niedziela, 11 sierpnia 2013

69




   - Odejść? – nie mogłem uwierzyć, że naprawdę usłyszałem to słowo z jej ust. – Ale jak to, odejść? Przecież ty nie możesz odejść! Co to w ogóle za debilny pomysł? – patrzyłem na nią i czekałem, by powiedziała, że to tylko jakiś głupi żart. – Louis, powiedz jej coś! Nie możesz jej na to pozwolić! Zrób coś... – czułem, że jeszcze chwila i się rozpłaczę jak jakaś baba. Wciągnąłem głęboko powietrze, by choć trochę się uspokoić. – Katy... Nie możesz nas zostawić...
   - Niall... – zaczął przyjaciel, ale drobna dłoń, dotykająca jego ust, nie dala mu dokończyć.
   - Nie! – ścisnąłem palce dziewczyny. „Dlaczego one są takie lodowate?” – Ja się nie zgadzam! Nie pozwolimy ci odejść! Jak będzie trzeba, to przywiążemy cię do krzesła, ale nie pójdziesz... Wybij to sobie z głowy!
   - Ja po prostu myślałam... – zaczęła drżącym głosem. Była wręcz chorobliwie blada. „Boże... Muszę się uspokoić... Nie mogę na nią krzyczeć...
   - Zazwyczaj masz dobre pomysły, Kate... – zauważyłem stojącego w przejściu Liama, którego pewnie zaalarmowało moje nieme wołanie o pomoc. – Niestety ten, kompletnie ci się nie udał...
   - Jak ty to sobie wyobrażasz, kochanie? – Lou objął ją mocno. – Chcesz tak po prostu zniknąć i udawać, że nas nigdy nie było? Zapomnieć?
   - Nie chcę zapomnieć – pieściła opuszkami palców jego twarz. – Zresztą jestem pewna, że to jest niemożliwe. Jak mogłabym zapomnieć miłość mojego życia? Moją rodzinę... – uśmiechnęła się delikatnie, ściskając moją dłoń. – Po prostu chcę byś był bezpieczny, Lou. Żebyście wy wszyscy byli bezpieczni – westchnęła. – Nie mogę siedzieć bezczynnie i czekać, w kogo z moich bliskich uderzy tym razem...
   - Więc tak po prostu się poddasz? – powiedziałem, wciąż nie mogąc uwierzyć, że prowadzimy tą rozmowę. – Co zrobisz? Staniesz na głównej ulicy i poczekasz, aż po ciebie przyjdzie? – byłem coraz bardziej zdenerwowany. Zły. „Dlaczego oni nic nie mówią?” Potrzebowałem pomocy. – Po tym wszystkim co przeszłaś, dasz mu się tak po prostu zabić?
   - Niall... – Liam chyba próbował mnie uciszyć, ale ja nie mogłem przestać. Za bardzo byłem nakręcony. Teraz już musiałem powiedzieć to, co leżało mi na sercu.
   - Jak możesz być taką egoistką?! – zerwałem się na równe nogi.
   - Ni... – zaczęła, ale nie dałem jej skończyć.
   - Dasz się zabić i każesz nam z tym żyć? – widziałem jak zmienia się wyraz jej twarzy. O tym w ogóle nie pomyślała. – Może i bylibyśmy bezpieczni, ale czy ty naprawdę sądzisz, że ktokolwiek z nas mógłby jeszcze spojrzeć w lustro i się uśmiechnąć? – łzy spływały po jej policzkach i czułem się jak ostatnia świnia, ale po prostu musiałem to z siebie wyrzucić. – A co z Lou? Pomyśl o nim.
   - Myślę... – szepnęła, opuszczając głowę.
   - To pomyśl bardziej – patrzyłem jak przyjaciel trzyma ją w objęciach i ociera łzy. – Jak według ciebie miałby żyć, wiedząc co zrobiłaś i że uczyniłaś to przez niego...
   - Dla niego...
   - Walczyłaś jak sam-kurwa-nie-wiem-kto – prawie rwałem włosy z głowy, próbując choć trochę się uspokoić. Nie mogłem patrzeć na jej łzy. „Łzy, do których ja doprowadziłem...” – Nie poddałaś się. Przeszłaś piekło na ziemi i nigdy się nie poddałaś – ująłem jej dłonie. – I teraz, gdy masz Louisa, mnie, nas wszystkich... – wziąłem głęboki oddech. – Teraz chcesz się poddać? Walczyłaś gdy byłaś sama, teraz już nie jesteś. Masz nas... – rzuciła mi się w ramiona, szlochając. Mogłem poczuć jej łzy na swojej szyi.
   - Niall, ma rację, Kate – odezwał się Liam. Miałem wrażenie, że Louis wciąż jeszcze przetrawiał to jedno słowo, które padło z jej ust. – Nie jesteś z tym sama. Czy tego chcesz, czy nie, wszyscy zaangażowaliśmy się w tą historię... I nie jesteśmy głupi – dodał. – Od początku zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że on może się pojawić. I dobrze, że tak się stało. Teraz mamy szansę go dorwać.
   - Dlaczego mnie nie nienawidzicie? – załkała w moją koszulkę. – Z mojego powodu Zayn i Alex wylądowali w szpitalu. On mógł ich zabić.
   - Ale tego nie zrobił – powiedziałem twardo. – I wylądowali w szpitalu dlatego, że nie chcieli dopuścić do tego, by coś ci się stało. Poddając się sprawisz, że to co zrobili pójdzie na marne...
   - Nikt więcej nie musi ucierpieć, Kate...
   - Kate... – Louis w końcu postanowił się odezwać. Wciąż wyglądał jakby właśnie oberwał czymś ciężkim w głowę. Dziewczyna odwróciła twarz w jego stronę, wciąż cicho pochlipując. – Nie chcę żebyś odeszła... – przysunął się do nas bliżej i położył dłonie na jej policzkach, ścierając kciukami łzy. – Kocham cię. Ty kochasz mnie – mówił to z takim uczuciem i przekonaniem, że nawet ktoś, kto kompletnie by go nie znał, uwierzyłby natychmiast. – Razem jesteśmy bezpieczni...
   - Razem... – usłyszałem jeszcze jej cichy szept, nim Louis zamknął jej usta pocałunkiem. „Hmmm... Jeszcze chwila i oboje znajdą się na moich kolanach...” zauważyłem. „Zrobiło się niezręcznie...” spojrzałem na Liama, by nie podglądać dwójki, która najwyraźniej zapomniała, że tu jestem i w dodatku zaraz zmiażdżą mi nogi. Payne uśmiechał się zadowolony, oglądając bez skrępowania scenkę rozgrywającą się przed nim. Ja nie musiałem patrzeć. Słyszałem ich ciche wyznania miłości i zapewnienia o tym, że już zawsze będą razem i nic ich nigdy nie rozdzieli. „Normalnie zaraz się rozryczę...
   - Ej! Wystarczy! Ja tu ciągle jestem... – musiałem zainterweniować, gdy kolano Louisa wylądowało zdecydowanie za blisko moich rodowych klejnotów. – Wynająć wam pokój może? – Katy z trudem łapała powietrze, a jej twarz i szyję pokrywał rumieniec. „Normalnie wyssał z niej cały tlen...” zaśmiałem się w duchu. Lou nie wyglądał lepiej. Nie odrywał wzroku od dziewczyny i coś mi się wydaje, że serio rozważał moją propozycję z pokojem. – Umieram z głodu... Wypuśćcie mnie, bo muszę załatwić jakoś postój w celu napełnienia mojego żołądka.
   - Nie wiem, czy możemy sobie pozwolić na tak długą przerwę w podróży – odezwał się Mark, który opierał się o blat w kuchni i stał tam, sam nie wiem jak długo.
   - Bardzo śmieszne...




   - Boże, ile jeszcze każą nam czekać? – przyjaciel przestępował z nogi na nogę. I robił to odkąd tylko złożyliśmy zamówienie. „Standard w jego wykonaniu...” – Może...
   - To było całkiem spore zamówienie, Niall – powiedziała Kate, uśmiechając się radośnie. Po niedawnych łzach nie było już śladu. Stała oparta o Louisa, a on obejmował ją ramionami w pasie i szczerzył się do wszystkich, jakby był co najmniej pijany. „Upił się miłością...” uśmiechnąłem się, ciesząc się ich szczęściem.
   - Pewnie musieli sięgnąć do rezerw, bo opróżniłeś im wszystkie lodówki...
   - Ale śmieszne... – blondyn strzelił popisowego „focha”, ale zaraz wesołość w nim zwyciężyła. – Tam było też wasze zamówienie...
   - Wiemy... – powiedziałem, starając się nie roześmiać. – Nasze razem, było prawie tak duże jak twoje...
   - Prawie... – zaakcentował Lou, zbierając kolejnego kuksańca od Kate. – I to nawet biorąc pod uwagę, że zamówiliśmy też dla chłopaków – kiwnął głową w stronę ochrony.
   - Oj, tam... – Niall obrócił się na pięcie i popatrzył z nadzieją w kierunku kas, jakby to miało sprawić, że dostaniemy szybciej nasze jedzenie. Po chwili jednak zdałem sobie sprawę, że to nie na pracowników się patrzy, a na dziewczyny czekające, by złożyć zamówienie.
   - Katie, weźmiesz mi sałatkę i dietetyczną colę? – powiedziała brunetka, rozglądając się uważnie dookoła. „Pewnie w poszukiwaniu wolnego stolika” zgadywałem. – Zajmę nam miejsce.
   - Nie zamówię ci sałatki! – odpowiedziała jej blondynka z przerażeniem w głosie. – Nikt normalny nie zamawia sałatki w McDonald’s. Wezmą mnie za jakiegoś czubka...
   - Ja zawsze zamawiam... – wzruszyła ramionami jej koleżanka i poszła na poszukiwanie wolnego stolika.
   - Z kim ja się zadaję? – parsknąłem ze śmiechu, słysząc ten komentarz. „Normalnie jakbym słyszał Nialla...
   - Co podać? – uśmiechnięty od ucha do ucha chłopak stanął przed nią gotowy przyjąć zamówienie.
   - Big Maca, duże frytki, dużą colę... – dziewczyna zerknęła na menu, znajdujące się nad jego głową. – Jeszcze jedne frytki i dwa cheeseburgery i może... – wyglądało na to, że nie tylko dla Nialla złożenie zamówienia, to nie lada wyczyn... – McFlurry Oreo z polewą czekoladową – powiedziała zadowolona, jakby dokonała właśnie niemożliwego. „Normalnie Horan w spódnicy!” nie mogłem w to uwierzyć. „Ale numer!
   - Nie zapomnij o zamówieniu dla koleżanki – przyjaciel nie mógł się powstrzymać, by jej nie przypomnieć. Dziewczyna odwróciła się, spojrzała na niego i oboje spiekli raka. „Gdzie mój popcorn?
   - Dzięki... – powiedziała cicho. – Yyy... To jeszcze sałatkę i dietetyczną colę... – to już dodała prawie szeptem, podając chłopakowi pieniądze.
   - Będzie trzeba zaczekać kilka minut – posłał jej przepraszający uśmiech. – Przyniosę paniom do stolika.
   - Dzięki – zabrała resztę i poszła do koleżanki. I nie nazywam się Liam Payne, jeśli nie obejrzała się kilka razy za Niallem. „Wpadając przy okazji na stolik...” Zresztą i on nie spuszczał z niej wzroku i chyba nawet zapomniał o naszym zamówieniu. „Nie sądziłem, że dożyję takiej chwili...
   - Niall, przynieść ci papier toaletowy? – tekst Louisa sprawił, że Horan w końcu oderwał wzrok od dziewczyny i wrócił na ziemię.
   - Co? – spojrzał zdziwiony, nic nie rozumiejąc. Zresztą ja też zastanawiałem się, co jest grane... – Po co mi papier toaletowy?
   - Wyglądasz jakbyś się zesrał na jej widok...
   - Lou! – Kate uderzyła go w przedramię. – No wiesz co!
   - Idiota... – skwitował krotko blondyn i odwrócił się odebrać nasze zamówienie. Zauważyłem, że wychodząc jeszcze obejrzał się tęsknie w stronę blondynki.
   - Nie zagadasz do niej? – zapytałem. Zmieszał się, przyłapany, ale zaraz doszedł do siebie.
   - Po co? – wzruszył ramionami. Spojrzałem w stronę budynku. Dziewczyny siedziały przy oknie i ta jasnowłosa zdecydowanie zerkała w jego stronę.
   - A jeśli to ta twoja wymarzona księżniczka?
   - Bardzo śmieszne, Liam... – mruknął, wsiadając do tourbusa. – Chociaż ty mógłbyś...
   - Wcale się z ciebie nie nabijam – powiedziałem jak najbardziej poważnie. – Ona też na ciebie zerkała. Cały czas... Słyszałeś jak ma na imię? – spojrzał na mnie, czekając na odpowiedź. – Katie... – uśmiechnąłem się, widząc jak układa sobie jej imię na języku. – Przecież chciałeś drugiej Kate. Może to ona? – zerknął tęsknie w stronę wyjścia, ale gdy w końcu zrobił ten trochę niepewny pierwszy krok, drzwi zamknęły się i autokar ruszył.




   Sprawdziłem ponownie cały parter, upewniając się, że wszystko jest dokładnie pozamykane, a alarm włączony. Wprawdzie Mark zrobił to zanim wyszedł, ale ostrożności nigdy za wiele. Zwłaszcza, jeżeli dzięki temu Kate będzie spała spokojniej.
   Cały czas miałem w głowie to jedno słowo, które padło z jej ust. „Odejść...” Dudniło mi w głowie niczym najprawdziwszy koszmar. „Boże, chybabym umarł, gdyby mnie zostawiła...” Zamurowało mnie, gdy to powiedziała. Nie mogłem wydusić z siebie słowa, tak byłem przerażony tym, co to dla mnie oznaczało. I nawet gdybym podarował Niallowi jego ukochane Nando’s na własność, to i tak nie byłaby to wystarczająca zapłata za to, co zrobił... Za to, co powiedział. „Dzięki ci, Boże, za takich przyjaciół...” westchnąłem, gasząc światła w małym salonie i kierując się na górę. „Ciekawe, czy dziewczyny jeszcze rozmawiają.” Uśmiechnąłem się, wspominając fragment monologu Alex, którego byłem świadkiem. Muszę przyznać, że te ich codzienne pogaduszki, to był strzał w dziesiątkę. Z pewnością obie tego potrzebowały...
   Przez moment zamarło mi serce, gdy zobaczyłem, że w salonie nikogo nie ma. „Przecież obiecała...” odezwał się głos w mojej głowie, tym razem, dla odmiany, robiąc coś pożytecznego. Miałem ochotę sobie przywalić za te moje panikowanie. Odetchnąłem głęboko i od razu zauważyłem otwarte drzwi za kanapą. „Bo gdzieżby indziej?” uśmiechnąłem się. Skierowałem się do gabinetu i już od progu dojrzałem moją dziewczynę. „Kto by pomyślał, że tak jej przypadną do gustu te siedziska?” Cieszyłem się, bo to było też moje ulubione miejsce...
   - Możesz nie włączać światła? – usłyszałem jej cichy głos i moja ręka zatrzymała się w połowie drogi do włącznika. – Twoje fanki są na zewnątrz...
   - Ukrywasz się? – roześmiałem się, podchodząc do okna i wciskając się na siedzenie za jej plecami. Ucieszyłem się, gdy od razu wtuliła się w moje ciało. „Odetchnąłem z ulgą, jeśli miałbym być szczery...” – Podoba mi się ten pomysł... – szepnąłem jej do ucha. Poczułem jej drżenie, a nawet to, jak gwałtownie nabrała powietrza... – Mogę poukrywać się z tobą? – zauważyłem jak przygryzła wargę i kurcze... Naprawdę nie powinna tego robić... „Bo co?” ktoś najwyraźniej wyzywał mnie na pojedynek.
   - Paul dzwonił? – zapytała, siadając na mnie okrakiem i kładąc dłoń na moim policzku. – Coś się stało?
   - Ty i ten twój super słuch – zaśmiałem się, całując wnętrze jej dłoni. – Przesunął nam wizytę u lekarza na jutro rano, bo coś tam im wyskoczyło i nie za bardzo pasował ten przyszły tydzień...
   - Bardzo rano?
   - Bardzo – powiedziałem tonem cierpiącego. – Na dziesiątą... – westchnąłem teatralnie.
   - To rzeczywiście strasznie wcześnie – zaśmiała się, wtulając się we mnie i obejmując mnie ramionami. Czułem ciepło jej oddechu na szyi i bardzo mi się to podobało.
   - Przerażająco wcześnie – dodałem, pochylając się, by skraść jej całusa. – Co u Alex? Jak się czuje?
   - Wszystko dobrze – uśmiechnęła się radośnie. – Podobno już jej nie podwieszają pod sufit.
   - To chyba się cieszy – powiedziałem, przypominając sobie wcześniejsze marudzenie przyjaciółki.
   - Tak by się wydawało, prawda? – oczy Kate śmiały się do mnie, a ja zatracałem się w nich i błagałem o więcej. – Niestety... Stwierdziła, że nie ma różnicy.
   - Harry na pewno ją czymś zajmie – tego byłem pewien na sto procent.
   - Kiedy jego jeszcze u niej nie ma – zdziwiłem się, słysząc te słowa. – Jesteś pewien, że on do niej pojechał?
   - Tak mi mówił... – próbowałem sobie przypomnieć naszą wcześniejszą rozmowę. – Chociaż wspomniał też, że najpierw musi jeszcze coś załatwić. Chyba miał jakieś spotkanie, bo ciągle zerkał na zegarek... Ale tyle by mu to zajęło?
  - Ciekaweee... – ziewnęła i od razu się zarumieniła, chowając twarz na moim ramieniu. – Przepraszam...
   - Zmęczona? – nawet nie musiałem pytać, w końcu ostatniej nocy żadne z nas się nie wyspało. Wsunąłem ręce pod jej uda i uniosłem się z nią w ramionach. Zaśmiała się głośno i momentalnie oplotła mnie nogami. „Robi się całkiem interesująco...” mruknęło moje drugie ja i chyba właśnie sięgnęło po popcorn. – Idziemy do łóżka...
   - Moje buty...
   - Chyba nie uciekną... – poprawiłem uścisk i teraz najzupełniej przypadkowo ściskałem w dłoniach jej pośladki. „Takie przypadki to i ja lubię...” Poczułem drżenie jej ciała, a przyspieszony oddech owiewał moją twarz. Gdy napotkałem jej „spojrzenie” moje serce na moment stanęło, by po chwili ruszyć galopem. Tak rozpaczliwie jej zapragnąłem, że aż musiałem zamknąć oczy, by się uspokoić i nie zedrzeć z niej ubrań tu i teraz. „Boże...” jęknąłem. Uruchomiłem rezerwy silnej woli i skierowałem się do drzwi. Każdy krok wydawał mi się stratą czasu. Marnowaniem energii, którą mógłbym inaczej spożytkować. „Oj, mógłbyś...” wkurzający rechot odezwał się w mojej głowie. I te wszystkie obrazy, które podsyłał mi mój mózg. Nagle droga do sypialni wydała mi się niemożliwa do pokonania.
   - Lou... – poczułem jej palce na skroni. Pieściły powoli moją twarz sprawiając, że mój oddech wariował. Otworzyłem oczy i od razu zatonąłem w jej „spojrzeniu”. Jej tęczówki wydawały się wręcz czarne, a to co w nich znalazłem, wyrwało westchnienie z mojej piersi. „Tyle uczuć...” Pochyliłem się do pocałunku, przyciskając ją mocniej do siebie. „Boże, umarłbym, gdyby mnie zostawiła...
   - Obiecaj, że nie odejdziesz – powiedziałem głosem zmienionym z podniecenia. – Obiecaj...
   - Obiecuję – przejechała kciukiem po moich ustach. – Nigdzie się nie wybieram. No, chyba, że do sypialni... – uśmiechnęła się figlarnie. Roześmiałem się radośnie. Teraz byłem szczęśliwy.
   - Wiesz, skarbie... Zanim cię poznałem – wpatrywałem się z miłością w jej twarz – nie wiedziałem, co to znaczy, spojrzeć na kogoś i tak po prostu uśmiechać się bez powodu... – jej palce wciąż badały moje usta. I uśmiechnęła się. Ot tak... A potem jej „spojrzenie” jeszcze bardziej pociemniało i poczułem jej wargi na swoich. I rozpętała się burza, a sypialnia poszła w zapomnienie.
   Nasze języki tańczyły w najpiękniejszym tańcu sprawiając, że oddychanie stało nic nie ważną czynnością. Przecież nie było niezbędne do życia. Potrzebowałem tylko jej. Ruszyłem w stronę kanapy, ale widząc leżący na niej laptop, a także kubek do połowy wypełniony herbatą, odwróciłem się w drugą stronę. „Bilardowy numerek?” przeciągły gwizd rozległ się w mojej głowie. Posadziłem Kate na stole i momentalnie zerwałem z niej bluzkę, która poszybowała w nieznanym kierunku.
   - Lou... – zaśmiałem się, słysząc jej niezadowolone warknięcie, gdy nie mogła zdjąć mojej koszulki. Szybko ją w tym wyręczyłem i znów zachłannie mogłem wpić się w jej usta. Poczułem drobne paluszki przesuwające się po moim torsie i naprawdę miałem ochotę zawyć do księżyca z tej całej radości, jaka mnie wypełniała. Uwielbiałem jej dotyk, ale dziś potrzebowałem poczuć, że tu jest i nie odejdzie. Potrzebowałem czegoś innego. Moje usta sunęły po jej delikatnej skórze. Czułem pod wargami szalejący puls. Pochyliłem się nad nią, zmuszając by się położyła, uprzednio odpychając wszystkie bile gwałtownym ruchem. Przywarłem do jej piersi, pieszcząc je i kąsając przez cieniutki materiał stanika i napawałem się każdym jękiem wydobywającym się z jej rozchylonych warg. Miałem wrażenie, że temperatura niebezpiecznie wzrosła i zaraz wszystko dookoła pochłonie rozszalały żywioł. Mnie na pewno. Wydawało mi się, że serce zaraz wyskoczy mi z piersi.
   - Kate... – sapnąłem, gdy uniosła biodra, ocierając się o mojego pobudzonego przyjaciela. Zaskoczyła mnie tym zupełnie. „Lubimy takie niespodzianki... Bardzo lubimy...” Spojrzałem w górę. Wiedziała, że jej się przyglądam. A przynajmniej tak mi się wydawało, sądząc po tym jak seksownie oblizała wargi. „Koniec cackania! Działaj!” moje drugie ja posłało mi mentalnego kopniaka w tyłek. Ale ja wcale nie potrzebowałem ponaglania, ani tym bardziej zachęty. Jednym ruchem zerwałem z niej stanik i na widok jej obnażonych piersi prawie zapomniałem, że miałem pozbyć się jeszcze kilku elementów garderoby. Ściągając swoje portki prawie rozwaliłem sobie łeb o lampę wiszącą nad stołem. Jęknąłem sfrustrowany, ale ostatecznie udało mi się dopiąć celu. „Zresztą nic by mnie nie powstrzymało.” – Obiecaj, że nie odejdziesz – musiałem jeszcze raz to usłyszeć. Potrzebowałem zapewnienia. Wpatrywałem się w jej nieziemskie oczy, czekając na to jedno słowo.
   - Obiecuję... – powiedziała głosem przepełnionym pożądaniem. Przyciągnąłem ją do siebie zaborczym ruchem, wyrywając głośny jęk z jej ust, gdy wdarłem się do jej gorącego wnętrza. Zamarłem, obezwładniony nadmiarem odczuć. „Za każdym razem tak niesamowicie ciasna...” próbowałem się opanować, by nie dojść przy pierwszej próbie poruszenia się. „Jak to, kurwa, możliwe?” Oddychałem ciężko wprost w jej usta. Przyciągnęła mnie do pocałunku, oplatając nogami. Wysunąłem się z niej powoli i znów rozkoszowałem się jej reakcją. Mógłbym skończyć od samego tylko patrzenia na nią. „I kto wie, czy tak się nie stanie, jeżeli się w końcu nie ruszysz, idioto!” – Louis! – pisnęła mi prosto w usta, gdy znów wdarłem się do jej wnętrza. Jednak tym razem już nie byłbym w stanie przerwać. Zacisnąłem dłonie na jej pośladkach i parłem do upragnionego celu. Nasze przyspieszone oddechy wypełniały przestrzeń. Wygięła ciało w łuk, zaciskając palce w moich włosach, a coraz głośniejsze jęki wydostawały się z jej ust. Nie mogłem oderwać oczu od jej piersi, poruszających się w rytm moich pchnięć. „O taaak... Cycuszki...” moje drugie ja podsyłało mi kolejne gorące obrazy. „Jakbym potrzebował czegoś więcej...” warknąłem. Czułem jak cała rozkosz kumuluje się w moim podbrzuszu i wiedziałem, że to już długo nie potrwa. Przyssałem się do jej piersi, wyrywając z jej gardła kolejne okrzyki rozkoszy. Wypełniała każdą moją myśl. Była tylko ona. Moja. Już na zawsze. Przyspieszyłem, gdy poczułem drżenie jej mięśni. Zaciskała się na mnie nawet sobie nie zdając sprawy, że więcej mi nie trzeba. Doszedłem z jej imieniem na ustach,  przyciskając do siebie jej drżące ciało i pozwalając jej jak najdłużej przeżywać spełnienie. „Ups... O czymś chyba zapomniałeś, stary...




   Przemierzałem żwawym krokiem znajomy korytarz. Z uśmiechem na ustach mijałem dyżurkę pielęgniarek, nic sobie nie robiąc z tego ich przewracania oczami.
   - Słowo daję, zaraz zaczniesz biec... – Andy nabijał się ze mnie przez cały dzień. Chyba powoli się uodparniałem.
   - Panie Styles – siostra Martha wyrosła przede mną jak spod ziemi. „Ups... Nie wygląda na szczęśliwą...  – Czy pan wstydu nie ma? Wie pan, która godzina? Pana dziewczynie potrzebny jest odpoczynek...
   - Kiedy ja... – zacząłem, dukając jak za czasów podstawówki, kiedy to nie wiedziałem, co powiedzieć. „Ta kobieta chwilami po prostu mnie przerażała.
   - Proszę przyjechać rano – zakończyła tonem nieznoszącym sprzeciwów.
   - Ale... – spojrzałem na nią, zastanawiając się, po co w ogóle się odzywam. Przecież tej baby nikt nie nakłoni do zmiany zdania. „Zawsze mogę się rozpłakać. Może to zadziała...
   - Nie ma żadnego ale... – pokręciła głową. – I proszę mi tu nie robić miny zbitego psa. Godziny odwiedzin obowiązują dla wszystkich jednakowo, panie Styles. Mnie nie interesuje kim pan jest. Proszę wrócić rano.
   „Mój zajebisty humor właśnie poszedł się jebać...” Odwróciłem się na pięcie i ciężko wzdychając powlokłem się do windy. Nacisnąłem przycisk i gdy drzwi się otworzyły wszedłem do środka. Dopiero teraz zauważyłem, że Andy’ego nie ma obok mnie. Uniosłem głowę zdziwiony. Moje serce zabiło mocniej z nadzieją, gdy odnalazłem go rozmawiającego z pielęgniarką. „Uśmiecha się, babsztyl...” Kobieta spojrzała w moją stronę i w oczach miała takie coś... Sam nie wiem... Jakby podziw? „Co on jej nagadał?” Pożegnała się z nim i odeszła w stronę dyżurki. Odprowadzałem ją wzrokiem.
   - Idziesz, czy już się rozmyśliłeś? – usłyszałem rozbawiony głos Andy’ego. Dwa razy nie trzeba mi powtarzać.
   - Jesteś wielki, człowieku – powiedziałem mijając go i pędząc jak najszybciej do pokoju Alex. „Bo jeszcze się kobita rozmyśli...” Zostawiłem go z miłośnikiem krzyżówek, a sam wślizgnąłem się do środka, starając się zrobić to bezszelestnie. Od razu zauważyłem, że coś się zmieniło. Noga dziewczyny nie była już podwieszona na rusztowaniu, a spoczywała swobodnie na kilku poduszkach. „Jedno zmartwienie z głowy” uśmiechnąłem się. Nie była już też w ciężkim gipsie, a w plastikowym jego odpowiedniku, wyłożonym miękką pianką. „Jeszcze lepiej...” Przysunąłem sobie krzesło i zająłem moje standardowe miejsce u boku Alex, lekko się krzywiąc, gdy poczułem ból związany z nowym tatuażem. Uśmiechnąłem się jeszcze bardziej, wyobrażając sobie jej reakcję, gdy go zobaczy. „Powinien jej się spodobać...
   Przyglądałem się śpiącej dziewczynie i cieszyłem się jak głupi, bo coś mi się zdaje, że nie ma wielu osób, które mogły zobaczyć to jej drugie wcielenie. Tak naprawdę, to pewnie tylko Kate wiedziałaby o co mi chodzi, ale nawet ona nie mogła przecież tego ujrzeć... Bez tej kolorowej oprawy, Alex wydawała się drobniejsza, a już na pewno dużo delikatniejsza. „Zniknęły nawet wielobarwne pasemka, które tak bardzo mi się podobały.” W głowie od razu zanotowałem sobie, by zaprosić Lou któregoś dnia i naprawić fryzurę dziewczyny. „W sumie wciąż wiszę jej wizytę w najlepszym spa jakie uda mi się znaleźć...” przypomniałem sobie jedną z wielu obietnic, które złożyłem tamtego okropnego dnia. Przeciągnąłem się zmęczony, rozsiadając się wygodniej na krześle. „Może ewentualnie zgodzi się na zorganizowanie czegoś w domu...


   Budziłem się powoli, choć tak naprawdę miałem wrażenie, że mógłbym spać bez końca. „Przydałoby się kiedyś w końcu zaliczyć te książkowe osiem godzin...” mruknąłem coś niewyraźnie, wtulając twarz w pościel. Już wiedziałem, co mnie obudziło. I prawdę mówiąc, miałem ochotę mruczeć dalej. Tym razem z zadowolenia... Czułem czyjeś palce, delikatnie przeczesujące moje włosy i masujące skórę głowy. „Głupi to ma szczęście” pomyślałem, ciesząc się, że zdążyłem wziąć prysznic nim tu przyjechałem i moje loki nie odstraszały już na starcie.
   - Dzień dobry – mruknąłem z twarzą nadal schowaną w pościeli. Palce zamarły, przerywając pieszczotę i miałem ochotę wręcz błagać, by nie przestawały.
   - Jest środek nocy, Styles – usłyszałem rozbawiony głos Alex. – Nie masz gdzie spać? Już chciałam wzywać pielęgniarkę, bo tak się ślinisz, że bałam się, iż utonę... – zauważyłem mokra plamę na prześcieradle. „Cóż... To raczej nie wyglądało seksownie...” zaśmiałem się z siebie, wycierając twarz rękawem.
   - Co ja poradzę, że ślinię się na samą myśl o tobie? – podparłem głowę na łokciu i wbiłem w nią swoje spojrzenie. – A jak jeszcze robisz mi dobrze palcami, to już w ogóle...
   - Coś ci się chyba przyśniło – parsknęła, odwracając głowę w stronę okna. Zdążyłem jednak zauważyć ten błysk w jej oczach i rumieniec na policzkach.
   - Gdybyś ty wiedziała, co mi się śni ostatnio, to nie leżałabyś tu tak spokojnie – zażartowałem, podnosząc się z krzesła i przeciągając się. Spanie w takiej pozycji raczej nie należy do najprzyjemniejszych. – Mogę ci opowiedzieć, jeśli chcesz – posłałem jej bezczelny uśmieszek.
   - Nie trzeba – zaśmiała się. – Jestem pewna, że z twoja wyobraźnią, to był to zwykły pornos i chyba nie chcę znać szczegółów...
   - Zwykły pornos? – spojrzałem na nią oburzony i przysiadłem na brzegu łóżka, uważając na jej nogę. – Jak już, to niezwykły – poprawiłem ją. – Z tobą w roli głównej – wyszczerzyłem zęby w uśmiechu. – Gdybyś tylko wiedziała...
   - Błagam, oszczędź mi tego... – jęknęła opadając na poduszki. Zauważyłem jak zaciska wargi. Przejechałem po nich kciukiem, wprawiając ją w osłupienie. – Chyba ci odbija ostatnio – dodała zmienionym głosem, nie odrywając ode mnie oczu.
   - Dziwisz się? – uniosłem brwi. – Jestem wyposzczony czekaniem na ciebie. Nie powinnaś się dziwić, że moja wyobraźnia czasami mnie ponosi...
   - Mnie już chyba nic nie zdziwi jeżeli tylko ma związek z twoją osobą – powiedziała cicho, nadal prowadząc ze mną wojnę na spojrzenia. Czułem jej gorący oddech na skórze dłoni i nie mogłem nie zauważyć, że stał się płytszy i urywany...
   - Tak myślisz? – uśmiechnąłem się pod nosem. – Mogę potraktować to jak wyzwanie... – pochyliłem się i zawisłem ustami centymetry od jej gorących warg. Patrzyłem na nią wyczekująco.
   - N-nie powinniśmy... – szepnęła, zwilżając wargi językiem.
   - Nie powinniśmy – przyznałem, podziwiając barwę jej ust.
   - Jesteśmy w szpitalu i... i w ogóle... – dodała wzdychając, gdy moje palce pieściły jej szyję. Przymknęła oczy, a na jej ustach pokazał się delikatny uśmiech.
   - I w ogóle... – powtórzyłem za nią, zdając sobie właśnie sprawę, co ja najlepszego wyprawiam. „To chyba dobry moment, by przestać” usłyszałem w głowie głos rozsądku, ale w sumie to nigdy za bardzo go nie słuchałem. Złączyłem nasze usta w pocałunku i w tym samym momencie zapomniałem wszystkie mądre rady mojej podświadomości. Nie było żadnego zawahania z jej strony. Tylko ciche westchnienia, podczas gdy nasze języki tańczyły w podniecającym tańcu. Poczułem palce we włosach i przygryzłem jej wargę zadowolony z tej pieszczoty. Próbowałem pochwycić jej język, ale sprawnie mi to uniemożliwiała. „Boże, to było gorące...” Mój oddech przyspieszył, a temperatura w sali wydawała się podskoczyć o kilka ładnych stopni. Oderwałem się od niej z głośnym cmoknięciem. Jej oczy płonęły pożądaniem i zdecydowanie błagały mnie, bym coś z tym zrobił. „Czyż mogłem odmówić?” uśmiechnąłem się pod nosem i powoli obszedłem łóżko, by wcisnąć się na nie z drugiej strony. „Skoro już bawię się w Robin Hooda, to mogę przynajmniej nie uszkodzić jej bardziej...
   - To czyste szaleństwo... – Alex nie odrywała ode mnie wzroku. – Ktoś może tu wejść w każdej chwili...
   - Lepiej żeby nie – ponownie zawisłem nad nią. – Bo może mu zostać po tym trauma do końca życia...
   - Harry... – moje imię wydostało się z jej ust wraz z cichym jękiem, gdy moje wargi rozpoczęły wędrówkę po jej odsłoniętym ramieniu. Podobało mi się to. Brzmiało właśnie tak, jak powinno i nakręcało mnie jeszcze bardziej. Ciasne spodnie szybko przypomniały mi wady ich noszenia.
   Pozwoliłem dłoniom błądzić po jej ciele, okrytym tylko szpitalną koszulką. Ale skoro to moje dłonie, to szybko odnalazły wiązanie na plecach i karku dziewczyny. I po chwili moje wargi miały większe pole do popisu. Poczułem ból, gdy Alex zacisnęła palce na moich włosach, gdy przez cienki materiał przygryzłem sterczący dumnie sutek. Ten ból tylko potęgował moją rozkosz. „Tak mi rób, kochanie...” Mokra tkanina robiła się półprzezroczysta i  gdy oderwałem usta od jej piersi mogłem dojrzeć zarys tatuażu. Uśmiechnąłem się od ucha do ucha. „A więc w końcu go sobie dokładnie obejrzę...
   Wróciłem do jej ust, by nie poczuły się zapomniane i mogłem wręcz poczuć kolejne westchnienia. Kontynuowałem moją wędrówkę po jej gorącej skórze, tym razem ciągnąc koszulkę w dół za każdym razem, gdy się do niej zbliżałem. Uśmiechnąłem się, gdy zauważyłem maleńkiego motylka, o którego istnieniu wcześniej nie wiedziałem. „A więc jest was tu cztery... Nie trzy.” Złożyłem na moim nowym kolorowym przyjacielu delikatny pocałunek i natychmiast zapragnąłem ujrzeć kolejne, by obdarować je taką samą pieszczotą. „Czy mogło mnie coś powstrzymać?” Pojękiwania Alex tylko mnie zachęcały. Po chwili mogłem podziwiać tatuaż w całej jego kolorowej okazałości i naprawdę mi się podobał. Zdecydowanie pasował do niej. Spojrzałem w jej oczy szczerząc się zadowolony.
   - Cudne te twoje motylki  - powiedziałem, pochylając się po kolejny pocałunek. – Pokazać ci mojego?
   - Co twojego?
   - Motylka! – zaśmiałem się. – A o czym myślałaś? – zauważyłem, że przygryzła wargę, by się nie roześmiać. „Już ja wiem, co ci chodzi po głowie...” Podparłem się na jednej ręce i zdjąłem koszulkę. Wyprostowałem się, dumnie pokazując mój nowy nabytek...
   - Naprawdę go zrobiłeś... – powiedziała z niedowierzaniem i wyciągnęła dłoń, by własnoręcznie się przekonać. – Jesteś walnięty, wiesz?
   - Całkiem możliwe... – przyznałem szczerze. – W końcu zadaję się z tobą...
   - Idiota.
   - Wariatka.
   Spojrzałem w jej oczy i ujrzałem w nich pożądanie zabarwione rozbawieniem. Zdecydowanie miałem ochotę na więcej tego pierwszego. „I ewentualnie odrobinkę tego drugiego...” A jej palce na moim torsie mówiły mi, że dostanę to, czego pragnę. Mogłem z ręką na sercu powiedzieć, że uwielbiałem jej usta, język i to, co potrafiła z nimi zrobić. „Ukończyła jakiś kurs całowania, czy coś?” Faktem było, że jej pocałunki doprowadzały mnie do białej gorączki. Oraz do ogromnego problemu w spodniach. Otarłem się o jej biodro w poszukiwaniu większego tarcia, które mogło przynieść mi jakąś ulgę. Ale to nie było to. Wsunąłem jej ramię pod głowę, pogłębiając pocałunek. Drugą ręką błądziłem po odsłoniętych piersiach. Pieściłem jej ciało, troskliwie omijając szwy na brzuchu. Zjechałem dłonią na biodro, zastanawiając się, jak długa jest ta koszulka. Gdy postanowiłem to zbadać, okazało się, że nie ma dużo do badania. Ledwo przesunąłem dłoń, poczułem jej nagie udo, drżące pod moim dotykiem.
   - Harry – wysapała prosto w moje usta. – Ja nie dam rady...
   - Ciii... – przeniosłem się na drugie udo, przypominając sobie o jej złamanej nodze. Jej skóra była cudownie miękka i niesamowicie gorąca. – Wiem... – powiedziałem uspokajająco. – Po prostu leż i pozwól mi... O Boże... – jęknąłem, chowając twarz w jej szyi, gdy poczułem jej palce zaciskające się na moim nabrzmiałym problemie. – Kurwa mać, Alex! – wgryzłem się w jej skórę, by zdusić chęć głośnego obwieszczenia mojej radości.
   - Ciii... – usłyszałem jej rozbawiony głos. – Po prostu leż... – powtórzyła moje niedawne słowa, jednocześnie dobierając mi się do spodni. „Nie żeby mi się to nie podobało...” – Chyba jednak musisz mi trochę pomoc – szepnęła mi do ucha. Niechętnie zabrałam dłoń z jej uda, ale bardzo szybko na nie wróciłem, gdy w ekspresowym tempie zsuwałem spodnie z tyłka. Odetchnąłem z ulga, gdy mój przyjaciel wydostał się na wolność. Długo to nie trwało, bo natychmiast znalazł się w cudownym uścisku dłoni Alex. Wpiłem się w jej usta z jeszcze większą zachłannością. Potrzebowałem ich, by utopić w nich wszystkie głośne jęki i sapnięcia. Poruszała się na mnie powoli i nawet jakby nieśmiało, ale dopiero po chwili zdałem sobie sprawę z tego, czym było to spowodowane. Gdy mnie puściła, jęknąłem rozczarowany prosto w jej usta. Ale obserwowałem bez mrugnięcia jak zwilża językiem swoją dłoń i ponownie ujmuje mojego penisa. „To było kurewsko gorące...” Poruszyłem się w jej dłoni. Dreszcz, który przebiegł mi przez ciało uzmysłowił mi, że w tej całej rozkoszy zapomniałem o niej. „Nieładnie, Styles...” Przyssałem się do jej obojczyka z zamiarem zostawienia po sobie małego śladu, jednocześnie wsuwając dłoń między jej uda. Była cholernie gorąca i tak mokra, że bez problemu mogłem wsunąć w nią palec. Sapnęła trochę głośniej, cofając się nieznacznie. Musiała to zrobić zupełnie odruchowo, bo była już tak podniecona, że chwilę później mogłem dodać kolejny palec. Zauważyłem, że zaciska oczy, a na jej twarzy pojawił się dorodny rumieniec. Pracowała biodrami, poruszając się na moich palcach. Pewnie nawet nie zauważyła, kiedy dodałem kolejny... Zadrżała, gdy pozwoliłem kciukowi jeździć po sztywnej łechtaczce. Było jej dobrze. A dzięki temu, i mi było bosko. Poruszałem się w jej dłoni, czując narastające ciepło w podbrzuszu. Przyssałem się do jej piersi i momentalnie zacisnęła palce w moich włosach, przyciągając mnie do pocałunku, a może po prostu, by wytłumić kolejny jęk rozkoszy w moich ustach... Chwilę później zaczęła głośno oddychać prosto w moje usta i jeszcze szybciej poruszać biodrami, wpychając wzgórek jak najmocniej w moja dłoń. Odebrałem wiadomość i przyspieszyłem ruchy dłonią. Spotkała mnie za to nie lada nagroda. Przygryzłem jej wargę, gdy poczułem zwinne paluszki, masujące mój interes. „Kurwa, tu też brała jakieś lekcje?” Pracowałem biodrami jak szalony czując, że niebezpiecznie zbliżam się do upragnionego celu. Dziewczyna wiła się pod moją dłonią, starając się robić to jak najbardziej bezgłośnie. – Harry... – jęknęła atakując moje wargi swoimi, tak zachłannie, że zabolało. Ale był to ból z gatunku tych, które jeszcze bardziej cię nakręcają. Gdy zaczęły wstrząsać nią dreszcze, wiedziałem, że na mnie też przyszedł już czas. Poczułem jak mocniej zaciska swoją dłoń i to było to. Momentalnie doszedłem z jękiem jej imienia, stłumionym w kolejnym namiętnym pocałunku.
   - Jesteśmy zdrowo szurnięci... – powiedziała cicho, gdy już trochę doszła do siebie.
   - Ale przynajmniej oboje – przyciągnąłem ją do jeszcze jednego pocałunku i zacząłem poprawiać jej koszulkę. Zauważyłem kilka śladów na jej ciele i naprawdę nie pamiętałem kiedy je zrobiłem. Przejechałem kciukiem po wyraźnym śladzie moich zębów. „Ups...” – Jak się czujesz?
   - Dopraszasz się komplementów, Styles? – zaśmiała się, podnosząc się lekko, bym mógł zawiązać jej koszulkę. – Myślałam, że jesteś ponad to...
   - Pytam jak się czujesz – spojrzałem na nią wymownie – a nie czy było ci dobrze. To akurat wiem bez potrzeby pytania...
   - Wszystko w porządku – powiedziała, czerwieniąc się, gdy czyściłem jej dłoń i doprowadzałem się do porządku. „Przynajmniej spodnie już przestały być narzędziem tortur.” – Podoba mi się twój tatuaż – odezwała się, gdy zakładałem bluzkę. – Ale nie mogę uwierzyć, że go sobie zrobiłeś...
   - No cóż... – westchnąłem, zsuwając buty i opróżniając kieszenie. „Rychło w czas.” – Zbytnio nie miałem wyjścia. Zawsze dotrzymuje obietnic – ułożyłem się obok niej, wsuwając jej ramię pod głowę i przyciągając ją do siebie. Czułem, że jeszcze chwila i zasnę.
   - Obiecałeś, że wytatuujesz sobie motyla? – usłyszałem, gdy już robiło mi się przyjemnie błogo. – Dlaczego?
   - Wróciłaś do mnie... – mruknąłem, zasypiając wtulony w jej bok.

niedziela, 4 sierpnia 2013

68




   Jęk Harry’ego przeciął mi mózg niczym brzytwa. „Co się tam stało?” Był przerażony. Zresztą jego strach i zdenerwowanie i mi się udzieliło. Zerwałem się na równe nogi i wybiegłem z sypialni. „Przecież musi gdzieś tu być.” Kątem oka zauważyłem, że drzwi były otwarte na całą szerokość. „Dałbym sobie głowę uciąć, że je zamykałem...” Poczułem silne uderzenie i poleciałem na ścianę, uderzając w nią z hukiem. Dopiero gdy złapałem oddech, zdałem sobie sprawę, że zderzyłem się z Markiem, który właśnie wbiegł na górę.
   - Gdzie Kate? – zapytał, zaglądając do pokoju. Jego słowom towarzyszył ogłuszający grzmot. Na zewnątrz szalała burza, potęgując tylko mój niepokój. – Łazienka!
   - Łazienka! – krzyknęliśmy obaj i rzuciliśmy się w stronę zamkniętych drzwi na końcu korytarza.
   - Louis? Mark? – cichy głos Kate zatrzymał mnie nim zdążyłem dopaść klamki. Zamiast do łazienki skierowałem się do pokoju bliźniaczek. Tu także drzwi były otwarte na oścież.
   Sypialnia skąpana była w mroku. Jednak przecinające niebo błyskawice, co chwilę rozświetlały pomieszczenie. Oparłem się ciężko o drewnianą framugę, próbując uspokoić oddech. Uniosłem telefon, który przez cały czas kurczowo ściskałem w dłoni.
   - Wszystko w porządku, Harry... – powiedziałem, siląc się na opanowany ton. Cały czas nie spuszczałem wzroku z mojej dziewczyny, która leżała na wąskim łóżku pod oknem, z dziewczynkami kurczowo wczepionymi w jej ciało. Twarz Kate wyrażała zdezorientowanie. Nie zdawała sobie sprawy, że właśnie kolejny raz przeszedłem zawał serca. Zresztą tym razem nie tylko ja. – Bliźniaczki ją porwały...
   - Jesteś pewien? – z przyjaciela właśnie uszło powietrze. – Znaczy... Naprawdę jest dobrze? Dobrze dobrze?
   - Tak, wszystko w porządku – odetchnąłem z ulgą i uśmiechnąłem się lekko słysząc, że i jemu zrobiło się lżej na sercu. – A co u was? – zapytałem, starając się nie powiedzieć za dużo, by nie denerwować niepotrzebnie dziewczyny. Mark obszedł pokój, sprawdzając okna i wyszedł, posyłając mi jeszcze uspokajające spojrzenie.
   - Chyba czekamy na policję... – ściszył głos, pamiętając o dobrym słuchu Kate. – Wszystko z nią dobrze, Andy... – usłyszałem trochę stłumiony głos przyjaciela. – Lou... Jutro pogadamy, dobrze? Już późno, a zaraz będzie tu dość głośno i nie chciałbym...
   - Dobra – zrozumiałem do czego zmierza. – Widzimy się rano. Trzymaj się.
   - Ta... Jasne... – słyszałem, że wciąż był podenerwowany. – Tak, rano... się widzimy... – rozłączył się.
   - Coś się stało? – spojrzałem na rodzinny obrazek przede mną i nie mogłem się nie uśmiechnąć. „Aż dziw bierze, że Daisy jej jeszcze nie udusiła...
   - Zawsze biegną do mnie albo do mamy, gdy jest burza... – powiedziałem, podchodząc bliżej. Wcale nie próbowałem zmienić tematu. „Nie... Wcale...” moje drugie ja i jego jakże potrzebne komentarze. – Jak to się stało, że padło na ciebie, kochanie?
   - Usłyszałam, że płacze... – pogłaskała Daisy po plecach. Mała spała niespokojnie, wzdrygając się za każdym razem, gdy rozlegał się huk. Na policzkach wciąż były widoczne ślady łez. – Mogłam cię obudzić, ale nie sądziłam, że zostanę tu na dłużej... – posłała mi przepraszający uśmiech.
   - Nic się nie stało... – odpowiedziałem na jej niewypowiedziane przeprosiny. – Po prostu nie lubię budzić się bez ciebie... – powiedziałem zgodnie z prawdą. Zlustrowałem wzrokiem śpiące bliźniaczki. – Znajdzie się tu miejsce jeszcze dla mnie?
   - Tylko jeżeli bardzo mocno się przytulisz...
   - Myślę, że da się to zrobić... – ułożyłem się za Daisy, przytulając ją do swojego torsu. Miałem nadzieję, że w końcu przestanie dusić moją dziewczynę. – Tobie też burza nie daje spać? – spojrzałem w niesamowite oczy Kate, które zawsze, bez wyjątku, mnie zachwycały.
   - Twoje siostry mają niesamowicie dużo siły, gdy się boją... – uśmiechnęła się delikatnie. „I wszystko jasne...” uśmiechnąłem się ze zrozumieniem. – Lou, dlaczego Harry dzwonił tak późno?
   - Dokładnie nie wiem... – powiedziałem zgodnie z prawdą, próbując wywalczyć kawałek kołdry. – Powiedział, że jutro pogadamy. Po prostu chciał się upewnić, że u nas wszystko w porządku...
   - I dlatego obudził też Marka?
   - Naprawdę nie wiem, skarbie... – sięgnąłem po jej dłoń, splatając nasze palce razem i ściskając je lekko. – Chyba nie mógł zadzwonić do Marka, bo rozmawiał ze mną. Jutro się wszystkiego dowiemy... – zerknąłem na „wróżkowy” zegarek stojący na stoliku nocnym. – A właściwie to już dzisiaj...




   - Na Boga, chłopcze! – policjant patrzył się na mnie z niedowierzaniem. „Czyli nie tylko czuję się do dupy, ale i tak się prezentuję...” westchnąłem ciężko. – Miałeś iść się przespać, a nie balować do rana!
   - To chyba znaczy, że wyglądam jak gówno – powiedziałem, siląc się na wesoły ton. – Całą noc spędziliśmy na komisariacie – pokazałem w stronę Andy’ego, który skinieniem głowy potwierdził moje słowa. Mężczyźni pogrążyli się w rozmowie na temat ostatnich wydarzeń, a ja mogłem w końcu wejść do sali. Byłem tak cholernie zmęczony...
   Alex spała w najlepsze, cicho pochrapując. Jak zwykle w ostatnich dniach była podłączona do kroplówki. Wiedziałem, że to konieczne. Że to dzięki temu w ogóle jest w stanie w miarę normalnie funkcjonować. Środki przeciwbólowe potrafią zdziałać cuda. Przynajmniej w jej przypadku. Na jej twarzy malował się spokój. Uśmiechnąłem się pod nosem, widząc jak ślini się w poduszkę. Od razu w mojej głowie pojawiły się obrazy z przeszłości... Ona, ja i piękna plama na moich dżinsach. „W strategicznym miejscu.” Przysunąłem sobie fotel, starając się nie hałasować i rozsiadłem się w nim zbyt zmęczony, by choć poruszyć palcem. Gdy tak patrzyłem na śpiącą dziewczynę, czułem na barkach każdą minutę minionej nocy. „Czy powinienem jej powiedzieć?” westchnąłem, ziewając. Powieki miałem jak z ołowiu. Czułem, że odpływam i właściwie nie miałem nic przeciwko. Zwłaszcza, że zasypiałem z widokiem jej spokojnej twarzy przed oczami...


   „Chyba ktoś tam na górze bardzo mnie lubi” pomyślałem, otwierając oczy i widząc scenę przede mną. „Ewentualnie postanowił mi wynagrodzić okropną noc...” Pielęgniarka właśnie zmieniała Alex opatrunki, a ja mogłem sobie bezkarnie pożerać wzrokiem jej obnażone do pasa ciało. I w końcu całkiem dokładnie mogłem sobie obejrzeć tego kolorowego motylka. „A właściwie motylki...” poprawiłem się, bo tym razem dojrzałem tam zdecydowanie więcej szczegółów. Z całych sił starałem się nie uśmiechnąć, ale w środku szczerzyłem się jak nienormalny. „Całkiem ładny...” przyznałem, zamykając oczy i przywołując obraz w głowie. Byłem zdumiony tym, jak dziewczyna zniosła ból tatuowania w tak wrażliwym miejscu. Pielęgniarka jeszcze chwilę się pokręciła, zmieniła kroplówkę i w końcu wyszła, cicho zamykając za sobą drzwi. „Nareszcie sami...
   - Dobrze się bawisz, Styles?
   - A wiesz,że nie najgorzej... – uśmiechnąłem się, ale momentalnie przerodziło się to w głośne ziewnięcie. – Sorry...
   - Przyszedłeś się do mnie wyspać? – usłyszałem rozbawiony głos Alex. „Przyłapany.” Uniosłem jedną powiekę, przeciągając się powoli i grając swoją rolę do końca. „W końcu nikt nie jest winny, dopóki nie udowodni mu się winy...” – A może podglądać? Jak jakiś ostatni zboczeniec?
   - Ej! – oburzyłem się i natychmiast zapomniałem o odgrywanym przedstawieniu. – Dlaczego ostatni?
   - Tam było też coś o zboczeńcu? – spojrzała na mnie wymownie. „No i co, że było?
   - Tak już mnie nie raz nazywałaś, skarbie – wzruszyłem ramionami, uśmiechając się. – Można się przyzwyczaić.
   - Wywalili cię z hotelu? Wyglądasz jakbyś spędził noc pod mostem...
   - Właściwie, to najpierw na parkingu, a potem na komisariacie – mruknąłem, ziewając i przeciągając się, aż stawy strzelały. – Ale byłaś blisko.
   - Co zrobiłeś? – spojrzała na mnie uważnie. – Rozjechałeś jakiegoś nieszczęśnika przed szpitalem?
   - Niestety nie... – westchnąłem naprawdę rozczarowany. Zastanawiałem się, jak to powiedzieć. „Chyba najlepiej prosto z mostu...” – Mieliśmy bliskie spotkanie z tym twoim niedoszłym...
   - Co?!? – przerwała mi, patrząc się na mnie z przerażeniem w oczach. – Boże! Nic ci nie jest? Jak to się stało? Zrobił ci coś? – z każdym jej słowem uśmiech na mojej twarzy robił się szerszy.
   - Dlaczego się tak szczerzysz, idioto? – ewidentnie nic nie rozumiała z mojego zachowania. Zresztą ja sam nie do końca je rozumiałem...
   - Martwisz się o mnie, skarbie? – momentalnie zmienił jej się wyraz twarzy i wcześniejszą troskę, zastąpiła maska obojętności. „Ja jednak wciąż widziałem tą troskę...” – To urocze...
   - Nie pochlebiaj sobie – mruknęła pod nosem. – O każdego bym się martwiła...
   - Jak widzisz, jestem cały i zdrowy – zademonstrowałem, podnosząc się i obracając się dookoła własnej osi, by następnie przysiąść na jej łóżku. – Czego nie można niestety powiedzieć o samochodzie... – Opowiedziałem jej wszystko ze szczegółami. W końcu, kto lepiej niż ona doradzi, co i jak mamy powiedzieć Kate? – To co początkowo wziąłem za krew, okazało się być jakąś farbą i za Chiny nie daje się zmyć z maski.
   - Jesteś pewien, że to bluzka Kate? – spojrzała na mnie uważnie, wciąż w skupieniu analizując nowe informacje.
   - Całkiem pewny – potwierdziłem. – Żółta z czerwonym tulipanem. Cały czas zsuwała jej się z ramienia, co ją trochę zawstydzało. Wiesz jaka ona jest... – powiedziałem, uśmiechając się. – Widziałem ją w niej kilka razy. I na pewno miała ja ze sobą w trasie – dodałem, przypominając sobie, że wcale nie tak dawno była w nią ubrana.
   - Czyli albo ją ukradł – spojrzała na mnie. – Albo kupił taką samą...
   - I obie opcje oznaczają, że jest blisko... – potwierdziłem tylko jej obawy.
   - Z Kate na pewno wszystko dobrze? – upewniła się sam już nie wiem który raz.
   - Tak, na sto procent – zapewniłem ją. – Nawet nie wie, co się wydarzyło... Ale będę musiał z nimi porozmawiać. Zresztą obiecałem to Louisowi.
   - Co ten psychopata wyprawia? Do czego to zmierza? Dlaczego nie odpuści? – spojrzała mi w oczy, jakby oczekiwała, że ja będę znał odpowiedź. Ściskała moją dłoń i pewnie nawet nie zdawała sobie z tego sprawy. Potarłem kciukiem jej skórę. Miała cudowne dłonie. Mimo iż widać było, że ich właścicielka ciężko pracuje, to były zadziwiająco miękkie i przyjemnie ciepłe. Uśmiechnąłem się pod nosem. – Dlaczego się znowu cieszysz?
   - A co mam robić? Płakać? – teraz to ja ująłem jej dłonie. – Facet prowadzi jakąś dziwną grę, chcąc nas wystraszyć...
   - Całkiem dobrze mu to wychodzi... – mruknęła, spuszczając wzrok na nasze splecione palce. „W końcu zauważyła...” ucieszyłem się, widząc jej reakcję.
   - Złapią go – powiedziałem z całą pewnością na jaką było mnie stać. – Mają nagrania ze szpitalnych kamer, gdzie widać całe zdarzenie. Nie może już powiedzieć, że nic na niego nie mają. Moje zeznanie, twoje, Andy’ego... – wyliczałem. – Nawet jeżeli Kate nie odważy się przeciw niemu zeznawać, to i tak będą mogli mu postawić szereg zarzutów... – pukanie do drzwi przerwało mój monolog. Po chwili wsunęła się przez nie głowa Andy’ego.
   - Dzień dobry – uśmiechnął się do Alex. – Przykro mi to mówić, ale jeżeli mamy zdążyć na czas, to powinniśmy już się zbierać – spojrzał na mnie znacząco.
   - Pięć minut – powiedziałem i z powrotem przeniosłem wzrok na dziewczynę obok mnie. – Obiecałem Paulowi, że tym razem się nie spóźnię... – westchnąłem rozczarowany, że tak szybko minął mi czas z nią. Wstałem. Wciąż nie chciałem puścić jej dłoni. – Uważaj na siebie... – dodałem cicho.
   - Jasne – wpatrywałem się w jej piękne oczy i nagle tak bardzo zapragnąłem... – Ty też... Harry...
   - I nie szalej za bardzo – uśmiechnąłem się.
   - Bez ciebie? – zauważyłem zadziorny błysk w jej oczach. – Nigdy by mi to nie przyszło do głowy...
   - I bardzo dobrze... – pochyliłem się, by skraść jej szybkiego całusa. Jej usta były tak cudownie miękkie. I gorące. Czy można mnie winić, że chciałem więcej? Zresztą coś mi się zdaje, że nie tylko ja. Sam nie wiem, które z nas zrobiło ten pierwszy krok. Czy ona, gdy pociągnęła mnie za koszulkę, nie pozwalając się odsunąć? A może ja, gdy czując słodycz jej warg, wpiłem się w nie zachłannie? Zresztą nic mnie to nie obchodzi. Najważniejsze, że właśnie mogłem rozkoszować się tym namiętnym pocałunkiem, który sprawiał, że krew w moich żyłach osiągnęła status wrzenia w rekordowym tempie. Miałem nieodpartą chęć wkurzenia Paula jeszcze ten jeden raz i zostania tutaj tak długo, jak długo Alex pozwoli mi się całować. Oderwaliśmy się od siebie z głośnym cmoknięciem, gdy płuca paliły mnie żywym ogniem, wołając o tlen. – Teraz dopiero mogę jechać... – powiedziałem zmienionym głosem, wciąż z trudem łapiąc oddech.




   - Nie wierzę, że naprawdę to zrobiłaś – spojrzałem na Lottie z udawanym oburzeniem. Pozostali najwyraźniej świetnie bawili się, oglądając to przedstawienie.
   - Nie patrz tak na mnie, Lou – uśmiechnęła się, rozkładając ręce. – Mama mi pozwoliła...
   - To już szczyt wszystkiego! – zawołałem ze zgrozą. „Naprawdę mógłbym być aktorem...” komplementowałem sam siebie. – Żeby własna, rodzona matka mnie tak sprzedała...
   - Jak własna, to chyba i rodzona, nie? – usłyszałem komentarz Dana, skierowany najwyraźniej do Kate, bo oboje urządzali tam sobie jakieś podśmiechujki. Moje serce fikało poczwórne salta, gdy widziałem ją taką wesołą.
   - Po prostu tak słodko wyglądaliście, że musiałam się zgodzić – mama postawiła na stole talerz z tostami i usiadła z nami do śniadania.
   - Wszystkim się podoba – odezwała się Fizzy, która była bardzo dumna z faktu, że wielu osobom komentującym zdjęcie, przypadła do gustu piżamka Kate. „Coś mi się widzi, że Fizz teraz częściej będzie w niej spać.
   - Ale może mi się nie podoba – powiedziałem, siadając obok mojej dziewczyny. – Albo Kate.
   - Ja tam jestem zachwycona – moje kochanie posłało mi radosny uśmiech. Poczułem jej dłoń na swojej. – Dziewczynki mi wszystko opisały i podobno wyszedłeś na nim bardzo... korzystnie... – zakończyła po chwili zawahania. Z każdej strony dało się słyszeć ciche chichotanie. „No baaardzo śmieszne...
   - Nawet ty, Dan? – spojrzałem na niego, nie mogąc uwierzyć. – Może jakaś solidarność plemników?
   - Co to są plemniki? – Daisy od razu podchwyciła nowe słówko. „Ups...
   - Smacznego! – mama śmiała się tak bardzo, że aż się cała trzęsła. – No, dzieci, jeść śniadanie, albo nigdzie nie pojedziecie...
   - No, ale co to są te plemniki? – Phoebe była równie ciekawska jak siostra i teraz obie wpatrywały się we mnie, czekając na wyjaśnienia.
   - Właśnie, Lou – Lottie posłała mi rozbawione spojrzenie. – Może nam powiesz, co to takiego...
   - Dowód na to, że każdy w życiu wygrywa przynajmniej jeden wyścig – słysząc moje słowa, Dan o mało nie udławił się kawą, mama prawie rozlała herbatę, którą akurat mieszała, a Kate popisowo oblała się rumieńcem. Tylko dziewczynki nadal niczego nie rozumiały...


   Cisza. Jak ja nienawidzę ciszy. „A już zwłaszcza takiej wypełnionej nerwowym oczekiwaniem...” Siedzieliśmy w tymczasowym gabinecie Paula i milczeliśmy, bo wszystko zostało powiedziane przed chwilą. Teraz nikt nie wiedział, co dodać, a nawet, na kogo patrzeć. Czułem, że często zerkają na mnie i na Kate, ale co my mogliśmy... Ostatecznie oczy wszystkich spoczęły na policjancie, który chrząknął znacząco.
   - Nie dajmy się zwariować – powiedział spokojnym tonem. – Najwyraźniej nie miał zielonego pojęcia gdzie was szukać, gdy nie zjawiliście się w hotelu w Leeds – spojrzał na mnie i Kate. – Pojechał w pierwsze miejsce, które wydawało się prawdopodobne.
   - Do Alex...
   - Do Alex... – usłyszałem cichy szept Kate i westchnienie Harry’ego. Obejmowałem dziewczynę i mogłem wręcz poczuć, jak się trzęsie. Ta sprawa ją przygniatała. Troska o wszystkich ją przygniatała. „Dlaczego choć raz nie mogła być samolubna i myśleć tylko o sobie?” westchnąłem, przytulając ją do siebie.
   - Kierownictwo hotelu zostało uprzedzone i każdy pracownik wie, na kogo ma zwracać uwagę – kontynuował. – Poza tym wszędzie są kamery. Gdyby przyszło mu do głowy się tu pojawić, to będziemy gotowi i zgotujemy mu odpowiednie przyjęcie...
   - Macie się nigdzie nie ruszać bez ochrony, rozumiemy się? – Paul powiódł wzrokiem po wszystkich obecnych.
   - Przecież zawsze chodzimy z... – odezwał się Niall, ale nie dane mu było skończyć.
   - Ja nie mówię, że jak wychodzicie na zewnątrz – menadżer posłał mu spojrzenie, mówiące tylko jedno: „Nie dyskutuj ze mną!” – Jak będziesz miał ochotę wyjść gdziekolwiek, poza obręb apartamentu, to masz kogoś ze sobą zabrać.
   - Rozumiemy... – odezwał się Liam za nas wszystkich.
   - Kate, jesteś pewna, że ta bluzka jest twoja? – upewnił się John. Spojrzenia wszystkich skierowały się na nią. Miałem wrażenie, że zrobiła się jeszcze mniejsza. Chciałem osłonić ją swoim ciałem i chronić przed całym złem tego świata.
   - Skoro Lou jej nie dał do prania, to jestem pewna, że nie mam jej w swojej walizce – odezwała się drżącym głosem, ściskając moją dłoń. – Brakuje mi kilku ciuchów... Myślałam, że to Louis... Ale skoro nie on... – umilkła, jakby nagle brakło jej sił, by mówić dalej.
   - Hej, głowa do góry – uśmiechnął się John przyjaźnie. „Zaczynałem lubić faceta...” – To akurat bardzo dobra dla nas wiadomość. Skoro wiemy kiedy zauważyłaś ich brak, wiemy też gdzie szukać... Sprawdzimy nagrania z tamtego hotelu i zobaczymy, czy śledczym uda się znaleźć jakieś jego odciski.
   - Już pewnie posprzątane... – burknął Harry, normalnie czytając mi w myślach.
   - Wiem jak wygląda sprzątanie w hotelach... Na pewno nie zaszkodzi sprawdzić – powiedział John. – Poza tym już samo nagranie nam wystarczy.
   - Jakoś na nagraniach z gali go nie znaleźliście – zauważył Zayn, patrząc wilkiem na mężczyznę. Spojrzałem na przyjaciela, wciąż mając w głowie słowa Kate na jego temat. „Dzisiaj” postanowiłem.
   - Bo tchórz na pewno się kimś posłużył – rzucił Niall. – Nie wiem... Może nagrał się na dyktafonie i ktoś włączył play tak, by tylko Katy zwróciła uwagę? Przecież mówiłaś, że nie słyszałaś wyraźnie, bo było dość głośno...
   - W sumie... – Kate zdawała się rozważać ten pomysł. – Może Niall ma rację... W końcu, gdyby to był naprawdę on, to ktoś by go zauważył...
   - Dobra – Paul podniósł się z krzesła. – Wszyscy wiemy, co mamy robić. Przede wszystkim – nie wiedzieć czemu spojrzał na Harry’ego i Nialla – myśleć. Żadnego wymykania się, ani szwendania bez ochrony. A teraz idźcie się przebrać. Mamy koncert do zagrania...




   Siedziałam w garderobie chłopców, czekając, aż będzie czas, by wyszli na scenę. Dziewczynki bawiły się z Lux i wypełniały śmiechem całe pomieszczenie. Dzięki temu marudzenie co po niektórych nie było takie donośne. Uśmiechnęłam się, bo mimo wszystko doskonale słyszałam komentarze Harry’ego, gdy Louise po raz kolejny poprawiała mu włosy, pospieszając jednocześnie pozostałych.
   Rozmowa z policjantem i te wszystkie rewelacje, które przekazał nam Harry, nie dawały mi spokoju. Może i przyjaciel śmiał się, opowiadając o swoim spotkaniu z tym człowiekiem, ale ja wiedziałam swoje. „Bał się...” To dlatego dzwonił w środku nocy i dlatego Louis był taki zdenerwowany. Udzielił mu się strach przyjaciela. Westchnęłam ciężko, zaciskając palce na serduszku, z którym się nie rozstawałam. Dotyk gładkiego metalu uspokajał mnie, pomagał myśleć. „Gdybym odeszła...
   - Od Lou? – Lottie opadła na kanapę obok mnie, rozpędzając nieprzyjemne rozważania. – Śliczne...
   - Tak... -  próbowałam uśmiechem pokryć smutne myśli. – Jest cudowny...
   - Mogę zobaczyć? – zapytała i po chwili poczułam jej palce na mojej skórze, jak ostrożnie sięgały po zawieszkę. – Nie ma żadnego napisu?
   - Te piękne słowa, które mi powiedział, wręczając łańcuszek, nigdy by się na nim nie zmieściły... – tym razem uśmiech był prawdziwy. To było przecież jedno z piękniejszych moich wspomnień.
   - Jak romantycznie... Jesteś pewna, że dostałaś go od Louisa?
   - Wiesz... Wprawdzie nie widziałam go, bo było ciemno, ale mogłabym przysiąc, że to był on... – usłyszałam jej śmiech.
   - On naprawdę cię kocha, wiesz o tym, prawda?
   - Wiem... – miałam dziwne wrażenie, że Lottie doskonale zdaje sobie sprawę, o czym myślałam jeszcze chwilę temu. „Ale przecież to niemożliwe. Prawda?” – Ja jego też kocham.
   - To widać – zaśmiała się, obejmując mnie ramieniem. Najwyraźniej tulenie się, to była rodzinna cecha Tomlinsonów. – Podoba mi się twoja bluzka... – „Czyżby sprytna zmiana tematu?” – Gdzie ją zdobyłaś?
   - Zadajesz to pytanie nieodpowiedniej osobie – uśmiechnęłam się. – Danielle kupiła mi większość ciuchów...
   - A mogę sprawdzić metkę? – skinęłam głową, odwracając się do niej plecami. – O, wow...
   - Dlaczego zaglądasz mojej dziewczynie pod bluzkę? – usłyszałam rozbawiony głos Louisa. – Tylko ja mogę to robić.
   - Bardzo śmieszne... Ej, gdzie się pchasz grubasie?!? Ja tu siedzę! Louis!!! – Lottie siłowała się z bratem, który najwyraźniej wygrywał te przepychanki, bo już po chwili siedział obok mnie i teraz to jego ramię przyciągało mnie do niego.
   - Tęs...
   - Panowie, idziemy – głos Paula, przerwał Lou w pół słowa. „Ja też tęskniłam...
   - I trza było się tak pchać? – zaśmiała się Lottie.
   - Nie podskakuj, młoda – dostałam szybkiego buziaka. Już tyle wystarczyło, by moje serce mocniej zabiło. – Bo będziesz chciała taką „całuśną” bluzkę na urodziny...
   - O jejku! Tak! – Louis zaśmiał się głośno i poganiany przez Liama, wyszedł z garderoby. Zrobiło się bez nich dziwnie pusto. – A my nie idziemy?
   - Idziemy... – wtrąciła się Louise. – Tylko czekamy na eskortę. Jesteśmy zbyt cenne, by tak chodzić samopas...
   Dziewczynki zachichotały rozbawione, ale mi wcale nie było do śmiechu. Zwłaszcza, gdy pomyślałam, że to przez moją obecność, one narażone są na niebezpieczeństwo. „Boże, co powinnam zrobić?




   Opadłem ciężko na fotel. Byłem wykończony. Dzisiejszy dzień po prostu jest za długi. Właściwie to powinienem walnąć się do łóżka zamiast siedzieć tutaj i czekać nie wiadomo na co.
   - Przebierać się w piżamy – Louis próbował pogonić siostry do spania, ale jedynym odzewem na jego nakaz były jęki i protesty dziewczynek. „No i co teraz?” uśmiechnąłem się pod nosem. Jako dumny posiadacz młodszego rodzeństwa, doskonale znałem te zagrania.
   - Możemy przecież zrobić Piżama Party... Co wy na to? – wydaje się, że Kate ma dar przekonywania, który działa nie tylko na nas. Dosłownie minutę później dzieciaki zatrzaskiwały za sobą drzwi do sypialni Lou.
   - A ty gdzie? – mruknął przyjaciel, nie pozwalając Kate się podnieść. – Posiedź ze mną... Zaraz te potworki wrócą i znów mi cię zabiorą...
   - Skoro to ma być Piżama Party, to ja też idę się przebrać – przytuliła się do niego, a ja mogłem się tylko uśmiechać, widząc ten obrazek. Na żadne inne myśli nie mogłem już sobie pozwolić. – Zresztą ty też powinieneś. No chyba, że masz zamiar im wmawiać, że sypiasz w dżinsach...
   - Chcesz, żebym tu siedział ubrany w to, w czym zazwyczaj śpię? – zapytał Louis, udając zgorszenie. Zauważyłem rumieniec na policzkach Kate i chyba potrafiłbym zgadnąć, w czym on zazwyczaj sypia. – One są na to za młode! A może jeszcze Styles ma się przebrać do swojej „piżamy”?
   - Co ja? – Harry w końcu oderwał wzrok od telefonu i rozejrzał się dookoła, zdezorientowany. Liam tylko parsknął pod nosem, wciąż zajęty z Niallem zamawianiem jedzenia.
   - A co jest nie tak z jego strojem do spania? – „Coś mi się wydaje, że Kate nadal nie ma zielonego pojęcia o niechęci Harry’ego do ciuchów...” zaśmiałem się pod nosem, zastanawiając się, co też Lou na to odpowie.
   - Wierz mi, skarbie, nie chcesz wiedzieć w czym on sypia – powiedział szybko. Chciał jeszcze coś dodać, ale akurat w tym momencie wróciły dziewczyny.
   - To teraz my idziemy się przebrać – zadecydowała Kate, ciągnąc Louisa za rękę. Za bardzo to on się nie opierał. – A wy możecie w tym czasie wybrać filmy na nasz piżamowy wieczór... – Lou wskazał im torbę leżącą pod ścianą obok telewizora. Najwyraźniej lepszej zachęty im nie było trzeba.
   Oparłem głowę do tyłu i zamknąłem oczy, zastanawiając się, czy zostać i obejrzeć coś z nimi, czy od razu iść się zakopać do łóżka. „Coś mi się wydaje, że łóżko wygrywa...
   - Harryyy... – usłyszałem głos jednej z bliźniaczek. „Chyba Daisy...” Wciąż jednak nie czułem potrzeby otwarcia oczu.
   - Co, Mała? Nie dają ci wybrać filmu?
   - Nieee... Dają... Ale wiesz, że ty też musisz się ubrać w coś do spania? – „Czy on w ogóle posiada coś takiego?” uśmiechnąłem się pod nosem.
   - Taaak? A jeżeli ja nie mam takiej ładnej piżamy z kotkiem?
   - To może być inna – zapewniła szybko. – Ale musisz się przebrać, bo to będzie Piżama Party i można się bawić tylko w piżamach... – słuchałem tych jakże logicznych argumentów. – Kto to jest Alex i dlaczego ma skarb? – otworzyłem oczy w samą porę, by zobaczyć zabawną minę Harry’ego.
   - Koleżanka... – powiedział, szybko chowając telefon. – To zejdź mi z kolan, D. Pójdę się przebrać – zniknął w tempie ekspresowym. „Ciekawe...” Poczułem na sobie wielce wymowny wzrok Daisy. „Mała dyktatorka...
   - To ja też pójdę... – podniosłem się z fotela i zniknąłem w sypialni. „Chyba jednak obejrzę ten film...” Zdążyłem jeszcze zauważyć, że mała chyba wszystkich postanowiła zagonić do przebrania.
   Założyłem szorty i jakąś koszulkę i wróciłem do salonu. Brakowało tylko Harry’ego. Nawet nasza kolacja już zdążyła przyjechać. „Aż tyle mnie nie było?” zdziwiłem się. Niall leżał rozwalony na fotelu z talerzem na brzuchu. Liam zajął drugi fotel, choć jadł zdecydowanie bardziej kulturalnie. Dziewczynki rozsiadły się na dywanie, każda z talerzem na kolanach. „I niby gdzie ja miałbym usiąść?” westchnąłem. Zauważyłem wprawdzie jedno wolne miejsce, ale przecież...
   - Siadaj, Zayn – odezwał się Louis, patrząc prosto na mnie i wskazując miejsce obok Kate. Przy okazji posłał mi wiele mówiący uśmiech. „Czy to ma być próba pojednania?” Podszedłem do kanapy na sztywnych nogach, niepewny, czy powinienem usiąść. Zauważyłem jednak radość w oczach Kate, a także całusa, którym obdarowała swojego chłopaka. No to już wiedziałem, komu zawdzięczam moje ułaskawienie. Opadłem na siedzenie i dosłownie w tym samym momencie poczułem, że dziewczyna obejmuje mnie delikatnie ramieniem. Odwzajemniłem uścisk, zerkając na Louisa, ale on nadal się uśmiechał. „Czyżby wszystko miało wrócić do normy?” Odetchnąłem z ulgą, bo naprawdę poczułem się, jakby kamień spadł mi z serca. Przyjrzałem się dziewczynie. Uśmiechała się szeroko, tuląc do Lou. I coś mi się widzi, że wszyscy mamy bardzo podobny piżamowy styl...
   - Harryyy! – głos Phoebe wyrwał mnie z tego dziwnego transu. Rozsiadłem się wygodnie i sięgnąłem po swoją kolację. – No ile można się przebierać?
   - Może szuka piżamy – parsknął Niall.
   - Rozmawia przez telefon – odezwała się Kate w tym samym momencie.
   - A skąd wiesz? – zapytał Horan, gdy dotarło do niego co powiedziała dziewczyna. Ale widząc wielce wymowny wzrok mój i Louisa, pamięć mu wróciła. – A no tak... – uśmiechnął się. „W końcu kto z nas wie najlepiej, co się dzieje za ścianą?
   - Ale skąd wiesz? – Daisy nie dawała za wygraną.
   - Katy ma „supersłuch” i słyszy przez ściany – rzucił krótko Niall, wprawiając dziewczynki w osłupienie.
   - Naprawdę? – Phoebe popatrzyła na Kate i miała dziwnie zawstydzona minę. – Przepraszam, że nazwałam Fizzy głupią. Już więcej tak nie zrobię. Nie powiesz mamie?
   - No ładnie – zaśmiała się Kate. – Teraz wyjdzie, że słyszę wszystko i jestem skarżypytą. Dzięki, Niall...  – posłała dziewczynkom wesoły uśmiech. – Skoro już nie będziesz tak mówić na siostrę, to nie ma sprawy...
   Gdy Styles w końcu raczył się pojawić, mogliśmy włączyć pierwszy film. Na szczęście nie wampiry... Przesunęliśmy jeszcze stolik, by mógł rozłożyć się obok bliźniaczek na dywanie. Ten wieczór okazał się całkiem udany. A najbardziej cieszyłem się z tego, że Louis najwyraźniej postanowił mi wybaczyć.
   Impreza również nam się znacznie powiększyła, a to za sprawą Josha, który zajrzał w trakcie drugiego filmu. Dziewczynki jednogłośnie stwierdziły, że bez piżamy nie ma wstępu, wiec posłusznie pobiegł się przebrać i wrócił. W towarzystwie Lou, Toma i Sandy’ego. Nasz dywan zrobił się całkiem zatłoczony. Wprawdzie bliźniaczki przeniosły się na kanapę, obsiadając Kate z obu stron, ale i tak wydawało się, że salon się skurczył. Zwłaszcza, że gości wciąż przybywało. I każdy w obowiązkowej piżamie...




   Kate się martwiła. Wprawdzie wesoło rozmawiała i śmiała się z siostrami Louisa, ale wyraźnie było widać, że coś ją gryzie. I byłem tego tak pewny, jak tego, że tu siedzę. Jakieś niezbyt przyjemne myśli wypełniały jej głowę. Jeżeli ten człowiek chciał ją nastraszyć, to najwyraźniej mu się to udało. Będę musiał porozmawiać z Dan po powrocie do domu. Może wyciągnie gdzieś Kate, by nie siedziała w czterech ścianach, zamartwiając się. „Już ona coś wymyśli...
   - Liam? – łokieć Harry’ego boleśnie wbił mi się w żebra, wyrywając mnie z zamyślenia. Zauważyłem wyczekujące spojrzenie dziennikarki.
   - Przepraszam, zamyśliłem się – posłałem jej skruszony uśmiech. – Może pani powtórzyć pytanie?
   - Podobno będziecie mieli teraz kilka dni wolnych... – zerknęła w notatki. – Masz jakieś plany na ten czas? Może jakieś krótkie wakacje?
   - Niestety, aż tak wolne to one nie będą... – uśmiechnąłem się. – Wciąż mamy sporo zobowiązań w Londynie. Ale moja rodzina już się zapowiedziała z wizytą, więc myślę, że będziemy się dobrze bawić w stolicy.
   - W następny poniedziałek rozpoczynacie trasę promującą nowy album po krajach Europy... – kobieta tak jak ja, co chwilę zerkała na rozbawione towarzystwo siedzące na kanapie. – Jest jakieś miejsce, które szczególnie chcecie zobaczyć? Zayn?
   - Właściwie to naprawdę trudno mi coś wybrać, bo cieszę się na każde z miast, które odwiedzimy – powiedział dyplomatycznie. – Może trochę bardziej na Lizbonę, bo o ile nic się nie zmieni, to akurat Little Mix będzie tam dokładnie w tym samym czasie, co my.
   - Ja nie mogę doczekać się Hiszpanii – odezwał się Niall. – Ostatnim razem było wspaniale, a fani tam dosłownie szaleli na ulicach...
   - A ty Louis? – dziennikarka przeniosła na niego spojrzenie.
   - Ja bardzo chciałbym pokazać mojej dziewczynie Paryż – uśmiechnął się, gdy zauważył, że Kate odwróciła głowę w naszą stronę. – Mam nadzieję, że będę miał taką możliwość.
   - Czyli romantyczna randka w cieniu Wieży Eiffla?
   - Coś w tym stylu... – Lou wciąż nie spuszczał wzroku z Kate, a ona rumieniła się przesłodko, jakby doskonale zdawała sobie z tego sprawę.
   - A wiec wy – kobieta również spojrzała na Kate – to już oficjalne...
   - To od początku było oficjalne – powiedział Louis, posyłając kobiecie zdecydowane spojrzenie. „Ups...” Czując dokąd to zmierza, postanowiłem bardziej skupić się na wywiadzie, by w razie czego interweniować.
   - Hmmm... T-tak... – zawzięcie szukała czegoś w notatkach. – A jak wytłumaczysz zachowanie Eleanor? Fani, którzy śledzą jej wpisy na portalach są trochę zdezorientowani... Wcale z nich nie wynika, jakobyście się rozstali. Wspólne zdjęcia, miłe słówka... Poza tym widziano ją na kilku waszych koncertach, a także na gali organizowanej przez BBC... Podobno świetnie się z tobą bawiła...
   - To ciekawe, że jakoś my tego nie pamiętamy... – wtrącił się Harry. On też postanowił trzymać rękę na pulsie. „Jeszcze nam problemów z El potrzeba... Jakby już nie było ich wystarczająco...” westchnąłem.
   - Myślę, że tłumaczenie zachowania Eleanor, to już nie jest mój obowiązek – odezwał się Lou poważnym tonem. Widziałem jak zaciska dłonie na krześle. „Tylko spokojnie...” – Zerwaliśmy. Kocham Kate z całego serca i to przy jej boku chcę się zestarzeć. Zdjęcia nie są najnowsze. Na koncerty przychodzi wiele osób, a na gali, którą pani wspomniała, tańczyłem tylko i wyłącznie z moją dziewczyną – spojrzał na Kate i jego wzrok od razu złagodniał. – Jak już oczywiście udało mi się ją wyrwać z objęć tych oto sępów...
   - Ej! – oburzył się Niall. – Ja tańczyłem z Katy tylko dwa razy! Dwa! Kto tu jest sępem? A poza tym Bóg kazał się dzielić...
   - Ale raczej nie miał czegoś takiego na myśli... – zaśmiałem się.
   Reszta wywiadu minęła już bez większych niespodzianek. Padały standardowe pytania, a my staraliśmy się robić wszystko, by nie pozasypiać w trakcie odpowiadania na nie. Wprawdzie kobieta ewidentnie była zainteresowana sprawą z Eleanor, a także Louisem i Kate, ale ostatecznie musiała zadowolić się tym, co raczył powiedzieć jej Lou. Dzięki Bogu pojawienie się Paula zakończyło nasze męczarnie. Pożegnaliśmy panią i rozsiedliśmy się wygodniej.
   - Wyglądacie jakbyście znowu balowali do rana – odezwał się menadżer, kręcąc głową na widok Nialla opróżniającego duszkiem butelkę wody. „Czy trzeba lepszego dowodu?” – Gdybym nie wiedział, że nigdzie nie wychodziliście, pomyślałbym, że byliście na kolejnej całonocnej imprezie.
   - Mieliśmy Piżama Party! – zawołała Phoebe. – A oni robili za służących...
   - Za kelnerów – poprawiła ją Lottie.
   - Za kelnerów.
   - To akurat dałyście im odpowiednie zajęcie, brawo – parsknął Paul. – Teraz już wiem, dlaczego są tacy zmęczeni... – bliźniaczki zachichotały, a już po chwili znów pogrążyły się w rozmowie z Kate. – Macie dwie godziny, żeby się spakować... – spojrzał wymownie na Nialla.
   - Co znów ja?!? – oburzył się blondyn. – Jeszcze nic nie zrobiłem!
   - Jeszcze... – zaśmiał się Paul. – Zayn, samochód na ciebie już czeka. Daj znać jak będziesz gotowy – przyjaciel skinął głową i skierował się do sypialni. – Ale w niedzielę widzę cię z powrotem w Londynie.
   - Jasne.
   - I ciebie też Harry – dodał Paul.
   - Co mnie? – Hazz podniósł wzrok znad telefonu. „Słowo daję, on ostatnio to chyba go z dłoni nie wypuszcza...” Paul tylko przewrócił oczami.
   - Andy będzie gotowy za pół godziny. Przyjdzie po ciebie – tłumaczył. – I w niedzielę widzę cię w Londynie.
   - W niedzielę? Ja już jutro mam zamiar być w domu – zapewnił Styles.
   - A gdzie jedziesz? – odezwał się Niall. – Odwiedzić swoją dziewczynę? Jak to się szybko stęsknił...
   - Jedziesz do Alex? – zapytał Lou w tym samym momencie.
   - No popatrz, wszyscy wiedzą o kogo chodzi... – śmiał się Horan.
   - A co zazdrościsz? – Harry był w wyjątkowo dobrym humorze. „Co to miłość robi z człowiekiem?
   - Ależ skąd – zapewnił go blondyn. – „Shippuję” was...




   Siedziałam z kolanami pod brodą i wsłuchiwałam się w otaczające mnie dźwięki. Śmiech Nialla, który kolejny raz ograł Liama. Jęk rozczarowania tego drugiego. Ciepły głos Marka, który stawał się taki zawsze, gdy rozmawiał z Judy. Brzęczenie łyżeczek i szum gotującej się w czajniku wody. „Louis w kuchni. Szkoda, że nie mogę tego zobaczyć” uśmiechnęłam się pod nosem. Wszystko wydawało się całkiem normalne...
   Westchnęłam... Czułam jak ta cała sytuacja mnie przerasta i nie miałam najmniejszego pojęcia, co z tym wszystkim zrobić. Byłam tak zaślepiona nowoodnalezionym szczęściem i moją nową rodziną, że zapomniałam... Zapomniałam, że znajomość ze mną, to nie jest dla nich wygrana na loterii. Lou cicho pogwizdywał pod nosem. Miałam ochotę po prostu podejść, objąć go w pasie i wtulić się w jego silne ciało. „Nie przeżyję, jeśli coś mu się stanie.” Na samą myśl o tym zrobiło mi się przeraźliwie zimno. „Może naprawdę powinnam odejść?” Ten pomysł, wręcz rozrywał mi serce na pół. „Czy w ogóle potrafię go zostawić?
   - Proszę, kochanie... – usłyszałam ten najcudowniejszy głos i poczułam przy kolanie przyjemne ciepło. Ujęłam kubek w obie dłonie, grzejąc je. Lou usiadł obok, a jego ramię od razu mnie objęło i przyciągnęło bliżej. Uśmiechnęłam się w podziękowaniu. – Bardzo zmęczona?
   - Trochę... – oparłam głowę na jego ramieniu. – Twoje siostry mają nieskończone pokłady energii. Zaczynam wierzyć w tą teorię Dana... – poczułam jego usta na skroni i nie mogłam się nie uśmiechnąć. Najmniejszy jego dotyk potrafił odgonić złe myśli. – Cieszę się, że mogliśmy spędzić z nimi czas... Bardzo za tobą tęskniły...
   - Wiem... – westchnął. – Są jeszcze za małe, by je zabrać w trasę... Lottie męczy mamę, by w końcu jej pozwoliła, ale chyba jeszcze trochę to potrwa...
   - Na pewno nie może się tego doczekać – uśmiechnęłam się, popijając herbatę.
   - Co cię gryzie, skarbie? – usłyszałam ciche słowa. – O czym myślisz?
   - Sama nie wiem... – westchnęłam, pamiętając, że obiecywałam mówić mu o wszystkim. – Chyba próbuję uporządkować bałagan w głowie... Boję się, Lou...
   - Nic ci nie grozi, kochanie – odstawił nasze kubki na stolik i wziął mnie na kolana zamykając w swoich silnych ramionach. Czułam się jak małe dziecko, które pragnie schować się przed światem. – Jesteś bezpieczna.
   - Boję się, że on kogoś skrzywdzi – wyszeptałam. – Tak jak to zrobił z Zaynem i Alex...
   - Wtedy nie byliśmy wystarczająco ostrożni. Teraz jest inaczej. Alex pilnuje policja, więc nic jej nie grozi. Nam wzmocniono ochronę – wyliczał. – Kochanie, nawet teraz mamy w autobusie policjanta i dwóch ochroniarzy. Oczywiście nie mówię, że nie musimy uważać, ale nie możemy dać się zastraszyć. W końcu on popełni błąd, o ile już tego nie zrobił i policja go dorwie, a potem nie wyjdzie z więzienia do końca swoich dni. A za śmierć tej dziewczynki, nawet tam nie dadzą mu spokoju...
   - Wiem, że masz rację... – uniosłam głowę i od razu poczułam jego usta na swoich. – Po prostu czuję, że powinnam coś zrobić...
   - Co zrobić? – słyszałam w jego głosie jakąś niepewność, ostrożność. „No tak, w końcu co ja mogłam zrobić, prawda? Mogłam tylko zniknąć z ich życia lub po prostu dać się złapać...” Ale czy mogłam mu to powiedzieć? – Co ty chcesz zrobić, Kate?
   - Odejść...