niedziela, 12 maja 2013

56




   „No i jak ja mam ci to wytłumaczyć?” zastanawiałam się, ale jak na złość nic nie przychodziło mi do głowy. „Może powiedz prawdę?” Tak, moje sumienie zawsze potrafi wskazać najłatwiejsze rozwiązanie. „Czujesz ten sarkazm?
   - Dlaczego nie chcesz? – dopytywała się Perrie. – Przecież nie musimy siedzieć cały dzień w pokoju...
   - Wiem... – powiedziałam cicho i już czułam, że powoli kapituluję. Dziewczyna była równie uparta, co Alex...
   - Louis powiedział, że nie możemy wychodzić z hotelu – przypomniała. – Kawiarnia jest kilka pięter wyżej. I przecież weźmiemy Marka – przekonywała.
   - Wiem... – uśmiechnęłam się. „Z chęcią bym poszła, ale nie stać mnie na przesiadywanie w kawiarniach...” Tak powinnam odpowiedzieć, ale jakoś nie byłam w stanie...
   - Boisz się ze mną wyjść? To o to chodzi? – drążyła dalej i w jej głosie mogłam wyczuć jakiś smutek. W końcu po tych kilku godzinach, podczas których naprawdę wspaniale się bawiłam, zdążyłam ją naprawdę polubić. Perrie okazała się być cudowną osobą z niesamowitym poczuciem humoru.
   - Oczywiście, że nie – zapewniłam ją szybko, nie chcąc sprawić jej przykrości. Wiedziałam też, że Mark uważnie przysłuchuje się naszej wymianie zdań i pewnie też zachodzi w głowę, o co mi chodzi... – Z przyjemnością z tobą pójdę... – poddałam się w końcu. „Może wystarczy tylko moje towarzystwo? Przecież nie muszę nic zamawiać...
   - To wspaniale – klasnęła w dłonie i zerwała się z kanapy. – Idziemy. Mam straszną ochotę na coś słodkiego... – chwyciła mnie za ręce i pociągnęła w stronę drzwi. Słyszałam, że Mark jest tuż za mną, a po chwili poczułam jego palce na łokciu. – Koniecznie muszę zjeść coś z czekoladą... I z owocami. Może coś wiśniowego... – Perrie nakręciła się co najmniej jak Niall. Naprawdę cudownie się słuchało jej paplaniny. Nie wiem, czy zdawała sobie z tego sprawę, ale jej nieprzerwany potok słów sprawił, że droga do windy, a potem do kawiarni, była zdecydowanie za krótka.
   Po tych kilku wspólnie spędzonych godzinach jedno, co z całą pewnością mogłam powiedzieć o dziewczynie Zayna, to że jest niesamowitą gadułą. Praktycznie buzia jej się nie zamykała, a potrafiła przy tym rozmawiać na każdy temat i zanim się obejrzałam wciągnęła mnie w dyskusję sprawiając, że czas uciekał zdecydowanie za szybko. Opowiadała o swoim zespole i przyjaciółkach, o Zaynie i chłopakach. Nie zostawiła suchej nitki na Louisie, zdradzając mi wszystkie swoje przemyślenia na jego temat. „Co akurat było całkiem ciekawe” przyznałam, uśmiechając się pod nosem. No i miałyśmy przy tym dużo śmiechu. To zdecydowanie był lepszy pomysł na spędzenie dnia niż to, co początkowo miałam w planie.
   - Może usiądziemy na tarasie? – zaproponował Mark, kierując mnie w odpowiednim kierunku. – Jest piękna pogoda i zdecydowanie jest tam mniej ludzi niż na sali...
   - Jasne – ucieszyła się Perrie. – Trzeba korzystać ze słoneczka. Nieczęsto nas tak rozpieszcza...
   Usiadłam w wygodnym fotelu i ostrożnie oparłam plecy. „Nie jest tak źle...” przemknęło mi przez myśl. „Najwyraźniej lekarz mówił prawdę...” Czułam promienie słońca na skórze. Z uśmiechem zadowolenia wystawiłam twarz na ich działanie.
   - Mrużysz oczy... – zauważyła Perrie cicho. – Słońce cię razi?
   - Właściwie nie... – posłałam jej uspokajający uśmiech, gdy wyczułam niepewność w jej pytaniu. – Sama nie wiem dlaczego to robię... Chyba nie mam na to wpływu... – przyznałam. – Po prostu to przyjemne uczucie czuć ciepło na twarzy...
   - Trzymaj... – usłyszałam i po chwili poczułam, że wkłada mi na nos okulary. – Teraz możesz oddawać się przyjemności w zdrowy sposób...
   - Dziękuję – uśmiechnęłam się. – Ale ja naprawdę nie potrzebuję...
   - A skąd wiesz? – zapytała. – Skoro mrużysz oczy, to znaczy, że słońce cię razi...
   - Hmmm... – zastanowiłam się. Nie wiedziałam jak to wytłumaczyć. „Może lepiej nic nie mówić?” – Dziękuję...
   - Nie ma za co...
   Gdy podeszła kelnerka, rozmowa wróciła na smaczniejsze tematy. Niestety z mojego wielkiego postanowienia, że nic nie będę zamawiać, wyszło wielkie nic... Perrie nie przyjmowała odmowy do wiadomości, więc chcąc nie chcąc burknęłam w końcu coś o nieposiadaniu przeze mnie funduszy na takie przyjemności. I oczywiście musiałam się przy tym zarumienić jak głupia...
   - I tym się przejmujesz? – zaśmiała się. – Coś ci zdradzę, Kate – szepnęła. – Ja też nie mam ani funta – roześmiała się, po czym dodała już głośniej. – I w takich sytuacjach dobrze jest mieć chłopaka, który z przyjemnością zasponsoruje naszą kawę. Dopiszemy to do rachunku...
   - Tak można? – zdziwiłam się. „Boże jak ja niewiele wiem...” westchnęłam, uśmiechając się na jej kolejne wywody na temat deserów. Ostatecznie skończyłam pijąc przepyszne latte i zajadając się tortem czekoladowo-wiśniowym. – Niebo w gębie... – rozmarzyłam się.
   I znów pochłonęła mnie rozmowa z Perrie. A tematów wciąż nam nie brakowało. Jakim cudem, nie mam pojęcia... Mark od kilkunastu minut zajęty był swoim telefonem, co oznaczało tylko jedno. „Judy...” A my plotkowałyśmy o wszystkim i o niczym. Znów obgadałyśmy każdego z chłopaków i mogłam się dowiedzieć, że nie tylko Harry i Louis pałają miłością do tatuaży. „Nawet Liam...” Naprawdę trudno było mi w to uwierzyć. Rozmawiałyśmy o ciuchach i jakiś projektantach, o których nie miałam zielonego pojęcia, znów o chłopakach, o seksie... „Nie wiem wprawdzie, czy moje czerwienienie się można było nazwać rozmową, ale cóż...” I znów o chłopakach i o tym jak wygląda Perrie. O jej szalonych zabawach z kolorami i wściekle różowych włosach... Przeszło mi przez myśl, że fajnie byłoby samej się przekonać, jak dziewczyna wygląda, ale kawiarnia raczej nie jest ku temu odpowiednim miejscem. „Na pewno jest piękna...” uśmiechnęłam się, słysząc jej krytyczny opis samej siebie.
   Cudownie spędzałam z nią czas i nawet fanki, podchodzące co chwilę, mi nie przeszkadzały. „Czyżbym zaczęła się przyzwyczajać?” zastanawiałam się, słuchając wesołej paplaniny kolejnych dwóch dziewczynek, które popisywały się właśnie znajomością piosenek Little Mix.
   - Ty jesteś Katy, prawda? – usłyszałam w pewnym momencie. – Dziewczyna Louisa. Widziałam cię w telewizji. Jesteś taka śliczna...
   - Dziękuję... – powiedziałam cicho, czerwieniąc się z zawstydzenia. A już na pewno wyglądałam jak pomidor, gdy dziewczynki poprosiły o wspólne zdjęcie. „Po co im zdjęcie ze mną?” zdziwiłam się, nie wiedząc, co powinnam odpowiedzieć. Dzięki Bogu za Perrie. Bez niej chyba bym zginęła...

   - Nie jestem pewien, czy to dobry pomysł – odezwał się Mark, a ja doskonale słyszałam w jego głosie tą ogromną niepewność.
   - Daj spokój... – jęknęła Perrie, która bardzo się zapaliła do swojego pomysłu. – Przecież nic się nie stanie. Zresztą będziesz z nami – przekonywała. Chciałam już zrezygnować, ale nie było mi to dane... – Co się może stać? Wszystko jest ogrodzone. Wszędzie pełno ochrony. Usiądziemy sobie gdzieś z przodu, a fanki będą za barierkami. Bezpieczniej się nie da. Robiłam to milion razy. A Kate koniecznie musi zaliczyć swój pierwszy koncert. To żadna przyjemność słuchać go, siedząc w tym pokoju...
   - Paulowi się to nie spodoba... – upierał się Mark.
   - Jemu nic się nie podoba – westchnęła dziewczyna. – Od tego już jest... Zresztą to Kate powinna podjąć decyzję, czy chce naprawdę wziąć udział w koncercie...
   No i tego się właśnie obawiałam. Zapadła cisza i po prostu wiedziałam, że dwie pary oczu wpatrywały się we mnie wyczekująco. Z jednej strony nie chciałam, by Mark miał jakiekolwiek kłopoty, a poza tym nie da się ukryć, że trochę się bałam... Nie będę oszukiwać samej siebie, że nie. Ale tak bardzo chciałam tam być. Ostatni koncert był niesamowity i jedyne o czym wtedy myślałam, to jakby to było być tam, przed sceną. A teraz dano mi taką możliwość. „Czy powinnam skorzystać?” zastanawiałam się nerwowo.
   - Bardzo bym chciała... – odezwałam się cicho. – Ale jeżeli uważasz, że nie powinnam, to zrozumiem...
   Skierowałam to zdanie do niego, bo wiedziałam, że Louis właśnie jemu zaufał, a ja nie chciałam robić nic, co byłoby naprawdę niebezpieczne. Może jestem trochę naiwna, ale przecież nie głupia...
   - Ale trzymacie się blisko mnie – powiedział wzdychając. – Żadnych wygłupów. A gdy powiem, że wracamy, to wracamy...
   - Jasne – zapiszczała Perrie, a ja posłałam mu szeroki uśmiech.
   - Co ja mam z tymi babami... – mruknął pod nosem. – Za jakie grzechy?
   Gdy usłyszałam, że otwiera drzwi momentalnie moje uszy zalała kakofonia dźwięków. Koncert już się rozpoczął i było tak samo głośno i niesamowicie jak poprzednim razem. Czułam, że podłoga drży pod moimi stopami. Mark mocniej złapał mnie za łokieć i pociągnął za sobą. Nie sądziłam, że to możliwe, ale zrobiło się jeszcze głośniej. W tym ogłuszającym hałasie udało mi się wyłapać swoje imię oraz Perrie. Chłopcy śpiewali jedną ze swoich piosenek, pewnie wygłupiając się jak zawsze. Dałam się prowadzić wiedząc, że sama daleko bym nie zaszła. Starałam się głęboko oddychać i nie pozwalać, by panika znalazła swój wyraz na mojej twarzy. „Wszystko dobrze.... Wszystko dobrze...” powtarzałam sobie z nieśmiałym uśmiechem przyklejonym do twarzy. I powoli czułam, że przynosi to pożądany efekt. „Do czasu...” Byliśmy już prawie pod sceną, tak przynajmniej wynikało z tego, co krzyknął do mnie Mark, gdy nagle z każdej strony otoczyły mnie ciekawskie osoby, powtarzające w kółko moje imię. „Boże, jak można do tego przywyknąć?” zastanawiałam się, próbując zachować zimną krew. „Przecież jestem z Markiem. Nic mi nie grozi...” przekonywałam siebie, czując dotyk ciekawskich rąk...
   - Przepraszam bardzo – rozległ się głos Louisa wzmocniony przez chyba milion głośników. – Czy możecie, z łaski swojej, przepuścić moją dziewczynę? – cała hala zamarła i Mark świetnie wykorzystał ten moment, uwalniając nas z uścisków rozentuzjazmowanych fanek zespołu. – Dziękuję...
   Po chwili opierałam się obok Perrie, sama nie wiem o co. Przypominało to jakąś skrzynię. „I byłam bezpieczna. Pod samą sceną. Na koncercie. I oni tam są. I będą śpiewać. Nie, nie jestem nienormalna” zaśmiałam się głośno do moich myśli. „Udało się. Naprawdę tu jestem” ucieszyłam się i na mojej twarzy pojawił się zapewne największy uśmiech jaki miałam w repertuarze. Przez chwilę było nerwowo, ale kolejne piosenki i głosy chłopaków sprawiły, że szybko o wszystkim zapomniałam. To co się działo dookoła i we mnie, było nie do opisania... Niesamowite... Niepowtarzalne... Istne szaleństwo. Nigdy w życiu się tak świetnie nie bawiłam i nie mogąc się powstrzymać, z całej siły uściskałam Perrie za to, że dzięki niej mogłam naprawdę tu być.
   - On i tak cię znajdzie – usłyszałam czyjś głos. Odwróciłam się w stronę, z której nadchodził. – Wiesz o tym, prawda? Obiecał ci to...
   Zamarłam. To nie mogło być to. To nie mogło być do mnie. Przecież jest tu milion osób. Ale te słowa wydawały się być skierowane prosto do mnie. I sprawiły, że moje serce zatrzymało się na kilka przerażająco długich sekund.
   - Wszystko dobrze? – usłyszałam głos Marka, przedzierający się przez hałas. Posłałam mu uśmiech, który miał zatuszować strach i kiwnęłam głową. „To niemożliwe...


   - Styles! Czy możesz w końcu ruszyć to swoje wielkie dupsko? – wydarłem się, przestępując z nogi na nogę. „Normalnie zaraz się zleję...” jęknąłem widząc, że przyjaciel wciąż jeszcze rozmawia z jakimiś fankami i jedyną reakcją na moją prośbę, był palec skierowany w moją stronę. „Idiota...
   - Nie drzyj się tak, Niall – usłyszałem cichy głos Zayna. Wetknąłem głowę do samochodu i spojrzałem na niego z pytaniem wymalowanym na twarzy. A on zamiast odpowiedzieć, po prostu wskazał na Katy. Dziewczyna spała wtulona w Louisa, opierając nogi na kolanach Malika. „Ciekawe...” spojrzałem na przyjaciela. Zdecydowanie nie było mu niewygodnie...
   - Gdzie Perrie? – zapytałem szybko.
   - Pewnie razem z Harrym pozuje do kolejnych zdjęć – mruknął pod nosem. „Interesujące...” Władowałem się do środka, siadając naprzeciw Louisa. Uśmiechnął się do mnie zmęczony i zamknął oczy. Wszyscy byliśmy padnięci, ale on dał z siebie dzisiaj chyba dwieście procent. „Specjalnie dla niej...” Spojrzałem na Katy. Wyglądała prześlicznie i wcale się nie dziwię, że Lou nie mógł od niej oczu oderwać, stojąc na scenie. „Zresztą chyba nie tylko on...” W obcisłych, czarnych dżinsach wyglądała jak ucieleśnienie marzeń każdego faceta. „I to tych mniej grzecznych marzeń” dodałem w myślach. Czerwona bluzka i czarna króciutka kamizelka dopełniały stroju. „Całość wyglądała niezwykle kusząco” oceniłem okiem znawcy. „I jak tu się im dziwić?” westchnąłem.
   - Tęskniliście za nami? – Harry postanowił w końcu do nas dołączyć. – Wskakuj Pers... – w końcu mogliśmy jechać. Byłem padnięty. Miałem ochotę zrobić dokładnie to co Katy. „Ciekawe tylko, czy i mnie miałby kto tak smyrać po nogach...” zerknąłem rozbawiony na Malika. Siedział z przymkniętymi oczami i delikatnie głaskał dziewczynę po łydce. „Może powinien mu ktoś przypomnieć, że to nie jego dziewczyna...” Perrie przysypiała na ramieniu Stylesa z szerokim uśmiechem na ustach. „Boże, co tu się porobiło?” Zayn maca Katy, która tuli się do swojego chłopaka, a jego własna dziewczyna siedzi naprzeciwko, oparta całym ciałem o jego przyjaciela... „Istna telenowela...” zaśmiałem się. „Nikt nic nie wie i nic z tego nie rozumiem... Czy nikt nie widzi, że za tym wszystkim kryje się coś więcej?
   Droga do hotelu minęła nam zdecydowanie za szybko. Harry wciąż pełen energii, droczył się z Pers, która nie była mu wcale dłużna. Nie zwracając uwagi na innych, kierowali się do środka. Lou ostrożnie obudził Katy i razem z Markiem poszli za nimi. Wyskoczyłem ostatni. Liam zajęty był rozmową z Paulem i prawdę mówiąc wyglądało to na jakieś poważniejsze tematy... „Zdecydowanie nie dla mnie” uśmiechnąłem się i obróciłem w stronę Zayna. Ale on mnie nie widział. Wpatrywał się przed siebie z tym dziwnym wyrazem na twarzy. Jak ktoś, kto bardzo cierpi, ale robi wszystko by tego nie pokazać. Westchnąłem. Nawet nie musiałem zgadywać o czym myśli. „Albo raczej o kim...” poprawiłem się.
   - Co ty wyprawiasz, Zi? – odezwałem się cicho. Zareagował na moje słowa jakbym mu co najmniej wystrzelił z armaty tuż przy uchu. Spojrzał na mnie wystraszony, ale już po chwili nałożył na twarz kolejną maskę. Posłał mi kpiący uśmieszek.
   - Nie wiem, o co ci chodzi – powiedział i ruszył przed siebie. „Tak to nie będziesz ze mną pogrywać” postanowiłem i po chwili maszerowaliśmy ramię w ramię.
   - Nie wiesz? – uśmiechnąłem się smutno. – Może o ciebie wzdychającego nie do tej dziewczyny, co trzeba – powiedziałem, a on zatrzymał się gwałtownie.
   - Nie gadaj głupot, Niall – warknął, rozglądając się dookoła. – Nic takiego nie ma miejsca. Kocham Perrie.
   - Czy jesteś pewien, że powtarzasz to sobie wyjątkowo często? – zakpiłem. – Jeszcze w to wierzysz, czy może już coraz trudniej przekonać samego siebie?
   - Idziecie? – usłyszałem głos Liama.
   - Zaraz przyjdziemy – mruknął Zayn, wyciągając fajkę. – Musze jeszcze zapalić... – odprowadziliśmy przyjaciela wzrokiem. – O co ci chodzi, Niall? – wbił we mnie te swoje smutne oczy. – Nie gadaj głupot, bo jeszcze ktoś usłyszy...
   - Nie jestem ślepy, Zayn – uśmiechnąłem się smutno. – A jej naprawdę trudno nie pokochać...
   Przez chwilę mierzyliśmy się spojrzeniem. Tak bez słowa. Milcząca bitwa na hotelowym parkingu. Patrzyłem jak nerwowo zaciąga się papierosem i ucieka wzrokiem w bok...
   - Masz rację... – odezwał się po przeciągającym się milczeniu. – Naprawdę tego nie planowałem...
   - Byłbyś idiotą, gdybyś planował – parsknąłem. – Ona kocha Louisa i nikogo innego tak nie pokocha...
   - Wiem o tym... – westchnął. – Ja też nie jestem ślepy...
   - To dlaczego się tak katujesz? – pytałem. – Masz cudowną dziewczynę, która świata poza tobą nie widzi...
   - Taaak... Mam... – wzruszył ramionami, a ja zacząłem się zastanawiać nad drugim dnem tej odpowiedzi.
   - Myślałem, że dobrze wam razem – spojrzałem na niego z troską. „Nic wcześniej nie zauważyłem... Dlaczego? Nawet Liam nic nie widział...
   - Jest dobrze, Niall – zgasił papierosa i sięgnął po kolejnego. – Po prostu jest inaczej niż było na początku... Zmieniliśmy się...
   - W jakim sensie? – zapytałem. Sięgnął do kieszeni i wyjął z niej portfel. Wyjął z niego zdjęcie i podał je mi.
   - Pamiętasz jeszcze tą dziewczynę? – westchnął. Zerknąłem na fotografię. Musiała zostać zrobiona dość dawno temu, bo Perrie wyglądała na niej zupełnie inaczej. „Delikatnie i dziewczęco...
   - Ty też wyglądasz inaczej, Zayn – zauważyłem, oddając mu zdjęcie. I prawie mi oczy wyszły z orbit, gdy zauważyłem, czyją jeszcze fotografię trzyma w portfelu. „O kurwa! To jest poważniejsze niż myślałem... Niedobrze...
   - Wiem – powiedział po chwili. – Ja wciąż kocham tamtą dziewczynę – przyznał. – Po prostu ostatnio coraz trudniej ją dostrzec przez tą całą drapieżną otoczkę... Teraz mam wrażenie, że już mnie nie potrzebuje. Doskonale radzi sobie sama...
   - A ty lubisz być tym rycerzem, który broni ją przed całym światem – dokończyłem. Gdy wzruszył ramionami wiedziałem, że mam racje. – A Katy jest właśnie kimś, kim można się opiekować...
   - Jest sobą... – powiedział. – Nikogo nie udaje. Chwilami tak bardzo chciałbym znienawidzić Louisa, ale nie mogę... Są dla siebie stworzeni i nawet ja to widzę...
   - Masz rację, są... – przyznałem. – I co w związku z tym? Będziesz do niej wzdychał, niszcząc to co masz? Perrie cię kocha, a ty powinieneś z nią szczerze porozmawiać... Nie wszystkie zmiany są jej decyzją. Skąd ma wiedzieć, że to ci się nie podoba, skoro jak zwykle wszystko przemilczasz?
   - Porozmawiam z nią... – westchnął.
   - Dzisiaj... – wbiłem w niego wyczekujące spojrzenie.
   - Dzisiaj – uśmiechnął się. – Właściwie to zaraz... – zgasił papierosa i ruszył w stronę wejścia.
   - Zayn... – zatrzymałem go. Spojrzał na mnie zdziwiony. Sięgnąłem do jego kieszeni i wyjąłem portfel, a z niego zdjęcie Katy. – Teraz możesz iść – uśmiechnąłem się, oddając mu jego własność. – Zaopiekuję się tą fotografią...
   - Dzięki, Niall... – uściskał mnie. – Prawdziwy z ciebie przyjaciel...
   Patrzyłem za nim dopóki nie zniknął za drzwiami. Zerknąłem na zdjęcie, z którego uśmiechały się do mnie Katy i Alex. „Już czasami widzę tą radość w twoich oczach...” Burczenie w brzuchu wyrwało mnie z zamyślenia.
   - Te zabawy w psychologa strasznie pobudzają apetyt – powiedziałem do siebie, kierując się do środka. „Ciekawe, czy restauracja jeszcze jest czynna o tej porze...


   Uśmiechałem się do siebie, widząc jak moja dziewczyna prawie śpiąc, kieruje się do łazienki. Wymęczył ją dzisiejszy dzień, ale wydawała się zadowolona. Wprawdzie przez chwilę miałem wrażenie, że się czegoś wystraszyła i aż mnie skręcało w środku, że nie mogę do niej podejść, by się zapytać, o co chodziło. Jednak już chwilę później wszystko wydawało się w jak najlepszym porządku...
   - Lou... – usłyszałem głos Marka. Aż mi się głupio zrobiło, bo prawdę mówiąc kompletnie zapomniałem o jego obecności.
   - Dzięki za dzisiaj, stary – posłałem mu uśmiech pełen wdzięczności. – Nie wiem, co byśmy bez ciebie zrobili...
   - Nie ma za co – skinął głową. – To jakby moja praca, pamiętasz?
   - Niby tak – wzruszyłem ramionami. – Ale sam dobrze wiesz, że jesteś dla Kate kimś więcej niż zwykłym ochroniarzem...
   - Chciałbym chyba coś powiedzieć... – dodał stojąc z ręką na klamce. – Wiem, że to nie moja sprawa, ale... Zresztą... Sam nie wiem, co mówię – pokręcił głową, jakby przywołując się do porządku. – Do zobaczenia rano. Zadzwoń, jak będę potrzebny...
   - Mark – zatrzymałem go. – Powiedz to, co zamierzałeś. Czy coś się stało?
   - Nie powinienem się wtrącać... – zaczął, a ja uśmiechem zachęciłem go do kontynuowania. – Chyba powinieneś porozmawiać z Kate o pieniądzach...
   - Co? O pieniądzach? – zdziwiłem się, kompletnie nie rozumiejąc do czego zmierza.
   - Ona dzisiaj wstydziła się cokolwiek zamówić w kawiarni, bo nie miałaby jak za to zapłacić... – powiedział szybko, patrząc mi w oczy. Nacisnął klamkę. – Ale jak już mówiłem, to nie moja sprawa... Dobranoc...
   - Dobranoc... – odpowiedziałem mechanicznie. Myślami byłem już gdzie indziej. Właśnie próbowałem sobie wyobrazić sytuację, o której mi powiedział. „Jak ja mam przekonać ją do przyjęcia moich pieniędzy?” jęknąłem na samą myśl. „Ona ich nie weźmie, a już na pewno nie na takie bzdury, jak zapłacenie za kawę... Tu będzie potrzebna Alex...” Usłyszałem ruch za moimi plecami i z uśmiechem na ustach patrzyłem jak Kate siada wykończona na łóżku. Po chwili opadła plecami na pościel i przytuliła do siebie poduszkę. – Ktoś tu jest bardzo zmęczony... – ukląkłem na podłodze przed nią i powoli zsunąłem jej czarne balerinki ze stóp. Uśmiechnęła się, ale nie otworzyła oczu. – Czy wy chcecie mnie wykończyć tymi dżinsami? Ledwo przeżyłem wczorajszy dzień, a dzisiaj okazuje się, że masz jeszcze jedne, tylko w innym kolorze... – mruczałem pod nosem rozpinając spodnie, które przyprawiały mnie o skoki ciśnienia. – Prawie spadłem ze sceny, gdy cię w nich zobaczyłem... – zauważyłem, że szeroki uśmiech rozświetla jej twarz. – Pupa do góry – powiedziałem ściągając te śmiertelnie niebezpieczne dla mojego zdrowia dżinsy z jej cudownych nóg. – I do tego czarne koronki... – mruczałem pod nosem. Widok jej bielizny wcale mi nie pomagał. – Z Danielle naprawdę chcecie mnie wykończyć... – uśmiechnęła się łobuzersko. – Ślicznie dzisiaj wyglądałaś, skarbie – pochyliłem się, by zdjąć jej czarną kamizelkę. – Każdy facet się za tobą oglądał... Co akurat mniej mi się podobało – dodałem, zabierając się za czerwoną tunikę. Po chwili leżała przede mną tylko w koronkowej bieliźnie i sen był ostatnim, co chodziło mi po głowie. „Wszędzie te pieprzone kokardki...” jęknąłem. – Jesteś taka piękna... – uśmiechnęła się sennie i wyciągnęła do mnie ręce. Pobijając kolejny rekord prędkości, rozebrałem się do bokserek i przeniosłem ją ostrożne na poduszki. Wtuliła się we mnie, gdy tylko położyłem się obok.
   - Kocham cię, Lou – usłyszałem cichy szept i poczułem jak obejmuje mnie ramieniem, jednocześnie zarzucając na mnie nogę. „Czy tylko mi zrobiło się nieznośnie gorąco?
   - Ja też cię kocham, maleńka – ucałowałem ją w czubek głowy i przyciągnąłem do siebie mocniej. – Śpij, skarbie...
   Jedyną odpowiedzią jaką dostałem było słodkie mruczenie. Uśmiechnąłem się, czując na swojej skórze wibrację pochodzącą z jej wnętrza.


   Spoglądałem na Kate opierającą się o Louisa i nie mogłem wyjść z podziwu. Nie wiem, czy to za sprawą dobrego oka Danielle, czy może ta dziewczyna już tak miała, że we wszystkim zwalała z nóg, ale wyglądała zjawiskowo i każdy facet na sali pożerał ją wzrokiem. Zaśmiałem się na wspomnienie miny przyjaciela, gdy ujrzał ją na wczorajszym koncercie. Trzeba przyznać, że wcale mu się nie dziwię, że zapomniał języka w gębie. Cale szczęście, że Liam jest na tyle spostrzegawczy, że pociągnął śpiewanie dalej. Za to patrząc na Kate dziś, przeczuwam gorącą noc... Cała na czarno prezentowała się nad wyraz seksownie. Gdybym był na miejscu Tommo olałbym tą imprezę i zabrał ją do pokoju, a tam... „O Boże... Co też mi chodzi po głowie?” Zauważyłem, że Lou posłał mi pytające spojrzenie i po prostu nie mogłem... Roześmiałem się na całego.
   - Co tak rżysz jak dzika hiena? – Niall pojawił się pełnym talerzem jedzenia i wbił we mnie te swoje ciekawskie oczy.
   - Mam dobry humor po prostu – wzruszyłem ramionami. – Nie można? Dzisiejszy koncert był świetny. Zwłaszcza jak wyjebałeś się na scenie...
   - To akurat nie było zabawne – mruknął Horan. – Jak tak dalej pójdzie, to chyba zacznę przypinać poduszkę do tyłka...
   - Widzieliście Zayna? – Liam pojawił się z naszymi drinkami. – Próbowałem z nim pogadać od rana, ale ewidentnie mnie unika...
   - Pokłócił się z Perrie – odezwałem się.
   - Co? – zainteresował się Niall. – Jak to? Kiedy?
   - Jak wróciliśmy po wczorajszym koncercie – wzruszyłem ramionami. – Potem już myślałem, że się pogodzili, bo wiecie... – puściłem oczko. – Ale dziś zrobili powtórkę o kurewsko wczesnej godzinie i Pers wyjechała do Londynu. Podobno jakieś nagranie mają dzisiaj...
   - To tym bardziej trzeba z nim pogadać – westchnął Liam, rozglądając się dookoła.
   - Ja to zrobię – zadeklarował się blondyn. – Chyba wiem o co poszło...
   Obserwowaliśmy Horana aż do momentu, gdy nie zgarnął Zayna z baru i nie wyszedł z nim na zewnątrz. „O co im mogło pójść?” zastanawiałem się. „I nawet Niall się domyślił...” zdziwiłem się.
   Jakąś godzinę i kilka piw później, Lou obściskiwał się z Kate na parkiecie. „Oczywiście wszystko w granicach przyzwoitości.” Liam wciąż zastanawiał się, co cię stało z Malikiem, a Nialla jak nie było, tak nie ma...
   - Coś długo... – odezwał się Payne, a ja wzniosłem oczy ku niebu.
   - Błagam cię, tylko nie zaczynaj... – spojrzałem na niego wymownie. – Zaraz wróci i wszystko ci powie, a teraz odpuść.
   - Zauważyłeś, że coś było nie tak? – Liam patrzył na mnie wyczekująco.
   - Nie – przyznałem. – Właściwie sądząc po odgłosach dochodzących mnie zza ściany, to trochę się zdziwiłem. Odkąd przyjechała, to spędzali w łóżku każdą chwilę. Już myślałem, że poproszę o zmianę pokoju...
   - Tym bardziej nic z tego nie rozumiem... – westchnął.
   - A co tu jest do rozumienia? – Horan pojawił się znikąd i to od razu z kolejnym pełnym talerzem. „Normalnie Houdini...” uśmiechnąłem się. – Zayn wrócił do hotelu...
   - No i? – Liam czekał na jakieś bardziej konkretne informacje.
   - No i co? – Niall wzruszył ramionami. – Pokłócili się po prostu. Tak to bywa w związkach... – prychnąłem. „I dlatego dobrze mi samemu...” – Przemyślą to, wyjaśnią sobie wszystko i znów będzie cacy... Najwidoczniej tego potrzebowali...
   - Jaki się z ciebie specjalista od związków zrobił... – zakpiłem, kiwając na kelnerkę, by przyniosła następną kolejkę. – Jeszcze trochę, to niektórzy będą się do ciebie w kolejkę ustawiać...
   - Z tobą na czele – zaśmiał się, a mi momentalnie odechciało się ciągnąć tego tematu. Wiedziałem o co mu chodzi i nie miałem zamiaru znów o tym dyskutować. – Jak tam twoje sprawy sercowe, Styles? Znalazłeś sobie trzecią do kolekcji, czy może wciąż zastanawiasz się nad tymi dwiema?
   - Właśnie, Hazz... – odezwał się Liam. – O co chodzi z tą całonocną wyprawą ostatnio? Ta dziewczyna to coś więcej? Mówiłeś, że to tylko kolejna fanka...
   - Czy możecie skończyć to przesłuchanie? – warknąłem. – Przyszliśmy się tu zabawić, a nie urządzać jakieś psychoanalizy...
   - WOW... – zaśmiał się Niall. – Jakie mądre słowa w twoich ustach...
   - Przymknij się – wyszczerzyłem zęby w uśmiechu. – Czy możemy zmienić temat?
   - Nie – odpowiedział krótko blondyn. – Chyba możesz nam powiedzieć, o co chodzi... Spodobała ci się jakaś laska, my to rozumiemy – machał dłońmi, a ja obawiałem się, by zawartość jego talerza nie wylądowała na mnie. – Ale stary... Znikasz na całą noc nie wiadomo gdzie, by sobie z nią porozmawiać? Za jakich idiotów nas uważasz?
   - Naprawdę mam na to odpowiedzieć? – zaśmiałem się, a Liam tylko wywrócił oczami. – Ale się uparliście... Znajdź sobie jakąś kobietę Horan, bo robisz się okropny. W sensie, bardziej niż zwykle.
   - Czekam, aż legalne będzie klonowanie ludzi i sobie zafunduję drugą Katy – wyszczerzył zęby w uśmiechu. – A na razie nie zmieniaj tematu i gadaj... I tak to z ciebie wyciągnę. Jak nic nie pomoże, to namówię Katy, by to z ciebie wyciągnęła, a jej już nie spławisz tak łatwo...
   - Uuu... – zaśmiał się Liam. – Ciężkie działa wyciągasz, Niall...
   - To cios poniżej pasa – mruknąłem, zerkając w stronę parkietu i naszej zakochanej pary. – To co chcesz wiedzieć? – westchnąłem, poddając się.
   - To rozumiem... – blondyn aż zatarł ręce. – To co z tym rudzielcem? Mówiłeś, że niedługo wyjeżdża...
   - W przyszłym tygodniu – powiedziałem. – Może będziemy ze sobą pisać, ale sam nie wiem... Na dłuższą metę jestem w tym beznadziejny...
   - W czym? – odezwał się Liam.
   - W związkach na odległość...
   - A więc to związek? – Niall zapiszczał jak panienka.
   - Nie – powiedziałem szybko. – Tak tylko... Chodzi mi o to, że nie jestem najlepszy w utrzymywaniu jakiejkolwiek znajomości na odległość, sami wiecie...
   - No tak, ale skoro ona ci się podoba... – Li spojrzał na mnie jakby licząc, że sam dokończę zdanie, które zaczął.
   - Jest fajna, ale to wszystko jest chyba nie dla niej... – w końcu powiedziałem na głos to, o czym myślałem od kilku dni. – Jest strasznie nieśmiała i ten cały syf tylko by ją zniszczył...
   - Powinieneś decydować za nią? – Niall spojrzał na mnie z zaciekawieniem wymalowanym na twarzy. – Wiesz... Wprawdzie myślałem, że ty coś ten tego z Alex, ale skoro zakochałeś się w tej, jak jej tam...
   - Louise – podpowiedziałem. – I nie zakochałem się w niej. Jest fajna i może nawet coś by mogło z tego być, ale raczej w tydzień się nie dowiemy – wzruszyłem ramionami. – Jutro już nas tu nie będzie...
   - To co... Tak po prostu się poddasz? – Horan nie dawał za wygraną. – Ty? Najbardziej uparty człowiek na ziemi?
   - Chyba zaraz po tobie – zaśmiałem się.
   - Ale serio, stary – ciągnął dalej. – Katy też jest nieśmiała i delikatna, ale sobie wspaniale radzi. Dlaczego ta twoja... yyy...
   - Louise – podpowiedziałem, kręcąc głową z niedowierzaniem. „Co jest takiego trudnego z zapamiętaniem jednego imienia?
   - No właśnie – wyszczerzył zęby w uśmiechu. –  Dlaczego ona miałaby sobie nie poradzić?
   - Niall, jak ty to sobie wyobrażasz? Miałbym ją zabrać z domu i ciągać za sobą? Ona chodzi jeszcze do szkoły...
   - Tu też są szkoły... – wtrącił Liam.
   - Ma tam rodzinę i jej rodzice z całą pewnością byliby zachwyceni, gdybym choć coś takiego zaproponował – zakpiłem. – To nie może się udać. Ona to nie Kate, a ja nie jestem Louisem...
   - I co to niby ma znaczyć? – zdziwił się Niall, a widząc, że nie zamierzam odpowiedzieć zapytał z innej beczki. – Czyli to już koniec? Spędziłeś z nią jedna noc, oglądaliście znaczki, czy co tam sobie chcesz i tyle? Nie wierzę...
   - Obiecałem, że ją odwiedzę jak tylko przyjedziemy do Manchesteru – przyznałem się. – To półtorej godziny samochodem, więc dam radę obrócić – dodałem, widząc, że Liam chce coś powiedzieć. – No i wtedy pogadamy o tym, co z tym wszystkim zrobić...
   - Czyli z Alex, to tylko przyjaźń? – rzucił Horan, kompletnie zmieniając temat. „Taaa... Tylko...” westchnąłem.
   - A co ma być? – burknąłem pod nosem. „Gdybym ja tylko wiedział...” – Z Alex to co innego...
   - W jakim sensie? Świetnie się dogadujecie... – czułem się jak na przesłuchaniu, pod tym obstrzałem Horana.
   - No właśnie – przyznałem. – Jest rewelacyjna. Dobrze nam się gada i można się z nią powygłupiać. Byłbym idiotą, gdybym to zepsuł dla czegoś, co może się nie udać...
   - Jesteś idiotą, jeżeli wierzysz w to co właśnie powiedziałeś – parsknął blondyn, a Liam mu przytaknął. – Gdyby Louis myślał tak jak ty, to Katy wciąż siedziałaby na tej plaży... Od kiedy jesteś takim tchórzem?
   - Od teraz – warknąłem. – Odkąd mam za dużo do stracenia. Zresztą... – moją wypowiedź przerwał dźwięk komórki. Spojrzałem na wyświetlacz i uśmiechnąłem się mimowolnie.
   - To już musi być telepatia – zaśmiał się Niall zerkając na mój telefon.
   - Hej, Alex, mój motylku, stęskniłaś się za mną? – rzuciłem do słuchawki, a cisza po drugiej stronie sprawiła, że przestałem oddychać. „Coś jest nie tak...” oblał mnie zimny pot. – A-Alex?
   - Dobry wieczór – usłyszałem głos, który z całą pewnością nie należał do mojej przyjaciółki. – Dzwonię z General Hospital. Pana numer był ostatnim wybieranym...
   - Co z Alex? – przerwałem jej, praktycznie wstrzymując oddech. – Co się jej stało? Dlaczego jest w szpitalu?
   - Miała wypadek – dosłownie nogi się pode mną ugięły i gdyby nie Liam, pewnie właśnie wylądowałbym na podłodze. – Jej stan jest krytyczny. Robimy co w naszej mocy, ale...

poniedziałek, 6 maja 2013

55




   Leżałem na łóżku i jakoś nie mogłem się zmusić do tego, by się ruszyć. Zamiast tego wsłuchiwałem się w odgłosy dochodzące do mnie przez otwarte drzwi sypialni. Pewnie powinienem się w końcu zmobilizować, ale zdecydowanie bliżej mi było do zaśnięcia.
   - Niall, gotowy? – Paul chyba wyczuł, że właśnie miałem odpłynąć. Odpowiedziałem mu jakimś niejasnym mruknięciem. – Wstawaj. Spakowałeś wszystko? – słyszałem, że spaceruje po pokoju, pewnie kontrolując, co tym razem zostawiłem.
   - Liam już sprawdzał – mruknąłem, siadając. – Pilnujecie mnie jakbym miał pięć lat...
   - Ciekawe dlaczego? – zaśmiał się, wskazując ręką drzwi. Podniosłem się zrezygnowany i nakazałem swoim nogom się poruszać, ale przypominało to z całą pewnością marsz pijanych zombie...
   - Czy ktoś może mi przypomnieć, dlaczego nie nocujemy tutaj, w tych wygodnych łóżeczkach? – odezwał się Harry, wchodząc do windy i opierając się całym ciałem o tylną jej ścianę. – Jestem padnięty...
   - Jak każdy – powiedział Liam, starając się powstrzymać ziewanie. – Nie marudź. Znając życie i tak zaśniesz jako pierwszy. A z Cardiff jest zdecydowanie bliżej do Londynu...
   - Do Londynu? – otworzyłem oczy na dźwięk zdziwienia w głosie Katy. „Czy mi się tylko wydaje, czy Louis dał ciała?” Spojrzałem na minę przyjaciela i już znałem odpowiedź na swoje pytanie. „Niedobrze...
   - Tak – odezwał się Paul. – Na dwunastą musimy być u lekarza... Zjemy wczesne śniadanie i najpóźniej o dziewiątej trzeba będzie wyjechać...
   Chyba w końcu i on zdał sobie sprawę, że coś jest nie tak. Umilkł, wpatrując się w Lou. Właściwie to wszyscy się teraz na niego gapili, czekając co powie. Spanie odeszło nam jak ręką odjął. Katy wyglądała na zagubioną. Ewidentnie nie wiedziała, co się dzieje. „Biedactwo...” Była równie zmęczona, co i my, ale posiadała coś czego my nie potrafiliśmy... Cierpiała po cichu i nie jęczała wszystkim dookoła, tak jak to my mieliśmy w zwyczaju... Wciąż miała palce splecione z Louisem, ale teraz odsunęła się nieznacznie i skierowała na niego te swoje nieziemskie oczy. „No i teraz się tłumacz...
   - Przepraszam... – zaczął głosem pełnym skruchy i właśnie w tym momencie winda obwieściła, że jesteśmy w holu. Mimo później pory, rozległy się piski fanek. „No dajcie spokój...” jęknąłem w duchu. „Czy one nigdy nie śpią?” – Zapomniałem... – przyciągnął dziewczynę do siebie, widząc nadchodzące łowczynie autografów. – Możemy porozmawiać o tym w tourbusie? – zauważyłem, że Katy skinęła głową i posłała mu nieśmiały uśmiech. „Może nie będzie tak źle...” przemknęło mi przez myśl, zanim mój mózg się zbuntował, oślepiony błyskiem fleszu.
   Pół godziny później Paul prawie siłą wpychał nas do busa i z ulgą wymalowaną na twarzy dawał znak kierowcy, by zamknął drzwi. Już miałem iść za Katy i Louisem, ale Liam zastąpił mi drogę i wskazał głową na schody.
   - Podobno miałeś iść spać – powiedział, popychając mnie przed sobą na górę. – Zostawmy ich samych – dodał szeptem.
   Patrzyłem z niedowierzaniem jak Zayn i Liam wciskają się do swoich koi, zasuwając zasłonki. Harry, to wręcz pobił jakiś rekord, bo zanim ja zdążyłem wejść na górę, on już spał w najlepsze. „Za Chiny nie zasnę...” stwierdziłem, zżerany ciekawością. Zdjąłem buty i na palcach przekradłem się obok przyjaciół. „Tak sobie tylko przycupnę na schodach...” myślałem. „To wcale nie będzie podsłuchiwanie... Po prostu się martwię...” usprawiedliwiałem się sam przed sobą. I tak się zapomniałem w tych rozmyślaniach, że o mały włos, a runąłbym jak długi na dół, potykając się o Harry’ego, który najwyraźniej wpadł na ten sam pomysł co i ja. Spojrzał na mnie, przykładając palec do ust.
   - I co? – powiedziałem bezgłośnie. W odpowiedzi wzruszył ramionami i już miał coś powiedzieć, ale ostatecznie sięgnął po komórkę i zaczął w niej coś wystukiwać. „Na razie przeprosił, że zapomniał jej powiedzieć o tym spotkaniu” przeczytałem, gdy obrócił wyświetlacz w moją stronę. Wsłuchiwałem się w głos przyjaciela i prawdę mówiąc ledwo rozróżniałem słowa. „Przydałoby się usiąść bliżej...” Spojrzałem na Harry’ego. Wręcz zastygł, próbując podsłuchać o czym rozmawiają. „Zdecydowanie ma lepszą miejscówkę” oceniłem. Wychyliłem się bardziej do przodu licząc, że może teraz... „Chyba jest lepiej” ucieszyłem się. Ale moja radość była przedwczesna. Zdecydowanie nie było mi do śmiechu, gdy zjechałem na tyłku z pozostałych kilku schodków, robiąc przy tym kupę hałasu i prawię odgryzając sobie język. Uniosłem głowę i napotkałem rozbawione spojrzenie Louisa.
   - Dobrze się bawisz, Niall?
   - Ja... Nie... Bo ja.. – może rzeczywiście odgryzłem sobie ten język. – Znaczy się... Ten... Głodny jestem – wydukałem w końcu pierwsze, co przyszło mi do głowy. „Pierwsze, oprócz prawdy...” Katy „patrzyła” na mnie rozbawiona. Chwyciłem szybko paczkę czipsów, pomachałem nią, by udowodnić, że mówiłem prawdę i czerwieniąc się jak ktoś przyłapany na gorącym uczynku, postanowiłem skonsumować ją w swojej koi. – Dobranoc... – mruknąłem idąc na górę. Po Harrym nie było ani śladu. Za to znalazłem go trzęsącego się ze śmiechu i zaciskającego zęby na dłoni. Gdy na mnie spojrzał, zauważyłem łzy na jego policzkach.
   - Idiota – powiedziałem bezgłośnie, masując tyłek. „On się rechocze, a mnie dupa boli, jakby mnie stado pedałów wyruchało...


   Wyszedłem z łazienki, wycierając ręcznikiem włosy. Jednak gdy tylko spojrzałem w stronę łóżka, zaniechałem wszystkiego. Nawet oddychania. Najwyraźniej mój mózg przeznaczył wszystkie siły, by skierować krew w pewną część mojego ciała. „Jezusie przenajświętszy...” wpatrywałem się w zjawisko przede mną z otwartymi ustami i najprawdopodobniej właśnie śliniłem się jak nienormalny. Gdybym był postacią z kreskówki, pewnie moja szczęka uderzałaby teraz o podłogę, a język rozwinął się niczym czerwony dywan...
   Kate szukała czegoś w walizce leżącej na łóżku. I miała na sobie najbardziej obcisłe dżinsy jakie w swoim życiu widziałem. Jakim cudem ona je wcisnęła, to zdecydowanie pozostanie w sferze zagadek tego świata. Czarna koszulka i krótka kurteczka dopełniały reszty. Ale ja i tak nie mogłem oderwać wzroku od tego boskiego tyłeczka. „Boże... Oddychaj...” próbowałem sobie przypomnieć, jak to się robi. Przełknąłem głośno ślinę.
   - Musisz się pośpieszyć, jeśli chcesz zdążyć zjeść śniadanie – odezwała się, wciąż uparcie czegoś szukając. – Mam... – usłyszałem zadowolony z siebie głos i po chwili obserwowałem jak wsuwa na bose stopy czarne balerinki. – Jak wyglądam? – zapytała, posyłając w moją stronę szeroki uśmiech. „Jak grzech w czystej postaci i o Boże mam zamiar grzeszyć...
   - Wyglądasz... – próbowałem przypomnieć sobie jakieś słowa, którymi mógłbym ją opisać, ale w głowie przewijały mi się właśnie sceny, jak rzucam się na nią niczym wygłodniałe zwierzę i zdzieram z niej te nieprzyzwoite ciuchy. „Boże, normalnie mi stanął na sam widok...” – Wyglądasz...
   - Coś nie tak? – nagle uśmiech zniknął z jej twarzy i zaczęła nerwowo poprawiać ubranie. – Harry powiedział, że wszystko będzie pasowało... – tłumaczyła się. „Harry powiedział...” powtórzyłem w myślach. „Zabiję gnoja... Jak Danielle mogla kupić jej coś tak... tak... Kurwa! Nikt nie będzie jej oglądał w tych dżinsach” postanowiłem i o mały włos nie przypieczętowałem tej decyzji tupnięciem. „Jak bardzo szczeniackie by to było?
   - Wyglądasz tak, że ewidentnie potrzebuję wrócić pod prysznic. Dodam, że lodowaty... – powiedziałem w końcu i uśmiech ponownie zagościł na jej twarzy. – Czy w tych spodniach w ogóle możesz oddychać?
   - Są całkiem wygodne – odparła i niczego nie świadoma, potarła dłońmi o biodra, a mój przyjaciel boleśnie o sobie przypomniał. Spojrzałem wymownie do góry. „Musiałeś się tam nieźle bawić łącząc taką niewinność z taaaakim seksem...” – Nie podobają ci się? – „Nie!!! Natychmiast je zdejmij!
   - Oczywiście, że mi się podobają... – zaryzykowałem podejście bliżej. – Aż za bardzo... – mruknąłem. „Przecież nie mogę się na nią rzucić... Pewnie wciąż jeszcze jest obolała... A może... Nie, jeszcze nie...” – Wyglądasz niesamowicie... – pochyliłem się, skradając jej całusa. I wszystko byłoby cudownie, gdyby nie to, że objęła mnie ramionami, wtulając się we mnie.
   - Ooo... – cudowny rumieniec zakwitł na jej policzkach, gdy rozwarła wargi ze zdziwienia. – Rzeczywiście ci się podoba... – powiedziała po chwili czerwieniąc się jeszcze bardziej.
   - Bardzo... – przyznałem, zawstydzony reakcją własnego ciała. – I aż mnie skręca z zazdrości, że inni będą cię oglądać w tych dżinsach. Noszenie ich powinno być karalne.
   - To może ja pójdę teraz sprawdzić, czy Markowi udało się pokonać Harry’ego... – zaśmiała się, podchodząc do drzwi łączących sypialnię naszą i Stylesa i zapukała w nie delikatnie. – A ty się pospiesz, bo podobno za godzinę musimy wyjechać...
   Gdy tak stałem niezdecydowany, czy powinienem się ubierać, czy może lepiej szybko wskoczyć pod prysznic, rozległ się dźwięk przychodzącej wiadomości. Zerknąłem na telefon i już miałem zignorować natręta, ale coś kazało mi przeczytać... „Zakładam, że jesteś rozbudzony w każdym tego słowa znaczeniu .xx
   - Zabiję debila... – warknąłem, zawracając w stronę łazienki.

   Spoglądałem na dziewczynę, leżącą z głową na moich udach. „I znów jesteśmy w miejscu, gdzie za wszelką cenę unika oparcia się plecami o cokolwiek...” Starałem się nie myśleć o tym, że właśnie wypina ten seksowny tyłeczek, opięty nieprzyzwoicie ciasnymi dżinsami, w stronę Marka i Paula. Miałem szczerą nadzieję, że jeden jest skupiony na drodze przed nami, a drugi zajęty grzebaniem w organizerze. „Ale i tak aż mnie skręcało...” przyznałem szczerze. Odkąd zeszliśmy na śniadanie, musiałem znosić pożądliwe spojrzenia posyłane w jej stronę. Ledwo się powstrzymałem, by nie zetrzeć kelnerowi, który nas obsługiwał, tego zalotnego uśmiechu z twarzy. „Całe szczęście, że Kate nie mogła tego zauważyć...” westchnąłem i znów zapatrzyłem się drobną dziewczynę leżącą przy mnie na tylnym siedzeniu.
   - Wciąż się gniewasz? – postanowiłem zaryzykować to pytanie. Od rozmowy z lekarzem, nie odezwała się niepytana...
   - Nie gniewam się, Lou... – delikatny uśmiech pojawił się na jej twarzy. – Przecież rozmawialiśmy o tym w nocy... – dodała cicho. – Jestem tylko trochę zaskoczona... No i plecy mnie pieką...
   - Jutro już będzie lepiej... – przypomniałem jej słowa lekarza. – Ja też nie sądziłem, że już dzisiaj będziesz mieć pierwszy zabieg... Ale to dobrze, skarbie – pogłaskałem ją po policzku. – Im szybciej, tym lepiej...
   - Wiem... – westchnęła, wsuwając sobie dłoń pod policzek. – Ale naprawdę nie trzeba było... – szepnęła. – Czy te plecy aż tak strasznie wyglądały?
   - Trzeba było – postanowiłem zignorować to pytanie. Bawiłem się kosmykiem jej włosów. – Całe życie przed tobą, kochanie... Nie potrzebujesz tych blizn jako pamiątki. A poza tym nie mogę się doczekać, aż ujrzę cię w sukience z dekoltem do pasa – zaśmiałem się.
   - To wiele wyjaśnia – uśmiechnęła się, sięgając po moją dłoń i splatając nasze palce razem. – Dziękuję...
   - Nie ma za co? – cieszyłem się jak głupi, że mimo mojego gapiostwa, nie zrobiła się z tego żadna wielka afera. – Zmęczona? – zapytałem, gdy zauważyłem, że przymknęła powieki.
   - O dziwo nie – posłała mi wesoły uśmiech.
   - To co powiesz na małą wycieczkę po Cardiff? – zaproponowałem.
   - Już dojechaliśmy?
   - Prawie... – spojrzałem przez okno. – To co ty na to, by trochę się poszwendać po mieście?
   - Ale żadnych zakupów – powiedziała.
   - Żadnych – zgodziłem się szybko. – Myślałem raczej, żeby pójść na jakieś lody...
   - Jestem jak najbardziej za – ucieszyła się. – Dzisiaj wszystko, co zimne przyjmuję z wdzięcznością...
   - Aż tak gorąco? – zapytałem z troską.
   - Jakbym opierała się plecami o nagrzany piec... – westchnęła, starając się nie ruszać
   - To podrzućcie nas do centrum – powiedziałem, zerkając na Marka.
   - Louis – odezwał się Paul i już wiedziałem, że coś mu się nie podoba w tym moim genialnym planie. – Może wrócimy najpierw do hotelu. Wolałbym byście wzięli jeszcze kogoś ze sobą... Mark mógłby się skupić tylko na Kate...


   Siedziałem na balkonie, patrząc przed siebie i kolejny raz zaciągając się papierosem. „Dlaczego nie poszedłem z nimi, zamiast siedzieć i użalać się nad sobą?” Sam już nie wiem, który raz zadałem sobie to pytanie. Ale właściwie znałem odpowiedź. Czułbym się jak piąte koło u wozu, a tych dwoje zdecydowanie zasłużyło na małe sam na sam. „Z Markiem i Andym, to takie trochę tłoczne sam na sam...” Nagle widok przede mną został zastąpiony przez ciemność, gdy czyjeś ciepłe dłonie zasłoniły mi oczy.
   - Niespodzianka! – usłyszałem radosny głos mojej dziewczyny.
   - Rzeczywiście niespodzianka  - uśmiechnąłem się, całując te krwistoczerwone usta, gdy tylko usiadła mi na kolanach. – Jak się tu znalazłaś? Nie miałyście mieć nagrań w Londynie?
   - Mamy – poprawiła mi opadające na czoło włosy. – Ale akurat jutro dali nam wolne, to pomyślałam, że przyjadę. Gdzie wszyscy?
   - Niall tak marudził, że Liam zabrał go do Nando's – uśmiechnąłem się. – Szybko nie wrócą. Harry wziął samochód i gdzieś zniknął parę godzin temu. A Louis zabrał Kate na rundkę po mieście...
   - Kate... – powtórzyła Perrie cicho. – Jak ona sobie radzi?
   - Całkiem dobrze – powiedziałem z przekonaniem. – Wczoraj było trochę nerwowo na spotkaniu z fankami, ale ostatecznie Niall i Harry zapanowali nad dziewczynami. Sporo osób o nią pyta...
   - Dziwisz się? – oparła głowę na moim ramieniu. – Jest wielką niespodzianką i nic o niej nie wiadomo...
   - Niby tak... – przyznałem, gasząc papierosa. – Ale byłoby lepiej, gdyby nie reagowały na nią tak entuzjastycznie. Już same te piski ją przerażają, a gdy się na nią rzuciły... – zacisnąłem zęby, przypominając sobie wczorajszą sytuację. – Lou dokonuje cudów z opieką nad nią – uśmiechnąłem się.
   - Widziałam zdjęcia w internecie – odezwała się cicho. – Naprawdę wyniósł ja na rękach? To musiało zrobić wrażenie...
   - Na Paulu zrobiło – parsknąłem. – Żałuj, że nie widziałaś jego miny, gdy nagle z każdej strony zaczęły błyskać flesze... – poprawiłem ją sobie na kolanach. – Ale w sumie ma słabość do Kate i obyło się bez kazań...
   - A ty?
   - Co ja? – popatrzyłem na nią zdziwiony.
   - Też masz do niej słabość? – zapytała, choć bardziej brzmiało to jak stwierdzenie faktów.
   - Rozmawialiśmy już o tym, Perrie – powiedziałem cicho, patrząc jej w oczy. – Kocham cię. Nic się nie zmieniło...
   - Ja ciebie też kocham – poczułem jej usta na szyi i aż przymknąłem powieki pod wpływem tej pieszczoty. – Ona chyba za mną nie przepada... – dodała po chwili.
   - Kto? Kate? – zdziwiłem się. Potwierdziła sinieniem głowy. – Ona cię po prostu nie zna... – byłem święcie przekonany, że to o to chodzi. – Niall twierdzi, że Kate jest zaprogramowana na lubienie wszystkich i że to działa w obie strony – powtórzyłem słowa przyjaciela. – Jej po prostu nie da się nie lubić. Może powinnaś spędzić z nią trochę czasu? – zaproponowałem. – Jestem pewien, że też ją pokochasz...
   - Chyba tak zrobię – ucieszyłem się, słysząc słowa Perrie. To rozwiązałoby niejeden problem. – Co macie w planach na jutro?
   - Jakiś wywiad, potem próba – wyliczałem. – I koncert wieczorem... Zostaniesz?
   - Tak – uśmiechnęła się. – Muszę być w Londynie w piątek. Wyjadę rano...
   - A więc całe dwie noce przed nami... – nachyliłem się, by przygryźć jej ucho. Ucieszyłem się, czując drżenie jej ciała. – Nagle zrobiłem się strasznie zmęczony – mruknąłem z ustami przy jej szyi. – Co ty na to, by pójść już spać?
   - Ale ja nie jestem zmęczona – uśmiechnęła się do mnie zalotnie. – Myślałam, że raczej coś porobimy...
   - To na pewno – zaśmiałem się, wstając z dziewczyną na rękach. – Masz jak w banku, że coś porobimy...
   Wniosłem ją do sypialni zatrzaskując nogą drzwi na balkon. „Nie potrzebna mi widownia” przemknęło mi przez myśl. Zerknąłem jeszcze w stronę drzwi, ale najwyraźniej moja dziewczyna również nie chciała, by nam przeszkadzano i przezornie zamknęła je za sobą...
   Ułożyłem ją ostrożnie na łóżku i stanąłem nad nią po prostu patrząc. „Taka cudowna...” odezwał się głos w mojej głowie, a ja uśmiechnąłem się zadowolony. „Taka inna...” dodał jeszcze i teraz już musiałem się powstrzymywać, by nie zdradził mnie wyraz twarzy. „Za dużo myślisz” powiedziałem do siebie i ściągając podkoszulek, zawisłem nad nią. Tego potrzebowałem. Zapomnieć się w jej ramionach. Wyrzucić z głowy wszystkie niechciane myśli. Nie ma lepszego sposobu niż namiętny seks. Na całe szczęście moja dziewczyna ewidentnie się za mną stęskniła, bo jej niecierpliwe dłonie od razu postanowiły zedrzeć ze mnie spodnie. Nie mogłem być gorszy i po chwili prężyła się pode mną naga, żywo reagując na każdy mój dotyk i każdą pieszczotę, którą obsypywałem jej piękne ciało. Odważnie sięgnęła po mojego przyjaciela, dostarczając mi niesamowitych przeżyć... „Tak inne...” niechciany szept znów rozległ się w mojej głowie i chyba serce mi stanęło, gdy ujrzałem przed oczami nieśmiały rumieniec na twarzy Kate. „Boże, nie teraz...” pokręciłem głową, próbując przegonić męczące mnie obrazy. Kolejny śmiały ruch Perrie zdecydowanie mi w tym pomógł.
   Odepchnęła mnie tak, że teraz to ja leżałem na plecach, a ona pochylała się nade mną, obsypując moje jeszcze miejscami posiniaczone ciało, gorącymi pocałunkami. „Zdecydowanie się stęskniła” uśmiechnąłem się widząc, gdzie zmierzają jej pieszczoty. Wiedziała czego chce i brała to, jednocześnie sprawiając, że drżałem z rozkoszy. Nie mogłem oderwać wzroku od jej czerwonych ust zaciskających się na moim penisie. Spojrzała na mnie z tym psotnym błyskiem w oczach i pochłonęła go całego.
   - Kurwa... – głośny jęk wydobył się z moich warg. Odruchowo uniosłem biodra, ale drobne dłonie Perrie na moim ciele, skutecznie mi w tym przeszkodziły, dając do zrozumienia, że teraz ona pociąga za sznurki. I jeżeli o mnie chodzi, to nie miałem nic przeciwko. Jej język wyczyniał cuda na moim penisie, a ja umierałem z rozkoszy. Szybko zmierzałem do celu i zanosiło się na to, że dotrę tam sam... – Pers... – wysapałem między jednym a drugim oddechem. – Zaraz... – wydawało się, że moje słowa jeszcze bardziej ją nakręciły. Wiłem się pod nią jęcząc z nadmiaru doznań. – Ja... Kurwaaa... Boże... – nie wiem, co miałem zamiar powiedzieć, ale nagle wszystkie moje myśli rozmazały się i doszedłem z głośnym jękiem. – Ka... Kurwa, Pers... – wysapałem, a zimny pot oblał moje ciało, gdy zdałem sobie sprawę, co o mały włos nie wydostało się z moich ust. Teraz, dochodząc do siebie po niesamowitym orgazmie modliłem się, by dziewczyna nie zwróciła na to uwagi. „Co się ze mną dzieje?
   - Kocham cię – usłyszałem cichy szept. Gorące ciało Perrie ocierało się o mnie, gdy przesuwała się, by złączyć nasze wargi w namiętnym pocałunku.
   - Też cię kocham... – powiedziałem cicho, zastanawiając się, czy wciąż jestem pewny tych słów. „Jestem. Prawda?


   „To był zdecydowanie udany dzień” ta myśl gościła w mojej głowie tak mniej więcej co pół godziny. Teraz śmiać mi się chciało z tego mojego głupiego strachu przed rozmową z Kate. „Alex kolejny raz miała racje...” uśmiechnąłem się, kręcąc głową nad moim tchórzostwem. „Wystarczą tylko rozsądne argumenty.” Wizyta w Londynie okazała się być bardziej owocna niż przypuszczałem. I naprawdę z całą moją naiwnością uczepiłem się słów lekarza. Jeżeli uda mu się to, co powiedział, to chyba go ozłocę. Nawet nie śmiałem marzyć o takich efektach, jakie obiecywał. „No cóż, zobaczymy...
   Wypad na miasto okazał się również wielkim sukcesem. Mimo iż początkowo nie byłem zbytnio zadowolony, że oprócz Marka, do którego już się prawie przyzwyczaiłem i który już tak mi nie przeszkadzał tą swoją ciągłą obecnością przy Kate, Paul wysłał z nami Andy’ego. „Taka prawie podwójna randka” uśmiechnąłem się pod nosem. Ale na całe szczęście moja cudowna dziewczyna i takiego wielkoluda potrafiła zamienić w pluszowego misia i pewnie sam się teraz zastanawia kiedy to się stało... Zjedliśmy ogromne lody w cudownej atmosferze i nawet podchodzące co chwilę fanki mi nie przeszkadzały. Ale co ważniejsze, wydawało mi się, że i Kate powoli się z nimi oswaja. Przynajmniej w takiej ilości. Gorzej gdy „atakują” tłumnie... Gdy już pochłonęliśmy pyszne desery, poszliśmy na spacer i to był cudownie spędzony czas. Kate śmiała się i żartowała. Nawet rozmawiała z kilkoma fankami, które ją zagadywały. Wszystko było tak niesamowite, że prawie latałem z tego nadmiaru szczęścia. I tylko jedna rzecz sprawiała, że na moim czole pojawiał się grymas niezadowolenia... „Te jej cholerne dżinsy” westchnąłem, przypominając sobie reakcje mijających nas facetów. „Cholerni zboczeńcy” podsumowałem wszystkich za jednym zamachem i starałem się nie pamiętać o swojej pierwszej reakcji, bo musiałbym się wrzucić z nimi do jednego worka. Zrobiliśmy dzisiaj tyle kilometrów, że Mark i Andy w końcu się zbuntowali i zagrozili, że usiądą na ławce w porcie i zaczną płakać, że chcą już do domu... I koniecznie taksówką. Prawdę mówiąc i mi nogi właziły do dupy, ale nie chciałem kończyć tego dnia, bo Kate była szczęśliwa i tylko to się dla mnie liczyło. „Ale ostatecznie wróciliśmy tą taryfą...
   I teraz powinienem spać jak zabity, ale nie moglem. I powodem wcale nie było to, że moja ukochana wierciła się tak, że zaliczyła już chyba każdy centymetr dość wielkiego łóżka... „I kogo ja próbuję oszukać?” spojrzałem z troską na Kate, która właśnie znów się przebudziła.
   - Kochanie... – szepnąłem, nie chcąc jej wystraszyć.
   - Przepraszam – mruknęła sennie, przysuwając się do mnie. – Nie daję ci spać, co?
   - Bardziej mnie martwi, że ty co chwilę się budzisz – przyciągnąłem ją ostrożnie do siebie. – Może jeszcze raz popsikać ci plecy tym lekarstwem?
   - Nie trzeba – westchnęła. – To i tak działa tylko przez chwilkę... – zauważyłem że poprawia bluzkę.
   - Przeszkadza ci?
   - Trochę drapie... – przyznała.
   - Ściągnij ją – zaproponowałem szybko i wcale się nie zdziwiłem, widząc jej rumieniec.
   - Co? Nie... Jak... Nie... – zawstydziła się i schowała twarz w moim ramieniu.
   - No dalej, skarbie – przekonywałem. – Może to ci pomoże zasnąć. Chodź tu do mnie – wciągnąłem ją na siebie tak, że leżała teraz opierając głowę na mojej piersi. W końcu udało mi się też zdjąć z niej moją podkoszulkę. I chyba powinienem dostać jakiś medal, bo naprawdę w tej chwili nie miałem w głowie żadnych zboczonych pomysłów. Czułem jej nagie piersi przyciśnięte do mojego brzucha i jedyne co mnie przepełniało, to troska o nią. Odetchnąłem z ulgą, gdy poczułem, że w końcu się odpręża i układa wygodnie. Po chwili poczułem, że jeździ palcem po moim przedramieniu. Nie wiem jakim cudem jej się to udało, ale właśnie przesuwała opuszkami po moim tatuażu. Dokładnie tak, jak wczoraj jej go „pokazywałem”.
   - Zrobisz kolejne, prawda? – usłyszałem po chwili.
   - Raczej tak – przyznałem. – A ty? Zrobisz ten swój zaległy tatuaż?
   - Sama nie wiem... – westchnęła. – I tak go nie zobaczę... Zawsze będzie tylko w mojej głowie. Dopóki w końcu wspomnienia się nie zatrą...
   - Wspomnienia? – powtórzyłem, bo nie bardzo rozumiałem o czym mówi.
   - Moja mama miała mały tatuaż – powiedziała cicho. – Zawsze mówiła, że tatę na niego złapała – czułem, że się uśmiecha. „A więc to dobre wspomnienia” odetchnąłem z ulgą. – A on żartował, że zawsze miał słabość do motyli.
   - Miała wytatuowanego motylka? – zapytałem.
   - Tak – rysowała palcem jakieś znaki na mojej piersi. – Chcesz zobaczyć? – „Co? Jak? Co?” zaniemówiłem.
   - J-Jasne... – wydukałem w końcu, a ona zerwała się z łóżka i jakby zapominając, że jest w samych majtkach, podeszła do fotela, na którym zostawiła torbę. Zauważyłem, że wyjęła swoją bezcenną książkę i czegoś w niej szukała. A po chwili zajęła poprzednią pozycje i podała mi stare i dość już zniszczone zdjęcie.
   - To moi rodzice – powiedziała cicho. – Miałam wtedy roczek...
   - I już byłaś prześliczna – wyszeptałem, nie mogąc oderwać wzroku od fotografii. Jej rodzice wyglądali na niej tak młodo i szczęśliwie. Mężczyzna obejmował ramionami swoją żonę i oboje wpatrywali się w pulchną dziewczynkę na jej rękach.
   - Widzisz tatuaż? – zapytała, uśmiechając się. Dopiero teraz zauważyłem, że jej mama miała na odsłoniętym ramieniu małego motylka.
   - Jest śliczny – powiedziałem wciąż wpatrując się w zdjęcie. – Chciałaś takiego samego?
   - Tak... – uśmiechnęła się. – Jak byłam młodsza, to strasznie czekałam na te osiemnaste urodziny. To miała być taka pamiątka, która nie wyblaknie tak jak ta fotografia – wróciła do „rysowania” mojego tatuażu na przedramieniu. – Pewnie jest już w bardzo kiepskim stanie... Niedługo już nic na niej nie będzie widać – westchnęła.
   - Wiesz, że możemy go zrobić nawet jutro – powiedziałem. – Dokładnie taki sam i nawet w tym samym miejscu...
   - Wiem... – ucałowała moją skórę w miejscu, gdzie biło moje serce. – Czy wiesz, że Alex też ma wytatuowanego motylka?
   - Nie wiedziałem... – przyznałem zgodnie z prawdą.
   - Gdy mi o nim powiedziała... To głupie... – zaśmiała się cicho. – Ale pomyślałam sobie, że to mama postawiła ją na mojej drodze... Wiesz... Kolejna kolorowa osoba w moim życiu...
   - Może właśnie tak było... – powiedziałem cicho, kolejny raz dziękując niebiosom za pojawienie się Alex w życiu mojego, małego elfa.
   - Może... – szepnęła. Leżeliśmy tak w ciszy. Ona z uchem przy moim sercu, rysująca tajemnicze znaki na mojej piersi. A ja, ze wzrokiem wciąż utkwionym w fotografii, biłem się z myślami. „Kolejne informacje...” Ile jeszcze takich niespodziewanych historii skrywa ta mała osóbka? Zauważyłem, że zamyśliła się i nie miałem nic przeciwko, jeżeli to były dobre myśli, jednak nie chciałem by była smutna.
   - Wiesz, że wciąż nie odpowiedziałaś mi na pytanie? – rzuciłem żartobliwym tonem.
   - Jakie? – uniosła głowę w zdziwieniu.
   - Jak brzmi odpowiedź na pytanie zadane przez Alex na twoim kubku... – roześmiała się.
   - Normalnie odpowiedziałabym, że tak – zauważyłem radosne błyski w jej oczach.
   - Ale... – byłem ciekawy co wymyśli. Ujęła moją dłoń i położyła sobie ostrożnie na plecach. Były niesamowicie rozgrzane po niedawnym zabiegu.
   - Ale dzisiaj chyba to ja jestem gorąca...
   - Nie da się ukryć – pocałowałem ją delikatnie, zanim ponownie ułożyła głowę na mojej piersi. „Zresztą nie tylko dziś...

   „Umieram...” użalałem się nad sobą, praktycznie leżąc na fotelu. „Za mało snu...” westchnąłem kolejny raz. „Za jakie grzechy?” Starałem się nie marudzić wiedząc, że Kate spała jeszcze mniej niż ja i w dodatku piekły ją plecy, ale w środku wyłem jak małe, niezadowolone dziecko. Nie wiem jak ona to robiła, że uśmiech nie schodził z jej twarzy. Patrząc na nią nie domyśliłbym się, że miała za sobą taką wyczerpującą noc. Nie mogłem oderwać od niej wzroku odkąd wyszła z łazienki, owinięta puszystym ręcznikiem. Obserwowałem jak zakładała krótkie, dżinsowe szorty i bluzkę z nadrukiem, którą podarował jej Nick. „Kolejny genialny zakup Danielle...” uśmiechnąłem się pod nosem, widząc te zgrabne nogi niczym nie osłonięte. Założyła na stopy swoje czarne trampki i spięła mokre włosy w niedbałego kucyka. „Idealnie...” westchnąłem. Ta dziewczyna nawet w worku wyglądałaby lepiej niż niejedna modelka na wybiegu.
   - Naprawdę wolisz zostać? – zapytałem ponownie. – Będziesz się nudzić, kochanie...
   - Nie będę – zapewniła mnie kolejny raz, uśmiechając się przy tym promiennie. – Skończę czytać trzeci tom. Pośmieję się z Marka ratującego świat przed atakiem zombie, czy też innym kataklizmem, albo po prostu zasypię go pytaniami o wszystko i o nic... – usiadła mi na kolanach, więc musiałem porzucić swoją niedbałą pozę. – O mnie się nie martw. Będziesz tak zajęty, że tylko bym przeszkadzała... – Już chciałem zaprzeczyć, ale jej palec na moich skutecznie mi w tym przeszkodził. – A poza tym, naprawdę wolę zostać dziś tutaj, niż ubierać się w coś bardziej wyjściowego i tym samym drapiącego moje plecy... – z tym już raczej nie mogłem polemizować. Zresztą po takiej nocy należał jej się dzień odpoczynku. Żałowałem tylko, że nie mogę go spędzić razem z nią... Rozległo się pukanie do drzwi łączących sypialnię naszą i Harry’ego i ku mojego zdziwieniu, nie zobaczyłem w nich Stylesa, a Zayna z Perrie u boku.
   - Cześć – odezwałem się. – Pers, co za niespodzianka. Kiedy przyjechałaś?
   - Cześć – uśmiechnęła się do mnie i zerknęła na Kate. – Wczoraj pod wieczór...
   - Paul czeka już na nas na dole – odezwał się Zayn. – Mark prosił przekazać, że jest u Harry’ego w pokoju...
   - Tak sobie pomyślałam – przerwała mu Perrie i spojrzała nieśmiało na moją dziewczynę. – Może miałabyś ochotę spędzić ten czas ze mną... Kiedy chłopaków nie będzie... Zjadłybyśmy śniadanie, pogadałybyśmy trochę i może potem wyskoczyłybyśmy na jakąś kawę...
   - Brzmi fajnie – Kate posłała jej przyjazny uśmiech. – Umieram z głodu...
   - Mam jedno „ale” do tego planu – spojrzałem na Pers. – Żadnego wyskakiwania na kawę... Zostańcie w hotelu i nie chodźcie nigdzie bez Marka.
   - Jasne – spojrzała na mnie uspokajająco. – Możemy wypić kawę w restauracji na górze... Zresztą zobaczymy. Na razie marzę tylko o śniadaniu...
   - No to chyba rzeczywiście nie będziesz się nudzić, skarbie – podniosłem się z fotela, wciąż obejmując dziewczynę.
   - No, „zakochańce” – Harry wpadł przez otwarte drzwi. – Ruszać dupska, bo Paul zaraz się przekręci. Już dwa razy do mnie dzwonił. Znowu się spóźnimy – Styles próbował powiedzieć to zdanie, naśladując głos menadżera. – Wychodzimy – pchnął mnie i Malika w stronę wyjścia z pokoju. – Pa, laski... Bawcie się dobrze i nie wykończcie Marka, bo muszę się na nim jeszcze odegrać za ostatnią porażkę...
   Liam z Niallem czekali na nas przy windach.  Mina tego pierwszego była zapowiedzią tego, co czeka nas, gdy Paul weźmie nas w obroty. „Czyli już za chwilę...” Za to Horan bawił się tym wszystkim doskonale i szczerzył się jak nienormalny, zerkając to na nas, to na Liama.
   - Dłużej się nie dało? – warknął Payne. – Co wyście tam tyle czasu robili? Przecież pobudziłem was godzinę temu...
   - Musieliśmy Louisa siłą od Kate odrywać – zaśmiał się Harry, nic sobie nie robiąc ani z mojego morderczego spojrzenia, ani tym bardziej z grymasu Liama. – Myślisz, że to takie proste, gdy do pomocy ma się tylko Zayna-Inwalidę?
   - Sam jesteś inwalida – odgryzł się Malik. – Umysłowy...
   - Dobrze wiedzieć, że humory wam dopisują – uśmiechnął się Niall. – Zaraz wam się to przyda...
   To jak przywitał nas Paul, gdy tylko wsiedliśmy do samochodu, nie było dla nas niczym nowym. Ten facet zdecydowanie w końcu się jakiś wrzodów dorobi. Gdy już się wreszcie nagadał o naszym braku odpowiedzialności i terminach, które nas gonią, zapanowała błoga cisza... „Nareszcie...” westchnąłem opierając się wygodnie.
   - Jak tam wczorajsza randka, Styles? – otworzyłem oczy, słysząc słowa Nialla. I zrobiłem to w samą porę, by zobaczyć interesujący wyraz twarzy Harry’ego. – Kiedy wróciłeś?
   - To nie była żadna randka – powiedział pod nosem, wzruszając ramionami.
   - Zack mówił, że zrobiłeś sporo kilometrów...
   - Co ty mnie tak sprawdzasz? – oburzył się i już samo to było interesujące. „Co on znowu wyprawia?” przyjrzałem się mu w skupieniu. – Tak sobie jeździłem...
   - Jasne... – parsknął Zayn.
   - O co wam chodzi? Czy ja się czepiam o to, co wy robicie w waszym wolnym czasie? Chciałem sobie gdzieś pojechać, to poje...
   - Co u Louise? – zapytałem, gdy nagle mnie oświeciło. Spojrzał na mnie i przez chwilę mierzyliśmy się wzrokiem. Głębokie westchnienie powiedziało mi, że wygrałem...
   - Wszystko dobrze – powiedział. – Za tydzień wraca do domu...
   - Czekaj! Co? – Niall prawie zadławił się batonikiem, którego akurat konsumował. – Ta ruda? Ta co to się z nią niby nie przespałeś? Co jest grane? Pojechałeś ją odwiedzić i co robiliście takiego, że wróciłeś nad ranem?
   - Domyśl się – parsknął Zayn, a Horan tylko bardziej wybałuszył oczy ze zdziwienia.
   - Ale, że tak serio? – dopytywał się. – Ale jak to? Przecież... A co z Alex?
   - A co ma być? – zapytał Harry, wiercąc się na swoim miejscu. Coś mi się zdaje, że on sam jeszcze nie wie co z Alex... – Przyjaźnimy się...
   - Z Alex się tylko przyjaźnisz, a rudzielca bzykasz, tak? – Niall próbował sobie poukładać to wszystko w głowie, ale nie wróżyłem mu sukcesu, skoro sam zainteresowany jeszcze tego nie zrobił.
   - Z nią też się przyjaźnię – odezwał się Hazz.
   - Kurwa, zostałeś u niej na noc – powiedział blondyn. – Raczej nie oglądaliście znaczków...
   - Gadaliśmy...
   - Mamy uwierzyć, że kolejny raz spędziłeś z nią tyle czasu i tylko gadaliście? – Niall zaakcentował ostatnie słowo. – Nie wmówisz mi, że nawet się z nią nie całowałeś... – Widząc minę Harry’ego miałem ochotę parsknąć ze śmiechu. Biedak wił się jak piskorz pod czujnym okiem Horana. Normalnie aż mi się szkoda chłopaka zrobiło. – Wiedziałem! – wykrzyknął blondyn zadowolony. – Przyjaźni się z nią tylko... Taka przyjaźń z bonusem... – przedrzeźniał Stylesa, który już nawet się nie bronił.
   - Daj mu spokój, Niall – odezwałem się w końcu. – Jest za wcześnie na takie dochodzenia. A poza tym, to jego sprawa... – wyłapałem pełne wdzięczności spojrzenia przyjaciela.
   - Ja tam nic nie mówię – blondyn rozłożył ręce. – Ale myślałem, że ty i Alex... No wiesz... Szybciej bym się spodziewał, że to z nią się liżesz po kątach...
   Rzut oka na twarz Harry’ego i miałem stu procentową pewność, że Niall znów trafił w dziesiątkę w tych swoich domysłach. „Boże, jest zdecydowanie za wcześnie na takie informacje...