- Niall już chyba dzisiaj jest
bardziej skoordynowany – zaśmiał się Zayn. – Tylko raz słyszałem, że coś
upadło...
- Może Kate znalazła mu siedzące
zajęcie – dodał Harry. – A tak swoją drogą, to ja też muszę z nią coś upiec. To
niesamowite, jak ona dobrze sobie radzi w kuchni.
- Ja też nie mogę wyjść z
podziwu – uśmiechnął się Liam. – Cały czas się zastanawiam jak ona to robi...
- Mnie najbardziej dziwi to, ile
rzeczy musi spamiętać – powiedziałem. – I że nigdy nie narzeka...
W tym momencie usłyszeliśmy jak
coś z hałasem upadło na podłogę. Potem nastąpiła chwila ciszy i nagle naszych
uszu dobiegł najprawdziwszy śmiech Kate. Śmiała się tak, że aż mnie zamurowało.
Zerwałem się na równe nogi i pobiegłem do kuchni. Zatrzymałem się w drzwiach i
próbowałem zgadnąć, co tu się stało. Reszta stała za mną. Niall leżał na
podłodze na szczątkach czegoś, co kiedyś było krzesłem i śmiał się tak bardzo,
że aż łzy mu z oczu ciekły. Dłoń miał zanurzoną w misce, która raczej pusta nie
była. Kate klęczała obok niego jedną ręką trzymając się stołu i szczerze się
śmiała. Gdy weszliśmy do środka uniosła twarz w naszą stronę starając się
uspokoić. „Raczej jej się to nie udało.” Próbowała wziąć kilka głębszych
oddechów, ale jęki Nialla sprawiały, że śmiała się jeszcze bardziej. W oczach
pojawiły jej się łzy.
- Co się dzieje? – zapytał Harry
próbując, pewnie tak jak ja, zrozumieć coś z tej sytuacji.
- Nial stwierdził, że przecież
nic się nie stanie jeśli zacznie wylizywać miskę zanim skończy ucierać
masę – powiedziała, a ja dalej nic z tego nie rozumiałem.
- Jesteś jakąś czarownicą, czy
co? – śmiał się Niall wciąż leżąc na podłodze. Widać było, że nie ma siły się
podnieść.
- To co się dzieje? – Zayn powtórzył
pytanie Harry’ego. – Ale tym razem tak żebyśmy zrozumieli.
- Niall – Liam podszedł do
przyjaciela. – Nic ci nie jest?
- Wszystko w porządku. Chyba...
- Złamałeś kolejne krzesło? –
zapytałem, choć odpowiedź była oczywista.
- To nie moja wina – bronił się.
– Katy ma jakieś znajomości tam na górze – szepnął próbując usiąść. – Gdy
powiedziałaś, że spotka mnie kara jak będę podjadał, to nie spodziewałem się
takiej katastrofy – zakreślił ręką okrąg. – Myślałem że co najwyżej łyżką
oberwę...
- Wstawaj stary – Zayn
postanowił go podnieść. – Chyba musisz się przebrać? – popatrzył na dłoń
przyjaciela zanurzoną w jasnym kremie. – I umyć.
- Katy? – Niall uśmiechnął się
zawadiacko. – To skoro moja ręka i tak jest zanurzona w masie po łokieć, to
chyba mogę już wylizać miskę.
Kate znów wybuchnęła
śmiechem, a ja miałem wrażenie, że oto znalazłem się w niebie. Nie mogłem
oderwać od niej wzroku. Była taka piękna. W tym momencie wiedziałem już, że
dziewczyna z fotografii istnieje naprawdę. Że zawsze tu była, tylko dobrze się
maskowała za murem strachu i przerażenia. W takich chwilach moje serce wyrywało
się do niej. „Pokochaj mnie, proszę...”
Zayn zabrał Nialla, który
zapierał się, że nie odda miski póki żyje. Liam wziął się za sprzątanie
powstałego bałaganu śmiejąc się pod nosem z przyjaciela.
- To raczej nici z ciasta? –
zapytał Harry.
- Myślę, że nie będzie tak
źle... – zaczęła i przerwała na dźwięk telefonu.
Liam spojrzał na wyświetlacz i
mówiąc, że musi to odebrać wyszedł w kuchni.
- To ja skończę sprzątać – zaofiarowałem
się.
- To co z tym ciastem? –
dopytywał się Harry.
- Potrzebuję nowego pomagiera –
Kate uśmiechnęła się do niego tak słodko, że pewnie wyskoczyłby przez okno,
gdyby go o to poprosiła.
- To ja się piszę – ucieszył
się. – Jakie ciasto robimy?
- To niespodzianka.
Zajęli się przygotowywaniem
kolejnej masy, a ja nie odrywałem od nich wzroku. „Ona naprawdę to lubi”
pomyślałem widząc jak dobrze się bawią. Skończyłem porządki myśląc o tym, co
powiedzą w recepcji, gdy zgłosimy zniszczenie kolejnego krzesła. Już miałem
usiąść przy stole i zająć się niespuszczaniem z niej wzroku, gdy Liam wsunął
głowę do środka dając mi znak, że chce pogadać. Poszedłem za nim na taras.
- Co się dzieje? – zapytałem
próbując coś odczytać z jego twarzy.
- Dzwonił Paul – zaczął. –
Powiedział, że w tym hotelu jest taki jakby klub na ostatnim pietrze. Bilard,
barek i muzyka. Nic wielkiego, ale chwilowo jest zamknięty dla gości z powodu
awarii w łazience, czy coś takiego. Mówi, że możemy go mieć na wieczór i nikt
tam nie przyjdzie, a po wszystkim oddamy klucz w recepcji.
- Bilard? – zdziwiłem się. – Jak
ona da radę grac w bilard?
- A jak dałaby radę w kręgle? –
przypomniał o jednym z wcześniejszych pomysłów. – Coś wymyślimy.
- Co to za konspiracja? – Zayn
wszedł na taras i od razu wyjął papierosa.
- Kto konspiruje? – Niall już
przebrany zajęty był opróżnianiem miski.
- Paul załatwił nam miejscówkę
na wieczór – odezwałem się. – Tu w hotelu. Gdzieś na samej górze.
- Co to za lokal? – dopytywał
się Zayn.
- Podobno jakiś pokój z bilardem
i muzyką. Jest też barek – powiedział Liam.
- Spoko – odezwał się blondyn –
przynajmniej nie trzeba będzie nigdzie jechać. Powinno być łatwiej ją
przekonać.
- Tylko ten bilard... – jęknąłem.
- Damy radę – Zayn wydawał się
nie widzieć żadnych problemów. – Zawsze można z nią potańczyć, albo zwyczajnie
posiedzieć i powygłupiać się. Najważniejsze, że coś innego w końcu zrobimy.
- Może macie rację i
niepotrzebnie się martwię – powiedziałem.
- Tak niepotrzebnie, to nie do
końca – Liam popatrzył na mnie poważnym wzrokiem. – Jeszcze musisz ją do tego
przekonać...
- No tak...
- To ja dzwonię do Paula i
powiem, że wchodzimy w to. I pomyślę też o jakimś jedzeniu i napojach, bo skoro
lokal jest zamknięty, to pewnie barek świeci pustkami.
- Idę z tobą – Niall poszedł na
przyjacielem. – Trzeba zamówić jedzonko.
- Jak się trzymasz? – Zayn oparł
się obok mnie o balustradę i zapatrzył na morze.
- Ja? – zdziwiłem się. – Dobrze.
Dlaczego pytasz?
- Dzwoniłeś do El?
- Aaaa... – teraz zrozumiałem. –
Nie. Prawdę mówiąc nie mam najmniejszej ochoty z nią rozmawiać.
- Więc zamierzasz zostawić to
bez komentarza?
- Nie wiem. Może to najlepsze
wyjście? – zastanawiałem się. – Po co wdawać się z nią w bezsensowne dyskusje.
Póki co ciesze się, że mam ją z głowy. Staram się o niej nie myśleć. Właściwie,
jeśli mam być szczery, to nawet nie muszę się starać...
- To widać – zaśmiał się. – Ktoś
inny zawrócił ci w głowie...
- Ona jest niesamowita...
- To prawda. Jest. Inna niż
wszystkie... – nie odrywał wzroku od fal.
- Zayn! – Harry wydarł się na
całe gardło. – Jesteś potrzebny! A właściwie twój talent artystyczny!
Spojrzeliśmy na siebie
wzruszając ramionami. Nic nie rozumiejąc z paplaniny przyjaciela. Obaj
poszliśmy do kuchni. Harry siedział przy stole i wyglądał jakby bawił się
plasteliną.
- No sami powiedzcie – odezwał
się gdy tylko nas zobaczył. – Na co to wygląda waszym zdaniem?
Spojrzałem na pomarańczowo-zielone coś w jego dłoni i na uśmiechniętą Kate pokrywającą wierzch ciasta
kremową masą.
- Jak dżdżownica z chorobą
lokomocyjną? – zaśmiał się Zayn siadając przy stole. – A co to miało być?
- Spadaj – Harry udawał
obrażonego, ale widać było, że nie może się powstrzymać od śmiechu. – Artysta
się znalazł... Nie widzisz, że to marchewka? - Zayn parsknął.
- A co jej się stało? –
zapytałem. – Aaa...rozumiem... Już częściowo przetrawiona przez dżdżownicę...
- Kolejny się odezwał. Jak tacy
jesteście mądrzy, to zróbcie lepiej.
- Ta ci się udała – powiedziałem
wskazując na ładną marchewkę leżącą na talerzu. – Wygląda jak prawdziwa.
- Dzięki. Dobij mnie jeszcze –
wstał od stołu i zabrał swoje „dzieło”. – Idę do Nialla. Może się podzieli ze
mną jak go przekupie moją marchewką...
- Marne szanse – mruknąłem pod
nosem.
- No nie wiem – wtrącił się
Zayn. – To jest całkiem dobre...
- Ej – zaśmiała się Kate. – Nie
ma jedzenia dopóki nie dostanę dwadzieścia marchewek. A skoro wygoniliście
mojego pomocnika, to właśnie awansowaliście na jego miejsce.
- Dwadzieścia? – upewniłem się,
że się nie przesłyszałem. – Tak dużo? Po co?
- Potrzebuję do ciasta –
uśmiechnęła się do mnie. „Właściwie to mogę zrobić nawet sto.” – Podobno Zayn
ma talent plastyczny.
- To Harry nie mógł ci zrobić
więcej takich jak ta co tu leży? – zapytał Zayn sięgając po pomarańczową masę.
- No właśnie próbował – zaśmiała
się.
- To ty zrobiłaś tą pierwszą? –
zapytałem, a ona kiwnęła tylko głową i znów obdarzyła mnie tym uśmiechem, za
który oddałbym wszystko.
- Mogę wam pomóc? – Niall wpadł
do kuchni i włożył praktycznie wylizaną miskę do zlewu. – Umiem lepić różne
rzeczy.
- Pod jednym warunkiem –
zaśmiała się Kate.
- Wiem, wiem. Już nie będę
podjadał przed skończeniem – westchnął teatralnie. – Z tajemniczymi siłami
lepiej nie zaczynać. Ale co zostanie, to moje – dodał szybko i zabrał się do
pracy.
Mieliśmy przy tym niezły ubaw,
bo nasze dzieła przypominały wszystko, tylko niestety nie to, co powinny. Tylko
Zaynowi jakoś udawało się zbliżyć do pierwowzoru.
- Bawicie się tu jak banda
przedszkolaków – odezwał się nagle Liam. „Ciekawe jak długo już tak stoi?”
- Pragnę zauważyć – powiedziała
wesoło Kate – że gdybym miała tu kilkoro dzieci w wieku przedszkolnym pewnie
już dawno marchewki byłyby gotowe.
- Może wam pomóc? – Liam usiadł
obok mnie. – Ile tego ma być?
- Dwadzieścia – jęknąłem, bo nagle ta liczba wydała mi się nieosiągalna.
- Siedzicie tu w trzech i
zrobiliście tylko cztery? – zdziwił się.
- Właściwie to ja zrobiłem –
sprostował Zayn.
- Katy, to jest za trudne –
poddał się Niall po kilku minutach. – To nawet nie leżało obok marchewki – pokazał nam pomarańczowe coś na swojej dłoni.
- Pokaż – uśmiechnęła się
podchodząc do niego. Wyciągnął rękę do góry i tak trzymał podczas gdy ona
badała palcami przedmiot. Czekałem, aż się zaśmieje z jego pracy, ale nic
takiego nie nastąpiło. – No nie wiem... Mi się wydaje, że może być – odezwała
się w końcu.
Aż się podniosłem, by przyjrzeć
się lepiej. Niall wpatrywał się w swoją dłoń z niedowierzaniem nie mniejszym
od mojego. Trzymał najprawdziwszą marchewkę. Prawie identyczną do tej
pierwszej. Tylko bez tego zielonego.
- Jak to zrobiłaś? – zdziwił
się.
- Tylko delikatnie poprawiłam
twoją – odnalazła dłonią miskę z pomarańczową masą i wzięła jej trochę. –
Pokażę ci.
Kilkoma wprawnymi ruchami
uformowała idealny kształt i sięgnęła po zieloną. Minutę później podawała
gotową marchewkę Niallowi.
- Nic trudnego – uśmiechnął się
odkładając ją na talerz. Od razu zabrał się za kolejną i tym razem szło mu dużo
lepiej. Ja i Liam też na tym skorzystaliśmy.
- Nigdy nie przestaniesz mnie zadziwiać – odezwałem się pełen podziwu, a ona obdarzyła mnie tylko kolejnym
przecudnym uśmiechem i wróciła do wykańczania ciasta.
- Dwadzieścia! – powiedział Liam
po kilkunastu minutach. Wziął talerz i podszedł z nim do Kate. – To dowiem się
wreszcie po co ci one?
- Za momencik – patrzyłem jak
ostrożnie dociska górną warstwę ciasta i smaruję ją kolejną masą. – Prawie
gotowe – wyprostowała się i odwróciła w nasza stronę z miską, w której jeszcze
była reszta kremu. – Niall, czy...
- Tak! – prawie wyrwał jej
naczynie z dłoni. – Dziękuję – i zabrał się za wyjadanie resztek, czemu
towarzyszyło nieustanne mlaskanie.
Wzięła od Liama nasze arcydzieła
i zaczęła je układać na cieście jako dekorację. Gdy skończyła wstawiła placek
do lodówki i zabrała się za porządki.
- Ja to zrobię – Liam zabrał jej
z dłoni brudną miskę i odwrócił się do zlewu.
- Kate – ująłem jej dłoń i
pociągnąłem w swoją stronę sadzając ją sobie na kolanach. – Możesz mi
powiedzieć dlaczego to musiały być akurat marchewki, a nie coś prostszego? Na
przykład zielono-pomarańczowe dżdżownice? – zaśmiałem się.
- A ja wiem! – ucieszył się
Niall. – Ale nie powiem.
- To niespodzianka – powiedziała
cicho i odwróciła twarz w moją stronę. „Mógłbym ja teraz pocałować” pomyślałem
nie odrywając wzroku od jej ust.
- Ty i tajemnica? – zaśmiał się
Zayn.
- Tak – odparł zadowolony z
siebie. – Katy mnie przekupiła – dodał widząc, że przyjaciel chce to z niego
wyciągnąć. – Nie mogę wygadać.
- Za pół godziny się dowiecie –
uśmiechnęła się.
- My też mamy dla ciebie
niespodziankę – zacząłem, a widząc jej zdziwienie dodałem jeszcze. – I dowiesz
się za pół godziny.
- A ja wiem! – znowu odezwał się
Niall, a widząc mój wzrok dodał szybko – Ale nie powiem...
Wszyscy się zaśmialiśmy, bo w
takich chwilach można się było z niego tylko śmiać. Kolejny raz pomyślałem, że
jemu wiele nie trzeba by był szczęśliwy. Liam kończył już zmywać naczynia, a my
tak siedzieliśmy i rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Byłem szczęśliwy mogąc
ją wciąż trzymać w ramionach. Nie powiem, że była w pełni rozluźniona, ale
przynajmniej nie uciekała.
- Chyba będziesz teraz częściej
siedzieć mi na kolanach – szepnąłem jej do ucha.
- A to dlaczego? – znów obróciła
twarz w moją stronę i chyba podskoczyło mi ciśnienie na widok przygryzionej
dolnej wargi.
- Bo skoro Niall połamał kolejne
krzesło, to mamy o jedno za mało – śmiałem się. – A przecież nie każesz mi bym
wziął na kolana któregoś z nich – udałem przerażenie. – Przecież nie jesteś
taka okrutna...
- To już drugie krzesło –
powiedział Liam siadając. – Boję się pomyśleć jak oni zareagują gdy to
zgłosimy...
- Musiały być jakieś uszkodzone
– dodała Kate z uśmiechem.
- Dzięki ci, Katy – w Niallu już
miała oddanego przyjaciela. – Słyszycie? To nie moja wina.
- Wiemy – zaśmiał się Zayn. – To
tak samo jak w przypadku Harry’ego i rozsypanych zakupów.
Znów wszyscy się zaśmiali, a na
widok Stylesa wchodzącego właśnie do kuchni, wybuchnęliśmy jeszcze głośniejszym
śmiechem.
- Co jest? – zdziwił się. – Już skończyliście? To kiedy jemy?
- Za chwilkę – Kate obdarzyła go uśmiechem. „Coś bardzo szczodra dziś jest” pomyślałem i miałem nadzieję, że
nasza niespodzianka nie zepsuje jej humoru.
- To może ja zrobię coś do
picia? Jakieś życzenia? – odezwał się Liam wstawiając wodę w czajniku.
- A co robisz sobie? – zapytał
Niall.
- Sprawdzę, czy wyjdzie mi taka
kawa jak Kate wcześniej nam zrobiła.
- To mi też – powiedział Zayn
podnosząc się z krzesła. – Idę na taras.
Okazało się, że wszyscy zamówiliśmy to samo i przenieśliśmy się do salonu zostawiając Liama z jego nowym zadaniem.
Kate chciała mu pomóc, ale powiedział, że powinien sobie poradzić. Usiedliśmy
na kanapie. Spojrzałem na książkę leżącą na stole.
- Już prawie ją kończysz –
odezwałem się, a widząc jej zdziwienie dodałem – książkę.
- Tak – ucieszyła się. –
Strasznie szybko się ją czyta, bo bardzo wciąga.
- To chyba muszę już zacząć
rozglądać się za filmem – uśmiechnąłem się na myśl o wspólnym oglądaniu.
- Nie trzeba – dodała cicho.
- Oj trzeba – powiedziałem. –
Zresztą, o dziwo, sam nie mogę się doczekać, co powiesz porównując film z
książką...
- O! Nasza piosenka – odezwał
się Harry i przestał skakać po kanałach.
Kate wsłuchała się w melodię i
uśmiechała się do siebie. Zauważyłem, że porusza stopą jakby wybijała nią rytm.
Gdy piosenka się skończyła wszyscy patrzyliśmy na dziewczynę czekając, czy coś
powie.
- Chyba właśnie zostałam waszą
fanką – zaśmiała się. – A właściwie zostałam nią już ostatnio.
- Fanów nigdy za dużo –
powiedział Zayn i rozsiadł się zadowolony w fotelu kładąc nogi na stole.
- Teraz tylko muszę zdobyć waszą
płytę z autografem – zażartowała.
- To się da zrobić –
ucieszyłem się widząc jej zdziwienie. – Niedługo ukaże się nasz drugi album.
- Wow – uśmiechnęła się do mnie.
– Z kim ja się zadaję? Kto by pomyślał?
- Katy? – Niall postanowił zmienić temat na bardziej interesujący. – Długo jeszcze?
- Mogłabym was podręczyć,
mówiąc, że długo, ale sama się nie mogę doczekać waszej niespodzianki. –
Podniosła się i poszła do kuchni zabierając ze sobą podekscytowanego głodomora.
W drzwiach minęli się z Liamem, który niósł tacę z kawa.
- Chyba nie wyszła najgorsza,
ale nie wiem jak Kate udało się zrobić taką fajną piankę. Mi się nie udało –
powiedział stawiając tacę na stole.
- Po prostu musisz jeszcze raz
ją podejrzeć, a potem więcej praktyki – zaśmiał się Harry. – Możemy ci pomóc i
zamawiać kawę codziennie.
- O jakiś ty wspaniałomyślny –
Liam nie mógł się powstrzymać od śmiechu. – Co ja bym bez ciebie zrobił?
- Z pewnością nic ciekawego.
- Ja naprawdę nie wiem jak ona
to robi... – Niall postawił na stole dwa talerzyki z ciastem. – Dała radę
zabrać aż cztery – dziwił się i odebrał od dziewczyny kolejne dwa stawiając je
przed Zaynem i Harrym.
Kate podeszła do mnie i podała
mi talerzyk, a następnie sama usiadła. Sięgnąłem po widelczyki, które podał mi
Niall i jeden podałem jej. Przyjrzałem się sporemu kawałkowi ciasta w mojej
dłoni. Na środku leżała sobie marchewka. „Jakby specjalnie dla mnie” zaśmiałem
się w myślach i zabrałem się do jedzenia. Smakowało bosko. Nawet lepiej od
poprzedniego.
- No – odezwał się Niall. – To
kto zgadnie jakie to ciasto?
- Pyszne... – odpowiedział Zayn, a
reszta mu przytaknęła.
- Normalnie nie wiem dlaczego ja
się z wami zadaję – pokręcił głową Horan. – Przecież nie o to pytam głąby.
- Zaryzykowałbym stwierdzenie,
że marchewkowe – powiedziałem. – Ale to przecież niemożliwe.
- Dlaczego niemożliwe? –
zdziwiła się Kate.
- Jadłem już kilka razy ciasto
marchewkowe i było, delikatnie mówiąc, takie sobie. A to jest bardzo, bardzo dobre. Rewelacyjne.
- No, ale to właśnie jest ciasto
marchewkowe – uśmiechnęła się i na jej policzkach zakwitł rumieniec. – I bardzo
się cieszę, że wam smakuje.
- Smakuje? – odezwał się Harry.
– Jest genialne!
Miał racje. Chyba lepiej nie
można tego było opisać. Wszyscy byliśmy nim zachwyceni. A ja wprost nie mogłem w to uwierzyć. „Jak
ona robiła te cuda?”
- To teraz czas na naszą
niespodziankę – powiedział Niall odkładając pusty talerzyk.
Wszystkie oczy skierowały się na
mnie i zapadła cisza. Ale nie taka zwykła. To był ten rodzaj ciszy przed burzą,
kiedy po prostu wiedziałeś, że coś musi się stać. Miałem tylko nadzieję, że
będzie to coś dobrego, a nie siedmiomilowy krok w tył. Najzwyczajniej w świecie
się bałem. „A może to nie jest dobry pomysł?” Panikowałem...
- Kate – zacząłem odkładając swój
i jej talerz na stół. Ująłem jej dłonie i zmusiłem, by odwróciła się w moją
stronę. – Zanim cokolwiek powiem chciałbym cie prosić byś mnie wysłuchała do
końca. To będzie tylko propozycja, którą możesz odrzucić lub przyjąć. Nikt się
nie pogniewa ani nie będzie zły. Czy możesz mi to obiecać? Że mnie wysłuchasz?
– starałem się mówić pewnym głosem, ale w środku cały trzęsłem się ze strachu.
- Tak – powiedziała cicho i
uniosła twarz jakby chciała spojrzeć na mnie tymi wielkimi oczyma. Czułem, że
zagląda w moją duszę. Byłem przerażony.
- Chcieliśmy zrobić taką małą
imprezkę – nie spuszczałem z niej wzroku śledząc każdą jej reakcję. – Tylko ty
i my. Nikt więcej. Zaprosiliśmy Alex, ale ona nie może, bo pracuje. Za to
powiedziała, że to niezły pomysł...
Czułem, że zaczyna drżeć. Już
się nie uśmiechała. Czekała tylko co powiem dalej. A ja najzwyczajniej w
świecie chciałem się poddać. „To był idiotyczny pomysł.” Dlaczego w ogóle wzięliśmy to pod uwagę?
- Na ostatnim piętrze jest mały
klub bilardowy, który jest teraz nieczynny ze względu na remont. Nikt tam nie
chodzi. Udało nam się go wypożyczyć na jeden wieczór. Pomyśleliśmy, że
zgodzisz się pójść tam z nami. Pogramy w bilard, pozwolimy Zaynowi pobawić się
w didżeja, a Harry’emu poćwiczyć robienie drinków. Po prostu postaramy się
dobrze bawić. Chcielibyśmy pójść tam z tobą... Ja bym chciał... Bardzo... Czy
dasz się zaprosić?
I znów zapadła głucha cisza, ale
tym razem taka jak w horrorach przed tą sceną, gdy zginąć ma główny bohater...
Jej dłonie zrobiły się lodowate. Teraz już cała się trzęsła. Jej wargi drżały
ze strachu, a w oczach miała wypisane, to wszystko czego się bała. „To po nas”
pomyślałem przerażony. „Za pewnie się poczuliśmy i teraz wszystko przepadło...”
Trzęsłam się ze strachu. Czułam,
że moje palce zamieniły się w sople lodu. Zamarłam. Chyba właśnie krew
przestała mi krążyć w żyłach. „Nie mogę się zgodzić! Nie mogę stąd wyjść!
Dlaczego to zrobili? Co teraz?” Milion myśli wypełniało moją głowę. Czułam jego
ciepłe dłonie, które nie dawały mi uciec. Gdzieś bardzo głęboko, pod warstwą
przerażenia, było to małe światełko, które nigdy we mnie nie zgasło. Prawie je
widziałam. Gdybym się bardziej postarała może mogłabym je wyczuć. Wiedziałam,
że ono pomogłoby mi podjąć decyzję. Nadzieja... Na to, by znów spróbować żyć
normalnie. „Nie mogę tego zrobić!” Dla mnie jest to równe z wyrokiem śmierci...
„Muszę się ukryć! Uciec... Od nich!” Było mi tak zimno, a w uszach słyszałam
ich zdenerwowane oddechy. Czułam bicie serca, ale nie mojego. Wiedziałam... byłam
pewna, że Louis jest zdenerwowany. Czułam jak pocą mu się dłonie. Słyszałam jak
zmienił mu się głos gdy zapraszał mnie... „Boże! Co zrobią, gdy się nie
zgodzę?” Zadrżałam... Poczułam, że delikatnie masuje moje skostniałe palce...
Dreszcz przeszył moje ciało... „To tylko Lou...” szeptał głos w mojej głowie.
Ledwo go słyszałam, bo nie mógł się przebić przez krzyki, które kazały mi uciekać. „To tylko Lou...”
- Katy... – odezwał się ktoś.
„Tylko Niall tak do mnie mówi.” – Nie ma sprawy. Nigdzie nie idziemy. To był tylko
taki pomysł... W dodatku głupi.
- Właśnie – powiedział Harry
drżącym głosem. – Od razu wiadomo, że mój... Przepraszam. Zrobimy sobie wieczór
filmowy, albo w coś pogramy, albo poczytasz sobie książkę, a my coś porobimy...
- Kate, kochanie... – Louis powoli
przysunął się do mnie i objął mnie ramieniem. – Już nie musimy o tym
rozmawiać...
Poczułam jak głaska mnie po
głowie i ściera łzy z moich policzków. „Nawet nie wiedziałam, że zaczęłam płakać...” Wtuliłam twarz w jego koszulkę. Pachniała nim. To był ten zapach,
który towarzyszył mi na każdym kroku. Ten, który oznaczał dla mnie bezpieczną
przystań w ostatnich dniach... To był mój Louis... Słyszałam jak mocno bije mu
serce. „On też się boi” pomyślałam i wtedy poczułam to ciepło, które wcześniej
nie mogło się wydostać... Słyszałam, że szepcze mi słowa, które mają mnie
uspokoić... Poczułam jego usta na czole. Drżały... „To tylko Louis...”
powtarzałam sobie w myślach jak mantrę. „Przecież nie muszę się jego bać. Przy
nim nic mi nie grozi...” Czułam jak
powoli ta myśl ogrzewa mnie od środka. „Przecież nikogo tam nie będzie”
przekonywałam samą siebie. „Pewnie się już nudzą siedząc cały czas w jednym
miejscu...” Próbowałam odetchnąć głęboko, by się trochę uspokoić, ale wyszedł z
tego jakiś dziwny szloch. Lou przytulił mnie mocniej i znów zapewniał, że
wszystko będzie dobrze, że nigdzie nie idziemy, że to był tylko taki głupi
pomysł... „Przecież mogę to zrobić. On będzie tam ze mną. Oni będą.” Tak bardzo
chciałam móc w tej chwili spojrzeć mu w oczy. Byłoby prościej... „Zaufaj
sercu.” Tak powiedziałaby Alex. Moje serce było zagubione. Nie mogło mi pomóc.
Za to jego... Mówiło wszystko, co powinnam wiedzieć...
- A nauczycie mnie grać w
bilard? – powiedziałam to tak cicho, że byłam prawie pewna, że nikt nie usłyszał.
- Taaaak! – ucieszył się Niall i
chyba zaczął skakać z radości.
Poczułam, że Louis składa
pocałunek w moich włosach i przytula mnie do siebie jeszcze mocniej. Słyszałam
jego serce, bijące teraz w innym rytmie. Czułam, że się uśmiecha.
- Jesteś pewna? – wyszeptał mi do
ucha.
- Tak – odpowiedziałam równie
cicho i objęłam go ramionami w pasie, by się przytulić. „By podziękować...”
- To ja idę na dół i zorganizuję
klucze – odezwał się Liam.
- Katy – cieszył się Niall. –
Będzie super! Lecę do sklepu po jakieś jedzonko. Harry, rusz dupsko! Musimy przygotować imprezę!
- Ja mogę coś przygotować –
chciałam się na coś przydać.
- Nie ma mowy – odezwał się
Zayn. – To my chcemy zorganizować to dla ciebie. Poczytaj sobie książkę, albo
poucz Lou i niech on ci poczyta. Relaksuj się. Damy znać, gdy wszystko będzie
gotowe. Idę przygotować muzykę. Jak wróci Liam, to niech przyjdzie po mnie.
- Jasne – odezwał się Lou. Wciąż
nie wypuszczał mnie z objęć. – Wiesz co właśnie zrobiłaś? – szepnął mi do ucha.
– Uszczęśliwiłaś pięć osób. Dziękuję ci.
- To przecież ja powinnam
dziękować – oderwałam głowę od jego piersi. – Za wszystko...
- Nie ma za co - powiedział i
znów złożył pocałunek na moim czole.
Nie mogłem przestać się cieszyć.
W środku aż mnie roznosiło ze szczęścia. Miałem ochotę krzyczeć i skakać z
radości.
- Udało się! – wydarłem się na
całe gardło wystawiając głowę przez okno. – Hurrrra!
- Niall, ty idioto! – Harry
ciągnął mnie za koszulkę. – Siadaj na dupie i zapnij pasy. Zaraz nas zgarną
przez ciebie.
- Oj, nie przesadzaj! – cieszyłem
się jak głupi, ale posadziłem moje cztery litery na fotelu. Zapomniałem tylko o
pasach. „Tak jakby...”
- Kurde! Nie mogę w to uwierzyć!
– Harry uderzył w kierownicę dla nadania efektu. – A przez chwilę myślałem, że
normalnie narobię w gacie. Taki byłem na siebie wściekły, że wszystko
spieprzyłem...
- Jeśli ten wieczór zakończy się
sukcesem, to możesz być pewny, że Lou ci pomnik postawi – normalnie miałem
ochotę go uściskać. „A co mi tam” zaśmiałem się w duchu i rzuciłem na niego.
- Puszczaj kretynie! – odepchnął
mnie na miejsce. – Normalnie ci odwaliło. Chcesz żebyśmy skończyli w rowie?
- Już nie udawaj, że się złościsz.
Przecież widzę jak ci się gęba cieszy. Jeszcze szerszy uśmiech i cię rozerwie –
nabijałem się z niego. – No ile jeszcze do tego sklepu? Zgubiłeś się?
- Dla twojej informacji –
wyszczerzył zęby. – Oto jesteśmy.
Spojrzałem przez okno.
- Stań gdzieś blisko – dobrze,
że szybko się zatrzymał, bo prawie wysiadłem podczas jazdy. – Lecę po wózek!
W środku wpadliśmy w taki szał
zakupowy, że nic dziwnego, ie kasjerka patrzyła się na nas jakbyśmy właśnie
uciekli z psychiatryka. Nie pomagało wcale, że szczerzyliśmy się do wszystkich
dookoła. „Pewnie pomyślą, że jesteśmy naćpani” zaśmiałem się w myślach. „Już
widzę te nagłówki w prasie...”
- Ciekawe jak my się z tym
zabierzemy – Harry stał i gapił się na pełny bagażnik. – I nie licz na to, że będę szedł obładowany jak wielbłąd. Z moim szczęściem wszystko rozsypie mi się
w holu.
- Nie marudź – prawie
podskakiwałem nie mogąc się doczekać, aż wsiądzie do samochodu. – Po chłopaków
się zadzwoni. Obrócę kilka razy. Nieważne. Jedźmy już.
Podeszły jakieś dwie dziewczyny
prosząc o autograf i wspólne zdjęcie. Nie mogłem się powstrzymać i uściskałem
tą stojącą bliżej okręcając się z nią dookoła. Na koniec dostała buziaka i
wpakowałem cieszącego się Harry’ego do samochodu.
- Pa dziewczyny – wystawiłem
głowę przez okno i posłałem im całusa.
- Stary, ogarnij się. Właśnie
przyprawiłeś jedną z nich o zawał.
- Nie przesadzaj – wyjrzałem
jeszcze raz przez okno i zauważyłem, że jedna z fanek siedzi na betonie. –
Wszystko w porządku? – zawołałem do niej.
- Tak – uśmiechnęła się do mnie
i pomachała na do widzenia.
- Harry? Gdzie my jutro mamy to
spotkanie? – zapytałem szybko.
- W King’s... – odpowiedział,
próbując wyjechać z parkingu. Wystawiłem głowę przez okno i wydarłem się do
dziewczyn.
- Przyjdźcie jutro o czwartej do
King’s! Powiedzcie ochronie, że ja was zaprosiłem! Was obie! Do jutra.
- Stary! Teraz to już obie się
nie podniosą.
- Będzie fajnie – wystukiwałem
stopą wesoły rytm.
- Tylko nie zapomnij, bo będzie
siara...
- Zaraz sobie zapiszę
przypomnienie – wyjąłem telefon i ustawiłem alarm.
- Ciekawe czy Kate może pić
alkohol? – Harry zadał pytanie, które sprawiło, że na chwilę się uspokoiłem.
- Można się dowiedzieć – znów wyjąłem
telefon dając na głośnik – Tom? Cześć stary. Nie wszystko w porządku. W ogóle
jest zajebiście – no może nie do końca się uspokoiłem. – Mam pytanie. Czy Katy
może pić alkohol?
- Pytasz się mnie, lekarza, czy
moja pacjentka może pić alkohol? Czy wiesz jak to brzmi? – zaśmiał się.
- No przecież nie chcę jej upić
– tłumaczyłem się. – Mówię o piwie, albo drinku. Robimy dziś małą imprezkę i o
dziwo – zaakcentowałem ostatnie słowo – dała się zaprosić! – to już prawie
wykrzyczałem.
- Prawie czuję tą radość w powietrzu – powiedział wesoło. – Nie wierzę, że to mówię, ale coś słabego jej
nie zaszkodzi.
- Super! – cieszyłem się.
- Słabego – powtórzył.
- Jasne. Zrozumiałem. Misja na
dziś, to nie schlać Katy. Zanotowałem – szczerzyłem się do mijających nas
samochodów.
- Czy ty coś brałeś?
- Też się zastanawiam – odezwał
się Harry. – Zaraz ci muchy się poprzyklejają do aparatu.
- Dobra, Tom. Będę kończył. Mam
imprezkę do przygotowania. Pozdrowienia dla rodzinki.
- Dzięki. Uważajcie na nią...
- Jasna sprawa. Pa – rozłączyłem
się i spojrzałem przez okno. Już dojeżdżaliśmy. – Dzwonić po Liama?
- Chyba tak... – powiedział
Harry. – Nie chcę mi się kursować po kilka razy.
- Spoko – znów sięgałem po
telefon.
- I przestań się tak szczerzyć,
bo ludzie się gapią – nabijał się ze mnie, ale ja i tak wiedziałem, że cieszy
się co najmniej tak samo.
- Liam? Możecie zejść na dół?
Jesteśmy obładowani. – Pomachałem do jakiejś pani, która właśnie nas mijała.
Harry, gdy to zobaczył tylko klepnął się w czoło. – To czekamy.
- Ledwo zmieściliśmy się do
windy – śmiał się Zayn. – Co wyście tak zaszaleli? Przecież to ma być tylko
sześcioosobowa impreza...
- Ciężko było się zdecydować –
Harry z niepokojem obserwował swoje siatki.
- No ale ty przecież – Liam
zwrócił się do mnie – zamówiłeś coś z restauracji. Kto to wszystko zje?
- To akurat najmniejszy problem
– wciąż cieszyłem się jak głupi. – Zjemy, albo – zrobiłem pauzę dla
podkreślenia efektu – jeśli impreza się uda, zrobimy kolejną.
- Nie skacz – jęknął Harry. –
Boże, oczopląsu można dostać patrząc na ciebie.
- Ostatnie piętro – wyskoczyłem
z windy i rozejrzałem się dookoła. – Ani żywej duszy...
- Podobno całe jest puste – Liam
kierował się w stronę drzwi na końcu korytarza. Weszliśmy do środka i
zatrzasnęliśmy je za sobą.
- Ekstra – Harry uśmiechnął się
szeroko rozglądając dookoła. Gdy zrobił ruch świadczący o tym, że chce odłożyć
zakupy na blat barku, nagle wszystko wylądowało na ziemi. – Kurwa! Znowu?
Aż musiałem usiąść tak się
zwijałem ze śmiechu. A patrząc na jego wkurzoną twarz, rechotałem jeszcze
bardziej.
- Powiedzcie mi jak to jest
możliwe? – złościł się. – Zaczynam podejrzewać, że ktoś mi to specjalnie robi.
To jest statystycznie niemożliwe!
- Już tak się nie wkurzaj – Liam
próbował ukryć, że pęka ze śmiechu. – Lepiej zorganizuj barek. Zayn już
wcześniej włączył lodówkę i przyniósł lodu. Reszta należy do ciebie – spojrzał
na porozrzucane zakupy. – Ja to posprzątam. Niall, chodź pomóż. Ty miałeś
naszykować jedzenie.
- Ale nie wiedziałem, że z
podłogi – posłałem rozbawione spojrzenie przyjacielowi, ale posłusznie pomogłem
zbierać zakupy.
Po pół godziny rozejrzałem się z
zadowoleniem. Wszystko było gotowe. „Muzyka. Jest” spojrzałem na Zayna, który
gapił się w komputer. „Picie. Jest.” Harry właśnie wkładał jakieś butelki do
lodówki. „I najważniejsze... Jedzonko. Jest.” Ucieszyłem się spoglądając na
moje dzieło. Cały stół zastawiony był przeróżnymi smakołykami. Chwyciłem kilka
żelków i skierowałem się do drzwi.
- Idę na dół odebrać resztę z
restauracji – nawet nie udawali, że zwracają na mnie uwagę. „Pomyślałby kto, że
to nasza pierwsza impreza...”
O ósmej wszystko było gotowe.
Pozostało tylko pójść po Katy i Louisa. Stwierdziliśmy, że wyślemy Liama, a my zaczekamy na nich tutaj.
Denerwowałem się. Cieszyłem się jak głupi, ale jednocześnie bałem się, że coś
się nie uda. „Co może pójść nie tak?” zastanawiałem się.
- Oby wszystko skończyło się
dobrze – westchnął Harry.
Spojrzeliśmy na niego z Zaynem. Właśnie wypowiedział na głos nasze obawy. „Ale tak serio. Co może pójść nie
tak?”