środa, 12 grudnia 2012

25



Przytuliłem dziewczynę ciesząc się jej bliskością. Niall obudził nas już kilka minut temu, ale wciąż nikt się nie ruszył. Jeśli miałbym obstawiać powiedziałbym, że Harry z powrotem zasnął.
- Wstajemy? – zapytałem odgarniając jej włosy z czoła. Z wczorajszego warkocza nic już nie zostało.
Poruszyła się nieznacznie i nic nie powiedziała, tylko uśmiechnęła się nieśmialo. I w tym momencie usłyszałem ciche burczenie w brzuchu. Zachichotała zawstydzona i znów się zarumieniła.
- Czyli wstajemy – powiedziałem wesoło. – Idź pierwsza do łazienki.
- Nie mogę – szepnęła mi do ucha wzbudzając we mnie tylko jakiś milion uczuć.
- A to dlaczego? – zdziwiłem się.
- Bo coś mi się wydaje, że mam na sobie za krótką koszulkę – zaśmiała się oblewając się rumieńcem.
- Wydaje ci się... – śmiałem się, a w mojej głowie jak na zawołanie pojawił się obrazek z wczorajszego wieczora.
- No dobra. Jestem tego pewna.
- Idź – powiedziałem całując ją w czoło. – Nie będę podglądał – obiecałem. „Taaak. Jasne” zaśmiał się głos w mojej głowie.
- Dobrze – uśmiechnęła się. – To idę...
Musiałem niestety wypuścić ją z objęć. Usiadła na łóżku i spuściła nogi na podłogę. Powoli wstała i poszła do łazienki. „Powinienem dostać za to medal” pomyślałem otwierając oczy w chwili, gdy usłyszałem, że zamyka za sobą drzwi.
- Stary... – usłyszałem westchnienie Harry’ego. – Ona ma lepszy tyłek od ciebie – zaśmiał się.
- Musiałeś podglądać? – mruknąłem wstając z łóżka.
- No, ja jej niczego nie obiecywałem – zaśmiał się i spojrzał na mnie. – Ale myślę, że ty już wszystko widziałeś... Coś mi się wydaje, że ostatnio polubiłeś zimne prysznice.
- Zamknij się, bo jeszcze cię usłyszy – rzuciłem w niego poduszką, która po chwili uderzyła mnie w tył głowy.
- Idę po niej do łazienki – powiedział. – Z tego co widzę, będziesz jeszcze przez chwilę zajęty. Ale nie martw się. Zostawię ci zimną wodę...
Śmiał się ze swoich żartów. Co mogłem zrobić? Normalnie wygłupiałbym się z nim i razem pokładalibyśmy się ze śmiechu. „Tylko niestety, to wcale kurwa nie jest śmieszne.” Siedziałem na łóżku i próbowałem nie słuchać jego coraz bardziej wyszukanych komentarzy. Było to prawie niemożliwe. Zamknął się dopiero wtedy, gdy Kate wyszła z łazienki. I zastanawiało mnie, czy uciszył się, by niczego nie usłyszała, czy może zatkało go na widok dziewczyny w samym ręczniku. Podeszła do mnie powoli.
- Cześć Harry – uśmiechnęła się nieśmiało do niego.
- Cz-cześć – odpowiedział trzęsącym się głosem i uciekł do łazienki.
- Gotowa? – zapytałem łapiąc ją za rękę i sadzając przed sobą.
Skinęła głową i pozwoliła mi rozchylić ręcznik na plecach. Powoli odklejałem mokry opatrunek. Zauważyłem, że w niektórych miejscach zostają ślady po kleju i skóra jest tam zaczerwieniona. „Muszę zapytać Toma, czy to tak ma być...” Zabrałem się do oczyszczania pleców. Czułem jak drży za każdym razem, gdy ją zapiecze. Przyglądałem się jej ciału i tak jak za każdym poprzednim razem czułem złość i przerażenie. „Dlaczego on ją tak skrzywdził?” Gdy dotknąłem jej palcami pokrytymi chłodząca maścią usłyszałem jak głęboko odetchnęła. I usiadła prosto. Wcześniej nawet nie zauważyłem, że z bólu aż się skuliła. Skończyłem przymocowywać nowy opatrunek.
- Coraz szybciej nam to wychodzi – zaśmiałem się. – Może mam predyspozycje by zostać pielęgniarką?
- Chyba pielęgniarzem – uśmiechnęła się do mnie poprawiając ręcznik.
- Też prawda. Ale w kobiecym fartuszku mógłbym pokazać jakie mam zgrabne nogi – próbowałem ją rozśmieszyć i z dumą muszę przyznać, że misja się powiodła.
Zabrałem się za sprzątanie zużytych wacików i gazy, a ona podeszła do komody, by się ubrać.
- Lou... – zaczęła cicho, ale zaraz umilkła.
- Tak? – odwróciłem się w jej stronę i zauważyłem, że nadal stoi w ręczniku. – Mam wyjść?
- Nie trzeba – zarumieniła się. – Czy... Chyba nie mam się w co ubrać – powiedziała i spuściła głowę. – Nie wiesz gdzie są moje rzeczy?
Przypomniało mi się, że wczoraj nie wystawiłem worka z praniem, czyli część jej ciuchów była jeszcze w koszu. „Co za kretyn ze mnie.
- Przepraszam cię. Kompletnie zapomniałem – tłumaczyłem się. – Tutaj masz spodnie z wczoraj, a koszulkę dam ci zaraz jakąś moją. Do wieczora powinnaś mieć wszystko z powrotem. Czyste i wyprasowane.
- A tutaj – uśmiechnęła się – to znaczy gdzie?
- Przepraszam – zrobiło mi się głupio. Chwyciłem spodnie i podałem jej. Udało mi się zerknąć do jej szuflady, w której nie było nic poza książką i torebką. „Ups” zrobiło mi się wstyd. „Chyba dałem ciała.” – Już ci daję jakąś bluzkę.
Rzuciłem się w kierunku szafy i zacząłem szukać czegoś odpowiedniego. Kątem oka zauważyłem, że wkłada spodnie. „Jak ja wytrzymam cały dzień wiedząc, że ona nie ma pod spodem bielizny?” jęknąłem w duchu. Chciałem, by nie musiała prać w rękach, a doprowadziłem do tego, że nie zostało jej nic do ubrania. „No jestem pieprzonym geniuszem.
- Wolisz krótki czy długi rękaw? – zapytałem, bo kompletnie nie wiedziałem co jej dać.
- Wszystko jedno – odpowiedziała cicho. Zauważyłem, że zamknęła szufladę. Na jej twarzy i ramionach gościł ten cudny rumieniec, który całkowicie mnie rozbrajał.
Spojrzałem na rzeczy, które ostatnio wróciły z pralni. Chwyciłem błękitną koszulę przypominając sobie, co ostatnio mówiłem o rozpinanych bluzkach. „Kiedy to było?
- Załóż to – pomogłem jej wsunąć ręce. – Powinno być ci w niej wygodnie – uśmiechnąłem się widząc, że rękawy są o dużo za długie. – Kto by się spodziewał... – zaśmiałem się i zacząłem je podwijać mniej więcej na wysokość łokcia. – I jak? Może być? – zrobiłem krok do tyłu i przyjrzałem się dziewczynie. – Wyglądasz w niej lepiej niż ja.
- Bo już uwierzę – uśmiechnęła się i zdjęła ręcznik.
A mi uśmiech zastygł na twarzy. „No tego to się nie spodziewałem.” Ten głos w mojej głowie zagwizdał przeciągle na ten widok. Przez cienki materiał koszuli wyraźnie odznaczały się twarde zwieńczenia jej piersi. „Poeta się znalazł” śmiał się ten sam głos. „Pewnie jej zimno” pomyślałem próbując się uspokoić. „Akurat...” Echo tego słowa odbijało się we mnie...
- To ja idę pogonić Harry’ego – udało mi się przypomnieć sobie jak się mówi. – Zaprowadzić cię do kuchni?
- Poczekam na was – odpowiedziała uśmiechając się do mnie. – Poczytam sobie książkę.
- D-dobrze – tylko tyle udało mi się wykrztusić zanim uciekłem do łazienki. „Dlaczego, na miłość boską, ona nie nosi stanika?” Jęknąłem opierając się ciężko o drzwi.
- Harry, wypad spod prysznica – powiedziałem przez zaciśnięte zęby.
- Co mówiłeś? – wystawił głowę z kabiny, popatrzył na mnie i wyszczerzył zęby w głupim uśmiechu. – Nie musisz powtarzać. Już wszystko kumam – śmiał się. – Zimny prysznic dla pana, sir. Widzę, że pilnie go potrzebujesz – nabijał się ze mnie wychodząc z kabiny.
- Och, zamknij się – warknąłem wchodząc i odkręcając lodowaty strumień. Słyszałem jak zaczął się głośno śmiać.
- Tak tylko w celu przypomnienia – odezwał się nawet nie próbując ukryć rozbawienia. – Ludzie zazwyczaj się rozbierają przed wejściem pod prysznic...
Słyszałem, że wciąż się śmiał wychodząc z łazienki. Miałem tylko nadzieję, że powstrzyma się od jakiś głupich komentarzy przy Kate. „Dlaczego ta woda nie pomaga?


- Nie idziesz na śniadanie? – zapytałem zdziwiony widząc, że Kate rozłożyła się z książką na łóżku.
- Jeszcze nie jest gotowe – odpowiedziała uśmiechając się do mnie.
- A wiesz to, bo...
- Bo Niall powiedział, że nas zawoła jak będzie.
- O, a już myślałem, że może sondę wypuściłaś – zaśmiałem się ze swojego żartu. – Jak idzie czytanie?
- Dobrze, dziękuję. Ta książka jest rewelacyjna.
Przyglądałem się jej palcom powoli przesuwającym się po papierze. „Jeśli wszystko dotyka w ten sposób...” Zrobiło mi się gorąco. Zaśmiałem się. „Biedny Louis.” Autentycznie zrobiło mi się żal przyjaciela, który musiał przechodzić męki piekielne. Był tak blisko dziewczyny, w której się zakochał. Dotykał ją, przytulał... „Ale na nic więcej nie mógł sobie pozwolić. Kiepska sprawa.
- Ładnie ci w niebieskim – postanowiłem jej poprzeszkadzać w czytaniu. Usiadłem na ich łóżku. – Powinnaś częściej nosić ten kolor.
- Dziękuję – uśmiechnęła się i oblała rumieńcem. – To koszula Louisa...
- Wiem, ale to nie zmienia faktu, że ty lepiej w niej wyglądasz – powiedziałem jak najbardziej szczerze. – Dlaczego wszystkie twoje ciuchy są czarne? To twój ulubiony kolor? A może... – ugryzłem się w język, bo już chciałem wystrzelić, że może ma żałobę, albo coś w tym stylu. „Chyba powinienem częściej używać mózgu.
- A może? – zapytała.
- Może po prostu to jakiś zbieg okoliczności – jakoś z tego wybrnąłem.     
- Raczej to drugie – uśmiechnęła się. – Po prostu tak wyszło, że jak ostatnim razem byłam u Alex z wizytą, to zapomniałam ich spakować. Okazało się, że teraz się przydały. No i przecież mam niebieskie dżinsy.
- Każdy ma – zaśmiałem się – więc to praktycznie się nie liczy.
- Co się nie liczy? – zapytał Lou, który właśnie wyszedł z łazienki.
- Masz niebieskie dżinsy? – zapytałem.
- Każdy ma – odpowiedział, a my zareagowaliśmy śmiechem na te słowa.
- Widzisz – zwróciłem się do Kate. – Dlatego ich nie liczymy.
- Muszę przyznać ci rację – zaśmiała się. – A swoją drogą, to nie zwróciłam wcześniej na to uwagi.
- Nie obwiniaj się. Nie każdy może mieć takie genialne spostrzeżenia jak ja – wygłupiałem się, ale po prostu uwielbiałem patrzeć jak się uśmiecha. Miało się wtedy wrażenie, że w pomieszczeniu jest jaśniej i cieplej.
- Śniadanie! – wydarł się Niall.
- Nareszcie – ucieszyłem się wstając z łóżka i kierując się do drzwi. – Idziecie?
- Tak – powiedział Lou i biorąc Kate za rękę poszli za mną. „Jakby tego potrzebowała” śmiałem się pamiętając, że ona porusza się po apartamencie bardzo pewnie.
Stół w kuchni prawie uginał się od nadmiaru jedzenia. Liam siedział na swoim miejscu i właśnie nalewał sobie herbaty. Zayn z miną cierpiętnika prawie leżał na swoim krześle. Za to Niall zachowywał się jakby wypił za dużo kawy i roznosiła go energia. Co chwilę coś poprawiał i dokładał.
- Dzień dobry – okazało się, że dziewczyna jest z nas wszystkich najlepiej wychowana. „Ale to cię chyba nie dziwi?” śmiałem się w duchu.
- A dlaczego ty sobie taki tron przyniosłeś? – zapytałem siadając na swoim miejscu. – Przecież twoje krzesło się nie połamało tylko nasze...
- Jak już to moje – sprostował Liam wesoło.
- I moje – dodał Zayn, którego najwyraźniej męczył ból głowy.
- Szczegół – cieszył się Niall. – Lepiej zabierajcie się do jedzenia, bo wam wystygnie. Smacznego.
Zauważyłem, że Lou mówi coś Kate do ucha, a ona uśmiecha się i po chwili zabiera się za jajecznicę. Ciekawe czy oni też tak mają jak ja, że wstrzymują oddech, gdy ona wyciąga dłoń, by coś namierzyć. Zamiast jej to podać, gapię się i czekam na efekt końcowy. „Normalnie dżentelmen ze mnie.” Obserwowałem jak Zayn nalewa jej herbaty i przysuwa w odpowiednie miejsce, a ona w ramach podziękowania uśmiecha się do niego promiennie.
- Dobrze się czujesz? – zapytała go cicho. „Czasami zdumiewa mnie jej spostrzegawczość...
- Tak – uśmiechnął się. – To taki stan poimprezowy...
- U niego objawia się tym, że warczy na wszystkich i każe im się zamknąć. W skrajnych przypadkach występuje u niego paraliż kończyn i nie podnosi się z łóżka aż do ustąpienia objawów – Niall nie miał zamiaru zostawić przyjaciela w spokoju. – Dzisiaj wstał tylko dlatego, że wygrałaś w bilard i musiał zachować się honorowo.
- Och, zamknij się wreszcie – warknął Zayn.
- Mówiłem?
Siedzieliśmy przy stole rozmawiając wesoło i pochłaniając ogromne ilości jedzenia. „Atmosfera jak u cioci na imieninach” zaśmiałem się. Liam próbował coś opowiedzieć, ale Lou bez przerwy mu przerywał i wtrącał swoje trzy grosze w wyniku czego powstała zupełnie inna opowieść. Nagle zadzwonił telefon i Li z ulgą sięgnął do kieszeni.
- Tak? – zapytał, by już po chwili pokazać wszystkie zęby w uśmiechu. – Moment.
Rozłączył się i wypadł z kuchni. Po chwili wrócił prowadząc naszą kolorową przyjaciółkę, która od razu porwała Kate w ramiona.
- Cześć kochanie – przycisnęła ją do swoich dużych piersi. – Ślicznie wyglądasz.
Tym komplementem wywołała rumieniec na twarzy dziewczyny.
- Alex, zjesz z nami śniadanie? – zapytał Lou odsuwając jej swoje krzesło, a następnie siadając na miejscu Kate i biorąc ją na kolana.
- Już jadłam. O szóstej – zaśmiała się i spojrzała na niego z szeroko otwartymi oczyma. „Normalnie jest w szoku” uśmiechnąłem się dumny, jakby to było moje osiągnięcie. – Nie sądzicie, że już powoli pora lunchu?
- Czepiasz się szczegółów – Niall podawał jej czysty talerzyk. – Wczoraj imprezowaliśmy, więc sama rozumiesz...
- Serio? – spojrzała na nas uśmiechając się wesoło. – A co robiliście?
- Katy ograła nas w bilarda. Za karę musieliśmy wstać wcześnie i zrobić śniadanie.
- No z tym wcześnie, to chyba wam nie wyszło – żartowała.
Opowiedzieliśmy jej przebieg wczorajszych rozgrywek nie pomijając niczego. Mówiliśmy jeden przez drugiego, a ona śmiała się i kręciła głową z niedowierzaniem.
- Czyli znów dokonałaś czegoś niemożliwego? – uścisnęła dłoń Kate. – Nigdy nie przestaniesz mnie zadziwiać.
- Ale to Louis... – zaczęła się tłumaczyć.
- Już nie bądź taka skromna – poprawił ją sobie na kolanach tak, że teraz siedziała na nich bokiem i mogła oprzeć się o niego nie podrażniając pleców. Przypomniało mi się jak wyglądał z rana i wybuchnąłem niekontrolowanym śmiechem. A gdy zobaczyłem, że wszyscy patrzą się na mnie nie rozumiejąc o co chodzi, śmiałem się jeszcze głośniej.
- Nie wiem, co on pije, ale ja też chcę – zaśmiała się Alex.
- Jezu – wysapałem – nie mogę oddychać.
Wciąż miałem ten głupi atak śmiechu i gdy już prawie myślałem, że to już koniec wystarczył jeden rzut oka na minę Louisa i zacząłem od nowa. Teraz wszyscy rechotali ze mną, choć pewnie powinienem powiedzieć, że ze mnie. Odchyliłem się na krześle, by choć przez chwilę mieć w kadrze co innego niż ich roześmiane twarze i zanim zdałem sobie sprawę z tego co się dzieje, leżałem na podłodze.
- O kurwa! – zawyłem z bólu.
- Dokładnie – powiedział Zayn. – Rozpieprzyłeś szafkę.
- Nic ci nie jest? – Liam jak zwykle się martwił.
Spojrzałem na te twarze pochylające się nade mną i przypomniałem sobie, z czego się tak śmiałem. Leżałem na podłodze, a z oczu płynęły mi strumienie łez. Nie mogłem przestać.
- Ja pierdolę, Harry! – Niall próbował mnie podnieść, ale z mizernym skutkiem. – Wyjesz, bo coś cię boli, czy to ze śmiechu?
- Wybierz sobie – wysapałem.
- Normalnie mu zaraz przywalę. Katy, nic się nie martw – usłyszałem go. – Nic mu nie jest. Siadajcie.
Leżałem na podłodze i próbowałem się uspokoić, ale za każdym razem coś mi się przypominało i wszystko zaczynało się od nowa. Zauważyłem, że wrócili na swoje miejsca zupełnie się mną nie przejmując. „Oddychaj kretynie! Oddychaj...” Pod stołem widziałem dłonie Lou obejmujące dziewczynę w pasie. „Kurwa, nie mogę przestać...
- U was tak zawsze? – usłyszałem rozbawiony głos Alex. – Bo zaczynam się bać, czy wy czegoś tu nie bierzecie...
- Skłamałbym, gdybym powiedział, że takie coś ma miejsce pierwszy raz – odezwał się Liam.
- Właściwie, to już trzecie krzesło odkąd tu jesteśmy – dodał Lou.
- Zaczynam się zastanawiać czy jesteście całkiem normalni – śmiała się.
- I mówi to ktoś, kto wygląda jak chodząca tęcza – Niall nie był jej dłużny.
- To najpiękniejszy komplement jaki ktoś mi powiedział. Jesteś słodki. Dziękuję.
- Nie mogę już z wami – powiedział Zayn zbolałym głosem. – Liam daj mi jakąś aspirynę, bo zaraz mi łeb rozsadzi. A ty tam żyjesz na tej podłodze?
- Właśnie próbuję do tego dojść – odpowiedziałem i zacząłem się podnosić. Niestety z marnym skutkiem. Znów przyrżnąłem głową w szafkę.
- Jezu! Zayn, pomóż mi go pozbierać – Liam pochylił się nade mną.
Chwilę później stałem opierając się plecami o nieszczęsny mebel i masowałem głowę.
- Jak nic nabiłem sobie guza – mruknąłem.
- Mógłbyś chociaż powiedzieć z czego się śmiałeś – odezwał się  Niall, na co reszta rzuciła się na niego, by zatkać mu usta. „Za późno.” Spojrzałem na Lou i znów cieszyłem się jak głupi.
- Może przejdziemy do salonu – zaproponował Liam. – Harry będzie mógł posprzątać i może dojdzie do siebie. – Pokiwałem tylko głową i sięgnąłem po ścierkę, by wytrzeć mokrą od łez twarz.
- Normalnie mi odbiło – podsumowałem siebie i zabrałem się za sprzątanie ze stołu. Mycie naczyń jeszcze nigdy nie wydawało mi się takie śmieszne...


Rozsiedliśmy się w salonie, gdzie mogliśmy słyszeć nawroty głupawki Harry’ego. Było słychać, że zabrał się za sprzątanie, ale wciąż śmiał się przy tym jak opętany.
- Lou – cztery pary oczu wpatrywały się we mnie. – Wiesz o co mu chodzi? – zapytał Liam.
- Ja? – udawałem chodzącą niewinność. – A skąd ja mam to wiedzieć? Przecież go znacie...
- Bo wydawało mi się... – przerwał niepewnie. – Zresztą nieważne. W końcu i tak nam powie.
- Na pewno... – mruknąłem, ale na szczęście nikt tego nie usłyszał. „No niezupełnie nikt” zauważyłem, że Kate śmieje się pod nosem. Siedziała między mną a swoją przyjaciółką, która nie wypuszczała jej z objęć.
- Szkoda, że nie było cię wczoraj na imprezie – powiedział Niall. – Fajnie było.
- Ja też żałuję. Sądząc z waszych opowieści, była to prywatka stulecia.
- Masz jakieś plany na dziś? – zapytałem. – Może posiedzisz z nami? Coś porobimy...
- Chciałabym – uśmiechnęła się. – Ale korzystając z tego, że mam pierwszą wolną dniówkę od kilku tygodni, mam masę spraw do załatwienia. W przeciwnym razie nikt by mnie nie wyciągnął z łóżka. Wpadłam tylko na chwilę zobaczyć, jak się opiekujecie moim skarbem – ucałowała Kate w czoło. – Zaraz muszę być w banku.
- Może chcesz samochód? – zaproponował Zayn.
- Lepiej nie – zaśmiała się. – Bo będę panikować, że mi go ukradli. Nigdy nie pamiętam, gdzie zaparkowałam, a potem biegam i drę się, że ktoś mi auto ukradł.
- To musi być widok – próbowałem się nie roześmiać, ale po chwili się poddałem.
- Załatwię wszystkie nudne sprawy i wracam do wyrka. Jutro już normalnie pracuję. Właściwie... – spojrzała na zegarek. – Muszę się zbierać. Za pół godziny mam spotkanie w banku. Chodź kochanie, niech cię uściskam. Dobrze ci tu? – zapytała przytulając dziewczynę. – To pa skarbie.
Kolejny raz pomyślałem jakie one są do siebie niepodobne. Kate skinęła głową i uśmiechnęła się do niej. Wpatrywałem się w Alex praktycznie nie mrugając. „Muszę z nią pogadać choć chwilę.” W końcu to zauważyła i wskazała głową na drzwi.
- Kate, co masz ochotę teraz robić? Może przynieść ci książkę? – zapytałem usilnie próbując wymyślić jakiś pretekst, by wyjść z pokoju.
- Sama po nią pójdę, dziękuję – skierowała się do sypialni. Alex stała już w otwartych drzwiach.
- To ja zaraz wracam. Pójdę sprawdzić co z naszym praniem – zabrałem z łazienki worek z brudami i pobiegłem do windy.
Zdziwiłem się widząc przy niej nie tylko Alex, ale także i Liama.
- Kiepski pretekst stary – zaśmiał się ze mnie. – Nic lepszego nie mogłeś wymyślić?
- Pustka w głowie – przyznałem się.
- Powinieneś zostawić to pod drzwiami – przypomniała mi Alex. – Czyżby kolejna trudna rozmowa? Denerwujecie się czymś...
- Chwila – położyłem worek przy drzwiach i wróciłem do nich w tym samym momencie, w którym otworzyła się winda.
- Pozwolisz się jednak odwieść do tego banku? – zapytał Liam. – Moglibyśmy chwilę pogadać...
- Jasne – uśmiechnęła się smutno.
- Nie wziąłem kluczyków – jęknąłem.
- Ja mam – podał mi breloczek.
- A co się dzieje, że dzisiaj jedziesz tą windą? – zapytałem pamiętając, co mówiła ostatnim razem.
- Dzisiaj jest jakieś spotkanie ważniaków i wszyscy im nadskakują. Nikt mnie nie zauważy.
- Jesteś tego pewna? – zaśmiał się Liam spoglądając na jej kolorowy strój. – Raczej rzucasz się w oczy...
- Siedzą w sali konferencyjnej – powiedziała uśmiechając się do niego. – Kolega z ochrony obiecał zadzwonić gdyby coś się zmieniło.
Wysiedliśmy z windy i skierowaliśmy się do wyjścia przy restauracji. Ostatnio często z niego korzystaliśmy. Na zewnątrz znów padał deszcz. Zimny wiatr wcale nie pomagał. Wpakowaliśmy się do samochodu. Spojrzałem na Alex, która siedziała obok mnie na przednim siedzeniu.
- Miałem tyle pytań, a teraz nic nie mogę sobie przypomnieć – jęknąłem.
- Spokojnie. Mam czas – odpowiedziała. – Najwyżej nie załatwię dzisiaj wszystkiego.
- To może ja zacznę – odezwał się Liam. – Czy coś wiadomo w sprawie tego śledztwa? Coś się ruszyło? Wiesz może dlaczego on jej tak usilnie szuka?
- Wiem tyle, że wciąż trwa i niestety strasznie się ciągnie. Policja przesłuchuje dzieci z ośrodka, opiekunów, byłych wychowanków... Sporo osób. Zważywszy na to, że w większości to dzieciaki i w dodatku niewidome, zajmuje to sporo czasu. Tak właściwie to nie wiem nawet czy ten facet został zwolniony, czy tylko zawieszony z powodu trwającego śledztwa. Myślę, że to drugie może być prawdopodobne. Też się zastanawiałam, dlaczego mu tak zależy na znalezieniu jej – wzruszyła ramionami. – Kate nic nie mówi. Nie pozwala z siebie nic wyciągnąć. Myślę, że ona coś wie. Może jej zeznania zakończyłyby sprawę? Nie mam pojęcia. Może wie, co się stało z tą zmarłą dziewczynką? Próbowałam wszystkiego, by coś z niej wyciągnąć. Za każdym razem waliłam głową w mur.
- Wiesz, co ona krzyczy przez sen... – było to raczej stwierdzenie niż pytanie. Liam nie spuszczał z Alex wzroku.
- Wiem – westchnęła i zauważyłem, że łzy zaczynają jej spływać po twarzy. – To straszne, gdy próbujesz sobie wyobrazić, czym mogą być spowodowane te słowa... Nic z niej nie wyciągnęłam. Pewnie nigdy się nie dowiemy. Chociaż... może któregoś dnia... Sama nie wiem... – plątała się próbując jakoś pozbierać myśli. – Jeszcze kilka dni temu myślałam, że to czego byłam świadkiem w waszej kuchni jest niemożliwe... – uśmiechnęła się do mnie. – To, że nie trzęsie się ze strachu gdy jej dotykasz, to już jest wielki sukces. Gdy usiadła ci na kolanach i pozwoliła się objąć? To jest prawdziwy cud. Myślałam, że zemdleję, gdy zobaczyłam co robisz, a ona nawet przez chwile nie miała strachu w oczach – Alex śmiała się przez łzy.
- To prawda – przyznał Liam. – Do niego już się przyzwyczaiła. Można chyba powiedzieć, że jego się nie boi...
- Poszła z wami na tą imprezę. Sukces. Ale że grała w bilard i tańczyła z wami? To jest kolejny cud. – Znów spojrzała na mnie. – Nigdy nie będę mogła dostatecznie ci podziękować, że tego dnia byłeś na tej plaży. Teraz zaczynam wierzyć, że te dni z wami wyjdą jej na dobre. Już to widać, chociaż jeszcze długa droga przed nią...
- Chciałbym ją stąd zabrać... – powiedziałem cicho patrząc na krople deszczu spływające po przedniej szybie.
- Co? – zdziwiła się. – Jak ty to sobie wyobrażasz? – zapytała cicho i położyła mi dłoń na ramieniu. – Żyjecie otoczeni fanami, którzy towarzyszą wam na każdym kroku. Zaraz jedziecie w trasę...
- Nie musisz mi o tym przypominać – westchnąłem. – Wiem o tym. Jeszcze nie wiem jak... Po prostu czuję, że nie mogę jej tu zostawić... Po prostu nie mogę.
Zauważyłem, że wymieniła spojrzenie z Liamem, a on tylko pokiwał głową i uśmiechnął się smutno wzruszając ramionami. „Nie zostawię jej tutaj, gdzie nie będę mógł jej pilnować” obiecałem sobie.
- Mamy jeszcze trochę czasu, by coś wymyślić – odezwał się przyjaciel swoim spokojnym głosem. – Może po prostu znajdziemy jej jakieś bezpieczne miejsce? Zastanowimy się nad tym wspólnie. Poczytałem trochę o tym ośrodku – powiedział, a ja się zdziwiłem. Mi nie przyszło to do głowy. – Od kiedy w nim przebywała?
- Od siódmego roku życia. Trafiła tam dwa dni po swoich urodzinach...
- Jak to się stało?
- Straciła rodziców w wypadku samochodowym rok wcześniej. Gdy wyszła ze szpitala oddano ją pod opiekę babci od strony ojca i jego brata – zauważyłem, że z całej siły zaciska szczękę.
- Straciła wzrok w tym wypadku? – zapytałem.
- Nie – zaczęła wolno głosem pełnym emocji. – Rok później.
- Co? – zacząłem układać w głowie informacje. – Jak?
- Co z jej rodziną? – zapytał Liam.
- Starsza pani zmarła kilka miesięcy po tym jak Kate do niej trafiła. Naprawdę kochała staruszkę i myślę, że z wzajemnością. Często ją wspominała... – zacisnęła dłonie w pięści. – A ten człowiek, który powinien się nią zaopiekować doprowadził do tego, że straciła wzrok. Odebrano mu ją i umieszczono w placówce państwowej. Potem trafiła do tego ośrodka.
- Jak to się stało? – zapytałem przerażony tą opowieścią. „Ile ona jeszcze musiała wycierpieć?
- Raport policyjny, który udało mi się przeczytać wskazywał jasno na to, że się nad nią znęcał. Któregoś dnia sąsiedzi wezwali policję. Podobno było słychać krzyki dziecka i wołanie o pomoc. Wpadli do środka, akurat w momencie, gdy zepchnął ją ze schodów. Próbował przekonywać, że to był wypadek. Nie wiem co się z nim teraz dzieje. Odsiadywał wyrok. Niestety w wyniku urazu głowy i późniejszych powikłań straciła wzrok. Prześwietlenie ujawniło kolejne informacje...
- Mój Boże – Liam opadł na fotel, a z oczu ciekły mu łzy. – Ostatnie co widziała, to twarz kolejnego potwora...
Zaciskałem dłonie na kierownicy i miałem ochotę wyć z rozpaczy i złości. „Moja maleńka... Mój mały elf.” Nie powstrzymywałem łez... Tylko, że one nie pomagały... Układałem w głowie kolejne fakty z życia dziewczyny i nie moglem się nadziwić, jak po tym wszystkim miała jeszcze siłę się uśmiechać.
- Ja ją muszę stąd zabrać – powiedziałem. – Nie ma innej opcji. I nie obchodzi mnie, co będę musiał zrobić, by tego dokonać. Nie zostawię jej tu.
- Louis... – zaczęła cicho.
- Nie wiem jak ją przekonam. Jeśli będzie trzeba rzucę to wszystko – uderzyłem w kierownicę. – Ona tu nie zostanie! Nie pozwolę, by jakiś sadysta znów dostał ją w swoje ręce. Rozumiesz? – spojrzałem na nią, a ona próbowała się uśmiechnąć.
- Trudno jej nie pokochać, prawda? – powiedziała cicho.
- Tak – odpowiedziałem jeszcze ciszej.
- Oddałabym wszystko, żeby była bezpieczna. Jeżeli będzie z wami... Może tak miało być? – znów się uśmiechnęła. – Być może ktoś specjalnie postawił was na jej drodze? Ja nie mówię, że nie możesz jej zabrać... Mówię tylko, że trzeba to gruntownie przemyśleć.
- Mamy jeszcze ponad tydzień, by się zastanowić – odezwał się Liam. Prawie zapomniałem o jego obecności. – Będziemy w kontakcie. Razem na pewno coś wymyślimy. Myślę, że trudniejsze będzie przekonać ją do tego pomysłu.
- Uda się. Musi się udać... – powiedziałem dalej wpatrując się w szybę, za którą rozpętała się prawdziwa ulewa.
- Alex – Liam też spojrzał przez okno. – Jesteś pewna, że chcesz w taką pogodę latać i cokolwiek załatwiać? Może po prostu cię odwieziemy do domu?
- Prawdę mówiąc, to już jak wstałam nie miałam na to ochoty, ale próbowałam się zmusić. Teraz oddałabym wszystko, by wrócić do łóżka i się wyspać.
- Nie ma sprawy – zapaliłem silnik i powoli wyjechałem z parkingu.
Alex całą drogę opowiadała różne zabawne anegdoty z życia Kate. Mógłbym tego słuchać na okrągło. Cieszyłem się, że w życiu dziewczyny były też szczęśliwe chwile. Spojrzałem na moją nową przyjaciółkę. „Jak to dobrze, że ty się pojawiłaś w jej życiu...” W samochodzie zrobiła się zdecydowanie przyjemniejsza atmosfera. Gdy zatrzymaliśmy się pod domem Alex wszyscy płakaliśmy, ale tym razem ze śmiechu.
- Wciąż nie mogę się napatrzeć na twój dom – zaśmiałem się spoglądając na kolorowe okiennice. – Jest jedyny w swoim rodzaju.
- Jak i właścicielka – roześmiała się i zaczęła dziękować za podwiezienie.
- Alex? – przypomniało mi się o co jeszcze chciałem się zapytać. – Powiedziałaś, że dobrze, iż zabraliśmy wszystkie jej rzeczy od ciebie z domu... Czy to znaczy, że to wszystko, co posiada?
- Tak – uśmiechnęła się smutno. – Niewiele tego, prawda? A to i tak szczęśliwie się u mnie znalazło. Gdy znalazłam ją u mnie w łazience miała na sobie podarte i zakrwawione ciuchy. Wszystko spaliłam. Kiedyś, gdy była w odwiedzinach na dwa tygodnie zostawiła kilka rzeczy, bo akurat były w pralce. Gdyby nie to, dziś nie miała by nic. Właściwie jedną koszulkę jej dałam, bo na mnie zrobiła się za mała...
- Tą, w której śpi... – zaśmiałem się.
- Tak – mrugnęła okiem.
- Gdybym chciał jej coś kupić... – zacząłem – jaki powinien to być rozmiar?
- Dziecinny – roześmiała się, a my razem z nią. – Ale tak na poważnie, to ja zawsze kupowałam najmniejszy i nigdy się nie zdarzyło, by coś było na nią za ciasne.
- A bielizna? – zapytałem. – Ona ma zdecydowanie za mało rzeczy. Wczoraj zapomniałem oddać pranie i dziś nie miała nic czystego....
- No i świetnie sobie poradziłeś – uśmiechnęła się do mnie. – Pomogłabym wam z zakupami, ale dobrze wiesz, że to nie najlepszy pomysł w tym momencie... Poradzicie sobie.
- Możemy poprosić Danielle – odezwał się cicho Liam znów przypominając mi o swoim istnieniu.
- Nawet o tym nie pomyślałem – przyznałem się. – Dobra. Pozwolimy ci już wrócić do wyrka – uśmiechnąłem się i przytuliłem ją do siebie. – Dzięki.
- To ja ci dziękuję. Opiekuj się nią – spojrzała na mnie zaglądając mi głęboko w oczy jakby próbowała zajrzeć w moją duszę.
- Zawsze... – powiedziałem cicho.
Liam wysiadł i otworzył jej drzwi. Uściskał ją na do widzenia i zajął miejsce obok mnie. Włączyłem nawigacje, bo bez wskazówek raczej nie trafilibyśmy do hotelu. Ruszyliśmy.
- Myślisz, że ona przyjmie od nas jakieś prezenty? – Liam w końcu przerwał ciszę.
- Właśnie o tym myślę. Między innymi... – mruknąłem. – Na razie mogę jej dać kilka moich ciuchów. No i muszę pamiętać o tym głupim praniu...
- Spoko – uśmiechnął się. – Jakby co będę ci przypominał. A jeśli chodzi o ciuchy, to myślę, że każdy z nas chętnie coś dołoży. Póki co wystarczy. Musimy opowiedzieć to wszystko reszcie. Powinni wiedzieć.
- Możesz to zrobić jak wrócimy. Ja posiedzę z Kate.
- Nie ma sprawy. Uważam też, że skoro mamy zamiar zabrać ją ze sobą... – popatrzył na mnie. – To w rozmowie powinien brać udział Paul.
- Co? – o mało nie zjechałem z drogi.
- Zastanów się – tłumaczył mi spokojnym głosem. – Nie dasz rady jej zabrać ze sobą tak, by nikt się nie dowiedział. To po prostu niemożliwe. Nie damy ci odejść. To w ogóle nie wchodzi w grę. Zresztą tak naprawdę tego nie chcesz. Powinniśmy pomyśleć o tym wspólnie z nim. Powiedzieć mu całą prawdę i poprosić o pomoc. Nie zaszkodzi też dodać, że się w niej zakochałeś... – uśmiechnął się.
- Aż tak widać? – westchnąłem.
- Ślepy by zauważył – zaśmiał się. – O Boże! Przepraszam. Nie to chciałem powiedzieć... Bo... – zaczął się tłumaczyć.
- Nie ma sprawy. Rozumiem o co ci chodzi.
- To nie będzie łatwe...
- A teraz jest? – spojrzałem na niego smutno.

Reszta drogi minęła nam w ciszy. Liam siedział zatopiony we własnych myślach. „Pewnie zastanawiał się jak to wszystko opowiedzieć chłopakom. I Danielle...” Spojrzałem na niego. Dobrze jest mieć kogoś takiego, kto zawsze myśli rozsądnie. Jeśli istnieje jakiś sposób na rozwiązanie naszych problemów, to on go znajdzie...
- Gdzie idziesz? – zapytałem widząc, że mija windę.
- Idę do recepcji obgadać sprawę prania. Jedź na górę. Zaraz przyjdę – powiedział spokojnie i poszedł rozwiązać pierwszy problem.
Wsiadłem do windy. Na kolejnym piętrze drzwi się otworzyły i ujrzałem sąsiadkę. O dziwo, bez męża. „A myślałem, że są nierozłączni” zaśmiałem się.
- Dzień dobry.
- Dzień dobry – uśmiechnęła się przyjaźnie. – Jak tam twoja przyjaciółka?
- Dobrze, dziękuję – znów miałem zacząć gapić się w ścianę, gdy przypomniało mi się o torcie. – Powiedzieliśmy jej o pani prośbie... – zacząłem.
- Mam nadzieję, że się zgodziła – starsza pani złożyła dłonie jak do modlitwy.
- W sumie to taaak. Tylko widzi pani problem jest taki, że ona nie zna proporcji. Wszystko robi... Zresztą sam nie wiem jak ona to robi – zaśmiałem się. – Pytała kiedy pani mąż ma urodziny, bo mogłaby sama upiec to ciasto.
- W poniedziałek. Chciałam urządzić taką romantyczną kolację w sobotę, ponieważ w poniedziałek już wracamy do domu. Wakacje zawsze tak szybko mijają... – westchnęła. – Jeżeli chodzi o to ile czego dodać, to może mi napisać tak mniej więcej ile dodaje. Powinnam sobie poradzić.
W tym momencie dotarło do mnie, że kobieta nie ma zielonego pojęcia o tym, że Kate nie widzi. Zresztą czemu miałem się dziwić. Już sam zwróciłem uwagę na to, że czasami trudno się zorientować.
- Myślę, że Kate będzie łatwiej upiec ciasto samodzielnie – zacząłem. – Jeśli oczywiście nie ma pani nic przeciwko.
- Oczywiście, że nie – odparła zdziwiona. – Jeżeli to nie kłopot. Jeśli dacie mi listę, to ja wszystko kupię i podrzucę przed weekendem.
- Nie ma problemu – powiedziałem. – Postaram się ją zrobić jeszcze dzisiaj i pani przynieść. Oczywiście tak, żeby mąż nie wiedział – zaśmiałem się wysiadając z windy.
- Nie będzie go jeszcze z dwie godziny – uśmiechnęła się. – Wygoniłam go na golfa, by urządzić sobie babskie popołudnie.
- W takim razie zaraz poproszę Kate i podrzucę pani listę zakupów. Do zobaczenia – powiedziałem otwierając drzwi.
- No, nareszcie! – Harry przywitał mnie poduszką lecącą w moją stronę. – Już myśleliśmy, że was porwali.
- Jednego chyba tak – dodał Zayn.
- Liam coś załatwia w recepcji – powiedziałem kierując się do kuchni. – Zaraz wracam – oderwałem kawałek tektury z kartonu, który stał w rogu na podłodze i wróciłem do salonu. – Strasznie się rozpadało i Alex jednak postanowiła wrócić do domu więc ją odwieźliśmy.
Usiadłem obok Kate, która siedziała na swoim stałym miejscu z książką na kolanach. Już była w połowie. „Ona wręcz pochłania tą książkę.” Przypomniało mi się, że muszę załatwić film. „Zapamiętać.
- Wszystko dobrze? – zapytałem sięgając po marker leżący na stoliku. – Grzeczni byli?
- My zawsze jesteśmy grzeczni – zaśmiał się Harry nie odrywając wzroku od telewizora. – No chyba, że akurat nie jesteśmy...
Kate uśmiechnęła się do mnie i skinęła nieznacznie głową. Zauważyłem jednak, że jej palce nie poruszały się po papierze od mojego przyjścia.
- Spotkałem sąsiadkę i dowiedziałem się, że potrzebuje tort na sobotni wieczór. Urządza mężowi romantyczną kolację. Powiedziała, że oczywiście możesz upiec ciasto, jeśli to dla ciebie nie jest kłopot – zauważyłem szeroki uśmiech na jej twarzy. – Widzę, że nie jest. Prosiła tylko o listę zakupów, więc jak masz chwilkę, to jestem gotowy, by notować.
- Tylko pisz drukowanymi, bo inaczej nikt tego nie odczyta – Harry coś dzisiaj szczodrze mnie komplementował.
Zająłem się sporządzaniem listy i naprawdę starałem się pisać tak wyraźnie, jak tylko umiałem. W międzyczasie przyszedł Liam i skierował się do siebie mówiąc tylko, że musi zadzwonić. „Pewnie do Danielle” pomyślałem uśmiechając się.
- To wszystko? – zapytałem odkładając pisak. Kate skinęła mi głową. – To idę jej zanieść póki męża nie ma.
- Uuuuu Louis – Harry znów szczerzył się w moją stronę. – Odwiedzasz mężatkę pod nieobecność pana domu? Ładnie to tak? – nabijał się ze mnie, a Zayn tym razem postanowił mu w tym towarzyszyć.
Jeszcze na korytarzu słyszałem ich śmiechy. „No to mają używanie” uśmiechnąłem się pod nosem i zapukałem do drzwi.
- Tak szybko? – ucieszyła się starsza pani odbierając kawałek tektury. – Cóż za oryginalny charakter pisma? – zaśmiała się.
- Starałem się – nie mogłem się nie roześmiać. – Naprawdę.
- Bez problemu to odczytam – powiedziała. – Podrzucę wam zakupy przed sobotą. Ale jesteś całkowicie pewny, że to dla niej nie kłopot?
- Kate bardzo się ucieszyła, że będzie mogła coś upiec. To naprawdę żaden problem.
Pożegnałem się i wróciłem do apartamentu. Zdziwiłem się, że dziewczyna siedzi sama. „Gdzie wszystkich wywiało?
- Gdzie oni się podziali? – zapytałem siadając obok niej i obejmując ją ramieniem.
- Poszli się szykować do wyjścia – odpowiedziała uśmiechając się do mnie.
- Już tak późno? – szybko spojrzałem na zegar stojący pod ścianą. – Jeszcze sporo czasu... Jak idzie czytanie?
- Za szybko, ale nie mogę przestać – roześmiała się. – Z każdym rozdziałem jest ciekawiej.
- To sobie nie przeszkadzaj – powiedziałem sięgając po pilota. – Ja sobie poskaczę po kanałach póki Liama nie ma.
Rozłożyłem się wygodnie i włączyłem telewizor, ale nawet na niego nie spojrzałem. Nie odrywałem oczu od dziewczyny, która wróciła do przerwanej lektury. Wpatrywałem się w jej smukłe palce powoli sunące po papierze i w myślach powtarzałem nowe informacje, które przekazała nam Alex. Zastanawiałem się jak to możliwe, że po tym wszystkim ona jest taką pogodną osobą... Po tym czego się dowiedziałem moje dzieciństwo wydało mi się cudownie beztroskie, a przecież nie raz narzekałem... Na głupoty... „Już nikt cię nigdy nie skrzywdzi” obiecałem jej w myślach. „Po moim trupie.

sobota, 8 grudnia 2012

24



- To tutaj – Liam właśnie otwierał drzwi zza których było słychać ciche dźwięki muzyki. – Zapraszamy honorowego gościa.
Weszliśmy do środka. Cały czas trzymałem Kate za rękę i muszę przyznać, że była dzielna. Tylko raz poczułem, że podskoczyła ze strachu i zrobiła ruch jakby chciała uciec.
- Katy! – Niall podbiegł i ją przytulił. – Co tak długo? Myślałem, że umrę z głodu zanim przyjdziecie.
- W twoim przypadku to raczej niemożliwe – zaśmiał się Zayn i też delikatnie ją uściskał.
- A ja? – odepchnął ich Harry. – Przytul mnie, bo miałem straszny dzień – wygiął usta w podkówkę i objął dziewczynę. – Gdybyś wiedziała, co ja musiałem dziś znosić? Horan zachowywał się jak opętany. Nawet się lizał z jakimiś obcymi laskami – udawał przerażenie. – I szczerzył się do wszystkich dookoła. Myślałem, że nas zamkną, bo pomyślą, że jest naćpany, albo coś w tym stylu...
- To wcale tak nie było – bronił się Niall rzucając w niego żelkiem. – Wypluj to!
- Nic nie jem – Harry pokazał mu język.
Wszyscy zaczęli się śmiać z tej ich wymiany zdań,  a gdy okazało się, że znów musieli zbierać zakupy z podłogi, już nikt nie mógł się uspokoić.
- To właśnie masz przedsmak tego, jak wyglądają imprezy w naszym wykonaniu – powiedziałem jej do ucha, a ona obdarzyła mnie tym cudownym uśmiechem, który przyprawiał mnie o szybsze bicie serca.
Zaprowadziłem ją do stołu, który aż się uginał od jedzenia.
- Tu mamy smakołyki – położyłem jaj dłoń na blacie. – Jest ich tyle, że Niall musiał chyba wykupić pół sklepu. Starczyłoby dla pięćdziesięciu osób.
- Czyli możemy być pewni, że nic się nie zmarnuje – zaśmiał się Zayn i poszedł zająć się muzyką wciąż jednak zerkając na dziewczynę.
Patrzyłem jak jej dłonie powoli badają kolejne półmiski, a Niall podszedł do nas i zaczął opowiadać, co w którym jest. Cieszył się jak dziecko w sklepie ze słodyczami i patrząc na te zapasy, wyglądało to prawie tak samo.
- To komu co zrobić do picia? – wydarł się Harry udając barmana. – Kate? Na co masz ochotę?
Pomogłem jej usiąść na stołku, który był dla niej zdecydowanie za wysoki. Kolejny raz pomyślałem jaka ona jest drobna i lekka.
- To co pani podać? – Harry roztaczał swój urok, a ona uśmiechała się do niego. – Mam wszystko.
- Wszystko? – zaśmiała się. – To poproszę sok grejpfrutowy.
- Moja pani! – udał przerażenie, ale sięgnął do lodówki po odpowiedni karton. – Nie szalej tak! Impreza dopiero się rozkręca. Jak zaczynasz od takiego mocnego uderzenia, to co będzie później?
- Dziękuję – powiedziała, gdy stawiał przed nią szklankę.
- A co tobie? – spojrzał w moje oczy i bezgłośnie zapytał czy wszystko w porządku.
- Cola może być – skinąłem mu głową.
- Cola z lodem i cytrynką. Raz – wygłupiał się, wciąż nas rozbawiając. – Proszę. A teraz wypad, bo kolejka się przez was zrobiła.
- Rzeczywiście – roześmiałem się. – Tłumy tu u was dzisiaj. Chodź Kate – pomogłem jej zejść ze stołka. – Chciałaś spróbować gdy w bilard...
Zaprowadziłem ją do wielkiego stołu. „To będzie ciekawe” pomyślałem obserwując jak obchodzi go dookoła badając palcami. Gdy powiedziałem jej o ułożonych na nim bilach prawie położyła się na nim by to sprawdzić. „To będzie naprawdę baaaardzo interesujące” odezwał się ten kpiący głos w mojej głowie. Podałem jej kij i aż się zaśmiałem widząc, że jest niewiele krótszy od niej.
- To jakie są zasady? – zapytała odwracając się w moją stronę. Jedna dłonią wciąż gładziła płótno.
- To zależy w co gramy – zacząłem, jak na znawcę przystało. – Polega to głównie na tym, by wbić bile do łuzy za pomocą białej. – Pomogłem jej znaleźć wspomniany przedmiot.
- A jakie są jeszcze kolory? – uśmiechnęła się do mnie, a ja właśnie zdałem sobie sprawę, że mówienie jej o połówkach i pełnych bilach jest bez sensu, bo przecież ona i tak tego nie zobaczy.
Spojrzałem na kolorowe kule leżące na stole. „To bez sensu” pomyślałem smutno, ale posłusznie wyjaśniłem jej zasady gry. Cały czas uśmiechała się do mnie. Gdzieś w tle słyszałem, że Harry przedrzeźnia się z Niallem, a Liam gada przez telefon. „Po co myśmy wymyślili ten głupi bilard?” zamartwiałem się.
- Wiecie co wymyśliłem? – Niall stanął obok mnie z piwem w ręku. – Zagramy w parach. Wy będziecie razem, ja z Zaynem, a Harry z Liamem. Ale żeby było sprawiedliwie – objął Kate ramieniem i cmoknął w policzek – jedna osoba z pary będzie miała zawiązane oczy. Pełna współpraca. Jestem genialny? No słucham. Czekam na brawa.
- To ja mogę się zgłosić na ochotnika, by mieć zawiązane oczy – puściła mu oczko, a on roześmiał się głośno.
- Tobie możemy darować opaskę – pocałował ją w policzek. – Ale doceniam poświęcenie siebie dla Louisa...
- To zaczynamy? – zapytał Zayn. Nawet nie zauważyłem, że wszyscy do nas podeszli. „Ciekawe jak miałeś zauważyć, skoro nie spuszczasz z niej wzroku...” – Ale ty zasłaniasz oczy – powiedział do przyjaciela.
- Spoko. Harry daj swój szalik.
- Dlaczego? Zniszczysz go – próbował ocalić skrawek garderoby.
- Daj spokój – śmiał się blondyn. – Zresztą on i tak nie jest twój...
- Co? – zdziwiłem się i przyjrzałem się dokładniej. – Stary, to miał być prezent dla Lottie.
- No przecież jeszcze możesz go jej dać – powiedział podając go Niallowi. – Albo i nie.
- To zaczynamy – obwieścił zawiązując sobie oczy. – O w mordę! Ciemno. – Zaśmialiśmy się z tej jakże inteligentnej wypowiedzi. – Zayn, przyjacielu, ufam ci. Spraw bym się nie zabił o własne nogi.
- A o co gramy? – zapytał się Liam.
- Kto robi śniadanie jutro! – zawołał Niall i o mało nie rozlał przy tym piwa próbując je postawić na stole.
- Dlaczego mnie to nie dziwi? – zaśmiałem się.
- Kto przegra wstaje wcześniej i szykuje jedzonko – podsumował blondyn. – Osoba z opaską trzyma kij.
- Ale ja nie umiem... – zaczęła Kate odwracając się w moją stronę. – Przegramy przeze mnie...
- Właściwie to nie jestem pewien, czy to nie byłaby wygrana – otoczyłem ją ramieniem. – A poza tym patrząc jak Niall się kręci w kółko i wymachuje rękami stwierdzam, że nie jesteśmy bez szans.
Zaśmiała się i zacisnęła dłoń na kiju.
- To będzie interesujące – Harry aż zacierał ręce nie spuszczając wzroku z chłopaków. – Mam wrażenie, że będzie dużo śmiechu.
- To zaczynajcie – powiedział Zayn odciągając przyjaciela do tyłu.
- Gotowa? – zapytałem odkładając nasze napoje na bok.
- Gotowa – uśmiechnęła się do mnie.
Poprawiłem białą bilę i pokazałem jej jak ma się przyłożyć do uderzenia. Cieszyłem się jak kretyn, bo mogłem bezkarnie się do niej przytulać.
- Stawiam pięć funtów, że rozniosą chłopaków – zaśmiał się Harry.
- Wchodzę – odezwał się Liam.
Nawet nie chciało mi się obracać. Ale zdecydowanie muszę mu za ten pomysł z imprezą się jakoś odwdzięczyć. Dzięki niemu jestem w niebie.
- Rozbijaj – szepnąłem jej do ucha, a ona śmiejąc się wykonała moje polecenie. Uśmiechnęła się jeszcze szerzej, gdy usłyszała, że dwie bile wpadły do łuz. – Teraz musimy tylko wbić jakąś połówkę – przyglądałem się ustawieniu na stole. – To będzie łatwe – chwyciłem ją za biodra i przesunąłem dwa kroki dalej. „Ten pomysł z bilardem był genialny” pomyślałem, znów się do niej przytulając.
Pół godziny później staliśmy uśmiechnięci przysłuchując się jak nasi przeciwnicy próbują dojść do tego kto zawinił, że przegrali.
- Przez ciebie będę musiał teraz wstać rano – marudził Zayn.
- Przeze mnie? To ty miałeś mi pomagać.
- Próbowałem...
- Najwidoczniej za mało. Gdzie moje piwo? – rozejrzał się dookoła. – Muszę się napić. Normalnie nie wiem kogo ja sobie wziąłem do drużyny...
- To teraz nasza kolej – Harry porządkował bile na stole. – Liam chcesz opaskę?
- Może ty zacznij – śmiał się. – Jakoś ci nie wierzę...
- Mi? – zapytał z miną niewiniątka, ale błysk w oku mówił, że miał jakiś plan i pewnie w końcu go zrealizuje. – Nie ma sprawy – zawiązał sobie oczy szczerząc się cały czas. – O! Kto zgasił światło?
- O co gramy teraz? – zapytałem.
- O kolację! – zawołał Niall.
- Jak będziemy grali tylko na posiłki, to zaplanujemy sobie wszystko na tydzień naprzód – zaśmiał się Zayn.
- To o co innego? – najwyraźniej nic nie związanego z jedzeniem nie przychodziło mu do głowy.
- Może o to, kto posprząta ten syf u nas w pokoju? Wczoraj o mało się nie zabiłeś o swoją gitarę.
- Bo ktoś ją tam postawił...
- Tak. Ktoś – teraz już wszyscy się śmiali. Zresztą nawet on sam.
- Kate – powiedziałem obejmując ją ramieniem. – Bardzo cię proszę. Nie możemy przegrać. Ja tego nie przeżyję.
- Teraz my zaczynamy – Harry prawie włożył sobie kij do nosa. – Chodź tu Liam, bo czas im dokopać. Nie będę sprzątał gaci Malika.
Chyba po raz setny pomyślałem sobie, że lepszego pomysłu nie mogliśmy wymyślić. Kate uśmiechała się cały czas i żartowała ze wszystkimi. Alex miała racje. Gdy ta dziewczyna coś postanowi, nie ma dla niej granic, których nie może pokonać. No bo widział ktoś kiedyś, by niewidoma osoba wygrywała raz po raz w bilard. „Przy mojej skromnej pomocy.” Patrzyłem po twarzach przyjaciół i muszę przyznać, że wszyscy bawili się wyśmienicie. Kilka razy myślałem, że przydałby mi się zimny prysznic, ale ostatecznie jakoś udało mi się to przetrwać.
- Ja już więcej z wami nie gram – jęknął Harry odkładając kij na stojak. – Chyba, że to Lou będzie miał zawiązane oczy. Wtedy mielibyśmy jakieś szanse.
Po jego słowach wszyscy wybuchnęli śmiechem. No tak, Harry szorujący kibel szczoteczką do zębów, to będzie niezapomniany widok. Przegraliśmy tylko raz i w sumie sam nie jestem pewien, czy wtedy zależało mi na wygranej. Sam na sam w kuchni z Kate spełniając kulinarne życzenia Zayna i Nialla, to nie brzmiało jak wielkie poświęcenie z mojej strony. Odebrałem od niej kij i odłożyłem na miejsce.
- Napijesz się jeszcze czegoś – zapytałem widząc jej pustą szklankę.
- Chyba muszę do toalety – powiedziała cicho rumieniąc się.
- Musicie iść do męskiej, bo damska jest w remoncie – odezwał się Liam i wskazał mi odpowiednie drzwi.
Ująłem dłoń Kate i poszliśmy do łazienki. Była ogromna. Zaprowadziłem dziewczyną do kabiny po drodze pokazując, gdzie są umywalki.
- Czekam na zewnątrz.
- Dziękuję – uśmiechnęła się do mnie.
Oparłem się o ścianę obok drzwi i śmiałem się sam do siebie. Zauważyłem, że Liam postanowił zagrać z Zaynem w bardziej tradycyjny sposób. W głośników leciała spokojna muzyka. Niall rzucił się na jedzenie. „Pewnie zgłodniał po tych zawodach.” A Harry właśnie grzebał w lodówce i przygotowywał jakiegoś drinka. Spojrzałem na mały podest w rogu pokoju. „Ciekawe czy zgodziłaby się ze mną zatańczyć...” zastanawiałem się. Póki co wszystko się udawało. Wieczór zdecydowanie należał do udanych. Spojrzałem na zegarek i sam nie mogłem uwierzyć, że już po północy. „Kiedy to zleciało?” Mimo iż wstaliśmy dziś bardzo wcześnie jakoś nikt nie miał ochoty kończyć zabawy. Usłyszałem, że Kate otwiera drzwi.
- To masz ochotę na drinka? – zapytałem chwytając jej dłoń. Przyszło mi do głowy, że z Eleanor chyba nigdy tak często nie trzymałem się za ręce, jak teraz z Kate.
- Napiję się tego, co ty – uśmiechnęła się do mnie.
- A skąd wiesz, co ja będę pił?
- Colę z lodem i cytrynką? – zaśmiała się próbując naśladować głos Harry’ego. – Chyba mi nie wyszło.
- Chyba nie – przyznałem jej rację – ale wyszło całkiem zabawnie. Panie barman! – zawołałem, a on przywalił głową w szafkę, gdy próbował się podnieść.
- Zwariowałeś! Prawie zawału dostałem przez ciebie.
- Nie czochraj się, tylko daj dwie cole – posadziłem dziewczynę na stołku, a sam rozsiadłem się obok.
- A nie chcielibyście spróbować mojego super tajnego nikomu nie znanego i pilnie strzeżonego drinka, który właśnie wymyśliłem?
- A nie pochorujemy się od tego? – zapytała Kate śmiejąc się radośnie.
- No co ty – położył rękę na sercu. – Ja bym ciebie nigdy... Może jego tak, ale nie ciebie.
- Z alkoholem? – zapytałem niepewny czy to najlepszy pomysł.
- Dosłownie odrobina, bo Tom powiedział, że nie możemy Kate schlać i że tylko coś słabego wchodzi w grę – tłumaczył się Harry. – Zresztą nie musicie pić jeśli wam nie posmakuje.
- Mogę spróbować – powiedziała. – W końcu nie co dzień ma się okazję zgłębienia w pilnie strzeżone receptury.
- Już się robi, madame – ucieszył się. – Tobie też?
- Czemu nie? – zaśmiałem się. – Ale pamiętaj, że patrzę ci na ręce. Masz mi nic nie dosypać.
Po chwili stawiał przed nami coś, co wyglądało na różowy sok z grejpfruta podany w koktajlowym kieliszku. Podałem jeden Kate, a ona spróbowała i uśmiechnęła się tak promiennie, że chyba moje serce zrobiło salto. „Potrójne.
- Harry, to jest pyszne – powiedziała.
- To się cieszę, ale od razu mówię, że więcej nie dostaniesz – szczerzył się do mnie. – Doktor Styles będzie miał cię na oku. Nawet nie próbuj się tu zakradać po więcej.
- A właśnie to planowałam – zaśmiała się.
- Co pijecie? – Niall usiadł obok dziewczyny i prawie włożył jej nos do drinka. – Procenty?
- Słabiuśkie – Harry podał mu kolejne piwo. – Zgodnie z zaleceniem lekarza.
- To masz szczęście – odetchnął z ulgą blondyn. – Jak się bawisz Katy?
Ostatnio wszyscy mieliśmy ten odruch troszczenia się o nią. Bylismy całkiem różni i na inny sposób podchodziliśmy do wielu spraw, ale jedno mogłem powiedzieć na pewno. Każdy z nas chciał dla niej jak najlepiej. Myślę, że znalazło się dla niej miejsce w sercu każdego z nas.
- Fantastycznie, dziękuję – uśmiechnęła się do niego. – Pierwszy raz w życiu grałam w bilard...
- Po tym jak rozgromiliście nas z Lou, to zaczynam mieć wątpliwości – wtrącił się Harry. – Musimy obmyślić jakiś rewanż.
- To jest plan – ucieszył się Niall. – Pozwolisz nam się odegrać, prawda? Nie będziesz taka...
- Myślę, że mogę wziąć to pod uwagę w moim napiętym harmonogramie.
- Tak się to robi! – zawołał Zayn. – To kto następny do ogrania?
- Idę! – krzyknął Harry. – Ktoś musi ci pokazać jak się wygrywa w dobrym stylu.
- Muszę to zobaczyć – zaśmiał się Niall. – Powinno być zabawnie.
- Kate... – zacząłem jąkając się jak szczeniak. – Czy zatańczysz ze mną? – „Ufff... Powiedziałem to.
- Ale ja nie umiem... – „spojrzała” na mnie tymi cudnymi oczyma, a ja byłem już gotowy nawet na połamanie palców u nóg, byle tylko się zgodziła.
- A ja myślałem, że u ciebie nie ma czegoś takiego jak „nie umiem” – zaśmiałem się. – Przecież właśnie ograłaś wszystkich w bilard.
Uśmiechnęła się do mnie i odstawiła drinka na barek. Pomogłem jej zejść ze stołka i zaprowadziłem na parkiet. Byłem szczęśliwy, jakby właśnie ktoś podarował mi gwiazdkę z nieba.
- Jeden stopień – powiedziałem cicho – teraz.
- Ale ja naprawdę nie umiem tańczyć – ostrzegała stając przede mną.
- Zaraz się przekonamy – ująłem jej dłonie i położyłem na swoich barkach, a sam objąłem ją w pasie. – Ale coś mi się nie chce wierzyć...
Zaczęliśmy się kołysać na boki praktycznie nie ruszając się z miejsca. „Powinienem Zaynowi podziękować za taką playlistę” zaśmiałem się w duchu. Kate powoli się rozluźniała w moich ramionach i szło nam coraz lepiej. Po drugiej piosence mogłem śmiało stwierdzić, że zdecydowanie ma do tego talent. „Ale czy spodziewałem się czegoś innego?” Kolejny kawałek, to jedna z moich ulubionych melodii...
- Uwielbiam tą piosenkę – pochyliłem głowę i szepnąłem jej do ucha. I tak już zostałem, przytulając policzek do jej włosów. Czułem, że się uśmiecha. Po chwili oparła głowę na mojej koszulce. Palcami jednej dłoni bawiła się guzikiem przy kieszonce na mojej piersi. Przytuliłem ją do siebie szczęśliwy, jak jeszcze nigdy wcześniej. Czułem w środku przyjemne gorąco rozlewające się po moim ciele. To była taka magiczna chwila... Coś o czym marzyłem, ale bałem się nawet pomyśleć... Modliłem się tylko o jedno, by nikt mnie z niej nie wyrwał...


Wdychałam jego cudowny zapach i czułam się bezpiecznie w tych silnych ramionach. „Ja naprawdę tańczyłam” śmiałam się sama do siebie. Słyszałam słowa piosenki, która mi też bardzo się spodobała. Smutne zawodzenie wokalisty trafiało prosto do mojego serca. Słyszałam też, że reszta bawi się w najlepsze i byłam szczęśliwa, że się zdobyłam na odwagę... Ale było coś co słyszałam wyraźniej, głośniej... Mogłam to nawet poczuć. Bicie jego serca przy moim uchu. Najpiękniejsza melodia jaką można sobie wyobrazić... „Czy ktoś potrafiłby zagrać coś doskonalszego?
- Piękna – uniosłam głowę i poczułam jego oddech na mojej twarzy.
- Ty jesteś piękna – powiedział cicho, a ja po prostu wiedziałam, że spiekłam takiego buraka jak jeszcze nigdy.
Uśmiechnęłam się do niego nie wiedząc co powiedzieć. Ktoś powinien uczyć nas w szkole jak należy się zachować w podobnych sytuacjach. „Może teraz wiedziałabym co się odpowiada na taki komplement...” Przytulił mnie mocniej do siebie i poczułam jak składa pocałunek na mojej skroni. Potem znów oparł głowę o moją. Palcami jednej dłoni delikatnie kreślił tajemnicze znaki na moich plecach. W jego ramionach czułam się bezpiecznie, jak w domu... Zadrżałam. „W domu, którego od tak dawna nie miałam...
- Katy? – usłyszałam głos mojego przyjaciela – A ze mną też zatańczysz? – zapytał z nutką niepewności w głosie.
- Ale ja naprawdę nie umiem tańczyć – zaśmiałam się kiwając głową. Gdybym miała być uczciwa sama ze sobą musiałabym przyznać, że mogłabym zostać w ramionach Lou całą wieczność.  – Żebyś nie żałował.
- Nie będę – ucieszył się i objął mnie w pasie.
Przy nim czułam się zupełnie inaczej. Opowiadał śmieszne sytuacje i sam się z nich śmiał najgłośniej. A gdy usłyszałam jak głośno burczy mu w brzuchu nie mogłam się powstrzymać i też zaczęłam się śmiać. Mówił mi jak to będzie z Zaynem wymyślał jakieś niemożliwe do wykonania potrawy w związku z bilardem, w który wygrali. „Takie groźby to ja lubię” pomyślałam nie mogąc się nadziwić nad jego pomysłowością. Gdy piosenka dobiegła końca przytulił mnie i powiedział, że chyba zrobiła się kolejka.
- Co? – zapytałam śmiejąc się.
- Mogę prosić? – Harry chwycił moją dłoń i wciąż ją trzymając położył sobie na piersi, a drugą oparł na moim biodrze wsuwając kciuk w szlufkę przy spodniach. Zaczęliśmy się kołysać, mimo iż utwór był zdecydowanie szybszy.
- Jejku, jaki jesteś wysoki – zaśmiałam się, a on pochylił się nade mną i powiedział:
- Nie jestem. Po prostu ty jesteś niska.
- Nie jestem – próbowałam tańczyć na palcach, ale szybko się poddałam wywołując tym salwę śmiechu i to nie tylko u niego. – Czy oni nas obserwują? – zapytałam cicho.
- Nie – dodał tonem wprawionego konspiratora. – Wcale.
Oblałam się rumieńcem i tak się zestresowałam, że podeptałam mu stopy. Zaczął podskakiwać mówiąc, że specjalnie go zaatakowałam.
- To pewnie dlatego, że powiedziałem ci, że jesteś mala...
- Nie jestem – śmiałam się razem z nim.
Sama nie wiem kiedy, ale piosenka dobiegła końca. Usłyszałam kroki za jego plecami.
- Odbijany – powiedział Zayn. – Nie masz prawa na wyłączność.
- A jesteś tego pewien? – droczył się Harry, ale wypuścił mnie ze swoich objęć. Po chwili tańczyłam już w ramionach kolejnego przyjaciela.
- Ale wiesz, że właśnie podeptałam mu palce? – powiedziałam cicho. – Będzie kulał przez co najmniej tydzień.
- Zaryzykuję – zaśmiał się. – Ale muszę ci powiedzieć, że ja bardziej boję się o twoje...
- Zaryzykuję – uśmiechnęłam się do niego i razem kołysaliśmy się na parkiecie.
„Zdecydowanie nie mówił prawdy o swoich umiejętnościach tanecznych” pomyślałam. Przy nim czułam się strasznie niezdarna.
- Coś ci wibruje w kieszeni – powiedziałam po chwili, a on odsunął się trochę, by wyjąć telefon.
- To Perrie. Przepraszam cię...
- No co ty – uśmiechnęłam się. – Idź odebrać. Musi za tobą tęsknić.
Pocałował mnie w policzek i już zatopił się w rozmowie z dziewczyną. „Na pewno jest bardzo fajna” pomyślałam odwracając się w stronę zbliżających się w moją stronę kroków.
- Czy mogę prosić? – zapytał Liam cicho.
- Oczywiście – obdarzyłam go uśmiechem i wyciągnęłam dłoń w jego stronę. – Tylko ja naprawdę nie umiem tańczyć – zaśmiałam się.
- Jakoś sobie poradzimy – delikatnie objął mnie w pasie i zaczął prowadzić, a ja oczywiście musiałam rozpocząć od nadepnięcia mu na stopę.
- Przepraszam – zawstydziłam się.
- Nie ma za co – powiedział wyrozumiałym głosem. – Nauczę cię jeśli chcesz. Po prostu pozwól się poprowadzić, a zobaczysz jakie to proste.
Po kilku sztywnych krokach uśmiechnęłam się do niego szczęśliwa. Naprawdę to załapałam i okazało się to dziecinnie proste. Cieszyłam się jakbym posiadła jakąś tajemną wiedzę. „Dopiero teraz tańczę” śmiałam się sama z siebie.
- Co u Danielle? – zapytałam i mogłabym się założyć o wszystko, że na jego twarzy zagościł teraz szeroki uśmiech.
Uwielbiał o niej opowiadać. A ja mogłam go słuchać godzinami. Gdy mówił o niej jego głos się zmieniał. Po tych historiach czułam, że mogłabym ją polubić. Na pewno jest wspaniałą osobą. Bo czy inaczej ktoś tak dobry i troskliwy by ją tak mocno kochał? Słuchałam jego spokojnego głosu i cieszyłam się z nowo zdobytych umiejętności. „A ty się bałaś, głupia.” Bawiłam się wspaniale. Musiałam to przyznać.
- Mogę? – usłyszałam głos Lou przy moim uchu. Zadrżałam. „Jak on to zrobił? Jak podszedł tak blisko, skoro ja niczego nie słyszałam?” Skinęłam głową uśmiechem dziękując Liamowi za lekcję tańca. Po chwili już tańczyłam w ramionach Louisa. – Chyba się domyślił, że chcę już z tobą zatańczyć – usłyszałam przy uchu – bo przyprowadził cię prosto w moje objęcia – zaśmiał się, a ja dostałam odpowiedź na pytania, których tak naprawdę nie zadałam.
- Dobrze się bawisz? – zapytał przyciągając mnie do siebie i kołysząc się do kolejnej pięknej melodii. Słyszałam, że ktoś znów grał w bilarda, a Niall prawdopodobnie usadowił się przy stole z przekąskami.
- Wspaniale – uniosłam głowę i znów poczułam jego oddech. – Dziękuję.
- To my ci dziękujemy, że się zgodziłaś – złożył pocałunek na moim czole. – Wiele to dla nas znaczy. I wręcz nie umiem wyrazić jaki jestem szczęśliwy, że ci się podoba.
Zakręciły mi się łzy w oczach. Oparłam głowę na jego piersi i przytuliłam się do niego mocno. „Jak mi dobrze” pomyślałam. „Mogłabym tak przetańczyć całe życie.” Nagle usłyszałam tą piosenkę i sama nie wiem dlaczego, ale już nie mogłam zapanować nad łzami. Jego dłonie na moich plecach delikatnie kreśliły jakieś znaki. Słyszałam bicie jego serca wyraźniej niż mojego własnego. Czułam jak jego pierś unosi się i opada przy każdym oddechu. W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że nie odbieram już niczego innego. Byłam tylko ja, on i ta piosenka. „Dlaczego za każdym razem gdy ją słyszę nie mogę przestać płakać?” Kolejne słone krople wsiąkały w jego koszulkę. Oderwałam głowę od jego gorącego ciała starając się powstrzymać płacz. Poczułam jego palce na brodzie delikatnie unoszące moją twarz ku niemu. Kciukiem wycierał moje łzy. Śpiewał cicho razem z muzyką, a każde słowo czułam na twarzy jako ciepły oddech...
- Znów płaczesz podczas tej piosenki... – pocałował mnie w skroń. – Teraz musimy znaleźć taką, podczas której będziesz się śmiała...
Jakby na potwierdzenie jego słów z głośników uderzyła w nas głośna i bardzo mocno brzmiąca muzyka. Oboje się zaśmialiśmy.
- Sorry – Zayn chyba pobiegł zmienić melodię, bo już po chwili leciało coś spokojniejszego. – Wypadek przy pracy.
- Masz na coś ochotę? – zapytał Lou wciąż nie wypuszczając mnie z objęć. I nadal coś rysował na moich plecach. „Stać tak całą wieczność” odpowiedziałam mu w myślach.
- Chodźcie zjeść coś ciepłego – Niall sprowadził mnie na ziemię. Uwolniłam się z mojej bezpiecznej przystani i razem poszliśmy sprawdzić, co dobrego serwują przy bufecie.
Usiadłam na sofie obok Zayna, a po chwili dosiadł się Lou podając mi mojego niedopitego drinka.
- Co tam masz dobrego? – zapytał Harry i opadł chyba na podłogę obok nas.
- Kurczaka. Może być?
- Jasne. Dawaj – Zayn wyciągnął się by odebrać swoją porcję.
- Proszę Katy – usłyszałam i Niall podał mi talerz praktycznie pod sam nos.
- Dziękuję – uśmiechnęłam się.
- Daj odstawę ci tego drinka – Lou zabrał kieliszek z mojej dłoni i po chwili oparł się wygodnie obok mnie. – Wcinaj – powiedział. – Palcami...
Zabrałam się do jedzenia. Dopiero teraz poczułam, jaka byłam głodna. Chłopcy opowiadali przezabawne historie oraz planowali jak to teraz będą egzekwować swoje bilardowe zwycięstwa. Nawet nie wiem jak i kiedy, ale talerz miałam już pusty. Zayn odebrał go ode mnie, a Lou oddał mi drinka. Siedzieliśmy i prawie pękaliśmy ze śmiechu. W pewnym momencie Lou objął mnie ramieniem i przyciągnął do siebie.
- Oprzyj się wygodnie – szepnął mi do ucha. Uśmiechnęłam się do niego i usiadłam opierając się o niego bokiem. Cały czas słuchałam opowieści Harry’ego o wypadzie z kumplami  do jakiegoś klubu. „On to raczej wie, jak cieszyć się życiem...


- Lou – zaczął Liam. – Ona chyba zasnęła.
- Wiem – spojrzałem na niego i uśmiechnąłem się. – Już jakiś czas temu.
- To może zabierz ją już na dół, a my tu jeszcze ogarniemy i też zaraz przyjdziemy – Niall patrzył się na śpiąca dziewczynę. – Chyba można oficjalnie powiedzieć, że impreza się udała.
- Tak. To był genialny pomysł – przyznałem. – Dzięki chłopaki. Ona naprawdę się dobrze bawiła.
- Nie masz za co dziękować – Zayn rozsiadł się wygodnie. – My też się świetnie bawiliśmy. A nie powiem, trochę się balem jak to będzie...
- To tak jak ja – powiedziałem. – Na początku przerażał mnie ten bilard, ale ostatecznie okazał się strzałem w dziesiątkę.
- Ma się te genialne pomysły – Niall uniósł ręce w geście zwycięstwa.
- No, ale to ja wymyśliłem imprezę – wtrącił się Harry i zaczęli wyliczać, czyje zasługi większe.
- To budź ją i idziemy – Liam zaczął się podnosić. – Pójdę z wami, bo i tak muszę jakieś worki na śmieci przynieść.
- Kate – delikatnie ścisnąłem jej palce. Od razu otworzyła oczy i mrugnęła kilkakrotnie próbując... „No właśnie, co?” Ja w ten sposób łapię ostrość, a ona... – Chodź, idziemy spać.
Pomogłem jej się podnieść i obejmując ramieniem poszliśmy za Liamem. O tej godzinie korytarz na naszym piętrze świecił pustkami. „Całe szczęście.” Weszliśmy do środka i od razu zaprowadziłem ją do sypialni. Jednym ruchem odrzuciłem kołdrę. Usiadła na łóżku. Była tak cudownie zaspana, że nie mogłem wprost oderwać od niej wzroku.
- Powinniśmy zmienić opatrunek, ale chyba nic się nie stanie jak zrobimy to rano – ukląkłem obok niej i zacząłem rozwiązywać jej buty.
Uśmiechnęła się do mnie w podziękowaniu. Prawie zasypiała na siedząco. Spojrzałem na koszulkę, w której sypiała. „A co tam. Niech śpi w tej co ma na sobie” pomyślałem i odłożyłem bluzkę na bok.
- Kate, skarbie – patrzyłem jak z trudem unosi powieki. – Musisz zdjąć spodnie. Będzie ci wygodniej.
Znów obdarzyła mnie delikatnym uśmiechem i zaczęła rozwiązywać sznurek. Chwile mocowała się z guzikiem i zamkiem, ale po chwili udało jej się zdjąć spodnie. Obserwowałem jak powoli je składa w równą kostkę.
- Wezmę je – powiedziałem cicho i odłożyłem spodnie na krzesło. Spojrzałem na dziewczynę w krótkiej koszulce i poczułem, że robi mi się gorąco. „Bardzo gorąco” poprawiłem się w myślach. Patrzyłem jak Kate opada na poduszkę obracając się do mnie plecami. „Jeszcze goręcej...” Momentalnie zasnęła, a ja stałem jak jakiś napalony szczeniak i pożerałem ją wzrokiem. Mogłem przyjrzeć się jej jej zgrabnym nogom, które wyglądały na tak samo delikatne jak ona cała. Kilka siniaków jako pamiątki po mniejszych lub większych zderzeniach z przeszkodami. Figi w biało granatowe paseczki i delikatne różyczki. Miały takie śmiesznie marszczenie z tyłu... „Osiągnąłem status wrzenia. Ten tyłeczek...” Przykryłem ją kołdrą i uciekłem pod prysznic. Lodowata woda na moim ciele robiła takie samo wrażenia jak miliony igiełek wbijane w moją skórę, ale pomagała... „Ile jeszcze dam radę znieść?” zastanawiałem się stojąc pod zbawczym strumieniem. Gdy zaczęło mnie telepać z zimna w końcu zakręciłem wodę i wróciłem do śpiącej dziewczyny. Rzuciłem ręcznik na fotel i założyłem spodnie od piżamy i jakiś podkoszulek. „Jak cnotliwa panna młoda” zaśmiałem się z porównania, które przyszło mi do głowy. Spojrzałem na Kate i podszedłem bliżej. „A wiec mam się jej wślizgnąć do łóżka...” Zastanawiałem się czy nie lepiej jej obudzić na chwilkę. Nie chciałem jej wystraszyć. Nie chciałem nic zepsuć w momencie, gdy w końcu wszystko się jakoś ułożyło. Ten dzień miał się zakończyć pełnym sukcesem... Ostrożnie wszedłem pod kołdrę i przesunąłem się na środek łóżka. Przyglądałem się śpiącej dziewczynie. Bezkarnie. Jakby od tego zależało moje życie. Długie rzęsy rzucały cień na jej policzki. Usta miała lekko rozchylone, a ta dolna warga przyprawiała mnie o kolejne dreszcze. „Mógłbym jej dotknąć... Sprawdzić czy rzeczywiście jest taka miękka na jaką wygląda...” Torturowałem się nadal. Po prostu nie mogłem przestać. Moje palce, jakby bez mojego w tym udziału, wysunęły się by to sprawdzić. Kciukiem delikatnie musnąłem po dolnej wardze. Poczułem, że zadrżała pod moim dotykiem. Poruszyła się.
- Lou... – usłyszałem jedno ciche słowo i dziewczyna wtuliła się we mnie kładąc dłoń na moim sercu. Zastanawiałem się nawet, czy po prostu sobie tego nie wymyśliłem. „Czy ona naprawdę wypowiedziała moje imię przez sen?” Czułem, że znów robi mi się gorąco. Objąłem ją ręką w zagłębieniu której leżała. Znów się poruszyła, a ja chyba właśnie przestałem oddychać. Czułem jej piersi na swoim boku. „Boże, ja to nawet widziałem! W wyobraźni, ale zawsze...” Splotła nogę z moimi. Czułem dotyk jej stopy na mojej łydce. Byłem w takim stanie, że tu już nawet lodowaty prysznic by nie pomógł... Kolejne dreszcze przechodziły przez moje ciało, a ja zamiast próbować się uspokoić, to jeszcze się nakręcałem wyobrażając sobie, to czego nie mogłem widzieć. Poczułem, że zadrżała i po prostu wiedziałem, że właśnie się uśmiechnęła przez sen. Nie wiem jak, ale byłem tego pewny. Może czułem tą zmianę na jej twarzy, którą wtulała we mnie? Delikatnie poprawiłem kosmyk włosów, który opadł jej na twarz. „Jesteś taka piękna, a nie masz o tym zielonego pojęcia” komplementowałem ją w myślach. Nakryłem jej dłoń moją.
- Och Lou... – westchnęła i poruszyła się, jakby poprawiając się w moich ramionach. Wyprostowała nogę sunąc palcami wzdłuż mojej łydki. Wszystko się we mnie gotowało. Czułem krople potu spływające mi po skroniach. Znów wypowiedziała moje imię. Tym razem byłem tego pewny. „O Boże... Jak ja to przeżyję?” Czułem rozkoszne mrowienie z prawej strony. W każdym miejscu, w którym jej ciało stykało się z moim. Chyba miałem problemy z oddychaniem. A zresztą kto by pamiętał o czymś tak przyziemnym w takiej chwili...
- Boże... – szepnąłem.
- Co się dzieje Lou? – Harry podszedł bliżej. Nawet nie słyszałem, kiedy wrócili.
- Umieram... – jęknąłem cicho. – Ale taką śmiercią mogę umierać codziennie... – dodałem zamykając oczy.
- Nie wiem czy to się tak nazywa – zaśmiał się cicho. – Ja bym powiedział, że po prostu potrzebny ci kubeł lodu w strategicznym miejscu...
- Zamilcz... – naprawdę starałem się uspokoić. Ale było to tak cholernie trudne... Zwłaszcza, że znowu przypomniałem sobie jej majteczki i granatową kokardkę nad tym słodkim marszczeniem. – O Boże...
Usłyszałem jeszcze cichy śmiech Harry’ego, który właśnie kładł się na łóżku. Sam nie wiem jak i kiedy, ale zasnąłem... Sukces...



Natarczywy dźwięk świdrował moją głowę nie pozwalając mi spać. Próbowałem zatkać uszy poduszką, ale nawet to nie pomagało. Wręcz miałem wrażenie, że źródło hałasu jest coraz bliżej...
- Niall! Wyłącz ten budzik zanim cię zabiję! – byłem pewien, że ja niczego nie nastawiałem.
Żadnej reakcji z jego strony. Uniosłem się i spojrzałem na jego łóżko. Było puste. Rozejrzałem się dookoła. Nic.
- Boże... Za jakie grzechy? – klnąc na czym świat stoi zwlekłem się z wyrka, by zniszczyć to diabelskie urządzenie.
- O, już wstałeś – ucieszył się ten blond diabeł wychodząc z łazienki. – Super! Zbieraj się. Idziemy szykować śniadanie.
- Co? Nie. Dlaczego? Nigdzie nie idę. Jest środek nocy – próbowałem jakoś uporządkować myśli w głowie.
Nie było to łatwe. A on, chyba żeby mnie bardziej dobić, rozsunął zasłony w wyniku czego pokój zalała masa słonecznego światła. Odwróciłem się gwałtownie próbując chronić przed nim oczy i oczywiście musiałem się potknąć o gitarę leżącą obok łóżka. Wylądowałem na tyłku robiąc przy tym dużo hałasu.
- Zabiję cię – warknąłem podnosząc się z podłogi. – Uduszę, zakopię i będę mógł spokojnie wrócić do łóżka...
- Nie marudź – Niall był cały czerwony od powstrzymywanego śmiechu. – Już dziesiąta.
- Zabiję cie jak się zaśmiejesz – rzuciłem w jego stronę, ale posłusznie skierowałem się do łazienki. „Zakład to zakład” pomyślałem wchodząc pod prysznic. W tej samej chwili usłyszałem, że Horan nie wytrzymał i ryknął śmiechem. „Pewnie zwija się teraz na łóżku.” Uśmiech sam pojawił się mi na ustach.
Gdy w końcu dotarłem do kuchni Niall podśpiewywał jakąś głupią piosenkę nakrywając do stołu. „Nawet dostawił jedno krzesło” zauważyłem. Zobaczył mnie. „Czyli już raczej nie ucieknę” zaśmiałem się w duchu.
- No nareszcie. Dłużej się nie dało?
- Nie drażnij mnie jeśli ci życie miłe – warknąłem wciąż jeszcze nie obudziłem się dostatecznie.
- To co robimy na śniadanie? – zapytał.
- Kawę – ruszyłem by nastawić ekspres.
- Do jedzenia się pytam – rzucił we mnie ścierką. Nawet nie zadałem sobie trudu, by ją złapać. Spokojnie patrzyłem jak upadła na podłogę. – Obudź się wreszcie.
- Jasne – mruknąłem. – Za dwie godziny, albo cztery kawy...
- Normalnie zwariować z tobą można – „Dlaczego on musi mieć taki dobry humor z samego rana?” – Zrób też herbaty.
Mruknąłem coś pod nosem, ale ostatecznie sięgnąłem po kolejny dzbanek. „Tyle mogę zrobić” pomyślałem napełniając czajnik. Czekałem aż woda się zagotuje i dosłownie kręciło mi się w głowie od patrzenia na tego idiotę.
- Stary – jęknąłem. – Przestań tak się motać, bo zaraz puszczę pawia.
- Kacyk męczy? – zaśmiał się tylko nic sobie nie robiąc z moich cierpień.
Zabrał się za szykowanie śniadania i znów coś wesoło podśpiewywał. Odwróciłem się do niego plecami, żeby nie patrzeć na tę jego krzątaninę. Sam nie wiem jak to się stało, że kilkanaście minut później gapiłem się w toster czekając, aż wyskoczą z niego kolejne kromki. Niall właśnie robił rundkę po pokojach budząc wszystkich na śniadanie.
- Normalnie, aż żal ich było ruszać, tak słodko spali – powiedział wchodząc do kuchni.
- Kogo? – mruknąłem tylko.
- Jezu! Obudź się wreszcie. No przecież Katy i Louisa... – zaczął wbijać jajka do miski.
- To trzeba było dać im pospać... – marudziłem. – Kto powiedział, że musieliśmy wstawać tak wcześnie?
- Nie słucham cię – zamachał mi ręką przed twarzą. – Od rana warczysz. Złość piękności szkodzi – zaśmiał się.
- Za to ty szczerzysz się jak głupi – wkładałem kolejne kromki do tostera. – Wiesz, że to miała być kara? Przegraliśmy...
- To jest kara – potwierdził. – Przecież muszę je szykować z tobą. Istna sielanka – dodał z sarkazmem.
- Lepiej już się zamknij, bo łeb mi pęka od twojej paplaniny.
- Jak sobie życzysz – zaśmiał się i znów zaczął śpiewać te durne piosenki.
Normalnie nie wierzę” jęknąłem w duchu, ale na twarzy pojawił mi się uśmiech. „Kawy...