środa, 10 kwietnia 2013

51




   - Kochasz ją? – bała się tego pytania nie mniej niż ja, ale mimo wszystko je zadała. „A może powinienem powiedzieć, że bała się nie tyle pytania, ale odpowiedzi na nie...
   - Tak... – wyszeptałem, nie spuszczając wzroku z jej bladej i wymęczonej twarzy. Wiedziałem, że to słowo usłyszała wyraźniej, niż gdybym wykrzyczał jej to w twarz. „Boże, naprawdę to powiedziałem! O matko! Co ja najlepszego zrobiłem? Kurwa! Nie... Kurwa...” Obserwowałem jak oczy Perrie rozszerzają się ze zdziwienia. Właściwie można było spokojnie powiedzieć, że jej twarz zastygła w niemym szoku. „Zrób coś! Mów do niej! Odkręć to!” moje gorsze ja toczyło właśnie walkę z sumieniem. „Dobrze... Najważniejsze, że powiedziałeś prawdę. Co ma być to będzie...” Zauważyłem, że dziewczyna już nie spogląda na mnie. Siedziała z pochyloną głową, uparcie wpatrując się w zaciśnięte dłonie. I jakby skurczyła się w sobie. „Co ja najlepszego zrobiłem? Nie chcę jej stracić. Nie mogę! Przecież ją kocham...
   - A co ze mną? – odezwała się po chwili długiej niczym wieczność. – Tak po prostu wyrzuciłeś mnie ze swojego serca?
   - Nie – powiedziałem od razu. – Nie zrobiłem tego...
   - Nie rozumiem... – wyglądała teraz jak mała dziewczynka i chyba nigdy nie była bardziej sobą, niż w tym momencie. Uniosła na mnie oczy wypełnione łzami. Wyrażały nieskończony smutek, zagubienie... „I to wszystko przeze mnie. Przez to, że zachciało mi się być szczerym...” Odetchnąłem głęboko. Wcale nie byłem z siebie dumny.
   - Kocham cię, Perrie – kucnąłem przed nią, ściskając ostrożnie jej dłonie. – Nigdy nie przestałem cię kochać...
   - Powiedziałeś... – pociągnęła nosem. Z trudem powstrzymywała łzy.
   - Wiem, co powiedziałem – przerwałem jej. „Jak mam ci to wyjaśnić, skoro sam tego nie rozumiem?” zastanawiałem się. – Kocham Kate. I kocham ciebie. Nie potrafię tego wytłumaczyć... – spojrzałem w jej oczy. Widziałem, że nic nie rozumie i wcale się temu nie dziwiłem... – Ją kocham inaczej niż ciebie...
   - To znaczy jak? – szepnęła i naprawdę musiałem się wysilić, by to usłyszeć. – Jak siostrę? Przyjaciółkę? Kogoś więcej?
   - Nie wiem... – przyznałem uczciwie. – Chyba wszystkiego po trochu... – zauważyłem jak samotna łza spływa po jej bladym policzku. Odruchowo uniosłem dłoń, by zetrzeć ją kciukiem. Bardziej wyczułem niż zauważyłem, że Perrie wstrzymuje oddech. Jej oczy znów się rozszerzyły, ale tym razem wiedziałem, że to nie ze zdziwienia... Wpatrywałem się w usta pokryte krwistoczerwoną szminką. Drżały... Jak zawsze, gdy...
   - Dlatego, to zataiłeś? – zapytała. – Czy Eleanor...
   - Kurwa! – zerwałem się na równe nogi, nie zważając na ból, który przeszył moje ciało. Krew się we mnie dosłownie gotowała. – Nie chcę słyszeć o żadnej pierdolonej Eleanor, rozumiesz?! Ta sprawa tyczy się tylko ciebie i mnie!
   - Najwyraźniej nie tylko – warknęła, stając przede mną, niczym bokser gotowy do drugiej rundy. – Zapomniałeś jeszcze wspomnieć o swojej ukochanej Kate!
   - Nie prowokuj mnie, Pers – zaciskałem pięści z całej siły, próbując się uspokoić. Z marnym skutkiem. – Chciałaś porozmawiać, to porozmawiajmy. Ale nie chcę słyszeć ani słowa o twojej przyjaciółce. Dla niej drzwi mojego domu są już zamknięte.
   - To także mój dom, Zayn! – krzyknęła, a jej oczy miotały błyskawicami. – Nie będziesz mi mówił kogo mogę do niego zapraszać.
   - Ja nie żartuję – warknąłem. – I radzę ci o tym pamiętać, gdyby przyszło ci do głowy ją tu przyprowadzić. Nie ręczę za siebie, gdy ją zobaczę...
   - Jeżeli myślisz, że... – stanęła przede mną, rzucając mi wyzwanie.
   - To nie podlega dyskusji – powiedziałem krótko, zaciskając usta. – Chcesz jeszcze o czymś porozmawiać, czy nie?
   - Porozmawiać?! – trzęsły jej się ręce ze zdenerwowania. – Porozmawiać?! – zacisnęła dłonie w pięści i uderzyła mnie w pierś. Nie powstrzymywała już łez... – Ty to nazywasz rozmową? Rzucasz mi tu jakieś pieprzone rozkazy... – wzięła głęboki wdech, robiąc krok w tył. – Nie będziesz mi mówił, co mam robić, Zayn! Nie widzisz, co się dzieje? Przywieźliście jakąś przybłędę... – doskoczyłem do niej, momentalnie zaciskając dłonie na jej ramionach.
   - Nigdy więcej tak nie mów – cedziłem słowa, wkładając w każde tyle złości, ile miałem w sobie, a było jej naprawdę dużo. – Nigdy. Więcej. Nie. Mów. Tak. O. Kate.
   - Bo co mi zrobisz? – powiedziała, rzucając mi wyzwanie. „Naprawdę nie powinnaś tego robić, kotku...” odezwało się to moje gorsze ja.
   Miałem tylko dwa wyjścia. Mogłem jej po prostu przyłożyć lub... Wpiłem się w jej usta pchany wściekłością, która wypełniała całe moje ciało. Nie była mi wcale dłużna. Nasze języki zawzięcie walczyły o dominację i prawdę mówiąc, w dupie miałem, kto zwycięży. Pchnąłem ją na łóżko, momentalnie znajdując się nad nią i znów biorąc w posiadanie te czerwone wargi. Krew szumiała mi w uszach, a złość wypełniała każdą komórkę mojego ciała. Żadnej delikatności, tylko czysta żądza... To właśnie mną kierowało i gdy patrzyłem na Perrie, widziałem w jej oczach dokładne odbicie moich uczuć. Rozszerzyłem jej uda, podciągając sukienkę do góry. Nie interesowało mnie, czy właśnie niechcący rozerwałem kilka szwów. Nie zadałem sobie nawet trudu, by zdjąć z niej bieliznę. Odsuwając koronkowy skrawek materiału na bok, wbiłem się w nią jednym, gwałtownym ruchem, nieruchomiejąc na jakąś sekundę, gdy w pomieszczeniu rozległ się jej krzyk. Wbiła mi paznokcie w plecy, przyciągając mnie do siebie. Uniosła biodra, pragnąc więcej. Wysunąłem się z gorącego wnętrza, by wbić się w nie jeszcze raz, znów wkładając w ten ruch całą złość, jaka była we mnie. Objęła mnie nogami sprawiając, że mogłem wejść w nią jeszcze głębiej. Czysta pasja. Złość. Namiętność. Zachłanność... Poruszałem się w niej gwałtownie, raz po raz czując, jak wściekłość zamienia się w rozkosz. Dosłownie sekundę później nasze ciała wygięły się w łuk, porwane tym niesamowitym uczuciem. Wszystko inne przestało istnieć, rozbite na milion drobnych kawałków. Byliśmy tylko my dwoje, łapczywie walczący o odrobinę powietrza...
   Zsunąłem się z niej, ciężko opadając na plecy. Każdy oddech sprawiał mi ból. Dopiero teraz naprawdę to czułem. Wtuliła się w mój bok, ostrożnie kładąc głowę na moim ramieniu. Leżeliśmy tak, próbując uspokoić rozszalałe ciała. Oboje kompletnie ubrani i rozkosznie wykończeni. Czułem się jakbym przebiegł maraton. „Dwa razy...” dodałem, starając się zagłuszyć ból.
   - Kocham cię, Zayn – usłyszałem cichy szept. Uśmiechnąłem się do siebie i przytuliłem ją mocniej.
   - Ja ciebie też kocham – pocałowałem ją w czoło.
   - Nie chcę się z tobą kłócić – powiedziała zrezygnowanym, a może po prostu zmęczonym głosem. – To do niczego nie prowadzi...
   - No nie wiem, czy tak do niczego – parsknąłem, wciąż szczerząc się jak głupi. – To był chyba najlepszy seks w moim życiu. Zastanawiam się właśnie, czy nie powinniśmy częściej na siebie warczeć...
   - Przestań... – zawstydziła się, ale zadowolony uśmiech na jej twarzy nie umknął mojej uwadze. – Jak się czujesz?
   - Cudownie... – powiedziałem czując, że zbiera mi się na spanie.
   - Pytam o twoje żebra... – skrzywiłem się zamiast odpowiedzi i to najwyraźniej chwilowo wystarczyło. – Potrzebujesz czegoś przeciwbólowego?
   - Nie trzeba...
   - Przepraszam... – ciche słowa, które przypomniały mi, że ja też nie jestem bez winy.
   - Ja też przepraszam... – ująłem jej dłoń. – Powinienem ci powiedzieć wcześniej... – westchnąłem. – Po prostu sam nie wiedziałem co. Trochę się zagubiłem w swoich uczuciach, ale kocham cię, skarbie...
   - Chcesz mnie jeszcze w swoim życiu? – zapytała drżącym głosem. Czułem, że zastyga w oczekiwaniu na moją odpowiedź.
   - Jak nikogo innego... – zapewniłem ją szybko. Tak właśnie się czułem. Nie mógłbym bez niej żyć. Zmieniła się, ale przecież bycie w zespole i mnie zmieniło... Najważniejsze, że w środku wciąż jesteśmy tacy sami.
   - Nie powinnam źle się o niej wyrażać – usłyszałem po dłuższej chwili. – Wydawała się bardzo sympatyczna.
   - Jest taka – potwierdziłem. – Po prostu daj jej szansę, a sama się przekonasz...
   I znów cisza zalała pokój. Poprawiłem głowę na poduszce czując, że zaraz zasnę. Byłem wykończony. Może to cały ten dzień i te wszystkie nerwy, a może to ta złość... Albo najlepszy seks na zgodę jaki przeżyłem... Zresztą nie ważne... Po prostu byłem wykończony i czułem się z tym zadziwiająco dobrze.
   - Louis nie mógł od niej oczu oderwać... – dobiegł mnie cichy i chyba ostrożny głos mojej dziewczyny. „A wiec zmiana taktyki...” zaśmiałem się w duchu.
   - To prawda – spojrzałem na nią rozbawiony. „Przejrzałem cię, kotku...” – Zachowuje się jak zakochany szczeniak i chwilami naprawdę jest nie do wytrzymania, ale nigdy nie widziałem go bardziej szczęśliwego...
   - A ty? – odezwała się po chwili. – Jesteś szczęśliwy?
   - Teraz już tak – naprawdę byłem święcie przekonany, że to prawda. „Cudowne uczucie...” – Mam przecież ciebie.
   - A Kate? – wzięła głęboki oddech. – Powiedziałeś, że ją kochasz...
   - Kocham... – powtórzyłem, próbując skupić się na uczuciach, jakie te słowa wzbudzają we mnie. „Czy kocham Kate?” pytałem sam siebie. „Tak...” odpowiedź nadeszła szybciej, niż można by się spodziewać. – Nie umiem tego opisać. To nie jest takie samo uczucie, jakim darzę ciebie... – powiedziałem cicho, ale wiedziałem, że Perrie spija każde słowo z moich ust. – Gdy na nią patrzę mam ochotę się nią opiekować i chronić przed całym złem tego świata. I wiem, że to brzmi... – zaciąłem się, nie wiedząc jak skończyć. – Sam nie wiem jak to brzmi... Ale jestem pewien, że pozostali mają takie same uczucia względem niej. A o Lou to już nawet nie wspomnę...
   - Ona jest taka... – zrobiła dłuższą pauzę. – Taka inna...
   - To prawda – odezwałem się po chwili. – I właśnie ta jej odmienność sprawia, że jest cudowna... Nie ma w niej ani grama obłudy. To najszczersza osoba jaką poznałem, Perrie. Daj sobie szansę, by ją poznać, a sama się w niej zakochasz. Uwierz mi... – po tych słowach zapadła cisza, przerywana naszymi oddechami. Przykryłem nas niedbale prześcieradłem i zapatrzyłem się w sufit, czekając na sen... W głowie zaczęła mi się tworzyć melodia i sam nie wiem, w którym momencie zacząłem do niej dobierać słowa...
Zawsze można znaleźć miłość,
niezależnie od położenia w życiu.
Czy się jest na szczycie,
czy na samym dnie.
Może na pierwszy rzut oka to,
że dwoje zupełnie do siebie
niepodobnych ludzi się zakochuje,
wydaje się niemożliwe.
Ale kiedy spojrzysz po raz drugi,
nie oczami,
a sercem,
dotrzesz do tego pięknego uczucia,
które połączyło ich razem,
już na zawsze...
   - Powiedziałeś, że wiele przeszła w życiu... – głos Perrie przegonił muzykę z mojej głowy. Żałowałem, że nie mam siły się ruszyć, by chociaż spisać słowa. „Może zapamiętam...
   - Tak powiedziałem? – próbowałem sobie przypomnieć w którym momencie, ale złość, która wtedy mną rządziła, raczej nie wpłynęła dobrze na moją pamięć. – To prawda, ale nie mogę powiedzieć ci więcej. Tą historie może opowiedzieć ci tylko Kate...
   - Ale ty ją znasz?
   - Nie całą – przyznałem, myśląc o tych wszystkich niewiadomych elementach układanki. Mozolnie sklejaliśmy ją w całość, ale wciąż jeszcze brakowało wielu puzzli. „Zbyt wielu...


   - Horan, ja cię kiedyś najzwyczajniej w świecie zamorduję i będę miał w końcu święty spokój – warknąłem do telefonu. – Najpierw wysyłasz mnie po jakieś zasrane zakupy o tej kurewsko wczesnej godzinie, a teraz mi dzwonisz, że jednak wychodzisz i już ich nie potrzebujesz? Zamiast z Marco na śniadanie, to ty powinieneś go poprosić, by cię do psychiatry zawiózł, debilu – zauważyłem, że już kilka fanek mnie namierzyło. „Nie teraz...” jęknąłem. – Ale żeby wszystko było jasne. Jesteśmy kwita. Ja warunek zakładu wypełniłem – uniosłem reklamówki jakby miał je co najmniej zobaczyć przez telefon. – A teraz spadaj, bo muszę się stąd ewakuować zanim dziewczyny mnie dopadną.
   - Spoko – usłyszałem rozbawiony głos przyjaciela. Im bardziej się wkurwiałem, tym on miał lepszy humor. „Czy ja kiedyś zrozumiem tego człowieka?” zastanawiałem się, zmierzając do wyjścia, jednocześnie dyskretnie zerkając za siebie. „Jeśli się pośpieszę, powinienem zdążyć do samochodu...” – To zobaczymy się na próbie. A te zakupy, to sobie zostaw w ramach rekompensaty...
   - Bo potrzebuję twojego pozwolenia – zaśmiałem się. – Sam z nich zrezygnowałeś. I więcej się z tobą o takie rzeczy nie zakładam – warknąłem. Usłyszałem podekscytowane piski gdzieś za sobą. – Dobra kończę, bo już mnie namierzyły...
   Rozłączyłem się i schowałem komórkę do kieszeni. Z niejaką obawą spoglądałem na trzymane w ręku reklamówki, ale przezornie zapakowałem zakupy podwójnie. „Za Chiny nie pękną...” pomyślałem zadowolony ze swojej pomysłowości. Przyspieszyłem kroku. Jeszcze dosłownie trzy metry i będę za drzwiami, a wtedy biegiem do samochodu. Jeszcze raz obejrzałem się za siebie. Poczułem zimny powiew i znalazłem się na zewnątrz. Ale zanim zdążyłem przenieść wzrok na parking, poczułem silne uderzenie i jak na beznadziejnym filmie, w zwolnionym tempie patrzyłem jak dziewczyna przede mną, którą właśnie niezbyt delikatnie staranowałem, upadła na ziemię. Odruchowo próbowałem ją chwycić, ale z tą całą moją gracją słonia, skończyło się to tylko na wypuszczeniu siatek z rąk. „Kurwa, bardzo zabawne...” zerknąłem w niebo, a następnie opuściłem wzrok, by ocenić rozmiar zniszczeń. Dziewczyna siedziała na ziemi, a dookoła niej walały się moje zakupy. „Idealnie...
   - Przepraszam – odezwałem się w końcu. – Wszystko w porządku? – kiwnęła głową wciąż się nie podnosząc i nawet na mnie nie spoglądając. Widziałem, że z całej siły zaciskała usta. „A więc nie wszystko jest dobrze...” zauważyłem jak na samozwańczego geniusza przystało. Wyciągnąłem do niej rękę, by pomóc jej się podnieść, ale nie wyglądało na to, by miała ochotę ruszyć się z tej ziemi. – Może wstaniesz? – zauważyłem, że wokół zebrało się już kilku gapiów. – No chyba, że siedzisz w tej kałuży, bo tak ci wygodnie? – „Nie będę tu tkwił do jutra” pomyślałem i schyliłem się, by postawić ją na nogi. Zauważyłem, że skrzywiła się z bólu. W oczach pojawiły się pierwsze łzy. „Niedobrze...” – Możesz chodzić? – kiwnęła pośpiesznie głową, ale widziałem, że nie obciążała prawej stopy. „Co robić? Szpital? Zawieść ja do domu?” – Powinienem cię zabrać na pogotowie – zdecydowałem się w końcu na jakąś opcję.
   - Nie trzeba, dziękuję – „Ona mówi!” próbowałem żartować, chociaż wcale mi nie było do śmiechu. Miała dziwny akcent... „Hmmm...” I zaczerwieniła się po same uszy. „Aż taka nieśmiała?
   - Najpierw obejrzymy tą nogę, a potem zadecydujemy – powiedziałem. – Zaparkowałem dosłownie pięć metrów stąd. Chodź – ująłem ją pod ramię. Próbowała kuśtykać, ale nie był to chyba dobry pomysł. Zaciśnięte usta i kolejne łzy na policzkach nie wróżyły nic dobrego. „Paul mnie zabije...” westchnąłem, myśląc o kolejnych zdjęciach, z których będę się musiał tłumaczyć, ale sprawnie wziąłem ja na ręce. Próbowała się bronić, ale raczej nikogo by nie przeforsowała tym swoim cichym głosikiem. I jeszcze te rumieńce. „Prawie jak Kate...” Zaniosłem ją do samochodu, otworzyłem drzwiczki i ostrożnie posadziłem na fotelu kierowcy. – Nic się nie martw – próbowałem przerwać tą dziwnie krępującą ciszę i przy okazji zdjąć jej trampka. – Przyjaciele już ochrzcili mnie tytułem doktora, więc jesteś w dobrych rękach – „Kiepski żart, Styles.” – A może sam go sobie nadałem? – zastanawiałem się na głos. – Zresztą nie ważne – posłałem jej uspokajający uśmiech, ale chyba nie podziałało. – Tylko mi tu nie zemdlej, dobrze? – kiwnęła głową, ale miałem dziwne wrażenie, że chyba zrobiła się jakaś szara na twarzy. Obejrzałem kostkę, która już zdążyła nieźle spuchnąć. – Nie ma co się zastanawiać – powiedziałem. – Jedziemy do szpitala – podjąłem decyzję i znów wziąłem ją na ręce, by posadzić na fotelu pasażera.
   - Przepraszam... – usłyszałem cichy głos, gdy już miałem wsiadać. Obróciłem się przygotowany na wszystko. „Tylko nie na to...” Przede mną stały dwie dziewczynki z moimi zakupami w rękach. Dwa metry za nimi prawdopodobnie czekała matka jednej z nich. Odebrałem od nich reklamówki, dziękując wylewnie za pomoc i przy okazji podpisując się na ich plecakach.
   - Muszę już jechać zawieźć koleżankę do lekarza – powiedziałem, uśmiechając się do nich. – Będziecie może dziś na koncercie? – pokręciły przecząco głowami. – A chcecie przyjść? – tym razem głośno dały dowód swojej radości, przy okazji wołając do nas kobietę. – Napiszcie mi swoje nazwiska – podałem im kartkę. – Powiem na wejściu, by was wpuścili – pożegnałem się szybko, chowając papier do kieszeni. – Przepraszam za to – powiedziałem, uruchamiając silnik. – Powiesz mi chociaż jak masz na imię, bym wiedział kogo najpierw stratowałem, a teraz porywam... – próbowałem być zabawny, ale jej chyba daleko było do śmiechu.
   - Louise – usłyszałem, gdy już byłem pewny, że się nie odezwie.
   - Ładnie – uśmiechnąłem się, wyjeżdżając z parkingu. – Ja jestem Harry.
   - Wiem... – powiedziała cicho z tym dziwnym akcentem.
   - Raczej nie jesteś gadułą, co? – zażartowałem, ale to chyba był kolejny kiepski pomysł. Zaczerwieniła się tylko i spuściła głowę. „To sobie raczej nie pogadamy...

   - Uśmiechnij się – powiedziałem. – Nie jest najgorzej. Dobrze, że nie jest złamana. – Tym razem nie musiałem jej nieść. Dziewczyna kuśtykała obok mnie, podpierając się na kulach. Zatrzymaliśmy się przy ławce przed szpitalem. – Zaczekaj tutaj, a ja pójdę po samochód.
   - Nie trzeba, poradzę sobie – odezwała się. – Dziękuję za pomoc...
   - Chociaż tyle mogę zrobić skoro przeze mnie skręciłaś nogę – przyznałem skruszony. – Odwiozę cię do domu.
   - Powodzenia... – powiedziała pod nosem, uśmiechając się nieśmiało.
   - Co?
   - Mieszkam w Polsce. Raczej nie zdążyłbyś wrócić na koncert... – uniosła głowę, zerkając na mnie i znów oblewając się rumieńcem. Po godzinie spędzonej w szpitalu w końcu prowadziliśmy jako taką konwersację.
   - Raczej nie – przyznałem. – Mieszkasz w hotelu? U znajomych? Gdzie cię odwieźć?
   - O piątej muszę być na dworcu – spojrzałem na zegarek. „Po dziesiątej...” – Jestem na obozie językowym. Przyjechaliśmy do Londynu tylko na trzy dni. Dziś wyjeżdżamy...
   - Wiesz, że to była twoja najdłuższa wypowiedź, Lou? – zaśmiałem się, a ona znów zrobiła się cała czerwona. „Bo jeszcze mi tu jakiegoś udaru z przegrzania dostanie...” – To masz jeszcze sporo czasu. Miałaś zamiar poszwendać się po mieście? – potwierdziła ruchem głowy. – To kiepsko wyszło...
   - No raczej... – uśmiechnęła się nieśmiało. „Myśl, Styles...
   - Wiesz kim jestem, tak? – upewniłem się, a jej zawstydzenie było wystarczającą odpowiedzią. – To w takim razie jedziemy do mnie – zadecydowałem. – Wyskoczysz z tych mokrych ciuchów. Wypierzemy je – kontynuowałem. – O ile potrafisz włączyć pralkę, bo ja po ostatniej próbie obiecałem sobie z nią więcej nie walczyć – zaśmiała się. „No w końcu.” – I przede wszystkim coś zjemy. Umieram z głodu. A dzięki Niallowi mamy całkiem sporo pyszności – przypomniałem sobie o siatkach z zakupami. – Mam ochotę na coś dobrego i zamierzam tak się najeść, że później nie będę się mógł ruszyć... – posłałem jej zachęcający uśmiech. – A po wszystkim odwiozę cię na dworzec. Pasuje ci taki plan?


   Brzdąkałem sobie leniwie na gitarze, obserwując nerwową rozmowę menadżera z Liamem. „Niedobrze...” zaśmiałem się pod nosem. „Ale przynajmniej tym razem, to nie ja się spóźniłem.
   - Niall, możesz zadzwonić do Harry’ego? – Li spojrzał na mnie prosząco, trzymając telefon przy uchu. – Spróbuję złapać pozostałych.
   - Jasne – sięgnąłem po komórkę. Kilka sygnałów i usłyszałem zaspany głos przyjaciela. – Co ty, kurwa, śpisz? – zupełnie nieświadomie podniosłem głos. „To przecież niemożliwe...” – Liam spojrzał na mnie przerażony i chyba nawet pobladł na twarzy. Niewyraźne mruczenie w słuchawce nie wróżyło niczego dobrego. – Styles, ja cię proszę, powiedz, że po prostu utknąłeś w korku i dlatego jeszcze cię nie ma na próbie – starałem się mówić tak spokojnie, jak tylko mogłem. „Nadzieją matką głupich...” pomyślałem, wsłuchując się w jego bełkot. Coś mi się wydawało, że to jednak nie to, czego byśmy sobie życzyli.
   - Próba? – Harry brzmiał co najmniej nieprzytomnie. – Zaraz będę – mruknął. Usłyszałem, że z kimś rozmawia.
   - Louis mówi, że już prawie są – cicho powiedział Liam z wyraźną ulgą w głosie, odsuwając telefon od ucha. – Właśnie parkują.
   - Hazz z kim gadasz? – próbowałem wyciągnąć coś z niego. „Nieprzytomny, daję słowo...” kręciłem głową z niedowierzaniem. „Przecież chyba nie zalał się w środku dnia...
   - Z Lou – powiedział i coś zatrzeszczało w słuchawce. Głuchy huk powiedział mi, że jego telefon właśnie zaliczył spotkanie z podłogą. – Kurwa... – jęknął.
   - Z Lou? – upewniłem się.
   - No przecież mówię – warknął. – Zaraz będę.
   - A to spoko... – rozłączyłem się i posłałem Liamowi zadowolony uśmiech. – Harry jest z nimi. Dodzwoniłeś się do Zayna?
   - Tak. Stoją z Perrie w korku, ale są już niedaleko – zauważyłem, że się skrzywił, ale zanim zdążyłem spytać o co chodzi, drzwi garderoby otworzyły się i ujrzałem moją małą siostrzyczkę. „O matko!” Wyglądała prześlicznie w nowych ciuchach. Obcisłe dżinsy, luźna koszula przewiązana jakimś rzemykiem i szare baleriny. „Danielle, jesteś genialna...
   - Hej, Katy! – porwałem ją w objęcia, ciesząc się jak głupi, gdy usłyszałem jej radosny śmiech. – Ślicznie wyglądasz... Boże, czym tak pachniesz? Przywiozłaś mi coś dobrego?
   - Ty to masz nosa – parsknął Louis podając mi plastikowy pojemnik. – Naleśniki z bananami i orzechami. Ale nie licz, że tak będzie zawsze...
   - Kocham cię, Katy – zdjąłem pokrywkę i zapach, który poczułem sprawił, że dosłownie pociekła mi ślinka.
   - A gdzie Harry? – odezwał się Liam.
   - Nie ma go jeszcze? – Louis rozsiadł się na krześle, biorąc Katy na kolana. – Pewnie wciąż stoi w korku...
   - Powiedział, że jest z tobą – spojrzałem na niego zdziwiony, ładując do ust drugiego naleśnika i zapobiegawczo chowając resztę tak, bym nie musiał zaraz dzielić się ze wszystkimi. – Przed chwilą z nim rozmawiałem.
   - Raczej byśmy go zauważyli – zaśmiał się Mark. Posłałem Liamowi nic nie rozumiejące spojrzenie. „Dlaczego miałby kłamać?” Zauważyłem, że przyjaciel sięga po komórkę.
   - Gdzie jesteś? – rzucił do telefonu nieźle już podenerwowany. – Jak możesz być z nim skoro on siedzi obok mnie? – warknął. „Ktoś tu dzisiaj wstał lewą nogą...” – Z nią? Aaa... – uśmiechnął się z ulgą. – A daleko jesteście? Dobra...
   - Powinniśmy im jakieś ksywki nadać – zaśmiałem się. – Powiedział Lou... Skąd mogłem wiedzieć, że to nie o niego chodzi?
   - Lepiej żeby się pośpieszyli – odezwał się Liam. – Paul zaraz wyjdzie z siebie...
   - Cześć, chłopaki! Kate! Jak ty bosko wyglądasz! – na widok Lou, która z córką na rekach rzuciła  się, by uściskać Katy, uśmiechnąłem się od ucha do ucha. – Przepraszam za spóźnienie, ale straszne korki... Podobno jakiś wypadek...
   - Nic nie szkodzi – powiedział Louis. – Ale lepiej unikaj Paula. Najwyraźniej dziś gryzie...
   - To w takim razie może ja pójdę wszystko jeszcze raz sprawdzić. Tak na wszelki wypadek – pomachała nam kierując się do garderoby.
   - A gdzie Harry? – zawołałem za nią. Odwróciła się zdziwiona.
   - A dlaczego mnie pytasz? Skąd mam wiedzieć? – wzruszyła ramionami i zniknęła za drzwiami.
   - Ale... – Liam zrobił się czerwony ze złości. Mnie tam jego mina nawet bawiła, ale Zayn i Perrie, którzy akurat weszli, trzymając się za ręce, trochę się przerazili na ten widok. – Zabiję gnoja – warknął sięgając po komórkę tak gwałtownie, że prawie mu wypadła z dłoni. – Gdzie jesteś? – prawie krzyknął do telefonu. – Wiesz, która godzina? Jak to zaspałeś? – nie mogłem przestać się śmiać widząc przerażenie na twarzy przyjaciela. – Co? No ty chyba sobie żartujesz? Boże... – Li spojrzał na nas oczami rozszerzonymi z niedowierzania. – On dopiero się obudził, gdy do niego zadzwoniłeś – spojrzał na mnie. Parsknąłem śmiechem. Wiem, że sytuacja może i nie jest za wesoła, bo prawdopodobnie Paul nam zaraz łby pourywa, ale co mogłem poradzić...
   - Są wszyscy? – usłyszałem głos menadżera i odwróciłem się gwałtownie w jego stronę. „I co teraz?” – Gdzie Harry?
   - Stoi w korku – szybko odezwał się Lou i to w dodatku z miną niewiniątka. „Kolejny raz ratuje Stylesowi dupę...” pomyślałem, uśmiechając się. Na wszelki wypadek jednak patrzyłem wszędzie, tylko nie na mężczyznę. – Powiedział, że pieszo byłoby szybciej, ale Liam go przekonał, że wszędzie jest pełno fanów i lepiej żeby niepotrzebnie nie ryzykował...
   - Przynajmniej jeden trzeźwo myślący – powiedział Paul, posyłając Payne’owi spojrzenie mówiące, że jest z niego zadowolony. „Naiwniak...” zaśmiałem się w duchu. – Zaczniemy bez niego – zadecydował. – Kate, Mark zabierze cię do pomieszczenia dla gości, dobrze? Chłopcy mają jeszcze spotkanie z fankami przed próbą...
   - Dobrze, proszę pana – Katy posłała mu piękny uśmiech i podniosła się z gracją z kolan Louisa. Po obowiązkowym buziaku, bez którego Lou pewnie by jej nie puścił, Mark ujął ją ostrożnie za łokieć i zabrał do pokoju dla VIP-ów. Obejrzałem się za nią i aż zagwizdałem z podziwu. „Te nowe ciuchy naprawdę jej służą...” uśmiechnąłem się pod nosem. Zauważyłem, że Perrie również nie spuszczała z niej oczu, ale jej mina raczej nie była za przyjazna...
   - Czekacie aż wam ktoś wyśle zaproszenia? – wydarł się Paul. – Do roboty!


   - Ile jeszcze będziesz się na mnie „fochać”? – Harry chyba już setny raz zadał to pytanie Liamowi. Odkąd przyjechał, prawie spóźniając się na koncert, chodził za nim jak cień, błagając o wybaczenie za każdym razem, gdy miał ku temu okazję. „Payne zaraz wyjdzie z siebie...” zaśmiałem się. – No przecież was przeprosiłem i opowiedziałem co się stało. Nie mogłem jej tak zostawić – tłumaczył się kolejny raz. – Przecież to nie moja wina, że nazywała się Louise...
   - Daj mu już spokój – powiedziałem przyciągając go za szlufki do siebie. „Nie chcę słuchać tej opowieści kolejny raz...” – On się tak naprawdę nie gniewa – usłyszałem parsknięcie Liama, ale zauważyłem również pełen wdzięczności uśmiech... – Przestań za nim chodzić. Lepiej byś się już przebrał, bo chcę iść do Kate i koniecznie opowiedzieć jej twoją dzisiejszą, zwariowana przygodę – zmierzwiłem jego loki, popychając w stronę krzesła, na którym leżały ciuchy. – Masz pięć minut, więc lepiej się pośpiesz.
   - Dzięki Lou, że mnie kryłeś – spojrzał na mnie rozbierając się. – Niall mi powiedział...
   - Nie ma sprawy – uśmiechnąłem się. – W końcu ktoś musi dbać o twój tyłek.
   - Lepiej zostaw jego dupę w spokoju – zaśmiał się Horan. – Słyszałem, że Alex ma na nią  wyłączność.
   - Marzy mu się... – Zayn z całej siły próbował się nie śmiać. Był wymordowany po występie... Nawet nie zaczął się przebierać, po prostu opadł na fotel i starał się nie zasnąć.
   - Louis – Paul pojawił się w garderobie z miną na tyle poważną, by umilkły wszystkie żarty. – Tu masz identyfikator dla Kate – podał mi kartę z jej zdjęciem i niezbędnymi informacjami. – Niech to nosi przy sobie tak na wszelki wypadek... A i jeszcze nowa legitymacja. Paszport powinien być w poniedziałek.
   - Tak szybko udało ci się to wszystko załatwić? – zdziwiłem się, chowając dokumenty do kieszeni. – Dziękuję. Naprawdę nie wiem, jak ty to robisz...
   - Pewnie odprawił swoją magię – zaśmiał się Niall.
   - Albo przespał się z kim trzeba... – mruknął Harry, ale momentalnie umilkł pod twardym spojrzeniem menadżera. „Tak, lepiej dzisiaj już nie podskakuj, przyjacielu...
   - Umówiłem was na środę do tego specjalisty, którego wizytówkę mi dałeś – kontynuował Paul. „Boże, czy on kiedykolwiek sypia?” Byłem pod ogromnym wrażeniem. – Wprawdzie będziemy kawałek od Londynu, ale zdążycie pojechać i wrócić. Zresztą chciałbym wybrać się z wami, o ile nie będzie żadnych nieprzewidzianych wypadków...
   - Jasne. Dobrze. Wspaniale – trochę się zdenerwowałem. „Musze porozmawiać z Kate. I to w miarę szybko...” pomyślałem. Niby mam kilka dni, ale zlecą zanim się obejrzę.
   - A wiesz coś może nowego w związku z TĄ sprawą? – Zayn zaakcentował wiadome słowo. – Miałeś podobno rozmawiać z jakimś detektywem...
   - Niewiele – przyznał. – Byłem na spotkaniu z samego rana. Wiem, że policja rozmawiała z Alex, bo wysłała mi wiadomość... – spojrzałem na Harry’ego, ale nie wydawał się zaskoczony. – Przesłali kopie dokumentów tutaj i ten detektyw będzie prowadził śledztwo. Póki co uważa, że nic wam nie grozi, o ile będziemy tak ostrożni jak ostatnio. Policja ma zdjęcie faceta i będą go szukać... Sami widzicie. Żadnych konkretów.
   - A tamten ćpun z volkswagena? – zapytał Niall.
   - Zamknęli go i posłali na odwyk – wzruszył ramionami. – Nic z niego nie wyciągnęli. Nic, co moglibyśmy wykorzystać.
   - Przynajmniej siedzi – odezwał się Liam wzruszając ramionami.
   - Tak – warknąłem. – Ale ilu takich świrów jest na ulicy? Znajdzie sobie kolejnego, którym się posłuży...
   - Nic takiego się nie stanie – Harry objął mnie ramieniem. – Zaopiekujemy się wspólnie naszą małą dziewczynką... – spojrzałem na niego z wdzięcznością.
   - Czasami potrafisz podnieść człowieka na duchu – powiedziałem odwzajemniając uścisk. – Ale ubierz spodnie – parsknąłem widząc, że stoi w podkoszulku i bokserkach. – Nie wszyscy muszą podziwiać twój tyłek.
   - Nie wszyscy mogą – zaśmiał się sięgając po dżinsy.


   Koncert był... Boże, chyba nie znam odpowiednich słów, by opisać tą całą niesamowitą atmosferę... Początkowo znów spanikowałam. „Jestem jednym wielkim, chodzącym tchórzem...” Na szczęście spokojne zapewnienia Marka, że nikt nie może wejść do środka sprawiły, że w końcu się uspokoiłam i pozwoliłam sobie cieszyć się muzyką. A ona była boska... Nie wiem, czy kiedykolwiek dam radę przyzwyczaić się do tego ogłuszającego hałasu i tych pisków, ale najwyraźniej są one nieodłącznym elementem wyrażania miłości przez fanów. „Może wystarczy zatkać uszy?” zaśmiałam się ze swoich pomysłów. Czułam niesamowite wibracje. Dosłownie wszystko drżało. „Niesamowite uczucie...” Głośna muzyka, którą zdążyłam już pokochać. „Choć Louis wciąż nie dał mi przesłuchać płyty” roześmiałam się. To było nie do opisania... Ogłuszające. Niesamowite. Obezwładniające. Podniecające. I sama nie wiem jakie jeszcze, ale mogłabym tak wymieniać bez końca... Wiele głosów śpiewających piosenki razem z zespołem. „Coś cudownego...” Magia... Zachwycałam się każdą sekundą i naprawdę się nie dziwię, że Mark miał ze mnie niezły ubaw... Pewnie zachowywałam się jak pięciolatka, która pierwszy raz znalazła się w sklepie z zabawkami i pozwolono jej wybrać sobie, co tylko chce... Uśmiechałam się od ucha do ucha za każdym razem, gdy udało mi się rozpoznać głos Louisa. Pozwoliłam sobie się cieszyć moim pierwszym koncertem. I naprawdę miałam nadzieję, że będzie ich więcej. „Niech tylko opowiem wszystko Alex. Padnie z zazdrości...
   Ale była też druga strona medalu... Smutniejsza? Sama nie wiem... Na pewno dezorientująca. Próbowałam się nie przejmować i po prostu chłonąć muzykę, ale za każdym razem, gdy ona się poruszyła, albo odezwał się jej telefon, przypominałam sobie... Perrie... „Chyba mnie nie lubi...” kolejny raz ta myśl przeszła mi przez głowę. „I chyba raczej na pewno...” przygryzałam wargę zastanawiając się jaki może być powód tego jej zachowania. Siedziała w pomieszczeniu razem ze mną i Markiem, ale oprócz zdawkowego przywitania na początku, w ogóle się do nas nie odzywała. „A może jest po prostu nieśmiała?” próbowałam na siłę znaleźć jakieś wytłumaczenie, choć z każdą kolejną minutą przychodziło mi to coraz trudniej. „Ale wczoraj wydawała się zupełnie inna...” Nic z tego nie rozumiałam. Miałam taką cichą nadzieję, że okaże się równie wspaniała jak Danielle, ale najwyraźniej przeceniłam swoje szczęście. „Zayn ją kocha...” powtarzałam sobie i chyba tylko to sprawiało, że wciąż jeszcze posyłałam w jej stronę nieśmiałe uśmiechy. Niestety z marnym skutkiem. Przynajmniej na razie...
   Gdy występ chłopców się dobiegł końca, Paul zajrzał do nas na chwilę, by sprawdzić, czy wszystko w porządku i przy okazji przyprowadził Lux prosząc, by się nią zaopiekować dopóki Lou nie będzie wolna. Dziewczynka najwyraźniej była już bardzo zmęczona, bo marudziła jak nigdy. „W sumie nic dziwnego zważywszy późną godzinę...”Ale sama jej obecność sprawiła, że nie rozmyślałam już o pięknej ukochanej Zayna, która z jakiegoś powodu mnie nie polubiła... Czułam na sobie jej wzrok przez cały wieczór. Chyba milion razy zastanawiałam się, dlaczego się do mnie nie odzywa, ale w sumie ja też nie odważyłam się przerwać ciszy. Dopiero pojawienie się Lux wypełniło pokój śmiechem. „Przerywanym marudzeniem...” przyznałam uczciwie, ale zawsze to lepsze niż krępujące milczenie. Naprawdę zabawianie małej dzisiaj nie należało do najłatwiejszych zadań. Dopiero, gdy Lou podrzuciła nam torbę z klockami, udało się ją zająć na dłuższą chwilę. „Zdecydowanie zostanie kiedyś architektem” uśmiechnęłam się, budując z nią wieżę, by mogła ją po chwili przewrócić ze śmiechem. Siedziałam z nią na podłodze, a Mark podawał nam klocki, które odlatywały za daleko.
   - Daj – Lux podała mi klocek, który z całą moją niezdarnością wypadł mi z rąk. Próbowałam go namierzyć, macając podłogę dookoła, ale udało mi się go znaleźć dopiero przy pomocy Marka. Uśmiechnęłam się zadowolona, kładąc kolejny element na naszej budowli, ale zamarłam, słysząc jak Perrie wstrzymuje oddech, by po chwili wypuścić powietrze tak powoli jak tylko mogła. „A wiec nie wiedziała...” odwróciłam głowę w jej stronę i naprawdę miałam nadzieję, że mój wyraz twarzy był choć trochę przepraszający. „Dlaczego Zayn jej nie powiedział?” zastanawiałam się.
   - Przepraszam na chwilę – odezwała się przez ściśnięte gardło i wyszła z pokoju. Mogłam sobie tylko wyobrażać, co teraz myślała, ale prawdę mówiąc naprawdę nie miałam pojęcia... „Dlaczego nikt jej nie powiedział?” Zastanawiałam się ile jeszcze może potrwać to całe spotkanie z fanami, bo jak nic przydałby jej się opiekuńczy uścisk Zayna. „I z pewnością jakieś wyjaśnienia...
   Kiedy w końcu pojawili się chłopcy, Lux smacznie spała na moich kolanach, pochrapując sobie cichutko. Louis usiał ostrożnie obok i objął mnie ramieniem. Wydawał się zmęczony. Zresztą nie tylko on. Nawet Niall był zdecydowanie cichszy niż zazwyczaj. Perrie wciąż nie było, a ja nie miałam odwagi, by o nią zapytać. „Mówiłam, że jesteś tchórzem...” Moje drugie ja, jak zwykle, potrafiło podnieść mnie na duchu.
   Lou przyszła kilka minut później i zabrała małą, dziękując wylewnie za pomoc. I kolejny raz chwaląc mój strój. „A podobno nie szata zdobi człowieka” zaśmiałam się chicho.
   - Jak ci się podobał koncert, Mała? – Harry opadł ciężko obok, wciskając mnie w Louisa. – Słyszałaś coś przez te piski?
   - Prawdę mówiąc nic szczególnego – powiedziałam wzruszając ramionami. – Żartowałam! – roześmiałam się, gdy po moich słowach zapadła dziwna cisza. – To było niesamowite! A te krzyki... O matko! Znali wszystkie wasze piosenki! Dosłownie ściany wibrowały... A Josh i jego perkusja – chyba było widać, że jestem zachwycona koncertem. – Miałam wrażenie, że serce bije mi w rytmie, który wybijał. Nawet nie potrafię sobie wyobrazić jak to jest być na widowni...
   - WOW! – zaśmiał się Liam. – To się nazywa naprawdę gorąca reakcja...
   - Nooo.... – Niall przyznał mu rację. – Głodny jestem... – dodał po chwili. – Pewnie nie macie już żadnych pyszności? – „Czyżbym słyszała nadzieję w jego głosie?” pokręciłam głową.
   - Zeżarłeś wszystkie naleśniki? Podzieliłeś się z kimś chociaż? – zapytał Lou. – I jeszcze ci mało?
   - Oj, kiedy to było? – bronił się przyjaciel. – Może zaliczymy Maca po drodze?
   - Masz ochotę, skarbie? – usłyszałam przy uchu. Wciąż się zastanawiałam, gdzie Perrie. Nie dawało mi to spokoju, że przeze mnie stąd wyszła... Może nie powinnam z nimi jechać i wtedy ona mogłaby się lepiej bawić? Lou chyba wyczuł moje wahanie. – Nie musimy, jeśli jesteś zmęczona. Zawsze możemy zjeść w domu...
   - A co macie dobrego? – zainteresował się Niall, rozganiając moje niezbyt wesołe myśli. „Uwielbiam tego głodomorka...
   - Nie mów mu! – powiedział szybko mój chłopak sprawiając, że nie mogłam się nie zaśmiać.
   - Dlaczego nie? Pewnie coś pysznego... Ty samolubie... – po tych słowach usłyszałam, że Zayn parska śmiechem, a po chwili moich uszu dobiegł jęk bólu.
   - Wszystko w porządku? – zwróciłam się w stronę obolałego przyjaciela.
   - Tak, Kate – powiedział. – To był męczący występ. Chyba spasuję i pojadę do domu... Nie wiecie, gdzie jest Perrie?
   - Chyba poszła się przewietrzyć – odezwał się Mark. „Skąd on to niby wie?” zastanawiałam się.
   - Zadzwonię do niej...
   - To co macie do jedzenia? – Niall nie dawał za wygraną.
   - Czy ty nie masz własnej lodówki? – zaśmiał się Lou. – Już późno i jesteśmy zmęczeni...
   - A czy ja wam bronię iść spać? – powiedział. – Jadę z wami.
   - Nie jedziesz.
   - Jadę – upierał się Niall. – Skoro nie chcesz powiedzieć, to na pewno macie coś pysznego...
   - Nie wpuszczę cię – ostrzegał Lou.
   - Sam wejdę, bez obaw.
   - Nie wydaje się wam, że ta rozmowa jest trochę dziwna? – odezwał się Harry. – Ale tak na poważnie, Mała... To co ugotowałaś?
   - Jeszcze jeden! – oburzył się Louis, ale wiedziałam, że to wszystko tylko na pokaz.
   - Nie ugotowałam, tylko upiekłam... Ciasto, ale to na jutro – powiedziałam w końcu. – Będziecie mogli spróbować, czy mi wyszło dopiero u Danielle. I zanim poprosisz o kawałek – coś tak czułam, że Niall chce to powiedzieć – to wiedz, że jeszcze jest nie gotowe – posłałam mu przepraszający uśmiech.
   - Naprawdę zaczynam żałować, że nie mieszkamy razem – burknął Niall. – To jedziemy, czy co? Umieram z głodu...
   Lou chwycił mnie za rękę i pociągnął w stronę wyjścia. Z każdym krokiem czułam, że powietrze jest coraz chłodniejsze. „A gdzie Perrie?” wciąż nie dawało mi to spokoju. Chyba aż takiej reakcji to się po niej nie spodziewałam. „Jestem ślepa, ale to przecież nie koniec świata...
   - Już gotowi? – Paul wydawał się zdziwiony. – Sporo osób na was jeszcze czeka. Uważajcie za bramą, by nikogo nie potrącić. Niall, Harry... Do was mówię.
   - Jasna sprawa – usłyszałam, że mój głodny przyjaciel odzyskał humor. – Lou, czym przyjechaliście?
   - Mark nas przywiózł – odpowiedział mój chłopak.
   - On jest ostatnio zbyt zajęty obściskiwaniem się z Kate na tylnym siedzeniu, by prowadzić samochód – zaśmiał się Harry, a ja spiekłam właśnie pokazowego buraka. „O Boże...
   - Zamknij się, Styles – mruknął Louis. – Jeszcze jedno słowo i spalę twoje alibi...
   - Nie zrobiłbyś tego – powiedział szybko Harry, ale wcale nie było słychać stuprocentowej pewności w jego głowie. – Za bardzo mnie kochasz...
   - Kate kocham bardziej – „Czy można rozpłynąć się pod wpływem słów?” zastanawiałam się, podczas gdy moje serce urządzało sobie pokazy akrobatyczne.
   To stwierdzenie Louisa już nie spotkało się z żadnym dowcipnym komentarzem ze strony przyjaciela... Pożegnaliśmy się z Harrym i Niallem, a także z Liamem, który zdążył jeszcze przypomnieć, że o dziesiątej mają wywiad w telewizji. Słyszałam gdzieś w oddali przyciszony głos Zayna, ale nie rozróżniałam słów. Rozmawiał z Perrie. Kilka minut później podeszli do nas. Chłopcy cicho zastanawiali się nad jutrzejszym nagraniem, a my dwie kontynuowałyśmy nasze niezręczne milczenie... Westchnęłam. „W końcu nie wszyscy muszą mnie lubić...” Grunt, że ta najważniejsza osoba darzy mnie prawdziwym uczuciem... Wtuliłam się w Louisa.
   - Wszystko dobrze? – usłyszałam cichy szept przy uchu.
   - Tak – uśmiechnęłam się. „Nie...” tak powinno to brzmieć. „Dlaczego...
   - Do zobaczenia jutro, Kate – usłyszałam dźwięczny głos Perrie w momencie, gdy Lou otwierał drzwiczki samochodu. Brzmiała tak... „Przyjaźnie...
   - Do zobaczenia jutro... – powtórzyłam, odwracając się i posyłając jej nieśmiały uśmiech. „Ja już nic z tego nie rozumiem...

czwartek, 4 kwietnia 2013

50




   Z całej siły próbowałem powstrzymać ziewanie, ale o szóstej rano naprawdę nie należało to do najłatwiejszych rzeczy. A już zwłaszcza po takim wieczorze jak wczoraj. Miałem wrażenie, że moja drzemka na kanapie Louisa trwała nie dłużej niż pięć minut. Z wdzięcznością przyjąłem kolejną porcję kofeiny.
   - Dzięki – mruknąłem i od razu uniosłem kubek do ust.
   - To herbata – słowa Paula zatrzymały mnie w połowie drogi. Skrzywiłem się niezadowolony. – Dla Kate.
   - To od razu tak trzeba było... – podałem napój Louisowi i wyciągnąłem rękę po kolejny. „Oby tym razem dla mnie...
   - Czy ktoś może mi w końcu powiedzieć, dlaczego wyglądacie jak z krzyża zdjęci? – otworzyłem jedno oko zerkając na niezadowolonego menadżera. Przy okazji wyłapałem rozbawione spojrzenie Marka. „Co w tym kurwa śmiesznego, że łeb mi rozsadza?” – Przecież wiedzieliście dobrze, że dziś wczesna pobudka. Musieliście zabalować...
   - Nie balowaliśmy... Zasiedzieliśmy się po prostu – odezwał się Liam masując skronie. „A więc nie tylko ja cierpię na ból głowy...” Poczułem się trochę lepiej z tą myślą.
   - I dziwnym zbiegiem okoliczności wszyscy u Louisa? – drążył menadżer.
   - Tak jakoś wyszło – mruknął Zayn nawet nie otwierając oczu. – No, ale przecież wstaliśmy...
   - Tak – parsknął Paul. – Choć jak tak na was patrzę, to chyba nie do końca wstaliście... I w dodatku wyglądacie jak siedem nieszczęść...
   - Jak już, to pięć – zaśmiał się Lou, ale szybko umilkł pod twardym spojrzeniem mężczyzny. – Ale za to moja Kate wygląda zjawiskowo...
   - To prawda... – „Czy ja widzę uśmiech na jego twarzy?” zerknąłem na menadżera. „Nie może być!” Miałem ochotę się roześmiać, ale widząc rumieniec na policzkach dziewczyny, powstrzymałem się. Nie będę jej jeszcze bardziej zawstydzał. „Bo znów Lou walnie mi przemowę...” skrzywiłem się na wspomnienie naszej poprzedniej wymiany zdań. „Nie. Zdecydowanie nie potrzeba mi więcej takich kazań...” Ale muszę przyznać, że Danielle spisała się na medal. Obcisłe dżinsy i czarny podkoszulek z jakimś nadrukiem, a do tego cienka skórzana kurteczka. Nic dziwnego, że Lou nie możne dziś od niej oczu oderwać. „Zresztą nie tylko on...” zauważyłem, że Zaynowi chyba też podoba się ten zestaw ciuchów.
   - Już dojeżdżamy... – odezwał się kierowca. Na tę wiadomość przyssałem się do kubka licząc, że jeszcze te kilka łyków zdziała cuda i w końcu uda mi się otworzyć oczy na dłużej niż kilka sekund.
   Dziesięć minut później ładowaliśmy się do studia, jak zawsze siejąc w nim nie małe spustoszenie.
   - Cześć, Kate – Nick w ogóle nie zwracał na nas uwagi. Całym sobą był skupiony na dziewczynie, z którą właśnie się witał czułym uściskiem. – Pięknie wyglądasz, Mała...
   - Dziękuję – posłała mu delikatny uśmiech oczywiście zabarwiony rumieńcem. – Cieszę się, że znów się spotykamy.
   - Ja też – przyznał, a dopiero potem spojrzał na nas. „Kto tu w końcu jest gwiazdą? My, czy ona?” zaśmiałem się pod nosem. – Tylko tym razem prosiłbym, by niczym nie rzucać. Nie chciałbym, by potem powiedzieli, że was tu pobiłem... – zerknął na moje podpuchnięte oko śmiejąc się.
   Wskazał nam nasze miejsca i przygotowane wcześniej słuchawki. Kate usiadła obok Louisa, który dziś chyba nie puścił jej dłoni ani na sekundę. Wyglądała na rozluźnioną. Różnica między dniem dzisiejszym, a poprzednim wywiadem radiowym, w którym nam towarzyszyła, była kolosalna. Dziś się uśmiechała... „Kolejny genialny pomysł na twoim koncie, Styles” przyznałem sobie właśnie złoty medal za zasługi. Wcześniejsze poznanie jej z Grimmym, to był strzał w dziesiątkę. Wprawdzie obgadałem to najpierw z Alex, ale pomysł i tak liczy się jako mój... „Nie da się ukryć, jestem geniuszem.
   Szybko omówiliśmy z Nickiem przebieg audycji i jak zbawienie powitaliśmy dzbanek z kawą. Rogaliki również spotkały się z ciepłym przyjęciem. Niall momentalnie się obudził.
   - Za wami ostatni kawałek Rity, a przed wami... – usłyszałem fanfary. „Ach te mordercze efekty dźwiękowe...” skrzywiłem się czując, jakby zaraz głowa miała mi eksplodować. „Litości...” jęknąłem. – One Direction! Dzień dobry, panowie. Co za ogromne poświęcenie z waszej strony... – Nick oczywiście musiał się trochę z nas ponabijać. – Tak wcześnie rano, a wy u mnie... Zaznaczę sobie ten dzień w kalendarzu...
   To zazwyczaj przebiegało tak samo. Krótkie powitanie, kiepskie żarty prowadzącego, jeszcze słabsze w naszym wykonaniu, a to wszystko przerywane względnie dobrymi piosenkami. No i jeszcze część, która kiedyś była dla nas fascynująca, ale stopniowo stała się zwykłą rutyną... Pytania, które non stop się powtarzają, w końcu przestają sprawiać przyjemność, stają się po prostu nudne...
   - Dziś koncertem w Londynie rozpoczyna się wasza trasa promocyjna – kontynuował Nick po krótkiej przerwie reklamowej. – Za nami premiera nowego singla, przed nami kolejny album, w międzyczasie zgarnęliście kilka dość ważnych nagród... – wyliczał. – Raczej nie narzekacie na nadmiar wolnego czasu. Jak to wszystko będzie teraz wyglądać?
   - Rzeczywiście, trochę się u nas ostatnio dzieje – zaczął Liam. – Będzie to swego rodzaju zwieńczenie pierwszej trasy koncertowej i zarazem promocja nowego albumu, który ukaże się już niebawem. Ostatnie występy dla naszych fanów w Anglii...
   - A potem prosto na kontynent – zaśmiał się Niall z policzkami wypchanymi jedzeniem. – Spotkania z fanami, podpisywanie płyt i mnóstwo pyszności...
   - Grunt, to mieć dobre priorytety – zaśmiał się Louis. – Jestem pod wrażeniem, że wymienił jedzenie dopiero na trzecim miejscu...
   - A więc czeka was pracowity okres, a co potem? – kontynuował Nick przyglądając się Kate z zaciekawieniem. Zerknąłem na dziewczynę. Zajadała się rogalikiem popijając herbatę. A to wszystko pod czujnym okiem Louisa. „Na co on się tak gapi?” zastanawiałem się przeskakując wzrokiem od dziewczyny do Grimmy’ego.
   - W międzyczasie premiera albumu i rozpoczniemy przygotowania do naszego światowego tournée – powiedziałem posyłając mu pytające spojrzenie. Zamiast odpowiedzi dostałem tylko ten jego wredny uśmiech. – To będzie dopiero wyzwanie.
   - I świetna zabawa – dodał Lou.
   Kilka piosenek i kilkanaście standardowych pytań później, zaczęło się. Część nieprzewidywalna. „Pytania od słuchaczy...” Ciekawe co tym razem wymyślą?
   - Chciałabym się dowiedzieć – usłyszałem w słuchawkach głos fanki, która przedstawiła się jako Paige – kim jest ta tajemnicza dziewczyna, która ostatnio często się z wami pokazuje... To znaczy... – zacięła się. – Jak ma na imię i kim jest dla was...
   - To Katy! – zawył Niall przy okazji oblewając się kawą. – O kur...
   - Horan! – Malik próbował zminimalizować rozmiar zniszczeń do jednej osoby, ale sądząc po tym okrzyku raczej nie udało mu się odsunąć wystarczająco szybko.
   - Dla zainteresowanych – odezwał się Lou – Niall właśnie zmoczył spodnie... Zayna – dodał po krótkiej pauzie.
   - Panowie – Nick próbował brzmieć profesjonalnie, ale jemu również udzieliło się rozbawienie. – Wracając do pytania...
   - Na imię ma Kate i jest naszą przyjaciółką... – powiedział Liam zerkając na dziewczynę, która przygryzała wargę w oczekiwaniu na to, co jeszcze powiemy.
   - Siostrą... – dodał Horan wycierając się rękawem bluzy i zerkając przepraszająco na wściekłego Zayna, który miał piękną plamę w strategicznym miejscu.
   - I moją dziewczyną – zakończył Louis splatając ich palce razem. „No to teraz się zacznie...” uśmiechnąłem się widząc jej uroczy rumieniec.
   - Tak, to już oficjalne – wtrąciłem wzdychając teatralnie. – Zostawił mnie na rzecz tego małego, ślicznego elfa, ale jakoś to sobie odbiję... – zaśmiałem się. – Nie wiem jeszcze dokładnie jak, ale na pewno coś wymyślę... Rozważam kilka kolorowych pomysłów... – usłyszałem parsknięcie Lou i wiedziałem, że odebrał zakodowany sygnał prawidłowo.
   Posypały się kolejne pytania, na które staraliśmy się odpowiadać jak najbardziej szczerze i z poczuciem humoru. Milion pozdrowień i miłości... Uwielbienie fanów niezmiennie mnie zadziwia. Wiele osób martwiło się o stan zdrowia Zayna i każdą z osobna zapewniał, że nic poważnego się nie stało i jest tylko trochę poobijany.
   - Dzień dobry – odezwała się dziewczyna imieniem Holly. – Mam pytanie do Louisa...
   - Słucham cię, kochanie...
   - Skoro chodzisz z Kate, to co się stało z Eleanor? – zauważyłem, że wszyscy zerkaliśmy nerwowo w stronę naszej pary. Kate wydawała się bardziej spokojna niż Lou. Jakby spodziewała się tego pytania. „Interesujące...” – I czy to naprawdę siostra jednego z was?
   - Co się stało z Eleanor? Po prostu nam nie wyszło i postanowiliśmy się rozstać. Zdarza się... – odezwał się Tommo. – Wciąż jesteśmy przyjaciółmi... – skrzywił się mówiąc te słowa. „Przyjaciele... psia jego mać...” miałem ochotę splunąć pod nogi na samą myśl o jego byłej dziewczynie i tym jak się ostatnio zachowała. – A jeśli chodzi o twoje drugie pytanie, to nie... Kate nie jest siostrą żadnego z chłopaków, ale bardzo ją polubili i Niall awansował się na jej brata...
   - Najprawdziwsza prawda – potwierdził blondyn przerywając mu.
   - To między innymi dlatego, że Kate fantastycznie piecze i gotuje – dodał Zayn, a nasza mała przyjaciółka przypominała teraz kolorem dorodnego pomidora. Zarumieniła się nawet na dekolcie. – Zdobyła serce Nialla przez żołądek. I długo jej to nie zajęło.
   Godzinę później zbliżaliśmy się do końca. Muszę się przyznać, że nie mogłem przestać zerkać na zegarek. „Jeśli od razu pojadę do domu, to zdążę jeszcze zadzwonić do Alex i przespać się z cztery godzinki zanim będę musiał zjawić się na próbie...” planowałem. „Ale pewnie najpierw odwieziemy Louisa i Kate...
   - I choćbyśmy nie wiem jak chcieli, by było inaczej – odezwał się Grimmy – nasz czas z One Direction dobiegł końca. By jeszcze o trochę przedłużyć ich pobyt na antenie, przed wami najnowszy singiel z dedykacją dla wszystkich oddanych fanów... – Pozwolił nam go zapowiedzieć. Puścił piosenkę i zaczął się z nami żegnać. – Nie było tak źle, co Mała? – uściskał Kate, przy okazji wręczając jej białą torebkę z logiem radia. – To taki mały upominek dla ciebie, by pomóc uzupełnić twoją garderobę – zaśmiał się. Posłała mu pytające spojrzenie. – Koszulka z logiem radia i jeszcze jedna ode mnie. Najmniejsze rozmiary jakie znalazłem – dodał. Lou szepnął jej coś na ucho. „Jak nic przekonuje ją, by przyjęła prezent...
   - A gdzie upominki dla nas? – zapytałem wieszając się na nim.
   - Jak będziesz drobną i słodką brunetką z niesamowitym poczuciem humoru i oczami, które przyprawiają mnie o dreszcze i sprawiają, że zastanawiam się nad swoją orientacją, to wtedy pogadamy... – powiedział odprowadzając nas do wyjścia.
   Louis objął Kate ramieniem i dumny jak paw kroczył do czekającego na nas samochodu. Widząc zadowoloną minę Paula wiedziałem, że wywiad okazał się sukcesem. Zresztą nie spodziewałem się niczego innego. Zerknąłem na zegarek i od razu po zajęciu miejsca zacząłem pisać wiadomość do Alex. „Ciekawe czy słuchała?” pomyślałem uśmiechając się pod nosem.


   Próba powoli dobiegała końca i wszystko wydawało się w jak najlepszym porządku. „Całe szczęście...” odetchnąłem natychmiast łapiąc się za żebra. „O w mordę...” poczułem, że w oczach zbierają mi się łzy. „To raczej nie był dobry pomysł...
   - Zayn, wszystko dobrze? – usłyszałem głos menadżera. Posłałem mu uspokajający uśmiech kiwając głową.
   - Na tyle, na ile to możliwe – powiedziałem próbując wyrównać oddech.
   - Dobra, panowie – zawołał Paul. – Idźcie coś zjeść i odpocząć przed koncertem. Ale nie włóczyć mi się nigdzie. Nie mam zamiaru was szukać w ostatniej chwili... – posłał nam ostrzegawcze spojrzenie. – Słyszysz Harry? Głównie do ciebie mówię...
   - No przecież... – wyszczerzył zęby w uśmiechu. – Raz mi się zdarzyło... – mruczał pod nosem.
   - Lou, za jakieś dziesięć minut będzie fotograf – kontynuował menadżer. – Będę potrzebował zdjęć Kate do nowych dokumentów i przepustek. Porozmawiaj z nią o tym...
   - Jasne – powiedział Louis próbując wyswobodzić się z uścisku Harry'ego.
   - Jedzonko... – ucieszył się Niall zeskakując ze sceny i biegnąc do pomieszczenia dla gości, gdzie zostawiliśmy Kate i Marka. Lou deptał Horanowi po piętach, ale raczej nie miał szans go przegonić. Zwłaszcza z Harrym na plecach.
   - A ja choćbym i chciał biec do niej, to i tak nie dam rady... – mruknąłem pod nosem. Wizja siedzenia obok niej właśnie się ode mnie oddaliła.
   - Co mówiłeś? – drgnąłem na dźwięk głosu Liama, który zmaterializował się obok mnie.
   - Nic takiego – posłałem mu uśmiech, który miał być oznaką niewinności, chociaż wcale tak się nie czułem. – Ciężko mi się oddycha...
   - Dasz radę na występie? – spojrzał na mnie z troską w oczach. „Tak łatwo odwrócić twoją uwagę przyjacielu...
   - Oczywiście, że dam – zapewniłem go szybko. – Po prostu nie będę tyle biegał po scenie...
   Już dobre kilka metrów wcześniej usłyszałem głośny rechot Horana i towarzyszący mu dźwięczny śmiech Kate. Nie mogłem się nadziwić jak ta dziewczyna zmieniła się w ostatnich dniach. Może i Louis jest trochę nadopiekuńczy względem niej, ale dzięki temu nie spotkała jej jeszcze żadna przykrość ze strony fanów. „Może w tym tkwi sukces?” zastanawiałem się. W środku Niall jak zwykle okupował bufet i słowo daję, nie wiem jakim cudem ta góra jedzenia nie zsuwa mu się z talerza. Lou rozłożył się z Kate na kanapie i najwyraźniej póki co, nie miał w głowie jedzenia... „Wcale mu się nie dziwię” uśmiechnąłem się do nich opadając ciężko na najbliższy fotel.

   Leżałem na kanapie nie mając siły się ruszyć. Jeżeli wcześniej byłem obolały i ciężko mi się oddychało, to teraz czułem się tak, jakbym miał się rozpaść na kawałki po kolejnym wdechu.
   - Dobra robota, panowie – Paul wszedł do środka posyłając nam zadowolony uśmiech. – Umyci? Ubierać się. Czeka was pół godzinki z fanami i jesteście wolni. Zayn, Perrie przyjechała – spojrzał na mnie, a ja poczułem, że już nie mam problemów z oddychaniem. Po prostu przestałem to robić. „O kurwa... Nie... Nie, nie nie...” Oblał mnie zimny pot. – Czeka w pokoju dla vipów...
   - Co? – Lou zastygł w trakcie wciągania spodni na tyłek. – Z Kate?
   - Jest tylko jeden taki pokój – menadżer posłał mu uspokajające spojrzenie, ale Louis jakby nagle przyspieszenia dostał i dosłownie w sekundę później był już gotowy. – Najpierw fanki. Już na was czekają – przypomniał mu mężczyzna.
   - Ruszcie się – jęknął przyjaciel błagalnie. – Zi, wstawaj jak jesteś gotowy. Idziemy...
   „A co jeśli ja nie chcę iść?” niechętnie podniosłem się z kanapy. Miałem ochotę wyjść przez te drzwi i pognać prosto przed siebie. A zamiast tego maszerowałem za przyjaciółmi z wymuszonym uśmiechem przyklejonym do twarzy. Nawet spotkanie z fanami nie zajęło moich myśli na tyle, bym zapomniał o czekającej na mnie dziewczynie i takim jednym małym elfie. „I to w jednym pomieszczeniu...” naprawdę niewiele brakowało bym spojrzał do góry z myślą, że ktoś tam nieźle się bawi moim kosztem...
   Oczywiście jak zwykle z obiecanych trzydziestu minut zrobiła się ponad godzina. „Przecież zawsze jest tak samo” marudziłem pozując do kolejnego zdjęcia i podpisując wszystko, co podtykano mi pod nos. Gdy zobaczyłem, że Paul nareszcie postanowił wkroczyć miałem zamiar błagać, by przeciągnąć to w nieskończoność. Zapomniałem o tym, że jeszcze minutę wcześniej modliłem się o koniec. Żegnając się z fanami nogi miałem jak z waty. Gdyby nie to, że Niall praktycznie popchnął mnie w odpowiednim kierunku, to nadal stałbym w miejscu czekając na koniec świata... „Albo przynajmniej na jakiś alarm przeciwpożarowy...
   Louis wpadł do środka pierwszy, praktycznie wyłamując drzwi z zawiasów. „Pewnie od razu pognał do niej...” w głowie widziałem scenę, którą miałem przed oczami już wiele razy. Słyszałem jak Niall głośno wita się z moją dziewczyną. Jej śmiech. Moje nogi odmawiały posłuszeństwa. Dwa metry do drzwi, a ja nie mogłem się ruszyć. Wyłapałem swoje imię w tej ogólnej wesołości i ponownie oblał mnie zimny pot. „Nie mogę tam wejść” postanowiłem. „Pogadam z nią w domu...
   - Zayn? – usłyszałem głos Perrie, gdy już odwracałem się na pięcie żeby zwiać. – Co tak podsłuchujesz pod drzwiami? – zaśmiała się podchodząc do mnie i przytulając się mocno. „Za mocno...” Syknąłem z bólu. – Jejku, przepraszam... – odskoczyła ode mnie. – Bardzo jesteś poturbowany?
   - Przeżyję – posłałem jej wymuszony uśmiech i obejmując ją ramieniem dałem się zaciągnąć do środka. – Ale bywało lepiej...
   - To na pewno – teraz już przywarła do mnie zdecydowanie bardziej delikatnie. Odważyłem się szybko zerknąć w stronę Kate. Siedziała oparta o Louisa i rozmawiała z Niallem śmiejąc się z tego, co do niej mówił. – Stęskniłam się za tobą...
   - Co? – przeniosłem wzrok na moją dziewczynę. „Zachowuj się jak zawsze...” powtarzałem sobie w myślach. – Ja za tobą też – powiedziałem, gdy powtórzyła mi swoją wcześniejszą wypowiedź.
   - A więc to jest ta tajemnicza osoba, której zdjęcia obiegły internet? – pod wpływem jej słów moje spojrzenie momentalnie zatrzymało się na delikatnej twarzy Kate. – Nie mogę uwierzyć, że Louis zerwał z Eleanor... – dodała szeptem, a ja jedyne o czym myślałem, to że ten mały elf może to usłyszeć. Pierwszy raz naprawdę się cieszyłem, że była realna szansa, by głośny śmiech Nialla zagłuszył słowa Perrie.
   - Nic na siłę – mruknąłem pod nosem. – To naprawdę nie nasza sprawa i raczej nie najlepsze miejsce oraz czas do takich rozmów – spojrzała na mnie jak skarcone dziecko. Jednak po chwili uśmiech rozjaśnił jej twarz. Nie mogłem przestać ich porównywać i nienawidziłem się za to. – Miłość nie wybiera...
   - Masz rację – chwyciła moją dłoń. – Przedstawisz mnie? – zapytała ciągnąc w stronę przyjaciół. – Ten dryblas bronił dostępu do niej jak lwica młodych.
   - Mark? Taką ma pracę... – zbliżałem się do kanapy, a alarm w mojej głowie był coraz wyraźniejszy. Wszystko we mnie krzyczało. „W nogi!
   Na całe szczęście Louis sam zajął się zapoznaniem dziewczyn. Uśmiech zadowolenia nie schodził z jego twarzy. Z całych sił starałem się nie patrzeć za często na Kate, ale po prostu czasami się nie dało... Gdy rozbrzmiewał jej anielski śmiech, albo gdy mówiła coś bezpośrednio do mnie lub Perrie, albo gdy delikatnym ruchem ręki zakładała włosy za ucho... Tyle powodów, by na nią zerknąć i tylko jeden, by tego nie robić. „Perrie...” Zjedliśmy późną kolację wciąż w imprezowej atmosferze. „Przynajmniej niektórzy dobrze się bawili” spojrzałem na Horana, który podbierał właśnie jedzenie z talerza Kate, za nic mając groźne błyski w oczach Louisa. Miałem wrażenie, że dziewczyna doskonale wie, co się dzieje obok niej i śmieszy ją ta cała sytuacja. Zdecydowanie Niall zajmuje honorowe miejsce w jej sercu. „A ja? Czy dla mnie też znalazło się tam miejsce?” zastanawiałem się wpatrując w jej uśmiechniętą twarz. Dystans, który wyczuwałem u niej na samym początku jakby zniknął od tego nieszczęsnego wypadku. Już nie bała się przy mnie usiąść. Dotknąć... We mnie też coś się zmieniło. Wprawdzie, gdy patrzyłem na nią, wciąż zapierało mi dech w piersiach, ale wiedziałem, że kocha Louisa i tylko jego... I czułem się dobrze z tą myślą. „Więc dlaczego ona wciąż tak na mnie działa?
   - Śpisz, kochanie? – poczułem palce Perrie zaciskające się na moich. Spojrzałem na nią, mruganiem próbując przegonić niechciane myśli. „Niechciane? Jesteś pewien?” rozległ się głos w mojej głowie. „Niczego już nie jestem pewien...” przyznałem uczciwie. – Naprawdę dobrze się czujesz? Nie wyglądasz za ciekawie...
   Powinienem ją zapewnić, że wszystko w porządku. Posłać jej uspokajający uśmiech. Pocałować. Przytulić... Ale jedyne co mogłem w tym momencie zrobić, to gapić się na delikatną twarz Kate, na której wymalowana była troska o mnie. Te niesamowite oczy „patrzyły” wprost na mnie i w skupieniu czekała na moją odpowiedź...
   - Taaak – odezwałem się, gdy już wróciła mi zdolność mówienia. – Jestem po prostu trochę zmęczony... – przytuliłem ją do siebie głaszcząc uspokajająco po ramieniu. Zauważyłem skupienie na jej twarzy. „Stąpasz po cienkiej linie...” ostrzegawczy głos rozległ się w mojej głowie. Posłała mi delikatny uśmiech i oparła się o mnie. Zerknąłem na nią spod półprzymkniętych powiek i byłem prawie pewny, że właśnie taksuje wszystkich wzrokiem zastanawiając się nad czymś. „Przynajmniej zajęła się innymi...” Zauważyłem, że Kate mówi coś cicho do Louisa... Gdy jego wzrok spoczął na mnie sam nie wiedziałem, czy to co poczułem to radość, czy strach przed prawdą... „Martwi się o mnie...” nieskładna myśl przeleciała przez moją głowę. „Nie bądź głupi. Niby dlaczego miałaby to robić?
   - Nie wiem jak wy, ale my będziemy się zbierać – odezwał się Lou wstając z kanapy i przyciągając do siebie Kate. – Jesteśmy padnięci...
   Gdy ponownie spojrzał w moją stronę i posłał mi pełen zrozumienia uśmiech już wiedziałem, że moja pierwsza niesforna myśl była prawdziwa. „Ona naprawdę się o mnie martwi...” Byłem zdumiony. Moja dziewczyna siedziała przytulona do mnie i w najlepsze zajęta była obserwowaniem wszystkich dookoła, a ten mały elf znalazł w sobie dość współczucia, by zakończyć nasze wspólne balowanie, tylko dlatego, bym mógł pojechać do domu i odpocząć. „I jak tu jej nie kochać?” uśmiechnąłem się do nich przytulając na pożegnanie.
   - My też już jedziemy – powiedziałem podając dłoń Perrie i pomagając jej wstać. I znów nie mogłem się powstrzymać przed porównywaniem ich. Obie są piękne na swój własny sposób, ale Kate emanuje czymś jeszcze... „Dobroć... Tak, to chyba odpowiednie słowo...” wzdycham i idę za przyjaciółmi do samochodów.
   - Ten cały Mark, to na krok jej nie odstępuje – słyszę słowa mojej dziewczyny w momencie, gdy spostrzegam Paula pokazującego, do którego samochodu mamy wsiąść. – Kim ona jest?


   „To raczej nie był najlepszy pomysł, by jechać tym samochodem...” pomyślałem po raz już nie wiem który. „Mogłem wziąć taksówkę...” Nawet piesza wędrówka byłaby lepszym wyjściem. Atmosfera była naszpikowana niewypowiedzianymi słowami i powoli było mi szkoda Zayna. „Czeka go niezła przeprawa, gdy tylko wysiądzie z tego samochodu.” Niestety tym razem przeliczyłem swoje szczęście. Zaczęło się zdecydowanie wcześniej...
   - To kim ona jest? – Perrie nie dawała za wygraną. – Modelką? Aktorką? Kimś z waszej ekipy? Skąd Louis ją wytrzasnął?
   - Ona nie jest nikim znanym, Pers – przyjaciel ewidentnie próbował zachować spokój. – Skończ już to przesłuchanie. Spotkali się, zakochali i są razem... Szczęśliwi – dodał. – To naprawdę nie twoja sprawa...
   - Co? – spojrzałem w twarz dziewczyny i miałem ogromną ochotę wysiąść z tego samochodu już teraz. Nie ważne, że miałbym godzinę marszu przed sobą. – Liam, może z ciebie uda mi się coś wyciągnąć – zwróciła się w moją stronę, a ja właśnie rozważałem wyskoczenie z auta w trakcie jazdy. „Nawet nie jedziemy za szybko... To mogłoby się udać.” – Dlaczego wszyscy tak skaczecie dookoła niej? Kim ona jest?
   - Nie wiem, co spodziewasz się usłyszeć, Perrie – powiedziałem posyłając jej przyjazny uśmiech. – Poznaliśmy ją i jej przyjaciółkę podczas przygotowań do trasy. Jest przesympatyczna i szybko się z nią zaprzyjaźniliśmy. Zresztą sama to pewnie zauważyłaś – wzruszyłem ramionami. „Cholerny Malik” warknąłem w myślach. „Bo trudno było z nią porozmawiać zawczasu...” – No a Louis... To też przecież widać gołym okiem... Kate i jego połączyło coś niesamowitego i stało się to chyba jeszcze zanim się do nas przekonała.
   - Dlaczego ma ochroniarza? – drążyła nie spuszczając ze mnie wzroku. „Jeszcze tylko lampką po oczach i miałbym najprawdziwsze przesłuchanie...
   - Daj mu spokój, Pers – westchnął Zayn posyłając mi przepraszający uśmiech. – Louis się o nią martwi, więc Paul przydzielił jej Marka. Co w tym takiego dziwnego?
   - Eleanor nie miała osobistej ochrony – odezwała się spoglądając na niego.
   - A co to ma do rzeczy? – warknął. Widać było, że jest już nieźle poirytowany. „Boże, chcę wysiąść...” jęknąłem zerkając przez okno. – O co ci chodzi? Lubisz się z Eleanor. W porządku. Nikt nie każe ci przestać. Ale nie czepiaj się Kate, bo ona na to nie zasłużyła. To cudowna osoba o wielkim sercu i gdybyś dała sobie szansę lepiej ją poznać, też pewnie myślałabyś podobnie. Wkurzasz się o to, że niczego nie wiedziałaś? Może i powinienem coś o tym wspomnieć... Ale skoro tak ci leży na sercu szczęście Eleanor, to może zadzwoń do swojej przyjaciółki i zapytaj dlaczego ona nic ci nie powiedziała, gdy Louis z nią zerwał. I niech ci się jeszcze pochwali co wyprawiała, gdy wpadła do nas z wizytą. Jestem pewien, że doskonale to pamięta, bo ja jakoś nie mogę o tym zapomnieć....
   - Liam, jesteśmy – słowa kierowcy spadły na mnie niczym najprawdziwsze ocalenie. Jeszcze chwilę i oni się tu rozszarpią, a ja nie mam zamiaru wtrącać się w ich sprawy. „Noże wręcz latają w powietrzu...
   Wyskoczyłem z samochodu ledwo się zatrzymał. Szybko pożegnałem się ze wszystkimi i posłałem współczujące spojrzenie Zaynowi. Gdy patrzyłem za oddalającym się samochodem miałem ochotę zawyć z radości, że już mnie w nim nie ma...


   „Szczęściarz...” wpatrywałem się w oddalającą się sylwetkę przyjaciela. Miałem wielką ochotę się rozpłakać, gdy Liam wysiadł z samochodu. A właściwie, to wyskoczyć razem z nim i dziś przekimać u niego. Zamiast tego siedziałem prawie bez ruchu czując na sobie wzrok mojej dziewczyny. „Pewnie powinienem dodać, że nieźle wkurzonej dziewczyny...
   - Czy Danielle już ją poznała? – usłyszałem głos Perrie. Wiedziałem, że długo nie wytrzyma w ciszy.Z całej siły próbowała zachowywać się spokojnie, ale nerwowe drżenie głosu od razu ją zdradziło...
   - Tak – odezwałem się po chwili. – W poniedziałek.
   - A wiedziała o niej wcześniej?
   - Pytasz się mnie, czy Liam jej powiedział o Kate? – zerknąłem za nią unosząc brew i dając do zrozumienia, że pyta o coś oczywistego.
   - Na pewno powiedział – wbiła we mnie gniewne spojrzenie. – On by przed nią nie zataił czegoś takiego...
   - O co ci chodzi? – mruknąłem. – Wkurzasz się, bo ci nie powiedziałem o Kate, czy że Louis zerwał z El?
   - O tym, że nic mi nie powiedziałeś! – wykrzyknęła w nerwach i szybko zerknęła w stronę kierowcy i ochroniarza. – Rozmawialiśmy wiele razy, a ty nic nie mówiłeś...
   - Raczej nie dałaś mi dojść do słowa... – mruknąłem pod nosem, choć zdawałem sobie sprawę, że to nie było sprawiedliwe względem niej. Wiedziałem, że to ją zdenerwuje jeszcze bardziej, ale nie mogłem się powstrzymać.
   - Próbujesz mi wmówić, że to moja wina, iż mnie okłamałeś? – warknęła.
   - Nie okłamałem cię – powiedziałem siląc się na spokojny ton. – Nie powiedziałem ci o Kate, bo... – „Bo nie chciałem...” dokończyłem w myślach. „Bo sam nie wiedziałem co i jak...” – To naprawdę nie była twoja sprawa. Dopiero poznawali się z Louisem. Co miałem ci powiedzieć?
   - Zayn... – spojrzała na mnie wzrokiem, który powinien wbić mnie w podłogę. Coraz trudniej było mi zachować spokój.
   - Jesteśmy – głos kierowcy przerwał naszą potyczkę. Wysiadłem szybko z samochodu krzywiąc się, gdy moje ciało zaprotestowało na ten gwałtowny ruch. Pożegnałem się i bardzo niechętnie poszedłem w ślad za moją dziewczyną.
   Otworzyła gwałtownie drzwi, a następnie próbowała mi je zatrzasnąć przed samym nosem. Na szczęście udało mi się je zatrzymać zanim oberwałem. Chodziła po salonie niczym wściekła lwica, raz po raz posyłając mi zabójcze spojrzenie. „A ja się bałem, że zauważy moje uczucia względem Kate, a jej chodzi tylko o to, że nie poznała najświeższych plotek...” śmiałem się z siebie. Gdybym wiedział, że tak zareaguje, streściłbym jej wszystko jeszcze zanim Liam zdążyłby zadzwonić do Danielle. Oparłem się o ścianę czekając na rozwój wydarzeń. „Jak tak dalej pójdzie, to zaraz wychodzi dziurę w dywanie” spoglądałem na jej stopy w modnych koturnach i od razu porównałem je ze znoszonymi trampkami Kate. „Zdecydowanie wybrałbym czarne Conversy...
   - Czy możesz mi odpowiedzieć na kilka pytań bez ciągłego zbywania mnie? – odezwała się po chwili spokojnym głosem. – Nie lubię się z tobą kłócić, Zayn. Chcę po prostu zrozumieć...
   - Co chcesz wiedzieć? – spytałem wciąż nie patrząc w jej oczy. „Gdzie się podziała ta moja delikatna, wrażliwa dziewczyna?” zastanawiałem się taksując spojrzeniem jej strój. Ciężkie buty, wyzywająca sukienka w krzykliwych kolorach i nowa, bardziej drapieżna fryzura... „Z dawnej Perrie nie zostało już praktycznie nic...” westchnąłem. Zdawałem sobie sprawę, że te zmiany, to nie tylko jej decyzja, ale mimo wszystko, tęskniłem za tą prawdziwą Perrie...
   - Dlaczego tak koło niej skaczecie? Po co jej ochroniarz i dlaczego uznałeś, że nie warto się ze mną podzielić czymś takim, skoro najwyraźniej Liam nie miał przed tym żadnych oporów... – wiedziałem, że nie spuszcza ze mnie wzroku i czułem jak pot spływa mi po plecach. – Wiesz jak się czułam oglądając zdjęcia w internecie i nie wiedząc co się dzieje? Gdy wszyscy dookoła zadawali mi pytania, a ja nie znałam odpowiedzi? Albo gdy wszyscy życzliwi podtykali mi pod nos co raz to nowe fotki? Pokazać ci moją ulubioną? – wyciągnęła komórkę i chwilę w niej pogrzebała, po czym rzuciła ją w moją stronę. Chwyciłem telefon sprawnie, zerknąłem na wyświetlacz i po raz kolejny tego dnia przestałem oddychać. Na ekranie byłem ja i Kate. Staliśmy na tarasie opierając się o barierkę i wpatrując się przed siebie. Nie było to zdjęcie najlepszej jakości, ale nie musiało być. Pamiętałem ten moment, jakby to było wczoraj. „A pomyślałeś, że ktoś mógł wam zrobić zdjęcie jak byliście na balkonie? I co potem? Kłamałbyś?” przypomniały mi się słowa Liama, który kolejny raz ostrzegał mnie, że odwlekanie rozmowy nie jest najlepszym pomysłem. „Pieprzony prorok...
   - Co mam ci powiedzieć, Per? – westchnąłem wciąż unikając patrzenia jej w oczy. – Stała obok mnie, gdy paliłem fajkę. Co w tym dziwnego? Rozmawialiśmy. Na Boga, przecież mieszkaliśmy pod jednym dachem...
   - Chcę byś odpowiedział mi na moje pytania... – nie ustępowała. – Dlaczego ma własnego ochroniarza? Eleanor nie miała, Danielle też nie. Nawet ja nie mam...
   - Dlaczego tak trudno ci pojąć ten drobny fakt, że Louis się o nią martwi? – powiedziałem w końcu zbierając się na odwagę, by na nią zerknąć. Wciąż nie odrywała ode mnie oczu. – Jest w nowym miejscu, gdzie nikogo nie zna oprócz nas... Może i Lou przesadza, ale skoro dzięki temu czuje się lepiej, to czemu nie? Najwidoczniej miał dobre argumenty skoro przekonał Paula.
   - Dlatego skaczecie dookoła niej, jakby była jakimś pieprzonym centrum wszechświata? – sarkazm w jej głosie bardzo mi się nie podobał. „Wkurwia się na mnie, na chłopaków, czy na Kate?” zastanawiałem się. – O co chodzi, Zayn? – podeszła bliżej. – Potrzebna jej niańka? Jest taka głupia, że nie potrafi sama o siebie zadbać? A może...
   - Nawet nie waż się tak mówić – warknąłem. Krew we mnie zawrzała. Spojrzałem mojej dziewczynie w oczy z nieukrywaną złością. Aż cofnęła się o krok. – To najcudowniejsza osobą jaką w życiu poznałem. Tak dobra i uczciwa, że to wręcz zaszczyt, że mogę obok niej siedzieć. Przeżyła prawdziwe piekło, a mimo to wciąż się uśmiecha i troszczy o innych. I podczas gdy ty zachowujesz się w sposób, że wręcz brak mi słów, by to opisać, ona pewnie opowiada Louisowi jaka to jesteś wspaniała. Zachwycała się tobą, nawet cię nie znając... Nie mogła się wręcz doczekać, by cię poznać. A ty... Boże... – przeczesałem palcami włosy próbując się uspokoić. – Naprawdę tego nie zauważyłaś? Nie możesz być aż taka ślepa. Dobroć i szczerość aż od niej biją... Tak trudno ci uwierzyć, że uwielbiamy przebywać w jej towarzystwie? To cudowna odmiana po tych wszystkich fałszywych osobach, które nas otaczają... – podszedłem do niej wciąż gotując się ze złości. – Nie pozwolę powiedzieć na nią złego słowa. Nikomu. Nawet tobie...
   Ruszyłem nerwowym krokiem do sypialni już od drzwi zrzucając z siebie ciuchy. Jeszcze chwilę temu marzyłem, by się położyć i odpocząć, a teraz... „Najchętniej bym komuś przywalił...” Skierowałem się do łazienki zrzucając bieliznę i wchodząc pod prysznic. Miałem nadzieję, że gorąca woda zmyje ze mnie wydarzenia dzisiejszego dnia. „To wszystko potoczyło się nie tak...” Oparłem głowę o ścianę kabiny. „Jak ona może być taka...” Brakowało mi słów, by to opisać. A właściwie miałem ich wiele, ale naprawdę nie chciałem użyć żadnego z nich wobec mojej dziewczyny. Wciąż ją kocham, choć akurat teraz bardziej czuję złość i rozczarowanie niż miłość... „Rozczarowanie...” powtórzyłem w głowie. To słowo idealnie opisuje to, co teraz czuję wobec Perrie. Nie mogę uwierzyć, że nastawiła się tak do dziewczyny, dla której ja wskoczyłbym w ogień bez zastanowienia. „Każdy z nas... Z Louisem na czele” dodałem. I wobec kogo ona jest lojalna? „Eleanor...” Na samo wspomnienie Els dłonie zaciskają mi się w pięści. Przed oczami ujrzałem przerażoną twarz Kate z wyraźnym, czerwonym śladem na policzku. A po chwili inny obraz pojawia się w mojej głowie. Uśmiechnięta dziewczyna ufnie wyciągająca do mnie rękę, gdy leżę na szpitalnym łóżku. Z jej niesamowitych oczu bije troska... „Nikt nie będzie o niej źle mówił w mojej obecności. Nikt...
   Wycieram się szybko krzywiąc się z bólu przy każdym gwałtowniejszym ruchu. Przepasam się ręcznikiem i wychodzę z łazienki. Perrie siedzi na łóżku patrząc na swoje splecione dłonie nic nie widzącym wzrokiem... Na jej twarzy nie ma już śladu wcześniejszej złości. Jest spokojna... Może nawet zbyt spokojna. Zamyślona... Jakby trochę zrezygnowana... Wyciągam z szuflady czystą bieliznę, dresy i podkoszulek. Czekam na jej ruch. Ubrany odwracam się w jej stronę. Dalej nic. Staję przed nią czekając, aż podniesie na mnie swój wzrok. Nie wiem, co mógłbym powiedzieć. Przeprosić, że przemilczałem pojawienie się Kate? „A może całą prawdę, tak dla odmiany?” słyszę głos sumienia.
   - Kochasz ją? – słyszę te dwa krótkie słowa i zamieram. Mam wrażenie, że Perrie wstrzymuje oddech czekając na moją odpowiedź. „Prawda...
   - Tak...