Przytuliłem dziewczynę ciesząc
się jej bliskością. Niall obudził nas już kilka minut temu, ale wciąż nikt się
nie ruszył. Jeśli miałbym obstawiać powiedziałbym, że Harry z powrotem zasnął.
- Wstajemy? – zapytałem
odgarniając jej włosy z czoła. Z wczorajszego warkocza nic już nie zostało.
Poruszyła się nieznacznie i nic
nie powiedziała, tylko uśmiechnęła się nieśmialo. I w tym momencie usłyszałem ciche
burczenie w brzuchu. Zachichotała zawstydzona i znów się zarumieniła.
- Czyli wstajemy – powiedziałem
wesoło. – Idź pierwsza do łazienki.
- Nie mogę – szepnęła mi do
ucha wzbudzając we mnie tylko jakiś milion uczuć.
- A to dlaczego? – zdziwiłem
się.
- Bo coś mi się wydaje, że mam
na sobie za krótką koszulkę – zaśmiała się oblewając się rumieńcem.
- Wydaje ci się... – śmiałem
się, a w mojej głowie jak na zawołanie pojawił się obrazek z wczorajszego wieczora.
- No dobra. Jestem tego pewna.
- Idź – powiedziałem całując ją
w czoło. – Nie będę podglądał – obiecałem. „Taaak. Jasne” zaśmiał się głos w
mojej głowie.
- Dobrze – uśmiechnęła się. – To
idę...
Musiałem niestety wypuścić ją z
objęć. Usiadła na łóżku i spuściła nogi na podłogę. Powoli wstała i poszła do
łazienki. „Powinienem dostać za to medal” pomyślałem otwierając oczy w
chwili, gdy usłyszałem, że zamyka za sobą drzwi.
- Stary... – usłyszałem
westchnienie Harry’ego. – Ona ma lepszy tyłek od ciebie – zaśmiał się.
- Musiałeś podglądać? –
mruknąłem wstając z łóżka.
- No, ja jej niczego nie obiecywałem
– zaśmiał się i spojrzał na mnie. – Ale myślę, że ty już wszystko widziałeś...
Coś mi się wydaje, że ostatnio polubiłeś zimne prysznice.
- Zamknij się, bo jeszcze cię
usłyszy – rzuciłem w niego poduszką, która po chwili uderzyła mnie w tył głowy.
- Idę po niej do łazienki –
powiedział. – Z tego co widzę, będziesz jeszcze przez chwilę zajęty. Ale nie
martw się. Zostawię ci zimną wodę...
Śmiał się ze swoich żartów. Co
mogłem zrobić? Normalnie wygłupiałbym się z nim i razem pokładalibyśmy się ze
śmiechu. „Tylko niestety, to wcale kurwa nie jest śmieszne.” Siedziałem na łóżku
i próbowałem nie słuchać jego coraz bardziej wyszukanych komentarzy. Było to
prawie niemożliwe. Zamknął się dopiero wtedy, gdy Kate wyszła z łazienki. I
zastanawiało mnie, czy uciszył się, by niczego nie usłyszała, czy może zatkało
go na widok dziewczyny w samym ręczniku. Podeszła do mnie powoli.
- Cześć Harry – uśmiechnęła się nieśmiało
do niego.
- Cz-cześć – odpowiedział trzęsącym się głosem i uciekł do łazienki.
- Gotowa? – zapytałem łapiąc ją
za rękę i sadzając przed sobą.
Skinęła głową i pozwoliła mi
rozchylić ręcznik na plecach. Powoli odklejałem mokry opatrunek. Zauważyłem, że
w niektórych miejscach zostają ślady po kleju i skóra jest tam zaczerwieniona.
„Muszę zapytać Toma, czy to tak ma być...” Zabrałem się do oczyszczania pleców.
Czułem jak drży za każdym razem, gdy ją zapiecze. Przyglądałem się jej ciału i
tak jak za każdym poprzednim razem czułem złość i przerażenie. „Dlaczego on ją
tak skrzywdził?” Gdy dotknąłem jej palcami pokrytymi chłodząca maścią usłyszałem jak głęboko odetchnęła. I usiadła prosto. Wcześniej nawet nie
zauważyłem, że z bólu aż się skuliła. Skończyłem przymocowywać nowy opatrunek.
- Coraz szybciej nam to wychodzi
– zaśmiałem się. – Może mam predyspozycje by zostać pielęgniarką?
- Chyba pielęgniarzem –
uśmiechnęła się do mnie poprawiając ręcznik.
- Też prawda. Ale w kobiecym
fartuszku mógłbym pokazać jakie mam zgrabne nogi – próbowałem ją rozśmieszyć i
z dumą muszę przyznać, że misja się powiodła.
Zabrałem się za sprzątanie
zużytych wacików i gazy, a ona podeszła do komody, by się ubrać.
- Lou... – zaczęła cicho, ale
zaraz umilkła.
- Tak? – odwróciłem się w jej
stronę i zauważyłem, że nadal stoi w ręczniku. – Mam wyjść?
- Nie trzeba – zarumieniła się.
– Czy... Chyba nie mam się w co ubrać – powiedziała i spuściła głowę. – Nie wiesz
gdzie są moje rzeczy?
Przypomniało mi się, że wczoraj
nie wystawiłem worka z praniem, czyli część jej ciuchów była jeszcze w koszu.
„Co za kretyn ze mnie.”
- Przepraszam cię. Kompletnie
zapomniałem – tłumaczyłem się. – Tutaj masz spodnie z wczoraj, a koszulkę dam
ci zaraz jakąś moją. Do wieczora powinnaś mieć wszystko z powrotem. Czyste i
wyprasowane.
- A tutaj – uśmiechnęła się – to znaczy gdzie?
- Przepraszam – zrobiło mi się
głupio. Chwyciłem spodnie i podałem jej. Udało mi się zerknąć do jej szuflady,
w której nie było nic poza książką i torebką. „Ups” zrobiło mi się wstyd.
„Chyba dałem ciała.” – Już ci daję jakąś bluzkę.
Rzuciłem się w kierunku szafy i
zacząłem szukać czegoś odpowiedniego. Kątem oka zauważyłem, że wkłada spodnie.
„Jak ja wytrzymam cały dzień wiedząc, że ona nie ma pod spodem bielizny?”
jęknąłem w duchu. Chciałem, by nie musiała prać w rękach, a doprowadziłem do
tego, że nie zostało jej nic do ubrania. „No jestem pieprzonym geniuszem.”
- Wolisz krótki czy długi rękaw?
– zapytałem, bo kompletnie nie wiedziałem co jej dać.
- Wszystko jedno – odpowiedziała
cicho. Zauważyłem, że zamknęła szufladę. Na jej twarzy i ramionach gościł ten
cudny rumieniec, który całkowicie mnie rozbrajał.
Spojrzałem na rzeczy, które
ostatnio wróciły z pralni. Chwyciłem błękitną koszulę przypominając sobie, co
ostatnio mówiłem o rozpinanych bluzkach. „Kiedy to było?”
- Załóż to – pomogłem jej wsunąć
ręce. – Powinno być ci w niej wygodnie – uśmiechnąłem się widząc, że rękawy są o dużo
za długie. – Kto by się spodziewał... – zaśmiałem się i zacząłem je podwijać mniej więcej na wysokość łokcia. – I jak? Może być? – zrobiłem krok do
tyłu i przyjrzałem się dziewczynie. – Wyglądasz w niej lepiej niż ja.
- Bo już uwierzę – uśmiechnęła
się i zdjęła ręcznik.
A mi uśmiech zastygł na twarzy.
„No tego to się nie spodziewałem.” Ten głos w mojej głowie zagwizdał przeciągle
na ten widok. Przez cienki materiał koszuli wyraźnie odznaczały się twarde
zwieńczenia jej piersi. „Poeta się znalazł” śmiał się ten sam głos. „Pewnie jej
zimno” pomyślałem próbując się uspokoić. „Akurat...” Echo tego słowa odbijało
się we mnie...
- To ja idę pogonić Harry’ego –
udało mi się przypomnieć sobie jak się mówi. – Zaprowadzić cię do kuchni?
- Poczekam na was –
odpowiedziała uśmiechając się do mnie. – Poczytam sobie książkę.
- D-dobrze – tylko tyle udało mi
się wykrztusić zanim uciekłem do łazienki. „Dlaczego, na miłość boską, ona nie nosi
stanika?” Jęknąłem opierając się ciężko o drzwi.
- Harry, wypad spod prysznica –
powiedziałem przez zaciśnięte zęby.
- Co mówiłeś? – wystawił głowę z
kabiny, popatrzył na mnie i wyszczerzył zęby w głupim uśmiechu. – Nie musisz
powtarzać. Już wszystko kumam – śmiał się. – Zimny prysznic dla pana, sir.
Widzę, że pilnie go potrzebujesz – nabijał się ze mnie wychodząc z kabiny.
- Och, zamknij się – warknąłem
wchodząc i odkręcając lodowaty strumień. Słyszałem jak zaczął się głośno śmiać.
- Tak tylko w celu przypomnienia
– odezwał się nawet nie próbując ukryć rozbawienia. – Ludzie zazwyczaj się
rozbierają przed wejściem pod prysznic...
Słyszałem, że wciąż się śmiał
wychodząc z łazienki. Miałem tylko nadzieję, że powstrzyma się od jakiś głupich
komentarzy przy Kate. „Dlaczego ta woda nie pomaga?”
- Nie idziesz na śniadanie? –
zapytałem zdziwiony widząc, że Kate rozłożyła się z książką na łóżku.
- Jeszcze nie jest gotowe –
odpowiedziała uśmiechając się do mnie.
- A wiesz to, bo...
- Bo Niall powiedział, że nas
zawoła jak będzie.
- O, a już myślałem, że może
sondę wypuściłaś – zaśmiałem się ze swojego żartu. – Jak idzie czytanie?
- Dobrze, dziękuję. Ta książka jest rewelacyjna.
Przyglądałem się jej palcom
powoli przesuwającym się po papierze. „Jeśli wszystko dotyka w ten sposób...”
Zrobiło mi się gorąco. Zaśmiałem się. „Biedny Louis.” Autentycznie zrobiło mi
się żal przyjaciela, który musiał przechodzić męki piekielne. Był tak blisko
dziewczyny, w której się zakochał. Dotykał ją, przytulał... „Ale na nic więcej
nie mógł sobie pozwolić. Kiepska sprawa.”
- Ładnie ci w niebieskim –
postanowiłem jej poprzeszkadzać w czytaniu. Usiadłem na ich łóżku. – Powinnaś częściej
nosić ten kolor.
- Dziękuję – uśmiechnęła się i
oblała rumieńcem. – To koszula Louisa...
- Wiem, ale to nie zmienia
faktu, że ty lepiej w niej wyglądasz – powiedziałem jak najbardziej szczerze. –
Dlaczego wszystkie twoje ciuchy są czarne? To twój ulubiony kolor? A może... –
ugryzłem się w język, bo już chciałem wystrzelić, że może ma żałobę, albo coś w
tym stylu. „Chyba powinienem częściej używać mózgu.”
- A może? – zapytała.
- Może po prostu to
jakiś zbieg okoliczności – jakoś z tego wybrnąłem.
- Raczej to drugie –
uśmiechnęła się. – Po prostu tak wyszło, że jak ostatnim razem byłam u Alex z
wizytą, to zapomniałam ich spakować. Okazało się, że teraz się przydały. No i
przecież mam niebieskie dżinsy.
- Każdy ma – zaśmiałem
się – więc to praktycznie się nie liczy.
- Co się nie liczy? –
zapytał Lou, który właśnie wyszedł z łazienki.
- Masz niebieskie dżinsy? – zapytałem.
- Każdy ma –
odpowiedział, a my zareagowaliśmy śmiechem na te słowa.
- Widzisz – zwróciłem
się do Kate. – Dlatego ich nie liczymy.
- Muszę przyznać ci
rację – zaśmiała się. – A swoją drogą, to nie zwróciłam wcześniej na to uwagi.
- Nie obwiniaj się. Nie
każdy może mieć takie genialne spostrzeżenia jak ja – wygłupiałem się, ale po
prostu uwielbiałem patrzeć jak się uśmiecha. Miało się wtedy wrażenie, że w
pomieszczeniu jest jaśniej i cieplej.
- Śniadanie! – wydarł
się Niall.
- Nareszcie – ucieszyłem
się wstając z łóżka i kierując się do drzwi. – Idziecie?
- Tak – powiedział Lou i biorąc
Kate za rękę poszli za mną. „Jakby tego potrzebowała” śmiałem się pamiętając,
że ona porusza się po apartamencie bardzo pewnie.
Stół w kuchni prawie uginał się
od nadmiaru jedzenia. Liam siedział na swoim miejscu i właśnie nalewał sobie
herbaty. Zayn z miną cierpiętnika prawie leżał na swoim krześle. Za to Niall
zachowywał się jakby wypił za dużo kawy i roznosiła go energia. Co chwilę coś
poprawiał i dokładał.
- Dzień dobry – okazało się, że
dziewczyna jest z nas wszystkich najlepiej wychowana. „Ale to cię chyba nie dziwi?”
śmiałem się w duchu.
- A dlaczego ty sobie taki tron
przyniosłeś? – zapytałem siadając na swoim miejscu. – Przecież twoje krzesło
się nie połamało tylko nasze...
- Jak już to moje – sprostował
Liam wesoło.
- I moje – dodał Zayn, którego
najwyraźniej męczył ból głowy.
- Szczegół – cieszył się Niall. –
Lepiej zabierajcie się do jedzenia, bo wam wystygnie. Smacznego.
Zauważyłem, że Lou mówi coś Kate
do ucha, a ona uśmiecha się i po chwili zabiera się za jajecznicę. Ciekawe czy
oni też tak mają jak ja, że wstrzymują oddech, gdy ona wyciąga dłoń, by coś namierzyć.
Zamiast jej to podać, gapię się i czekam na efekt końcowy. „Normalnie
dżentelmen ze mnie.” Obserwowałem jak Zayn nalewa jej herbaty i przysuwa w
odpowiednie miejsce, a ona w ramach podziękowania uśmiecha się do niego
promiennie.
- Dobrze się czujesz? – zapytała
go cicho. „Czasami zdumiewa mnie jej spostrzegawczość...”
- Tak – uśmiechnął się. – To
taki stan poimprezowy...
- U niego objawia się tym, że
warczy na wszystkich i każe im się zamknąć. W skrajnych przypadkach występuje u
niego paraliż kończyn i nie podnosi się z łóżka aż do ustąpienia objawów –
Niall nie miał zamiaru zostawić przyjaciela w spokoju. – Dzisiaj wstał tylko
dlatego, że wygrałaś w bilard i musiał zachować się honorowo.
- Och, zamknij się wreszcie –
warknął Zayn.
- Mówiłem?
Siedzieliśmy przy stole
rozmawiając wesoło i pochłaniając ogromne ilości jedzenia. „Atmosfera jak u
cioci na imieninach” zaśmiałem się. Liam próbował coś opowiedzieć, ale Lou bez
przerwy mu przerywał i wtrącał swoje trzy grosze w wyniku czego powstała
zupełnie inna opowieść. Nagle zadzwonił telefon i Li z ulgą sięgnął do
kieszeni.
- Tak? – zapytał, by już po
chwili pokazać wszystkie zęby w uśmiechu. – Moment.
Rozłączył się i wypadł z kuchni.
Po chwili wrócił prowadząc naszą kolorową przyjaciółkę, która od razu porwała
Kate w ramiona.
- Cześć kochanie – przycisnęła
ją do swoich dużych piersi. – Ślicznie wyglądasz.
Tym komplementem wywołała
rumieniec na twarzy dziewczyny.
- Alex, zjesz z nami śniadanie?
– zapytał Lou odsuwając jej swoje krzesło, a następnie siadając na miejscu Kate
i biorąc ją na kolana.
- Już jadłam. O szóstej –
zaśmiała się i spojrzała na niego z szeroko otwartymi oczyma. „Normalnie jest w
szoku” uśmiechnąłem się dumny, jakby to było moje osiągnięcie. – Nie sądzicie, że już powoli pora lunchu?
- Czepiasz się szczegółów –
Niall podawał jej czysty talerzyk. – Wczoraj imprezowaliśmy, więc sama
rozumiesz...
- Serio? – spojrzała na nas uśmiechając się wesoło. – A co robiliście?
- Katy ograła nas w bilarda. Za
karę musieliśmy wstać wcześnie i zrobić śniadanie.
- No z tym wcześnie, to chyba
wam nie wyszło – żartowała.
Opowiedzieliśmy jej przebieg
wczorajszych rozgrywek nie pomijając niczego. Mówiliśmy jeden przez drugiego, a
ona śmiała się i kręciła głową z niedowierzaniem.
- Czyli znów dokonałaś czegoś
niemożliwego? – uścisnęła dłoń Kate. – Nigdy nie przestaniesz mnie zadziwiać.
- Ale to Louis... – zaczęła się
tłumaczyć.
- Już nie bądź taka skromna –
poprawił ją sobie na kolanach tak, że teraz siedziała na nich bokiem i mogła
oprzeć się o niego nie podrażniając pleców. Przypomniało mi się jak wyglądał z rana i wybuchnąłem
niekontrolowanym śmiechem. A gdy zobaczyłem, że wszyscy patrzą się na mnie nie
rozumiejąc o co chodzi, śmiałem się jeszcze głośniej.
- Nie wiem, co on pije, ale ja
też chcę – zaśmiała się Alex.
- Jezu – wysapałem – nie mogę
oddychać.
Wciąż miałem ten głupi atak
śmiechu i gdy już prawie myślałem, że to już koniec wystarczył jeden rzut oka
na minę Louisa i zacząłem od nowa. Teraz wszyscy rechotali ze mną, choć pewnie
powinienem powiedzieć, że ze mnie. Odchyliłem się na krześle, by choć przez
chwilę mieć w kadrze co innego niż ich roześmiane twarze i zanim zdałem sobie
sprawę z tego co się dzieje, leżałem na podłodze.
- O kurwa! – zawyłem z bólu.
- Dokładnie – powiedział Zayn. – Rozpieprzyłeś szafkę.
- Nic ci nie jest? – Liam jak
zwykle się martwił.
Spojrzałem na te twarze
pochylające się nade mną i przypomniałem sobie, z czego się tak śmiałem.
Leżałem na podłodze, a z oczu płynęły mi strumienie łez. Nie mogłem przestać.
- Ja pierdolę, Harry! – Niall
próbował mnie podnieść, ale z mizernym skutkiem. – Wyjesz, bo coś cię boli, czy
to ze śmiechu?
- Wybierz sobie – wysapałem.
- Normalnie mu zaraz przywalę.
Katy, nic się nie martw – usłyszałem go. – Nic mu nie jest. Siadajcie.
Leżałem na podłodze i próbowałem
się uspokoić, ale za każdym razem coś mi się przypominało i wszystko zaczynało
się od nowa. Zauważyłem, że wrócili na swoje miejsca zupełnie się mną nie
przejmując. „Oddychaj kretynie! Oddychaj...” Pod stołem widziałem dłonie Lou
obejmujące dziewczynę w pasie. „Kurwa, nie mogę przestać...”
- U was tak zawsze? – usłyszałem
rozbawiony głos Alex. – Bo zaczynam się bać, czy wy czegoś tu nie bierzecie...
- Skłamałbym, gdybym powiedział,
że takie coś ma miejsce pierwszy raz – odezwał się Liam.
- Właściwie, to już trzecie
krzesło odkąd tu jesteśmy – dodał Lou.
- Zaczynam się zastanawiać czy
jesteście całkiem normalni – śmiała się.
- I mówi to ktoś, kto wygląda
jak chodząca tęcza – Niall nie był jej dłużny.
- To najpiękniejszy komplement
jaki ktoś mi powiedział. Jesteś słodki. Dziękuję.
- Nie mogę już z wami –
powiedział Zayn zbolałym głosem. – Liam daj mi jakąś aspirynę, bo zaraz mi łeb rozsadzi. A ty
tam żyjesz na tej podłodze?
- Właśnie próbuję do tego dojść
– odpowiedziałem i zacząłem się podnosić. Niestety z marnym skutkiem. Znów przyrżnąłem głową w szafkę.
- Jezu! Zayn, pomóż mi go
pozbierać – Liam pochylił się nade mną.
Chwilę później stałem opierając się plecami o nieszczęsny mebel i masowałem głowę.
- Jak nic nabiłem sobie guza –
mruknąłem.
- Mógłbyś chociaż powiedzieć z
czego się śmiałeś – odezwał się Niall,
na co reszta rzuciła się na niego, by zatkać mu usta. „Za późno.” Spojrzałem na
Lou i znów cieszyłem się jak głupi.
- Może przejdziemy do salonu –
zaproponował Liam. – Harry będzie mógł posprzątać i może dojdzie do siebie. –
Pokiwałem tylko głową i sięgnąłem po ścierkę, by wytrzeć mokrą od łez twarz.
- Normalnie mi odbiło – podsumowałem
siebie i zabrałem się za sprzątanie ze stołu. Mycie naczyń jeszcze nigdy nie
wydawało mi się takie śmieszne...
Rozsiedliśmy się w salonie,
gdzie mogliśmy słyszeć nawroty głupawki Harry’ego. Było słychać, że zabrał się
za sprzątanie, ale wciąż śmiał się przy tym jak opętany.
- Lou – cztery pary oczu
wpatrywały się we mnie. – Wiesz o co mu chodzi? – zapytał Liam.
- Ja? – udawałem chodzącą
niewinność. – A skąd ja mam to wiedzieć? Przecież go znacie...
- Bo wydawało mi się... –
przerwał niepewnie. – Zresztą nieważne. W końcu i tak nam powie.
- Na pewno... – mruknąłem, ale
na szczęście nikt tego nie usłyszał. „No niezupełnie nikt” zauważyłem, że Kate
śmieje się pod nosem. Siedziała między mną a swoją przyjaciółką, która nie
wypuszczała jej z objęć.
- Szkoda, że nie było cię
wczoraj na imprezie – powiedział Niall. – Fajnie było.
- Ja też żałuję. Sądząc z
waszych opowieści, była to prywatka stulecia.
- Masz jakieś plany na dziś? –
zapytałem. – Może posiedzisz z nami? Coś porobimy...
- Chciałabym – uśmiechnęła się.
– Ale korzystając z tego, że mam pierwszą wolną dniówkę od kilku tygodni, mam
masę spraw do załatwienia. W przeciwnym razie nikt by mnie nie wyciągnął z
łóżka. Wpadłam tylko na chwilę zobaczyć, jak się opiekujecie moim skarbem –
ucałowała Kate w czoło. – Zaraz muszę być w banku.
- Może chcesz samochód? –
zaproponował Zayn.
- Lepiej nie – zaśmiała się. –
Bo będę panikować, że mi go ukradli. Nigdy nie pamiętam, gdzie zaparkowałam, a
potem biegam i drę się, że ktoś mi auto ukradł.
- To musi być widok – próbowałem się nie roześmiać, ale po chwili się poddałem.
- Załatwię wszystkie nudne
sprawy i wracam do wyrka. Jutro już normalnie pracuję. Właściwie... – spojrzała
na zegarek. – Muszę się zbierać. Za pół godziny mam spotkanie w banku. Chodź
kochanie, niech cię uściskam. Dobrze ci tu? – zapytała przytulając dziewczynę.
– To pa skarbie.
Kolejny raz pomyślałem jakie one
są do siebie niepodobne. Kate skinęła głową i uśmiechnęła się do niej.
Wpatrywałem się w Alex praktycznie nie mrugając. „Muszę z nią pogadać choć
chwilę.” W końcu to zauważyła i wskazała głową na drzwi.
- Kate, co masz ochotę teraz
robić? Może przynieść ci książkę? – zapytałem usilnie próbując wymyślić jakiś
pretekst, by wyjść z pokoju.
- Sama po nią pójdę, dziękuję –
skierowała się do sypialni. Alex stała już w otwartych drzwiach.
- To ja zaraz wracam. Pójdę
sprawdzić co z naszym praniem – zabrałem z łazienki worek z brudami i pobiegłem
do windy.
Zdziwiłem się widząc przy niej
nie tylko Alex, ale także i Liama.
- Kiepski pretekst stary –
zaśmiał się ze mnie. – Nic lepszego nie mogłeś wymyślić?
- Pustka w głowie – przyznałem
się.
- Powinieneś zostawić to pod
drzwiami – przypomniała mi Alex. – Czyżby kolejna trudna rozmowa? Denerwujecie
się czymś...
- Chwila – położyłem worek przy
drzwiach i wróciłem do nich w tym samym momencie, w którym otworzyła się winda.
- Pozwolisz się jednak odwieść
do tego banku? – zapytał Liam. – Moglibyśmy chwilę pogadać...
- Jasne – uśmiechnęła się
smutno.
- Nie wziąłem kluczyków – jęknąłem.
- Ja mam – podał mi breloczek.
- A co się dzieje, że dzisiaj
jedziesz tą windą? – zapytałem pamiętając, co mówiła ostatnim razem.
- Dzisiaj jest jakieś spotkanie
ważniaków i wszyscy im nadskakują. Nikt mnie nie zauważy.
- Jesteś tego pewna? – zaśmiał się Liam spoglądając na jej kolorowy strój. – Raczej rzucasz się w oczy...
- Siedzą w sali konferencyjnej –
powiedziała uśmiechając się do niego. – Kolega z ochrony obiecał zadzwonić
gdyby coś się zmieniło.
Wysiedliśmy z windy i
skierowaliśmy się do wyjścia przy restauracji. Ostatnio często z niego korzystaliśmy. Na zewnątrz znów padał deszcz. Zimny wiatr wcale nie pomagał.
Wpakowaliśmy się do samochodu. Spojrzałem na Alex, która siedziała obok mnie na
przednim siedzeniu.
- Miałem tyle pytań, a teraz nic
nie mogę sobie przypomnieć – jęknąłem.
- Spokojnie. Mam czas –
odpowiedziała. – Najwyżej nie załatwię dzisiaj wszystkiego.
- To może ja zacznę – odezwał
się Liam. – Czy coś wiadomo w sprawie tego śledztwa? Coś się ruszyło? Wiesz
może dlaczego on jej tak usilnie szuka?
- Wiem tyle, że wciąż trwa i
niestety strasznie się ciągnie. Policja przesłuchuje dzieci z ośrodka,
opiekunów, byłych wychowanków... Sporo osób. Zważywszy na to, że w większości
to dzieciaki i w dodatku niewidome, zajmuje to sporo czasu. Tak właściwie to
nie wiem nawet czy ten facet został zwolniony, czy tylko zawieszony z powodu
trwającego śledztwa. Myślę, że to drugie może być prawdopodobne. Też się zastanawiałam, dlaczego mu tak zależy na znalezieniu jej – wzruszyła ramionami.
– Kate nic nie mówi. Nie pozwala z siebie nic wyciągnąć. Myślę, że ona coś wie.
Może jej zeznania zakończyłyby sprawę? Nie mam pojęcia. Może wie, co się stało
z tą zmarłą dziewczynką? Próbowałam wszystkiego, by coś z niej wyciągnąć. Za
każdym razem waliłam głową w mur.
- Wiesz, co ona krzyczy przez
sen... – było to raczej stwierdzenie niż pytanie. Liam nie spuszczał z Alex
wzroku.
- Wiem – westchnęła i zauważyłem, że łzy zaczynają jej spływać po twarzy. – To straszne, gdy
próbujesz sobie wyobrazić, czym mogą być spowodowane te słowa... Nic z niej nie
wyciągnęłam. Pewnie nigdy się nie dowiemy. Chociaż... może któregoś dnia... Sama
nie wiem... – plątała się próbując jakoś pozbierać myśli. – Jeszcze kilka dni
temu myślałam, że to czego byłam świadkiem w waszej kuchni jest niemożliwe...
– uśmiechnęła się do mnie. – To, że nie trzęsie się ze strachu gdy jej
dotykasz, to już jest wielki sukces. Gdy usiadła ci na kolanach i pozwoliła się objąć?
To jest prawdziwy cud. Myślałam, że zemdleję, gdy zobaczyłam co robisz, a ona
nawet przez chwile nie miała strachu w oczach – Alex śmiała się przez łzy.
- To prawda – przyznał Liam. –
Do niego już się przyzwyczaiła. Można chyba powiedzieć, że jego się nie boi...
- Poszła z wami na tą imprezę.
Sukces. Ale że grała w bilard i tańczyła z wami? To jest kolejny cud. – Znów
spojrzała na mnie. – Nigdy nie będę mogła dostatecznie ci podziękować, że tego
dnia byłeś na tej plaży. Teraz zaczynam wierzyć, że te dni z wami wyjdą jej na
dobre. Już to widać, chociaż jeszcze długa droga przed nią...
- Chciałbym ją stąd zabrać... –
powiedziałem cicho patrząc na krople deszczu spływające po przedniej szybie.
- Co? – zdziwiła się. – Jak ty
to sobie wyobrażasz? – zapytała cicho i położyła mi dłoń na ramieniu. – Żyjecie
otoczeni fanami, którzy towarzyszą wam na każdym kroku. Zaraz jedziecie w trasę...
- Nie musisz mi o tym
przypominać – westchnąłem. – Wiem o tym. Jeszcze nie wiem jak... Po prostu
czuję, że nie mogę jej tu zostawić... Po prostu nie mogę.
Zauważyłem, że wymieniła
spojrzenie z Liamem, a on tylko pokiwał głową i uśmiechnął się smutno wzruszając ramionami. „Nie
zostawię jej tutaj, gdzie nie będę mógł jej pilnować” obiecałem sobie.
- Mamy jeszcze trochę czasu, by
coś wymyślić – odezwał się przyjaciel swoim spokojnym głosem. – Może po prostu
znajdziemy jej jakieś bezpieczne miejsce? Zastanowimy się nad tym wspólnie.
Poczytałem trochę o tym ośrodku – powiedział, a ja się zdziwiłem. Mi nie
przyszło to do głowy. – Od kiedy w nim przebywała?
- Od siódmego roku życia.
Trafiła tam dwa dni po swoich urodzinach...
- Jak to się stało?
- Straciła rodziców w wypadku
samochodowym rok wcześniej. Gdy wyszła ze szpitala oddano ją pod opiekę babci
od strony ojca i jego brata – zauważyłem, że z całej siły zaciska szczękę.
- Straciła wzrok w tym wypadku?
– zapytałem.
- Nie – zaczęła wolno głosem
pełnym emocji. – Rok później.
- Co? – zacząłem układać w
głowie informacje. – Jak?
- Co z jej rodziną? – zapytał
Liam.
- Starsza pani zmarła kilka
miesięcy po tym jak Kate do niej trafiła. Naprawdę kochała staruszkę i myślę, że z wzajemnością. Często ją wspominała... – zacisnęła dłonie w pięści. – A ten człowiek,
który powinien się nią zaopiekować doprowadził do tego, że straciła wzrok.
Odebrano mu ją i umieszczono w placówce państwowej. Potem trafiła do tego
ośrodka.
- Jak to się stało? – zapytałem
przerażony tą opowieścią. „Ile ona jeszcze musiała wycierpieć?”
- Raport policyjny, który udało
mi się przeczytać wskazywał jasno na to, że się nad nią znęcał. Któregoś dnia
sąsiedzi wezwali policję. Podobno było słychać krzyki dziecka i wołanie o
pomoc. Wpadli do środka, akurat w momencie, gdy zepchnął ją ze schodów. Próbował
przekonywać, że to był wypadek. Nie wiem co się z nim teraz dzieje. Odsiadywał
wyrok. Niestety w wyniku urazu głowy i późniejszych powikłań straciła wzrok.
Prześwietlenie ujawniło kolejne informacje...
- Mój Boże – Liam opadł na
fotel, a z oczu ciekły mu łzy. – Ostatnie co widziała, to twarz kolejnego
potwora...
Zaciskałem dłonie na kierownicy
i miałem ochotę wyć z rozpaczy i złości. „Moja maleńka... Mój mały elf.” Nie powstrzymywałem łez... Tylko, że one nie pomagały... Układałem w głowie
kolejne fakty z życia dziewczyny i nie moglem się nadziwić, jak po tym wszystkim miała jeszcze siłę się uśmiechać.
- Ja ją muszę stąd zabrać –
powiedziałem. – Nie ma innej opcji. I nie obchodzi mnie, co będę musiał zrobić,
by tego dokonać. Nie zostawię jej tu.
- Louis... – zaczęła cicho.
- Nie wiem jak ją przekonam.
Jeśli będzie trzeba rzucę to wszystko – uderzyłem w kierownicę. – Ona tu nie
zostanie! Nie pozwolę, by jakiś sadysta znów dostał ją w swoje ręce. Rozumiesz?
– spojrzałem na nią, a ona próbowała się uśmiechnąć.
- Trudno jej nie pokochać,
prawda? – powiedziała cicho.
- Tak – odpowiedziałem jeszcze
ciszej.
- Oddałabym wszystko, żeby była
bezpieczna. Jeżeli będzie z wami... Może tak miało być? – znów się uśmiechnęła.
– Być może ktoś specjalnie postawił was na jej drodze? Ja nie mówię, że nie
możesz jej zabrać... Mówię tylko, że trzeba to gruntownie przemyśleć.
- Mamy jeszcze ponad tydzień, by
się zastanowić – odezwał się Liam. Prawie zapomniałem o jego obecności. –
Będziemy w kontakcie. Razem na pewno coś wymyślimy. Myślę, że trudniejsze będzie przekonać ją do tego pomysłu.
- Uda się. Musi się udać... –
powiedziałem dalej wpatrując się w szybę, za którą rozpętała się prawdziwa
ulewa.
- Alex – Liam też spojrzał przez
okno. – Jesteś pewna, że chcesz w taką pogodę latać i cokolwiek załatwiać? Może
po prostu cię odwieziemy do domu?
- Prawdę mówiąc, to już jak
wstałam nie miałam na to ochoty, ale próbowałam się zmusić. Teraz oddałabym
wszystko, by wrócić do łóżka i się wyspać.
- Nie ma sprawy – zapaliłem
silnik i powoli wyjechałem z parkingu.
Alex całą drogę opowiadała różne
zabawne anegdoty z życia Kate. Mógłbym tego słuchać na okrągło. Cieszyłem się,
że w życiu dziewczyny były też szczęśliwe chwile. Spojrzałem na moją nową
przyjaciółkę. „Jak to dobrze, że ty się pojawiłaś w jej życiu...” W samochodzie
zrobiła się zdecydowanie przyjemniejsza atmosfera. Gdy zatrzymaliśmy się pod
domem Alex wszyscy płakaliśmy, ale tym razem ze śmiechu.
- Wciąż nie mogę się napatrzeć
na twój dom – zaśmiałem się spoglądając na kolorowe okiennice. – Jest jedyny w
swoim rodzaju.
- Jak i właścicielka –
roześmiała się i zaczęła dziękować za podwiezienie.
- Alex? – przypomniało mi się o
co jeszcze chciałem się zapytać. – Powiedziałaś, że dobrze, iż zabraliśmy
wszystkie jej rzeczy od ciebie z domu... Czy to znaczy, że to wszystko, co
posiada?
- Tak – uśmiechnęła się smutno.
– Niewiele tego, prawda? A to i tak szczęśliwie się u mnie znalazło. Gdy
znalazłam ją u mnie w łazience miała na sobie podarte i zakrwawione ciuchy.
Wszystko spaliłam. Kiedyś, gdy była w odwiedzinach na dwa tygodnie zostawiła
kilka rzeczy, bo akurat były w pralce. Gdyby nie to, dziś nie miała by nic.
Właściwie jedną koszulkę jej dałam, bo na mnie zrobiła się za mała...
- Tą, w której śpi... – zaśmiałem się.
- Tak – mrugnęła okiem.
- Gdybym chciał jej coś kupić... –
zacząłem – jaki powinien to być rozmiar?
- Dziecinny – roześmiała się, a
my razem z nią. – Ale tak na poważnie, to ja zawsze kupowałam najmniejszy i
nigdy się nie zdarzyło, by coś było na nią za ciasne.
- A bielizna? – zapytałem. – Ona
ma zdecydowanie za mało rzeczy. Wczoraj zapomniałem oddać pranie i dziś nie
miała nic czystego....
- No i świetnie sobie poradziłeś
– uśmiechnęła się do mnie. – Pomogłabym wam z zakupami, ale dobrze wiesz, że to
nie najlepszy pomysł w tym momencie... Poradzicie sobie.
- Możemy poprosić Danielle –
odezwał się cicho Liam znów przypominając mi o swoim istnieniu.
- Nawet o tym nie pomyślałem – przyznałem się. – Dobra. Pozwolimy ci już wrócić do wyrka – uśmiechnąłem się i przytuliłem ją do siebie. – Dzięki.
- To ja ci dziękuję. Opiekuj się
nią – spojrzała na mnie zaglądając mi głęboko w oczy jakby próbowała zajrzeć w
moją duszę.
- Zawsze... – powiedziałem
cicho.
Liam wysiadł i otworzył jej
drzwi. Uściskał ją na do widzenia i zajął miejsce obok mnie. Włączyłem
nawigacje, bo bez wskazówek raczej nie trafilibyśmy do hotelu. Ruszyliśmy.
- Myślisz, że ona przyjmie od
nas jakieś prezenty? – Liam w końcu przerwał ciszę.
- Właśnie o tym myślę. Między
innymi... – mruknąłem. – Na razie mogę jej dać kilka moich ciuchów. No i muszę pamiętać o tym głupim praniu...
- Spoko – uśmiechnął się. –
Jakby co będę ci przypominał. A jeśli chodzi o ciuchy, to myślę, że każdy z nas chętnie
coś dołoży. Póki co wystarczy. Musimy opowiedzieć to wszystko reszcie. Powinni
wiedzieć.
- Możesz to zrobić jak wrócimy.
Ja posiedzę z Kate.
- Nie ma sprawy. Uważam też, że
skoro mamy zamiar zabrać ją ze sobą... – popatrzył na mnie. – To w rozmowie
powinien brać udział Paul.
- Co? – o mało nie zjechałem z
drogi.
- Zastanów się – tłumaczył mi
spokojnym głosem. – Nie dasz rady jej zabrać ze sobą tak, by nikt się nie
dowiedział. To po prostu niemożliwe. Nie damy ci odejść. To w ogóle nie wchodzi
w grę. Zresztą tak naprawdę tego nie chcesz. Powinniśmy pomyśleć o tym wspólnie
z nim. Powiedzieć mu całą prawdę i poprosić o pomoc. Nie zaszkodzi też dodać,
że się w niej zakochałeś... – uśmiechnął się.
- Aż tak widać? – westchnąłem.
- Ślepy by zauważył – zaśmiał
się. – O Boże! Przepraszam. Nie to chciałem powiedzieć... Bo... – zaczął się
tłumaczyć.
- Nie ma sprawy. Rozumiem o co
ci chodzi.
- To nie będzie łatwe...
- A teraz jest? – spojrzałem na
niego smutno.
Reszta drogi minęła nam w ciszy.
Liam siedział zatopiony we własnych myślach. „Pewnie zastanawiał się jak to
wszystko opowiedzieć chłopakom. I Danielle...” Spojrzałem na niego. Dobrze jest
mieć kogoś takiego, kto zawsze myśli rozsądnie. Jeśli istnieje jakiś sposób na
rozwiązanie naszych problemów, to on go znajdzie...
- Gdzie idziesz? – zapytałem
widząc, że mija windę.
- Idę do recepcji obgadać sprawę
prania. Jedź na górę. Zaraz przyjdę – powiedział spokojnie i poszedł rozwiązać
pierwszy problem.
Wsiadłem do windy. Na kolejnym
piętrze drzwi się otworzyły i ujrzałem sąsiadkę. O dziwo, bez męża. „A myślałem,
że są nierozłączni” zaśmiałem się.
- Dzień dobry.
- Dzień dobry – uśmiechnęła się
przyjaźnie. – Jak tam twoja przyjaciółka?
- Dobrze, dziękuję – znów miałem zacząć gapić się w ścianę, gdy przypomniało mi się o torcie. – Powiedzieliśmy
jej o pani prośbie... – zacząłem.
- Mam nadzieję, że się zgodziła
– starsza pani złożyła dłonie jak do modlitwy.
- W sumie to taaak. Tylko widzi
pani problem jest taki, że ona nie zna proporcji. Wszystko robi... Zresztą sam
nie wiem jak ona to robi – zaśmiałem się. – Pytała kiedy pani mąż ma urodziny,
bo mogłaby sama upiec to ciasto.
- W poniedziałek. Chciałam
urządzić taką romantyczną kolację w sobotę, ponieważ w poniedziałek już wracamy
do domu. Wakacje zawsze tak szybko mijają... – westchnęła. – Jeżeli chodzi o to
ile czego dodać, to może mi napisać tak mniej więcej ile dodaje. Powinnam sobie
poradzić.
W tym momencie dotarło do mnie,
że kobieta nie ma zielonego pojęcia o tym, że Kate nie widzi. Zresztą czemu
miałem się dziwić. Już sam zwróciłem uwagę na to, że czasami trudno się
zorientować.
- Myślę, że Kate będzie łatwiej
upiec ciasto samodzielnie – zacząłem. – Jeśli oczywiście nie ma pani nic
przeciwko.
- Oczywiście, że nie – odparła
zdziwiona. – Jeżeli to nie kłopot. Jeśli dacie mi listę, to ja wszystko kupię i
podrzucę przed weekendem.
- Nie ma problemu –
powiedziałem. – Postaram się ją zrobić jeszcze dzisiaj i pani przynieść.
Oczywiście tak, żeby mąż nie wiedział – zaśmiałem się wysiadając z windy.
- Nie będzie go jeszcze z dwie
godziny – uśmiechnęła się. – Wygoniłam go na golfa, by urządzić sobie babskie
popołudnie.
- W takim razie zaraz poproszę
Kate i podrzucę pani listę zakupów. Do zobaczenia – powiedziałem otwierając
drzwi.
- No, nareszcie! – Harry
przywitał mnie poduszką lecącą w moją stronę. – Już myśleliśmy, że was porwali.
- Jednego chyba tak – dodał
Zayn.
- Liam coś załatwia w recepcji –
powiedziałem kierując się do kuchni. – Zaraz wracam – oderwałem kawałek tektury
z kartonu, który stał w rogu na podłodze i wróciłem do salonu. – Strasznie się
rozpadało i Alex jednak postanowiła wrócić do domu więc ją odwieźliśmy.
Usiadłem obok Kate, która
siedziała na swoim stałym miejscu z książką na kolanach. Już była w połowie.
„Ona wręcz pochłania tą książkę.” Przypomniało mi się, że muszę załatwić film.
„Zapamiętać.”
- Wszystko dobrze? – zapytałem
sięgając po marker leżący na stoliku. – Grzeczni byli?
- My zawsze jesteśmy grzeczni –
zaśmiał się Harry nie odrywając wzroku od telewizora. – No chyba, że akurat nie
jesteśmy...
Kate uśmiechnęła się do mnie i
skinęła nieznacznie głową. Zauważyłem jednak, że jej palce nie poruszały się po
papierze od mojego przyjścia.
- Spotkałem sąsiadkę i dowiedziałem
się, że potrzebuje tort na sobotni wieczór. Urządza mężowi romantyczną
kolację. Powiedziała, że oczywiście możesz upiec ciasto, jeśli to dla ciebie nie
jest kłopot – zauważyłem szeroki uśmiech na jej twarzy. – Widzę, że nie jest.
Prosiła tylko o listę zakupów, więc jak masz chwilkę, to jestem gotowy, by
notować.
- Tylko pisz drukowanymi, bo
inaczej nikt tego nie odczyta – Harry coś dzisiaj szczodrze mnie
komplementował.
Zająłem się sporządzaniem listy
i naprawdę starałem się pisać tak wyraźnie, jak tylko umiałem. W międzyczasie
przyszedł Liam i skierował się do siebie mówiąc tylko, że musi zadzwonić.
„Pewnie do Danielle” pomyślałem uśmiechając się.
- To wszystko? – zapytałem
odkładając pisak. Kate skinęła mi głową. – To idę jej zanieść póki męża nie
ma.
- Uuuuu Louis – Harry znów
szczerzył się w moją stronę. – Odwiedzasz mężatkę pod nieobecność pana domu?
Ładnie to tak? – nabijał się ze mnie, a Zayn tym razem postanowił mu w tym
towarzyszyć.
Jeszcze na korytarzu słyszałem
ich śmiechy. „No to mają używanie” uśmiechnąłem się pod nosem i zapukałem do
drzwi.
- Tak szybko? – ucieszyła się
starsza pani odbierając kawałek tektury. – Cóż za oryginalny charakter pisma? – zaśmiała
się.
- Starałem się – nie mogłem się
nie roześmiać. – Naprawdę.
- Bez problemu to odczytam –
powiedziała. – Podrzucę wam zakupy przed sobotą. Ale jesteś całkowicie pewny,
że to dla niej nie kłopot?
- Kate bardzo się ucieszyła, że
będzie mogła coś upiec. To naprawdę żaden problem.
Pożegnałem się i wróciłem do
apartamentu. Zdziwiłem się, że dziewczyna siedzi sama. „Gdzie wszystkich
wywiało?”
- Gdzie oni się podziali? –
zapytałem siadając obok niej i obejmując ją ramieniem.
- Poszli się szykować do wyjścia
– odpowiedziała uśmiechając się do mnie.
- Już tak późno? – szybko
spojrzałem na zegar stojący pod ścianą. – Jeszcze sporo czasu... Jak idzie
czytanie?
- Za szybko, ale nie mogę
przestać – roześmiała się. – Z każdym rozdziałem jest ciekawiej.
- To sobie nie przeszkadzaj –
powiedziałem sięgając po pilota. – Ja sobie poskaczę po kanałach póki Liama nie
ma.
Rozłożyłem się wygodnie i
włączyłem telewizor, ale nawet na niego nie spojrzałem. Nie odrywałem oczu od
dziewczyny, która wróciła do przerwanej lektury. Wpatrywałem się w jej smukłe
palce powoli sunące po papierze i w myślach powtarzałem nowe informacje, które
przekazała nam Alex. Zastanawiałem się jak to możliwe, że po tym wszystkim ona
jest taką pogodną osobą... Po tym czego się dowiedziałem moje dzieciństwo
wydało mi się cudownie beztroskie, a przecież nie raz narzekałem... Na
głupoty... „Już nikt cię nigdy nie skrzywdzi” obiecałem jej w myślach. „Po moim
trupie.”