❤
!!! Konkurs !!!
BLOG MIESIĄCA WRZEŚNIA
❤
Spojrzałem na zegarek i kolejny raz jęknąłem w myślach. „Za jakie grzechy?” Zdecydowanie
było za wcześnie na cokolwiek. Zwłaszcza po nieprzespanej nocy. Rozejrzałem się dookoła, posyłając zmęczony
uśmiech przyjaciołom. Wszyscy byliśmy wykończeni po spędzeniu ostatnich kilkunastu godzin w szpitalu.
Mimo iż nie pozwolono nam wejść do Kate ani na moment, nie chcieliśmy wracać do domów.
Louis nas potrzebował i chyba my też potrzebowaliśmy tam być. „Dla nich i dla nas...”
Długie godziny spędzone na ekstremalnie niewygodnych krzesłach teraz dawały się
nam we znaki. Mój kręgosłup wręcz błagał o zmiłowanie.
- Gotowi? – uniosłem zmęczone spojrzenie na Paula. –
Wszystko już przyszykowane. Czekają tylko na was...
- Dobra. Zróbmy to i miejmy z głowy – powiedział Hazz,
wstając z kanapy. – Chciałbym wrócić do szpitala najwcześniej jak to możliwe...
Poszliśmy za menadżerem i jednym z dziennikarzy prowadzących audycję, ale nikt z
nas nie potrafił wykrzesać z siebie dość siły, by choć udawać, że chcemy tu
być. „Czasami naprawdę trudno jest zachować się profesjonalnie...” westchnąłem,
posyłając zmęczony uśmiech Niallowi, który z trudem odpowiedział mi tym samym.
„To będzie bardzo długie sześćdziesiąt minut...”
- Naszych dzisiejszych gości nie musimy chyba nikomu bliżej przedstawiać,
bo coś mi się wydaje, że nie ma takiego miejsca na świecie, gdzie nie podbiliby milionów serc... –
zaczął Dave, gdy zegar wybił szóstą. – Proszę państwa... One Direction!
Panowie, dziękujemy, że zechcieliście nas odwiedzić o tak wczesnej porze...
- Cała przyjemność po naszej stronie – powiedziałem,
poprawiając się na krześle. – Dziękujemy za zaproszenie...
- I właściwie chyba pierwszy raz nie musieliśmy się zbytnio poświęcać
z tym wczesnym wstawaniem – zaczął Harry. – Po prostu jeszcze żaden z nas nie
położył się spać...
- Czy jest to jakoś spowodowane tym, że niestety nie gościmy
was dziś w komplecie? – Aron, drugi prowadzący, przeszedł do pierwszego pytania
z listy, którą wcześniej omówiliśmy.
- Niestety... – westchnął Niall. – Zostawiliśmy Louisa w
szpitalu. Zresztą raczej nie wyobrażam sobie nikogo, kto dałby radę oderwać go
od łóżka Katy...
- Co się stało? – obaj prowadzący byli szczerze
zainteresowani, bo wcześniej nikt z nas nie spieszył się z żadnymi
wyjaśnieniami. – Widzieliśmy w internecie masę zdjęć was na szpitalnym
korytarzu... Wyglądacie jakbyście spędzili tam noc...
- Rzeczywiście tak było – spojrzałem przez szybę na Paula, który
przysłuchiwał się audycji. – Kate miała wypadek, ale zdaniem lekarza wszystko
będzie dobrze. Musi się tylko obudzić... – „Tak... Tylko...” westchnąłem. –
Louis nie odstępuje jej nawet na krok, a my uznaliśmy, że powinniśmy tam być
razem z nimi...
- Lekarze są dobrej myśli, więc i my staramy się być –
odezwał się Zayn, kołysząc się na krześle. – Ale nie da się ukryć, że takie czekanie jest okropne...
- Za dużo czasu na myślenie... – wtrącił Dave, całkowicie
nas rozumiejąc. – Tym bardziej dziękujemy, że zechcieliście przyjechać... Mamy
nadzieję, że wszystko dobrze się skończy i oczywiście przesyłamy dużo miłości
Louisowi i Katy.
- Chcieliśmy też przy okazji prosić fanów przed szpitalem, by nie
zapominali, gdzie się znajdują – powiedziałem – i nie zakłócali spokoju. Dziękujemy za wasze wsparcie i miłość, ale nie zapominajmy, że tam ludzie
walczą o życie i nie powinniśmy w tym przeszkadzać...
Uporczywe pikanie przywodziło na myśl wszystkie poprzednie
wizyty w szpitalu. „A trochę ich było...” Okropny ból rozsadzał mi czaszkę, a ja mogłam się tylko zastanawiać nad tym, co też tym razem się stało i jak bardzo wszyscy się martwią. „Znów
przeze mnie...” Wiedziałam, że nie jestem sama. Czułam gorącą dłoń trzymającą
moją i po prostu wiedziałam... Przyjemne ciepło rozlało się po moim ciele
sprawiając, że chciałam się uśmiechnąć, ale jedyne co udało mi się osiągnąć, to
przeszywający ból i grymas na twarzy połączony z cichym jęknięciem. „Moja głowa...”
- Kate? – usłyszałam głos Louisa, zabarwiony ogromnym
zmartwieniem. – Kochanie? Słyszysz mnie...
- Lou... – cichy szept wydobył się z moich ust,
uzmysławiając mi suchość w gardle. „Boże... Dlaczego głowa tak bardzo mnie
boli?” załkałam. – Boli...
- Głowa? Wiem... – ścisnął moją dłoń i w akompaniamencie
jakiegoś szurania poczułam, że przysuwa mi coś do ust. – Lekarz mówił, że po
tych lekach możesz być spragniona... – powiedział cicho. Przyssałam się do rurki i po
chwili zimna woda przyjemnie spłynęła przez moje gardło. Smakowała cudownie. Wręcz nie do opisania. – Powoli...
- Lekarz już idzie – usłyszałam kobiecy głos, którego z
całą pewnością nie znałam. Ale co ważniejsze, słyszałam zdenerwowane głosy
przyjaciół dobiegające zza drzwi. „Boże... Są tu wszyscy?”
- Co się stało? – zapytałam drżącym głosem, szukając dłonią Louisa. Od razu poczułam jego silne palce, splatające się z moimi. Odetchnęłam z ulgą.
- Uderzyłaś się w głowę, kochanie – pielęgniarka na
szczęście wyłączyła to uporczywe pikanie aparatury. – Ale dzięki Bogu szybko
się nam obudziłaś, więc będzie dobrze...
- Spadłam ze schodów... – nagle przypomniałam sobie
wszystko. – Ale ze mnie łamaga... – próbowałam się uśmiechnąć, ale ból głowy
naprawdę nie ułatwiał mi niczego.
- To moja wina... – usłyszałam głos Louisa i chyba jego
słowa bolały nawet bardziej niż moja biedna czaszka. – Mogłem...
- Hej – ścisnęłam jego dłoń najmocniej jak mogłam. – Nie opowiadaj bzdur,
kochanie. Każdemu mógł się przytrafić upadek ze schodów...
- Tak, ale...
- Żadne ale – przerwałam mu, nie mogąc znieść tego, że obwinia się o coś takiego. – To nie pierwszy raz tak wyrżnęłam, wiesz? – uśmiechnęłam się. – I zapewniam cię, że pewnie nie ostatni...
- Ale...
- Nie martw się... – usłyszałam, że ktoś wchodzi do środka i
po chwili witał się z nami ciepły, męski głos.
- Ale nam stracha napędziłaś, dziecko – poczułam palce
lekarza, ostrożnie badające moją głowę. – Już się baliśmy, że będziemy tu
musieli wstawić więcej łóżek i położyć na nich twojego narzeczonego i kilku waszych
przyjaciół...
- Ma się te zdolności... – jęknęłam, gdy jego dotyk sprawił, że przeszył mnie ból. Ostrożnie skontrolowałam stan swojego ciała. Byłam obolała, ale tylko głowa sprawiała, że w oczach zbierały mi się łzy. – Nic sobie nie złamałam, prawda?
- Na szczęście... – westchnął Lou, a w jego głosie słychać było ogromną ulgę. „Zdecydowanie nie ma ze mną lekko...” odetchnęłam głęboko, próbując powstrzymać napływające łzy.
- Zrobimy jeszcze kilka badań, ale wszystko wygląda dobrze –
lekarz wydawał się zadowolony. – Zostawimy cię do jutra na obserwacji. Z pewnością głowa ci pęka, więc zaraz coś na to
poradzimy... Po prostu odpoczywaj...
- Dobrze... – „Wszystko, byle tylko Louis przestał się
martwić...” – Coś mi się wydaję, że Zayn właśnie spadł na drugie miejsce w
konkursie na twardą głowę...
- Z przyjemnością mu to przekażę – zaśmiał się mężczyzna i opuścił pokój, cicho zamykając za sobą drzwi.
- Wszyscy tu są... – uśmiechnęłam się ostrożnie. – Która
godzina?
- Rano...
- Siedzieliście tu całą noc? – „No to teraz naprawdę
nabroiłam...” – Lou, przecież... wywiad... O mój Boże...
- Nie martw się, skarbie – poczułam jego ciepłe dłonie,
pieszczące moją. – Wywiad był w zasadzie całkiem udany... Jak się czujesz?
- Głowa mnie strasznie boli... – uśmiechnęłam się, starając się robić dobrą minę do złej gry. –
Przepraszam...
- Za co ty znowu przepraszasz? Sama powiedziałaś przecież,
że każdemu mogło się przytrafić...
- Fakt – czułam się dziwnie śpiąca, a pulsowanie w głowie jakby zmalało. – Ale technicznie rzecz
biorąc ostatnio przytrafia się głównie mi...
- Skarbie...
- Przynajmniej się ze mną nie nudzicieee – moim słowom towarzyszyło głośne ziewnięcie. – Przepraszam – uśmiechnęłam się, zasłaniając
usta.
- Śpij, skarbie... – poczułam jego gorące wargi na czole. – Będę tu,
gdy się obudzisz...
- Panie Tomlinson – usłyszałem za sobą głos lekarza i odwróciłem się na pięcie. Nagle
wszystkie rozmowy umilkły i wpatrywaliśmy się w mężczyznę w białym fartuchu. –
Zapraszam do mojego gabinetu – wskazał ręką w odpowiednim kierunku. – Chciałbym
z panem o czymś porozmawiać... – Sam nie wiem dlaczego, ale po tych słowach
oblał mnie zimny pot. „Boże, przecież mówił, że wszystko jest w jak najlepszym
porządku...” spojrzałem na niego przerażony.
- Coś się stało? – poczułem dłoń Harry’ego zaciskającą się
na moim ramieniu w pokrzepiającym geście. – Coś z...
- Kate ma się całkiem dobrze – uśmiechnął się. – Zaraz
skończą robić badania i przewiozą ją do nowego pokoju. Myślę, że za kilka
minut będą ją mogli państwo zobaczyć...
- Taaak... – radosny szept Nialla sprawił, że zrobiło mi się
trochę lżej na sercu.
- Chciałbym porozmawiać o czymś innym... – kontynuował lekarz.
– Proszę ze mną...
Powiodłem wzrokiem po wymęczonych twarzach przyjaciół. Widziałem na nich dokładnie te samo, co czułem... Ciekawość, obawę,
ulgę... Poszedłem za mężczyzną i po chwili rozsiadłem się w wygodnym fotelu. Zdecydowanie za wygodnym jak dla kogoś,
kto nie spał od niewiadomo ilu godzin.
- O co chodzi? – chciałem od razu wiedzieć, czy to dobra,
czy zła wiadomość. – Coś z Kate?
- Rzeczywiście chodzi o pana narzeczoną, ale proszę się nie
denerwować – posłał mi uśmiech pełen zrozumienia. Pewnie już przywykł do
panikujących ludzi, siedzących w tym fotelu. – Chciałem przejrzeć jej historię medyczną i nie mogło
umknąć mojej uwadze, że jest praktycznie pusta. Jak to możliwe?
- Prawdę mówiąc Kate jeszcze do niedawna była pod opieką
państwa. Mieszkała i uczyła się w szkole dla niewidomych – powiedziałem, wzruszając ramionami. – Myślę,
że u nich trzeba by było szukać jej kartoteki.
- Widzę, że teraz znajduje się pod opieką kilku lekarzy... –
mężczyzna zerknął w papiery przed sobą.
- Właściwie to tylko dwóch... – popatrzyłem na niego cały
czas się zastanawiając do czego zmierza ta rozmowa. – Jeden to lekarz rodzinny. Bardzo
bliski znajomy. Kate miała anemię i ogólnie była bardzo osłabiona, ale już
wszystko dobrze. No i ostatnio zdecydowaliśmy się na usunięcie blizn, które
miała na plecach i stąd to drugie nazwisko. Polecono nam tego lekarza jako
wybitnego specjalistę.
- Zdecydowanie nim jest i jak mogłem zauważyć efekty jakie
osiągnął z Kate są niesamowite... – „Dlaczego my o tym rozmawiamy?” – Pewnie ma
jeszcze kilka zabiegów przed sobą, ale już teraz można powiedzieć, że zakończy
się to niesamowitym sukcesem.
- Taką mamy nadzieję – uśmiechnąłem się. – Ona zasługuje na
wszystko, co najlepsze...
- Zastanawia mnie jedna rzecz... – lekarz splótł dłonie
przed sobą. – Czy odkąd otoczona jest tak dobrą opieką medyczną, podjęliście jakiekolwiek kroki, by zbadać jej wzrok?
- Przecież jest niewidoma? – zdziwiłem się. – Jak...
- Tak, oczywiście. Tego nie mogę podważyć, ale czy przebadał
ją jakiś specjalista pod kątem możliwości choć częściowego przywrócenia wzroku?
- Nieee... – powiedziałem powoli, cały czas patrząc mu w oczy. – Zarówno Kate, jak i
przyjaciółka, która się nią opiekowała, twierdzą, że to jest nieodwracalne. Nie przyszło mi do głowy kwestionować ich słowa...
- Rozumiem...
- Myśli pan, że to jest możliwe? – spojrzałem na niego
uważnie. – Istnieje szansa, by odzyskała wzrok?
- Nie będę pana oszukiwał – powiedział rozkładając ręce. –
Nie wiem. Ale jej źrenice reagują na światło w sposób, który jest dość niespotykany u osób
niewidomych... Poza tym wydają się zdrowe. Oczywiście z wyjątkiem tego, że pana narzeczona nie
widzi. Chodzi mi o to, że są dobrze ukrwione i unerwione. Prawidłowo reagują.
Być może istnieje cień szansy... Dlatego chciałbym przejrzeć jej dokumentacje
medyczną... – podał mi kartkę i długopis. – Proszę mi zapisać nazwę ośrodka, w
którym przebywała. Sprawdzę to. Być może nie wszystko stracone. Może się
okazać, że ten upadek ze schodów był dla niej całkiem zbawienny...
- Czyli co? – zanotowałem wszystko, co pamiętałem. – Uderzenie
w głowę sprawiło, że wróci jej wzrok?
- Niestety nie tak to działa... – uśmiechnął się smutno. – To zakrawałoby na
prawdziwy cud. I niestety w medycynie takie rzeczy zdarzają się niezwykle rzadko –
przez chwilę miałem nadzieję, ale teraz powietrze ze mnie uszło. „To byłby prawdziwy
cud, a ona naprawdę na niego zasługuje...” – Chodzi mi raczej o to, że skoro
była pod opieką państwa, to opieka medyczna była w pewien sposób ograniczona. A
poza tym straciła wzrok, gdy była dzieckiem. Od tamtego czasu wiele się
zmieniło w medycynie... – uśmiechnął się. – Skąd pan wie, czy to nie brak
pieniędzy stał wtedy za diagnozą? Rząd mógł nie chcieć zapłacić za kosztowną
operację, ale przecież pana stać...
- Jeżeli tylko jest taka możliwość, to pieniądze nie mają
znaczenia – zapewniłem go od razu. – Zapłacę za wszystko...
- Na razie naprawdę nie ma co się cieszyć na zapas –
powiedział lekarz. – Spróbuję zdobyć jej kartotekę i zobaczymy, co w niej
znajdziemy. Poza tym chciałbym zrobić kilka dodatkowych badań, by określić
rozmiar uszkodzenia oka, dlatego chciałbym ją zatrzymać w szpitalu dzień lub
dwa dłużej... – zapisał coś w dokumentach przed sobą i spojrzał na mnie. –
Poinformuję was jak najszybciej o tym, czego uda mi się dowiedzieć. A teraz chyba
powinniśmy porozmawiać z Kate, bo to w końcu ona musi podpisać zgodę na przeprowadzenie
dodatkowych badań.
- Ja... – zacząłem, biorąc głęboki oddech. Nagle zdałem sobie
sprawę, że jak znam moją dziewczynę, to gdy tylko na wierzch wyjdą
jakiekolwiek sprawy związane z pieniędzmi, to ona gotowa odmówić. Podniosłem się szybko i spojrzałem na lekarza. – Czy
mogę najpierw ja z nią porozmawiać?
Żegnałam się z przyjaciółmi, którzy po wielkich bojach i długim
przekonywaniu w końcu zdecydowali się pojechać do domów odpocząć. To niesamowite, jak
bardzo może zmienić się życie w tak krótkim czasie. Jeszcze niedawno byłam sama
jak palec i jedyną bliską mi osobą była Alex, a teraz mam ogromną rodzinę i
wręcz opływam w tą całą miłość dookoła mnie. „A wszystko dzięki niemu...”
ścisnęłam dłoń Louisa, który był dziwnie milczący odkąd przekroczył próg tego
pokoju.
- Harry? – zatrzymałam przyjaciela w drodze do wyjścia. – Przekaż
Alex, by się nie martwiła...
- Jasne.
- I nie przekreślaj jej, Harry... – powiedziałem cicho,
zastanawiając się, ile mogę mu zdradzić, nie łamiąc słowa danego przyjaciółce.
– Ona się po prostu boi...
- Wiem... – usłyszałam jego westchnienie. – Na razie, Mała...
Minutę później w pokoju mogłam słyszeć tylko mój i Louisa
oddech i prawdę mówiąc jego wzdychanie było bardzo wymowne.
- Powiesz mi w końcu, co cię martwi? – posłałam mu
zachęcający uśmiech. – Lekarz powiedział, że wszystko jest w jak najlepszym
porządku i jutro będę mogła wyjść do domu... To chyba dobrze? – upewniłam się.
- Oczywiście, że tak – powiedział szybko. – To wspaniale, że
nic poważnego się nie stało. Chyba rzeczywiście masz głowę twardszą niż Malik –
parsknął. Usłyszałam szuranie krzesła i po chwili Louis układał się obok mnie
na łóżku, przyciągając mnie do siebie w mocnym uścisku. – Rozmawiałem trochę z
lekarzem o... – słyszałam głośne bicie jego serca. „Czym się tak denerwował?” –
możliwościach...
- Możliwościach? – zdziwiłam się, kompletnie nie wiedząc do
czego zmierza.
- Chcieliby cię zostawić tutaj dzień dłużej – powiedział po
chwili. – By zrobić jakieś dodatkowe badania...
- Ale przecież wszystko jest dobrze – wystraszyłam się
trochę. „Czy jest coś, o czym mi nie powiedzieli?” – Jutro mogę iść do domu...
- Tak, ale...
- Jestem chora? – teraz to naprawdę byłoby okrutne
zrządzenie losu, gdyby po tym wszystkim... gdy w końcu jestem szczęśliwa z
ludźmi, których kocham, okazało się, że to było mi dane tylko na
chwilę...
- Nie! To nie to! – zaprzeczył szybko, całując mnie w czoło. – Wszystko jest w jak
najlepszym porządku. Przepraszam, nie chciałem cię zdenerwować...
- To dlaczego chcą mnie tu zatrzymać dłużej? – teraz już
kompletnie nic z tego nie rozumiałam. – Dlaczego jesteś zdenerwowany?
- Nie wiem dlaczego... – przyznał. Poczułam jego wargi na
skroni. – Lekarz uważa, że... Chciałby się upewnić... Myśli... – plątał się
niesamowicie, tylko wzbudzając moje zaciekawienie i zdenerwowanie. – Uważa, że powinno się przebadać twoje oczy.
- Po co? – chyba nic bardziej nie mogło mnie zdziwić, niż
to, co właśnie powiedział. – Bardziej ślepa już nie będę – zaśmiałam się,
wtulając się w ciepłe ciało chłopaka.
- Myśli, że może być szansa, byś odzyskała wzrok – oddech
uwiązł mi w płucach po tych słowach. „To niemożliwe...”
- To niemożliwe... – powiedziałam cicho.
- Chciałby to sprawdzić – poczułam jego dłoń na policzku. –
Od momentu, gdy straciłaś wzrok wiele się zmieniło w medycynie...
- To niemożliwe – powtórzyłam, kręcąc głową. – Oni mi to
wtedy powiedzieli jasno i wyraźnie...
- Byłaś dzieckiem...
- Louis, to niemo...
- Chciałbym byś podpisała zgodę na te badania, kochanie –
przerwał mi w pół słowa. – To tylko dodatkowy dzień. I będziemy mieli
pewność...
- To bez sensu... – powiedziałam cicho, wsłuchując się w
bicie jego serca. Moja głowa unosiła się i opadała z każdym jego oddechem. – Nie
chcę byś się rozczarował, kiedy...
- Tak się nie stanie. Jesteś idealna, skarbie. I kocham w
tobie wszystko – ścisnął moją dłoń. – Ale jeżeli jest szansa, to dlaczego
miałabyś jej nie wykorzystać? Poza tym, tak naprawdę to nic jeszcze nie wiadomo.
Może się okazać, że nic z tego nie będzie, ale przynajmniej będziesz wiedziała
na pewno...
- A co jeśli...
- Zawsze będziesz idealna dla mnie – poczułam jego usta na
czole i naprawdę tak się poczułam. Jakbym była idealna. „Tylko, że ideały nie
istnieją...”
Przekraczając próg domu dosłownie słaniałem się na nogach.
Rzuciłem klucze na stolik pod ścianą. To były okropne dwadzieścia cztery godziny. „Zdecydowanie więcej” pomyślałem,
przypominając sobie ostatnie wydarzenia i to nie tylko te związane z Kate.
- Harry? – zatrzymałem się w miejscu i spojrzałem w brązowe oczy Alex, w
których teraz malowało się zmartwienie. Zdziwiło mnie, że jeszcze nie spała. „No tak, Kate...” westchnąłem.
- Wszystko z nią dobrze – posłałem jej zmęczony uśmiech,
podchodząc bliżej i rozglądając się dookoła w poszukiwaniu mojej siostry i
ochroniarza. – Lekarz powiedział, że ma naprawdę wielkie szczęście i twardy
łeb... – zażartowałem. – Zostawią ją na noc na obserwacji, ale to tylko standardowa
procedura. Jutro będzie mogła wrócić do domu. Gdzie Gemma? – zauważyłem dwa kubki na stoliku przed kanapą.
- Padła jakąś godzinę temu... – „Czyli ostatnie łóżko
zajęte..” westchnąłem.
- Ty też wyglądasz, jakbyś zaraz miała paść ze zmęczenia –
przeczesałem włosy nerwowym ruchem. – Gdzie Andy? Powinnaś odpoczywać. Kate
kazała ci przekazać, że masz się o nią nie martwić...
- Bo to takie proste... – mruknęła, uśmiechając się smutno. – Naprawdę wszystko z
nią dobrze?
- Naprawdę – zapewniłem ją. – Tylko się potłukła i nabawiła
dwóch szwów, ale we włosach, więc nic nie będzie widać...
- Kolejne do kolekcji... – westchnęła, przecierając zmęczone
oczy. W tym momencie pojawił się Andy, głośno zamykając za sobą drzwi toalety.
- Bez maski gazowej radzę nie wchodzić – puścił mi oczko. –
Słyszałem, że wszystko dobrze się skończyło...
- Tak... – powiedziałem.
- No to teraz możesz w końcu iść spać, co nie? – spojrzał na
Alex, która w milczeniu pokiwała głową. Posłała mi kolejne smutne spojrzenie. „Z Kate
wszystko dobrze. Dlaczego z nami też nie może być?” Zanieśliśmy ją do sypialni. W towarzystwie wesołego paplania Andy’ego wydawało się być całkiem normalnie. Jednak gdy tylko opuścił pokój znów zagościła w
nim cisza. „Jak wczoraj...” westchnąłem, podając dziewczynie koszulkę do spania i
wychodząc do łazienki.
- Harry... – jedno słowo wypowiedziane szeptem zatrzymało
mnie pół kroku. Powoli uniosłem wzrok, spoglądając w jej oczy. – Przepraszam...
- Za co? – mój głos brzmiał dla mnie obco. Coś ściskało mnie za gardło. „Nie przekreślaj jej... Ona się boi...” przypomniałem sobie słowa Kate. „Dlaczego właśnie w tej chwili?”
- Że nie jestem wystarczająco dobra... – powiedziała cicho.
– Że nie potrafię... – rozłożyła ręce jakby chciała wskazać na wszystko dookoła.
- Nie chcę twoich przeprosin, Alex – nie spuszczałem z niej
wzroku. – Chcę ciebie. Chcę wiedzieć, co tak naprawdę do mnie czujesz – zbliżyłem się do
łóżka. – I przede wszystkim chcę wiedzieć, kto cię tak skrzywdził, że
postanowiłaś już więcej nie próbować? – spojrzała na mnie wystraszona i po
prostu wiedziałem, że zgadłem.
- N-nie wiem o czym mówisz... – powiedziała zduszonym
głosem.
- Dobrze wiesz o czym mówię – usiadłem na łóżku naprzeciw
niej. – Zachowujesz się ostatnio jak nie ty. Czego się przestraszyłaś? Przecież
musiałaś wiedzieć, że ja...
- Niczego nie musiałam – przerwała mi szybko. – Jestem zmęczona...
Chyba się już położę...
- Znów uciekasz? – uniosłem brwi i spojrzałem na nią z
wyzwaniem w oczach. – Gdzie ta moja niepokonana Alex, której wszyscy mogli
naskoczyć?
- Najwyraźniej nie znasz mnie tak dobrze jak myślałeś...
- Gówno prawda! – warknąłem. – Dlaczego to robisz?
- Nie wiem, o czym mówisz – robiła co mogła, byle tylko na
mnie nie spojrzeć.
- Wiesz, co musisz powiedzieć... – westchnąłem. – Po prostu
to powiedz, a zostawię cię w spokoju, choćby miało mi to złamać serce...
- Nie mogę... – jęknęła i ukryła twarz w dłoniach. – Proszę,
przestań...
- Co do mnie czujesz, Alex? – ścisnąłem jej dłonie,
odsuwając od twarzy. Może nie powinienem naciskać, ale dlaczego tak trudno było
jej przyznać, że mnie kocha...
- Nie mogę... – pokręciła głową. Ujrzałem łzy w jej oczach i
nienawidziłem się za to, że byłem ich przyczyną.
- Już dobrze... – westchnąłem, poddając się. Przyciągnąłem ją
do siebie i zamknąłem w mocnym uścisku. Dopiero teraz polały się łzy. Czułem
jak moczą mi koszulkę. Opadłem na poduszki, ciągnąc ją za sobą. – Już dobrze...
Telefon dzwonił prawie nieprzerwanie powoli, ale całkiem skutecznie doprowadzając
mnie do szaleństwa. Zerknąłem na wyświetlacz z góry wiedząc, co na nim zobaczę.
„Perrie...” westchnąłem, odkładając komórkę na pościel. Doskonale zdawałem sobie
sprawę z tego, że zachowuję się śmiesznie i niedojrzale, unikając rozmowy z nią, ale co miałem jej
powiedzieć... Niall miał rację, potrzebowałem to wszystko przemyśleć w spokoju.
Pech chciał, że gdy w końcu postanowiłem to zrobić, ten cholerny telefon nie
dawał mi myśleć.
- Błogosławiona cisza – mruknąłem pod nosem, gdy komórka
przestała dzwonić. Założyłem ręce za głowę i kontynuowałem moje jakże
produktywne wpatrywanie się w czarny ekran telewizora. „Ostatnio moje ulubione zajęcie...” uśmiechnąłem się pod nosem.
- Zayn, co z tobą? – Niall wpadł do pokoju, nie zadają sobie nawet trudu zapukania. – Pers próbuje
się do ciebie dodzwonić... – pomachał mi przed oczami swoją komórką. Spojrzałem
na niego wymownie i odwróciłem się w stronę telewizora. – Perrie, on... –
przerwał, wsłuchując się w głos po drugiej stronie. – Tak... – westchnął z ulgą. „Wiedziała... Ona zawsze wiedziała...” –
Nie, z nią wszystko w porządku... Jasne, przekażę – powiedział. – Uważaj na
siebie... – rozłączył się, chowając telefon do kieszeni. – Aż tak trudno było
ci z nią zamienić te kilka słów?
- Nie chcę z nią jeszcze rozmawiać – mruknąłem pod nosem. –
Wciąż jeszcze nie wiem, jak z nią rozmawiać...
- Po angielsku na początek – przyjaciel opadł ciężko na
łóżko obok mnie. – Perrie to piękna dziewczyna – powiedział, a ja spojrzałem na
niego zdziwiony, nie wiedząc dokąd zmierza ta jego dziwna i oczywista wypowiedź. – Nie będzie wiecznie
na ciebie czekać, Zayn. Jak będziesz tak się zachowywał, to znajdzie się ktoś
inny, kto ją doceni... – skrzywiłem się, wyobrażając sobie moją dziewczynę w
ramionach kogoś innego. – Stracisz ją...
- Czego chcesz, Niall? – warknąłem zły, że rozciąga przede
mną niezbyt szczęśliwe perspektywy. – Radziłeś mi to przemyśleć, więc myślę...
- Gapienie się w ścianę pomaga? – parsknął. – Usłyszała o
Katy i zadzwoniła spytać, co się stało...
- No i jej powiedziałeś, prawda?
- Nie bądź dupkiem... Dzwoniła do ciebie. To ciebie chciała
usłyszeć.
- Jasne...
- Co ty robisz, Zayn? – przyjaciel nie wydawał się
zadowolony z moich rozmyślań, ale w końcu ja sam nie byłem w tej chwili z nich
zadowolony. – Przecież ją kochasz i gdzieś tam pod tym zakutym łbem wiesz, że
chcesz ją odzyskać. Myślisz, że takim użalaniem się nad sobą coś zmienisz?
- Mogę spróbować...
- Boże, wykończysz mnie – zerwał się z łóżka i zaczął
nerwowo przechadzać się po pokoju. „Całkiem zabawny widok...” – O co chodzi? O
Katy?
- Nie chcę teraz o tym rozmawiać, Niall – warknąłem.
- A kiedy? Co ci chodzi po głowie? – spojrzał na mnie,
unosząc pytająco brwi. – Chcesz stracić dziewczynę, którą kochasz i która kocha
ciebie, bo nie potrafisz sobie poukładać w głowie pozostałych uczuć? Rozumiem,
kochasz Katy, ale...
- Co? – odwróciliśmy się gwałtownie w stronę drzwi, w
których stał Liam, a na jego twarzy malował się szok w czystej postaci. „Jeszcze
tylko tego brakowało...” – K-kochasz Kate?
- To nie tak... – Niall próbował jakoś odwrócić uwagę
przyjaciela. – Ja tak tylko...
- A jak? Przecież słyszałem...
- Boże, dajcie mi w końcu święty spokój... – warknąłem,
zrywając się z łóżka. Chwyciłem telefon i wyszedłem z pokoju, prawie taranując
po drodze Liama. „I całkiem dobrze mi szło unikanie jego wielce wymownego spojrzenia...”
- Gdzie idziesz? – Niall wypadł za mną z sypialni.
- Byle daleko stąd – powiedziałem, wybiegając z domu i ostentacyjnie
trzaskając drzwiami. – Zajebiście... – warknąłem wściekły, czując pierwsze
krople deszczu na mojej twarzy. „Idealny moment na spacer sobie wybrałem...”
Ruszyłem przed siebie nie oglądając się do tyłu. Miałem
szczerą nadzieję, że chłopakom nie przyjdzie do głowy iść za mną. Potrzebowałem
pobyć sam ze swoimi myślami. „Dlaczego nikt tego nie rozumiał?” Wlokłem się
ulicami, nie zadając sobie nawet trudu omijania kałuż na mojej drodze. Przez
chwile zastanawiałem się, czy Perrie już wyjechała... „Może mógłbym to
sprawdzić i w końcu pomieszkać trochę we własnym domu?” Przez chwilę rozważałem
tą myśl i wydawało się to nawet czymś, co mógłbym zrobić. „Tylko dlaczego czułem,
że wolałbym, gdybym jednak ją zastał?” Może to już rzeczywiście czas, by podjąć
jakieś decyzje? Rozmowa z Perrie mogłaby być dobrym początkiem. „A co z Kate?”
Ta myśl nie dawała mi spokoju. „Czy to już naprawdę koniec? Czy definitywnie
wyrzuciłem ją ze swojego serca?” Zatrzymałem się przez jakąś szybą wystawową i w brudnym szkle wpatrywałem się w swoje odbicie.
- To zawsze będzie Louis... – powtórzyłem na głos słowa
przyjaciela. Tym razem nie czułem tego bólu przeszywającego moje serce. Tylko
pustkę i świadomość tego, że te słowa są jak najbardziej prawdziwe. Zresztą
doskonale zdawałem sobie z tego sprawę. „Nawet ślepy by zauważył...” westchnąłem.
- Zboczeniec – zaśmiały się mijające mnie dziewczyny i
dopiero teraz zauważyłem, że stoję przed wystawą z damską bielizną. „Boże...” jęknąłem w myślach i ruszyłem dalej. Na szczęście ktoś tam na górze postanowił
się nade mną zlitować, bo deszcz najwyraźniej ustępował. Niestety byłem już tak
przemoczony, że nie robiło mi to większej różnicy.
- Może rzeczywiście pójście do domu, to nie taki zły
pomysł... – mruknąłem pod nosem i wciskając dłonie w kieszenie spodni maszerowałem do przodu, cały czas oddając się moim głębokim rozmyślaniom. „Powinienem
to załatwić raz na zawsze.” Czułem, że to jest dobry pomysł. „Nie ma sensu się dłużej oszukiwać. Zresztą czy tak naprawdę tego chcę?”
- Uważaj! – poczułem szarpnięcie, gdy obcy facet praktycznie
uratował mnie przed wejściem pod rozpędzoną ciężarówkę. – Patrz jak chodzisz.
- Jezu... – odetchnąłem, gdy zdałem sobie sprawę, jak
niewiele brakowało. – Dzięki... Zamyśliłem się...
- Zdarza się... – popatrzył na mnie uważnie. – Dobrze się
czujesz?
- Tak, dziękuję – próbowałem się uśmiechnąć, ale wciąż łapałem stracony oddech.
- Nie ma sprawy – klepnął mnie w plecy i spojrzał na budynek
przed nami, a następnie na mnie. – Wszystko będzie dobrze, synu. Życie jest tak
trudne, jak sami je zrobimy...
Patrzyłem za nim, gdy odchodził, z szeroko otwartymi oczami. „Czy
on brał te teksty od Horana?” przypomniałem sobie bardzo podobne stwierdzenie
przyjaciela. „Może coś w tym jest?” Spojrzałem na budynek przede mną. „Cóż...
Zaraz się przekonamy...” westchnąłem, zdając sobie sprawę, że nadszedł czas decyzji.
- I co postanowiliście? – zapytał się lekarz, uśmiechając się do nas przyjaźnie. Spojrzałem na Kate,
to jej zostawiając tę decyzję. Miałem szczerą nadzieję, że zrobiłem i
powiedziałem wszystko, by ją przekonać. Poczułem drobne palce mocniej
zaciskające się na mojej dłoni. „Proszę, zgódź się...” zaklinałem w myślach.
- Podpiszę tę zgodę – odezwała się cicho Kate. – Chciałabym tylko
jak najszybciej wrócić do domu... – objąłem ją ramieniem, przyciągając do
siebie. Byłem szczęśliwy, słysząc co postanowiła.
- Jutro postaramy się przeprowadzić wszystkie potrzebne
badania – uśmiechnął się mężczyzna. – Niestety może to trochę potrwać, więc
najprawdopodobniej wypiszemy cię dopiero w sobotę.
- To jeszcze nie tak źle – przytuliłem ją. – Nim się obejrzysz
będzie po wszystkim...
- Zaraz pielęgniarka poda ci coś na sen – lekarz zapisał coś
w karcie wiszącej na łóżku. – Musisz dobrze wypocząć...
- Będę cały czas przy tobie, skarbie – powiedziałem od razu
i bardzo się zdziwiłem, widząc jak kręci głową.
- Jedź do domu, Lou – posłała mi delikatny uśmiech. – Jesteś
na nogach już tak długo, że to prawdziwy cud, że jeszcze funkcjonujesz.
- Zostanę z tobą – uparłem się, ale wiedziałem, że przegram,
gdy Kate znalazła sprzymierzeńca w osobie lekarza.
- Jedź do domu i się wyśpij – powiedziała. – Słyszałeś co
powiedział doktor? Zaraz dostanę zastrzyk i będę spała jak dziecko. Idealna
okazja byś zrobił to samo. A poza tym – zauważyłem wesoły błysk w jej oczach –
zdecydowanie potrzebny ci prysznic...
- Ach tak? – zaśmiałem się, przytulając ją jeszcze mocniej. –
Zaraz i tobie będzie potrzebny...
- Może pan przyjechać rano – odezwał się mężczyzna, próbując
się z nas nie śmiać. – Pierwsze badanie umówiłem na dziewiątą, więc będziecie
mieli sporo czasu, by wypocząć. Zdecydowanie wygląda pan jakby potrzebował
zdrowego snu.
- Dobra – Kate postanowiła się uwolnić z moich objęć. – Bez dyskusji,
Lou. Jedź do domu, proszę – położyła dłoń na moim policzku i mogłem zatopić się
w jej cudownym „spojrzeniu”. W jej oczach była widoczna cała jej miłość.
- Przyjadę z samego rana – powiedziałem wiedząc, że muszę ustąpić.
- Będę czekać – uśmiechnęła się.
- Ale Mark zostanie – wtrąciłem, a widząc, że chce
protestować, dodałem szybko. – Albo on, albo ja.
- Niech będzie – westchnęła. – Ale potem damy mu trochę od
nas odpocząć...
- Umowa stoi – uśmiechnąłem się i pochyliłem, by skraść
całusa. – Poczekam aż zaśniesz i dopiero pojadę – zauważyłem jej sceptyczne „spojrzenie”.
– Obiecuję...
Wysiadłem z samochodu po tym jak Adam zafundował mi
niezbyt delikatne budzenie. Powlokłem się w stronę drzwi wejściowych, praktycznie
potykając się o własne nogi. Lekarz zdecydowanie miał rację. Potrzebowałem choć
kilku godzin snu. Wcześniej strach o Kate jakoś trzymał mnie w ryzach, ale
teraz, gdy już wiedziałem, że wszystko jest dobrze, nagle słaniałem się na
nogach. Kawa już nie pomagała.
Gdzieś tam z tyłu głowy przebijała mi się myśl o tym, co
powiedział lekarz. Światełko nadziei tliło się we mnie i sam nie wiedziałem jak
do tego wszystkiego podejść. Kate bardziej niż ktokolwiek zasługiwała na ten
cud. To mogłoby otworzyć przed nią cały świat. „A teraz nie stoi przed nią
otworem?” odezwał się głos w mojej głowie. „Czy będę zawiedziony, gdy się
okaże, że nie ma szans na to, by odzyskała wzrok?” zastanawiałem się, próbując
otworzyć drzwi. Po kilku próbach w końcu udało mi się trafić do zamka.
Wszedłem do środka i szybko wyłączyłem alarm, po czym pozwoliłem Adamowi włączyć go ponownie.
Zacząłem się rozbierać, gdy tylko stanąłem na pierwszym stopniu schodów. Miałem
przeogromną nadzieję, że jakoś uda mi się dojść do łóżka. W myślach już tuliłem
do siebie poduszkę Kate, wdychając jej cudowny zapach.
Pchnąłem drzwi do sypialni i nagły ruch przy oknie sprawił,
że sen natychmiast poszedł w zapomnienie. Zamarłem w progu pokoju zastanawiając
się, czy przypadkiem nie powinienem obrócić się na pięcie i uciec. Nagła
jasność zalała pomieszczenie, a moim oczom ukazała się postać stojąca przy
oknie. Krew we mnie zawrzała. Właściwie to miałem wrażenie, że zamiast krwi w
moich żyłach płynie nienawiść. Dłonie automatycznie zacisnęły się w pięści. „Boże,
dopomóż bym nie zrobił czegoś, czego później będę żałował...”
- Co tu, kurwa, robisz?