czwartek, 10 października 2013

77


!!! Konkurs !!!
BLOG MIESIĄCA WRZEŚNIA



   Spojrzałem na zegarek i kolejny raz jęknąłem w myślach. „Za jakie grzechy?” Zdecydowanie było za wcześnie na cokolwiek. Zwłaszcza po nieprzespanej nocy. Rozejrzałem się dookoła, posyłając zmęczony uśmiech przyjaciołom. Wszyscy byliśmy wykończeni po spędzeniu ostatnich kilkunastu godzin w szpitalu. Mimo iż nie pozwolono nam wejść do Kate ani na moment, nie chcieliśmy wracać do domów. Louis nas potrzebował i chyba my też potrzebowaliśmy tam być. „Dla nich i dla nas...” Długie godziny spędzone na ekstremalnie niewygodnych krzesłach teraz dawały się nam we znaki. Mój kręgosłup wręcz błagał o zmiłowanie.
   - Gotowi? – uniosłem zmęczone spojrzenie na Paula. – Wszystko już przyszykowane. Czekają tylko na was...
   - Dobra. Zróbmy to i miejmy z głowy – powiedział Hazz, wstając z kanapy. – Chciałbym wrócić do szpitala najwcześniej jak to możliwe...
   Poszliśmy za menadżerem i jednym z dziennikarzy prowadzących audycję, ale nikt z nas nie potrafił wykrzesać z siebie dość siły, by choć udawać, że chcemy tu być. „Czasami naprawdę trudno jest zachować się profesjonalnie...” westchnąłem, posyłając zmęczony uśmiech Niallowi, który z trudem odpowiedział mi tym samym. „To będzie bardzo długie sześćdziesiąt minut...
   - Naszych dzisiejszych gości nie musimy chyba nikomu bliżej przedstawiać, bo coś mi się wydaje, że nie ma takiego miejsca na świecie, gdzie nie podbiliby milionów serc... – zaczął Dave, gdy zegar wybił szóstą. – Proszę państwa... One Direction! Panowie, dziękujemy, że zechcieliście nas odwiedzić o tak wczesnej porze...
   - Cała przyjemność po naszej stronie – powiedziałem, poprawiając się na krześle. – Dziękujemy za zaproszenie...
   - I właściwie chyba pierwszy raz nie musieliśmy się zbytnio poświęcać z tym wczesnym wstawaniem – zaczął Harry. – Po prostu jeszcze żaden z nas nie położył się spać...
   - Czy jest to jakoś spowodowane tym, że niestety nie gościmy was dziś w komplecie? – Aron, drugi prowadzący, przeszedł do pierwszego pytania z listy, którą wcześniej omówiliśmy.
   - Niestety... – westchnął Niall. – Zostawiliśmy Louisa w szpitalu. Zresztą raczej nie wyobrażam sobie nikogo, kto dałby radę oderwać go od łóżka Katy...
   - Co się stało? – obaj prowadzący byli szczerze zainteresowani, bo wcześniej nikt z nas nie spieszył się z żadnymi wyjaśnieniami. – Widzieliśmy w internecie masę zdjęć was na szpitalnym korytarzu... Wyglądacie jakbyście spędzili tam noc...
   - Rzeczywiście tak było – spojrzałem przez szybę na Paula, który przysłuchiwał się audycji. – Kate miała wypadek, ale zdaniem lekarza wszystko będzie dobrze. Musi się tylko obudzić... – „Tak... Tylko...” westchnąłem. – Louis nie odstępuje jej nawet na krok, a my uznaliśmy, że powinniśmy tam być razem z nimi...
   - Lekarze są dobrej myśli, więc i my staramy się być – odezwał się Zayn, kołysząc się na krześle. – Ale nie da się ukryć, że takie czekanie jest okropne...
   - Za dużo czasu na myślenie... – wtrącił Dave, całkowicie nas rozumiejąc. – Tym bardziej dziękujemy, że zechcieliście przyjechać... Mamy nadzieję, że wszystko dobrze się skończy i oczywiście przesyłamy dużo miłości Louisowi i Katy.
   - Chcieliśmy też przy okazji prosić fanów przed szpitalem, by nie zapominali, gdzie się znajdują – powiedziałem – i nie zakłócali spokoju. Dziękujemy za wasze wsparcie i miłość, ale nie zapominajmy, że tam ludzie walczą o życie i nie powinniśmy w tym przeszkadzać...




   Uporczywe pikanie przywodziło na myśl wszystkie poprzednie wizyty w szpitalu. „A trochę ich było...” Okropny ból rozsadzał mi czaszkę, a ja mogłam się tylko zastanawiać nad tym, co też tym razem się stało i jak bardzo wszyscy się martwią. „Znów przeze mnie...” Wiedziałam, że nie jestem sama. Czułam gorącą dłoń trzymającą moją i po prostu wiedziałam... Przyjemne ciepło rozlało się po moim ciele sprawiając, że chciałam się uśmiechnąć, ale jedyne co udało mi się osiągnąć, to przeszywający ból i grymas na twarzy połączony z cichym jęknięciem. „Moja głowa...
   - Kate? – usłyszałam głos Louisa, zabarwiony ogromnym zmartwieniem. – Kochanie? Słyszysz mnie...
   - Lou... – cichy szept wydobył się z moich ust, uzmysławiając mi suchość w gardle. „Boże... Dlaczego głowa tak bardzo mnie boli?” załkałam. – Boli...
   - Głowa? Wiem... – ścisnął moją dłoń i w akompaniamencie jakiegoś szurania poczułam, że przysuwa mi coś do ust. – Lekarz mówił, że po tych lekach możesz być spragniona... – powiedział cicho. Przyssałam się do rurki i po chwili zimna woda przyjemnie spłynęła przez moje gardło. Smakowała cudownie. Wręcz nie do opisania. – Powoli...
   - Lekarz już idzie – usłyszałam kobiecy głos, którego z całą pewnością nie znałam. Ale co ważniejsze, słyszałam zdenerwowane głosy przyjaciół dobiegające zza drzwi. „Boże... Są tu wszyscy?
   - Co się stało? – zapytałam drżącym głosem, szukając dłonią Louisa. Od razu poczułam jego silne palce, splatające się z moimi. Odetchnęłam z ulgą.
   - Uderzyłaś się w głowę, kochanie – pielęgniarka na szczęście wyłączyła to uporczywe pikanie aparatury. – Ale dzięki Bogu szybko się nam obudziłaś, więc będzie dobrze...
   - Spadłam ze schodów... – nagle przypomniałam sobie wszystko. – Ale ze mnie łamaga... – próbowałam się uśmiechnąć, ale ból głowy naprawdę nie ułatwiał mi niczego.
   - To moja wina... – usłyszałam głos Louisa i chyba jego słowa bolały nawet bardziej niż moja biedna czaszka. – Mogłem...
   - Hej – ścisnęłam jego dłoń najmocniej jak mogłam. – Nie opowiadaj bzdur, kochanie. Każdemu mógł się przytrafić upadek ze schodów...
   - Tak, ale...
   - Żadne ale – przerwałam mu, nie mogąc znieść tego, że obwinia się o coś takiego. – To nie pierwszy raz tak wyrżnęłam, wiesz? – uśmiechnęłam się. – I zapewniam cię, że pewnie nie ostatni...
   - Ale...
   - Nie martw się... – usłyszałam, że ktoś wchodzi do środka i po chwili witał się z nami ciepły, męski głos.
   - Ale nam stracha napędziłaś, dziecko – poczułam palce lekarza, ostrożnie badające moją głowę. – Już się baliśmy, że będziemy tu musieli wstawić więcej łóżek i położyć na nich twojego narzeczonego i kilku waszych przyjaciół...
   - Ma się te zdolności... – jęknęłam, gdy jego dotyk sprawił, że przeszył mnie ból. Ostrożnie skontrolowałam stan swojego ciała. Byłam obolała, ale tylko głowa sprawiała, że w oczach zbierały mi się łzy. – Nic sobie nie złamałam, prawda?
   - Na szczęście... – westchnął Lou, a w jego głosie słychać było ogromną ulgę. „Zdecydowanie nie ma ze mną lekko...” odetchnęłam głęboko, próbując powstrzymać napływające łzy.
   - Zrobimy jeszcze kilka badań, ale wszystko wygląda dobrze – lekarz wydawał się zadowolony. – Zostawimy cię do jutra na obserwacji. Z pewnością głowa ci pęka, więc zaraz coś na to poradzimy... Po prostu odpoczywaj...
   - Dobrze... – „Wszystko, byle tylko Louis przestał się martwić...” – Coś mi się wydaję, że Zayn właśnie spadł na drugie miejsce w konkursie na twardą głowę...
   - Z przyjemnością mu to przekażę – zaśmiał się mężczyzna i opuścił pokój, cicho zamykając za sobą drzwi.
   - Wszyscy tu są... – uśmiechnęłam się ostrożnie. – Która godzina?
   - Rano...
   - Siedzieliście tu całą noc? – „No to teraz naprawdę nabroiłam...” – Lou, przecież... wywiad... O mój Boże...
   - Nie martw się, skarbie – poczułam jego ciepłe dłonie, pieszczące moją. – Wywiad był w zasadzie całkiem udany... Jak się czujesz?
   - Głowa mnie strasznie boli... – uśmiechnęłam się, starając się robić dobrą minę do złej gry. – Przepraszam...
   - Za co ty znowu przepraszasz? Sama powiedziałaś przecież, że każdemu mogło się przytrafić...
   - Fakt – czułam się dziwnie śpiąca, a pulsowanie w głowie jakby zmalało. – Ale technicznie rzecz biorąc ostatnio przytrafia się głównie mi...
   - Skarbie...
   - Przynajmniej się ze mną nie nudzicieee – moim słowom towarzyszyło głośne ziewnięcie. – Przepraszam – uśmiechnęłam się, zasłaniając usta.
   - Śpij, skarbie... – poczułam jego gorące wargi na czole. – Będę tu, gdy się obudzisz...




   - Panie Tomlinson – usłyszałem za sobą głos lekarza i odwróciłem się na pięcie. Nagle wszystkie rozmowy umilkły i wpatrywaliśmy się w mężczyznę w białym fartuchu. – Zapraszam do mojego gabinetu – wskazał ręką w odpowiednim kierunku. – Chciałbym z panem o czymś porozmawiać... – Sam nie wiem dlaczego, ale po tych słowach oblał mnie zimny pot. „Boże, przecież mówił, że wszystko jest w jak najlepszym porządku...” spojrzałem na niego przerażony.
   - Coś się stało? – poczułem dłoń Harry’ego zaciskającą się na moim ramieniu w pokrzepiającym geście. – Coś z...
   - Kate ma się całkiem dobrze – uśmiechnął się. – Zaraz skończą robić badania i przewiozą ją do  nowego pokoju. Myślę, że za kilka minut będą ją mogli państwo zobaczyć...
   - Taaak... – radosny szept Nialla sprawił, że zrobiło mi się trochę lżej na sercu.
   - Chciałbym porozmawiać o czymś innym... – kontynuował lekarz. – Proszę ze mną...
   Powiodłem wzrokiem po wymęczonych twarzach przyjaciół. Widziałem na nich dokładnie te samo, co czułem... Ciekawość, obawę, ulgę... Poszedłem za mężczyzną i po chwili rozsiadłem się w  wygodnym fotelu. Zdecydowanie za wygodnym jak dla kogoś, kto nie spał od niewiadomo ilu godzin.
   - O co chodzi? – chciałem od razu wiedzieć, czy to dobra, czy zła wiadomość. – Coś z Kate?
   - Rzeczywiście chodzi o pana narzeczoną, ale proszę się nie denerwować – posłał mi uśmiech pełen zrozumienia. Pewnie już przywykł do panikujących ludzi, siedzących w tym fotelu. – Chciałem przejrzeć jej historię medyczną i nie mogło umknąć mojej uwadze, że jest praktycznie pusta. Jak to możliwe?
   - Prawdę mówiąc Kate jeszcze do niedawna była pod opieką państwa. Mieszkała i uczyła się w szkole dla niewidomych – powiedziałem, wzruszając ramionami. – Myślę, że u nich trzeba by było szukać jej kartoteki.
   - Widzę, że teraz znajduje się pod opieką kilku lekarzy... – mężczyzna zerknął w papiery przed sobą.
   - Właściwie to tylko dwóch... – popatrzyłem na niego cały czas się zastanawiając do czego zmierza ta rozmowa. – Jeden to lekarz rodzinny. Bardzo bliski znajomy. Kate miała anemię i ogólnie była bardzo osłabiona, ale już wszystko dobrze. No i ostatnio zdecydowaliśmy się na usunięcie blizn, które miała na plecach i stąd to drugie nazwisko. Polecono nam tego lekarza jako wybitnego specjalistę.
   - Zdecydowanie nim jest i jak mogłem zauważyć efekty jakie osiągnął z Kate są niesamowite... – „Dlaczego my o tym rozmawiamy?” – Pewnie ma jeszcze kilka zabiegów przed sobą, ale już teraz można powiedzieć, że zakończy się to niesamowitym sukcesem.
   - Taką mamy nadzieję – uśmiechnąłem się. – Ona zasługuje na wszystko, co najlepsze...
   - Zastanawia mnie jedna rzecz... – lekarz splótł dłonie przed sobą. – Czy odkąd otoczona jest tak dobrą opieką medyczną, podjęliście jakiekolwiek kroki, by zbadać jej wzrok?
   - Przecież jest niewidoma? – zdziwiłem się. – Jak...
   - Tak, oczywiście. Tego nie mogę podważyć, ale czy przebadał ją jakiś specjalista pod kątem możliwości choć częściowego przywrócenia wzroku?
   - Nieee... – powiedziałem powoli, cały czas patrząc mu w oczy. – Zarówno Kate, jak i przyjaciółka, która się nią opiekowała, twierdzą, że to jest nieodwracalne. Nie przyszło mi do głowy kwestionować ich słowa...
   - Rozumiem...
   - Myśli pan, że to jest możliwe? – spojrzałem na niego uważnie. – Istnieje szansa, by odzyskała wzrok?
   - Nie będę pana oszukiwał – powiedział rozkładając ręce. – Nie wiem. Ale jej źrenice reagują na światło w sposób, który jest dość niespotykany u osób niewidomych... Poza tym wydają się zdrowe. Oczywiście z wyjątkiem tego, że pana narzeczona nie widzi. Chodzi mi o to, że są dobrze ukrwione i unerwione. Prawidłowo reagują. Być może istnieje cień szansy... Dlatego chciałbym przejrzeć jej dokumentacje medyczną... – podał mi kartkę i długopis. – Proszę mi zapisać nazwę ośrodka, w którym przebywała. Sprawdzę to. Być może nie wszystko stracone. Może się okazać, że ten upadek ze schodów był dla niej całkiem zbawienny...
   - Czyli co? – zanotowałem wszystko, co pamiętałem. – Uderzenie w głowę sprawiło, że wróci jej wzrok?
   - Niestety nie tak to działa... – uśmiechnął się smutno. – To zakrawałoby na prawdziwy cud. I niestety w medycynie takie rzeczy zdarzają się niezwykle rzadko – przez chwilę miałem nadzieję, ale teraz powietrze ze mnie uszło. „To byłby prawdziwy cud, a ona naprawdę na niego zasługuje...” – Chodzi mi raczej o to, że skoro była pod opieką państwa, to opieka medyczna była w pewien sposób ograniczona. A poza tym straciła wzrok, gdy była dzieckiem. Od tamtego czasu wiele się zmieniło w medycynie... – uśmiechnął się. – Skąd pan wie, czy to nie brak pieniędzy stał wtedy za diagnozą? Rząd mógł nie chcieć zapłacić za kosztowną operację, ale przecież pana stać...
   - Jeżeli tylko jest taka możliwość, to pieniądze nie mają znaczenia – zapewniłem go od razu. – Zapłacę za wszystko...
   - Na razie naprawdę nie ma co się cieszyć na zapas – powiedział lekarz. – Spróbuję zdobyć jej kartotekę i zobaczymy, co w niej znajdziemy. Poza tym chciałbym zrobić kilka dodatkowych badań, by określić rozmiar uszkodzenia oka, dlatego chciałbym ją zatrzymać w szpitalu dzień lub dwa dłużej... – zapisał coś w dokumentach przed sobą i spojrzał na mnie. – Poinformuję was jak najszybciej o tym, czego uda mi się dowiedzieć. A teraz chyba powinniśmy porozmawiać z Kate, bo to w końcu ona musi podpisać zgodę na przeprowadzenie dodatkowych badań.
   - Ja... – zacząłem, biorąc głęboki oddech. Nagle zdałem sobie sprawę, że jak znam moją dziewczynę, to gdy tylko na wierzch wyjdą jakiekolwiek sprawy związane z pieniędzmi, to ona gotowa odmówić. Podniosłem się szybko i spojrzałem na lekarza. – Czy mogę najpierw ja z nią porozmawiać?




   Żegnałam się z przyjaciółmi, którzy po wielkich bojach i długim przekonywaniu w końcu zdecydowali się pojechać do domów odpocząć. To niesamowite, jak bardzo może zmienić się życie w tak krótkim czasie. Jeszcze niedawno byłam sama jak palec i jedyną bliską mi osobą była Alex, a teraz mam ogromną rodzinę i wręcz opływam w tą całą miłość dookoła mnie. „A wszystko dzięki niemu...” ścisnęłam dłoń Louisa, który był dziwnie milczący odkąd przekroczył próg tego pokoju.
   - Harry? – zatrzymałam przyjaciela w drodze do wyjścia. – Przekaż Alex, by się nie martwiła...
   - Jasne.
   - I nie przekreślaj jej, Harry... – powiedziałem cicho, zastanawiając się, ile mogę mu zdradzić, nie łamiąc słowa danego przyjaciółce. – Ona się po prostu boi...
   - Wiem... – usłyszałam jego westchnienie. – Na razie, Mała...
   Minutę później w pokoju mogłam słyszeć tylko mój i Louisa oddech i prawdę mówiąc jego wzdychanie było bardzo wymowne.
   - Powiesz mi w końcu, co cię martwi? – posłałam mu zachęcający uśmiech. – Lekarz powiedział, że wszystko jest w jak najlepszym porządku i jutro będę mogła wyjść do domu... To chyba dobrze? – upewniłam się.
   - Oczywiście, że tak – powiedział szybko. – To wspaniale, że nic poważnego się nie stało. Chyba rzeczywiście masz głowę twardszą niż Malik – parsknął. Usłyszałam szuranie krzesła i po chwili Louis układał się obok mnie na łóżku, przyciągając mnie do siebie w mocnym uścisku. – Rozmawiałem trochę z lekarzem o... – słyszałam głośne bicie jego serca. „Czym się tak denerwował?” – możliwościach...
   - Możliwościach? – zdziwiłam się, kompletnie nie wiedząc do czego zmierza.
   - Chcieliby cię zostawić tutaj dzień dłużej – powiedział po chwili. – By zrobić jakieś dodatkowe badania...
   - Ale przecież wszystko jest dobrze – wystraszyłam się trochę. „Czy jest coś, o czym mi nie powiedzieli?” – Jutro mogę iść do domu...
   - Tak, ale...
   - Jestem chora? – teraz to naprawdę byłoby okrutne zrządzenie losu, gdyby po tym wszystkim... gdy w końcu jestem szczęśliwa z ludźmi, których kocham, okazało się, że to było mi dane tylko na chwilę...
   - Nie! To nie to! – zaprzeczył szybko, całując mnie w czoło. – Wszystko jest w jak najlepszym porządku. Przepraszam, nie chciałem cię zdenerwować...
   - To dlaczego chcą mnie tu zatrzymać dłużej? – teraz już kompletnie nic z tego nie rozumiałam. – Dlaczego jesteś zdenerwowany?
   - Nie wiem dlaczego... – przyznał. Poczułam jego wargi na skroni. – Lekarz uważa, że... Chciałby się upewnić... Myśli... – plątał się niesamowicie, tylko wzbudzając moje zaciekawienie i zdenerwowanie. – Uważa, że powinno się przebadać twoje oczy.
   - Po co? – chyba nic bardziej nie mogło mnie zdziwić, niż to, co właśnie powiedział. – Bardziej ślepa już nie będę – zaśmiałam się, wtulając się w ciepłe ciało chłopaka.
   - Myśli, że może być szansa, byś odzyskała wzrok – oddech uwiązł mi w płucach po tych słowach. „To niemożliwe...
   - To niemożliwe... – powiedziałam cicho.
   - Chciałby to sprawdzić – poczułam jego dłoń na policzku. – Od momentu, gdy straciłaś wzrok wiele się zmieniło w medycynie...
   - To niemożliwe – powtórzyłam, kręcąc głową. – Oni mi to wtedy powiedzieli jasno i wyraźnie...
   - Byłaś dzieckiem...
   - Louis, to niemo...
   - Chciałbym byś podpisała zgodę na te badania, kochanie – przerwał mi w pół słowa. – To tylko dodatkowy dzień. I będziemy mieli pewność...
   - To bez sensu... – powiedziałam cicho, wsłuchując się w bicie jego serca. Moja głowa unosiła się i opadała z każdym jego oddechem. – Nie chcę byś się rozczarował, kiedy...
   - Tak się nie stanie. Jesteś idealna, skarbie. I kocham w tobie wszystko – ścisnął moją dłoń. – Ale jeżeli jest szansa, to dlaczego miałabyś jej nie wykorzystać? Poza tym, tak naprawdę to nic jeszcze nie wiadomo. Może się okazać, że nic z tego nie będzie, ale przynajmniej będziesz wiedziała na pewno...
   - A co jeśli...
   - Zawsze będziesz idealna dla mnie – poczułam jego usta na czole i naprawdę tak się poczułam. Jakbym była idealna. „Tylko, że ideały nie istnieją...




   Przekraczając próg domu dosłownie słaniałem się na nogach. Rzuciłem klucze na stolik pod ścianą. To były okropne dwadzieścia cztery godziny. „Zdecydowanie więcej” pomyślałem, przypominając sobie ostatnie wydarzenia i to nie tylko te związane z Kate.
   - Harry? – zatrzymałem się w miejscu i spojrzałem w brązowe oczy Alex, w których teraz malowało się zmartwienie. Zdziwiło mnie, że jeszcze nie spała. „No tak, Kate...” westchnąłem.
   - Wszystko z nią dobrze – posłałem jej zmęczony uśmiech, podchodząc bliżej i rozglądając się dookoła w poszukiwaniu mojej siostry i ochroniarza. – Lekarz powiedział, że ma naprawdę wielkie szczęście i twardy łeb... – zażartowałem. – Zostawią ją na noc na obserwacji, ale to tylko standardowa procedura. Jutro będzie mogła wrócić do domu. Gdzie Gemma? – zauważyłem dwa kubki na stoliku przed kanapą.
   - Padła jakąś godzinę temu... – „Czyli ostatnie łóżko zajęte..” westchnąłem.
   - Ty też wyglądasz, jakbyś zaraz miała paść ze zmęczenia – przeczesałem włosy nerwowym ruchem. – Gdzie Andy? Powinnaś odpoczywać. Kate kazała ci przekazać, że masz się o nią nie martwić...
   - Bo to takie proste... – mruknęła, uśmiechając się smutno. – Naprawdę wszystko z nią dobrze?
   - Naprawdę – zapewniłem ją. – Tylko się potłukła i nabawiła dwóch szwów, ale we włosach, więc nic nie będzie widać...
   - Kolejne do kolekcji... – westchnęła, przecierając zmęczone oczy. W tym momencie pojawił się Andy, głośno zamykając za sobą drzwi toalety.
   - Bez maski gazowej radzę nie wchodzić – puścił mi oczko. – Słyszałem, że wszystko dobrze się skończyło...
   - Tak... – powiedziałem.
   - No to teraz możesz w końcu iść spać, co nie? – spojrzał na Alex, która w milczeniu pokiwała głową. Posłała mi kolejne smutne spojrzenie. „Z Kate wszystko dobrze. Dlaczego z nami też nie może być?” Zanieśliśmy ją do sypialni. W towarzystwie wesołego paplania Andy’ego wydawało się być całkiem normalnie. Jednak gdy tylko opuścił pokój znów zagościła w nim cisza. „Jak wczoraj...” westchnąłem, podając dziewczynie koszulkę do spania i wychodząc do łazienki.
   - Harry... – jedno słowo wypowiedziane szeptem zatrzymało mnie pół kroku. Powoli uniosłem wzrok, spoglądając w jej oczy. – Przepraszam...
   - Za co? – mój głos brzmiał dla mnie obco. Coś ściskało mnie za gardło. „Nie przekreślaj jej... Ona się boi...” przypomniałem sobie słowa Kate. „Dlaczego właśnie w tej chwili?
   - Że nie jestem wystarczająco dobra... – powiedziała cicho. – Że nie potrafię... – rozłożyła ręce jakby chciała wskazać na wszystko dookoła.
   - Nie chcę twoich przeprosin, Alex – nie spuszczałem z niej wzroku. – Chcę ciebie. Chcę wiedzieć, co tak naprawdę do mnie czujesz – zbliżyłem się do łóżka. – I przede wszystkim chcę wiedzieć, kto cię tak skrzywdził, że postanowiłaś już więcej nie próbować? – spojrzała na mnie wystraszona i po prostu wiedziałem, że zgadłem.
   - N-nie wiem o czym mówisz... – powiedziała zduszonym głosem.
   - Dobrze wiesz o czym mówię – usiadłem na łóżku naprzeciw niej. – Zachowujesz się ostatnio jak nie ty. Czego się przestraszyłaś? Przecież musiałaś wiedzieć, że ja...
   - Niczego nie musiałam – przerwała mi szybko. – Jestem zmęczona... Chyba się już położę...
   - Znów uciekasz? – uniosłem brwi i spojrzałem na nią z wyzwaniem w oczach. – Gdzie ta moja niepokonana Alex, której wszyscy mogli naskoczyć?
   - Najwyraźniej nie znasz mnie tak dobrze jak myślałeś...
   - Gówno prawda! – warknąłem. – Dlaczego to robisz?
   - Nie wiem, o czym mówisz – robiła co mogła, byle tylko na mnie nie spojrzeć.
   - Wiesz, co musisz powiedzieć... – westchnąłem. – Po prostu to powiedz, a zostawię cię w spokoju, choćby miało mi to złamać serce...
   - Nie mogę... – jęknęła i ukryła twarz w dłoniach. – Proszę, przestań...
   - Co do mnie czujesz, Alex? – ścisnąłem jej dłonie, odsuwając od twarzy. Może nie powinienem naciskać, ale dlaczego tak trudno było jej przyznać, że mnie kocha...
   - Nie mogę... – pokręciła głową. Ujrzałem łzy w jej oczach i nienawidziłem się za to, że byłem ich przyczyną.
   - Już dobrze... – westchnąłem, poddając się. Przyciągnąłem ją do siebie i zamknąłem w mocnym uścisku. Dopiero teraz polały się łzy. Czułem jak moczą mi koszulkę. Opadłem na poduszki, ciągnąc ją za sobą. – Już dobrze...




   Telefon dzwonił prawie nieprzerwanie powoli, ale całkiem skutecznie doprowadzając mnie do szaleństwa. Zerknąłem na wyświetlacz z góry wiedząc, co na nim zobaczę. „Perrie...” westchnąłem, odkładając komórkę na pościel. Doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, że zachowuję się śmiesznie i niedojrzale, unikając rozmowy z nią, ale co miałem jej powiedzieć... Niall miał rację, potrzebowałem to wszystko przemyśleć w spokoju. Pech chciał, że gdy w końcu postanowiłem to zrobić, ten cholerny telefon nie dawał mi myśleć.
   - Błogosławiona cisza – mruknąłem pod nosem, gdy komórka przestała dzwonić. Założyłem ręce za głowę i kontynuowałem moje jakże produktywne wpatrywanie się w czarny ekran telewizora. „Ostatnio moje ulubione zajęcie...” uśmiechnąłem się pod nosem.
   - Zayn, co z tobą? – Niall wpadł do pokoju, nie zadają sobie nawet trudu zapukania. – Pers próbuje się do ciebie dodzwonić... – pomachał mi przed oczami swoją komórką. Spojrzałem na niego wymownie i odwróciłem się w stronę telewizora. – Perrie, on... – przerwał, wsłuchując się w głos po drugiej stronie. – Tak... – westchnął z ulgą. „Wiedziała... Ona zawsze wiedziała...” – Nie, z nią wszystko w porządku... Jasne, przekażę – powiedział. – Uważaj na siebie... – rozłączył się, chowając telefon do kieszeni. – Aż tak trudno było ci z nią zamienić te kilka słów?
   - Nie chcę z nią jeszcze rozmawiać – mruknąłem pod nosem. – Wciąż jeszcze nie wiem, jak z nią rozmawiać...
   - Po angielsku na początek – przyjaciel opadł ciężko na łóżko obok mnie. – Perrie to piękna dziewczyna – powiedział, a ja spojrzałem na niego zdziwiony, nie wiedząc dokąd zmierza ta jego dziwna i oczywista wypowiedź. – Nie będzie wiecznie na ciebie czekać, Zayn. Jak będziesz tak się zachowywał, to znajdzie się ktoś inny, kto ją doceni... – skrzywiłem się, wyobrażając sobie moją dziewczynę w ramionach kogoś innego. – Stracisz ją...
   - Czego chcesz, Niall? – warknąłem zły, że rozciąga przede mną niezbyt szczęśliwe perspektywy. – Radziłeś mi to przemyśleć, więc myślę...
   - Gapienie się w ścianę pomaga? – parsknął. – Usłyszała o Katy i zadzwoniła spytać, co się stało...
   - No i jej powiedziałeś, prawda?
   - Nie bądź dupkiem... Dzwoniła do ciebie. To ciebie chciała usłyszeć.
   - Jasne...
   - Co ty robisz, Zayn? – przyjaciel nie wydawał się zadowolony z moich rozmyślań, ale w końcu ja sam nie byłem w tej chwili z nich zadowolony. – Przecież ją kochasz i gdzieś tam pod tym zakutym łbem wiesz, że chcesz ją odzyskać. Myślisz, że takim użalaniem się nad sobą coś zmienisz?
   - Mogę spróbować...
   - Boże, wykończysz mnie – zerwał się z łóżka i zaczął nerwowo przechadzać się po pokoju. „Całkiem zabawny widok...” – O co chodzi? O Katy?
   - Nie chcę teraz o tym rozmawiać, Niall – warknąłem.
   - A kiedy? Co ci chodzi po głowie? – spojrzał na mnie, unosząc pytająco brwi. – Chcesz stracić dziewczynę, którą kochasz i która kocha ciebie, bo nie potrafisz sobie poukładać w głowie pozostałych uczuć? Rozumiem, kochasz Katy, ale...
   - Co? – odwróciliśmy się gwałtownie w stronę drzwi, w których stał Liam, a na jego twarzy malował się szok w czystej postaci. „Jeszcze tylko tego brakowało...” – K-kochasz Kate?
   - To nie tak... – Niall próbował jakoś odwrócić uwagę przyjaciela. – Ja tak tylko...
   - A jak? Przecież słyszałem...
   - Boże, dajcie mi w końcu święty spokój... – warknąłem, zrywając się z łóżka. Chwyciłem telefon i wyszedłem z pokoju, prawie taranując po drodze Liama. „I całkiem dobrze mi szło unikanie jego wielce wymownego spojrzenia...
   - Gdzie idziesz? – Niall wypadł za mną z sypialni.
   - Byle daleko stąd – powiedziałem, wybiegając z domu i ostentacyjnie trzaskając drzwiami. – Zajebiście... – warknąłem wściekły, czując pierwsze krople deszczu na mojej twarzy. „Idealny moment na spacer sobie wybrałem...
   Ruszyłem przed siebie nie oglądając się do tyłu. Miałem szczerą nadzieję, że chłopakom nie przyjdzie do głowy iść za mną. Potrzebowałem pobyć sam ze swoimi myślami. „Dlaczego nikt tego nie rozumiał?” Wlokłem się ulicami, nie zadając sobie nawet trudu omijania kałuż na mojej drodze. Przez chwile zastanawiałem się, czy Perrie już wyjechała... „Może mógłbym to sprawdzić i w końcu pomieszkać trochę we własnym domu?” Przez chwilę rozważałem tą myśl i wydawało się to nawet czymś, co mógłbym zrobić. „Tylko dlaczego czułem, że wolałbym, gdybym jednak ją zastał?” Może to już rzeczywiście czas, by podjąć jakieś decyzje? Rozmowa z Perrie mogłaby być dobrym początkiem. „A co z Kate?” Ta myśl nie dawała mi spokoju. „Czy to już naprawdę koniec? Czy definitywnie wyrzuciłem ją ze swojego serca?” Zatrzymałem się przez jakąś szybą wystawową i w brudnym szkle wpatrywałem się w swoje odbicie.
   - To zawsze będzie Louis... – powtórzyłem na głos słowa przyjaciela. Tym razem nie czułem tego bólu przeszywającego moje serce. Tylko pustkę i świadomość tego, że te słowa są jak najbardziej prawdziwe. Zresztą doskonale zdawałem sobie z tego sprawę. „Nawet ślepy by zauważył...” westchnąłem.
   - Zboczeniec – zaśmiały się mijające mnie dziewczyny i dopiero teraz zauważyłem, że stoję przed wystawą z damską bielizną. „Boże...” jęknąłem w myślach i ruszyłem dalej. Na szczęście ktoś tam na górze postanowił się nade mną zlitować, bo deszcz najwyraźniej ustępował. Niestety byłem już tak przemoczony, że nie robiło mi to większej różnicy.
   - Może rzeczywiście pójście do domu, to nie taki zły pomysł... – mruknąłem pod nosem i wciskając dłonie w kieszenie spodni maszerowałem do przodu, cały czas oddając się moim głębokim rozmyślaniom. „Powinienem to załatwić raz na zawsze.” Czułem, że to jest dobry pomysł. „Nie ma sensu się dłużej oszukiwać. Zresztą czy tak naprawdę tego chcę?
   - Uważaj! – poczułem szarpnięcie, gdy obcy facet praktycznie uratował mnie przed wejściem pod rozpędzoną ciężarówkę. – Patrz jak chodzisz.
   - Jezu... – odetchnąłem, gdy zdałem sobie sprawę, jak niewiele brakowało. – Dzięki... Zamyśliłem się...
   - Zdarza się... – popatrzył na mnie uważnie. – Dobrze się czujesz?
   - Tak, dziękuję – próbowałem się uśmiechnąć, ale wciąż łapałem stracony oddech.
   - Nie ma sprawy – klepnął mnie w plecy i spojrzał na budynek przed nami, a następnie na mnie. – Wszystko będzie dobrze, synu. Życie jest tak trudne, jak sami je zrobimy...
   Patrzyłem za nim, gdy odchodził, z szeroko otwartymi oczami. „Czy on brał te teksty od Horana?” przypomniałem sobie bardzo podobne stwierdzenie przyjaciela. „Może coś w tym jest?” Spojrzałem na budynek przede mną. „Cóż... Zaraz się przekonamy...” westchnąłem, zdając sobie sprawę, że nadszedł czas decyzji.




   - I co postanowiliście? – zapytał się lekarz, uśmiechając się do nas przyjaźnie. Spojrzałem na Kate, to jej zostawiając tę decyzję. Miałem szczerą nadzieję, że zrobiłem i powiedziałem wszystko, by ją przekonać. Poczułem drobne palce mocniej zaciskające się na mojej dłoni. „Proszę, zgódź się...” zaklinałem w myślach.
   - Podpiszę tę zgodę – odezwała się cicho Kate. – Chciałabym tylko jak najszybciej wrócić do domu... – objąłem ją ramieniem, przyciągając do siebie. Byłem szczęśliwy, słysząc co postanowiła.
   - Jutro postaramy się przeprowadzić wszystkie potrzebne badania – uśmiechnął się mężczyzna. – Niestety może to trochę potrwać, więc najprawdopodobniej wypiszemy cię dopiero w sobotę.
   - To jeszcze nie tak źle – przytuliłem ją. – Nim się obejrzysz będzie po wszystkim...
   - Zaraz pielęgniarka poda ci coś na sen – lekarz zapisał coś w karcie wiszącej na łóżku. – Musisz dobrze wypocząć...
   - Będę cały czas przy tobie, skarbie – powiedziałem od razu i bardzo się zdziwiłem, widząc jak kręci głową.
   - Jedź do domu, Lou – posłała mi delikatny uśmiech. – Jesteś na nogach już tak długo, że to prawdziwy cud, że jeszcze funkcjonujesz.
   - Zostanę z tobą – uparłem się, ale wiedziałem, że przegram, gdy Kate znalazła sprzymierzeńca w osobie lekarza.
   - Jedź do domu i się wyśpij – powiedziała. – Słyszałeś co powiedział doktor? Zaraz dostanę zastrzyk i będę spała jak dziecko. Idealna okazja byś zrobił to samo. A poza tym – zauważyłem wesoły błysk w jej oczach – zdecydowanie potrzebny ci prysznic...
   - Ach tak? – zaśmiałem się, przytulając ją jeszcze mocniej. – Zaraz i tobie będzie potrzebny...
   - Może pan przyjechać rano – odezwał się mężczyzna, próbując się z nas nie śmiać. – Pierwsze badanie umówiłem na dziewiątą, więc będziecie mieli sporo czasu, by wypocząć. Zdecydowanie wygląda pan jakby potrzebował zdrowego snu.
   - Dobra – Kate postanowiła się uwolnić z moich objęć. – Bez dyskusji, Lou. Jedź do domu, proszę – położyła dłoń na moim policzku i mogłem zatopić się w jej cudownym „spojrzeniu”. W jej oczach była widoczna cała jej miłość.
   - Przyjadę z samego rana – powiedziałem wiedząc, że muszę ustąpić.
   - Będę czekać – uśmiechnęła się.
   - Ale Mark zostanie – wtrąciłem, a widząc, że chce protestować, dodałem szybko. – Albo on, albo ja.
   - Niech będzie – westchnęła. – Ale potem damy mu trochę od nas odpocząć...
   - Umowa stoi – uśmiechnąłem się i pochyliłem, by skraść całusa. – Poczekam aż zaśniesz i dopiero pojadę – zauważyłem jej sceptyczne „spojrzenie”. – Obiecuję...


   Wysiadłem z samochodu po tym jak Adam zafundował mi niezbyt delikatne budzenie. Powlokłem się w stronę drzwi wejściowych, praktycznie potykając się o własne nogi. Lekarz zdecydowanie miał rację. Potrzebowałem choć kilku godzin snu. Wcześniej strach o Kate jakoś trzymał mnie w ryzach, ale teraz, gdy już wiedziałem, że wszystko jest dobrze, nagle słaniałem się na nogach. Kawa już nie pomagała.
   Gdzieś tam z tyłu głowy przebijała mi się myśl o tym, co powiedział lekarz. Światełko nadziei tliło się we mnie i sam nie wiedziałem jak do tego wszystkiego podejść. Kate bardziej niż ktokolwiek zasługiwała na ten cud. To mogłoby otworzyć przed nią cały świat. „A teraz nie stoi przed nią otworem?” odezwał się głos w mojej głowie. „Czy będę zawiedziony, gdy się okaże, że nie ma szans na to, by odzyskała wzrok?” zastanawiałem się, próbując otworzyć drzwi. Po kilku próbach w końcu udało mi się trafić do zamka. Wszedłem do środka i szybko wyłączyłem alarm, po czym pozwoliłem Adamowi włączyć go ponownie. Zacząłem się rozbierać, gdy tylko stanąłem na pierwszym stopniu schodów. Miałem przeogromną nadzieję, że jakoś uda mi się dojść do łóżka. W myślach już tuliłem do siebie poduszkę Kate, wdychając jej cudowny zapach.
   Pchnąłem drzwi do sypialni i nagły ruch przy oknie sprawił, że sen natychmiast poszedł w zapomnienie. Zamarłem w progu pokoju zastanawiając się, czy przypadkiem nie powinienem obrócić się na pięcie i uciec. Nagła jasność zalała pomieszczenie, a moim oczom ukazała się postać stojąca przy oknie. Krew we mnie zawrzała. Właściwie to miałem wrażenie, że zamiast krwi w moich żyłach płynie nienawiść. Dłonie automatycznie zacisnęły się w pięści. „Boże, dopomóż bym nie zrobił czegoś, czego później będę żałował...
   - Co tu, kurwa, robisz?

poniedziałek, 30 września 2013

76


!!! Konkurs !!!
BLOG MIESIĄCA WRZEŚNIA



   „No i mam, czego najbardziej się obawiałem...” westchnąłem ciężko, wstając z łóżka. Rozejrzałem się po pokoju dla gości. „Chyba spałem tu po raz pierwszy...” Przeciągnąłem się, ziewając i ruszyłem na górę, zastanawiając się, czy Alex jeszcze śpi. „I czy wciąż jest na mnie zła?” Wsunąłem się po cichu do sypialni. Od razu zauważyłem, że już nie śpi, ale najwyraźniej bardzo chciała udawać, że jest inaczej. Nie zaszczyciła mnie nawet jednym spojrzeniem. Wziąłem prysznic, z premedytacją korzystając z tej łazienki i cały czas rozmyślałem o dziewczynie za ścianą. Nawet teraz pragnąłem jej do bólu. „Może zimna woda pomoże ostudzić moje fantazje?
   „Jak mogłem to tak spierdolić?” westchnąłem ciężko, ubierając się. Cisza aż dzwoniła mi w uszach. Zerkałem na dziewczynę, ale równie dobrze mogłem się z tym tak nie kryć, bo ona patrzyła wszędzie, tylko nie na mnie. Przyjęła moją pomoc przy porannej toalecie, ale widziałem, że zaciska zęby tak mocno, że aż dziw, iż szczęka jej nie strzeliła. Pewnie gdyby miała wybór, to posłała by mnie do wszystkich diabłów. „Po co ja się tak śpieszyłem?” kolejne westchnienie i kolejny ciężar na mojej piersi. Czułem, że spieprzyłem. Wiedziałem przecież, co ona o tym wszystkim myśli. Od początku niczego przede mną nie ukrywała. Mogłem zaczekać. „Czego ja się spodziewałem?” Popatrzyłem na nią, ale uparcie wpatrywała się w swoje dłonie, złożone na kolanach. Brakowało mi jej nieustannej wesołości i docinków, które często miały uwielbiane przeze mnie drugie dno. „Jetem takim idiotą...” Myślałem, że seks załatwi za mnie wszystko... Jasne, był niesamowity i nawet teraz na samo wspomnienie naszych wspólnych chwil robiłem się boleśnie twardy, ale przecież nie on był najważniejszy... To nie jego pragnąłem najbardziej. „Chciałem tylko jej.” To była najlepsza noc w moim życiu i oczywiście musiałem to spierdolić. „Brawo, Styles. Należy ci się pieprzony medal” miałem ochotę sobie przywalić. „I co teraz powinienem zrobić?
   - Idziemy na dół na śniadanie? – mój głos wydawał się nie na miejscu po tych wszystkich godzinach milczenia. „Czy tak to teraz będzie wyglądać?” Jeszcze wczoraj kochaliśmy się na tym łóżku, a teraz zachowujemy się jak dwoje nieznajomych...
   - Tak, oczywiście – powiedziała cicho, nadal unikając mojego wzroku. – Możesz zawołać Andy’ego?
   - Jasne... – westchnąłem i pognałem na dół, skąd rozchodziły się smakowite zapachy, a więc tam musiał urzędować ochroniarz. „Jakiś ty bystry, Styles...
   - Andy?
   - Mamma mia! – odwrócił się na pięcie i wpatrywał we mnie zdziwiony. – Chcesz mnie przyprawić o zawał? Co ty tu robisz?
   - O ile się nie mylę, to jeszcze tu mieszkam... – spojrzałem na niego rozbawiony. No, ale co mogłem poradzić, skoro w tym fartuszku wyglądał przekomicznie. – Do twarzy ci w różowym...
   - Co ty nie powiesz? – mruknął, przyglądając mi się uważnie. – Nie śmiej się. Gdybyś zapomniał, to on jest twoją własnością – skrzywiłem się. – Myślałem, że nie wstaniecie przed południem...
   - A tu taka niespodzianka... – wzruszyłem ramionami. – Pomożesz mi znieść Alex?
   - Ma się rozumieć – odłożył patelnię na bok i ruszył za mną na górę. – Co się stało? Po tym, co słyszałem wczoraj, byłem więcej niż pewien, że rano będziesz wesoły jak skowronek, a tymczasem wyglądasz jak z krzyża zdjęty...
   - Nie chcę o tym rozmawiać – spojrzałem na drzwi do sypialni i momentalnie chciało mi się wyć. „A mogło być tak pięknie... To nie... Jak zawsze chciałem więcej, niż mogłem mieć...” – Spieprzyłem to... – odetchnąłem głęboko i wszedłem za nim do środka.
   - Dzień dobry – Alex posłała Andy’emu smutny uśmiech. – Ale pięknie pachnie... Mam nadzieję, że robisz tam podwójną porcję...
   - Całkiem możliwe... – wyszczerzył zęby. – Noga cię boli? – zauważył grymas bólu, gdy ją unieśliśmy. „Może to ja sprawiłem jej ból...” wbiłem w nią wzrok, jakby to miało mi pomóc dojrzeć prawdę.
   - Nie, w porządku... – ukryła twarz w moim ramieniu, ale po chwili zdała sobie chyba z tego sprawę, bo szybko się cofnęła, posyłając mi przepraszające spojrzenie. Bolało mnie to, bo jedyne czego chciałem, to przyciągnąć ją z powrotem. „Boże, nie zniosę tej ciszy...


   „Jak to możliwe, że siedząc tak blisko siebie, można się czuć tak od siebie oddalonym?” Czułem, że moja cierpliwość jest na wyczerpaniu. Po porannym umartwianiu się przyszedł najwyraźniej czas na złość. Wpatrywałem się w dziewczynę siedzącą na drugim końcu kanapy z nogami ułożonymi na ławie, a ona uparcie nie odrywała wzroku od telewizora, udając wielkie zainteresowanie nawet głupimi reklamami. Nie mogłem tego tak zostawić. Przecież to nie jestem ja. Nie mogę się poddać. Nie teraz, gdy w końcu wiem, czego pragnę. Odkąd praktycznie wywaliła mnie z sypialni nie mogłem przestać o niej myśleć. Zresztą ostatnio cały czas mam ją w głowie. Podziwiałem jej twarz, która na szczęście straciła niedawną chorobliwą bladość. Było lepiej. Pożerałem wzrokiem usta, które nawet teraz doprowadzały mnie do szaleństwa i naprawdę nie chciałem myśleć, co jeszcze potrafiła nimi zrobić. Miała na sobie jedną z moich starych, rozciągniętych koszulek. Sprany materiał cudownie opinał jej pełne piersi. „Nie zrezygnuję z niej” postanowiłem kolejny już raz. Powinienem opracować jakiś misterny plan odzyskania jej, choć przecież tak naprawdę nie mogłem jej stracić, skoro nigdy nie była moja... A przynajmniej nie tak, jak bym tego chciał.
   - Zakochałem się w tobie, Alex – powiedziałem. „I to tyle, jeżeli chodzi o subtelność w moim wykonaniu” westchnąłem. „Ale przynajmniej nie może mi uciec...” Spojrzała na mnie szeroko otwartymi oczyma, a w nich czaił się strach. – Czego tak naprawdę się boisz? Przecież wiem, że nie jesteś dziewczyną, która wskakuje facetowi do łóżka, jeśli nic do niego nie czuje... – przysunąłem się bliżej i usiadłem przodem do niej. – Dlaczego nie chcesz dać nam szansy?
   Chciałem jej dotknąć. Właściwie to potrzebowałem jej dotknąć, przytulić. Zrobić cokolwiek, co by ją przekonało, że warto na nas postawić, że warto zaryzykować. Byłem napięty do granic możliwości i czekałem, a cisza znów dzwoniła mi w uszach. Przez jej twarz przelatywało milion emocji, ale usta wciąż uparcie milczały. W końcu jakby powietrze z niej uszło. Spuściła wzrok i zgarbiła się. „Gdzie ta moja niepokonana Alex?” zastanawiałem się nad przyczyną jej zachowania.
   - Bo to nie może się udać... – wyszeptała w końcu i chyba tylko dzięki temu, iż nie odrywałem od niej oczu, zrozumiałem, co powiedziała. – Ty i ja... – spojrzała na mnie, a jej wargi podejrzanie drżały. – Nie pasujemy do siebie...
   - Bzdura! – zagotowało się we mnie i aż zerwałem się z kanapy. – Kto tak twierdzi? Ty? – stanąłem przed nią i czekałem na coś więcej. „To nie tak miało wyglądać.” – Dlaczego to robisz, Alex? Więc to wszystko nic dla ciebie nie znaczy? Po prostu seks? – warknąłem, gestykulując jak szalony. Wiedziałem, że to nie jest to, co myśli, czego pragnie. Jej oczy momentalnie wypełniły się łzami. „Czy płakałaby, gdyby naprawdę nic do mnie nie czuła?” – Jesteś najodważniejszą osobą jaką znam... No, może zaraz po Kate – powiedziałem. – Dlaczego jeżeli chodzi o nas jesteś takim tchórzem?
   - To nie jest proste, Harry... – spojrzała na mnie i naprawdę widziałem miłość w jej oczach. „A może po prostu jestem taki głupi, że sam to sobie wmawiałem...
   - Ale mogłoby być... – powiedziałem, klękając przy niej i ściskając jej dłonie. – Po prostu przestań zastanawiać się, nad tym, co ludzie powiedzą i pomyśl przez chwilę o nas... Tylko ty i ja. My. Nikomu nic do tego. Kocham cię, Alex. Pytanie tylko, co ty do mnie czujesz... Powiedz to...
   -  Tak byłoby najprościej, prawda? – wyszeptała. – Tylko, że życie nie jest proste... Moje nigdy nie było... Musiałam...
   - Już nie musisz być sama...
   Widziałem panikę w jej oczach i mnie również obleciał strach. Znów unikała mojego wzroku. Kręcąc głową, jakby próbowała przegonić z niej wszystkie myśli.
   - Nie mogę... – załkała. – Nie możemy... Ja... Rozejrzyj się, Harry – westchnęła. – Mieszkasz w pieprzonym pałacu, a ja jestem pokojówką. Sprzątaczką, która mieszka w rozpadającej się ruderze. Jesteś światową gwiazdą, a ja kimś, kto może co najwyżej posprzątać ci dom. To nie może się udać...
   - Kto dał ci prawo o tym decydować? – warknąłem, a złość dosłownie płynęła w moich żyłach. – Ja pierdolę, Alex! Dlaczego nie może nam się udać? Kate i Louisowi się udało... Więc kim według ciebie jesteśmy? Przyjaciółmi, którzy dla zabicia czasu pieprzą się po kątach? – posłała mi ostrzegawcze spojrzenie. Tylko, że ja chciałem jej złości. Chciałem prawdziwą Alex, a nie tą niezdecydowaną dziewczynę, która nieudolnie próbowała mnie przekonać do swoich głupich racji. – O to ci chodziło? Chciałaś się ze mną przespać, by potem mieć co opowiadać koleżankom w pracy? A może sprzedasz to mediom i w końcu będzie cię stać na wszystko – drażniłem ją nadal. – Łóżkowe chwile z Harrym Stylesem... Albo... – udałem, że się zastanawiam. – Spałam ze Stylesem i zdecydowanie jest przereklamowany...
   - Zamknij się! – warknęła, czerwona ze złości. – Jak możesz w ogóle myśleć, że byłabym zdolna cię sprzedać po tym wszystkim, co dla mnie zrobiłeś?
   - A więc może o to chodzi? O jakąś chorą wdzięczność? – zagotowało się we mnie. – Przysięgam, że jeżeli przespałaś się ze mną z takiego powodu, to nie ręczę za siebie...
   - Jesteś idiotą! – wydarła się, rzucając we mnie poduszką.
   - To przynajmniej jest nas dwoje – warknąłem. – Bo pieprzysz od rzeczy. Jesteś tchórzem. Udzielasz rad Kate, a sama boisz się do nich zastosować. I nie wyskakuj mi tu z żadnymi piosenkarzami i pokojówkami – cisnąłem poduszką przez pokój, niechcący przewracając wazon. – Pracowałem w piekarni, do kurwy nędzy! Za najniższą stawkę! Nie urodziłem się w pałacu, więc mi nie pierdol takich głupot! Wyznałem ci miłość, do cholery! Przynajmniej bądź ze mną szczera. Chyba tyle możesz dla mnie zrobić? Powiedz, że nic do mnie nie czujesz i po kłopocie...
   - Nie mogę... – załkała.
   - Harry?
   - Alex?
   Odwróciłem się gwałtownie w stronę schodów. Jęknąłem w myślach, widząc u ich szczytu siostrę, a zaraz za nią Louisa i Kate. „Nie teraz...” miałem najprawdziwszą ochotę kazać im wyjść. Patrzyli na mnie zszokowani. Spojrzałem na Alex. Westchnąłem zrezygnowany. „Teraz to już niczego się od niej nie dowiem...




   - Wszystko w porządku, kochanie? – objąłem dziewczynę w pasie, przyciskając jej drobne ciało do mojego torsu. Musnąłem ustami jej odkryte ramię. Kate posłała mi ciepły uśmiech, ani na chwilę nie przerywając mieszania czegoś, co pachniało wręcz obłędnie. „Choć do obłędu to mnie raczej zaraz co innego doprowadzi...” – Gemma pyta, czy nie potrzebujesz pomocy?
   - Nie trzeba. Jakby co, to zawołam – powiedziała, podając mi usta do krótkiego pocałunku. – A co z nimi? Udało wam się czegoś dowiedzieć?
   - Niestety... Wyjątkowo małomówni jak na nich – parsknąłem. – Gemma właściwie sama zabawia się rozmową, bo ci dwoje udają, że ich tam nie ma... – odsunąłem się, dając jej pracować. Oparłem się o szafkę i pożerałem wzrokiem moją dziewczynę. „Kocham upały” zagwizdało moje drugie ja. „Ja też...” przyznałem uczciwie, prawie się oblizując na widok, jaki miałem przed sobą. Kate wyglądała cholernie seksownie w białej bluzce i króciutkich, zielonych szortach, które opinały jej tyłeczek w sposób, który nawet świętego przyprawiłby o grzeszne myśli. „A ja zdecydowanie nie byłem święty...” Kolejny raz pogratulowałem sobie przezorności, gdy poprawiałem luźne spodnie. – Zachowują się jak małe dzieci... Słowo daję, że ostatnio widziałem takie fochy w piaskownicy.
   - Oboje są strasznie uparci – westchnęła. – Może nie powinniśmy na nich za bardzo naciskać i pozwolić im raczej rozwiązać wszystkie problemy samodzielnie? Skoro nie chcą nic powiedzieć...
   - Może i masz rację... – przyznałem, zakładając jej kosmyk włosów za ucho. – Choć w tej chwili zachowują się jakby mieli po pięć lat i zdecydowanie samodzielne myślenie wydaje się być ponad ich siły – parsknąłem rozbawiony.
   - Będziesz mieszać? – podała mi drewnianą łyżkę i zabrała się za tarcie sera.
   - Już mnie gonisz do roboty? – zaśmiałem się. – Żebyś później nie żałowała. Ja i gotowanie nie za bardzo za sobą przepadamy...
   - Nie będzie tak źle – uśmiechnęła się. – A skoro i tak tu stoisz, to możesz przestać mnie rozpraszać i zająć się czymś pożytecznym – przesłała mi buziaka w powietrzu.
   - Rozpraszam cię? – wyszczerzyłem zęby w uśmiechu, nagle bardzo zadowolony z siebie. – Kto tu kogo rozprasza... Tak mi zawróciłaś w głowie, że zapomniałem ci powiedzieć, że Lou zaraz nam podrzuci małą, bo musi coś pilnie na mieście załatwić...


   Kilka godzin później nic się nie zmieniło w związku z naszą dziwnie milczącą parą. „No, może byli bardziej najedzeni po pysznym lunchu przygotowanym przez Kate” uśmiechnąłem się pod nosem. Oboje byli wręcz przezabawni w tym swoim zacięciu. Odzywali się tylko półsłówkami i to tylko wtedy, kiedy pytanie było skierowane bezpośrednio do nich. „Uparte osły...” Gdy nawet Kate nie udało się rozruszać Alex wiedziałem, że to coś bardziej poważnego, niż początkowo mi się wydawało. Lunch był przepyszny, ale atmosferę przy stole ratowała głównie Gemma, która paplała niestrudzenie, przekazując nam wszystkie najświeższe ploteczki. Co najmniej jakby chciała zatrzeć niezbyt gościnne zachowanie swojego brata.
   Potem było trochę weselej, a to za sprawą Lux, która pojawiła się wraz ze swoim słynnym uśmiechem i toną zabawek. Przynajmniej wniosła trochę śmiechu do towarzystwa. Kolejny raz nie mogłem wyjść z podziwu, jak Kate dobrze sobie z nią radzi i jak bardzo mała ją polubiła. Już nie biegła najpierw do Harry’ego, by się przywitać. Teraz pierwszeństwo miała ciocia Katy. Uśmiechnąłem się, przypominając sobie mokre buziaki dziewczynki, które sprawiały, że Kate śmiała się głośno i radośnie. „Takie chwile sprawiały, że rosło mi serce...
   Niestety po dwóch godzinach mała zrobiła się śpiąca, a co za tym idzie strasznie marudna, ale i tak zapewniała nam rozrywkę, bombardując wszystkich pociskami z klocków i z wszystkiego, co jej wpadło w ręce. Przynajmniej Harry trochę odżył, próbując chronić Alex, przed nisko latającymi zabawkami. Nie mogłem nie zauważyć, tych smutnych spojrzeń, jakie sobie posyłali myśląc, że nikt ich nie widzi. „Co tu się wyprawia?” Gdy Louise wpadła zabrać małą i my postanowiliśmy, że czas się zbierać. Dzisiaj Alex i Harry zdecydowanie nie byli w nastroju na gości. Całe szczęście, że był jeszcze Andy, bo naprawdę współczułbym Gemmie przebywania sam na sam z tą dwójką.
   - Moja torba – zatrzymałem się z dłonią na klamce i spojrzałem na Kate. – Zostawiłam ją na górze...
   - Przyniosę... – powiedział Harry, nagle zgrywając dobrego gospodarza.
   - Nie trzeba – posłała mu delikatny uśmiech i ścisnęła moją dłoń. – Sama po nią pójdę... – patrzyłem jak skręca w prawo i znika za ścianą. Wiedziałem, że chciała mi dać te kilka minut.
   - Całkiem sprawnie się już porusza po moim domu – zauważył Harry, stojąc przede mną z dłońmi w kieszeniach.
   - To prawda... – przyznałem. – Co się dzieje, stary? I nie mów, że nic, bo przecież widzę. Wszyscy widzimy...
   - Nie chcę o tym rozmawiać, Lou – spojrzał na mnie, ale szybko uciekł wzrokiem. Zdążyłem jednak zauważyć, że w jego oczach czai się smutek. – Pogadamy innym razem, dobrze?
   - Jasne, ale...
   Głośny krzyk Kate przerwał mi w pół zdania i sprawił, że serce mi na moment stanęło. Tylko po to, by po chwili niesamowicie przyspieszyć. „Boże, nie...




   - Serio, Zayn, nie mogę patrzeć, jak się nad sobą użalasz – jęknąłem,stojąc w drzwiach i obserwując go od kilku minut. „Nawet tego nie zauważył...” miałem ochotę walić głową we framugę. – Przysięgam, jeszcze pięć minut i rzucę się z okna.
   - Całe szczęście, że nie mieszkasz wysoko – mruknął przyjaciel i dalej gapił się w telewizor. I nie byłoby to nawet nic strasznego, gdyby tylko go włączył.
   - Dość tego. Wstawaj – rzuciłem w niego pierwszą lepszą koszulką, którą wyciągnąłem z szafy. – Wychodzimy.
   - Nigdzie nie idę.
   - Idziesz – zabrzęczałem kluczykami. – Pojedziemy po coś do jedzenia. No, chyba, że bardzo ci się chce, to możesz coś mi ugotować – wyszczerzyłem zęby w uśmiechu.
   - Zawsze możesz coś sobie zamówić z dostawą do domu – burknął i nawet na mnie nie spojrzał. Wyglądał jak zombie i prawdę mówiąc ostatnio właśnie tak się zachowywał.
   - Albo zaraz ruszysz się z tego łóżka, albo ja rozwalę się obok ciebie i w końcu porozmawiamy o tym, co cię gryzie – z satysfakcją zauważyłem, że moje słowa przyniosły zamierzony efekt. Zmroził mnie wzrokiem, ale podniósł się z ciężkim westchnieniem.
   - Niech ci będzie – mruknął, zakładając koszulkę i w drodze do drzwi zgarnął jeszcze swoje okulary. Uśmiechnąłem się zadowolony. – Czy ty naprawdę musisz się tak szczerzyć, Niall? To przerażające...
   - Zazdrościsz? – zbiegłem po schodach i skierowałem się prosto do samochodu. – Wyspałem się. Jest piękna pogoda... Nie mam powodu, by się smucić. Zresztą od tego mam ciebie. Jesteś ostatnio mistrzem jeżeli idzie o zrypany humor...
   - Mam ku temu powody... – mruknął, wślizgując się na fotel pasażera.
   - Ja nie mówię, że nie masz, stary – spojrzałem na niego wymownie i uruchomiłem silnik. – Chodzi mi raczej o to, że powoli zaczynasz świrować. Weźmy na przykład ten twój sen...
   - Wiedziałem, że nie powinienem ci o tym mówić... – mruknął pod nosem.
   - Rozumiem, że był realistyczny jak diabli i naprawdę mogłeś narobić w gacie ze strachu... – kontynuowałem niestrudzony, wyjeżdżając z parkingu. – Cholera, nawet ja się wystraszyłem, gdy obudziłeś się z krzykiem i później, gdy mi wszystko opowiedziałeś. Ale przecież nie możesz robić w portki za każdym razem, gdy ktoś wypowie słowo „impreza”. W końcu wezmą cię za czubka.
   - Ale przynajmniej będą bezpieczni... – powiedział cicho i gapił się przez okno.
   - Chcesz znać moją diagnozę?
   - Pewnie i tak mi ją powiesz – burknął, opierając głowę o zagłówek.
   - Odbija ci.
   - To ta twoja fachowa opinia? – parsknął i spojrzał na mnie znad okularów. – Myślisz, że nie wiem? Ostatnio mam wrażenie, że nad niczym nie panuję...
   - A ty oczywiście musisz nad wszystkim panować, czyż nie? – przewróciłem oczyma. Miałem ochotę trzepnąć go w tej pusty łeb, ale ostatecznie wybrałem skupienie się na drodze. – Zayn, wrzuć na luz. Nie możesz się tak wszystkim przejmować, bo wykorkujesz... – nagle pewna myśl pojawiła się w mojej głowie. – Wiesz, ten twój sen może i nie był taki głupi...
   - Co ty nie powiesz... – mruknął pod nosem.
   - Pomyślmy... – zapaliłem się do tego pomysłu. – Spieprzyliście z Pers na całego. Nie da się ukryć. Raz ty, raz ona. Przynajmniej sprawiedliwie – uśmiechnąłem się, ale jemu raczej nie było do śmiechu. – Według mnie ten twój sen ewidentnie świadczy o tym, że ci na niej zależy. Jej na tobie też, więc dlaczego po prostu tego nie załatwicie. Buzi-buzi na zgodę...
   - Bo to nie takie łatwe...
   - To będzie tak trudne jakim to zrobicie – westchnąłem, zrezygnowany tym upartym osłem. – Kochasz ją? – popatrzył na mnie wymownie. – Wiem, że tak. Ona kocha ciebie. I wcale nie podsłuchiwałem pod drzwiami – zaśmiałem się, gdy posłał mi spojrzenie mówiące, że i tak mi nie wierzy. – No może troszeczkę, ale wiesz... Musiałem w końcu mieć rękę na pulsie, gdybyś potrzebował wsparcia...
   - Jasne – parsknął. – Przybiegłbyś mi na pomoc z gitarą w dłoni...
   - Na przykład – wyszczerzyłem zęby w uśmiechu. – Ale sęk w tym, stary, że świrujesz ostatnio i martwię się. Wszyscy się martwimy. Może gdybyś pogodził się z Perrie poczułbyś się lepiej. W końcu czego więcej chcesz? Kochacie się, więc...
   - Więc co? Mam tak po prostu zapomnieć o tym wszystkim co zrobiła?
   - We śnie potrafiłeś jej wybaczyć – wzruszyłem ramionami. – Nie czekaj, aż będzie za późno... Jeżeli ona jest w stanie pogodzić się z tym, że kochasz Katy, to...
   - Nie kocham... – przerwał mi w pół zdania. – Znaczy tak, ale... nie tak, jak... No wiesz... Kurwa... – westchnął, przeczesując włosy palcami. – Kate jest moją przyjaciółką. Kocham ją jak ty, czy Liam...
   - Na pewno nie tak jak ja – puściłem mu oczko, skręcając w tak dobrze mi znaną ulicę. – Ty masz swoje siostry, więc wara od mojej...
   - Wiesz o co mi chodzi – powiedział, rozglądając się dookoła. – Serio? Nando’s?
   - A co? – zdziwiłem się. – Miałeś jakieś inne propozycje? Nie pamiętam byś wspominał... A poza tym, co jest lepszego od chrupiącego kurczaczka? – rozglądałem się za wolnym miejscem do zaparkowania.
   - Pewnie nic – przytaknął i skinął w stronę, skąd właśnie odjeżdżało srebrne BMW.
   - No właśnie. Więc wyłącz tryb marudzenia i uśmiechnij się w końcu, bo jeszcze ktoś pomyśli, że cię tu przywiozłem siłą...
   - Poniekąd tak było – parsknął, ale tym razem było to wesołe parsknięcie. – Już nie pamiętasz... – przerwał, gdy rozdzwoniła się jego komórka. Rozejrzałem się dookoła, zastanawiając się, czy iść już do środka, czy też czekać na niego. „Niemożliwe...” otworzyłem szeroko oczy ze zdziwienia i zacząłem się mocować z pasem bezpieczeństwa. „Tym razem mi nie uciekniesz” postanowiłem, nie odrywając od niej wzroku. Już otwierałem drzwi, gdy ryk klaksonu przypomniał mi o tym, by zerknąć w lusterko. „Jak na złość, akurat teraz zrobił się ruch... Szybciej, do cholery!
   - O, Boże... Który szpital? – słowa Zayna i fakt, że zrobił się blady jak ściana sprawiły, że zatrzasnąłem drzwiczki. I wcale nie musiałem stoczyć potężnej walki sam ze sobą. „Boże, tylko nie Katy...” modliłem się w duchu. Patrzyłem tęsknie za dziewczyną, która zaraz miała zniknąć mi z oczu. „Kolejny raz...” Odpaliłem silnik i przy jego cichym akompaniamencie moja wymarzona dziewczyna zniknęła za rogiem. – Powiedz Louisowi, że zaraz tam będziemy... – Zakończył rozmowę. – Kate miała wypadek...




   Nienawidziłem szpitali. Z całego serca i odkąd tylko pamiętam. Pewnie dlatego, że spędziłem w nich sporo czasu, gdy byłem mały. Myślałem, że mam to już za sobą, a ostatnio znów jestem w nich częstym gościem.
   Spojrzałem na Louisa. Był blady jak ściana, a jego nerwowe dreptanie wzdłuż korytarza mówiło samo za siebie. „Znów się obwiniał...” westchnąłem, widząc to ogromne cierpienie w jego oczach. „I strach... O Kate...” Harry siedział na niewygodnym krzesełku i zawzięcie z kimś pisał. „Pewnie z Alex...” Co jakiś czas posyłał zaniepokojone spojrzenie w stronę przyjaciela. Zayn wyglądał, jakby i on oberwał w głowę. Kucał, opierając się o ścianę i martwił się, jak my wszyscy.
   - Wciąż nic? – usłyszałem Nialla, który pojawił się z kubkami parującej, szpitalnej kawy. A przynajmniej czegoś, co nazywało się tu kawą. Pokręciłem głową, bo po prostu już nie miałem siły, by mówić. „Ile razy można powtarzać to samo?
   - Dlaczego to tak długo trwa? – Louis jęknął sfrustrowany i opadł na krzesło obok Harry’ego, tylko po to, by po chwili wstać i znów nerwowo przemierzać korytarz.
   - Liam! – odwróciłem się w stronę dziewczyny biegnącej w moją stronę. – Jestem najszybciej, jak się dało... Co z nią? Co się stało? Co mówią lekarze? – spojrzała w stronę chłopaków, przytulając się do mnie. – Trzymacie się jakoś? Louis...
   - Jeszcze nic nie wiemy – powiedziałem, przerywając tym samym jej słowotok. – Kazali nam tutaj czekać...
   - Jak to się stało? – wbiła we mnie wystraszone spojrzenie. – On chyba nie...
   - Nie! Nie... – uspokoiłem ją od razu. – Stanęła na jakiejś zabawce Lux i spadła ze schodów. Uderzyła się w głowę – ściszyłem głos, by Louis nie musiał tego jeszcze raz słyszeć. – Straciła przytomność i dość mocno krwawiła...
   - Boże... – zadrżała w moich ramionach. – Jak długo już czekacie?
   - Zadzwoniłem od razu, gdy Hazz dał mi znać... – spojrzałem na zegarek. Czas wlókł się niemiłosiernie. Nienawidziłem takiego czekania i tej niepewności.
   - Wszystko będzie dobrze... – powiedziała, patrząc na Louisa. – Musi być dobrze...




   - Tak... Musi być... – powtórzyłem, wdzięczny za wsparcie. Naprawdę niczego bardziej nie chciałbym, jak tylko by słowa Danielle okazały się prorocze. Miałem wrażenie, że zaraz rozpadnę się na kawałki. Musiałem się czegoś dowiedzieć. „Dlaczego to tak długo trwa?” spojrzałem na ścianę przede mną zastanawiając się, czy nie użyć jej, by rozładować te wszystkie emocje, które mnie przepełniały. „A może oni boją się mi powiedzieć...” lodowaty dreszcz przebiegł mi po kręgosłupie i prawie pozbawił oddechu. „Nie, to nie może być prawda” powtarzałem uparcie. „Kate nic nie jest i zaraz ją zobaczę...
   Drzwi na końcu korytarza otworzyły się i wszyscy zerwali się na równe nogi. Starszy mężczyzna zbliżał się do nas, a ja czułem, że moje serce zaraz wyskoczy mi z piersi. Panikowałem. „Boże, proszę...” patrzyłem lekarzowi prosto w oczy i widziałem w nich zmęczenie, ale też... ciepło i mądrość...
   - Ktoś z państwa jest z rodziny? – odezwał się spokojnym głosem, pewnie przystosowanym dla spanikowanych krewnych.
   - Tak, ja jestem – zrobiłem krok do przodu, w napięciu czekając na jakiekolwiek informacje. – Co z nią? – lekarz popatrzył na mnie, jakby zastanawiał się, czy na pewno może udzielić mi odpowiedzi.
   - Rezonans wykazał, że nie doszło do uszkodzenia mózgu, a krwawienie dość szybko udało nam się zatamować, co jest dobrą wiadomością. Wykluczyliśmy jakiekolwiek złamania. Pana... – spojrzał mi w oczy – narzeczona wciąż jest nieprzytomna i oczywiście więcej będziemy mogli powiedzieć, gdy się obudzi, ale jestem dobrej myśli – uśmiechnął się. – Jest młoda i silna... Zaraz zostanie przewieziona do sali i będzie pan mógł ją zobaczyć. Na razie musimy czekać... A teraz proszę mi wybaczyć... – poklepał mnie po ramieniu i odszedł.
   „Musimy czekać...” powtórzyłem w myślach. „Czekać...” Chyba właśnie znienawidziłem to słowo. Nie chciałem czekać. Chciałem ją zobaczyć już. Natychmiast. „Boże, dlaczego nie poszedłem z nią?” Sam już nie wiem, który raz zadawałem sobie to pytanie. W głowie rozważałem miliony scenariuszy z przeróżnymi zakończeniami. Ale żadne z nich nie kończyło się w szpitalu. „Mogłem sam pójść, mogłem wysłać Marka, albo pozwolić iść Harry’emu...” Było tyle możliwości.
   - To nie twoja wina, Louis – przyjaciel stanął przede mną i wbił we mnie te swoje zielone oczy. – Nie możesz się tym zadręczać. Nic jej nie będzie. Słyszałeś, co powiedział lekarz? Jest silna, a my wiemy o tym bardziej niż ktokolwiek inny...
   - Wiem, że masz rację – westchnąłem. – Po prostu... – „Boję się...” dokończyłem. – Chcę już ją zobaczyć i przekonać się o tym na własne oczy...
   - Chyba zaraz będziesz mógł to zrobić... – zauważyłem, że wpatruje się w coś za moimi plecami. Odwróciłem się i zauważyłem pielęgniarkę zmierzającą w naszą stronę. – Pan Tomlinson?
   - T-tak... – powiedziałem drżącym głosem. Miałem ochotę się rozpłakać, gdy kobieta się do mnie uśmiechnęła.
   - Proszę za mną.
   Obejrzałem się jeszcze na przyjaciół i poszedłem za pielęgniarką. Z każdym krokiem moje serce przyspieszało, a gdy zatrzymaliśmy się przed niebieskimi drzwiami dudniło mi w piersi tak głośno, że miałem wrażenie, iż wszyscy to słyszą. Wszedłem do środka, a krew szumiała mi w uszach i pewnie dlatego dopiero po chwili dobiegł mnie szum urządzeń ustawionych przy wezgłowiu łóżka. Zbliżyłem się na drżących nogach, nie odrywając wzroku od Kate. „Wyglądała... jakby po prostu spała...” pozwoliłem sobie, by promyk nadziei mnie oświetlił. Była trochę blada, ale czy nie każdy tak wygląda w otoczeniu białych prześcieradeł. Bandaż na jej głowie przytrzymywał opatrunek. „Kolejna blizna...” westchnąłem, wyciągając rękę i ostrożnie ujmując jej dłoń. Była delikatna i ciepła...
   - Skarbie... – wyszeptałem, pochylając się nad nią i pieszcząc kciukiem wierzch jej dłoni. – Jestem przy tobie, maleńka...