Jak ty to sobie wyobrażasz, kochanie? – Lou objął ją
mocno. – Chcesz tak po prostu zniknąć i udawać, że nas nigdy nie było?
Zapomnieć?
- Nie chcę zapomnieć – pieściła opuszkami palców jego
twarz. – Zresztą jestem pewna, że to jest niemożliwe. Jak mogłabym zapomnieć
miłość mojego życia? Moją rodzinę... – uśmiechnęła się delikatnie, ściskając moją
dłoń. – Po prostu chcę byś był bezpieczny, Lou. Żebyście wy wszyscy byli bezpieczni – westchnęła. – Nie mogę siedzieć bezczynnie i czekać, w kogo z moich bliskich
uderzy tym razem...
- Więc tak po prostu się poddasz? – powiedziałem, wciąż
nie mogąc uwierzyć, że prowadzimy tą rozmowę. – Co zrobisz? Staniesz na głównej
ulicy i poczekasz, aż po ciebie przyjdzie? – byłem coraz bardziej zdenerwowany. Zły. „Dlaczego oni nic nie mówią?” Potrzebowałem pomocy. – Po tym wszystkim co przeszłaś, dasz mu się tak po prostu zabić?
- Niall... – Liam chyba próbował mnie uciszyć, ale ja nie
mogłem przestać. Za bardzo byłem nakręcony. Teraz już musiałem powiedzieć to, co leżało
mi na sercu.
- Jak możesz być taką egoistką?! – zerwałem się na równe
nogi.
- Ni... – zaczęła, ale nie dałem jej skończyć.
- Dasz się zabić i każesz nam z tym żyć? – widziałem jak
zmienia się wyraz jej twarzy. O tym w ogóle nie pomyślała. – Może i bylibyśmy
bezpieczni, ale czy ty naprawdę sądzisz, że ktokolwiek z nas mógłby jeszcze
spojrzeć w lustro i się uśmiechnąć? – łzy spływały po jej policzkach i czułem
się jak ostatnia świnia, ale po prostu musiałem to z siebie wyrzucić. – A co z Lou? Pomyśl o nim.
- Myślę... – szepnęła, opuszczając głowę.
- To pomyśl bardziej – patrzyłem jak przyjaciel trzyma ją
w objęciach i ociera łzy. – Jak według ciebie miałby żyć, wiedząc co zrobiłaś i
że uczyniłaś to przez niego...
- Dla niego...
- Walczyłaś jak sam-kurwa-nie-wiem-kto – prawie rwałem
włosy z głowy, próbując choć trochę się uspokoić. Nie mogłem patrzeć na jej
łzy. „Łzy, do których ja doprowadziłem...” – Nie poddałaś się. Przeszłaś piekło na ziemi i nigdy się nie poddałaś – ująłem jej dłonie. – I teraz, gdy masz Louisa, mnie, nas wszystkich... –
wziąłem głęboki oddech. – Teraz chcesz się poddać? Walczyłaś gdy byłaś sama,
teraz już nie jesteś. Masz nas... – rzuciła mi się w ramiona, szlochając. Mogłem poczuć
jej łzy na swojej szyi.
- Niall, ma rację, Kate – odezwał się Liam. Miałem
wrażenie, że Louis wciąż jeszcze przetrawiał to jedno słowo, które padło z jej
ust. – Nie jesteś z tym sama. Czy tego chcesz, czy nie, wszyscy zaangażowaliśmy
się w tą historię... I nie jesteśmy głupi – dodał. – Od początku zdawaliśmy
sobie sprawę z tego, że on może się pojawić. I dobrze, że tak się stało. Teraz
mamy szansę go dorwać.
- Dlaczego mnie nie nienawidzicie? – załkała w moją
koszulkę. – Z mojego powodu Zayn i Alex wylądowali w szpitalu. On mógł ich
zabić.
- Ale tego nie zrobił – powiedziałem twardo. – I
wylądowali w szpitalu dlatego, że nie chcieli dopuścić do tego, by coś ci się stało.
Poddając się sprawisz, że to co zrobili pójdzie na marne...
- Nikt więcej nie musi ucierpieć, Kate...
- Kate... – Louis w końcu postanowił się odezwać. Wciąż
wyglądał jakby właśnie oberwał czymś ciężkim w głowę. Dziewczyna odwróciła
twarz w jego stronę, wciąż cicho pochlipując. – Nie chcę żebyś odeszła... –
przysunął się do nas bliżej i położył dłonie na jej policzkach, ścierając
kciukami łzy. – Kocham cię. Ty kochasz mnie – mówił to z takim uczuciem i
przekonaniem, że nawet ktoś, kto kompletnie by go nie znał, uwierzyłby
natychmiast. – Razem jesteśmy bezpieczni...
- Razem... – usłyszałem jeszcze jej cichy szept, nim Louis
zamknął jej usta pocałunkiem. „Hmmm... Jeszcze chwila i oboje znajdą się na
moich kolanach...” zauważyłem. „Zrobiło się niezręcznie...” spojrzałem na
Liama, by nie podglądać dwójki, która najwyraźniej zapomniała, że tu jestem i w
dodatku zaraz zmiażdżą mi nogi. Payne uśmiechał się zadowolony, oglądając bez
skrępowania scenkę rozgrywającą się przed nim. Ja nie musiałem patrzeć. Słyszałem ich ciche wyznania miłości i zapewnienia o tym, że już zawsze będą
razem i nic ich nigdy nie rozdzieli. „Normalnie zaraz się rozryczę...”
- Ej! Wystarczy! Ja tu ciągle jestem... – musiałem
zainterweniować, gdy kolano Louisa wylądowało zdecydowanie za blisko moich
rodowych klejnotów. – Wynająć wam pokój może? – Katy z trudem łapała powietrze,
a jej twarz i szyję pokrywał rumieniec. „Normalnie wyssał z niej cały tlen...”
zaśmiałem się w duchu. Lou nie wyglądał lepiej. Nie odrywał wzroku od
dziewczyny i coś mi się wydaje, że serio rozważał moją propozycję z pokojem. –
Umieram z głodu... Wypuśćcie mnie, bo muszę załatwić jakoś postój w celu
napełnienia mojego żołądka.
- Nie wiem, czy możemy sobie pozwolić na tak długą przerwę w podróży – odezwał się Mark, który opierał się o blat w kuchni i stał tam, sam nie wiem
jak długo.
- Bardzo śmieszne...
- Boże, ile jeszcze każą nam czekać? – przyjaciel
przestępował z nogi na nogę. I robił to odkąd tylko złożyliśmy zamówienie. „Standard w jego wykonaniu...” –
Może...
- To było całkiem spore zamówienie, Niall – powiedziała
Kate, uśmiechając się radośnie. Po niedawnych łzach nie było już śladu. Stała
oparta o Louisa, a on obejmował ją ramionami w pasie i szczerzył się do
wszystkich, jakby był co najmniej pijany. „Upił się miłością...” uśmiechnąłem się, ciesząc się ich szczęściem.
- Pewnie musieli sięgnąć do rezerw, bo opróżniłeś im
wszystkie lodówki...
- Ale śmieszne... – blondyn strzelił popisowego „focha”,
ale zaraz wesołość w nim zwyciężyła. – Tam było też wasze zamówienie...
- Wiemy... – powiedziałem, starając się nie roześmiać. – Nasze razem, było prawie tak
duże jak twoje...
- Prawie... – zaakcentował Lou, zbierając kolejnego kuksańca od Kate. – I to nawet biorąc pod uwagę, że zamówiliśmy też dla chłopaków – kiwnął głową w stronę ochrony.
- Oj, tam... – Niall obrócił się na pięcie i popatrzył z nadzieją w
kierunku kas, jakby to miało sprawić, że dostaniemy szybciej nasze jedzenie. Po
chwili jednak zdałem sobie sprawę, że to nie na pracowników się patrzy, a na
dziewczyny czekające, by złożyć zamówienie.
- Katie, weźmiesz mi sałatkę i dietetyczną colę? –
powiedziała brunetka, rozglądając się uważnie dookoła. „Pewnie w poszukiwaniu wolnego stolika” zgadywałem. – Zajmę nam miejsce.
- Nie zamówię ci sałatki! – odpowiedziała jej blondynka z
przerażeniem w głosie. – Nikt normalny nie zamawia sałatki w McDonald’s. Wezmą
mnie za jakiegoś czubka...
- Ja zawsze zamawiam... – wzruszyła ramionami jej
koleżanka i poszła na poszukiwanie wolnego stolika.
- Z kim ja się zadaję? – parsknąłem ze śmiechu, słysząc
ten komentarz. „Normalnie jakbym słyszał Nialla...”
- Co podać? – uśmiechnięty od ucha do ucha chłopak stanął
przed nią gotowy przyjąć zamówienie.
- Big Maca, duże frytki, dużą colę... – dziewczyna zerknęła na menu, znajdujące się nad jego głową. – Jeszcze jedne frytki i dwa cheeseburgery i może... – wyglądało na to, że nie tylko dla Nialla złożenie zamówienia, to nie lada
wyczyn... – McFlurry Oreo z polewą czekoladową – powiedziała zadowolona, jakby dokonała właśnie niemożliwego. „Normalnie Horan w spódnicy!” nie mogłem w to uwierzyć. „Ale numer!”
- Nie zapomnij o zamówieniu dla koleżanki – przyjaciel nie
mógł się powstrzymać, by jej nie przypomnieć. Dziewczyna odwróciła się, spojrzała na niego i oboje
spiekli raka. „Gdzie mój popcorn?”
- Dzięki... – powiedziała cicho. – Yyy... To jeszcze
sałatkę i dietetyczną colę... – to już dodała prawie szeptem, podając
chłopakowi pieniądze.
- Będzie trzeba zaczekać kilka minut – posłał jej przepraszający uśmiech. – Przyniosę paniom do stolika.
- Dzięki – zabrała resztę i poszła do koleżanki. I nie
nazywam się Liam Payne, jeśli nie obejrzała się kilka razy za Niallem. „Wpadając przy okazji na stolik...” Zresztą i on nie
spuszczał z niej wzroku i chyba nawet zapomniał o naszym zamówieniu. „Nie
sądziłem, że dożyję takiej chwili...”
- Niall, przynieść ci papier toaletowy? – tekst Louisa
sprawił, że Horan w końcu oderwał wzrok od dziewczyny i wrócił na ziemię.
- Co? – spojrzał zdziwiony, nic nie rozumiejąc. Zresztą ja też zastanawiałem się, co
jest grane... – Po co mi papier toaletowy?
- Wyglądasz jakbyś się zesrał na jej widok...
- Lou! – Kate uderzyła go w przedramię. – No wiesz co!
- Idiota... – skwitował krotko blondyn i odwrócił się
odebrać nasze zamówienie. Zauważyłem, że wychodząc jeszcze obejrzał się tęsknie w
stronę blondynki.
- Nie zagadasz do niej? – zapytałem. Zmieszał się,
przyłapany, ale zaraz doszedł do siebie.
- Po co? – wzruszył ramionami. Spojrzałem w stronę
budynku. Dziewczyny siedziały przy oknie i ta jasnowłosa zdecydowanie zerkała w
jego stronę.
- A jeśli to ta twoja wymarzona księżniczka?
- Bardzo śmieszne, Liam... – mruknął, wsiadając do
tourbusa. – Chociaż ty mógłbyś...
- Wcale się z ciebie nie nabijam – powiedziałem jak najbardziej poważnie. – Ona też na ciebie
zerkała. Cały czas... Słyszałeś jak ma na imię? – spojrzał na mnie, czekając na
odpowiedź. – Katie... – uśmiechnąłem się, widząc jak układa sobie jej imię na
języku. – Przecież chciałeś drugiej Kate. Może to ona? – zerknął tęsknie w
stronę wyjścia, ale gdy w końcu zrobił ten trochę niepewny pierwszy krok, drzwi
zamknęły się i autokar ruszył.
Sprawdziłem ponownie cały parter, upewniając się, że
wszystko jest dokładnie pozamykane, a alarm włączony. Wprawdzie Mark zrobił to
zanim wyszedł, ale ostrożności nigdy za wiele. Zwłaszcza, jeżeli dzięki temu
Kate będzie spała spokojniej.
Cały czas miałem w głowie to jedno słowo, które padło z jej ust. „Odejść...”
Dudniło mi w głowie niczym najprawdziwszy koszmar. „Boże, chybabym umarł, gdyby
mnie zostawiła...” Zamurowało mnie, gdy to powiedziała. Nie mogłem wydusić z
siebie słowa, tak byłem przerażony tym, co to dla mnie oznaczało. I nawet gdybym
podarował Niallowi jego ukochane Nando’s na własność, to i tak nie byłaby to wystarczająca
zapłata za to, co zrobił... Za to, co powiedział. „Dzięki ci, Boże, za takich
przyjaciół...” westchnąłem, gasząc światła w małym salonie i kierując się na
górę. „Ciekawe, czy dziewczyny jeszcze rozmawiają.” Uśmiechnąłem się, wspominając fragment
monologu Alex, którego byłem świadkiem. Muszę przyznać, że te ich codzienne pogaduszki, to był strzał w dziesiątkę. Z pewnością obie tego potrzebowały...
Przez moment zamarło mi serce, gdy zobaczyłem, że w
salonie nikogo nie ma. „Przecież obiecała...” odezwał się głos w mojej głowie,
tym razem, dla odmiany, robiąc coś pożytecznego. Miałem ochotę sobie przywalić
za te moje panikowanie. Odetchnąłem głęboko i od razu zauważyłem otwarte drzwi
za kanapą. „Bo gdzieżby indziej?” uśmiechnąłem się. Skierowałem się do gabinetu
i już od progu dojrzałem moją dziewczynę. „Kto by pomyślał, że tak jej
przypadną do gustu te siedziska?” Cieszyłem się, bo to było też moje ulubione
miejsce...
- Możesz nie włączać światła? – usłyszałem jej cichy głos
i moja ręka zatrzymała się w połowie drogi do włącznika. – Twoje fanki są na
zewnątrz...
- Ukrywasz się? – roześmiałem się, podchodząc do okna i
wciskając się na siedzenie za jej plecami. Ucieszyłem się, gdy od razu wtuliła
się w moje ciało. „Odetchnąłem z ulgą, jeśli miałbym być szczery...” – Podoba mi się ten pomysł... –
szepnąłem jej do ucha. Poczułem jej drżenie, a nawet to, jak gwałtownie nabrała
powietrza... – Mogę poukrywać się z tobą? – zauważyłem jak przygryzła wargę i
kurcze... Naprawdę nie powinna tego robić... „Bo co?” ktoś najwyraźniej wyzywał
mnie na pojedynek.
- Paul dzwonił? – zapytała, siadając na mnie okrakiem i
kładąc dłoń na moim policzku. – Coś się stało?
- Ty i ten twój super słuch – zaśmiałem się, całując
wnętrze jej dłoni. – Przesunął nam wizytę u lekarza na jutro rano, bo coś tam
im wyskoczyło i nie za bardzo pasował ten przyszły tydzień...
- Bardzo rano?
- Bardzo – powiedziałem tonem cierpiącego. – Na
dziesiątą... – westchnąłem teatralnie.
- To rzeczywiście strasznie wcześnie – zaśmiała się,
wtulając się we mnie i obejmując mnie ramionami. Czułem ciepło jej oddechu na
szyi i bardzo mi się to podobało.
- Przerażająco wcześnie – dodałem, pochylając się, by
skraść jej całusa. – Co u Alex? Jak się czuje?
- Wszystko dobrze – uśmiechnęła się radośnie. – Podobno
już jej nie podwieszają pod sufit.
- To chyba się cieszy – powiedziałem, przypominając sobie
wcześniejsze marudzenie przyjaciółki.
- Tak by się wydawało, prawda? – oczy Kate śmiały się do
mnie, a ja zatracałem się w nich i błagałem o więcej. – Niestety... Stwierdziła,
że nie ma różnicy.
- Harry na pewno ją czymś zajmie – tego byłem pewien na sto
procent.
- Kiedy jego jeszcze u niej nie ma – zdziwiłem się, słysząc te słowa. – Jesteś pewien, że on do niej pojechał?
- Tak mi mówił... – próbowałem sobie przypomnieć naszą
wcześniejszą rozmowę. – Chociaż wspomniał też, że najpierw musi jeszcze coś załatwić. Chyba miał
jakieś spotkanie, bo ciągle zerkał na zegarek... Ale tyle by mu to zajęło?
- Ciekaweee... – ziewnęła i od razu się zarumieniła,
chowając twarz na moim ramieniu. – Przepraszam...
- Zmęczona? – nawet nie musiałem pytać, w końcu ostatniej
nocy żadne z nas się nie wyspało. Wsunąłem ręce pod jej uda i uniosłem się z
nią w ramionach. Zaśmiała się głośno i momentalnie oplotła mnie nogami. „Robi
się całkiem interesująco...” mruknęło moje drugie ja i chyba właśnie sięgnęło
po popcorn. – Idziemy do łóżka...
- Moje buty...
- Chyba nie uciekną... – poprawiłem uścisk i teraz
najzupełniej przypadkowo ściskałem w dłoniach jej pośladki. „Takie przypadki to
i ja lubię...” Poczułem drżenie jej ciała, a przyspieszony oddech owiewał
moją twarz. Gdy napotkałem jej „spojrzenie” moje serce na moment stanęło, by po
chwili ruszyć galopem. Tak rozpaczliwie jej zapragnąłem, że aż musiałem zamknąć
oczy, by się uspokoić i nie zedrzeć z niej ubrań tu i teraz. „Boże...” jęknąłem. Uruchomiłem rezerwy silnej woli i skierowałem się do drzwi. Każdy
krok wydawał mi się stratą czasu. Marnowaniem energii, którą mógłbym inaczej spożytkować. „Oj, mógłbyś...” wkurzający rechot odezwał się w mojej głowie. I te
wszystkie obrazy, które podsyłał mi mój mózg. Nagle droga do sypialni wydała mi
się niemożliwa do pokonania.
- Lou... – poczułem jej palce na skroni. Pieściły powoli moją twarz
sprawiając, że mój oddech wariował. Otworzyłem oczy i od razu zatonąłem w jej
„spojrzeniu”. Jej tęczówki wydawały się wręcz czarne, a to co w nich znalazłem,
wyrwało westchnienie z mojej piersi. „Tyle uczuć...” Pochyliłem się do pocałunku, przyciskając ją mocniej do siebie. „Boże, umarłbym, gdyby mnie
zostawiła...”
- Obiecaj, że nie odejdziesz – powiedziałem głosem
zmienionym z podniecenia. – Obiecaj...
- Obiecuję – przejechała kciukiem po moich ustach. –
Nigdzie się nie wybieram. No, chyba, że do sypialni... – uśmiechnęła się
figlarnie. Roześmiałem się radośnie. Teraz byłem szczęśliwy.
- Wiesz, skarbie... Zanim cię poznałem – wpatrywałem się z miłością
w jej twarz – nie wiedziałem, co to znaczy, spojrzeć na kogoś i tak po prostu
uśmiechać się bez powodu... – jej palce wciąż badały moje usta. I uśmiechnęła
się. Ot tak... A potem jej „spojrzenie” jeszcze bardziej pociemniało i
poczułem jej wargi na swoich. I rozpętała się burza, a sypialnia poszła w
zapomnienie.
Nasze języki tańczyły w najpiękniejszym tańcu sprawiając,
że oddychanie stało nic nie ważną czynnością. Przecież nie było niezbędne do
życia. Potrzebowałem tylko jej. Ruszyłem w stronę kanapy, ale widząc leżący na
niej laptop, a także kubek do połowy wypełniony herbatą, odwróciłem się w drugą
stronę. „Bilardowy numerek?” przeciągły gwizd rozległ się w mojej głowie.
Posadziłem Kate na stole i momentalnie zerwałem z niej bluzkę, która
poszybowała w nieznanym kierunku.
- Lou... – zaśmiałem się, słysząc jej niezadowolone
warknięcie, gdy nie mogła zdjąć mojej koszulki. Szybko ją w tym wyręczyłem i
znów zachłannie mogłem wpić się w jej usta. Poczułem drobne paluszki
przesuwające się po moim torsie i naprawdę miałem ochotę zawyć do księżyca z
tej całej radości, jaka mnie wypełniała. Uwielbiałem jej dotyk, ale dziś
potrzebowałem poczuć, że tu jest i nie odejdzie. Potrzebowałem czegoś innego.
Moje usta sunęły po jej delikatnej skórze. Czułem pod wargami szalejący puls. Pochyliłem się nad nią, zmuszając by się położyła, uprzednio odpychając
wszystkie bile gwałtownym ruchem. Przywarłem do jej piersi, pieszcząc je i
kąsając przez cieniutki materiał stanika i napawałem się każdym jękiem
wydobywającym się z jej rozchylonych warg. Miałem wrażenie, że temperatura
niebezpiecznie wzrosła i zaraz wszystko dookoła pochłonie rozszalały żywioł.
Mnie na pewno. Wydawało mi się, że serce zaraz wyskoczy mi z piersi.
- Kate... – sapnąłem, gdy uniosła biodra, ocierając się o
mojego pobudzonego przyjaciela. Zaskoczyła mnie tym zupełnie. „Lubimy takie niespodzianki... Bardzo lubimy...” Spojrzałem w
górę. Wiedziała, że jej się przyglądam. A przynajmniej tak mi się wydawało,
sądząc po tym jak seksownie oblizała wargi. „Koniec cackania! Działaj!” moje
drugie ja posłało mi mentalnego kopniaka w tyłek. Ale ja wcale nie
potrzebowałem ponaglania, ani tym bardziej zachęty. Jednym ruchem zerwałem z
niej stanik i na widok jej obnażonych piersi prawie zapomniałem, że miałem
pozbyć się jeszcze kilku elementów garderoby. Ściągając swoje portki prawie
rozwaliłem sobie łeb o lampę wiszącą nad stołem. Jęknąłem sfrustrowany, ale
ostatecznie udało mi się dopiąć celu. „Zresztą nic by mnie nie powstrzymało.” – Obiecaj, że nie odejdziesz – musiałem jeszcze raz to usłyszeć. Potrzebowałem zapewnienia. Wpatrywałem się w jej nieziemskie oczy, czekając na to jedno
słowo.
- Obiecuję... – powiedziała głosem przepełnionym
pożądaniem. Przyciągnąłem ją do siebie zaborczym ruchem, wyrywając głośny jęk z
jej ust, gdy wdarłem się do jej gorącego wnętrza. Zamarłem, obezwładniony nadmiarem
odczuć. „Za każdym razem tak niesamowicie ciasna...” próbowałem się opanować,
by nie dojść przy pierwszej próbie poruszenia się. „Jak to, kurwa, możliwe?”
Oddychałem ciężko wprost w jej usta. Przyciągnęła mnie do pocałunku, oplatając nogami. Wysunąłem się z niej powoli i znów rozkoszowałem się jej reakcją.
Mógłbym skończyć od samego tylko patrzenia na nią. „I kto wie, czy tak się nie
stanie, jeżeli się w końcu nie ruszysz, idioto!” – Louis! – pisnęła mi prosto w
usta, gdy znów wdarłem się do jej wnętrza. Jednak tym razem już nie byłbym w
stanie przerwać. Zacisnąłem dłonie na jej pośladkach i parłem do upragnionego
celu. Nasze przyspieszone oddechy wypełniały przestrzeń. Wygięła ciało w łuk,
zaciskając palce w moich włosach, a coraz głośniejsze jęki wydostawały się z
jej ust. Nie mogłem oderwać oczu od jej piersi, poruszających się w rytm moich pchnięć. „O taaak... Cycuszki...” moje drugie ja podsyłało mi kolejne gorące
obrazy. „Jakbym potrzebował czegoś więcej...” warknąłem. Czułem jak cała rozkosz
kumuluje się w moim podbrzuszu i wiedziałem, że to już długo nie potrwa.
Przyssałem się do jej piersi, wyrywając z jej gardła kolejne okrzyki rozkoszy.
Wypełniała każdą moją myśl. Była tylko ona. Moja. Już na zawsze. Przyspieszyłem,
gdy poczułem drżenie jej mięśni. Zaciskała się na mnie nawet sobie nie zdając
sprawy, że więcej mi nie trzeba. Doszedłem z jej imieniem na ustach, przyciskając do siebie jej drżące ciało i
pozwalając jej jak najdłużej przeżywać spełnienie. „Ups... O czymś chyba
zapomniałeś, stary...”
Przemierzałem żwawym krokiem znajomy korytarz. Z uśmiechem
na ustach mijałem dyżurkę pielęgniarek, nic sobie nie robiąc z tego ich
przewracania oczami.
- Słowo daję, zaraz zaczniesz biec... – Andy nabijał się
ze mnie przez cały dzień. Chyba powoli się uodparniałem.
- Panie Styles – siostra Martha wyrosła przede mną jak
spod ziemi. „Ups... Nie wygląda na szczęśliwą...” – Czy pan wstydu nie ma? Wie pan, która
godzina? Pana dziewczynie potrzebny jest odpoczynek...
- Kiedy ja... – zacząłem, dukając jak za czasów
podstawówki, kiedy to nie wiedziałem, co powiedzieć. „Ta kobieta chwilami po prostu mnie przerażała.”
- Proszę przyjechać rano – zakończyła tonem nieznoszącym
sprzeciwów.
- Ale... – spojrzałem na nią, zastanawiając się, po co w
ogóle się odzywam. Przecież tej baby nikt nie nakłoni do zmiany zdania. „Zawsze
mogę się rozpłakać. Może to zadziała...”
- Nie ma żadnego ale... – pokręciła głową. – I proszę mi
tu nie robić miny zbitego psa. Godziny odwiedzin obowiązują dla wszystkich jednakowo,
panie Styles. Mnie nie interesuje kim pan jest. Proszę wrócić rano.
„Mój zajebisty humor właśnie poszedł się jebać...”
Odwróciłem się na pięcie i ciężko wzdychając powlokłem się do windy. Nacisnąłem
przycisk i gdy drzwi się otworzyły wszedłem do środka. Dopiero teraz zauważyłem, że Andy’ego nie ma obok mnie. Uniosłem głowę zdziwiony. Moje serce
zabiło mocniej z nadzieją, gdy odnalazłem go rozmawiającego z pielęgniarką.
„Uśmiecha się, babsztyl...” Kobieta spojrzała w moją stronę i w oczach miała
takie coś... Sam nie wiem... Jakby podziw? „Co on jej nagadał?” Pożegnała się z
nim i odeszła w stronę dyżurki. Odprowadzałem ją wzrokiem.
- Idziesz, czy już się rozmyśliłeś? – usłyszałem
rozbawiony głos Andy’ego. Dwa razy nie trzeba mi powtarzać.
- Jesteś wielki, człowieku – powiedziałem mijając go i
pędząc jak najszybciej do pokoju Alex. „Bo jeszcze się kobita rozmyśli...” Zostawiłem
go z miłośnikiem krzyżówek, a sam wślizgnąłem się do środka, starając się zrobić to
bezszelestnie. Od razu zauważyłem, że coś się zmieniło. Noga dziewczyny nie była już podwieszona na rusztowaniu, a spoczywała swobodnie na kilku
poduszkach. „Jedno zmartwienie z głowy” uśmiechnąłem się. Nie była już też w
ciężkim gipsie, a w plastikowym jego odpowiedniku, wyłożonym miękką pianką.
„Jeszcze lepiej...” Przysunąłem sobie krzesło i zająłem moje standardowe miejsce
u boku Alex, lekko się krzywiąc, gdy poczułem ból związany z nowym tatuażem. Uśmiechnąłem się jeszcze bardziej, wyobrażając sobie jej reakcję, gdy go
zobaczy. „Powinien jej się spodobać...”
Przyglądałem się śpiącej dziewczynie i cieszyłem się jak
głupi, bo coś mi się zdaje, że nie ma wielu osób, które mogły zobaczyć to jej
drugie wcielenie. Tak naprawdę, to pewnie tylko Kate wiedziałaby o co mi
chodzi, ale nawet ona nie mogła przecież tego ujrzeć... Bez tej kolorowej oprawy, Alex
wydawała się drobniejsza, a już na pewno dużo delikatniejsza. „Zniknęły nawet
wielobarwne pasemka, które tak bardzo mi się podobały.” W głowie od razu zanotowałem
sobie, by zaprosić Lou któregoś dnia i naprawić fryzurę dziewczyny. „W sumie
wciąż wiszę jej wizytę w najlepszym spa jakie uda mi się znaleźć...”
przypomniałem sobie jedną z wielu obietnic, które złożyłem tamtego okropnego dnia.
Przeciągnąłem się zmęczony, rozsiadając się wygodniej na krześle. „Może
ewentualnie zgodzi się na zorganizowanie czegoś w domu...”
Budziłem się powoli, choć tak naprawdę miałem wrażenie, że mógłbym spać bez końca. „Przydałoby się kiedyś w końcu zaliczyć te książkowe
osiem godzin...” mruknąłem coś niewyraźnie, wtulając twarz w pościel. Już wiedziałem, co mnie
obudziło. I prawdę mówiąc, miałem ochotę mruczeć dalej. Tym razem z
zadowolenia... Czułem czyjeś palce, delikatnie przeczesujące moje włosy i
masujące skórę głowy. „Głupi to ma szczęście” pomyślałem, ciesząc się, że zdążyłem wziąć prysznic nim tu przyjechałem i moje loki nie odstraszały już na starcie.
- Dzień dobry – mruknąłem z twarzą nadal schowaną w pościeli.
Palce zamarły, przerywając pieszczotę i miałem ochotę wręcz błagać, by nie
przestawały.
- Jest środek nocy, Styles – usłyszałem rozbawiony głos
Alex. – Nie masz gdzie spać? Już chciałam wzywać pielęgniarkę, bo tak się
ślinisz, że bałam się, iż utonę... – zauważyłem mokra plamę na prześcieradle. „Cóż...
To raczej nie wyglądało seksownie...” zaśmiałem się z siebie, wycierając twarz rękawem.
- Co ja poradzę, że ślinię się na samą myśl o tobie? –
podparłem głowę na łokciu i wbiłem w nią swoje spojrzenie. – A jak jeszcze
robisz mi dobrze palcami, to już w ogóle...
- Coś ci się chyba przyśniło – parsknęła, odwracając głowę
w stronę okna. Zdążyłem jednak zauważyć ten błysk w jej oczach i rumieniec na
policzkach.
- Gdybyś ty wiedziała, co mi się śni ostatnio, to nie leżałabyś tu tak spokojnie – zażartowałem, podnosząc się z krzesła i przeciągając się. Spanie w takiej pozycji raczej nie należy do
najprzyjemniejszych. – Mogę ci opowiedzieć, jeśli chcesz – posłałem jej
bezczelny uśmieszek.
- Nie trzeba – zaśmiała się. – Jestem pewna, że z twoja
wyobraźnią, to był to zwykły pornos i chyba nie chcę znać szczegółów...
- Zwykły pornos? – spojrzałem na nią oburzony i przysiadłem
na brzegu łóżka, uważając na jej nogę. – Jak już, to niezwykły – poprawiłem ją.
– Z tobą w roli głównej – wyszczerzyłem zęby w uśmiechu. – Gdybyś tylko
wiedziała...
- Błagam, oszczędź mi tego... – jęknęła opadając na
poduszki. Zauważyłem jak zaciska wargi. Przejechałem po nich kciukiem,
wprawiając ją w osłupienie. – Chyba ci odbija ostatnio – dodała zmienionym głosem, nie odrywając ode mnie oczu.
- Dziwisz się? – uniosłem brwi. – Jestem wyposzczony
czekaniem na ciebie. Nie powinnaś się dziwić, że moja wyobraźnia czasami mnie
ponosi...
- Mnie już chyba nic nie zdziwi jeżeli tylko ma związek z twoją
osobą – powiedziała cicho, nadal prowadząc ze mną wojnę na spojrzenia. Czułem
jej gorący oddech na skórze dłoni i nie mogłem nie zauważyć, że stał
się płytszy i urywany...
- Tak myślisz? – uśmiechnąłem się pod nosem. – Mogę potraktować
to jak wyzwanie... – pochyliłem się i zawisłem ustami centymetry od jej
gorących warg. Patrzyłem na nią wyczekująco.
- N-nie powinniśmy... – szepnęła, zwilżając wargi
językiem.
- Nie powinniśmy – przyznałem, podziwiając barwę jej ust.
- Jesteśmy w szpitalu i... i w ogóle... – dodała wzdychając,
gdy moje palce pieściły jej szyję. Przymknęła oczy, a na jej ustach pokazał się
delikatny uśmiech.
- I w ogóle... – powtórzyłem za nią, zdając sobie właśnie
sprawę, co ja najlepszego wyprawiam. „To chyba dobry moment, by przestać”
usłyszałem w głowie głos rozsądku, ale w sumie to nigdy za bardzo go nie słuchałem. Złączyłem nasze usta w pocałunku i w tym samym momencie zapomniałem
wszystkie mądre rady mojej podświadomości. Nie było żadnego zawahania z jej
strony. Tylko ciche westchnienia, podczas gdy nasze języki tańczyły w
podniecającym tańcu. Poczułem palce we włosach i przygryzłem jej wargę
zadowolony z tej pieszczoty. Próbowałem pochwycić jej język, ale sprawnie mi to uniemożliwiała. „Boże, to było gorące...” Mój oddech przyspieszył, a
temperatura w sali wydawała się podskoczyć o kilka ładnych stopni. Oderwałem się
od niej z głośnym cmoknięciem. Jej oczy płonęły pożądaniem i zdecydowanie
błagały mnie, bym coś z tym zrobił. „Czyż mogłem odmówić?” uśmiechnąłem się pod
nosem i powoli obszedłem łóżko, by wcisnąć się na nie z drugiej strony. „Skoro już bawię się w Robin Hooda, to mogę przynajmniej nie uszkodzić jej bardziej...”
- To czyste szaleństwo... – Alex nie odrywała ode mnie
wzroku. – Ktoś może tu wejść w każdej chwili...
- Lepiej żeby nie – ponownie zawisłem nad nią. – Bo może
mu zostać po tym trauma do końca życia...
- Harry... – moje imię wydostało się z jej ust wraz z
cichym jękiem, gdy moje wargi rozpoczęły wędrówkę po jej odsłoniętym ramieniu.
Podobało mi się to. Brzmiało właśnie tak, jak powinno i nakręcało mnie jeszcze
bardziej. Ciasne spodnie szybko przypomniały mi wady ich noszenia.
Pozwoliłem dłoniom błądzić po jej ciele, okrytym tylko
szpitalną koszulką. Ale skoro to moje dłonie, to szybko odnalazły wiązanie na
plecach i karku dziewczyny. I po chwili moje wargi miały większe pole do
popisu. Poczułem ból, gdy Alex zacisnęła palce na moich włosach, gdy przez
cienki materiał przygryzłem sterczący dumnie sutek. Ten ból tylko potęgował
moją rozkosz. „Tak mi rób, kochanie...” Mokra tkanina robiła się półprzezroczysta
i gdy oderwałem usta od jej piersi
mogłem dojrzeć zarys tatuażu. Uśmiechnąłem się od ucha do ucha. „A więc w końcu
go sobie dokładnie obejrzę...”
Wróciłem do jej ust, by nie poczuły się zapomniane i
mogłem wręcz poczuć kolejne westchnienia. Kontynuowałem moją wędrówkę po jej
gorącej skórze, tym razem ciągnąc koszulkę w dół za każdym razem, gdy się do
niej zbliżałem. Uśmiechnąłem się, gdy zauważyłem maleńkiego motylka, o którego
istnieniu wcześniej nie wiedziałem. „A więc jest was tu cztery... Nie trzy.” Złożyłem na moim nowym kolorowym przyjacielu delikatny pocałunek i natychmiast
zapragnąłem ujrzeć kolejne, by obdarować je taką samą pieszczotą. „Czy mogło
mnie coś powstrzymać?” Pojękiwania Alex tylko mnie zachęcały. Po chwili mogłem
podziwiać tatuaż w całej jego kolorowej okazałości i naprawdę mi się podobał.
Zdecydowanie pasował do niej. Spojrzałem w jej oczy szczerząc się zadowolony.
- Cudne te twoje motylki
- powiedziałem, pochylając się po kolejny pocałunek. – Pokazać ci mojego?
- Co twojego?
- Motylka! – zaśmiałem się. – A o czym myślałaś? –
zauważyłem, że przygryzła wargę, by się nie roześmiać. „Już ja wiem, co ci
chodzi po głowie...” Podparłem się na jednej ręce i zdjąłem koszulkę.
Wyprostowałem się, dumnie pokazując mój nowy nabytek...
- Naprawdę go zrobiłeś... – powiedziała z niedowierzaniem
i wyciągnęła dłoń, by własnoręcznie się przekonać. – Jesteś walnięty, wiesz?
- Całkiem możliwe... – przyznałem szczerze. – W końcu zadaję się z
tobą...
- Idiota.
- Wariatka.
Spojrzałem w jej oczy i ujrzałem w nich pożądanie
zabarwione rozbawieniem. Zdecydowanie miałem ochotę na więcej tego pierwszego.
„I ewentualnie odrobinkę tego drugiego...” A jej palce na moim torsie mówiły mi, że dostanę to, czego pragnę. Mogłem z ręką na sercu powiedzieć, że uwielbiałem jej usta, język i to, co potrafiła z
nimi zrobić. „Ukończyła jakiś kurs całowania, czy coś?” Faktem było, że jej
pocałunki doprowadzały mnie do białej gorączki. Oraz do ogromnego problemu w
spodniach. Otarłem się o jej biodro w poszukiwaniu większego tarcia, które mogło przynieść mi jakąś ulgę. Ale to nie
było to. Wsunąłem jej ramię pod głowę, pogłębiając pocałunek. Drugą ręką
błądziłem po odsłoniętych piersiach. Pieściłem jej ciało, troskliwie omijając szwy na brzuchu.
Zjechałem dłonią na biodro, zastanawiając się, jak długa jest ta koszulka. Gdy
postanowiłem to zbadać, okazało się, że nie ma dużo do badania. Ledwo przesunąłem dłoń, poczułem jej nagie udo, drżące pod moim dotykiem.
- Harry – wysapała prosto w moje usta. – Ja nie dam
rady...
- Ciii... – przeniosłem się na drugie udo, przypominając
sobie o jej złamanej nodze. Jej skóra była cudownie miękka i niesamowicie gorąca. – Wiem... – powiedziałem uspokajająco. – Po prostu leż i pozwól mi... O
Boże... – jęknąłem, chowając twarz w jej szyi, gdy poczułem jej palce
zaciskające się na moim nabrzmiałym problemie. – Kurwa mać, Alex! – wgryzłem się
w jej skórę, by zdusić chęć głośnego obwieszczenia mojej radości.
- Ciii... – usłyszałem jej rozbawiony głos. – Po prostu
leż... – powtórzyła moje niedawne słowa, jednocześnie dobierając mi się do
spodni. „Nie żeby mi się to nie podobało...” – Chyba jednak musisz mi trochę
pomoc – szepnęła mi do ucha. Niechętnie zabrałam dłoń z jej uda, ale bardzo
szybko na nie wróciłem, gdy w ekspresowym tempie zsuwałem spodnie z tyłka. Odetchnąłem z ulga, gdy mój przyjaciel wydostał się na wolność. Długo to nie
trwało, bo natychmiast znalazł się w cudownym uścisku dłoni Alex. Wpiłem się w
jej usta z jeszcze większą zachłannością. Potrzebowałem ich, by utopić w nich
wszystkie głośne jęki i sapnięcia. Poruszała się na mnie powoli i nawet jakby nieśmiało, ale dopiero po chwili zdałem sobie sprawę z tego, czym było to spowodowane.
Gdy mnie puściła, jęknąłem rozczarowany prosto w jej usta. Ale obserwowałem bez
mrugnięcia jak zwilża językiem swoją dłoń i ponownie ujmuje mojego penisa. „To
było kurewsko gorące...” Poruszyłem się w jej dłoni. Dreszcz, który przebiegł
mi przez ciało uzmysłowił mi, że w tej całej rozkoszy zapomniałem o niej. „Nieładnie,
Styles...” Przyssałem się do jej obojczyka z zamiarem zostawienia po sobie
małego śladu, jednocześnie wsuwając dłoń między jej uda. Była cholernie gorąca
i tak mokra, że bez problemu mogłem wsunąć w nią palec. Sapnęła trochę głośniej, cofając się nieznacznie. Musiała to zrobić zupełnie odruchowo, bo była już tak podniecona, że chwilę później mogłem dodać kolejny palec. Zauważyłem, że zaciska oczy, a na jej twarzy pojawił się dorodny rumieniec.
Pracowała biodrami, poruszając się na moich palcach. Pewnie nawet nie
zauważyła, kiedy dodałem kolejny... Zadrżała, gdy pozwoliłem kciukowi jeździć
po sztywnej łechtaczce. Było jej dobrze. A dzięki temu, i mi było bosko. Poruszałem się w jej dłoni, czując narastające ciepło w podbrzuszu. Przyssałem
się do jej piersi i momentalnie zacisnęła palce w moich włosach, przyciągając
mnie do pocałunku, a może po prostu, by wytłumić kolejny jęk rozkoszy w moich
ustach... Chwilę później zaczęła głośno oddychać prosto w moje usta i jeszcze szybciej poruszać biodrami, wpychając wzgórek jak najmocniej w moja dłoń. Odebrałem
wiadomość i przyspieszyłem ruchy dłonią. Spotkała mnie za to nie lada nagroda. Przygryzłem jej wargę, gdy poczułem zwinne paluszki, masujące mój interes. „Kurwa,
tu też brała jakieś lekcje?” Pracowałem biodrami jak szalony czując, że
niebezpiecznie zbliżam się do upragnionego celu. Dziewczyna wiła się pod moją
dłonią, starając się robić to jak najbardziej bezgłośnie. – Harry... – jęknęła atakując
moje wargi swoimi, tak zachłannie, że zabolało. Ale był to ból z gatunku tych,
które jeszcze bardziej cię nakręcają. Gdy zaczęły wstrząsać nią dreszcze, wiedziałem, że na mnie też przyszedł już czas. Poczułem jak mocniej zaciska
swoją dłoń i to było to. Momentalnie doszedłem z jękiem jej imienia, stłumionym
w kolejnym namiętnym pocałunku.
- Jesteśmy zdrowo szurnięci... – powiedziała cicho, gdy już
trochę doszła do siebie.
- Ale przynajmniej oboje – przyciągnąłem ją do jeszcze
jednego pocałunku i zacząłem poprawiać jej koszulkę. Zauważyłem kilka śladów na
jej ciele i naprawdę nie pamiętałem kiedy je zrobiłem. Przejechałem kciukiem po
wyraźnym śladzie moich zębów. „Ups...” – Jak się czujesz?
- Dopraszasz się komplementów, Styles? – zaśmiała się,
podnosząc się lekko, bym mógł zawiązać jej koszulkę. – Myślałam, że jesteś
ponad to...
- Pytam jak się czujesz – spojrzałem na nią wymownie – a nie
czy było ci dobrze. To akurat wiem bez potrzeby pytania...
- Wszystko w porządku – powiedziała, czerwieniąc się, gdy
czyściłem jej dłoń i doprowadzałem się do porządku. „Przynajmniej spodnie już
przestały być narzędziem tortur.” – Podoba mi się twój tatuaż – odezwała się,
gdy zakładałem bluzkę. – Ale nie mogę uwierzyć, że go sobie zrobiłeś...
- No cóż... – westchnąłem, zsuwając buty i opróżniając
kieszenie. „Rychło w czas.” – Zbytnio nie miałem wyjścia. Zawsze dotrzymuje
obietnic – ułożyłem się obok niej, wsuwając jej ramię pod głowę i przyciągając
ją do siebie. Czułem, że jeszcze chwila i zasnę.
- Obiecałeś, że wytatuujesz sobie motyla? – usłyszałem,
gdy już robiło mi się przyjemnie błogo. – Dlaczego?
- Wróciłaś do mnie... – mruknąłem, zasypiając wtulony w
jej bok.