sobota, 13 października 2012

07



Poczułam cudowne ciepło rozchodzące się po moim ciele wraz z każdą łyżką przepysznej zupy. Dawno nie jadłam nic równie dobrego, a może to w skrajnych sytuacjach wszystko nam lepiej smakuje. Mam nadzieje, że nie ma w niej grzybów. Zresztą... Chyba nawet one by mi teraz nie przeszkadzały. Siedziałam jak na rozżarzonych węglach. Gotowa w każdej chwili uciec. Wiedziałam, że drzwi są gdzieś przede mną. Tylko nie miałam pojęcia, co zagradza drogę do nich. Wsłuchiwałam się w dźwięki dobiegające do mnie z każdej strony. Tykanie zegara gdzieś z boku, buczenie lodówki w kuchni gdzieś na prawo od drzwi i pięć oddechów... Pięć osób, z których każda bała się odezwać. Pewnie patrzyli na mnie nie wiedząc co z tym fantem zrobić. „Będziesz tam bezpieczna...” przez głowę przemknęły mi słowa przyjaciółki.
- To może ja pójdę i spróbuję wysuszyć rzeczy Kate? – powiedział nagle ktoś siedzący z prawej strony. Drgnęłam na dźwięk jego głosu. „Jak on miał na imię? Jakoś na L...” zastanawiałam się.
- Nie trzeba, Liam – powiedział Louis. – Zaraz się tym zajmę.
- Nie ma sprawy. Muszę się czymś zająć – powiedział i słyszałam jak podnosi się z miejsca. – Zresztą gdybyś ty się za to zabrał mogłoby się okazać, że nawet na lalkę byłyby za małe.
Usłyszałam jak ktoś cicho się zaśmiał. Lou zaczął coś mruczeć pod nosem nie przerywając jedzenia. Miałam wrażenie, że wychwyciłam słowa „skąd mogłem wiedzieć...”
- Już dłużej nie mogę – usłyszałam gdzieś naprzeciwko. – A pamiętacie jak próbował wysuszyć trampki w kuchence, a Niall o mało zawału nie dostał jak wlazł do kuchni i wszędzie było siwo? – ktoś nabijał się z mojego wybawcy. „Harry?”
- Wcale nie dostałem zawału! – to musiał być Niall. – Przez niego taka pyszna lazania się zmarnowała. Wszystko śmierdziało spaloną gumą.
- Oj dajcie spokój... – próbował bronić się Louis, ale teraz już wszyscy śmiali się na całego.
- Przez ponad tydzień – dodał ktoś jeszcze.
„To musiało być zabawne” pomyślałam i poczułam, że też się uśmiecham. W salonie od razu zrobiło się jakoś lepiej.
- Nie smakuje ci? – zapytał Niall. „Mnie?” Zapadła cisza, więc chyba o mnie mu chodziło.
- Pyszne, dziękuję – powiedziałam cicho, ale on najwyraźniej usłyszał, bo zaraz zaczął się przechwalać, że zawsze wie co dobre.
Zjadłam swoją zupę i siedziałam tak z talerzem na kolanach nie wiedząc co z nim zrobić. Wsłuchiwałam się w odgłosy burzy za oknem. Drgnęłam, gdy Louis dotknął mojej dłoni chcąc zabrać pusty talerz.
- Dziękuję – szepnęłam.
- Nie ma za co. Niall pozmywa – zażartował, ale jednocześnie usłyszałam, że ktoś zrywa się z fotela i odbiera od niego brudne naczynia.
„Czyżby panował tu jakiś podział obowiązków i kuchnia należy Nialla? A może on też musi się czymś zająć i tylko na to czekał, by wyjść?” Moje myśli przerwało pojawienie się Liama.
- Kate – zaczął powoli – twoja torba jest też cała mokra. Nie chcę ci do niej zaglądać, ale jeśli chcesz, to mogę ją też wysuszyć.
- Pokaż tą torbę – powiedział Louis zmieniając pozycję na kanapie. Po chwili poczułam znajomy ciężar na kolanach. – Możesz wyjąć swoje rzeczy, to ci ją zaraz suchą odda – zwrócił się do mnie.
„Moja książka! Jak mogłam o niej zapomnieć?” Otworzyłam torbę i wyjęłam swoją najcenniejszą rzecz. Moje palce sprawnie zbadały ukochany przedmiot. Worek był szczelnie zamknięty. „Jest cała...” pomyślałam z ulgą kładąc ją obok siebie. Sięgnęłam ponownie do środka i wyjęłam kilka drobiazgów. Trzymając je w ręce podałam torbę Liamowi.
- Dziękuję – szepnęłam.
- To wszystko? – usłyszałam naprzeciw mnie zdziwiony głos. – Książka, paczka chusteczek, żelki i spinka do włosów. Moja dziewczyna powinna to zobaczyć – kontynuował. – Jej torebka zawsze waży tonę i nigdy nie można nic w niej znaleźć.
- Zayn, to cecha nie tylko twojej dziewczyny – dodał Liam odbierając ode mnie przedmiot ogólnego zainteresowania i wychodząc z salonu.
Wciąż trzymałam rzeczy w dłoni nie wiedząc gdzie je położyć. Nagle poczułam palce Louisa delikatnie odbierające ode mnie moje skarby.
- Położę to na ławie – powiedział i usłyszałam, że znajduję się ona całkiem blisko. – Cieplej ci trochę? – zapytał Louis cicho. Skinęłam głową. „Oni chodzą obok mnie jak na szpilkach bojąc się, że w każdej chwili ucieknę” pomyślałam, a  przecież Alex mówiła, że tu nic mi nie grozi. Więc dlaczego wciąż czuję strach?
- Idę zapalić – usłyszałam jak Zayn się podnosi i kieruje w naszą stronę.
Zamarłam, ale on tylko przeszedł obok nas i otworzył drzwi na taras czy balkon i wyszedł. Poczułam chłodne powietrze na swojej twarzy i zapach jaki unosi się tylko od morza. Zwróciłam twarz w tym kierunku. Słyszałam jak fale obijają się o brzeg i szum liści, gdy wiatr rozwiewał gałęzie drzew. Zadrżałam na wspomnienie zimna jakie dziś było mi dane zaznać. I mimowolnie się uśmiechnęłam, gdy przypomniałam sobie kto mnie wybawił przed zamarznięciem. „Ciekawe skąd Alex go znała? Nigdy o nim nie wspomniała ani słowem.”
- Zimno ci? Drżysz? – Louis zwrócił się w moją stronę. Kanapa uginała się przy każdym jego ruchu.
- Nie. Czujesz jak powietrza pachnie? Będzie grzmiało... – dodałam cicho.
- Skąd wi... – zaczął, ale w tej chwili umilkł i usłyszeliśmy ogromny huk. Aż dzwoniło w uszach.
- Jesteś lepsza niż prognoza pogody – powiedział Harry. – Nigdy nie pomyślałem, że powietrze pachnie. No chyba, że śmierdzi jak ktoś je zepsuje... – zaśmiewał się.
- Co się zepsuje? – zapytał Niall, który załapał się na ostanie słowa. – O, żelki. Czyje? Mogę? – głos mu się zmienił, gdy to mówił.
- Nie twoje – powiedział Louis.
- Ależ proszę – wtrąciłam nieśmiało i usłyszałam, że chłopak chce po nie sięgnąć. Niestety ubiegł go Lou.
- Mało się już ich nawpychałeś? Daj innym chociaż szansę spróbować.
- Ale te są jakieś inne. Takich nie jadłem – ciągnął Niall. – A zresztą Kate mi pozwoliła. Harry, słyszałeś? Powiedziała, że mogę – próbował odebrać paczkę, ale Lou zdążył rzucić ją do kolegi. To było nawet zabawne. Słyszałam jak paczuszka co chwilę przecina powietrze. „Biedny chłopak” pomyślałam, ale w sumie wiedziałam, że to takie przyjacielskie zagrywki. Gdy zjawił się Zayn Niall był już bez szans. Usłyszałam szum powietrza. To Harry rzucał żelki do Louisa. Moja ręka wystrzeliła w powietrze i przechwyciła fanta nim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć.
- Wow – wyrwało się Harry’emu.
- Lou, twoja mina jest bezcenna – usłyszałam śmiech Liama, który właśnie wrócił do salonu.
- Uratowałaś żelki – usłyszałam lekko zdyszany głos Nialla. – Będę ci za to dozgonnie wdzięczny – powiedział i usłyszałam, że zbliża się do mnie. Wyciągnęłam dłoń w jego stronę i podałam mu torebkę. Usłyszałam szelest otwieranego opakowania i jak chłopak z radosnym westchnięciem usiadł i zaczął przeglądać zawartość malutkiej torebki.
- Wciąż nie rozumiem jak to zrobiłaś... – powiedział zdziwiony Louis. – To było szybkie jak mrugnięcie.
- Nie aż tak – powiedziałam cicho. – Po prostu rzucaliście cały czas w takiej samej kolejności. Słyszałam, że leci do ciebie.
- Słyszałaś, ze leci do niego? – powtórzył Zayn. - Nieźle. Chyba właśnie zyskałaś dozgonną wdzięczność Nialla.
- Aha – dodał tylko sam zainteresowany wciąż zajęty badaniem słodkości.
- Kate – usłyszałam, że Liam zwraca się do mnie. – Czy mógłbym zobaczyć twoją książkę? Lou mówił, że jest rewelacyjna.
Zawahałam się. „Oddać tą jedną jedyną cenną rzecz jaką posiadam?”. Chyba wyczuł moją niepewność, bo szybko dodał:
- Oczywiście nie trzeba, tak tylko zapytałem. Nie ma sprawy.
Ale ja już wyciągałam do niego swój skarb zapakowany w szczelny worek. Odebrał książkę delikatnie z moich dłoni i usłyszałam, ze otworzył torebkę. Do moich uszu doleciał szelest przewracanych kartek.
- Niesamowite... – powiedział cicho jakby do siebie.
- Daj zobaczyć – powiedział Zayn i podszedł do przyjaciela. Poczułam, że Louis tez przesuwa się do przodu, by zbadać książkę.
- Kurcze, z daleka to po prostu białe kartki – dodał Harry. – Ale gdy się przyjrzysz... Wygląda jak jakaś wiadomość z kosmosu.
- Nigdzie nie ma normalnych liter? – zdziwił się Lou. – Myślałem, że może chociaż na okładce będą.
Wsłuchiwałam się w ich głosy i chyba byłam zadowolona, że tak się zachwycają moim skarbem. Tylko czułabym się lepiej gdyby już do mnie wrócił. Oni jakby czytali w moich myślach. Usłyszałam szelest woreczka i po chwili Liam oddał mi książkę.
- Siedzimy tu jak na jakiejś stypie – powiedział Harry i włączył telewizor. Pokój zalała kakofonia przeróżnych dźwięków.
- Ścisz trochę – dodał Liam cicho. Usłyszałam zdecydowaną różnicę. „Czyżby jednak przy tym podziale obowiązków był ktoś ważniejszy?” przyszło mi do głowy.
Harry poskakał trochę po kanałach, aż w końcu zostawił jakąś komedie, którą chyba znał na pamięć, bo w pięć minut streścił wszystko, co ma nastąpić.
- Może zamówimy kolację? – usłyszałam i o dziwo nie z ust Nialla. A już myślałam, że to jego domena. – Zgłodniałem.
- Tak – poparł go Niall szybko, ale jego głos brzmiał jakoś inaczej.
- Nie gadaj z pełną gębą – powiedział Lou wesoło. – Więcej ci się nie zmieściło?
- Nie ma więcej... – rozczarowanym głosem powiedział chłopak.
- Zayn ma rację. Zamówmy coś – dodał Harry. – Ja też jestem głodny. I teraz zaczęła się dyskusja, kto co ma zamówić i dlaczego. Przyszło mi do głowy, że oni się raczej nigdy ze sobą nie nudzą. Musi być fajnie mieć taką paczkę przyjaciół. Na pozór każdy z nich jest różny, ale razem tworzą zwartą całość.
- Na co masz ochotę? – zapytał Lou lekko dotykając mojego łokcia. Aż podskoczyłam, ale chyba nie ze strachu. Po prostu się zamyśliłam.
- Przepraszam – szepnął, a w pokoju znów zapadła cisza. – Nie chciałem cię przestraszyć. Co ci zamówić? Masz jakieś ulubione danie?
W pokoju znów nikt się nie odzywał. Dobrze, że chociaż telewizor burzył tę ciszę wywołaną moim zachowaniem.
- Nie przestraszyłeś mnie – zaczęłam niepewnie – po prostu się zamyśliłam... chyba...
- To co byś zjadła? – kontynuował. – I nie uwierzę, że nie jesteś głodna, więc nawet nie próbuj. – powiedział to jakby czytając w moich myślach.
- Może zdam się na Nialla – powiedziałam lekko się uśmiechając. – Zupa była przepyszna.
- Ha. Się wie co dobre – powiedział ze śmiechem. – Czekaj, zamówię ci takie pyszności, że nie uwierzysz – obiecywał.
Atmosfera znów się rozluźniła. W końcu wszyscy się na coś zdecydowali i Niall poszedł do kuchni złożyć zamówienie na kolacje. Po chwili zadzwonił telefon i Liam podniósł się odbierając.
- Hej kochanie... – zaczął kierując się prawdopodobnie do swojego pokoju.
Harry i Zayn dyskutowali nad wyższością żółwi ninja nad kimś tam innym. Wywiązała się z tego zażarta wymiana zdań. Słychać było, ze raczej zginą niż któryś miałby ustąpić. Ale śmiechu było przy tym sporo. Poczułam, że Louis rozsiada się wygodnie obok mnie. Gdybym miała zgadywać powiedziałabym, że właśnie położył głowę na oparciu i zamknął oczy. „Na pewno jest zmęczony. A może mieli jakieś plany, które zburzyłam swoim pojawieniem się?”
- Lou – poczułam, że drgnął – jeśli jesteś zmęczony, to... – próbowałam coś mądrego powiedzieć, ale już sama nie wiedziałam co to miało być.
- Nie jestem – odpowiedział. – Chyba się zamyśliłem.
- Ostatnio to jakieś zaraźliwe – dodał ze śmiechem Harry. – Co chwilę, któryś się zawiesza. Dobrze, że jeszcze na mnie nie padło.
- Wszystko w swoim czasie – dodał Zayn i wyskoczył z kolejnym argumentem na poparcie przerwanej dyskusji. Słuchałam ich chwilę i muszę przyznać, że pomysłów to im raczej nie brakuje.
- Kate – zaczął Harry – czy to prawda o tych wyostrzonych zmysłaaaach... – ostatni wyraz przeciągnął jęcząc z bólu. – Czemu mnie kopiesz, kretynie?
- Harry... – zaczął Louis.
- Chyba prawda – powiedziałam cicho – nie ma innego wyjścia.
- Ale czad. Czyli możesz powiedzieć, co Liam i Niall teraz robią?
Wsłuchałam się w ciszę, bo Harry wyłączył nawet z tej okazji telewizor. Zewsząd dochodziły mnie dźwięki. Uśmiechnęłam się lekko.
- A mogę – powiedziałam. – Chyba.
- No i... – popędzał mnie chłopak, a dwaj pozostali czekali zaciekawieni.
- Niall rozlewa jakiś napój do szklanek – zaczęłam niepewnie – a Liam... – przerwałam – właśnie skończył rozmawiać przez telefon i za moment otworzy drzwi.
Ledwo to powiedziałam w głębi otworzyły się drzwi i Liam zawitał do salonu. Zatrzymał się nagle.
- Co się tak na mnie gapicie? Danielle dzwoniła – tłumaczył się.
W tym momencie do pokoju wkroczył też Niall i sądząc po pobrzękiwaniu niósł tacę z napojami. On też się zatrzymał w pół kroku.
- Co jest? – zapytał. – Zaraz będzie jedzenie, to colę przyniosłem. Postawił tacę na ławie i w tej samej chwili rozległo się pukanie. – Jedzonko – ucieszył się i skierował do drzwi.
- Kurcze, to niesamowite – powiedział Harry. – To jak mieć własny punkt nasłuchowy. Ekstra!
- Ale co? – dopytywał się Liam siadając w tym samym miejscu gdzie wcześniej.
- Kate słyszy przez ściany – krótko podsumował Zayn.
- Co?
- No słyszała jak rozmawiasz i jak się rozłączyłeś i dokładnie powiedziała kiedy otworzysz drzwi i wyjdziesz z pokoju. I jeszcze słyszała, że Niall rozlewał colę do szklanek. Ekstra nie? – pośpieszył z wyjaśnieniem Harry.
- To nie tak – zaczęłam cicho. Nie chciałam by myśleli, że mogę bezkarnie podsłuchiwać wszystko i wszędzie. – Po prostu usłyszałam jak nacisnąłeś klamkę i stukanie szklanek.
- I tak ekstra – nie dawał się przekonać Harry.
Na całe szczęście dla mnie właśnie w tym momencie przyszedł Niall i zaczął podawać kolacje. I znów Louis delikatnie położył mi talerz na poduszce, którą cały czas miałam na kolanach. Trzymałam w dłoni widelec zastanawiając się, co to będzie. „Pachnie cudownie” pomyślałam.
- Kate, na pewno ci będzie smakowało. Sam sobie też to zamówiłem.
- Pewnie i tak by ci nie powiedziała gdyby było inaczej. Z pewnością jest lepiej wychowana od ciebie – dodał Zayn, a wszyscy wybuchnęli śmiechem.
Pokój wypełniły rozmowy i pobrzękiwanie sztućców. Ocean dźwięków i zapachów. Można było wyczuć tę szczególną atmosferę, jaka panuje tylko wśród przyjaciół. Zastanawiałam się co też gości na moim talerzu i jak się za to zabrać. Cieszyłam się, że zajęci ożywioną rozmową nie zwracają zbytnio na mnie uwagi, ale i tak nie pomagało mi to w jedzeniu.
- Po prostu wbij widelec – usłyszałam szept Louisa. – To makaron z sosem i kawałkami mięsa.
Uśmiechnęłam się lekko w podziękowaniu i zanurzyłam widelec w talerzu. Niall miał racę. Przepyszne...

środa, 10 października 2012

06



Widziałem parę wydobywającą się przez szparę pozostawioną w drzwiach łazienki. Powietrze było nią przesycone. Słyszałem wodę chlupoczącą w wannie. Czułem, że jestem we właściwym miejscu, choć nie miałem pojęcia co to niby ma znaczyć. Ujrzałem swoją postać w lustrze. Czy ja naprawdę tak wyglądam? Ocknąłem się. Szybko zrzuciłem z siebie przemoczone ubranie i założyłem dresy i bluzę. Podszedłem do szuflady Harry’ego i wygrzebałem jakieś ciepłe skarpety. Czułem, że stopy mi zamarzły. Usiadłem na łóżku i czekałem, a przed oczami ukazywały mi się plecy dziewczyny. Musze przestać. Uspokoić się. Przecież ona nie wie, że sekundę po tym jak obiecałem jej nie podglądać zaglądałem do środka. „Kurwa” pomyślałem przerażony. Kolejna rzecz, której nie powiedziałem chłopakom. Szybko naskrobałem wiadomość do Liama:
„Żadnego wspominania o tych ranach na jej ciele. Ona nie wie, że ja wiem.”
„OK”
W tym momencie drzwi się otworzyły i stanęła w nich ona. Niepewna co teraz. Spojrzałem na nią i coś chwyciło mnie za serce. Wzruszenie? Prawie tonęła w za dużym szlafroku. Nerwowo przygryzała dolną wargę. Przeszył mnie dreszcz. Zauważyłem, że jej skóra jest lekko zaczerwieniona. „Woda była za gorąca” przemknęło mi przez głowę.
- Cieplej ci? – zapytałem zbliżając się do niej. Skinienie głowy było wszystkim na co mogłem liczyć. Spojrzałem na jej bose stopy i znów skierowałem się do szuflady Harry’ego. – Dam ci jakieś skarpetki na razie i może chcesz coś do ubrania zamiast tego szlafroka. Wyglądasz jakbyś miała się w nim zgubić – paplałem bez sensu. – Chodź i usiądź tutaj, a ja czegoś poszukam. – To mówiąc wcisnąłem jej skarpetki w dłoń, a drugą delikatnie ująłem i podprowadziłem do łóżka. Skierowałem się do szafy. Kątem oka widziałem jak delikatnie dotyka narzuty. Usiadła i zaczęła zakładać skarpety. Jej palce były bardzo zaczerwienione. Chwyciłem bluzę i spodnie dresowe i skierowałem się w jej stronę. „Mam nadzieję, że czyste” pomyślałem i odruchowo powąchałem ciuchy.
- Proszę, załóż to. – powiedziałem kładąc jej ubranie na kolanach. – Też będzie za duże, ale z pewnością nie aż tak. Wyjdę na chwilę do łazienki, dobrze? – zapytałem. I znów skinienie głowy. Zamykałem już prawie drzwi, gdy usłyszałem ciche:
- Dziękuję.
Jej przemoczone rzeczy leżały obok wanny równo poskładane. Podparte torbą. Myśl, by do niej zajrzeć przemknęła mi przez głowę. „Kretyn.” Spojrzałem na zegarek. W pierwszej chwili pomyślałem, że się zepsuł. Wydawało mi się, że upłynęły wieki, a tymczasem to była jedna godzina... „Ile czasu jej dać na przebranie?” pomyślałem znów zerkając na wyświetlacz. Odczekałem pięć minut opierając się o umywalkę i chłodząc czoło o taflę lustra. Wyprostowałem się, zrobiłem głęboki wdech i powoli otwierałem drzwi.
- Mogę już? – zapytałem, zastanawiając się czy można usłyszeć skinięcie głowy.
- Tak – cichy szept przerwał moje myśli.
Siedziała dokładnie jak ją zostawiłem. Jedyna różnica to, ze teraz miała na sobie moje ciuchy, a na kolanach złożony równo szlafrok. „Mi by się nigdy tak nie udało” przemknęło mi w głowie.
- Jeśli nie chcesz iść do salonu, zrozumiem. Oni też – powiedziałem. – Mogę przynieść ci tu herbaty. I chyba Niall zorganizował jakąś zupę, to się rozgrzejemy.
Wstała powoli z łóżka i niepewnie zrobiła dwa kroki, aż natknęła się na jakiegoś buta. „Oczywiście mojego.” Zatrzymała się wyczekująco. Podszedłem do niej, a ona podała mi szlafrok. Miałem ochotę rzucić go w kąt, ale odłożyłem tylko na najbliższym krześle. Wyciągnęła dłoń jakby szukała mojej. Pomogłem jej ją znaleźć, a ona tylko delikatnie ujęła moje palce. W tym momencie prąd przebiegł mi przez całe ciało. Mógłbym przysiąc, że zaczęło się w palcach...
- Jesteś pewna? – upewniłem się, czy dobrze ją rozumiem.
- Tak – szepnęła i wydawało mi się, że znów widzę te nieśmiałe uniesienie kącika ust.
Otworzyłem drzwi i skierowałem się wolno do salonu. Widziałem jak chłopaki zastygli w oczekiwaniu. „Są wszyscy” pomyślałem i poczułem jakby wielki kamień spadł mi z serca, a w jego miejsce pojawiło się cudowne ciepło. Stanąłem przed nimi i uśmiechnąłem się, ale oni zerkali tylko na postać za moimi plecami.
- Może najpierw zjecie gorącej zupy – cisze przerwał Niall i skierował się do kuchni.
Zauważyłem, że zostawili nam wolną kanapę. Skierowałem swoje kroki w jej stronę starając się omijać wszystkie przeszkody. Kate ściskała moje palce, ale już tak się nie trzęsła ze strachu jak wcześniej. A przynajmniej takie odniosłem wrażenie. Posadziłem ją w rogu, a sam usiadłem obok. Przyjaciele wpatrywali się w nas niepewni czy powinni coś powiedzieć. Na szczęście cisze przerwało pojawienie się Nialla niosącego dwa parujące talerze.
- Proszę – powiedział podając mi pierwszy z nich i oczami pokazując, że mam go podać Kate.
- Gorące – powiedziałem odbierając zupę.
- No takie miało być.
Zayn podał mi poduszkę, którą miał za plecami. Spojrzałem na niego pytająco.
- Postaw na tym talerz, to sobie nóg nie poparzysz – powiedział spokojnie. I to niby ja miałem być tym geniuszem?
Położyłem poduszkę na jej kolanach. Jej drobne palce od razu zaczęły ją badać.
- Kate... – zacząłem, niepewnie kładąc talerz na tym prowizorycznym stoliku. – Uważaj, bo naprawdę gorące.
Zobaczyłem jak jedną dłonią dotyka brzegu talerza jakby go podtrzymując, a palcami drugiej zatacza krąg wzdłuż brzegu. Przekłada łyżkę do wolnej dłoni. „A więc jest leworęczna” przemyka mi kolejne moje genialne odkrycie.
- Dziękuję... – mówi cicho nie podnosząc głowy.
- Nie ma za co – z uśmiechem odpowiada Niall i podaje mi drugi talerz.
- Dzięki stary – uśmiecham się i zabieram się do jedzenia prawie parząc sobie język. – A gdzie poduszeczka dla mnie? – odzywam się nagle. – A jak poparzę sobie kolanka?
Niby nic mądrego, ale pomogło rozładować napięcie. Zayn prychnął, Harry zaczął się głośno i zaraźliwie śmiać. Atmosfera zdecydowanie się rozluźniła.
- Dziękuję – powiedziałem do nich bezdźwięcznie, a oni tylko uśmiechnęli się do mnie. Wiedziałem co myślą. Od tego ma się przyjaciół. W tym momencie wzrok wszystkich powędrował w stronę naszego gościa. Spojrzałem na Kate, która właśnie powoli zaczęła jeść gorącą zupę...

sobota, 6 października 2012

05



Usłyszałem odgłos kroków Louisa. Wszyscy usłyszeliśmy. Od razu zapadła cisza. Czekaliśmy na jakąkolwiek odpowiedź, która pozwoli nam cokolwiek z tego zrozumieć.
- Co jest grane? – zapytałem prosto z mostu, gdy tylko znalazł się w salonie. – Ona była śmiertelnie przerażona...
- Nawet nie wiem od czego zacząć, Liam – powiedział, a łzy spływały mu po twarzy. Skąd ich się tyle u niego bierze? – Ona jest przerażona. Śmiertelnie – dodał. – Nie wiem dlaczego – to była odpowiedź na pytanie, które Harry chciał właśnie zadać. Zresztą wyjął mi to z ust.
- Teraz rozumiem dlaczego bała się podać mi rękę? – powiedział cicho Zayn.
- Tak. Nie. Nie całkiem. – Louis próbował coś powiedzieć, ale widać było, że z trudem skleca swoje myśli w zdania. – Ona nie widzi.
- Co? – Zayn popatrzył niepewnie. Wszyscy wpatrywaliśmy się w przyjaciela wyczekująco.
- Jest niewidoma – usłyszeliśmy i w jednej chwili wiele stało się dla nas zrozumiałe.
- Coś jeszcze się stało. Co z tobą? – trafnie zauważył Harry. – Dlaczego płaczesz?
- Nie wiem. Nie mogę przestać – westchnął, a łzy wciąż spływały mu po policzkach. – Ona jest tak poraniona jakby ją ktoś maltretował i to przez długi czas. A może miała jakiś wypadek...Nie wiem, zgaduję tylko... – kolejny głęboki wdech. – Możecie zaparzyć gorącej herbaty? Przebiorę się tylko w coś suchego i spróbujemy się rozgrzać. Miała dłonie zimne jak sople lodu.
- Herbata już na was czeka – powiedziałem. Zaparzyłem ją jak tylko zobaczyłem, że wstają i kierują się w stronę hotelu. – Niall zamówił też jakieś gorące jedzenie...
- Zupę... – dodał cicho Niall. – Za jakieś 20 minut przyniosą. Mam zamówić coś jeszcze?
- Nie wiem. Chyba nie – Lou ledwo się trzymał. – Dzięki chłopaki. Wracam do niej.
Pokiwaliśmy głowami ze zrozumieniem i patrzyliśmy jak idzie do pokoju ze spuszczoną głową. Teraz już wcale nie przypominał Louisa, którego znaliśmy. Przed drzwiami wziął głęboki wdech, wyprostował się i wszedł do środka. My opadliśmy na fotele i patrzyliśmy tylko na siebie, czekając kto pierwszy coś powie. Sam nie wiem ile to trwało. Po prostu nie mogłem w to uwierzyć.
- Masakra – podsumował krótko Zayn przerywając ciszę.
- Musimy tu ogarnąć jak najszybciej – powiedziałem podnosząc się z miejsca. – Przecież tu można się zabić o te śmieci na podłodze.
Wszyscy poderwali się i w ciszy zaczęliśmy sprzątać ten syf. Harry pobiegł do kuchni. Już chciałem mu coś powiedzieć, ale w tej samej chwili wrócił niosąc worki na śmieci. Od razu poszło nam sprawniej.
- Dobry pomysł stary – powiedziałem, a on tylko wzruszył ramionami nie przerywając pracy.
Rozległo się pukanie. Niall rzucił się na drzwi tak szybko, że prawie wyrwał je z zawiasów otwierając. Kelner popatrzył na niego zdziwiony.
- Dziękuję – powiedział przejmując wózek i zamykając szybko drzwi za zdezorientowanym mężczyzną. – Wezmę to do kuchni, by nie ostygło – zwrócił się do nas. Pokiwaliśmy tylko głowami.
- Więcej już raczej nie damy rady zrobić – powiedziałem, gdy salon już przypominał pokój z pierwszego dnia. Wynieśliśmy worki do kuchni i zatrzymaliśmy się niepewnie. „Co teraz?” pomyślałem.
- Idę zapalić – powiedział Zayn i skierował się na taras.
- Ja chyba też muszę zaczerpnąć powietrza – dodał Harry i poszedł za nim.
Wyszedłem z kuchni i opadłem na fotel w salonie. Ale się porobiło... Oparłem głowę i zamknąłem oczy, ale wciąż widziałem przerażenie na tej pięknej twarzy.


„A więc jest prawdziwa...” pomyślałem. „Prawdziwa aż do bólu.” Zaciągnąłem się papierosem. Ręka mi się trzęsła jakbym miał delirium. Zapatrzyłem się na fale. Mimo całego tego syfu coś w środku szeptało mi, że tak miało być. W końcu dowiedziałem się kim jest moja tajemnicza dziewczyna. No prawie... Spojrzałem na Harry’ego. Osunął się po ścianie i usiadł na posadce. Gapił się przed siebie i pewnie w głowie robił to co ja – próbował to sobie jakoś poukładać... Spojrzałem w to miejsce, gdzie ostatnio odruchowo wędrował mój wzrok. Teraz już wyglądało inaczej. Osłonięte zaroślami z jednej i drzewami z drugiej strony, a z przodu bezkresna woda. Zamknięta plaża. Idealne miejsce by się schować przed strachem... Tylko przed nim nie można uciec. Przyszło mi do głowy, że chyba pierwszy domysł Lou jest bliższy prawdy. Zgasiłem papierosa i wyrzuciłem przed siebie. Wyprostowałem się i postanowiłem wrócić do salonu. Ja już podjąłem decyzję.


Opadłem na podłogę, a nogi wciąż trzęsły mi się jak galareta. Gapiłem się przed siebie, a w głowie miałem obraz Louisa jakiego jeszcze nigdy nie widziałem. Nikt nie widział. Cały się trzęsłem. Sam nie wiem z zimna czy z przerażenia. Oddychałem z trudem. A mruganie wydawało mi się ponad siły. Przed oczami ujrzałem ją – drobną osóbkę, która ledwo trzymała się na nogach. Widziałem jak ściskała palce Lou i telepała się ze strachu. Bała się. Nas. Stała w naszym salonie, a wyglądała tak, jakby czekała tylko, który z nas ją zastrzeli. Drgnąłem, gdy Zayn dotknął mojego ramienia wchodząc do salonu. Chyba też powinienem się ruszyć, ale nie dałem rady. I znów przypomniałem sobie o Lou. Przywołałem obraz przyjaciela, jakim był jeszcze z rana. „Razem damy rade” pomyślałem i zacząłem wstawać. Ujrzałem w szybie swoje odbicie. „Czemu mielibyśmy sobie nie poradzić?” Wyprostowałem się i już w nieco lepszym stanie wszedłem do środka dokładnie zamykając za sobą drzwi na taras.


Schowałem się w kuchni jak jakiś tchórz. I pewnie nim byłem. Nie mogłem znieść tej ciszy. Dzwoniła mi w uszach. Musiałem coś zrobić. Czymś się zająć. Rozejrzałem się po kuchni. „Co za syf” pomyślałem i zabrałem się za porządki. Dłonie trzęsły mi się tak, że o mały włos, a rozbiłbym dzbanek. Próbowałem się uspokoić, ale trzęsło mną jeszcze bardziej. Zacząłem szczękać zębami. Usiadłem na chwilę. Popatrzyłem na resztki śniadania na talerzu i poczułem, że robi mi się niedobrze. Wróciłem do pracy. „Kate...” pomyślałem, a jej obraz od razu pojawił się w mojej głowie. Zostanie tam już chyba na zawsze. Jak znak wypalony w mózgu. Ona wyglądała tak, jakby tylko czekała, aż któryś z nas zada cios. Znów zrobiło mi się niedobrze. „Biedna dziewczyna...” Przed oczami stanęła mi twarz zapłakanego przyjaciela, który opowiadał najprawdziwszy horror łamiącym się głosem. Widziałem na własne oczy jak nim to wstrząsnęło. To był inny Louis. „Dorosły...” Pomyślałem sobie, że to pewnie są najcięższe chwile w jego życiu. I my tu z nim jesteśmy.
- Jesteśmy z nim – powiedziałem sam do siebie. Przemyłem twarz zimną wodą i wróciłem do salonu.
„Tu powinniśmy być” pomyślałem siadając obok Zayna. „Razem...”

wtorek, 2 października 2012

04



- Chłopaki, wstawać! – zawołał Liam. – Za dwie godziny mamy być w centrum. Wywiad.
Nakryłem głowę poduszką chcąc jeszcze przez chwilę zostać w tym śnie, ale było już za późno. Wszystko uleciało mi z głowy. Wstałem i przyjrzałem się małej plaży pod moim łóżkiem.
- Już jesteś gotowy? – zapytał Liam zdziwiony uchylając drzwi. – To budź Harry’ego i na śniadanie. Właśnie przywieźli.
- Jasne. Za chwilę – wydukałem i patrzyłem jak zamyka za sobą drzwi. I w tej samej chwili wszystko sobie przypomniałem. Skoczyłem do okna i rozsunąłem żaluzje, powodując tym niezadowolenie przyjaciela. Słońce wpadało wprost na jego łóżko.
- Jest – szepnąłem. Znów tam była. W tym samym miejscu. Siedziała dokładnie w tej samej pozycji co wczoraj. – Kate...
- Co? – zapytał Harry.
- Nic. Wstawaj, bo zaraz Niall nam pożre śniadanie – powiedziałem z niechęcią odrywając od niej wzrok i kierując się w stronę łazienki. – Idę pod prysznic.
- Hmm – mruczał Harry, ale widziałem, że już powoli się podnosi. Obowiązki wzywają.
Gdy wszedłem do kuchni poczułem na sobie baczny wzrok Liama. Starałem się nie zwracać na to uwagi i zachowywać się normalnie. Cokolwiek to znaczyło.
- Niall zostawiłeś mi coś do jedzenia? – zażartowałem. – Czy będę musiał żebrać o resztki.
- Bierz co chcesz – powiedział, a potem szybko dodał przysuwając do siebie talerz. – Tylko nie to.
Zaśmiałem się i usiadłem do stołu.
- Zapowiada się kolejny piękny dzień, a my jesteśmy wolni już od 14 – zaczął Liam. – Można by potem coś porobić, ale teraz to śpieszcie się z tym jedzeniem. Nie mamy już czasu. Samochód z pewnością już czeka.

Wszyscy byliśmy zadowoleni i każdy snuł jakieś plany na popołudnie. Niestety jak to najczęściej bywa w takich sytuacjach – życie weryfikuje nasze zamiary. Słoneczny poranek przemienił się w pochmurne popołudnie, a z nieba raz po raz padał deszcz. Po skończonych wywiadach i długiej wyczerpującej sesji opadliśmy ciężko na fotele i kazaliśmy się zawieść do hotelu. Jedyne o czym marzyłem, to wziąć prysznic i zalegnąć na kanapie. Patrząc na innych widziałem na ich twarzach podobne plany. O mało nie pozasypialiśmy w samochodzie. Przed hotelem tłum fanów wyrwał nas na chwilę z odrętwienia. I z uśmiechem na twarzy wysiadałem z samochodu. Wdawałem się w pogawędki, podpisywałem, co tylko podstawiano mi pod nos, pozowałem do zdjęć i uśmiechałem się - cały czas konsekwentnie kierując się do wejścia. Portier już czekał w pogotowiu. Byłem pewny, że chłopaki mają taki sam plan.
- Nareszcie – wysapałem padając na fotel. – Padam na twarz.
- Ja też – Harry rzucił się na kanapę, ale już po chwili podniósł się i zaczął wyciągać spod siebie opakowanie po ciastkach. – Niall... – jęknął.
- Oj weź, zaraz to sprzątnę. Tylko chwilę odsapnę – powiedział, a oczy same mu się zamykały. Mi zresztą też. Jeszcze przez chwilę zastanawiałem się nad pójściem pod prysznic,  ale nie chciało mi się ruszać. Zapadła cisza.
- Ona wciąż tam jest... – słowa Zayna sprawiły, że wszyscy jak na odgłos wystrzału rzuciliśmy się do okna.
- Niemożliwe, przecież leje... – zdążył tylko dodać Liam, ale od razu umilkł gdy spojrzał na plaże.
Siedziała tam. Dokładnie jak wcześniej. Jedyną różnicą było to, że teraz nie miała książki na kolanach. Otworzyłem drzwi na taras i wiatr od razu próbował mi je wyrwać. „Tak zimno, a ona siedzi tam w dżinsach i podkoszulku” pomyślałem.
- Louis, co ty wyprawiasz? Właź do środka i zamknij te drzwi! – krzyknął Liam.
Ale ja widziałem tylko te jej oczy i wiedziałem, co muszę zrobić. Odwróciłem się na pięcie i wybiegłem z apartamentu.
- Zaraz wracam – krzyknąłem na odchodnym.
I znów byłem na plaży. Znów kierowałem się w jej stronę, ale tym razem chyba nie słyszała jak nadchodzę. Siedziała opierając brodę na kolanach. Rękoma obejmując nogi. I znów wpatrywała się w morze. Aż podskoczyła gdy się odezwałem.
- Hej – uniosła twarz w moją stronę. Znów przebiegł mnie dreszcz. „Co to jest?” jęknąłem w duchu. Widziałem tylko te oczy przesłonięte długimi czarnymi rzęsami i usta, po których spływały krople deszczu. Te oczy...
- Cześć Louis – brzmiało to tak jakoś cudownie, inaczej. – Znów się spotykamy. Dziwną porę wybrałeś sobie na spacer.
- Nie dziwniejszą niż ty na siedzenie na plaży – powiedziałem starając się by zabrzmiało to normalnie. – Przepraszam za wczoraj. Głupio się zachowałem – dodałem jeszcze, a w duchu kończąc, że nie tylko wczoraj.
- Nic się nie stało. – I znów ten uśmiech... Właściwie to nie uśmiech tylko delikatne uniesienie kącika ust, ale brzmi jak uśmiech. Czy uśmiech może brzmieć? „Głupi jesteś!” komplementowałem siebie.
- Mieszkam z przyjaciółmi w tym hotelu. Mamy okna po tej stronie i tak cię zauważyliśmy. Dasz się zaprosić na herbatę? – Mój mózg znów zaczął chyba pracować. – No i przeczekasz deszcz. – Czy mi się wydawało, czy ona znów cała spięta gotowała się do ucieczki. Ale dlaczego?
- Nie mogę – powiedziała powoli, jakby ostrożnie. – Czekam tu na koleżankę.
- Trochę się spóźnia – powiedziałem – jakiś tydzień? – Nie mogłem się powstrzymać. – Chyba nie ładnie z jej strony. – Zauważyłem wesoły błysk w jej oczach. Czy to w ogóle możliwe?
- Kończy pracę o 20.
- To jeszcze cztery godziny. Chyba nie chcesz tu siedzieć w taką pogodę – próbowałem przekonywać, ale ona wyglądała tylko na co raz bardziej przestraszoną. Deszcz zacinał coraz mocniej, a wiatr tylko mu w tym pomagał. – Czy ona pracuje w tym hotelu? – zapytałem. Ach ta moja inteligencja. Lekko dostrzegalnie skinęła głowa. – To może do niej zadzwonisz i powiesz, w którym pokoju będziesz i ona tam po ciebie przyjdzie. Podam ci nawet dane i jeśli chcesz może to sprawdzić w recepcji. – Normalnie mówcie mi Einstein!
- Naprawdę nie trzeba – powiedziała cichutko. Nie mogłem oderwać od niej wzroku. Te usta...
- Proszę cię – ja nie prosiłem, ja błagałem – przecież trzęsiesz się z zimna. Wyjąłem telefon i wyciągnąłem rękę w jej stronę i zdałem sobie sprawę, że jednak trochę mi brakuje do bycia geniuszem. – Trzymaj i zadzwoń do przyjaciółki – wcisnąłem jej telefon w dłonie i znów przebiegł mnie dreszcz. Tym razem jej palce były lodowate. „Jest przemarznięta” pomyślałem śledząc ruch jej dłoni.
- Nie mogę – szepnęła podając mi telefon.
- Proszę cię – „Błagam” – nic ci nie grozi. Zresztą ona może do nas zaglądać kiedy tylko będzie miała ochotę. Jest za zimno. Leje... – postanowiłem zrobić wszystko, by ją przekonać. Mogę nawet błagać. „Już to robisz...”
- Nie mogę, bo na twoim telefonie nie ma przycisków – dodała cicho. „Einstein! Akurat. Ty debilu!” podsumowałem się w myślach.
- Podasz mi numer? – „błagam”.
- 07925... – powiedziała, a ja nie mogłem odwrócić wzroku od jej ust. Drżały z zimna. Ocknąłem się. Już prawie się udało.
- Możesz powtórzyć? Nie zdążyłem... – „Akurat” dodałem w myślach.
Wybrałem podany numer i słysząc głos po drugiej stronie odetchnąłem z ulgą. Przez chwilę bałem się, że to nie jest prawdziwy numer, a ona ucieknie. Podałem telefon Kate. Włożyłem jej go do dłoni. I znów ten dreszcz. „A może będę chory” przemknęło mi przez głowę.
- Alex? – zaczęła cicho i jakby niepewnie – Tak, wszystko w porządku – znów pauza. – Troszeczkę. Ale ja... – zaczęła i nie dokończyła.
- Mogę? – zapytałem sięgając po telefon i wyciągając go z jej palców. „Zdecydowanie będę chory...” – Cześć. Nazywam się Louis. Mieszkam w tym hotelu w pokoju 1012. Chciałem zaprosić twoją przyjaciółkę na herbatę, by się ogrzała i wysuszyła. Poczekałaby tam na ciebie, aż skończysz pracę. – A jednak trochę szarych komórek jeszcze pełni u mnie dyżur. Dałem jej w końcu dojść do słowa. – Tak w 1012 – powtórzyłem. – Louis Tomlinson – znów dodałem. I wreszcie moją twarz rozjaśnił uśmiech. – To zaraz tam podejdziemy. Dam teraz telefon Kate, byś mogla jej to powtórzyć.
Podałem telefon przemarzniętej dziewczynie. Bez słowa wysłuchała, co przyjaciółka ma do powiedzenia.
- Dobrze – powiedziała cicho i oddała mi telefon. A mi przeszło przez myśl, że ona zawsze chyba tak mówi. Cicho i ostrożnie. Jakby przepraszała, że przerywa ciszę.
- Możemy iść? – zapytałem wyciągając do niej rękę. „O ja kretyn.” Podniosła się pomału bez mojej pomocy, a ja poszedłem w jej ślady. Nogi mi już zdrętwiały od tego kucania. Spojrzałem w stronę chłopaków. Nie widziałem wyrazu ich twarzy, ale z pewnoscią byli zdumieni. Liam właśnie wchodził do środka.
Skierowała się w stronę hotelu, a ja maszerowałem u jej boku przyglądając jej się nieustannie. Była tak drobna. W przemoczonych trampkach sięgała mi ledwie do ramienia. Dopiero teraz zauważyłem, że ma torbę przewieszoną przez ramię. „Pewnie z książką w środku” pomyślałem jak na geniusza przystało. Wciąż była spięta i ostrożna. Było to widać w każdym jej kroku. Dotknąłem jej ramienia chcąc jej wskazać kierunek, a ona drgnęła przerażona i zatrzymała się. Cofnąłem rękę.
- Drzwi są po prawej stronie – powiedziałem przepraszająco. Skierowała się w dobrą stronę. Po kilku metrach znów się odezwałem. – I zaraz będą schody na taras.
Zwolniła kroku. Myślałem, że to już bardziej niemożliwe, tak wolno się poruszaliśmy. Stąpała jeszcze ostrożniej, aż stopą dotknęła pierwszego stopnia.
- Pięć – powiedziałem, a ona znów lekko się uśmiechnęła. „Wygląda jak jakiś elf” przyszło mi do głowy w tym momencie. Spojrzałem w stronę drzwi. Czekała tam na nas dziewczyna i nie odrywała wzroku od Kate.
- Cześć – powiedziałem. – Jestem Louis.
- Cześć. Miło cię poznać. Jestem Alex – delikatnie przytuliła przyjaciółkę. – Kochanie, przepraszam. Mogłam sama jakoś cię przemycić do środka.
- Wiem, że nie mogłaś – usłyszałem ciche słowa.
- Ja nie pracuję na twoim piętrze – zwróciła się do mnie nie wypuszczając dziewczyny z objęć – ale postaram się by koleżanka przyniosła wam więcej ręczników, by Kate mogła się wysuszyć. Zresztą tobie też się przydadzą. I zadzwonię jak skończę pracę, bo nie wolno nam chodzić do pokojów gości. Poczekam na nią w holu. Skarbie – zwróciła się do wystraszonej dziewczyny – ja znam tego chłopca. – „Chłopca?” W tej chwili chciałem być mężczyzną. – Będziesz tam bezpieczna. I ogrzejesz się. Będzie dobrze – mówiła cały czas ścierając dłonią krople deszczu z twarzy Kate. Nie mogłem się powstrzymać, by ich nie porównać. Z jednej strony drobna i wystraszona dziewczyna, a z drugiej wysoka i z lekką nadwagą. No może więcej niż lekką. Z pewnością bardziej pewna siebie. Różne jak ogień i woda. W tym momencie ktoś ją zawołał. Odwróciła się szybko i wypuściła Kate z objęć.
- Muszę wracać do pracy – powiedziała. – Kochanie, nic się nie bój. Louis mieszka z przyjaciółmi. Fajne chłopaki. Cały personel ich uwielbia – puściła do mnie oko. Chyba nie da się jej nie lubić. – Więc idź teraz z nim i daj się sobą zaopiekować. – Ucałowała ją szybko w policzek i pobiegła do pracy.
- Możemy iść? – zapytałem. W odpowiedzi dostałem delikatne skinienie głową. Dotknąłem palcami jej pleców, a ona odskoczyła przestraszona. I jakiś grymas przemknął jej po twarzy. – Przepraszam – powiedziałem od razu. – Wiesz gdzie są windy? – Zaprzeczyła. – To jak... – myślałem gorączkowo. A ona wyciągnęła do mnie rękę. Delikatnie chwyciłem jej palce, nie chcąc znów jej przestraszyć i skierowaliśmy się do najbliższej windy. Zastanawiałem się nad tym, co usłyszałem od jej przyjaciółki. „Tam będziesz bezpieczna”. A więc jest coś czego ona się boi.
- Jesteśmy na miejscu – powiedziałem otwierając powoli drzwi. Wciąż trzymałem jaj palce i czułem jak zaczyna drżeć coraz bardziej. Ze strachu. Chyba pierwszy raz ktoś był przerażony, gdy miał nas poznać. Weszliśmy do środka. W salonie zaległa cisza. Słychać było tylko tykanie zegara stojącego w kącie pokoju.
- Chłopaki, to jest Kate. Posiedzi u nas do 8 i poczeka, aż jej przyjaciółka skończy pracę – powiedziałem przerywając tą dziwną cisze. Usłyszałem cichutkie:
- Hej.
Nikt się nie poruszył. A ona wciąż trzęsła się ze strachu i z zimna. Pierwszy ocknął się Zayn.
- Cześć, jestem Zayn – podszedł z wyciągnięta ręką, a ja właśnie uzmysłowiłem sobie, że zapomniałem im o czymś powiedzieć. Szybko pokręciłem głową zatrzymując go w połowie drogi. Spojrzał zdziwiony, ale nie podszedł bliżej. – Miło cię poznać – dodał tylko.
- Ja jestem Liam, a to Harry i Niall – wskazywał na wymienianych nie wiedząc, że to zbyteczne. – Cieszymy, że dałaś się zaprosić do nas.
W tym momencie pukanie do drzwi zabrzmiało jak wystrzał z armaty. Poczułem jak Kate podskakuje ze strachu. Chciałem odwrócić się, by otworzyć i poczułem jak dziewczyna ściska moje palce.
- Liam, możesz otworzyć? – powiedziałem i z ulga spostrzegłem, że przyjaciel bez słowa komentarza wypełnia moją prośbę.
- Dzień dobry. Koleżanka przekazała mi, że proszą panowie o dodatkowe ręczniki i szlafrok – usłyszeliśmy od drzwi. Poczułem jak jej uścisk zelżał.
- Tak. Dziękuję bardzo – powiedział Liam odbierając od uśmiechniętej pokojówki puszysty stos. Zamknął drzwi. – To ja zaniosę to do łazienki – powiedział kierując się do mojego pokoju.
- Dzięki – powiedziałem. – Chodź ze mną, proszę – zwróciłem się do Kate lekko ciągnąc ją w stronę pokoju. Poszła ze mną bez słowa. Po drodze minęliśmy Liama. Jego wzrok wyrażał jeden wielki znak zapytania. Skinąłem mu tylko głową. Zaraz im wszystko wyjaśnię. Weszliśmy do pokoju i skierowaliśmy się do łazienki. Na szafce leżał stos ręczników. Obok szlafrok. „Co powinienem teraz zrobić?” myślałem gorączkowo. Czułem jak ona trzęsie się ze strachu. A może z zimna. „Nie pochlebiaj sobie”.
- Kate, może chcesz się wykąpać, albo wziąć prysznic. Dłonie masz lodowate – powiedziałem, a ona w tym samym momencie zabrała swoją rękę. Delikatnie kiwnęła głową. – Wanna? – zapytałem. Znów potwierdzenie. Odkręciłem kran ustawiając odpowiednią temperaturę i zatkałem odpływ. – Tu masz ręczniki... – zacząłem, a mój tytuł geniusza oddalał się coraz bardziej.
Znów ująłem jej palce i pociągnąłem delikatnie w stronę wanny. Usiadłem na brzegu i poprosiłem, by zrobiła to samo. Wziąłem ręczniki i położyłem na podłodze obok jej stóp. A samym wierzchu wylądował szlafrok. Pociągnąłem jej dłoń, by mogła wyczuć puszystą kupkę.
- Tu masz ręczniki, a na samej górze szlafrok. Poradzisz sobie? – Znów skinęła delikatnie głową. – Będę w pokoju za drzwiami. Usłyszę jak tylko zawołasz i obiecuję nie będę podglądać – próbowałem żartować. Czy to był ten delikatny uśmiech? – Teraz zostawię cie samą i pójdę tylko powiedzieć chłopakom, by zrobili nam gorącej herbaty. Wracam i czekam, aż zawołasz. Dobrze? – W odpowiedzi dostałem kolejne skinięcie głową.
Wstałem i wyszedłem z łazienki delikatnie przymykając za sobą drzwi. Zostawiłem tylko szparę, by usłyszeć gdyby mnie potrzebowała. Zatrzymałem się i zacząłem nasłuchiwać. Po kilku minutach usłyszałem, ze zaczyna się rozbierać. Ruszyłem do chłopaków. Muszę im wszystko szybko wyjaśnić. Już prawie opuszczałem pokój, gdy przyszło mi do głowy, że może potrzebować mydła lub szamponu. Zawróciłem. Pod drzwiami zawahałem się. Powinienem zapukać? A co jeśli ją tym wystraszę i się poślizgnie wchodząc do wody? Rożne scenariusze przychodziły mi do głowy. Zerknąłem przez szparę w drzwiach. Ten widok zmroził mi krew w żyłach, a łzy zaczęły lecieć jakby bez mojego w tym udziału. „Jak to możliwe?” pytałem sam siebie. Ujrzałem plecy Kate całe pokryte czerwonymi bliznami układającymi się w przerażającą abstrakcję. Siniaki we wszystkich kolorach jakiejś makabrycznej tęczy. I w tym wszystkim ona, drobna dziewczyna próbująca właśnie ostrożnie wejść do wanny. Patrzyłem jak powoli zanurza się w wodzie i widziałem grymas bólu jaki pojawił się na jej twarzy. „Boże, ta woda jest dla niej za gorąca!” krzyczał głos w mojej głowie. Patrzyłem na ten przerażający widok i płakałem...
- Kate... – zacząłem powoli trzęsącym się głosem – zapomniałem ci powiedzieć, że gdybyś chciała, to szampon powinnaś mieć po lewej stronie na półeczce. Ma taką jakąś nietypową zakrętkę o ile dobrze pamiętam – mówiłem dalej. „Dobrze pamiętam, przecież właśnie na niego patrzę”. – A żel do mycia ma opakowanie takie gumowate. Wprawdzie nie pachnie różami, ale całkiem znośnie – moje żarty stają się coraz bardziej nieudolne.
Wyszedłem w końcu z pokoju zamykając za sobą drzwi. Oparłem się o nie ciężko i spróbowałem się trochę uspokoić. Skierowałem się do salonu. Na mój widok zapadła cisza.