wtorek, 4 grudnia 2012

23



- Niall już chyba dzisiaj jest bardziej skoordynowany – zaśmiał się Zayn. – Tylko raz słyszałem, że coś upadło...
- Może Kate znalazła mu siedzące zajęcie – dodał Harry. – A tak swoją drogą, to ja też muszę z nią coś upiec. To niesamowite, jak ona dobrze sobie radzi w kuchni.
- Ja też nie mogę wyjść z podziwu – uśmiechnął się Liam. – Cały czas się zastanawiam jak ona to robi...
- Mnie najbardziej dziwi to, ile rzeczy musi spamiętać – powiedziałem. – I że nigdy nie narzeka...
W tym momencie usłyszeliśmy jak coś z hałasem upadło na podłogę. Potem nastąpiła chwila ciszy i nagle naszych uszu dobiegł najprawdziwszy śmiech Kate. Śmiała się tak, że aż mnie zamurowało. Zerwałem się na równe nogi i pobiegłem do kuchni. Zatrzymałem się w drzwiach i próbowałem zgadnąć, co tu się stało. Reszta stała za mną. Niall leżał na podłodze na szczątkach czegoś, co kiedyś było krzesłem i śmiał się tak bardzo, że aż łzy mu z oczu ciekły. Dłoń miał zanurzoną w misce, która raczej pusta nie była. Kate klęczała obok niego jedną ręką trzymając się stołu i szczerze się śmiała. Gdy weszliśmy do środka uniosła twarz w naszą stronę starając się uspokoić. „Raczej jej się to nie udało.” Próbowała wziąć kilka głębszych oddechów, ale jęki Nialla sprawiały, że śmiała się jeszcze bardziej. W oczach pojawiły jej się łzy.
- Co się dzieje? – zapytał Harry próbując, pewnie tak jak ja, zrozumieć coś z tej sytuacji.
- Nial stwierdził, że przecież nic się nie stanie jeśli zacznie wylizywać miskę zanim skończy ucierać masę – powiedziała, a ja dalej nic z tego nie rozumiałem.
- Jesteś jakąś czarownicą, czy co? – śmiał się Niall wciąż leżąc na podłodze. Widać było, że nie ma siły się podnieść.
- To co się dzieje? – Zayn powtórzył pytanie Harry’ego. – Ale tym razem tak żebyśmy zrozumieli.
- Niall – Liam podszedł do przyjaciela. – Nic ci nie jest?
- Wszystko w porządku. Chyba...
- Złamałeś kolejne krzesło? – zapytałem, choć odpowiedź była oczywista.
- To nie moja wina – bronił się. – Katy ma jakieś znajomości tam na górze – szepnął próbując usiąść. – Gdy powiedziałaś, że spotka mnie kara jak będę podjadał, to nie spodziewałem się takiej katastrofy – zakreślił ręką okrąg. – Myślałem że co najwyżej łyżką oberwę...
- Wstawaj stary – Zayn postanowił go podnieść. – Chyba musisz się przebrać? – popatrzył na dłoń przyjaciela zanurzoną w jasnym kremie. – I umyć.
- Katy? – Niall uśmiechnął się zawadiacko. – To skoro moja ręka i tak jest zanurzona w masie po łokieć, to chyba mogę już wylizać miskę.
Kate znów wybuchnęła śmiechem, a ja miałem wrażenie, że oto znalazłem się w niebie. Nie mogłem oderwać od niej wzroku. Była taka piękna. W tym momencie wiedziałem już, że dziewczyna z fotografii istnieje naprawdę. Że zawsze tu była, tylko dobrze się maskowała za murem strachu i przerażenia. W takich chwilach moje serce wyrywało się do niej. „Pokochaj mnie, proszę...
Zayn zabrał Nialla, który zapierał się, że nie odda miski póki żyje. Liam wziął się za sprzątanie powstałego bałaganu śmiejąc się pod nosem z przyjaciela.
- To raczej nici z ciasta? – zapytał Harry.
- Myślę, że nie będzie tak źle... – zaczęła i przerwała na dźwięk telefonu.
Liam spojrzał na wyświetlacz i mówiąc, że musi to odebrać wyszedł w kuchni.
- To ja skończę sprzątać – zaofiarowałem się.
- To co z tym ciastem? – dopytywał się Harry.
- Potrzebuję nowego pomagiera – Kate uśmiechnęła się do niego tak słodko, że pewnie wyskoczyłby przez okno, gdyby go o to poprosiła.
- To ja się piszę – ucieszył się. – Jakie ciasto robimy?
- To niespodzianka.
Zajęli się przygotowywaniem kolejnej masy, a ja nie odrywałem od nich wzroku. „Ona naprawdę to lubi” pomyślałem widząc jak dobrze się bawią. Skończyłem porządki myśląc o tym, co powiedzą w recepcji, gdy zgłosimy zniszczenie kolejnego krzesła. Już miałem usiąść przy stole i zająć się niespuszczaniem z niej wzroku, gdy Liam wsunął głowę do środka dając mi znak, że chce pogadać. Poszedłem za nim na taras.
- Co się dzieje? – zapytałem próbując coś odczytać z jego twarzy.
- Dzwonił Paul – zaczął. – Powiedział, że w tym hotelu jest taki jakby klub na ostatnim pietrze. Bilard, barek i muzyka. Nic wielkiego, ale chwilowo jest zamknięty dla gości z powodu awarii w łazience, czy coś takiego. Mówi, że możemy go mieć na wieczór i nikt tam nie przyjdzie, a po wszystkim oddamy klucz w recepcji.
- Bilard? – zdziwiłem się. – Jak ona da radę grac w bilard?
- A jak dałaby radę w kręgle? – przypomniał o jednym z wcześniejszych pomysłów. – Coś wymyślimy.
- Co to za konspiracja? – Zayn wszedł na taras i od razu wyjął papierosa.
- Kto konspiruje? – Niall już przebrany zajęty był opróżnianiem miski.
- Paul załatwił nam miejscówkę na wieczór – odezwałem się. – Tu w hotelu. Gdzieś na samej górze.
- Co to za lokal? – dopytywał się Zayn.
- Podobno jakiś pokój z bilardem i muzyką. Jest też barek – powiedział Liam.
- Spoko – odezwał się blondyn – przynajmniej nie trzeba będzie nigdzie jechać. Powinno być łatwiej ją przekonać.
- Tylko ten bilard... – jęknąłem.
- Damy radę – Zayn wydawał się nie widzieć żadnych problemów. – Zawsze można z nią potańczyć, albo zwyczajnie posiedzieć i powygłupiać się. Najważniejsze, że coś innego w końcu zrobimy.
- Może macie rację i niepotrzebnie się martwię – powiedziałem.
- Tak niepotrzebnie, to nie do końca – Liam popatrzył na mnie poważnym wzrokiem. – Jeszcze musisz ją do tego przekonać...
- No tak...
- To ja dzwonię do Paula i powiem, że wchodzimy w to. I pomyślę też o jakimś jedzeniu i napojach, bo skoro lokal jest zamknięty, to pewnie barek świeci pustkami.
- Idę z tobą – Niall poszedł na przyjacielem. – Trzeba zamówić jedzonko.
- Jak się trzymasz? – Zayn oparł się obok mnie o balustradę i zapatrzył na morze.
- Ja? – zdziwiłem się. – Dobrze. Dlaczego pytasz?
- Dzwoniłeś do El?
- Aaaa... – teraz zrozumiałem. – Nie. Prawdę mówiąc nie mam najmniejszej ochoty z nią rozmawiać.
- Więc zamierzasz zostawić to bez komentarza?
- Nie wiem. Może to najlepsze wyjście? – zastanawiałem się. – Po co wdawać się z nią w bezsensowne dyskusje. Póki co ciesze się, że mam ją z głowy. Staram się o niej nie myśleć. Właściwie, jeśli mam być szczery, to nawet nie muszę się starać...
- To widać – zaśmiał się. – Ktoś inny zawrócił ci w głowie...
- Ona jest niesamowita...
- To prawda. Jest. Inna niż wszystkie... – nie odrywał wzroku od fal.
- Zayn! – Harry wydarł się na całe gardło. – Jesteś potrzebny! A właściwie twój talent artystyczny!
Spojrzeliśmy na siebie wzruszając ramionami. Nic nie rozumiejąc z paplaniny przyjaciela. Obaj poszliśmy do kuchni. Harry siedział przy stole i wyglądał jakby bawił się plasteliną.
- No sami powiedzcie – odezwał się gdy tylko nas zobaczył. – Na co to wygląda waszym zdaniem?
Spojrzałem na pomarańczowo-zielone coś w jego dłoni i na uśmiechniętą Kate pokrywającą wierzch ciasta kremową masą.
- Jak dżdżownica z chorobą lokomocyjną? – zaśmiał się Zayn siadając przy stole. – A co to miało być?
- Spadaj – Harry udawał obrażonego, ale widać było, że nie może się powstrzymać od śmiechu. – Artysta się znalazł... Nie widzisz, że to marchewka? - Zayn parsknął.
- A co jej się stało? – zapytałem. – Aaa...rozumiem... Już częściowo przetrawiona przez dżdżownicę...
- Kolejny się odezwał. Jak tacy jesteście mądrzy, to zróbcie lepiej.
- Ta ci się udała – powiedziałem wskazując na ładną marchewkę leżącą na talerzu. – Wygląda jak prawdziwa.
- Dzięki. Dobij mnie jeszcze – wstał od stołu i zabrał swoje „dzieło”. – Idę do Nialla. Może się podzieli ze mną jak go przekupie moją marchewką...
- Marne szanse – mruknąłem pod nosem.
- No nie wiem – wtrącił się Zayn. – To jest całkiem dobre...
- Ej – zaśmiała się Kate. – Nie ma jedzenia dopóki nie dostanę dwadzieścia marchewek. A skoro wygoniliście mojego pomocnika, to właśnie awansowaliście na jego miejsce.
- Dwadzieścia? – upewniłem się, że się nie przesłyszałem. – Tak dużo? Po co?
- Potrzebuję do ciasta – uśmiechnęła się do mnie. „Właściwie to mogę zrobić nawet sto.” – Podobno Zayn ma talent plastyczny.
- To Harry nie mógł ci zrobić więcej takich jak ta co tu leży? – zapytał Zayn sięgając po pomarańczową masę.
- No właśnie próbował – zaśmiała się.
- To ty zrobiłaś tą pierwszą? – zapytałem, a ona kiwnęła tylko głową i znów obdarzyła mnie tym uśmiechem, za który oddałbym wszystko.
- Mogę wam pomóc? – Niall wpadł do kuchni i włożył praktycznie wylizaną miskę do zlewu. – Umiem lepić różne rzeczy.
- Pod jednym warunkiem – zaśmiała się Kate.
- Wiem, wiem. Już nie będę podjadał przed skończeniem – westchnął teatralnie. – Z tajemniczymi siłami lepiej nie zaczynać. Ale co zostanie, to moje – dodał szybko i zabrał się do pracy.
Mieliśmy przy tym niezły ubaw, bo nasze dzieła przypominały wszystko, tylko niestety nie to, co powinny. Tylko Zaynowi jakoś udawało się zbliżyć do pierwowzoru.
- Bawicie się tu jak banda przedszkolaków – odezwał się nagle Liam. „Ciekawe jak długo już tak stoi?
- Pragnę zauważyć – powiedziała wesoło Kate – że gdybym miała tu kilkoro dzieci w wieku przedszkolnym pewnie już dawno marchewki byłyby gotowe.
- Może wam pomóc? – Liam usiadł obok mnie. – Ile tego ma być?
- Dwadzieścia – jęknąłem, bo nagle ta liczba wydała mi się nieosiągalna.
- Siedzicie tu w trzech i zrobiliście tylko cztery? – zdziwił się.
- Właściwie to ja zrobiłem – sprostował Zayn.
- Katy, to jest za trudne – poddał się Niall po kilku minutach. – To nawet nie leżało obok marchewki – pokazał nam pomarańczowe coś na swojej dłoni.
- Pokaż – uśmiechnęła się podchodząc do niego. Wyciągnął rękę do góry i tak trzymał podczas gdy ona badała palcami przedmiot. Czekałem, aż się zaśmieje z jego pracy, ale nic takiego nie nastąpiło. – No nie wiem... Mi się wydaje, że może być – odezwała się w końcu.
Aż się podniosłem, by przyjrzeć się lepiej. Niall wpatrywał się w swoją dłoń z niedowierzaniem nie mniejszym od mojego. Trzymał najprawdziwszą marchewkę. Prawie identyczną do tej pierwszej. Tylko bez tego zielonego.
- Jak to zrobiłaś? – zdziwił się.
- Tylko delikatnie poprawiłam twoją – odnalazła dłonią miskę z pomarańczową masą i wzięła jej trochę. – Pokażę ci.
Kilkoma wprawnymi ruchami uformowała idealny kształt i sięgnęła po zieloną. Minutę później podawała gotową marchewkę Niallowi.
- Nic trudnego – uśmiechnął się odkładając ją na talerz. Od razu zabrał się za kolejną i tym razem szło mu dużo lepiej. Ja i Liam też na tym skorzystaliśmy.
- Nigdy nie przestaniesz mnie zadziwiać – odezwałem się pełen podziwu, a ona obdarzyła mnie tylko kolejnym przecudnym uśmiechem i wróciła do wykańczania ciasta.
- Dwadzieścia! – powiedział Liam po kilkunastu minutach. Wziął talerz i podszedł z nim do Kate. – To dowiem się wreszcie po co ci one?
- Za momencik – patrzyłem jak ostrożnie dociska górną warstwę ciasta i smaruję ją kolejną masą. – Prawie gotowe – wyprostowała się i odwróciła w nasza stronę z miską, w której jeszcze była reszta kremu. – Niall, czy...
- Tak! – prawie wyrwał jej naczynie z dłoni. – Dziękuję – i zabrał się za wyjadanie resztek, czemu towarzyszyło nieustanne mlaskanie.
Wzięła od Liama nasze arcydzieła i zaczęła je układać na cieście jako dekorację. Gdy skończyła wstawiła placek do lodówki i zabrała się za porządki.
- Ja to zrobię – Liam zabrał jej z dłoni brudną miskę i odwrócił się do zlewu.
- Kate – ująłem jej dłoń i pociągnąłem w swoją stronę sadzając ją sobie na kolanach. – Możesz mi powiedzieć dlaczego to musiały być akurat marchewki, a nie coś prostszego? Na przykład zielono-pomarańczowe dżdżownice? – zaśmiałem się.
- A ja wiem! – ucieszył się Niall. – Ale nie powiem.
- To niespodzianka – powiedziała cicho i odwróciła twarz w moją stronę. „Mógłbym ja teraz pocałować” pomyślałem nie odrywając wzroku od jej ust.
- Ty i tajemnica? – zaśmiał się Zayn.
- Tak – odparł zadowolony z siebie. – Katy mnie przekupiła – dodał widząc, że przyjaciel chce to z niego wyciągnąć. – Nie mogę wygadać.
- Za pół godziny się dowiecie – uśmiechnęła się.
- My też mamy dla ciebie niespodziankę – zacząłem, a widząc jej zdziwienie dodałem jeszcze. – I dowiesz się za pół godziny.
- A ja wiem! – znowu odezwał się Niall, a widząc mój wzrok dodał szybko – Ale nie powiem...
Wszyscy się zaśmialiśmy, bo w takich chwilach można się było z niego tylko śmiać. Kolejny raz pomyślałem, że jemu wiele nie trzeba by był szczęśliwy. Liam kończył już zmywać naczynia, a my tak siedzieliśmy i rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Byłem szczęśliwy mogąc ją wciąż trzymać w ramionach. Nie powiem, że była w pełni rozluźniona, ale przynajmniej nie uciekała.
- Chyba będziesz teraz częściej siedzieć mi na kolanach – szepnąłem jej do ucha.
- A to dlaczego? – znów obróciła twarz w moją stronę i chyba podskoczyło mi ciśnienie na widok przygryzionej dolnej wargi.
- Bo skoro Niall połamał kolejne krzesło, to mamy o jedno za mało – śmiałem się. – A przecież nie każesz mi bym wziął na kolana któregoś z nich – udałem przerażenie. – Przecież nie jesteś taka okrutna...
- To już drugie krzesło – powiedział Liam siadając. – Boję się pomyśleć jak oni zareagują gdy to zgłosimy...
- Musiały być jakieś uszkodzone – dodała Kate z uśmiechem.
- Dzięki ci, Katy – w Niallu już miała oddanego przyjaciela. – Słyszycie? To nie moja wina.
- Wiemy – zaśmiał się Zayn. – To tak samo jak w przypadku Harry’ego i rozsypanych zakupów.
Znów wszyscy się zaśmiali, a na widok Stylesa wchodzącego właśnie do kuchni, wybuchnęliśmy jeszcze głośniejszym śmiechem.
- Co jest? – zdziwił się. – Już skończyliście? To kiedy jemy?
- Za chwilkę – Kate obdarzyła go uśmiechem. „Coś bardzo szczodra dziś jest” pomyślałem i miałem nadzieję, że nasza niespodzianka nie zepsuje jej humoru.
- To może ja zrobię coś do picia? Jakieś życzenia? – odezwał się Liam wstawiając wodę w czajniku.
- A co robisz sobie? – zapytał Niall.
- Sprawdzę, czy wyjdzie mi taka kawa jak Kate wcześniej nam zrobiła.
- To mi też – powiedział Zayn podnosząc się z krzesła. – Idę na taras.
Okazało się, że wszyscy zamówiliśmy to samo i przenieśliśmy się do salonu zostawiając Liama z jego nowym zadaniem. Kate chciała mu pomóc, ale powiedział, że powinien sobie poradzić. Usiedliśmy na kanapie. Spojrzałem na książkę leżącą na stole.
- Już prawie ją kończysz – odezwałem się, a widząc jej zdziwienie dodałem – książkę.
- Tak – ucieszyła się. – Strasznie szybko się ją czyta, bo bardzo wciąga.
- To chyba muszę już zacząć rozglądać się za filmem – uśmiechnąłem się na myśl o wspólnym oglądaniu.
- Nie trzeba – dodała cicho.
- Oj trzeba – powiedziałem. – Zresztą, o dziwo, sam nie mogę się doczekać, co powiesz porównując film z książką...
- O! Nasza piosenka – odezwał się Harry i przestał skakać po kanałach.
Kate wsłuchała się w melodię i uśmiechała się do siebie. Zauważyłem, że porusza stopą jakby wybijała nią rytm. Gdy piosenka się skończyła wszyscy patrzyliśmy na dziewczynę czekając, czy coś powie.
- Chyba właśnie zostałam waszą fanką – zaśmiała się. – A właściwie zostałam nią już ostatnio.
- Fanów nigdy za dużo – powiedział Zayn i rozsiadł się zadowolony w fotelu kładąc nogi na stole.
- Teraz tylko muszę zdobyć waszą płytę z autografem – zażartowała.
- To się da zrobić – ucieszyłem się widząc jej zdziwienie. – Niedługo ukaże się nasz drugi album.
- Wow – uśmiechnęła się do mnie. – Z kim ja się zadaję? Kto by pomyślał?
- Katy? – Niall postanowił zmienić temat na bardziej interesujący. – Długo jeszcze?
- Mogłabym was podręczyć, mówiąc, że długo, ale sama się nie mogę doczekać waszej niespodzianki. – Podniosła się i poszła do kuchni zabierając ze sobą podekscytowanego głodomora. W drzwiach minęli się z Liamem, który niósł tacę z kawa.
- Chyba nie wyszła najgorsza, ale nie wiem jak Kate udało się zrobić taką fajną piankę. Mi się nie udało – powiedział stawiając tacę na stole.
- Po prostu musisz jeszcze raz ją podejrzeć, a potem więcej praktyki – zaśmiał się Harry. – Możemy ci pomóc i zamawiać kawę codziennie.
- O jakiś ty wspaniałomyślny – Liam nie mógł się powstrzymać od śmiechu. – Co ja bym bez ciebie zrobił?
- Z pewnością nic ciekawego.
- Ja naprawdę nie wiem jak ona to robi... – Niall postawił na stole dwa talerzyki z ciastem. – Dała radę zabrać aż cztery – dziwił się i odebrał od dziewczyny kolejne dwa stawiając je przed Zaynem i Harrym.
Kate podeszła do mnie i podała mi talerzyk, a następnie sama usiadła. Sięgnąłem po widelczyki, które podał mi Niall i jeden podałem jej. Przyjrzałem się sporemu kawałkowi ciasta w mojej dłoni. Na środku leżała sobie marchewka. „Jakby specjalnie dla mnie” zaśmiałem się w myślach i zabrałem się do jedzenia. Smakowało bosko. Nawet lepiej od poprzedniego.
- No – odezwał się Niall. – To kto zgadnie jakie to ciasto?
- Pyszne... – odpowiedział Zayn, a reszta mu przytaknęła.
- Normalnie nie wiem dlaczego ja się z wami zadaję – pokręcił głową Horan. – Przecież nie o to pytam głąby.
- Zaryzykowałbym stwierdzenie, że marchewkowe – powiedziałem. – Ale to przecież niemożliwe.
- Dlaczego niemożliwe? – zdziwiła się Kate.
- Jadłem już kilka razy ciasto marchewkowe i było, delikatnie mówiąc, takie sobie. A to jest bardzo, bardzo dobre. Rewelacyjne.
- No, ale to właśnie jest ciasto marchewkowe – uśmiechnęła się i na jej policzkach zakwitł rumieniec. – I bardzo się cieszę, że wam smakuje.
- Smakuje? – odezwał się Harry. – Jest genialne!
Miał racje. Chyba lepiej nie można tego było opisać. Wszyscy byliśmy nim zachwyceni.  A ja wprost nie mogłem w to uwierzyć. „Jak ona robiła te cuda?
- To teraz czas na naszą niespodziankę – powiedział Niall odkładając pusty talerzyk.
Wszystkie oczy skierowały się na mnie i zapadła cisza. Ale nie taka zwykła. To był ten rodzaj ciszy przed burzą, kiedy po prostu wiedziałeś, że coś musi się stać. Miałem tylko nadzieję, że będzie to coś dobrego, a nie siedmiomilowy krok w tył. Najzwyczajniej w świecie się bałem. „A może to nie jest dobry pomysł?” Panikowałem...
- Kate – zacząłem odkładając swój i jej talerz na stół. Ująłem jej dłonie i zmusiłem, by odwróciła się w moją stronę. – Zanim cokolwiek powiem chciałbym cie prosić byś mnie wysłuchała do końca. To będzie tylko propozycja, którą możesz odrzucić lub przyjąć. Nikt się nie pogniewa ani nie będzie zły. Czy możesz mi to obiecać? Że mnie wysłuchasz? – starałem się mówić pewnym głosem, ale w środku cały trzęsłem się ze strachu.
- Tak – powiedziała cicho i uniosła twarz jakby chciała spojrzeć na mnie tymi wielkimi oczyma. Czułem, że zagląda w moją duszę. Byłem przerażony.
- Chcieliśmy zrobić taką małą imprezkę – nie spuszczałem z niej wzroku śledząc każdą jej reakcję. – Tylko ty i my. Nikt więcej. Zaprosiliśmy Alex, ale ona nie może, bo pracuje. Za to powiedziała, że to niezły pomysł...
Czułem, że zaczyna drżeć. Już się nie uśmiechała. Czekała tylko co powiem dalej. A ja najzwyczajniej w świecie chciałem się poddać. „To był idiotyczny pomysł.” Dlaczego w ogóle wzięliśmy to pod uwagę?
- Na ostatnim piętrze jest mały klub bilardowy, który jest teraz nieczynny ze względu na remont. Nikt tam nie chodzi. Udało nam się go wypożyczyć na jeden wieczór. Pomyśleliśmy, że zgodzisz się pójść tam z nami. Pogramy w bilard, pozwolimy Zaynowi pobawić się w didżeja, a Harry’emu poćwiczyć robienie drinków. Po prostu postaramy się dobrze bawić. Chcielibyśmy pójść tam z tobą... Ja bym chciał... Bardzo... Czy dasz się zaprosić?
I znów zapadła głucha cisza, ale tym razem taka jak w horrorach przed tą sceną, gdy zginąć ma główny bohater... Jej dłonie zrobiły się lodowate. Teraz już cała się trzęsła. Jej wargi drżały ze strachu, a w oczach miała wypisane, to wszystko czego się bała. „To po nas” pomyślałem przerażony. „Za pewnie się poczuliśmy i teraz wszystko przepadło...


Trzęsłam się ze strachu. Czułam, że moje palce zamieniły się w sople lodu. Zamarłam. Chyba właśnie krew przestała mi krążyć w żyłach. „Nie mogę się zgodzić! Nie mogę stąd wyjść! Dlaczego to zrobili? Co teraz?” Milion myśli wypełniało moją głowę. Czułam jego ciepłe dłonie, które nie dawały mi uciec. Gdzieś bardzo głęboko, pod warstwą przerażenia, było to małe światełko, które nigdy we mnie nie zgasło. Prawie je widziałam. Gdybym się bardziej postarała może mogłabym je wyczuć. Wiedziałam, że ono pomogłoby mi podjąć decyzję. Nadzieja... Na to, by znów spróbować żyć normalnie. „Nie mogę tego zrobić!” Dla mnie jest to równe z wyrokiem śmierci... „Muszę się ukryć! Uciec... Od nich!” Było mi tak zimno, a w uszach słyszałam ich zdenerwowane oddechy. Czułam bicie serca, ale nie mojego. Wiedziałam... byłam pewna, że Louis jest zdenerwowany. Czułam jak pocą mu się dłonie. Słyszałam jak zmienił mu się głos gdy zapraszał mnie... „Boże! Co zrobią, gdy się nie zgodzę?” Zadrżałam... Poczułam, że delikatnie masuje moje skostniałe palce... Dreszcz przeszył moje ciało... „To tylko Lou...” szeptał głos w mojej głowie. Ledwo go słyszałam, bo nie mógł się przebić przez krzyki, które kazały mi uciekać. „To tylko Lou...
- Katy... – odezwał się ktoś. „Tylko Niall tak do mnie mówi.” – Nie ma sprawy. Nigdzie nie idziemy. To był tylko taki pomysł... W dodatku głupi.
- Właśnie – powiedział Harry drżącym głosem. – Od razu wiadomo, że mój... Przepraszam. Zrobimy sobie wieczór filmowy, albo w coś pogramy, albo poczytasz sobie książkę, a my coś porobimy...
- Kate, kochanie... – Louis powoli przysunął się do mnie i objął mnie ramieniem. – Już nie musimy o tym rozmawiać...
Poczułam jak głaska mnie po głowie i ściera łzy z moich policzków. „Nawet nie wiedziałam, że zaczęłam płakać...” Wtuliłam twarz w jego koszulkę. Pachniała nim. To był ten zapach, który towarzyszył mi na każdym kroku. Ten, który oznaczał dla mnie bezpieczną przystań w ostatnich dniach... To był mój Louis... Słyszałam jak mocno bije mu serce. „On też się boi” pomyślałam i wtedy poczułam to ciepło, które wcześniej nie mogło się wydostać... Słyszałam, że szepcze mi słowa, które mają mnie uspokoić... Poczułam jego usta na czole. Drżały... „To tylko Louis...” powtarzałam sobie w myślach jak mantrę. „Przecież nie muszę się jego bać. Przy nim nic mi nie grozi...” Czułam  jak powoli ta myśl ogrzewa mnie od środka. „Przecież nikogo tam nie będzie” przekonywałam samą siebie. „Pewnie się już nudzą siedząc cały czas w jednym miejscu...” Próbowałam odetchnąć głęboko, by się trochę uspokoić, ale wyszedł z tego jakiś dziwny szloch. Lou przytulił mnie mocniej i znów zapewniał, że wszystko będzie dobrze, że nigdzie nie idziemy, że to był tylko taki głupi pomysł... „Przecież mogę to zrobić. On będzie tam ze mną. Oni będą.” Tak bardzo chciałam móc w tej chwili spojrzeć mu w oczy. Byłoby prościej... „Zaufaj sercu.” Tak powiedziałaby Alex. Moje serce było zagubione. Nie mogło mi pomóc. Za to jego... Mówiło wszystko, co powinnam wiedzieć...
- A nauczycie mnie grać w bilard? – powiedziałam to tak cicho, że byłam prawie pewna, że nikt nie usłyszał.
- Taaaak! – ucieszył się Niall i chyba zaczął skakać z radości.
Poczułam, że Louis składa pocałunek w moich włosach i przytula mnie do siebie jeszcze mocniej. Słyszałam jego serce, bijące teraz w innym rytmie. Czułam, że się uśmiecha.
- Jesteś pewna? – wyszeptał mi do ucha.
- Tak – odpowiedziałam równie cicho i objęłam go ramionami w pasie, by się przytulić. „By podziękować...
- To ja idę na dół i zorganizuję klucze – odezwał się Liam.
- Katy – cieszył się Niall. – Będzie super! Lecę do sklepu po jakieś jedzonko. Harry, rusz dupsko! Musimy przygotować imprezę!
- Ja mogę coś przygotować – chciałam się na coś przydać.
- Nie ma mowy – odezwał się Zayn. – To my chcemy zorganizować to dla ciebie. Poczytaj sobie książkę, albo poucz Lou i niech on ci poczyta. Relaksuj się. Damy znać, gdy wszystko będzie gotowe. Idę przygotować muzykę. Jak wróci Liam, to niech przyjdzie po mnie.
- Jasne – odezwał się Lou. Wciąż nie wypuszczał mnie z objęć. – Wiesz co właśnie zrobiłaś? – szepnął mi do ucha. – Uszczęśliwiłaś pięć osób. Dziękuję ci.
- To przecież ja powinnam dziękować – oderwałam głowę od jego piersi. – Za wszystko...
- Nie ma za co - powiedział i znów złożył pocałunek na moim czole.


Nie mogłem przestać się cieszyć. W środku aż mnie roznosiło ze szczęścia. Miałem ochotę krzyczeć i skakać z radości.
- Udało się! – wydarłem się na całe gardło wystawiając głowę przez okno. – Hurrrra!
- Niall, ty idioto! – Harry ciągnął mnie za koszulkę. – Siadaj na dupie i zapnij pasy. Zaraz nas zgarną przez ciebie.
- Oj, nie przesadzaj! – cieszyłem się jak głupi, ale posadziłem moje cztery litery na fotelu. Zapomniałem tylko o pasach. „Tak jakby...
- Kurde! Nie mogę w to uwierzyć! – Harry uderzył w kierownicę dla nadania efektu. – A przez chwilę myślałem, że normalnie narobię w gacie. Taki byłem na siebie wściekły, że wszystko spieprzyłem...
- Jeśli ten wieczór zakończy się sukcesem, to możesz być pewny, że Lou ci pomnik postawi – normalnie miałem ochotę go uściskać. „A co mi tam” zaśmiałem się w duchu i rzuciłem na niego.
- Puszczaj kretynie! – odepchnął mnie na miejsce. – Normalnie ci odwaliło. Chcesz żebyśmy skończyli w rowie?
- Już nie udawaj, że się złościsz. Przecież widzę jak ci się gęba cieszy. Jeszcze szerszy uśmiech i cię rozerwie – nabijałem się z niego. – No ile jeszcze do tego sklepu? Zgubiłeś się?
- Dla twojej informacji – wyszczerzył zęby. – Oto jesteśmy.
Spojrzałem przez okno.
- Stań gdzieś blisko – dobrze, że szybko się zatrzymał, bo prawie wysiadłem podczas jazdy. – Lecę po wózek!
W środku wpadliśmy w taki szał zakupowy, że nic dziwnego, ie kasjerka patrzyła się na nas jakbyśmy właśnie uciekli z psychiatryka. Nie pomagało wcale, że szczerzyliśmy się do wszystkich dookoła. „Pewnie pomyślą, że jesteśmy naćpani” zaśmiałem się w myślach. „Już widzę te nagłówki w prasie...”
- Ciekawe jak my się z tym zabierzemy – Harry stał i gapił się na pełny bagażnik. – I nie licz na to, że będę szedł obładowany jak wielbłąd. Z moim szczęściem wszystko rozsypie mi się w holu.
- Nie marudź – prawie podskakiwałem nie mogąc się doczekać, aż wsiądzie do samochodu. – Po chłopaków się zadzwoni. Obrócę kilka razy. Nieważne. Jedźmy już.
Podeszły jakieś dwie dziewczyny prosząc o autograf i wspólne zdjęcie. Nie mogłem się powstrzymać i uściskałem tą stojącą bliżej okręcając się z nią dookoła. Na koniec dostała buziaka i wpakowałem cieszącego się Harry’ego do samochodu.
- Pa dziewczyny – wystawiłem głowę przez okno i posłałem im całusa.
- Stary, ogarnij się. Właśnie przyprawiłeś jedną z nich o zawał.
- Nie przesadzaj – wyjrzałem jeszcze raz przez okno i zauważyłem, że jedna z fanek siedzi na betonie. – Wszystko w porządku? – zawołałem do niej.
- Tak – uśmiechnęła się do mnie i pomachała na do widzenia.
- Harry? Gdzie my jutro mamy to spotkanie? – zapytałem szybko.
- W King’s... – odpowiedział, próbując wyjechać z parkingu. Wystawiłem głowę przez okno i wydarłem się do dziewczyn.
- Przyjdźcie jutro o czwartej do King’s! Powiedzcie ochronie, że ja was zaprosiłem! Was obie! Do jutra.
- Stary! Teraz to już obie się nie podniosą.
- Będzie fajnie – wystukiwałem stopą wesoły rytm.
- Tylko nie zapomnij, bo będzie siara...
- Zaraz sobie zapiszę przypomnienie – wyjąłem telefon i ustawiłem alarm.
- Ciekawe czy Kate może pić alkohol? – Harry zadał pytanie, które sprawiło, że na chwilę się uspokoiłem.
- Można się dowiedzieć – znów wyjąłem telefon dając na głośnik – Tom? Cześć stary. Nie wszystko w porządku. W ogóle jest zajebiście – no może nie do końca się uspokoiłem. – Mam pytanie. Czy Katy może pić alkohol?
- Pytasz się mnie, lekarza, czy moja pacjentka może pić alkohol? Czy wiesz jak to brzmi? – zaśmiał się.
- No przecież nie chcę jej upić – tłumaczyłem się. – Mówię o piwie, albo drinku. Robimy dziś małą imprezkę i o dziwo – zaakcentowałem ostatnie słowo – dała się zaprosić! – to już prawie wykrzyczałem.
- Prawie czuję tą radość w powietrzu – powiedział wesoło. – Nie wierzę, że to mówię, ale coś słabego jej nie zaszkodzi.
- Super! – cieszyłem się.
- Słabego – powtórzył.
- Jasne. Zrozumiałem. Misja na dziś, to nie schlać Katy. Zanotowałem – szczerzyłem się do mijających nas samochodów.
- Czy ty coś brałeś?
- Też się zastanawiam – odezwał się Harry. – Zaraz ci muchy się poprzyklejają do aparatu.
- Dobra, Tom. Będę kończył. Mam imprezkę do przygotowania. Pozdrowienia dla rodzinki.
- Dzięki. Uważajcie na nią...
- Jasna sprawa. Pa – rozłączyłem się i spojrzałem przez okno. Już dojeżdżaliśmy. – Dzwonić po Liama?
- Chyba tak... – powiedział Harry. – Nie chcę mi się kursować po kilka razy.
- Spoko – znów sięgałem po telefon.
- I przestań się tak szczerzyć, bo ludzie się gapią – nabijał się ze mnie, ale ja i tak wiedziałem, że cieszy się co najmniej tak samo.
- Liam? Możecie zejść na dół? Jesteśmy obładowani. – Pomachałem do jakiejś pani, która właśnie nas mijała. Harry, gdy to zobaczył tylko klepnął się w czoło. – To czekamy.

- Ledwo zmieściliśmy się do windy – śmiał się Zayn. – Co wyście tak zaszaleli? Przecież to ma być tylko sześcioosobowa impreza...
- Ciężko było się zdecydować – Harry z niepokojem obserwował swoje siatki.
- No ale ty przecież – Liam zwrócił się do mnie – zamówiłeś coś z restauracji. Kto to wszystko zje?
- To akurat najmniejszy problem – wciąż cieszyłem się jak głupi. – Zjemy, albo – zrobiłem pauzę dla podkreślenia efektu – jeśli impreza się uda, zrobimy kolejną.
- Nie skacz – jęknął Harry. – Boże, oczopląsu można dostać patrząc na ciebie.
- Ostatnie piętro – wyskoczyłem z windy i rozejrzałem się dookoła. – Ani żywej duszy...
- Podobno całe jest puste – Liam kierował się w stronę drzwi na końcu korytarza. Weszliśmy do środka i zatrzasnęliśmy je za sobą.
- Ekstra – Harry uśmiechnął się szeroko rozglądając dookoła. Gdy zrobił ruch świadczący o tym, że chce odłożyć zakupy na blat barku, nagle wszystko wylądowało na ziemi. – Kurwa! Znowu?
Aż musiałem usiąść tak się zwijałem ze śmiechu. A patrząc na jego wkurzoną twarz, rechotałem jeszcze bardziej.
- Powiedzcie mi jak to jest możliwe? – złościł się. – Zaczynam podejrzewać, że ktoś mi to specjalnie robi. To jest statystycznie niemożliwe!
- Już tak się nie wkurzaj – Liam próbował ukryć, że pęka ze śmiechu. – Lepiej zorganizuj barek. Zayn już wcześniej włączył lodówkę i przyniósł lodu. Reszta należy do ciebie – spojrzał na porozrzucane zakupy. – Ja to posprzątam. Niall, chodź pomóż. Ty miałeś naszykować jedzenie.
- Ale nie wiedziałem, że z podłogi – posłałem rozbawione spojrzenie przyjacielowi, ale posłusznie pomogłem zbierać zakupy.
Po pół godziny rozejrzałem się z zadowoleniem. Wszystko było gotowe. „Muzyka. Jest” spojrzałem na Zayna, który gapił się w komputer. „Picie. Jest.” Harry właśnie wkładał jakieś butelki do lodówki. „I najważniejsze... Jedzonko. Jest.” Ucieszyłem się spoglądając na moje dzieło. Cały stół zastawiony był przeróżnymi smakołykami. Chwyciłem kilka żelków i skierowałem się do drzwi.
- Idę na dół odebrać resztę z restauracji – nawet nie udawali, że zwracają na mnie uwagę. „Pomyślałby kto, że to nasza pierwsza impreza...
O ósmej wszystko było gotowe. Pozostało tylko pójść po Katy i Louisa.  Stwierdziliśmy, że wyślemy Liama, a my zaczekamy na nich tutaj. Denerwowałem się. Cieszyłem się jak głupi, ale jednocześnie bałem się, że coś się nie uda. „Co może pójść nie tak?” zastanawiałem się.
- Oby wszystko skończyło się dobrze – westchnął Harry.
Spojrzeliśmy na niego z Zaynem. Właśnie wypowiedział na głos nasze obawy. „Ale tak serio. Co może pójść nie tak?

sobota, 1 grudnia 2012

22



Ostatni rzut oka na łazienkę. „Wszystko na swoim miejscu.” Zadowolony z siebie otworzyłem drzwi i wkroczyłem do pokoju.
- Sweet – powiedziałem cicho do siebie patrząc na tych dwoje.
Lou obejmował dziewczynę, która wtulała się w niego. „Wygląda jak ktoś, kto właśnie wygrał na loterii” pomyślałem patrząc na uśmiechającego się przez sen przyjaciela. Zastanawiałem się czy on już zdał sobie sprawę z tego, że się zakochał... „Będziesz musiał być bardzo cierpliwy.” Stałem tak chwilę patrząc na tych dwoje i nie mogąc się powstrzymać sięgnąłem po telefon. „Kiedyś mi za to podziękują” uśmiechnąłem się robiąc zdjęcie. Zgasiłem światło i walnąłem się na łózko.
- Szósta rano... – jęknąłem. – Masakra...
Spojrzałem na dopiero co zrobioną fotkę i uśmiechałem się do siebie jak głupi. Przeskoczyłem na poprzednią. „Jak tak dalej pójdzie, to wyjdzie na to, że nic nie robią tylko śpią...” Już miałem odłożyć telefon, gdy coś kazało mi zajrzeć na Twittera. Sprawdziłem wiadomości prywatne, a potem po prostu przeglądałem wpisy. „Głównie od fanów” uśmiechnąłem się. W pewnym momencie zauważyłem, że Eleanor dodała jakieś zdjęcie. Od razu to sprawdziłem. I jakie było moje zdziwienie, gdy z ekranu uśmiechała się do mnie El. Lou stał obok i wpatrywał się w nią jak w obrazek. „Kiedy zrobiła to zdjęcie?” zdziwiłem się. Sam już nie pamiętałem kiedy się zmieniło między nimi. „Co ona chce tym osiągnąć?” zastanawiałem się. „Czyżby to jakaś gra z jej strony? Sposób, by go odzyskać?” Odłożyłem telefon z myślą, że muszę mu to jutro pokazać. Zasypiałem próbując zrozumieć jej posunięcie...


Natarczywy dźwięk budzika wyrwał mnie ze snu. Spojrzałem na zegarek. „Szósta. A więc udało się przespać noc” pomyślałem mając przed oczami twarz Kate. „Ciekawe jak oni się czują?” zastanawiałem się nad wczorajszym pomysłem Harry’ego. Podniosłem się z łóżka i tęsknym wzrokiem spojrzałem na drzwi do łazienki. „Najpierw budzenie” zaśmiałem się idąc sprawdzić czy reszta powstawała. „Marne szanse...
Ku mojemu zdziwieniu Niall właśnie wychodził z łazienki. Stanął przed szafą w samym ręczniku i zastanawiał się pewnie, co by tu na siebie włożyć. Łózko Zayna też było puste.
- Cześć – powiedziałem wciąż nie mogąc otrząsnąć się z zaskoczenia. - Zaczynam myśleć, że mam przywidzenia...
- Hejka – uśmiechnął się do mnie. – Nie mogłem coś spać. Idź obudzić resztę.
Poszedłem do drugiego pokoju myśląc sobie, że może oni też mnie zaskoczą. Otworzyłem drzwi i już wiedziałem, że nic z tych rzeczy. Dobudzenie Harry’ego to zawsze wyzwanie. I tak też było tym razem. Na szczęście po wielu próbach i jednym kopniaku, który prawie mnie dosięgnął, udało się go obudzić. Marudząc pod nosem zamknął się w łazience. „Czy on się kiedyś nauczy spać choćby w bokserkach?” pytałem się sam siebie chyba już po raz setny. „Dobrze, że Kate nie wie, że on tu tak paraduje.
Spojrzałem na dziewczynę. Spała tak spokojnie i nawet mógłbym przysiąc, że miała na ustach ten swój delikatny i ledwie dostrzegalny uśmiech. „Udało się!” ucieszyłem się z naszego małego osiągnięcia. Prześlicznie razem wyglądali. I znów miałem w środku te nieprzyjemne uczucie, że oto muszę go obudzić, a nie powinienem.
- Lou – powiedziałem cicho nie spuszczając wzroku z Kate. – Wstawaj.
Otworzył oczy i próbował skupić się na tyle, by zrozumieć, co do niego mówię. Po chwili spojrzał na dziewczynę i uśmiechnął się szczęśliwy.
- Pięć minut – usłyszałem ciche słowa i zauważyłem, że zamyka oczy. Gdy wychodziłem z pokoju on wciąż uśmiechał się do swoich myśli. „Miłość...
Pobiegłem do pokoju myśląc o tym, że muszę się śpieszyć, bo zaraz przyniosą śniadanie. Kolejny raz zdziwiłem się widząc, że Niall właśnie wychodzi z sypialni. „Normalnie ktoś musiał go podmienić w nocy” zaśmiałem się.
Pół godziny później wchodziłem do kuchni, w której byli już wszyscy oprócz Zayna i Kate. Miałem już pewność. „Obcy zaatakowali.” Wszyscy siedzieli uśmiechnięci i jedli śniadanie, które najwyraźniej musiało przyjechać jak byłem w łazience.
- Co ty masz taką dziwną minę, Liam? – Harry popatrzył się na mnie ze zdziwieniem wypisanym na twarzy. – Siadaj, bo nie zdążysz zjeść.
- Po prostu zachodzę w głowę, co się dzisiaj w nocy stało – mówiłem siadając. – Zacząłem już nawet rozważać inwazję obcych...
- A o co chodzi? – zdziwił się Niall wpychając w siebie jedzenie. „Przynajmniej to się nie zmieniło...
- Co? – zaśmiałem się. – Pomyślmy? Szósta rano, a ty już umyty i prawie gotowy do wyjścia. Zayn pod prysznicem. Żadnego problemu ze wstawaniem...
- No tak całkiem bezproblemowo to nie było – Niall jak zwykle mówił z pełnymi ustami. – Zagroziłem, że ogolę mu głowę jak się nie ruszy z wyra. Podziałało.
- Lou? – popatrzyłem na uśmiechniętego przyjaciela. – Jak noc?
- Spokojna... – zaczął. – Na początku nie wiedziałem jak się do tego zabrać, ale to chyba był dobry pomysł...
- Mówiłem – ucieszył się Harry. – Od dziś możecie tytułować mnie doktorem. Doktor Styles...jak to seksownie brzmi.
- Chyba tylko dla ciebie – powiedziałem sięgając po kolejną kanapkę.
- Cześć – Zayn ciężko opadł na krzesło i przyssał się do kawy jakby w niej szukał ratunku. – Jak Kate? – zwrócił się do Louisa.
- Dobrze – uśmiechnął się. – Przespała całą noc. W sumie to wciąż śpi. Nie chciałem jej budzić.
- Musimy znów przykleić jej telefon do klamki – odezwał się Niall i co mnie wprawiło w osłupienie właśnie odsuwał od siebie talerz. A przecież jedzenie wciąż było na stole.
- Nie trzeba – Harry puścił do nas oko. – Doktor Styles to załatwił.
- Co? – zdziwił się Lou. Ja jednak nie mogłem oderwać oczu od Nialla. „Co się z nim dzieje?
- Powiedziałem jej, że ponieważ strasznie się martwimy, gdy zostawiamy ją samą, to koniecznie musi do nas zadzwonić zaraz po przebudzeniu, bo inaczej nic nam nie wychodzi z nerwów – mówił dumnym głosem.
- Tak jej powiedziałeś? – nie byłem pewien, czy Lou był z tego zadowolony.
- No... może nie do końca tymi słowami – tłumaczył się Harry. – Ale wszystko gra. Śmiała się gdy z nią rozmawiałem i obiecała mi, że będzie tak robić.
- Niall – już dłużej nie mogłem wytrzymać tego dziwnego zachowania – dobrze się czujesz?
- Tak. Dlaczego pytasz? – autentycznie się zdziwił.
- No bo... – sam nie wiedziałem co powiedzieć, tylko rozłożyłem ręce.
- Raz wstałem przed tobą i przeżywasz... – zaśmiał się.
- Nie tylko – próbowałem się bronić. – Już się najadłeś?
Teraz już wszyscy zwrócili uwagę na jego nietypowe zachowanie. Niall pierwszy kończący śniadanie, to nie był widok, do którego nas przyzwyczaił.
- No dobra – wstał od stołu śmiejąc się. – Przejrzeliście mnie. Tak naprawdę, to mam ochotę na coś innego – mówił otwierając lodówkę i po chwili odwrócił się ze sporym kawałkiem ciasta czekoladowego. – Od razu zaznaczam, że się nie dzielę z nikim.
- Wiedziałem! – ucieszył się Lou. – Już wczoraj czułem, że coś byłeś za hojny z tym ciastem. Sumienie nie dało ci spać?
- Na pewno nie – odpowiedział. – To jest moja nagroda za to, że w ogóle musiałem się dzielić. Potrzebowałem sam siebie przekupić, bo w przeciwnym razie nic byście nie dostali.
- No i cała tajemnica – mruknął Zayn dolewając sobie kawy.
- Czyli jeśli ja bym upiekł ciasto z Kate, też mogę sobie odłożyć taki kawałek? – Harry chyba właśnie obmyślał jakiś plan.
- Dzisiaj ja z nią piekę – przypomniał Niall.
Podroczyliśmy się z nim chwile udając, że chcemy mu zabrać talerz. Przynajmniej do czasu jak Paul nie zadzwonił nam przypomnieć, że powinniśmy już być na dole. Zerwaliśmy się z krzeseł i pobiegliśmy do windy uprzednio sprawdzając, czy drzwi są zamknięte. Chyba z pięć razy... Gdy zobaczyłem, że Niall trzyma w dłoni kanapkę zaśmiałem się tak głośno, że reszta popatrzyła się na mnie jak na wariata. „A więc nic się nie zmieniło...


Obudziłam się z takim przyjemnym uczuciem rozleniwienia, jakie czuje ktoś, kto najzwyczajniej w świecie się wyspał. Miałam nawet ochotę się przeciągnąć, ale ból w plecach przypomniał mi o tym, że to akurat nie najlepszy pomysł w moim wykonaniu. Leżałam tuląc do ciebie poduszkę. „Wciąż jeszcze nim pachnie” pomyślałam wdychając cudowny zapach. I nagle przypomniało mi się wszystko z wczorajszego wieczoru. Zrobiło mi się gorąco i po prostu wiedziałam, że znów się zaczerwieniłam. „Co ja mam z tym rumienieniem się?” Wszędzie panowała ta specyficzna cisza oznaczająca tylko jedno. „Nie ma ich.” Uśmiechnęłam się do siebie na wspomnienie chłopaków. „Czy to możliwe, że w końcu znalazłam kogoś, kto się o mnie troszczył? Oprócz Alex oczywiście.” Cieszyłam się, że przyjaciółka może w końcu odpocząć od moich problemów. Usiadłam na łóżku przypominając sobie ostatnią rozmowę z Harrym. Wciąż tuliłam do siebie poduszkę. „Normalnie mi odbiło” zaśmiałam się i sięgnęłam po telefon. Leżał dokładnie tam gdzie go zostawiłam. „Koniec z przyklejaniem go do klamki.” Nawet przez chwile nie wahałam się, który numer wybrać. Przyłożyłam słuchawkę do ucha i po raz ostatni zanurzyłam nos w pachnącej poszewce.
- Kate – na sam dźwięk jego głosu miałam ochotę się uśmiechać. – Już wstałaś? Jak się czujesz? Cudownie, ze dzwonisz. Wprawdzie Harry nam powiedział, że tak będzie, ale nie byłem pewny...
- Dzień dobry – roześmiałam się – Czuję się dobrze. Naprawdę. I przecież obiecałam, że zadzwonię... Nie przeszkadzam? – zapytałam słysząc w tle jakieś krzyki i piski.
- Nie, oczywiście, że nie. Ty nigdy nie przeszkadzasz, ale musiałem wyjść do innego pokoju, bo nic nie słyszałem przez te hałasy. Zostawiliśmy ci śniadanie na stole w kuchni... – usłyszałam jakieś trzaski i chyba głos Harry’ego. „Co tam się działo?
- Hej Kate. Jak się spało? I pytam się jako lekarz – zaśmiałam się na wspomnienie doktora Stylesa. – Szybko wstałaś.
- Spało mi się cudownie, panie doktorze – o mało nie parsknęłam śmiechem słysząc jego głos. – I jestem wyspana i w cudownym humorze. Dawno nie miałam takiego poranka.
- Jestem genialny! – dodał dumnym głosem. – No, powiedz, że jestem...
- Jesteś głupi. Oddawaj – kolejne trzaski w telefonie dobitnie świadczyły o tym, że właśnie wywiązała się tam mała przepychanka.
- Katy? Już wstałaś? – powiedział Niall śmiejąc się. – Harry i Lou właśnie siłują się na podłodze. Chyba poszło o komórkę. Ale gdzie dwóch się bije, tam Niall korzysta. – Teraz już śmiałam się razem z nim. – Zostawiliśmy ci śniadanie na stole w kuchni.
- Wiem, dziękuję. Kochani jesteście.
- Powiedziała, że jestem kochany! – wydarł się do słuchawki. – I łyso wam teraz? Oo chyba muszę dać komórkę Zaynowi, bo zaraz mnie Harry dorwie... – kolejne trzaski.
- Cześć Kate – usłyszałam rozbawiony głos Zayna. – Wszystko dobrze?
- Tak, dziękuję – zaśmiałam się. – Co się tam u was dzieje?
- No sam się zastanawiam... Harry leży na podłodze i trzyma Nialla za stopę. Louis próbuje go oderwać ciągnąc za nogi. Coś mi się wydaje, że zaraz się to skończy wielką wywrotką. I waśnie przyszedł Liam i zaczął ich uspokoić. Normalny dzień w naszym wykonaniu. A co u ciebie?
- Dopiero się obudziłam i jeszcze nie zdążyłam wyjść z łóżka – zaśmiałam się wyobrażając sobie opisywaną przez niego scenę.
- A więc jeszcze leżysz w pościeli... – dziwnie przeciągał słowa. – Hmmm...
- Malik! Oddaj mi ten telefon! – usłyszałam krzyki Louisa. – No przestańcie wreszcie. Chciałem tylko chwilę porozmawiać...
- Za późno – usłyszałam głos Zayna i nie mogłam się nie zaśmiać.
- Jak się rozłączyłeś, to nie przeżyjesz – groził mu Lou i po kolejnych trzaskach ponownie usłyszałam jego głos. – Kate? Jesteś tam?
- Jestem – zachowanie powagi przychodziło mi z trudem. – Wszystko w porządku?
- Tak myślę – w tle usłyszałam głośny huk. – No może nie ze wszystkimi... Harry nic ci nie jest? Przewrócili szafę. Będziemy za jakieś cztery godziny. Taką przynajmniej mam nadzieję. Co będziesz robić?
- Jak już wyjdę z łóżka, to pójdę zjeść to śniadanie, o którym mówiłeś i chyba poczytam książkę. Jeszcze nie wiem – uśmiechnęłam się.
Usłyszałam jakiś męski głos próbujący przywołać ich do porządku. „Pewnie manager?” pomyślałam i trochę zrobiło mi się go szkoda. To musi być nie lada wyzwanie zapanować nad nimi.
- Paul każe nam kończyć – odezwał się Lou – a wcale nie mam na to ochoty...
- Ale musisz... – dodałam cicho. – A ja już jestem głodna. Chyba zamieniam się w Nialla.
- Nieeee! – ten okrzyk był przekomiczny.
Jego śmiech jeszcze długo po zakończeniu rozmowy dźwięczał mi w uszach. „Cudowny poranek” pomyślałam idąc do łazienki. Poranna toaleta przebiegła ekspresowo. Zauważyłam, że koszulka jest sztywna od zaschniętej krwi w jednym miejscu więc odłożyłam ją na bok, by później wyprać. „Może lepiej zrobić to teraz?” Przypomniało mi się jak Lou konsekwentnie zabierał moje rzeczy do prania. Podeszłam do umywalki i w tym samym momencie odezwał się mój żołądek.
- Wygrałeś – zaśmiałam się. Ubrałam spodnie i sięgnęłam po koszulkę. „Ostatnia, której nie widzieli.” Przypomniałam sobie dzień, w którym Alex mi ją opisywała. Prawie tarzałyśmy się ze śmiechu wymyślając coraz to głupsze rzeczy. – To były czasy...
A teraz miałam tylko te kilka ciuchów, które kiedyś zostawiłam u niej w domu. Pięć bluzek i dwie pary spodni. Cały mój dobytek. Pomyślałam o rzeczach chłopaków, które walały się w szafie. Było tego więcej niż kiedykolwiek miałam, a przecież to pewnie nie wszystko. „Jestem żałosna.” Szybko założyłam bluzkę, poprawiłam pościel i poszłam do kuchni uszczęśliwić mój żołądek.


- Wszystko w porządku chłopcy? – Paul nie mógł się powstrzymać, by o to nie zapytać. – Nie da się ukryć, że dziś byliście w lepszej formie.
- Rzeczywiście – odpowiedział mu Harry wsiadając do samochodu. – Chyba właśnie odnaleźliśmy patent, by się wysypiać.
- Jeszcze jest w fazie testowej – zaśmiałem się – ale pierwsza próba wypadła pomyślnie.
- Wy i poważne rozmowy – pokręcił tylko głową i zatrzasnął drzwiczki pokazując kierowcy, że może ruszać. – Widzimy się jutro.
- Za ile będziemy na miejscu? – zapytałem.
- Pół godziny – kierowca uśmiechnął się w lusterko. – Śpieszy ci się Lou?
- Trochę... – spojrzałem na niego. – Pół godziny plus jeszcze z pół zanim fani nas wpuszczą do środka – wyliczałem.
- Mogę podjechać od strony plaży.
- Louis, nie przesadzaj – odezwał się Liam. – Wszystkim nam się śpieszy, ale nie możemy wiecznie się przemykać od tyłu.
- Zawsze możesz powiedzieć, że śpieszysz się na kibelek i zwiać po kilku minutach – zaśmiał się Zayn. – Na pewno ci to wybaczą.
- Tylko to raczej jednorazowa wymówka – odezwał się Niall. – Jak ją za często będziesz wykorzystywał pomyślą, ze potrzebny ci lekarz.
- Doktor Styles, do usług – Harry nie mógł się powstrzymać, by nie wsadzić mi łokcia w bok.
- Oj, no dobra – broniłem się. – Już nic nie mówię.
- Jutro możemy spać do południa – rozmarzył się niedoszły doktor. – Może byśmy się gdzieś wybrali? I zanim mnie oskalpujecie, to nie zapomniałem o Kate. Pomyślałem, że można by coś wynająć tylko dla nas i zadzwonić po Alex. Albo – tu popatrzył na mnie – Lou zostanie i będzie się nią opiekował, a my zaliczymy jakiś klub. – Podniósł rękę do góry. – Głosuję za pierwszą opcją.
- Nawet nie jest to głupie – zamyślił się Zayn. – Można by na przykład iść na kręgle.
- Albo na basen – Niall rzucił kolejny pomysł. – Sorry stary...
- Może wesołe miasteczko? – zaproponował Liam. – Choć pewnie Kate by wolała gdzieś w budynku. Można zadzwonić do Paula i zapytać czy by nie mógł czegoś zorganizować...
- Chyba lepiej zacząć od Alex i zobaczyć, co ona powie – powiedziałem. – Jeśli nam to odradzi, to możecie iść na imprezę. Ja chętnie zostanę z Kate.
- W to nikt nie wątpi – zaśmiał się Harry, a reszta dołączyła. – A tak w ogóle, to przypomniało mi się, że miałem ci coś pokazać – zaczął szukać czegoś po kieszeniach. Zdziwiłem się gdy wyciągnął komórkę.
- Kolejne zdjęcie? – zapytał Liam.
- Co? – teraz już nic nie rozumiałem.
- W sumie to tak... – pogrzebał chwile w telefonie i odwrócił ekran w moją stronę. – Zobacz co Els wczoraj dodała na Twittera.
- To sprzed roku – popatrzyłem na niego nie rozumiejąc do czego zmierza.
- A gdzie to jest napisane? – podał komórkę Liamowi, a ten puścił dalej. – Ja tam tylko widzę, że stoicie sobie jak dwa gołąbki i gruchacie, a data jest z wczoraj...
- Tak to wygląda – przyznał Zayn. – Chyba wcześniej nie widziałem tego zdjęcia...
- Co ona wyprawia? – zapytał Niall patrząc na mnie.
- Nie mam pojęcia.
- Może się uspokoiła i doszła do wniosku, że nie chce z tobą zrywać – głośno myślał Liam. – A to taki jej sposób, by ci pokazać, że wciąż cię kocha...
- Na to już za późno – powiedziałem kładąc nacisk na ostatnie słowo.
- To musisz z nią porozmawiać i się dowiedzieć, co ona zamierza tym osiągnąć – Liam oddał telefon Harry’emu.
- Albo możesz ją olać i nie zwracać na to uwagi – odezwał się nasz doktor. – Może sama zrozumie, że to bez sensu. Ale prawdę mówiąc chyba wolałbym wiedzieć o co jej chodzi...
- Zadzwonię do niej później. Teraz nie mam ochoty z nią gadać – obwieściłem swoją decyzję i oparłem się wygodnie zamykając oczy.
- Pomyśl, że to i tak lepsze niż gdyby publicznie wyzwała cię od najgorszych – zaśmiał się Zayn.
- No panowie – odezwał się po chwili kierowca. – Jesteśmy na miejscu. Wasze dziewczyny czekają.
Ledwo otworzyliśmy drzwiczki, a zewsząd rozległy się piski i nawoływania. Uśmiechnięte lub zapłakane fanki tarasowały drogę do hotelu. Popatrzyłem na ten tłum dziewczyn uśmiechając się do nich, ale w środku myślałem o tym, że moja Kate siedzi tam całkiem sama...
Po 45 minutach w końcu udało mi się przebić do holu i zanim ktokolwiek mnie zaczepił pognałem do windy. Chłopaki wpadli dosłownie w ostatniej chwili, bo już miałem na nich nie czekać.
- Ale ci się spieszy – wysapał Niall. – Bo pomyślę, że chciałeś bez nas pojechać.
- Ty to powiedziałeś – zaśmiałem się. – Śpieszę się do kibelka – skorzystałem z pomysłu Zayna.
- Jasne, bo ci wierzę – blondyn puścił do mnie oko.
- A ty do kogo już dzwonisz – zapytałem widząc, że Liam wisi na telefonie.
- Pomyślałem, że może lepiej pogadać a Alex zanim wejdziemy do siebie. Jak nam to odradzi, to Kate się nawet nie dowie o naszych pomysłach.
Patrzyliśmy na niego wyczekująco. Byłem ciekawy, co ona powie o naszych planach, ale coś mi się wydawało, że zaraz włączy się poczta.
- Poczta się włączyła – odezwał się Liam. – Hej Alex. Tu Liam. Oddzwoń jak będziesz miała chwilkę. Mamy parę pomysłów na wieczór, ale chcielibyśmy je najpierw z tobą obgadać. To do usłyszenia.
Ledwo skończył się nagrywać winda zatrzymała się na naszym piętrze. Na korytarzu mignęła nam znajoma para, która właśnie wchodziła do swojego apartamentu. Czekaliśmy, aż Liam otworzy drzwi.
- Dzień dobry chłopcy – odezwał się kobiecy głos za naszymi plecami. – Chciałam wam oddać talerzyki i jeszcze raz podziękować za tort. Był przepyszny.
- Nie ma za co – uśmiechnął się Niall odbierając naszą własność.
- To my dziękujemy – powiedziałem. Starsza pani spojrzała na mnie ze zrozumieniem w oczach i tylko kiwnęła głową.
- Myślicie, że mogłabym dostać ten przepis. Mój mąż tak uwielbia czekoladę, a tym ciastem był po prostu zachwycony. Niedługo ma urodziny i byłaby to dla niego niespodzianka.
Spojrzeliśmy na Nialla.
- Nie patrzcie na mnie. Ja tylko pomagałem Katy. Sam nie potrafiłbym go zrobić. Ale przecież możemy jej zapytać. Na pewno się zgodzi.
- Byłoby wspaniale, gdyby się udało – ucieszyła się kobieta. – To już was nie zatrzymuję. Pewnie jeszcze nie raz się spotkamy.
- Do widzenia – powiedzieliśmy jak jakiś chór dzieciaków z podstawówki.
- Otworzysz w końcu te drzwi? – zapytał się Zayn.
- Już dawno są otwarte – Liam nacisnął klamkę i wparowaliśmy się do środka.
Rozejrzałem się po salonie. Był pusty. Tylko książka na stoliku świadczyła o obecności dziewczyny. Zayn ruszył w stronę tarasu, ale po chwili odwrócił się w naszą stronę kręcąc głową.
- Tam jej nie ma – powiedział.
Już chcieliśmy rozpocząć poszukiwania kiedy Niall wpadł na jakże inteligentny pomysł.
- Katy! Gdzie jesteś? – zawołał.
- W kuchni – usłyszałem jej cichy głos i rzuciłem się w tym kierunku.
- Cześć – powiedziałem gdy tylko ją zobaczyłem. – Co robisz?
Stała oparta o szafkę z rękoma splecionymi na piersiach. Uwielbiałem te jej czarne spodnie. Nie mogłem oderwać wzroku od tasiemek łaskoczących jej łydki. Zauważyłem, że znów ma inną koszulkę. Niestety napis zasłaniała rękoma. Było widać tylko końcówkę. „Oh yeah ;)” i jakąś postać z komiksu najwyraźniej to mówiącą. Już ta część była zabawna. Ciekawe co jest powyżej...
- Chciałam sobie zrobić kawy – odpowiedziała na moje pytanie.
- Mamy ekspres – odezwał się Zayn.
- Wiem, ale jakiś skomplikowany – uśmiechnęła się do nas.
- Nie wytrzymam – Harry podszedł do niej. – Pokaż co tam masz napisane na koszulce, bo aż mnie skręca z ciekawości. – Ujął ją za dłonie i odsłonił sobie widok. – Are blind people able to see in their dreams? – czytał. – Oh yeah – zaakcentował końcówkę przekomicznie.
Gdyby to były tylko te pierwsze słowa, raczej nikt nie wiedziałby jak się zachować. Końcówka zmieniała wszystko w żart. Harry się roześmiał, a z nim my wszyscy. A Kate? Jak zwykle w takich momentach cudownie się zaczerwieniła.
- Normalnie rozwalają mnie twoje koszulki – objął ją ramieniem. – Zdecydowanie musimy się zacząć nimi wymieniać. Zrobiłbym w nich furorę. Już się nie mogę doczekać następnej.
- Nie mam więcej – powiedziała cicho, jakby... „Wstydzi się tego?” zdziwiłem się. – Już wszystkie widzieliście. A co do twojego pomysłu, to oczywiście nie ma sprawy. Chociaż nie wydaje mi się, by były na ciebie dobre. – Uniosła głowę do góry jakby chciała na niego spojrzeć. „No tak, w końcu jest przy niej jak wielkolud.
- To ja zrobię kawy – zaofiarował się Liam, gdy czajnik się wyłączył. – Komuś jeszcze coś do picia?
Posypały się zamówienia, ale w chwili gdy Kate kończyła robić swoją, wszyscy nagle zmienili zdanie. Zresztą on również.
- Katy? – Niall podszedł bliżej i prawie wsadził jej nos do kubka. – Mogę spróbować?
- Oczywiście – uśmiechnęła się do niego, a on już testował gorący napój.
- Ja też taki chcę – powiedział po chwili zlizując kremowe wąsy, których właśnie się dorobił. – To jest super słodkie. – I znów przyssał się do kawy.
- Pokaż – Harry prawie wyrwał mu kubek. – O matko! Ja też chce. Możesz zrobić jeszcze?
- Dajcie spróbować – Zayn wyciągnął rękę w ich kierunku. – Dobre. To mi też. – Podał kubek Liamowi wyciągając wcześniej łyżeczkę.
- Z czekoladą? – powiedział po spróbowaniu. – Ja też poproszę.
- Dajcie i mi spróbować – wziąłem łyk. Smakowało trochę jak latte ze słodką pianką na wierzchu. „Pychota.” – Pyszne. Jak to zrobiłaś? Ja też chcę takie.
Zaśmiała się tak szczerze, że miałem wrażenie, że jakieś magiczne dzwonki odezwały się w powietrzu. Nie mogłem oderwać od niej wzroku.
- Coś mi się wydaje, że nie mam wyjścia i muszę zrobić więcej jeśli sama chcę się napić.
- Mogę ci pomóc? – zapytał Liam. – Chciałbym zobaczyć jak to się robi?
- Jasne – odpowiedziała i sięgnęła po czajnik, by napełnić go wodą.
Odezwał się czyjś telefon. Spojrzałem na Liama, ale tylko przecząco pokręcił głową. Zauważyłem, że Zayn zerka na wyświetlacz.
- To Perrie – powiedział wstając. – Tylko nie wypijcie mojej kawy – dodał wychodząc.
- Ładne imię – uśmiechnęła się Kate. – I takie oryginalne.
- Ładna dziewczyna – zaśmiał się Harry. – Właściwie ona też śpiewa w zespole. I też brała udział w X Factor. Właściwie to jej zespół wygrał.
- Czyli przegraliście z nimi? – zapytała się nie przerywając robienia kawy.
- Nie – odpowiedziałem. – One brały udział w programie rok później. Na nasze szczęście, bo zmiotły konkurencje.
- To musicie mi kiedyś puścić jakąś ich piosenkę – zaśmiała się. – Sama ocenię.
- I już? – zdziwił się Liam
- Tak. Żadna filozofia – uśmiechnęła się do niego.
- Ludzie używają skomplikowanych ekspresów by osiągnąć taki efekt – powiedział stawiając przed nami kubki. – A to wcale nie jest trudne, ani czasochłonne.
- Może przeniesiemy się do salonu – Niall już kierował się tam z kawą. – Szkoda, że nie mamy nic słodkiego...
- A propos słodkiego – odezwał się Liam siadając w fotelu. – Ta miła starsza pani podziękowała nam za ciasto i była nim zachwycona.
- A jej mąż jeszcze bardziej – dodałem i obserwowałem jak Kate oblewa się rumieńcem.
- Tak – przyznał mi rację. – Powiedziała, że on ma niedługo urodziny i bardzo chciałaby mu zrobić niespodziankę i upiec coś takiego. Pytała czy dałabyś jej przepis.
- Oczywiście – uśmiechnęła się skromnie. – To żadna tajemnica. Tylko ja robię wszystko z głowy, nie znam proporcji... – zawstydziła się. – A kiedy są te urodziny? Może ja mogłabym upiec drugi tort?
- W sumie to nie wiem, ale możemy jej zapytać jak ją znów spotkamy.
- Kogo spotkamy? – Zayn spojrzał pytająco na Liama. – To moja kawa?
- Tą panią z naprzeciwka – odpowiedział Niall podając mu kubek. – Co robimy dzisiaj na lunch?
- A ty już głodny jesteś? – zdziwiłem się.
- Tak się pytam tylko. Zaraz jadę na zakupy, bo będę z Katy ciasto robił – cieszył się jak dziecko. – To mogę coś przywieść...
- W sumie, to czemu nie? – powiedział Liam. – Zanim wrócisz z zakupami, to akurat będzie czas, by coś zjeść.
- Jedziesz ze mną?
- Dlaczego znów ja? – zapytał Harry. – Byłem ostatnio.
- I myślisz, ze już odkupiłeś winy za zjedzenie moich placków? To informuję cie, że jesteś w błędzie.
- Ale ktoś jeszcze jedzie – marudził Harry. – Bo znów będzie tak jak ostatnio. Ja będę wszystko dźwigał, a potem jeszcze pewnie siatki mi pękną pod samymi drzwiami.
- Ja pojadę – odezwał się Zayn z pięknymi białymi wąsami. Nie mogłem się powstrzymać, by się nie roześmiać. – Co? – popatrzył na mnie zdziwiony i wyjął lusterko, by się przejrzeć. Po chwili sam się śmiał zlizując słodką piankę.
- Ta kawa jest świetna – powiedziałem cicho do Kate. – Normalnie jestem zwolennikiem herbaty, ale chyba to będzie mój wyjątek od reguły.
- Katy – Niall wcisnął się obok niej na kanapę i normalnie muszę mu za to podziękować, bo dzięki temu siedziała bliżej mnie. – To co będziemy potrzebować? I w ogóle jakie ciasto robimy?
- A na jakie macie ochotę? – zapytała cicho.
Zaraz zaczęliśmy wymyślać i rzucać różnymi nazwami, ale chyba żaden z naszych pomysłów nie nadawał się do realizacji, bo co to w ogóle jest „ciasto pokemonowe”? Ale śmiechu było przy tym co nie miara.
- To może coś z owocami? – zapytałem. – I może nie bardzo czasochłonne. Powinnaś więcej odpoczywać. Brałaś leki? – przypomniało mi się.
- Tak – odpowiedziała mi cichutko i uśmiechnęła się. – I ja naprawdę dużo odpoczywam.
- Ciasto owocowe, to dobry pomysł – przyznał Harry. – Tylko nie pytaj Louisa jakie owoce, bo ci powie, że najbardziej lubi marchewki.
Wszyscy zaśmiali się z mojej drugiej wielkiej miłości. „Dokładnie. Z drugiej.” Spojrzałem na Kate. Śmiała się razem z nimi, ale miała taki cudowny błysk w oczach. Po chwili zajęła się z Niallem listą zakupów. Oparłem się wygodnie i zamknąłem oczy. Rozkoszowałem się ciepłem jaj ciała obok mnie. Zadzwonił telefon.
- Zaraz wracam – odezwał się Liam i poszedł do swojego pokoju.
- Pewnie Danielle – Zayn chyba stwierdził, że czas zapalić i ruszył na taras. – Tak więc trochę to potrwa.
Siedziałem tak myśląc o niebieskich migdałach. Nagle rozległ się dźwięk przychodzącej wiadomości. „Byle nie El!”, to była moja pierwsza myśl, gdy sięgałem po telefon. „Od Liama?” zdziwiłem się. „Nic nie mów, tylko chodź do mnie. Alex dzwoniła.” Podniosłem się z kanapy i rzuciłem krótkie:
- Zaraz wracam.
Starałem się iść spokojnie, ale nie było to łatwe. Nie moglem się doczekać, co Liam się dowiedział. Czekał na mnie w drzwiach i zaraz je zamknął gdy tylko wszedłem do środka.
- I co? – zapytałem próbując coś wyczytać z jego twarzy.
- Alex z nami nie pójdzie, bo zostaje na nocną zmianę za jakąś koleżankę – zaczął. – Ale powiedziała, że jeżeli mamy takie miejsce bez obcych ludzi, to byłby to świetny pomysł. Inna sprawa, to sprawić, by Kate zgodziła się pójść...
- Zanim zaczniemy ją przekonywać trzeba znaleźć takie miejsce. Dzwoniłeś już do Paula? Może nam coś podpowie.
- Właśnie miałem to zrobić. Chciałem się tylko upewnić, że wciąż mamy zamiar gdzieś wyjść.
- Zadzwoń do niego i zobaczymy jak się sprawy mają. Możemy to potem obgadać z resztą jak Kate pójdzie piec to ciasto z Niallem. To ja wracam do nich. Później pogadamy.
W salonie zastałem Kate z książką na kolanach. Siedziała w tym samym miejscu, gdzie ją zostawiłem. „Super” ucieszył się głos w mojej głowie.
- Gdzie wszyscy? – zapytałem siadając przy niej i obejmując ją w pasie ramieniem. Poczułem jak na chwilę jej ciało zesztywniało.
- Pojechali na zakupy – uśmiechnęła się odwracając głowę w moją stronę i próbując się odsunąć.
- Zostań proszę – powiedziałem cicho. – Miałem nadzieję, że coś mi poczytasz.
- Tak od środka książki? – zdziwiła się, ale już nie uciekała ode mnie. – Nic nie będziesz z niej wiedział.
- To po prostu posiedź ze mną. Ty będziesz sobie czytała, a ja popatrzę.
- To zaraz zaśniesz z nudów – zaśmiała się nawet sobie nie zdając sprawy, że więcej mi do szczęścia nie trzeba.
- Włączę sobie telewizor. Chociaż ostatnio to przy nim najczęściej zasypiam.
Po chwili skakałem po kanałach, ale ani razu nie spojrzałem w ekran. Nie mogłem oderwać wzroku od jej delikatnych palców sunących po papierze. Gdy odwracała stronę była tak ostrożna jakby trzymała w rekach bezcenny skarb. Była do mnie odwrócona bardziej tyłem niż bokiem... Mogłem gapić się do woli i tak też robiłem. Wiedziałem, że ona nie zdaje sobie sprawy z tego, co ze mną robi. Z jednej strony się cieszyłem, ale... „Zawsze jest jakieś ale...” Powoli zdobywałem jej zaufanie i byłem z tego dumny jak paw. Nie mogłem tego zepsuć. A to co do niej czułem? Może pewnego dnia będzie gotowa, by to usłyszeć? I jeśli będę miał szczęście, to powie mi...
- Gdzie wszystkich wywiało? – zapytał Liam siadając w fotelu i pokazując mi uniesiony kciuk.
- Pojechali na zakupy – odpowiedziałem uśmiechając się. – Pewnie szybko wrócą, bo Niall się nie może doczekać, by zagonić Kate do kuchni.
- Wyobrażam sobie – wyciągnął rękę w moją stronę. – Dawaj tego pilota. Oczopląsu można dostać od tego twojego skakania po kanałach.
- A ty co niby teraz robisz? – zapytałem widząc, że przeskakuje z programu na program.
- Patrzę, gdzie coś ciekawego leci – odpowiedział. – O, Kate. Chciałaś posłuchać zespołu Perrie – podgłośnił trochę. – To właśnie masz okazję.
Dziewczyna wsłuchała się w muzykę. Jej palce przestały przesuwać się po papierze, ale wciąż delikatnie go dotykały. „Jakby motyl przysiadł na chwile, by odpocząć...” Normalnie powinienem zostać poetą.
- Teraz śpiewa Perrie – powiedziałem jej na ucho.
Gdy piosenka dobiegła końca, Liam znów zaczął szukać czegoś po kanałach. Ostatecznie zostawił jakiś stary film.
- I co myślisz? – zapytałem.
- Całkiem fajny – uśmiechnęła się. – Taki do tańczenia. Ładnie śpiewają. Czy Danielle też jest piosenkarką?
- Nie – odpowiedział Liam. – Jest tancerką.
- Jest bardzo dobra – odezwałem się. – Tańczyła nawet podczas igrzysk olimpijskich.
- Ooo – uśmiechnęła się. – Też branża muzyczna.
- Taki zbieg okoliczności – zaśmiał się. – Żadna reguła.
- Choć jest to bardzo dobre rozwiązanie – powiedziałem. – W pewnym sensie. Chodzi mi o to, że obie strony znają i rozumieją show-biznes, więc jest im łatwiej się w nim odnaleźć jako para. Niestety są też minusy. Oboje są bardzo zajęci i często daleko od siebie.
- To rzeczywiście nie najlepiej – przyznała mi rację. – Musisz tęsknić... – zwróciła się do Liama czym wywołała uśmiech na jego twarzy. Wiedziałem na co się zanosi.
- Tak – odpowiedział i zaczął swój ulubiony temat. O Danielle mógł gadać godzinami i niestety na to się zanosiło...


- Normalnie nie rozumiem jak to się stało – jęknął Harry zbierając zakupy z ziemi. – Przecież szliśmy razem. Dlaczego tylko moje siatki pękły?
- Może gdybyś ich nie kopał idąc, nie musiałbyś teraz tarzać się po ziemi – śmiał się Zayn.
- Może wam pomóc chłopcy? – usłyszałem głos za sobą. Odwróciłem się i zobaczyłem staruszkę podającą mi pusty karton. – Zawsze mam kilka w bagażniku, bo te jednorazówki, które dają w sklepach są do niczego.
- Słyszycie – uśmiechnął się Harry i podziękował za pudełko. – To nie moja wina.
- Jasne – Zayn nie przestawał się z niego nabijać, a ja patrzyłem jak kobieta wchodzi do sklepu.
- Dobra, pośpieszmy się – powiedziałem i zacząłem pomagać zebrać zakupy. – Zaraz musimy jedzonko odebrać.
- Ciekawe, czy Alex oddzwoniła do Liama? – zapytał Zayn. – I jeśli tak, to co powiedziała...
- Fajnie by było gdzieś wyskoczyć – Harry upychał pudło w bagażniku.
- Tylko może niekoniecznie na basen...
Pół godziny później wchodziliśmy obładowani do apartamentu. Katy uśmiechnęła się do nas odkładając książkę. Lou chyba spał. Zauważyłem, że trzyma rękę na jej kolanie. Nie moglem się nie uśmiechnąć na ten widok.
- Mamy wszystko – powiedziałem. – I jeszcze coś smacznego na lunch.
- Długo was nie było – Liam właśnie wychodził z kuchni. – Już myśleliśmy, że was porwali.
- Nawet mi nie mów – Zayn skierował się do kuchni. – Ostatni raz poszedłem z nimi na zakupy. W każdą alejkę musieli wejść. Nawet z częściami do samochodów.
- A co w tym dziwnego? – wzruszyłem ramionami.
- To z lalkami – wyliczał dalej Zayn.
- No a co w tym dziwnego? – zaśmiał się Harry. – Może szukałem prezentu dla sióstr Louisa.
- No a czego szukałeś w alejce z proszkami do prania?
- Proszku do prania – roześmiałem się widząc jego minę.
- Widzisz – spojrzał na Liama. – Następnym razem wołami mnie nie zaciągną do sklepu.
- Ale mieliście fajny pomysł z tym pudełkiem – Liam próbował się nie śmiać.
- Harry znów rozsypał zakupy. Tym razem po całym parkingu – po tych słowach Zayna już nikt nie mógł się powstrzymać od śmiechu.
- Nie po całym – bronił się winny. – Przy samym aucie się rozsypały...
Wszyscy zwijaliśmy się ze śmiechu. Tylko Lou sobie spał w najlepsze z tym uśmiechem zadowolenia na twarzy.
- Pomóc wam z zakupami? – spytała Katy.
- A może najpierw zjemy lunch zanim nam wystygnie – zaproponowałem idąc do kuchni. – Czytaj sobie jeszcze, a my was zawołamy jak będzie gotowe.
Liam nakrył do stołu i zaczął wyjmować jedzenie, które przynieśliśmy. Zayn uciekł na papierosa, a Harry się przebrać, bo podobno cały był brudny. Miałem zabrać się za wykładanie zakupów, ale przypomniałem sobie, że jeśli zrobię to z Katy, to nie będzie miała potem problemu, by coś znaleźć. „Tak wiec później.
Lunch przebiegł w cudnej atmosferze. Śmialiśmy się jak zawsze. Szybko posprzątaliśmy i w końcu się doczekałem. Teraz ja mogłem wygonić wszystkich z mojej kuchni. „Raczej naszej” popatrzyłem na Katy.
- Wiesz, że jesteś cudowna? – wypowiedziałem na głos to, o czym właśnie myślałem. Zarumieniła się i obdarzyła mnie tym swoim nieśmiałym uśmiechem.
- Bo umiem gotować? – zapytała.
- To też – nie mogłem się nie roześmiać. – Ale tak poza tym, to też jesteś fajna. Lubię cię – objąłem ją ramieniem.
- Ja ciebie też lubię – powiedziała cicho.
- A teraz musisz mi wytłumaczyć dlaczego kazałaś mi kupić tyle marchewek?
Roześmiała się tylko i zabraliśmy się do pracy. Wkrótce miałem się dowiedzieć...