Poczułam cudowne ciepło rozchodzące się po moim ciele wraz
z każdą łyżką przepysznej zupy. Dawno nie jadłam nic równie dobrego, a może to w
skrajnych sytuacjach wszystko nam lepiej smakuje. Mam nadzieje, że nie ma w niej
grzybów. Zresztą... Chyba nawet one by mi teraz nie przeszkadzały. Siedziałam
jak na rozżarzonych węglach. Gotowa w każdej chwili uciec. Wiedziałam, że drzwi
są gdzieś przede mną. Tylko nie miałam pojęcia, co zagradza drogę do nich.
Wsłuchiwałam się w dźwięki dobiegające do mnie z każdej strony. Tykanie zegara
gdzieś z boku, buczenie lodówki w kuchni gdzieś na prawo od drzwi i pięć
oddechów... Pięć osób, z których każda bała się odezwać. Pewnie patrzyli na mnie
nie wiedząc co z tym fantem zrobić. „Będziesz tam bezpieczna...” przez głowę
przemknęły mi słowa przyjaciółki.
- To może ja pójdę i spróbuję wysuszyć rzeczy Kate? –
powiedział nagle ktoś siedzący z prawej strony. Drgnęłam na dźwięk jego głosu.
„Jak on miał na imię? Jakoś na L...” zastanawiałam się.
- Nie trzeba, Liam – powiedział Louis. – Zaraz się tym
zajmę.
- Nie ma sprawy. Muszę się czymś zająć – powiedział i
słyszałam jak podnosi się z miejsca. – Zresztą gdybyś ty się za to zabrał
mogłoby się okazać, że nawet na lalkę byłyby za małe.
Usłyszałam jak ktoś cicho się zaśmiał. Lou zaczął coś
mruczeć pod nosem nie przerywając jedzenia. Miałam wrażenie, że wychwyciłam
słowa „skąd mogłem wiedzieć...”
- Już dłużej nie mogę – usłyszałam gdzieś naprzeciwko. – A
pamiętacie jak próbował wysuszyć trampki w kuchence, a Niall o mało zawału nie
dostał jak wlazł do kuchni i wszędzie było siwo? – ktoś nabijał się z mojego
wybawcy. „Harry?”
- Wcale nie dostałem zawału! – to musiał być Niall. –
Przez niego taka pyszna lazania się zmarnowała. Wszystko śmierdziało spaloną
gumą.
- Oj dajcie spokój... – próbował bronić się Louis, ale teraz
już wszyscy śmiali się na całego.
- Przez ponad tydzień – dodał ktoś jeszcze.
„To musiało być zabawne” pomyślałam i poczułam, że też się
uśmiecham. W salonie od razu zrobiło się jakoś lepiej.
- Nie smakuje ci? – zapytał Niall. „Mnie?” Zapadła cisza,
więc chyba o mnie mu chodziło.
- Pyszne, dziękuję – powiedziałam cicho, ale on
najwyraźniej usłyszał, bo zaraz zaczął się przechwalać, że zawsze wie co dobre.
Zjadłam swoją zupę i siedziałam tak z talerzem na kolanach
nie wiedząc co z nim zrobić. Wsłuchiwałam się w odgłosy burzy za oknem.
Drgnęłam, gdy Louis dotknął mojej dłoni chcąc zabrać pusty talerz.
- Dziękuję – szepnęłam.
- Nie ma za co. Niall pozmywa – zażartował, ale
jednocześnie usłyszałam, że ktoś zrywa się z fotela i odbiera od niego brudne
naczynia.
„Czyżby panował tu jakiś podział obowiązków i kuchnia
należy Nialla? A może on też musi się czymś zająć i tylko na to czekał, by
wyjść?” Moje myśli przerwało pojawienie się Liama.
- Kate – zaczął powoli – twoja torba jest też cała mokra.
Nie chcę ci do niej zaglądać, ale jeśli chcesz, to mogę ją też wysuszyć.
- Pokaż tą torbę – powiedział Louis zmieniając pozycję na
kanapie. Po chwili poczułam znajomy ciężar na kolanach. – Możesz wyjąć swoje
rzeczy, to ci ją zaraz suchą odda – zwrócił się do mnie.
„Moja książka! Jak mogłam o niej zapomnieć?” Otworzyłam
torbę i wyjęłam swoją najcenniejszą rzecz. Moje palce sprawnie zbadały ukochany
przedmiot. Worek był szczelnie zamknięty. „Jest cała...” pomyślałam z ulgą kładąc
ją obok siebie. Sięgnęłam ponownie do środka i wyjęłam kilka drobiazgów.
Trzymając je w ręce podałam torbę Liamowi.
- Dziękuję – szepnęłam.
- To wszystko? – usłyszałam naprzeciw mnie zdziwiony głos.
– Książka, paczka chusteczek, żelki i spinka do włosów. Moja dziewczyna powinna
to zobaczyć – kontynuował. – Jej torebka zawsze waży tonę i nigdy nie można nic
w niej znaleźć.
- Zayn, to cecha nie tylko twojej dziewczyny – dodał Liam
odbierając ode mnie przedmiot ogólnego zainteresowania i wychodząc z salonu.
Wciąż trzymałam rzeczy w dłoni nie wiedząc gdzie je położyć. Nagle poczułam palce Louisa delikatnie odbierające ode mnie moje
skarby.
- Położę to na ławie – powiedział i usłyszałam, że
znajduję się ona całkiem blisko. – Cieplej ci trochę? – zapytał Louis cicho.
Skinęłam głową. „Oni chodzą obok mnie jak na szpilkach bojąc się, że w każdej
chwili ucieknę” pomyślałam, a przecież
Alex mówiła, że tu nic mi nie grozi. Więc dlaczego wciąż czuję strach?
- Idę zapalić – usłyszałam jak Zayn się podnosi i kieruje
w naszą stronę.
Zamarłam, ale on tylko przeszedł obok nas i otworzył drzwi
na taras czy balkon i wyszedł. Poczułam chłodne powietrze na swojej twarzy i zapach jaki unosi się tylko od morza. Zwróciłam twarz w tym kierunku.
Słyszałam jak fale obijają się o brzeg i szum liści, gdy wiatr rozwiewał
gałęzie drzew. Zadrżałam na wspomnienie zimna jakie dziś było mi dane zaznać. I
mimowolnie się uśmiechnęłam, gdy przypomniałam sobie kto mnie wybawił przed zamarznięciem. „Ciekawe skąd Alex go znała? Nigdy o nim nie wspomniała ani
słowem.”
- Zimno ci? Drżysz? – Louis zwrócił się w moją stronę.
Kanapa uginała się przy każdym jego ruchu.
- Nie. Czujesz jak powietrza pachnie? Będzie grzmiało... –
dodałam cicho.
- Skąd wi... – zaczął, ale w tej chwili umilkł i usłyszeliśmy
ogromny huk. Aż dzwoniło w uszach.
- Jesteś lepsza niż prognoza pogody – powiedział Harry. – Nigdy
nie pomyślałem, że powietrze pachnie. No chyba, że śmierdzi jak ktoś je
zepsuje... – zaśmiewał się.
- Co się zepsuje? – zapytał Niall, który załapał się na
ostanie słowa. – O, żelki. Czyje? Mogę? – głos mu się zmienił, gdy to mówił.
- Nie twoje – powiedział Louis.
- Ależ proszę – wtrąciłam nieśmiało i usłyszałam, że
chłopak chce po nie sięgnąć. Niestety ubiegł go Lou.
- Mało się już ich nawpychałeś? Daj innym chociaż szansę spróbować.
- Ale te są jakieś inne. Takich nie jadłem – ciągnął
Niall. – A zresztą Kate mi pozwoliła. Harry, słyszałeś? Powiedziała, że mogę –
próbował odebrać paczkę, ale Lou zdążył rzucić ją do kolegi. To było nawet
zabawne. Słyszałam jak paczuszka co chwilę przecina powietrze. „Biedny chłopak”
pomyślałam, ale w sumie wiedziałam, że to takie przyjacielskie zagrywki. Gdy
zjawił się Zayn Niall był już bez szans. Usłyszałam szum powietrza. To Harry
rzucał żelki do Louisa. Moja ręka wystrzeliła w powietrze i przechwyciła fanta
nim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć.
- Wow – wyrwało się Harry’emu.
- Lou, twoja mina jest bezcenna – usłyszałam śmiech Liama,
który właśnie wrócił do salonu.
- Uratowałaś żelki – usłyszałam lekko zdyszany głos Nialla.
– Będę ci za to dozgonnie wdzięczny – powiedział i usłyszałam, że zbliża się do
mnie. Wyciągnęłam dłoń w jego stronę i podałam mu torebkę. Usłyszałam szelest
otwieranego opakowania i jak chłopak z radosnym westchnięciem usiadł i zaczął
przeglądać zawartość malutkiej torebki.
- Wciąż nie rozumiem jak to zrobiłaś... – powiedział
zdziwiony Louis. – To było szybkie jak mrugnięcie.
- Nie aż tak – powiedziałam cicho. – Po prostu rzucaliście
cały czas w takiej samej kolejności. Słyszałam, że leci do ciebie.
- Słyszałaś, ze leci do niego? – powtórzył Zayn. - Nieźle.
Chyba właśnie zyskałaś dozgonną wdzięczność Nialla.
- Aha – dodał tylko sam zainteresowany wciąż zajęty
badaniem słodkości.
- Kate – usłyszałam, że Liam zwraca się do mnie. – Czy
mógłbym zobaczyć twoją książkę? Lou mówił, że jest rewelacyjna.
Zawahałam się. „Oddać tą jedną jedyną cenną rzecz jaką
posiadam?”. Chyba wyczuł moją niepewność, bo szybko dodał:
- Oczywiście nie trzeba, tak tylko zapytałem. Nie ma
sprawy.
Ale ja już wyciągałam do niego swój skarb zapakowany w
szczelny worek. Odebrał książkę delikatnie z moich dłoni i usłyszałam, ze
otworzył torebkę. Do moich uszu doleciał szelest przewracanych kartek.
- Niesamowite... – powiedział cicho jakby do siebie.
- Daj zobaczyć – powiedział Zayn i podszedł do
przyjaciela. Poczułam, że Louis tez przesuwa się do przodu, by zbadać książkę.
- Kurcze, z daleka to po prostu białe kartki – dodał
Harry. – Ale gdy się przyjrzysz... Wygląda jak jakaś wiadomość z kosmosu.
- Nigdzie nie ma normalnych liter? – zdziwił się Lou. –
Myślałem, że może chociaż na okładce będą.
Wsłuchiwałam się w ich głosy i chyba byłam zadowolona, że
tak się zachwycają moim skarbem. Tylko czułabym się lepiej gdyby już do mnie
wrócił. Oni jakby czytali w moich myślach. Usłyszałam szelest woreczka i po
chwili Liam oddał mi książkę.
- Siedzimy tu jak na jakiejś stypie – powiedział Harry i
włączył telewizor. Pokój zalała kakofonia przeróżnych dźwięków.
- Ścisz trochę – dodał Liam cicho. Usłyszałam zdecydowaną
różnicę. „Czyżby jednak przy tym podziale obowiązków był ktoś ważniejszy?”
przyszło mi do głowy.
Harry poskakał trochę po kanałach, aż w końcu zostawił
jakąś komedie, którą chyba znał na pamięć, bo w pięć minut streścił wszystko, co
ma nastąpić.
- Może zamówimy kolację? – usłyszałam i o dziwo nie z ust
Nialla. A już myślałam, że to jego domena. – Zgłodniałem.
- Tak – poparł go Niall szybko, ale jego głos brzmiał jakoś
inaczej.
- Nie gadaj z pełną gębą – powiedział Lou wesoło. – Więcej
ci się nie zmieściło?
- Nie ma więcej... – rozczarowanym głosem powiedział
chłopak.
- Zayn ma rację. Zamówmy coś – dodał Harry. – Ja też
jestem głodny. I teraz zaczęła się dyskusja, kto co ma zamówić i dlaczego.
Przyszło mi do głowy, że oni się raczej nigdy ze sobą nie nudzą. Musi być
fajnie mieć taką paczkę przyjaciół. Na pozór każdy z nich jest różny, ale razem
tworzą zwartą całość.
- Na co masz ochotę? – zapytał Lou lekko dotykając mojego
łokcia. Aż podskoczyłam, ale chyba nie ze strachu. Po prostu się zamyśliłam.
- Przepraszam – szepnął, a w pokoju znów zapadła cisza. –
Nie chciałem cię przestraszyć. Co ci zamówić? Masz jakieś ulubione danie?
W pokoju znów nikt się nie odzywał. Dobrze, że chociaż
telewizor burzył tę ciszę wywołaną moim zachowaniem.
- Nie przestraszyłeś mnie – zaczęłam niepewnie – po prostu
się zamyśliłam... chyba...
- To co byś zjadła? – kontynuował. – I nie uwierzę, że nie
jesteś głodna, więc nawet nie próbuj. – powiedział to jakby czytając w moich
myślach.
- Może zdam się na Nialla – powiedziałam lekko się
uśmiechając. – Zupa była przepyszna.
- Ha. Się wie co dobre – powiedział ze śmiechem. – Czekaj,
zamówię ci takie pyszności, że nie uwierzysz – obiecywał.
Atmosfera znów się rozluźniła. W końcu wszyscy się na coś
zdecydowali i Niall poszedł do kuchni złożyć zamówienie na kolacje. Po chwili
zadzwonił telefon i Liam podniósł się odbierając.
- Hej kochanie... – zaczął kierując się prawdopodobnie do
swojego pokoju.
Harry i Zayn dyskutowali nad wyższością żółwi ninja nad
kimś tam innym. Wywiązała się z tego zażarta wymiana zdań. Słychać było, ze raczej
zginą niż któryś miałby ustąpić. Ale śmiechu było przy tym sporo. Poczułam, że
Louis rozsiada się wygodnie obok mnie. Gdybym miała zgadywać powiedziałabym, że właśnie położył głowę na oparciu i zamknął oczy. „Na pewno jest zmęczony. A
może mieli jakieś plany, które zburzyłam swoim pojawieniem się?”
- Lou – poczułam, że drgnął – jeśli jesteś zmęczony, to...
– próbowałam coś mądrego powiedzieć, ale już sama nie wiedziałam co to miało
być.
- Nie jestem – odpowiedział. – Chyba się zamyśliłem.
- Ostatnio to jakieś zaraźliwe – dodał ze śmiechem Harry.
– Co chwilę, któryś się zawiesza. Dobrze, że jeszcze na mnie nie padło.
- Wszystko w swoim czasie – dodał Zayn i wyskoczył z
kolejnym argumentem na poparcie przerwanej dyskusji. Słuchałam ich chwilę i
muszę przyznać, że pomysłów to im raczej nie brakuje.
- Kate – zaczął Harry – czy to prawda o tych wyostrzonych
zmysłaaaach... – ostatni wyraz przeciągnął jęcząc z bólu. – Czemu mnie kopiesz,
kretynie?
- Harry... – zaczął Louis.
- Chyba prawda – powiedziałam cicho – nie ma innego wyjścia.
- Ale czad. Czyli możesz powiedzieć, co Liam i Niall teraz
robią?
Wsłuchałam się w ciszę, bo Harry wyłączył nawet z tej
okazji telewizor. Zewsząd dochodziły mnie dźwięki. Uśmiechnęłam się lekko.
- A mogę – powiedziałam. – Chyba.
- No i... – popędzał mnie chłopak, a dwaj pozostali czekali zaciekawieni.
- Niall rozlewa jakiś napój do szklanek – zaczęłam
niepewnie – a Liam... – przerwałam – właśnie skończył rozmawiać przez telefon i
za moment otworzy drzwi.
Ledwo to powiedziałam w głębi otworzyły się drzwi i Liam
zawitał do salonu. Zatrzymał się nagle.
- Co się tak na mnie gapicie? Danielle dzwoniła –
tłumaczył się.
W tym momencie do pokoju wkroczył też Niall i sądząc po
pobrzękiwaniu niósł tacę z napojami. On też się zatrzymał w pół kroku.
- Co jest? – zapytał. – Zaraz będzie jedzenie, to colę
przyniosłem. Postawił tacę na ławie i w tej samej chwili rozległo się pukanie.
– Jedzonko – ucieszył się i skierował do drzwi.
- Kurcze, to niesamowite – powiedział Harry. – To jak
mieć własny punkt nasłuchowy. Ekstra!
- Ale co? – dopytywał się Liam siadając w tym samym
miejscu gdzie wcześniej.
- Kate słyszy przez ściany – krótko podsumował Zayn.
- Co?
- No słyszała jak rozmawiasz i jak się rozłączyłeś i
dokładnie powiedziała kiedy otworzysz drzwi i wyjdziesz z pokoju. I jeszcze
słyszała, że Niall rozlewał colę do szklanek. Ekstra nie? – pośpieszył z wyjaśnieniem Harry.
- To nie tak – zaczęłam cicho. Nie chciałam by myśleli, że mogę bezkarnie podsłuchiwać wszystko i wszędzie. – Po prostu usłyszałam jak
nacisnąłeś klamkę i stukanie szklanek.
- I tak ekstra – nie dawał się przekonać Harry.
Na całe szczęście dla mnie właśnie w tym momencie
przyszedł Niall i zaczął podawać kolacje. I znów Louis delikatnie położył mi
talerz na poduszce, którą cały czas miałam na kolanach. Trzymałam w dłoni
widelec zastanawiając się, co to będzie. „Pachnie cudownie” pomyślałam.
- Kate, na pewno ci będzie smakowało. Sam sobie też to
zamówiłem.
- Pewnie i tak by ci nie powiedziała gdyby było inaczej. Z
pewnością jest lepiej wychowana od ciebie – dodał Zayn, a wszyscy wybuchnęli
śmiechem.
Pokój wypełniły rozmowy i pobrzękiwanie sztućców. Ocean
dźwięków i zapachów. Można było wyczuć tę szczególną atmosferę, jaka panuje
tylko wśród przyjaciół. Zastanawiałam się co też gości na moim talerzu i jak
się za to zabrać. Cieszyłam się, że zajęci ożywioną rozmową nie zwracają
zbytnio na mnie uwagi, ale i tak nie pomagało mi to w jedzeniu.
- Po prostu wbij widelec – usłyszałam szept Louisa. – To
makaron z sosem i kawałkami mięsa.
Uśmiechnęłam się lekko w podziękowaniu i zanurzyłam
widelec w talerzu. Niall miał racę. Przepyszne...